CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 Don't meddle in the affairs of the dragons

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
VaryeshaI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 10/07/2017
Liczba postów : 113


Cytat : Lasciate ogne speranza, voi ch'entrate
Wiek : 29
Male


PisanieTemat: Don't meddle in the affairs of the dragons   Sro Lip 19, 2017 2:58 pm

Don't meddle in the affairs of the dragons


Smoki to takie wielkie, durne gadziny, co to ino owce czy insze bydło żrą, srają gdzie popadnie, rycerzy zżerają, skarby kradną, i ogółem zmorą są dla wszystkich, prawda? No nie do końca. Prawdą jest tylko to, że to wielkie gady - a cała reszta to starannie pielęgnowany mit, tak aby dwunogi się nie zorientowały, że smoki od wieków kierują postępem cywilizacji i w ogóle wszystkimi mniejszymi rasami. Ale w końcu ktoś, gdzieś popełni błąd, i jakiś maluczki zobaczy coś, czego nie powinien...

X to człowiek, który miał to nieszczęście (a może szczęście?), że zobaczył coś uważanego za bajki - wielkiego, wzbijającego się do lotu smoka, o łuskach lśniących krwawą czerwienią we wschodzącym słońcu. I teraz nie może o tym zapomnieć. Sęk w tym, że po pijaku wspomniał o tym o jeden raz za dużo, i teraz ma na ogonie smoczych agentów, którzy mają za zadanie go unieszkodliwić... w ten czy inny sposób. Jeden z nich, Y, smok uważany przez inne za lekkiego ekscentryka (uwielbia obserwować dwunogi i nawet czuje do nich sentyment), po dłuższych obserwacjach celu postanawia nawiązać kontakt... a co się wydarzyło potem - a o tym już bajki piszą.
Uczestnicy:
Człowiek - Argent
Smok - Varyesha

_________________
Wszechstronny i wszechwładny. Try me, peasants~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 232


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Don't meddle in the affairs of the dragons   Sro Lip 19, 2017 6:05 pm




Zachary Carter

[Art: Jinguji Ren]

Dawniej:
Pewny siebie, młody dziennikarz, tryskający życiem i energią, spędzający każdą wolną chwilę albo na pisaniu artykułów, albo na bankietach dla wyższych sfer, albo na poszukiwaniu kolejnego, ciekawego materiału. Spędzał upojne wieczory, otoczony kobietami i dobrym winem, pozbawiony trosk przeciętnego zjadacza chleba, żyjący ponad stan - bo dlaczego nie?
Aż do pewnego pechowego wieczora, który spowodował, że całe jego wspaniałe i wyjątkowo soczyste życie przysłowiowo poszło się... paść. Wyszedł na taras żeby się przewietrzyć i spisać dopiero co zasłyszane smaczne ploteczki z wyższych sfer, a zobaczył najprawdziwszego, absolutnie realnego, smoka wzbijającego się do lotu nad wielkim miastem.
Niemożliwe. Absolutnie nie-kurwa-możliwe.

Wszystko się spartacza:
Faza pierwsza: wyparcie. Na pewno to był wpływ alkoholu, prawda? Niemożliwe. Albo jakaś reklama. Na pewno. Tyle rzeczy teraz reklamują, na pewno i jakiś smok mógł się przypałętać.
Faza druga: Jestem poważnym dziennikarzem. Wszystko z tamtego wieczora pamiętam dokładnie. Mam notatki. Nie zdarza mi się tak odlecieć bo dwóch lampkach wina. Przecież nie oszalałem. Na pewno istnieją... smoki?
Faza trzecia: Wiem o istnieniu smoków. A przecież tego nie ma w prasie. Ludzie by wiedzieli, gdyby były smoki. Chyba, że... Że nie powinni wiedzieć o istnieniu smoków. A to znaczy, że jestem w śmiertelnym niebezpieczeństwie...?!
Faza czwarta: Od prawie pół roku nie mam pracy. Nawet nie zauważyłem, że dostałem wypowiedzenie. Jestem w dupie. Pieprzyć smoki.

Dzisiaj:
Faza piąta: Rezygnacja + dużo alkoholu + długi = recepta na kilka słów za dużo w publicznym miejscu.

Utrata ukochanej pracy, źródła dochodu i wianuszka wielbicielek zniszczyła jego ducha znaczne szybciej, niż byłby gotów się przyznać. Z seksownego, pełnego pewności siebie i klasy dwudziestoośmiolatka zmienił się w zapijaczony cień człowieka, który ostatnie swoje grosze wydaje na alkohol w różnych spelunach, nie zwracając uwagi na fakt, iż w jego mieszkaniu nie ma już ani prądu, a ostatnio dziwnym trafem przestała płynąć też woda. Wszystko nieważne, póki alkohol może lać się strumieniami, ale i na to zaraz zabraknie mu funduszy.
Kiedyś energiczny, szastający żartami i popisujący się ciętym języczkiem, zarówno w sypialni, jak i poza nią, stał się zgorzkniałym, antypatycznym bucem, który traktuje każdego jak swojego najgorszego wroga i żyje od jednej butelki alkoholu do drugiej.

W pigułce:

  • Ma 28 lat.
  • 185 cm kiedy ma buty z męskim obcasem.
  • Tak naprawdę nie cierpi alkoholu. Jego ojciec po pijaku prał matkę.
  • Jest hetero a przynajmniej dotychczas tak sądził.
  • Nosi okulary. A przynajmniej powinien je nosić.


Karta będzie ewentualnie przerabiana w trakcie fabuły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
VaryeshaI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 10/07/2017
Liczba postów : 113


Cytat : Lasciate ogne speranza, voi ch'entrate
Wiek : 29
Male


PisanieTemat: Re: Don't meddle in the affairs of the dragons   Sro Lip 19, 2017 7:53 pm


Smok, jaki jest, każdy widzi - o ile dostąpi tego zaszczytu. Ar'shaleth, jak brzmi jego smocze imię, czy też Arthur Kuroba (przyjęte imię ludzkie, oparte częściowo na jego prawdziwym mianie oraz na jego wyglądzie), to swego rodzaju ewenement wśród gadziego rodu. Nie dość, że jego wiek i doświadczenie zasługują na szacunek (przeżycie w tym niewdzięcznym świecie ponad ośmiu setek lat to wyczyn nawet dla smoka), to jeszcze nadal nie utracił zainteresowania ludźmi. Ba, wciąż chce badać ich zachowania i kulturę! Dlatego też chętnie zgłasza się do obserwacji i interwencji w przypadkach zauważenia smoka przez człowieka. To w końcu doskonała okazja żeby dowiedzieć się jeszcze więcej!

Tak też było i przy tej sprawie. Najpierw z daleka, uważnie, wraz z kilkoma innymi braćmi w skrzydle obserwował co zbyt spostrzegawczy (i zbyt fartowny) człowiek robił. Uczył się, analizował jego zachowania, jego reakcje... wszystko starał się zrozumieć. Potem, kiedy człowiek zaczął mieć poważne problemy, pozostali obserwatorzy się zaczęli wycofywać - w końcu ten dwunóg im nie zagrozi w żaden sposób, jego reputacja poszła w drzazgi, wszelki szacunek innych ludzi... ale nie Ar'shaleth. On był jeszcze bardziej zaintrygowany. Czemu ten człowiek nie zachował się jak większość by uczyniła w jego sytuacji i szybko udał, że mu się przywidziało? Czemu brnął w to głębiej? Co nim powodowało? Och, bardzo chciał się tego dowiedzieć! Ten człowiek był... intrygujący.

Aż w końcu nadszedł wieczór, kiedy dwunóg, zamroczony czymś co ludzie nazywają 'alkohol', powiedział o parę słów za dużo w nieodpowiednim towarzystwie. Dopóki jeszcze trzymał to w miarę w sobie, smoki nie miały podstawy by interweniować na poważnie, ale teraz? Nawet słowa takiej porażki życiowej jak ten dwunóg, jeśli trafią na podatny grunt, mogą wyrządzić poważne szkody... młodsze gady chciały go od razu usunąć. Żaden problem, jakiś wypadek, choroba, czy coś, i po sprawie. Ale... Ar'shaleth wykorzystał swoją reputację oraz siłę wieku i zniwelował tenże plan w zarodku. 'Sam się tym zajmę', stwierdził. 'Znam ludzi lepiej niż wy. A taki dwunóg będzie idealny do moich długo już odkładanych badań nad wpływem uczuć na zachowania i motywacje ludzi. Nie przeszkadzajcie mi, stwórzcie przychylną moim planom sytuację, wpłyńcie na odpowiednie osoby w odpowiednim momencie. Jedne przypadek na setki to jeszcze nie tragedia - a ja zadbam o to, by ten dwunóg nie był dla nas problemem...'

No i jak powiedział, tak się stało. Człowiek nadal żyje, nadal marnuje pieniądze i zdrowie na alkohol, nadal tkwi na dnie... ale to się wkrótce zmieni, jeśli Ar'shaleth ma tutaj cokolwiek do powiedzenia. Ha.

Trivia:
- w smoczej postaci jest większy od Boeinga 747
- ma słabość do ludzkiego przysmaku zwanego 'lodami'
- w ludzkiej formie wygląda jak człowiek mieszanego, brytyjsko-japońskiego pochodzenia, i to też odzwierciedla jego ludzkie miano
- tatuaż ukazujący jego smoczą formę zawsze zajmuje jego całe plecy
- w młodości miał przykry wypadek i jego prawe ślepie ucierpiało, przez co nie przemienia się jak należy w ludzkie; z tego też powodu zasłania je specjalną przepaską, zainteresowanym mówiąc że je stracił albo - jeśli to ktoś zainteresowany poważniej magią - opowiada im historię pełną tajemnic i klątw
- jako człowiek, jest wysoki prawie na dwa metry, dość szczupły, ale - co mu mówiło już wiele ludzkich kobiet i spore grono mężczyzn - dobrze zbudowany i bardzo przystojny

_________________
Wszechstronny i wszechwładny. Try me, peasants~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
VaryeshaI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 10/07/2017
Liczba postów : 113


Cytat : Lasciate ogne speranza, voi ch'entrate
Wiek : 29
Male


PisanieTemat: Re: Don't meddle in the affairs of the dragons   Nie Lip 23, 2017 2:38 pm

Bar, bar, bar... aha! To ten! Nazwa się zgadza, szyld się zgadza, zapach człowieka doń prowadzący się zgadza... uśmiechnął się lekko, pokazał czekającemu przy wejściu bramkarzowi srebrną bransoletkę na prawym nadgarstku, pozwolił ją zeskanować (standardowa procedura by wyeliminować ludzi podszywających się pod licencjonowanych magów) i wszedł do środka. Zmarszczył od razu wrażliwy nos - nie pachniało tutaj za przyjemnie. Aż dziw, że było ich stać na ochroniarza i czujniki ultrafioletowe do wykrywania nielegalnych amuletów czy czarów rzucanych w samym barze... nigdy nie zrozumie tego aspektu ludzkiej kultury. Czy nie przyjemniej napić się czegoś smacznego w pięknym otoczeniu i z dobrym towarzystwem? Hm. Może upatrzony przez niego człowiek pomoże mu to zrozumieć...

Od wejścia ściągał spojrzenia bywalców, niektóre wrogie, niektóre zainteresowane, ale głównie ostrożne. Bo kiedy do speluny wkracza chłop jak dąb, wysoki prawie pod sufit, poruszający się jak jakiś wojownik kung-fu czy inny Jackie Chang, to momentalnie wszystkim co mają coś na sumieniu zapala się w głowie lampka ostrzegawcza. I nawet spokojny, łagodny, może ciut naiwny uśmiech na przysłoniętej połowicznie włosami twarzy nie łagodził ogólnego pierwszego wrażenia. A do tego srebrna bransoletka na nadgarstku... tak, wszyscy kieszonkowcy i naciągacze już wiedzieli, że tego pana nie należy zaczepiać.

A sam czarnowłosy nie zwracał uwagi na reakcje wśród obecnych, przecisnął się tylko do baru i usiadł na krześle przy nim, obok już dość wstawionego blondyna. Jego celu. Uśmiechnął się do niego szerzej, tak na powitanie, po czym przywołał barmana i zamówił całą butelkę czegoś, co ludzie nazywali 'whisky'. Barman nawet nie próbował go pytać czy ma na to pieniądze, magia (nomen omen) bransoletki maga~ ach, gdyby tylko znali prawdę... dostał butelkę, czystą szklaneczkę, i dostęp do pojemnika z lodem, więc szybko przygotował sobie drinka. A potem, widząc że idealnie w czas blondynowi skończył się alkohol, podsunął mu świeżo otwartą butelkę z ciepłym, przyjaznym uśmiechem.
- Nalej sobie, nie krępuj się. Dobry trunek smakuje lepiej w towarzystwie, nieprawdaż? - zagaił miękko, swoim aksamitnym mezzotenorem. Ponoć kiedy obniżał go do pomruku, wszystkim uginały się kolana - a przynajmniej tak twierdziły ludzkie kobiety, które o to spytał...

_________________
Wszechstronny i wszechwładny. Try me, peasants~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 232


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Don't meddle in the affairs of the dragons   Pon Lip 24, 2017 3:03 am

Była noc? Albo dzień. Albo środek dnia? A może poranek. Zachary nie był tego pewien. Wydawało mu się, że gdy wszedł do tego baru, było jeszcze jasno. Ale może jednak się pomylił? Może to było innego dnia, w innym barze, przy innym drinku? Wtedy, kiedy jeszcze był zatrudniony?
Zachary Carter, były dziennikarz, aktualnie żałosny pijak. Miejsce zatrudnienia: brak. Wolny czas: non stop. Hobby: chlanie na umór. Problemy: życie.
Wzniósł dla swoich myśli toast, wypijając kolejną szklaneczkę alkoholu o nieznanym pochodzeniu. To znaczy, pochodzenie całkowicie oczywiste - zza lady. Zach jednak nie potrafił już stwierdzić, czy pił wódkę, piwo, czy szampana. A może wino? Wszystko smakowało tak samo. Wszystko było zepsute przez gorzki smak porażki.
Odłożył pustą szklankę na blat i rozejrzał się zaszklonymi oczami za kolejnym trunkiem, którego jakoś tak - dziwnym trafem - nie widział.
A nie, jednak się pojawił. Podsunięty przez pomocnego "towarzysza". Carter spróbował skupić na nim wzrok, ale im dłużej patrzył w jeden punkt, tym bardziej niedobrze mu się robiło. Odwrócił spojrzenie i wzruszył ramionami, ni to dziękując, ni to akceptując propozycję. Nalał sobie alkoholu bez zawahania, wypełniając szklankę większą ilością alkoholu, niż było to przyjęte w kulturalnych kręgach - nie zaczął jednak od razu pić, a zamyślił się, jakby na chwilę zawieszając działanie całego świata.
- Nie powinieneś tu siedzieć - mruknął z czymś, co przy naprawdę dużej dawce dobrej woli można było uznać za życzliwość. - Te jaszczurki cały czas patrzą. Zanim zauważysz, już będzie po tobie. - Pokiwał głową z powagą, wpatrując się szklanym wzrokiem w alkohol. - Najpierw praca, potem życie. Ciekawe, kiedy wreszcie po mnie przyjdą... - Westchnął cicho.
Barman bezgłośnie zapewnił nowoprzybyłego, że nie powinien zwracać uwagi na byłego dziennikarza. To wariat - mówiły zarówno usta, jak i spojrzenie.
Co ciekawe, Zach to zauważył - trzasnął nagle pięścią w stół, strasząc nie tylko siedzących najbliżej, ale i zwracając na siebie uwagę większej części lokalu.
- Jeszcze zobaczycie! Teraz siedzicie sobie i kiwacie głowami, pewni, że zwariowałem, ale pewnego dnia przyznacie mi rację. To, że smoki manipulują naszym światem, naszymi decyzjami, naszym ŻYCIEM będzie dla was równie oczywiste, co... Co... - Zaciął się na chwilę, tracąc całkiem energię, która jeszcze chwilę wcześniej dodała mu sił do takiego wybuchu. - Straciłem słowa... - szepnął niemal niesłyszalnie, do siebie, głosem wypełnionym bólem i niedowierzaniem.
On, dwudziestoośmioletni dziennikarz, mistrz pióra i klawiatury, znany ze swoich celnych uwag i ciętych ripost, stracił wszystko, co było dla niego ważne. Słowa. Nie pracę, nie znajomych, nie prąd i wodę - ale możliwość przelewania swoich myśli na papier. Nie, nie możliwość. UMIEJĘTNOŚĆ. Jego życie bez słów nie miało sensu.
Jego życie po odkryciu prawdy i niemożności opisania jej tak, by inni ją dostrzegli i zrozumieli, zabiło w nim zdolności pisarskie, bez których był niczym. Zerem. Nawet gorzej - mniej niż zerem. Nie liczył się - i wcale nie chciał się liczyć. Pragnął tylko zapaść się pod ziemię, utonąć w alkoholu, zniknąć z powierzchni ziemi, jakby nigdy nie istniał.
Nawet nie wiedział, jak blisko był spełnienia tych pragnień.

_________________

"Now tell me baby, do you love as hot as I do?
Is there's a lighting striking inside of you?
Does your thunder roll? Does the fire keep you cool?
Oh, cause a hurricane is comin' for you"



Ostatnio zmieniony przez Argent dnia Pon Sie 21, 2017 9:14 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
VaryeshaI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 10/07/2017
Liczba postów : 113


Cytat : Lasciate ogne speranza, voi ch'entrate
Wiek : 29
Male


PisanieTemat: Re: Don't meddle in the affairs of the dragons   Pon Sie 21, 2017 8:36 pm

Czarnowłosy jednak się nie odsunął, nie patrzył na niego jak na szaleńca, o nie - wydawał się być... zaintrygowany? Tak, zdecydowanie to, ten hojny mężczyzna wydawał się wierzyć blondynowi! Cienkie usta rozciągnęły się w łagodnym, spokojnym uśmiechu, kiedy ich właściciel wyciągnął powoli dłoń, żeby ją położyć na ramieniu zdrowo podpitego byłego dziennikarza.
- Spokojnie... nie zmuszaj się do niczego... jeśli będziesz się tak denerwował, to tym bardziej nie będziesz w stanie się wysłowić - nieco obniżył i przyciszył głos, rzucając po drodze ostrzegawcze spojrzenie barmanowi. Niech się nie wtrąca, to sprawy między nimi. A przecież kolejny klient który wierzy w takie brednie, ale nie pije na umór i nie wszczyna burd, to żaden problem, nieprawdaż? Czarnowłosy wrócił swoją uwagą do blondyna.
- To brzmiało jak wierzchołek góry lodowej, nazywającej się 'historia do opowiadania wnukom'... jeśli nie masz nic przeciwko, może mi nieco jej zdradzisz? Nie musisz, jeśli będziesz chciał po prostu podzielić ze mną tę flaszkę alkoholu też będzie dobrze... ale nie pozwolę ci dzisiaj pić samotnie. Umowa stoi? - przechylił głowę tak, by móc spokojnie patrzeć mężczyźnie w oczy. Jego jedyne widoczne szkarłatne oko było lekko przymknięte, na jego twarzy malowało się opanowanie, spokój, ogólna pokojowość. Nie wyglądał na kogoś kto przyszedł szukać taniej sensacji w postaci lokalnego wariata, ani na kogoś kto by chciał wykorzystać tegoż wariata do jakichś własnych celów, ani też na kogoś kto parał się drugim najstarszym fachem świata, czyli złodziejstwem ze wszelakimi przydatkami. A srebrna bransoletka na odsłoniętym nadgarstku dodawała jeszcze temu wszystkiemu dość surrealistycznej atmosfery - licencjonowany mag, spec od spraw nadnaturalnych, które jeszcze do niedawna wydawały się być bajeczkami, chce porozmawiać o innym motywie z bajek, baśni, legend, mitów - o smokach. Może ma jakieś konkretne informacje? Ma przecież dostęp do tylu źródeł! Był przyjazny i otwarty, może coś by wiedział na ten temat? Odkrył konspirację?...
Ar'shaleth wiedział, jak używając głosu, postury, oraz aury budować obraz granej przez siebie roli. Doskonale to wiedział, robił to już w końcu od setek lat! Teraz dał się poznać jako nieznajomy, ale przyjazny mag, który nie skreślił od razu paplającego od rzeczy mężczyzny, tylko wydawał się chętny by go wysłuchać, bez jakiegoś niecnego celu w stylu upokorzenia go czy coś. Czy blondyn złapie haczyk? Czy może go odtrąci na razie, ale zapamięta tego dziwnego typka z baru jako kogoś... no... przyjaznego? Zobaczymy, czy jego doświadczenia z ludzką psychiką będą wystarczające w tym momencie.

_________________
Wszechstronny i wszechwładny. Try me, peasants~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 232


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Don't meddle in the affairs of the dragons   Pon Sie 21, 2017 10:09 pm

Blondyn wzdrygnął się pod dotykiem mężczyzny, ale nie miał gdzie uciec. Zresztą - nawet nie wiedziałby gdzie. Musiałby się podnieść, przenieść do innego baru, usiąść tam, zamówić sobie alkohol (czy miał jeszcze wystarczająco pieniędzy?)... Nie, za dużo fatygi. Potrząsnął ramieniem, zsuwając dłoń należącą do przyjaznego mu - z jakichś nieznanych bliżej przyczyn - mężczyzny. Zamiast rozważać, dlaczego w zasadzie zdobył jego zainteresowanie, zabrał się wreszcie za trzymany w dłoni alkohol. Nie skupił się na smaku, ani zapachu, pochłaniając go w kilku dużych łykach. 
"Nie zmuszaj" - ha ha ha! Nie miał już się do czego zmusić. Wszystko stracił. Wszystko. Pozostało mu tylko upijanie się na umór i czekanie, aż ktoś od tych cholernych smoków go wykończy.
Obrócił głowę, gdy usłyszał nowy ton - ton, z którym bardzo długo nie miał do czynienia. Spojrzał z zaskoczeniem na towarzysza, przez chwilę milcząc i oscylując spojrzeniem w okolicach twarzy maga. Jakby przez chwilę nie potrafił w żaden sposób zinterpretować tego uprzejmego zachowania i nie wiedział, jak na nie odpowiedzieć. Kiedyś błyszczał w towarzystwie, bez żadnego kłopotu odczytując cudze zamiary z mowy ciała i z łatwością wykorzystując swoją wiedzę tak, by samemu coś na tym ugrać. Nie raz i nie dwa jego umiejętności doprowadziły nie tylko do świetnego artykułu, ale też ciepłego łóżka ze świetnie wyposażoną panienką.
Ale to wszystko należało już do przeszłości - zamglone oczy wyłapały część z tych subtelnych gestów, mających sugerować uprzejme zainteresowanie, a zarazem człowieka godnego zaufania. Dla blondyna było to niemal kompletnie niezrozumiałe - nie pamiętał, kiedy ostatnio ludzie zwracali się do niego w taki sposób. Zmrużył oczy podejrzliwie.
- A może ty jesteś jednym z tych jaszczurkowych szpiegów, którzy wreszcie zdecydowali się mnie wykosić, co? - Pchnął go palcem wskazującym w ramię oskarżycielsko, ale zaraz cofnął dłoń, wbijając spojrzenie w maga, jakby oczekiwał co najmniej natychmiastowej przemiany w wielkiego, czarnego smoka wielkości - powiedzmy, Boeninga 747? Co oczywiste - nie doczekał się, co barman skwitował pogardliwym prychnięciem.
Dla skopanego przez życie, pogrążonego w paranoi i alkoholu, mężczyzny była to ostatnia kropla, która przelała czarę goryczy. Chwycił odłożony na blat, już pusty, kieliszek, a potem rzucił nim w złośliwego faceta. Był zbyt wstawiony, by trafić w stojącego dwa metry dalej barmana, ale udało mu się rozbić kilka butelek ułożonych na półkach na ścianie. 
W tym momencie rozpętało się niewielkie piekło, które zakończyło wyrzucenie pijanego blondyna za drzwi i uregulowanie rachunku za rozlany alkohol - z nadwyżką, za straty moralne. Były dziennikarz pozbierał się z chodnika z wysiłkiem, po chwili namysłu rzygając do ścieku i podpełzając do ściany, o którą oparł się plecami. Zgiął kolana i schował w nich twarz, przygnieciony kolejną wielka porażką i hańbą.
Nic w nim nie pozostało z dawnego, dumnego przystojniaka.
Do tego, kompletnie zapomniał o tym dziwnym, przyjaznym (!) magu.

_________________

"Now tell me baby, do you love as hot as I do?
Is there's a lighting striking inside of you?
Does your thunder roll? Does the fire keep you cool?
Oh, cause a hurricane is comin' for you"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
VaryeshaI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 10/07/2017
Liczba postów : 113


Cytat : Lasciate ogne speranza, voi ch'entrate
Wiek : 29
Male


PisanieTemat: Re: Don't meddle in the affairs of the dragons   Pon Wrz 25, 2017 9:17 pm

Ar'shaleth był nieco zaskoczony dość obcesową reakcją blondyna na swoje słowa, ale niezbyt mógł go winić. W końcu alkohol i przejścia raczej na każdego człowieka by wpłynęły mocno negatywnie... nie wtrącał się do bójki, usunął się nawet nieco, tak by swobodnie obserwować całe zajście i wiedzieć kiedy zareagować. Chciał uregulować rachunek człowieka za niego, ale ten został przymuszony, więc... no nic. Kiedy indziej będzie okazja. Albo i nie - zależnie jak dobrze pójdzie mu wyprowadzenie blondyna z powrotem na prostą ścieżkę.
Już po całej burdzie spokojnie dokończył swoją szklaneczkę, podniósł się ze stołka i wyszedł przed bar. Tsk... tak jak podejrzewał, blondyn nie odszedł za daleko - siedział oparty plecami o pobliską ścianę i wyglądał jak trzy ćwierci do śmierci. Czarnowłosy podszedł do niego powoli, ostrożnie, nie wykonując szybkich ruchów. Jak do spłoszonego zwierzęcia czy coś...
- Hej... wszystko w porządku? Poza twoim aktualnym stanem, oczywiście... - zagaił miękko, spokojnie, kucając przed ludzkim kłębkiem. Zmarszczył przelotnie nos - aromaty ulicy były zdecydowanie... interesujące. Ale nie to teraz było najważniejsze, teraz musiał przekonać tego człowieka żeby dał sobie pomóc... dał się zabrać do ciepłego mieszkania, nakarmić, napoić (wodą, oczywiście), obmyć, wsadzić pod koc... nie mógł go ot tak zabrać. Znaczy, mógł, był na tyle silny by go po prostu unieść, albo mógł użyć magii, ale nie chciał tego zrobić bez pozwolenia. Inaczej cały jego plan nawiązania przyjaźni weźmie w łeb i tyle... a to w końcu był bardzo ważny eksperyment, bardzo ważne badanie naukowe! Na pewno ważne dla niego, inni tam się mniej liczyli. W jego wieku, Ar'shalethowi uchodziło bardzo dużo i wykorzystywał to bezlitośnie.

_________________
Wszechstronny i wszechwładny. Try me, peasants~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 232


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Don't meddle in the affairs of the dragons   Sro Wrz 27, 2017 1:11 am

Zachary drgnął nerwowo, gdy poczuł dłoń na swoim ramieniu. Nie, nie było w porządku. Nic nie było w porządku. To był jeden z tych momentów, kiedy nie obawiał się, a liczył, że smoki wreszcie po niego przyjdą i go zgładzą. Wiedział dobrze, że go obserwowały. Wiedział też, że mówił prawdę. Każdy jeden człowiek mógł go przekonywać, że nie, nieprawda, coś mu się przewidziało, wypił coś dziwnego, w drinku były jakieś substancje, albo po prostu poniosła go fantazja i chęć zdobycia ciekawego tematu... Ale nie, wcale nie. On wiedział. Żył z tego, że pisał prawdę. Miał świetną pamięć, świetny słuch i bardzo dobry wzrok.
No, dobrze, ten ostatni tylko wtedy, gdy nosił okulary. Ale tamtego wieczora je miał! A zresztą - ciężko było przeoczyć WIELKIEGO SMOKA w środku miasta.
Przynajmniej, tak mu się wydawało, chociaż wydawać by się mogło, że jednak tylko on go dostrzegł.
Może jednak oszalał...?
Podniósł wreszcie głowę, spoglądając mało przytomnym wzrokiem na mężczyznę, który za nim podążył. Potrzebował chwili na to, by zrozumieć, kim ten człowiek w zasadzie jest - a gdy już dopasował (lekko rozmazaną) twarz do odpowiednich skojarzeń, zdziwił się jeszcze bardziej.
- Słucham? - spytał, lekko zachrypniętym głosem, wpatrując się w towarzysza z kompletnym niezrozumieniem na twarzy. - Nie, oczywiście, że nie. - Wzruszył ramionami, odchylając bardziej głowę i opierając ją o ścianę. Zakaszlał, czując nieprzyjemny posmak w ustach, który tylko pogorszył jego - już i tak fatalne - samopoczucie.
Był dnem. Zerem. Niżej upaść się nie dało.
- Czego w zasadzie chcesz? - spytał ostrożnie, ale już bardziej przytomnym i spokojnym głosem. W końcu, część alkoholu wydostała się z jego organizmu, a opadła adrenalina pozostawiła w nim już tylko zmęczenie.

_________________

"Now tell me baby, do you love as hot as I do?
Is there's a lighting striking inside of you?
Does your thunder roll? Does the fire keep you cool?
Oh, cause a hurricane is comin' for you"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
VaryeshaI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 10/07/2017
Liczba postów : 113


Cytat : Lasciate ogne speranza, voi ch'entrate
Wiek : 29
Male


PisanieTemat: Re: Don't meddle in the affairs of the dragons   Pon Lis 06, 2017 1:16 am

- Być może nie jesteś przyzwyczajony do czegoś takiego, ale... chciałbym ci pomóc. Tak po prostu, bez żadnych zobowiązań, bez ukrytych haczyków... - Ar'shaleth nadal się uśmiechał łagodnie, ale nie pobłażliwie, pokazując po sobie że naprawdę chciałby blondynowi pomóc. - Moi znajomi nieraz już mi mówili, że mam syndrom potrzeby ratowania świata, ale póki co ograniczam się do pojedynczych osób, jeśli dane mi jest takie spotkać... - wzruszył lekko ramionami, uśmiechając się z lekkim politowaniem, ale pod własnym adresem. Koniec końców właśnie nazwał się Matką Teresą niejako. Uważnie obserwował człowieka, starając się ocenić jego możliwe reakcje. Może z miejsca odrzucić jego propozycję, może go zwyzywać i potem odrzucić propozycję, może się wahać, może się zdecydować, może się nie zdecydować, może się spłoszyć... różnie może być.
- Jeśli obawiasz się, że jest to jakiś trik albo próba wrobienia cię w coś jeszcze gorszego, jak jakaś mafia czy handel żywym towarem, mogę złożyć tu i teraz przysięgę że naprawdę nie mam wobec ciebie złych ani szkodliwych zamiarów - uniósł znowu prawą rękę, pokazując srebrną bransoletkę maga na nadgarstku. - Wydajesz się bardzo oczytanym gościem, na pewno wiesz że jeśli mag składa taką przysięgę, to konsekwencje krzywoprzysięstwa albo złamania danego słowa są... nieprzyjemne, lekko mówiąc... - znowu umilkł, dając człowiekowi czas na przemyślenie sobie wszystkiego. Nie zamierzał naciskać, jeśli blondyn kategorycznie odmówi, to pomoże mu wrócić do jego aktualnego lokum i upewni się że człowiek pójdzie spać bezpiecznie. A potem spotkają się przypadkowo ponownie...

_________________
Wszechstronny i wszechwładny. Try me, peasants~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 232


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Don't meddle in the affairs of the dragons   Sro Lis 15, 2017 12:57 pm

Owszem, blondyn nie przywykł do uprzejmości i bezinteresowności. Jeszcze zanim spadł na samo dno, nauczył się jednej prostej prawdy - ludzie nie robią niczego "ot tak". Zawsze za ich działaniem, dobrym bądź nie, czaiła się chęć uzyskania korzyści. Niekoniecznie natychmiastowej, niekoniecznie oczywistej, ale obecnej. Dlatego Zachary spoglądał na maga bez większego zaufania i przekonania w spojrzeniu. Tak, jakby otwarcie w niego wątpił - nie potrafiąc uwierzyć w jego dobre chęci. 
Powoli też trzeźwiał - dlatego skupił się na słowach wysokiego bruneta, analizując je znacznie dokładniej, niż cokolwiek innego w ciągu ostatnich kilku dni. A może tygodni? Nieważne.
Zmarszczył brwi, przetarł twarz dłonią i ostrożnie, powoli, z widocznym wysiłkiem, wyprostował się. Odetchnął ciężko, wreszcie kręcąc głową przecząco i odzywając się - wreszcie brzmiąc trzeźwiej:
- Nie do końca tak jest. Wszystko zależy od dobranych odpowiednio słów i intencji, które się za nimi... czają. - Zamilkł na chwilę, jakby zdziwiony doborem własnych słów. Odchrząknął. - Możesz być przekonany, że robisz coś dla mojego dobra, z mojego punktu widzenia działać na moją szkodę. - Wzruszył lekko ramionami i odchylił głowę, opierając się na powrót o ścianę. To racjonalne rozumowanie go wyczerpało. Znów zamknął oczy, odetchnął ciężko i... Poczuł, że ponownie zrobiło mu się gorzej. 
Znacznie gorzej.
Chwycił się za żołądek i przechylił na bok, wymiotując kolejny raz - trzeźwiejąc bardziej, a zarazem tracąc więcej godności. Czy on w ogóle jeszcze ją miał? Był zerem. Niczym. 
Wstrząsnął nim bezgłośny, niemal niewidoczny przez fatalny stan, szloch.
- Odczep się - wydusił wreszcie, machając dłonią na maga, niezdolny do żadnej aktywniejszej reakcji. Na nic nie miał siły, na nic nie miał ochoty. Gdzie były te smoki, kiedy ich potrzebował? 
- Nie warto na mnie tracić czasu. Idź znajdź sobie kogoś innego. - Fuknął zniechęcony.

_________________

"Now tell me baby, do you love as hot as I do?
Is there's a lighting striking inside of you?
Does your thunder roll? Does the fire keep you cool?
Oh, cause a hurricane is comin' for you"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Don't meddle in the affairs of the dragons   

Powrót do góry Go down
 
Don't meddle in the affairs of the dragons
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zona scriptum :: Fantastyka-
Skocz do: