CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 Salvation

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 358
next day same bullshit

Female


PisanieTemat: Salvation   Wto Lip 18, 2017 11:44 am

First topic message reminder :


Jeszcze z okien kokpitów pasażerowie mogli podziwiać wybuch pierwszej bomby atomowej. Grzyb uniósł się nad Europą, ale już po chwili kolejne pociski spadły na Amerykę. Komunikat nadszedł z Ziemi dwie godziny po starcie. Musiał zostać przesłany w pośpiechu, ponieważ dane uległy w pewnej części zniszczeniu. Dowódcy statku kosmicznego Salvation oberwali drżący, fragmentaryczny obraz, przedstawiający naczelnego dowódcę sił zbrojnych NATO.

Uruchomcie protokół G54. Zmieniony zostaje cel misji. Od teraz zadaniem załogi jest odnalezienie planety [transmisja została przerwana] Przede wszystkim zapewnić bezpieczeństwo [szum, obraz niebezpiecznie zafalował] Powtarzam. Gdy odsłuchujecie tę wiadomość, Ziemia już nie istnieje. [pisk, zmuszający obecnych w pomieszczeniu do zatkania uszu] Przesyłam dane, które mogą wskazać na planetę nadającą się do osiedlenia. Bądźcie ostrożni. Informacje są niesprawdzone. [w tym miejscu wyświetlone dane były czytelne, choć w kilku miejscach wybrakowane] Komandorze Sullivan, los ludzkości jest teraz w pańskich rękach. Powodzenia. [transmisja kończyła się obrazem salutującego generała]

Ta wiadomość nie może wydostać się poza to pomieszczenie. To bezwzględny rozkaz. Wybuch paniki na statku oznaczałby nasz koniec. Ostatnia rzecz, której teraz potrzebujemy, to histeryzujące setki cywili. Zrozumiano?
- Tak jest, komandorze.

Rok: 2120, kilka dni po starcie z Ziemi
Liczba ludności: 21 067
Stan statku kosmicznego „Salvation”: bardzo dobry
Misja: odnaleźć planetę nadającą się do zasiedlenia
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
DelusionSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 82
Cytat : 'Ein Blut, ein Volk... ein Wolf, eine Kuku-na-muniu!"-Jasza 2017
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Czw Wrz 14, 2017 8:07 pm

Patrzył na niego i niedowierzał. Jak taki poczciwy miś mógł uchować się pośród hordy Jasona? Czy on im jakoś specjalnie nie wypierał mózgów nim wchodzili pod jego rozkazy. Widział kilkukrotnie jak urządzali sobie zawody w pluciu do celu i byli tym tak zajęci, jakby pracowali nad lekiem na raka. Zaabsorbowani tak, że prawie powywalali swoje szklanki z zawartością, o której wolał nie myśleć. Potem się o to prawie pozabijali. Jednakże rudzielec prócz poczucia humoru i jakiegoś tam zalążka kręgosłupa moralnego w ostatecznym rozrachunku nie wydawał się aż taki zły. Nie pasował trochę do utartej tu wizji żołnierza i kłócił się z systemem szufladkowania. To, albo świetnie wyćwiczona gra aktorska próbująca przeszmuglować dobrze utkaną nić wywiadu apropos zguby Silvershota. Kapitanowi musiało na serio zależeć na tym małym problemie.
- Tak, mózgu – sarknął złośliwie, wzruszając ramionami. Co miał mu powiedzieć – ”hej, mam ten nośnik w dupie żeby zawsze mieć go przy sobie”? Po pierwsze – nie – nie miał, nie był na tyle głupi żeby nosić go ze sobą. Po drugie – dlaczego w ogóle miał z nim współpracować? Ok, pomógł mu się ukryć, nie wydał go i ciągle wyraża chęć potwierdzania swojej bohaterskości, ale to nadal był zupełnie obcy człowiek, o zupełnie obcych ideałach i zupełnie obcych dążeniach. Co, jeżeli dostanie drobiazg do ręki, skopie go do nieprzytomności i zostawi tu, by dogorywał samotnie z połamanymi żebrami i odruchami wymiotnymi przy każdej próbie ruchu?
Naraz stężał. Widział go, czasami obracał się za siebie by sprawdzić, czy ten nadąża. Łapał go wtedy na uporczywym przyglądaniu mu się, jednak ani razu niczego na ten temat nie powiedział. Kolejny przytyk rozbił się o niego jak fala o klif. Spiorunował rudzielca co prawda wzrokiem, ton jego głosu jednak był spokojny i opanowany, jakby nie traktował tego poważnie. – Mam się zbliżyć do niedźwiedzia i co? Wylizać mu futro w podzięce? Tak, jestem pedałem jeżeli szukasz potwierdzenia. Ciapatym arabem, któremu nie staje na widok kobiety. Bądź tak miły i śmiej się dopiero jak sobie stąd pójdziesz. – Pomasował skronie, by nieco się uspokoić. Wewnętrznie nie było mu do śmiechu. – To pendrive.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 358
next day same bullshit

Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Czw Wrz 14, 2017 11:15 pm

Stary, wyluzuj – mruknął niezadowolony. Wydawało się, że obraził się jeszcze trochę bardziej, gdy młodzieniec odmówił mu tej zasłużonej przecież nagrody. Podrapał się po szorstkim policzku, spoglądając na swoje buciory. Nie były tak perfekcyjnie wypastowane, jak buty Jasona. Może dlatego że nie wycierał ich o gębę każdego niższym stopnie. Jak na wojskowe standardy to były nawet upierdolone.
Jestem rudym pedałem. Dobraliśmy się perfekcyjnie, żeby ratować ten statek – wyszczerzył się ubawiony sytuacją, która przeciętnego człowieka raczej wprawiała w stan  bliski przerażeniu. Wydawało się, że wypowiedzenie pierwszego zdania sprawiło mu ulgę. Nie mógł sobie na nie pozwolić w towarzystwie innych wojskowych. – Znaczy na widok lasek też mi staje – sprecyzował i już nie wytrzymał. Po prostu zarechotał.
Skoro jednak sprawę orientacji seksualnej mieli zakończoną, mogli zabrać się za rzeczy odrobinę istotniejsze dla (czego jeszcze nie wiedzieli) całej ludzkości.
I nie sprawdziłeś jeszcze co jest na pendrive? Nie spróbowałeś go gdzieś odczytać? Masz przecież dostęp do całej masy tego niebezpiecznego szajsu – stuknął dłonią w jeden z metalowych elementów. Ismael mógł poczuć szczere oburzenie na taki sposób traktowania tych wszystkich cennych fragmentów skomplikowanej maszyny.
Nico tylko znowu potarł guza na czole.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DelusionSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 82
Cytat : 'Ein Blut, ein Volk... ein Wolf, eine Kuku-na-muniu!"-Jasza 2017
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Czw Wrz 14, 2017 11:43 pm

- Co? – Powtórzył niemądrze, słuchając oświadczenia Nicholasa. Och, zatem czyby oferta całusa nie byłą pretekstem do brzydkich żartów? Facet mówiący tak swobodnie o pedalstwie raczej nie wyglądał na kogoś, kto byłby w stanie żartować w tak okrutny sposób. Ismael spuścił cnotliwie wzrok, nie wiedząc gdzie go podziać by nie patrzeć na rudą, ucieszoną gębę. – Wybacz. Myślałem że chcesz sobie stroić żarty. To stawia tego całusa w nieco innym świetle – zakończył krzywo, odnajdując w sobie umiejętność spoglądania mu w oczy. Poczuł się naprawdę głupio. Jak dzieciak przyłapany na trzepaniu sobie do rozbieranych gazetek po raz pierwszy, z tym że Hariri nie siedział z interesem na wierzchu, a i tak robił głupią minę. – A to się nazywa biseksualizm. Teoretycznie rzecz ujmując nie jesteś rudym pedałem, tylko typem, któremu wszystko jedno, byle był to człowiek… Dorosły. – A przynajmniej miał taką nadzieję. Maszynownia nie była najlepszym miejscem do roztrząsania takich kwestii, on zaś nie był w nastroju do debat ideologicznych. Postanowił zatem z wdzięcznością skupić się na innym tematem niż zainteresowanie zawartością gaci innych.
- Żartujesz sobie? Nie zawirusuję pokładowych komputerów. Wszystkie podpięte są pod system główny i mają dostępy do ogólnych danych, tylko na różnym poziomie szyfrowania. Inaczej mówiąc, nawet podpinając wirusa do prywatnego odbiornika, mogę zarazić cały system statku. – Zamachał rękami jak gdyby chciał ogarnąć przed nim cały ogrom potencjalnych zniszczeń. Jeżeli zresetują program sterujący, działające silniki na nic się nie zdadzą. Jeżeli zmienią kurs, wyjdzie na to samo. Jeżeli ktoś przez ten nośnik dobierze się do działek na ciała niebieskie… Nie chciał nawet tego rozważać. - Walnąłeś się? Poszedłbym Ci po jakieś proszki, ale... Sam rozumiesz, trochę mi nie po drodze. - Spojrzał na niego z małą dozą ciapatego, szczerego smutku. Przytargał go tu Allah wie po co i przez to niedźwiedź ucierpiał nawet, jeżeli była to głupia dyńka z obniżonym stropem czy innym kawałkiem żelastwa. - Wynagrodzę Ci to jakoś jak wylądujemy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 358
next day same bullshit

Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Pią Wrz 15, 2017 9:46 am

Już miał mu powiedzieć, że w wojsku, jak lubisz mężczyzn to jesteś pedałem i twój stosunek do kobiet już nikogo nie interesuje, ale pozwolił arabowi na ten wykład na temat seksualności. Nawet jeśli Ismael nie wyglądał na szczególnie doświadczonego w tej kwestii. Jeśli wziąć pod uwagę jego wcześniejsze reakcje, to istniało duże prawdopodobieństwo, że nie ma pojęcia o czym mówi. Widział na filmach i czytał w internecie.
Kiedy tylko zobaczył, że jednak udało mu się poruszyć ciapate serduszko, zrobił jeszcze dramatyczniejszą minę. Pokiwał głową, dając znać, że cierpi ogromnie i wymaga pomocy.
Wiesz, jakbyś pocałował… to by bolało mniej – zaczął, obdarowując go tym swoim zawadiackim uśmiechem, za który chciało się mu przyłożyć z drugiej strony, a nie pomóc. Podryw Nico znajdował się gdzieś na poziomie przedszkola, kiedy to szarpie się dziewczynki za włosy, rzuca w nie pijawkami i im więcej żartów sobie stroi, tym bardziej się jest zakochanym.
Nie mów nikomu, gdzie masz nośnik. Muszę z kimś pogadać, kto ma jakiekolwiek pojęcie o tym, co się odpieprza. Oni się z tobą skontaktują. I… nie daj się złapać do tego czasu – podniósł się ostrożnie z miejsca i zerknął na swojego przewodnika. Musiał się nieźle zapatrzeć, ponieważ gdy pomyślał, że już jest bezpieczny, zadarł głowę zbyt wysoko i znów zaliczył rurę.
Kurwa – szepnął cichutko, zbolałym głosem. – Spotkanie z ludźmi Jasona w porównaniu z tym całym cholerstwem to by była przyjemność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DelusionSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 82
Cytat : 'Ein Blut, ein Volk... ein Wolf, eine Kuku-na-muniu!"-Jasza 2017
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Pią Wrz 15, 2017 10:48 am

Nie był w wojsku i informacje na jego temat miał wybitnie poniżej krzyża. W normalnych warunkach pewnie by się nawet zainteresował, teraz jednak gadanie o tym groziło długotrwałą zgagą. Dlatego nawet nie zamierzał pytać.
Naprawdę zaczął rozważać przyłożenie mu za monotematyczność. Nico uczepił się tematu jak dzieciak pierwszy raz zasłyszanego przekleństwa, które ku uciesze ojca i zgrozie matki powtarzał nawet nie rozumiejąc znaczenia słowa. Ismael westchnął ciężko, w końcu jednak stwierdzając, że co mu tam. I tak nie był typem romantyka, a może to zwiększy w jakiś sposób jego szansę na przetrwanie? Odepchnął się lekko od metalowej powierzchni i zbliżył do rudzielca.
- Dobra, dawaj ten policzek, bo jak masz jęczeć całą drogę powrotną, to bałbym się Cię stąd wypuszczać w obawie o zwołanie sfory. – Dla niego i tak nie wiązało się to z żadnymi głębszymi emocjami. Nie musiał kochać żeby robić różne dziwne rzeczy. Nie miał na to czasu i warunków. Spojrzał się na Nico z powątpiewaniem – zupełnie jakby rozważał obdarowanie tym nośnikiem połowy załogi. Uważał go za swoją kartę przetargową i miałby ogromne opory przed oddaniem go w ręce rudzielca, a co dopiero jakiejś przypadkowej osoby. Może byli z technikami odrębnym wszechświatem na pokładzie, jednak nie czuli się jak rodzina i żadnemu z nich Ismael nie ufał na tyle, by powierzyć możliwość chodzenia i oddychania prostą przegrodą. – Nawet nie miałem takiego zamiaru. Doskonale zdaję sobie sprawę że obstawiają moją kajutę. W razie czego wiesz gdzie mnie znaleźć, a jeżeli to nie wypali, to wpadaj do szpitala. Może wykupię abonament na jedno łóżko. – Uśmiechnął się krzywo, wcale nie rozbawiony swoim drętwym żartem. – A i poszukaj po drodze swojego papierosa. Powinien gdzieś leżeć. - Potraktował go zimnym spojrzeniem na wspomnienie Jasona i jego podwładnych. Rozważanie takiej opcji było już czystym masochizmem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 358
next day same bullshit

Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Pią Wrz 15, 2017 11:04 am

Schylił się jeszcze odrobinę i nadstawił szorstki, zarośnięty policzek do czułego pocałunku. Nico raczej nie wiązał z niczym głębszych emocji. Nie chował urazy i nie potrafił zachować powagi, nawet kiedy banda Silvershota zamierzała mu się dobrać do dupska.
Poczekał aż Ismael zabierze się do dzieła. Pokazał mu nawet paluchem, gdzie dokładnie domaga się zadośćuczynienia za przeciskanie się przez te koszmarne korytarze. Nie łypał na niego podejrzliwie, więc jeśli chłopak wolał mu przyłożyć pięścią w tak pięknie wyeksponowaną gębę, to miał właśnie świetną okazję i nie potrzebował nawet wybitnego refleksu.
Jeśli jednak zdecydował się dotrzymać słowa, to mężczyzna zerknął na niego odrobinę zaskoczony, ale z tym samym radosnym błyskiem w oku. Nico zdecydowanie w poprzednim wcieleniu musiał być labradorem albo chow chowem.
Jak nie znajdę, to kogoś poproszę.
Nico prawdopodobnie nie zdawał sobie sprawy, że jak on kogoś prosił (wielki facet w wojskowym mundurze), to nawet nałogowy palacz oddałby mu swojego ostatniego ćmika. Myślał w swojej naiwności, że to z dobroci, a nie strachu.
Zasalutował dzieciakowi i zostawił go w tej plątaninie korytarzy, wystający elementów statku, rur i cholera wie czego jeszcze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DelusionSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 82
Cytat : 'Ein Blut, ein Volk... ein Wolf, eine Kuku-na-muniu!"-Jasza 2017
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Pią Wrz 15, 2017 11:19 am

Ha, zrobił to. Po raz pierwszy to on zaskoczył wojaka, a nie na odwrót. Gdy ten wyeksponował szorstki policzek, Ismael z ociąganiem (mimo wszystko wciąż nie czuł się pewnie w obecności wojskowego) zbliżył się i przycisnął mu do skóry usta, czyniąc tym samym uprzejmość nagrody, o jaką cny rycerz wcześniej się dopominał. Nie było to ani długie, ani filmowe, ani pełne śliny i cmokania. Ot, zwyczajne przyciśnięcie warg do policzka przy oparciu się o rudzielca i pełnym wykorzystaniu faktu, że w swojej dobroci postanowił zniżyć się do poziomu Ismaela. Co mu szkodziło… Ma swój miły akcent przed spotkaniem z Jasonem i świadomość, że chociaż tyle ugrał. Westchnął ciężko, odsuwając się od mężczyzny i tłumiąc w sobie chęć wytarmoszenia go za sierść na głowie. Wizja tłustego labradora – przyjaciela całego świata, coraz bardziej do niego przemawiała.
- Nie wątpię, że wszyscy radośnie odstąpią Ci swoje. Postaraj się nie zwracać zbytniej uwagi wychodząc. Bardzo byłoby mi nie na rękę gdyby ktoś Cię tu zobaczył i pomyślał, że to w sumie podejrzane. – Popatrzył na szerokie plecy nico, gdy te w pokornym ukłonie oddalały się ku wyjściu. Sam nie wiedział czy dobrze zrobił pozwalając mu tu wejść. Nie był do końca przekonany o jego bohaterskich zamiarach i zastanawiał się, za ile przyjdzie mu żałować swojego zaufania. Koniec końców pokazał mu, gdzie chowają się takie szczury jak on. Zajął jego miejsce przy ściance, ciężko opadając na podłogę i tępo wpatrując się w maszynerię przed sobą.
Spędził tak kolejne kilka godzin, aż nie wyliczył sobie, że już dawno po zmierzchu i w sumie większość normalnych ludzi powinna już leżeć w kajutach, w odrętwieniu sennym oczekując kolejnej warty. Dopiero wtedy wychylił się ze swojej kryjówki, kierując się potrzebą zjedzenia czegokolwiek i znalezienia jakiegoś przykrycia pod prowizoryczne miejsce do spania. Nikogo nie zauważył, toteż wychynął za drzwi i cicho, uważnie pokierował w kierunku zamkniętego już bufetu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 358
next day same bullshit

Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Pią Wrz 15, 2017 1:16 pm

Odrobinę za późno zorientował się, że bufet również został obstawiony. Na dodatek okazało się, że wojskowi w tych swoich ciężkich buciorach potrafią naprawdę cicho chodzić. O ich obecności młodzieniec przekonał się dopiero, kiedy jedna ciężkich łap spoczęła na jego ramieniu i natychmiast zacisnęła się niczym imadło. Palce wbiły się pod obojczyk, a na mięsistych wargach oprawcy pojawił się zadowolony uśmiech.
W końcu. Ciężko cię dorwać, mały skurwielu.
W sumie… Jason mówił, żeby nic ci nie robić, ale… gdybyśmy tak powiedzieli, że stawiałeś opór – odezwał się drugi zachrypnięty głos. Słyszał wyraźnie, że jego strach sprawia tej dwójce satysfakcję. Poza tym… byli na niego porządnie wkurwieni.
Wiesz, że przez ciebie zamiast pić piwo musimy tu warować?
Gdybyś, jak przystało na grzecznego kundla przyszedł do nogi, to by kurwa nie było problemu.
Szarpnięcie za ramię zmusiło Ismaela do zawrócenia korytarzem. Mężczyźni prowadzili go w kierunku pełnej żołnierzy kantyny. Prosto do Jasona, który bardzo się stęsknił za swoim ciapatym przyjacielem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DelusionSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 82
Cytat : 'Ein Blut, ein Volk... ein Wolf, eine Kuku-na-muniu!"-Jasza 2017
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Pią Wrz 15, 2017 1:47 pm

Krzyknął zaskoczony. W pierwszym odruchu chciał się wyszarpać, od razu tracąc nadzieje na to że to rudowłosy niedźwiedź szczęśliwie znowu przydybał go na prześlizgiwaniu się z miejsca na miejsce. Imadła palców jednak nie puszczały, z każdym jego ruchem zaciskając się wręcz odrobinę mocniej. Zupełnie jakby jakąś dziwną przyjemność sprawiało wojskowemu zgniatania mu ramienia. Przestraszonym wzrokiem potoczył po parce wojaków, szybko oceniając swoje szanse w ewentualnej bójce. Cóż, ktoś nie szczędził w dokarmianiu dryblasów.
- To pomyłka panowie. Macie chyba nie tego co trzeba, ja idę…Po co? Zanieść babci koszyczek? To nie ta bajka debilu. Ismael przygarbił się słysząc głos drugiego żołdaka. No, temu to już w ogóle nie należało fikać. Tylko czekał na okazję żeby mu przypierdolić i dość dziwnym w tym momencie okazywał się fakt, że to Jason go przed tym ochronił. – Puśćcie mnie, na pewno się dogadamy.. – Zaczął niepewnie, licząc na jakikolwiek odzew, jakiekolwiek zainteresowanie. Pchnięty w głąb korytarza nie miał nawet jak stawić oporu. Jego mięśnie były jak problemy laski z miseczką A – zdecydowanie za małe by było się czym chwalić. Nie był może chuderlakiem szczupłym jak patyk i giętkim jak trzcina na wietrze, ale w porównaniu do osiłków Jasona prezentował się dość… Niereprezentacyjnie. Co za pojeb wymyślił głód? Było nie wyściubiać lisiego nosa z nory, bo ogary nie odpuszczały tak szybko.
Jęknął boleśnie, gdy palce wbiły się zbyt mocno. Starał się nie poplątać nóg, kalkulując iż widowiskowy orzeł nikomu w niczym nie pomoże, a jeszcze narobi problemów. Z zupełnie niejasnych (ha!) przyczyn poczuł że oczy szklą mu się nieco zbyt bardzo, dlatego większość wysiłków włożył w to, by nie poinformować żadnego z miłych ochroniarzy o tym, że emocjonalnie nie wytrzymuje napięcia. – Panowie no… – Ponowił próbę, słuchając jak jego głos ginie wśród plasku podeszw i ciężkiego oddechu. Nie, chyba nie było dla niego nadziei.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 358
next day same bullshit

Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Pią Wrz 15, 2017 3:30 pm

W żołnierskiej kantynie nie było już wcale tak tłoczno. Oficerowie, którzy następnego dnia mieli wartę, nie mogli bawić się do tak późna, ponieważ stawiliby się na służbę nietrzeźwi. Część tych, którzy mieli wolne, spała już pijana na stolikach albo opowiadał barmanowi o swoim nieudanym życiu miłosnym.
Jason siedział przy stoliku, jak zawsze w tej charakterystycznej pozie samca alfa: na lekko rozstawionych nogach, jakby interes nie pozwalał mu ich złączyć i z łokciem zawieszonym na oparciu. Na widok swojej zguby uśmiechnął się szeroko aż ciarki przebiegły po plecach. Ismael mógł również dostrzec rudy łeb Nico. Żołnierz siedział z boku i właśnie dawał prawdziwy popis wokalny przed kelnerką.
Dobra. Wypierdalajcie – Silvershot odezwał się do zgromadzonego towarzystwa. Rozległy się niezadowolone pomruki, ale raczej dość nieśmiało. Pomieszczenie zaczęło pustoszeć ze zbędnych świadków. Zostaną tylko najwierniejsze kundle, jakby Jason zmachał się obijając mordę kozojebcy i potrzebował zastępstwa.
Nicholas również przerwał śpiewanie. Dopiero teraz też dostrzegł, kogo przytargali ze sobą ludzie kapitana. O dziwo nie skierował kroków do wyjścia. Wahał się tylko chwilę.
- Kapitanie, to tylko jakiś głupi gnojek – zaczął, wychodząc zza krzesła. Wyprostował się.
Ci którzy nie zdążyli opuścić kantyny zatrzymali się, zaskoczeni nową wersją przedstawienia. Uśmiech Silvershota tylko się poszerzył.
Dorobiłeś się rycerza? – Zwrócił się do Ismaela, wskazując kuflem na dzielnego sir Nicholasa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DelusionSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 82
Cytat : 'Ein Blut, ein Volk... ein Wolf, eine Kuku-na-muniu!"-Jasza 2017
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Pią Wrz 15, 2017 6:13 pm

Rozejrzał się. Naturalnym był fakt, że instynktownie chciał poznać otoczenie, jak gdyby miało to cokolwiek zmienić. Jak gdyby miało polepszyć jego samopoczucie, czy zmniejszyć ból, którego się spodziewał. Nie podobało mu się jednak nic z tego co zobaczył.
Goryle Jasona nie były skore do rozmowy. Żadna próba zagadania nie przyniosła skutku, toteż przestał w połowie, gryząc wargi i starając się nie warczeć przez łapsko zaciskające mu się na ramieniu. Mężczyzna nie poluzował uścisku dopóki nie doprowadził go prosto przed Sullivana, przez co Ismael czuł że sprawność motoryczną straci na dobrych kilka dni. To jeszcze nie byłoby samo w sobie szczególnie straszne, ale przecież najlepsze miało się dopiero zacząć.
Oblicze Silvershota nie było tym, co chciałby zobaczyć po przebudzeniu. Jego radosny uśmiech krył w sobie sadyzm psychopaty, a oczy były zimne jak gdyby zmarł dawno przed ich pierwszym spotkaniem. Nie czaiła się w nich iskierka radości, którą zaobserwował u rudzielca. Jego także wypatrzył, jednak szczędząc sobie melodramatu nie skupił się na nim ani chwili, wierząc że uczyni to co powinien… Nie uczynił. Ismael twardo spojrzał Jasonowi w oczy na jego pytanie.
- To Twoje psy, Sullivan… – Nagle jakby zawahał się, gryząc w język i ściszając głos. –… Kapitanie Sullivan. Nie znam go, nie wiem kto to jest. – Nie był typem heroicznego bohatera. Nie chciał ratować całego świata i nie miał, tak jak Nicholas, syndromu Matki Teresy. Wiedział jednak co by niosło podejrzenie o jakiekolwiek relacje z rudzielcem, już nawet nie dla Ismaela, ale dla samego żołnierza. W pokracznej podzięce za akcję w magazynie postanowił mu tego oszczędzić. Nawet na niego nie patrzył, bojąc się nawiązać nici porozumienia. Rozmasował ramię, które opuściła wielka jak łopata łapa barczystego oblecha w mundurze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 358
next day same bullshit

Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Pią Wrz 15, 2017 10:08 pm

Sullivan powoli podniósł się z miejsca. Wyprostował i rozruszał mięśnie, spoglądając na dwójkę gości, którzy zagwarantują mu dzisiaj rozrywkę. Jebnięci Romeo i Julia dla ubogich. Znalazł się żałosny Tristan, który nie potrafił obronić swojej Izoldy. Jason przesunął palcami wzdłuż ostro zarysowanej linii szczęki. W odróżnieniu od Nicholasa był idealnie ogolony. Zrobił krok w stronę dziarsko stojącego przed nim chłopaka. Upił jeszcze łyk swojego piwa, a następnie uniósł kufel w górę i wylał ją prosto na głowę Ismaela. Duża ilość alkoholu spłynęła po włosach i twarzy młodzieńca.
Mógł zareagować, nawet jeśli spróbował, to wciąż po swoich bokach miał dwóch może niezbyt mądrych, ale całkiem silnych mięśniaków.
Nico zrobił minę. Trudno określić czy bardziej oburzyło go takie marnotrawstwo piwa, czy jednak fakt upokarzania chłopaka. Skierował się w stronę Jasona zamiast do drzwi. A Ismael mógł już zyskać pewność, że ma do czynienia ze skończonym idiotą. Widać uderzenie w jedną z rur odebrało temu debilowi resztki zdrowego rozsądku. Czego facet nie zrobi dla jeszcze jednego całusa.
Kapitan upuścił kufel u stóp szmatogłowego.
Tak, Nico?
Kapitanie, to tylko gówniarz głupi. Mógłby-
Sullivan przekrzywił lekko głowę, po czym spróbował przyłożyć temu miałczącemu żołnierzykowi. Nicholas zareagował instynktownie. Prawdopodobnie kierowały nim raczej lata treningu niż szczera ochota. Nie tylko uniknąć wyprowadzonego ciosu, ale zadał swój własny. Celny. Jason nie spodziewał się, że ktoś może mieć jaja i zrobić coś takiego. Rozmasował szczękę i przetarł rozkrwawioną wargę.
Ułamek sekundy później Nicholas leżał na ziemi z twarzą w kałuży piwa i złamanym nosem. Spróbował się podnieść, ale Jason położył but na jednej z jego dłoni.
To jak? Oddasz mi moją własność i grzecznie przeprosisz? – Nadepnął mocniej na rękę, czemu towarzyszył charakterystyczny odgłos łamanych kości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DelusionSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 82
Cytat : 'Ein Blut, ein Volk... ein Wolf, eine Kuku-na-muniu!"-Jasza 2017
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Pią Wrz 15, 2017 10:39 pm

Wzdrygnął się. Alkohol spienionym wodospadem pociekł mu po brodzie, naleciał go ust i wleciał za ubranie. Prychnął, wypluwając większość, jednak nawet nie ruszył się by cokolwiek z tym zrobić. Wylewano na niego pomyje, soki, piwa, zupy, jogurty u tym podobne. Młodzież była nieco bardziej pomysłowa od Jasona, toteż przejął się tym jak zeszłorocznym śniegiem. Jednak był nieopodal ktoś, komu to widocznie przeszkadzało zdecydowanie bardziej niż jemu.
Zaskoczony obrócił głowę, gdy w rozmowę po raz kolejny jako nieproszony wplątał się rudzielec. Ismael nawet nie odwrócił w jego kierunku głowy. Zwarł jedynie powieki, ocierając nos i buzię rękawem. Co za skończony idiota. Co za debil i głupi bezmózg. Tylko się pokaleczy na tym swoim pieprzonym heroizmie. Miał ochotę warknąć, by wyszedł i zostawił ich samych. Był tchórzem, dlatego tego nie zrobił. Cholernym cieniasem, który bał się nawet jakkolwiek zatrzymać pięść Sullivana. Wszystko potoczyło się szybciej niż w ogóle zdążył pomyśleć o jakiejkolwiek ripoście. Zobaczył jak rudzielec (Nico? Tak go nazwał?) pada na ziemię nieopodal niego, zaś uradowany jak dzieciak na Gwiazdkę Jason podnosi na chłopaka wzrok.
Speniał. Nie był w stanie wykazać się honorową postawą i heroizmem godnym głupoty Nicholasa. Co ciekawe, drżał jak osika, targany rosnącym strachem wobec Sullivana. – N-nie mam tego. Oddałem Smithowi razem z kluczem – załkał, lawirując spłoszonym spojrzeniem pomiędzy uśmiechniętym Silvershotem i pokrwawionym, taplającym się w piwie rudzielcem. Ręce przycisnął do brzucha, wycofując się o krok czy dwa, nim jeden z goryli zastąpił mu drogę. Otarł się o ogromne cielsko i aż zadrżał, gdy uświadomił sobie że przecież są tu inne kundle kapitana. Nie chciał by ten robił krzywdę poczciwemu misiowi, ale jak niby miałby temu zapobiec? Sam się podłożyć? To nie romans literacki – nie paliło go wewnętrzne uczucie niesprawiedliwości i gorejącej miłości. Nie był bohaterem tragicznym, chyba że odjąć tego bohatera. Tragiczny był z pewnością. Przez chwilę patrzył na Nico dłużej niż powinien. Współczuł mu ogromnie – dlaczego ten głupi dupek nie mógł po prostu wyjść?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 358
next day same bullshit

Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Pią Wrz 15, 2017 11:04 pm

Kapitan nadepnął mocniej na złamane palce. Kilka nieco cichszych chrupnięć, a następnie zbolały jęk Nico, kiedy mężczyzna zakręcił lekko obcasem, powodując liczne przemieszczenia i ogromną dawkę bólu. Robiąc to patrzył wprost na swojego przestraszonego ulubieńca. Ismael był cudny, kiedy zmieniał się w spłoszoną, bezradną ofiarę. Gnojek w końcu uświadamiał sobie, gdzie jego miejsca.
Jason wytarł w mundur Nicholasa swojego buta. Potraktował jego ramię jak wycieraczkę, ponieważ na skórze pojawiły się ślady krwi i piwa, a po chwili znów błyszczała. Niedługo Ismael będzie mógł w nich oglądać swoją obitą mordę.
A więc mówisz, że Smith go ma? – Zapytał tonem uprzejmego zainteresowania. Jego głos się nie zmienił. Nie pojawiły się w nim żadne warkliwe nuty wściekłości. Dla Jasona to co robił nie różniło się specjalnie od porannego mycia zębów. Może było jedynie odrobinę bardziej zabawne.
Wsunął palce w rude, potargane kudły.
Mówiłem ci, że powinieneś je ściąć – mruknął w kierunku Nico, który spróbował złapać go za nadgarstek. Jason lekko się skrzywił, a następnie po prostu przybierdoli zarośniętą facjatą prosto w podłogę.
Mam posłać chłopców, żeby zapytali Smitha? – Zgarnął z twarzy Nico niemal czułym gestem włosy, tak żeby Ismael mógł dokładnie przyjrzeć się obitej i zakrwawionej mordzie. Nico tylko lekko pokręcił głową, a następnie wyszczerzył się na ten swój kretyński sposób i splunął krwią oraz jednym zębem na podłogę.
Ochujał cię ciapaty, Jason.  
Morda Nico znów przeżyła gwałtowne spotkanie z podłogą. Kapitan nie zrezygnował jednak z uśmiechu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DelusionSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 82
Cytat : 'Ein Blut, ein Volk... ein Wolf, eine Kuku-na-muniu!"-Jasza 2017
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Pią Wrz 15, 2017 11:22 pm

Romans Nicholasa i podłogi był doprawdy wydarzeniem roku. Ismael nie mógł oderwać oczu, chociaż chciał i wewnętrznie ciągle się do tego zmuszał. Czuł się jak przed kobrą – spuści spojrzenie i umknie mu moment ataku. W jego oczach pojawiły się łzy. Łzy zarówno wściekłości na rudowłosego kretyna za to, że był pierwszą w świecie, podkładającą się za jego arabską dupę istotą, wściekłości na Jasona za to że żył i strachu tak ogromnego, że prawie polał się z nerwów w gacie. Nie padł na kolana łkając o wybaczenie, nie podleciał do rudzielca by go, nie wiem, osłonić, chociaż pewnie przy różnicy ich gabarytów byłoby to warte uwagi widowisko. Stał twardo, truchlejąc pod każdym słowem kapitana, drżąc na każde chrupnięcie kości i głuchy odgłos uderzania głowy o podłogę. To tylko drobne zadrapania, prawda? Do wesela się zagoi. Nawet nie chciał myśleć o tym, jak bardzo musiało to boleć.
Zaraz porzyga się obiadem sprzed dwóch dni.
- Tak n-naprawdę to… Zgubiłem. Jak wracałem t-to wypadł mi z k-kieszeni. – Łgał jąkliwie, wlepiając przerażone spojrzenie w krew mieszającą się z piwem, które właśnie dotarły do jego butów. Uniósł trwożnie nogę, jak gdyby bał się skąpania w jusze Nicholasa. Ciągle drżał i ciągle nie wiedział co ze sobą zrobić. Z trudnością przychodziło mu artykułowanie czegokolwiek. – P-poszedłem d-do Smitha, bo się bałem ż-że mnie zabijesz. – Przesunął się nieco w lewo, instynktownie chcąc znaleźć się jak najdalej zbiegowiska i jak najbliżej wyjścia. Na plecach czuł oddech żołdaków. Jeden z nich zarechotał zdrowo, widząc jak Nico pozbywa się zęba. Widać takie kino było dla niego rozrywką wysokich lotów. Głupi, tchórzliwy Ismael zaś ciągle bał się po prostu poprosić, by zostawili rudzielca w spokoju. Nie był w to zamieszany i w ogóle nie powinno go tu być.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 358
next day same bullshit

Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Sob Wrz 16, 2017 12:01 pm

Jeden z żołdaków, gdy zobaczył zbliżającego się do drzwi chłopca, po prostu szarpnął go za ramię i uprzejmie zawrócił w kierunku sceny. Jason wypuścił głowę rudego rycerza i westchnął z ogromnym rozczarowaniem. Wyprostował się, wycierając brudne od krwi ręce w uda. Nico nie próbował się podnieść. Drugie uderzenie na chwilę musiało pozbawić go przytomności, ponieważ zdrowa dłoń przestała już szukać oparcia w podłodze.
Kapitan spokojnym krokiem podszedł do przerażonego chłopczyka.
Nie spieszył się. Wykonywał ruchy z pewnym ociąganiem. Bawił się sytuacją. Ujął buźkę araba w dłoń i skierował spojrzenie wielkich ze strachu oczu na siebie. Wbił boleśnie palce w jego policzki.
W takim razie pójdziesz teraz z chłopcami i znajdziesz co zgubiłeś – przeglądał się w tych przepełnionych strachem oczach. Przesunął palcami po jego skórze, zostawiając ślad z piwa i krwi. – Jeżeli nie, to rzeczywiście… zabiję jego. Jak się zgubisz chłopcom. Podobnie. – Lekko, pieszczotliwie klepnął go w policzek. – Masz kwadrans. Od teraz. – Wypuścił go i wskazał na dwójkę goryli stojących pod drzwiami.
Sam oddalił się w kierunku baru, gdzie zamierzał znaleźć jakiś odpowiedni alkohol. Kelnerka pobladła ze strachu nawet nie zareagowała, gdy czule poprawił jej blond loki i ukradł najlepszą whisky.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DelusionSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 82
Cytat : 'Ein Blut, ein Volk... ein Wolf, eine Kuku-na-muniu!"-Jasza 2017
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Sob Wrz 16, 2017 1:54 pm

Stężał jeszcze bardziej. Nie zdążył się nawet porządnie wyprostować, po tym jak żołnierz w swej uprzejmości pyrgnął nim w kierunku Jasona i Nico, a już stał jak wryty, wlepiając przerażone spojrzenie w twarz Sullivana. Problem był taki, że kolana miał jak z waty, toteż tylko czekał aż wywali się i zacznie krzyczeć o ratunek, który nigdy miał nie nadejść. W milczeniu wysłuchał jego instrukcji, nie mogąc się zdobyć na choćby jęknięcie, a co tu dużo mówić o składnej odpowiedzi. Piętnaście minut to mało, piekielnie wręcz mało. Dlaczego ten idiota się wtrącił? Spojrzał w kierunku okrwawionego rudzielca ostatni raz, nim powrócił do Jasona i jedynie kiwnął głową na znak, że zrozumiał co ma zrobić. Pochwycony i zaciągnięty na korytarz trząsł się jak galareta, jednak szedł. Kulił się, składając po sobie uszy jak pochwycony zając.
Miał wiele okazji do ucieczki. Zatrważająco wiele przejść, z których mógłby skorzystać, korytarzy, w które mógłby skręcić i zacząć biec, czy pokoi, w których mógłby się zamknąć, by przemyśleć co robić dalej. Goryle nie wydawali się bardzo przejęci faktem, że mógłby im umknąć, ba, zdawali się tylko na to czekać. Czy w nich nie było ani grama empatii wobec pobitego do nieprzytomności kolegi? Jebane bezmózgi… Ismael sam przekonywał siebie w myślach, że to przecież nie jego wina. Nico sam się podłożył i teraz musi wypić piwo, które sobie nawarzył. Nie prosił go o nic i nie był mu nic winny. Ponadto, jak niby Jason miałby go zabić? Obijając twarz o podłogę? Skacząc po żebrach? Paskudne, ale ciężkie w wykonaniu. Pobrudziłby się jak świnia w błocie, a nie wyglądał na kogoś, kto by się tym nie przejął. Dopiero po chwili Hariri uświadomił sobie jedną, przerażającą prawdę – Jason miał broń. Broń, której użył by go zastraszyć uprzednio, a której nie wyciągnął w kantynie. Broń, którą mógł rudzielca po prostu zastrzelić. Pośpieszył nieznacznie kroku, doprowadzając żołdaków aż do maszynowni.
- Ja… Tam jest za mało miejsca. Nie pomieścicie się, ale ja wrócę. Słowo. Poczekajcie chwilę, nie uciekam wam. – Nie spoglądał nawet na nich. Bałby się któregoś sprowokować. Nie chciał wydawać kapitanowi tego przeklętego nośnika, ale nie miał innego wyjścia. Mógł przekonywać sam siebie, że nie był winny krzywdzie Nicholasa, prawda jednak była taka, że wisiał mu przysługę za ostatnie i nie chciał, by ktokolwiek ginął w jego sprawie. Był tchórzem, ale nie mordercą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 358
next day same bullshit

Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Sob Wrz 16, 2017 5:17 pm

Jason niewątpliwie będzie wzruszony całym tym emocjonalnym bagnem, które kotłowało się w ciapatym ciałku. Pewnie nawet uśmiałby się, słysząc te wszystkie bzdury o poświęceniu i mordercach. Jego goryle natomiast znajdowały największą frajdę w możliwości popychania i nieustannego trącania Ismaela, który nie mógł im nawet posłać wściekłego spojrzenia. Wyzwiska rzucane w myślach nie mogły dać ukojenia. Zresztą… w takiej sytuacji trudno się nawet na nie zdobyć.
W pewnym momencie podłożyli nogę dziarsko przebierającemu łapkami króliczkowi. Pozwolili, żeby przewrócił się na środku korytarza, a potem lekkim kopniakiem w okolicy nerek próbowali go skłonić do podniesienia się na nogi. Jeśli Ismael ociągał się zbyt długo, to otrzymał kolejnego pomocnego kopa. I tak do skutku.
Panowie zerknęli po sobie, a następnie w kierunku wąskiego przejścia. Pewnie nie uśmiechało im się wędrować skuleni pośród miliona wystających znikąd fragmentów statku. Jason jednak kazał im pilnować tego debila.
Jak nie wrócisz, to Jason zajebie ci kolegę – oznajmił jeden, uznawszy, że to dostateczna gwarancja.
Drugi nie wyglądał na szczególnie przekonanego. Zapewne przez jego głowę przemknęła wizja tego, co stanie się, jeśli wrócą do kapitana bez jego cennej zdobyczy.
Masz jebane trzy minuty – warknął w końcu, pozwalając młodzieńcowi odejść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DelusionSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 82
Cytat : 'Ein Blut, ein Volk... ein Wolf, eine Kuku-na-muniu!"-Jasza 2017
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Sob Wrz 16, 2017 5:47 pm

Jęknął boleśnie otrzymawszy pierwszego kopniaka. Skulił się, łapiąc jedną ręką za brzuch, drugą próbując dźwignąć się z podłogi. Przy kolejnym, następnym i jeszcze jednym zawył, wyciągając rękę przed siebie w obronie. Wstrząsnął nim kaszel, w środku coś zabulgotało i treść żołądka, a raczej jej brak, spróbował wydostać się na zewnątrz. Dźwignął się na nogi, nawet nie prosząc by go wypuścili. Odczekał aż żołnierze pozwolą mu odejść, na szczęście ładując mu jeszcze jednego kopniaka. Zachwiał się i przdzwonił skronią w okucie pierwszej maszyny. Z rozcięcia poleciała mu krew, którą spróbował zatamować ręką. Odwrócił się do mężczyzn przestraszony, a Ci jedynie zarechotali. Ten brzydszy chwycił się pod boki, plując Ismaelowi pod stopy. Nie był cierpliwym człowiekiem i liczył na to, że szybko wróci do pozostawionego kufla.
Nie odezwał się, odwracając się i przyśpieszając kroku. Szedł tą samą drogą, którą wcześniej prowadził Nico, z tym że tym razem zatrzymał się mniej więcej w połowie. Jeden z silników nie był postawiony na ziemi. Nie był to nawet silnik, a jedynie część chłodząca, pompująca płyny przez okablowanie. Przestrzeń pomiędzy nim i podłogą stanowiła niecałe 30 centymetrów, co dla Ismaela było względnie do pokonania. Zaraz za maszyną był wygryziony niewielki kawałek pustego miejsca wystarczający, by Hariri kuląc się i garbiąc mógł sięgnąć tylnej klapy zabezpieczeń. Pod nią, na haczyku rozdzielającym różne średnice gumowych rurek wisiał pendrive Jasona. Wydobył go i skrył w kieszeni ubrania.
Gdy wrócił do żołdaków, ich nie było. Ismael rozejrzał się, pocierając czoło i w pierwszej chwili chciał wiać. Mężczyźni zdawali się wykorzystać okazję do udupienia Nicholasa i przy okazji zabawienia się. Mogli też czekać gdzieś za rogiem, ćmiąc papierosa i obserwować jego ruchy. Już prawie skręcając w zupełnie inny korytarz, Ismael przełknął ślinę i zawrócił. Udał się prosto do kantyny, jak grzeczny pies wracający z podkulonym ogonem. Z każdym krokiem łapały go większe dreszcze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 358
next day same bullshit

Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Nie Wrz 17, 2017 11:11 am

Po wejściu do kantyny okazało się, że Nico leży na ziemni w dokładniej tej samej pozycji, co go zostawili. Zapewne nikomu z tych debili nie przyszło do głowy sprawdzić czy oddycha albo wyjąć łba z kałuży piwa i krwi. Utopiony w piwie wydawało się jednak godną śmiercią dla rudego żołnierza. Silvershot siedział z butelką whisky i spluwą wyjętą na stoliku.
Co jakiś czas zerkał na zegarek. Widok Ismaela znów przywołał na jego ustach leniwy uśmiech.
Doskonale. Chłopcy powiedzieli, że im spieprzyłeś, ale skoro dałem ci kwadrans. Jeszcze nie minął. – Wyciągnął rękę i poczekał, aż posłuszny kundel położy mu na niej przyniesiony nośnik danych. Nie zamierzał się targować czy słuchać o jakiś warunkach, których i tak nie musiałby dotrzymać.
Ismael mógł liczyć tylko na jego uprzejmość.
Z bliska jednak Jason uważnie spojrzał na jego ranną skroń. Nie przypominał sobie, żeby osobiście mu przypierdolił. Uniósł lekko brew, a potem zerknął w kierunku dwójki goryli na sekundę, by wrócić tym spojrzeniem do chłopaka.
Który? – Zapytał zapewne o sprawcę. Nie wiadomo: żeby dać mu medal czy pogratulować. Chłopak nie mógł wiedzieć, że mężczyźni za jego plecami wyraźnie się spięli. Jason nie lubił, kiedy jego pieski stawały się nadgorliwie i zrywały ze smyczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DelusionSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 82
Cytat : 'Ein Blut, ein Volk... ein Wolf, eine Kuku-na-muniu!"-Jasza 2017
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Nie Wrz 17, 2017 12:42 pm

Zatrzymał się, gdy dojrzał rudzielca na podłodze. Dlaczego, do cholery, nikt nie pomyślał o tym, że grzecznie by było sprzątnąć gościa z podłogi? Żył jeszcze? Nie wyglądał na szczególnie przejętego otoczeniem ani tym, co mu się stało, dlatego albo był martwy, albo po prostu nieprzytomny. Ismael nie znał się na żołnierskiej mustrze czy wprawie, dlatego nie potrafił zdecydować, co by było dla Nicholasa lepsze. Przełknął ślinę, ciężko, mozolnie gramoląc się w kierunku jaśniepana Sullivana. Ostatnie metry biegł by zyskać na czasie, dlatego serce biło mu jak oszalałe i nie była to sprawka czarującego uśmiechu kapitana. Na jego widok ścinało się białko i krzepła krew.
Również bez słowa podszedł bliżej i wyciągnął z wewnętrznej kieszonki nośnik Jasona. Ułożył go na wyciągniętej ręce i szybko cofnął się o dwa kroki. Silvershot był jak dziki drapieżnik, jak tygrys, z zasięgu pazurów którego nie chciało się przebywać dłużej, niż to było konieczne. Spojrzał na niego nie wiedząc o co może mu chodzić. Dopiero po chwili dotarło do niego, że najprawdopodobniej o krew na twarzy. – Nie wiem. Stałem tyłem. – Odpowiedział zgodnie z prawdą, nie siląc się na żadne uprzejmości czy zgrywanie po raz kolejny bohatera co to kryje innych. Obaj żołdacy wyglądali na równo ucieszonych jego wywrotką, toteż ciężko było stwierdzić, który z nich przyczynił się do rozcięcia na skroni. Ismael nie dbał o to. Bolało, to oczywiste, jednak nie było to coś, co można porównać do wpierdolu jakiego się spodziewał. Zwłaszcza po tym, że nawet niedźwiedź pokroju Nico jęczał z bólu. Obejrzał się niepewnie w jego kierunku. Mógł do niego podejść i sprawdzić czy w ogóle oddycha? Nie chciał sprowokować Jasona. Obejrzał się na niego, znów na sekundę wrócił spojrzeniem do Nico i na ponów zogniskował je na kapitanie. Przełknął ślinę raz jeszcze, czując jak trzewia zaciskają mu się w nieprzyjemny supeł. Czuł się jak kiepski aktor. Blondyneczka z tacą wciąż była obecna, truchlejąc w kącie przy barze. Głupia cipa nie ruszyła się nawet, pomimo że jeszcze niedawno tak chętnie dawałą się rudzielcowi podrywać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 358
next day same bullshit

Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Nie Wrz 17, 2017 12:58 pm

Czyli oboje – stwierdził spokojnie Jason. Odpowiedzialność zbiorowa była jednym z najlepszych sposobów, żeby utrzymać ludzi w ryzach. Wtedy zaczynali pilnować się nawzajem i niczym dzieci  przedszkolu gorliwie skarżyli na kolegów. Silveshot nie wzbudzał sympatii swoich ludzi. Bali się go, jak wszyscy na statku. Jednocześnie podziwiali jego siłę, spryt i zdolności bojowe. Był dla nich cholernym wzorem. Pieprzonym drapieżnikiem alfa, na którego spogląda się zazdrośnie i ze strachem.
Obrócił nośnik w dłoniach, upewniając się, że jest do należący do niego pendrive. Schował go sobie do kieszeni wojskowych spodni i odstawił niedopity alkohol na stolik. Wsunął za pas zabezpieczony pistolet.
Przyjdziesz jutro o dwudziestej do mojej kajuty. I lepiej, żebym nie musiał kazać moim ludziom cię szukać. A wasza dwójka zapierdala dzisiaj cały nocny patrol. – Wskazał na mięśniaków, którzy mieli pilnować chłopaka. – Albo… cały tydzień. Jak wam każę kogoś pilnować, to go nie gubicie i dbacie, żeby morda pozostała nienaruszona.
Wyszedł z kantyny. Reszta wojskowych również zaczęła się rozchodzić. Blondynka zdążyła już zniknąć na zapleczu i nie wyglądało na to, żeby ktokolwiek miał zająć się pokonanym niedźwiedziem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DelusionSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 82
Cytat : 'Ein Blut, ein Volk... ein Wolf, eine Kuku-na-muniu!"-Jasza 2017
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Nie Wrz 17, 2017 1:28 pm

Spiął się nagle, gdy Jason wstał. Czekał na cios, który miał go powalić do duetu z Nicholasem, ten jednak nie nastąpił. Nie znaczyło to jednak, że mu się upiekło… Może nawet wyszedł na tym gorzej? Zdziwiony już otwierał usta by coś mu odpowiedzieć, szybko jednak je zamknął uświadamiając sobie, że to przecież nie jest Smith, który mu co najwyżej pogrozi paluszkiem i odprawi. W dyskusję z Jasonem nie należało się tak ochoczo wdawać. Kiwnął głową na znak, że zrozumiał polecenie. Głupio byłoby nawalić po raz kolejny. Jeszcze tylko kara, krótki, zwięzły wykład o tym jak nieprzydatnym jest gównem, kilka tygodni leczenia złamań i sińców, a potem święty spokój, który spożytkuje na nie wchodzenie żołnierzom w drogę.
Nie ruszył się z miejsca póki wszyscy nie wyszli. Tlił się w nim strach, że Jason tylko czeka na jego ruch by go znokautować. O ile chciałby mieć to szybko za sobą, gdy przychodziło do decyzji o reakcji peniał jak pierwsza lepsza niedojda. Odetchnął głęboko, padając na kolana, gdyż nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Cały stres związany z obecnością kapitana uleciał, pozostawiając go z deficytem sił i chęci życiowych i poczuciem ogromnej niesprawiedliwości. Ręką natrafił na czerwony, mokry wykwit na podłodze. Nico! Obejrzał się w jego kierunku i doczołgał do niego, by odgarnąć mu włosy z twarzy i unieść głowę z kałuży. – Hej, hej! Obudź się. – Nie był cholerną pielęgniarką by wiedzieć, co powinien teraz zrobić. Raczej nie miał przetrąconego kręgosłupa, dlatego postarał się go nieco dźwignąć i obrócić na plecy, by ułatwić sobie nawiązanie jakiegokolwiek kontaktu. Dysproporcja ciał, ciężaru i siły wcale mu nie pomagała. Nadźwigał się niczym pociągowy jak w górach. – Hej, hej Ty. Jesteś Nico, tak? Hej, Nico, wszystko w porządku? – Poklepał go po policzku chcąc wybudzić z omdlałego letargu. Nicholas nie wyglądał jak z okładki magazynu dla nastolatek. Popuchnięte miał już prawie wszystko co mógł, zewsząd ściekała mu też krew. Wzbudzał w Ismaelu tak cholerne poczucie winy, że chłopakowi aż ponownie zebrało się na chęć ucieczki… Albo wymioty, nie mógł się zdecydować.
- Hej, no obudź się proszę. – Przetarł mu twarz rękawem, chcąc doprowadzić go do względnego chociaż porządku nim zdecyduje się co dalej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 358
next day same bullshit

Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Nie Wrz 17, 2017 3:43 pm

W końcu jedna z powiek mężczyzny drgnęła. Nico niechętnie otworzył jedno oko. Powrót do świadomości oznaczał zderzenie z nieprzyjemną rzeczywistością. Na widok pochylonego nad nim chłopaka spróbował się wyszczerzyć. Niestety stan mordy żołnierza odebrał większość uroku tym jego zalotnym uśmiechom niegrzecznego chłopca. Troska na ciapatej buźce wyraźnie go ucieszyła i rozczuliła.
Pewnie nawet bolało trochę mniej.
Prawdziwy anioł – sapnął rozbawiony, choć arabowi pewnie daleko było do cherubinka.
Poszukał dłonią oparcia na podłodze. Był dzielnym rycerzem. Nie chciał, żeby jego księżniczka babrała się w krwi i piwie. Spróbował przesunąć się tak, by oprzeć się o nogę do stołu. Stęknął przy tym, ale nie pozwolił sobie pomóc. Może był pociesznym misiem, ale posiadał odrobinę męskiej dumy. Zerknął pożądliwie w stronę stołu, na której zostało jeszcze whisky.
Jakbyś mi podał tę butelkę, to już bez wątpienia się w tobie zakochał.
Zażartował, siląc się na udawanie, że jego stan i zachowanie nie są wcale aż tak żałosne. Pewnie byłby ogromnie wdzięczny, gdyby Ismael podjął tę grę i zamiast matkować, po prostu podał alkohol, który choć odrobinę złagodzi ból.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DelusionSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 82
Cytat : 'Ein Blut, ein Volk... ein Wolf, eine Kuku-na-muniu!"-Jasza 2017
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Nie Wrz 17, 2017 4:01 pm

Westchnął żałośnie słysząc jego prośbę. No jasne. Facet miał poobijany ryj, połamaną rękę (z licznymi przemieszczeniami po obcasie Sullivana), popuchnięte tkanki i wykwitające podskórne wylewy, a myślał tylko o tym, by dalej zapijać sytuację alkoholem. Prawdziwy żołdak i dobry człowiek na dobrym miejscu. Cóż, sam miał zamiar porwać butelkę by znieczulić się przed spotkaniem z kapitanem, ale skoro już przypadła mu rola dobrej księżniczki, postanowił trzymać się jej i jakoś zadośćuczynić Nicholasowi fakt spadku w rankingu niedźwiedzich modeli pokładowych. Podniósł się, wspierając na rękach i na drżących nogach podszedł do stolika z alkoholem.
- Usiądź gdzieś i, na Allaha, uważaj na swoją rękę. – Podał mu butelkę i spojrzał na bar z myślą o tym, by zgarnąć z niego nieco wody do czyszczenia pokali i względnie czystą szmatkę do polerowania. Twarz rudzielca prosiła się o pranie z namaczaniem, jednak mieli dość ograniczone możliwości. Sam Ismael nie ucierpiał, jego psychika była jednak w rozsypce. Tylko myśl o tym że poturbowany facet może upaść na ten swój głupi ryj i bardziej go rozwalić utrzymywała go na nogach. Nie chciał, by porobił sobie więcej krzywdy przed tym, jak odholuje go do części szpitalnej i tam zostawi pod troskliwą opieką personelu. – Po co się, głupku, w ogóle odzywałeś? Popatrz na siebie, jesteś w strasznym stanie. To nie była Twoja sprawa, było po prostu wyjść. – Zaczął, ale z każdym kolejnym słowem siła jego głosu słabła. Stanowczość i względny gniew na Nico ulatywał poczuciu bezbrzeżnej bezradności, która stanowiła clue jego problemów z otoczeniem. Nie mógł mu pomóc, na głupotę i brawurę nie ma leków. Swoją drogą, gdzie ta głupia blond cipa? Dlaczego jeszcze nie obskakiwała ich w próbie jakiejkolwiek pomocy? Kobiety są beznadziejne. Ismael ciężko westchnął, próbując pomóc Nicholasowi w jakikolwiek sposób, nawet jeżeli ten oponował jak na rasowego macho przystało. Miał rację – jego stan był więcej niż żałosny. Hariri zdawał się wyglądać na naprawdę zatroskanego, chociaż większość jego myśli zajmowała panika związana z Jasonem i ponownym spotkaniem. Nie chciał tam iść, chociaż nie miał wyboru.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Salvation   

Powrót do góry Go down
 
Salvation
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zona scriptum :: Fantastyka-
Skocz do: