CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 Pod przewodnictwem Mocy [Star Wars]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
EnviraChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 27/06/2017
Liczba postów : 40


Cytat : "I'm here to provide support." ~9S
Female


PisanieTemat: Pod przewodnictwem Mocy [Star Wars]   Pią Lip 28, 2017 6:37 pm


Ponoć nic nie dzieje się przypadkiem.
Galaktyka jest obecnie pod reżimem Imperium rządzonego przez Darth Sidiousa. Niepewność oraz strach są na porządku dziennym. Każdy opór ma być bezlitośnie tłumiony.
Pewne okoliczności sprawiają, że na jednej z planet dochodzi do nietypowego spotkania Jedi oraz gwiezdnego pirata. Niestety po drodze natrafiają na oddział szturmowców. Ścigani, muszą odrzucić na bok wzajemną niechęć i współpracować, gdyż tylko w ten sposób mają szansę umknąć siłom Imperium...



W rolach głównych:

Przystojny Jedi - Stardust

Nieokrzesany Pirat - Envira


Ostatnio zmieniony przez Envira dnia Pią Lip 28, 2017 9:29 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 174


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Pod przewodnictwem Mocy [Star Wars]   Pią Lip 28, 2017 9:05 pm


Imię: Nivh Lorlee
Wiek: 28 lat
Wzrost: 182 cm
Kolor oczu: Ciemnozłote
Kolor włosów: Białe
Rasa: Mirialanin

Charakter: Jak prawdziwy Mirialanin jest niezwykle mądry i zwinny. Odznacza się przenikliwym, prędkim umysłem i wielką empatią. Unika starć, jest zwolennikiem pokojowych kompromimsów, jednak jeśli jest zmuszony, bez mrugnięcia okiem wda się w agresywne negocjacje. Jest osobą bardzo uduchowioną, głęboko złączoną z Mocą i niezwykle wrażliwą na jej zawirowania. Wśród jego pobratymców powszechnym jest, że są oni silni Mocą, a Nivh nie jest wyjątkiem. Posiada niezwykle czyste, niewinne i spokojne serce - obce jest mu bycie kuszonym przez Ciemną Stronę. Jest niczym jaśniejąca w mroku gwiazda. Ostrożny, nieco nieufny, trochę sztywny, jednak kiedy się rozluźni, pokazuje swoją nieco bardziej zabawową stronę. Jednak ciężko być naprawdę lekkoduchem, kiedy podczas Czystki Jedi straciło się wszystkich. Jego mistrz zapłacił życiem, aby on, jako dziewięciolatek, mógł uciec. Choć nie żywi do Imperium sympatii, nie pozwala pochłonąć się nienawiści. Jest w nim gdzieś tam, głęboko, jednak on skutecznie się jej opiera. Chciałby przysłużyć się światu, żyć wedle Kodeksu i pomagać słabszym, jednak wie, że martwy nikomu się nie przyda i choć okazjonalnie pomaga ruchowi oporu, są oni zbyt rozproszeni, aby mógł się wdać w jakieś poważniejsze działania - przede wszystkim musi przeżyć, aż wybuchnie prawdziwa walka, w której będą mieli szansę na wygraną.

Ciekawostki:
  • Wstąpił do zakonu w wieku pięciu lat, co wśród Mirialanin nie jest niczym dziwnym
  • Dziewiętnaście lat temu, podczas egzekwowania rozkazu 66, zamordowano jego mistrza - od tamtej pory żyje jako zbieg
  • Uczył się u mistrza tylko trzy lata, więc Kodeks właściwie interpretuje, jak chce, chociaż stara się, by żyć według niego - jest niemal samoukiem, choć napotykał przez te dziewiętnaście lat innych Jedi, którzy chętnie dzielili się z nim wiedzą
  • Świetnie włada mieczem, jest szybki i zwinny, ale jego prawdziwa siła leży w Mocy - ufa jej całkowicie, doskonale potrafi z niej korzystać
  • Porusza się sprężyście, jego ruchy są zdecydowane, nie wykonuje nieprzemyślanych gestów - jest w nim gracja i elegancja, piękna w pewien niebezpieczny sposób


_________________

jakbym zbyt się ociągała z odpisami, można krzyczeć; chcesz pisać - moja skrzynka / gg stoją otworem, nie gryzę :D

a! uczelnia wjechała motzno, będę pisać dość rzadko, ale się staram, słońca~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
EnviraChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 27/06/2017
Liczba postów : 40


Cytat : "I'm here to provide support." ~9S
Female


PisanieTemat: Re: Pod przewodnictwem Mocy [Star Wars]   Pią Lip 28, 2017 11:02 pm


Godność Viran Kilvaari
Wiek 32 lata
Rasa Człowiek
Pochodzenie Nar Shaddaa

Wzrost 187 cm
Włosy Ciemny brąz
Oczy Brązowe

To człowiek aż nazbyt pewny siebie, przez co wielokrotnie popadał w różne kłopoty, nawet z samymi łowcami nagród. Sarkastyczny ryzykant, nie boi się mówić, co myśli. Mało towarzyski, nieufny. Gdy chodzi o "pracę", ceni sobie przede wszystkim profesjonalizm. Ma porachunki z samym Imperium, które ściga go za różne popełnione wobec nich przewinienia. Uważa się za wolnego człowieka, żyje wytyczonymi przez siebie zasadami, nie posiada żadnej, konkretnej przynależności. Dobry pilot. Świetny, gdy chodzi o posługiwaniu się blasterem. Z bronią, dyplomacja zawsze mu idzie lepiej.

- Viran urodził się w Starej Republice na Nar Shaddaa, księżycu, kontrolowanego przez Huttów.
- Posiada wbudowany implant na lewej skroni, który znacznie ulepsza jego wzrok.- Będąc dzieciakiem, przeżył również Wojnę Klonów.
- Poza basic, umie mówić również po huttańsku oraz po mando'a.
- O Jedi wie jedynie z historii opowiadanych w kantynach. Sam dotąd niezbyt wierzył w ich istnienie.
- Dotąd nie myślał o dołączeniu do szerszej załogi. Dotąd kosmos przemierzał jedynie z droidem naprawczym, które z biegiem lat stał się jego nieodłącznym kompanem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 174


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Pod przewodnictwem Mocy [Star Wars]   Sob Lip 29, 2017 12:01 am

Ryloth. Ta jałowa i wietrzna planeta nie byłaby pierwszym wyborem Nivha na zapoznawanie się z galaktyką, jak z resztą pozostałe planety Zewnętrznych Rubieży. A jednak przeciskał się przez tłumy Twi'leków, przedstawicieli innych ras, droidów i uciekał przed wzrokiem szturmowców. Naciągnął bardziej kaptur na oczy i starał się wmieszać w tłum.
Przystanął przy jednym stoisku, udając zainteresowanie częściami, jednak nie wdawał się w dyskusje z handlarzem. Jego zielonkawa, wytatuowana twarz zbyt rzucała się w oczy. Kilka chwil później, gdy dostrzegł, że patrolujący teren nieopodal szturmowiec w lśniącej, białej zbroi odwrócił się na pięcie i poszedł dalej, błysnął oczami spod kaptura, wbijając ciężkie spojrzenie w sprzedawcę.
- Nie było mnie tutaj - rzekł, wykonując krótki gest ręką, a handlarz natychmiast zamrugał oczami i zwrócił twarz w drugą stronę, szukając innego klienta. Lorlee zaś oddalił się spiesznie, chowając dłonie do szerokich rękawów płaszcza.
Szybkim krokiem wyminął kolejnych strażników i znalazł się w wąskiej uliczce, wypełnionej bardziej szemranymi typami. Choć unosił się w niej smród, zdawało się to nikomu nie przeszkadzać. Uśmiechały się do niego skąpo ubrane Twi'leckie prostytutki, sprzedawcy zagradzali drogę, wychwalając swoje produkty. Zgrabnym ruchem wyminął pijaka, który chciał się o niego oprzeć. Gdyby nie to, niechybnie zwymiotowałby Nivhowi na buty.
Nie zwalniał, nie zatrzymywał się, głuchy na prośby, ślepy na wszelkie gesty. Po chwili skręcił w jeszcze węższą i ciemniejszą uliczkę, przeskoczył przez stos elektrośmieci i znalazł się w zaułku między dwoma budynkami; po ich ścianach pięły się zardzewiałe rury, z niektórych buchała para, ograniczająca widoczność. Nieopodal spał bezdomny, chrapiąc głośno, jakaś dziwka odpalała skręta z najprawdopodobniej średnio legalną substancją. Niedobrze mu się robiło od tego zepsucia. Westchnął. Jego kontakt nie dość, że wybrał obrzydliwe miejsce na tajne spotkanie, to jeszcze do bólu oczywiste.

_________________

jakbym zbyt się ociągała z odpisami, można krzyczeć; chcesz pisać - moja skrzynka / gg stoją otworem, nie gryzę :D

a! uczelnia wjechała motzno, będę pisać dość rzadko, ale się staram, słońca~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
EnviraChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 27/06/2017
Liczba postów : 40


Cytat : "I'm here to provide support." ~9S
Female


PisanieTemat: Re: Pod przewodnictwem Mocy [Star Wars]   Sob Lip 29, 2017 10:08 pm

Virana już od dłuższego czasu trzymał się pech. Rosnący dług, kilka utarczek z najemnikami oraz wiecznie na dające mu spokoju Imperium, tylko pogorszyły jego sytuację w przestępczym półświatku. Będąc na pograniczu desperacji, niespodziewanie dostał cynk o dobrze płatnej robocie, której szczegóły miał przekazać mu wybrany informator na Ryloth. Tak też trafił na planetę Twi'leków, by obecnie przemierzać ulicę jej stolicy, starając się nie napotkać gdzie oddziału szturmowców. Ich liczba wzrosła tutaj niepokojąco, a to z powodu rozległych podbojów Zewnętrznych Rubieży, jakie prowadziło Imperium. To tylko oznaczało, że mężczyzna musiał nieustannie zachować czujność, by szybko skręcić w ciemną uliczkę dla uniknięcia uzbrojonych ludzi Imperium.
Dla zmniejszenia ryzyka, postanowił spędzać swój czas w obskurnych kantynach, gdzie zbierały się istoty różnego pokroju, a jakie niekiedy miały, co ciekawego do powiedzenia. Ostatnimi czasami często dało się słyszeć o rebeliantach, osobach sprzeciwiających się rządom Imperium. Robili to dosyć nieudolnie, jeśli Viran miał oceniać. Dotąd nie zdarzyło mu się słyszeć o niczym innym, jak o ich licznych porażkach.
Wypił duszkiem podanego drinka, by rzucić ostatnie spojrzenie, począwszy na najbliżej siedzących klientach, kończąc na wijących się w kącie Twi'lekańskich tancerkach. Pokręcił głową, rzucając niechlujnie kredyty na blat. W następnej chwili już przeciskał się uparcie przez zgromadzony tłum. Wyszedł z dusznego wnętrza kantyny, stanowczym krokiem kierując się w wybraną stronę. Niekiedy rozglądał się ostrożnie, mając dłoń w pobliżu kabury z blasterem. Nie zatrzymywał się, dopóki nie dotarł do wąskiej uliczki. Nieprzyjemny smród sprawił, że na twarzy Virana przemknął grymas obrzydzenia. Ze wszystkich miejsc, wybrać akurat takie? Zaczynał żałować, że w ogóle się na to zgodził. Jednak teraz było za późno na odwrót. Zacisnął szczęki, powoli stawiając kroki. Szedł, spoglądając na każdą, mijaną osobę, dopóki niespodziewanie zauważył nieopodal stojącą, zakapturzoną postać. Zmarszczył brwi i próbując zachować spokój, podszedł bliżej, aż stanął naprzeciw nieznajomego.
Niezbyt dobre miejsce na pogawędkę. Zbyt... oczywiste ― stwierdził, na wszelki wypadek zbliżając dłoń do rękojeści blastera. ―To ty masz robotę? I potrzebujesz do niej ludzi? Czy... ― Tutaj palce zaczęły się zaciskać na chłodnym metalu. ― raczej nie jesteś tym, którego szukam?
Wziął głęboki wdech, będąc gotowy na ewentualne niebezpieczeństwo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 174


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Pod przewodnictwem Mocy [Star Wars]   Sob Lip 29, 2017 10:31 pm

Z każdą chwilą coraz bardziej obrzydzało go to miejsce. Odsunął się nieco od palącej prostytutki - nie wiedział, co ona tam paliła i wolał nie wdychać oparów jakichś podejrzanych substancji. Zamknął więc oczy i próbował skupić się na swoim wnętrzu, na Mocy. Szukał jej zawirowań, próbował określić, czy jest bezpieczny.
Usłyszawszy nieopodal kroki, Nivh uniósł głowę, spoglądając na człowieka, który zdawał się czegoś szukać.
- Zdobyłeś te plany? - zapytał szorstko jednocześnie z nim, a ich głosy zmieszały się. Ściągnął brwi i zlustrował podejrzanie wyglądającego mężczyznę. Dłoń Jedi podążyła w lustrzanym ruchu do pasa, a gdy mężczyzna zacisnął swoje palce na blasterze, jego oplotły rękojeść miecza.
- Widzę, że nie tylko mój kontakt wybrał cienkie miejsce na prowadzenie interesów - rzekł. - Podejrzanie popularny ten punkt, zgodzisz się?
Czyżby został wystawiony? Jednak wysyłanie jednego najemnika było raczej słabym pomysłem na zabicie Jedi i miało znikome szanse powodzenia. Jedno z jego oczu łyskało na człowieka spod jego kaptura niebezpiecznie, ostrzegawczo. Całą swoją postawą przekazywał mentalny komunikat - "Gwarantuję ci, że z nas dwóch to ty nie przeżyjesz swojego strzału". Wolał uniknąć przemocy. Mogliby zwrócić na siebie niepotrzebną uwagę.
Zdarzenia wyprzedziły jednak myśli Lorlee, bo oto zza rogu wyłonił się patrol szturmowców. Jeden z żołnierzy wskazał na nich i wykrzyknął do swoich towarzyszy:
- Tam są!
Nivh nie czekał, aż padną pierwsze strzały - pociągnął spotkanego mężczyznę za fraki i popchnął przed siebie, zmuszając do biegu. Wróg Imperium był jego przyjacielem. A jeśli to on jest tym, kto doniósł... Cóż, później się z nim policzy. Na ten moment nie wyczuwał od niego żadnego mroku. Może jego aura nie była klarownie czysta, jednak zdecydowanie nie wyglądał mu na kogoś, kto mógłby współpracować z oprawcą.
Popędził za nim, umykając przed wiązkami blasterowymi dzięki Mocy. Nie wyciągał miecza świetlnego, by nie zdradzić się w tak oczywisty sposób. Może mieli ich za kogoś innego, jednak bliższe przyjrzenie się z pewnością by go zdradziło. Wpadli na główną ulicę, a Nivh Mocą szarpnął piętrzące się przy niej towary, zawalając przejście. Zyskali chwilę, jednak niedługo pojawią się następni. Wszyscy szturmowcy w pobliżu są z pewnością poinformowani o obecności dwóch podejrzanych osobników. Musieli natychmiast się skryć.

_________________

jakbym zbyt się ociągała z odpisami, można krzyczeć; chcesz pisać - moja skrzynka / gg stoją otworem, nie gryzę :D

a! uczelnia wjechała motzno, będę pisać dość rzadko, ale się staram, słońca~


Ostatnio zmieniony przez Stardust dnia Nie Lip 30, 2017 5:28 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
EnviraChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 27/06/2017
Liczba postów : 40


Cytat : "I'm here to provide support." ~9S
Female


PisanieTemat: Re: Pod przewodnictwem Mocy [Star Wars]   Nie Lip 30, 2017 4:49 pm

Tak się kończy kontaktowanie z nieodpowiednimi osobami. Viran ścisnął pewnie za rękojeść, czekając na ruch ze strony nieznajomego. Wyraźnie deklarował własną postawą, że nie zamierza się dać nastraszyć, a tym bardziej wycofać. Zobaczymy, jak to wyjdzie w praktyce.
Nim jednak doszło do samego starcia, niespodziewanie pojawił się oddział szturmowców. Ci zareagowali niemal natychmiastowo. Zanim Viran porządnie rozeznał się w nowej sytuacji, nieznajomy zdążył go zmusić do morderczego biegu przed siebie. Nie dość, że nie zdobył upragnionej roboty, to jeszcze go wystawiono. Był tego więcej niż pewien. Ten cholerny pech ciągnął się zanim nawet na Ryloth. Podirytowany wyciągnął blaster, ale postanowił się wstrzymać. Im biegli dalej, tym więcej było ludzi, a to tylko utrudniało możliwość do czystego strzału. Skupił się na ucieczce, co jakiś czas łypiąc na nieznajomego.
Z drogi! ― warknął, odsuwając gwałtownie kilkoro przechodniów. Musiał dotrzeć do hangaru, ale wątpił, że to będzie łatwe zadanie. Pewnie reszta oddziałów została już poinformowana o uciekinierach. Nie mógł teraz udać się do statku. Dotarli na główną ulicę, gdzie nagle część towarów spadła z łoskotem na ziemię, torując przejście goniącym ich szturmowcom. Przez twarz Virana przemknęło zdziwienie, ale uznał to za zwyczajny łut szczęścia. A taki należało wykorzystać. Rozejrzał się szybko, próbując znaleźć dobre miejsce na kryjówkę. Dopiero gdy spojrzał w górę, znalazł coś w miarę odpowiedniego.
Okno ― rzekł bardziej do siebie niż nieznajomego. Na jednym z budynków bocznej uliczki ciągnęły się rury, prowadzące wprost do otwartego okna. Można było wątpić, co do samej wytrzymałości tych rur, ale Viran nie zastanawiał się zbytnio. Postanowił chwycić okazję i zaraz schował blaster z powrotem do kabury. Zaczął prędką wspinaczkę, omal nie spadając kilka razy. Wreszcie, zdyszany, wpadł do pokoju, szczęśliwie pustego. Wziął kilka głębszych oddechów, by wreszcie ze stęknięciem wstać z ziemi. Jeśli nieznajomy również skusił się na jego pomysł, to Viran wybrał pomieszczenie na małą pogawędkę.
Dobra, koniec tego. ― Wyciągnął szybko broń, celując w drugiego mężczyznę. ― Sądząc po tym małym incydencie, Imperium kocha cię równo mocno, co mnie. Ale nie zamierzam ryzykować. ― Wymownie spojrzał na blaster. ― Kim jesteś?


Ostatnio zmieniony przez Envira dnia Pon Lip 31, 2017 4:44 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 174


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Pod przewodnictwem Mocy [Star Wars]   Nie Lip 30, 2017 5:49 pm

Nivh nie wierzył w pech. Za to w głowie mu się nie mieściło, jak mógł nie przejrzeć zasadzki. Przecież powinien był móc to odczytać dzięki Mocy. Wyjaśnienie było jedno - to nie on został wystawiony, a pędzący przed nim mężczyzna. Ich spotkanie musiało być zatem przeznaczeniem. Moc potrzebowała ich do czegoś, a przynajmniej Mirialanin żył w takim przekonaniu.
Jedi przemykał zgrabnie między przechodniami. Nie musiał ich odpychać; każdego wymijał o centymetry, zwinnie i z gracją. Z łatwością dotrzymywał kroku drugiemu uciekinierowi i pozwolił mu prowadzić.
Okno.
Również je dostrzegł, ale znacznie prościej mu było się do niego dostać niż drugiemu mężczyźnie. Odbił się od ściany, potem od przeciwległej i elegancko wskoczył do środka, odpychając się dłonią od parapetu i wykonując na podłodze przewrót, by zniwelować impet. Wstał, otrzepał się z kurzu jak gdyby nigdy nic i czekał, aż drugi dotrze. Wyglądał na takiego, co to będzie mieć do niego wiele pytań.
Mirialanin się nie pomylił. Spojrzał protekcjonalnie na wyciągnięty przez nieznajomego blaster, obejrzał go uważnie, decydując, czy można mu zaufać. Nie wyczuwał, aby bił od niego mrok. Postanowił więc płynąć z prądem Mocy, dać się jej prowadzić. Westchnął głośno, męczeńsko.
- Sądzę, że mnie kocha nawet bardziej niż ciebie - rzekł swoim głębokim, spokojnym głosem, ściągając kaptur i ukazując w świetle swoją wytatuowaną twarz. Wykonał krótki gest dłonią, niby od niechcenia, jakby odganiał owada, a sklecone z drewna i stalowych odpadków okiennice zatrzasnęły się za drugim mężczyzną.
- Nivh Lorlee - powiedział, włożywszy ręce do rękawów płaszcza i skłonił się lekko. - Zrobisz mi tę przyjemność i również zdradzisz swe imię?
Twarz jedi była nieprzenikniona i choć jego wargi ułożyły się w przyjazny, delikatny półuśmiech, w jego oczach widać było tylko chłodną uprzejmość. Przeszywał spojrzeniem stojącego naprzeciw szatyna, szukając najmniejszej oznaki na jego wrogość i przynależność do strony przeciwnej; wystarczyłby mu takie podejrzenie, by go zlikwidować. Nie mógł sobie pozwolić na zostanie wykrytym, a mężczyzna nie wyglądał na słaby umysł - sztuczki z Mocą na nic by się nie przydały.

_________________

jakbym zbyt się ociągała z odpisami, można krzyczeć; chcesz pisać - moja skrzynka / gg stoją otworem, nie gryzę :D

a! uczelnia wjechała motzno, będę pisać dość rzadko, ale się staram, słońca~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
EnviraChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 27/06/2017
Liczba postów : 40


Cytat : "I'm here to provide support." ~9S
Female


PisanieTemat: Re: Pod przewodnictwem Mocy [Star Wars]   Pon Lip 31, 2017 7:08 pm

Nagły trzask okiennic sprawiło, że zaskoczony mężczyzna odwrócił się w ich stronę, by potem znów prędko utkwić wzrok w nieznajomym. Teraz, gdy zdjął on kaptur, Viran pojął, dlaczego w ogóle go nosił. Nawet jeśli sama planeta Mirialan również leżała w Zewnętrznych Rubieżach, to nie byli oni zbyt częstymi gości na Ryloth. Wystarczyło szepnąć parę słówek do szturmowców i mężczyzna pewnie zostałby zatrzymany, nim dobrze by stanął na gruncie planety. Ciekawe, czym tak bardzo zaskarbił sobie uwagę Imperium?
Widząc wzrok Nivha, parsknął, również nie pozostając mu dłużny. Nie wahałby się pociągnąć za spust, nawet przy najmniejszym cieniu wątpliwości. I chyba jego towarzysz uczyniłby to samo.
Viran. Viran Kilvaari ― odparł wreszcie z wymuszoną uprzejmością. Powoli zniżył broń, ale ostatecznie jej nie chowając. Ostrożność w takiej sytuacji była więcej niż wymagana. Czuł, że pod tym płaszczem również musiał gdzie skrywać się podobny kaliber. Przez chwilę milczał, próbując zebrać jeszcze chaotyczne myśli. Nie wiedział, co sądzić o tym człowieku. Miał wystarczająco kłopotów w postaci uzbrojonych po zęby szturmowców. Tym bardziej nie powinien tracić tutaj czasu.
Czyli Nivh... ― zaczął ponownie. ― Akurat tak się złożyło, że nam obojgu nie dopisało dziś szczęście. Imperium depcze nam po piętach i to tylko kwestia czasu, zanim nas znajdą. ― Postąpił kilka kroków wzdłuż pomieszczenia, w którym głównie walały się zbędne rupiecie oraz spore tumany kurzu. Przez ten czas ani na chwilę nie spuszczał Nivha z oczu. ― Co powiesz na małą propozycję? Pomożemy sobie nawzajem i dotrzemy do hangaru, bo bądźmy szczerzy, każda minuta dłużej na Ryloth zbliża nas tylko do śmiertelnego strzału z karabinu szturmowca. Każdy weźmie swój lot i tyle. ― Uważał, że była to logiczna oferta. Nie musieli sobie ufać, tutaj w grę chodził wyłącznie wspólny interes. Bo w końcu liczyło się głównie przeżyciem, a będąc we dwójkę, zwiększyłby szansę dotarcia na statek w jednym kawałku. ― Skusisz się, panie tajemniczy? Czy raczej masz już inne plany?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 174


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Pod przewodnictwem Mocy [Star Wars]   Sro Sie 02, 2017 1:14 am

Nie zwrócił uwagi na to, że mężczyzna nie schował broni, a jedynie lekko ją opuścił. Wiedział, że go nie skrzywdzi. Moc mu to podpowiadała, a ufał jej całkowicie. Patrzył więc po prostu na niego swoimi spokojnymi oczami, zachowując nieprzeniknioną minę. Skinął mu tylko głową w odpowiedzi na jego przedstawienie się.
Nic nie było przypadkowe. Dlatego też nie "złożyło się", a Moc tego chciała, jednak zamiast to powiedzieć, Nivh uśmiechnął się tylko pobłażliwie. Wiedział jednak, jak jego wiara działała na innych, nie mówił więc nic.
- W istocie - odparł po prostu Mirialanin. Poza tym, że według niego ich spotkanie nie było zbiegiem okoliczności, Viran nie mylił się. Jeśli natychmiast stąd nie odejdą, pewnym było, że zostaną pochwyceni. Musieli działać szybko, jeśli chcieli zbiec z tak dobrze chronionej planety.
- Brzmi interesująco - odrzekł spokojnie. - Jednak jest mały problem. Ktokolwiek zobaczy, że szturmowcy siedzą nam na karku, nie będzie chciał nas zabrać.
Rozłożył ręce. Może mógłby kogoś nakłonić, ale łatwiej by było po prostu ukraść statek. Tylko, że z niego pilot był żaden. A dodatkowo nie miał wystarczającej ilości kredytów; jego kontakt miał dać mu zastrzyk finansowy. Jeżeli jednak Kilvaari miał własny statek... Cóż, jedi musiał się po prostu upewnić, że na nim odleci. Innych możliwości na przetrwanie tego wszystkiego nie miał, choćby był najpotężniejszym wojownikiem w galaktyce.
- Wiemy o sobie tyle samo, a już jestem tajemniczy? - Zacmokał Lorlee. - Tacy jak my raczej nie planują dalej niż jeden dzień wprzód, skoro nigdy się nie wie, czy się go dożyje, nie uważasz?
Nivh uśmiechnął się nieco łobuzersko. Musiał przyznać, że nigdy mu się to nie znudzi, choćby nie wiadomo, jak bardzo próbowałby go ukryć. Przechytrzenie Imperium czasem bywało wręcz dziecinnie proste, ale zawsze bawił się przednio, choć może nie powinien.

_________________

jakbym zbyt się ociągała z odpisami, można krzyczeć; chcesz pisać - moja skrzynka / gg stoją otworem, nie gryzę :D

a! uczelnia wjechała motzno, będę pisać dość rzadko, ale się staram, słońca~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
EnviraChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 27/06/2017
Liczba postów : 40


Cytat : "I'm here to provide support." ~9S
Female


PisanieTemat: Re: Pod przewodnictwem Mocy [Star Wars]   Sro Sie 09, 2017 12:20 am

Myślę, że jesteśmy aż nadto zaradni, by załatwić sobie transport. ― W rzeczywistości miał na myśli samego Nivha, gdyż on musiał jedynie dostać się na własny statek i stąd wyfrunąć, nim szturmowcy przedziurawią go blasterami. Zdecydowanie nie zamierzał brać żadnych pasażerów na gapę, szczególnie jakiegoś nieznanego Mirialana, który mocno zalazł Imperium za skórę, jeśli wierzyć jego słowom.
Bo z naszej dwójki, to ja wyglądam mniej podejrzanie, pomyślał Viran, wstrzymując się od tego, by powiedzieć to na głos. Spojrzał jedynie wymownie na noszony przez nowego towarzysza płaszcz. Mężczyzna wolałby mieć broń Nivha na widoku, a ten zapewne takową posiadał. W dzisiejszych czasach tylko głupcy chodzą bez podręcznej ochrony.
Bo wielu skutecznie nam utrudnia tworzenie planów na starość ― stwierdził, zmuszając się, by schować blaster z powrotem do kabury. Podszedł do drzwi, otwierając je. ― Idziemy. Za dużo czasu tutaj straciliśmy.
Sądząc po rozmieszczeniu drzwi, trafili do zwykłego budynku mieszkalnego. Dało się słyszeć wyraźnie poruszenie za niektórymi z nich. Musieli stąd wyjść z powrotem na ruchliwą ulicę, ale nim miało to nastąpić, Viran postanowił wysunąć się do przodu, chcąc sprawdzić sytuację. Podszedł do popękanego okna, które wychodziło wprost na drogę. Po chwili pokręcił głową z dezaprobacją, widząc kilkunastu szturmowców rozmieszczonych wśród tłumu. Szczególnie niepokojącą wyglądała dwójka z nich, która zaczepiała przechodniów i ucinała z nimi pogawędkę.
Główna droga kompletnie odcięta ― obwieścił towarzyszowi, odsuwając się szybko. ― W takim razie będzie nas czekać dłuższa i mniej przyjemna droga.
Viran pozwolił sobie zejść na dół, przeciskając się przez kilku zdziwionych Twi'leków. Tędy mogli wyjść na tyły budynki, wprost do brudniejszych uliczek Ryloth. Mężczyzna rozejrzał się ostrożnie, a stwierdzając brak szturmowców, wyszedł na zewnątrz. Jednak w takich miejscach nie tylko Imperium stanowiło zagrożenie.
Hangar pewnie będzie równie dobrze obstawiony. Będzie potrzebny plan.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 174


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Pod przewodnictwem Mocy [Star Wars]   Pią Sie 11, 2017 10:51 pm

Mężczyzna wzruszył tylko ramionami. Raczej nie mieli innego wyboru, bo skończą w imperialnej celi albo i gorzej. Chociaż, z dwojga złego, to on wolałby chyba umrzeć. Szybko odegnał te myśli. Nie mógł dać się obezwładnić pesymizmowi. Moc zawsze była z nim, a więc i dziś się od niego nie odwróci. Przeżył rozkaz 66, to przeżyje wszystko.
Mirialanin zaśmiał się tylko krótko, w odpowiedzi na słowa Virana. Cóż, to była gorzka prawda. Nie śmiałby wyobrażać sobie siebie jako staruszka. Starał się nawet nie planować, co zje na kolację, bo nigdy nie było pewne, czy w ogóle do niej dojdzie, a on wolał nie zapeszać. Tułał się więc po wszechświecie, gdzie go Moc poniesie; jemu było w zasadzie wszystko jedno. Chciał przeżyć - to była jego misja. Bo żywy przyda się Rebelii bardziej, niż martwy. Rebelii i przyszłym Jedi. Mimo to był gotów oddać życie za sprawę, jednak szczęśliwie do tej pory nie pojawiła się taka konieczność. Traktował to jako ostateczność i wolał nie rzucać swojego bytu na szalę, dopóki nie będzie zmuszony.
Kiwnął głową. Towarzyszący mu mężczyzna miał rację. Im dłużej tu marudzą, tym bardziej zmniejszają swoje szanse na powodzenie. Pozwolił mu się wysunąć na przód. W końcu to on był tym z blasterem, nie Nivh. Jego zadaniem było krycie ich i pomaganie szczęściu. Podążył za nim na zewnątrz, w jedną z ciasnych i obskurnych uliczek tej zapyziałej planety. Upewnił się, że jest czysto, zanim wyszedł. Nie tylko specjalnie nie ufał Viranowi, ale swoim zdolnościom wierzył bardziej.
- Orientujesz się, czy da się wejść jakoś bokiem? - Zapytał. - Na przykład systemem wentylacyjnym?
Już parę razy dostawał się tak na lądowiska i z nich wydostawał. Zwykle zakratowane wejścia znajdowały się za jakimiś kontenerami, odpowiednio ukryte. Dla takich ludzi jak oni było to niezwykle wygodne rozwiązanie. Czasem jednak wejścia te były zbyt wysoko nawet dla niego, a szyb bywał niewystarczająco szeroki. Niemniej był to pomysł wart zgłębienia. Wchodząc przez wywietrzniki najłatwiej było nie zwrócić na siebie niepotrzebnej uwagi, a o to im właśnie chodziło. Nie potrzebowali więcej szturmowców na karku.

_________________

jakbym zbyt się ociągała z odpisami, można krzyczeć; chcesz pisać - moja skrzynka / gg stoją otworem, nie gryzę :D

a! uczelnia wjechała motzno, będę pisać dość rzadko, ale się staram, słońca~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
EnviraChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 27/06/2017
Liczba postów : 40


Cytat : "I'm here to provide support." ~9S
Female


PisanieTemat: Re: Pod przewodnictwem Mocy [Star Wars]   Pią Sie 18, 2017 4:01 pm

Propozycja zdecydowanie była warta rozpatrzenia. W dodatku sugerowała, że on i Nivh mogli mieć podobne... doświadczenia. Ta myśl zdecydowanie nie zwiększała zaufania do towarzysza.
Możliwe ― przyznał Viran, po czym zamilkł na chwilę, by przywołać do umysłu potrzebne informacje. ― Parę ptaszków ćwierkało kiedyś o kilku, nieczynnych odnogach szybu. Co za tym idzie, są pomijane w planach hangaru.
Niestety to nie wystarczało. Potrzebne im były konkrety, które mogli zaoferować im jedynie mieszkańcy Ryloth. Dlatego wpierw należało przepytać ostrożnie kilka osób w pobliżu hangaru. Szybko jednak okazało się nie być to prostym zadaniem, gdy człowiek był praktycznie oskubany z kredytów. Viran myślał już, czy nie wyciągać blaster, ale to tylko przyciągnęłoby niepotrzebnej uwagi. A gdy w końcu się udało, mężczyzna nie miał pewności, czego tak naprawdę była to zasługa.
Informacje doprowadziły ich do zardzewiałego już kontenera, który wspólnymi siłami należało uchylić, by mogło ukazać się zakratowane wejście. Viran mógł je z łatwością otworzyć sam, uwalniając z wnętrza dosyć nieprzyjemny zapach.
Miejmy nadzieję, że nic tam się paskudnego nie zalęgło ―mruknął z początku żartobliwie, by potem już na poważnie się modlić, by tak nie było. Spojrzał na Nivha, gestem zapraszając do środka. ― Proszę, Mirialanie przodem.
Jego mięśnie były nieustannie napięte, gdy z trudem przemierzał drogę. Oboje bez trudu się tam mieścili, ale za to byli zmuszeni poruszać się na klęczkach. Jeśli jednak powiedziano im prawdę, to ten szyb powinien doprowadzić ich prosto do miejsca zajmowanego przez ładunki. Stamtąd, zakładając, że nie będzie żadnych komplikacji, Viran mógłby dotrzeć na statek i prysnąć, nim Nivh zdążyłby się zorientować. Zagryzł dolną wargę. Takie zachowanie nie było godne pochwały, ale nie miał wyjścia. Nie wiedział o mężczyźnie praktycznie nic poza imieniem. Chciał sobie wmówić, że nie był mu niczego winny. Bo tak nakazywał zdrowy rozsądek.
Spójrz ― odezwał się nagle, wskazując na kratę. Z niej miało się całkiem dobry widok na będących poniżej w całkiem pokaźnej liczbie szturmowców. Szlag, kiedy to wszystko musiało się tak bardzo spieprzyć?! Prychnął, sięgając w stronę blastera. Chciał się upewnić, że ten był na miejscu.
Koniec przeprawy przyjął z wyraźną ulgą, by potem móc mile rozprostować kości. Ładunki rozmieszczono tak, że bez trudu można było między nimi lawirować, a przy okazji dostatecznie zasłaniały przed ludźmi Imperium. Viran wiedział, że wraz z wejściem do tego pomieszczenia, musiał wcielić swój plan. Znaczy się ucieczkę od Nivha. Nie mógł go zabrać. Nie mógł tak ryzykować. A mimo to, coś mu mówiło, żeby postąpił inaczej. Sumienie? Niby czemu, przecież tak naprawdę go nie znał. Ostatecznie mężczyzna postanowił trzymać się tego, co założył. Dlatego przy pierwszej okazji, wycofał się ostrożnie i nie bacząc się na towarzysza, puścił się pędem w wybrany kierunek. Na szczęście szturmowców nie było tutaj zbyt dużo. Również nie wydawali się być zbytnio zaangażowani w poszukiwania. Tym lepiej dla niego. Wystarczyło teraz tylko skręcić, dostać się na platformę-
Wtedy właśnie ktoś podstawił mu nogę, na co zbyt późno zdążył już zareagować. Zderzył się gwałtownie z posadzką, czując. Syknął głośno, krew spływała mu z rozciętej wargi. Z jękiem odwrócił się w stronę napastnika, a raczej napastników, szybko rozpoznając twarz jednego z nich. No pięknie. Devaronianin stał z wyciągniętym blasterem oraz kpiącym uśmieszkiem na czerwonej gębie. Viran też prędko chwycił za własną broń, ale nim porządnie wycelował, otrzymał kopniaka, który wytrącił mu z ręki.
Kilmar. Twoja gęba była ostatnią rzeczą, jaką chciałem zobaczyć.
A twoją wręcz przeciwnie, Viran. ― Po tych słowach, Kilmar przygniótł go nogą do ziemi. ― Wybrałeś sobie paskudne miejsce na śmierć.


Ostatnio zmieniony przez Envira dnia Pią Sie 18, 2017 7:11 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 174


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Pod przewodnictwem Mocy [Star Wars]   Pią Sie 18, 2017 6:29 pm

Kiwnął tylko głową, na znak, że o to właśnie chodzi i podążył dalej za mężczyzną. Gdy ten rozmawiał z kolejnymi, podejrzanie wyglądającymi typami (najwyraźniej wiedział, kogo zaczepić), Nivh obserwował tyły. Przy kolejnej zakończonej fiaskiem próbie westchnął głęboko i postanowił następnym razem użyć Mocy, by perswazja się powiodła. Jeśli nie miało się kredytów, należało sięgać do bardziej podstępnych metod nakłaniania. Ostatecznie jednak dowiedzieli się tego, o co im chodziło i ostrożnie, ale sprawnie zaczęli przemieszczać się w odpowiednim kierunku.
Mirialanin skrzywił się, gdy nieznośny zapach uderzył w jego nozdrza. Mimowolnie posłał Viranowi męczeńskie spojrzenie.
- Jeśli coś tam kiedyś było, to, sądząc po zapachu, raczej już nie żyje - odparł i wczołgał się do niskiego przejścia. Poruszał się sprawnie, instynktownie wiedząc, w którą ścieżkę powinien skręcić. Po dłuższej chwili dotarli wreszcie do kratownicy, a Lorlee mógł wreszcie głębiej zaczerpnąć świeższego powietrza, którego wciągnięcie do płuc nie przyprawiało o mdłości.
Szybko oszacował liczbę szturmowców na zbyt dużą, by można było zrezygnować z cichego przemykania między ładunkami i po prostu znalezienia sobie przewoźnika. Mężczyzna zaklął cicho, jednak odkręcił kratę i otworzywszy ją, zeskoczył bezszelestnie na ziemię, ukrywając się. Poczekał, aż jego towarzysz również to uczyni. I już otwierał usta, aby zapytać się go, co teraz, czy może zna tutaj kogoś, jednak ten już prysnął w stronę platformy.
Nie uciekł jednak daleko - Mirialanin dostrzegł, jak jakiś czerwonoskóry koleś o parszywym uśmiechu podciął go. Jedi wywrócił oczami. No tak, mógł się tego spodziewać. Spokojnie obserwował całe zajście, przemykając cicho coraz bliżej.
Przygryzł dolną wargę, rozejrzawszy się. Nie miał wyboru, musiał pomóc człowiekowi, bo zaraz jego mózg zostanie usmażony jednym strzałem z blastera. Popędził w jego kierunku, wyciągając przed siebie otwartą dłoń. Otaczających Virana mężczyzn nagle odrzuciło na boki, niczym szmaciane lalki. W biegu pochwycił broń, która została wytrącona Kilvaariemu z dłoni, a zaraz potem chwycił jego, podnosząc za ramię i popychając do przodu. Skoro tak chętnie mu zwiał jeszcze przed sekundą, musiał mieć gdzieś swój statek.
- Wygląda na to, że jestem ci potrzebny - rzucił do niego w biegu. Gdy się odwrócił, z przykrością stwierdził, że całe to zamieszanie przyciągnęło uwagę Szturmowców, którzy zaczęli przemieszczać się w ich kierunku. Nivh zaczął strzelać na oślep przez ramię, licząc, że pociski dzięki prowadzącej ich Mocy trafią kogo trzeba i nie zwalniał, osłaniając Virana. Potrzebował pilota i kapitana, nie mógł tak po prostu pozwolić mu umrzeć.

_________________

jakbym zbyt się ociągała z odpisami, można krzyczeć; chcesz pisać - moja skrzynka / gg stoją otworem, nie gryzę :D

a! uczelnia wjechała motzno, będę pisać dość rzadko, ale się staram, słońca~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
EnviraChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 27/06/2017
Liczba postów : 40


Cytat : "I'm here to provide support." ~9S
Female


PisanieTemat: Re: Pod przewodnictwem Mocy [Star Wars]   Wto Sie 29, 2017 10:02 pm

Dla Virana wszystko zwolniło, gdy gorączkowo próbował wymyślić sposób na wykaraskanie się z tej sytuacji. Tak się kończyło współpracowanie z niewłaściwymi ludźmi. Jego desperacja doprowadziła do tego, że przestał być ostrożny. A teraz, nie dość, że nie ma wymarzonej roboty, to Kilmar w każdej chwili mógł mu wypalić dziurę w głowie. Musiał być sposób, by przemówić nawet komuś takiemu do rozsądku...Zakładając, że jakiś posiadał.
Nagle stało się coś zupełnie nieoczekiwanego. Patrzył kompletnie osłupiały, jak napastników odrzuciło gwałtownie do tyłu. Zanim cokolwiek zrobił, został szybko postawiony na nogi przez Nivha. Viran nie zaprotestował i ochoczo rzucił się do przodu. Z tyłu można było zobaczyć nadciągających szturmowców.
Tym razem to on chwycił Mirialana za rękaw i pociągnął do wnętrza statku. Szybko użył przycisku, by klapa podniosła się do góry. Ze środka mógł słyszeć jak strzały ludzi Imperium uderzają w kadłub jego maszyny. Dlatego po krótkim złapaniu oddechu, pobiegł do kokpitu. Pierwsze co zrobił, to włączył osłony, chcąc uchronić się przed szkodami. Zaraz potem zabrał się za uruchamianie silników.
Czeka nas ostra przejażdżka. Radzę się czego chwycić! ― rzucił do towarzysza, przełączając górną dźwignię. Nawet w tak stresującej sytuacji jak ta, Viran mógł pochwalić się spokojem, z którym wykonywał każdy ruch. Jeśli chodziło o pilotowanie, to wiedział, że pośpiech był najbardziej zabójczy. Sam też nie uważał siebie za zbyt dobrego pilota, ale jak na razie on i maszyna byli w jednym kawałku.
Chwycił za stery i pociągnął, zmuszając statek do uniesienia się z nad ziemi. Przez szybę mogli oglądać szturmowców, którzy niestrudzenie strzelali w nich seriami pocisków, jakby myśląc, że to coś zdziała. Viran pokręcił głową nieco tym rozbawiony, by potem wreszcie ruszyć porządnie z platformy. Silniki zabuczały głośno, zmuszone do bardziej wymagającej pracy. Wreszcie wszystko wydawało się być gotowe i chwilę później mogli sunąć przez przestworza, szybkim, miarowym tempem pokonując kolejne warstwy atmosfery planety.
Przez ten czas Viran wykazywał kompletne skupienie, dopóki przed nimi nie pojawiła się rozświetlona gwiazdami, czerń kosmosu. Mężczyzna wypuścił powoli powietrze. Spojrzał na Nivha i otworzył usta, chcąc coś powiedzieć, gdy sobie uświadomił, że za bardzo nie wiedział, od czego powinien zacząć. Trwało to dłuższą chwilę, by wreszcie stwierdził, że należy z tym poczekać. Przynajmniej do czasu, gdy od Ryloth będą ich dzielić lata świetlne.
No dobra, to teraz tylko ustawić jaki kurs i- ― Nie dokończył, gdyż wtedy radar zaczął pikać. Viran zmarszczył brwi i spojrzał na urządzenie. Zaraz zaklął siarczyście. Widniejące trzy kropki na radarze wskazywały na to, że ich kłopoty jeszcze się nie skończyły.
Cholera! Mamy dwa myśliwce imperialne na ogonie! Będą próbowały nas powstrzymać przed wleceniem w nadświetlną! Któryś z nas musi iść na działko i je zestrzelić!


Ostatnio zmieniony przez Envira dnia Wto Wrz 26, 2017 9:15 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 174


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Pod przewodnictwem Mocy [Star Wars]   Wto Wrz 26, 2017 7:25 pm

Po kilku chwilach, które wydawały się wręcz wiecznością, dopadli do statku. Nivh nie zwalniając, wbiegł do niego, pociągnięty przez towarzysza, z którym niedawno złączył go los. Mimowolnie odetchnął głęboko z ulgą, gdy klapa za nimi zatrzasnęła się. Natychmiast podążył za radą Virana i chwycił się pierwszej lepszej rury, czekając na dalsze komunikaty. On o prowadzeniu statku nie wiedział niemal zupełnie nic. Jasne, małe ścigacze nie były problemem, ale w życiu nie siedział za sterem czegoś, co miało opuścić atmosferę, a tym bardziej wyposażonego w napęd nadświetlny.
Gdy wystartowali, opuszczając hangar, Mirialanin puścił znaleziony naprędce uchwyt i podszedł do siedzącego za sterami mężczyzny, żałując, że na tyle statku nie było żadnych okienek, z których mógłby pomachać ostrzeliwującym ich bez skutku szturmowcom. Wbił spojrzenie w rozciągającą się przed nimi czarną, niezmierzoną toń kosmosu, a po chwili wrócił do obserwowania wprawnych ruchów doświadczonego pilota.
Drgnął, kiedy rozległo się ostrzegawcze pikanie, niepozwalające Kilvaariemu nawet dokończyć wypowiadanego zdania. Nivh rzucił mu pytające spojrzenie. Najwyraźniej pościg wcale się nie skończył.
- Chyba wypada na mnie - uśmiechnął się gorzko, choć nigdy z czegoś takiego nie strzelał. Liczył, że połapie się w trakcie. Odwrócił się na pięcie i odszukał stanowisko strzelnicze. Po szybkich oględzinach usiadł na miejscu i chwycił wystające drążki, które, jak sądził, służyły do celowania i strzelania. Przez wąskie okienko dostrzegł sunące za nimi myśliwce. Przysiągłby, że słyszy ryczenie ich silników, choć nie dość, że dźwięk nie roznosił się w próżni, wszelkie odgłosy i tak zagłuszyłby statek, którym właśnie starali się uciec.
Z pewnością, której nie powinien posiadać, Jedi pociągnął drągi, a działo przesunęło się; to samo zrobił punkt na terminalu nieco poniżej wysokości jego wzroku.
- Proponuję jakąś planetę kontrolowaną przez Rebelię! - krzyknął do pilota, wypuszczając pierwszą salwę pocisków. Trafił jedną wrogą maszynę, a ta zawirowała i wybuchła, wyrzucając we wszystkie strony odłamki. Jeszcze tylko dwa. Odetchnął głęboko i zamknął na moment oczy, poszukując Mocy, oddając się jej, pozwalając, by go poprowadziła. Musiał trafić, zanim padną im osłony. Zdecydowanym ruchem wcisnął spust, zmiatając pozostałe myśliwce.
- To wszystkie? - zawołał jeszcze, nie będąc pewnym, czy może opuścić już stanowisko i zająć miejsce na przodzie statku.

_________________

jakbym zbyt się ociągała z odpisami, można krzyczeć; chcesz pisać - moja skrzynka / gg stoją otworem, nie gryzę :D

a! uczelnia wjechała motzno, będę pisać dość rzadko, ale się staram, słońca~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
EnviraChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 27/06/2017
Liczba postów : 40


Cytat : "I'm here to provide support." ~9S
Female


PisanieTemat: Re: Pod przewodnictwem Mocy [Star Wars]   Pon Paź 02, 2017 1:02 pm

A kto tu niby jest kapitanem... ― mruknął do siebie, słysząc propozycję Nivha. Gorączkowo wciskając odpowiednie przyciski na konsoli.
Viran kompletnie skupił się na pilotowaniu, chcąc nie tylko unikać strzałów, ale i pomóc Nivhowi w namierzaniu wrogich maszyn. Wykonując niekiedy gwałtowne zwroty oraz używając wszystkich możliwych przekleństw, zerkał zdenerwowany na radar. Miał nadzieję, że jego towarzysz umiał się posługiwać działkiem. Po krótkiej chwili mógł się przekonać, że istotnie potrafił i to jeszcze skutecznie. Jeden z imperialnych myśliwców zniknął z ekranu. A po nim kolejne. Mężczyzna odczekał trochę, nim zawołał Nivha, by ten do niego dołączył.
Muszę przyznać, potrafisz strzelać. Robiłeś to wręcz... instynktownie ― szczerze pochwalił towarzysza, spoglądając na niego. Takie umiejętności się ceniło, a już na pewno w takich sytuacjach.
Zaczął ustalać współrzędne wybranej przez siebie planety. Mimo wcześniejszej propozycji Mirialana, nie była ona kontrolowana przez Rebelię.
Rishi należy do kartelu Huttów, więc powinniśmy być tam przez chwilę bezpieczni ― mruknął, rzucając spojrzenie mężczyźnie, które miało mówić "To mój statek. To ja ustalam tutaj cel podróży". Viran potwierdził współrzędne i pociągnął za dźwignię. Silniki statku zabuczały od pracy, by wreszcie rozpędzić maszynę i wejść w nadświetlną. Powitał ich widok świetlistych smug światła, który będzie im towarzyszyć przez jeszcze pewien czas. ― Będziesz tam mógł skontaktować się ze swoimi przyjaciółmi ― dodał, by wreszcie opaść z ulgą na oparcie fotelu, obracając się po chwili do Nivha. ― Bez urazy, ale wolę bardziej neutralne grunty. Nie jestem zbytnio fanem twojej Rebelii... ― mruknął, przechylając głowę. ― Bo jesteś jednym z nich, prawda? Przynajmniej Viran widział w tym sens. To by mogło wyjaśnić chociażby ich spotkanie w tamtej alejce czy wcześniejszą propozycję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 174


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Pod przewodnictwem Mocy [Star Wars]   Pon Paź 02, 2017 4:43 pm

Po Mirialanie w ogóle nie było widać stresu. Z niezwykłym spokojem przyjął do wiadomości fakt, że są ścigani i trzeba zestrzelić myśliwce, odznaczając się zupełnie przeciwną postawą niż przeklinający kapitan. Gdy już upewnili się, że było względnie bezpiecznie, Jedi niespiesznie przeszedł z powrotem na przód statku i oparł się o jeden z foteli.
- Wygląda na to, że jestem naturalnym talentem - odrzekł mężczyzna, szczerząc się nonszalancko. Zachowywał się, jakby nie tylko cała ta niebezpieczna sytuacja na niego nie wpłynęła, ale również jakby ucieczka była dlań czymś zupełnie normalnym. Przesadne opanowanie i wręcz beztroska, z jakimi podchodził do pościgu i zagrożenia życia sugerowały niemal, że zwyczajnie nie wierzył, że mogą zostać złapani lub zabici, jakby zupełnie nie mieściło się to w jego pojmowaniu, co można było zrzucić albo na głupotę i naiwność, albo jakąś przedziwną pewność siebie i wiarę w wyższe siły.
Nivh wzruszył ramionami, słysząc, że będą lądować na Rishi i usiadł na siedzeniu obok kapitańskiego. Nie miał prawa dyktować Viranowi dokąd powinni się udać, poza tym, jemu było właściwie wszystko jedno. Odkąd pamiętał starał się zachowywać jak trzcina na wietrze - uginając się wedle woli losu, trafiając zawsze w odpowiednie miejsce w odpowiednim czasie. A może zwyczajnie wszędzie była potrzebna pomoc i dlatego nie miało znaczenia, gdzie się znajdzie? Jedi nigdy się nad tym nie zastanawiał. Żył chwilą, nie wybiegając specjalnie myślami w przyszłość, ani nie roztrząsając przeszłości. Tyle w zupełności mu wystarczało.
- ...poniekąd - odparł po krótkiej chwili Lorlee. Pytanie człowieka nie było takie proste. Formalnie nie należał do struktur Ruchu Oporu, ale był jego zwolennikiem i wspierał, gdy tylko mógł.
- Powiedzmy, że nie jestem sympatykiem Imperium - rzekł z lekkim uśmieszkiem, w zamyśleniu gładząc grubą, białą bliznę na szczęce. -  Od czasu do czasu pomagam więc rebeliantom.
Zwykle gdzie się nie znajdował, potrafił znaleźć przeciwników aktualnego porządku, którzy chętnie kontaktowali go z dowództwem Rebelii. Podejmował się najczęściej zadań graniczących z niemożliwością, których nikt inny nie był w stanie wykonać. Wszelkiego rodzaju infiltracje były jego specjalnością. Tylko jeden rodzaj zadań odrzucał na wstępie. Misje samobójcze. Przeczuwał, że prędzej czy później przyjdzie mu zginąć za swoją sprawę - przywrócenie ładu w Galaktyce, jednak jeszcze nie teraz. To nie był jego czas. Nie zamierzał umierać, dopóki nie upewni się, że Ruch Oporu zwycięży. W innym wypadku jego śmierć poszłaby na marne, a jako jeden z ostatnich Jedi nie mógł pozwolić sobie na przypadkowe i nieznaczące poświęcenie.

_________________

jakbym zbyt się ociągała z odpisami, można krzyczeć; chcesz pisać - moja skrzynka / gg stoją otworem, nie gryzę :D

a! uczelnia wjechała motzno, będę pisać dość rzadko, ale się staram, słońca~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Pod przewodnictwem Mocy [Star Wars]   

Powrót do góry Go down
 
Pod przewodnictwem Mocy [Star Wars]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Spis mocy/artefaktów indywidualnych.
» Spis mocy zakazanych
» Pomoc w zrozumiałym opisaniu mocy w KP

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zona scriptum :: Spin-off-
Skocz do: