CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 Jesteś mój

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 198


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Jesteś mój   Czw Lip 27, 2017 11:38 pm



Za górami, za lasami, były sobie dwa królestwa: Ravgard i Seoca. Nie zawsze żyły ze sobą w zgodzie, wręcz przeciwnie. Wieki rywalizowały, prześcigając się w zbrojeniach, ilości terytoriów, sztuce, modzie, a nawet królewskich pałacach. Jednak na południu owych państw, wyrosła nowa potęga - Gazhalr. Państwa stanęły w obliczu wojny; każde z osobna było zbyt słabe, by stawić opór Gazhalrowi. Jednak gdyby połączyły siły, wygranie wojny wydawało się wykonalne. Jednak jak pogodzić dwa światy, w których nawet nie tyle władcy, ile obywatele są do siebie uprzedzeni? Królowie, którzy spotkali się na ziemi niczyjej, postanowili zawiązać sojusz. A wiadomo, sojusz najlepiej przypieczętować ożenkiem. Jednak żaden z królów nie miał córki. Podjęto więc decyzję o zeswataniu dwóch pierworodnych, co rzecz jasna było im bardzo nie w smak, ale... Czego nie robi się dla swojego państwa. Podarowano im ogromny pałac, z którego mieli władać Unią. Mieli wspólny harem, by w razie potomka nie wiadomo było, kto był ojcem, by nie wprowadzać dodatkowych konfliktów i zamętu. Jednak to nie przekazanie tronu było najważniejsze. Dwaj dominanci o twardych charakterach musieli wpierw znaleźć wspólny język, by stawić czoła większemu wrogowi.

Książę Seoci: @Usagi
Książę Ravgardu: @Stardust










Godność: Książę Ravgardu Aloysius Sovngjenger
Przydomek: Biały Lew Ravgardu
Wiek: 24 lata
Orientacja: Biseksualna, ale kto by się do tego przyznał?

Wzrost: 181 cm
Kolor oczu: Blada zieleń
Kolor włosów: Biel

Charakter: Chłopak ma silną osobowość. Jest pewny siebie, przekonany również o swojej wyższości ponad innymi. W stosunku do ludzi jest raczej chłodny i zdystansowany, zwłaszcza do nieznajomych. Dosyć ciężko go do siebie przekonać. W życiu kieruje się rozsądkiem. Ma nienaganne maniery, dodatkowo doskonale potrafi odgrywać rolę 'idealnego, samotnego księcia' ukrywając swe wady, dzięki czemu tłumy go uwielbiają. Patriota. Jest wyedukowany i irytuje go niewiedza. Nieco niecierpliwy, kapryśny, narcystyczny i zadufany w sobie. Nie uznaje niczyjej wyższości i autorytetu, no, może poza ojcem, za którego by w ogień skoczył. Przemoc ma za smutną ostateczność - według niego najlepiej sprawdza się w stosunku do istot o niższej inteligencji. Mimo pozornego spokoju, dość łatwo wpada w gniew, który zwykle opada równie szybko, jak się pojawił, chociaż chłopak potrafi się też długo boczyć. Zdaje się być zimną osobą, jednak jego pasja jest gorąca. Ale mimo to uznaje wyższość obowiązku nad własnymi uczuciami i stara się im za bardzo nie poddawać. Nie zawsze jest w stanie przywołać na twarz potrzebną mu maskę, by coś ukryć - zdolności do gry aktorskiej najczęściej przechodzą mu kiedy targają nim naprawdę silne emocje.

Inne:
  • Formalnie nosi białe szaty, a w bitwie białą zbroję
  • Jak na księcia przystało, ma doskonałe maniery, jest oczytany, wykształcony i chętnie obcuje z kulturą i sztuką
  • Świetnie jeździ konno i posługuje się jednoręcznym mieczem oraz łukiem, jednak jego największym atutem jest zmysł taktyczny
  • To raczej cichy człowiek, który nie mówi więcej, niż potrzeba - brakuje mu charyzmy, choć z jego postawy bije taka władczość, że samą tą aurą jest w stanie porwać tłumy
  • Po lewej stronie klatki piersiowej, między piątym a szóstym żebrem ma dużą, perłowobiałą bliznę
  • Mańkut
  • Zawsze ma niezwykle zadbane dłonie
  • Jego skóra jest odczuwalnie chłodniejsza niż innych ludzi
  • Jako dzieciak był urwisem, któremu w głowie były tylko psoty i bieganie po dachach domów i wież zamkowych - weszło mu to w nawyk i gdy potrzebuje coś przemyśleć, wchodzi na najbliższy najwyżej znajdujący się punkt
  • Jego ulubionymi zajęciami są polowanie i czytanie książek
  • Wbrew pozorom nie jest taki sztywny i poważny, za jakiego próbuje uchodzić - nadal trochę w nim dziecka, jak w każdym facecie, jednak on skutecznie hamuje swoje zapędy do szaleństw




_________________

odwiedźcie moje szukaje, a jak mnie chcecie zestalkować, to polecam spisik, bo wszystkie moje wątki są cudnie otagowane <3

jakbym zbyt się ociągała z odpisami, można krzyczeć; chcesz pisać - moja skrzynka / gg stoją otworem, nie gryzę :D
a! uczelnia wjechała motzno, będę pisać dość rzadko, ale się staram, słońca~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
UsagiBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 67


Cytat : The world is indeed comic, but the joke is on mankind.
Female


PisanieTemat: Re: Jesteś mój   Pią Lip 28, 2017 11:23 pm

Godność Książę Seoci Salem Taenor
Wiek dwadzieścia pięć lat
Urodzony pierwszego grudnia
Orientacja biseksualna

Wzrost 180 centymetrów
Kolor włosów czerń
Kolor oczu brąz wpadający w zieleń

• Przez długi czas był jedynakiem, nie oznacza to bynajmniej, że od małego wiódł wygodne życie jedynego, wychuchanego synka. Jego matka, pochodząca z mieszczaństwa, mimo sprzeciwów ojca zadbała, by dorastał wśród zwykłych dzieci i poznał realia życia obywateli, nie wszystko jednak zawsze szło po jej myśli. Salem szybko niecierpliwił się w towarzystwie rówieśników i opiekunów, zwracających się do niego zawsze pełnym tytułem i obchodzących się z nim jak z jajkiem.

• Dorastając, zaprzyjaźnił się tylko z jedną osobą: córką głównej nadwornej krawcowej, May. Nadal są ze sobą blisko i choć ich związek nie jest aprobowany, temperament księcia skutecznie powstrzymuje niepożądane komentarze, przynajmniej w jego obecności.

• Salem w dzieciństwie odkrył u siebie pasję oraz talent do szermierki. Aktywnie rozwijał swoje zdolności pod okiem najlepszych nauczycieli w królestwie, co zaowocowało sukcesami na przeróżnych turniejach i pojedynkach już w wieku kilkunastu lat. Jak przystało na królewskiego potomka z wszechstronnym wykształceniem, próbował swoich sił także w innych dyscyplinach, na przykład łucznictwie, lecz z niczym nie czuje się tak pewnie jak z mieczem w dłoni.

• Książę bywa dość impulsywny i zdarza mu się podejmować nieprzemyślane decyzje pod wpływem emocji. Ponadto, choć wielu wychowawców próbowało go tego oduczyć, nie waha się mówić, co myśli, nie przebierając w słowach, przez co zasłynął jako wyjątkowo bezpośredni, a nawet szorstki i momentami nieprzyjemny.

• Niewielu wie, że Salem odziedziczył po matce głos oraz upodobanie do wszelakich instrumentów muzycznych. Nie tylko chętnie ich słucha, lecz także gra na kilku i śpiewa, choć jako przyszły władca, u którego nie muzykalność jest jedną z najważniejszych cech, nieczęsto ma okazję grać dla kogoś więcej niż siebie samego.

•  Mężczyzna, pomimo starań matki, wyrósł na osobę świadomą swojej władzy i chętnie ją wykorzystującą; nie znosi sprzeciwu, a na kwestionowanie rozkazów reaguje niecierpliwością. Poddanych jednak, być może z sentymentu, traktuje zazwyczaj z nieczęsto spotykaną u siebie łagodnością.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 198


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Jesteś mój   Pią Lip 28, 2017 11:32 pm

Jak zwykle miał na sobie białą szatę, tym jednak razem bardzo bogato zdobioną, specjalną na wyjątkowe okazje, takie jak ta. Z pleców spływał mu ciężki płaszcz z futra gronostajów, do pasa miał przytoczoną raczej dekoracyjną szabelkę. Jego kciuk zdobił ogromny, rodowy pierścień ze szmaragdem, a na głowie lśniła mu przekazana już oficjalnie korona władców Ravgardu. Obcasy jego trzewików stukały nieznośnie po marmurowej posadzce. Na szczęście odgłos ten został skutecznie zagłuszony przez orkiestrę, która dawała z siebie wszystko. Wokół - tłumy. Każdy chciał zobaczyć pierwszą w historii ceremonię zaślubin dwóch książąt.
Aloysius miał ochotę wrzeszczeć. Zamiast tego jedynie zacisnął usta w wąską linię i zgrzytał zębami. Miał tego po dziurki w nosie. Dziś wyjątkowo mu wszystko przeszkadzało, a w szczególności jego strój. Po raz pierwszy w życiu odrzuciłby swój ulubiony kolor na rzecz jakiegokolwiek innego, byleby nie był kojarzony z rolą kobiety. To, że miał długie włosy, jeszcze jej z niego nie robiło!
W ogóle, co to do cholery miało być! On rozumiał, że żeby obywatele Seoci i Ravgardu się nie pozabijali po otworzeniu granic, należało czymś przypieczętować sojusz. Ale żeby aż taka wielka uroczystość? Głowę dałby, że wszystko będzie musiało być zgodnie z tradycją, aby było bardziej wiarygodnie. Szczęście, że do kobierca szedł sam i miał się przy nim pojawić jednocześnie z drugim księciem. Nie zniósłby upokorzenia, gdyby ojciec go do niego przyprowadził.
Rzucił okiem na swojego staruszka. Zachowywał on grobową minę, ale białowłosy widział, jak trzęsą mu się ręce. To dodało mu nieco otuchy. Najwyraźniej jemu też nie jest to w smak i również się denerwuje. Krok chłopaka stał się odrobinę raźniejszy. Czego nie robi się dla dobra ojczyzny?
Stanął przed mistrzem ceremonii jednocześnie z ciemnowłosym mężczyzną po jego prawej stronie. Aloysius obdarzył go tylko beznamiętnym przelotnym spojrzeniem. Przecież go znał. Może osobiście nie miał z nim zbyt wiele do czynienia, ale po prostu nie mogli się nie znać. W czasach pokoju między dwoma królestwami nierzadko widywali się na salonach i turniejach. I świadomość, że oto ma spędzić z tym człowiekiem resztę swojego życia, przyprawiała go o mdłości.
Niemniej, pozwolił mistrzowi ceremonii zdjąć jego prawą rękawicę i spleść jego dłoń z dłonią Salema, a następnie owinąć je złotawą wstęgą. Białowłosy opanował drżenie. Wciąż jednak mięśnie jego szczęki rysowały się wyraźnie, zdradzając, z jaką siłą je zaciskał. Ta sytuacja nadal do niego nie docierała.
Tak był pogrążony w swoich rozmyślaniach, że nie usłyszał tej całej pompatycznej formuły: "Czy ty Aloysiusie Sovngjengerze, księciu Ravgardu, bla bla bla, bierzesz za męża tego oto mężczyznę bla bla bla bla i zobowiązujesz się...". Pieprzenie. Nic dziwnego, że nie zwrócił uwagi i zaślubiający ich musiał powtórzyć. Dopiero wtedy białowłosy się zreflektował. Worek na głowę i za ojczyznę - powiedział sobie w myślach.
- Tak - odparł pewnym głosem, choć miał ochotę rozszarpać tego mężczyznę. Odwrócił się twarzą do ciemnowłosego księcia i obdarzył go oziębłym spojrzeniem. Nie mógł uwierzyć, że tylko jedno 'tak' dzieliło go od przypieczętowania ślubu pocałunkiem i spędzenia najbliższych dziesiątek lat pod jednym dachem ze stojącym naprzeciw niego człowiekiem, który dlań był właściwie nieznajomym. Ale przecież nie mieli wyboru.

_________________

odwiedźcie moje szukaje, a jak mnie chcecie zestalkować, to polecam spisik, bo wszystkie moje wątki są cudnie otagowane <3

jakbym zbyt się ociągała z odpisami, można krzyczeć; chcesz pisać - moja skrzynka / gg stoją otworem, nie gryzę :D
a! uczelnia wjechała motzno, będę pisać dość rzadko, ale się staram, słońca~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
UsagiBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 67


Cytat : The world is indeed comic, but the joke is on mankind.
Female


PisanieTemat: Re: Jesteś mój   Sro Sie 02, 2017 10:34 pm

Salem nigdy nie łudził się, że będzie miał cokolwiek do powiedzenia w sprawie swojego ożenku. Prędko zrozumiał, że jego ręka jest tylko pewną formą politycznej waluty, w dużej mierze dzięki temu, że wszyscy wokół – celowo lub nie do końca świadomie – uświadamiali mu to od najmłodszych lat. Dla ambitnego młodzieńca, który nigdy nie zaznał prawdziwej miłości, poświęcenie życia uczuciowego wydawało się odpowiednią ceną za władzę, którą miał w przyszłości dzierżyć. Pogodził się z tym, a romantyczne powieści o książętach zakochujących się w prostych dziewczynach, które znajdował czasem w pałacowej bibliotece, traktował pobłażliwie, jako naiwne, acz nieszkodliwe opowiastki spisywane ku uciesze gawiedzi. Dla niego miłość nie istniała i czasem tylko pozwalał sobie mieć nadzieję, że jego przyszła żona będzie przynajmniej równie urodziwa co księżniczki z owych miłosnych opowieści.
    Lecz nawet pozorna obojętność i brak oczekiwań co do swojego małżeństwa nie pomogły mu się pogodzić z tym, co przygotował dla niego los. Zmierzał bowiem do ołtarza, lecz obok niego, zamiast pięknej niewiasty, kroczył mężczyzna. Salem, jak zresztą każdy, kto byłby na jego miejscu, marzył, że odznaczy się czymś na kartach historii, ale niekoniecznie jako pierwszy władca, który poślubił innego księcia.
    Rada, pomimo nadzwyczajnych okoliczności, nadal niechętna była ustępstwom wobec tradycji, toteż Salem ciągnął za sobą tę samą czarną szatę, w której lata temu jego ojciec przysięgał wierność matce. Zmuszał się do każdego kolejnego kroku, a w jego głowie rozbrzmiewała jedna, rozpaczliwa myśl: „odwróć się i uciekaj”. Wystarczył rzut oka na zmieniającą kolory twarz ojca, by zorientować się, że walczył on z takim samym pragnieniem.
    Po marszu, który zdawał się ciągnąć wieki, stanął w końcu u boku swego przyszłego... małżonka. Zacisnął szczęki, gdy mistrz ceremonii złączał ich dłonie. Dotyk miękkiej, ciepłej skóry, który w innych okolicznościach uznałby za przyjemny, teraz przyprawił go o dreszcze. Mistrz odchrząknął i przystąpił do odczytywania przysięgi; publiczność zamarła w oczekiwaniu.
    Salem odwrócił się w stronę drugiego księcia i obrzucił go równie nieprzyjemnym spojrzeniem. Fakt, że młodzieniec cały odziany był w biel, uznał za kolejną drwinę ze strony losu – biel była bowiem pośród jego ludzi kolorem żałoby. Wytrzymał jego spojrzenie i tylko powieka mu drgnęła, gdy padło to jakże wyczekiwane „tak”. Nadeszła kolej Salema.
    - Tak – powtórzył głucho i beznamiętnie, choć wewnątrz cały płonął z gniewu. To jemu miał przysięgać lojalność do końca swoich dni? Jego miał wspierać w każdych okolicznościach, jego honoru miał bronić? Tego... paniczyka z Ravgardu?
     Nagląca cisza i wzrok mistrza uświadomiły mu, że to jeszcze nie koniec. Oni chyba nie myśleli, że... Nie ma mowy. Nigdy...
    Ale wtedy ta bardziej racjonalna część jego umysłu przejęła kontrolę i rozłączywszy ich dłonie, ujął młodego księcia za podbródek i złożył na jego ustach pocałunek, myśląc przy tym, że wolałby teraz całować ropuchę niż tego białowłosego lalusia. Zapanowała cisza; dopiero po kilku długich sekundach wybuchła wrzawa, a świątynia rozbrzmiała oklaskami, zapewne ponaglanymi przez zafrasowanych organizatorów uroczystości.
    Salem obrócił się ku tłumowi, blady i jeszcze nie do końca pogodzony z tym, co się właśnie wydarzyło, lecz przywdział maskę obojętności, nie chcąc się z tym zdradzić. Podał dłoń swojemu towarzyszowi, gotowy zaprowadzić go do czekającego na zewnątrz powozu.
    - Pozwolisz, księżniczko?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 198


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Jesteś mój   Pią Sie 04, 2017 3:07 pm

Kątem oka doskonale dostrzegał, że Salemowi również nie podoba się ta cała sytuacja, jednak mimo ich podobnych uczuć względem przedsięwzięcia, Aloysius starał się na niego nie patrzeć. Budził w nim obrzydzenie. Nie, nie przez to, że był mężczyzną, wbrew pozorom. Przez to, jaka krew płynęła w jego żyłach i jakim był człowiekiem. Nigdy go nie trawił i nigdy nie będzie.
Pozwolił przycisnąć mu swoje wargi do jego, jednak usta Białego Lwa pozostały nieruchome i martwe. Cała kaplica była świadkiem najmniej namiętnego pocałunku w historii. Ciepła skóra księcia Seoci paliła białowłosego w zetknięciu z jego lodowatymi wargami i zimnym policzkiem, co było niemal bolesne. Oderwał się od niego niemalże gwałtownie, gdy tylko stosownie długi czas minął i odwrócił się z wymuszonym uśmiechem, by pomachać do poddanych. Ceremonia zaślubin się zakończyła.
- Nie mów tak do mnie - warknął przez zaciśnięte zęby białowłosy książę, nie przestając się uśmiechać i zachowując, jak gdyby nic zupełnie się nie stało, a ślub między mężczyznami był najnormalniejszą rzeczą na świecie. Musiał podtrzymywać swój wizerunek. Poddani go kochali, ale na tę miłość trzeba było sobie zasłużyć.
Zgodnie z obowiązującą etykietą podał dłoń swemu małżonkowi, jednak starał się wręcz jej nie dotykać, a jeśli już musiał, to ledwie, jakby się brzydził. Nie było to dalekie od prawdy. Nie był pewien, dlaczego darzył Taenora tak gorącą niechęcią, ale nie mógł jej przemóc. Coś w nim niezwykle działało księciu Ravgardu na nerwy, choć nie był w stanie do końca określić, co dokładnie. Mimo to podążył wraz z nim do czekającego na nich powozu. Tak należało.
Powóz był bogato zdobiony i niezwykle luksusowy. Wnętrze było eleganckie, po przeciwnych stronach były dwie miękkie kanapy, a na środku mahoniowy stolik ze złotą misą z najrzadszymi owocami i karafką czerwonego, półsłodkiego wina, którego odurzający, silny zapach o owocowym bukiecie unosił się wewnątrz obitych welurem ścian. Przy dźwiękach radosnego marszu Sovngjenger wszedł do karocy i z wysiłkiem opadł na miękkie poduchy. Jeszcze całą drogę będą zmuszeni na siebie patrzeć, a potem całą noc spędzić w zamkniętym na złoty klucz pokoju. Kilka godzin na skonsumowanie małżeństwa. Ha ha.
Biały Lew Ravgardu wiedział, że tego nie zrobią, jednak mimo to nie mógł zapanować nad drżeniem rąk. Nalał sobie pełen kielich wina i wychylił go duszkiem, przymierzając się do następnego.

_________________

odwiedźcie moje szukaje, a jak mnie chcecie zestalkować, to polecam spisik, bo wszystkie moje wątki są cudnie otagowane <3

jakbym zbyt się ociągała z odpisami, można krzyczeć; chcesz pisać - moja skrzynka / gg stoją otworem, nie gryzę :D
a! uczelnia wjechała motzno, będę pisać dość rzadko, ale się staram, słońca~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
UsagiBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 67


Cytat : The world is indeed comic, but the joke is on mankind.
Female


PisanieTemat: Re: Jesteś mój   Pią Sie 18, 2017 5:25 pm

Dłoń księcia Ravgardu ledwie dotykała jego dłoni, a mimo to czuł jej drażniący dotyk jeszcze dotkliwiej, niż gdyby przełknął niechęć i splótł z nim palce. Ta jawna manifestacja obrzydzenia na oczach wszystkich zebranych w świątyni podziałała Salemowi na nerwy. Trząsł się na samą myśl o spędzeniu choć chwili sam na sam z białowłosym, ale robił co w jego mocy, by nie dać tego po sobie znać. W końcu tu wcale nie chodziło o nich. Aloysius powinien zachować się jak mężczyzna, a nie rozpieszczony paniczyk, przynajmniej dopóki oczy setek poddanych były zwrócone na nich.
      Starał się na nikogo nie patrzeć, gdy przy dźwiękach radosnej muzyki i wiwatów podążali ku szeroko otwartym wrotom, lecz kilkanaście kroków od wyjścia spojrzał na ostatnie rzędy, wypełnione po brzegi, i napotkał wzrok swojej przyjaciółki. Dziewczyna miała minę, jakby ktoś podsunął jej pod nos coś o wyjątkowo nieprzyjemnym zapachu, zaś zbielałe dłonie zaciskała na materiale zwiewnej, zielonej sukienki. Uśmiechnęła się słabo, gdy zorientowała się, że na nią patrzy. Ledwo zauważalnie skinął jej głową. Nagle zatęsknił za czasami, kiedy byli mali i wymykali się wspólnie na konne przejażdżki po wzgórzach, wywołując zamęt na dworze. Poczuł przejmujący, lecz przelotny żal na myśl, że czasy tamtej beztroski już nie wrócą; nie kiedy wróg czyhał za granicami, zbrojąc się i przygotowując do niechybnie nadchodzącej wojny.
      Strząsając z siebie ponure myśli, wyprowadził Białego Lwa ze świątyni, wprost do czekającej przed budowlą karocy. Przepuścił go przodem, odwrócił się i z czarującym uśmiechem pomachał poddanym, nim sam zniknął w luksusowym, przeżartym zapachem wina wnętrzu. Usiadł na kanapie naprzeciwko białowłosego księcia, drzwi się za nimi zamknęły, zaś powóz ruszył.
      Salem wsunął palec pod kołnierzyk, poluzował go, a kiedy stwierdził, że to nie wystarczy, rozpiął dwa guziki. Odetchnął z ulgą. Jego wzrok padł na misę wypełnioną owocami; połowy z nich nawet nie potrafiłby nazwać. Wśród obcych owoców dostrzegł jednak jedno lśniące, soczyście czerwone jabłko, toteż sięgnął po nie, otarł rękawem szaty, po czym zatopił zęby w chrupkim miąższu. Smak jabłka na chwilę zdominował gryzący zapach wina.
      Młody mężczyzna ani na chwilę nie przestawał wpatrywać się w Aloysiusa, który najwyraźniej postanowił zatopić nerwy w alkoholu. Uśmiechnął się drwiąco, obserwując, jak drżącymi dłońmi napełnia kolejny kielich.
      - Uspokój się. Nic ci nie zrobię. – Zlizał z kropelkę soku z wargi, patrząc paniczykowi w oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 198


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Jesteś mój   Pią Sie 18, 2017 8:19 pm

Trzymając w dłoni już spokojniej kryształowy kielich wina, jednym ruchem otworzył okno, by wywietrzyć panującą w powozie duchotę (a może tylko jemu zdawało się, że oddychało się ciężko?) i rozsupłał zawiązaną na szyi białą, jedwabną chustę, którą odrzucił gdzieś na bok. Zobaczywszy drwiącą minę Salema, w kilku haustach opróżnił kieliszek, jakby chcąc zrobić mu na złość, zirytować jeszcze bardziej. Nie przerywał przy tym kontaktu wzrokowego, nawet, gdy musiał mocniej odchylić głowę.
- Spróbowałbyś - odparł twardo Aloysius, odstawiając kielich i sięgając po owoc przypominający drobne winogrona, jednak w brzoskwiniowym kolorze. Postanowił zabić w sobie wszelkie zdenerwowanie, jednak z irytacją już nie szło mu tak dobrze. Niestety każde spojrzenie, jakie posyłał w kierunku siedzącego naprzeciw mężczyzny ciskało gromy, postanowił więc w ogóle na niego nie patrzeć, choć nie wiedział, co było gorsze.
Musiał już chyba zacząć się przyzwyczajać do jego obecności. Czekało ich wspólne łożę, przynajmniej na tę noc, dwa trony koło siebie, wspólne decyzje, wspólne bitwy i wspólna wojna, którą musieli wygrać. Odetchnął głęboko. Pora było zakopać wojenny topór i odłożyć osobiste uprzedzenia, niesnaski. Nie było to jednak łatwe. Biały Lew pokusił się o trzeci kielich, który tym razem sączył już powoli, rozkoszując się jego przyjemnym, bogatym smakiem, a także chłodnym wiatrem we włosach i na bladych policzkach, na które powoli występowały spowodowane alkoholem rumieńce. Coś czuł, że jego spożycie wina się gwałtownie zwiększy z tym dniem.
Wóz wyraźnie zwolnił po jakimś czasie (chyba w połowie czwartego kieliszka Księcia Ravgardu, kiedy kryształowa karafka była osuszona niemal do ostatniej kropli), by w końcu się zatrzymać. Białowłosy odstawił naczynie, przeciągnął się, już wyraźniej rozluźniony i z polepszonym nastrojem - ot, lekko podchmielony, ale czym była dla mężczyzny karafka wina?
Opuścił z gracją i wysoko uniesioną głową powóz, gdy tylko jego drzwi się otworzyły. Już z mniejszym obrzydzeniem podał swojemu małżonkowi dłoń i pozwolił się poprowadzić do głównego wejścia ich nowego, jasnego pałacu o strzelistych, wysokich wieżach. Wyglądał niesamowicie - bogactwem swym i przepychem przewyższał wszystkie zamki w Ravgardzie i Seoce. Otaczał go niezwykle zadbany, piękny ogród, w którego centrum stała ogromna fontanna, tryskająca w górę mieniąca się barwami tęczy wodą. Minęli ją, wstąpili na wybrukowany dziedziniec. Natychmiast podbiegł do nich zaczerwieniony na twarzy, przysadzisty majordomus, który, wytarłszy pospiesznie bawełnianą chustką pot z czoła, wyjaśnił im co i jak, jakie pomieszczenia mieściły się w jakich częściach zamku i zaprowadził ich do królewskiej komnaty.
- Będę rano ze śniadaniem - rzekł nerwowo, wskazując na złoty klucz, który po chwili przekręcił w drzwiach, zamykając tym samym mężczyzn na całą noc w ogromnej, bogato urządzonej sypialni.
Aloysius natychmiast opadł z głośnym westchnięciem na miękkie łoże, zatapiając się w poduchach. Zamknął oczy. Miał nadzieję, że jak je otworzy, wszystko to okaże się być tylko koszmarnym snem.

_________________

odwiedźcie moje szukaje, a jak mnie chcecie zestalkować, to polecam spisik, bo wszystkie moje wątki są cudnie otagowane <3

jakbym zbyt się ociągała z odpisami, można krzyczeć; chcesz pisać - moja skrzynka / gg stoją otworem, nie gryzę :D
a! uczelnia wjechała motzno, będę pisać dość rzadko, ale się staram, słońca~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
UsagiBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 67


Cytat : The world is indeed comic, but the joke is on mankind.
Female


PisanieTemat: Re: Jesteś mój   Pią Wrz 01, 2017 10:36 pm

Nie tknął alkoholu. W przeciwieństwie do Aloysiusa wolał zachować trzeźwość umysłu, zaś emocje zajadał barwnymi, egzotycznymi owocami, opróżniając misę w podobnym tempie co Biały Lew karafkę. Założył nogę na nogę, rozparty wygodnie na siedzeniu. Powoli rozluźniał się, pomimo obecności księcia; rozumiał, choć nie do końca akceptował, że będzie od teraz stałym elementem jego codzienności. Mógł się zatem zacząć do niego przyzwyczajać, jak do nowego kocura. Wyjątkowo irytującego, wchodzącego ci pod nogi kocura, którego masz ochotę kopnąć i patrzeć, jak odlatuje ku gwiazdom.
   Książę Ravgardu był właściwie całkiem znośny, kiedy nie odzywał się, nie zadzierał nosa i tylko wlewał w siebie kolejne porcje alkoholu. Salem obserwował z pewnym zainteresowaniem, jak jego twarz powleka się czerwienią niemal równie soczystą co kolor wina, które popijał. Szybko jednak znudził się i resztę podróży spędził ze wzrokiem utkwionym w zmieniającym się krajobrazie za oknem powozu.
   Gdy dotarli na miejsce, a on podprowadził swojego księcia do wrót, niezdrowo zarumieniony zarządca począł objaśniać im pośpiesznie, gdzie co się znajduje. Wyraźnie znużony i niezainteresowany Salem wykorzystał tę okazję, by rozejrzeć się po okolicy. Pałac, wspólne dzieło najznamienitszych seockich i ravgardzkich architektów, choć imponujący i doskonale łączący cechy obu stylów, miał jedną zasadniczą wadę – nie był domem. I podobnie jak ich śmieszna unia nigdy nie będzie prawdziwym małżeństwem, tak i pałac nie nabierze ciepła, nie stanie się miejscem, do którego chciałby wracać. Emanował obcością i fałszem, podobnie jak entuzjazm służby i wszystkich wokół. Gdyby nie wojna, do rozejmu nigdy by nie doszło; wiedział to on, wiedzieli to wszyscy, a mimo to zachowywali się, jakby połączenie królestw było radosnym aktem pojednania, puszczenia w niepamięć dawnych niesnasek i zapieczętowania przeszłości, by zgodnie ruszyć ku wspólnej przyszłości. Zabawne. Tylko czekać, aż wygrają tę wojnę i któryś pokusi się o władzę absolutną, powielając błędy ojców i wielu przed nimi.
   Podążyli za mężczyzną do przeznaczonej im komnaty. Salem rozejrzał się bez większego zainteresowania po sypialni. Przepych, towarzyszący mu od najmłodszych lat, nie robił na nim najmniejszego wrażenia.
   W nagłym przebłysku nadziei, że może złoty klucz to tylko kolejny głupi i absolutnie niezbędny z punktu widzenia tradycji rekwizyt, pociągnął za klamkę, lecz drzwi okazały się zamknięte. Zaklął szpetnie w ojczystym języku – coś, na co nie pozwalał sobie często – i odsunął się od drzwi, usiłując powstrzymać atak klaustrofobii. Utknął w zamkniętym pomieszczeniu z białym paniczykiem na całą noc. W komnacie z jednym łóżkiem i usytuowanej tak wysoko nad ziemią, że wymknięcie się oknem nie wchodziło w grę.
   Przymknął oczy, powoli odzyskując panowanie nad własnym oddechem. Nie wyjdzie stąd do rana. Pomyślał, że najlepszym wyjściem będzie ignorowanie księcia Ravgardu, byle przetrwać noc, lecz szybko uświadomił sobie, iż nie miało to kompletnie sensu. Zawarli małżeństwo, do diabła. A wszystko po to, by wspólnie wygrać wojnę. Nie będzie mógł przez resztę życia udawać, że mężczyzna nie istnieje.
   Zlokalizował wszystkie zatrzaski i guziki trzymające warstwy materiału na miejscu i z niemałym trudem począł się z nich wyplątywać. Po krótkiej walce szata spoczęła skłębiona u jego stóp, on zaś, całkowicie nagi, podszedł do potężnej szafy z zamiarem znalezienia wygodniejszego odzienia. Nie czuł się skrępowany własną nagością; tak wielu ludzi oglądało go bez ubrań, że nauczył się nie wstydzić swojego ciała i właściwie niewiele o tym myślał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 198


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Jesteś mój   Pon Paź 02, 2017 7:04 pm

Słysząc seockie przekleństwo, Biały Lew rozchylił delikatnie powieki i uśmiechnął się kpiąco, widząc swojego małżonka szarpiącego złotą klamkę. Wyglądało na to, że tradycja była wciąż żywa i nie zamierzano odpuścić nawet książętom, zawierającym tę śmieszną, sztuczną unię, która kpiła z porozumienia zwanego małżeństwem.
Wbrew pozorom kultura obu królestw nie różniła się znacząco. Wieki temu były jeszcze jednym państwem; jednak po rozłamie nigdy nie wróciły na ścieżkę pokoju. Bywały lata spokoju, zawieszenia broni i rozejmy, ale na granicy praktycznie nieustannie miały miejsce mniejsze lub większe incydenty, otwarte konflikty również nie były niczym dziwnym. Aloysius nie wiedział czemu mieszkańców Seoci i Ravgardu trawi aż tak ogromna wzajemna niechęć, ale i on nie był wyjątkiem. Dobrze znał historię, nie mógł więc zapomnieć o tych wszystkich krzywdach, jakie te państwa sobie wzajemnie wyrządziły, nie mógł również pałać sympatią do Seocańczyków. Nawet jeśli teraz mieliby być jego rodakami, jego poddanymi.
Obserwując Salema, białowłosy dostrzegł, że ten również jest zdenerwowany, choć do tej pory ukrywanie tego wychodziło mu dużo lepiej, niż Ravgardczykowi. Najwyraźniej obaj musieli znaleźć jakąś drogę do wspólnego życia. Aloysius rozumiał to, ale to nie znaczyło, że akceptował. Zacisnął wargi, wbijając wzrok w bogato zdobiony baldachim, wyszywany ręcznie srebrną nicią.
Mimowolnie wrócił spojrzeniem do mężczyzny, z którym będzie dzielił się władzą. Z którym będzie musiał wykonać zadanie życia, zrobić coś, czego nie zrobił nikt przed nimi. Powstrzymanie Gazhalru. Seoca i Ravgard nigdy nie stanęły przed tak ogromnym zagrożeniem, choć Biały Lew podejrzewał, że gdyby nie były tak skupione na rywalizacji, niebezpieczeństwo, jakie stanowiła południowa potęga, zostałoby zduszone w zarodku, zanim Gazhalr z prowincji zmienił się w ogromne, zorganizowane i silne państwo.
Sovngjenger zarumienił się, obserwując dobrze wyrzeźbione ciało Salema, które jeszcze przed sekundą skryte było pod warstwą ubrań. Usiadł sztywno na łóżku i z trudem odwrócił wzrok. Przygryzł wargę. Musiał przyznać, że ten mężczyzna, którego tak nie trawił, a u którego boku przyjdzie mu spędzić resztę swoich dni, był naprawdę przystojny. Szybko odegnał te myśli, pocierając delikatnie palcami swoje zmarszczone czoło. Może picie tego wina nie było najlepszym pomysłem? Nie sądził, że umysł będzie mu płatać podobne figle. Miał tylko nadzieję, że jeśli Taenor zobaczy jego zaczerwienione, palące policzki, zrzuci ich stan na wino.
Biały Lew postanowił się jednak nad tym nie zastanawiać. Drżącymi lekko palcami zaczął rozpinać wysadzane szmaragdami haftki sztywnego, białego dubletu, który niemiłosiernie pił go pod pachami. Właściwie zmiana odzienia nie wydawała się być takim najgorszym pomysłem. Teraz, gdy wreszcie stres ustąpił, co było w dużej mierze zasługą wypitego alkoholu, białowłosy czuł, jak niewygodny był odświętny strój, w którym paradował już od kilku godzin. Niespiesznie zatem również zaczął pozbywać się zbędnych warstw - zrzucił płaszcz z gronostajów, białe rękawiczki z jeleniej skóry, żakardowy, dopasowany dublet, skórzane oficerki i zamszowe bryczesy. Została na nim tylko lekka, niemal prześwitująca, jedwabna koszula i batystowa bielizna. Ściągnął również wstążkę, którą związaną miał swój długi, biały warkocz i rozpuścił długie, miękkie włosy, które spływały mu lśniącymi falami po plecach.
Zdenerwowanie wciąż swędziało go gdzieś pod skórą, choć wino skutecznie rozluźniło ciało Aloysiusa i nie drżał już cały. Nie wiedząc jednak, co ze sobą zrobić, podszedł do wypełnionego po brzegi jedzeniem złotego wózka i uniósł jedną z pokrywek, uwalniając parę. W środku znajdowała się przyjemnie pachnąca pieczeń i choć niespecjalnie interesowało go jedzenie, nałożył sobie kawałek na kryształowy talerz, byleby tylko się czymś zająć.
- Chyba powinniśmy ustalić jakieś zasady - rzekł w końcu, przerywając milczenie i wracając wreszcie spojrzeniem do Salema. Choć pieczeń rozpływała się w ustach, książę Ravgardu jakoś w ogóle nie mógł skupić się na jej smaku. Przełknął kawałek mięsa z trudem, czekając na to, co powie jego małżonek. Białowłosemu chodziło o zasady ich nie tylko koegzystowania, ale również dzielenia się władzą, a także takie zagadnienia jak na przykład sposoby podejmowania decyzji i politykę wobec Gazhalru.

_________________

odwiedźcie moje szukaje, a jak mnie chcecie zestalkować, to polecam spisik, bo wszystkie moje wątki są cudnie otagowane <3

jakbym zbyt się ociągała z odpisami, można krzyczeć; chcesz pisać - moja skrzynka / gg stoją otworem, nie gryzę :D
a! uczelnia wjechała motzno, będę pisać dość rzadko, ale się staram, słońca~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
UsagiBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 67


Cytat : The world is indeed comic, but the joke is on mankind.
Female


PisanieTemat: Re: Jesteś mój   Nie Lis 05, 2017 7:04 pm

Mężczyzna przez dłuższą chwilę przeglądał bogatą zawartość szafy, nie mógł się bowiem zorientować, gdzie wśród tych eleganckich, wręcz boleśnie emanujących przepychem strojów znajduje się coś, co nie sprawi, że gdy się rano obudzi, wszędzie będzie miał odciśnięte koronki, guziczki czy szlaki wypukłych, złotych haftów. W końcu w jednej z szuflad odnalazł nowe, schludnie poskładane komplety bielizny. Wybrawszy ten w odcieni najgłębszej czerni, najbardziej solidny i najmniej prześwitujący, począł się ubierać.
Odwrócił się plecami do szafy, zapinając koszulę, i postąpił krok naprzód, lecz gdy oderwał wzrok od własnych palców, zastygł w miejscu. Miał przed sobą młodego księcia, pochylonego nad parującą tacą. Jego włosy, dotąd skrępowane, teraz, gdy je rozpuścił, okazały się jeszcze dłuższe, niż podejrzewał; spływały na jego ramiona, opadały miękko na plecy i niemal sięgały lekko wypiętych, okrytych delikatną tkaniną pośladków, falując w rytm jego ruchów, gdy sięgał po talerz i nakładał na niego porcję jakiejś potrawy. Salemowi przeszło przez myśl, że choć brakowało mu krągłości, od tyłu mógłby uchodzić za kobietę. Ta refleksja nie wywołała w nim jednak takich emocji jak inna, która nadeszła chwilę później; uderzyło go bowiem, że jego małżonek jest zwyczajnie piękny. Myśl ta przyszła nagle, niespodziewanie, a on zdusił ją, przekuł w kolejny powód, by żywić w stosunku do niego trzymającą na dystans niechęć, w kolejną obelgę. „A jednak przysłali mi księżniczkę”, pomyślał, lecz nawet w jego własnym umyśle zabrzmiało to... nieprawdziwie.
  Spuścił wzrok na swoje dłonie i spostrzegł, że jedna poła koszuli zwisała krzywo. Westchnąwszy, rozpiął zatem guziki i począł zapinać je od nowa, tym razem dbając, by każdy trafił do odpowiedniej dziurki.
  Uporawszy się z odzieniem, podszedł do wózka z jedzeniem i po kolei unosił pokrywki, szukając pod nimi znajomych potraw. Nie znalazł jednak nic, na co miałby ochotę, pochwycił więc karafkę z winem, nim i do tej Aloysius zdążył się przyssać, i nalał trunku do ciężkiego kielicha.
  Z owym kielichem w dłoni, rozparł się wygodnie na czerwonym szezlongu niedaleko łoża. Ponieważ spanie w jednym łóżku z księciem Ravgardu nie było nawet jedną z rozważanych przez niego opcji, a innych właściwie brakowało, podejrzewał, że to tutaj przyjdzie mu spędzić noc. Popatrzył na czerwony płyn, zwlekając z upiciem łyku, i dopiero gdy słowa mężczyzny całkiem wybrzmiały, spojrzał na niego niechętnie.
  - Nie wtrącaj się, a nam obu będzie żyło się lepiej – odparł, po czym napił się wina, krzywiąc się na jego cierpki smak. Oczywiście nawet nie śmiał marzyć, że Aloysius użyczy mu swego wojska i wpływów, a sam odsunie się na bok, by posłusznie odgrywać rolę „żony” i symbolu pojednania królestw. Nie był tak naiwny. Ale nie miał także siły ani ochoty na tę skomplikowaną rozmowę teraz, gdy jedyne, czego pragnął – i jedyne, czego nie mógł zrobić – to paść na to wielkie łoże, zagrzebać się w pościeli i mieć nadzieję, że gdy się rano obudzi, będzie w swoim łóżku, w swojej komnacie, w swoim królestwie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 198


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Jesteś mój   Nie Lis 05, 2017 8:47 pm

Biały Lew mimowolnie odetchnął z ulgą, gdy niewątpliwie przystojny mężczyzna, ale mimo to budzący w nim uczucie jakiejś niewyjaśnionej niechęci, wyciągnął się na leżance. Nie wyobrażał sobie dzielenia z nim łoża, nawet przez jedną noc. Nie mógł się doczekać, aż wreszcie służba otworzy te cholerne drzwi i będą mogli udać się do osobnych komnat. Miał nadzieję, że takowe zostały przewidziane. Metodycznie żuł pieczeń, żałując, że ani trochę nie czuje jej zapachu ani smaku. Musiała być przepyszna, a on połykał ją z trudem.
Zaśmiał się gorzko na słowa bruneta, choć ani trochę nie było mu do śmiechu. Tak się starał nawiązać jakiś dialog, dla dobra obu państw, ich przyszłości, a spotkał się tylko z szorstką i protekcjonalną odpowiedzią. Mógł się tego spodziewać. Jak mógł sądzić, że uda mu się nawiązać nić porozumienia z tym troglodytą?
- Wiesz, że to się nie stanie. Mógłbyś sobie darować - jego ton, choć uprzejmy, był niezwykle zimny. Zaszczycił swojego małżonka zmęczonym spojrzeniem, w którym kryła się pogarda i poczucie wyższości. Aloysius przynajmniej podjął próbę pogodzenia się z losem, czego nie można było powiedzieć o Seokańczyku.
- Zresztą obaj wiemy, że z naszej dwójki to ja jestem mózgiem - odciął się, zanim zdążył ugryźć się w język, odznaczając się równie wątpliwą dojrzałością co Salem i dodatkowo wyraźną hipokryzją. Mógł sobie wmawiać, że intencje miał dobre, że zrobiłby wszystko dla kraju, ale zadanie kooperacji z księciem rywalizującego do tej pory z jego ojczyzną państwa było trudniejsze, niż początkowo sądził. Znacznie trudniejsze. Do tej pory był przekonany, że Taenor tylko go irytuje i łatwo będzie przełamać tę niechęć, ale mylił się. Podświadomie bronił się przed zrozumieniem go i poznaniem, a bez tego nie było możliwości, aby ich stosunki się ociepliły.
Czuł, że ta koegzystencja będzie drogą przez mękę. Dla obu z nich. I choć logika podpowiadała, by schować dumę do kieszeni i przynajmniej podjąć próbę wyciągnięcia do Salema ręki, Ravgaardczyk nie potrafił tego zrobić. Mimo że szczycił się trzymaniem swoich emocji na wodzy i podążaniem za głosem rozsądku, tym razem wydawało się to być niewykonalne. Nie potrafił przełamać tego ciężkiego, niesprecyzowanego uczucia, jakie budził w nim drugi mężczyzna. W pewien sposób traktował go jako rywala, z drugiej strony jednak miał się za lepszego. Nawet wino nie pomagało o tym zapomnieć, a uprzedzony doń książę jeszcze mu to utrudniał. Wiedział, że powinien się starać, że od tego zależały losy świata i to, jak w przyszłości będzie on wyglądał. Choć starał się, by jego twarz wyglądała na niewzruszoną, w jego oczach wyraźnie można było dostrzec, że toczył wewnętrzną batalię. Nie potrafił przełknąć swojej pychy, która niemalże boleśnie stawała mu w gardle, ilekroć próbował to zrobić. Najbliższe dni zapowiadały się jak piekło na ziemi. A on jakoś musiał to przeżyć.
Z kolei to, że Salem miał podobne uczucia, wcale nie poprawiało sytuacji. Choć Sovngjenger nie dał mu żadnych powodów do sympatii i nawet nie chciał dawać, Seokańczyk mógłby przynajmniej uznać jego wyższość. Wiedział, że to się nie stanie, nigdy, biorąc pod uwagę jego postawę, ale białowłosy nie mógł oprzeć się uczuciu, że na to zasługiwał. Zarozumiale sądził, że przewyższał go w każdym calu, no, może tylko nie jeśli chodziło o szermierkę, tutaj musiał przyznać, że ustępował mu pola, choć niewiele, ale dobry władca cechował się zdolnością podejmowania decyzji, a nie machania szablą. W oczach białowłosego starszy mężczyzna był, choć niewątpliwie wspaniałym, jedynie siepaczem. Nie materiałem na króla. Pomysł dzielenia się z nim władzą był niedorzeczny i wręcz śmieszny.

_________________

odwiedźcie moje szukaje, a jak mnie chcecie zestalkować, to polecam spisik, bo wszystkie moje wątki są cudnie otagowane <3

jakbym zbyt się ociągała z odpisami, można krzyczeć; chcesz pisać - moja skrzynka / gg stoją otworem, nie gryzę :D
a! uczelnia wjechała motzno, będę pisać dość rzadko, ale się staram, słońca~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
UsagiBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 67


Cytat : The world is indeed comic, but the joke is on mankind.
Female


PisanieTemat: Re: Jesteś mój   Nie Lis 05, 2017 9:54 pm

Właśnie, mógłby. Gdyby zbył go w grzeczniejszy sposób, na przykład poprawnym „wybacz, ale jestem zmęczony”, ta dyskusja nie miałaby miejsca, a on mógłby upić się i stracić przytomność na tej cholernej leżance. Jednakże temperament mu na to nie pozwalał, a z lekcji etykiety uciekał zresztą  najchętniej, musiał zatem znosić efekty swojego braku rozwagi.
Ale nie na trzeźwo. Obserwowanie zamroczonego alkoholem Aloysiusa była zabawne, lecz tylko do momentu, gdy pojął, że i on potrzebuje tej karafki, by przetrwać z nim noc w jednej komnacie. Przyłożył kielich do ust, przechylił i właśnie w tym momencie, jakby robił to naumyślnie, młody białowłosy książę postanowił podzielić się swoją jakże błyskotliwą uwagą.
Zakrztusił się pośpiesznie przełykanym winem, więc jego śmiech był szorstki i ochrypły jak kaszel gruźlika. Mężczyzna zgiął się w pół, a ręka mu zadrżała, przez co kilka krwistoczerwonych kropel poplamiło koszulę, niszcząc delikatny materiał.
- M-mózgiem... A pomyśleć, że miałem was, Ravgardczyków, za całkowicie pozbawionych poczucia humoru... – Wziął głęboki oddech, wyprostował się i z trudem tłumiąc złośliwy, rozbawiony chichot osuszył swój kielich. Następnie wstał, a gdy tylko zbliżył się do Aloysiusa, jego dobry nastrój wyparował, jakby atak śmiechu sprzed chwili wcale nie miał miejsca. Odstawił kielich na wózek, aż zabrzęczały złocone tace. - Tacy z was genialni stratedzy, a wystarczy, że Gazhalr pomacha wam szabelką przed nosem i do kogo biegniecie z płaczem po pomoc, hm? – Górował nad siedzącym księciem, patrzył na niego z wyższością, już bez cienia uśmiechu na ustach.
Myśl o rozejmie, pojednaniu się dla dobra królestw wydała się nagle koszmarnie odległa. Jak mógł w ogóle sądzić, że uda mu się porozumieć z tym zarozumiałym paniczykiem? Równie daleki był uświadomieniu sobie, że i on sam nie dawał Aloysiusowi najlepszego przykładu, że i w jego własnych słowach pobrzmiewała pycha i brak szacunku wobec partnera, ale alkohol już zaszumiał mu w głowie, a dłoń sięgała po karafkę, by napełnić kolejny kielich. Jeśli chciał zachować trzeźwość, to by uniknąć takich sytuacji; teraz jednak było już za późno.
- Jeśli taki jesteś... inteligentny – zagaił, obracając kielich w dłoni – to wymyśl sposób, by się stąd wydostać. Inaczej czeka cię noc na dywanie. – Na początku planował bez walki zająć szezlong, teraz jednak, sprowokowany postawą młodego księcia (a także przekonawszy się, że pomimo niezaprzeczalnych walorów estetycznych mebel był potwornie niewygodny), zmienił zdanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 198


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Jesteś mój   Pon Lis 06, 2017 12:03 am

Zmarszczył brwi, widząc niekontrolowany wybuch śmiechu Salema. Nie rozumiał. Taka była prawda. Seokańczycy potrafili wszystko rozwiązywać tylko i wyłącznie przez przemoc i ich książę nie był wyjątkiem. Sovngjenger zacisnął mocniej dłonie na sztućcach, a jego wargi zmieniły się w wąską, gniewną linię. Mierzył niechętnym spojrzeniem bruneta, który mimo że przed paroma chwilami wytykał mu pijaństwo, sam właśnie opróżniał karafkę wina. Jednak żaden z nich nie był w stanie przebywać z drugim bez paru głębszych, ale zapowiadało się, że po nich wciąż będzie ciężko.
- Przypomnę, że bez nas wy też nie mielibyście szans - rzekł zimno przez zaciśnięte usta, będąc zmuszonym zadrzeć głowę do góry, by spoglądać w oczy Taenorowi. Siląc się na nonszalancję, odkroił kolejny kawałek wołowiny i z trudem sztywnym ruchem umieścił go sobie w ustach, robiąc wszystko, by przeżuć go i przełknąć, choć miał przemożną ochotę, by wypluć go mężczyźnie w twarz.
Na ostatnie słowa małżonka Aloysius wstał nagle, zrównując się z nim i wpatrując mu się ciężko, ale głęboko i intensywnie w oczy. Stali pierś w pierś, nos w nos, a ich oddechy mieszały się w gęstej atmosferze. Byli o krok od rzucenia się sobie do gardeł. Jak ten prostak mógł mu grozić?
- Sądziłem, że na walkę o łóżko jesteśmy zbyt poważni - wycedził. Brzydził się rękoczynami, ale wiedział, że gdyby do nich doszło, ani trochę by się nie powstrzymywał. Zwłaszcza nie teraz, gdy wino szumiało mu w głowie, a krew buzowała w żyłach.
Odetchnął jednak głęboko i przywdział maskę protekcjonalnej obojętności. Musiał ochłonąć. Potrzebował stąd wyjść, już, natychmiast. Albo przynajmniej zmusić Salema do zostawienia go w spokoju.
- Jeden sposób jest dość oczywisty. Nawet ktoś taki, jak ty powinien na niego wpaść - prychnął pogardliwie, by po chwili odwrócić się z trudem i przejść w kierunku okien, a następnie otworzyć na oścież dwuskrzydłowe drzwi balkonowe i wyjść na taras.
- Dobrze się wspinasz? - zapytał, brodą wskazując na porośnięty błękitnymi kwiatami o słodkim zapachu trejaż, który prowadził na piętro wyżej. Można było z niego przeskoczyć na jeden z balkonów i przedostać się do innych komnat, albo przejść na płaski dach powyżej. Biały Lew podejrzewał, że był on doskonały do oglądania nocnego nieba i zamierzał go wykorzystać w ten sposób, gdy zobaczył go wysiadając z powozu, jednak teraz jego plany uległy zmianie. Podpuszczony przez Salema zamierzał walczyć o łóżko do końca. Zdawał sobie sprawę z tego, że mężczyzna najprawdopodobniej tylko się nim bawił, ale jego duma nie pozwalała nie podjąć wyzwania. Nie byłby sobą, gdyby odpuścił.

_________________

odwiedźcie moje szukaje, a jak mnie chcecie zestalkować, to polecam spisik, bo wszystkie moje wątki są cudnie otagowane <3

jakbym zbyt się ociągała z odpisami, można krzyczeć; chcesz pisać - moja skrzynka / gg stoją otworem, nie gryzę :D
a! uczelnia wjechała motzno, będę pisać dość rzadko, ale się staram, słońca~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
UsagiBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 67


Cytat : The world is indeed comic, but the joke is on mankind.
Female


PisanieTemat: Re: Jesteś mój   Pon Lis 06, 2017 1:01 am

- Poradzilibyśmy sobie – mruknął bez przekonania. Nie był jeszcze na tyle pijany, by w taką brednię uwierzyć, lecz trzeźwy także już nie był, toteż nie zdołał powstrzymać się przed wypowiedzeniem pierwszego, co przyszło mu na myśl. Ledwo ostatnia zgłoska opuściła jego usta, a on już wychylał zawartość kielicha, mając nikłą nadzieję, że białowłosy książę nie dosłyszał jego słów.
Cofnął się gwałtownie, w porę dostrzegając zamiar małżonka, by resztka wina nie zniszczyła doszczętnie jego koszuli. Wytrzymał bez trudu spojrzenie mężczyzny; jego wojownicza postawa, pewność siebie, pełne wyższości przekonanie o własnej sile nie zrobiły na nim wrażenia, nie były bowiem niczym, czego by się nie spodziewał. Księżniczka z Ravgardu dała się już poznać jako wyjątkowo butna i zarozumiała. Fakt, że ośmieliła się mu stawiać nie był niczym zaskakującym.
- Uwierz, nie chcesz ze mną walczyć – oznajmił poważnie, nie ulegało jednak wątpliwości, że gniew Aloysiusa i łatwość, z jaką udawało mu się wyprowadzić go z równowagi, sprawiały mu wiele satysfakcji. Dopił resztkę trunku, po czym odstawił kielich na tacę. - Sugeruję więc, żebyś od razu się poddał.
Nie sądził jednak, by  pojedynek mógł się zakończyć, nim jeszcze w ogóle zaczął, toteż podążył od niechcenia wzrokiem za młodym księciem, a gdy ten zniknął na tarasie, odepchnął się od ramy podtrzymującej baldachim i do niego dołączył. Aloysius miał rację, to rozwiązanie i jemu przyszło na myśl.
Salemowi już w dzieciństwie zdarzało się wymykać z komnat po zamkowych murach – zasadnicza różnica pomiędzy tym a rodzimymi zamkami polegała na tym, że seockie znał jak własną kieszeń. Wiedział o każdej wyrwie w murze, o każdym pęknięciu i wystającej cegle. Wiedział, które okna i jakim sposobem da się otworzyć od zewnątrz, a także gdzie nie stawiać stóp, by nie wybić sobą dziury w dachu stajni. Ten pałac był obcy, Salem nie zdążył go nawet okrążyć i dobrze się przyjrzeć. Ani myślał wspinać się po nim w samej bieliźnie, po ciemku i po konstrukcji tak niestabilnej jak trejaż. Równie dobrze mógłby spuścić się z balkonu na linie splecionej z jedwabnych majtek.
Miał o wiele lepszy pomysł.
- Pytanie brzmi, czy TY dobrze się wspinasz? – odparł, cofnął się o krok z ręką na klamce i zamknął tarasowe drzwi przed nosem swojego paniczyka, a następnie oparł o nie plecami, rozkoszując się ciszą, jaka zapadła. Nie podejrzewał nawet, że Aloysius mógłby naprawdę podjąć wspinaczkę. Nie zamierzał także trzymać go na balkonie całą noc. Chciał go tylko nastraszyć i pokazać, gdzie jego miejsce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 198


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Jesteś mój   Pon Lis 06, 2017 2:34 pm

Aloysius tylko prychnął. Gdyby Seoca miałaby sobie sama poradzić, nie byliby w tej cholernej, groteskowej sytuacji. Mimo to nie zaryzykowałby stwierdzenia, że wolałby, aby Ravgard został splądrowany i rzucony na kolana przez Gazhalr, niż być tutaj, z Taeonorem, jako małżeństwo.
Brunet go nie doceniał. Grymas na twarzy Białego Lwa pogłębił się jeszcze. Ręce go świerzbiły, gdy zaciskał je w pięści tak ciasno, że wyraźnie czuł, jak paznokcie wbijają się boleśnie we wnętrza jego dłoni.
- Owszem, nie chcę, brzydzę się przemocą - odparł z pogardą. - Ale jeśli rozumiesz tylko język pięści, to chyba nie mam wyboru.
Taenor nie był od niego większy, nie sądził również, by był znacznie sprawniejszy albo silniejszy. Walka byłaby wyrównana, niezależnie od tego, jak bardzo Seokańczyk czuł się lepszym. Właściwie to działało na korzyść białowłosego. Mógłby go zaskoczyć. Jednak rozsądek szybko ostudził jego zamiary. Jak by to wyglądało, gdyby obaj następnego dnia pokazaliby się z posiniaczonymi, opuchniętymi twarzami? Bo wątpił, że udałoby mu się ustalić jakiekolwiek zasady pojedynku z Salemem - jak choćby powstrzymywanie się od celowania pięścią tam, gdzie efekt byłby widoczny. A gdyby któryś z nich, nawet przypadkiem, złamałby to ograniczenie, drugi z pewnością by się nie powstrzymał i oddał. A potem wszystko potoczyłoby się w kierunku brutalnego mordobicia.
Dlatego właśnie Sovngjenger, przekonując się, że myśli za ich oboje, wolał rozwiązać to spięcie pokojowo, albo chociaż ograniczać się do przemocy psychicznej i docinków słownych, bo o całkowitej zgodzie absolutnie nie było mowy. Nie miał złudzeń. Zdawał sobie sprawę z tego, że ich współżycie będzie tak jeszcze długo wyglądać, jeśli nie do końca ich dni, albo przynajmniej wojny. Był pewien, że kiedy tylko zagrożenie w postaci Imperium Gazhalru zostanie wyeliminowane, unia rozpadnie się i będą mogli wrócić do przygranicznych wojenek.
Kiedy Aloysius niespiesznie obserwował pałacowe mury i szukał potencjalnych ścieżek, drzwi balkonowe zamknęły się nagle. Mężczyzna nie mógł się powstrzymać i wybuchnął dźwięcznym, szczerym, kryształowym śmiechem. Wiedział, po prostu wiedział, że tak to się skończy. Nie spodziewał się niczego innego po tym niedojrzałym prymitywie.
- Nie mogę uwierzyć, że zmuszono mnie do poślubienia pięciolatka! - wykrztusił przez śmiech, uderzając otwartą dłonią w szybę. Zatoczył się nagle, cofając krok, trochę ze względu na to, że targało nim rozbawienie, a trochę przez alkohol we krwi. Złożył palce w brzydki, powszechnie uważany za obraźliwy gest, choć Salem stał do niego tyłem i raczej nie miał możliwości, by go zauważyć.
Ravgardczyk nie czuł się ani trochę zagrożony ani zastraszony. Najwyraźniej jego małżonek nie wiedział, że wspinał się cholernie dobrze. Robił to, odkąd był małym brzdącem. Problemem nie było dostanie się na wyższy poziom a to, co miało stać się potem. Mimo to nie mógł tak po prostu stać w nocnym, chłodnym powietrzu, dając Salemowi satysfakcję. Podszedł więc do drewnianej konstrukcji i szarpnął za nią kilka razy, oceniając jej wytrzymałość. Jeszcze nigdy nie wspinał się na nic w bieliźnie i po pijaku, ale nie mogło to być wiele trudniejsze niż to, co zwykle robił. Bez chwili zawahania chwycił trejaż i zaczął piąć się po nim w górę. Piętra były wysokie i wspinaczka nie należała do najprzyjemniejszych. Nagle stopa osunęła mu się, jednak w porę wzmocnił uchwyt. Zaklął głośno, ale nie przestawał. Kilka chwil później podciągał się już na balkon.
Miał szczęście. Prowadzące na korytarz drzwi balkonowe były uchylone. Teraz zaczynał się problem - powinien w jakiś sposób wrócić do zamkniętej ze wszystkich stron komnaty. Nie był złodziejem i nie potrafił otwierać zamków wytrychem (inna sprawa, że nie posiadał wytrychów), pozostawało mu więc tylko znaleźć klucz. Dobrze, że słuchał tego, co ich majordomus miał do powiedzenia, zanim skazał ich na wspólną noc w zamknięciu. Dokładnie wiedział, gdzie powinien szukać klucza.
Aloysius chyłkiem przemykał korytarzami zamku. Nie było w nim zbyt wielu strażników, nie stanowiło to więc większego problemu. Szybko odnalazł sypialnię gospodarza, a gdy przekręcił gałkę z ulgą stwierdził, że drzwi były otwarte. Złoty klucz natychmiast rzucił mu się w oczy - leżał niewinnie na nocnym stoliku chrapiącego już majordomusa. Wziął go po prostu wierząc, że gdy mężczyzna rano go nie znajdzie, będzie sądził, że po prostu go zgubił. Zakradnięcie się z powrotem było już formalnością.
Ze szczęknięciem przekręcił klucz, by jak gdyby nic wejść do komnaty i zamknąć ją od środka.
- Chyba już wiemy, kto śpi na podłodze - rzucił do, miał nadzieję, zaskoczonego małżonka, kręcąc kluczem na wskazującym palcu z miną tryumfatora. Nie zamierzał dawać sobą pomiatać.

_________________

odwiedźcie moje szukaje, a jak mnie chcecie zestalkować, to polecam spisik, bo wszystkie moje wątki są cudnie otagowane <3

jakbym zbyt się ociągała z odpisami, można krzyczeć; chcesz pisać - moja skrzynka / gg stoją otworem, nie gryzę :D
a! uczelnia wjechała motzno, będę pisać dość rzadko, ale się staram, słońca~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
UsagiBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 67


Cytat : The world is indeed comic, but the joke is on mankind.
Female


PisanieTemat: Re: Jesteś mój   Pon Lis 06, 2017 9:58 pm

Przymknął powieki, sunąc palcami po chłodnej szybie. Grube szkło powstrzymywało przed dostaniem się do środka nie tylko skrytobójców, ale najwyraźniej także dźwięk, ponieważ nie słyszał niczego prócz stłumionego śmiechu i czegoś, co mogło być słowami lub atakiem kaszlu, a co na pewno nie było, jak się spodziewał, rozpaczliwym wołaniem o pomoc. Poniosła go wyobraźnia. Jego mały, nieudolny akt dominacji nie tylko nie przyniósł zamierzonych efektów, był wręcz przekonany, że odniesie skutek odwrotny do zamierzonego i Aloysius przekuje pamięć o tym wybryku w kolejny powód, by go znieważać i degradować.
  Niezaprzeczalny był jednak fakt, że nareszcie został sam. I miał zamiar jak najdłużej rozkoszować się samotnością, nawet jeśli w konsekwencji jego małżonkowi groziło odmrożenie członków.
  Nie zaszczycając białowłosego księcia spojrzeniem, odszedł od tarasowych drzwi, by w spokoju i absolutnej ciszy jeszcze raz obejrzeć zawartość złoconych tac. Uważnie oglądał i smakował stygnące potrawy, aż natknął się na talerz niemal zimnych pierożków nadziewanych mięsem. Pomimo ich wątpliwych walorów smakowych, utraconych wraz z ciepłem, znajomy zapach obudził w Salemie głód. Napełnił talerz pierożkami, gotowanymi warzywami i wypróbował ostrożnie kilka sosów, nim zdecydował się na jeden z nich, po czym nieśpiesznie oddał się konsumpcji, tonąc w miękkich poduszkach królewskiego łoża. Po raz pierwszy tego dnia uporczywe zdenerwowanie, gniew i poczucie beznadziei, kłębiące się w jego żołądku, zniknęły, ustępując miejsca błogiemu ciepłu.
  Tym trudniej było więc mężczyźnie powrócić do rzeczywistości po skończonym posiłku. Przełknąwszy ostatni kęs, popił winem, a gdy ponownie sięgał po karafkę, spostrzegł, że na dnie ostało się ledwie parę kropel zdolnych zwilżyć wargi.  Chwycił więc naczynie za szyjkę, przytknął do warg i odrzucił głowę w tył, osuszając ostatki trunku.
  Dopiero wtedy, stwierdziwszy, że jest gotów stawić czoła wściekłości zmarzniętego księcia, powstał, podszedł do tarasowych drzwi, otworzył je na oścież i rażony mieszaniną lęku oraz zdziwienia zastygł w bezruchu.
  Aloysius zniknął. Spełnienie marzeń i koszmarów, zjawisko zadziwiające i przerażające, spostrzeżenie prowadzące do oczywistych wniosków. Wybiegł na taras, zacisnął dłonie na rzeźbionej barierce i wychylił się, usiłując dostrzec ziemię, lecz w mroku nocy widoczny był tylko księżyc i jego blask odbijający się w fontannie. Pomyślał o białowłosym młodzieńcu, zawziętym, upartym i ubranym tylko w prześwitujące majtki, o karafce wina, którą osuszył w powozie w pojedynkę i uczuciu dezorientacji, którego pod wpływem alkoholu doznawał przy każdym gwałtownym ruchu, a które tyle stóp nad ziemią okazałoby się śmiertelne. Oczyma wyobraźni ujrzał przewodniczącego rady przemawiającego do zebranego przed pałacem tłumu, informującego ze smutkiem, że młody książę, dziedzic Ravgardu, uciekając od swego małżonka zginął tragicznie, spadając z balkonu. I choć zdawał sobie sprawę z absurdalności swojego widzenia, pewna naiwna, nazbyt ostrożna i zdecydowanie nietrzeźwa część jego umysłu uznała je za całkiem możliwe.
  Popatrzył na porośnięty kwiatami trejaż, usiłując odpędzić od siebie uporczywą wizję białych włosów nasiąkniętych krwią.
  Wrócił do komnaty, gdy palce zaciśnięte na imitujących gałęzie prętach zaczęły boleć. Przysiadł na skraju łóżka, zastanawiając się, co powinien zrobić. Krzyczeć, dopóki zaalarmowana straż nie zjawi się ze złotym kluczem? A może ruszyć śladem Aloysiusa po trejażu i samemu przekonać się, dokąd udało mu się tą drogą dostać? Chyba że jednak runął w dół, wtedy wolałby się nie przekonywać...
  Pogrążony w zamyśleniu, nie usłyszał zgrzytu klucza w zamku; zauważył księcia dopiero, gdy ten zamknął za sobą ciężkie drzwi.
  Zerwał się z łoża z wyrazem czystego zaskoczenia i ulgi na twarzy, co jednak prędko spróbował ukryć, opadając z powrotem na miękki materac. Jak mężczyzna dostał się do zamku po murze, skąd wziął klucz i jak udało mu się trafić z powrotem pozostawało tajemnicą, ale wrócił, a to oznaczało, że Salem nie będzie musiał zmagać się z oskarżeniami o królobójstwo i nie padnie ofiarą wściekłego ravgardskiego tłumu.
  - Masz klucz, a w pałacu nie brakuje komnat. Nie musimy spędzać tej nocy razem.
   Mężczyzna wpatrywał się bez słowa w kwiatowe wzory wyhaftowane grubymi nićmi na szkarłatnym baldachimie, gdy wtem w komnacie rozbrzmiał jego cichy, szczery, niewymuszony śmiech.
  - Ten stary dureń dostanie apopleksji, gdy rano spostrzeże, że nie ma klucza. Wiesz o tym, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 198


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Jesteś mój   Pon Lis 06, 2017 11:27 pm

Aloysius nie tylko był sprawnym mężczyzną, który wspinał się na wszystko od dziecka, aż weszło mu to w nawyk, ale również miał dość mocną głowę. Karafka wina go rozluźniała, ale nie zaburzała zmysłu równowagi ani jego koordynacji ruchowej w stopniu wystarczającym, by uczynić niemożliwym wejście po dość stabilnej, drewnianej konstrukcji. Gdyby trejaż był chybotliwy, książę faktycznie mógłby nie ukończyć zadania, ale pamiętał o sprawdzeniu jego stanu.
Jego uwadze, mimo starań Salema, nie umknął wyraz ulgi malujący się na jego twarzy. Ravgardczyk uśmiechnął się nagle chytrze. Najwyraźniej pod jego nieobecność, małżonek już zaczął wyobrażać sobie czarne scenariusze, które najprawdopodobniej zakładały śmierć białowłosego.
- Ha! Tęskniłeś! - wykrzyknął rozbawiony, wskazując palcem na Seokańczyka, starającego się zapanować nad swoją twarzą. I wykonał całkiem niezłą robotę, bo gdyby nie to, że Biały Lew był wyjątkowo spostrzegawczy, udałoby mu się go oszukać.
Na jego słowa, Sovngjenger rzucił klucz małżonkowi i zaczął szukać jeszcze nieosuszonej do dna karafki. Był zdecydowanie zbyt trzeźwy. Zamierzał zachlać się do nieprzytomności. Albo przynajmniej na tyle, by móc spokojnie zasnąć. Gdy tylko takową zlokalizował, szczodrze wypełnił winem jakiś pierwszy z brzegu kielich i skrzywił się, biorąc łyk. Mocno wytrawne.
- Możesz wyjść, droga wolna - odrzekł, szukając wzrokiem jakichś przekąsek, które dobrze pasowałyby do cierpkiego wina. W końcu znalazł coś, co wyglądało na luksusową wersję pasztecików. - Ale to ty będziesz wyjaśniał wszystkim, skąd mieliśmy klucz i dlaczego złamaliśmy tradycję.
- Ja się wszystkiego wyprę - dodał szybko, by po chwili ugryźć trzymaną przekąskę. Wywrócił oczami. Niebo w gębie.
To małe zwycięstwo Aloysiusa buzowało mu we krwi adrenaliną i endorfinami, co w połączeniu z winem znacząco wpłynęło na jego zachowanie. Był znacznie bardziej rozluźniony, czuł się, jakby coś Salemowi udowodnił. Jakby nie bez przyczyny czuł się lepszym. Podobało mu się to. Małżonek próbował pokazać mu, gdzie jego miejsce, a przekonał się o tym, że tak łatwo nie będzie. Potrzebowałby czegoś więcej, by zastraszyć i onieśmielić Ravgardczyka.
- Oczywiście, że tak! - prychnął. - I powinien. Zdobycie tego klucza to była bułka z masłem. A wiesz, że nie jestem skrytobójcą. Gdyby ktoś chciał pozbawić nas życia, jest duża szansa, że w tym momencie wykrwawialibyśmy się na ten drogi dywan.
Mężczyzna wskazał od niechcenia pasztecikiem na miękkie, białe futro leżące na podłodze, jakby w ogóle nie przejmował się myślą, że dostanie się do ich prywatnej, zamkniętej na klucz komnaty było takie łatwe. Fakt, że nie musiał forsować murów, bo był już w środku, ale przemykanie między strażnikami powinno być znacznie trudniejszym zadaniem. Powinno być niewykonalne. Zdobycie klucza to co innego, bo każdy porządny zabójca wiedział, jak dostać się za zamknięte drzwi bez niego, ale żołnierze byli w zamku nie po to, by grać w kości i urządzać sobie drzemki na stojąco, tylko patrolować korytarze. Miał nadzieję, że ochrona na zewnątrz jest znacznie lepsza, bo chciałby się tu czuć bezpiecznie.
Uważał, że prędzej czy później odbędzie się zamach na życie jednego z nich. Nie podejrzewał Gazhalru, bo Imperium prawdopodobnie, jak on sam, miał tę sztuczną unię za śmieszną, ale sądził, że opozycja albo jakiś fanatyk będzie chciała pozbyć się jednego z książąt, czy też od jutra, po koronacji, królów, co niewątpliwie poskutkuje krwawą wojną, z której zwycięsko wyjdzie tylko Gazhalr.

_________________

odwiedźcie moje szukaje, a jak mnie chcecie zestalkować, to polecam spisik, bo wszystkie moje wątki są cudnie otagowane <3

jakbym zbyt się ociągała z odpisami, można krzyczeć; chcesz pisać - moja skrzynka / gg stoją otworem, nie gryzę :D
a! uczelnia wjechała motzno, będę pisać dość rzadko, ale się staram, słońca~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Jesteś mój   

Powrót do góry Go down
 
Jesteś mój
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Skąd jesteście?
» Pokaż mi swoją playlistę, a powiem ci kim jesteś

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zona scriptum :: Fantastyka-
Skocz do: