CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 Salvation

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 595


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Salvation   Wto Lip 18, 2017 11:44 am

First topic message reminder :


Jeszcze z okien kokpitów pasażerowie mogli podziwiać wybuch pierwszej bomby atomowej. Grzyb uniósł się nad Europą, ale już po chwili kolejne pociski spadły na Amerykę. Komunikat nadszedł z Ziemi dwie godziny po starcie. Musiał zostać przesłany w pośpiechu, ponieważ dane uległy w pewnej części zniszczeniu. Dowódcy statku kosmicznego Salvation oberwali drżący, fragmentaryczny obraz, przedstawiający naczelnego dowódcę sił zbrojnych NATO.

Uruchomcie protokół G54. Zmieniony zostaje cel misji. Od teraz zadaniem załogi jest odnalezienie planety [transmisja została przerwana] Przede wszystkim zapewnić bezpieczeństwo [szum, obraz niebezpiecznie zafalował] Powtarzam. Gdy odsłuchujecie tę wiadomość, Ziemia już nie istnieje. [pisk, zmuszający obecnych w pomieszczeniu do zatkania uszu] Przesyłam dane, które mogą wskazać na planetę nadającą się do osiedlenia. Bądźcie ostrożni. Informacje są niesprawdzone. [w tym miejscu wyświetlone dane były czytelne, choć w kilku miejscach wybrakowane] Komandorze Sullivan, los ludzkości jest teraz w pańskich rękach. Powodzenia. [transmisja kończyła się obrazem salutującego generała]

Ta wiadomość nie może wydostać się poza to pomieszczenie. To bezwzględny rozkaz. Wybuch paniki na statku oznaczałby nasz koniec. Ostatnia rzecz, której teraz potrzebujemy, to histeryzujące setki cywili. Zrozumiano?
- Tak jest, komandorze.

Rok: 2120, kilka dni po starcie z Ziemi
Liczba ludności: 21 067
Stan statku kosmicznego „Salvation”: bardzo dobry
Misja: odnaleźć planetę nadającą się do zasiedlenia
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 595


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Nie Wrz 17, 2017 5:19 pm

Splunął na bok krwią, tym razem już bez dodatku zębów. Złapał za podaną butelkę i natychmiast przysunął ją do ust. Wychylił ją, by zrobić kilka łapczywych łyków. Nawet nie patrzył w kierunku zmiażdżonej dłoni, która przypominała teraz raczej strzęp surowego mięsa.
Po kilku głębszych gwałtownie odsunął butelkę.
Kurwa – jęknął. Alkohol nieprzyjemnie drażnił każdą z otwartych ran, ale to nie wystarczyło, aby mężczyzna przerwał odkażanie. Osuszał butelkę w zatrważającym tempie. W końcu opamiętał się jednak na tyle, by odstawić ją na bok. Musiał jeszcze jakimś cudem dotrzeć do skrzydła szpitalnego. Zmusił się do kolejnego, nonszalanckiego uśmiech.
Przecież nie mogłem pozwolić, żeby obili taką śliczną buźkę – znów spróbował z tym swoim nieudolnym podrywem, który podbijał serca kelnerek. Obdarowywał je komplementami, bo na napiwki pewnie nie miał ani grosza. Nadal zgrywał macho, ale pozwalał sobie pomóc. Niestety, Hariri niewiele mógł zrobić. Ludzi jest dużo trudniej naprawić niż maszyny.
Nie boli – Nico przerwał mu w końcu te bezradne starania. Podsunął butelkę z alkoholem w jego stronę. Ismael również tego potrzebował. Mężczyzna widział, jak ten z trudem panuje nad drżeniem rąk. – Powiedź mi tylko, co mnie ominęło.
Próbował zachować ten lekki ton. Nadal jego troska bardziej kręciła się wokół młodzieńca i danych niż jego własnego, opłakanego stanu. Nico był w końcu strasznym frajerem, jak przystało na każdego niedźwiadka z dobrym serduszkiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DelusionSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 124
Cytat : 'Ein Blut, ein Volk... ein Wolf, eine Kuku-na-muniu!"-Jasza 2017
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Nie Wrz 17, 2017 5:42 pm

Nie reagował na te jego słodkie inaczej zaczepki. Zbywał je tak samo jak tonę przykrych słów, które nauczył się ignorować. Nico był zabawny, ale jedynie wtedy, kiedy mógł swobodnie zwierać powieki, zaś jego wesołego uśmiechu nie zdobiła widoczna wyrwa w uzębieniu. Nie był małym dzieckiem, by tracić mleczaki – wyplutej górnej trójki już nic naturalnego nie uratuje. Miało to co prawda urok zawadiaki, powinien się kiedyś pochwalić jakiejś dupie że brał udział w bójkach i, hurr-durr, taki był męski że stracił zęba, teraz jednak do śmiechu było jedynie jemu. Ismael prawie płakał. Przyjął butelkę, ale zaraz odstawił ją na stół przed rudowłosym.
- Pij, pij, ja sobie coś wezmę z baru na później. – Uśmiechnął się blado, próbując zażartować. Mogą go potem pozwać za kradzież, chwilowo miał to głęboko w swojej czarnej, libańskiej dupie. Nie sprawiało mu przyjemności patrzenie na niego, nie w takim stanie. Sam widok jego ręki przyprawiał go o mdłości, a myśl co tam wewnątrz jego ciała się dzieje sprawiała, że dziś najprawdopodobniej nie zaśnie. – Nic wielkiego. Sullivan wyżył się na Tobie i mi odpuścił. Dwójka miłych goryli, która mnie przyprowadziła dostała tydzień służby za karę. – Wskazał ręką miejsce orientacyjnego położenia rozcięcia na skroni. Krew skrzepła, zaschła i już nie leciała, nie to co u rudowłosego. Chciał mu powiedzieć o tym że ma się stawić u Jasona, szybko jednak skonstatował że nie będzie to najlepszy pomysł. Jeszcze przytargałby swoje ranne cielsko pod jego kajutę i jęczał, jakby za mały oklep dostał. Otwierał usta by coś jeszcze dodać, ale zamknął je i spojrzał w bok na kałużę krwi i piwa. – Iii to tyle, chyba… Dasz radę wstać? Trzeba Cię jakoś dostarczyć do lekarza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 595


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Nie Wrz 17, 2017 5:58 pm

Posłałbym cię po moich kumpli, ale przy twoim szczęściu wpadniesz w następne kłopoty – Nico zdrową ręką oparł się o ziemię i zacisnął usta. Nie chciał wyjść na skończonego, niezdarnego frajera, który ślizga się we własnej krwi i alkoholu. Jego buźka pewnie jutro będzie wyglądać jeszcze gorzej, kiedy już stosownie napuchnie od jasonowych czułości. Podniesienie tylu kilogramów nie było łatwe. Strach przed upokorzeniem w oczach księżniczki dodał jednak rycerzowi siły.
Po chwili Nicolas stał, wsparty dłonią o stolik. Łapał chrapliwie oddech. Posłał w kierunku drzwi smutne spojrzenie, jakby miał do nich trochę pretensji, że znajdują się tak daleko. Nie wyraził ich jednak na głos. Odepchnął się od stolika, ale niebezpiecznie zachwiał. Poczuł zawrót głowy, gwałtowny ból. Poza tym drugiego oka wciąż nie udało mu się otworzyć. Nie było na razie mowy o mruganiu do kogoś porozumiewawczo.
Musiał w końcu przyjąć pomocne ramię Ismaela. Starał się jednak nie opierać na nim przesadnie. Stanowić jak najmniejszy ciężar i w ogóle znosić tę sytuację bardzo mężnie. Kiedy raz uderzył się w pusty łeb, przekradając po statku, jęczał przez całą drogą. Teraz gdy szli korytarzami w stronę skrzydła szpitalnego z jego ust nie padło nawet słowo skargi.
Pielęgniarka, która pełniła dyżur na ich widok wstrzymała oddech i zamarła za biurkiem, przy popijanej właśnie ze smakiem kawie. Upuściła długopis na kartkę, ale zaraz poderwała się i podsunęła pod drugie ramię Nico.
Oho. Mogę częściej chorować – mruknął żartobliwie żołdak, kiedy usadzili go w końcu na łóżku. Ranną dłonią nawet nie próbował poruszyć. Panna z niedowierzaniem pokręciła głową, a potem natychmiast zaczęła się krzątać przy stoliku.
Zaraz zawołam lekarza. Dam tylko panu coś przeciwbólowego.
Całusa? – Nico zaśmiał się, co skończyło się krwawym kaszlem. Dziewczyna spiorunowała go wzrokiem.
Jak do tego doszło?
Potknąłem się pod prysznicem.
Zmarszczyła brew i zmierzyła teraz zaskakująco srogim spojrzeniem Ismaela.
Musi pan wyjść. Zajmę się nim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DelusionSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 124
Cytat : 'Ein Blut, ein Volk... ein Wolf, eine Kuku-na-muniu!"-Jasza 2017
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Nie Wrz 17, 2017 6:33 pm

Znosił to doprawdy dzielnie. Ismael przykleiłby mu naklejkę dzielnego pacjenta, gdyby nie zostawił pliku w innych spodniach. Od razu gdy ten się dźwignął, na miękkich nogach podleciał by mu pomóc, stanowić jakieś wsparcie, czy to moralne, czy fizyczne. Widział jak ten się chwieje i oczami wyobraźni dostrzegał widowiskowy przewrót na pysk, dlatego stanął na drodze ataku by go złapać. Porywał się może z motyką na słońce, całe jego logiczne myślenie jednak szlag trafił. Jedyne co miał w głowie to pozbycie się rudowłosego poprzez wręczenie go białym kitlom. Było to priorytetem, zważywszy że został z nim sam i nie mógł tak po prostu odejść bez choćby słowa podzięki. Użyczył mu swojego ramienia ze zdziwieniem stwierdzając, że ten wcale nie jest taki ciężki. Frajer miał oszczędzać siebie, nie jego.
Usadziwszy Nicholasa na kozetce, Ismael odsunął się na bok by dać kobiecie pracować. Chciał się wtrącić, jednak stwierdzenie że skatował go Jason nie brzmiałoby dobrze, dlatego przemilczał sprawę. Na jej wrogie spojrzenie uniósł dłonie w obronnym geście. To nie tak że on też był ranny. W normalnych okolicznościach wyłby w rękaw i domagał się szycia, teraz jednak odnalazł w sobie ukryte pokłady męstwa, zupełnie jak gdyby i on nie chciał się przed Nico zbłaźnić. Jeżeli ten bez większego (niż normalnie) marudzenia przyjmował swój stan, Ismael nie miał prawa choćby zająknąć się o gazik ze spirytusem. Wróci do siebie i sam wyliże swoje rany, a konkretnie wykradnie się pod prysznic i wyszoruje tak dokładnie, jakby od tego zależało jego życie. Potem zaś pewnie dla animuszu odkorkuje niewielką butelkę rumu jaką podkradł nim opuścili kantynę i przeczeka do spotkania z Jasonem, by raz a dobrze wyjaśnić z nim kwestie własnej sytuacji. Nie chciał się dłużej chować jak szczur za silnikiem – teraz gdy goryle Sullivana znały orientacyjne położenie jego kryjówki, przestawała być ona super bezpieczna. Spojrzał na Nico po raz ostatni i westchnął.
- Zrób coś dla mnie i nie pakuj się więcej w tarapaty. Nie warto. – Posłał mu smutne spojrzenie, nim zniknął za śluzą oddzielającą przedsionek pielęgniarski od korytarza, na którym pierwszy raz miał nieprzyjemność poznać charakter kapitana. Jak pomyślał, tak też zrobił. Wyszorował się; sycząc, przeklinając i popłakując ogarnął swoją skroń, ubrał czysty mundurek i wpuścił w siebie kilka porządnych łyków alkoholu. Skrzywił się, bo wcale mu to nie pomogło, a podrażniło gardło, jednak za pięć dwudziesta niczym posłuszny pies stał przed drzwiami kajuty Sullivana i unosił rękę by zapukać. Wstrzymał się, biorąc dwa głębokie wdechy i odsunął o krok. Bał się, to oczywiste. Myślał że sprawa będzie załatwiona, a tu jeszcze czekała go osobista audiencja. Nie mógł powiedzieć, że czuł się z tego powodu wyróżniony. Dobra, raz kozie śmierć – zapukał i jeżeli tylko nie nadarzyła się okazja do wzięcia nóg za pas, dzielnie przekroczył próg kajuty. Mężnie, tj. z opuszczoną brodą i patrząc wszędzie, tylko nie na Sullivana.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 595


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Nie Wrz 17, 2017 8:33 pm

Od południa następnego dnia pośród załogi zaczęła krążyć plotka, że statek stracił wszelką możliwość łączności z Ziemią. Podobno nawaliły jakieś systemy. Ludzie, którzy zostawili swoje rodziny coraz bardziej niecierpliwili się  o jakiekolwiek informacje o swoich bliskich, teraz ich uzyskanie było niemożliwe aż do momentu naprawienia usterki. Coraz odważniej pasażerowie zaczęli wyrażać swoje niezadowolenie.
Oficjalnie dowództwo oraz sekcja techniczna utrzymywali, że wszystkie systemy są sprawne. W postaci dowodu pokazana rozmowę z planetą. Prości ludzie dali się przekonać, ale nie uspokoiło to nastrojów. Prawdopodobnie obawiano się chaosu, który na statku mógł doprowadzić do tragedii. A napięcie rosło z każdym kolejnym dniem.
Jason otworzył mu drzwi osobiście. Stanął w progu, lekko pochylony z przedramieniem opartym o futrynę. Ismael musiał z trudem prześlizgnąć się w szparze między drzwiami, a ciałem wojskowego. Kapitan zasiadł wygodnie na krzesełku. Nie wskazał swojemu gościowi miejsca. Palił cygaro, które najpewniej jeszcze tego wieczoru zgasi na skórze chłopaka albo zrobi sobie z jego gęby popielniczkę.
Jesteś ciotą?
Pytanie zawisło w powietrzu, choć wydawało się, że zostało zadane zupełnie neutralnym tonem. Jason podniósł cygaro do ust i zaciągnął się nim mocno. W kajucie wyraźnie wyczuwalny był zapach dobrej jakości tytoniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DelusionSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 124
Cytat : 'Ein Blut, ein Volk... ein Wolf, eine Kuku-na-muniu!"-Jasza 2017
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Nie Wrz 17, 2017 8:52 pm

Ciężki nastrój udzielił się także i jemu, pomimo udziału alkoholu w składzie jego krwi. Poczuł niepewność o pozostawioną na Ziemi rodzinę, nie rozwodząc się jednak nad potencjalnym nieszczęściem i nie ulegając ogólnemu poruszeniu. Nie był człowiekiem wierzącym plotkom, ponadto miał zaufanie do sekcji technicznej jako jej członek. Najpierw załatwi swoje bieżące problemy, potem zajmie się tymi oddalonymi. Humoru tak czy siak nie miał, by móc go sobie zepsuć.
Wślizgnął się do pomieszczenia z miną jasno informującą, że wcale nie chciał tu być. Wbił spojrzenie w czubki własnych butów jak głupie, niewinne dziecko, które nie chce się przyznać ojcu do tego, że stłukło wazon matki. W milczeniu odczekał aż Jason przejdzie się po kajucie i zasiądzie przed nim. Zajął strategiczne miejsce nieopodal drzwi, jakby ufając że to jakkolwiek pomoże mu, czy to w ucieczce, czy wybrnięciu z problemów. Dopiero gdy Sullivan postanowił się odezwać, podniósł na niego spłoszony wzrok i wbił gdzieś na wysokości jego szczęki.
Do czego ten skurczykot zmierzał?
- Nie… wiem o co panu chodzi, kapitanie Sullivan. – Nie potwierdził, ani nie zaprzeczył, nie wiedząc czego się mógł spodziewać. Chodziło o Nico i jego głupi heroizm? Nie prosił się o to, dlaczego Jason zastanawiał się w ogóle nad jego seksualnymi preferencjami? Przyglądał mu się za długo ostatnim razem? Na Allaha, był wystraszony, czego on się spodziewał? – Czy ma to związek z pańskim podwładnym z kantyny? – Zaryzykował, postanawiając szybko wyśmiać go w razie gdyby potwierdził. Nie wciągnie w to nikogo więcej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 595


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Nie Wrz 17, 2017 9:25 pm

Zmarszczył lekko brew i rozparł się wygodnie na krześle. Spodziewał się, że młodzieniec będzie gorliwiej zaprzeczał. Wypuścił przed siebie dużą ilość dymu i lekko pokręcił głową, jakby karcił niegrzecznego chłopca.
Powinienem stwierdzić, nie zapytać – mruknął, niedbałym gestem strzepując popiół do popielniczki. Przesunął kciukiem po końcówce cygara, jakby się nad czymś zastanawiał.  Nie odrywał przy tym spojrzenia od Ismaela, który wciąż stał na środku pomieszczenia perfekcyjnie odgrywając swoją rolę tchórzliwej ofiary. Czego innego można było się spodziewać po czarnuchu.
Nawet rozumiem. Ktoś taki jak ty – kąciki jego ust wygięły się w pogardliwym uśmiechu, jakby ta uwaga wcale nie wymagała doprecyzowania – sam sobie nie poradzi. Mógłbyś… przeprosić mnie ładnie za zgubienie mojego nośnika? Wtedy może ominie cię zasłużona kara. Jeśli się postarasz.
Oparł jedną z dużych dłoni na klamrze skórzanego paska. Sugestia mężczyzny była jasna, choć zaskakująco subtelna. Ismael miał jeszcze okazję udać, że jej nie zrozumiał. Zresztą… może naprawdę źle pojął intencje kapitana? To zakrawało na okrutny żart. Nic więcej. Jason znów przytknął cygaro do ust.
Jeżeli chłopak czekał na salwę śmiechu, to niestety nie nastąpiła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DelusionSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 124
Cytat : 'Ein Blut, ein Volk... ein Wolf, eine Kuku-na-muniu!"-Jasza 2017
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Nie Wrz 17, 2017 9:49 pm

Krew odpłynęła mu z twarzy, bynajmniej nie do ciał jamistych. Poruszył się niespokojnie czując, że właśnie ważą się losy całego jego przelotu. Co odpowiedzieć by wyjść na tym najlepiej? Miał ochotę po prostu podejść, klęknąć przed nim i odgryźć mu powód do dumy, wiedział jednak że nieprzewidywalny Sullivan mógł równocześnie go zachęcać i próbować zmusić do zbliżenia się tylko dlatego, by nie musieć się podnosić w celu skopania go. Zrozumienie oczywiście przyszło z opóźnieniem. Lagi na serwerze jego umysłu powodowane kolejną sytuacją rodem z „jak poradzić sobie z wściekłą kobrą” nie pomagały w przetworzeniu informacji, toteż zamarł na chwilę z niezbyt mądrą miną. Bliżej niż kiedykolwiek indziej było mu teraz do Nicholasa, chociaż sam nie potrafiłby dostrzec podobieństwa w grymasach na twarzy. Pokręcił głową siląc się na słabą parodię rozbawionego uśmiechu.
- Chyba nie zrozumiałem. Sugeruje kapitan, że… Nie, nie na bank źle zrozumiałem, przepraszam. Jak już mówiłem nie odpowiadam za reakcje pańskich żołnierzy. Nie znam pobudek… – Przez chwile musiał się zastanowić jak rudzielec miał na imię. Ach tak, Nico. – Niejakiego Nico. Proszę mnie źle nie zrozumieć. Za nośnik oczywiście przepraszam… Nigdy więcej go nie zgubię. – Nie mijał się z prawdą, bowiem wcale nie zamierzał więcej brać go do ręki. Bóg jeden wie jakby się to potoczyło. Profilaktycznie uczynił jeden niewielki, mikroskopijny wręcz kroczek ku drzwiom. Nie był całą tą sytuacją rozbawiony, nie potrafił też ściągnąć spojrzenia z Jasona pomimo że wszedł tu z mocnym postanowieniem omijania go jakimkolwiek. Czekał na jego ruch, tymczasem kapitan jakby nie zamierzał zmieniać ułożenia ciała. Dekoncentrowało go to bardziej niż wizja prawego sierpowego zaraz po przekroczeniu progu. Nie miał co zrobić z rękami, toteż złapał się za materiał odzienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 595


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Nie Wrz 17, 2017 10:15 pm

Westchnął ciężko. Tchórzliwy głupiec znów go rozczarował. Jason nie należał go ludzi cierpliwych i wyrozumiałych. Ismael doskonale zdawał sobie z tego sprawę, a jednak wciąż testował granice kapitana i aż się prosił o porządny wpierdol. Żołnierz nie zaciągnął się ponownie cygarem. Odsunął je od ust, by móc wyrazić swoje życzenie odrobinę dosadniej, skoro chłopakowi nie starczało inteligencji, by zrozumieć sugestię.
Podejdziesz do mnie. Uklękniesz i obciągniesz mi tak dobrze, jak jeszcze nikt w życiu – poinformował go z tym nieznośnym, obojętnym spokojem, jakby życzył sobie właśnie, żeby Hariri podał mu piwo czy wykonał inną zupełnie neutralną czynność. – Teraz – dodał, oczekując natychmiastowego spełnienia polecenia. Chłopak nie musiał dalej zgrywać głupka. W oczach Jasona i tak nim był.
Palce zastukały w klamrę pasa, a Ismael nie miał już żadnych wątpliwości, co do intencji mężczyzny. Stał blisko drzwi. Tak naprawdę nic poza ciężkim, krępującym spojrzeniem żołnierza nie powstrzymywało go przed rzuceniem się do ucieczki. Ewentualne konsekwencje nie będą dużo gorsze niż ten pełen kurtuazji gwałt.
Oczywiście, nikt przy zdrowych zmysłach nie uwierzy w historię o tym, co miało miejsce w kajucie. Jason miałby być pedałem i dotknąć brudasa? Kompletna bzdura.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DelusionSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 124
Cytat : 'Ein Blut, ein Volk... ein Wolf, eine Kuku-na-muniu!"-Jasza 2017
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Nie Wrz 17, 2017 10:38 pm

Przełknął ślinę, która zaległa mu gulą w gardle i postanowiła siedzieć tam aż do końca świata. Przez chwilę zapomniał o oddychaniu, zaś średnice rozszerzyły mu się jak pod wpływem kropel, czy narkotyków. Bynajmniej nie był na haju, nie był nawet uradowany tą szczodrą, intratną p r o p o z y c j ą. Zatańczył nogami w miejscu jakby nagle zachciało mu się siku. Obejrzał się także w kierunku wyjścia, jak gdyby liczył na to, że drzwi się nagle otworzą i ktoś wejdzie by im przerwać. O ile wcześniej wymagał od Nicholasa poszanowania dla jego spraw i prywatności, teraz oddałby chyba cały przydział jedzeniowy za jego interwencję. Szkoda że rudzielec był cały poturbowany.
Nie odnajdywał wielkiej krzywdy w samym akcie – wszak nie był niewinnym chłopcem, który nie wiedział co zrobić z cudzym penisem. Problem leżał w tym, że osoba Jasona, jego władczy ton i niecierpliwie postukiwanie palcem o klamrę paska sprawiały, że trząsł się jakby to miał być faktycznie jego pierwszy raz. Sullivan był dla niego kwintesencją obrzydliwości upchniętej w ludzką skórę – nie chodziło o względy higieniczne i tym podobne. Brak atrakcyjności Silvershowa w oczach Ismaela wynikała bardziej z pobudek natury umysłowo-…Umysłowych? Po prostu wiedział że rozkaz to kolejna forma upodlenia go i nie odnajdywał przyjemności nawet w myśleniu o potencjalnej możliwości obciągania mu. Liczył się z tym, że zyska śliczny, okrągły ślad gaszonego cygara na twarzy. Ten facet był niebezpieczny.
Pytanie „czy to naprawdę konieczne” na szczęście ugrzęzło mu w gardle. Zrobił krok do przodu, następnie wrócił na swoje miejsce i po chwili znowu ponowił próbę zbliżenia się. Jason nie był cierpliwym człowiekiem, toteż ostatecznie spełnił jego wolę, przełykając swoją dumę, godność, honor, blabla, człowieczeństwo. Jeden akt nie był wart późniejszego rozpamiętywania, chociaż już wiedział że jakkolwiek się to nie potoczy, nie zaśnie przez kilka kolejnych nocy ze wstrętu i obrzydzenia wobec samego siebie. Ile warty był spokój?
Padł przed nim na kolana ciężko i z westchnięciem. Ciągle nie miał szczęśliwej miny. Jego twarz bardziej przypominała wyraz naocznego świadka morderstwa rodziców. Całe nieszczęście w jego oczach sprawiło, że bardzo ciężko było mu przezwyciężyć zbierające się w kącikach łzy. Ogarnął się jednak, żeby nie rozbeczeć się przed Sullivanem. Przywołał na twarz zdecydowanie i zacięcie, przez które prześwitywał wcześniejszy stan zwątpienia w realność tego, co się właśnie odjaniepawlało. Spojrzał w oczy Jasona i za pozwoleniem wyciągnął ku niemu rękę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 595


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Pon Wrz 18, 2017 11:33 am

Obserwował z rozbawieniem ten bezradny taniec chłopaka pod drzwiami. Wiedział, że Ismael był zbyt strachliwą łajzą, żeby mu odmówić. Poza tym był zaszczuty. Wciąż musiał mieć w pamięci widok Jasona, który rozpieprza głowę Nico o podłogę i robi to z kompletną obojętnością. Przy odrobinie fantazji mógł sobie wyobrazić, że to jego buźka przeżywa gwałtowne spotkanie z ziemią.
Mężczyzna złapał jego za brodę i szorstko przesunął kciukiem po wargach.
Uśmiech, kotku. Chce widzieć, że nic nie sprawia ci tyle przyjemności, co możliwość ssania mojej pały – klepnął go w policzek i wypuścił. Sam sięgnął do wojskowego pasa i jednym, sprawnym ruchem zdołał go rozpiąć. Klamra uderzyła w metalowe krzesło. – Dawałeś czarnej dupy temu frajerowi, a zawstydza cię prawdziwy mężczyzna?
Rzeczywiście. Upokorzenie Ismaela sprawiało mu przyjemność, ale liczył również na całkiem fizyczne rozkosze, jakie mogły mu dać zaciśnięte usta chłopaka. Nie zwrócił uwagi na łzy. Powody do płakania to on dopiero może mu dać. Teraz młodzieniec powinien być mu raczej wdzięczny, iż dostąpił zaszczytu zostania kurwą samego kapitana Sullivana. Cholerne wyróżnienie.
Jason zaciągnął się cygarem i wypuścił dym w górę aż pod sufit. Na samą myśl, że za chwilę wbije się głęboko w gardło tego nieposłusznego gnoja czuł przyjemne podniecenie. Na razie jednak pozwolił, żeby inicjatywa była po stronie Ismaela.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DelusionSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 124
Cytat : 'Ein Blut, ein Volk... ein Wolf, eine Kuku-na-muniu!"-Jasza 2017
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Pon Wrz 18, 2017 12:45 pm

Wdzięczności Ismaela nie było końca. Łaska Jasona, jakkolwiek zbyteczna, już zaczynała odbijać mu się czkawką. Chciał obdarzyć go ciężkim, kpiącym spojrzeniem i odszczekać, że p r a w d z i w e g o mężczyzny nigdy się nie wstydzi, jednak wydawało się to tylko gwoździem do trumny. Sullivan nie był z rodzaju tych obdarzonych tym samym poczuciem humoru i sarkazmu co większość świata. Jedyną słuszną decyzją było po prostu przetrwać.
Poza tym… To tylko laska. Robił to już wielokrotnie. Były to zdecydowanie inne, przyjemniejsze sytuacje i wtedy zabierał się za to z chciwością i ochotą, jednak wciąż fakt pozostawał faktem. Ma mu obciągnąć, co nie było dla niego nowością. Inna sprawa, że naprawdę nie chciał tego robić. Rozsunął rozporek jego spodni i odpiął guzik, cały czas trzymając się złudnej nadziei że to tylko chory żart. Jak miał się, do cholery, uśmiechać, kiedy czuł jakby Sullivan przykładał mu do głowy naładowaną broń twierdząc, że dostąpił go niemały zaszczyt? Był kiepskim aktorem. Gdyby było inaczej, być może nie zainteresowałby się kosmonautyką, silnikami i przestrzenią pozaziemską. Wtedy też zapewne jakiś inny frajer męczyłby się teraz z uprzejmym misiem i przerażającym dupkiem. Naprawdę, naprawdę nie chciał tego robić.
Przystąpił jednak do dzieła. Nie szczerzył się co prawda jak głupi do sera, z niecierpliwością oczekując wydobycia sprzętu Jasona i możliwości zaciśnięcia na nim ust, nie spełniając tym samym jego woli, jednak nie zamierzał podrywać się do biegu i uciekać od niego byle jak najdalej. To nie byłoby mądre. Po pierwsze – stuprocentowo jakiś napakowany żołdak przyprowadziłby go z powrotem, po drodze łamiąc mu nogi by nie ćwiczył biegów długodystansowych, po drugie – Jason mógł nadal mieć w pamięci swoją propozycję dobicia Nicholasa i wtedy to już totalnie byłoby winą Ismaela. Ten był zbyt prawy i sprawiedliwy by nosić na sobie ciężar czyjejś śmierci. Zbyt strachliwy by poradzić sobie z wyrzutami sumienia. Pozostawało zatem jedno wyjście, finalizowane za ułamek sekundy, gdy wyciągnie członka Jasona spod kapitańskiej bielizny i bez zbędnych uprzejmości po prostu wsunie go sobie w usta, przytrzymując tuż przy pachwinach. Hariri westchnął od serca, przecierając twarz rękawem i zabierając się do pracy. Przez dłuższą chwilę musiał walczyć z samoistnie zaciskającym się gardłem i naprawdę ogromną ochotą wrażenia zębów w organ mężczyzny. Nawet je wysunął, nawet zahaczył nimi o jego skórę, zaraz je cofając przerażony konsekwencjami. Nie podnosił na niego wzroku, nie chciał widzieć jego ucieszonej gęby ani spojrzenia, które będzie częścią jego koszmarów aż do lądowania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 595


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Pon Wrz 18, 2017 2:41 pm

Jason miał pewność, że młodzieniec nikomu nie powie o tym, co miało miejsce w kajucie. A nawet jeśli okazałby się tak głupi, by opowiadać jak z zaangażowaniem robił laskę kapitanowi, to prawdopodobnie nikt nie odważyłby się mu uwierzyć. Gdy Ismael wziął się do roboty, zadowolony mężczyzna wydał z siebie gardłowy pomruk. Powoli zanurzył się w wilgotne, ciepłe wnętrze ust wyszczekanego dzieciaka. Czuł instynktowne zaciśnięcie mięśni, ale jeśli Ismael zwlekałby zbyt długo, to sam poradziłby sobie z tym problemem.
Podniecała go niechęć chłopaka. Wiedział, że gdyby tylko starczało młodzieńcowi odwagi, to darzyłby go gorącą nienawiścią. Była sadystyczna przyjemność w tym, że Hariri nie mógł mu odmówić, choć zapewne bardzo chciał.
W końcu ciężka łapa oparła się na głowie chłopaka. Palce niedbale wplątały się w ciemne włosy, targając je i nieprzyjemnie szarpiąc. Dopchnął go lekko, racząc kolejnym, aprobującym pomrukiem. W drugiej dłoni wciąż trzymał cygaro, które systematycznie podnosił do ust. W końcu mocno łapiąc czarne kosmyki, wyznaczył chłopakowi rytm i głębokość. Rzeczywiście patrzył z zadowoleniem, jak jego duży kutas wypycha policzki Ismaela, a łzy gromadzą się w oczach teraz raczej z powodu braku możliwości zaczerpnięcia głębszego oddechu.
W końcu pozwolił mu na chwilę się odsunąć. Męskość była wilgotna od śliny chłopaka. Ten poczuł, jak między jego zwarte uda wdziera się wojskowy bucior, którego czubek przesunął się powoli po kroczu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DelusionSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 124
Cytat : 'Ein Blut, ein Volk... ein Wolf, eine Kuku-na-muniu!"-Jasza 2017
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Pon Wrz 18, 2017 5:24 pm

Nie był ani głupi, ani żądny sensacji, a tym bardziej współczucia. To co działo się w kajucie, zostawało w kajucie, przynajmniej od strony Ismaela. Nie odpowiadał za to co i, na Allaha, dlaczego zrobi z tą wiedzą kapitan. Niewiele go to obchodziło. Mógł przecież powiedzieć podwładnym że Hariri tańczył mu tu taniec brzucha owinięty tylko pasem z bronią, a wszyscy by mu uwierzyli. Nie miał na to żadnego wpływu i nie zamierzał udawać, że jest inaczej.
Sullivanowi niewiele trzeba było by stwardniał w jego ustach. Kilka płytkich ruchów, język przyciśnięty do trzonu, dłoń u podstawy masująca członka opuszkami palców i voila – dumny rycerz Jasona stał na baczność niczym amerykańska chorągiewka na księżycu. Ismael mógłby poczytać to sobie jako osobisty sukces, jednak nie zamierzał. W ogóle pragnął wyrzucić z pamięci obraz jego rozsuniętych ud i zapach cygara jak tylko wyjdzie z kajuty. Szarpnięty za włosy sapnął boleśnie, zupełnie niechcący, ale i nieszczególnie mocno kąsając Sullivana. Chciał sięgnąć do swoich włosów i wyplatać z nich jego rękę, nie było mu jednak dane uczynienie czegokolwiek, gdyż naraz wzwód kapitana wcisnął mu się w gardło i sprawił, że jedyne co był w stanie zrobić to utrzymać równowagę i się nie porzygać. Zacisnął powieki, mocno opierając się o jego udo i zwierając wolną rękę w pięść. Drugą zsunął z krocza – na niewiele już się zdała, skoro nie miał problemów z zachowaniem względnego pionu. Zakrztusił się śliną, dławiąc się póki ten go nie puścił. Szybko wysunął sobie jego penisa z ust i odchylił się lekko na pięty. Targnął nim niemiły kaszel.
Zadrżał i stężał jednocześnie, gdy Sullivan posunął się o krok dalej. Zanurkował ręką pomiędzy nich, sięgając między swoje uda bynajmniej nie w celu strzepania sobie do tej sytuacji. Naparł dłonią na nachalny czubek buta, odpychając go od swojego krocza. –Nie – ni to wyszeptał, ni wysapał, łapiąc oddech i nie patrząc na mężczyznę. Gała to gała, nie dopuszczał do siebie jednak żadnych innych możliwości. Nie wiązał seksu z uczuciami i innym romantycznym pierdoleniem o filozofii, jednak teraz… Nie, po prostu nie. Nie chciał tu być, nie chciał tego robić i na pewno nie w ten sposób. Zwali mu ustami, d o p i l n u j e by ten ejakulował i zliże wszystko, ale na stymulację siebie samego się nie pisał. Na samą myśl o tym przeszły go zimne dreszcze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 595


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Pon Wrz 18, 2017 6:22 pm

Gdyby chłopak odważył się spojrzeć teraz na Jasona, zobaczyłby ten wkurwiający, zadowolony uśmiech na jego ustach. Nie wycofał buta, tylko jeszcze bardziej naparł na palce, które próbowały się go pozbyć. Ostatecznie, niewiele rzeczy mogło upokorzyć bardziej niż osiąganie satysfakcji w tak upadlającej sytuacji. Jakby z czegoś takiego w ogóle można było czerpać przyjemność. Miał się ocierać o skórzane buty, jak jakiś średnio rozgarnięty kundel.
Kapitan nie zamierzał zrezygnować z nowo odkrytego sposobu na rozrywkę kosztem Ismaela.
Nie musisz się wstydzić, że jest ci przyjemnie – ochrypły śmiech na sekundę wypełnił kajutę. Spodziewał się, że młodzieniec nie będzie dzielnym obrońcą swego honoru i dla własnego dobra nie zaprzeczy tym słowom. I na pewno się nie zerzyga, bo wtedy bez wątpienia Jason wykorzysta jego twarzyczkę do wytarcia podłogi.
Nacisk buta nie ustawał, a szorstka podeszwa ocierała się o skórę na dłoni. Sullivan nie zrezygnuje.
Strzepnął nieuważnie popiół na podłogę i zwilżył językiem spierzchnięte wargi.
Zabierz dłoń, bo skończysz jak Nico. I wracaj do roboty. Nie chcesz chyba żebym musiał wstać i cię wyruchać w te parszywą mordę.
Miał nadzieję, że tym razem wystarczy rozkaz. Ismael powinien go gorliwie wykonać, jeśli znów nie chciał, żeby łapsko Jasona mu w tym pomogło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DelusionSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 124
Cytat : 'Ein Blut, ein Volk... ein Wolf, eine Kuku-na-muniu!"-Jasza 2017
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Pon Wrz 18, 2017 7:05 pm

Zacisnął szczęki bardzo, ale to bardzo chcąc się Sullivanowi odszczekać. Jak niby miał odczuwać cokolwiek poza strachem i obrzydzeniem wobec jego poleceń, czy wobec ciała? Nie był masochistą, nie lgnął do niego w poszukiwaniu bólu i upodlenia. Wolał pozostać w cieniu, bezpieczny od jego żartów, zagrywek i zmiany nastroju. Jason był niebezpieczeństwem samym w sobie. Dobrze, że instynkt samozachowawczy zadziałał na czas i nakazał mu przygryzienie języka. Ból w ustach skutecznie ostudził jego zapał zarówno do mocnego stawiania się, jak innych posunięć autodestrukcyjnych. Nie zapobiegł jednak jednemu, podminowanemu spojrzeniu posłanemu prosto w twarz kapitana. W spojrzeniu tym kryło się jedno wyraźne życzenie: A żebyś zdechł.
Z ociąganiem, ale zabrał dłoń. Nim rozwarł przed nim wargi, gryzł się po nich by zneutralizować drażniące uczucie buta nachalnie ocierającego się o niego. Na ponów lekko się uniósł, sięgając do członka Sullivana i tym razem zaczynając od przejechania językiem od jąder, aż po główkę. Dopiero wtedy objął go ustami, zagłębiając z każdym ruchem dalej i dalej, by nie musiał, ba, nie miał nawet okazji to przyciskania go do siebie. Pomiędzy każdym takim ruchem wykonywał serię płytszych, szybszych, bardziej drażniących, pozwalających mu na zaczerpnięcie powietrza i prowizoryczne przełknięcie śliny. Zapamięta tego loda do końca życia.
Mężczyzna jednak przy całej swojej postawie a’la „mam to w dupie” zdrowo przesadzał z zaangażowaniem własnego buta. Ismael nie dał racy. Zacisnął mocno powieki, spinając się mimowolnie i ponownie sięgnął do jego buta, łapiąc go na wysokości podbicia i starając się odsunąć od krocza. Zsunął się z jego członka, jękliwie ponawiając próbę namówienia go do zaprzestania jakichkolwiek działań. –N-nie. – Nie odsunął się od niego, nie chcąc być szarpniętym za włosy i siłowo nadzianym na wzwód. Spróbował uchwycić wargami za żołądź, ta jednak, ośliniona, zsunęła mu się po policzku. –Proszę – załkał, próbując połknąć go po raz drugi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 595


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Pon Wrz 18, 2017 8:10 pm

Nie wiedziałem, że ci się tak spodoba.
Mruknął, specjalnie mylnie interpretując jego prośbę. Pozwolił mu odrobinę odsunąć swojego buta, a kiedy chłopak zdecydował się go wypuścić, oparł podeszwę o jego udo. Zsunął spojrzenie w dół, na jego rozsunięte nogi, których wciąż nie pozwolił mu zawrzeć. Ismael dostarczył dowódcy naprawdę wiele rozrywki.
Tak bardzo ci się spodobało obciąganie? Ulżyj sobie. Nie musisz prosić. Chętnie popatrzę – Znów to był rozkaz. Jedno z tych poleceń, które najtrudniej wykonać. Ismael właśnie miał okazję wykazać się odwagą, być dzielnym chłopcem i zaprzeczyć. Odmówić. Powiedzieć, że wcale nie prosił o pozwolenie na zwalenie sobie na oczach kapitana. Jednocześnie też mógł być pewien, że jeśli to zrobi, skończy jak Nico albo gorzej.
Jason odłożył na wpół już wypalone cygaro na krawędź popielniczki. Młodzieniec wciąż miał dumnie sterczącą tuż przed jego twarzą męskość. Skóra połyskiwała od śliny, a wyraźnie malująca się pod nią żyłka pulsowała niecierpliwie. Mężczyzna znajdował przyjemność w tej sytuacji. Nie musiał nawet używać siły, żeby chłopak wykonał jego nawet najbardziej upokarzające rozkazy.
Strach w tym wypadku okazywał się dużo skuteczniejszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DelusionSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 124
Cytat : 'Ein Blut, ein Volk... ein Wolf, eine Kuku-na-muniu!"-Jasza 2017
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Pon Wrz 18, 2017 8:43 pm

Jednego mógł być Sullivan w tej chwili pewien – o ile jeszcze przed wejściem Ismaelem rządził strach, teraz gnieździł w sobie pogardę i naprawdę gorące pragnienie, by kapitana trafił szlag. Ostatnią rzeczą, na jaką miał teraz ochotę było wywalenie interesu na wierzch i trzepanie sobie do wylizywania jego członka. Nie był aż taką kategorią podczłowieka i chociaż porzucił godność rozpinając jego rozporek, ciągle tliła się w nim jakaś tam duma, nakazująca natychmiastowe wycofanie ręki. Nie, Ismael, nie daj się upodlić na pierwsze szczeknięcie.
Zamiast grzecznego wysłuchiwania polecenia, jedną rękę oparł o udo kapitana, płasko przylegając dłonią do jego spodni i zaciskając palce na nodze, drugą zaś w ramach przerwy dla ust uchwycił jego wzwód, prześlizgując się z góry na dół i z powrotem w niezsynchronizowanym tempie. Chciał mieć to jak najszybciej za sobą. Sprawić by doszedł, pozbierać się i wyjść stąd, a potem iść pod prysznic i zmyć z siebie to wszystko aż do krwi. Będąc u góry, przycisnął opuszek kciuka do jego główki i potarł nim kolistym ruchem dookoła. Uniósł twarde, zdecydowane spojrzenie na Jasona i bez słowa trwał tak, wpatrując się w niego.
Myślał o wszystkim co mogło wypłukać z niego cielesne podniecenie. O ojcu, o studiach, o nudnym przewijaniu taśm instruktażowych i wypełnianiu całej biurologii apropo obejmowanego stanowiska. O Nico, którego uśmiechnięta, opuchnięta morda zabawnie kontrastowała z czerwoną, sflaczałą i równie brzydko napuchniętą dłonią. W końcu o brzydkich gorylach Jasona, których mordy były ich najskuteczniejszym środkiem antykoncepcyjnym. Zacisnął palce na udzie kapitana i uniósł się znowu, chcąc podkręcić tempo i sięgnąć językiem do jego jąder. Nigdy jeszcze nie spotkał się ze sprzeciwem apropo zainteresowania tą częścią. Nie po to radośnie dyndały sobie przy penisie by pozostawić je bez opieki. Miał nadzieję, że Jason miał je cholernie wrażliwe, bo gdy przegnie, zamierzał mu jedno odgryźć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 595


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Pon Wrz 18, 2017 10:42 pm

Jason nie nalegał. Przynajmniej nie w tej chwili, bo jak przystało na egoistycznego gnoja skupił się na własnej przyjemności. Ismael robił mu gałę zawodowo. Nie miało znaczenia, jak bardzo się przy tym krzywił i nienawidził go w tej chwili. Ważne, że jego język dokładnie wylizywał każdą krople, a wargi chciwie przywarły do jąder.
Nie przeszkadzał mu. Od kiedy młodzieniec zabrał się do tego z ochotą dobrze opłaconej dziwki i ograniczał swoje pretensje do spojrzeń… to nie było żadnego problemu. Znów został nagrodzony pomrukiem. Kapitan wsunął sobie cygaro do ust i lekko odchylił głowę, czerpiąc przyjemność ze starań młodzieńca. Ćmił, wypuszczając dym przed siebie. Rozkoszował się intensywnym doznaniami.
Nie był też spragnionym gówniarzem. Nie szarpał biodrami. Nie próbował dociskać w nieskoordynowany sposób jego ust. Musiał przyznać, że dawno nikt tak ambitnie nie podszedł do sprawy. Może Ismael powinien zmienić robotę?
W końcu łapa wojskowego znów złapała mocno czarne kosmyki. A kilka sekund później lepka, ciepła sperma spłynęła na twarz młodzieńca. W okolicę jego ust, po policzku i powiece. Specyficzny, mdły zapach natychmiast zaatakował nozdrza. Krople perlistego płynu znalazły się również we włosach.
Jason doszedł z zadowolonym, głuchym warknięciem. Przygryzł cygaro i zapiął rozporek. Zamierzał nawet pochwalić gówniarza, kiedy dostrzegł na swoim bucie kroplę spermy.
Wyliż.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DelusionSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 124
Cytat : 'Ein Blut, ein Volk... ein Wolf, eine Kuku-na-muniu!"-Jasza 2017
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Pon Wrz 18, 2017 10:59 pm

Szarpnięty za włosy warknął, stęknął i odchylił głowę jedynie po to, by dostać w twarz. Cała jej lewa strona znalazła się pod ostrzałem, nie zdążył nawet zamknąć ust, z powodzeniem chroniąc jedynie oko. Sapnął zaskoczony, nie mogąc się powstrzymać od przetarcia palcami powieki. O Allahu, jakie to było okropne. Zadowolona mina Jasona mówiła sama za siebie, nie musiał nawet silić się na żaden komentarz. Dokładnie widać było po nim jak to przyjął i że Hariri wywiązał się ze swojej roboty. To był plus tej całej sytuacji – chwilowo można było czytać z niego jak z otwartej księgi. Nareszcie. Zrobił co musiał, teraz pozostało jedynie wyjść i nigdy więcej nie zapędzać się w te rejony. Wolałby unikać żołdaków jak diabeł święconej wody. Narażanie się na ich bezmyślną agresję ściśniętą w żołnierski mundur groziło ochwaceniem czterokończynowym. Wpierdol za niewinność także nie znajdywał się w sferze jego ambicji, zaś podpadanie Jasonowi z chwilą obecną zaczynało się kojarzyć tylko z tą kajutą i tylko z jego paskudną, samczą dyktaturą. Ismael nic nie mógł poradzić na to że był słabszy. Fizycznie wysiadał, ilościowo tym bardziej. Nikt z jego sekcji nie chciałby podpaść żołnierzom, toteż nie było tam zasady iż chroni się i dba o każdego członka społeczności. Ismael mógł liczyć jedynie na głupi, bezmyślny heroizm rudego misia, którego ani myślał wykorzystywać choćby jeden raz więcej. Im mniej wie, tym lepiej śpi i tym dłużej cieszy się zdrowiem.
Nie pochylił się i nie wylizał buta kapitana. Poślinionym kciukiem starł bardzo dokładnie kropelkę nasienia z jego czuba i wytarł skórę o spodnie. Ufaflunił się i tak, nie było zatem potrzeby dbać o nienaganny ubiór. Dobrze że miał jeszcze dwa na wymianę, bo musiał bardzo szybko ogarnąć sobie czyszczenie z krwi, spermy i kurzu. Problemem pozostawał fakt, iż miał dowody satysfakcji Sullivana na twarzy i we włosach, nie sądził zaś by ten był tak uczynny i poratował go jakąś chusteczką. Na usta cisnęło mu się pytanie o zezwolenie na odejście, siedział jednak przed nim na piętach, bojąc się chociażby wstać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 595


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Pon Wrz 18, 2017 11:42 pm

Nie potraktuje go chusteczką. Najwyżej kopem w dupę.
Te próby zachowania godności wzbudzały w kapitanie całkiem szczere rozbawienie. Obserwował, jak ten niechętnie wytarł skórzanego buta. Isamel widać zamierzał zostać wyzwaniem. Naiwnie sądził, że może zachować swoją dumę. Będzie jej miał tyle, na ile pozwoli mu Jason i dopóki go to bawi. Sullivan mógł go do wszystkiego zmusić siłą, ale nie zrobił tego.
Odczekał nawet aż ten pozbiera resztki swojej godności z podłogi. Następnym razem nie miałby go czego pozbawiać. Poza tym zrobił to w ramach nagrody za tak fachową obsługę. Widok jego twarzy w tej chwili był dostatecznie satysfakcjonujący. Żałował tylko, że rudy rycerz nie mógł zobaczyć, jaka księżniczka jest zdolna.
Reszty ciapaty nauczy się przy innej okazji. Zaczną od słowa posłuszeństwo.
Wytrzyj mordę i wypierdalaj. – Zakończył czule ich romantyczną randkę. Może chłopak czekał jeszcze na całusa na pożegnanie? Żołnierz podniósł się z krzesełka, by nalać sobie alkoholu do szklanki. Zdawało się, że na tę chwilę stracił zainteresowanie swoją ofiarą,  a ta mogła odetchnąć z ulgą i spieprzać z kajuty jak najdalej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DelusionSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 124
Cytat : 'Ein Blut, ein Volk... ein Wolf, eine Kuku-na-muniu!"-Jasza 2017
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Pon Wrz 18, 2017 11:59 pm

Tylko na to czekał. Rękawem przetarł twarz, być może nie najdokładniej, ale najlepiej jak był chwilowo w stanie. Poderwał się z podłogi i nawet nie spojrzał na Jasona, obracając się na pięcie, by w kilku kolejnych sekundach dopaść drzwi. Nie życzył mu ani spokojnego snu, ani niczego miłego. Wychodząc trzasnął nimi nieumyślnie, chcąc jak najszybciej opuścić pole rażenia i zasięg Jasona. Nie patrzył na nikogo, kto stanął na jego drodze. Wyglądał jak ofiara wyjątkowo nieprzyjemnego żartu, zarówno w aparycji, jak i zachowaniu. Parł przed siebie ze wzrokiem wyjątkowo uparcie wbitym w podłogę, starając się ominąć częściej używane przejścia na rzecz spokoju i przemykania chyłkiem. Jednak nie ominął wszystkich ludzi. Czuł na sobie ich spojrzenia i słyszał, chociaż niewyraźnie, pytające poszeptywanie. Niewiele obchodził go przedmiot ich rozważań. Dopadł swojej kajuty, jednak wyminął ją, szybko zmierzając w kierunku łazienek. Gdy tylko znalazł się w jednej, zmusił się do dwóch sesji wymiotów i porządnego wyszorowania buzi wraz z włosami.
Było mu niedobrze. Na języku ciągle czuł słonawy posmak nasienia, chociaż przepłukał buzię kilkukrotnie. Potrzebował prysznica i najlepiej tarki do metalu. Potrzebował czystego ubrania i zdecydowanie więcej alkoholu w krwiobiegu. Wrócił się po kolejnej godzinie, rozebrał, rzucił ciuchy w kąt i ze skradzionym rumem zaległ pod kocem, trzęsąc się jak galareta. Bynajmniej nie z zimna. W bardzo niewielkim odstępie czasu i kilku haustach wpuścił w siebie zawartość buteleczki uznając, że nie stawi się na stanowisku kolejnego dnia. Pracował sumiennie, jednak nie miał sił na mierzenie się z innymi ludźmi. Odbije to sobie na podwójnej zmianie, jak już uzna że pora się innym pokazać.
Tak minął mu cały jeden obrót zegarowej tarczy. Można było śmiało zasugerować, że doskonale zmarnował czas, który starczyłby na cały jeden dzień na ziemi. Przy zgaszonych światłach i ciągłym wpatrywaniu się w jeden punkt na ścianie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 595


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Wto Wrz 19, 2017 6:17 pm

Jadis

Nico wylegiwał się w szpitalnym łóżku. Lenił całymi dniami i skupiony był głównie na głęboko przeżywanej tęsknocie za alkoholem, którą łagodziła jedynie obecność dość groźnej, ale niezwykle ślicznej pielęgniarki. Przystojna twarzyczka mu napuchła, ale rany leczyły się dobrze. W końcu z postępem technicznym do przodu poszła również medycyna i cudowne maści sprawiły, że mężczyzna znów mógł puszczać zawadiackie oczka oraz wesoło się  szczerzyć, ukazując czasem brak zęba (nie pozwolił go sobie ponownie wstawić).
Okazało się, że miał sporo przyjaciół, którzy nieustannie go odwiedzali i nie pozwalali myśleć o tym, czy uda mu się odzyskać sprawność w prawej dłoni.
Tym razem przy łóżku stróżowała młoda kobieta, która nie dopuszczała ponurych myśli do tego pustego łba. Nogi w buciorach oparła o krawędź łóżka i opowiadała o czymś Nico. Ten gdy dostrzegł w drzwiach swoją księżniczkę natychmiast trącił łokciem pannę i uciszył. Znacząco skinął głową w kierunku Ismaela i bardzo konspiracyjnie szepnął.
Tylko nie zrób wstydu.
Już przygotował odpowiednio uwodzicielską minę, kiedy kobieta wstała z miejsca, zrobiła imponujący balon z gumy, a gdy ten pękł, wyciągnęła dłoń do Ismaela.
Cześć, jestem Jadis. Przyszedłeś posłuchać jęczenia Nicholasa?
Żołnierz posłał w jej kierunku oburzone spojrzenie, niesłusznie skrzywdzonego niedźwiedzia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DelusionSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 124
Cytat : 'Ein Blut, ein Volk... ein Wolf, eine Kuku-na-muniu!"-Jasza 2017
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Wto Wrz 19, 2017 7:56 pm

Jak już ogarnął się mentalnie, nie było z nim tak najgorzej. Wyprał się, ubrał, uczesał i na stołówce zjadł coś, co konsystencją przypominało kisiel z owocami, smakiem zaś grudy gliny moczone w żelatynie. Żyć nie umierać. Nie zapuszczał się w rejony, które nawiedzali żołnierze, kantynę omijał szerokim łukiem i oddał się pracy dwa razy bardziej niż wcześniej, chcąc nie tylko nadrobić wszystkie braki, ale i wyprzeć z umysłu górującą sylwetkę kapitana. W wolnej chwili zdobył się nawet na to, by sprawdzić czy rudowłosy niedźwiedź żyje i jak sobie ze swoim stanem radzi.
Zważywszy nie na zasięg, a zaawansowanie obrażeń, jego rekonwalescencja zdawała się przebiegać więcej niż pomyślnie. Ismael spodziewał się jęczącego napuchniętego ziemniaka pod kroplówkami z środków przeciwbólowych, całego w bandażach i gipsie. Jego rozdarowana mina przyniosła mu pewne ukojenie. Nadal czuł się winny za jego stan, toteż myśl że mu się polepsza była tym, czego właśnie potrzebował. Przekroczył próg, uprzednio bardzo pragnąć wycofać się pod naporem wzroku nieznajomej kobiety. Gdyby nie fakt że dojrzał go i Nicholas, pewnie obróciłby się na pięcie i zniknął, pieczętując tym samym koniec niezaczętej nawet przyjaźni. Mimo wszystko wszedł, choć niechętnie, podszedł do łóżka, choć z ociąganiem i uścisnął wyciągniętą dłoń, chociaż ze strachem. Zamarkował uśmiech, chociaż jego oczy pozostały spokojne i zimne. – Jęczenie Nicholasa jest ostatnio najprzyjemniejszym co słyszę. Ismael, miło mi. – Puścił jej dużą jak na kobietę rękę tak szybko, jak tylko skończył mówić. Zwrócił się za to bezpośrednio do Nico. – Widzę że dobrze się tu tobą zajmują – uciął w tym momencie, nie wiedząc w sumie po co tak naprawdę przyszedł i co tak naprawdę powinien teraz ze sobą zrobić. Trzymał się na dystans; Jadis oznaczała potencjalne kłopoty, w te zaś naprawdę nie miał humoru się pakować. Nie wiedział, po której stronie barykady stała i nie zamierzał tego sprawdzać. Była obca, na chwilę obecną miła, ale nadal nieznana. Ismael splątał ręce za plecami, pokonując chęć podrapania się po nosie byleby tylko coś ze sobą zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 595


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Re: Salvation   Wto Wrz 19, 2017 9:07 pm

Nico nie chciał żadnej przyjaźni. Już wolał łóżko szpitalne niż skończyć na zawsze w piekle friendzone. Nie po to dał sobie obić śliczną buźkę. Wizyta Ismaela sprawiła mu nieukrywaną przyjemność. W brązowych oczach widać było autentyczną wdzięczność i radość.  Prawdopodobnie nie spodziewał się go tutaj. Był pewien, że chłopak zaszyje się w najciemniejszym kącie statku i będzie tam dokręcał śrubki do końca życia.
Jadis, idź sobie. Mam randkę – mruknął znów konspiracyjnie, nie przejmując się, że jego żartobliwe szepty docierają do uszu Ismaela.
Kobieta lekko uniosła brew i pokręciła głową z niedowierzaniem.
Jasne. Tylko nie idź od razu w ślinę. I nie zapomnij wypić soczku od Kate. – Zasalutowała mu niedbale i pożegnała Ismaela oszczędnym, ale dość sympatycznym uśmiechem. Wyszła z sali, zostawiając ich samych.
Nico znów postanowił zgrywać opiekuńczego twardziela.
Widziałeś, jak mu przyłożyłem? Podobno chodził z siniakiem przez trzy dni!
Jasne. Ismael widział też, jak Jason przyłożył panu rycerzowi. Kila razy. I jak pan rycerz od ponad tygodnia był w szpitalu. Pewnie nie należało mu jednak tego wypominać.
Nico wskazał mu miejsce na swoim miękkim łóżku. Odsunął się nawet ostrożnie, by młodzieniec miał gdzie usiąść. Te jego końskie zaloty wydawały się być całkiem na poważnie.
Wszystko w porządku? Nie miałeś więcej kłopotów?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Salvation   

Powrót do góry Go down
 
Salvation
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zona scriptum :: Fantastyka-
Skocz do: