CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 Światło w mroku

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 198


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Światło w mroku   Pią Lip 28, 2017 8:23 pm

First topic message reminder :



W Zamku Nieśmiertelności, na Czarnym Tronie, zasiada najpotężniejsza istota jaką widział świat, rządząca niepodzielnie swym ogromnym, wciąż powiększającym się imperium. Władca Ciemności przez swoją ekspansywną politykę spycha inne cywilizacje do niegościnnych części świata, a te królestwa, które się poddadzą, wciela do swojego państwa. Natomiast każdy, kto się opiera, jest bezwzględnie niszczony - miasta palone są do gołej ziemi, z pałaców zostają tylko zgliszcza, a w salach tronowych, ku przestrodze, urzędują nabite na pal koronowane głowy. Całe rasy, które nie chcą uznać jego zwierzchności, wybijane są co do nogi. Mówi się, że Pan Mroku nie ma serca. Że jest ono z kamienia, albo w jego miejscu ma ziejącą w piersi dziurę. Że zamraża wzrokiem i zabija dotykiem. Co jeśli znajdzie się ktoś, kto w to nie wierzy? Kto widzi w nim coś, czego nikt inny nie dostrzega?

Władca Ciemności: @Stardust
Elf: @Argent




Imię: Viribus
Wiek: 117 lat

Wzrost: 177 cm
Kolor oczu: Szare
Kolor włosów: Czarne

Charakter: Władca Ciemności. Pan Mroku i najsilniejszy człowiek, który kroczy po tej ziemi. I to właśnie oznacza jego imię - siłę. Ma, zdaje się, poczucie misji i niezłomny charakter. Brak sumienia. Boską powinność do wykonania. Sam w to wierzy - że narodził się po to, by zaprowadzić na świecie porządek. Jednocześnie jego pobudki nie są tak czyste - jest chciwy i zachłanny, chce mieć wszystko, jak okiem sięgnąć. Władać każdym, najdrobniejszym nawet życiem. Mimo to nie czerpie przyjemności z przemocy, przynajmniej z reguły. Dla niego to smutna konieczność pokazania innym lepszej drogi - bo w końcu w jego mniemaniu jego sposób jest najlepszy i tylko on jest w stanie zapewnić szczęście każdemu stworzeniu. Choć gardzi innymi jako stworzeniami niższymi, niegodnymi nawet lizać podeszwy jego butów, czuje, że jako ktoś ponad nich, powinien wskazać im kierunek rozwoju, zaopiekować się nimi - niczym ojciec rządzący w domu ciężką ręką. Odmawia sobie wszelkich ludzkich cech - bo przecież jest bytem nadrzędnym, istotą boską. Nie może popełniać błędów tych pośledniejszych stworzeń, poddawać się tym samym żądzom i instynktom. Jednak nawet po wieku istnienia, czy ktoś jest w stanie wyciszyć całkowicie swoje uczucia i pragnienia? Czyż serce, nawet zasuszone i bez życia niczym pustynia, wciąż, po latach nieurodzaju, nie pragnie miłości niczym wody? Zrozumienia? Czy nie jest samotne w swym myśleniu, że każdy inny jest pod nim? Viribus nie zadaje sobie takich pytań. Może kiedyś to robił, ale dawno o tym zapomniał. Dawno nauczył się, że samotność jest synonimem władzy. Nie przeszkadza mu to, że jego jedynym towarzyszem jest własny głos. I tak wszyscy go nienawidzą. Władza wymaga strachu, strach rodzi nienawiść, obrzydzenie. Zna tylko to i z tego czerpie swoją niszczycielską siłę.

Ciekawostki:
  • To syn poprzedniego Władcy Ciemności - wychował się więc w samotności i bojących się go ludzi
  • Jest genialnym taktykiem
  • W wolnych chwilach grywa w szachy, na organach albo pianinie, czy też czyta książki - zajmują go czynności, do których wystarczy jedna osoba
  • Wysługuje się wszystkim i każdym, nikt i nic nie ma dlań wystarczającej wartości, by być postawionym na jego poziomie
  • Włada ogromną, niszczycielską mocą, która jednak gdyby chciał, mogłaby posłużyć celom tworzenia; zawsze widział ją jako narzędzie opresji, strachem wzbudzające podziw i autorytet
  • Jest całkiem młody, jak na Władcę, aczkolwiek nie sprawia to, że jest mniej kompetentny
  • Ma chłodny, niski głos, który wywołuje ciarki, a także lodowate, przeszywające spojrzenie zdające się niszczyć dusze
  • Porusza się sprężyście, jego ruchy są zdecydowane, nie wykonuje nieprzemyślanych gestów - jest w nim władcza gracja i elegancja, na swój sposób piękna

_________________

odwiedźcie moje szukaje, a jak mnie chcecie zestalkować, to polecam spisik, bo wszystkie moje wątki są cudnie otagowane <3

jakbym zbyt się ociągała z odpisami, można krzyczeć; chcesz pisać - moja skrzynka / gg stoją otworem, nie gryzę :D
a! uczelnia wjechała motzno, będę pisać dość rzadko, ale się staram, słońca~


Ostatnio zmieniony przez Stardust dnia Sob Lip 29, 2017 11:45 pm, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 232


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Sob Sie 12, 2017 6:17 pm

Nathir też potrzebował pewnego czasu z dala od Władcy. Umęczone bólem i dwoma rodzajami magii ciało oraz równie wykończony umysł wymagały kilku dni całkowitego spokoju i snu, nim wreszcie elf mógł odzyskać przytomność. Nie dane mu było jednak długo się nią nacieszyć - bo prędko w jego więzieniu pojawił się Viribus, potrzebujący najwyraźniej rozładować emocje, które ktoś w nim wywołał. A później znowu. I znowu.
Nate znajdywał się przez ten czas w dziwnym stanie, na wpół przytomny, na wpół oderwany od rzeczywistości. Spędzał czas albo wpatrując się pusto w drzwi, albo zwijając z bólu, albo śpiąc. Nie był zdolny do uformowania ani jednej sensownej myśli, jakby na jakiś czas zupełnie się zatracił w magii - tej targającej jego ciałem i tej, która leczyła wyrządzone szkody. 
Pierwszy przebłysk powrotu do świata żywych miał tuż przed tym, jak jego oprawca znów zdecydował się wejść do jego celi. Słyszał jego ciężkie kroki, czuł zimną, destrukcyjną magię i złość kotłującą się wewnątrz - ponieważ tyran nie mógł pozwolić sobie na utratę cierpliwości przy świadkach. Świadomość elfa wreszcie przemogła apatię, konstruując najpierw najlepiej znane mu uczucia: żal i współczucie. Nathir zrozumiał Władcę. Poddał się jego dłoniom bez oporów, tak samo jak zawsze, tracąc przytomność, gdy ból stał się nie do wytrzymania - ale otworzył oczy niedługo później, już pozbawiony towarzystwa swojego kata.
Z trudem usiadł, posykując z bólu i uważnie obserwując swoje ciało, po którym przebiegały jasne wstążki magii - jego własnej mocy, która znów pomagała swojemu nosicielowi. Zawsze była w nim, zawsze ją czuł, nigdy jednak nie wykorzystał jej w taki sposób. Zawsze musiał lekko ją wypchnąć, nakierować na cierpiącą istotę czy zniszczone pole. Musiał uformować krążącą w nim energię, by na chwilę rozjaśnić cudze życie, pokazać ludziom lepszy świat, dodać kolorów, pomóc wspomnieniom się zatrzeć, ukoić nerwy. Nigdy nie działała bez jego zgody, nigdy też nie leczyła jego otarć czy ran. 
Aż do tego konkretnego momentu.
Czy był tylko naczyniem, w którym się kotłowała? Czy działała niezależnie od niego? Zawsze postrzegał siebie jako kogoś, kogo celem jest czynienie innych szczęśliwymi. Nigdy nie zapragnął wykorzystać magii dla swoich celów - nigdy też nie wyrwała się spod jego kontroli. Co to znaczyło? 

Pewnej nocy (bądź dnia?) wyrwało go ze snu jedno wspomnienie - to pytanie, które wcześniej zadał mu Viribus. Czy jesteś szczęśliwy? Czy on, Nathir, był kiedykolwiek szczęśliwy? Czy znał szczęście? Owszem, rozdawał je innym, był gotów zrobić niemal wszystko, by pomóc im odnaleźć tą właściwą drogę, pomóc znaleźć nadzieję i nie poddać się uciskowi oraz beznadziei.
Ale... Czemu to robił? Czy dla siebie? Czy dla innych? Czy spróbował kiedykolwiek robić coś innego?
Potarł o siebie palcami, patrząc jak w jego dłoni powoli tworzy się kula światła. Przyglądał się jej długo, zmieniając kształt i formę. Po raz pierwszy zrezygnował z magicznych wstąg, skupiając się całkowicie na stworzeniu idealnej piłki, miniatury słońca, która z każdą chwilą robiła się większa i jaśniejsza. 
Dlaczego nigdy tego nie próbował?
Dlaczego nigdy... nie próbował pokierować ludźmi na swoją korzyść? Przełamać ich woli? Dlaczego próbował jedynie im pomóc, ukazywać coś, wzmacniać bądź przygaszać, a nie... Po prostu pokierować nimi, by podążyli inną ścieżką? Tak jak Viribus krzywdził, by ukarać i uporządkować świat. Nie robił tego przecież dla własnej przyjemności. Elf nigdy nie widział w jego oczach radości, czy nawet satysfakcji płynącej z tortur i słuchania okrzyków bólu swoich ofiar. Rudowłosy nie mógłby tego przeoczyć - nie gdy widywał go w dokładnie takich sytuacjach, przy tak niedużej odległości. 
Nathir, po raz pierwszy w życiu, zdał sobie sprawę, iż jest podobny do Władcy Mroku. Że tak jak on, działał dla jakiegoś lepszego, wyższego dobra - jedynie ich rozumienie tego celu było inne. Nie wiedział jedynie jednego: czy ich odczuwanie, rozumienie, czy wykorzystywanie magii było takie samo, czy zupełnie odmienne.

Znajome kroki na korytarzu wybudziły rudowłosego ze snu. Był jak pies Pawłowa, reagował na znajomy bodziec, już instynktownie szykując się na ból. Oświadczenie mężczyzny, kąpiel oraz nagłe polepszenie warunków nie wywołały w nim zaufania - nie, był tylko bardziej podejrzliwy, czekając nerwowo na kolejne spazmy targające jego ciałem.
Viribus zupełnie niespodziewanie, być może nawet nieświadomie, zniszczył część elfa, wypełniając go magią, pytaniami oraz świadomością podmiotowości. Nathir nie potrafił poskładać wszystkich swoich myśli i znaleźć odpowiedzi na wątpliwości, które nim targały. Nie był nawet pewien, czy upływ czasu mu w tym pomoże. Nigdy nie analizował celu swojego życia, nigdy nie zastanawiał się, czy ma na nie wpływ - a jeśli tak, to jaki.
Ale nie chciał już być biernym.
Gdy Viribus pojawił się znów w jego celi, rudowłosy wbił w niego spojrzenie, zupełnie inne od dotychczasowych. Takie, w którym nie było beznadziei i żalu - wyglądał, jakby pobyt w Pałacu Nieskończoności wymazał jego niewinność. Gdyby Władca go zaatakował - odpowiedziałby magią. Nie wiedział w jaki sposób - nigdy nie użył jej w innym celu, niż pomocy innym. Nigdy się nie bronił, ani nie próbował kogoś skrzywdzić. Był jednak pewien, że nie pozwoli na kolejne tortury. Całe jego, wprawdzie nowopoznane, ale już znajome, jestestwo sprzeciwiało się kolejnym torturom.
Podczas wizyty czarnowłosego elf wpatrywał się w niego z równą uwagą, siedząc sztywno i szukając jakiejkolwiek oznaki, iż nagle jego ciało przeszyje ból.
Gdy do tego nie doszło, jego głowę znów wypełniły pytania. Dlaczego? Co się zmieniło? Czego od niego chciał Władca? Czy był... Czy był w jakiś sposób dla niego ważny?

Viribus wrócił. Zdawał się czegoś szukać w swoim więźniu, czego - tego Nathir nie wiedział. Był zbyt rozdarty swoimi własnymi wątpliwościami i pytaniami, by móc wczuć się w sytuację kogoś innego. Nie potrafił w żaden sposób zracjonalizować zachowania Władcy, tak jak nie potrafił znów być tym niewinnym i ufnym elfem. 
Przyzwyczajał się mimo to do obecności, tak jak przyzwyczaił się do myśli, że jego moc jest znacznie potężniejsza, niż kiedykolwiek sądził. Badał jej możliwości, kształtował, tworzył wzory na ścianach i w powietrzu, konstruował coraz to bardziej skomplikowane przedmioty, przywoływał do siebie zwierzęta z zamiarem sprawdzenia na nich własnych możliwości... Nigdy jednak nie potrafił się na to zdobyć. Zamiast sprawdzić, czy może je do czegoś zmusić, karmił je resztkami i leczył chore. Tak jak nigdy nie spróbował uciec, mimo iż wytwarzane przez niego przedmioty z czasem stawały się materialne coraz bardziej... I na coraz dłużej. 
Pewnego dnia, gdy na środku celi zakwitło, ni mniej ni więcej, a drzewo, podniósł swoje spojrzenie i wbił je prosto w siedzącego niedaleko Władcę.
- Czy przychodzisz tutaj do mnie dla mojej mocy? - zapytał, przerywając trwającą tak długo ciszę. Nie był zachrypnięty, a dobrze karmiony i wiecznie otoczony własną magią, nie wyglądał już niemal wcale jak więzień. Od dawna też nie miał na sobie kajdan.
Nadal jednak nie próbował się uwolnić. Nie był pewien, czy poradziłby sobie na zewnątrz. Jak by się zachował? Co by zrobił? 
Najważniejsze dla niego jednak pytanie, nieprzyjemnie kłujące go w pierś, było tym jednym, wypowiedzianym wreszcie na głos. Czy Viribusowi chodziło tylko o jego magię? Tak samo, jak... Wszystkim innym, którzy kiedykolwiek otaczali elfa?

_________________

"Now tell me baby, do you love as hot as I do?
Is there's a lighting striking inside of you?
Does your thunder roll? Does the fire keep you cool?
Oh, cause a hurricane is comin' for you"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 198


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Sob Sie 12, 2017 7:40 pm

Władcy Ciemności nie umknęła zmiana w zachowaniu elfa. Nie był już tym, kim był, gdy przybył do Pałacu Nieśmiertelności. Świadomość ta odezwała się we wnętrzu mężczyzny cichym, łaskoczącym uczuciem satysfakcji. Nie mógł powiedzieć, że go złamał, ale zmienił go. A jeśli Nathir podatny był na zmiany oznaczało, że nie był wcale nieskalany, nie był irracjonalnym bytem. Był kimś, na kogo można było wpłynąć, a Viribus sądził, że jeśli komukolwiek miałoby się to udać, to jemu. Nie wiedział, czy więzień po swojej zmianie będzie mniej kłopotliwy, czy bardziej, ale samo odmienienie go było zwycięstwem, krokiem do rozwiązania zagadki.
Zauważył też, że jego moc się rozwinęła. Nie próbował powstrzymywać tego procesu. W jakiś naturalny sposób doszedł do wniosku, że jest to coś, na co nie ma wpływu, czego nie zatrzyma. Zrozumiał to i pogodził się z tym. W końcu nie wierzył, że jego moc mogłaby być okiełznana przez kogoś z zewnątrz, a wszystko wskazywało, że Nathir był tak samo potężny. Po prostu jego zdolności miały inny charakter, wykorzystywał je do innych celów. I to tak fascynowało Viribusa. Dlaczego nie był samolubny? Dlaczego zależało mu na jakimś abstrakcyjnym pojęciu, jakie miało być odczuwane przez zupełnie mu obcych ludzi? Dlaczego pomagał innym? Dlaczego godził się na takie traktowanie i nie próbował uciec? Z jego potęgą sforsowanie murów Pałacu Nieśmiertelności nie powinno być wielkim problemem. Nie rozumiał tego. Nie rozumiał, jak latami można dawać się wykorzystywać. Nie wierzył, że ludzie w zetknięciu z jego mocą reagowali wdzięcznością. Ludzie zawsze bali się tego, czego nie rozumieli, co ich przerastało. On zaś był fascynowany przez niezrozumiałe; może dlatego, że nie wierzył, że coś mogłoby być dla niego faktycznym zagrożeniem?
Viribus wpatrując się w drzewo wyrastające przed elfem, powoli, w zamyśleniu pocierał palcami swoje wargi. Czyżby łączyło ich coś więcej niż tylko moc? Czyżby obaj byli podatni na zmiany? Nie mógł zaprzeczyć, że odkąd poznał elfa zaczął zastanawiać się nad sobą, czego nie robił już dziesiątki lat. Nie potrafił przypomnieć sobie, kiedy ostatnio coś wzbudziło jego wątpliwość. Teraz kwestionował wszystko. Każdą swoją myśl. Czy więzień miał na niego podobny wpływ? Oddziaływali nad siebie wzajemnie? Czy dokonywały się w nim zmiany? Już nawet nie potrafił stwierdzić. Nie był nawet pewien, czy to oznaka słabości, którą tak gardził. Zaczynał czuć do siebie obrzydzenie, wątpić. Ale przecież nie mógł tak żyć. Nie mógł władać, nie wiedząc, co jest słuszne, nie wierząc w swoją siłę. Musiał się pogodzić ze wszystkim, co tak usilnie próbował wypierać, jednak nie było to łatwe. Nie zamierzał tak łatwo się poddać i porzucić dawne ja. Musiał zatem zrozumieć. Może pomogłoby mu to w powrocie do swojej niezachwianej pewności. Teraz nie wiedział, czy może sobie ufać, nie rozumiał targających nim uczuć i sprzecznych myśli kotłujących się w jego głowie.
Po pytaniu elfa Viribus bardzo długo nic nie mówił, trwając w milczeniu kolejne minuty, jakby nie minęły ich wcześniej już tysiące, może nawet dziesiątki tysięcy. Rozmyślał nad odpowiedzią. Czy przychodził tu dla jego mocy? Nie, miał swoją, elfa już go interesowała tylko w znikomym stopniu. Po prostu była i musiał zaakceptować jej istnienie i wielkość, nic nie mógł na ten temat poradzić.
- Przychodzę tu dla siebie - rzekł w końcu, chłodnym, ale miękkim niczym atłas głosem, wpatrując się w oczy Nathira. Przyznanie się do swoich egoistycznych pobudek było czymś. Do tej pory sądził, że jest jakąś odgórną siłą, pozbawioną czegoś podobnego. Nie robił nic dla siebie, robił wszystko dla świata, by zaprowadzić w nim porządek, ład. Jego moc miała ogarnąć chaos, miała być zdolna zmienić go w zorganizowany system, wyznaczyć kierunek, w jakim miał podążać świat. Wątpliwości zaprzeczały takiej interpretacji jego istnienia. W takim razie jaki był powód, dla którego żył? Nie widział go. Czuł się tak, jakby nagle, kawałek po kawałku, przestawał rozumieć zasady rządzące światem.

_________________

odwiedźcie moje szukaje, a jak mnie chcecie zestalkować, to polecam spisik, bo wszystkie moje wątki są cudnie otagowane <3

jakbym zbyt się ociągała z odpisami, można krzyczeć; chcesz pisać - moja skrzynka / gg stoją otworem, nie gryzę :D
a! uczelnia wjechała motzno, będę pisać dość rzadko, ale się staram, słońca~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 232


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Sob Sie 12, 2017 8:15 pm

Rudowłosy nie odzywał się, czekając na odpowiedź. Spokojnie, cierpliwie, ale i zdecydowanie. Musiał ją poznać. Musiał pozbyć się tego nieprzyjemnego uczucia w piersi, którego nigdy wcześniej nie odczuwał i którego nie umiał nazwać. Przełknął ślinę z trudem, nagle zdając sobie sprawę, że to musiało być coś negatywnego. Próbował sobie przypomnieć emocje, z którymi pomagał kiedyś sobie radzić. Smutek? Zazdrość? Złość? Zawiść? Irytacja? Zawód? Beznadzieja? Nie wiedział. Nie znał ich. To tylko wzmocniło dyskomfort w piersi. Miał wrażenie, jakby znalazł się w sytuacji bez wyjścia, w spirali nakręcającego się zła, aż do momentu, gdy jego moc... Gdy jego moc wybuchnie tak samo jak ta, którą władał Viribus.
Zamrugał w szoku.
Odpowiedź mężczyzny wyrwała go z tego otępienia i nieprzyjemnej realizacji. Osłabiła znacząco ucisk w piersi. Na jego usta nagle, po tak długim czasie, wpłynął uśmiech. Nie był szeroki, nie był też wypełniony radością. Zamiast niej była ulga.
- To dobrze - odpowiedział miękkim, melodyjnym głosem. Innym niż ten magiczny, innym niż ten podczas tortur, wreszcie - innym niż ten sprzed chwili. Wreszcie był podobny do tego, który należał do niewinnego i altruistycznego elfa.
Znów zapanowała pomiędzy nimi cisza. Nathir przysunął się do stworzonego drzewa, obracając się i opierając o nie plecami, a zarazem siadając tyłem do swojego gościa. Zamknął oczy, pozwalając usłyszanej odpowiedzi zadomowić się w jego głowie, wpłynąć na myśli, być może zniszczyć niektóre wątpliwości, które wcale nie chciały w nim zniknąć, pomimo kolejnych dni w Pałacu Nieśmiertelności, spędzonych jedynie na poznawaniu własnej magii i rozmyślaniach.
W tym samym momencie, gdy Władca zaczął się podnosić, by zakończyć kolejną audiencję prowadzącą zupełnie donikąd, drzewo zaczęło znów zmieniać się w wiązki magii. Uważny obserwator mógł dostrzec, że ze spotkania na spotkanie moc Nate'a zmieniała odcień. Nie była już tak jasna i ciepła jak podczas ich pierwszych spotkań - ani tym bardziej podczas wybuchu w Sali Tronowej. Zielone liście pojaśniały, gdy znów zmieniły formę na niematerialną, by bez żadnego ostrzeżenia zgasnąć. Prawdziwe drzewo znikało po kawałku, za każdym razem, zamiast rozpłynąć się łagodnie w blasku, ciemniejąc, rozsypując w drobny popiół. Jakby jasna i ogrzewająca dobrocią moc przypominająca ognisko, nagle zmieniła swoje działanie i spalała wszystko, co napotkała na swojej drodze.
Siedzący po turecku rudowłosy, nadal odwrócony tyłem do mężczyzny, wyszeptał coś w swoim języku - tym, którym posługiwał się już tylko i wyłącznie on. Nie był on melodyjny, raczej... zgorzkniały.

_________________

"Now tell me baby, do you love as hot as I do?
Is there's a lighting striking inside of you?
Does your thunder roll? Does the fire keep you cool?
Oh, cause a hurricane is comin' for you"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 198


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Sob Sie 12, 2017 9:42 pm

Władca Ciemności zmrużył oczy. Czy mu się zdawało, czy zobaczył wyraźną ulgę w Nathirze, jakby jakiś ciężki kamień spadł mu z serca? Nie rozumiał. Co takiego było w jego słowach, że mogło uwolnić go od wątpliwości albo jakichś nieprzyjemnych myśli? Zamiast stawać się jaśniejszą, osobowość elfa była coraz większą zagadką. Jednak ta jego zmiana, różne uczucia pojawiające się w jego gestach, głosie, na jego twarzy sprawiały, że w jakiś sposób stawał się bardziej namacalny, bliższy.
Czy mnie też to dotyczy?
Viribus uciszył natrętne pytanie, które nagle wypłynęło na powierzchnię jego myśli. Mimo to nie chciało całkiem zatonąć i wciąż gdzieś pobrzmiewało jego echo. Czyżby był bardziej ludzki, niż do tej pory sądził? Wszak się złościł. Zaczynał wątpić. Czuł satysfakcję, a także skonfundowanie. I to wszystko w przeciągu tego krótkiego czasu, jakim była jego znajomość z elfem. Czuł, że w pewnym sensie są podobni. Jak dwa bieguny jednego magnesu, między którymi ciężko wyznaczyć jednoznaczną granicę. Ta nagła myśl nie tylko go zaskoczyła, ale również w pewien sposób przeraziła. Jak to - istniał ktoś mu podobny? Wciąż za mało wiedział, by to stwierdzić, ale obecność Nathira wpływała na niego w inny sposób, niż obecność innych ludzi. Był niemal jak równy, jak ktoś, kto mógłby go zrozumieć. Mimo to myśl ta nie miała odzwierciedlenia w rzeczywistości, a i on sam przed sobą nie zamierzał się do tego poglądu otwarcie przyznać. Zamiast tego zdusił go w sobie, zastąpił obojętnością i spokojem, choć ciekawość i fascynacja pozostały tam, gdzie były.
Gdy płomiennowłosy odwrócił się od niego, patrzył jeszcze chwilę, jak drzewo z wolna znika, zmieniając się w płynne światło. Musiał przyznać, że magia ta była... Na swój sposób piękna. Nigdy wcześniej nie posiadał podobnych rozważań na temat estetyki, niewiele rzeczy go zachwycało, a intrygowały go tylko zagadki i problemy logiczne, bitwy, rozgrywane na planszy stołu taktycznego, a potem za pomocą żyć ludzkich. Do tej pory właśnie to zajmowało jego umysł, jednak teraz zaczynał odkrywać zupełnie nowe doznania, które wcześniej były mu zupełnie obce.
Podniósł się powoli i odwrócił na pięcie, by zostawić więźnia samemu sobie, choć nie umknęły mu słowa w nieznanym języku - rozpoznał zaś gorzki ton, który jednak niewiele mu mówił, nie wiedział, z czego wynikał, jaki był jego powód. Viribus również potrzebował chwili w samotności, by przemyśleć wszystko, wyciszyć swoje uczucia, na których nie chciał się skupiać. Miał podejrzenia, że odbierze mu to jego siłę, a tego nie chciał. Była ona dla niego wszystkim - sensem jego istnienia, powodem do bycia na świecie. Dzięki niej mógł wypełnić swoje przeznaczenie.
Pierwszy raz od dawna mężczyzna usiadł do swych organów i zaczął grać. Improwizował. Nie była to melodia pochodząca z żadnych nut, ani nigdzie wcześniej zasłyszana. Płynęła prosto z... No właśnie, czego? Jego serca? Duszy? Uczuć? Przecież żadnych nie miał. Jego tańczące po klawiaturze palce zatrzymały się natychmiast. Wstał nagle, jak oparzony. Gra nie pomogła, choć zawsze go wyciszała, pozwalała zejść na ziemię, odrzucić wszelkie natrętne myśli, jeśli takie się pojawiły. Tym jednak razem nie przyniosła ukojenia, wręcz przeciwnie, uczyniła Viribusa jeszcze bardziej rozdrażnionym.

Następnego dnia wrócił. Czuł się jakby był uzależniony. Choć jego umysł krzyczał, by pozbawić Nathira głowy i już nigdy więcej się nim nie zajmować, jego nogi same poniosły go w zimne podziemia Pałacu Nieśmiertelności, gdzie usiadł znów na ławce, w tej samej pozycji, co zawsze. Splótł palce dłoni i badawczym spojrzeniem lustrował elfa.
- Co oznaczały słowa, które szeptałeś zanim wyszedłem ostatnim razem, Nathirze? - Zapytał cicho i spokojnie, choć jego głos był równie chłodny, co zawsze. Słychać w nim jednak było ciekawość. Niewielu rzeczy nie wiedział, nowy język go zatem intrygował. Czymś, co jeszcze go intrygowało, był ton głosu elfa, kiedy mówił do siebie. Po raz pierwszy usłyszał w nim coś, czego nie można było zaliczyć do pozytywnych uczuć, przynajmniej wedle powszechnego rozumienia. Viribus sam niespecjalnie je rozróżniał - dla niego były tylko określeniami, słowami, które nie miały pokrycia w rzeczywistości. Choć teraz, kiedy docierały do niego silniejsze bodźce, wzbudzające w nim coś, zaczynał wątpić w swoje pierwotne założenia, wedle których odczuwanie było przymiotem wyłącznie ludzkim.

_________________

odwiedźcie moje szukaje, a jak mnie chcecie zestalkować, to polecam spisik, bo wszystkie moje wątki są cudnie otagowane <3

jakbym zbyt się ociągała z odpisami, można krzyczeć; chcesz pisać - moja skrzynka / gg stoją otworem, nie gryzę :D
a! uczelnia wjechała motzno, będę pisać dość rzadko, ale się staram, słońca~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 232


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Nie Sie 13, 2017 12:15 am

Gdy tyran ponownie odwiedził swojego więźnia, ten nie czarował. Siedział oparty o ścianę, z przymkniętymi oczami, w zasadzie ignorując swojego gościa. Nie zareagował w żaden sposób na zadane mu pytanie - nie dlatego, że był pogrążony w rozmyślaniach. Przeciwnie, ucisk w piersi utrudniał mu namysł i poszukiwania odpowiedzi na wszystkie pytania. Nie rozumiał uczuć, które się w nim kotłowały. Nie rozumiał wątpliwości, które zasiał w nim Viribus, które pojawiły się po użyciu mocy, które prześladowały go niemal cały czas.
Wreszcie spojrzał na mężczyznę, wzrokiem wypełnionym - ni mniej ni więcej - a bólem. Tym razem nie fizycznym, nie wynikającym z tortur, czy otoczenia zła - a tym, który zasiała w nim niepewność własnego celu. Zamknął znów oczy i odetchnął z wyczuwalną rezygnacją.
- "Wszyscy zawsze przychodzili do mnie po moją moc" - odpowiedział wreszcie, z jeszcze bardziej słyszalną goryczą. - Powiedz. Czy myślisz, że to ty kierujesz swoją magią, czy to ona używa ciebie do swoich celów? - spytał cicho. - Czy nie jest tak, że jesteśmy po prostu "nosicielami"? Istotami, od których nic nie zależy, wypełniającymi ślepo to, do czego zostaliśmy przygotowani?
Rudowłosy zamilkł. Tak długo nie rozmawiali. Od poprzedniej, normalnej konwersacji, minęło sporo czasu - ale nie aż tyle, by usprawiedliwiał tak duże zmiany w postrzeganiu świata przez elfa. Czuł zgorzknienie. Ból. Irytację? Tak, to mogła być irytacja. Nie znał tego uczucia, ale doszedł do wniosku, że to mogło być ono. Ten posmak w ustach, ból w piersi... i może zniechęcenie? 
Odbił się od ściany, zupełnie nagle podnosząc się i podchodząc do Władcy. Spojrzał na niego z góry - tylko przez moment, ułamek sekundy, nim nie usiadł z powrotem na ziemi, by panujący tyran nie poczuł się zagrożony i nie zechciał pokazać mu jego miejsca. 
Co niekoniecznie by mu się mogło udać...
Oparł się łokciami o kolana, a głowę ułożył na złączonych dłoniach. Niemal stykał się z Viribusem nogami - niemal.

_________________

"Now tell me baby, do you love as hot as I do?
Is there's a lighting striking inside of you?
Does your thunder roll? Does the fire keep you cool?
Oh, cause a hurricane is comin' for you"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 198


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Nie Sie 13, 2017 1:02 am

Nathir i Viribus najwyraźniej czuli się podobnie. Obaj nękani przez wątpliwości spowodowane obecnością tego drugiego, obaj kwestionujący to, kim byli kiedyś, kim są, kim będą, jaki był ich cel. Mimo to była między nimi jakaś bariera, która uniemożliwiała zrozumienie się wzajemne, dostrzeżenie podobieństw, przynajmniej na tę chwilę. Władca Ciemności nie chciał nawet o tym myśleć, negował istnienie posiadania podobnych rozterek, nie mógł jednak robić tego w nieskończoność. Zwłaszcza, kiedy wszelkie fakty zdawały się przeczyć jego założeniom i przekonaniom.
Na twarzy Pana Mroku wymalowało się szczere zdziwienie bólem, który pojawił się w oczach elfa. I jego przepełnionym żalem głosem. Nie rozumiał. Wcześniej więzień zdawał się być niezachwiany w swoich poglądach, jasny i czysty. Teraz tafla jego duszy, umysłu, była jakby zmącona. Nie było w nim tej siły co dawniej, przynajmniej nie tej samej. Nagle pomyślał, że patrzy w lustro, jednak pomysł ten znikł równie szybko, jak się pojawił, pozostając jedynie dziwnym błyskiem w jego podświadomości.
Viribus skupił się. Pytanie elfa nie należało do łatwych. Coś zaczęło się w nim burzyć, narastać. Nigdy się nad tym nie zastanawiał, a kiedy to robił, zaczynał dostrzegać luki w swoim światopoglądzie. Nie podobało mu się to. Niejasności i rozterki piętrzyły się w nim, gromadziły, objawiając się ciężkim uczuciem gdzieś w okolicy gardła i klatki piersiowej. Z trudem zaczął ubierać swoje myśli w słowa:
- Sądzę, że mam swoje przeznaczenie, a magia jest narzędziem, które ma mi pozwolić je wypełnić.
- Jednak kto wie, może to działa w drugą stronę? Może to ja jestem jej narzędziem do spełnienia nadrzędnego celu? Jesteśmy jednym - dodał po krótkiej chwili, dużo cichszym, mniej pewnym głosem. Pierwszy raz przyznał się do swojego rozdarcia i niemożności zdecydowania, co tak naprawdę o czymś myśli, ustalenia jednej, spójnej wersji swojego zdania. Nie wiedział, czy to on kuł moc wedle swojej woli, czy ona władała nim. Wiedział tylko, że byli jednością. Nierozłączną całością, przenikającą się wzajemnie i splatającą w nieustającym tańcu. Jedno było uzależnione od drugiego, wzajemnie sobą oddychali. Inaczej nie mógł określić uczucia, jakim dla niego była magia.
Viribus wyraźnie czuł emocje bijące od Nathira. Emocje, których doświadczał pierwszy raz. Podświadomie je rozumiał. Kiedyś też czuł zawód, zgorzknienie. Bolało go, z jaką niewdzięcznością zwracali się do niego ludzie, jednak dawno o tym wszystkim zapomniał. To było, kiedy jeszcze był dzieckiem i nie rozumiał, jak działa ten świat.
- Czy jest jakaś różnica? - Zapytał, przekrzywiając delikatnie głowę i wpatrując się głęboko w oczy Nathirowi. Nawet jeśli była, nie mógłby jej dostrzec, nie wiedziałby o niej. Nie potrafił stwierdzić, co było narzędziem - on, czy jego moc. Był za to pewien, że stworzony był do wyższych celów, do czegoś wielkiego. Nie dopuszczał do siebie myśli, że być może niczym nie różni się od zwykłych ludzi, że jak i oni jest panem swojego losu, a magia to... Zwyczajny przypadek, wynaturzenie. Nie. Moc była nagrodą, boskim pierwiastkiem odróżniającym ich od śmiertelników.

_________________

odwiedźcie moje szukaje, a jak mnie chcecie zestalkować, to polecam spisik, bo wszystkie moje wątki są cudnie otagowane <3

jakbym zbyt się ociągała z odpisami, można krzyczeć; chcesz pisać - moja skrzynka / gg stoją otworem, nie gryzę :D
a! uczelnia wjechała motzno, będę pisać dość rzadko, ale się staram, słońca~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 232


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Nie Sie 13, 2017 2:13 am

Elf obserwował Viribusa z dołu. On widział te podobieństwa. Widział je aż za dobrze. Zaczynał się zastanawiać, czy to była jego przyszłość. Czy aktualny Władca Mroku był tym, czym on sam pewnego dnia się stanie. Owszem, nie potrafił krzywdzić innych istot, czuł opory przed jakąkolwiek manipulacją - ale wykorzystywał magię dla swojej korzyści i rozrywki. Chciał zrozumieć to, jak czarnowłosy postrzegał moc. Czy była ona faktycznie tym samym dla nich obu? Czy Nathir był w trakcie przemiany, która dużo później niż u młodszego mężczyzny, ale wreszcie nastąpiła? 
Słuchał jego wyjaśnień, dostrzegał wątpliwości - a co ważniejsze, nagle zobaczył w tyranie kogoś innego. Zobaczył istotę, która nie jest wcale ponad innymi, niezrozumiała, chłodna i odległa - nie, była aż za bardzo bliska. Może nie dla każdego to było oczywiste, ale... Nate widział w nim człowieczeństwo. Patrzył na wąskie wargi, układające się w odpowiedzi, na poruszającą się grdykę, długie rzęsy układające się co jakiś czas na skórze, gdy mężczyzna mrugał. Patrzył na ciemne, ułożone włosy, chłodne oczy, w których coraz częściej pojawiały się emocje i wątpliwości. Na wyraźnie zarysowany nos i policzki.
Ucisk w jego piersi odrobinę zelżał. Na krótką chwilę ogarnął go spokój, a z głowy wyparowały wszystkie pytania i wątpliwości. Jakby obserwowanie Władcy, z takiej odległości, działało niczym kurtyna, oddzielająca elfa od wszelkich trosk. Wpatrywał się w niego zielonymi oczami, czując jak jego ciało znowu opanowuje znajome uczucie ciepła. Znajome... A jednocześnie odmienne.
Zamrugał, słysząc pytanie i wyrywając się z tego dziwnego stanu. Pozwolił usłyszanym słowom obrócić się kilka razy w umyśle, analizując zasłyszaną odpowiedź, jak i swoją potencjalną reakcję. Ból w piersi powrócił, podobnie jak smutek.
Pokręcił głową przecząco.
- Magia owszem, jest naszą częścią, ma podobne początki, ale... - Zatrzymał się na chwilę, szukając lepszej odpowiedzi. Wyciągnął jedną dłoń przed siebie, do góry, delikatnie chwytając ciepłymi palcami za podbródek mężczyzny.
- Ale mam wrażenie, że zostaliśmy przygotowani do swojego przeznaczenia nie przez nią - powiedział wreszcie, wiążąc czarnowłosego w swoim spojrzeniu. - Podążamy drogą, którą ktoś nam pokazał. Jak wyglądało twoje dzieciństwo? - Uniósł brew do góry. Mówił spokojnym, może odrobinę zrezygnowanym, ale łagodnym tonem. Nie było w nim tego współczucia, które irytowało Władcę - był za to ból. 
- Jak wyglądały twoje lata młodości? Jak cię wychowano? - dodał i stało się jasne, że nie oczekiwał odpowiedzi. Zadane pytania były retoryczne, mające nakierować myśli Viribusa na odpowiednie tory. 
Elf częściowo się uniósł, klękając i tym samym niemal zrównując się wzrostem ze swoim oprawcą. Tym razem przesunął palcami po linii żuchwy młodszego mężczyzny, gładząc ją w niemal pieszczotliwym geście. Znów powróciło do niego ciepło i spokój. Tak, jakby źródło jego wszystkich wątpliwości jednocześnie jako jedyne mogło je wyciszyć.
Opanowało go kolejne uczucie, którego nie potrafił nazwać.

_________________

"Now tell me baby, do you love as hot as I do?
Is there's a lighting striking inside of you?
Does your thunder roll? Does the fire keep you cool?
Oh, cause a hurricane is comin' for you"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 198


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Nie Sie 13, 2017 12:24 pm

Gdzieś podświadomie zdawał sobie sprawę, że są niczym dwie strony tego samego medalu - z pozoru odmienni, jednak bardzo podobni. Mimo to nie pozwalał tej myśli na wypłynięcie z głębin jego świadomości, odrzucał ją, usilnie wyciszał. Nawet przed samym sobą nie chciał się przyznać, że coś podobnego powstało w jego głowie. Bo jak mógł? Oznaczałoby to poddanie w wątpliwość całego jego istnienia, sensu jego życia. Nawet dla kogoś takiego, jak Viribus, był to ogromny, druzgoczący cios, który mógł zmienić wszystko. Na to mężczyzna nie był jeszcze gotów.
Zesztywniał, czując dotyk Nathira na swojej skórze. W zetknięciu z jej lodowatą, bladą powierzchnią palce elfa wręcz parzyły, jednak nie był to taki ból jak wcześniej. Nie był tak szokujący i przejmujący. Nie wiedział, czy wynikało to z nagłej zmiany charakteru płomiennowłosego, czy może ze zmian w nim samym. Nie poruszył się, gdy opuszki palców błądziły po jego twarzy. Był milczący i nieruchomy niczym posąg z białego marmuru, chłodny i gładki, niewzruszony. Dotyk więźnia nie przypominał już liżących go płomieni, a prąd, który rozchodził się po całym ciele.
Władca Ciemności nie przerywał kontaktu wzrokowego. Po części dlatego, że nie chciał okazać słabości, jednak bardziej z powodu utraty kontaktu z rzeczywistością. Palce muskające jego twarz, pytania, które rodziły w nim wewnętrzną walkę. Zbyt wiele myśli się w nim kotłowało, mieszając, splatając ze sobą. Jeszcze nigdy nie miał w umyśle takiego chaosu, nie wiedział, jak go opanować. Wbijał tylko spojrzenie w elfa, niemal zatracając się w jego głębokich, złotych oczach.
On nie miał dzieciństwa. Nie sądził, że było potrzebne. Ze swoich lat młodości pamiętał niewiele, czuł, jakby znajdowały się za jakąś kurtyną, rozmazane i wyciszone, prawdopodobnie niewarte zapamiętania. Pamiętał, że z ojcem widywał się głównie podczas lekcji panowania nad mocą. Pamiętał, jak pierwszy raz obserwował egzekucję. Pamiętał, że jego jedyną zabawą było odgrywanie skomplikowanych bitew i manewrów taktycznych swoimi żołnierzykami. Wspomnienia te nie budziły jednak w nim żadnych emocji, nie mógł również przypomnieć sobie, co kiedyś myślał. Niczego nie wzbudzały w nim nawet przebłyski lekcji gry na fortepianie i czytania nut, mimo że jeszcze tak niedawno nie mógł usiąść do organów, gdyż zadawał sobie pytania, o których istnieniu wcześniej nawet nie zdawał sobie sprawy.
- Naucz mnie swojego języka, Nathirze - wychrypiał nagle, przerywając długie milczenie i pełną napięcia chwilę. Jego słowa i ton głosu zaskoczyły go, jakby wyrwały się z jego ust zupełnie niezależnie od niego. Viribus wciąż trwał bez ruchu, nie pokazywał również zdziwienia tym nagłym impulsem, ani tym, że za nim podążył. Natychmiast zaś zaczął racjonalizować swoje postępowanie. Wszak był głodny wiedzy, nie znosił, kiedy czegoś nie rozumiał. Powinien pojmować wszystko, w tym słowa w obcych mu językach. Luka w edukacji była zatem plamą na jego nieskazitelnej boskości, ujmowała jej. A na to nie mógł pozwolić.

_________________

odwiedźcie moje szukaje, a jak mnie chcecie zestalkować, to polecam spisik, bo wszystkie moje wątki są cudnie otagowane <3

jakbym zbyt się ociągała z odpisami, można krzyczeć; chcesz pisać - moja skrzynka / gg stoją otworem, nie gryzę :D
a! uczelnia wjechała motzno, będę pisać dość rzadko, ale się staram, słońca~


Ostatnio zmieniony przez Stardust dnia Nie Sie 13, 2017 4:33 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 232


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Nie Sie 13, 2017 1:37 pm

Gdy panującą pomiędzy nimi ciszę przerwał zachrypnięty głos Władcy, Nate'a uderzył fakt, iż znajdowali się tak blisko. Ich oczy były dokładnie na tym samym poziomie, a chłodny oddech czarnowłosego owionął elfa. Poczuł... ciekawość?
- To jest martwy język, Viribusie. Tylko ja go używam - szepnął, nie chcąc przypadkiem przerwać tej... tego... tego, co się pomiędzy nimi działo, wiążąc ich spojrzenia, zmieniając ich poglądy na świat i na siebie. Uniósł drugą dłoń, gładząc jego twarz po drugiej stronie, zaczarowany nietypowym chłodem i gładkością skóry swojego oprawcy. Im bardziej ludzki się stawał, tym piękniejszy. Niczym kwiat róży, wcześniej ukryty w kolcach, nagle został odnaleziony i zakwitł w pełni, oszałamiając swoim zapachem. Nawet, jeśli wciąż kryły się w nim kolce, nie sposób było zrezygnować z wyciągnięcia palców w jego kierunku. 
- Elfy zawsze bardzo zazdrośnie strzegły tej wiedzy. Nikt inny nigdy nim nie władał, nikt oprócz mnie już go nie zna. - Uśmiechnął się łagodnie, chociaż na chwilę dało się dostrzec w nim ból. Stracił w końcu wszystkich. Nikt nie przeżył, Viribus tego dopilnował. 
Odetchnął powoli, z trudem, próbując uspokoić emocje, które znów próbowały wydostać się spod kurtyny. Było ich za dużo, zbyt nieprzyjemnych. Chciał pozostać w ciszy i spokoju, cieple i fascynacji - a wszystko to wzbudzał w nim tylko czarnowłosy, gdy był obok, tak blisko, tak łagodnie. 
Rudowłosy odruchowo oblizał zaschnięte wargi, gdy jego wzrok na chwilę spłynął z oczu tyrana, do jego ust. Znów opanowało go przyjemne gorąco, rozgrzewające od środka, uciszające ból, wątpliwości, irytację... I wszystkie te emocje, których nie potrafił odpowiednio nazwać.
Zbliżył się jeszcze minimalnie... A potem wycofał, wypuszczając wreszcie z uścisku Władcę, siadając z powrotem na ziemi i zamykając dłonie, układając je na swoich kolanach. Milczał, spoglądając na nie przez długą chwilę, nim powoli ich nie otworzył. Posłuszna magia ułożyła się w niewielką, prostą i jasną różę, sam kwiat, pozbawiony łodygi, liści i kolców. Podniósł ręce, zbliżając je do piersi Viribusa, gdy jego jasna moc twardniała, czyniąc wytwór stricte niematerialny bardziej namacalnym. Gdy ostatni płatek zmienił kolor na biały, elf uśmiechnął się do mężczyzny i wyszeptał dwa, dźwięczne słowa.
- To znaczy "dziękuję" - wyjaśnił, a potem powtórzył je wolniej, tak by każda głoska wyraźnie pobrzmiała, ułatwiając bezbłędne wymówienie komuś, kto nigdy tym językiem nie władał.

_________________

"Now tell me baby, do you love as hot as I do?
Is there's a lighting striking inside of you?
Does your thunder roll? Does the fire keep you cool?
Oh, cause a hurricane is comin' for you"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 198


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Nie Sie 13, 2017 6:11 pm

Czuł się odrobinę tak, jakby nie całkiem panował nad własnymi odruchami. Jakby stał gdzieś obok, poza swoim ciałem i obserwował, co ono robi. Samo z siebie. Nie wiedział, co myśli, co zaraz zrobi - w pewien sposób sam był dla siebie zagadką. Odrobinę go to przerażało. Nigdy nie sądził, że tak łatwo może stracić nad sobą kontrolę, być zdanym na łaskę przewrotnych uczuć, których ani nie rozumiał, ani nie potrafił nazwać.
Viribus nie wiedział, co działo się między nim a Nathirem, choć atmosfera była tak gęsta, że niemal dało się ciąć ją nożem. Nie mógł jednak zaprzeczyć, że coś miało miejsce. W jakiś sposób wpływali na siebie wzajemnie, mieszali się, tak jak łączyły się ich oddechy - gorący i zimny. Byli blisko, bardzo, być może nawet za blisko, jednak Władca Ciemności siedział niczym sparaliżowany, śledząc emocje ukazujące się w tęczówkach elfa.
Ból, który się w nich ukazał, nie wywołał w kruczowłosym żadnego ukłucia sumienia, wstydu, żalu. Wiedział, że elf został sam. Był ostatnim z ostatnich, jedynym. On sam pozbawił go wszelkich pobratymców. Ta świadomość nie budziła w nim jednak poczucia winy. Robił, co do niego należało, co w danym momencie uważał za słuszne. Próbował tylko wskazać światu odpowiedni kierunek rozwoju, zaprowadzić harmonię. Niektórzy jednak nie chcieli tak łatwo mu na to pozwolić.
Zamiast tego w mężczyźnie pojawiło się coś na kształt zrozumienia, może nawet współczucia, które szybko starał się zgasić. Wiedział przecież, jak to jest być samemu i to latami. Nie wątpił, że nawet zanim Nathir został ostatnim ze swojej rasy, doświadczał samotności. Mimo to, nawet gdyby chciał, nie potrafiłby wykrzesać z siebie choć krzty żalu za to, czego dokonał. Taka była kolej rzeczy i naturalny porządek. On sam nigdy nie przywiązał się nawet do jednej osoby, a co dopiero do jakiegoś zbioru jednostek o podobnych cechach; być może przez to, że przez zwykłych ludzi traktowany był jako niebezpieczne wynaturzenie. Nie jako ktoś im podobny, a całkiem inny - sam w to wierzył i każdy przejaw człowieczeństwa traktował z odrazą, niszcząc w sobie całkowicie.
Władca Ciemności jak w transie powtórzył słowa Nathira i musnął opuszkami palców płatki pąku, który wyrósł w dłoniach elfa. Musiał przyznać, że jego magia była piękna i elegancka, jednak wciąż nie pojmował sytuacji, w której się znalazł. Nie rozumiał, czy słowa więźnia oznaczały odmowę, czy wręcz przeciwnie. I dlaczego wybrał akurat to słowo? Słowo, które, choć w innym języku, Viribus wypowiedział chyba pierwszy raz w życiu. To wszystko było dla niego.. Za dużo. Wstał powoli i opuścił celę, przerywając to intymne doświadczenie. Miał mętlik w głowie, nie mógł pozwolić, by ta chwila trwała, ze strachu, że oszaleje, że zmieni się nieodwracalnie. Że stanie się kimś, kim zawsze gardził.
Musiał wszystko sam w spokoju przemyśleć, jednak zastanawianie się nad każdym, najdrobniejszym szczegółem całego zajścia nie przynosiło ani odpowiedzi, ani ukojenia. Wręcz przeciwnie. Zgadywał, że będzie musiał przyzwyczaić się do chaosu we własnej głowie i natłoku uczuć, których nie potrafił nawet nazwać. Nie pamiętał, kiedy ostatnim razem ogarniało go tyle emocji. Do tej pory był albo usatysfakcjonowany, albo nie. Gdy pojmał Nathira, ta gama została poszerzona jeszcze o gniew. Ale teraz? Tego wszystkiego było za dużo, by się zorientować, by pojąć, co się działo. Władca Ciemności stwierdził więc, że nie będzie nad tym rozmyślał, a powróci do praktyki robienia tego, na co ma ochotę.
Jak na przykład miewał ochotę grać w szachy. I kiedy jakiś czas później naszła go potrzeba rozegrania partii, gdy już rozkładał planszę, coś go tknęło. To była gra dla dwóch osób. Wiedziony nagłą potrzebą sprawdzenia, jak to jest, grać we dwójkę, wziął złożoną szachownicę i udał się do jedynej osoby, która nie obawiała się przebywać z nim sam na sam.
- Umiesz grać w szachy, Nathirze? - zapytał, siadając bezpośrednio na posadzce przed swoim więźniem. Nie czekając na odpowiedź, rozłożył planszę wykładaną kostką z białego i czarnego marmuru, a następnie zaczął ustawiać na niej misternie rzeźbione diamentowe i onyksowe figury. Jeśli elf nie znał tej gry, Viribus gotów był mu ją klarownie przedstawić. Robił to tylko dla siebie, co choć nie było czymś nowym, należało do tych odświeżających przywilejów, z których Pan Mroku chętnie, ale niezbyt często korzystał. Zwykle jego uwagę zajmowała nie własna osoba, a losy świata. Skupianie się zatem na tym, co we wnętrzu, było dlań czymś dziwnym, niespotykanym i zupełnie nieznanym.

_________________

odwiedźcie moje szukaje, a jak mnie chcecie zestalkować, to polecam spisik, bo wszystkie moje wątki są cudnie otagowane <3

jakbym zbyt się ociągała z odpisami, można krzyczeć; chcesz pisać - moja skrzynka / gg stoją otworem, nie gryzę :D
a! uczelnia wjechała motzno, będę pisać dość rzadko, ale się staram, słońca~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 232


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Nie Sie 13, 2017 7:20 pm

Nathir, wciąż był wypełniony obawami, pytaniami bez odpowiedzi i złością do świata za to, że dostał takie, a nie inne przeznaczenie i nikt nigdy nie potraktował go jako jednostki, podmiotu o własnych uczuciach i potrzebach. Trzysta lat spędził w otoczeniu miłości i dobra, naprawiając świat niszczony przez Władców, pomagając innym ludziom, dając im szansę na nowe życie... Ale nikt nigdy jemu nie dał wyboru. Ludzie nie zawsze byli wdzięczni, czasami się go obawiali, a czasami prosili, by odszedł - bo jeśli Władca by coś zauważył, mogłaby ich spotkać znacznie gorsza kara. Wszyscy jednak patrzyli na niego jak... Na coś odmiennego. Coś będącego "na zewnątrz", w oddali, co tylko na chwilę pojawiało się w ich życiu, by zaraz zniknąć. Czy w ogóle go pamiętali? Czy ktokolwiek poświęcił chwilę na to, by go zrozumieć? Czy ktokolwiek był nim... Zaciekawiony, jak Viribus?
Chciał go znowu zobaczyć. Chciał się upewnić. Chciał... Znowu poczuć to ciepło, zamiast ucisku w piersi.
Nie przywykł do tego, by czegoś pragnąć. Zawsze spełniał cudze potrzeby, nigdy nie wykorzystywał magii dla siebie, nigdy nie miał życzeń. Nigdy nie czuł więzi z kimś.
Gdy tylko usłyszał znajome kroki na korytarzu, usiadł na - stworzonym przez siebie już dość dawno temu - łóżku i wbił spojrzenie w drzwi. Uśmiechnął się na powitanie, unosząc zaraz brew z zaskoczeniem, gdy dostrzegł pudło przyniesione przez Władcę. Podniósł się i przybliżył, siadając naprzeciwko niego, obserwując jego staranne ruchy z zaciekawieniem. Wziął do ręki jedną, ciemną figurę, obracając ją w palcach.
- Nie, nigdy czegoś takiego nie widziałem - odparł miękko. Wszystkie wątpliwości znów zniknęły jak ręką odjął, jakby nigdy się nie pojawiły, a elf znów się rozluźnił i odetchnął pełną piersią. Uśmiechnął się szerzej, kładąc nagle dłoń na dłoni czarnowłosego, zatrzymując ją w miejscu, przerywając układanie szachów. Patrząc mu prosto w oczy, wymówił kolejne, dźwięczne słowo w elfickim, zaraz je tłumacząc:
- To powitanie. - Puścił do niego oko i wyprostował się, odsuwając wreszcie i dając mężczyźnie szansę na rozłożenie planszy i pionków do końca. - Opowiedz w takim razie, na czym ta gra polega?

_________________

"Now tell me baby, do you love as hot as I do?
Is there's a lighting striking inside of you?
Does your thunder roll? Does the fire keep you cool?
Oh, cause a hurricane is comin' for you"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 198


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Nie Sie 13, 2017 9:14 pm

Wargi Viribusa drgnęły nieznacznie, co można było uznać nawet za przynajmniej cień uśmiechu, co mimowolnie było odwzajemnieniem tego, jaki posłał mu elf na powitanie. Pozwolił mu oglądać figury, zanim poustawiał wszystkie. Mieli czas. Mieli cały czas na świecie.
Władca Ciemności nigdy się nie spieszył, planował wszystko w dłuższej perspektywie - nawet dziesiątki lat wprzód. Jego ruchy więc nie były gwałtowne, a starannie przemyślane i powolne. Śledził poczynania Nathira, jego wyraz twarzy, każdą, nawet najdrobniejszą zmianę w jego mimice. Starał się go zrozumieć, elf niezwykle go ciekawił. Teraz miał okazję obserwować kogoś, kto mimo setek lat życia widział coś po raz pierwszy, znów uczył się czegoś nowego. Musiał przyznać, że było to interesujące doświadczenie.
- To nie szkodzi - odrzekł łagodnie, a choć jego głos pozostał chłodny, słychać w nim było jedwabistość i miękkość. Rozluźnienie elfa udzielało się Panu Mroku, jego spokój również. Zdawało mu się, jakby wzajemnie się do siebie dostrajali, jakby ich uczucia, choć nie do końca dla nich samych zrozumiałe, oddziaływały na siebie, jakby ich ciała porozumiewały się bez udziału umysłów. Było to niezwykłe przeżycie, niemal mistyczne. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczył.
Gdy zaś poczuł na swojej dłoni gorącą skórę Nathira, drgnął nieznacznie, jednak jej nie odsunął; miał wrażenie, że przeszedł go prąd, który pozostawiał za sobą uczucie mrowienia. Nie było ono nieprzyjemne, ale Viribus nie wiedział, czy może sklasyfikować je jako miłe, zaś na pewno jako intensywne.
Skupił swą uwagę na słowach, które wypowiedział elf i starał się powtórzyć je z jak największą dokładnością, patrząc mu w oczy. Starał się wyłapać z jego twarzy reakcje, które pozwolą mu stwierdzić, czy próba powitania go po elficku się powiodła. Kiedy Nathir cofnął swą dłoń, Władcę Ciemności ogarnął jakby zawód, że dotyk ten trwał tak krótko, ale natychmiast to uczucie zostało wyciszone. Mężczyzna chrząknął i zaczął wyjaśniać zasady gry. Opowiedział o jej celu, o tym, jak poruszają się figury. Pominął na razie kwestię bardziej zaawansowanych formacji i taktyk. Na to być może kiedyś przyjdzie czas.
- Białe zaczynają - rzekł Viribus, wskazując znajdujące się po stronie elfa kryształowe figury. Musiał przyznać, że był... Podekscytowany. Grać nauczył się z książek i zawsze sam ze sobą rozgrywał partie, ćwicząc manewry i taktyki, nigdy jednak jego przeciwnikiem nie był ktoś inny niż on sam. Wątpił, by była to porywająca rozgrywka, ale mimowolnie starał się ją przedłużyć, a nie zniszczyć przeciwnika w kilku ruchach, co było doń zupełnie niepodobne.

_________________

odwiedźcie moje szukaje, a jak mnie chcecie zestalkować, to polecam spisik, bo wszystkie moje wątki są cudnie otagowane <3

jakbym zbyt się ociągała z odpisami, można krzyczeć; chcesz pisać - moja skrzynka / gg stoją otworem, nie gryzę :D
a! uczelnia wjechała motzno, będę pisać dość rzadko, ale się staram, słońca~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 232


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Nie Sie 13, 2017 9:45 pm

Viribus, co oczywiste, był inteligentny i zupełnie obcy język nie stanowił dla niego żadnego problemu. Elf był pewien tego, pomimo iż dopiero nauczył go dwóch słów. Nie mógł jednak niczego zarzucić wymowie, a i gdy wysłuchał całej instrukcji grania w szachy, utwierdził się tylko w tym przekonaniu. Nate nigdy nie był taktykiem, nie potrafił planować wielu ruchów naprzód, nie uczył się niczego w ten sposób. Gra w szachy była dla niego nowością na wielu poziomach. 
Skinął głową, zaraz unosząc brew, gdy zobaczył, że to po jego stronie są białe. Chwycił szachownicę i ostrożnie ją obrócił, by to on zaczynał jako drugi. Uśmiechnął się do Władcy z lekkim rozbawieniem w oczach, znów wyciągając dłoń i układając ją na jego, wstrzymując protest.
- Viribusie, jesteś Władcą. To ty powinieneś zacząć, prawda? - Roześmiał się cicho. Było mu dobrze. Ciepło. Spokojnie. Może znajdował się głęboko w lochach, może był ostatnim przedstawicielem swojego gatunku, może nie potrafił już siebie zrozumieć, ale przy czarnowłosym wszystko się wyciszało. Nic nie było ważne, oprócz tych chwil, które spędzali razem.
Gdy rozpoczęli grę, potrzebował chwili i kilku prób, by zrozumieć i upewnić się, jak które pionki działają i co jest jego celem. Wiedział, że nie miał żadnych szans na wygraną - nie tylko dlatego, że grał z Władcą, ale dlatego, że dopiero zaczynał. Mimo to się starał, przygryzając wargę w namyśle, śmiejąc się cicho bądź wydając z siebie ciężkie westchnienie, gdy kolejny jego pionek kończył zbity z szachownicy. Nie wyglądał jednak, jakby źle się bawił. Przy kolejnej partii zaczął uczyć mężczyznę innych elfickich słów - takich, które nawiązywały do otoczenia, czy które przychodziły mu akurat do głowy. Unikał zwrotów, rzucając jedynie pojedynczymi określeniami, by jego uczeń (i oprawca) najpierw oswoił się z brzmieniem języka. Co jakiś czas powtarzał niektóre z nich, by lepiej zakodowały się w pamięci Viribusa - a potem zaczął go z nich odpytywać, czasami czekając jeden ruch, a czasami kilka, nim z jego ust nie padało pytanie o brzmienie kolejnego słowa, takiego jak stół, koszula, królowa, czy jabłko. 
Władca brzmiał odrobinę inaczej, niż typowy elf, co tylko czyniło jego wymowę ciekawszą. Każde słowo, wypowiedziane dźwięcznie, tym przyjemnym, aksamitnym głosem, było dla Nathira czymś zupełnie nowym. Jakby uczył się swojego języka jeszcze raz, a przy okazji odkrywał ciemnowłosego. Poznawał coś, co nigdy wcześniej nie mogło być poznane.

_________________

"Now tell me baby, do you love as hot as I do?
Is there's a lighting striking inside of you?
Does your thunder roll? Does the fire keep you cool?
Oh, cause a hurricane is comin' for you"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 198


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Nie Sie 13, 2017 11:36 pm

Takiego gestu się nie spodziewał. Viribus zamrugał, ale ostatecznie na jego twarzy pojawił się nieśmiały uśmiech. Pierwszy raz od... Bardzo dawna. Ale nie mógł się nie uśmiechać, kiedy siedział przed nim ktoś tak jasny i radosny. Zwykle otaczający go ludzie byli poważni i ponurzy, ewentualnie wystraszeni na śmierć. Milczący. Nikt nie mówił więcej, niż było to niezbędne. Patrzenie na kogoś, kto był rozluźniony było odświeżające. Władca Mroku się relaksował - sama obecność kogoś mu podobnego była kojąca. Trochę nie rozumiał, dlaczego w swojej sytuacji Nathir wciąż umiał się śmiać i cieszyć najdrobniejszą nawet rzeczą, ale była to kolejna rzecz, która go w nim fascynowała. Rozpacz wydawała się go na dłuższą metę nie imać.
Zaczął więc. Grał spokojnie, pozwalając elfowi zastanawiać się tak długo, jak tylko chciał. Raz na jakiś czas odradzał mu wykonania jakiegoś ruchu i tłumaczył, dlaczego nie był najlepszym wyborem. Obserwowanie z bliska wszystkich jego reakcji było... Niesamowite. Coś ścisnęło go w piersi, gdy patrzył na tańczące przy każdym ruchu głowy Nathira czerwone kosmyki, na jego rzęsy, rzucające podłużne cienie na jego kości policzkowe, jego wargi, jego oczy. Każda z tych rzeczy zdawała się doskonale oddawać emocje mężczyzny, wręcz żyła. Nigdy wcześniej nie miał okazji obserwować tak szerokiego spectrum zachowań. Było w tym coś niezwykle pięknego i fascynującego.
Jednocześnie jak najdokładniej starał się odwzorowywać elficką mowę i zapamiętywać nowe słowa. Czasem pytał o inne, różne - nie tylko rzeczowniki, ale również czasowniki, przymiotniki... Starał się samemu odszukać zasady rządzące językiem. Na razie skupiał się tylko na słowotwórstwie, skoro nie przeszli jeszcze do pełnych wyrażeń, ale zdawał się szybko dostrzegać i zapamiętywać schematy. Uczenie się czegoś nowego było niezwykle przyjemne. Dodatkowym atutem było to, że nikt poza Nathirem tej wiedzy nie posiadał, co czyniło ją niespotykaną i elitarną. Dla Viribusa wszystko, co było rzadkie i unikalne, było niezwykle wartościowe i zajmujące.
- Szach mat - powiedział w końcu, gdy na planszy zostało już tylko kilka pionków, a jego wargi ułożyły się w jeszcze wyraźniejszy niż wcześniej uśmiech. To naprawdę było... Coś innego. Jeszcze nigdy tak się nie czuł. Rozluźniony, podekscytowany jednocześnie. Szczęśliwy? Może. Nie wiedział, czy to było to. Nie był w stanie określić tych wszystkich uczuć, które do tej pory tłumione, zaczynały nabierać kształtów i to znacznie bardziej wyrazistych, niż kiedykolwiek do tej pory.

_________________

odwiedźcie moje szukaje, a jak mnie chcecie zestalkować, to polecam spisik, bo wszystkie moje wątki są cudnie otagowane <3

jakbym zbyt się ociągała z odpisami, można krzyczeć; chcesz pisać - moja skrzynka / gg stoją otworem, nie gryzę :D
a! uczelnia wjechała motzno, będę pisać dość rzadko, ale się staram, słońca~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 232


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Pon Sie 14, 2017 8:36 pm

Gdy zakres rozrywek, którym oddawali się Władca i jego więzień uległ powiększeniu, również i częstotliwość wizyt Viribusa wzrosła. Elf chętnie uczył mężczyznę nowych słów i zwrotów, pomagając sobie magią, gdy musiał coś odpowiednio ukazać. Do lekcji mowy szybko dołączyły też aspekty samego pisma, by zademonstrować niektóre niuanse, a zanim zdążyli zauważyć, omawiali też odmianę, gramatykę i historyczne wątki, które nadawały wszystkiemu lepszy kontekst. Trudno było już jednoznacznie stwierdzić, co wiodło prym - szachy, czy nauka. Nate chętnie dzielił się swoją wiedzą, nie szczędząc czasu ani magii na to, by odwiedzający go Władca przyswoił sobie nowe kwestie. Chętnie kształtował moc tak, by odpowiednio ukazać coś, o czym mówił lub o co pytał Viribus. Demonstrował pismo, architekturę, święte miejsca, czy po prostu przedmioty codziennego użytku, by wytłumaczyć, opowiedzieć, bądź zwyczajnie przepytać czarnowłosego. Na ścianach jego celi nieodłącznym elementem stały się ciągi słów i zdań, których Viribus się uczył lub które w danym momencie były potrzebne.
Elf był cierpliwym nauczycielem, zapewne innym od tych, którzy uczyli Władcę - ale na pewno nie spokojnym. Niemal cały czas znajdował się w ruchu, uśmiechając, kiwając głową bądź pokazując rzeczy, które w danym momencie przyszły mu do głowy. Był bardzo spontaniczny, co mogło utrudniać takie "lekcje" przeciętnemu słuchaczowi, ponieważ wymagało od niego większego skupienia i wysiłku, ale zarazem dobrze ukazywało jego sposób bycia i to, dlaczego niektóre rzeczy w mowie, bądź piśmie, wyglądały tak a nie inaczej. Na ile brunet mógł się domyślić, Nate był wzorowym przedstawicielem swojej rasy - nawet, jeśli Władca nie mógł tego podejrzenia nigdy potwierdzić. 
W szachach rudowłosy radził sobie też coraz lepiej, w żaden sposób nie potrafiąc (ani zapewne - niespecjalnie próbując) wygrać z tyranem, ale za to oferując mu coraz większe wyzwanie. Nie potrzebował już tylu wskazówek, dobrze rozumiał zasady i bardzo sprawnie dokonywał wyborów - a przez to, że zwykle podyktowane były one chwilowym pomysłem, bez wyobrażenia całej taktyki, stawały się trudne do przewidzenia. 
Mniej radośnie zaś wyglądały te momenty, które Nathir spędzał samotnie. Spokój i ciepło, ogarniające go przy Władcy, gasły niedługo po tym, jak wychodził, a wątpliwości i emocje znów dochodziły do głosu. Elf przed pobytem w Pałacu nigdy nie zastanawiał się nad własną podmiotowością i tym, jaki wpływ na innych miał, a jaki mieć mógł. Widział, że przy nim Viribus się zmienił. Pamiętał chłodnego i zamkniętego mężczyznę, który torturował go w wolnych chwilach, pamiętał też zaintrygowanego tyrana, który chciał poznać wszystkie odpowiedzi i nie lubił marnować czasu. Władca nie był już żadnym z tych ludzi. Uśmiechał się, rozmawiał spokojniej, nie poruszając tak ciężkich kwestii, chętnie chłonął wiedzę i - przede wszystkim - patrzył na rudowłosego inaczej. Nathir nie potrafił tej zmiany w żaden sposób nazwać, ale podobała mu się. Czuł się wreszcie doceniony, zauważony z innych powodów, niż jego magia kreacji.
Z drugiej strony, gdy mężczyzny przy nim nie było... Prześladowała go myśl, że znów zrobił to samo. Że naprawił kolejną istotę, pomógł jej odnaleźć szczęście, pokazał inną drogę i wypełnił tym samym swój cel. Bał się, że pewnego dnia będzie musiał... Odejść. Pójść gdzieś indziej. Do kolejnej osoby, która będzie zniszczona i będzie wymagała wsparcia jego mocy. Niczego więcej. Że jest tylko marionetką w rękach jakiejś wyższej siły i niezależnie od tego, co zrobi, nigdy nie zmieni swojego losu. To, że zdał sobie sprawę z własnych potrzeb, paradoksalnie uczyniło go bardziej nieszczęśliwym, niż kiedykolwiek wcześniej. 
Nie tęsknił za swoimi pobratyńcami, nie żałował osób, które w trakcie jego pobytu w Pałacu traciły okazję na odzyskanie szczęścia. 
Czy ty jesteś szczęśliwy?
Mógł już odpowiedzieć na to pytanie. Nie. Nie, gdy wypełniała go moc, której nie chciał. Która określała to, kim był i co miał robić. Ale też... Tak. Tak, gdy przebywał z Viribusem, gdy patrzył na niego, śmiał się do niego, rozmawiał z nim i chociaż na chwilę mógł oddać się temu złudnemu wrażeniu, że wreszcie robi coś dla siebie, nie bacząc na innych.
Tyle, że... Że nie do końca. 
Była też inna kwestia - natura jego magii. Nigdy wcześniej nie czuł się tak potężny. Wiedział, że jego moc brała się od innych istot - od ich szczęścia, od natury, od ciepła, od życia... Od wszystkiego, co było pozytywne. Przez całe życie starał się oddać to, co otrzymał, z nawiązką. Zawsze jednak czuł, gdzie był koniec jego możliwości, gdzie wyczerpywał się zasób tego, co udało mu się "pobrać". Od dłuższego czasu, od momentu "wybuchu" w Sali Tronowej, jego magia zdawała się nie mieć granic. Tak, jakby przez całe życie był zamknięty w niewielkim pomieszczeniu, z wodą sączącą się powolutku z jednej ściany, ledwo-ledwo wystarczającą do nawilżenia wysuszonych warg. Paradoksalnie, gdy znajdował się w celi w Pałacu Nieśmiertelności, nie czuł się ograniczony ani zamknięty - jego magia krążyła w żyłach, napełniając go energią, która tryskała niemalże od razu, gdy pomyślał o jej użyciu. Zdawało się, jakby pobierał ją już nie od tego, co miał w pobliżu, do czego przywyknął przez trzysta lat życia - ale jakby docierała do niego ze wszystkich zakątków świata, od każdej żyjącej istoty, nawet takiej, której nigdy na swojej drodze nie napotkał.
Czasami zastanawiał się, czy to była kwestia Pałacu - na pewno został stworzony w konkretnym celu, wchłonął od momentu zaistnienia wiele żyć, wiele magii - może był czymś w rodzaju przekaźnika, bądź wzmacniacza?
Czasami z kolei budził się po nocach z myślą, że miał tę moc, ponieważ kogoś jej pozbawił. Ktoś, gdzieś daleko, umarł w polu, wyssany z energii życiowej. Gdzieś całe lasy wyschły, ponieważ on potrzebował mocy do stworzenia sobie łóżka.
Czasami zastanawiał się, czy ta moc nie pochodziła od jego rasy, wymordowanej doszczętnie przez Władcę. Czy tak duże ludobójstwa nie powodowały zachwiania się jakiejś równowagi na świecie? Może tyle życia, tyle wspomnień, mocy, duszy, cierpienia... Musiało gdzieś się zatrzymać?
Te myśli mogła wyciszyć wyłącznie obecność Viribusa. Jakby ich moce się zerowały, a oni znajdowali się w idealnej równowadze. Nate nie potrafił już odnaleźć spokoju w samotności. Każda chwila zamknięcia, bez niczyjego towarzystwa, wypełniała go bólem i wspomnieniami - z czasów gdy zawsze był otoczony innymi, gdy czuł pulsujące obok życie, gdy widział jak wszystko kwitnie w jego obecności, a ludzi wypełnia radość. Nie tęsknił za nimi - nie, przeciwnie, był nagle pewien, że jego popularność wynikała tylko i wyłącznie ze specyfiki magii. To nie on pomagał ludziom, to oni go wykorzystywali. Zadecydowali o jego losie, nie dając możliwości wyboru, a on naiwnie się tym zadowolił. Dostawał skrawki życia i myślał, że nic więcej nigdy go nie spotka.
Nie wiedział, kiedy to się dokładnie stało, ale jego magia zwiększyła się i uległa zmianie.

_________________

"Now tell me baby, do you love as hot as I do?
Is there's a lighting striking inside of you?
Does your thunder roll? Does the fire keep you cool?
Oh, cause a hurricane is comin' for you"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 198


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Wto Sie 15, 2017 4:35 pm

Spędzając czas z Nathirem, ucząc się nowych rzeczy, rozmawiając z kimś jak równy z równym Viribus zaczął dostrzegać, że są inne rzeczy, poza podbojem świata, którym może się oddawać. Zaczął dostrzegać, że ma własne potrzeby i zainteresowania, że jest coś, co naprawdę sprawia mu przyjemność. Do tej pory całe jego życie było jednym, wielkim obowiązkiem. Owszem, czuł satysfakcję z dobrze wykonanej pracy, wygranej bitwy, czy też utarcia nosa (bądź pozbawienia głowy) krnąbrnemu lordowi, ale nie było to takie ciepłe uczucie, które ogarniało go teraz. Z dnia na dzień uśmiechał się częściej i wyraźniej, nawet nie zorientował się, kiedy zaszła w nim ta zmiana, kiedy nauczył się, jak okazywać coś tak podstawowego, jak własną radość. Jednocześnie było to dlań bardziej naturalne, niż gotów był przyznać. Jakby spędził więcej niż wiek jako wynaturzenie, ktoś niepełny, cień osoby, a teraz dopiero docierał do tego, kim był naprawdę.
Wszystko w elfie pobudzało go do tego uczucia. Serce biło mu mocniej, gdy tylko nawet myślał o ich najbliższym spotkaniu. To w jaki sposób mówił, jak się poruszał, jak nieprzewidywalny był podczas gry w szachy. Przypominał jasne, ciepłe słońce, w którego promieniach mógł wygrzewać się Władca. Nigdy nie sądził, że takie słońce może istnieć, że może mu sprawiać taką przyjemność. Dla niego niebo zawsze było zachmurzone, a jedynym, co czuł od innych był zimny wiatr. Był pewien, że to właśnie jest naturalne, że musi pozbawić się wszelkich uczuć, by wykonać swoją misję, zjednoczyć świat. Teraz okazywało się jednak, że osobiste pobudki i potrzeby, nawet tak błahe jak nauczenie się nowego słowa po elficku, w jakiś sposób były znacznie wyżej na liście jego priorytetów, niż kolejny podbój. Dni mijały, a on coraz więcej zadań powierzał swoim doradcom i najwyższym urzędnikom, samemu zaś zajmując się tylko tymi najważniejszymi, wymagającymi jego bezpośredniej interwencji.
Był prawie niepotrzebny.
Cała machina świetnie działała bez niego. Uświadomienie sobie, że właściwie jego nadzór nie był konieczny, niezwykle go uderzyło. Nie odwiedzał swego więźnia przez dłuższy czas, szamocząc się po swoich komnatach, bijąc z myślami, wpędzając w przygnębienie. Czy to oznaczało, że nie był niezastąpiony? Że był taki jak każdy inny? Że wcale nie miał żadnego przeznaczenia i żył w kłamstwie?
Rozważania te niszczyły go od środka. Niemal czuł, jak wypalają mu wnętrzności, płoną dziwnym, ciężkim uczuciem w piersi i gardle, a jednocześnie osiadają niczym dusząca mgła na świadomości. Próbował zająć zatem czymś swój umysł, gdy nie był w towarzystwie Nathira - grał na organach, planował swoje następne posunięcia, czytał albo powtarzał świeżo nauczone elfickie słowa. Zawsze jednak prawdziwe ukojenie znajdował w jego obecności.
Viribusa nie mogła jednak opuścić niepewność. Elf był potężny. Przynajmniej tak potężny, jak on sam. Kiedy tak się nad tym zastanawiał, czarne i grube, marmurowe ściany Pałacu Nieśmiertelności nie stanowiłyby dla niego większej przeszkody. Oznaczało to, że dla Nathira również były tak łatwe do pokonania, jak parawan z cienkiej bibuły. Kiedy do niego szedł, nigdy nie mógł pozbyć się obawy, że już go tam nie ma, że go nie zastanie, a znów skazany będzie na samotność.
Na szczęście zawsze z ulgą stwierdzał, że jego więzień wciąż znajdował się w tym samym miejscu. Czekał na niego, a na powitanie obdarzał ciepłym uśmiechem, co zawsze skutkowało dziwnym ukłuciem w sercu Viribusa, którego nie potrafił sklasyfikować, ale na pewno nie należało do nieprzyjemnych.
Coś działo się również z mocą elfa. Władca Ciemności wyraźnie czuł jej zawirowania, jak się burzy. Nie musiał nawet być blisko. Wiedział, co to oznacza - Nathir miał co do niej wątpliwości. Nie wiedział czemu, powinien po prostu zaakceptować ją jako nierozłączną część swojego istnienia i wykorzystywać do własnych celów. Dla niego było to naturalne jak oddychanie. Moc traktował jak przedłużenie swojej myśli, zmaterializowanie jej. Jego celem zaś było zjednoczenie świata pod swoją władzą, korzystał z niej więc jako narzędzia opresji i zniszczenia. Bo tak naprawdę do niczego więcej jej nie potrzebował. Wszystko miał zapewnione. Był zdrowy, nigdy nie brakowało mu ani jedzenia, ani picia. Miał wszystko, a chciał mieć jeszcze więcej. Posiadać każdą rzecz, jak okiem sięgnąć.
Trawiła go niezdrowa ambicja wynikająca z przekonania o kierującym nim nadrzędnym celu. Pogodził się z tym, że jest tylko narzędziem w rękach swego przeznaczenia, chciał więc wypełnić je najlepiej jak mógł. Zostawić na świecie ślad, bo do tego sprowadzało się jego istnienie. Z jakiegoś powodu, choć to pojawienie się Nathira zaczęło wywoływać w nim myśli dotyczące własnej roli na świecie i sensu swojego życia, tylko jego obecność mogła je wyciszyć i sprawić, by nie trawiły jego umysłu niczym kwas, sprawiać mu niemal fizyczny ból. Viribus w jego towarzystwie zapominał o wątpliwościach, zapominał o niejasnościach własnych myśli. Po prostu był. Nie musiał planować, zastanawiać się, kwestionować każdej podjętej decyzji. Dni spędzone z nim były wyzwalające. Tak wiele rzeczy stało się dlań naturalnymi, zrozumiał, jak dużo go ominęło, ilu rzeczy sobie odmawiał, bądź zostało mu odmówione. Każda chwila była jak rodzenie się na nowo i doświadczanie świata w innym wymiarze, poszerzanie własnych horyzontów i możliwości. Był uzależniony.
Kolejny raz z zapartym tchem zmierzał do głębokich lochów Pałacu Nieśmiertelności i kolejny raz kamień spadł mu z serca, gdy w głębi celi dostrzegł znajomą, ognistą czuprynę. Viribus szepnął elfickie powitanie i przekroczył próg celi. Jego usta już mimowolnie się wyginały w delikatny uśmiech - samo to sprawiała tylko obecność Nathira. Władca Ciemności rozluźniony zajął swoje zwyczajowe miejsce na posadzce, co kiedyś nie przeszłoby mu nawet przez myśl, uwłaczałoby jego godności. Teraz podświadomie chciał znajdować się na tym samym poziomie, w tym samym położeniu. I przestało mu to również robić różnicę, gdzie był i w jakiej pozycji siedział, tak długo, jak mógł patrzeć w złote, spokojne oczy lustrujące go z naprzeciwka.
- Czemu nie uciekłeś, Nathirze? - zapytał zupełnie niespodziewanie, wykonując ruch skoczkiem na czarno-białej planszy i podnosząc wzrok, by spojrzeć więźniowi w twarz. Nie rozumiał tego ani trochę. Nie wiedział, co trzymało go w więzieniu, dlaczego nie wolał być na wolności, patrzeć na niebo i ptaki, przechadzać się po lasach, pomagać ludziom - tak Viribus wyobrażał sobie codzienność elfa. Czyżby nie chciał do tego powrócić? Przecież mógłby. Nie był przy nim dwadzieścia cztery godziny w ciągu doby, nie mógłby go zatem powstrzymać. Nawet gdyby doszło między nimi do bezpośredniego starcia, nie wiedział, który z nich wyszedł by z niego zwycięsko.

_________________

odwiedźcie moje szukaje, a jak mnie chcecie zestalkować, to polecam spisik, bo wszystkie moje wątki są cudnie otagowane <3

jakbym zbyt się ociągała z odpisami, można krzyczeć; chcesz pisać - moja skrzynka / gg stoją otworem, nie gryzę :D
a! uczelnia wjechała motzno, będę pisać dość rzadko, ale się staram, słońca~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 232


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Wto Sie 15, 2017 10:35 pm

Przybycie Władzy uciszyło niespokojną moc elfa, podżeganą przez wątpliwości i strach. Nate z ulgą powitał gościa, podchodząc do niego i siadając naprzeciwko, uśmiechając i widocznie rozluźniając. Jak zawsze pozwolił mu rozłożyć szachy i odwzajemnił powitanie, szybko układając część włosów w warkocz, by nie przeszkadzały im w rozgrywce. Jego palce jednak znieruchomiały, gdy treść zadanego przez gościa pytania do niego dotarła. Dopiero co obudzona radość została zastąpiona przygnębieniem i... Bólem?
- A powinienem? - spytał cicho, układając dłonie na kolanach i wbijając w nie spojrzenie. Oddech delikatnie mu przyspieszył, a powietrze wypełnił zapach trawy, gdy moc na chwilę wyrwała się spod kontroli elfa. Poczuł się tak, jakby nagle wszystkie jego wątpliwości okazały się słuszne. Jakby Władca w ten sposób sugerował mu, że powinien odejść. Że wypełnił swoje zadanie i nie był potrzebny. Jakby cała ta relacja, ta specyficzna więź i równowaga, która się między nimi wytworzyła, nie była nic warta. Jakby to Nathir potrzebował mężczyzny, do szczęścia, do spokoju, do przetrwania - nie na odwrót. Jakby został wykorzystany. Jakby nie był już potrzebny.
Czuł, że ogarnia go panika. Odgarnął nerwowym gestem włosy, które w jakimś momencie się uwolniły z warkocza i powiódł spojrzeniem po szachownicy, obawiając się spojrzeć na towarzysza. Obawiając się tego, co zobaczyłby w szarych oczach Viribusa. Czując wewnętrzny sprzeciw przed akceptacją, szczęścia czarnowłosego i jego chęci... Pójścia dalej? Zapomnienia? Odrzucenia?
Podniósł wzrok dopiero po chwili, przywołany do rzeczywistości. Zielone oczy powoli zmieniły barwę, wracając do tego przyjaznego, złotego odcienia. Magia krążącą w powietrzu, w elfie, gotowa wybuchnąć - może zaatakować - na powrót zamilkła. Odetchnął powoli.
- Nie wiem, do czego bym się tam posunął - odpowiedział wreszcie, spoglądając na Władcę niejednoznacznie. - Nie chcę tam wracać. - Dodał ciszej, a do jego głosu wdarła się błagalna nuta. Nigdy wcześniej, ani gdy był wyczerpany, ani torturowany, ani zrezygnowany, nie użył takiego tonu. Kolejne słowa wyrwały się nieproszone, wypowiedziane w jego ojczystym języku:
- Nie wiem, skąd wzięła się ta moc.
Zamilkł, opuszczając wzrok na szachownicę i sięgając po pierwszy lepszy pionek, który przesunął. Nie wypowiedział na głos najważniejszego powodu, przez który wciąż znajdował się w Pałacu - ale to jedno zdanie powtarzał w myślach jak mantrę, próbując uspokoić bijące gwałtownie serce. Nie chcę od ciebie uciec.

_________________

"Now tell me baby, do you love as hot as I do?
Is there's a lighting striking inside of you?
Does your thunder roll? Does the fire keep you cool?
Oh, cause a hurricane is comin' for you"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 198


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Sro Sie 16, 2017 12:33 am

Nie wiedział do końca, jakie uczucia kierowały nim samym, ani tym bardziej elfem. Jednak wyraźnie poczuł zmianę charakteru jego mocy, gdy tylko się pojawił. Wyglądało na to, że z jakiegoś powodu go uspokajał. Viribus zmarszczył mimowolnie lekko brwi. Nie rozumiał, czemu tak się dzieje. Czyżby jego obecność w jakiś sposób przynosiła ukojenie Nathirowi, jak elfa jemu? Do tej pory budził w innych tylko strach, czasem odrazę albo szacunek. Ale nikt nigdy nie cieszył się na jego widok, nie uspokajała go myśl, że spędzi z nim kilka chwil. To w jakiś sposób go... Uszczęśliwiało? Sam nie wiedział. Ale czuł się potrzebny. Czuł, że był tam, gdzie nikt inny nie mógłby go zastąpić. Czuł, że tu było jego miejsce, że do niego należał.
Nagły ból w oczach więźnia był zbyt wyraźny. Władca Ciemności spojrzał na niego zaskoczony, zdziwienie jasno malowało się na jego twarzy. Dlaczego? Dlaczego Nathir tak zareagował? Czyżby pytanie było nie na miejscu? Chciał tylko wiedzieć, co go tu jeszcze trzymało. Mógł przecież w tym momencie biegać wolno na łonie natury, zamiast siedzieć w ciemnym i zimnym lochu. Sądził, że elf właśnie tego chciał, że to było jego naturalne środowisko, że pośród wysokich drzew i pachnących, szumiących traw czuł się najlepiej. Tu nie było ani jednej z tych rzeczy.
Kiedy tylko Viribus zauważył, że oczy elfa zmieniają nagle swoją barwę, odruchowo zebrał w sobie swoją moc, przygotowując się na atak i zanim zdążył się zastanowić, położył dłoń na jego dłoni uspokajająco. Nie - zdawał się mówić jego gest. Nie tylko "nie rób tego, uspokój się", ale również zawierał odpowiedź na pytanie. Jak miał mu wyjaśnić, że gdy tylko go nie widział, ogarniała go obawa, że więcej go nie zobaczy? Że następnym razem, gdy zejdzie do lochów, jego już nie będzie, a w celi ziać będzie ogromna dziura przebijająca kamienne ściany Pałacu Nieśmiertelności wprost na wolność? Mężczyzna rozchylił usta i wciągnął do płuc powietrze, jakby chciał to wszystko wyjaśnić, pozwolić uczuciom płynąć potokiem słów, jednak nie zrobił tego. Była w nim wewnętrzna blokada, która zagłuszała wszystko, tłumiła myśli i nie pozwalała wydostać się im na zewnątrz w zrozumiałym komunikacie. Po prostu trzymał zimną dłoń na dłoni Nathira i patrzył mu w oczy licząc, że wyraz jego spojrzenia rozwieje wszelkie wątpliwości.
Chciał go mieć tutaj, blisko.
Tylko dla siebie.
Ta myśl ukuła go jak szpilka i nagle wróciły wszystkie jego zmysły wraz z rozsądkiem. Nagle zabrał swoją rękę, jakby spłoszony, ale nie spuścił wzroku, szukając w spojrzeniu Nathira wyjaśnień, odpowiedzi. Dlaczego nie chciał wracać? Czemu miałby się do czegoś posuwać?
- Obawiasz się - szepnął niepewnie - że kogoś skrzywdzisz?
To było jedyne racjonalne wyjaśnienie zachowania elfa. W końcu twierdził, że jego zadaniem jest uszczęśliwianie innych, niesienie pomocy i ukojenia. Jeśli sądził, że nie panuje nad swoją mocą, nie mógł sobie ufać, że nie uwolni jej, raniąc niewinnych.
- Ona bierze się z ciebie, Nathirze - rzekł powoli, uważnie i starannie wypowiadając słowa, by jego elficki brzmiał jak najlepiej. - Ale chyba już to wiesz.
Dlatego był taki roztrzęsiony. Viribus czuł, jakby wszystkie elementy układanki nagle wskoczyły na miejsce i nabrały sensu. Mężczyzna wyprostował się, tworząc między nimi większy dystans. Elf bał się sam siebie. Tego, co może znaleźć głębiej w swoim wnętrzu, zanurzając się bardziej i bardziej. Bał się tego, kim może się stać. Boi się, że będzie taki, jak ja. W jego szarych, zimnych tęczówkach pojawił się cień bólu. Jednak szybko został stłumiony.
W końcu już się przyzwyczaił.

_________________

odwiedźcie moje szukaje, a jak mnie chcecie zestalkować, to polecam spisik, bo wszystkie moje wątki są cudnie otagowane <3

jakbym zbyt się ociągała z odpisami, można krzyczeć; chcesz pisać - moja skrzynka / gg stoją otworem, nie gryzę :D
a! uczelnia wjechała motzno, będę pisać dość rzadko, ale się staram, słońca~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 232


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Sro Sie 16, 2017 1:40 am

Dłoń Władcy pomagała. Spokój Władcy pomagał. Uśmiech Władcy pomagał. Sama jego obecność pomagała. Kontakt. Rozmowa. Wzrok. Wszystko, co było z nim związane, działało na elfa uspokajająco. Otulało go, ogrzewało, wywoływało uśmiech i ulgę.
Wszystko, oprócz niektórych jego pytań. Pierwszym było to dotyczące szczęścia. Drugim - kwestia ucieczki. A trzecim - potencjalne morderstwo niewinnych. To one rozbijały całe jestestwo elfa, które przez ponad trzysta lat tkwiło nienaruszone, stabilne, obojętne na wszelkie zawirowania i zmiany na świecie. Obojętne na miłe słowa, wrogie okrzyki, a nawet tortury.
Nawet nagła zmiana, związana ze wzrostem mocy Viribusa, nie spowodowała u rudowłosego żadnej drastycznej reakcji. Tylko te pytania.
Pytania i blokada. Nate natychmiast poczuł, gdy pomiędzy nim, a szarookim pojawił się dystans. Dopiero co przygaszona moc wybuchła ponownie, pozbawiona tej drugiej, przeciwstawnej i zerującej. Wątpliwości, ból, protest... Wszystko wróciło, jakby ze zdwojoną siłą, targając przerażonym i zagubionym elfem.
- Nie. Jej wcześniej nie było. Nie było jej tyle. Nie była taka. - Podniósł głowę, ukazując ponownie wypełnione zielenią oczy. Jego głos obniżył się, stając bardziej potężnym, nasyconym mocą i zagrożeniem.
- Co, jeśli to oni mnie ograniczali? Co, jeśli nie dali mi wyboru i wykorzystali? Co, jeśli pobieram ją od innych, mordując zupełnie nieświadomie? Co, jeśli ludzie na to nie zasługują? Co, jeśli zasługują tylko na śmierć? 
Pytania wyrywały się spomiędzy jego warg gwałtownie, bez ładu i składu, bez myśli przewodniej, z wyłącznie jednym, wspólnym czynnikiem łączącym je wszystkie - magią. Wydawało się przez chwilę, że coś innego wstąpiło w zawsze pozytywnego elfa. Jakby ta potężna moc, która wcześniej, w Sali Tronowej, była gotowa zrobić wszystko, by nie pozwolić mu cierpieć, w tym momencie opanowała nie tylko jego ciało, ale i rozum. Jakby chciał pomścić wszystkie swoje krzywdy, których nigdy nie był świadom, a jednocześnie wciąż współczuł innym i czuł się za nich odpowiedzialny. Jakby znalazł się na rozstaju dróg i każda z nich prowadziła do skrajnych rozwiązań, nie dając możliwości odnalezienia spokoju ducha i znalezienia zadowalającego rozwiązania.
Uniósł dłonie, przyciskając je do głowy i kuląc się. Nie zauważył, że mówił już tylko po elficku. Nie zauważył magicznych wzorów, które nagle pokryły jego celę. Nie zauważył momentu, w którym nagle wyrosła wszędzie trawa - ani kolejnego, gdy nagle spłonęła. Jego ciałem wstrząsnęły dreszcze, a z ust wyrwał się bolesny skowyt, tak znajomy, a jednocześnie tak odmienny.
Wyprostował się nagle i chwycił Władcę za rękę, mocno, parząc wypełnionym magią dotykiem.
- Viribusie. Co mam zrobić?

_________________

"Now tell me baby, do you love as hot as I do?
Is there's a lighting striking inside of you?
Does your thunder roll? Does the fire keep you cool?
Oh, cause a hurricane is comin' for you"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 198


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Sro Sie 16, 2017 2:30 am

Viribus nie nadążał. Wszystko w elfie zmieniało się tak szybko. W jednej chwili jego moc uspokajała się, niczym ocean po burzy, w następnej zaś niemal czuł, jak wichura w jego wnętrzu się wzmaga, burząc fale, których niszczycielska siła znów zaskoczyła Władcę Mroku. Dostrzegł również pewną zależność - to on tak wpływał na Nathira. To wszystko było przez niego.
Gdyby był tym, kim był kiedyś, z pewnością myślałby tylko o tym, jak to wykorzystać, jak coś na tym ugrać. Jednak elf zmienił również jego. To działało w obie strony. Nie wiedział czemu, nie do końca to rozumiał, jednak wreszcie to widział i przyjmował do wiadomości.
Chyba zwyczajnie ciężko było żyć na tym świecie bez kogokolwiek podobnego. A teraz obaj znaleźli siebie wzajemnie - każdy na swój sposób był odizolowany, samotny, porzucony i zagubiony. Każdy był więźniem swojej przeszłości i świadomości. W obojgu panował chaos, szargały nimi wątpliwości, drąc na strzępy dotychczasowy spokój i pewność. Byli symbolami, które złamano. Bogami, którzy wzajemnie sprowadzili się na ziemię. Żyli w bańkach z kłamstw, które pękły nagle podczas zderzenia ze sobą. I musieli dać sobie z tym radę.
Viribus był silny. Latami żył przygotowany na najgorsze, odizolowany od uczuć, otoczony chłodem. Wiedział, jak sobie radzić ze światem, który nigdy nie spełniał oczekiwań - albo raczej jak radzić sobie z samym sobą, by za każdym razem nie czuć bólu i zawodu. Przypominało mu to jego młodość. Tak jak do tej pory widział ją jakby zza cienkiej zasłony, tak teraz doświadczenia te wracały do niego ze zdwojoną siłą. Niewinność dziecka bardzo szybko została w nim zniszczona. Teraz musiał to znów przeżywać.
Nagle dotarło do niego, że właśnie w tym momencie jest Nathir. Nie wiedział, czy powinien współczuć bardziej sobie, czy jemu. I nie zamierzał też tego robić. To uczucie było mu obce. Dotykał go ból elfa, przez jego moc niemalże go czuł, jednak nie zamierzał rozczulać się ani nad sobą, ani nad nim. To nie był on. On rozwiązywał. Znajdował sposób, by osiągnąć swój cel. Teraz jego celem było wyciągnięcie ręki do swego towarzysza, o którym jeszcze do niedawna myślał jak o więźniu. Nie mógł patrzeć na jego wątpliwości, na to jak wszystko wypierał.
Oczywiście, że cię wykorzystywali. Oczywiście, że cię ograniczali. Oczywiście, że na to nie zasługują.
I być może zasługiwali tylko na śmierć. Dla Viribusa jednak wybijanie ludzi i cieszenie się z tego, jak padają niczym muchy, było jak deptanie mrówek, albo mordowanie bezmyślnych zwierząt. To było niegodne i można się było do tego posunąć tylko w ostateczności. Często czuł się nie jak władca świata, a pan chlewu. Wszak nietrudno było zagarnąć władzę, jak i człowiek rządził trzodą. Ale po co od razu wszystkich mordować? Zadaniem istot wyższych było utrzymywanie porządku i opieka nad wszelkim robactwem, niezależnie od tego, jak parszywe by ono nie było. Obowiązek ten wymagał nierzadko krwawych ofiar, jednak Władcy Ciemności obca była żądza krwi wywołana potrzebą zemsty. To był przymiot ludzki. Nathir nie zasługiwał, by pogrążyć się w podobnych emocjach.
Siedzieli tak przez chwilę, otoczeni płomieniami, choć Viribus swoją magią powstrzymał je od dostania się zbyt blisko. Kruczowłosy dał się chwycić za rękę i ścisnął pokrzepiająco dłoń elfa, choć paliła go boleśnie. Cierpienie przeszyło go na wskroś, przedostając się po kościach aż do jego kręgosłupa, spinając wszystkie jego mięśnie. Zacisnął szczękę mocniej, ale oprócz tego nie dał po sobie poznać, jaką mękę mu sprawiał, choć każdy nerw w jego ciele zdawał się wrzeszczeć, płonąc.
Lodowatym spokojem próbował opanować sytuację. To w końcu robił całe życie. Celę wypełnił wiatr, który rozwiewał płomienie, dusił je i pozostawiał szron na zimnych, kamiennych ścianach. Drogie figury szachowe już dawno się gdzieś rozprysły, ale Pan Mroku o to nie dbał.
- Możesz zrobić tylko jedno - rzekł twardym, chłodnym głosem, który jednak przywodził na myśl nie górę lodową, a skałę, której mógł się chwycić tonący, by wynurzyć się z mroźnych fal i rwącego nurtu i zaczerpnąć powietrza. - Zaakceptować to. Pogodzić się z tym.
Szalejący w zamkniętym pomieszczeniu wiatr w końcu zdołał stłumić ogień. Viribus wstał nagle, wiedziony czymś, co nie do końca pojmował i pociągnął za sobą Nathira. Pchnął drzwi do celi i szybkim, zdecydowanym, ale pełnym gracji krokiem podążył w górę Pałacu Nieśmiertelności. Kroki dwóch mężczyzn rozbrzmiewały echem po korytarzach, zaskoczeni strażnicy i służba czmychali przed Władcą Ciemności, wokół którego od mocy aż drżało powietrze. Choć droga na szczyt była długa, dla nich wydawała się być chwilą, sekundą, ledwie mrugnięciem okiem.
I już stali na jednej z wysokich, czarnych, strzelistych wież, pnących się ku niebu niczym straszliwe ciernie. Zimny wiatr ich smagał, szarpał za włosy. Płaszcz Viribusa łopotał złowieszczo, gdy ten chwycił dłoń elfa i wyciągnął ją ku niebu. Zamknął oczy, skupiając się, by nakierować jego magię swoją, nadać jej charakter.
- Od nikogo nie pobierasz swojej mocy, Nathirze, nikogo nie mordujesz bezwiednie - rzekł zimno, nie patrząc na niego. - Ona jest twoja i tylko twoja.
Jego słowa podkreślił grzmot, który rozdarł powietrze, gdy z dłoni płomiennowłosego wystrzelił nagle piorun, który przeszył niebo. Nad ich głowami zaczęły zbierać się czarne, wirujące wokół błyskawicy chmury, jakby w nieboskłonie powstała krwawiąca rana.
Z jakiegoś powodu to wszystko wzbudziło we Władcy Ciemności złość. Nie rozumiał, czemu Nathir nie może zaakceptować drugiej natury swojej mocy. To jakby nie akceptował jego. Po tych chwilach, które sprawiały, że czuł w sobie dziwne ciepło i przyjemną ciężkość na piersi okazywało się, że jednak elf go nie rozumie. Przynajmniej nie w pełni, nie jeszcze. Czyżby budził w nim taką odrazę, iż nie mógł zobaczyć podobieństwa? Tak bardzo nie chciał stać się nim? Pierwszy raz w życiu był okrutny przez to, że został zraniony. Musiał mu pokazać, że nie powstrzyma tego procesu, niezależnie od tego, jak bardzo by tego chciał. Musiał. A Nathir musiał objąć swą nowo odkrytą naturę, przestać odrzucać. Pogodzić się z nią.

_________________

odwiedźcie moje szukaje, a jak mnie chcecie zestalkować, to polecam spisik, bo wszystkie moje wątki są cudnie otagowane <3

jakbym zbyt się ociągała z odpisami, można krzyczeć; chcesz pisać - moja skrzynka / gg stoją otworem, nie gryzę :D
a! uczelnia wjechała motzno, będę pisać dość rzadko, ale się staram, słońca~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 232


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Sro Sie 16, 2017 12:44 pm

Elf nie wiedział, co się z nim działo. Niemal nie był świadom tego, jak bardzo jego wyrwała się spod kontroli, zarówno opanowując celę, jak i raniąc Władcę. Wszystkie bodźce, które do niego docierały, były zarazem wzmocnione, jak i przytłumione. Jakby znalazł się pod wodą, która nie pozwalała mu wziąć oddechu, która paliła jego skórę, drażniła nerwy, dusiła - a wszystko, co znajdowało się ponad powierzchnią, było zniekształcone i nieosiągalne. Głos Viribusa przedarł się jednak do zdezorientowanego Nate'a - wyciągając go powoli z tej wrzącej otchłani. Nathir przypomniał sobie nagle, że słyszał o takich przypadkach. Słyszał o ludziach, którzy wyparli się swojej mocy, którzy nie potrafili nad nią zapanować i uznawali ją za coś obcego.
Nie kończyli dobrze.
Ale... zaakceptować? Jak? Gdy to wszystko było takie intensywne, tak bolesne, tak niszczące. Rudowłosy nigdy wcześniej nie czuł w sobie takiej mocy.
Powinien był się domyślić. Skoro potrafił tworzyć, musiał być zdolny też do destrukcji. Każdy dobry uczynek musiał mieć odbicie, swoje przeciwieństwo, w tym złym. Było to wręcz oczywiste i naturalne - przecież przyroda nie tylko karmiła, ale też zabijała. Dlaczego nigdy na to nie zwrócił uwagi? Dlaczego nigdy nie przyszło mu to do głowy? Dlaczego nikt mu o tym nie powiedział?
Jęknął, czując jak jego moc nagle wybuchła - ukierunkowana przez Viribusa. Tylko on mógł mu w tym momencie pomóc, tylko on był równie silny.
Moja?
Otworzył wreszcie oczy, spoglądając pierwszy raz od dłuższej chwili na świat - na rzeczywistość, która go otaczała i która nagle uległa zmianie. Elf nie pamiętał momentu, w którym opuścił celę. Nie pamiętał drogi w górę, mijanych strażników ani przekraczanych stopni. Rozejrzał się, podziwiając burzę, wywołaną własną mocą. Ich energią, połączoną. Wyładowania elektryczne iskrzyły, powietrze było ciężkie, zimny wiatr wbijał się w delikatną skórę, raniąc niczym setki ostrych igieł. Viribus pierwszy raz znalazł się tak blisko swojego więźnia - nie tylko fizycznie, ale i... Emocjonalnie. Magicznie. Nate czuł ból mężczyzny. Czuł jego chłód, pustkę, złość - równie wyraźnie, co swoje zdezorientowanie, żal i strach. Patrzył na magię, która wciąż tryskała z jego dłoni, obserwował barwy, którymi się mieniła. Złoto. Zieleń. Biel. Czerń.
Uświadomił sobie, że był znacznie potężniejszy, niż kiedykolwiek śmiał sobie wyobrazić. Że był równy Władcy. Że razem byliby niepokonani. Mogliby zrównać cały świat z ziemią i nikt - nikt - nie mógłby ich powstrzymać. Mogliby odpłacić się wszystkim, którzy kiedykolwiek ich skrzywdzili, którzy byli im wrodzy, którzy...
Moglibyśmy zniszczyć wszystkich. Nikt by nie przeżył.
Spojrzał wreszcie na Władcę, który przy nim stał, potężny, wyprostowany, piękniejszy niż kiedykolwiek.
Furia i zniszczenie niczego by nie zmieniły.
Czuł, jak jego ciało słabnie, wykończone przez obawy i ulatniającą się moc. Nathir zamknął oczy, pozwalając sobie na chwilę samego odczuwania, bez analizowania emocji, wspomnień, czy natury własnej magii. Musiał to zaakceptować. Wszystko. A potem, gdy już ogarnie go spokój, odnaleźć nowy cel w życiu.
Ponownie spojrzał na Władcę.
On dał radę.
Uderzyło go, jak bardzo obaj byli zniszczeni przez życie. Każdy w inny sposób, na innym etapie i w innej sytuacji, ale równie zepsuty. Byli niepełni i potrzebowali siebie nawzajem, by znaleźć równowagę, cel i szczęście.
Nate'a wreszcie ogarnął spokój. Moc szarpiąca jego ciałem ucichła, a sam elf powoli osunął się na ziemię, na kolana, wyczerpany wszystkim. Wzmocnił jednak uścisk na dłoni mężczyzny, ciągnąc go w dół, ku sobie.
- Chodź - szepnął łagodnie. - Chodź do mnie. Chodź. Chodź. - Powtarzał uparcie, miękko, ale nie zamierzając zrezygnować. Gdy wreszcie Władca znalazł się znów na jego poziomie, naprzeciwko, uniósł drugą rękę i ułożył ją na jego policzku, zmuszając by znów spojrzał na swojego więźnia. Swojego towarzysza. Uśmiechnął się słabo, stykając ich czoła ze sobą.
- Zraniłem cię. Przepraszam - powiedział, owijając mężczyznę dłońmi i przytulając lekko do siebie. - Już dobrze. Już wszystko w porządku. Już wszystko będzie dobrze. - Szumiał ciche zapewnienia w swoim ojczystym języku, owijając czarnowłosego ciepłem i spokojem. Tym razem to on wyciszał jego rozedrganą moc, jednocześnie robiąc to, w czym zawsze był najlepszy - kojąc ból. Przepraszając za ten fizyczny, jak i psychiczny. Za każde swoje słowo, ale też wszystkie inne, które kiedykolwiek zraniły Władcę - nawet, jeśli to nie on je wypowiedział. Spokój elfa był innym, niż ten, który zawsze towarzyszył brunetowi. On nie był wypełniony chłodem i opanowaniem - a ciepłem i przebaczeniem.
To, co stało się dawniej, co prześladowało go od znalezienia się w Sali Tronowej, wreszcie zniknęło. Elf już znał swoje przeznaczenie, cel reszty jego życia - i nie zamierzał się przeciwko niemu buntować.
Chwycił delikatnie za podbródek Viribusa i złożył na jego wargach miękki, czuły pocałunek.

_________________

"Now tell me baby, do you love as hot as I do?
Is there's a lighting striking inside of you?
Does your thunder roll? Does the fire keep you cool?
Oh, cause a hurricane is comin' for you"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 198


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Sro Sie 16, 2017 1:50 pm

Virbus wpatrywał się w niebo, w budzącą się ponad ich głowami burzę, nie wiedząc, co myśleć. Była na swój sposób piękna. Niszczycielska i destrukcyjna. Rzadko kiedy korzystał z mocy na taką skalę, a jeszcze rzadziej podziwiał swoje twory. W końcu nie chciał być władcą zgliszczy i popiołów. Nie mógł poddawać się emocjom, by przypadkiem nie zmieść jednym, niekontrolowanym wybuchem połowy kraju. Nie mógł nienawidzić, chować urazy, wpadać w furię i pragnąć zemsty. Jednak przez obawę, że straci opanowanie, umarły w nim również wszystkie pozytywne emocje, przynajmniej do tej pory tak sądził. Teraz okazywało się jednak, że były tylko uśpione.
Docierało do niego, że on latami uczył się kontrolować swoją niszczycielską siłę, od dziecka zabijał w sobie uczucia, by mieć całkowity wpływ na swoją moc. Dla Nathira to wszystko było zupełnie nowe, potrzebował jego pomocy. Potrzebował go.
Kiedy tylko Władca Ciemności poczuł silniejszy uścisk dłoni elfa na swojej, zwrócił twarz w jego kierunku i uśmiechnął się delikatnie, uspokajająco. W porę, by dostrzec, jak jego mięśnie wiotczeją, jak osuwa się na ziemię. Ukląkł, by go podtrzymać. Jego ciało poruszyło się samo, nawet się nad tym nie zastanawiał.
Jak zaczarowany zbliżał się do Nathira, pozwalając się dotknąć, poprowadzić. Teraz nie czuł bólu, choć jego serce waliło mu w piersi, gardło płonęło żywym ogniem, a żołądek ścisnęło mu coś dziwnego. Jego oddech stał się płytszy, przyspieszył. Zatracał się w lśniących, złotych oczach elfa.
Choć nad nimi panowała wichura, grzmociły pioruny, zwiastując ulewę, on nic nie słyszał. Wszystko było spokojne i ciche, nie czuł nic, poza Nathirem i jego delikatną, kojącą mocą. Chwila wystarczyła, by Viribus wybaczył mu wszystko, by uwierzył w jego żal i skruchę, a także każde jego słowo, które wypowiadał. Jego rozsądek i wyrobiona przez lata ostrożność, węszące podstęp, ostrzegające przed byciem wykorzystanym, krzyczały w nim niemo.
Gdy zaś gorące wargi elfa dotknęły jego lodowatych, czas się zatrzymał. Nie było niczego i nikogo poza nimi, wzajemnie sobą oddychającymi, mieszającymi się. Dotarło do niego, że nie byli przeciwieństwami, jak początkowo myślał. Nie byli dwiema stronami tego samego medalu, a dwiema połówkami czegoś, które szukały się wzajemnie przez wieki, które łączyły się w spójną, niesamowitą całość, pasując do siebie jak ulał, potrzebując się. Dopiero teraz czuł, jak to naprawdę jest być, co to oznacza.
Viribus wplótł swoje długie, smukłe palce w płomienne włosy elfa i zacisnął je na nich mocno, jednak zamiast szarpnąć, by oderwać go od siebie brutalnie, jak wrzeszczał w nim rozsądek, przyciągnął go do siebie mocniej, zachłannie. Był jak spragniony, który pierwszy raz od dawna mógł zwilżyć spękane wargi kroplą wody. Pragnął go. Potrzebował go. Czuł to po raz pierwszy w życiu, jednak wątpliwości rozwiały się, nie miał problemów z nazwaniem tych emocji. Były tak podstawowe, zakorzenione gdzieś w nim głęboko i tak potężne, że nawet gdyby chciał, Władca Ciemności nie mógłby się im oprzeć.
Choć mężczyzna najpierw nieśmiało oddawał czuły, delikatny pocałunek, z chwili na chwilę jego wargi żarliwiej szukały drugich, pogłębiał go. Usta Nathira miały wyraźny, odurzający smak przeznaczenia. Oddech Viribusa stał się szybki i krótki, na twarz wystąpiły mu wypieki, jego serce trzepotało mu w piersi, niczym zamknięty w klatce ptak. Jego głowa była lekka, jak piórko, miał wrażenie, że zaraz odleci, że to wszystko było nierealne, a zarazem najbardziej prawdziwym doświadczeniem jego życia. Czuł ogień rozpalający go od środka. Jednak nie trawiący boleśnie, a ogrzewający, pobudzający do życia, choć przejmujący i nieposkromiony.
Nad nimi zarwała się stworzona przez ich połączoną magię chmura, czemu towarzyszył przeszywający grzmot. Lunęło. Lodowate krople deszczu waliły w dach tuż nad dwójką złączonych w uścisku mężczyzn, wiatr smagał ich twarze i targał ubraniami. Jednak zimno, pioruny i szalejąca burza nie miały żadnego znaczenia. Świat nie istniał.

_________________

odwiedźcie moje szukaje, a jak mnie chcecie zestalkować, to polecam spisik, bo wszystkie moje wątki są cudnie otagowane <3

jakbym zbyt się ociągała z odpisami, można krzyczeć; chcesz pisać - moja skrzynka / gg stoją otworem, nie gryzę :D
a! uczelnia wjechała motzno, będę pisać dość rzadko, ale się staram, słońca~


Ostatnio zmieniony przez Stardust dnia Czw Sie 17, 2017 11:53 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 232


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Sro Sie 16, 2017 11:20 pm

Nathir czuł, jak mężczyzna rozluźnia się pod jego wpływem. Czuł jak jego złość i ból odeszły, razem z wątpliwościami i rozdarciem elfa. Więź, która tworzyła się między nimi od pierwszego spotkania, wzmocniła się i utrwaliła - jakby nagle zaczęło ich łączyć coś więcej, ponad samotność i magię. Znaleźli się wreszcie na stabilniejszym gruncie, gdy ich moce na chwilę się połączyły, a obaj pozbyli się wątpliwości i obaw. Żaden z nich nie chciał przerwać tej relacji, nie chciał zrezygnować z towarzystwa drugiego - i w tym momencie, na wieży, podczas gwałtownej burzy, stało się to jasne. Elf nie planował pocałunku - nigdy wcześniej nawet taka myśl nie przeszłaby mu przez głowę. Nie zastanawiał się nad tym, jak mógłby zareagować na tak niespodziewny ruch Viribus. Jak zawsze - nie planował, a poddał się chwili, ciągnąc za sobą Władcę, nie dając mu szansy na przemyślenie kolejnych ruchów i konsekwencji. Chciał zapewnić mężczyźnie ten spokój, który zawsze go wypełniał w obecności czarnowłosego. Chciał się odwdzięczyć za pomoc w odzyskaniu kontroli, za towarzystwo, za każdy uśmiech - odsyłając w niepamięć fakt, iż był jego więźniem. Obaj byli świadomi, że mógł uciec.
I nie zamierzał. Jego miejsce było u boku chłodnego tyrana, który w pewnym momencie wpuścił go za swoje obronne mury i zaczął poznawać razem z nim świat. Emocje. Bliskość.
Wszyscy ludzie, którzy kiedykolwiek znaleźli się na drodze Nathira, przestali być ważni. Nie zamierzał za nimi tęsknić, czy obwiniać. Byli tylko wspomnieniem, przeszłością z czasów, gdy elf był niepełny. Pozwolił im odejść, pozwolił sobie wybaczyć i zapomnieć. Wraz z przekroczeniem progu Pałacu Nieśmiertelności Nate zaczął nowe życie. Nie było łatwe ani oczywiste, ale czuł - nie, wiedział że było warte każdego wysiłku.
Nie obawiał się już też swojej mocy, ani przyszłości. Wiedział, że Władca będzie gotów mu pomóc i go nie wykorzysta. Wiedział, że ich losy połączyły się już na zawsze.
Siły i magia Nathira wyczerpały się - utrzymywał pozycję pionową tylko i wyłącznie dzięki dłoniom mężczyzny, który trzymał go mocno, jakby nigdy nie chciał wypuścić elfa, obawiając się utraty jedynego źródła powietrza, jakie kiedykolwiek mógł odnaleźć. Oddawał pocałunek, którego zamiarem było ukojenie, coraz energiczniej, budząc w rudowłosym zupełnie inne emocje, mocniejsze i potężniejsze niż wszystko, czego Nate w życiu doświadczył. Czuł dreszcze własnego ciała, czuł jak rozgrzewa się - tak jak rozgrzewało się to należące do Władcy. Obaj w którymś momencie docisnęli się do siebie, wbijając palce we wręcz rozpaczliwym geście, rozchylili wargi i pozwolili niepewnym muśnięciom warg przekształcić się w namiętne splecienie języków, zderzenie nosami i zębami. Elfowi coraz trudniej było utrzymać dłonie na towarzyszu, podobnie jak coraz ciężej było mu oddychać. Był skrajnie wykończony i z wysiłkiem utrzymywał świadomość, zdesperowany by chociaż odrobinę przedłużyć tą magiczną chwilę. Usta Viribusa smakowały uzależniająco, rozbudzały apetyt i przypominały rzecz zupełnie nie z tej ziemi.
Elf rozchylił z wysiłkiem powieki, spoglądając na czarnowłosego. Był piękny, jeszcze bardziej oszałamiający niż chwilę wcześniej, w trakcie korzystania z magii, z burzą jako tło. Nie, przemoczony i zarumieniony pozbawił Nate'a oddechu, przerywając wreszcie ten długi, spontaniczny pocałunek. Złotooki uśmiechnął się z czułością, przesuwając palcami po karku i włosach mężczyzny, drażniąc i doszczętnie psując fryzurę.
- Jesteś wspaniały, Viribusie. - Wyszeptał chrapliwie, ledwie słyszalnie przez rozgrywające się nad nimi piekło. Pocałował go jeszcze raz w usta, krótko, jakby chcąc uświadomić i upewnić - siebie? Mężczyznę? Ciężko stwierdzić - że to wszystko było prawdziwe i im się nie przyśniło.
- Jestem zmęczony - dodał jeszcze ciszej, układając głowę na ramieniu Władcy. - Jestem strasznie zmęczony. Nie odejdziesz, ani nie odeślesz mnie, prawda? - spytał, gdy oczy zaczęły mu się zamykać. - Nie odchodź. - Poprosił, nie - polecił. Dłonie bezsilnie zsunęły się po bokach bruneta, gdy zmęczenie jego ciała wreszcie wygrało. Potrzebował snu. Dużo snu i ciepła, by wreszcie odzyskać pełnię sił i magii. Całych dni spokoju, w miękkim łóżku, przy osobie, która uczyniła go kompletnym.

_________________

"Now tell me baby, do you love as hot as I do?
Is there's a lighting striking inside of you?
Does your thunder roll? Does the fire keep you cool?
Oh, cause a hurricane is comin' for you"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 198


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Czw Sie 17, 2017 12:44 pm

Jak żył, nigdy nie doświadczył czegoś takiego. Jakby wreszcie dotknął niebios, posmakował boskości, którą w sobie podkreślał. Ogarniało go uczucie tak silne, że skutecznie tłumiło wszystko inne - wiatr świszczący mu w uszach i targający wilgotne włosy, pozostałe emocje, wątpliwości, pytania, rozsądek. Na świecie byli tylko oni. Nie liczyło się nic poza kolejnym oddechem, kolejnym muśnięciem ust Nathira, jego ciepłem, zapachem.
Gdy Viribus poczuł w swoich ustach gorący język elfa, przeszedł go dreszcz przyjemności. Ich pocałunek, choć nieco niezdarny, był tak żarliwy, jakby zależały od niego ich życia. I poniekąd tak było. Miał on przecież zmienić wszystko, wywrócić ich egzystencję do góry nogami.
Poza namiętnością Władcę Mroku ogarniało jednak coś jeszcze. Strach. Niepewność. Nathir był jedyną niewiadomą w jego życiu. Bał się, że była to tylko chwila. Że kiedyś od niego odejdzie, że przejrzy na oczy i stwierdzi, że jednak nie był godzien jego oddania, towarzystwa. Był tak nieprzewidywalny, Viribus nie mógł odgadnąć, o czym myśli, co siedzi w jego głowie. Skąd mógł wiedzieć, czy nie zostanie porzucony?
Uczucie pełności, jakiego doświadczał przy elfie, było jednak warte wszystkiego, każdego ryzyka. W momencie, kiedy tylko się pojawiło, Pan Mroku zrozumiał, że gotów był zrobić absolutnie wszystko, aby ono trwało. Nigdy jeszcze nie czuł się tak desperacko. Zawsze był poukładany, kierował się zimną logiką i niczego nie pragnął, co sprawiało, że nie można było szantażować go emocjonalnie, ani wyprowadzić propozycji nie do odrzucenia.
Teraz wszystko miało się zmienić.
Wszystko.
Oddychał ciężko, gdy przerwali pocałunek, wpatrując się w złote, szczere oczy Nathira. Jak mógł posądzić go o to, że kiedyś go opuści? Jak mógł wątpić w prawdziwość tego, co się stało? Jednak wciąż wszystko zdawało się być nierealne. Bał się, że to był tylko sen, że się obudzi i znów będzie sam. Gdy zasmakował towarzystwa elfa, samotność nagle stała się przykrą koniecznością. Obawiał się, że powróci. Nie chciał wracać do tego co było. Kiedyś nie rozumiał, jak można było pragnąć bliskości, tęsknić, za czyjąś obecnością - teraz zaś nie mógł pojąć, jak dawał sobie radę w przeszłości. Jak wytrzymywał sam ze sobą.
- Nigdy - szepnął w odpowiedzi, owiewając ucho elfa swoim chłodnym oddechem, by po chwili zatopić twarz w jego gęstych, miękkich włosach. Pozwolił, by ciało Nathira rozluźniło się i zwiotczało w jego ramionach, wciąż trzymając go w ciasnym uścisku. Wsłuchiwał się w jego spokojny oddech, upajał tą chwilą. Serce elfa zwolniło, jednak jego wciąż rwało mu się w piersi.
Spokój i senność płomiennowłosego zaczęły mu się jednak szybko udzielać. Nie mogli tu zostać na wieczność, choć Viribus bardzo tego chciał. Ujął więc elfa wygodniej, jedną ręką podtrzymując jego plecy, drugą umieszczając pod jego kolanami i wstał, podnosząc go bez wysiłku, mimo że był od niego nieco większy. Widok błogości na jego twarzy sprawił, że uśmiechnął się delikatnie, gdy niósł go po schodach do wnętrza Pałacu Nieśmiertelności.
Szybko odnalazł swoją komnatę i ułożył go na miękkich poduszkach powleczonych czarnym jedwabiem. Wpatrywał się jeszcze przez chwilę w twarz elfa. Fascynował go. Budził w nim uczucia, które sądził, że nie istnieją, że są jakimś abstrakcyjnym wymysłem bez pokrycia w rzeczywistości. Mimowolnie pogładził jego spokojną twarz, odgarnął mu włosy z czoła i położył się obok, pozwalając, by jego powolny, głęboki oddech i ciche bicie serca zaprowadziły go w objęcia Morfeusza.

Z rana obudziły go promienie słońca, wpadające przez wysokie okna jego obszernej, jednak pozbawionej ozdób komnaty. Odbijały się od śliskich, czarnych, marmurowych ścian, jednak on obserwował, jak tańczą na czerwonych włosach Nathira, jego długich rzęsach i spokojnej twarzy. Jego piękno zaparło Viribusowi dech w piersiach. Jak to możliwe, że wcześniej tego nie zauważył? Że już przy ich pierwszym spotkaniu go ono nie uderzyło? Wsłuchiwał się w jego oddech, leżąc nieruchomo, choć na policzki wystąpiły mu lekkie wypieki, a serce przyspieszało.
Elf potrzebował wypoczynku. Zeszłej nocy zużył ogromne pokłady swojej mocy. Władca Ciemności nie chciał go przebudzić. Poczuł irracjonalną obawę, że walenie jego serca wyrwie Nathira z błogiego snu. Wstał więc jak najciszej, najdelikatniej. Odszedł, aby się przebrać. W miejscu, w którym jeszcze chwilę temu leżał, zostawił świeżą, zwiewną, czarną szatę, która wydawała się być odpowiednia na elfa. Sam zaś przemieścił się do pomieszczenia obok, nie wiedząc, co ze sobą począć. Ostatecznie usiadł przy fortepianie i zaczął wygrywać cichą melodię, mając nadzieję, że nie przerwie ona snu towarzysza.

_________________

odwiedźcie moje szukaje, a jak mnie chcecie zestalkować, to polecam spisik, bo wszystkie moje wątki są cudnie otagowane <3

jakbym zbyt się ociągała z odpisami, można krzyczeć; chcesz pisać - moja skrzynka / gg stoją otworem, nie gryzę :D
a! uczelnia wjechała motzno, będę pisać dość rzadko, ale się staram, słońca~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 232


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Czw Sie 17, 2017 3:02 pm

Nathir, gdy stracił przytomność, przestał być świadom tego, gdzie znajdował i co się z nim działo. Mimo to, nadal instynktownie garnął się do bliskości mężczyzny - przez większą część nocy trzymał na nim dłoń, jakby potrzebował chociaż namiastki kontaktu, dla spokoju ducha. Nie obudził się jednak, w zasadzie nawet nie zmienił pozycji, otulony przez Władcę pościelą i kocami. Nie drgnął, gdy ten wstał - chociaż niedługo później odczuł brak chłodnego tyrana i bardziej otulił się kocami. Chciał go przy sobie, nie w innym pomieszczeniu - nie miał jednak siły, by wyrazić to życzenie. Nie miał siły nawet rozchylić powiek. 
Spał dalej.
Odzyskał przytomność dopiero pod wieczór, nadal bardzo zmęczony, ale niepotrafiący dłużej pozostać bez obecności czarnowłosego. Powoli usiadł na łóżku i rozejrzał się po sypialni tyrana. Była dokładnie taka, jak sobie wyobrażał: pusta, zimna, pozbawiona jakichkolwiek zbędnych przedmiotów, sprawiająca niemal równie zachęcające wrażenie, co Sala Tronowa. Jakby nawet tutaj wszyscy Władcy Mroku musieli pokazywać, że są straszni, okrutni i nieludzcy. 
Elf westchnął ciężko, zamykając oczy, gdy poczuł nieprzyjemny uścisk w piersi. Viribus spędzał swoje wolne chwile tutaj, w tym pomieszczeniu. Sam. Czy sypiał dobrze? Czy w ogóle mógł zasnąć, tak oddalony od wszelkiego życia, pozbawiony jakichkolwiek dobrych emocji? 
Rudowłosy powoli wstał, dostrzegając wreszcie przygotowaną szatę. Nałożył ją na siebie, wsłuchując się w cichą muzykę, sączącą się zza jednych drzwi. Wziął z łóżka jeszcze jeden, duży koc, owinął się nim i podążył ostrożnie w stronę potencjalnego źródła dźwięku. Był słaby, potrzebował jeszcze dużo odpoczynku, a i jedzeniem by nie pogardził - ale najważniejsze stało się dotarcie do przyczyny, dla której w ogóle się podniósł. Do Viribusa. 
Cicho szeleszcząc kocem, przeszedł przez pomieszczenie, do fortepianu, przy którym usiadł. Nie na krześle, ale na ziemi, owijając się staranniej, by nie stykał się z posadzką, bokiem opierając się o nogę maszyny, spoglądając na Władcę. Gdy ten przerwał grę, elf uśmiechnął się do niego słabo i wyciągnął dłoń, gładząc go lekko po nodze.
- Witaj - szepnął ciepło. - Długo spałem? - Westchnął cicho, odgarniając włosy słabym ruchem. - Zjemy coś?

_________________

"Now tell me baby, do you love as hot as I do?
Is there's a lighting striking inside of you?
Does your thunder roll? Does the fire keep you cool?
Oh, cause a hurricane is comin' for you"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Światło w mroku   

Powrót do góry Go down
 
Światło w mroku
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zona scriptum :: Fantastyka-
Skocz do: