CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 Omerta

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
7.Don't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/05/2017
Liczba postów : 113
Cytat : Oh! Despicable me.
Wiek : 26
Male


PisanieTemat: Omerta   Wto Lip 25, 2017 9:10 pm


- autorstwa timmi-o-tool z dA.

Jak wiadomo Palermo jest stolicą pięknej Sycylii, wygrzewającej się w promieniach gorącego słońca. To właśnie tutaj, pośród zabytkowych kamienic i zatłoczonych przez turystów uliczek, ukrywa się włoska mafia. Choć „ukrywa” niekoniecznie oddaje prawdę, ponieważ każdy Włoch doskonale wie, że z mafią nie ma żartów a już z pewnością ta się niczego i nikogo się nie boi.
Famiglia niegdyś pod przewodnictwem nieco ekscentrycznego Luki, po jego niespodziewanej śmierci płynnie została przejęta przez Christophera Scordato, który wcześniej piastował stanowisko Consigliere i głównego dostawcy broni, w tym dla wybitnego młodego snajpera – Hamleta Fitcha. I tak jak nikt się nie spodziewał, że młodziutki Don Luka tak szybko opuści ten przeklęty padół, tak też nikt się nie spodziewał, że relacje czysto biznesowe, między Christopherem a Hamletem, kiedykolwiek przeistoczą się w coś… innego.  Młody i narwany młodzik nieopatrznie postanowił wyznać swoje uczucia stetryczałemu (hehe) mężczyźnie, gdy ten wreszcie odnalazł go po ponad dwutygodniowym zaginięciu. Rzecz jasna nie był to najlepszy moment, nie gdy niemal cała mafia sądziła, ze Hamlet zwyczajnie wziął nogi za pas i postanowił pożegnać się z famiglia. Prawda była nieco inna, młodzieniec zaraz po tym jak udało mu się uciec od nieznanego zamachowca, który swoją droga nieco go poturbował, postanowił schronić się u Ramireza, gdy Chris nie odbierał swojego telefonu. Jednak gdy młodzieniec został nakryty na ukrywaniu się w przytulnym gniazdku Hiszpana, szybko wybito mu z głowy, że w ten sposób można rozwiązać problem, a Don nieopatrznie zaproponował zmianę lokum na swoje.
Zaproszenie zostało wykorzystane, ku zaskoczeniu Chrisa, który niekoniecznie był zachwycony swoim pomysłem, ale skoro już obiecał, to musiał przyjąć to na klatę. I tak, bardzo powoli, ale sukcesywnie zaczęły topnieć lody między wiecznie strudzonym życiem Donem, a energicznym i buńczucznym młodzikiem. Zwłaszcza, gdy Hamlet postanowił przeprowadzić wraz ze sobą swoja gadzinę – trzyipółletnią iguanę Letycję. Wszakże w żaden sposób nie poczuwał się do odpowiedzialności, nawet gdy jaszczurka z całą premedytacją zniszczyła ważne dokumenty należące do Chrisa. Kłótnia spowodowała, że młody i gniewny wyprowadził się z apartamentu, a wciąż zapracowany Chris nie miał nawet możliwości wyperswadować młodzieńcowi tego pomysłu. I tak w imię socjalizacji z mafią, Hamlet postanowił udać się na jedno z rodzinnych spotkań. Zamiast dobrej zabawy otrzymał srogi wpierdol, porwanie i zawleczenie do opuszczonej rudery, gdzie przez kilka dni, z przerwami, sukcesywnie obijano mu mordę (i nie tylko), aż wkurwiony Chris (bo jak to tak, by Hamlet znowu nie dawał znaku życia?!) dowiedział się gdzie tym razem zaszył się ten gówniarz i ze swoją spec grupą odbił go. Nikt się jednak nie spodziewał, że za tym wszystkim stali członkowie mafii. Nikt się też nie spodziewał, że Chris zdecyduje się wreszcie zwerbalizować swoje uczucia i zatroszczyć się o przestraszonego i wciąż obolałego Hamleta. Choć niekoniecznie ma na to czas, więc zamiast swojej pomocy wysługuje się swoim ulubionym posłańcem – Ostem.
Christopher Scordato, Don - Chris.
Hamlet Fitch, snajper - 7.

_________________
Spis wątków | Seven deadly sins | Poszukuję


Ostatnio zmieniony przez 7. dnia Sob Wrz 02, 2017 10:11 pm, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ChrisDon't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 23/07/2017
Liczba postów : 17
Cytat : You can get much further with a kind word and a gun than you can with a kind word alone

PisanieTemat: Re: Omerta   Nie Lip 30, 2017 7:43 pm


oryginalny rysunek autorstwa Guilt Pleasure

Imię i nazwisko: Christopher Scordato
Pseudonim: Maestro
Data urodzenia i wiek:  14.04.1981 r. – 36 lat
Pochodzenie: Włochy; Trapani
Wygląd:
”Kiedy go zobaczyłem na żywo, nie na żadnym zdjęciu, które nawet w połowie nie potrafiłoby oddać tego, co rzeczywistość, przeszywająco zimne ciarki przeszły mi po plecach. I jakkolwiek, siedząc w tym pomieszczeniu przez ostatnie dwie godziny, mogłem żywić resztki nadziei na ocalenie własnej skóry, tak teraz wszystko wydało mi się przesądzone. Ba, byłem tego pewny. Pewny, że nie zwróci najmniejszej uwagi na moje słowa, mimo, że uważałem się za dobrego mówcę i nie raz ani nie dwa pozwoliło mi to wychodzić z parszywych sytuacji. Teraz całe jego jestestwo mówiło, że z nim się nie dyskutuje. Zdecydowanie bijące z jego sylwetki, sposobu poruszania się, dosięgło mnie jak trujące macki i sparaliżowało część umysłu odpowiedzialną za logiczne składanie słów w całość, jak i pewność siebie.
Nie od razu spojrzał w moją stronę; ściągnął wąskie brwi patrząc przed siebie, jakby coś w tej ścianie go zaabsorbowało i była to sprawa najwyższej wagi. Mózg podsuwał mi jakieś absurdalne teksty, które tamten mógłby w tej chwili wypowiedzieć, ale mimo całej ich absurdalności nie odważyłem się nawet na nikły uśmieszek – i tak nie byłbym w stanie.
Błysnęło światło odbite od szkieł okularów w srebrnej oprawie i spotkałem jego stalowo zielone spojrzenie. Natychmiast znów poczułem ten upiorny, lodowaty palec strachu oznajmiający mój rychły koniec. Wpadłem, przepadłem z kretesem, i po co mi się było do tego zabierać? Nie łatwiej było zostać przy samochodach? Tak, zawsze sobie mówisz „tym razem też się uda”, i chuj, nie udało się.
Oczy zwęziły mu się w swoistym wyrazie triumfu, na twarz o ostrych rysach wpłynął nieznaczny, cyniczny uśmieszek. Jeśli ten facet nie robiłby tego, co robił, nadawałby się chyba tylko do straszenia dzieci, w każdym razie nie umiałem sobie go wyobrazić w innej pracy. No, może w roli adwokata. Może.
Poprawił środkowym palcem okulary na nosie i zaczesał prawie platynowe włosy w tył głowy mimo, że trzymały się w tej pozycji nieskazitelnie. Spojrzał na mnie przekręcając lekko głowę w bok, jakbym był jakimś rzadkim okazem zwierzęcia, któremu należało się przyjrzeć. Albo też – w co byłem skłonny bardziej uwierzyć – jak wilk patrzy na swoją ofiarę.
Chciałem się ruszyć, bo wszystko mi zdrętwiało od siedzenia skrępowanym w jednej pozycji, ale o tym mogłem tylko pomarzyć. To chyba też go rozbawiło. Ogólnie odnosiłem wrażenie, że cały go bawiłem. Normalnie rzuciłbym jakąś trafioną docinką, których miałem w zanadrzu zawsze tysiące, ale jedyne, co potrafiłem zrobić, to się na niego trochę bezmyślnie gapić. Kiedy wyciągnie ten pistolet, bo w końcu wyciągnie, czemu to trwa tak długo, no wyciągaj go, wiem, że go masz.
Sięgnął do butonierki perfekcyjnie białej marynarki (Boss?, przeszło mi przez myśl ni z tego niż  owego. Czemu nie, w końcu od SSmanów się zaczęło, na mafii póki co się kończy. Mała różnica. O czym ty myślisz kretynie?!) i spodziewałem się, że wyciągnie fajkę; w końcu „źli faceci” tak robią, to musi być element wyroku, ale zamiast tego wyciągnął jakąś niewielką szklaną fiolkę w której było kilka obłych pigułek. Teraz pomyślałem, że wmusi to we mnie i że to jakaś trucizna na specjalne okazje, ale znów błąd – sam wziął tą pigułkę. Narkotyki? Co za różnica.
- Drogi Marcusie, porozmawiamy? – zapytał nad wyraz życzliwie, ale gdzieś tam, w tym tonie czaiła się groźba.
- Może powinieneś się przekwalifikować na psychologa? – odpowiedziałem nieco ochryple. Spojrzał w górę, pewnie na kogoś, kto musiał stać gdzieś za mną, ale nic się nie stało.
- Zapewniam cię, że mimo braku papierka, potrafię wyciągać informacje. Ponadto, daję prosty wybór – od ciebie zależy czy będziemy rozmawiać po przyjacielsku, czy jednak mam cię traktować jak wroga i zdrajcę.
Domyślałem się, o co mu chodzi. Głupiec by się domyślił. Mogłem mieć nadzieję, że naprawdę wybierając pierwszą opcję, wszystko pójdzie szybko. Z nadzieją jak to z nadzieją. Często zawodziła.”


Charakter:
Czasem może się wydawać, że Chris ma dwie twarze. Tą codzienną, którą pokazuje w pracy i drugą, którą pokazuje zdecydowanie rzadziej.
Z reguły opanowany, o nieprzeniknionym spojrzeniu, w którym czasem dostrzec można pogardę, cynizm czy wyższość. Tak przynajmniej odbierają go osoby, które dopiero co go zobaczą. Co prawda wszelkie informacje na swój temat trzyma dla siebie, ale nie jest typem osoby, która zupełnie nie lubi towarzystwa. Czasem zwykłe wyjście z kimś do baru może zdziałać cuda.
Generalnie jest rzeczowy, solidny i perfekcyjny – potrafi siedzieć i planować akcje przerzutu broni na inny kontynent przez tydzień z niewielkimi przerwami, póki nie dopnie wszystkiego na ostatni guzik. Sam, oczywiście, że sam, bo jak ktoś coś schrzani, to będzie na niego a nie lubi ponosić odpowiedzialności za czyjeś błędy. Traktuje innych tak jak myśli, że na to zasługują. Rzadko bywa niesprawiedliwy, ale jeśli leży to w jego interesie, to czemu nie. Własne dobro przede wszystkim, w tym fachu nie można być altruistą.
Jest niezłym aktorem, który potrafi dostosować się odpowiednio do sytuacji, nie pokazując przy tym, co tak naprawdę myśli i planuje. Rzecz jasna, nikt nie jest doskonały, ale szybko (czasem boleśnie) uczy się na błędach. Niepozbawiony dobrych manier kiedy trzeba, potrafi jednak pokazać swój włoski temperament. Czasem ma skłonności do zamyślania się, szczególnie podczas spokojniejszych wieczorów, jednak szybko mu to mija, gdy zauważy czyjąś obecność.

Dodatkowe informacje:
• Nie lubi zimna ani wilgoci – wtedy biodro znów zaczyna mu dokuczać i nierzadko znów musi sięgać po kulę, by móc chodzić. Czasem odzywa się samo z siebie bez względu na pogodę
• Grywa na skrzypcach
• Wbrew temu, co może mówić jego wygląd, lubi gotować, choć rzadko ma na to czas
• Często odzywa się w nim pracoholizm
• Ma słabość  do starych aut, posiadacz czarnego Cadillaca Fleetwood Eldorado
• Mierzy 1.88 cm
• Dobry taktyk i planista
• Świetnie posługuje się bronią palną
• Zna angielski i rosyjski, trochę hiszpański

Znaki szczególne:
• Długa blizna ciągnąca się od lewego biodra prawie po kolano; blizna idąca przez lewy obojczyk do ramienia i parę mniejszych lub większych, głównie z lewej strony jego ciała– pozostałości po wypadku

Historia:
Christopher urodził się w domu dla służby należącym do jednej z głów handlarzy narkotyków włoskiej mafii na terenie Trapani. Jego matka pracowała tam jako służąca, chociaż nie w typie tych, co zmywają podłogi, o nie. Ze względu na swoją urodę często towarzyszyła na spotkaniach, przynosiła posiłki, zajmowała się gośćmi i ogólnie rzecz ujmując pełniła funkcję reprezentacyjnej służki. Nigdy nie narzekała, miała gdzie mieszkać, co jeść, opiekę i wyglądało na to, że odpowiadało jej takie życie. Tym bardziej, że jej nie zwolniono, gdy zaszła w ciążę i urodziła blond dziecię niewiadomego ojca. W późniejszym czasie Chris przypuszczał, mimo tego, co mówiła, że sama nie wiedziała, kto nim był a on nigdy nie próbował się dowiedzieć. To byłoby jak szukanie igły w stogu siana, tak wielu ludzi przychodziło tu na spotkania i przyjęcia, zwykła służba nie miała nawet pojęcia, kim oni wszyscy byli.
Pozostali więc na miejscu i maluch mógł się w miarę spokojnie wychowywać, później oczywiście samemu od najmłodszych lat wykonując różne prace. Nie sądził bowiem, by mu pozwolono odejść, ale z czasem młody duch zaczął się buntować przeciwko takiemu stanowi rzeczy, nie chcąc do końca życia naprawiać zepsutych drzwi, cieknących dachów czy pracować w ogrodzie. Długo nie mógł się zebrać w sobie, nic nie mówiąc też matce, która zawsze chciała dla niego mimo wszystko jak najlepiej, ale w końcu w wieku czternastu lat poprosił o wizytę u swojego Signore.
Poprosił go o możliwość pójścia do szkoły, bo co prawda mama wolnymi wieczorami uczyła go własnym sumptem tego, co sama wiedziała, ale gdzie temu było do prawdziwej nauki, do prawdziwej wiedzy, którą tak chciał zdobyć! Niejednokrotnie przyglądał się z ukrycia tym wszystkim ludziom, którzy przybywali i odchodzili, im, im samochodom, ubraniom, zachowaniu i to go fascynowało. To byli ludzie z klasą, na pewno musieli dużo wiedzieć, dużo umieć. Myślał sobie wtedy, że skoro ci ludzie tacy są, to dlaczego on nie mógłby taki być? Brzmiało śmiesznie, syn służki bossa narkotykowego chciałby do nich dołączyć. Mimo młodego wieku, sam zdawał sobie z tego sprawę, jak i z tego, że prawdopodobnie za swoją zuchwałość zostanie ukarany i wybiją mu z głowy takie pomysły raz na zawsze. To było pierwsze ryzyko, jakie podjął, zdeterminowany by postawić na swoim. Na szczęście dla siebie, wbrew oczekiwaniom, Signore się zgodził. Nie miał pojęcia dlaczego i wcale nie chciał go o to pytać, skoro nawet powiedział, że za tę jego szkołę zapłaci. W Neapolu! Dzieciak, który znał tylko uliczki niedużego Trapani miał wyjechać do Neapolu! Pamiętał, że Signore powiedział, że trzeba podejmować walkę o swoją przyszłość. Jak tak teraz myślał, to w gruncie rzeczy, porządny był z niego człowiek. Z klasą (chociaż być może powodowało nim co innego).
Do „domu” wrócił w wieku lat dwudziestu. Przez te sześć lat nauki bardzo wiele się działo w jego życiu. Wszak był to najlepszy młodzieńczy okres i jak przez jakiś czas po wyjeździe od mamy trochę się obawiał, tak później całkiem dobrze odnalazł się w nowej sytuacji. Przede wszystkim dostał szansę o której zawsze marzył i którą wykorzystał, bo uczył się zawzięcie, nie tylko przedmiotów ogólnych, ale szczególnie chciał znać inne języki. Chciał jeździć po świecie, zwiedzać, poszerzać swoje horyzonty. Czasami jednak bardzo ciężko było połączyć naukę z życiem towarzyskim, które prowadził równie intensywnie i nierzadko zarywał noce, bo wiedział, że Signore na pewno monitoruje jego postępy. Szczególnie, kiedy miał bardzo dużo do nadrobienia na bardzo wielu polach. Chyba ta wdzięczność pomieszana ze strachem dodawała mu sił, kiedy mu ich totalnie brakowało. Nigdy nie mógł zapomnieć o tym, że dostał szansę od niebezpiecznego i wpływowego człowieka i jeśli nie będzie robił tego, czego on od niego oczekiwał, to będzie źle. Może nawet i mama by na tym ucierpiała a tego strasznie by nie chciał.
W tym czasie odkrył również swój pociąg do skrzypiec, ale nie miał zbyt wielu okazji, by móc na nich grać (a raczej próbować grać), bądź co bądź, sam nie miał właściwie niczego i na wiele rzeczy po prostu nie było go stać a za pracą ciężko się było zakręcić, bo mógł ją wykonywać tylko w weekendy. Miał świadomość, że nadal należał do swojego pana.
Po przybyciu udał się do Signore i podziękował mu za opiekę, oraz wyraził chęć i prośbę pracy dla niego, by mógł spłacić swój dług, bo jedno, co już wiedział nim wyjechał to to, że tu długi zawsze trzeba było spłacać. Nawet jeśli Signore nie chciałby, by dla niego pracował, to ten gest po prostu należało wykonać.
Ten jednak przystał na jego prośbę, może widząc w nim determinację i potencjał, chociażby po tym, jak przykładał się do nauki. Może od dawna miał takie plany z nim związane, skoro go wysłał do Neapolu a nie kazał siedzieć tu z matką i pracować przy domu? Tego Chris się nigdy nie dowiedział i szaleństwem byłoby pytać.
I tak zaczął u nich pracować, wpierw poświęcając dużo czasu na obserwację. Na samym początku nie zajmował się niczym znaczącym, czasem jeździł do kogoś z jakimiś informacjami, głównie zapoznawał się ze wszystkim od kuchni. Uczył się kto kim jest, jak się należy zachowywać, czyli ogólnie wszystkiego, co trzeba wiedzieć.
Później, stopniowo, dawano mu do realizacji coraz większe zadania i tak przez kolejne pięć lat wdrażał się we wszystko. Matka nie była całkiem z tego zadowolona, uważając, że to nie jest dobra praca. Niebezpieczna. Bezczelnie przemknęło mu wtedy przez myśl, czy puszczanie się z innymi jest dobrą pracą, ale nie powiedział tego głośno i summa summarum zrobiło mu się głupio że w ogóle, nawet w myślach, mógł się tak odnieść do matki. Dla niej zawsze był życzliwy, mimo że już się naoglądał w swojej pracy tego i owego i to zmieniło mu charakter. Uodporniło go (nigdy nie wspominał jak za pierwszym razem, gdy zobaczył rozbryzgujący się na ścianie mózg, zwrócił całą treść żołądka).
Domenica jednak umarła stosunkowo młodo, w wieku prawie pięćdziesięciu lat i nawet do tego czasu była wciąż bardzo ładną kobietą. Podejrzewał przedawkowanie, bo kto naturalnie umierał w takim wieku, ale medycznej ekspertyzy na ten temat nie miał. Chociaż miał już dwadzieścia pięć lat i doświadczeń zapewnie więcej niż nie jeden w tym wieku, to ruszyło go to wewnętrznie bardzo. Nigdy nie chciał być niewdzięczny wobec tego, dla kogo pracował i kto mu tyle zaoferował, ale coraz częściej myślał o tym, że z dnia na dzień coraz gorzej mu się tu mieszka. Nie potrafił się skupić nawet na prostych planach, w czym był dobry i od zawsze miał jakąś smykałkę do łączenia faktów, nie mówiąc już o ochranianiu towaru.  Nie wróżyło to dobrze, bo tu nie można było popełniać błędów, nie można było spudłować w razie zagrożenia i nieskromnie mówiąc, nigdy mu się to w takiej sytuacji nie zdarzyło. Różni ludzie mieli różne talenty, on akurat był dobrym taktykiem i ochroniarzem.
Skończyło się na tym, że trafił do Palermo, oczywiście za pozwoleniem swojego Signore i co prawda przeszedł tym samym do innej organizacji (także dzięki niemu), ale nigdy nie zapomniał spłacać, co swoje. Trochę czasem na tym jego finanse cierpiały, gdy działał na te dwa fronty bo z jednej strony jego obecny Don a z drugiej Signore, ale nie można było inaczej. Obrotny był, więc sobie radził na różne sposoby.
Dalej działał jak dotąd w sektorze narkotykowym, ale z czasem zaczął się przebranżawiać odkrywając, że jednak broń jest tym, co bardziej mu pasuje.
Po śmierci matki istotną podporę stanowiła dla niego Natale, która przeniosła się z nim do Palermo a z którą stworzył pierwszy poważny związek po burzliwym okresie w Neapolu i pierwszych latach znów w Trapani. Zdawał sobie sprawę z tego, że bywał trudnym człowiekiem, ale ogólnie naprawdę się starał, choć nie było łatwo godzić pracy z życiem osobistym. Po dwóch latach znajomości nawet mieli zamiar wziąć ślub, ale dziewczyna zerwała zaręczyny w dwa miesiące po trzeciej rocznicy, zostawiając zdruzgotanego tym faktem Chrisa. Prawdopodobnie to mogło przyczynić się do niefortunnego wypadku podczas transportu broni z Palermo do Geli, tak przynajmniej on to widział, że nie przewidział, iż ktoś jeszcze może się o tym dowiedzieć, co niestety miało miejsce i zakończyło się dość ostrym pościgiem. Transport koniec końców dotarł do celu, ale samochód, w którym jechał Chris ubezpieczając transportera, został staranowany przez ciężarówkę. Jego pasażer, z chwilą uderzenia w mur, nie miał tyle szczęścia co on i nie wyszedł z tego cało. Blondyn ze strzaskanym biodrem, połamanymi kośćmi i uszkodzonymi narządami wewnętrznymii trafił do szpitala na długie leczenie i rehabilitację, która łącznie z czasem po powrocie do domu, zajęła mu dwa lata, by mógł normalnie chodzić. Od tego czasu nie siada za kółkiem jadąc na akcje nie ze względu na strach, tylko obawę, że lewa noga może odmówić mu posłuszeństwa w najmniej odpowiednim momencie.
W tym czasie chciał nie chciał miał więcej czasu dla siebie i poświęcił go na to, czym chciał się zająć od dawna a mianowicie skrzypcami. Były one oderwaniem od wszystkiego, co go otaczało i dawały chwilę zapomnienia, tak czasami potrzebną.
Gdy miał dwadzieścia osiem lat, dostał informację o śmierci Signore. Mówiono, że zmarł całkiem naturalnie, chociaż on nie do końca temu dowierzał. Może był jednak za bardzo podejrzliwy? Niby miał te swoje siedemdziesiąt parę lat, ale jednak…
To ostatecznie uwolniło go ze wszystkich więzów trzymających go z Trapani. Na przestrzeni ledwie czterech lat rozwinął gałąź handlu bronią, stając się tym samym główna osobą, do której należało się w tej sprawie zwracać, nawiązał sporo nowych kontaktów za granicą, gdzie również osobiście jeździł w sprawach służbowych, co znaczyło, że poważnie i z szacunkiem traktuje swoich kontrahentów. Jeśli ktoś z nim pracował, nie miał lekko. Czasami wyłaziła z niego wręcz despotyczna natura. Ostatnie sześć lat mocno zmieniło mu charakter a właściwie bardzo dobrze zamaskowało ten stary, który nie sprawdzał się w takim życiu, jakie wiódł.  Żeby coś można było mieć, z czegoś trzeba było zrezygnować, bardzo prosta matematyka. Poza tym im więcej czasu w pracy, tym mniej czasu na przemyślenia.
Można powiedzieć, że całkowite zerwanie więzów z Trapani w jakiś sposób dało mu większą psychiczną swobodę. Handel bronią rozwijał się w ich rodzinie nad wyraz dobrze i przynosił znaczne profity z których można było finansować również inne akcje. Chris jako dobry planista niejednokrotnie angażował się w przygotowania wszelakich transportów czy na terenie Sycylii czy również Włoch i reszty Europy, jednym słowem – gdziekolwiek tylko Don sobie życzył.
Z początku nawet nie bardzo wiedział (ale wszystkie wątpliwości naturalnie zostawiał dla siebie), dlaczego zaproponowano mu zostanie Consigliere. Capo mandamento, owszem,  bycie szefem okręgu bardzo pomagało w wielu sprawach, ale że trafił go zaszczyt zostania Consigliere przed trzydziestką? W porządku, to był przecież zaszczyt, że Don obdarzył go zaufaniem i on nie miał zamiaru tego zaufania zawieść. Może nie powinien się dziwić, bo dla tej rodziny pracował prawie od początku swojej „kariery”, polecenie odpowiedniej osoby też sporo robiło i chociaż dla niego oddawanie się sprawom nie było niczym dziwnym, to być może inni doceniali takie zaangażowanie. Nie, oczywiście nie to, by w siebie nie wierzył, skąd, po prostu nigdy dążył do tego by się piąć wyżej i wyżej, on miał swój świat broni i chociaż czasem to i owo go irytowało w systemie, to przyjął to jako zwyczajną kolej losu. Bycie doradcą nie było w gruncie rzeczy złe, doszło mu więcej zajęć, czasu nie przybyło a swoje interesy też trzeba było utrzymywać w ryzach, innymi słowy musiał wejść na poziom gospodarowania czasem równy ponad przeciętnemu. Czymże jednak byłoby życie bez nowych wyzwań! Tym bardziej, jeśli ktoś miał ambicję sprostać każdemu, tak jak Chris. Komu nie było ciężko tak naprawdę, każda praca wymagała poświęceń. Życie wyzwań chyba nigdy mu nie skąpiło, bo pięć lat później, naprawdę niespodziewanie, sam został Donem. To było naprawdę nieoczekiwane, bo w ponad połowie przypadków Donowie dożywali słusznych lat a już na pewno czterdziestek czy pięćdziesiątek. Palermo z jednej strony było spokojnym miejscem, bo całe miasto było rządzone przez mafię ale z drugiej strony, jeśli ktoś już coś planował, to musiał to planować po mistrzowsku, bo miał tylko jedną szansę na powodzenie. Tym razem wróg wygrał, tylko pytanie, czy słusznie zrobił, wpuszczając tym samym Chrisa na to stanowisko?

_________________
Then it comes to be that the soothing light at the end of your tunnel
Is just a freight train coming your way.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
7.Don't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/05/2017
Liczba postów : 113
Cytat : Oh! Despicable me.
Wiek : 26
Male


PisanieTemat: Re: Omerta   Nie Lip 30, 2017 7:45 pm

tutaj będzie karta Hamleta

_________________
Spis wątków | Seven deadly sins | Poszukuję
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ChrisDon't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 23/07/2017
Liczba postów : 17
Cytat : You can get much further with a kind word and a gun than you can with a kind word alone

PisanieTemat: Re: Omerta   Nie Lip 30, 2017 7:57 pm

Wbrew jednak temu, co inni mogli sądzić o nim i jego "spełnianiu oczekiwań względem Rodziny", on zazwyczaj miał te oczekiwania głęboko w poważaniu - i tak robił, co chciał. To, czy inni o tym wiedzieli lub powinni wiedzieć, to była zupełnie inna para kaloszy. O jego prywatnym życiu prawie nikt niczego nie wiedział i tak było najlepiej dla wszystkich.
- Nawet jeżeli byłem przez to nieuprzejmy... - przemywając jedno z większych zadrapań na jego plecach antyseptykiem, powtórzył jego słowa. Wolno, jak gdyby chciał się upewnić, czy dobrze zrozumiał, albo po prostu przetrawiał ich znaczenie. - Jeżeli uderzenie łokciem w splot nerwowy bez ostrzeżenia i bez powodu nazywasz byciem nieuprzejmym, to chyba nie chcę wiedzieć, co nazywasz byciem złym - dodał trochę prześmiewczo, bo chyba nikt nie posądziłby go o obawianie się Hamleta. Oczywiście, że istniało prawdopodobieństwo, że każdy człowiek potencjalnie mógł cię zabić albo zranić, ale po pierwsze nie było co popadać w paranoję a po drugie Chris należał do osób, które nie uzewnętrzniały swojego strachu i wielu innych uczuć.
Nie powiedział, że pozwalał na swobodę wielu ludziom o ile była to swoboda mieszcząca się w akceptowalnych granicach a ów człowiek wykonywał swoje zadania, jak należało. To prawda jednak, że nie słuchał plotek. Znaczy, słyszał wszystko albo większość i konfrontował to z prawdą, ale nie dawał im od razu wiary, no i nawet jeśli coś okazywało się prawdą, to trzymał informacje dla siebie do ewentualnego użycia, gdyby zaszła taka potrzeba.
- Rozumiem twoje motywacje, ale jednak czas najwyższy, żeby to zmienić. Nie twierdzę, że masz się nagle stać duszą towarzystwa, bo zupełnie nie o to chodzi, aczkolwiek jak widzisz życie w odosobnieniu nie przynosi za wiele dobrego - stwierdził pakując papierki po gazach do siatki a resztę niewykorzystanych rzeczy odkładając na bok. Opatrywanie poszło sprawnie i szybko, jak gdyby robił to przynajmniej z tysiąc razy, tym więc sposobem Hamlet uniknął uczucia niezręczności przez czas dłuższy, niż to było konieczne.
- Z paroma twierdzeniami niekoniecznie masz rację, ale to zostawimy na później, nie od razu Rzym zbudowano. Na razie twoim jedynym zadaniem jest wyleczenie się - powiedział spojrzawszy w dół i pogładziwszy włosy przytulonego doń młodzieńca. Po raz kolejny myśl, że tragicznie głupio robi uderzyła go jak obuch, ale nie chciał już o tym dziś myśleć, więc przestał się na tym skupiać. Czasem można było zrobić coś głupiego. Prawda...
Wstał z kanapy, gdy i Hamlet się podniósł i zaaprobował jego plan skinąwszy głową. I tak lepiej było, żeby póki co Hamlet siedział z boku. To nie tak, że wszyscy się dowiedzą, co zaszło, chyba, że tamtych dwóch głupców zdążyło się pochwalić swoim planem, ale na pewno organizacja będzie szemrać na temat jawnego ostrzeżenia i zastanawiać się, co właściwie się stało. Oby im to dało ogólnie do myślenia, zanim komuś się zachce bez powodu osłabiać szeregi.
- Zobaczymy się później - powiedział zabrawszy okulary z parapetu i narzucił na siebie marynarkę, która czekała w przedpokoju. Odetchnął głęboko, bo ostatnim, czego chciał, był powrót do Casy, ale wiedział, że nie miał wyjścia - musiał o nią zahaczyć. I tak miał już nieodebrane połączenia od Jacopa, swojego Capo bastone, czyli wieść się rozniosła i z pewnością nie tylko ich kręgu.
Zamknął drzwi do hamletowego mieszkania i oddzwonił dopiero w samochodzie, informując krótko, że będzie za dwadzieścia minut. Gdy dotarł do Casy, jeszcze nie zdążył dobrze wejść, a już został uraczony wiązką informacji, o których wiedział bądź się ich spodziewał.
- Gliny się uczepiły, może być problem - powiedział Jacopo, kiedy byli już w gabinecie Chrisa.
- Jaki znowu problem? - blondyn spojrzał na niego nieprzychylnie, jak na kogoś, kto chyba zajmuje nieodpowiednie stanowisko, skoro mówi takie bzdury. - Nic na nas nie mają, to po pierwsze. Po drugie to byli nasi ludzie, więc równie dobrze mogą to z powodzeniem podpiąć pod wojnę gangów, jeśli potrzebują jakiegoś wytłumaczenia dla ludzi, po trzecie - jak sam doskonale wiesz, ale chyba ci się zapomniało - większość komendantów w okolicy jest na naszej liście. Jeśli cię to tak martwi, to niech Pisarz puści do prasy odpowiednie materiały. Nie działo się tu nic takiego od bez mała trzech lat, gazety będą tym zachwycone - odpowiedział mu właśnie przeglądając za biurkiem poranną prasę, która jak wiadomo była najlepszym źródłem informacji o wszystkim. - Nie wygląda na to, by ktokolwiek podłapał jakiś ślad motywu, więc zaprzęgnij do tego naszego drogiego Consigliori, co by się nie zanudził. Wyślij ludzi, by posłuchali tu i tam, albo niech ten nowy Mandamento się tym zajmie, ten z Brancaccio. Jak on się tam...? Nicchi. Zleć mu, żeby się dowiedział, co wie policja.
Struktura. Struktura była najważniejsza, żeby każda jednostka stojąca niżej wiedziała coraz mniej a dzięki temu istniało znikome ryzyko, że przesłuchiwany przez policję pośledni, pracujący dla nich człowiek będzie w posiadaniu istotnych, obciążających informacji. Im szczebel niżej, tym wiedziano mniej i tak miało pozostać dla wspólnego dobra.
Wysłuchał jeszcze standardowego sprawozdania i dodał swoje uwagi do spraw bieżących, ale niespecjalnie chciało mu się nad kilkoma kwestiami zastanawiać, nie dziś. Mogą poczekać a w razie czego od czegoś miał tego Capo bastone, prawda? Koniec końców spędził w Casie godzinę, zanim udał się do swojego mieszkania, by w końcu się przespać. W drodze zadzwonił jeszcze do Tony'ego, że dziś go nie będzie, więc niech sobie zrobi dzień wolny czy cokolwiek. W mieszkaniu przypomniało mu się, że przecież powiedział Hamletowi, że zajmie się zaopatrzeniem. Uśmiechnął się pod nosem, przypominając sobie jego słowa o tym, że dzięki temu, że nie zadaje się z ludźmi jest dobrym snajperem. Czyżby? Według niego nie można było być dobrym w tym, jeśli miało się swoje życie i zadawało się z ludźmi? Między tym a posiadaniem sentymentów istniała pewna różnica, której Hamlet chyba jeszcze nie widział. Ale zobaczy.
- Oset? - powiedział z niewidocznym dla rozmówcy półuśmiechem, gdy po drugiej stronie odezwał się głos. - Masz zrobić zakupy i na piątą je zawieźć - podał mu adres i przeczekał jego urażone protesty, że nie jest chłopcem na posyłki i czemu on się ma tym w ogóle zajmować. Nie było co mu przerywać, bo czasami to tylko rozwlekało sprawę a on nie miał ochoty na długie rozmowy. Uszczegółowił, co miał na myśli mówiąc "zakupy" i zastrzegł, że to nie prośba, tylko polecenie a z racji na to, że Oset nie miał wielu zajęć ostatnimi czasy, niech się na coś przyda. Zanim ten zdążył odezwać się ponownie, po prostu się rozłączył. Wiedział, że Oset potrafił marudzić jak dzieciak, ale mimo wszystko nigdy nie odważył się, by nie wykonać polecenia wydanego przez Dona. Przez niego jako Chrisa, owszem, ale podstawową umiejętnością było rozróżnienie kiedy można sobie było na co pozwolić a kiedy się zamknąć i robić swoje.
Tak więc Chris ledwo położył się na łóżku, prawie natychmiast zasnął na długie godziny a koło piątej po południu do drzwi Hamleta zapukał Oset, dzierżąc siatkę.
- Chłopca na posyłki sobie znalazł, jakby nie było nikogo innego... - mruknął któryś już raz do siebie i nawet nie przyszło mu do głowy, że tu chodzi przede wszystkim o zaufanie. Przecież Chris nie posłałby byle kogo do mieszkania kogokolwiek z "Nietykalnych".

_________________
Then it comes to be that the soothing light at the end of your tunnel
Is just a freight train coming your way.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
7.Don't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/05/2017
Liczba postów : 113
Cytat : Oh! Despicable me.
Wiek : 26
Male


PisanieTemat: Re: Omerta   Nie Lip 30, 2017 8:04 pm

Właściwie to Hamlet również powrócił do tematu spania. Te kilkanaście godzin na kanapie, w niewygodnej pozycji, pozostawiało wiele do życzenia. Na dodatek nadal nie doszedł do siebie po tym wszystkim. I wciąż miał wrażenie, że jak się obudzi, to nie w swoim łóżku, ale tam, z powrotem w tej obskurnej posiadłości z dwoma katami nad swoją głową.
Obudził go jednak dzwonek do drzwi. Zerwał się momentalnie, gdy tylko dźwięk się nasilił, a on przestraszył się jakby co najmniej znalazł się w jakimś horrorze i właśnie usłyszał potwora. Jednak mlaskanie znudzonej Letycji szybko sprowadziło go na ziemię. Jaszczura dała jasno znać, że wszystko jest w porządku i niepotrzebnie zachowuje się jak wariat, zwłaszcza że był bezpieczny we własnym domu, dokładnie w takim stanie, w jakim zostawił go Chris te kilka godzin wcześniej. Odetchnął, nabierając więcej powietrza w płuca i ruszył do drzwi. Zajrzał przez judasza, a gdy po drugiej stronie zobaczył tego mężczyznę, to się naprawdę zdziwił. No dobra, znali się, ale ani on, ani Hamlet nie mieli ze sobą za wiele wspólnego, oprócz roboty. Mimo wszystko otworzył wreszcie drzwi zza których wychylił się, by zdziwionym wzrokiem przywitać gościa.
- Oset? Coś się stało? - spojrzał w dół na dzierżoną przez niego siatkę. Nie rozumiał co ten facet tutaj robi i dlaczego ma ze sobą... zakupy? - Proszę, wejdź. - odsunął się i otworzył szerzej drzwi, by mężczyzna mógł przekroczyć próg. Zamknął za nim drzwi, zakluczając je.
- Masz ochotę na coś? Czegoś się napić? Zjeść? Rozgość się. - mieszkanie było na tyle małe, że jedynym słusznym wyborem był salon i kanapa, stojąca w strategicznym miejscu. Gospodarz szybko poszedł właśnie w tamtym kierunku i łapiąc się za łokieć lewej ręki niepewnie spoglądał w stronę swojego gościa, bo doprawdy, nie potrafił dojść do tego co się stało, że Oset postanowił go odwiedzić.

_________________
Spis wątków | Seven deadly sins | Poszukuję
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ChrisDon't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 23/07/2017
Liczba postów : 17
Cytat : You can get much further with a kind word and a gun than you can with a kind word alone

PisanieTemat: Re: Omerta   Nie Lip 30, 2017 8:06 pm

W pierwszej chwili Oset miał równie zdziwioną minę, co Hamlet. Nie pierwszy raz też stwierdził w duchu, że Chris musi mieć jakieś wyjątkowo paskudne poczucie humoru. Zemści się na nim kiedyś za to.
- Ch... Kupiłem ci jakieś pierdoły, szef mnie przysłał - uniósł lekko plastikową torbę. A o mało co by nie powiedział, że Chris, co oczywiście byłoby absolutnie nie do pomyślenia. O nim po imieniu mógłby sobie mówić z kumplami, ale powiedzenie tak przy kimś innym łamało wszystkie standardy hierarchii.
Wszedł za Hamletem do środka, bo skoro już tu był, to nie miał nic do stracenia i prawie gwizdnął na widok rozmiarów tego lokum. Prawie.
Oset wyglądał jak taki typowy cwaniaczek. Niby to określenie nie było zdefiniowane przez konkretne cechy urody, ale właśnie tak najtrafniej można było określić tego mężczyznę. Miał w sobie jakąś niewymuszoną nonszalancję zahaczającą o permanentne wyjebanie, chociaż lepiej go było nie prowokować. Ciemne włosy z sugestią pomady zaczesane miał w tył, ostre rysy twarzy i oczy, które patrzyły jakoś wilczo na Hamleta, kiedy stawiał siatkę na małym stoliczku, by zdjąć kurtkę i rzucić ją na oparcie kanapy.
- Ja to mam chyba do ciebie szczęście ostatnio, co? - rzucił siadając na kanapie. Rozejrzał się w jedną i drugą stronę po pokoju, by jego wzrok znów spoczął na Hamlecie. Było coś osądzającego w tej czynności.
- No to daj coś, żeby przepłukać gardło, skoro już tu jestem. Eh, Duńczyk, Duńczyk. Najpierw przez ciebie straciłem mecz Juventusu z Atlético a teraz latam w deszczu po mieście robiąc ci sprawunki. Jeszcze żeby ta akcja była warta tego meczu, ale nie... Człowiek się cieszy, że w końcu coś się dzieje, bo tylko siedzi na dupie albo CO NAJWYŻEJ osłania jakieś ważne miejsca spotkań - zresztą sam wiesz, jak jest odkąd Ch... kierowanie Casą przejął nasz obecny Don, jesteśmy prawie bezrobotni - a tu nieeee, wielkie przygotowania na dwóch idiotów, co to nawet drzwi frontowych nie potrafią zamknąć - przewrócił oczami i westchnął z politowaniem, nie wiadomo czy nad nimi, czy nad swoim losem. Prawdopodobnie to drugie.
- Sam więc rozumiesz no, mecz - skwitował rozkładając ręce. Hamlet mógł na tę sprawę patrzeć wszakże nieco inaczej, ale tym Oset się widocznie nie przejął. Po prostu musiał sobie pogadać, chociażby dla samego gadania.
- Widzę, że już wyglądasz w miarę jak człowiek. W ogóle to o co poszło, że cię tam zaciągnęli, co?

_________________
Then it comes to be that the soothing light at the end of your tunnel
Is just a freight train coming your way.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
7.Don't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/05/2017
Liczba postów : 113
Cytat : Oh! Despicable me.
Wiek : 26
Male


PisanieTemat: Re: Omerta   Nie Lip 30, 2017 8:09 pm

- Szczęściem bym tego nie nazwał, ale jak kto woli. - wzruszył nieco swobodniej ramionami na to stwierdzenie, w końcu nie prosił się o te dwie przygody jakie mu się przytrafiły. O wiele bardziej wolałbym siedzieć w Casie i nie mieć nić do roboty jak Oset. Z przyjemnością zamieniłby się z nim na obijanie mordy. To nie było ani przyjemne, ani pouczające.
- Już... - nie pamiętał czy miał jeszcze coś w swoim tajnym składziku, chociaż powinien mieć, bo z tego co pamiętał, to Chris przyniósł butelkę ze sobą i chyba ją nawet zabrał, więc z tego nie pozostało absolutnie nic, ale coś mu mówiło, że na samej górze za puszką z płatkami stał rum. Miał nadzieję, że Oset nie będzie wybrzydzać, bo nie posiadał nic innego poza tym pirackim napojem.
- Musisz się tym zadowolić. - postawił na stoliku butelkę jakiegoś drogiego rumu, który zapewne kojarzyli wszyscy Ci, którzy pijali tego typu alkohole, obok kładąc szklankę, choć nie miałby nic przeciwko, gdyby mężczyzna zdecydował się pić z gwinta. Sam zajął miejsce na kanapie, bo jakoś nie zamierzał stać cały ten czas podczas wizytacji. Bo czuł się jakby Chris nasłał swojego posłańca na niego tylko po to by sprawdzić czy jest grzeczny, a tym razem był to Oset, bo Tony miał go już serdecznie dość, choć wątpił, by Chris liczył się z jego zdaniem w tej kwestii.
- Mecz? - uniósł uprzejmie brwi jakby usiłował zrozumieć jego niezadowolenie, ale sam nigdy takimi rzeczami się nie interesował i coś czuł, że nie byłby największym fanem jakiegokolwiek sportu oglądanego w telewizji. - Tak, rzeczywiście. Wielka strata. - mruknął nieco łobuzersko uśmiechając się przy tym sarkastycznie, bo w końcu nie zamierzał udawać wielkiej skruchy z powodu czegoś tak mało istotnego.
- Nie wiem po co Chr... - ugryzł się w język w ostatniej chwili. Niby pozwalał sobie pyskować do niego w jego obecności, ale czy dobrym pomysłem było używać jego imienia przy kimś innym? Tony jeszcze, ale Oset? - Co ten nasz Don wymyślił. Nie potrzebuję niańki, przecież nie rzucę się z okna i nie podetnę sobie żył. - niby zażartował, ale nikt się nie śmiał. Spojrzał wreszcie na mężczyznę, którego doceniał za umiejętności, ale nigdy specjalnie nie lubił z nim przebywać sam na sam, bo miał w sobie coś lisiego. Co prawda Oset nigdy mu nic nie zrobił i był jednym z tych, którzy zaskakująco dobrze traktowali Hamleta w Casie, ale jednak był taki przyczajony za każdym razem, gdy tylko byli koło siebie. Jakby czekał na dogodną okazję, żeby zaatakować bezbronną ofiarę.
- Mają problem, że się nie socjalizuję. I że jestem dziwką. - Chyba, ale coś takiego mówili. W sumie to nie pamięta tych wszystkich idiotycznych monologów, kiedy obijali mu mordę kijem baseballowym, ale tak pi razy drzwi chyba taki był sens. - Ale ty też nie bywasz na tych wszystkich idiotycznych rodzinnych spotkaniach czy imprezach, a nikt się Ciebie nie czepia. Zawsze wykonuję swoją robotę, nikomu nie zawadzam, to o chuj im chodzi. - prychnął, bo wciąż miał z tym problem i nadal nie zamierzał socjalizować się z resztą, bo nie potrzebował tego do szczęścia. Miał swój mały, zamknięty świat, w którym było mu dobrze.

_________________
Spis wątków | Seven deadly sins | Poszukuję
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ChrisDon't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 23/07/2017
Liczba postów : 17
Cytat : You can get much further with a kind word and a gun than you can with a kind word alone

PisanieTemat: Re: Omerta   Nie Lip 30, 2017 8:11 pm

Hamlet miał swój mały, zamknięty świat, w którym chyba jednak nie było za dobrze, skoro co jakiś czas znajdował się ktoś, komu to przeszkadzało. Niby przy pierwszym razie to był czysty przypadek, że zgarnęli akurat jego, ale za drugim zupełnie nie. I chociaż, jak słusznie Chris zauważył, nieprędko znajdzie się w organizacji ktoś, kto chciałby w taki sposób załatwiać trywialne urazy, niewykluczone, że prędzej czy później ktoś znów stwierdzi, że Hamlet jest podejrzany i coś mu do łba strzeli.
-Wiesz, mogła być i woda, ale skoro już wytoczyłeś cięższą artylerię... - westchnął teatralnie i rozłożył lekko ręce, jakby nie miał wyjścia, tylko wypić to, co mu podano. Otworzył butelkę, ale skorzystał ze szklanki, jak cywilizowany i w miarę kulturalny człowiek. Darował sobie jednak ogrzewanie szklanki dłońmi dla wydobycia aromatu, czy czegokolwiek, co to miało na celu i piciu małymi łyczkami. Zamiast tego napił się raz a dobrze, tak dla rozgrzania przełyku.
- A żebyś wiedział, ignorancie - dodał a propos meczu odkładając szklankę. Miałby z niego więcej rozrywki niż z tej pseudo akcji, która dużo obiecywała a na końcu rozczarowała. No, przynajmniej zakończyła się sukcesem, ale szczerze powiedziawszy, dla niego to co się działo pomiędzy startem a rezultatem miało znaczenie. Dla Hamleta w tym wypadku może niekoniecznie.
- Nawet gdybyś chciał, to się nie krępuj. Nie będę cię zatrzymywał - Oset spojrzał na niego z takim wyrazem twarzy, że nie wiadomo było, czy mówi na poważnie, czy jednak sobie żarty stroi. Spoglądając jednak obiektywnie... On? Niańką? Byłby chyba najgorszą na świecie. - No tak... - powiedział takim tonem, jakby wszystko już było jasne. Rozparł się przy tym na kanapie i postukał palcami w oparcie. - Widzisz. Jak już pewnie siedzący w tej twojej ślicznej główce umysł zdążył zauważyć, ci, którzy nie trzymają się pewnych zasad nie są dobrze postrzegani. Jesteś młody i nie jesteś nawet Włochem i przez to musisz dwa razy mocniej pracować na zaufanie, bo bez zaufania to ty szczawik długo nie pociągniesz. Mówisz o Donie, ale ja nie słyszę głosie szacunku, który się powinien tam znajdować a skoro ja go nie słyszę, to inni też nie usłyszą i to im się nie spodoba. Może jeszcze nie wiesz, ale mamy tu w organizacji pewne dość długie tradycje. - Uśmiechnął się do niego z przekąsem. Pewne zasady były nienaruszalne i to nie było tylko kwestią starszego pokolenia. Niektóre rzeczy lekko się zmieniały, jak chociażby to, że ktoś tak młody jak Chris został Donem, ale to i tak tylko za sprawą decyzji Rady Rodziny i tego, że Jacopo, który jako Capo Bastone Luki powinien zająć jego miejsce, zrezygnował ze stanowiska na rzecz Christophera. Dla pożytku Rodziny, której ten analityczny umysł niewątpliwie się przyda.
- Póki nie udowodnisz, że szanujesz innych i zasługujesz na szacunek, mimo tego że robisz swoje, nigdy nie będziesz miał kolorowo. Ktoś za jakiś czas znowu może stwierdzić, że jesteś obrazą dla Casy - wzruszył ramionami i znów przesunął wzrokiem po pomieszczeniu, jakby był trochę znudzony. Choć może on po prostu taki miał sposób bycia.
- Jesteś dobrym strzelcem, szczawik. Szkoda by było, gdybyś się przekreślił, bo jesteś zbyt uparty i wyniosły na to, żeby się bardziej zaangażować. Wyszłoby ci to z pożytkiem. Tak naprawdę, to nie masz wielkiego wyboru, więc sobie to przemyśl. Poza tym, jak nie bywasz na spotkaniach, to skąd niby wiesz, że mnie na nich nie ma? Poza tym ty i ja to trochę inne historie, serio - powiedział i spojrzał na niego wymownie pochylając nieco głowę. Hamlet miał sporo do przemyślenia i lepiej by było, gdyby podjął dobrą decyzję. W sumie to jedyną słuszną.

_________________
Then it comes to be that the soothing light at the end of your tunnel
Is just a freight train coming your way.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
7.Don't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/05/2017
Liczba postów : 113
Cytat : Oh! Despicable me.
Wiek : 26
Male


PisanieTemat: Re: Omerta   Nie Lip 30, 2017 8:12 pm

Spojrzał podejrzliwie na mężczyznę. Woda? Jasne, bo uwierzy, że ten wypiłby wodę i nie narzekał na to później przez następny tydzień. Z resztą sam nie pił praktycznie żadnego alkoholu, a gdy to robił, to przeważnie poza domem na jakiejś imprezie.
- Nie sądziłem, że jesteś fanem sportu. - w sumie nie sądził, by miał normalne zainteresowania poza strzelaniem do ludzi, co doskonale do niego pasowało i wyglądało jakby sprawiało mu dziką frajdę. Coś czuł, że jego podejście za mocno zakrawa o to należące do przeciętnego człowieka, że zabójca w sielankowej sytuacji, powiedzmy na grillu u kumpla, to raczej groteskowy obraz aniżeli coś normalnego. I nawet gdy próbował sobie go wyobrazić przy piwie, przed telewizorem z kumplami, to wydawało się za abstrakcyjne.
- Uroczy jesteś. Jak rycerz w lśniącej zbroi, tylko wyjmij nogę ze strzemienia jak będziesz spieszył mi na ratunek. - puścił mu oczko, ewidentnie żartując sobie z tej idiotycznej sytuacji. Co prawda nie raz myślał o targnięciu się na swoje życie, ale nigdy nie miał potrzebnej odwagi i w rezultacie kończył równie mizernie jak się do tego zabierał, aż wreszcie do niego dotarło, że zbyt kurczowo trzyma się swojego życia i być może ma to jakiś sens, może rzeczywiście powinien się zastanowić nad niektórymi sprawami i zmienić to i owo.
- Naprawdę przyszedłeś tylko po to, żeby mnie moralizować? Serio?- westchnął zrezygnowany, bo nie spodziewał się, że Chris przyśle akurat jego, zresztą mało kto miał jakikolwiek wpływ na tego buńczucznego młodzieńca. I prędzej sam don byłby w stanie przemówić mu do rozumu, aniżeli ten stary piernik, nie ważne, że był niemal w tym samym, jak nie w tym samym, wieku co Chris. - To prawie szlachetne z twojej strony, że się tak martwisz. Niemal czuję drganie mojego skamieniałego serca, po tych mądrych słowach. - prawie ugryzł się w język, ale tym razem nie udało się powstrzymać sączącego się jadu zdolnego wybić populację Europy. Z jednej strony wcale nie chciał być kwestionującym każde słowo, małym chujkiem, który z niczym ani nikim się nie liczy, ale z drugiej strony wcale nie chciał się zmieniać i zachowywać tak jak oczekiwali tego od niego inni. Nie potrafił zmienić się w ciągu jednego dnia. Nie chciał. No może trochę, ale nie tak jak mu mówiono. Wcale nie zależało mu na reszcie rodziny, właściwie od początku nie chciał do niej należeć. Dlaczego miałby się starać dopasować do środowiska, które zmusiło go do wstąpienia w swoje szeregi, a w ramach ostrzeżenia zamordowało jego prawie-ojca na jego oczach? Gardził nimi i ich metodami. I tylko, dlatego że okazał się wybitnym strzelcem zajął jakąś tam lepszą pozycję, uznawano go, szanowano, mniej lub bardziej, każdy na swój pokręcony sposób, ale poza tym nie zamierzał się z nimi spoufalać. A potem poznał Chrisa i wszystko się zawaliło. Póki bawił się z nim Luka było wszystko w porządku. Miał swoje dziwactwa, ale lubił go i otaczał swoim protektoratem, a w zamian za święty spokój pozwalał się przystając w kimona czy chadzał na spotkaniach jako jego towarzysz. Ale nim ktoś wyeliminował Lukę pojawiło się to irytujące uczucie do Chrisa, jakiś pieprzony magnetyzm, przyciąganie, na które nie miał wpływu.
Wspomnienia uderzyły go z taką siłą, jakby ktoś wylał mu wiadro zimnej wody, prosto na twarz. Prawie nie słyszał wywodu Osta, ale doskonale zdawał sobie sprawę o czym on był i że jest ważny, nawet jeżeli wcale mu się to nie podobało.
- Naprawdę uważam, że jesteś uroczy. - złapał spojrzenie mężczyzny. - To jak jesteś oddany i jak dbasz o Dona. Wasza relacja... - nawet jeżeli prawie nic o niej nie wiem, tak jak i o Chrisie - Jest niesamowita. A nawet, to że się martwisz o mnie. To miłe. Poradzę sobie, może nie od razu, ale z czasem będzie lepiej. Na wszystko trzeba czasu. Małymi kroczkami. - wszakże, gdyby nagle wparował do Casy i chciał być z każdym przyjacielem, to tym bardziej byłby podejrzany. I pozostawał jego czupurny charakter, wszelkie złośliwości i buntowniczość. No cóż, najwyżej Don będzie miał o wiele trudniejsze życie, niż mogło mu się wydawać, gdy Hamlet będzie musiał dać upust swoim emocjom, a on okaże się jedyną osobą zdolną wytrzymać i ujarzmić ognisty temperament młodzieńca.

_________________
Spis wątków | Seven deadly sins | Poszukuję
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ChrisDon't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 23/07/2017
Liczba postów : 17
Cytat : You can get much further with a kind word and a gun than you can with a kind word alone

PisanieTemat: Re: Omerta   Nie Lip 30, 2017 8:15 pm

- Nie sądziłeś bo co, bo nie noszę klubowych szalików, czy mam to napisane na czole?
Oset sprawiał wrażenie, że sama możliwość nie interesowania się sportem przez przeciętnego człowieka była jeszcze dziwniejsza, niż samo przypuszczenie Hamleta skierowane pod jego adresem. Albo to po prostu był jego sposób bycia, który okazywał sceptycyzm każdemu człowiekowi nie należącemu do jego kręgu. Sceptycyzm i zawoalowaną pogardę, chociaż w tym przypadku koledze po fachu pogardy oszczędził, zastąpiwszy ją umiarkowanym protekcjonizmem.
Drugim łykiem osuszył szklankę i nim jeszcze Hamlet skończył swój krótki, podszyty cynizmem monolog, oparł przedramiona na kolanach, zwiesił głowę i nią pokręcił. Przez chwilę siedział w ciszy i nie wiadomo było, czy ma zamiar śmiać się, płakać czy modlić się do jakichś bogów z sobie tylko znanego powodu. Zagadka rozwiązała się dopiero, kiedy ponownie podniósł wzrok na Hamleta a usta rozciągnęły się w uśmiechu zarezerwowanym dla tych, którzy palnęli coś niewybaczalnego i za chwilę mieli zginąć.
- Przyszedłem tu, bo mi kazano - sprostował dość szczerze. - Dobre rady masz w gratisie, rifardu*. Masz szczęście że trafiło na mnie, bo za takie odzywki dostałbyś po mordzie nawet mimo tego, co się niedawno wydarzyło. Może i pewne rzeczy się zmieniają, dość opornie i ku niezadowoleniu starszej gwardii - co swoją drogą tworzy obecnie dość napiętą sytuację, ale musisz pamiętać gdzie żyjesz. I musisz pamiętać wśród kogo żyjesz. Co prawda Don może i nie wyraziłby zgody na honorowe, ostrzegawcze czy jakiekolwiek inne pozbycie się ciebie ze struktur, to nie jesteśmy w syndykacie sami. Niewykluczone też, że nikt syndykatu o zgodę pytać nie będzie. Nie moralizuję cię, ale jeśli nie zainteresujesz się naszą kulturą, to niedługo znajdzie się kolejny, który będzie uważał, że stanowisz dla niego obrazę. Gdyby mnie ktoś pytał o zdanie, to nie powinieneś się był tu w ogóle znaleźć - wzruszył ramionami i wyprostował się na siedzeniu, wyciągając z kieszeni telefon. Przez kolejną chwilę był cicho, jakby w ogóle Hamleta w pobliżu nie było i odezwał się dopiero, gdy widocznie napisał lub przeczytał co tam miał do przeczytania.
- Jesteś dobry w tym, co robisz, ale na twoje nieszczęście to nie wystarczy, jeśli się nie zasymilujesz, szczawik. Czas ci się kończy na małe kroczki, wyrosłeś już z przedszkola. Poza tym nie wiem, o jakiej relacji mówisz. Dbam tylko o wspólny interes - odpowiedział wstając z kanapy. Dla niego, od dziecka wychowywanego w sycylijskiej kulturze, w tradycyjnym sycylijskim domu naturalne były prawa rządzące tym regionem a wartości takie jak honor i tradycja, choć może nie aż tak kultywowane jak przez pokolenie, dwa czy cztery wstecz, nadal były obecne i głęboko zakorzenione, jak w każdym sycylijczyku. Tego nie trzeba było nikomu tłumaczyć.
- Ale skoro cię zanudzam, to się już zmyję. Wszystko masz, z głodu nie umrzesz, to korzystaj z wolnego. Dzięki za szklaneczkę - dodał jeszcze na odchodnym zgarniając kurtkę z oparcia kanapy i przechodząc koło niego wykonał w przelocie gest, jakby mu salutował.

* w gwarze sycylijskiej "cudzoziemiec"

_________________
Then it comes to be that the soothing light at the end of your tunnel
Is just a freight train coming your way.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
7.Don't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/05/2017
Liczba postów : 113
Cytat : Oh! Despicable me.
Wiek : 26
Male


PisanieTemat: Re: Omerta   Nie Lip 30, 2017 8:23 pm

Z każdym słowem mężczyzny czuł, że znowu pierdolnął coś durnego i chyba powinien się zastanowić zanim otworzy jadaczkę. Chris może i znosił jego humory czy bezczelne pyskowanie, ale Oset nie musiał tego robić. Równie dobrze mógłby mu przypierdolić w ten głupi blond łeb i pójść sobie, ale miał na tyle klasy, by go jedynie zbesztać i dać do myślenia, a wypowiedziane słowa wwiercały mu się w czaszkę. Nie twierdził, że facet nie ma racji, że dobrze byłoby choćby udawać, że się urosło, schować klocki lego pod kanapę, a nie z uporem maniaka rozsiewać je po podłodze i czekać, aż ktoś na nie nadepnie. Poniekąd mógłby zrzucić winę na brak normalnego dzieciństwa i zbyt wczesne wstąpienie w szeregi Casy, ale za bardzo pachniało to tłumaczeniem znudzonego żoną czterdziestoletniego faceta, który przeżywa drugą młodość u boku jakiejś dupy w wieku jego córki.
- Przepraszam. - spojrzał w dół na swoje stopy, ale zaraz dotarło do niego, że nie powinien zachowywać się jak pizda i chować głowy w piasek. - Chcę się zmienić dla dobra Ch... naszego Dona. Wiele mu zawdzięczam i szanuję go, nawet jeżeli tego nie widać. I nie chcę mu przysparzać kolejnych problemów. - i sam też nie chciał się w takowe ponownie pakować. Dobra, nie podobało mu się, że od tej pory musiał chodzić na spotkania rodzinne, asymilować się z członkami i wtapiać w otoczenie, ale było to o niebo lepsze od obitej mordy.
Uniósł wzrok na mężczyznę, gdy ten zatrzymał się przed drzwiami. Żaden facet nie był dobry w werbalizowaniu swoich uczuć czy przyznawaniu się do błędów, bo była to sztuka trudna i zawiła, a Hamlet dopiero zaczynał ją zgłębiać.
- Podrzuciłbyś mnie w jedno miejsce? Nie jest daleko i szybko zgarnę potrzebne rzeczy. - wizja spędzenia kolejnego dnia samemu niespecjalnie mu się podobała. Każdej nocy powracały demony. Niemal czuł jak nad jego ciałem ponownie stoi tych dwóch. Słyszał ich głosy, a nocą kilkakrotnie budził się z krzykiem. Każdy cień, każdy trzask, każde kroki na klatce schodowej przypominały mu o tym wszystkim. I choć lekarz przepisał mu środki nasenne, to spokojniej poczuł się w obecności snajpera, gdy siedział na kanapie obok niego i wyrzucał z siebie wszystko to o czym doskonale wiedział.

_________________
Spis wątków | Seven deadly sins | Poszukuję
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ChrisDon't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 23/07/2017
Liczba postów : 17
Cytat : You can get much further with a kind word and a gun than you can with a kind word alone

PisanieTemat: Re: Omerta   Nie Lip 30, 2017 8:26 pm

Stanął przy drzwiach na słowa przeprosin, ale nie odwrócił się do Hamleta. Zamiast tego wysłuchał wszystkiego, co młody miał jeszcze do powiedzenia, zastanawiając się, jak długo będą żyć w organizacji ludzie takiego pokroju, którzy myślą, że jakoś się prześlizgną niezauważenie i że jakoś to będzie. Jak sam się zdążył przekonać, albo tacy umierają młodo, bo są zbyt głupi by przyswoić pewne zasady, albo sięgają po rozum do głowy i idą dalej, nierzadko widać dość dobre żywoty.
Nie pierwszy raz przez myśl mu przeszło, czemu właściwie Hamlet został przyjęty w szeregi, bo chociaż był dobrym strzelcem, to była dopiero połowa sukcesu. Rzecz jasna nigdy nie spytał o to Luki, ale z tego, co wiedział, nie tylko on był dość sceptyczny tej decyzji. Szczególnie, gdy szybko okazało się, że Duńczyk ma znikome pojęcie o mechanizmach działania i relacjach w ich szacownej Onorata Società. Na domiar złego nie wyglądało, by chciał się tym przejąć, albo to naprawić.
Mimo wszystko nie skreślał go całkowicie po pierwsze dlatego, że miał niemożliwe wręcz szczęście do wychodzenia z beznadziejnych sytuacji. Co z tego, że nie była to jego zasługa, liczył się efekt końcowy. Z drugiej jednak strony widać, że miał też niezłego pecha w wybieraniu miejsca i czasu i pytanie brzmiało, czy nie będzie im przez to nastręczał trudności. Oset nie chciałby się drugi raz tak srodze zawieść na dobrze wyglądającej akcji, to zwykłe marnowanie czasu i robienie nadziei w kurewski sposób.
Zapytwaszy raz Chrisa o to, czemu tak personalnie potraktował poprzednią sprawę z porwaniem Hamleta i późniejszym zapewnieniem mu miejsca do odpoczynku, dowiedział się tylko tyle, że płacił dług. Może dowiedziałby się czegoś więcej na temat tego długu, ale wybrał zły moment na pytania. Jego wina. Nie, żeby to później zaprzątało mu specjalnie głowę, o nie.
- Ty się lepiej zmień dla dobra swojego życia - odparł lekko odwracając głowę w bok, ale nie fatygował się, by spojrzeć za siebie. - I jeśli szacunku nie widać to znaczy, że go nie ma, zapamiętaj.
Zarzucił kurtkę na ramię i drugą ręką wyciągnął z kieszeni papierosa, który po sekundzie znalazł się w jego ustach.
- No to ruchy Młody - odpowiedział na jego prośbę i z wolna przekroczył próg mieszkania pogwizdując sobie coś niewyraźnie, bo papieros wciąż tkwił mu między wargami. Zszedł na dół i pod bramą zaczekał na Hamleta puszczając przy okazji dymka. Deszcz nadal nie miał zamiaru przestać uprzykrzać mu życia, czyniąc parne powietrze trudnym zniesienia. Piękna jesień, panie. Gdy Hamlet się zjawił, zarzucił kurtkę na ramiona i ruszyli kawałek w górę ulicy do jego pomarańczowej Corvetty. Ciągle to lepiej, niż zielona, ale nadal pomarańczowa. Żeby chociaż była czerwona, ale Oset miał widać osobliwy gust.
- Prowadź mistrzu.

_________________
Then it comes to be that the soothing light at the end of your tunnel
Is just a freight train coming your way.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
7.Don't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/05/2017
Liczba postów : 113
Cytat : Oh! Despicable me.
Wiek : 26
Male


PisanieTemat: Re: Omerta   Czw Lis 02, 2017 9:51 pm

Tak jak obiecał spakował się szybko, był jak szatan, biegając po swoim mieszkaniu jakby wcale nie został poturbowany przez tamtą dwójkę i wcale mu nie dokuczały jeszcze nie zagojone rany. O wiele bardziej zależało mu na tym, żeby Oset nie czekał na niego dłużej aniżeli było to koniecznie, co równało się z tym, że po wybiciu magicznych dziesięciu minut tamtemu się znudzi i z jeszcze większym wkurwieniem odjedzie stąd z piskiem opon. Na całe szczęście, gdy zziajany zbiegł na dół, mężczyzna jeszcze na niego czekał.
- Możemy iść. – powiedział chyba trochę zbyt entuzjastycznie jak na ich wcześniejszą rozmowę i to jaki powinien mieć po tym wszystkim humor, a może raczej nastawienie? Zapewne powinien okazać choć odrobinę skruchy. Nikt jednak nie rozumiał, że to wszystko nie miało sensu, nie przy charakterze i temperamencie posiadanym przez Hamleta. Jasne, coś tam do niego docierało, ale nie tędy droga.
- Ciekawy kolor. – zwyczajnie stwierdził, w jego głosie nie dało się wyczuć sarkazmu czy złośliwości. - Macie z Chr… z naszym Donem interesujący gust do samochodów. – on sam nie zwracał zbytnio uwagi na to czym jeździł, chociaż jeżeli miałby już się na coś zdecydować, to o wiele bardziej podobały mu się motocykle niż samochody. Ale i tutaj nie miał wybranej marki czy koloru, która go szczególnie pociągała. Dlatego zamiast docinać mężczyźnie w jakiś konkretny sposób odnośnie jego pomarańczowego bolidu, wsiadł i posłusznie zaczął go kierować.
- To tutaj po lewej, ta szara kamienica. – zatrzymali się pod zabytkową kamienicą, która pamiętała jeszcze druga wojnę światową. Nosiła wiele znamion czasu i tylko gdzieniegdzie dało się dojrzeć jej niegdyś piękne zdobne płaskorzeźby. Teraz jedynie straszyły pourywanymi fragmentami lub w miejscu twarzy zionęły pustką głębokie dziury.
- Dzięki za podwózkę. To ja będę leciał. – wysiadł z samochodu, zarzucił sobie turystyczny plecak na ramię i poszedł do bramy, by nacisnąć odpowiedni guzik.

_________________
Spis wątków | Seven deadly sins | Poszukuję
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Omerta   

Powrót do góry Go down
 
Omerta
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zona scriptum :: Okruchy Życia-
Skocz do: