CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 Break the Ice

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 352


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."
Wiek : 20

PisanieTemat: Break the Ice   Czw Lip 20, 2017 10:58 pm

First topic message reminder :


Przyszłość. Miejsce, w którym człowieczeństwo zanika, a na jego miejsce wpychana jest wszelka technologia i modyfikacje. Firmy farmakologiczne, firmy gmerające w genach, neurobiologii i te z ofertami najnowszych technologii - to one zdobywają rynek, to o nich się mówi i to dzięki nim ludzie czują się lepiej, piękniej, zdrowiej.
Jednakże, są również zwolennicy natury. Chcą oni uchronić świat przed totalnym zmechanizowaniem, pragną powrotu człowieczeństwa, ważności emocji i zniwelowania zabaw z organizmem. Takiej właśnie organizacji pomagaX, rozpustny asasyn, potrafiący bez mrugnięcia okiem załatwić dziesięciu rosłych mężczyzn i jeszcze świetnie przy tym wyglądać. Zabija on na zlecenie Szarej Eminencji, szychy biznesu rozwojowego. Pewnego dnia na jego drodze staje Y, szef jednej ze znienawidzonych przez Podziemie firm. Przezorny zawsze ubezpieczony. Ciasna winda prowadząca na setne piętro daje wiele czasu do rozmowy na tematy biznesowe.

X - Argent
Y - Phil

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Posty środa-czwartek. Nareszcie mam czas c:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 601


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Break the Ice   Wto Lis 07, 2017 12:56 am

Wreszcie ich zabawa zaczęła toczyć się swoim, właściwym torem, bez dziwnych przestojów i braku zgody w oczekiwaniach obu mężczyzn. W tym momencie każdy z nich był dokładnie w tym miejscu, w którym chciał - i to, że ten stan nie pozostanie wieczny, w tym momencie nie było zbyt istotne. Blondyn wyprawiał ustami cuda, a gdy doszły do nich zwinnie palce i bardzo sprawne i ciasne gardło, to Leith całkowicie odleciał. Chłodne i racjonalne myślenie zabójcy zniknęło, podobnie jak bardzo skutecznie wpojone (czy wręcz wpisane w jego osobowość) przekonanie o tym, że przemysł farmaceutyczny - i wszystkie osoby w nim pracujące - stanowi zagrożenie.
Ten niesamowicie seksowny mężczyzna, znajdujący się pomiędzy nogami bruneta i potrafiący całkowicie rozpuścić zabójcę na zlecenie, któremu niestraszne były wszelkie manipulatorskie sztuczki, był absolutnym wyjątkiem. Czarodziejem. Spełnieniem marzeń, o których VIII nie miał pojęcia - lub bardzo mocno się ich wypierał.
Sporadyczne, rozkoszne jęki zmieniły się w całkiem rytmiczne pomruki, westchnięcia i ciche okrzyki, będące reakcją na niemal każdą pieszczotę, jaką obdarowywał go pewien seksowny prezes.
- Więcej - wyszeptał niecierpliwie Leith, a właściwie wyszeptały jego usta, bez żadnego udziału świadomości. Mężczyzna poddający się pieszczotom, wijący po pościeli i wbijający w materac pięty, łokcie i tył głowy, nie stanowił żadnego realnego zagrożenia, ani nie prezentował sobą innego obrazu, niż gorącego pożądania. Zawsze opanowany i kontrolujący - zarówno sytuację, jak i siebie - stracił panowanie nad wszystkim.
I och, jak mu z tym dobrze było.
Chciał utonąć w tej przyjemności, w tych dłoniach i ustach, w tej miękkiej, chłodnej (no, już nie tak bardzo) pościeli i otaczającym go zapachu... Kochanka? Luksusu? Wszystko się mieszało, a zmysły jakby go oszukiwały. Nie potrafił się już na niczym skupić - jego ciało samo falowało, biodra wypychały się do góry, palce zaciskały na miękkich włosach i plątały je, a po wyginających się w grymasie przyjemności i zniecierpliwienia wargach plątał się język, nie potrafiąc odnaleźć sobie miejsca.
Ale VIII chciał więcej.
- Zollner... - na wpół wyspał, na wpół wyjęczał, przeciągając samogłoski, ponaglając kochanka, by jednak zdecydował się podjąć innych czynności.
Leith był podniecony, owszem. Rozpalony, zrzeszony potem, z napiętymi mięśniami, pulsującym członkiem i zaczerwienionymi ustami sprawiał wrażenie ucieleśnienia grzechu - zachłanny, spragniony, domagający się czegoś więcej - ale wreszcie niechętny do ponownej walki o władzę. Może niekoniecznie grzeczny i przyjmujący ślepo to, co jego "pan" zdecydował się zaofiarować, ale też nie tak ostry i oporny jak wcześniej.
On tylko potrzebował do pełni rozkoszy więcej. I czuł - nie, był pewien - że Feuersbrunst mu to da. To i jeszcze więcej.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 352


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Break the Ice   Pią Lis 10, 2017 4:44 am

To był ten moment. Jego seksualna muza niecierpliwiła się, pragnęła przejść na kolejny etap ich małej, nieprzyzwoitej zabawy. Nie przeciągając, odsunął się od Leitha i sięgnął do swoich spodni. Rozpiął skórzany pasek, za nim guzik oraz rozporek, by ostatecznie zsunąć materiał i uwolnić nabrzmiałą, gotową do działania męskość. Dopiero teraz poczuł jak bardzo pragnie skrytobójcy. Jak rozpala go każdy jego oddech, zamglony wzrok, błagalne szepty. Leżało przed nim ucieleśnienie grzechu, piękny Adam, przez którego pod stopami Zollnera otwierały się bramy piekła. Żądza przysłaniała myślenie, nawet on przestawał panować nad sytuacją. Nie mógł się oprzeć, w tym momencie nie wierzył, że tak cudne ciało mogło być maszyną do zabijania. W tej chwili świat się zatrzymał. Biznesmen zapomniał o planie zaaplikowania leczniczej substancji. Pochylił się nad kochankiem i pocałował go namiętnie, mokro, w pewnej części brutalnie. Nie zmieniał ich pozycji, pragnął mieć go przodem, przed sobą. Niewybaczalnym byłoby odrzucenie możliwości obserwacji emocji malujących się na twarzy najpiękniejszej z istot. 
Złapał czarnowłosego pod udami, rozchylając je i wyprowadził ich ze sfery pieszczot do poziomu kulminacyjnej rozkoszy. Wprowadził przyrodzenie powoli, do połowy, wydobywając z siebie zadowolone sapnięcie w usta partnera. Po chwili, nie krępując się docisnął biodra do ciała mężczyzny. Był w nim cały. Błogi stan, który ogarniał jego sferę fizyczną jak i umysłową nie mógł zostać przerwany, dlatego natychmiastowo zaczął wykonywać posuwiste ruchy bioder. 
- Przyjemnie, prawda? - skomentował, kiedy już oderwał się od słodkich warg Leitha. Powrócił do bardziej wyprostowanej pozycji, opierając polik o trzymaną nogę skrytobójcy. Po paru minutach przyspieszył nieco czynność, nadając ich integracji większej dzikości.

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Posty środa-czwartek. Nareszcie mam czas c:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 601


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Break the Ice   Wto Lis 14, 2017 11:57 pm

Brunet, jak się okazało, nie był elastyczny tylko "na zewnątrz" swojego ciała. Jego wnętrze radziło sobie co najmniej równie dobrze - otwierając się bez oporów na inwazję, która zadała mu w tym momencie więcej bólu, niż czystej rozkoszy - a potem dokładnie zaciskając i wzmacniając jeszcze bardziej ich doznania. Leith w tym momencie, z ręką na sercu, nie byłby zdolny do jednoznacznego stwierdzenia, czy preferował być właściwie przygotowany i rozciągnięty przez atakiem Zollnera, czy przeciwnie - to było najlepszym, co go mogło spotkać. Zwykle to on kontrolował sytuację i nadawał tempo - a w tym momencie, będąc zdanym na drugą osobę, odbierał wszystko intensywniej. Lepiej. Ból, który normalnie by go zirytował i zapewnił, że ma do czynienia z nie do końca umiejętnym kochankiem, był rozkoszą samą w sobie. 
Jego mięśnie spinały się rytmicznie, ciało wyginało posłusznie, jęki wydostawały się spomiędzy rozchylonych warg niepowstrzymanym potokiem. Wszystko wołało dobrze i więcej.
Brunet oparł się mocniej na jednym łokciu, przesuwając biodra w górę, tylko wzmacniając kąt penetracji i zaciskając obie nogi - jedną na ramieniu, a drugą w pasie kochanka. Ignorował całkowicie krew, która zaznaczyła pierś Feuersbrunsta trzema smugami, zignorował fakt, iż obaj zaczęli kleić się do pościeli, zignorował nawet fakt, że brakowało im odpowiedniego poślizgu, by ich ruchy stały się faktycznie płynne i sprawne. Zamiast tego mieli dużo gwałtowności, chaotyczności, mieszaniny potrzeb, ponagleń, westchnięć i stęknięć.
Brak kontroli nigdy wcześniej nie był taki dobry.
- Prawda...
VIII uniósł dłonie, które w którymś momencie przestały już być związane, chwycił kochanka za ramiona, wbijając w nie paznokcie i podniósł się - płynnym, gładkim ruchem, zsuwając swoje nogi, ani na chwilę nie tracąc wypełniającego go członka. Usiadł na kochanku na tyle mocno, by wydrzeć zarówno ze swoich, jak i z ust towarzysza, lubieżne potwierdzenie, że znalazł się dokładnie tam, gdzie powinien - a potem zakołysał się, wpijając w wargi Zollnera, napierając na wnętrze jego ust językiem, jednocześnie odwzajemniając każdy ruch biodrami, dodając im nowych wrażeń.
Znów wracał do gry, zdecydowany i chętny do zdobycia przyjemności na swoich warunkach - bo te, które oferował mu pewien prezes sporego koncernu farmaceutycznego, przestały go zadowalać. Wypowiadał umowę i śmiało brał to, czego chciał, podkreślając swoje zdanie czerwonymi śladami pozostawionymi po paznokciach, tak samo jak i czerwonymi wargami - wynikającymi z intensywnych, pożądliwych pocałunków.
Jedno było pewne - tej nocy nie tylko "uległa" strona miała zostać tą wykorzystaną i oznakowaną. I nie ona jedna traciła zmysły i zdrowy rozsądek.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 352


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Break the Ice   Wto Gru 05, 2017 4:29 am

W uszach Zollnera odbijało się każde, nawet najcichsze stęknięcie partnera, przeplatane westchnieniami i dźwiękami pościeli gniecionej przez ich ciała. Wszelkie brzmienia tworzyły jedną, spójną a jednocześnie chaotyczną kompozycję, którą wygrywała niewidzialna siła używająca tych dwóch zamroczonych, rozpalonych mężczyzn jak instrumentów. Obaj wyginali się w tylko im znanym rytmie, pocałunki były jak przepływ nut między jedną linią melodyjną a drugą, a kolejne ruchy bioder zdawały się wybijać najróżniejsze gamy od c-dur do a-moll. Blondyn miał wrażenie znalezienia się w zupełnie innej rzeczywistości. Tej bez kontroli, bez planowania następnego posunięcia, bez nadmiernej ostrożności i przewrażliwienia na punkcie bezpieczeństwa. Mógłby oddać się w ręce zabójcy, zginąć w tym właśnie łożu zaraz po zakończonym stosunku, lecz byłaby to najpiękniejsza śmierć jaką dane mu było wymarzyć. Odurzony zapachami, widokami i doznaniami słuchowymi istniał gotów na przyjęcie ostatecznego ciosu i zakończenie żywota, byleby ostatnim obrazem, który ujrzy był Leith.
Momentalnie otrzeźwiła go nagła zmiana pozycji oraz dyskomfort spowodowany wbitymi paznokciami kochanka w skórę. Dopiero teraz poczuł jak nieskończone strużki potu spływają po całym jego ciele, a atmosfera w pomieszczeniu jest na tyle gorąca, że ledwo może nabierać płytkie serie powietrza do płuc. Został na powrót otumaniony przez czarnowłosego i jego sprawny język, który był jak łańcuch owijający się wokół umysłu biznesmena. Mężczyzna odpowiedział chętnie na zaproszenie do żarliwego tańca, badając wszelkie tajemnice skrywane przez partnera. Nie mógł oderwać się od jego ognistych warg, dysząc w nie z braku powietrza. 
Przesunął jedną dłoń w dół, na pośladek Leitha, pomagając tym w wykonywaniu kolejnych pchnięć. Drugą zaś przytrzymywał w jego mokrych od potu włosach. Korzystał z przywilejów dyrygowania ile mógł, starając się wciąż ustanawiać własne tempo.
Nie wytrzymał tak długo, bowiem zmuszony przez własny organizm padł na plecy w chłodną jak na tę chwilę kołdrę, łapiąc hausty tlenu. Rozłożył ramiona szeroko, dając im odpocząć. Tym sposobem również zapewnił kochankowi możliwość nieograniczonej swobody. Musiał się naładować, bowiem istna magia działająca w łóżku sprawiła, że zapomniał o podstawowych ograniczeniach ciała, pragnął zbyt wiele w za krótkim czasie. Chciał posiąść wszystko w jednej chwili, nie biorąc pod uwagę rozłożenia doznań na dłuższą metę i opadł z sił.
Z drugiej strony był to idealny moment, by poznał cóż więcej miał mu do zaoferowania zabójca. Pragnął, by ten wykazał się jak najlepiej, by Feuerburnst nie zapomniał tej nocy i myślał o niej jeszcze przez długie tygodnie, a wspomnienie absorbowało go na tyle, że nie mógłby pracować. 

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Posty środa-czwartek. Nareszcie mam czas c:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 601


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Break the Ice   Pią Gru 08, 2017 1:35 am

VIII był zabójcą idealnym nie tylko dlatego, że świetnie radził sobie z mordowaniem ludzi. Oczywiście, zdolność szybkiego i bezgłośnego pozbawiania życia wielu jednostek na raz i nie pozostawianiu po sobie żadnych śladów była ważna w tym zawodzie - ale to nie dlatego Leith był tak dobry. Jego diabelskie zdolności pozbawiania tchu w płucach nie były związane wyłącznie ze wstrzymywaniem akcji serca. A przynajmniej - nie na dobre.
Równie wspaniale radził sobie w przysłowiowym łóżku, uwodząc, kusząc, obiecując dokładnie tyle, ile planował zapewnić - a czasami nawet więcej. Nie tak wielu mężczyzn i kobiet mogło pochwalić się zdobyciem go na kilka przyjemnych chwil, a ich liczba znacząco malała jeśli wziąć pod uwagę ilu z nich przeżyło. To jednak czyniło to jędrne, kształtne i zabójcze ciało jeszcze bardziej apetycznym. VIII był niczym ucieleśnienie zagrożenia, obietnica bólu, ale też nieziemskiej rozkoszy. Każdy jego szept, każde spojrzenie, każde wygięcie się i poruszenie przywoływało na myśl idealnie naoliwiony mechanizm, który działał tak dobrze, że nie sposób było się z niego uwolnić, nie można było wyjść z wpadnięcia między tryby bez szwanku.
Gdy Zollner padł bezsilnie w pościel, brunet nawet nie zwolnił - brak entuzjastycznie odpowiadającego kochanka wpłynął na niego tylko w jeden sposób - zrozumiał, że tej nocy nie miał co liczyć na żadne spełnienie skrytych, zakazanych fantazji. Wypowiedział je na głos, prezes ich wysłuchał, ale do niczego więcej miało nie dojść - wobec czego wszystko pozostało w rękach Leitha.
No, gwoli ścisłości - w biodrach. A należy nadmienić, że poruszał nimi pięknie i płynnie, bez żadnych kłopotów wbijając w siebie twardy i rozciągający go rozkosznie członek mężczyzny, ocierając się o jego umięśniony brzuch i uciskając dłońmi napięte ramiona. Cały czas przy tym wpatrywał się intensywnie w kochanka, przewiercając go wręcz na wylot, nie pozwalając odwrócić od siebie wzroku, zamknąć oczu z przyjemności, czy nawet zbyt często mrugać. W niemy, ale bardzo intencjonalny sposób, wbijał spojrzenie w kochanka, wymagając od niego absolutnego posłuszeństwa, czyniąc go swoim - na tę krótką chwilę, zbliżającą się powoli, ale nieubłaganie, do końca.
Przesunął paznokciami po piersi partnera, ignorując pot zmieszany z krwią, pozostawiając długie, piekące ślady i oblizując jednocześnie wargi. Napawał się reakcjami Feuersbrunsta, ciesząc się każdą kolejną chwilą "na górze", gdy to on nadawał tempo, kąt i głębokość penetracji, jednocześnie ślizgając się lekko po ciele i pościeli kochanka. Oczy świeciły mu od rozkoszy, zaś usta układały się w kolejnych, głośnych westchnięciach i pomrukach.
Nie wyglądał wcale, jakby się zmęczył - wręcz przeciwnie, każde kolejne uniesienie się i opadnięcie było intensywniejsze, pewniejsze, konkretne i sprecyzowane, jakby doskonale wiedział, co i jak powinien zrobić, by odnieść swój cel.
Ani myślał zabijać prezesa przeklętego koncernu. Mężczyzna był zbyt dobrze wyposażony, zbyt chętny do zaspokajania jego potrzeb, by tak po prostu go zgładzić. Nawet kolejna manipulacja była zbyt... Groźna. Tak jak Zollner liczył na to, by pamiętać to zbliżenie jeszcze przez długi czas, tak Leith miał nadzieję, że ich dalsze zabawy będą ostrzejsze, dłuższe i... Gorętsze. Nawet, jeśli za cenę jego zdrowych zmysłów i sił.
Odgiął głowę do tyłu, prezentując pięknie szyję, wbijając paznokcie znów w ramiona kochanka i przyspieszając ruchy do tempa, które wydawało się niemal nieludzkie. Mruknięcia zamieniły się w przeciągłe, na wpół bolesne jęki, jakby brunet był ofiarą nieznośnych, przedłużających się tortur, które pozbawiały go zdolności do normalnej komunikacji.
Wreszcie sięgnął dłonią do swojego członka i owinął go palcami u podstawy. Jego biodra niemal natychmiast szarpnęły się, a wnętrze zacisnęło, gdy pierwsze spazmy ekstazy przebiegły przez VIII, wyduszając z niego lubieżny, głośny okrzyk przyjemności. Jego ciało wygięło się w jeszcze większy łuk, jedna dłoń wylądowała pomiędzy kolanami Zollnera, by pomóc brunetowi utrzymać równowagę, a jednocześnie wzmocnić penetrację tak bardzo, by przez jego piękne, jasne ciało potoczyły się kolejne dreszcze absolutnej przyjemności.
Zacisnął zęby, wydając z siebie kolejny, przeciągły - chociaż już przytłumiony - jęk, a na jego twarzy pojawił się grymas, idealnie portretujący to, co właśnie obaj odczuwali.
Mokre, błyszczące ciało, zamknięte oczy, przyklejone do twarzy, mokre włosy i wstrząsane kolejnymi drgnięciami mięśnie konstruowały... Leitha. Ni mniej ni więcej, a widowiskowo szczytującego zabójcę na zlecenie, który był tak daleko od samokontroli, jak tylko kiedykolwiek wcześniej był w stanie (chociaż wcale nie tak, jak tak naprawdę pragnął...).

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 352


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Break the Ice   Sro Sty 03, 2018 4:56 am

Oczarowany nie mógł oderwać wzroku od kochanka. Ba, nie chciał. Któż posunąłby się do tak haniebnego czynu, jakim było skupianie najważniejszego zmysłu człowieka na czymś innym poza Leithem. Blondyn był zszokowany poziomem pożądania mężczyzny. Jak gdyby nie zaspokajał go nikt przez dobre dziesięć lat, trzymając jednocześnie w klatce a kilka metrów przed nim odbywały się dzikie orgie, których pragnął, a do których nie miał dostępu. Niczym zwierzę, które po wykańczającej tułaczce odnalazło oazę pełną dobrobytu. Tak, zwierzę, bowiem nasycali podstawowe potrzeby fizjologiczne, te same, niezmienne od milionów, a nawet i miliardów lat, od kiedy pierwszy organizm pojawił się na lądzie i nie zaabsorbowany instynktem przetrwania na nowym terytorium, kopulował dla przyjemności.
Zollner wracał do żywotności, idealnie na koniec. Póki to partner znajdował się na górze, on kontrolował jedynie ruchy własnych bioder, wypychając je naprzeciw ruchom czarnowłosego. Trzymał mocno jego biodra, jakby asekurując, by nie odsunęli się od siebie nawet na moment. Wsłuchiwał się w najpiękniejsze z dźwięków, jakie potrafił wytworzyć człowiek - spazmy rozkoszy, sygnalizujące docieranie do mety. Po chwili, która zdawała się trwać wieczność, ujrzał scenę mogącą pojawiać się w mokrym śnie każdego, kto choć raz widział VIII na oczy. Istne arcydzieło w dziedzinie artyzmu cielesnego, kumulacja wszystkich uczuć, przeplatających się w trakcie tej zabawy łóżkowej, a w samym środku on. Zmęczony, spocony, już nie tak niebezpieczny jak na początku. Biznesmen jednak nie był w pełni usatysfakcjonowany. Musiał zakończyć to po swojemu, inaczej byłby niezadowolony. Dał kochankowi czas na oddech, by minutę później zmienić ich pozycję. To, że padł w trakcie, nie oznaczało spełnienia. To jedynie pokazywało, że należy mierzyć siły na zamiary, by nie pójść w odstawkę jak parowóz, któremu skończyła się para. Werwa i energia wróciły zachęcone owym obrazkiem osiągającego błogi stan zabójcy. 
Złapał Leitha za biodra entuzjastycznie i niechętnie, ale rozłączył na krótki okres ich ciała, by docisnąć mężczyznę przodem do pościeli. Szybkim ruchem uniósł jego zmęczone biodra i wrócił do poprzedniego stanu, chcąc i ze swojej strony osiągnąć przyjemny, mocny koniec igraszek. Pociągnął go za czarne kłaki w górę, by mieć dostęp do przecudownej, kuszącej szyi. Nie zdarzało mu się za często, ale tym razem umysł podpowiadał znaczenie ciała kochanka. Budziła się chęć zatrzymania tego osobnika tylko dla siebie, rodziła się iskierka zazdrości i potrzeby posiadania na własność. Byleby nikt inny nie dotknął tych bioder, tych ud czy ramion. Dlatego w trakcie dogadzania, ssał skórę partnera w kilku, jeśli nie kilkunastu, miejscach na szyi, łopatkach i reszcie pleców. Chciał żeby te punkty miały jak najintensywniejszy kolor i trwały jak najdłużej. Po jakże absorbującej czynności wrócił myślami do dupy, dosłownie, rżnąc szybko, ostro i tak jak sobie tylko wymyślił. W kulminacyjnej chwili zacisnął mocno palce na pośladkach VIII, spinając mięśnie całego ciała. Zdążył się jednak opanować jeszcze przed orgazmem i wyciągnął przyrodzenie, brudząc nasieniem zaledwie pościel. 
Po wszystkim usiadł na materacu. Zmęczony, zmordowany, ale zadowolony. Oddychał ciężko, płytko, patrząc na kochanka. Czy go zaspokoił jak planował? Nie, wszystko poszło w pizdu z powodu zaznawanych nowości. Nie był to szczyt jego możliwości, ale nie miał zamiaru żałować i użalać się nad sobą. Wychylił się za łóżko, wyciągając z ramy łóżka panel kontrolny. Stuknął kilkukrotnie w kolorowe kafelki, a później schował sprzęt i padł twarzą na zimną poduszkę.

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Posty środa-czwartek. Nareszcie mam czas c:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 601


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Break the Ice   Sob Sty 06, 2018 12:57 am

Leith zamknął oczy, ześlizgując się na pościel i poddając bez żadnego słowa protestu poczynaniom kochanka. Dał mu się ustawić dokładnie tak, jak ten chciał, pozwolił się wypiąć, wypełnić i mocno chwycić, wtulając twarz w materac i ulegając mocnym ruchom. W tym konkretnym momencie nie był już ani trochę niebezpieczny, brakowało w nim tej potrzeby kontroli nad sytuacją i chłodnego opanowania. Był miękki, posłuszny, rozpływający się pod wpływem kolejnych pieszczot, wyginający się jedynie delikatnie w stronę ust towarzysza, który znaczył go z godnym podziwu zapałem. Zollner był bardzo kuszący nawet w sytuacji, gdy to zabójca na zlecenie był niczym parowóz pozbawiony pary i mógł już tylko odczuwać - a i to było częściowo przykryte mgłą zmęczenia i zaspokojenia. Do ponownego pobudzenia brunet potrzebował trochę czasu i czegoś więcej, niż tylko intensywnego brania jego osoby - ale i tak było mu całkiem przyjemnie. Może trochę niewygodnie (znowu...) ale było w tym coś więcej, niż tylko brak komfortu. Podobnie jak poprzednio, to, na co nigdy by nie przystał w normalnych warunkach, tutaj było czymś nowym, ciekawym i wyjątkowym. Czymś, co dodawało pikanterii ich zabawie.
Jęknął lubieżnie, pomimo miękkich mięśni i zmęczenia reagując na otarcie się o ten bardziej wrażliwy splot nerwów, który zresztą został podrażniony kilkukrotnie, wywołując w mężczyźnie odruchowe, zupełnie niekontrolowane drgawki i niczym nieskrępowane okrzyki przyjemności. Wbił paznokcie w pościel, instynktownie się spinając na twardej męskości, wzmacniając doznania zarówno własne, jak i te Feuersbrunsta. Mógł być ledwie żywy, mógł niemal całkiem odpłynąć, ale wciąż był więźniem swojego ciała, ciała które reagowało nieprzyzwoicie chętnie na pewne motywacyjne ruchy. Może wciąż nie nadawało się do niczego, ale umysł już się zainteresował...
Jednakże było już w zasadzie po wszystkim. Prezesowi brakowało zaledwie kilku pchnięć do osiągnięcia spełnienia - i bez żadnego skrępowania dopełnił obowiązku wobec siebie, siebie i tylko siebie.
VIII wtulił się w pościel, gdy został całkiem wypuszczony z mocnego i pewnego uścisku. Miał już zamknięte oczy, stracił sporo energii, a i krew wciąż ciekła z jego zranionego uda... Jednym słowem, nie był w najlepszym stanie. Gdzieś tam podświadomie wiedział, że powinien się bardziej pilnować, że nie znajdował się w całkowicie bezpiecznym miejscu, w którym nic mu nie groziło, ale... Ale otaczał go luksus. Zapach seksu. Jego mięśnie były przyjemnie rozluźnione.
Może i był brudny, ale był to rodzaj splamienia, który mu nie przeszkadzał.
Znajdował się w niebie.
Odpłynął, zanim zdążył usłyszeć stukot klawiszy, po raz pierwszy od dawna nie przejmując się niczym. Jego głowa była wolna od wątpliwości i strachu, dzięki czemu mógł głęboko zasnąć u boku swojego wroga.
Kochanka.
Pracodawcy?
Kochanka?

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 352


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Break the Ice   Sob Sty 06, 2018 3:53 am

Odetchnął, chłodząc twarz w miękkiej, puchowej poduszce. Leżał tak do momentu, w którym pojawił się zamówiony kelner ze srebrną tacą. Na tacy znajdowała się szklanka z zimną, czystą wodą oraz papierośnica z zawartym w niej tytoniem, starannie skręconym i obrobionym. Zollner od razu sięgnął po napój, bo pragnienie orzeźwienia było silniejsze od nałogu. Dopiero po wypiciu zawartości naczynia złapał za jeden z papierosów. Służący w tej samej chwili wyjął z kieszeni zapalniczkę, podpalając owe źródło problemów nikotynowych szefa. 
Zaciągnął się, rozpoczynając spotkanie płuc ze szkodliwym dymem. Rozejrzał się po pokoju, podziwiając porozrzucane ubrania, wymiętą pościel oraz kochanka, śpiącego niczym dziecko po bardzo dobrej opowieści na dobranoc. Miał zamiar zrobić to samo, gotów odesłać kelnera, jednak zauważył coś niepokojącego. Przy jego spodniach leżało opakowanie z maścią. Dopiero wtedy zaświeciła mu się czerwona lampka. Zupełnie zapomniał o tym, że Leith skaleczył się jeszcze na początku ich zabaw. I przez cały ten czas krew nie przestawała spływać z powodu głębokości rany. 
- Zadzwoń po mojego doktora. Niech weźmie ze sobą kogoś do pomocy i sprzęt GM25B w trybie na pół godziny temu. Zaraz wyślę mu, której krwi potrzebuję - nakazał chłopakowi w garniturze, samemu przenosząc się bliżej czarnowłosego. Zabrał z podłogi maść, którą już wcześniej proponował VIII, ale ten jako twardy przeciwnik wszelkiej farmacji odmówił pomocy. Największa głupota jaką można zrobić. A Zollner oczarowany jego ciałem nie nalegał, nie zareagował. I oto miał: zamęczonego, krwawiącego, brudzącego piękną satynę faceta. 
Rozchylił szybko jego uda i zaaplikował specyfik do rany. Działanie odkażające i regenerujące powinno przez następne minuty leczyć problem, jednak pojawiał się drugi. Biznesmen nie wiedział ile i czy nie za wiele krwi stracił asasyn. Wysunął ponownie panel kontrolny, zamawiając urządzenie do morfologii krwi. Transfuzji nie miał możliwości przeprowadzić, ponieważ nie był lekarzem z odpowiednim sprzętem, ale w świecie postępu samo badanie grupy było proste jak budowa zamku z klocków Lego. 
Póki dowozili potrzebne rzeczy, Zollner zdążył ubrać się co by nie paradować w negliżu przy poważnej sprawie. Następnie podniósł Leitha i czekał aż magia technologii wymieni pościel w łóżku. Szybko, sprawnie, mechanicznie. Ułożył kochanka już na czystej, fioletowej tkaninie. Chwilę potem pomagierzy wnieśli potrzebny asortyment. Blondyn pobrał krew od mężczyzny, a następnie włożył do specjalnej przegrody w urządzeniu, czekając na przetworzenie wszelkich informacji. Denerwował się, spięty palił kolejnego papierosa jak nałogowiec po tygodniu odwyku. Na małym monitorze ukazał się wynik, który natychmiastowo wysłał lekarzowi.
Nie minęło pół godziny, a wszystko było już na miejscu. Niski, siwy medyk w okularach zdążył zbadać ciemnowłosego i podłączyć odpowiednią krew, bo jak się okazało, z powodu różnych pozycji, wygięć i napięć skóry posoki ubyło więcej niż boss koncernu farmaceutycznego się spodziewał. 
Po akcji rozkazał opuścić pomieszczenie niepotrzebnym jednostkom. Został sam z VIII, obserwując jak śpi i zbiera siły. Nie wysiedział długo. Po pięciu, może dziesięciu minutach poszedł zażyć kąpieli w wannie. Dokładnie obmył ciało z wszelkiego potu, napawał się szczypaniem miejsc po mocnych draśnięciach od paznokci kochanka, a także myślał. Myślał o tym, czy postępuje rozsądnie. W każdej chwili może mieć poderżnięte gardło. Co jeśli zabójca zmieni zdanie i skreśli kolejne nazwisko z listy głów do odstrzału dla Podziemia? Musiał być czujny, ale nie potrafił. Nie kiedy miał boskie ciało przed samym nosem.

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Posty środa-czwartek. Nareszcie mam czas c:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 601


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Break the Ice   Nie Sty 07, 2018 1:01 am

Leith był kompletnie obojętny na wszelkie zmiany pozycji i otoczenia, jakie działy się dookoła niego. Nie zwrócił uwagi na kontakt z ciepłym ciałem prezesa, na posmarowanie, pobranie krwi, ani transfuzję. Nie poczuł też obecności nikogo w pobliżu - co, jak na jego status zabójcy na zlecenie, nie świadczyło o nim zbyt dobrze.
Był trochę bledszy, brudniejszy i spokojniejszy niż przed dotarciem do łóżka, ale nie wpływało to specjalnie na ocenę jego możliwości - przynajmniej nie wtedy, gdy ktoś doświadczył z nim kilku chwil zatrzymujących oddech w piersi.
W każdym razie, nie umierał. Daleko mu do tego było. Zamiast tego brudził jednak świeżą pościel i ciężko oddychał, pozwalając wymęczonemu ciału na odzyskanie energii i potrzebnych zasobów krwi. Zapewne niejednokrotnie stracił znacznie więcej, w znacznie mniej przyjemnych okolicznościach, ale i tak... Był to całkiem miły gest ze strony Zollnera.
A przynajmniej wielu by tak zapewne powiedziało.
Nie VIII. Nie wtedy, gdy odzyskał przytomność w nieznanym miejscu, podpięty do kroplówki, pamiętając nie tak dawne zabawy i to, z kim się im oddawał. Zaklął, gwałtownie siadając na łóżku, niemal natychmiast jednak lądując znów na plecach, czując ostre zawroty głowy. Jego organizm był zdecydowanie przeciwny wszelkim intensywnym ruchom - i to jeszcze przez długą chwilę.
- Feuersbrunst - wymamrotał z taką złością, jakby to słowo było przekleństwem, a nie nazwiskiem. Był słaby, wycieńczony bardziej, niż pamiętał, a do tego zdecydowanie przerażony. Nie przywykł do sytuacji, w których był zdany całkowicie na drugą osobę. Nie lubił być słaby. Nie czuł się korzystnie w pobliżu jakichkolwiek medycznych gadżetów - a szczególnie takich, które miały wpływ na niego samego.
Oddech Leitha gwałtownie przyspieszył, gdy zdał sobie sprawę, że nie potrafił nawet wyjąć z ręki igły - nie w takim stanie. Za bardzo kręciło mu się w głowie, za bardzo był słaby. A co, jeśli dokładnie takie miało działanie tego... Tego, co w niego wpompowywał Zollner? Bóg jeden wiedział.
Przez ciało bruneta przeszedł dreszcz.
Czy mógł popełnić jakiś błąd? Nawet, jeśli zaprogramował w prezesie korporacji farmaceutycznej zakaz o niezabijaniu go - co wcale nie było takie pewne - nie zabronił mu innych rzeczy. Wiedział pewne rzeczy o Feuersbrunście, ale za mało, by jednoznacznie stwierdzić, co pasowało do jego profilu, a co nie. Nie miał jeszcze na niego zlecenia, nie było potrzeby dokładnego rozpoznania. Zabójca nie mógł jednoznacznie stwierdzić, czy znajdował się w sytuacji zagrażającej jego życiu. Jego... Jedności i braku modyfikacji.
Zamknął oczy, próbując uspokoić rozedrgany oddech, po chwili powoli sięgając wolną dłonią w stronę tej z wkłuciem. Może, jeśli uczyni wszystkie ruchy wystarczająco powolnymi, da radę się uwolnić. A potem... Potem zobaczy.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Break the Ice   

Powrót do góry Go down
 
Break the Ice
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Trying break me down... But i won't let you win.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Gurges ater :: Gurges ater-
Skocz do: