CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 Czeski film

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
I will bite you
avatar

Data przyłączenia : 05/07/2017
Liczba postów : 33
Cytat : Wyglądał, jakby chciał umrzeć, więc powiedziałem mu, żeby to zrobił.

PisanieTemat: Czeski film   Wto Lip 11, 2017 12:49 am

- Panie inspektorze, wierzy pan w magię?
- Oczywiście, że nie.
- A w demony?
- Też nie.
- A co, gdybym panu powiedział, że tę sprawę rozwiąże tylko demon?
- To bym ci go kazał natychmiast wezwać, idioto!



Lato, 2017. Ludzie wychodzą z domu i znikają bez wieści. W zaułkach starego miasta policja odnajduje kompletnie przenicowane zwłoki. Giełda przeżywa nagłą zapaść. Zwykły dzień w Nowym Jorku? Nie.
To tylko Praga staje na głowie.
Z dnia na dzień Wełtawa spływa krwią, Tańczące Domy gdzieś wrąbało, Złotą Uliczkę nagle wysrebrzyło, a Most Karola każdej nocy nabiera fantazji, by wraz ze świtem pojawić się w nowym miejscu. Istnieje granica tego, co można zrozumieć i logicznie wyjaśnić. Jest granica tego, co praska policja zdoła ukryć. Aż wreszcie jest granica cierpliwości, ta cienka czerwona linia, którą z hukiem przekracza Interpol.

- Kim pan jest?!
- Goetą.
- Geodetą?!
- Goetą!
- NIE SŁYSZĘ. GEODETĄ? NA CO NAM TU GEODETA?!



Dieter jest młodym, obiecującym, ambitnym jak diabli funkcjonariuszem służb specjalnych współpracującym z Interpolem. Należy też do wąskiego grona osób, które jako jedyne zdołałyby rozwiązać praską zagadkę i przywrócić spokój sennemu miastu. Jest bystry, plotki twierdzą, że także przystojny i ponoć ma niezłe powodzenie u płci wszelakich.
Ach. Jeszcze jedno.
Dieter jest magiem. Z dziada pradziada.
Magia to nie machanie różdżką i zakrywanie grzywką blizny na czole. To sztuka, misterium precyzji i dokładności, godziny studiów nad księgami okultystycznymi, znajomość wiedzy tajemnej, zdolność do przyzwania demona i ugięcia go do swej woli. Zespół czynników wpływających na stłamszenie wezwanej potęgi, uczynienie jej karną i posłuszną.
…Przynajmniej tak brzmi teoria, bo Haagenti, choć płynnie włada każdym językiem świata, w żadnym z nich nie zna słowa „posłuszeństwo”. Obce są mu tez pojęcia „takt”, „ogłada”, czy zwykła „grzeczność”. Jest bezczelny, gadatliwy i piekielnie znudzony tkwieniem w otchłani. Raz wezwany zrobi wszystko, by utrudnić życie i potężnie struć dupę inwokatorowi, a wszystko to uczyni z właściwym sobie, sardonicznym wdziękiem. Zmuszony do posłuszeństwa wypełni wszystkie rozkazy... ale płacić sobie każe w dość odmiennej walucie.


Ostatnio zmieniony przez ∑ dnia Sro Lip 12, 2017 8:06 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DelusionSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 124
Cytat : 'Ein Blut, ein Volk... ein Wolf, eine Kuku-na-muniu!"-Jasza 2017
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: Czeski film   Sro Lip 12, 2017 3:21 am


Dieter Maria Fruehling to młody, acz dobrze rokujący specjalista od cudów i zadań niewykonalnych, a przynajmniej tak reklamuje swoje usługi. Kilkorgu ludzi zapewne obiło się o uszy jego nazwisko, kilkoro zaś zaraz po usłyszeniu o nim zdążyło wsadzić opowieści między bajki i zapomnieć, w wielu zaś kręgach jest swoistym persona non grata z tytułu sposobów, za pomocą których radzi sobie z przeciwnościami losu. Mało kto jednak wie, iż nie jest to jedna osoba a dwie, z czego ta druga (a obecna) odgrywa dopiero rolę własnego ojca, który z racji wieku i nieleczonych kontuzji przejść musiał w stan spoczynku i oddać biznes jedynemu synowi. Kto bowiem trzeźwy i normalny nie zwróci uwagi na to, iż młody wiek zaprzecza opowieściom sięgającym dwadzieścia, a nawet trzydzieści lat wstecz. Nie to jest jednak istotne i nie to stanowi o jego nieprzeciętności. Rzeczony Dieter jest bowiem najzwyklejszym w świecie magiem. Nie magikiem wyciągającym z kapelusza białe króliki, ani nie trefnisiem strojącym sobie żarty z publiki za pomocą kart i szklanej kuli. Jest on (prawie) jedynym w swoim rodzaju pomieszaniem chrześcijańskiego kapłana (bez święceń, powołania i stażu w seminarium), religioznawcy (bez pięcioletnich studiów stricte kierunkowych), antropologia kulturowego (a raczej behawiorysty od przypadków beznadziejnych), personalnego trenera i okultysty. Przede wszystkim też nigdy nie jest sam. Grzecznie przywołuje istoty spoza rzeczywistego wymiaru, uprzejmie namawia je do współpracy i korzystając z ich mądrości rozwiązuje zagadki, które nie powinny być rozwiązane w tym stuleciu. O dziwo nie jest anonimowym szachrajem, a osobistością znaną nawet w kręgach Interpolu, chociaż niekonwencjonalne metody wyciskają na twarzach niedowiarków pobłażający, zażenowany uśmiech do momentu, w którym zaczynają być żywymi świadkami umiejętności mężczyzny… A nieczęsto tacy się ostają.
Nie, Dieter nie zaprzedaje swej duszy i nie podpisuje własną krwią pergaminowych cyrografów. Doskonale zdaje sobie sprawę, że umowy zawiązane pomiędzy nim i drugą stroną są poważne i wiążące, jednak w żadnym stopniu niepodobne do osadzonych w świadomości religijnej tłuszczy przekonań i tradycji. Wie to, był bowiem świadkiem śmierci swojego brata bliźniaka, który wiedziony przekonaniem o własnej wszechmocy naruszył warunki i postanowienia, w ostateczności przypłacając to długim, widowiskowym i bolesnym zgonem. Wie także, że co demon, co istnienie, co kreatura żywcem wyjęta z lokalnej tradycji to inne upodobania i inne rytuały. Wie to, a mimo wszystko z miną ważniaka leci prosto w ogień zdarzeń, rozbudowując prestiż jakiego dochrapał się papa. Prestiż w (jeszcze) ograniczonych kręgach, co zamierza zmienić gdy jako jedyna osoba na świecie rozwikła zagadkę praskiego galimatiasu.

Bilans gimbazjalisty
Wzrost: 177,5 cm
Szacowana waga: 72/74kg (czasami waży się po posiłku)
Kolor tęczówek: szaro-zielonkawe o mocnej obwódce
Upierzenie: wyblakła czerń poprzeplatana gdzieniegdzie, pomimo relatywnie młodego wieku, delikatnymi pasmami siwizny. Zapuszcza.
Grupa krwi: ARh-
Wiek: 26
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
I will bite you
avatar

Data przyłączenia : 05/07/2017
Liczba postów : 33
Cytat : Wyglądał, jakby chciał umrzeć, więc powiedziałem mu, żeby to zrobił.

PisanieTemat: Re: Czeski film   Sro Lip 12, 2017 9:36 pm


Haagenti (też: Haage, ale nie lubi skróconego imienia). W tradycji okultystycznej czterdziesty ósmy duch Goecji, wielki przywódca piekła. Rozporządza trzydziestoma trzema legionami podległych mu demonów i jak każdy, kto ma pod sobą tylu podwładnych, niesamowicie irytuje się opieszałością.
Według „Lemegetonu” można go, jako przywódcę, wezwać o dowolnej porze dnia, natomiast niewskazane jest robić to w nocy. Wyrwany ze snu Haagenti jest wściekły i skłonny robić rzeczy straszne. Nie wierzysz? A widziałeś ostatnio Atlantydę? No właśnie. Haage uważa, że to wielka niesprawiedliwość, że inwokator może go przyzwać kiedykolwiek. Jest to zresztą jedna z wielu niesprawiedliwości, jakie w ogromie swego umysłu raczy dostrzegać, bowiem przywódca Haagenti to niezwykły wrzód na dupie, upierdliwiec i maruda z piekła rodem. Istnieją podejrzenia, że Morze Martwe kiedyś zgodziło się wysłuchać jego smętnego pierdolenia. Efekt – jak widać.
W snuciu apokaliptycznych, destrukcyjnych i defetystycznych wizji dekadenta znacznie dopomaga mu moc zmieniana wody w wino (umie też na odwrót – ale po co?). Jak każdy demon jest złośliwy i czyha na błąd inwokatora. Mimo to jest chętnie wzywany, bo względnie łatwo jest z nim się porozumieć (przynajmniej nie strzela pod niebo kłębami siarki), a poza tym potrafi zmieniać dowolny metal w złoto. Zna rzeczy ukryte dla oka i, odpowiednio zmuszony, podzieli się swoją wiedzą. Aby go przyzwać, konieczna jest pieczęć wykonana z amalgamatu. Za każdy razem ma cholerną nadzieję, że jego inwokator zatruje się rtęcią i umrze.
Jest zły. Jego sposobu patrzenia na świat nie sposób przyrównać do ludzkiej moralności. Jest zły w sposób elementarny… ale też piekielnie znudzony siedzeniem na Dole, tak więc zażywa niekiedy rozrywki u boku zdolnego maga.
Przyzwany pojawia się jako uskrzydlony byk, ale bądźmy szczerzy, to nie jest zbyt ergonomiczna postać. Tak naprawdę nie ma żadnego ograniczenia formy. Jest w stanie zmienić się we wszystko, z wyjątkiem Kim Kardashian (tego akurat „religia mu zabrania”).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DelusionSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 124
Cytat : 'Ein Blut, ein Volk... ein Wolf, eine Kuku-na-muniu!"-Jasza 2017
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: Czeski film   Czw Lip 13, 2017 12:44 am

To był jeden ze straszniejszych dni dla inspektora Těšínskýego. Pomijając kiepski weekend w korelacji w paskudnym tygodniem i jeszcze gorszym miesiącem, można śmiało stwierdzić, że środa dnia 12 lipca roku pańskiego 2017 nie może się stać już gorsza. Mogła, jednak o tym drogi inspektor wiedzieć niekoniecznie musiał.
Zaczęło się tak jak zwykle – od rana urwanie głowy w związku z nawałnicą telefonów, zgłoszeń ustnych, listownych, droga Maryjo – internetowych i raźnym strumieniem płynących przez odbiornik radiowy relacji z miejsc wypadków. Nie ma tu pomyłki, miejsce bowiem niczym komórka w procesie podziału rozszczepiło się najpierw na dwie niezależne lokacje, potem zaś na naście, a nawet dziesiąt obszarów zadziwiających wydarzeń, z których najnormalniejszym był chyba mord z zimną krwią w dzielnicy od ponad dwóch lat obleganej przez okolicznych Romów. Rozbryzgi krwi przestały robić na kimkolwiek wrażenie godne uwiecznienia w prasowych wzmiankach, odkąd najgorętszym tematem było śledzenie drogi wędrówki mostów, które niewyjaśnionym sposobem każdego ranka przecinały inną część rzecznego koryta, jak gdyby strojąc sobie żarty z ludzkości. Nie dziwi raczej fakt podtopienia dwóch osób, które wiedzione przyzwyczajeniem nie miały w zwyczaju patrzeć pod nogi i z wdziękiem przejedzonego walenia stoczyły się po nierówności terenu wprost w przybrzeżne szuwary, by podziwiać wytrzeszczających oczy mieszkańców Pragi z wysokości poziomu poopadowego. Stary żydowski cmentarz zrosił trawę świeżą, wciąż ciepłą krwią, która wydarła się z brudnych, zimnych oków ziemi i cementu. Brodząc po kostki w strumieniem płynącej jusze anonimowy śmieszek napompował i pozostawił przywiązane do nagrobków dziecięce pontony z dinozaurami. Problem w tym, że krwawe ślady wychodzące na Maiselovą prowadziły do nikąd. Gdzie indziej z kranów poczęła się leniwie sączyć jagodowa lemoniada, doprowadzając okupujących wanny i prysznice ludzi już nie tylko do szewskiej pasji, ale i prawdziwego szału. Wszystko jednak jak nagle się zaczynało, tak i nagle ginęło w odmętach innych, równie spektakularnych i równie bezsensownych wydarzeń. Kto bowiem potrafi wyjaśnić nagle przetrącenie karków wszystkich psów w promieniu kilometra od muzeum lego, gdzie dwa dni wcześniej przywieziono ich klockowe kopie? Gdyby była to namiastka kulturowej propagandy, ktoś musiałby się nieźle spocić brojąc na placu zabaw Těšínskýego. Ktoś, kto nie posiadając imienia, opisu, ani nawet pewności na temat istnienia zalazł już inspektorowi za skórę sprawiając, że łapanie się za łysinę stało się jego nowym, ulubionym zajęciem zaraz po sążnistym przeklinaniu i dojeniu lurowatej kawy z popękanego kubka w słoneczniki, który dostał na pięćdziesiąte czwarte urodziny od własnych wnuków. Sto lat, Těšínský!
Podnieconą i podenerwowaną wrzawę w policyjnym biurze przecinało właśnie ciche, miękkie plaskanie gumowych podeszw pstrokatych trampek o kafelki na podłodze. Znakomicie, reprezentacyjnie dobrane obuwie podkreślało krój wyprasowanych spodni w kant i popielatej, schludnej marynarki, która zapięta na jeden guzik gustownie, nienagannie marszczyła się na nieznajomym. Młody mężczyzna cicho, acz pewnie przecinał korytarze pomiędzy biurkami, gdzie rozdzwonione telefony witano spłoszonym „Gdzie i co?”, nie bawiąc się chwilowo w smutne, urzędowe konwenanse. Być może za sprawą ogromu stażystów przydzielonych do segregowania spraw na dzielnice, a być może przez chronicznie oblegany ekspres do kawy atmosfera w biurze była ciężka i niespokojna. Chaotyczna. Dieter, bo takie było imię intruza rozglądał się po tym szatańskim burdelu z nieukrywaną satysfakcją. Nie był on bynajmniej prowodyrem takiego stanu rzeczy, miał jednak swoje do wtrącenia i bardzo liczył na to, że odbędzie się to właśnie w podobnych okolicznościach. Poprawił mankiety skrytej pod marynarką śnieżnobiałej koszuli i przesunął palcami po skórzanym pasku teczki trzymanej w drugiej ręce. Anonsował się telefonicznie jakieś dwa dni temu, wyraźnie i konkretnie ustalając godzinę swojego przybycia, uprzednio uparcie odmawiając pocałowania się w niepoważny zad głupiego smarkacza, któremu nagle zebrało się na żarty. Nikt nie brał go jeszcze na poważnie pomimo, iż miał przy sobie dobre, ciężkie referencje osób naprawdę wysoko postawionych w europejskiej hierarchii. Można powiedzieć że kilkukrotnie dawał już sobie radę z najróżniejszymi zabawami, zjednując sobie zarówno entuzjastów jak i wrogów zawodu. Nie byłoby dla niego nowością, gdyby ktoś zdążył go w przeciągu tych dwóch dni porządnie oszkalować.
Cóż, przybył pomimo tego i nie zamierzał wychodzić z pustymi rękami. Wciąż uprzejmie, z nutką nonszalancji zapytał rumianą sekretarkę o drogę do inspektora. Ta podskoczyła na wymęczonym krzesełku, z jękiem nienaoliwionych elementów obracając się o jakieś 45 stopni i wskazując palcem na przymknięte drzwi, zza których co i rusz uciekało głośne pierdolenie, w mordę bicie i kurwisynienie. Uprzejmie dziękując za chęć współpracy oddalił się w ich kierunku, by dwukrotnie zapukać i za pozwoleniem przekroczyć próg gabinetu. Tam było jakby ciszej.
Nie było tu poważnej, umundurowanej na czarno ochrony. Nie było drogich kamer i bajeranckich bramek. Nie było pięknych, smukłych sekretarek ani nawet orientalnych kwiatów w wielkich, marmurowych dzielnicach. Czeska policja, chociaż sprawna i gotowa do akcji nie śmierdziała groszem, większość funduszy pakując nie w siebie, a w zadania. Chwaliło im się to, ale i było powodem, dla którego Dieter przeszedł bez wzbudzania zainteresowania. A może był to czar znikających domków?
- Witać. Ja Dieter – magik i magizoolog – jego niesamowicie płynny czaski przerodził się w dłuższą chwilę pauzy pod ciężkim spojrzeniem zdezorientowanego inspektora. Przeszedł więc na początku na niemiecki, zaraz reflektując się i kończąc multikulti angielszczyzną, starając się brzmieć poważnie i wiarygodnie. – Dieter Fruehling. Dzwoniłem dwa dni temu i jestem tu, by omówić warunki mojego zatrudnienia, najpierw uwzględniając wynagrodzenie. Uprzedzam, że pracuję w systemie godzinowym.
Szeroki uśmiech ozdobił jego młodą, dokładnie wygoloną twarz. Wejście smoka, jakkolwiek dziwne i niecodziennie, nie mogło zrobić takiego samego wrażenia jak w chwilach spokoju, toteż nikt chyba nie powinien zacząć krzyczeć i domagać się ewakuacji z miejsca zdarzenia, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
I will bite you
avatar

Data przyłączenia : 05/07/2017
Liczba postów : 33
Cytat : Wyglądał, jakby chciał umrzeć, więc powiedziałem mu, żeby to zrobił.

PisanieTemat: Re: Czeski film   Czw Lip 13, 2017 1:41 am

Przez chwilę było cicho. Wszyscy w pomieszczeniu, włącznie z wątpliwej urody Czeszką w garsonce, otworzyli szeroko usta jak próbujące łapać powietrze karpie. Dopiero po kilkunastu długich sekundach kobieta wyrwała się ze stuporu, z teatralnym rozmachem huknęła się w czoło i zerwała z krzesła. Zaczęła lawirować ku młodzieńcowi z wyciągniętą ręką, jakby trzymała w niej śmiertelnie jadowitą żmiję.
- Marlena Kralova – przedstawiła się. Twarz miała doskonale nijaką, bladą, ziemistą, o lekko wyłupiastych niebieskich oczach i rzadkich rzęsach. Ale tembr jej głosu był naprawdę miły. Więcej zarobiłaby w radiu niż w policji. – Uprzedzano nas, że pan przyjedzie, ale…hm…
W tym „hm” zawierało się całe piękno i komizm sytuacji. Ale – nie sądziliśmy, że to tak na poważnie. Ale – spodziewaliśmy się kogoś starszego, jak już. Ale – co to znaczy „magiem”? Ale – dlaczego pan nie ma tiary i peleryny w gwiazdki, tylko wygląda jak cholerny księgowy?
- Może kawy? – zapytała w końcu słabo. To zaktywizowało mężczyzn – jeden wymsknął się pod pretekstem zwiedzenia toalety, drugi poszedł po rzeczoną kawę. Trzeci zaczął przerzucać zawalające biurko papiery.
- Do tej pory odebraliśmy ponad tysiąc siedemset zgłoszeń – zaczął. Miał nosowy, gruby głos i ewidentny katar sienny. – Wydarzenia zaczęły mieć miejsce dokładnie cztery doby temu, w północ między piątkiem a sobotą. Przez ten czas Most zdążył przemieścić się dwadzieścia sześć razy. Próbowaliśmy nanosić na mapę jego lokalizację, ale nie ma żadnego wzorca. Testy laboratoryjne wykazały, że szkarłatna ciecz z Wełtawy ma skład krwi ludzkiej pochodzenia wielu osobników. Podobnych wniosków dostarczyły próbki z cmentarza.
Dopiero teraz podniósł oczy na maga. Miał może czterdzieści lat, ale wyspał się tak dawno temu, że teraz wyglądał, jakby miał sześćdziesiąt.
- O co tu, do cholery, chodzi?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DelusionSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 124
Cytat : 'Ein Blut, ein Volk... ein Wolf, eine Kuku-na-muniu!"-Jasza 2017
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: Czeski film   Czw Lip 13, 2017 2:06 am

Nie zapamiętał. Z głowy wylatywały mu informacje, które mógłby pewnie potem wykorzystać, a które nie przydawały mu się w chwili obecnej. Kobieta prócz nijakiej urody posiadała nijaką prezencję, nijakie imię i nijaką mimikę, pozostawiając jednie własnym słowom wybrzmiewać na tyle uprzejmie, że unosiły się w powietrzu o wiele za długo na to, by pozostać niezauważonymi. Dieter momentalnie poszerzył uśmiech, przechodząc z lalkowej grzeczności do rozpiętości rozjechanej na drodze żaby.
- Niezwykle mi miło, Frau Karval. – Uścisnął jej rękę energicznie i z werwą, natychmiastowo po krótkim kontakcie puszczając ją pozwalając, by ta kołysała się w rytm zapamiętanych ruchów. Cały był jakiś taki szczególnie żywy, jakby uradowany sytuacją, co zupełnie odróżniało go od reszty towarzystwa. Kiedy czeska policja nie mogła zmrużyć oka, on spał spokojnie jak dziecko. – Dziękuję, jednak muszę odmówić. Nadmiar kofeiny szkodzi mojej koncentracji, a nie wypada dać się ponosić emocjom.
Zdjął z kobiety wzrok, jakby ta nagle przestała istnieć. Zainteresował się bardziej rzeczowym mężczyzną, z uwagą słuchając jego wymęczonego wywodu. Brzmiał jak woda rozbijająca się o kamienie. Jak tłuczony, gliniany garnek pełen mokrej ziemi. Z jednej strony było to nużące i powodowało chęć do skulenia się w próbie ukrycie dyskretnego ziewnięcia, z drugiej jednak musiało napełniać spokojem nawet największego choleryka w okolicy. Dieter klasnął w dłonie zupełnie jakby przyszło rozpakowywać mu swój świąteczny prezent. Wbrew oczekiwaniom normalnych ludzi on nie był ani przerażony, ani poddenerwowany. Był jak dentysta, który zarabiał na psujących się zębach. Wcale nie ukrywał, że pewne wydarzenia są mu bardzo na rękę i to czyniło go nie bardzo lubianym w towarzystwie.
- To, za pozwoleniem, jest piekło. Wasze osobiste. Irracjonalne i cudownie nieskoordynowane, powodowane bowiem mocami, jakie wykraczają poza wasze rozumowanie. Proszę mi powiedzieć… Wierzą państwo w ogóle w magię? – Błysk w jego jasnozielonym oku naniósł na twarz wyraz podekscytowania. Brzmiał jakby dokładnie wiedział „co się do cholery działo”, prawdą jednak był dokładnie ukryty fakt, że jeszcze nie miał podjęcia. Od policji różnił się tym, że mało co go dziwiło, a raczej napełniało szacunkiem dla pomysłowości, ponadto wiedział gdzie należy pytać. Miało być spektakularnie i tak będzie, przecież się przygotował dokładnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
I will bite you
avatar

Data przyłączenia : 05/07/2017
Liczba postów : 33
Cytat : Wyglądał, jakby chciał umrzeć, więc powiedziałem mu, żeby to zrobił.

PisanieTemat: Re: Czeski film   Nie Lip 16, 2017 1:00 pm

- Kralova – poprawiła odruchowo kobieta. Prawdopodobnie tylko dlatego nie było aż tak słyszalne równoległe mruknięcie „Wariat”, które wyrwało się nie wiadomo komu. Nietrudno się dziwić.
Sam wygląd Niemca, jego słowa, ekspresja i nieprzystająca do powagi sytuacji ekscytacja sprawiały, że jawił się ludziom jako etatowy świr. I kobieta byłaby już właściwie skłonna sięgnąć po telefon – jeden z tych dość archaicznych, wciąż stacjonarnych modeli – i zadzwonić na dołek, prosząc, by przysłano tu trzech krzepkich policjantów oraz jeden radiowóz. I tym właśnie konwojem oddelegowano Dietera do najbliższej placówki medycznej wyspecjalizowanej w terapii zaburzeń schizofrenicznej.
Ba, pani Kralova niechybnie by to zrobiła. Ale przeszkodził jej szef, który znienacka zakwitł w drzwiach gabinetu ich sekcji, dzierżąc dwa kubki kawy.
- Nie wierzymy – powiedział nienaganną angielszczyzną. – A przynajmniej nie wierzyliśmy do zeszłego tygodnia. Teraz jesteśmy skłonni zrewidować swoje poglądy – teraz dla odmiany przeszedł na płynny niemiecki, dając Dieterowi możliwość decydowania, w jakim języku odbędzie się dalsza rozmowa.
Wszedł, zamykając za sobą drzwi nogą. Jeden kubek kawy trafił się Dieterowi, z drugim mężczyzna przycupnął na brzegu przeciwległego biurka, opierając pośladki o blat. Nie przedstawił się, najwidoczniej wyszedł z założenia, że nie musiał – mundur komendanta i lśniąca plakietka z nazwiskiem robiły to za niego. Siorbnął kawy, śmiesznie odginając palec i popatrując na maga. Pił tak, jakby jeszcze nie był pewien, czy to aby nie kwas azotowy.
- Jesteśmy skłonni tak dalece uwierzyć w magię, że nawet za nią zapłacimy. Mam przyjaciół w Interpolu, a Ty jesteś sławny.
Mężczyzna wyglądał na przynajmniej dwa razy starszego niż Dieter. I luźno przywiązanego do konwenansów.
- Dwieście tysięcy koron czeskich, tyle proponuje prezydent Pragi. Plus pokrycie kosztów twojego pobytu tutaj. Wybierzesz hotel, który zechcesz, bo mówiono mi, że, hm, lokalizacja jest ważna dla twojej pracy. Dostarczymy ci wszystkiego, czego potrzebujesz.
Zawahał się lekko.
- O ile nie narusza to prawa czeskiego i międzynarodowego – podkreślił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DelusionSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 124
Cytat : 'Ein Blut, ein Volk... ein Wolf, eine Kuku-na-muniu!"-Jasza 2017
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: Czeski film   Nie Lip 16, 2017 2:19 pm

Nie musiała tego robić. Z niejasnych powodów Dieter już teraz wiedział, że do samego końca sprawy nie będzie w stanie zapamiętać kim jest i jaki był jej udział – chyba że zdziała coś tak fenomenalnego, iż piętno jej nijakości zlezie z niej jak ubrania wieczorem. Potrafił uznać czyjeś zasługi nawet, jeżeli uprzednio spisał daną osobę na straty.
Magik rozsmakował się w zmianie atmosfery w pomieszczeniu. Nagle tam, gdzie wyczuwał jedynie pobłażanie i pewną nutę strachu powietrze zgęstniało od powagi. Wejście szefa zmieniło nastawienie załogi o 180 stopni zupełnie jakby był wcześniej wyjętym trybikiem harmonizującym pracę pozostałych. No i otwarcie potrafił przyznać że są w czarnej dupie, toteż żadne metody nie są im zbędne. Nawet jego. Kubek przyjął od złej strony, toteż musiał natrudzić się, by sparzone ciepłem palce sięgnęły ucha bez czynienia sobie dalszej krzywdy. Mężczyzna zdawał się tym nie przejmować, odchodząc we wcześniej obranym kierunku, co pozwoliło Dieterowi przekierować narzędzie zbrodni na Karlovą. Uśmiechając się jeszcze szerzej niż dotychczas wcisnął jej kawę w ręce i odszedł o kilka kroków, by mu się nie odwdzięczyła. Nie pijał kawy bez specjalnych okoliczności, a już na pewno nie wtedy, gdy musiał dużo pomyśleć zanim coś powie. Nawet nie podziękował, chyba nie musiał.
- Tamte niemowlaki i tak by umarły. – Wyraz jego twarzy skwaśniał jak stare mleko. Wypominanie mu takich drobnostek w obliczu jego sukcesu było cokolwiek niesmaczne. – Ponadto minęły już dwa lata, a wy nadal nie zrobiliście choćby kroku w kierunku lekarstwa na ich chorobę. Nie czuję się ani trochę winny. Niektórzy są przywiązani do tradycji. – Wzruszył ramionami poważniejąc, jakby chciał zamknąć ten temat. Demon był wtedy prawdziwym wrzodem na dupie. Rzucał się po okolicy jak krowa z padaczką. Dieter zrobił wtedy tylko to co musiał, by zmusić drania do posłuszeństwa. Nic ponadto, nic wielkiego. Ach, a może mężczyźnie chodziło o te kilka, czy kilkanaście działek narkotyków, które przyjął kilka tygodni wcześniej? Nie zamierzał tego uściślać, rzucając komendantowi uważne spojrzenie. Jego niemiecki brzmiał twardo i dumnie, płynnie szeleścił jak liście na wietrze.
- Podwoicie stawkę, albo zaokrąglicie do pięciuset. – Przygotował się do tego etapu. Wcześniej dokładnie sprawdził przelicznik walut toteż doskonale wiedział, że marne dwieście tysięcy starczy mu może na powrót i kilka niedrogich pamiątek dla rodziny. Śmieszne pieniądze jak dla kogoś, kto proponował im wsunięcie drabinki do dołka z gównem, w którym siedzieli umorusani po czubki uszu. – Nie mam wielkich wymagań, bo dobrze wiem z kim chciałbym współpracować. Nie potrzebuję czasu na decyzję, tylko dostępu do siłowni, kuchni i wygodnego łóżka. Tym razem bez waszego głupiego współlokatora, bo to było uciążliwe.
Nadzór nadzorem, ale wysyłać policjanta by mu towarzyszył było lekką przeginką. Facet najpierw zatruwał mu przestrzeń przez miesiąc, a potem skończył jako przystawka, a wszystko poszło na Dietera. Nie popełni drugi raz tego samego błędu. Pokój z ładnym widokiem tylko dla niego i jego słodkiego pupilka. Nie musiał być pięciogwiazdkowy – i tak nie sądził by to przeszło, skoro chciał z nich zdoić ich premie na kolejne kilka lat. Wystarczy, by był przestronny i niekoniecznie blisko centrum. Nie odpowiadał przecież z początku za to co przyzwie.
- Gdy już się zgodzicie, to możecie się przywitać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
I will bite you
avatar

Data przyłączenia : 05/07/2017
Liczba postów : 33
Cytat : Wyglądał, jakby chciał umrzeć, więc powiedziałem mu, żeby to zrobił.

PisanieTemat: Re: Czeski film   Wto Lip 18, 2017 8:01 pm

Komendant tylko skinął głową. Najwidoczniej przypuszczał, że taką właśnie odpowiedź usłyszy.
- Mówiono mi, że jesteś zdolny – odparł. – I potrafisz się targować. Potwierdziłeś jedno, więc liczę, że potwierdzisz i drugie.
Wstał, podszedł do doniczki z lekko uschłym fikusem i wylał do niego całą resztkę swojej kawy. Kwiat miał lekko pożółkłe koniuszki liści, widać komendant nie pierwszy raz podlewał go w ten sposób. Kobieta miała w oczach niemą grozę. Pełna pasji florystka?
- Czterysta tysięcy koron czeskich za rozwiązanie sprawy i przywrócenie sytuacji do stanu wyjściowego – rzucił, odwracając się, by spojrzeć magowi w twarz. – Plus sto, jeżeli sprawę zamkniesz w ciągu trzech dni, licząc od jutra. Dziś masz czas na zwiedzanie. Ale nie sugeruj się mapą Pragi, od kilkudziesięciu godzin jest nieaktualna.
Komendant był dziwnym człowiekiem. Wyrażał się lekko i płynnie, nieco sarkastycznie i zabawnie, ale cała jego postura znamionowała znużenie. Podkrążone oczy i opuszczone ramiona mówiły „Nie jest mi, kurwa, do śmiechu”.
Ruszył ku wyjściu, nie zatrzymując się, by uścisnąć magowi dłoń.
- Spróbuj trdla, jak będziesz w okolicy Praskiego Hradu. Sprzedawcy chyba jeszcze nie uciekli – dodał, uśmiechając się ponuro. Wyszedł, cicho zamykając za sobą drzwi. Karlova zacisnęła uszminkowane na nijaki kolor usta. Najwidoczniej absurdem dla niej było oferować komuś dwa razy młodszemu tyle pieniędzy za chałturę.
- Ale właściwie to z kim mamy się przywitać? – spytała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DelusionSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 124
Cytat : 'Ein Blut, ein Volk... ein Wolf, eine Kuku-na-muniu!"-Jasza 2017
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: Czeski film   Sro Lip 19, 2017 1:31 am

Jeżeli komendant był żywą personifikacją zmęczenia i apatii, Dieter w tym momencie promieniał niczym reaktor, zadowolony że poszło mu tak gładko. Być może zbyt łatwo, ale po co drażnić lwa, skoro można się z nim pobawić na swoich zasadach. Wodził za mężczyzną wzrokiem w milczeniu, zupełnie ignorując oczywistą uwagę w kierunku swoich umiejętności. Nie trzeba strzępić języka, skoro jedynym sposobem na przekonanie niedowiarka było zmuszenie go, by na własne oczy patrzył jaką potęgą może być umiejętne korzystanie z pomocy drugiej istoty. Nawet, jeżeli koło dobrego serca i empatii istota ta nawet nie stała, a za swoje usługi liczyła sobie więcej niż faktycznie były warte.
Zastygł z wyciągniętą ręką, gdy mężczyzna zamykał za sobą drzwi. Było nie było, liczył że jakiekolwiek maniery nie były mu abstrakcją, toteż mocno sparzył się na swojej wizji uprzejmości Czechów. Sam nie był stereotypowym Niemcem i gdyby ktoś postanowił postawić go obok wyobrażeń o ulizanych ważniakach o twardym dialekcie, musiałby się zdrowo nagimnastykować by wejść w kanon. Mimo wszystko ciągle był zdania, że co wolno wojewodzie…
- Och, pani ciągle tu jest? Proszę o wybaczenie – już tłumaczę! Ja nie pracuję sam. – Rzucił jej pociągłe spojrzenie, krzywiąc jeden koniuszek ust w podkówkę, zdobiąc tym samym twarz nie szerokim, a wciąż radosnym uśmiechem. Klepnął się w teczkę, którą dzierżył przy sobie niczym wciąż nieopatentowany lek na raka. – By zadośćuczynić żywym wciąż wątpliwościom – Nawet nie czekał na reakcję. Nie dał im dojść do słowa, gdyby bowiem posłyszał chociaż jedno „nie, nie, nie, my wierzymy”, straciłby resztki szacunku do instytucji policyjnej jako ostoi prawa i sprawiedliwości. Kłamstwo w tym wypadku miało szalenie krótkie nogi, po co więc dawać mu sposobność do narodzin. – chciałbym wam przedstawić kompana moich jutrzejszych zmagań. Oczywiście jak to z gośćmi bywa, należałoby ich przyjąć uprzednio dbając o miejsce i porządek. – Rozejrzał się krytycznie po pomieszczeniu, bez słowa doskakując do pustego biurka i z niemałym wysiłkiem przesuwając je do kolejnego. Krzyki kobiety o szacunku dla instytucji publicznego porządku potraktował tak, jak na to zasługiwały. Znaczy się – przytaknął gorąco, obiecując poprawę przy najbliższej okazji, po czym podsunął mebel ciasno do pozostałych, z zaskoczeniem obserwując, jak jeden z mężczyzn postanawia się ewakuować. Widać wziął go albo za niebezpieczeństwo, albo za wariata… Z dwojga złego dobrze, że nie za niebezpiecznego wariata, chociaż tego nie mógł być pewien.
Kawałek przestrzeni, który wyszarpał powszechnemu burdelowi miejsca pracy wymagał drobnych poprawek. Z głębi teczki wyszarpał szklaną butelkę o szerokim wylewie i gustowny pędzel o miękkim włosiu. Klęknął, śledzony spojrzeniami i nie mówiąc ani słowa ulał nieco zawartości na podłogę, kreśląc na niej czerwoną niczym maki cieczą równy, wymuskany pentagram w kole. Równy jak od linijki, zupełnie jakby ćwiczył go ostatnie pięć lat godzina po godzinie. Miał chłopak trochę wprawy, dzięki zapałowi ojca do wyuczenia go wszystkiego, co stary Dieter wiedział. Gdy już nakreślił wszystkie odpowiednie dla Haagentiego znaki, wstał z klęczek i krytycznie przyjrzał się temu co uczynił. Dopiero po tym postanowił odezwać się do kobiety.
- Zabawa polega na ty… Wszystko okej? – Zgroza wymalowana na twarzy zebranych odjęła mu na chwilę mowę. Nie do końca wiedział o co może im chodzić. Byli bladzi, nieznany mu policjant do tego spocony jak po maratonie. Robili sobie najwyraźniej zawody na to, kto najdłużej wstrzyma powietrze. – To NIE jest krew. Te noworodki to był… A nieważne. – Sięgnął ponownie do wnętrza teczki, uprzednio chowając farbę do zasuwanej kieszeni. Musiał o nią dbać. Ciężko mu było nabyć czystą rtęć bez potrzeby spowiadania się ze swoich planów. Jeszcze ciężej przewieźć przez granicę. Musiał o nią dbać jak o własne dziecko. Ostatnie, kontrolne spojrzenie, jednak wszystko wyglądało dobrze. Studiował tą pieczęć już od dawna – mógł ją narysować z zamkniętymi oczami. Z czeluści teczki wyszarpał jeszcze garść grzechoczących kamyków, które cisnął w malunek, a które przy bliższych oględzinach okazały się zębami. Małymi, dużymi, starymi. Z korzeniami i bez nich. Kłami, trzonowcami i jedynkami. Mlecznymi i stałymi. Wszystkie łączył fakt posiadania pięknych, srebrzystych, odcinających się od bieli i żółci plomb wypełniających dawne ubytki. Nie zamierzał tłumaczyć skąd je posiada. Byłoby to nieco problematyczne, zważywszy na to że kostnice zakaz mają handlu własnymi klientami. Faktura na nazwisko komendanta prawdopodobnie już szła pocztą. Dla pewności wyjrzał jeszcze przez uchylone okno i wyszarpał zza niego stary, brudny termometr, który także roztrzaskał na plamie czerwieni. Policjanci stali jak żony Lota.
- Nie przerywać proszę, bo to trochę długi wierszyk. – Wezwanie swe rozpoczął mocnym akcentem. Nie było czarnych świec ani ofiary z niewiniątka. Poczynił wszystkie przygotowania, toteż mógł wyciągnąć przed siebie rękę, żeby dodać sobie nieco tragizmu. Z powagą i mocą wyklarował pierw „audi Haagenti”, potem wypluł kilka smakujących kurzem i przeszłością linijek, i zakończył prawie wywarczanym „veni!”. Postarał się, zrobił wszystko. Miał skundloną z rtęcią farbę, miał wiedzę, odpowiednią inwokację i amalgamat w dwóch postaciach. Nie wiedział, co mógł uczynić więcej, by krnąbrny byk usłuchał jego wezwania. Musiało wystarczyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
I will bite you
avatar

Data przyłączenia : 05/07/2017
Liczba postów : 33
Cytat : Wyglądał, jakby chciał umrzeć, więc powiedziałem mu, żeby to zrobił.

PisanieTemat: Re: Czeski film   Czw Lip 20, 2017 5:08 pm

Przyglądali się w zdumieniu Niemcowi, który szalał, demolując im biuro. Na nagich deskach podłogi (de facto pamiętającej chyba jeszcze czasy Hitlera – budynek komendy był stary) cieczą o barwie zakrzepłej krwi wymalował równą jak od linijki, pięcioramienną gwiazdę. Wypisane wzdłuż jej linii znaki wyglądałyby niczym bazgroły pięciolatka, gdyby nie tchnęły złowrogą aurą. W pomieszczeniu zrobiło się nagle o co najmniej dziesięć stopni zimniej. Uszminkowane wargi kobiety posiniały z chłodu.
- Co pan robi? – wykrztusiła.
Wrzasnęła z odrazy, gdy wypełnione amalgamatem zęby posypały się jak zerwane ze sznurka korale. Mężczyźni zbledli, gdy z ust maga popłynęły słowa w języku, którego nie mieli prawa znać. Brzmiały jak suchy szelest i trzask płomieni rozpalonego przed tysiącami lat ogniska – tak samo jak tego dnia, gdy pierwszy czarodziej spróbował swej sztuki. Tej samej, którą w samym sercu stolicy europejskiego państwa, na progu XXI wieku pieczołowicie odtwarzał Dieter.
I, uwierzcie, gdyby wasze obawy o jego stan psychiczny ziściły się, bylibyście stokroć bardziej zadowoleni. Gdyby okazał się być zaledwie wariatem, niegroźnym świrem zamkniętym we własnym pudełku z etykietą „schizofrenia”, wszystko byłoby dobrze. Chmury gradowe nagle nie zasnułyby nieba, a nieoczekiwanie zrywający się wiatr nie szarpałby wściekle framugami okien, nie podrywałby do tańca zaścielających biurka dokumentów.
Gdzieś w oddali błysnął piorun.
Nie, moi słodcy. Dieter Fruehling, na wasze nieszczęście, nie był wariatem.
On po prostu, również na wasze nieszczęście, postanowił wezwać mnie.

***

Jak mawiał przy kielichu mój przyjaciel Woody – wieczność jest nudna. Szczególnie pod koniec. Warto sobie wziąć to do serca, szczególnie gdy mówię ja – istota zrodzona z wieczności i dla wieczności, przez wieczność mająca snuć swój uporczywy surogat istnienia. A mimo to, ilekroć czuję wpijające się w moje ciało rozżarzone haczyki Przyzwania, ilekroć czuję, jak każda sylaba wypowiadana Tam ciągnie mnie ku powierzchni, wsysa niczym rura odkurzacza.. czuję się tylko gorzej.
Nie to, żebym coś sugerował, ale to chyba kiepsko znaczy o twoim świecie?
Do rzeczy – nie miałem humoru. Moloch dodałby, że „jak zwykle”, ale nie pora na polemikę. Nie miałem humoru, co niestety odbiło się na pogodzie – a kiedy tylko otworzyłem swoje cudowne, czerwone oczy i ujrzałem szaro-burą masę chmur spiętrzonych na niebie, poczułem się jeszcze gorzej.
Starzeję się.
Zasnułem dymem pomieszczenie – nie chciałem, by widzieli mnie, nim zmaterializuję się w pełni. Jestem nieco wstydliwy. Przez chwilę więc widniałem jako para monstrualnie wielkich, czerwonych oczu jarzących się pośród sinoczarnego dymu. Jakaś kobieta zemdlała bez wdzięku. Monstrualne oczy wywróciły się wymownie ku sufitowi.
Dwudziesty pierwszy wiek. Z biegiem lat jest coraz gorzej. Kiedyś chociaż kobiety potrafiły mdleć uroczo i rozkosznie – ta tutaj, odziana w sztywny, biurowy strój, rypsnęła o ziemię ciężko jak kłoda.
- KTO OŚMIELA SIĘ MNIE WZYWAĆ? – zagrzmiałem głosem wichru i gromu, wyciem wilków, rozpaczliwym ujadaniem szakali. Rozbrzmiewałem zewsząd i znikąd, otaczałem ich, miażdżyłem i zdobywałem. Ludzie tarzali się po podłodze, płacząc i wyjąc – tylko jeden, nad podziw młody, stał prosto.
Jest i on. Mag w swojej osobie.
Już układałem sobie w głowie przemówienie, które zniszczy jego poczucie pewności, podkopie morale i skłoni go, by mnie wypuścił. Ale właśnie w tym momencie zmaterializowałem się – ja, ogromny, uskrzydlony byk, ściśnięty pośród niewiarygodnie małej gwiazdy.
- CO DO KUR… JAK ŚMIESZ?! – zawyłem, ale, przyznaję, nie zabrzmiało to już tak epicko.
Gwiazda była po prostu za mała. Zewsząd czułem, jak przypala mnie rzeczywistość tam, gdzie stykałem się z ochronną krawędzią pentagramu. Chronił maga przede mną, racja. Ale i mnie przed światem, nim mag nałoży czary pozwalające mi wyjść bezpiecznie. Stuliłem uszy, położyłem ciasno po sobie skrzydła i ścieśniłem nogi niczym dziewczynka, której chce się siku w galerii handlowej. Chwost zawinąłem pod siebie i bezskutecznie próbowałem zrobić coś z rogami, by były mniejsze
Zniszczę gnojka.
Po prostu go zniszczę!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DelusionSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 124
Cytat : 'Ein Blut, ein Volk... ein Wolf, eine Kuku-na-muniu!"-Jasza 2017
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: Czeski film   Czw Lip 20, 2017 5:49 pm

Patrzył na niego z wzbierającym zafascynowaniem. To był zdecydowanie ulubiony moment każdej jego roboty. Gdyby nie wiązało się to z kosztami i rosnącą popularnością listów gończych gdzieś tam poza rzeczywistością, przyzywałby demony codziennie. Zwłaszcza te potężne. Zwłaszcza te manipulujące otoczeniem z gracją czapli zrywających się do lotu. Z ust wydobyło mu się jedynie ciche, bezszelestne „łał”, nim demon zauważył, że chyba nieco przerastał oczekiwania.
Dieter rozłożył ręce jakby chciał przybysza przytulić, po czym zrezygnowany wzruszył ramionami. Co miał zrobić? I tak wyszarpał dodatkowe miejsce starając się, by Haagenti czuł się cokolwiek komfortowo. Sam nie spodziewał się, że tak ogromne z niego bydlę. Nigdy go jeszcze nie przyzywał, toteż relacja była dziewicza zupełnie jak reakcja kobiety. Dżentelmeństwo w jego żyłach dało o sobie znać, odsunął się bowiem by padając na twarz przed potęgą demona nie zawadziła o niego i nie zrobiła sobie z tego tytułu jakiejś krzywdy. Drzwi do gabinetu rozwarły się z trzaskiem, zaś do środka wpadło stado tak samo zdezorientowanych, co uzbrojonych w pałki policjantów i stażystów. Jeden z nich ciągle dzierżył kubek z kawą, myląc go zapewne z pistoletem, wyciągał bowiem dygoczącą rękę przed siebie zupełnie jakby chciał kogoś tym zabić. Smak zapewne nie ustępował chwilowemu przeznaczeniu. Wszyscy oni jak jeden mąż pogubili szczęki na podłodze, ktoś zawtórował Haagentiemu cicho i niemrawo tłukąc między zęby kurwy i pytania.
- Haagenti – policja. – Wystawił rękę przed siebie nieprzejęty przedstawieniem jakie zrobił. Dla niego była to normalka. Tężejące chmury, dzikie pobłyski wyładowań, wicher gwałcący wszystkie drzwi i okna z czułością wojsk radzieckich. Przywykł. Prawdziwym fenomenem był dla niego kulący się w pentagramie byk, którego prawdziwie klasyczna muskulatura nie ustępowała posągom Greckim. Był jak żywe dzieło sztuki, tylko potrafił komunikować się i oddychać. – Policja – Haagenti. Mój partner. – Dodał z dumą, zupełnie jakby to było już przyklepane. Nie znał jeszcze waluty, nie znał zakresu jego przydatności. Demon jednak widział to, czego on nie był w stanie i chociaż lepiej orientował się w praskim burdelu niż długoletni mieszkańcy, wciąż był na początku drogi do rozwikłania tej zagadki. Ledwie o krok, może dwa dalej niż policja. Wiedział po prostu gdzie pytać.
- Kultura wymaga, by się ładnie przywitać, gdy ma się gościa. – Sam ukłonił się przed demonem z gracją tresowanego szlachcica. Istoty pozaziemskie czuły się, nie bezpodstawnie przecież, lepsze , toteż lubiły łechtać rozrosłe ego odpowiednim szacunkiem. Tego Dieterowi brakowało, jednak teatralność jego sztuki wypełniała wszystkie luki. Nie będzie się przecież płaszczył przez wieczność. Ma trzy dni, nie licząc dzisiejszego. Musiał się wyrobić, by nie stracić uznania.
Dwójka policjantów przeżegnała się w akompaniamencie jęków. Dieter nie zamierzał wypuszczać demona, póki ten nie ustali z nim warunków współpracy. Rzeź niewiniątek była ciekawa w Biblii, nie w realnym życiu. Głupi przecież nie był – wiedział że demon dowolnie manipulował swoim kształtem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
I will bite you
avatar

Data przyłączenia : 05/07/2017
Liczba postów : 33
Cytat : Wyglądał, jakby chciał umrzeć, więc powiedziałem mu, żeby to zrobił.

PisanieTemat: Re: Czeski film   Czw Lip 20, 2017 8:22 pm

Parsknąłem niczym rozjuszony byk. Z moich nozdrzy wyfrunęły dwa malownicze kłęby pary, dla podkreślenia mej irytacji.
- No, no, no, no! – zaoponowałem. Machnąłem z dezaprobatą chwostem, ale natychmiast zaprzestałem tego typu ekscesów, gdy tylko poczułem, że bliskość krawędzi pentagramu mnie palą. – Jeszcze nie jesteśmy po słowie.
Rozejrzałem się ponuro.
Zasnute ołowiem niebo. Nijakie, nieciekawe biuro – jak domyśliłem się po zapowiedzi, komisariat policji. Ludzie o nijakich fizjonomiach, mapa Czech na ścianie. Unosząca się zewsząd atmosfera melancholii i przygnębienia. To mogło być tylko jedno miejsce.
- Jesteśmy w Pradze? – spytałem. – Który jest rok?
Ostatnim razem zwiedzałem ten świat w osiemdziesiątym trzecim. Było śmiesznie, przez trochę. Ale potem nie dało się kupić porządnego alkoholu, więc przestało być śmiesznie. Nie to, żebym nie umiał go sobie zrobić sam.
- Kim jesteś i dlaczego mnie wzywasz? – ze znużeniem zadałem kolejne pytanie. Mam już dość. Jestem tu od trzech minut, ale mam dość. – Pospiesz się z odpowiedzią, chłopcze.
Gówniarz na pewno musiał wiedzieć, że postać mogę zmieniać na jego rozkaz dopiero wówczas, gdy zawrze ze mną pakt. Do tej pory muszę się tu kisić, w klaustrofobicznie ciasnym pentagramie, usiłując nie stać się smażoną wołowiną. To jest karygodne! Żądam ingerencji związków zawodowych!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DelusionSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 124
Cytat : 'Ein Blut, ein Volk... ein Wolf, eine Kuku-na-muniu!"-Jasza 2017
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: Czeski film   Czw Lip 20, 2017 8:40 pm

- Kwestia czasu. – Tym razem to on machnął ręką, z tą różnicą, że cały czas miał się piekielnie dobrze, a nawet z każdą minutą lepiej. Jeszcze nie miał żadnych powodów do narzekań, toteż czerpał pełnymi garściami, promieniejąc i roztaczając dookoła siebie aurę triumfu. Posikaliście się już? Dobrze wiem że posikaliście. Spróbujcie teraz powiedzieć, że jestem świrnięty, proszę bardzo.
- Praga. – Przytaknął grzecznie. – 2017, lipiec. Epicentrum najlepszego karnawału tego stulecia. Kilkadziesiąt zaginięć, naście cudów dla potwierdzenia przez Watykan i kilka morderstw, ale to chyba sprawa lokalna. No i Ty, drogi Haage.
Ściągnął marynarkę, smakując się w fakcie, że jako jedyny tutaj nie był albo wkurwiony, albo śmiertelnie przerażony. Kralova nadal leżała niczym martwa muza, tłum gęstniał, zaś nieznany mu chłystek o nadgarstkach chudych jak przecinki najwyraźniej miał problemy z hiperwentylacją. Dieter rozpiął mankiety i podwinął rękawy aż pod łokcie. Kołnierzyk poluzował, głębiej oddychając przez usta. Pomimo zwiastunów burzy wewnątrz zrobiło się jakoś tak duszno. Sam nie wiedział, czy chciał mieć to już za sobą i uwiązać do siebie demona, czy może wolał popławić się w blasku własnej chwały. Nie był przecież aż takim pozerem. Wbrew temu co sobą reprezentował w chwili aktualnej był mądry i spostrzegawczy. Dość ostrożny – na tyle by blokować własnym ciałem dostęp pozostałym ludziom do demona. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że to oznaczało fiasko przed upływem choćby pierwszej godziny. Nie chciał zaprzepaścić takiej szansy. Teraz, kiedy wiedział że będzie na językach całej Pragi – ba – cholernych Czech, nie chciał zrobić czegoś bezmyślnego. Niewielkie kroczki w przód oznaczały progres, to zaś byłoby jak skok w przeszłość.
- Czterdziesty ósmy duchu, zarządco piekła – czy uczynisz mi zaszczyt i pozwolisz wypuścić się z pentagramu na moich zasadach?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
I will bite you
avatar

Data przyłączenia : 05/07/2017
Liczba postów : 33
Cytat : Wyglądał, jakby chciał umrzeć, więc powiedziałem mu, żeby to zrobił.

PisanieTemat: Re: Czeski film   Wto Sie 08, 2017 4:51 pm

- Ja podpadam pod cuda – mruknąłem, choć bez takiej dozy sarkazmu, jaką miałem zamiar zawrzeć w tym stwierdzeniu. Czułem się źle. – Tylko nie mów Watykanowi.
Westchnąłem od serca. Dawniej magowie byli równie potężni, co skryci. Ich sztuka napawała maluczkich nabożnym lękiem, ten zaś pączkował, rodząc przepiękne kwiaty nienawiści. Ze strachu przed nieznanym i potęgą, jaką daje nieznane, magów palono na stosach, dźgano widłami lub chociaż zmuszano do publicznego odwoływania swoich mądrych teorii (a ja przecież mówiłem temu durniowi Galileuszowi, że tak się to wszystko skończy!).
Tak czy inaczej, świat wyglądał inaczej. W magię wierzono. Magii się bano. Nami – demonami – straszono niegrzeczne dzieci. Gdyby ktoś wówczas, gdy swąd uśmiercanych na stosach kobiet wciąż wiercił mi w nosie odorem palonego białka, powiedział mi, że kilka wieków później arogancji gówniarz zawezwie mnie w centrum miasta, w budynku użyteczności publicznej, śmiałbym się w głos.
Ale teraz tylko westchnąłem od serca.
- Uczynię ci zaszczyt i nakopię ci do dupy nie jednym kopytem, a dwoma – odparłem ze znużeniem, tak tylko pro forma. I ja, i on wiedzieliśmy, że zaistniała sytuacja nie pozwoli mi na długie przepychanki słowne. Z mojej byczej piersi raz jeszcze umknęło cierpiętnicze westchnienie, a potem skłoniłem byczy łeb, omal nie rysując rogami krawędzi pentagramu, i uważnie przyjrzałem się znakom. Kopyta trzymałem przy sobie tak ciasno, jak tylko pozwalała na to budowa obręczy kostnych byka. Wyglądałem, jakby chciało mi się siku. Co za niefart.
Też pro forma. Były idealne. Gdyby było inaczej, coś by tu już dawno wybuchło – głowa maga, na przykład.
- Pentagram jest silny i trzyma pewnie – orzekłem niechętnie. – Zgoda. Na mocy prastarych znaków i Klucza Salomona spełnię twą wolę… cenę jednakże wyznaczę za trzy dni, w trzecią godzinę dnia.
Sęk w tym, że ja kompletnie nie wiedziałem, czego zażądać za moje usługi. Inni byli w tym temacie znacznie mniej oryginalni – setkę dziewic, hekatombę niemowląt, czarnego wołu, krew miesięczną umęczonej dziewczyny. Na ogół śmierdzące i prostackie sprawy. Czego mógłbym chcieć?
Odesłania do domu, to raz.
Czegoś brutalnie krzywdzącego psychikę maga, który ośmielił się wyciągnąć łapska po mą potęgę. To dwa.
Mam trzy dni. I dowiem się, co to takiego.
- Dwa tysiące siedemnasty – wymamrotałem, z ulgą czując, jak w chwili przypieczętowania kontraktu opadają pętające mnie więzy. Umowa pomiędzy mną a magiem chroniła mnie przez tym światem, pozwalała mi bezpiecznie funkcjonować poza granicami pentagramu. Od razu zmieniłem postać – stałem się młodym, czarnowłosym mężczyzną dość podobnym do mego kontrahenta. Jeden rzut oka na okolicznych ludzi pozwolił mi oszacować współczesne zwyczaje odzieżowe, więc dorzuciłem prosty garnitur i białą koszulę z rozpiętym kołnierzykiem. W przeszklonych drzwiach szafy na dokumenty dojrzałem swoje nowe oblicze – bladą, wymizerowaną twarz, jasnoszare oczy, wąskie, podkrążone i zmrużone, jakbym nie spał od wielu nocy. Cienkie, bezkrwiste usta. Mister sezonu letniego na oddziale onkologii. – Czy Marlena Dietrich jeszcze żyje?
Lubiłem Marlenę.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DelusionSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 124
Cytat : 'Ein Blut, ein Volk... ein Wolf, eine Kuku-na-muniu!"-Jasza 2017
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: Czeski film   Sro Sie 09, 2017 12:16 am

Atmosfera zgęstniała. Wyczuł to natychmiastowo – nastroje zmieniły ukierunkowanie, z przestrachu i usilnego utwierdzania się w wierze obracając się w coś na kształt onieśmielenia, lekkiej nawet fascynacji i spłyconego oddechu. Obecne w pomieszczeniu panie odetchnęły głęboko, kilku młodszych i starszych stażystów spuściło cnotliwie wzrok. Odsetek krwi rozlanej po policzkach wzrósł trzykrotnie; dało się słyszeć niepewne stukanie obcasów ludzi nagle zmieniających środek ciężkości. Przemiana była płynna i ładna, wyglądała jak performance, a nie przeistoczenie się bestii w człowiekopodobną istotę. Ogromne rogi obróciły się w pył, kopyta ciężko taranujące podłogę zaklaskały o nią obiły się gumą podeszw. Masywny byk o lśniącej, krótkiej szczecinie sierści maskującej ładną muskulaturę zniknął, ustępując miejsca szczupłemu mężczyźnie w nieco przydużym, lecz wciąż wdzięcznie wiszącym odzieniu. Gdzieś z tyłu dało się słyszeć dławiony ręką jęk.
Także i Dieter był pełen podziwu. Każdy demon do tej pory nienawidził zacierania granic pomiędzy swoim bytem i domniemanym człowieczeństwem. Nawet przeobrażając się w humanoidalne kreatury wciąż pełni byli upierzenia, owiewającej członki mgły, upływów krwi z większości otworów, rogów różnych kształtów i rozmiarów, czy błon – wszędobylskich błon mokro plaskających przy każdym uniesieniu ręki i rozcapierzeniu palców. Haage wydawał się w całej tej swojej demonowatości być jak na razie najbardziej ugodowy, nawet ludzki; przebłysk zimnej logiki nagiął zapewne jego zamiary do niezbędnego kształtu i rozmiaru. Mężczyzna odetchnął z nieukrywaną ulgą, gdy jego od-tej-chwili-partner stanął sobie w niedbałym rozkroku pełen gracji i zakazanego uroku nawet pomimo aparycji weterana oddziału paliatywnego. Dygnął przed nim zgodnie z niepisanym kodeksem, oddając honory jego klasie.
- Zdaje się że umarła jeszcze w poprzednim stuleciu. Wczesne lata dziewięćdziesiąte, może nieco później. – Żywo się zamyślił, nie chcąc skłamać. Nie znał się na nazwiskach gwiazd i celebrytów, zazwyczaj był poza tą strefą nowoczesności. Korzystał z przywilejów możliwości pozwolenia sobie na nowy telefon czy grę wideo, czcił jednak inne bałwany niż te okryte telewizyjną kurtyną. Miał lepsze rozrywki niż śledzenie ploteczek i życia kogoś, kogo nawet nie uznawał za osobistość. Chyba powinien to nadrobić, skoro jego-nowego-kolegę zżerała aż taka ciekawość. – W sprawie dalszych pytań tego pokroju zalecam jednak wikipedię. Mało rzetelne źródło wiedzy, niektórym tam zawartym faktom warto jednak zaufać no i ma nieco szersze horyzonty wiedzy niż ja – Twój wierny, uniżony giermek, o dostojny.
Na twarzy rozlał mu się wyjątkowo szczęśliwy, ale i sadystyczny uśmiech. Może i mieli wolny wieczór, po co jednak marnować czas, kiedy mogli zacząć działać. Im szybciej się uwiną tym lepiej dla jego reputacji. Trochę zmartwiło go to odroczenie zapłaty – nie lubił bawić się w ciemno z istotami przewyższającymi go sprytem i przebiegłością po stokroć. Nie czuł się pewnie będąc na jego łasce. Spodziewał się uważnego obserwowania, kto jednak mógł wiedzieć co bydlakowi strzeli do głowy? Wolałby nie stracić swojej na rzecz drewnianego pala zbroczonego krwią maga.
Dieter klasnął w dłonie kilkukrotnie przerywając zastygłą kontemplację wiotkiej sylwetki demona. – Paluch wsadzili, uwierzyli, to proszę stąd wyjść, Tomasze. Potrzebuję miejsca i prywatności. – Podkasał rękawy prawie pod same ramiona. Czuł się wręcz doskonale błyszcząc za sprawą kopytnego-kolegi-na-jeden-telefon.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
I will bite you
avatar

Data przyłączenia : 05/07/2017
Liczba postów : 33
Cytat : Wyglądał, jakby chciał umrzeć, więc powiedziałem mu, żeby to zrobił.

PisanieTemat: Re: Czeski film   Nie Sie 13, 2017 11:59 pm

Jest i on.
Dziecię talentu. Człowiek sukcesu. Uśmiechnięty zewłok przyzwoitości ludzkiej, zakuty w żelazną zbroję dyscypliny i zawodowego obowiązku. Mag z pasji. Sadysta z zamiłowania.
No jak w mordę strzelił.
- Nie, ja jednak odpadam – wymamrotałem raczej pro forma, bo wiedziałem, że nie mam mocy, by się przeciwstawić. Mogę co najwyżej patrzeć, jak podwija rękawy koszuli, wyłapując szczegóły. Kształt nadgarstków. Bladą skórę – zapewne wtedy, gdy rówieśnicy wskakiwali do basenu przy hotelu w Tunezji, on kisił się w mrocznej piwnicy pełnej ksiąg o tajemnej wiedzy.
Niech go szlag.
Tacy są najgorsi. Ułożeni. Okazują mi szacunek. Postępują ostrożnie.
Ale ja cię dorwę, leszczu.
Wikico?
- Mniejsza o większość. – Ruszyłem w stronę okna, zrazu ostrożnie, potem nieco szybciej i pewniej. Dawno już nie przywdziewałem postaci ludzkiej, musiałem przypomnieć sobie, jak to jest mieć dwie ręce i dwie nogi. Dawno już nie byłem na Ziemi. – Można?
Zgarnąłem z parapetu coś, co wyglądało mi na butelkę wody przygotowanej specjalnie po to, by podlewać nią lekko podwiędłego fikusa. Tchnęła stęchlizną, kurzem i mdło-żelazistym, przyziemnym odorem rzeczywistości. Z westchnieniem potrząsnąłem butelką niczym wytrawny chemik, patrząc, jak na samym dnie pojawiają się smużki czerwieni. Wstrząsnąłem mocniej, pozwalając, by lekki róż przeistoczył się w dojrzałą, soczystą barwę rubinu. Nozdrza połechtał mi aromat wina godnego piwnic Salomona.
Mój humor polepszył się odrobinę. Obiektywnie ujmując – nadal nie było zbyt ciekawiej, ale przynajmniej miałem wino.
- Opowiadaj, dzieciak – powiedziałem, siadając niedbale na biurku. Pociągnąłem solidny łyk win z plastikowej butelki, krzywiąc się, gdy trzasnęła ostro. Nie cierpię wytworów cywilizacji. Co przyzwanie, to gorzej. – Konkrety, bez poezji. Co się dzieje. Dlaczego tu jesteś. Dlaczego ja tu jestem. Czego oczekujesz. Wina?
Wyciągnąłem ku niemu butelkę, nie zaszczyciwszy spojrzeniem uciekających w popłochu z biura. Kimże są, bym uwagę miał zwracać na nich Ja, wielki Haagenti, Przywódca Piekielny, wódz trzydziestu trzech równie piekielnych legionów?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DelusionSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 124
Cytat : 'Ein Blut, ein Volk... ein Wolf, eine Kuku-na-muniu!"-Jasza 2017
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: Czeski film   Wto Sie 15, 2017 7:02 am

Pozbył się wszystkich. Wolał, by nikt nieprzychylny jego metodom, czy nawet ciekawski burak szukający jedynie rozrywki, nie widział, jak teraz będzie błaźnił się przed demonem w poszukiwaniu słów właściwych do manipulacji tymże. Przecież to nigdy nie było tak, że posłuch zdobywało się od razu. No, przynajmniej w chwili obecnej – zamierzchłe dzieje nieco lepiej opisywały zależności pomiędzy przyzywającym i przyzwanym. Wtedy wszystko wyglądało inaczej. Jak to się mówi – za komuny było lepiej.
Przypatrywał się demonowi i, prawdę powiedziawszy, nie wiedział od czego zacząć. Skonstatował już że stwierdzenie, iż Dantalion nie odpowiadał na jego wezwania przez jakiś problematyczny kontrakt długoterminowy nie było raczej najlepszym startem. W końcu jak każda istota nadrzędna i on miał jakąś tam godność, której pielęgnacja i spolegliwe łaskotanie było teraz zadaniem maga. Musiał to rozegrać ostrożnie, zwłaszcza że stawka była zmienna od jego humorów. Wcale nie marzył o tym, by ten zrezygnował z zapłaty, a w zamian za to zaproponował pomoc kolejnym, kolejnym i jeszcze jednym razem. To nie ten tryb kooperacji, by łasić się w nadziei na profity społeczne. Z drugiej jednak strony wcale by nie narzekał. A i może świnie zaczęłyby latać.
- Doszły mnie całkiem zabawne plotki o zjawiskach nieznanego pochodzenia, toteż wpadłem z nadzieją, że bo ich niwelacji może wystawią mi pomnik i oddadzą komplet kluczy do miasta. – Wzruszył ramionami, przecząco kręcąc głową na propozycję wina. Co jak co, jednak teraz trzeźwość umysłu była priorytetem. Raz już poszedł na pokuszenie i dostał całkiem niezłą nauczkę, toteż teraz starał się odroczyć widmo zawału. Dać się drugi raz opętać byłoby przykrością. – Ty zaś, jako widzący to co ukryte, możesz okazać się niebywałą pomocą. To że jest w to zamieszana jakaś idiotyczna czarna magia nie jest sekretem, zastanawia mnie jednak komu nudzi się w wakacje. Zrozumienie jest kluczem, Ty zaś całkiem przys… – tu zerknął na niego, zawahał się i odkaszlnął. –Przyzwoitym asem w rękawie. – Wątła chorągiewka jego ciała kiwała się w rytm wciąż nieskoordynowanych ruchów wprawiając bardziej w rozbawienie niż osłupienie. Jako byk miał klatę – aż chciało się krzyczeć zlęknione AAA i mdleć na podłogę, jak Kralova na ten przykład. Jako istota człekokształtna był zaś dość, przeciętny. Nie robił wrażenia maszynki do nieprzyzwoitości i mordu.
Nie żeby go zawodził, w żadnym razie. Co ma mu więcej powiedzieć? Że trzeba było go pokazać by uwierzono? Że mało kto teraz boi się demonów? Że mało kto robi sobie cokolwiek z… W sumie to czegokolwiek? Smutna rzeczywistość nie była najlepszym tematem do rozważań. Wolał go zabawiać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
I will bite you
avatar

Data przyłączenia : 05/07/2017
Liczba postów : 33
Cytat : Wyglądał, jakby chciał umrzeć, więc powiedziałem mu, żeby to zrobił.

PisanieTemat: Re: Czeski film   Wto Sie 15, 2017 10:50 pm


Spojrzałem na niego.
Me oczy – te, które widziały budowę i zagładę miast, które podążały za armiami cesarstw, których nazwy zatarły się już w pamięci świata – spoczęły na nim. Spojrzałem nań, a mój wzrok, zdolny kruszyć głazy, wybijać źródła wody życia, odkrywać zakryte, zakrywać ukryte i odstawiać różne inne przypisywane mi akrobacje, pozostał nieruchomy.
Obserwowałem pajaca. Już tutaj czułem zapach jego potu. Żaden człowiek by tego nie wyczuł, ale dla mnie chłopiec wprost emanował lękiem, stresem, potrzebą zabłyśnięcia. Chciał mnie udobruchać.
Jaka ta młodzież dzisiaj zachłanna.
- Rozumiem – przerwałem ten monolog. – Chcesz, żebym to ja wystawił ten pomnik? Świetny pomysł, aczkolwiek nie wiem, czy Glasja-Labolas nie byłby lepszy…ale hm, on chyba teraz siedzi w Meksyku. No, nic. Szczerze mówiąc, lepiej radzę sobie w lepieniu z masy papierowej. Co ty na to? O! Albo terakota. Wiesz, kiedyś miałem od jednego władyki zmówienie na żołnierzyki z terakoty…
Paplałem trzy po trzy, podchodząc do okna i uchylając je, by wyjrzeć na zewnątrz. W środku byłem pusty niczym dzwon, ale odegrałem teatr z wciąganiem powietrza do nieistniejących płuc. Nie wąchałem atmosferycznych gazów – szukałem aury.
Była.
Cała Praga przesiąkła cudzą aurą, odorem brudnej, tłustej, ziemistej magii. Przeniknęła odorem krwi, którą, jak się zdaje, wesoło spływała Wełtawa. Dobiegł mnie przyjemny, lekko trącący brudnymi szmatami odór rozkładających się zwłok. Kanalizacja, psia sierść, odpadki roślinne, mieszanina ludzkiego potu, damskich perfum, kału i uryny.
Miasto.
Witaj, świecie, taki śmierdzący, taki zbudowany na krwawicy mi podobnych. Słowo daję, wróciłbym do piekła.
- Albo płaskorzeźbę – dodałem nagle i w dwóch susach znalazłem się obok chłopaka. Schwyciłem go w pół i pomknąłem w stronę okna, podskoczyłem lekko niby irlandzka wróżka, mocno, jak do dwutaktu wybiłem się z parapetu. Przez chwilę walczyliśmy z grawitacją, ale zwyciężyła. Runęliśmy w dół.
Po prostu chciałem zobaczyć rzeczy z bliska.
Nie, nie zrobię mu krzywdy. To w końcu mój cholerny pan.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DelusionSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 124
Cytat : 'Ein Blut, ein Volk... ein Wolf, eine Kuku-na-muniu!"-Jasza 2017
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: Czeski film   Wto Wrz 12, 2017 8:14 pm

- Szczerze powiedziawszy, chcę tylko byś sprawił, iż pomnik ten będzie wyjątkowy i ogromny. Nie musisz sobie nawet brudzić kopyt… To jest, rąk, o wszechmocny. – Szybkie zerknięcie na jego członki upewniło go w przekonaniu o braku odzwierzęcych substytutów partii ludzkich. Odetchnął z ulgą, tak łatwiej pracować. Ulga ta jednak była zdecydowanie przedwczesna. Nie docenił go i przyszło mu się na tym przejechać.
Krzyczał. Krzyczał krótko, ale energicznie. Głośno i dosadnie manifestując swój chwilowy stan emocjonalny. Patrzył w dół i widział zbliżający się bruk, wszystkie cegły, uliczny asfalt i całe swoje pieprzone życie przelatujące mu przed oczami pomimo silnego, pełnego uścisku gdzieś na wysokości talii. Krzyczał, bo nie mógł przeklinać, utknąwszy w próbie zwyzywania go aż do początków istnienia. Ogarnął się dopiero gdy miękko wylądowali, z gracją pijanej foki wyślizgując się z jego objęć i odchodząc kilka niepewnych kroków, by wesprzeć się o niedawno remontowany front jakiegoś starego, nieforemnego budynku. Oddychał ciężej niż powinien, jednak lżej niż przypuszczał że będzie. Mieszanina chwilowego strachu wciąż wypełniała jego umysł i ciało, kotłując się wraz z krwią i płynami ustrojowymi zmierzającymi do ku wolności. Podniósł na niego wzrok i dopiero wtedy przypomniał sobie jak się mówi. Przypomniał sobie też, że chciał go obsobaczyć jak pierwszego, lepszego idiotę.
Zaniechał. Demony winno traktować się z taktem i szacunkiem, ale i pamięcią, że potrafią idealnie wpasować się w kanon zachowań dwuletnich dzieci, tylko nieco silniejszych. I bardziej złowrogich.
- Nie jestem miłośnikiem powtarzania historii i wolę u c z y ć się na błędach, dlatego ponowne odtwarzanie praskiej defenestracji było zbędne. Gdybyś był tak miły i nauczył się wychodzić drzwiami, byłbym zobowiązany, Haage. – Doprowadził przyodziewek do stanu względnego porządku i odepchnął się od ściany. Marynarka została tam na górze, tak samo jak i teczka. No pięknie, dobrze że chociaż głowy nie zgubił. – Podałbym Ci rękę do ujęcia, jednak sam rozumiesz, nie wypada. Na północy, z kilometr w linii prostej poprzesuwało płyty nagrobne. Hieny cmentarne już odtańczyły swoje, a praskie lombardy zalała fala antyków nikłej wartości. Zawsze zarobek. O, a tam, po lewo od tego wysokiego budynku na murze ktoś ułożył czternaście głów dekapitowanych kotów. Wszystkie z obrożami, czyli nie odstrzał uliczny. Reszty nie odnaleziono, a przynajmniej raporty policyjne niczego na ten temat nie zawierały. Chcesz zobaczyć? Malowniczo zalało chodnik. No i ta cała reszta, o której mówiłem tam na górze… O, właśnie. Odstawisz mnie potem po moje rzeczy? Za przechowalnię nie będę płacić, a jest tam jeszcze trochę plomb dla Ciebie. Mogliby to, rozumiesz, zrozumieć nieco opacznie.
Zaprzestał mówienia, wsuwając ręce w kieszenie spodni i rozpoczynając cichy manewr wgapiania się w demona jak ciele w obesrane wrota. Rozgryzienie go zajmie mu trochę, zdawał się niechętny do współpracy i chociaż zaklęcia działały, nie mógł go nakłonić do choćby minimalnego entuzjazmu. Nie był poganiaczem niewolników. Nie czuł do niego prawdziwego szacunku, wolał się jednak nie pokazywać z jęczącym dupkiem narzekającym na wszystko dookoła. To psuło PR.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Czeski film   

Powrót do góry Go down
 
Czeski film
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» jaki to film/serial?
» Czasy końca
» Fajne filmy :)
» Zjawiska paranormalne
» Co to za film/serial/anime?

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zona scriptum :: Fantastyka-
Skocz do: