CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 Jesteś mój

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 155


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Jesteś mój   Czw Lip 27, 2017 11:38 pm



Za górami, za lasami, były sobie dwa królestwa: Ravgard i Seoca. Nie zawsze żyły ze sobą w zgodzie, wręcz przeciwnie. Wieki rywalizowały, prześcigając się w zbrojeniach, ilości terytoriów, sztuce, modzie, a nawet królewskich pałacach. Jednak na południu owych państw, wyrosła nowa potęga - Gazhalr. Państwa stanęły w obliczu wojny; każde z osobna było zbyt słabe, by stawić opór Gazhalrowi. Jednak gdyby połączyły siły, wygranie wojny wydawało się wykonalne. Jednak jak pogodzić dwa światy, w których nawet nie tyle władcy, ile obywatele są do siebie uprzedzeni? Królowie, którzy spotkali się na ziemi niczyjej, postanowili zawiązać sojusz. A wiadomo, sojusz najlepiej przypieczętować ożenkiem. Jednak żaden z królów nie miał córki. Podjęto więc decyzję o zeswataniu dwóch pierworodnych, co rzecz jasna było im bardzo nie w smak, ale... Czego nie robi się dla swojego państwa. Podarowano im ogromny pałac, z którego mieli władać Unią. Mieli wspólny harem, by w razie potomka nie wiadomo było, kto był ojcem, by nie wprowadzać dodatkowych konfliktów i zamętu. Jednak to nie przekazanie tronu było najważniejsze. Dwaj dominanci o twardych charakterach musieli wpierw znaleźć wspólny język, by stawić czoła większemu wrogowi.

Książę Seoci: @Usagi
Książę Ravgardu: @Stardust










Godność: Książę Ravgardu Aloysius Sovngjenger
Przydomek: Biały Lew Ravgardu
Wiek: 24 lata
Orientacja: Biseksualna, ale kto by się do tego przyznał?

Wzrost: 181 cm
Kolor oczu: Blada zieleń
Kolor włosów: Biel

Charakter: Chłopak ma silną osobowość. Jest pewny siebie, przekonany również o swojej wyższości ponad innymi. W stosunku do ludzi jest raczej chłodny i zdystansowany, zwłaszcza do nieznajomych. Dosyć ciężko go do siebie przekonać. W życiu kieruje się rozsądkiem. Ma nienaganne maniery, dodatkowo doskonale potrafi odgrywać rolę 'idealnego, samotnego księcia' ukrywając swe wady, dzięki czemu tłumy go uwielbiają. Patriota. Jest wyedukowany i irytuje go niewiedza. Nieco niecierpliwy, kapryśny, narcystyczny i zadufany w sobie. Nie uznaje niczyjej wyższości i autorytetu, no, może poza ojcem, za którego by w ogień skoczył. Przemoc ma za smutną ostateczność - według niego najlepiej sprawdza się w stosunku do istot o niższej inteligencji. Mimo pozornego spokoju, dość łatwo wpada w gniew, który zwykle opada równie szybko, jak się pojawił, chociaż chłopak potrafi się też długo boczyć. Zdaje się być zimną osobą, jednak jego pasja jest gorąca. Ale mimo to uznaje wyższość obowiązku nad własnymi uczuciami i stara się im za bardzo nie poddawać. Nie zawsze jest w stanie przywołać na twarz potrzebną mu maskę, by coś ukryć - zdolności do gry aktorskiej najczęściej przechodzą mu kiedy targają nim naprawdę silne emocje.

Inne:
  • Formalnie nosi białe szaty, a w bitwie białą zbroję
  • Jak na księcia przystało, ma doskonałe maniery, jest oczytany, wykształcony i chętnie obcuje z kulturą i sztuką
  • Świetnie jeździ konno i posługuje się jednoręcznym mieczem oraz łukiem, jednak jego największym atutem jest zmysł taktyczny
  • To raczej cichy człowiek, który nie mówi więcej, niż potrzeba - brakuje mu charyzmy, choć z jego postawy bije taka władczość, że samą tą aurą jest w stanie porwać tłumy
  • Po lewej stronie klatki piersiowej, między piątym a szóstym żebrem ma dużą, perłowobiałą bliznę
  • Mańkut
  • Zawsze ma niezwykle zadbane dłonie
  • Jego skóra jest odczuwalnie chłodniejsza niż innych ludzi
  • Jako dzieciak był urwisem, któremu w głowie były tylko psoty i bieganie po dachach domów i wież zamkowych - weszło mu to w nawyk i gdy potrzebuje coś przemyśleć, wchodzi na najbliższy najwyżej znajdujący się punkt
  • Jego ulubionymi zajęciami są polowanie i czytanie książek
  • Wbrew pozorom nie jest taki sztywny i poważny, za jakiego próbuje uchodzić - nadal trochę w nim dziecka, jak w każdym facecie, jednak on skutecznie hamuje swoje zapędy do szaleństw




_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
UsagiBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 47


Cytat : The world is indeed comic, but the joke is on mankind.
Female


PisanieTemat: Re: Jesteś mój   Pią Lip 28, 2017 11:23 pm

Godność Książę Seoci Salem Taenor
Wiek dwadzieścia pięć lat
Urodzony pierwszego grudnia
Orientacja biseksualna

Wzrost 180 centymetrów
Kolor włosów czerń
Kolor oczu brąz wpadający w zieleń

• Przez długi czas był jedynakiem, nie oznacza to bynajmniej, że od małego wiódł wygodne życie jedynego, wychuchanego synka. Jego matka, pochodząca z mieszczaństwa, mimo sprzeciwów ojca zadbała, by dorastał wśród zwykłych dzieci i poznał realia życia obywateli, nie wszystko jednak zawsze szło po jej myśli. Salem szybko niecierpliwił się w towarzystwie rówieśników i opiekunów, zwracających się do niego zawsze pełnym tytułem i obchodzących się z nim jak z jajkiem.

• Dorastając, zaprzyjaźnił się tylko z jedną osobą: córką głównej nadwornej krawcowej, May. Nadal są ze sobą blisko i choć ich związek nie jest aprobowany, temperament księcia skutecznie powstrzymuje niepożądane komentarze, przynajmniej w jego obecności.

• Salem w dzieciństwie odkrył u siebie pasję oraz talent do szermierki. Aktywnie rozwijał swoje zdolności pod okiem najlepszych nauczycieli w królestwie, co zaowocowało sukcesami na przeróżnych turniejach i pojedynkach już w wieku kilkunastu lat. Jak przystało na królewskiego potomka z wszechstronnym wykształceniem, próbował swoich sił także w innych dyscyplinach, na przykład łucznictwie, lecz z niczym nie czuje się tak pewnie jak z mieczem w dłoni.

• Książę bywa dość impulsywny i zdarza mu się podejmować nieprzemyślane decyzje pod wpływem emocji. Ponadto, choć wielu wychowawców próbowało go tego oduczyć, nie waha się mówić, co myśli, nie przebierając w słowach, przez co zasłynął jako wyjątkowo bezpośredni, a nawet szorstki i momentami nieprzyjemny.

• Niewielu wie, że Salem odziedziczył po matce głos oraz upodobanie do wszelakich instrumentów muzycznych. Nie tylko chętnie ich słucha, lecz także gra na kilku i śpiewa, choć jako przyszły władca, u którego nie muzykalność jest jedną z najważniejszych cech, nieczęsto ma okazję grać dla kogoś więcej niż siebie samego.

•  Mężczyzna, pomimo starań matki, wyrósł na osobę świadomą swojej władzy i chętnie ją wykorzystującą; nie znosi sprzeciwu, a na kwestionowanie rozkazów reaguje niecierpliwością. Poddanych jednak, być może z sentymentu, traktuje zazwyczaj z nieczęsto spotykaną u siebie łagodnością.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 155


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Jesteś mój   Pią Lip 28, 2017 11:32 pm

Jak zwykle miał na sobie białą szatę, tym jednak razem bardzo bogato zdobioną, specjalną na wyjątkowe okazje, takie jak ta. Z pleców spływał mu ciężki płaszcz z futra gronostajów, do pasa miał przytoczoną raczej dekoracyjną szabelkę. Jego kciuk zdobił ogromny, rodowy pierścień ze szmaragdem, a na głowie lśniła mu przekazana już oficjalnie korona władców Ravgardu. Obcasy jego trzewików stukały nieznośnie po marmurowej posadzce. Na szczęście odgłos ten został skutecznie zagłuszony przez orkiestrę, która dawała z siebie wszystko. Wokół - tłumy. Każdy chciał zobaczyć pierwszą w historii ceremonię zaślubin dwóch książąt.
Aloysius miał ochotę wrzeszczeć. Zamiast tego jedynie zacisnął usta w wąską linię i zgrzytał zębami. Miał tego po dziurki w nosie. Dziś wyjątkowo mu wszystko przeszkadzało, a w szczególności jego strój. Po raz pierwszy w życiu odrzuciłby swój ulubiony kolor na rzecz jakiegokolwiek innego, byleby nie był kojarzony z rolą kobiety. To, że miał długie włosy, jeszcze jej z niego nie robiło!
W ogóle, co to do cholery miało być! On rozumiał, że żeby obywatele Seoci i Ravgardu się nie pozabijali po otworzeniu granic, należało czymś przypieczętować sojusz. Ale żeby aż taka wielka uroczystość? Głowę dałby, że wszystko będzie musiało być zgodnie z tradycją, aby było bardziej wiarygodnie. Szczęście, że do kobierca szedł sam i miał się przy nim pojawić jednocześnie z drugim księciem. Nie zniósłby upokorzenia, gdyby ojciec go do niego przyprowadził.
Rzucił okiem na swojego staruszka. Zachowywał on grobową minę, ale białowłosy widział, jak trzęsą mu się ręce. To dodało mu nieco otuchy. Najwyraźniej jemu też nie jest to w smak i również się denerwuje. Krok chłopaka stał się odrobinę raźniejszy. Czego nie robi się dla dobra ojczyzny?
Stanął przed mistrzem ceremonii jednocześnie z ciemnowłosym mężczyzną po jego prawej stronie. Aloysius obdarzył go tylko beznamiętnym przelotnym spojrzeniem. Przecież go znał. Może osobiście nie miał z nim zbyt wiele do czynienia, ale po prostu nie mogli się nie znać. W czasach pokoju między dwoma królestwami nierzadko widywali się na salonach i turniejach. I świadomość, że oto ma spędzić z tym człowiekiem resztę swojego życia, przyprawiała go o mdłości.
Niemniej, pozwolił mistrzowi ceremonii zdjąć jego prawą rękawicę i spleść jego dłoń z dłonią Salema, a następnie owinąć je złotawą wstęgą. Białowłosy opanował drżenie. Wciąż jednak mięśnie jego szczęki rysowały się wyraźnie, zdradzając, z jaką siłą je zaciskał. Ta sytuacja nadal do niego nie docierała.
Tak był pogrążony w swoich rozmyślaniach, że nie usłyszał tej całej pompatycznej formuły: "Czy ty Aloysiusie Sovngjengerze, księciu Ravgardu, bla bla bla, bierzesz za męża tego oto mężczyznę bla bla bla bla i zobowiązujesz się...". Pieprzenie. Nic dziwnego, że nie zwrócił uwagi i zaślubiający ich musiał powtórzyć. Dopiero wtedy białowłosy się zreflektował. Worek na głowę i za ojczyznę - powiedział sobie w myślach.
- Tak - odparł pewnym głosem, choć miał ochotę rozszarpać tego mężczyznę. Odwrócił się twarzą do ciemnowłosego księcia i obdarzył go oziębłym spojrzeniem. Nie mógł uwierzyć, że tylko jedno 'tak' dzieliło go od przypieczętowania ślubu pocałunkiem i spędzenia najbliższych dziesiątek lat pod jednym dachem ze stojącym naprzeciw niego człowiekiem, który dlań był właściwie nieznajomym. Ale przecież nie mieli wyboru.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
UsagiBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 47


Cytat : The world is indeed comic, but the joke is on mankind.
Female


PisanieTemat: Re: Jesteś mój   Sro Sie 02, 2017 10:34 pm

Salem nigdy nie łudził się, że będzie miał cokolwiek do powiedzenia w sprawie swojego ożenku. Prędko zrozumiał, że jego ręka jest tylko pewną formą politycznej waluty, w dużej mierze dzięki temu, że wszyscy wokół – celowo lub nie do końca świadomie – uświadamiali mu to od najmłodszych lat. Dla ambitnego młodzieńca, który nigdy nie zaznał prawdziwej miłości, poświęcenie życia uczuciowego wydawało się odpowiednią ceną za władzę, którą miał w przyszłości dzierżyć. Pogodził się z tym, a romantyczne powieści o książętach zakochujących się w prostych dziewczynach, które znajdował czasem w pałacowej bibliotece, traktował pobłażliwie, jako naiwne, acz nieszkodliwe opowiastki spisywane ku uciesze gawiedzi. Dla niego miłość nie istniała i czasem tylko pozwalał sobie mieć nadzieję, że jego przyszła żona będzie przynajmniej równie urodziwa co księżniczki z owych miłosnych opowieści.
    Lecz nawet pozorna obojętność i brak oczekiwań co do swojego małżeństwa nie pomogły mu się pogodzić z tym, co przygotował dla niego los. Zmierzał bowiem do ołtarza, lecz obok niego, zamiast pięknej niewiasty, kroczył mężczyzna. Salem, jak zresztą każdy, kto byłby na jego miejscu, marzył, że odznaczy się czymś na kartach historii, ale niekoniecznie jako pierwszy władca, który poślubił innego księcia.
    Rada, pomimo nadzwyczajnych okoliczności, nadal niechętna była ustępstwom wobec tradycji, toteż Salem ciągnął za sobą tę samą czarną szatę, w której lata temu jego ojciec przysięgał wierność matce. Zmuszał się do każdego kolejnego kroku, a w jego głowie rozbrzmiewała jedna, rozpaczliwa myśl: „odwróć się i uciekaj”. Wystarczył rzut oka na zmieniającą kolory twarz ojca, by zorientować się, że walczył on z takim samym pragnieniem.
    Po marszu, który zdawał się ciągnąć wieki, stanął w końcu u boku swego przyszłego... małżonka. Zacisnął szczęki, gdy mistrz ceremonii złączał ich dłonie. Dotyk miękkiej, ciepłej skóry, który w innych okolicznościach uznałby za przyjemny, teraz przyprawił go o dreszcze. Mistrz odchrząknął i przystąpił do odczytywania przysięgi; publiczność zamarła w oczekiwaniu.
    Salem odwrócił się w stronę drugiego księcia i obrzucił go równie nieprzyjemnym spojrzeniem. Fakt, że młodzieniec cały odziany był w biel, uznał za kolejną drwinę ze strony losu – biel była bowiem pośród jego ludzi kolorem żałoby. Wytrzymał jego spojrzenie i tylko powieka mu drgnęła, gdy padło to jakże wyczekiwane „tak”. Nadeszła kolej Salema.
    - Tak – powtórzył głucho i beznamiętnie, choć wewnątrz cały płonął z gniewu. To jemu miał przysięgać lojalność do końca swoich dni? Jego miał wspierać w każdych okolicznościach, jego honoru miał bronić? Tego... paniczyka z Ravgardu?
     Nagląca cisza i wzrok mistrza uświadomiły mu, że to jeszcze nie koniec. Oni chyba nie myśleli, że... Nie ma mowy. Nigdy...
    Ale wtedy ta bardziej racjonalna część jego umysłu przejęła kontrolę i rozłączywszy ich dłonie, ujął młodego księcia za podbródek i złożył na jego ustach pocałunek, myśląc przy tym, że wolałby teraz całować ropuchę niż tego białowłosego lalusia. Zapanowała cisza; dopiero po kilku długich sekundach wybuchła wrzawa, a świątynia rozbrzmiała oklaskami, zapewne ponaglanymi przez zafrasowanych organizatorów uroczystości.
    Salem obrócił się ku tłumowi, blady i jeszcze nie do końca pogodzony z tym, co się właśnie wydarzyło, lecz przywdział maskę obojętności, nie chcąc się z tym zdradzić. Podał dłoń swojemu towarzyszowi, gotowy zaprowadzić go do czekającego na zewnątrz powozu.
    - Pozwolisz, księżniczko?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 155


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Jesteś mój   Pią Sie 04, 2017 3:07 pm

Kątem oka doskonale dostrzegał, że Salemowi również nie podoba się ta cała sytuacja, jednak mimo ich podobnych uczuć względem przedsięwzięcia, Aloysius starał się na niego nie patrzeć. Budził w nim obrzydzenie. Nie, nie przez to, że był mężczyzną, wbrew pozorom. Przez to, jaka krew płynęła w jego żyłach i jakim był człowiekiem. Nigdy go nie trawił i nigdy nie będzie.
Pozwolił przycisnąć mu swoje wargi do jego, jednak usta Białego Lwa pozostały nieruchome i martwe. Cała kaplica była świadkiem najmniej namiętnego pocałunku w historii. Ciepła skóra księcia Seoci paliła białowłosego w zetknięciu z jego lodowatymi wargami i zimnym policzkiem, co było niemal bolesne. Oderwał się od niego niemalże gwałtownie, gdy tylko stosownie długi czas minął i odwrócił się z wymuszonym uśmiechem, by pomachać do poddanych. Ceremonia zaślubin się zakończyła.
- Nie mów tak do mnie - warknął przez zaciśnięte zęby białowłosy książę, nie przestając się uśmiechać i zachowując, jak gdyby nic zupełnie się nie stało, a ślub między mężczyznami był najnormalniejszą rzeczą na świecie. Musiał podtrzymywać swój wizerunek. Poddani go kochali, ale na tę miłość trzeba było sobie zasłużyć.
Zgodnie z obowiązującą etykietą podał dłoń swemu małżonkowi, jednak starał się wręcz jej nie dotykać, a jeśli już musiał, to ledwie, jakby się brzydził. Nie było to dalekie od prawdy. Nie był pewien, dlaczego darzył Taenora tak gorącą niechęcią, ale nie mógł jej przemóc. Coś w nim niezwykle działało księciu Ravgardu na nerwy, choć nie był w stanie do końca określić, co dokładnie. Mimo to podążył wraz z nim do czekającego na nich powozu. Tak należało.
Powóz był bogato zdobiony i niezwykle luksusowy. Wnętrze było eleganckie, po przeciwnych stronach były dwie miękkie kanapy, a na środku mahoniowy stolik ze złotą misą z najrzadszymi owocami i karafką czerwonego, półsłodkiego wina, którego odurzający, silny zapach o owocowym bukiecie unosił się wewnątrz obitych welurem ścian. Przy dźwiękach radosnego marszu Sovngjenger wszedł do karocy i z wysiłkiem opadł na miękkie poduchy. Jeszcze całą drogę będą zmuszeni na siebie patrzeć, a potem całą noc spędzić w zamkniętym na złoty klucz pokoju. Kilka godzin na skonsumowanie małżeństwa. Ha ha.
Biały Lew Ravgardu wiedział, że tego nie zrobią, jednak mimo to nie mógł zapanować nad drżeniem rąk. Nalał sobie pełen kielich wina i wychylił go duszkiem, przymierzając się do następnego.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
UsagiBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 47


Cytat : The world is indeed comic, but the joke is on mankind.
Female


PisanieTemat: Re: Jesteś mój   Pią Sie 18, 2017 5:25 pm

Dłoń księcia Ravgardu ledwie dotykała jego dłoni, a mimo to czuł jej drażniący dotyk jeszcze dotkliwiej, niż gdyby przełknął niechęć i splótł z nim palce. Ta jawna manifestacja obrzydzenia na oczach wszystkich zebranych w świątyni podziałała Salemowi na nerwy. Trząsł się na samą myśl o spędzeniu choć chwili sam na sam z białowłosym, ale robił co w jego mocy, by nie dać tego po sobie znać. W końcu tu wcale nie chodziło o nich. Aloysius powinien zachować się jak mężczyzna, a nie rozpieszczony paniczyk, przynajmniej dopóki oczy setek poddanych były zwrócone na nich.
      Starał się na nikogo nie patrzeć, gdy przy dźwiękach radosnej muzyki i wiwatów podążali ku szeroko otwartym wrotom, lecz kilkanaście kroków od wyjścia spojrzał na ostatnie rzędy, wypełnione po brzegi, i napotkał wzrok swojej przyjaciółki. Dziewczyna miała minę, jakby ktoś podsunął jej pod nos coś o wyjątkowo nieprzyjemnym zapachu, zaś zbielałe dłonie zaciskała na materiale zwiewnej, zielonej sukienki. Uśmiechnęła się słabo, gdy zorientowała się, że na nią patrzy. Ledwo zauważalnie skinął jej głową. Nagle zatęsknił za czasami, kiedy byli mali i wymykali się wspólnie na konne przejażdżki po wzgórzach, wywołując zamęt na dworze. Poczuł przejmujący, lecz przelotny żal na myśl, że czasy tamtej beztroski już nie wrócą; nie kiedy wróg czyhał za granicami, zbrojąc się i przygotowując do niechybnie nadchodzącej wojny.
      Strząsając z siebie ponure myśli, wyprowadził Białego Lwa ze świątyni, wprost do czekającej przed budowlą karocy. Przepuścił go przodem, odwrócił się i z czarującym uśmiechem pomachał poddanym, nim sam zniknął w luksusowym, przeżartym zapachem wina wnętrzu. Usiadł na kanapie naprzeciwko białowłosego księcia, drzwi się za nimi zamknęły, zaś powóz ruszył.
      Salem wsunął palec pod kołnierzyk, poluzował go, a kiedy stwierdził, że to nie wystarczy, rozpiął dwa guziki. Odetchnął z ulgą. Jego wzrok padł na misę wypełnioną owocami; połowy z nich nawet nie potrafiłby nazwać. Wśród obcych owoców dostrzegł jednak jedno lśniące, soczyście czerwone jabłko, toteż sięgnął po nie, otarł rękawem szaty, po czym zatopił zęby w chrupkim miąższu. Smak jabłka na chwilę zdominował gryzący zapach wina.
      Młody mężczyzna ani na chwilę nie przestawał wpatrywać się w Aloysiusa, który najwyraźniej postanowił zatopić nerwy w alkoholu. Uśmiechnął się drwiąco, obserwując, jak drżącymi dłońmi napełnia kolejny kielich.
      - Uspokój się. Nic ci nie zrobię. – Zlizał z kropelkę soku z wargi, patrząc paniczykowi w oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 155


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Jesteś mój   Pią Sie 18, 2017 8:19 pm

Trzymając w dłoni już spokojniej kryształowy kielich wina, jednym ruchem otworzył okno, by wywietrzyć panującą w powozie duchotę (a może tylko jemu zdawało się, że oddychało się ciężko?) i rozsupłał zawiązaną na szyi białą, jedwabną chustę, którą odrzucił gdzieś na bok. Zobaczywszy drwiącą minę Salema, w kilku haustach opróżnił kieliszek, jakby chcąc zrobić mu na złość, zirytować jeszcze bardziej. Nie przerywał przy tym kontaktu wzrokowego, nawet, gdy musiał mocniej odchylić głowę.
- Spróbowałbyś - odparł twardo Aloysius, odstawiając kielich i sięgając po owoc przypominający drobne winogrona, jednak w brzoskwiniowym kolorze. Postanowił zabić w sobie wszelkie zdenerwowanie, jednak z irytacją już nie szło mu tak dobrze. Niestety każde spojrzenie, jakie posyłał w kierunku siedzącego naprzeciw mężczyzny ciskało gromy, postanowił więc w ogóle na niego nie patrzeć, choć nie wiedział, co było gorsze.
Musiał już chyba zacząć się przyzwyczajać do jego obecności. Czekało ich wspólne łożę, przynajmniej na tę noc, dwa trony koło siebie, wspólne decyzje, wspólne bitwy i wspólna wojna, którą musieli wygrać. Odetchnął głęboko. Pora było zakopać wojenny topór i odłożyć osobiste uprzedzenia, niesnaski. Nie było to jednak łatwe. Biały Lew pokusił się o trzeci kielich, który tym razem sączył już powoli, rozkoszując się jego przyjemnym, bogatym smakiem, a także chłodnym wiatrem we włosach i na bladych policzkach, na które powoli występowały spowodowane alkoholem rumieńce. Coś czuł, że jego spożycie wina się gwałtownie zwiększy z tym dniem.
Wóz wyraźnie zwolnił po jakimś czasie (chyba w połowie czwartego kieliszka Księcia Ravgardu, kiedy kryształowa karafka była osuszona niemal do ostatniej kropli), by w końcu się zatrzymać. Białowłosy odstawił naczynie, przeciągnął się, już wyraźniej rozluźniony i z polepszonym nastrojem - ot, lekko podchmielony, ale czym była dla mężczyzny karafka wina?
Opuścił z gracją i wysoko uniesioną głową powóz, gdy tylko jego drzwi się otworzyły. Już z mniejszym obrzydzeniem podał swojemu małżonkowi dłoń i pozwolił się poprowadzić do głównego wejścia ich nowego, jasnego pałacu o strzelistych, wysokich wieżach. Wyglądał niesamowicie - bogactwem swym i przepychem przewyższał wszystkie zamki w Ravgardzie i Seoce. Otaczał go niezwykle zadbany, piękny ogród, w którego centrum stała ogromna fontanna, tryskająca w górę mieniąca się barwami tęczy wodą. Minęli ją, wstąpili na wybrukowany dziedziniec. Natychmiast podbiegł do nich zaczerwieniony na twarzy, przysadzisty majordomus, który, wytarłszy pospiesznie bawełnianą chustką pot z czoła, wyjaśnił im co i jak, jakie pomieszczenia mieściły się w jakich częściach zamku i zaprowadził ich do królewskiej komnaty.
- Będę rano ze śniadaniem - rzekł nerwowo, wskazując na złoty klucz, który po chwili przekręcił w drzwiach, zamykając tym samym mężczyzn na całą noc w ogromnej, bogato urządzonej sypialni.
Aloysius natychmiast opadł z głośnym westchnięciem na miękkie łoże, zatapiając się w poduchach. Zamknął oczy. Miał nadzieję, że jak je otworzy, wszystko to okaże się być tylko koszmarnym snem.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
UsagiBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 47


Cytat : The world is indeed comic, but the joke is on mankind.
Female


PisanieTemat: Re: Jesteś mój   Pią Wrz 01, 2017 10:36 pm

Nie tknął alkoholu. W przeciwieństwie do Aloysiusa wolał zachować trzeźwość umysłu, zaś emocje zajadał barwnymi, egzotycznymi owocami, opróżniając misę w podobnym tempie co Biały Lew karafkę. Założył nogę na nogę, rozparty wygodnie na siedzeniu. Powoli rozluźniał się, pomimo obecności księcia; rozumiał, choć nie do końca akceptował, że będzie od teraz stałym elementem jego codzienności. Mógł się zatem zacząć do niego przyzwyczajać, jak do nowego kocura. Wyjątkowo irytującego, wchodzącego ci pod nogi kocura, którego masz ochotę kopnąć i patrzeć, jak odlatuje ku gwiazdom.
   Książę Ravgardu był właściwie całkiem znośny, kiedy nie odzywał się, nie zadzierał nosa i tylko wlewał w siebie kolejne porcje alkoholu. Salem obserwował z pewnym zainteresowaniem, jak jego twarz powleka się czerwienią niemal równie soczystą co kolor wina, które popijał. Szybko jednak znudził się i resztę podróży spędził ze wzrokiem utkwionym w zmieniającym się krajobrazie za oknem powozu.
   Gdy dotarli na miejsce, a on podprowadził swojego księcia do wrót, niezdrowo zarumieniony zarządca począł objaśniać im pośpiesznie, gdzie co się znajduje. Wyraźnie znużony i niezainteresowany Salem wykorzystał tę okazję, by rozejrzeć się po okolicy. Pałac, wspólne dzieło najznamienitszych seockich i ravgardzkich architektów, choć imponujący i doskonale łączący cechy obu stylów, miał jedną zasadniczą wadę – nie był domem. I podobnie jak ich śmieszna unia nigdy nie będzie prawdziwym małżeństwem, tak i pałac nie nabierze ciepła, nie stanie się miejscem, do którego chciałby wracać. Emanował obcością i fałszem, podobnie jak entuzjazm służby i wszystkich wokół. Gdyby nie wojna, do rozejmu nigdy by nie doszło; wiedział to on, wiedzieli to wszyscy, a mimo to zachowywali się, jakby połączenie królestw było radosnym aktem pojednania, puszczenia w niepamięć dawnych niesnasek i zapieczętowania przeszłości, by zgodnie ruszyć ku wspólnej przyszłości. Zabawne. Tylko czekać, aż wygrają tę wojnę i któryś pokusi się o władzę absolutną, powielając błędy ojców i wielu przed nimi.
   Podążyli za mężczyzną do przeznaczonej im komnaty. Salem rozejrzał się bez większego zainteresowania po sypialni. Przepych, towarzyszący mu od najmłodszych lat, nie robił na nim najmniejszego wrażenia.
   W nagłym przebłysku nadziei, że może złoty klucz to tylko kolejny głupi i absolutnie niezbędny z punktu widzenia tradycji rekwizyt, pociągnął za klamkę, lecz drzwi okazały się zamknięte. Zaklął szpetnie w ojczystym języku – coś, na co nie pozwalał sobie często – i odsunął się od drzwi, usiłując powstrzymać atak klaustrofobii. Utknął w zamkniętym pomieszczeniu z białym paniczykiem na całą noc. W komnacie z jednym łóżkiem i usytuowanej tak wysoko nad ziemią, że wymknięcie się oknem nie wchodziło w grę.
   Przymknął oczy, powoli odzyskując panowanie nad własnym oddechem. Nie wyjdzie stąd do rana. Pomyślał, że najlepszym wyjściem będzie ignorowanie księcia Ravgardu, byle przetrwać noc, lecz szybko uświadomił sobie, iż nie miało to kompletnie sensu. Zawarli małżeństwo, do diabła. A wszystko po to, by wspólnie wygrać wojnę. Nie będzie mógł przez resztę życia udawać, że mężczyzna nie istnieje.
   Zlokalizował wszystkie zatrzaski i guziki trzymające warstwy materiału na miejscu i z niemałym trudem począł się z nich wyplątywać. Po krótkiej walce szata spoczęła skłębiona u jego stóp, on zaś, całkowicie nagi, podszedł do potężnej szafy z zamiarem znalezienia wygodniejszego odzienia. Nie czuł się skrępowany własną nagością; tak wielu ludzi oglądało go bez ubrań, że nauczył się nie wstydzić swojego ciała i właściwie niewiele o tym myślał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Jesteś mój   

Powrót do góry Go down
 
Jesteś mój
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Skąd jesteście?
» Pokaż mi swoją playlistę, a powiem ci kim jesteś

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zona scriptum :: Fantastyka-
Skocz do: