CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 Światło w mroku

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 155


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Światło w mroku   Pią Lip 28, 2017 8:23 pm

First topic message reminder :



W Zamku Nieśmiertelności, na Czarnym Tronie, zasiada najpotężniejsza istota jaką widział świat, rządząca niepodzielnie swym ogromnym, wciąż powiększającym się imperium. Władca Ciemności przez swoją ekspansywną politykę spycha inne cywilizacje do niegościnnych części świata, a te królestwa, które się poddadzą, wciela do swojego państwa. Natomiast każdy, kto się opiera, jest bezwzględnie niszczony - miasta palone są do gołej ziemi, z pałaców zostają tylko zgliszcza, a w salach tronowych, ku przestrodze, urzędują nabite na pal koronowane głowy. Całe rasy, które nie chcą uznać jego zwierzchności, wybijane są co do nogi. Mówi się, że Pan Mroku nie ma serca. Że jest ono z kamienia, albo w jego miejscu ma ziejącą w piersi dziurę. Że zamraża wzrokiem i zabija dotykiem. Co jeśli znajdzie się ktoś, kto w to nie wierzy? Kto widzi w nim coś, czego nikt inny nie dostrzega?

Władca Ciemności: @Stardust
Elf: @Argent




Imię: Viribus
Wiek: 117 lat

Wzrost: 177 cm
Kolor oczu: Szare
Kolor włosów: Czarne

Charakter: Władca Ciemności. Pan Mroku i najsilniejszy człowiek, który kroczy po tej ziemi. I to właśnie oznacza jego imię - siłę. Ma, zdaje się, poczucie misji i niezłomny charakter. Brak sumienia. Boską powinność do wykonania. Sam w to wierzy - że narodził się po to, by zaprowadzić na świecie porządek. Jednocześnie jego pobudki nie są tak czyste - jest chciwy i zachłanny, chce mieć wszystko, jak okiem sięgnąć. Władać każdym, najdrobniejszym nawet życiem. Mimo to nie czerpie przyjemności z przemocy, przynajmniej z reguły. Dla niego to smutna konieczność pokazania innym lepszej drogi - bo w końcu w jego mniemaniu jego sposób jest najlepszy i tylko on jest w stanie zapewnić szczęście każdemu stworzeniu. Choć gardzi innymi jako stworzeniami niższymi, niegodnymi nawet lizać podeszwy jego butów, czuje, że jako ktoś ponad nich, powinien wskazać im kierunek rozwoju, zaopiekować się nimi - niczym ojciec rządzący w domu ciężką ręką. Odmawia sobie wszelkich ludzkich cech - bo przecież jest bytem nadrzędnym, istotą boską. Nie może popełniać błędów tych pośledniejszych stworzeń, poddawać się tym samym żądzom i instynktom. Jednak nawet po wieku istnienia, czy ktoś jest w stanie wyciszyć całkowicie swoje uczucia i pragnienia? Czyż serce, nawet zasuszone i bez życia niczym pustynia, wciąż, po latach nieurodzaju, nie pragnie miłości niczym wody? Zrozumienia? Czy nie jest samotne w swym myśleniu, że każdy inny jest pod nim? Viribus nie zadaje sobie takich pytań. Może kiedyś to robił, ale dawno o tym zapomniał. Dawno nauczył się, że samotność jest synonimem władzy. Nie przeszkadza mu to, że jego jedynym towarzyszem jest własny głos. I tak wszyscy go nienawidzą. Władza wymaga strachu, strach rodzi nienawiść, obrzydzenie. Zna tylko to i z tego czerpie swoją niszczycielską siłę.

Ciekawostki:
  • To syn poprzedniego Władcy Ciemności - wychował się więc w samotności i bojących się go ludzi
  • Jest genialnym taktykiem
  • W wolnych chwilach grywa w szachy, na organach albo pianinie, czy też czyta książki - zajmują go czynności, do których wystarczy jedna osoba
  • Wysługuje się wszystkim i każdym, nikt i nic nie ma dlań wystarczającej wartości, by być postawionym na jego poziomie
  • Włada ogromną, niszczycielską mocą, która jednak gdyby chciał, mogłaby posłużyć celom tworzenia; zawsze widział ją jako narzędzie opresji, strachem wzbudzające podziw i autorytet
  • Jest całkiem młody, jak na Władcę, aczkolwiek nie sprawia to, że jest mniej kompetentny
  • Ma chłodny, niski głos, który wywołuje ciarki, a także lodowate, przeszywające spojrzenie zdające się niszczyć dusze
  • Porusza się sprężyście, jego ruchy są zdecydowane, nie wykonuje nieprzemyślanych gestów - jest w nim władcza gracja i elegancja, na swój sposób piękna

_________________


Ostatnio zmieniony przez Stardust dnia Sob Lip 29, 2017 11:45 pm, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 155


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Czw Sie 17, 2017 3:52 pm

Znów nie grał z nut, a mimo to jego palce tańczyły na czarno-białej klawiaturze pewnie, bez wahania wygrywając melodię, która płynęła prosto z jego wnętrza. Viribus był dziwnie spokojny. Nie dręczyły go rozterki, jego umysł pierwszy raz od dawna był czysty i przejrzysty.
Tę chwilę przyjemności przerwał mu jednak jeden z doradców, który przyszedł złożyć mu raport i przekazać kilka spraw istotniej wagi, niecierpiących zwłoki i wymagających jego natychmiastowych decyzji. Przyjął go, tak jak zwykł to robić w przeszłości i poświęcił mu swój czas. Nie był jednak tak zimny i pełen pogardy, jak dotąd. Teraz jego uczucia były gdzieś indziej, wszystkie skupiały się wokół elfa; nie czegoś tak błahego, jak jakiś marny człowiek, który drżał ze strachu na myśl, że jeden nieodpowiedni gest może przekreślić go w oczach Władcy Ciemności.
Kruczowłosy czasem zaglądał do swojej komnaty i obserwował śpiącego elfa. Nigdy wcześniej nie wydawała się ona tak pełna i ciepła, choć niczego w niej nie przybyło. Wciąż jedną ze ścian zajmowały wysokie, strzeliste i smukłe okna, z wyjściem prowadzącym na taras, z którego można było obserwować ocean. Przeciwległą zaś, wyginającą się w łuk, niemal w całości zajmowały regały wypełnione księgami o różnorodnej tematyce - w przeważającej części były to woluminy stare i rzadkie, wyjątkowe okazy; pozostałe stały w ogromnej, pałacowej bibliotece. Na środku, przy samych oknach, stało potężne łoże wyciosane z kamienia, przykryte jedwabną pościelą i czarnymi futrami. Nad nim zwisał imponujący żyrandol składający się z tysięcy cienkich, podłużnych kryształów przypominających ostre sople lodu. Gdzieś z boku dostrzec można było jeszcze wygodną wannę na nóżkach i niewielki, kamienny stół z dwoma fotelami, na które zarzucone były czarne skóry i puchowe futra. Wnętrze było czarne, zimne i surowe, a jednak bił z niego luksus. Pozostałe pomieszczenia w całym Pałacu Nieśmiertelności wyglądały podobnie.
Popołudniu, gdy zajął już się swoimi obowiązkami, Władca Ciemności znów usiadł do swego fortepianu i zaczął wygrywać kojącą, ale pełną emocji melodię. Nie minęło wiele czasu, jak w progu pojawił się Nathir. Kruczowłosy posłał mu delikatny uśmiech na powitanie, i przestał na chwilę, jednak kilka sekund później ponowił grę, dając swym smukłym palcom całkowitą swobodę w pełnym gracji tańcu po czarnych i białych klawiszach.
- Witaj, Nathirze - odrzekł ciepło, przynajmniej na tyle, jak ciepły mógł być jego chłodny głos. - Kilkanaście godzin.
Gdy Viribus poczuł dłoń elfa na swoim udzie, przeszedł go dreszcz. Jego dotyk był gorący, ale nie palił. Należał do tych przyjemnych. Wręcz niezwykle przyjemnych.
- A na co masz ochotę? - zapytał miękko i jedwabiście, pochylając się mimowolnie nad płomiennymi włosami mężczyzny i patrząc mu z delikatnym uśmiechem w oczy. Był ciekaw wszystkiego, co było z nim związane. Co lubił, a czego nie, czy miał jakieś ulubione danie, jak wyglądała jego przeszłość. Chciał wiedzieć wszystko. Rozwiać tajemnice, wątpliwości, niejasności. Być blisko.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 183


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Czw Sie 17, 2017 5:46 pm

Elf zamyślił się na krótką chwilę. Przygryzł wargę, przerywając gładzenie nogi mężczyzny. Uśmiechnął się do niego niepewnie, spoglądając z dołu.
- Raczej unikam mięsa. Wszystko inne chętnie przyjmę - powiedział ciepło, wciąż starając się nie podnosić głosu, by nie zakłócić melodii wydobywającej się spod palców bruneta. Poprawił zsuwającą mu się z ramienia kołdrę, dokładniej się otulając i przymknął oczy. Przejście tych paru kroków już niemal całkowicie wyczerpało zgromadzoną podczas snu energię. Nie był pewien, czy w ogóle da radę się podnieść z podłogi, a i jego temperatura ciała bez wątpienia spadła - już od dawna nie czuł chłodu, ponieważ krążąca w nim magia go ogrzewała i nie pozwalała na nadmierne oziębienie się organizmu. Widocznie jednak wybuch mocy poprzedniego wieczora na jakiś czas pozbawił go nie tylko zdenerwowania, ale też i pewnych reakcji obronnych.
Nie zauważył, kiedy oczy całkiem mu się zamknęły, a on przysnął, przy grającym mężczyźnie, z dłonią na jego udzie. Znów był przy nim, więc znów mógł spokojnie odpłynąć, z ukojoną podświadomą potrzebą kontaktu. Gdy tylko ta bliskość została zerwana, natychmiast otworzył oczy i spojrzał ze zdezorientowaniem na Władcę. Po chwili się rozluźnił, podpierając się dłońmi i z trudem podnosząc.
- Zasnąłem, prawda? Przepraszam. Chodźmy coś zjeść, zanim znowu odpłynę. - Wymruczał, układając na ramionach kołdrę i ziewając cicho. Potrząsnął głową, próbując pozbyć się tej senności i w miarę przytomnie podążyć za Władcą.
Koniec końców przemieszczenie się o własnych siłach przekroczyło jego możliwości i zamiast godnie przejść, dał się zaprowadzić do łóżka, układając wśród koców i skór. Usiadł, lekko klepiąc miejsce obok siebie, by zachęcić mężczyznę do umoszczenia się obok niego. Posłał mu zadowolony uśmiech, gdy życzenie zostało spełnione, kolejny raz umieszczając dłoń na udzie mężczyzny. Westchnął sennie.
- Powiedz, czy zebrałeś tutaj wyłącznie zbiory taktyk, podręczniki do magii i... No nie wiem, dzienniki swoich poprzedników? - zapytał, wskazując głową na biblioteczkę naprzeciwko nich.

_________________

"Now tell me baby, do you love as hot as I do?
Is there's a lighting striking inside of you?
Does your thunder roll? Does the fire keep you cool?
Oh, cause a hurricane is comin' for you"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 155


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Czw Sie 17, 2017 7:35 pm

Władca Ciemności pokiwał tylko głową z delikatnym uśmiechem. Mógł się tego spodziewać. Służba była na każde jego skinienie, ale nie czekała pod drzwiami, dlatego komunikował się z nią w inny sposób, niż na przykład dzwonienie dzwonkiem, albo wrzeszczenie, bo nic by to nie dało. Z klawiatury, po której pląsały jego smukłe, zgrabne palce, spłynęła stróżka czarnego, gęstego dymu i uciekła gdzieś w głąb pokoju, na korytarz, przez pałac.
I już kilka chwil później koło mężczyzn zjawił się sługa o nieprzeniknionej minie, jednak było widać, że z całych sił ukrywa trwogę. Viribus szepnął mu kilka słów na ucho, nie przerywając gry. Sługa nawet nie zaszczycił spojrzeniem elfa, bojąc się, że może to być potraktowane jako zniewaga. Zamiast tego natychmiast, gdy tylko otrzymał polecenia, odwrócił się na pięcie i szybkim krokiem opuścił pomieszczenie.
Kruczowłosy wyraźnie poczuł, jak Nathir się rozluźnia, oparty o jego nogę, jak jego oddech zwalnia i uspokaja się. Jedną dłonią pogładził jego włosy, rozkoszując się ich jedwabistą, miękką fakturą. Wstał, gdy tylko posiłek wjechał na srebrnym wózku do jego komnaty. Chciał delikatnie obudzić elfa, albo nawet go przenieść, ten jednak otworzył oczy, zanim Viribus zdążył cokolwiek zrobić.
- Nie przepraszaj. Jesteś zmęczony, potrzebujesz snu - odpowiedział mężczyzna. Zależało mu na tym, by Nathir czuł się dobrze. Przeszli do sypialni, gdzie czekała już na nich kolacja.
Pan Mroku przysunął przyprowadzony przed paroma chwilami wózek i zaczął zdejmować kryształowe klosze z półmisków, odkrywając miskę pełną rzadkich, drogich owoców sprowadzanych nawet z najdalszych zakątków świata i cztery różne dania, w tym krem z grzybów, sałatki i inne bezmięsne wymysły jego kucharza, który swoją drogą cieszył się w Pałacu Nieśmiertelności największym poważaniem i absolutną nietykalnością już od kilkudziesięciu lat. Jego jedynego z orszaku swoich pracowników i podwładnych Viribus nie zamieniłby na nikogo innego.
Z karafki nalał im po kielichu szkarłatnego wina o silnym aromacie i wyraźnym bukiecie. Dał Nathirowi znak dłonią, by się częstował tym, na co miał ochotę. Zaraz potem usiadł obok niego na miękkim łożu i podążył wzrokiem za jego dłonią.
- Są tu jeszcze mapy i kroniki poszczególnych państw. Ale zgaduję, że nie o to ci chodzi - uśmiechnął się. - Znajdziesz tu wszystko. Literaturę w różnych językach, poezję, święte księgi najróżniejszych religii, również tych nieistniejących, a nawet książki kucharskie. To najcenniejsze pozycje z pałacowych zbiorów.
Faktem było, że poezję i powieści wybierał ze względu na ich warsztat. Jako ktoś, ktoś, kto wyrzekł się ludzkich uczuć, nie mógł w pełni ich podziwiać. Najbardziej zaś lubił filozoficzne dysputy i polemiki, chętnie zestawiał ze sobą przeciwstawne punkty widzenia w ramach intelektualnej rozrywki.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 183


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Czw Sie 17, 2017 8:06 pm

Elf przyjął wino z wdzięcznością, rozkoszując się smakiem i przyjemnym ciepłem, które zaczęło rozlewać się po jego ciele. Nie wątpił w to, iż Władca miał do swojej dyspozycji wszystkie delikatesy świata - części nigdy nie widział na oczy, a spędził niemal całe życie w podróży, od miasta do miasta, od państwa do państwa, kosztując wszystkiego, co znalazł na swojej drodze oraz tego, czym go częstowano w zamian za pomoc. Sięgnął po sałatkę owocową, zalaną jakimś skomplikowanym sosem, powoli przełykając kolejne kawałki i słuchając odpowiedzi mężczyzny. Jego wzrok niemal od razu wylądował na mówiącym, obserwując jego uśmiech, mrugnięcia i - przede wszystkim - zwracając uwagę na ton jego głosu. Dla wielu Viribus mógł brzmieć zawsze w ten sam, mroźny i przerażający sposób, ale elf wyczuwał w nim zmiany, cieplejsze brzmienia, przystanki na dobranie odpowiedniego słowa, czy naturalność - gdy odpowiadał bez zawahania i analizy. Nathir był pewien, iż przy nim mężczyzna w ogóle zachowywał się inaczej. Pozwalał sobie na więcej, nie ukrywał ani nie bronił się przed emocjami, tak jak nie mroził spojrzeniem.
Elf uśmiechnął się do niego z czułością, unosząc dłoń, którą trzymał na jego udzie i przesuwając palcami po jego policzku. Zauważył też jedno - nie było pomiędzy nimi tak wielkiej różnicy temperatur. Przez twarz Władcy nie przechodziły już spazmy bólu z gorąca, a Nate nie czuł chłodu, przez który sztywniały mu palce. Oczywiście nadal się różnili, nie była to jednak tak wielka odmienność, jak na początku.
- Chętnie później się rozejrzę, jeśli pozwolisz - mruknął, wpatrując się jak zaczarowany w te szare oczy, na chwilę zapominając o posiłku i zmęczeniu. - Wiesz, że pięknie grasz, Viribusie? - spytał z wyczuwalnym zachwytem, a jego twarz niemal zaczęła promienieć z radości. - U nas, elfów, nigdy gra nie była dozwolona. Wyłącznie śpiew. Nie wiem dlaczego. Tak wiele straciłem - szepnął, odkładając półmisek na bok, by móc chwycić twarz Władcy oboma dłońmi i zbliżyć do swojej. - Jesteś niesamowicie uzdolniony. I piękny. - Skomplementował mężczyznę prosto z serca, nie zastanawiając się nad swoimi słowami, ani nad tym, jakie niosły za sobą konsekwencje. Dał się ponieść chwili - jak zawsze - i popłynął, werbalizując ciąg myśli, który pojawił się w jego głowie. A potem znów pocałował bruneta, delikatnie, z czułością muskając jego chłodne wargi i pozwalając płomieniowi w lodowemu mężczyźnie znów zaiskrzyć. Ostrożnie przekrzywił jego głowę, napierając jednocześnie językiem, by ten wspaniały mężczyzna znów wpuścił go do swojego wnętrza. A potem tchnął w niego gorącym oddechem, badając jego usta, drażniąc jego język, ani myśląc pozwolić mu uwolnić się z uścisku. Oczywiście, był wyczerpany, ale... nie aż tak.

_________________

"Now tell me baby, do you love as hot as I do?
Is there's a lighting striking inside of you?
Does your thunder roll? Does the fire keep you cool?
Oh, cause a hurricane is comin' for you"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 155


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Czw Sie 17, 2017 8:30 pm

Nathir miał potrzebę bliskości, która udzielała się i jemu. Każdy jego dotyk, muśnięcie nawet, przyprawiał go o szybsze bicie serca. Pragnął go. Potrzebował. Rozluźniał się w jego towarzystwie, pozwalał na więcej, otwierał. Nie chciał, by cokolwiek go ograniczało. Nie wypierał się już swoich myśli ani uczuć, choć nie wszystkie jeszcze rozumiał. Tak jak nie do końca wiedział, czym było to napięcie pojawiające się czasem między nimi. Napięcie i przyciąganie.
Viribus czuł się wtedy, jakby elf był centrum jego wszechświata. Jakby nic poza nimi nie istniało. Kiedy był z nim, był sobą. Wyczuwał to wyraźnie. Inaczej był niepełny, czegoś mu brakowało, czuł pustkę. Wypełniał ją Nathir swoim ciepłem i jasnością, niezmąconą czystością i naiwnością, którą w nim podziwiał.
Gdy poczuł dotyk na swoim policzku, mimowolnie położył swoją dłoń na dłoni Nathira i wtulił się w nią nieco bardziej. Kąciki jego ust uniosły się w subtelnym, spokojnym uśmiechu.
- Kiedy tylko będziesz mieć na to ochotę - odrzekł. Nie wiedział, jak skomentować dalsze słowa elfa. Komplement sprawił, że poczuł ucisk w piersi, zabrakło mu oddechu. Nikt o nim wcześniej tak nie mówił. W ogóle rzadko kiedykolwiek decydował się na wymianę zdań, jeśli nie był zmuszony, jednak nigdy nie słyszał pod swoim adresem tak miłych i szczerych, ciepłych słów. Płynących prosto z serca.
Słowa Nathira, jego głos, dotyk i bliskość sprawiły, że policzki Viribusa zaróżowiły się delikatnie, a myśli gdzieś uleciały, rozpływając się niczym dym na wietrze. Jakby nie było nic poza nim, poza jego złotymi oczami i miękkimi wargami, które zaraz zetknęły się z jego.
Jego gorąco i czułość wprawiały mężczyznę w lekkie drżenie. Ogarniające go uczucie przypominało... Rozpuszczanie się. Roztapianie w jego ramionach. Z trudem utrzymywał pionową pozycję. Mimowolnie zarzucił elfowi ramiona na szyję, pogłębiając pocałunek. Doświadczenie, które dzielili było odurzające. Viribus nie mógł myśleć o niczym innym, jak ich łączące się w pełnym namiętności tańcu, zetknięte, spragnione siebie wzajemnie ciała. Gorąco skóry płomiennowłosego skutecznie podsycało jakiś wewnętrzny płomień Władcy Ciemności, rozpalało go, choć na zewnątrz wciąż pozostawał niemal równie chłodny, co wcześniej. Przylgnął do niego, wiedziony jakimś nagłym impulsem i czymś, co nie mieściło się jeszcze w jego pojmowaniu. Nie sądził, że kiedyś porwie go niezrozumiały prąd uczuć, którym podda się całkowicie, nie sądził, że mogło to być tak przyjemne i wyzwalające. Nigdy nawet o czymś takim nie marzył. Teraz zaś czuł, jakby śnił na jawie, drżąc przed tym, że czar w końcu pryśnie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 183


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Czw Sie 17, 2017 10:01 pm

Elf na skraju świadomości przyrównał Władcę Mroku do kwiatu. Był jak wieczny pąk, zamarznięty, ciasno zamknięty i uśpiony, który nagle, pod wpływem ciepła, zaczął się wreszcie otwierać, powoli pięknie zakwitając. Rudowłosy chciał go mieć cały czas przy sobie, czuć i patrzeć na tę przemianę, słuchać jego głosu, dotykać jego ciała. Chciał dać mu wszystko, czego Viribus nigdy wcześniej nie miał - wszystko, czego żaden z nich nigdy nie doświadczył. Miał wrażenie, jakby gotów był zrobić dla niego wszystko. Wszystko, byleby dalej się do niego uśmiechał i patrzył z taką czułością, czy oszołomieniem.
Westchnął z przyjemnością, czując ciało bruneta bliżej swojego. Wsunął palce w jego włosy, odwzajemniając się mocniejszym dociśnięciem, czując jak przez jego ciało przebiega dreszcz. Zrobiło mu się cieplej - i to było zupełnie inne uczucie od tego, które zwykle mu towarzyszyło. Przypominało odrobinę to, które go ogarniało przy Viribusie wcześniej - ale tym razem było intensywniejsze, jakby wzmocnione, rozchodząc się po całym jego ciele, aż po czubki palców, ogłupiając i budząc zupełnie inny głód, niż chwilę wcześniej. Elf miał najprawdziwszą ochotę zjeść czarnowłosego. Posmakować każdego kawałka jego skóry, wylizać i wycałować, rozgrzać chłodne ciało i wydrzeć z jego gardła zupełnie nowe dźwięki. Stał się zachłanny, gwałtowniejszy, przesuwając i klękając na łóżku, przyciskając nagle plecy mężczyzny do wezgłowia i kąsając jego wargi, tarmosząc włosy i chwytając go zaborczo za kark. Chciał go zjeść.
Z jego gardła wyrwał się pomruk, wyrażający wręcz zwierzęcą żądzę, pragnienie którego nie potrafił w żaden sposób nazwać, ale które nagle go opanowało. Docisnął bruneta jeszcze mocniej i... Nagle poczuł, jak siły go opuszczają.
Oderwał usta od partnera, łapczywie nabierając powietrza, o którym na jakiś czas kompletnie zapomniał i spojrzał na zarumienionego Władcę. Aż serce mocniej mu zabiło, gdy tak spoglądał na zmechaconego i zdezorientowanego mężczyznę. Och, jaki on był piękny.
Powoli, wręcz z żalem, odsunął się od mężczyzny i zsunął na łóżku, w dół, owijając kocami.
- Przepraszam, jestem... - zaczął z wysiłkiem, cicho i sennie, ale nim zdążył skończyć, już znalazł się z powrotem w krainie Morfeusza, pozostawiając Viribusa samemu sobie.

Nathir spał tym razem dłużej. Rozchylił powieki dopiero następnej nocy, a jego wzrok natychmiast spoczął na śpiącym Władcy. Wyglądał tak spokojnie i niewinnie, dzieląc swoje łóżko z niedawnym więźniem, niemal się z nim stykając ciałem. Tym razem to elf wyciągnął dłoń i odgarnął włosy towarzysza, przez dłuższą chwilę po prostu tak leżąc, gładząc jego twarde, mocne włosy. Gdzieś podświadomie miał ochotę zacisnąć dłoń i za nie szarpnąć, wyrywając bruneta ze snu - ale stłumił tę niejasną potrzebę, powoli siadając na łóżku. Dostrzegł część kolacji, stojącej wciąż niedaleko, której tym razem Nate nie miał okazji skosztować - i od razu poczuł ssanie w żołądku. Podniósł się cicho, chwycił jedną z salaterek i już, już, wracał do łóżka, gdy jego wzrok przykuła biblioteczka.
Zerknął na śpiącego Władcę, przez krótką chwilę rozważając, jak głęboko ten spał - ostatecznie jednak skierował swoje kroki do książek, przesuwając palcami wolnej dłoni po grzbietach, szukając czegoś, co go zaciekawi. Po niedługiej chwili wyciągnął ostrożnie jeden z tomów, który nie wyglądał na zbyt stary - za to ozdobiony pięknymi rysunkami - i wrócił do bruneta, siadając obok niego i zagłębiając się w lekturze podczas konsumpcji spóźnionego posiłku. Wstał jeszcze dwa razy, zabierając inne talerze, gdy upewnił się, że nie było na nich mięsa - a w międzyczasie ukształtował sobie niewielkie źródło światła, by móc odpowiednio docenić kunszt autora/autorów dzieła.

_________________

"Now tell me baby, do you love as hot as I do?
Is there's a lighting striking inside of you?
Does your thunder roll? Does the fire keep you cool?
Oh, cause a hurricane is comin' for you"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 155


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Czw Sie 17, 2017 10:48 pm

Zadrżał pod jego dotykiem. Czując na sobie oddech Nathira, jego wargi, mógł myśleć tylko o tym. Przez jego ciało przechodził prąd, kumulujący się gdzieś w okolicy krzyża, rozpalający jego całe ciało. Jego policzki z lekko różowych stały się gorące i czerwone. Szarobłękitne, zimne oczy Viribusa lśniły, błyskały w nich iskierki ekscytacji. Wargi miał wilgotne i rozchylone, zachęcające do dalszych pocałunków.
Pozwolił się prowadzić, zatracając się w możliwości niedecydowania. Do tej pory wszystkim kierował, o wszystkim myślał. Teraz mógł się rozluźnić i pozwolić, by ktoś to zrobił za niego, poddawać się dłoniom i wagom elfa, które łapczywie szukały jego ust. Po chwili wyrwał się z nich cichy pomruk, kiedy Nathir zareagował zaskakującą siłą i zachłannością. Równie gorąco oddawał pocałunki, wplótł palce jednej dłoni w jego włosy, drugą zaś umieścił na jego karku, by potem przesunąć na plecy i przyciągnąć bliżej, ścisnąć za biodro, zachęcić.
Gdy się od siebie oderwali, przez chwilę wpatrywali się w siebie wzajemnie, dysząc i podziwiając swoje piękno. Viribus nie mógł się powstrzymać przed delikatnym odgarnięciem długich, płomiennych włosów z twarzy elfa, zatracaniu się w jego cudownie głębokich oczach. Mógłby nawet policzyć jego rzęsy.
Gdyby nie to, że ten nagle bez sił opadł na poduszki obok. Władca Ciemności wpatrywał się w niego zaskoczonym wzrokiem, którego charakter nagle przeszedł w morderczy, gdy po oddechu elfa zorientował się, że ten... Po prostu zasnął. Wiedział, że szybko się męczył, że był jeszcze słaby, ale z jakiegoś powodu kruczowłosego ogarnęły niespodziewanie złość i frustracja, których powodów nie rozumiał. Poczuł przemożną chęć uduszenia zbyt spokojnego mężczyzny jedwabną poduszką, zamiast tego jednak odwrócił się doń plecami i zaczął się rozbierać gwałtownie, co poskutkowało wyszarpnięciem kilku guzików z jego aksamitnego wamsu zapinanego pod szyję i gniewnie położył się po drugiej stronie szerokiego łoża, naciągając na siebie przykrycie. Jego złość nie trwała jednak długo. Niemal natychmiast zapadł w sen.

Cały następny dzień spędził w samotności. Zamówił świeże jedzenie i postanowił spożytkować ten czas na rozwiązanie kilku spraw. Pouczył dowódcę swoich sił, jak i co zaatakować, a także jakie punkty były następne w kolejce, rozmawiał o migracjach jego sił, utrzymaniu odpowiednich obiektów, a także potrzebach wzniesienia dodatkowych fortec na granicach. Następnie spędził kilka godzin w Sali Tronowej, korzystając z tego, że Nathir był słabszy i łatwiej mógł się pozbyć rosnącej na gołym marmurze trawy. Gotów był również zatem wznowić audiencje i egzekucje, niemal natychmiast z tego przywileju korzystając.
Po gorącej kąpieli był tak zmęczony, że natychmiast zasnął, mimowolnie stykając się plecami z elfem. Gdzieś w środku nocy, gdy jego sen stał się lżejszy, przebudził go delikatny dotyk na jego twarzy. Ciepły i znajomy - Viribus delikatnie uśmiechnął się przez sen i zamruczał coś niezrozumiałego, przekręcając się na drugi bok.
Ostatecznie jednak zbudził się dopiero jakiś czas później, a przed oczami miał pochylone plecy Nathira. Mężczyzna uśmiechnął się sam do siebie i wiedziony impulsem przejechał bardzo delikatnie palcem wzdłuż kręgosłupa elfa, z dołu do góry.
- Co robisz? - szepnął, nie podnosząc się. Zamiast tego ziewnął, ale wciąż leżał na boku z półprzymkniętymi oczami, twarzą zwrócony w stronę swego towarzysza.

_________________


Ostatnio zmieniony przez Stardust dnia Pią Sie 18, 2017 1:53 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 183


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Czw Sie 17, 2017 11:44 pm

Rudowłosy delikatnie zadrżał, czując dłoń na plecach. Obrócił głowę, spoglądając na mężczyznę przez ramię i posyłając mu uśmiech.
- Czytam. Możesz spać dalej - mruknął czule. Nie chciał całkiem obudzić bruneta, dlatego pozwolił świecącej delikatnie magicznej kuli rozpłynąć się w powietrzu, a potem zamknął książkę i odłożył ją na ziemię. Dopiero wtedy obrócił się ku Viribusowi, wsuwając z powrotem pod kołdrę i kładąc dokładnie naprzeciwko niego. 
- Dobrze ci minął dzień? - zapytał, gładząc mężczyznę po włosach, wpatrując się w niego z tak niewielkiej odległości. Wystarczyło, żeby elf wplótł palce w ciemne włosy i pociągnął lekko ku sobie, a piękny Władca znalazłby się w jego ramionach, tak jak poprzednio, chętnie oddając pocałunki, mieszając z nim swój oddech, wzdychając i drżąc. Był taki apetyczny poprzedniego wieczora, z zaczerwienionym policzkami, chętny i uległy, wręcz roztapiając się w jego uścisku. Elf nigdy wcześniej nie widział w nim takiej ufności i łagodności, która budziła w nim rozkoszne ciepło i pragnienie ochronienia tej wrażliwej istoty przed całym światem.
Zamiast przyciągać do siebie szarookiego, sam się zbliżył, przytulając go do siebie i obdarzając delikatnymi pocałunkami jego policzek. Owinął go zarówno rękami, jak i spokojem, na powrót usypiając. Ucałował go jeszcze krótko w czoło, pozwalając też sobie na chwilę zapaść w drzemkę, do chwili, gdy na niebie nie pojawiło się słońce, zalewając ciepłymi promieniami łóżko. Ciężko stwierdzić, który z nich obudził się pierwszy - ale gdy obaj wrócili do świata żywych i przytomnych, już wpatrywali się w swoje oczy, częściowo owinięci kołdrami, a częściowo stykający się ze sobą nagą skórą.
- Mamy jakiś plan na dzisiaj? Czy mam kolejny dzień przespać? - spytał z lekkim uśmiechem, przesuwając dłonią po boku Władcy, gładząc go mechanicznym gestem.

_________________

"Now tell me baby, do you love as hot as I do?
Is there's a lighting striking inside of you?
Does your thunder roll? Does the fire keep you cool?
Oh, cause a hurricane is comin' for you"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 155


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Pią Sie 18, 2017 2:25 pm

Zmrużył oczy przed światłem i otworzył je nieco szerzej, gdy tylko jasna kula Nathira rozpłynęła się w powietrzy. Błądził spojrzeniem po jego symetrycznej, nieskazitelnej twarzy, włosach, rzęsach, ustach, powiekach. Byli tak blisko. I to nie tylko w sensie fizyczny. Viribus wciąż czuł się, jakby śnił. Nigdy nie wyobrażał sobie, że coś takiego - cud wręcz - mógł zdarzyć się w jego życiu.
- Zwyczajnie - odparł cicho. Taka też była prawda. Cały ten czas, gdy wykonywał swoje obowiązki i zwyczajowe zadania, nie mógł przestać myśleć o tym, kiedy w końcu dołączy do elfa, spojrzy w jego niesamowite oczy, dotknie jego gładkiej skóry, usłyszy jego ciepły głos. Nie wiedział, jak przez ponad sto lat mógł znosić robienie codziennie tych samych rzeczy. Jakim cudem się nie nudził? Teraz za każdym razem, gdy musiał zrobić coś średnio stymulującego, myślami wracał do Nathira, zastanawiał się, co robił, czy już się obudził, czy wszystko było w porządku. Czy też zajmował jego myśli.
Z chęcią pozwolił się objąć, potulnie zbliżając się do mężczyzny i opierając głowę na jego piersi, wtulił się w niego. Jego spokojny oddech, ciepło i bicie serca szybko utuliły go do lekkiego snu, z którego zaś nie tak długo potem obudziły go ciepłe promienie słońca, wpadające przez wysokie okna.
Budzenie się w ramionach elfa, wpatrywanie się w jego złote oczy na powitanie, obserwowanie światła muskającego jego gładką skórę i wirujących w nim drobinek kurzu, było doświadczeniem magicznym, zapierającym dech w piersiach. Dotyk Nathira na boku Władcy Ciemności wywołał u niego gęsią skórkę, a jego ciało przeszedł przyjemny prąd.
- Chciałbyś zobaczyć resztę pałacu? - odpowiedział pytaniem na pytanie Viribus. Pragnął pokazać elfowi swój świat, sprawić, by ten czuł się w nim dobrze. I chciał być również zaakceptowany, zrozumiany. Czuł, że mogliby wieczność uczyć się o sobie wzajemnie.
Cieszył się, że tę wieczność mieli. Nie musieli się spieszyć. Mieli dla siebie cały czas na świecie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 183


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Pią Sie 18, 2017 3:50 pm

- Chciałbym - odpowiedział bez wahania elf, wyciągając lekko szyję i całując swojego towarzysza najpierw w nos, potem czoło, policzek i wreszcie muskając chłodne wargi swoimi. Uśmiechnął się do niego, szumiąc elfickie powitanie prosto w jego usta, raz po raz je składając na nich krótkie pocałunki i mrucząc cicho. Przesunął palcami w dół, na plecy mężczyzny, zarysowując paznokciami linię kręgosłupa, drażniąc i rozgrzewając wiecznie oziębłego Władcę. Nie rozchylił jego ust, mając jeszcze w pamięci poprzedni wieczór, którego sporą część spędził pożerając go i marząc o tym, by miał siły na więcej. Przez jego ciało przeszedł dreszcz podniecenia na samą myśl o tym więcej
Elf nigdy nie czuł pożądania. Nigdy też nie targała nim tak intensywna konieczność utrzymania kontaktu fizycznego z kimkolwiek - i pogłębienia go. Każda chwila, bez obecności Viribusa wydawała się długa i pozbawiona sensu - a przynajmniej tak wyobrażał ją sobie Nathir, który albo spał, albo podążał za brunetem, by znów go dotknąć, pocałować i objąć. Ich pierwszy fizyczny kontakt wcale nie odbył się tak dawno, a rudowłosy już nie potrafił pojąć, jak spędził bez niego trzysta lat.
Oderwał usta niechętnie, przerywając zaborczy i coraz intensywniejszy kontakt. Chuchnął ciepłym powietrzem w szyję Władcy.
- Zjedzmy coś i chodźmy. Na pewno masz na dzisiaj zaplanowane też jakieś obowiązki - mruknął, powoli siadając i ciągnąc za sobą do pozycji pionowej czarnowłosego. Dostrzegł jego dezaprobatę, dlatego wychylił się i jeszcze raz go pocałował, nim przystąpił do przebrania się.
Śniadanie nie zajęło im wiele czasu - chociaż złotooki pochłaniał coraz to większe ilości jedzenia. Wyraźnie potrzebował czasu i dużych pokładów energii, by zregenerować moc, którą wyczerpał podczas burzy. Nie wyglądał już jednak tak blado i słabo i był w stanie bez większych problemów podążyć za towarzyszem, by pozwiedzać Pałac. Szedł obok, spokojny i wyprostowany, sporadycznie muskając dłonią ramię bądź dłoń mężczyzny, obserwując go kątem oka, z nieschodzącym z ust uśmiechem. Unikał dłuższych pieszczot, świadom iż zamek nie był niezamieszkany i w każdej chwili jakiś biedak mógł na nich trafić - a Nate nie miał pojęcia, jak brunet zareagowałby na dostrzeżenie jego słabości przez przeciętnego śmiertelnika.

_________________

"Now tell me baby, do you love as hot as I do?
Is there's a lighting striking inside of you?
Does your thunder roll? Does the fire keep you cool?
Oh, cause a hurricane is comin' for you"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 155


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Pią Sie 18, 2017 5:51 pm

Mężczyzna miał wrażenie, że z każdym dotykiem Nathira pragnie go bardziej, potrzebuje go bardziej, uzależnia się bardziej. Mimo to nie zamierzał przestawać, wycofywać się, dystansować. Sto lat był powściągliwy i opanowany. Przy nim nie musiał już nigdy więcej się do niczego zmuszać, ani ograniczać. Czuł to całym sobą.
W środku drżał pod każdym muśnięciem elfa na jego zimnej skórze. Nawet delikatne pocałunki pozbawiały go zmysłów. Viribus czuł się jednak bezpiecznie, jakby mógł sobie pozwolić na odpływanie, brak planowania, utratę kontroli. Teraz już nie był sam. I wydawało się, jakby już nigdy więcej miał samotności nie doświadczyć.
Z pasją oddawał coraz to gorętsze pocałunki, jego dłonie błądziły gdzieś jakby bez celu po ciele elfa - jego plecach, szyi, ramionach, bicepsach, brzuchu i klatce piersiowej. Upajał się nim i wspólną chwilą, która trwała zdecydowanie zbyt krótko. Obdarzył mężczyznę niezadowolonym spojrzeniem.
- Nic, czego nie mógłbym przełożyć - odrzekł uśmiechając się półgębkiem i niechętnie się podniósł, by się przeciągnąć z cichym pomrukiem. Na policzku miał ślad dobrej drzemki w postaci odciśnięcia poduszki. Włosy miał zmierzwione, a wzrok jeszcze rozleniwiony. Mimo to otworzył potężną szafę i wyjął z niej elementy odzienia, które wciągał na siebie niechętnie i udostępnił ją również swemu towarzyszowi. Powinienem przywołać krawca - przeszło mu przez myśl, jednak przełożył to na listę rzeczy o niższym priorytecie. Teraz najważniejsze było śniadanie z Nathirem i zabranie go na przechadzkę po zamku. Viribus z przyjemnością patrzył, jak elf chętnie je. Wyraźnie wracał do pełni sił. Powoli, ale skutecznie.
Gdy tak przemierzali wspólnie wysokie i wąskie, pozbawione ozdób korytarze Pałacu Nieśmiertelności, a Władca Ciemności zerkał na kroczącego u jego boku elfa, nie mógł wyjść z podziwu dla jego piękna. Szedł dumny i wyprostowany, a szaty pożyczone od samego Pana Mroku nadawały mu arystokratycznego, władczego wyglądu. Sługi i żołnierze wodzili za nimi szerokimi jak spodki oczami, jednak unikali krzyżowania spojrzeń z dwoma wyglądającymi na potężnych mężczyzn.
Tylko odziane w bogate, białe szaty piękne kobiety różniące się między sobą wzrostem, posturami, kolorem skóry, oczu i włosów, nie spuszczały wzroku, nie przemykały chyłkiem obok nich, kryjąc się w cieniu. Śmiały się i chichotały, wymieniając się porozumiewawczymi spojrzeniami i szeptały coś między sobą, wskazując na budzącą w innych strach i niepewność parę, a w szczególności Nathira. Kruczowłosy wyjaśnił mu na ucho w kilku słowach, że są to dziewczęta należące do pałacowego haremu. Nikt nie mógł ich tknąć, a do końca życia miały zapewnione luksus i wygody. Sam nie wiedział, ile do końca ich jest, ani kto się zajmował przyjmowaniem nowych dziewcząt. Nie obchodziło go to i raczej nie korzystał z ich obecności.
Oprowadzając elfa po Pałacu Nieśmiertelności Viribus pokazywał mu przestronną, wystawną salę balową (nie żeby była często używana), na której samym środku była ogromna, surowa fontanna z czarnych kamieni, pokoje gościnne, wewnętrzne ogrody, gorące łaźnie, a w końcu swoją dumę - ogromną, kilkupiętrową bibliotekę, w której oprócz odzianych na biało kobiet, kręcili się również ludzie wyglądający na uczonych i może nawet magów. Cała biblioteka wypełniona była strzelistymi, wysokimi regałami, przy których stały równie wysokie drabiny, przesuwające się wzdłuż nich, a także podłużnymi stołami z alchemicznymi lampami i siedzącymi przy nich ludźmi - niektórzy zakopani wręcz byli wśród starych woluminów i pogrążeni całkowicie w swoich badaniach, inni wyraźnie oddawali się czytaniu dla przyjemności. Panowała całkowita cisza.

_________________


Ostatnio zmieniony przez Stardust dnia Pią Sie 18, 2017 6:55 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 183


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Pią Sie 18, 2017 6:48 pm

Nathir uśmiechał się pod nosem, nagle zaskoczony świadomością o zmianie swojego statusu. Z więźnia, który postrzegany był przez Władcę jako ciekawy obiekt do badań, ale i zagrożenie, stał się osobą, na której brunetowi zależało - a do tego, która mogła dzielić z nim łóżko, którą się opiekował i która mogła wydawać mu polecenia. Elf miał wrażenie, że jego towarzysz nawet nie zauważył tej zmiany w swoim zachowaniu - jakby była ona dla niego czymś naturalnym, być może wręcz potrzebnym. Rozpływający się w jego ramionach brunet już nie groził, nie wpatrywał się w swojego "gościa" z niezrozumieniem i obojętnością. Był naprawdę szczęśliwy - a jeszcze nie tak dawno temu wypierał się istnienia tego uczucia.
Pierwszą rzeczą, która Nate'a zdziwiła podczas ich małej wycieczki, była obecność kobiet. Ich obecność, rzecz jasna, była usprawiedliwiona - a jednak złotooki od pierwszej chwili poczuł do nich antypatię. No, przynajmniej tak nazwał to nieprzyjemne uczucie, przez które miał nieprzyjemny posmak w ustach oraz przez które jego dobry humor na dłuższą chwilę się rozmył. Nie podobały mu się spojrzenia, którymi został obrzucony, tak samo jak te chichoty i szepty, które często im towarzyszyły.
Zamrugał, gdy Władca znów coś do niego powiedział, wyrywając się z myśli, które były dlań nietypowe. Nigdy wcześniej nie dostrzegał w ludziach złych cech - nie mógł też powiedzieć, by w jakikolwiek sposób go irytowali, czy budzili obawy. Ani strażnicy, ani Viribus, nie wywołali nigdy w nim tak gwałtownej i negatywnej postawy. Przyglądając się fontannie i kolejnym, mijanym pomieszczeniom, zastanawiał się nad tym, na ile była ona związana z jego dawnymi wątpliwościami. Czy antypatia wiązała się z wątpliwościami i złością, wywołanymi świadomością tego, jak bardzo był przez całe życie wykorzystywany? Czy nie potrafił już spojrzeć na innych ludzi ze spokojem i potrzebą obdarzenia ich pomocą, być może wsparciem?
Czy wynikała z czegoś innego, czego nie potrafił w tym momencie sprecyzować? 
Westchnął ciężko, wyciągając ponownie rękę i splatając na krótką chwilę palce swojej dłoni z palcami należacymi do pana Pałacu Nieśmiertelności. Uniósł je i musnął wargami, wypuszczając gdy tylko usłyszał kolejne głosy, zwiastujące obecność innych gości zamku.
Największe wrażenie na Nathirze zrobiła jednak - co oczywiste - właśnie biblioteka. Była wypełniona ludźmi, książkami, magią i życiem. Wreszcie odetchnął pełną piersią, czując jak jakaś jego część, która przez cały pobyt w Pałacu wywoływała nieokreślony dyskomfort, rozluźnia się i uspokaja. Uśmiechnął się do bruneta.
- Wygląda niesamowicie - zaszumiał w swoim ojczystym języku, z nieznanych sobie przyczyn decydując się na użycie mowy, której nikt oprócz ich dwóch nie znał. - W jaki sposób są podzielone? Jak wiele czeka na twoją uwagę? - Nagle przerwał, a jego oczy błysnęły wesoło. Zatrzymał się w pół kroku i spojrzał prosto w oczy Władcy.
- Jestem pewien, że masz w niej też elfickie manuskrypty. Powinniśmy kontynuować twoją naukę, nie sądzisz? - zapytał, ignorując nieśmiałe, ale ciekawskie spojrzenia gości. Jego głos był miękki i cichy, by nie przeszkadzać zaczytanym, ale zarazem wiązał się z niemal wymarłą - i zawsze pilnie strzeżoną - wiedzą i mową. Już sam elf rzucał się w oczy, spokojnie przemierzając zamek u boku tyrana, bez widocznego strachu, z uniesioną głową, ubrany w podobny (jeśli nie ten sam) strój, co Władca. Jeśli dodać do tego charakterystyczne, spiczaste uszy i długie, płomienne włosy, niczym dziwnym stawały się ciekawskie spojrzenia. Nate nie potrafił się wtopić w otoczenie - ani nawet nie próbował, nieświadom swojej inności, za to aż za bardzo świadom obecności swojego towarzysza. 
Dał się zaprowadzić na odpowiedni dział, ukryty w głębi biblioteki i w zasadzie nie odwiedzany. Uśmiechnął się, przesuwając palcami po zwojach napisanych przez swoich rodaków. Elfy nigdy nie tworzyły ksiąg, nie dodawały żadnych rysunków do tekstów. Strzegły zazdrośnie swoich tajemnic, odmawiając podania obcym nawet najmniejszej wskazówki dotyczącej sposobu odczytywania, czy chociaż tematyki danych tekstów. 
Nate planował znaleźć coś, co mogłoby zainteresować żądnego wiedzy Władcę, ale... Potem.
Rozejrzał się, ignorując pytające spojrzenia bruneta, a potem popchnął go delikatnie na niewielką ścianę pomiędzy regałami, dociskając do niej swoim ciałem i wsunął palce w jego włosy, mocno wcałowując się w jego wargi. Nieprzyjemne uczucie, które pojawiło się w jego piersi natychmiast po pojawieniu się pierwszych kobiet w bieli, wreszcie ucichło. Przywarł do mężczyzny mocniej, niecierpliwie znajdując jego język i splatając go ze swoim w namiętnym tańcu.

_________________

"Now tell me baby, do you love as hot as I do?
Is there's a lighting striking inside of you?
Does your thunder roll? Does the fire keep you cool?
Oh, cause a hurricane is comin' for you"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 155


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Pią Sie 18, 2017 7:21 pm

Viribus nie zastanawiał się nad zachodzącymi w nim zmianami. Jego uwaga była niemal całkowicie skupiona na Nathirze, tego, co robił z nim jego dotyk i głos, tego, jak potrzebował jego obecności. Żadnych jego słów nie postrzegał jako rozkazy i polecania, może przez to, że sam się do wszystkich zwracał w ten sposób. Dla niego były to tylko delikatnie wyrażane potrzeby i sugestie, które z miłą chęcią by spełnił, tylko po to, by zrobić towarzyszowi przyjemność i było to dla niego całkowicie naturalnym odruchem, który przebudził się gdzieś z głębi jego uśpionych dawno uczuć.
Nagła zmiana nastroju elfa nie umknęła uwadze kruczowłosego. Uśmiechnął się więc doń uspokajająco i delikatnie, samymi koniuszkami palców pogładził zwisającą u jego boku dłoń Nathira. Teraz, gdy miał jego, nie potrzebował nikogo innego. Obecność każdej innej osoby nie tylko była zbędna, ale również przeszkadzała. Tylko przy nim Władca Ciemności mógł się otwierać, odkrywać siebie na nowo. Nie chciał, by inni widzieli tę jego stronę, nie chciał dzielić się swoimi intymnymi doświadczeniami z ich spojrzeniami. Były w całości i na wyłączność zarezerwowane dla elfa i chciał, aby tak pozostało.
Uśmiechem odpowiedział na uśmiech i płynnie przeszedł na elficki:
- Podzielone są wedle działów tematycznych.
Dłonią wskazał kilka głównych alei i wyjaśnił, czego dotyczyły zawarte w nich zbiory.
- Później na lata, w jakich powstały, a następnie alfabetycznie wedle autorów - rzekł, prowadząc Nathira między księgami, od niechcenia muskając palcami ich grzbiety. - Ci tutaj - głową skinął w kierunku zasuszonego starca poprawiającego co chwilę okulary o szkłach grubych przynajmniej na półtora centymetra - badają je i jeśli ocenią je na bardzo wartościowe, umieszczają na mojej liście pozycji, z którymi powinienem się zapoznać, albo przygotowują streszczenie. Obecnie znajduje się na niej ponad tysiąc tomów.
W skrócie to oni dbali o edukację Władców, a także o przechowywanie i przekazywanie wiedzy, historii. Pałac Nieśmiertelności może z zewnątrz tak nie wyglądał, ale jako posiadłość najpotężniejszych istot na ziemi musiał być również centrum kultury, sztuki i nauki. Zwłaszcza to ostatnie gorliwie propagował Viribus, mając nadzieję, że może za kilka wieków ludzie mniej zaczną przypominać zwierzęta, a bardziej inteligentną rasę.
Skinął głową z uśmiechem i poprowadził Nathira do niemal zapomnianej części biblioteki, w której mieściły się elfickie zapiski. Choć niewiele osób, jeśli nie nikt, w Pałacu Nieśmiertelności mógł cokolwiek z nich zrozumieć, były niezwykle rzadkie, zatem zostały otoczone szczególną opieką, zachowane w doskonałym stanie i co jakiś czas badane przez kolejnych naukowców i lingwistów.
Gwałtowność elfa natychmiast pobudziła serce Viribusa do szybszego bicia. Dopiero teraz, gdy stali tak w uścisku, zauważył, że ten wyraźnie nad nim góruje, jednak nie przeszkadzało mu to. Zagłębił się w jego ramionach, żarliwie oddając pocałunek.
- To nazywasz nauką? - rzekł w przerwie na oddech, uśmiechając się do płomiennowłosego, a w jego oczach czaiły się filuterne iskry. Zaraz jednak z powrotem przycisnął swoje chłodne wargi do jego, pozwolił, by ich języki znów się odnalazły. Sam położył swoje dłonie po obu stronach idealnej twarzy Nathira, przyciągając go do siebie mocniej, wtapiając palce w gęste, rude włosy.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 183


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Pią Sie 18, 2017 8:03 pm

Sądząc po zachowaniu rudowłosego - on również nie chciał się dzielić tą drugą, cieplejszą i bardziej przyjazną, intymną, stroną Władcy. Cały czas walczyła w nim jednoczesna potrzeba pokazana innym, że Viribus jest jego z chęcią ukrycia mężczyzny we własnych ramionach, z dala od kogokolwiek. Gdzieś tam jeszcze był rozsądek, upominający elfa i nie pozwalający całkowicie się zapomnieć - bo Viribus przede wszystkim był jednak tyranem i nie powinien uchodzić za delikatnego i wrażliwego.
To czyniło jednak ukrycie się pomiędzy regałami bardziej podniecającym i prywatnym, przy równoczesnym ryzyku. Złotooki niemal nie był w stanie spędzić chwili bez dotykania bruneta, garnącego się do niego, ufnie otwierającego i tak rozkosznie chętnego do bliskości. Wydawać by się mogło, iż to intensywne przyciąganie odczuwali obaj, raz po raz zaczepiając się, dociskając, dając ponieść emocjom, które cały czas im towarzyszyły. Nathirowi zdawało się, iż celem nadrzędnym jego życia było doprowadzenie Władcy do tego apetycznego, zmierzwionego i zaróżowionego stanu, w którym całkowicie się zatracał i przestawał być zdolnym do chociaż jednej, racjonalnej myśli. Nie chciał już tylko go całego pożreć, chciał... Więcej. Niesprecyzowane więcej, jeszcze nie do końca ukształtowane, ale już wyczuwalne, gdy górował nad brunetem, gwałtownie go całując, czując jego twarde, silne ciało pod swoim, wodząc palcami po delikatnej tkaninie, która nie potrzebowała wiele, by ukazać nagie ciało i...
Złotooki oderwał się, oddychając ciężko, z wysiłkiem, obdarzając towarzysza błyszczącym intensywnie spojrzeniem.
- Nie, co najwyżej motywacją - odparł figlarnie, z rozbawieniem i jednoczesnym niedowierzaniem. Viribus żartował
Jaki on był niesamowity. Jak pięknie odpowiadał na towarzystwo elfa. Jak rudowłosy go...
Pocałunki przybrały na sile, a Nate lekko ugiął kolana, by znaleźć się na tym samym poziomie, co właściciel Pałacu. Ich pocałunki znów przybierały na sile, uniemożliwiając ustabilizowanie oddechu, rozgrzewając i ogłupiając. Dłonie elfa same odnalazły krańce koszuli Władcy, wsuwając się pod nią i przesuwając po chłodnej, gładkiej skórze. Moc sama się wyrwała, posyłając ciepłe prądy po ciele niższego mężczyzny, rozsupłując skórzane rzemyki, utrzymujące ją zamkniętą i na swoim miejscu. Wargi rudowłosego zsunęły się w dół, na szyję Viribusa, znacząc ją mokrymi pocałunkami i liźnięciami, zatrzymując się za prawym uchem i zasysając na wrażliwej skórze.
Do ich uszu dotarły - z pewnym opóźnieniem - czyjeś kroki.
Elf odsunął się szybko, na tyle, by jednocześnie zasłonić widok wymiętego i częściowo rozebranego tyrana nieproszonemu intruzowi oraz utrzymać pomiędzy nimi dystans, który nie będzie sugerował, czym mogli jeszcze sekundy wcześniej się zajmować. Wciąż odwrócony plecami do wyjścia z alejki, a przodem do szarookiego, wyciągnął kilka losowych zwojów i zaczął je przeglądać, puszczając wcześniej oko do bruneta.
- Co by cię interesowało w pierwszej kolejności? - Zaszumiał pytająco po elficku.

_________________

"Now tell me baby, do you love as hot as I do?
Is there's a lighting striking inside of you?
Does your thunder roll? Does the fire keep you cool?
Oh, cause a hurricane is comin' for you"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 155


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Pią Sie 18, 2017 8:57 pm

Choć brakowało mu oddechu, nie przestawał. Nawet najlżejszy dotyk Nathira rozpalał w nim jakiś wewnętrzny płomień, który powoli go pochłaniał, spalał. Uniemożliwiał zebranie myśli, ułożenia ich w posiadający jakiś sens ciąg. Był opanowany tylko przez przemożne pragnienie, potrzebę czegoś. Nie do końca potrafił to sprecyzować, ale zdawał się być jakby bliżej, gdy dłonie elfa błądziły po nim, gdy jego ciało przyciskało się do niego zaborczo, gdy usta i język Nathira szukały jego.
Viribus poddawał się tym uczuciom, płynąc z prądem. Jego oddech stał się ciężki, wilgotny, jego chłodem owiał ucho elfa, gdy przejechał językiem po jego małżowinie, przesuwając dłoń z jego twarzy na bark. Na bladych policzkach Władcy Ciemności pojawiły się gorące wypieki, wyraźnie kontrastujące z jego alabastrową, nieskazitelną cerą.
Mężczyzna prychnął cichym śmiechem prosto w usta Nathira, przyciągając go bliżej, zamykając oczy. Nie mógł wyjść z podziwu, że spotkało go coś tak niesamowitego, jak on. Czuł się pełen, czuł się, jakby był w domu. Wiedział, że jego miejsce jest przy elfie. Nie chciał opuszczać jego boku ani na chwilę. Był jedyną osobą, która wzbudzała w nim podziw i szacunek, którą chciał szczerze poznać i zrozumieć, przed którą chciał się otworzyć.
Z jego ust mimowolnie wyrwało się westchnięcie, gdy poczuł gorące dłonie na swojej skórze pod koszulą. Przygryzł dolną wargę i odchylił się w łuk, gdy poczuł nagle przepływająca przez jego ciało moc. Zamruczał. Nie wiedział już, co się działo, gdzie był. Wszystko, jak miejsce i czas straciło całkowicie znaczenie. Chyba oszalał. Nie wiedział też, gdzie była góra, a gdzie dół. Kierunek wyznaczały mu usta Nathira, błądzący po jego szyi język. Niczym ślepiec szukał dłońmi jego ciała, badał je, starał się zapamiętać każde zgięcie, każdy kształt.
Czar prysł, gdy tylko do jego uszu dobiegł odgłos kroków, a elf odsunął się nagle. Viribus odwrócił się natychmiast plecami do wyjścia z alejki, w której nagle pojawił się jeden z badaczy i czerwony, dyszący, ze zmierzwionymi włosami, w pośpiechu zapinał guziki swojego wamsu, całą swoją uwagę skupiając na tym, by trafiały w odpowiednie miejsca. Wrócił na ziemię z potężnym hukiem. Ogarnęła go cała gama nowych uczuć - złość, zawstydzenie, zażenowanie i zawód. Nie wiedział, czy był bardziej wściekły na mężczyznę, którym im przerwał, czy na Nathira, że postawił go w tak niewygodnej sytuacji. Zmieszanie jednak skutecznie uniemożliwiało mu zrobienie czegokolwiek, by wyrazić swoje niezadowolenie.
Odwrócił się w końcu z grobową miną, choć wciąż czerwony i z ciężkim oddechem, do elfa, zaciskając wargi w wąską kreskę.
- Uduszenie cię. Tak na początek - wykrztusił po elficku z niemałym trudem, starając się brzmieć i wyglądać poważnie, w czym przeszkadzał mu wymięty i nierówno zapięty wams, a także jeszcze lśniące oczy o rozszerzonych źrenicach. Mimo to zbliżył się znów do Nathira, tak, że stykali się ramionami.
- Nigdy wcześniej nie byłem w stanie przeczytać żadnego z tych zwojów - rzekł głosem spokojniejszym i sięgnął nieco drżącą ręką po najbliższy, by z fascynacją zatopić się w ciągu do tej pory niezrozumiałych znaków. Otwierał się przed nim zupełnie nowy, nieznany świat.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 183


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Pią Sie 18, 2017 9:44 pm

Nathir podziwiał zakłopotanego, wymiętego i zaczerwienionego bruneta z nieskrywanym samozadowoleniem i wręcz dumą. To on go doprowadził do takiego stanu i nie było widać w nim ani grama poczucia winy z tego powodu. Drżące ręce i chrapliwy oddech były tylko kolejnymi małymi sukcesami, które wywołały w elfie satysfakcję, przyjemne ciepło w okolicy lędźwi i ochotę na ponowne przyciśnięcie Władcy do ściany. Jego słowa nie brzmiały wiarygodnie wypowiedziane takim tonem i w takim stanie - jednak tego rudowłosy był łaskaw mu nie wypomnieć. Zaśmiał się jedynie cicho, delikatnie przechylając w stronę mężczyzny, by ten mógł spojrzeć na pergaminy. Gdy Viribus chwycił je oboma dłońmi, zielonooki przesunął swoją, nagle wolną, w pobliżu jego włosów, układając je z powrotem, a później przygładził wymiętą koszulę. Jego serce też trzepotało w piersi, a wzrok był zbyt rozbiegany, by mógł skupić się na elfickich pismach, ale najważniejszym było udobruchanie pięknego mężczyzny, który stracił przez niego oddech i godność. Nie w oczach innych, bo intruz nie mógł go zobaczyć, a dźwięki śmiało mógł wziąć za jakieś tortury Władcy na towarzyszu - ale we własnych.
- Zapewniam, że nikt nie był w stanie ich przeczytać, oprócz elfów. - Uspokoił go ze słyszalnym rozbawieniem rudowłosy, obdarzając krótkim pocałunkiem jego skroń. - Przypuszczam, że nie wszystko zrozumiesz, ale jestem do twojej dyspozycji, by wytłumaczyć wszelkie niejasności - dodał z czułością.
Gdy tak stali w alejce, każdy pogrążony we własnych rozmyślaniach, Nate'a uderzyła przykra świadomość, że nikt z tych, którzy przelali swoje myśli, uczucia i wspomnienia na papier, nie przeżył. Oczywiście, wiedział o tym od dawna, czuł w sobie brak więzi, która zawsze mu towarzyszyła, dając magii i przeznaczeniu pewien punkt wyjścia, ale też poczucie przynależności i spokój. Elf nie potrafił już czuć tak dużego żalu, jak na początku - od tego momentu wiele się zdarzyło, a jeszcze więcej w nim zmieniło. Zastanawiał się przez chwilę, czy jego lud potępiałby to, kim się stał. Zdradzał jego tajemnice, związał się z Władcą Mroku, przestał pomagać zwykłym śmiertelnikom, zachwycał się muzyką - czy tak powinien zachowywać się prawdziwy elf? Czy na kogoś takiego go wychowali?
Z namysłem odsunął się od pogrążonego w lekturze mężczyzny, przesuwając palcami po zwojach i wyciągając co po niektóre, przesuwając wzrokiem po zdaniach i szukając odpowiedzi na te pytania.
Nie miał wpływu na przeszłość. Nie mógł nikogo wskrzesić, nie potrafiłby też już wykorzystać swojej magii w ten sam sposób, jak dawniej. Była potężniejsza, zmieniła się w murach Pałacu, tak jak i on sam. Musiał znaleźć nowy cel w życiu, w zgodzie ze sobą, dopasowując się do nowej sytuacji. Podniósł wzrok na bruneta, z którego policzków powoli znikały rumieńce. 
Jego serce znów zabiło mocniej, a gardło dziwnie się ścisnęło.
Nie potrafiłby go opuścić. Był gotów oddać za niego życie, wykorzystać każdą kroplę magii i wszystkie swoje siły, by dalej widzieć uśmiech na jego ustach i przyciągać jego spojrzenie. Był najwspanialszą istotą, z jaką kiedykolwiek elf miał do czynienia. Nieważne były jego rządy, ludobójstwa, czy wszystko, co zrobił, by skrzywdzić rudowłosego. Byli połączeni, przeznaczeni sobie, a jeśli Nathir mógł komukolwiek jeszcze pomóc, to był to już tylko ten niesamowity Władca.
- Wiesz, że wyglądasz pięknie, Viribusie? - Zaszumiał z wyraźnym zachwytem, uśmiechając się do mężczyzny. - Jeśli chcesz, mogę zacząć ci porządkować te zwoje. Będziesz mógł więcej się nauczyć, gdy poznasz ich odpowiednią kolejność i wszystkie części - oraz gdy będziesz świadom, czego ci brakuje.

_________________

"Now tell me baby, do you love as hot as I do?
Is there's a lighting striking inside of you?
Does your thunder roll? Does the fire keep you cool?
Oh, cause a hurricane is comin' for you"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 155


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Pią Sie 18, 2017 10:40 pm

Viribus wydął wargi, słysząc śmiech elfa. Najwyraźniej był z siebie dumny. Nie potrafił się jednak na niego gniewać, zwłaszcza, że tak naprawdę nie miał o co. Westchnął tylko, udając obrażonego. Będzie się musiał przyzwyczaić do tego wszystkiego. Jednak jeśli tylko miałby mieć o bok siebie Nathir, gotów był na każde wyzwanie z tym związane.
Kiwnął głową i po otrzymaniu całusa w skroń, oparł się nią jak gdyby nigdy nic o ramię płomiennowłosego, czytając trzymany w dłoniach zwój. Zmarszczył brwi. Zdawał się traktować o wyrabianiu... Czegoś. Rozpoznawał takie słowa jak drzewo, czy nóż, ale tekst zdawał się być mocno nacechowany jakimś specyficznym słownictwem. Westchnął i podał go Nathirowi, sięgając po inny. Nie sądził, że tak szybko będzie potrzebował pomocy.
- Możesz mi powiedzieć, o co tu się rozchodzi? - zapytał, zerkając mu przez ramię i czekając, aż wyjaśni kilka nieznajomych mu słów, by potem zacząć czytać kolejny, który tym razem wydawał się być listem miłosnym.
Czytywał już poezję i korespondencję, ale nigdy opis uczuć nie wydawał się być tak prawdziwy, nigdy tak go nie dotykał. Aż zarumienił się delikatnie, a serce zaczęło mu bić szybciej. Poza tym elficki z jakiegoś powodu wydawał się być doskonałym językiem do tego typu wyznań. Wszystko w nim brzmiało tak prawdziwie i naturalnie, tak delikatnie.
- Może powinniśmy wziąć je na górę, hm? Przynajmniej kilka - mruknął pytająco, nie odrywając wzroku od pochłaniającej go do reszty lektury. Z pewnością mógłby rozkazać jednemu z ludzi zajmujących się biblioteką załadować część na wózek i zaprowadzić do jego komnat. Nie czekając na odpowiedź, posłał stróżkę dymu wgłąb regałów, a po chwili nadszedł wzdłuż niej żylasty, ale energiczny i wysoki starzec. Nawet na niego nie patrząc Viribus wydał mu kilka poleceń. Sługa wykonywał świetną robotę w utrzymywaniu powagi na twarzy, mimo widoku Władcy Ciemności w wamsie, którego guziki nie do końca trafiały w odpowiednie dziurki.
Gdy oddalił się, by przyprowadzić wózek, Viribus zwrócił się wreszcie na chwilę twarzą do Nathira, po czym pochwycił go za przód szaty i przyciągnął do siebie, by złożyć na jego ustach nagły i krótki, ale delikatny pocałunek. Nie stanął na palcach, tylko gwałtownie zmusił wyższego mężczyznę, by ten się pochylił.
- Dziękuję - szepnął już w swoim języku i zupełnie niewzruszony wrócił do czytania zwoju, choć serce mu waliło, a przez ogarniające go emocje kilka razy musiał czytać to samo zdanie, zanim dotarł do niego jego sens.
Kiedy tylko sługa po swoim powrocie wypełnił srebrny wózek zwojami i podążył w kierunku komnat Pana Mroku, kruczowłosy podążył za nim, pociągnąwszy lekko Nathira za rękę i uśmiechnąwszy się do niego lekko, ale z wyraźną radością.
Resztę dnia spędzili nad odcyfrowywaniu kolejnych zwojów, aż w końcu padli ze zmęczenia wśród rozłożonych pergaminów. Dni mijały im szybko - byli zajęci odkrywaniem siebie wzajemnie, cieszeniem się własnym towarzystwem i nauką. Czasem Władca Ciemności musiał pozostawić elfa samego sobie na kilka godzin, czas dłuższy lub krótszy, jednak już po przekroczeniu progu komnaty o nim myślał, tęsknił do kolejnych chwil z nim spędzonych. Czuł się, jakby dzielący ich dystans kilku pięter, a nawet tylko kilku pomieszczeń był równy z tym, jakby między nimi był ocean. Zawsze jednak wracał, a Nathir na niego czekał i mógł zasnąć w jego ramionach.

Pewnego poranka Viribus dostał wiadomość o sprawie niecierpiącej zwłoki i wymagającej jego natychmiastowej uwagi. Doprowadził się do porządku, przebrał, a na odchodne musnął czoło śpiącego jeszcze elfa swoimi wargami, by oddalić się do Sali Tronowej i zająć swoimi obowiązkami. Czuł, że to będzie pracowity dzień.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 183


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Sob Sie 19, 2017 1:34 am

- To instrukcja tworzenia ołtarzyka na cześć bogini. Jestem ciekaw, skąd właściwie wziąłeś taki zwój... - mruknął z mimowolnym rozbawieniem, pobieżnie przeglądając notatki. - Musi mieć kilkaset lat, nikt już się do tych zasad nie stosuje.
I nigdy nie będzie.
Elf wyciszył tę myśl powoli, przez chwilę ignorując zarówno czytającego, jak i mówiącego mężczyznę. Potrzebował czasu, na całkowite pojęcie implikacji wybicia swojej rasy - a i nie był do końca pewien, ile czasu zajmie mi pełne zaakceptowanie tego faktu. Musiał dać sobie czas i powoli pozwolić na zapomnienie.
Uśmiechnął się z zaskoczeniem, gdy nagle towarzysz obdarował go pocałunkiem. I słowem podziękowania. Och, Władca naprawdę był wspaniały. Nathir chętnie poznawał te aspekty, których mężczyzna nikomu wcześniej nie pokazał - być może w ogóle nigdy nie był ich świadom. Były fascynujące, zupełnie inne i niesamowicie... Emocjonujące? Elf nie umiał dobrze nazwać tych uczuć, które w nim wywoływał brunet - ale był pewien, że będzie miał jeszcze czas je dobrze poznać.
Tak samo, jak miał czas nauczyć Władcę swojego języka. I chętnie poświęcał temu każdy moment, którego nie spędzał śpiąc, bądź czekając na przybycie Viribusa z różnych audiencji, narad oraz innych ważnych spotkań, podczas których obecność pana znacznej części świata była niezbędna. Elf nie był zazdrosny o czas mężczyzny, z którym dzielił łóżko - chociaż tęsknił do niego i wyczekiwał przybycia z niecierpliwością - a potem witał go uśmiechem, kilkoma słowami po elficku, informacją o tym, jaki ciekawy pergamin dla niego znalazł, czy po prostu pocałunkiem. Wciąż nie zregenerował całkiem swoich sił, dlatego dużo jadł, dużo sypiał i niewiele spacerował po zamku - czasami podążając przy Władcy, gdy ten chciał mu coś pokazać, bądź wybrać nowe zwoje elfickie do nauki. W większości przypadków dostosowywał się do życzeń gospodarza, spędzając czas tak, jak on chciał, czasami wykorzystując chwilę nieuwagi i dociskając go do łóżka, wezgłowia bądź ściany i mocno całując, pozbawiając oddechu, niszcząc to opanowane i chłodne spojrzenie, które coraz rzadziej pojawiało się w oczach Viribusa.
Jednocześnie jednak, Nate stawał się coraz bardziej świadom, że czegoś im brakuje. Każde zderzenie twardych ciał, rozpalało w nich coraz to intensywniejszą potrzebę... Potrzebę... No właśnie, czego konkretnie? Elf nie potrafił nazwać uczucia, które pozbawiało go oddechu i rozsądku tak samo gwałtownie, jak Władcę. Widział w jego oczach płomień, czuł jak rozgrzewał się pod jego wpływem, a trawiący ich coraz mocniej głód zdawał się być nie do zaspokojenia. Rudowłosy owszem, miał pewne podejrzenia, ale... Ale to były tylko podejrzenia. Nie miał jak ich sprawdzić, gdy przebywał w towarzystwie, a przynajmniej nie tak, by zachować zarazem zdrowy rozsądek.
Wykorzystał dlatego pierwszą wolną chwilę, gdy obudził się w łóżku bez swojego wspaniałego bruneta. Zjadł pospiesznie śniadanie i przebrał się, schodząc po schodach, bez żadnego kłopotu trafiając do obszernej biblioteki. Tam, wśród setek półek, na pewno czaiło się coś, co mogło pomóc mu nazwać chociaż część uczuć, które kłębiły się w nim i domagały zaspokojenia. Nie były negatywne, ani nie wiązały się z magią - tego mógł być pewien.
Najpierw poświęcił swoją uwagę wierszom, a potem podręcznikom do biologii i anatomii - żadne jednak nie zaspokoiły jego wiedzy tak, jak oczekiwał. Owszem, podejrzenia zmieniły się niemal w pewność, ale wciąż było to za mało. Zagłębił się w alejki bardziej, unikając raczej kontaktu z innymi czytelnikami - niewątpliwie wszyscy już zauważyli, iż spędzał z Władcą dużo czasu, przez co byli go zarazem ciekawi, jak i się go obawiali. Nate nie lubił strachu, ale nie był pewien, czy potrafiłby odnaleźć w sobie tamtego elfa, sprzed Pałacu Nieśmiertelności, który nie miał problemów w kontaktach interpersonalnych. Nie chciał tego testować na potencjalnie ważnej osobistości, której sam Viribus nie pozbawił głowy - mogłoby to skończyć się niedobrymi konsekwencjami.
Po dłuższych poszukiwaniach odnalazł wreszcie to, czego szukał. I znacznie, znacznie, znacznie więcej.
Jego naukę zupełnie nowych kwestii przerwało, po bliżej nieokreślonym czasie, nieśmiałe chrząknięcie. Uniósł głowę, ku swojemu niezadowoleniu dostrzegając jedną z kobiet ubranych na biało. Harem. To słowo wzbudziło w elfie nieprzyjemne uczucie, które nazywał antypatią. Uniósł brew pytająco, przywołując zaraz na twarz zachęcający uśmiech. Może chodziło o Viribusa?
- Czy potrzebuje pan pomocy? - spytała się ładnym, dźwięcznym głosem, wskazując głową na trzymaną przez Nate'a książkę. Rudowłosy niemalże zemdlał, gdy usłyszał te słowa. Zaprzeczył szybkim ruchem głowy, uśmiechając się nerwowo i odkładając trzymaną pozycję na półkę - możliwie najwyżej, z dala od rąk niewysokiej, szczupłej kobiety.
Na ile złotooki mógł stwierdzić, była pięknością. Poruszała się z gracją, lekko kręcąc biodrami i falując biustem, sunąc ku mężczyźnie, który przez swoje poszukiwania stał się nagle znacznie bardziej świadom takich aspektów, niż kiedykolwiek wcześniej.
- Czy w takim razie, przypadkiem, mógłby pan pomóc mojej koleżance? - odezwała się, odrobinę mniej niepewnie, a jej oczy - naprawdę! - wypełniły się łzami. Elf się przeraził. Szczerze, odruchowo się schylając, by zrównać się wzrokiem z nieznajomą. Harem czy nie, potrzebowała jakiegoś wsparcia - a Nate od tego był. Zawsze.
Jednak nawyków nie da się tak szybko pozbyć.
- Oczywiście. Gdzie jest, jak mogę jej pomóc? - spytał łagodnie, ciepłym głosem, chcąc zapewnić ją, że nie miała się czego bać, a to, że przebywał z Władcą, nie implikowało bynajmniej jego natury.
Raczej.
- Źle się czuje od dłuższego czasu, uzdrowiciel niczego nie może znaleźć. - Wyjaśniła, chwytając go za przedramię i ciągnąc do wyjścia z biblioteki. Opis brzmiał znajomo, chociaż rudowłosy nie mógł niczego być pewien. Zastanowił się mimowolnie, czy wciąż biła od niego aura, która zachęcała ludzi do szukania pomocy, czy też ktoś odnalazł informacje o pewnym elfie, który chodził po miastach i wioskach i pomagał ludziom, którzy dręczeni byli przez przeszłość, ból lub smutek. Podążył za nią bez oporów, wypytując o objawy i z każdym kolejnym słowem upewniając się, iż właśnie taki był problem. Nie wiedział, czy swoją zmienioną mocą będzie potrafił pomóc kobiecie - ale musiał spróbować. 
Wszedł do jednej z komnat - nie był pewien, czy były one w części przeznaczonej dla gości, czy mieszkalnej i od razu dostrzegł kobietę leżącą na łóżku, obróconą plecami do wejścia, skuloną w pozycji embrionalnej. Ciepłym, dźwięcznym głosem ją powitał, a potem powoli skierował w jej stronę, przysiadł na łóżku i położył dłonie na jej ramionach.
Wtedy zaczęło się robić bardzo, bardzo, bardzo dziwnie.

_________________

"Now tell me baby, do you love as hot as I do?
Is there's a lighting striking inside of you?
Does your thunder roll? Does the fire keep you cool?
Oh, cause a hurricane is comin' for you"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 155


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Sob Sie 19, 2017 2:37 am

Wykonywał swoje obowiązki jak zwykle, nawet jeśli miało oznaczać to stracenie kogoś. Ludzie nie rozpaczali nad każdą zdeptaną mrówką, ani całymi mrowiskami wypalonymi, by mogli postawić osadę. Viribus patrzył na nich w podobnych kategoriach, choć musiał przyznać, że zdarzały się wybitne jednostki. Nie zadręczał się jednak wszystkimi śmierciami, których był powodem. I to, nawet mimo wpływu Nathira, zdawało się pozostawać niezmienne. Wiedział, że pewnie wciąż ma mu za złe wybicie jego pobratymców, ale nie czuł się winny. Czuł raczej żal, że jemu sprawił tym przykrość. Wciąż jednak uważał to za słuszną i stosowną decyzję. Był twardy i nieczuły względem każdego, poza płomiennowłosym elfem.
Z tą samą, beznamiętną twarzą słuchał słów swoich najwyższych urzędników i najważniejszych sług, głównemu dowodzącemu ich siłami wyjaśniał kolejne taktyki, nakazywał zaatakować nowe punkty, opuścić poprzednie. Pytał o stan swojego wojska, o mieszkańców, ale nie angażował się w to wszystko emocjonalnie. Myślami zaś był przy tej jednej osobie. Zastanawiał się, co Nathir w tym momencie porabiał. Rozważania te wydawały się być znacznie bardziej zajmujące niż jakieś sprawozdania finansowe, wiadomości o kapitulacjach albo buntach. Na wszystko miał już stare, sprawdzone sposoby. Tylko elf wydawał się być zmienną, która ciągle potrafiła go zaskoczyć. Nierozwiązywalną, ale nie frustrującą zagadką. Istotą o wielu tajemnicach, które chciał odkryć i mieć tylko dla siebie.
Zanim zdążył się powstrzymać, Władca Ciemności westchnął głośno i męczeńsko, nieomal ziewając dodatkowo z nudów, a wszyscy wokół niego zebrani zamilkli nagle. Powiódł beznamiętnym spojrzeniem po zaskoczonych i przerażonych twarzach ludzi, którzy trzęśli się na myśl, cóż to mogło oznaczać, a w ich umysłach jawiły się wizje wymyślnych tortur, jakim miałby poddać ich Pan Mroku, albo nowych, przeokropnych sposobów śmierci, jakie mógłby im zadać. Ku ich zdziwieniu ten machnął po prostu dłonią, nakazując, by kontynuowali, ale nie uciekając się do żadnych drastycznych środków.
Wieczorem, gdy już cała ta męczarnia się zakończyła, serce zaczęło Viribusowi szybciej bić w piersi, kiedy przemierzał korytarze Pałacu Nieśmiertelności, by go zobaczyć, nie mogąc się już tego doczekać. Otworzył drzwi do swojej komnaty, jednak nie było go tam. Nagle coś dziwnego ścisnęło go w piersi, jednak czarnowłosy szybko odegnał to uczucie.
Na pewno ślęczy nad zwojami w bibliotece.
Szybko skierował swoje kroki w tamtą stronę, jednak z przykrością stwierdził, że Nathira nie było również między regałami. Nie czekał na niego z uśmiechem na ustach i miłym słowem powitania. Mężczyzna był coraz bardziej zdenerwowany i zdezorientowany. Sprawdził ogrody. Nic. Łaźnie - nic, salę balową - nic, kuchnię - nic. Czyżby go opuścił? Duszące, gorące uczucie zebrało mu się w gardle i osiadło ciężko na piersi, wiążąc jego żołądek w supeł. Serce waliło mu jak oszalałe. Czyżby to był koniec tego pięknego snu? Tak po prostu? Nie, to nie było możliwe. Nigdy by tak po prostu nie odszedł, nigdy by go nie opuścił.
Czyżby?
Wątpliwości narastały w nim nieprzyjemnie, podżegając strach i niedowierzanie, gdy szamotał się tak po zamku. Ostatecznie, w akcie desperacji, pochwycił jedną ze służek za ramię sprawiając, że upuściła niesioną tacę z jedzeniem i przerażając ją. Gorączkowo zaczął wypytywać go o Nathira. Udzieliła mu jakiejś mało składnej odpowiedzi, po czym gdy tylko uwolnił ją ze swojego żelaznego uścisku, podciągnęła kieckę i uciekła gdzieś czym prędzej, zostawiając tacę i nie nadające się już do niczego jedzenie na podłodze.
Natychmiast udał się do wskazanego pokoju, jednak z wyraźną ulgą. Może tylko się zgubił i nie wiedział, jak dotrzeć z powrotem? Albo osłabł i postanowił zdrzemnąć się na jakimś najbliższym łóżku? Wyjaśnień było wiele, jednak Viribusa ani trochę nie obchodziły. Chciał go tylko zobaczyć. Już, teraz.
Z hukiem otworzył wskazane przez służącą drzwi. I faktycznie, był tam Nathir. Władca Ciemności wszędzie rozpoznałby tę płomienną grzywę. Zobaczył jednak coś, czego się nie spodziewał. Na jego elfie leżała w dość jednoznacznej pozycji odziana na biało kobieta, która sięgała jedną dłonią poniżej jego podbrzusza. Viribus stał chwilę, osłupiały. Był niczym trafiony piorunem. Bez ruchu wpatrywał się w rozgrywającą się przed nim scenę, dopóki to wszystko do niego nie dotarło. Poczuł bolesne ukłucie w piersi i żar w gardle.
- Co... - zaczął szeptem. Coś zaczęło się w nim gotować. Poczuł nagły natłok emocji, taki, jak nigdy wcześniej. Ogarnęła go wściekłość, furia, której nie mógł kontrolować. Czuł się... Zdradzony, wykorzystany. Czyżby już się Nathirowi znudził? Był tylko czymś, czego kosztem można było się zabawić? Nie wierzył w to, co widział, ale również nie mógł temu zaprzeczyć. Jego twarz wykrzywiła się w szczerym bólu. Nie powinien był mu ufać. Nie powinien był się przed nim otwierać. Nie powinien się zmieniać. Powinien był to wszystko przewidzieć, mógł to przewidzieć. Jednak wybrał nie patrzenie w tym kierunku, ślepo dał się elfowi prowadzić. Wyszedł na idiotę. Na maluczkiego, krótkowzrocznego, naiwnego kretyna. Czuł się, jakby ktoś uderzył go w twarz. A potem jeszcze doprawił silnym kopniakiem w brzuch.
Nie mógł zatrzymać tych uczuć w sobie. Wściekłość niemal widocznie się z niego ulatniała, powietrze drżało od niekontrolowanej mocy. Na jego ciele pojawiły się wyładowania elektryczne, przeskakujące po nim, niczym po burzowej chmurze, zwiastującej niszczycielską wichurę, potop i zniszczenie.
- CO TU SIĘ DZIEJE? - ryknął nagle, choć nie oczekiwał wyjaśnień, jego oczy wypełniły się mlecznobiałym blaskiem, a wraz z krzykiem uwolniła się z niego kotłująca się i karmiona negatywnymi emocjami moc, która falą uderzeniową zmiotła większość mebli, a kobietę posłała przez okno, wprost w objęcia lodowatego oceanu, który nagle zaczął się burzyć, jakby wyczuwając pasję Władcy Ciemności. Szyby pękły z cienkim, przejmującym trzaskiem, a szkło posypało się na ziemię niczym tnący deszcz.
Zanim zorientował się, co robi, już stał przy elfie, chwytając go za gardło.
- Dlaczego? - jęknął, a uczucia same przekuły moc w prąd, który przemknął po ciele Nathira, po każdym jego nerwie. Nasilał się z czasem, jak Władca Ciemności wbijał w twarz elfa wściekłe i zbolałe, szczerze cierpiące spojrzenie. Nie potrafił tego zrozumieć. Co zrobił nie tak? Czym zasłużył sobie na coś podobnego? Robił tylko to, co do niego należało, do czego został wychowany. A gdy zaczął ufać, gdy zaczął być szczęśliwym, nagle mu to odebrano. Pozbawiono go czegoś, z czego istnienia wcześniej nie zdawał sobie nawet sprawy, a teraz nie mógł bez tego żyć.
Gdy ciało Nathira zwiotczało całkowicie, Viribus jeszcze je trzymał. Na zewnątrz rozszalała się śnieżna burza, lodowaty wicher wdarł się do pozbawionej szyb komnaty, by szargać płaszczem Pana Mroku i długimi włosami bezwładnie wiszącego w jego uścisku mężczyzny.
Kruczowłosy zmusił się, by go puścić. Odwrócił się na pięcie. Nie wiedział, co teraz będzie, ale i nie zamierzał o to pytać. Zastanawiał się, czy Nathir zostawi go na dobre, gdy tylko się ocknie i wyleczy na tyle, by móc się ruszać, czy odejdzie bez słowa. Może chociaż przyjdzie się pożegnać. Albo prosić o wybaczenie. Albo wyjaśni mu całe zajście. Nie wiedział, jednak nie mógł zrobić nic, poza czekaniem i duszeniem w sobie gniewu.
Pierwszy raz w życiu stracił kontrolę nad swoją mocą. Nigdy więcej.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 183


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Sob Sie 19, 2017 12:15 pm

Viribus wparował do komnaty dokładnie w tym momencie, w którym nie powinien. Bądź idealnym, dzięki czemu elf mógłby wybrnąć z kłopotliwej sytuacji, w której nigdy wcześniej się nie znalazł. Nigdy żadna panna nie próbowała go uwieść - a już na pewno nie czyniła ku temu tak zdecydowanych kroków. Jedna z kobiet z haremu Władcy zaskoczyła go nagłym "ozdrowieniem" i chęcią zgoła odmiennego "leczenia". Rudowłosy zanim zdążył się obejrzeć, już miał ją na kolanach, poruszającą się uwodzicielsko, falując biustem i ocierając się o jego szczupłe ciało. Leżąc wyglądała na bezbronną - w tej pozycji już ani trochę. Gdy ostrożnie spróbował ją odsunąć za ramiona, został dosłownie rozpłaszczony na materacu i tak dla odmiany to on poczuł się bezbronny. 
Przybycie Władcy przyjął z ulgą - chociaż w pierwszej chwili nie mógł go dostrzec, ponieważ większą część pomieszczenia zasłaniała mu rama łóżka - oraz kobieta. Był jednak pewien, że to Viribus. Tylko on mógł wejść do jakiegokolwiek pomieszczenia w zamku w taki sposób, bez obaw o konsekwencje. Tylko jego moc działała tak charakterystycznie, ochładzając temperaturę w pomieszczeniu. Tylko jego moc mogła tak gwałtownie je zniszczyć.
Rudowłosy dosłownie osłupiał, czując mroźną furię, która nagle zmieniła w proch znaczną część pomieszczenia. I kobietę. Nigdy wcześniej nie widział Pana Mroku, który kogoś zabijał. Oczywiście, był świadom jego obowiązków, potęgi mocy, widział ją niejednokrotnie w użyciu - ale nigdy wcześniej nie widział, by mężczyzna tak po prostu kogoś zmiótł z powierzchni ziemi. Rudowłosy uniósł się na łokciach, jak w transie spoglądając przez chwilę w dziurę, która wcześniej była oknem - nim nie znalazł się przy nim Władca. Ogrom bólu, malujący się na jego twarzy, pozbawił Nathira powietrza znacznie skuteczniej, niż zaciśnięta na gardle dłoń. Nigdy wcześniej nie widział mężczyzny w takim stanie. Kobieta, którą pozbawił życia, przestała być istotna - wszystkie myśli elfa skupiły się na jego wrażliwym mężczyźnie, który stracił nad sobą panowanie. Magia rudowłosego początkowo chroniła go przed konsekwencjami tej niszczycielskiej, wydzielającej się z boga destrukcji, który dzięki niej opanował większość świata. Chwycił za rękę, która go trzymała, próbując uwolnić się, osłabić uścisk, by mógł zaczerpnąć powietrza i wytłumaczyć się - przeprosić, błagać o wybaczenie, uspokoić - jednym słowem, zrobić wszystko, byleby tylko wymazać cierpienie rozrywające Władcę Mroku na drobne, pozbawione rozsądku i kontroli, kawałeczki. Czuł jego ból, czuł jego zawód, a nawet rozumiał tę reakcję - sam nie był pewien, jak zareagowałby na widok, który zastał tyran. Ale elf zawinił tylko dobrocią i naiwnością, nigdy w życiu nie pozwoliłby sobie na taką nieuwagę i bezradność, gdyby wiedział, jak bardzo skrzywdzi najważniejszą dla siebie istotę.
Szarpnął się, gdy pierwszy promień niszczycielskiej siły przebił się przez tarczę, w którą ułożyła się moc Nate'a, by nie pozwolić na skrzywdzenie jej nosiciela. Niemal zdążył zapomnieć, jak wyglądał rozwścieczony Pan Pałacu, tracący nad sobą panowanie i zadający ból wyłącznie magią, nie zastanawiający się nad żadnymi narzędziami, czy wyrafinowanymi metodami. Tylko lód i wyładowania elektryczne, pełznące po skórze ofiary, zagłębiające się w jej ciało, niszczące wszystko, co znalazły na swojej drodze. Zielone, wypełnione magią, oczy elfa przybrały na powrót złote odcienie, gdy jego, jeszcze niezregenerowana do końca moc wyczerpała się do tego stopnia, iż zamiast go bronić, skupiła się na zadawanych ranach. Jego ciałem wstrząsnęły drgawki, wyginając je boleśnie, a z uszu i nosa wylała się krew. Dłonie, wcześniej próbujące osłabić uścisk trzymającego go kata, przejechały paznokciami po materiale i skórze, rozrywając i raniąc, a potem wbijając się już w ciało, którego były częścią. Elf wywrócił oczami, gdy jego ciało i myśli wypełniła już tylko jedna rzecz - ból. Straszny, rozrywający go od wewnątrz, czyniący szkody znacznie szybciej, niż magia kreacji mogła je naprawić. Stracił przytomność kilka razy, szybko wyrwany z chwilowej ulgi dla umysłu, gdy magia destrukcji skupiała się na innych, nowych miejscach. Nie wystarczało jej skrzywdzenie, chciała zabić.
Rudowłosego opanowała zwierzęca panika, gdy poczuł jak kolejne jego kończyny słabną, zranione, rozszarpane, połamane - nie umiał stwierdzić, ale widział, jak znika z nich czucie, co teoretycznie mogło być uznane za zbawienne - lecz nie w tej sytuacji. Elf nie chciał umierać. Elf nie chciał odchodzić od mężczyzny, który z jego powodu dał się porwać emocjom, który cierpiał tak bardzo, iż nie potrafił zracjonalizować tego, co zobaczył, nie był w stanie na chwilę przystanąć i logiczne postąpić, najpierw przesłuchując podejrzanego. Viribus chciał zniszczyć wszystko, zmieść źródło bólu z powierzchni ziemi - nawet, jeśli było nim coraz wątlejsze, zakrwawione, pokryte otwartymi ranami i sińcami, wykręcone w dziwny sposób, ciało osoby, z którą przez tyle nocy dzielił łóżko i każdą wolną chwilę.
Gdy Nate wreszcie został wypuszczony z dłoni Władcy, szkody były zbyt ogromne, by jego, nie całkiem zregenerowana i znów niemal zupełnie zużyta magia mogła je naprawić. Zamiast uratować jego życie, tylko przedłużała agonię, nie pozwalając odejść ani zasnąć.
Elf całą noc spędził na zmianę tracąc i odzyskując przytomność, kaszląc krwią, niezdolny do żadnego ruchu, wezwania do siebie pomocy, czy nawet wyduszenia z siebie okrzyku bólu. Umierał i nic nie mógł zrobić - a jedyna osoba w zamku, która mogła go uratować, zapewne czekała, aż pojawi się w progu i wreszcie wytłumaczy.
Ból ciała był niczym w porównaniu do świadomości, iż Viribus zostanie na wieki bez wyjaśnienia, skrzywdzony i zdradzony przez kogoś, kto był gotów zrobić dla jego szczęścia wszystko. Śmierć nie była rozwiązaniem.

_________________

"Now tell me baby, do you love as hot as I do?
Is there's a lighting striking inside of you?
Does your thunder roll? Does the fire keep you cool?
Oh, cause a hurricane is comin' for you"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 155


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Sob Sie 19, 2017 6:13 pm

Nie przestawał, nawet kiedy z nosa Nathira trysnęła krew, kiedy pokrył się poparzeniami, paskudnie wyglądającymi otwartymi ranami. Nie przestawał, choć paznokcie elfa wbijały się głęboko w jego ciało. Nie potrafił. Zaciskał zęby mocno, tak, że mięśnie jego szczęki rysowały mu się wyraźnie pod skórą. Brwi miał ściągnięte, twarz wykrzywioną w gniewie. Z jego oczu biło białe światło, nadając mu jeszcze bardziej przerażającego wyglądu.
W końcu puścił cierpiącego elfa, który znalazł się na granicy życia i śmierci. Viribus jednak o to nie dbał. Zostawił go po prostu, by w samotności lizać swoje znacznie głębsze rany. Nie wiedział, co się z nim działo. W sercu czuł tak przenikliwy ból, że aż zacisnął dłoń na piersi, jakby miało to w jakiś sposób pomóc. Był roztrzęsiony, cały drżał. Nie mógł zebrać myśli, które przy każdej próbie były rozbijane przez kotłujące się w nim emocje. Ból, poczucie zdrady i utraty. Jednak nawet nie był zły na Nathira. Za to wściekał się na siebie. Powinien był być mądrzejszy, nie dać się tak podejść. Był cholernym Władcą Ciemności, najpotężniejszą istotą kroczącą po Ziemi, władającą już niemal całym światem. Miał swoją misję, swoje przeznaczenie. Jak mógł tak szybko o tym zapomnieć? Przenieść na drugi plan? Jak mógł postawić nieznajomego ponad wszystko inne?
Bo tym właśnie był elf, nieznajomym - przekonywał siebie, choć miał wrażenie, że znał go lepiej niż kogokolwiek innego, że byli dla siebie stworzeni. Tym bardziej bolała go sytuacja, którą zastał.
Pan Mroku udał się do swoich komnat, by stanąć na balkonie i ochłonąć. Zacisnął dłonie na kamiennej poręczy, pozwalając, by szalejący, lodowaty wiatr gnający burzę śnieżną, szarpał jego płaszcz i włosy, by smagał go ostrym gradem i śniegiem. Surowość przyrody pomagała. Jego wściekłość opadała. Jednak w miarę, jak przemijała, zastępowało ją inne uczucie. Przejmujący smutek, który topił w zimnym mroku jego serce. Dławił się nim niczym czarną cieczą, która powoli wypełniała jego gardło, nozdrza i płuca. Nie mógł oddychać.
Mężczyzna osunął się bezwładnie na ziemię i ukrył w twarz w dłoniach. Nie mógł tego wszystkiego zrozumieć. Dlaczego? Dlaczego otworzył się tak chętnie i pozwolił uderzyć w najsłabszy, najdelikatniejszy, od dawna chroniony przez niego punkt? Czemu pozwolił się zdradzić i zranić? Czemu był takim głupcem, leciał do elfa niczym ćma w płomienie. W końcu się sparzył. Nie mógł uwierzyć, że porównał się do zwykłego robaka, lecz była w tym prawda. Był nikim, jeśli dawał się tak omamiać.
Viribus oddychał ciężko, pozwalając, by szron osiadł na jego włosach i płaszczu, a także zimnej skórze. Przez chwilę wpatrywał się w krwawe strupy na swojej prawej dłoni, jednak zaraz wrócił do zamykania się w sobie, zagłębiania w mrocznym nurcie rozpaczy, wątpliwości, poczucia winy i nienawiści do samego siebie. Zalały go negatywne emocje, porwał go ich nieposkromiony nurt. Tonął. Wyraźnie czuł, jak lodowata woda zamyka się nad jego głową, a on opada na dno, w czarną, przejmującą głębię. Nie miał nawet siły, by wyciągnąć rękę do światła, a co dopiero płynąć w kierunku powierzchni. Nie było dla niego ratunku, nie było nadziei.
Był gotów zamarznąć na wieki i stać się cierpiącą stuleciami lodową figurą.
Nie wiedział, ile czasu tak spędził, ale z użalania się nad sobą i popadania w emocjonalne samookaleczanie wyrwał go drżący, nieśmiały głos sługi. Viribus rzucił mu wściekłe spojrzenie.
- Przepraszam, że przeszkadzam, Panie... - mężczyzna wyraźnie usłyszał, jak ten przełknął ślinę. - Ale... Chcielibyśmy wyremontować komnatę. Co mamy zrobić z ciałem?
Władca Ciemności zamyślił się. Co? O czym on mówił? Z jakim ciałem? O ile pamiętał, nikogo nie mordował, demolując przy tym jakiś pokój. No, może poza tą kobietą, jednak ona powinna już dawno leżeć na dnie oceanu.
Wtedy wszystko zrozumiał. Zerwał się na równe nogi, a do jego rozpaczy dołączyło przerażenie. Będące do tej pory w letargu serce przyspieszyło mu nagle, niemal łamiąc żebra i wyskakując z piersi. Nie. Nie. To nie mogła być prawda. Owszem, poniosło go. Tak, chciał skrzywdzić Nathira. Był na niego wściekły, czuł się zdradzony. Jednak nigdy, przenigdy nie chciał pozbawić go życia.
Z każdym krokiem przyspieszał, by w końcu przejść do szaleńczego biegu. Jeszcze nigdy nie czuł strachu. To było dla niego coś zupełnie nowego, a w połączeniu z rozpaczą tworzył przeżerającą go od środka mieszankę. Wpadł zdyszany do komnaty, w której leżał elf, a na jego widok oczy mężczyzny rozszerzyły się nagle. Dopiero teraz dotarło do niego, co zrobił. Tylko dzięki włosom, można było jeszcze poznać zmasakrowane ciało, całe w poparzeniach, skazach i ranach. Nie.
- Nie - rzekł na głos, dopadłszy do bezwładnego ciała desperacko. Przyłożył ucho do jego ust, by wyczuć gasnący, chrapliwy oddech.
- Nie. Nie możesz mi tego zrobić - jęknął z bólem w głosie, chwytając jego dłoń. Skulił się, przyciskając ją do czoła i zaszlochał. Pierwszy raz z jego gardła wyrwał się płacz, a jego oczy uroniły najprawdziwsze łzy.
C o       o n        n a j l e p s z e g o        z r o b i ł? Trawiąca go mieszanka negatywnych emocji została wzbogacona o poczucie winy i głęboki żal. Ciało Viribusa trzęsło się, gdy ściskał zakrwawioną dłoń elfa i łkał w rozpaczy. To niemożliwe. To nie mogło się tak skończyć. Był gotów modlić się do bogów, uwierzyć, że istnieli, byleby tylko nie pozwolili Nathirowi umrzeć.
- Nie pozwolę na to - szepnął cicho, a jego słowa urywały się w płaczu. - Nie pozwolę.
Jego głos stał się silniejszy i pewniejszy. Nagle dotarło do niego, że rzeczywiście może nie pozwolić. Może zapobiec tej tragedii. Otarł łzy wierzchem poranionej dłoni i uderzył się mentalnie w twarz.
Bądź silny, Viribusie. Musisz być.
Odetchnął głęboko, starając się uspokoić burzę uczuć, wyciszyć ból i smutek. Pozwalał, by hulający po komnacie lodowaty wiatr go oczyszczał. Między jego ściągniętymi w skupieniu brwiami pojawiła się bruzda.
Skoro Nathir mógł korzystać z mocy destrukcji, to na pewno i on mógł zmienić charakter w swojej. Potrzebował kreacji. Tylko to mogło ich uratować.
Jednak elf miał jego. To on naprowadził moc płomiennowłosego na nowe tory. Teraz Władca Ciemności był sam i sam musiał dojść do tego, co zrobić, jak naprawić swój błąd.
Starał się przypomnieć sobie, jak elf to robił. Zawsze był taki ciepły i otwarty. Jasny, niewinny. Radosny.
Viribus ścisnąwszy mocniej jego bezwładną dłoń, skupił się na tym, by właśnie takim się stać. Jednak radość znał tylko z momentów, kiedy był z nim. To on mu ją pokazał, to on jej go nauczył. Przypominał sobie zatem te chwile, w których był naprawdę szczęśliwy. Gdy grali razem w szachy. Gdy spali koło siebie, stykając się nagą skórą. Gdy mówili po elficku, gdy uczyli się nowych rzeczy. Przypominał sobie każdy uśmiech Nathira, każde jego przepełnione radością słowo, każdy wspólnie wzięty oddech, każdy pocałunek i dotyk. Skupiał się na tym, jak światło niesamowicie grało na jego płomiennie rudych włosach, jak jego śmiech odbijał się od kamiennych ścian, na jego doskonałej twarzy, miękkich wargach i ciepłej skórze.
- Błagam - szepnął. - Błagam.
Desperacko usiłował zatrzymać w Nathirze ulatujące z niego życie. Szybko poczuł, że to działa. Szło to jednak powolnie, ciężko. Jakby próbował przecisnąć coś ogromnego przez bardzo małą dziurkę. Jednak nie przestawał. Przypominał sobie każdą wspólnie spędzoną chwilę, każdy moment, w którym jego serce ogarniało to magiczne ciepło. Z jego oczu znów niepowstrzymanie pociekły łzy, które pędziły potokami w dół, po jego gładkiej twarzy, by skapywać mu z brody i moczyć poranione ciało Nathira.
Ale nie przestawał. Nie mógł. Nie stać go było na ten luksus. Viribus kontynuował, nawet, gdy z jego nosa trysnęła krew. Nie podnosił wzroku, by zobaczyć efekty. Bał się. Bał się, że to nic nie dawało. Że jego jasność nie była wystarczająco silna, że jego moc była za słaba. Powieki miał więc zaciśnięte, klęczał skulony, nie zważając na walące o niego grad i śnieg, które wpadały przez pozbawione szyb okna.
Nie mógł tego jednak ciągnąć w nieskończoność. Lecz nawet, gdy czuł, że jego magia jest na wyczerpaniu, wciąż dawał z siebie wszystko. Ostatecznie w pewnym momencie ciało odmówiło mu posłuszeństwa. Oczy uciekły mu wgłąb czaszki, a on runął na ziemię bez przytomności. Wszystko zasnuł mrok.
Nie puścił jego dłoni.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 183


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Sob Sie 19, 2017 8:34 pm

Świadomość Nathira uleciała niedługo przed tym, jak dopadł go Władca Mroku. Wymęczone ciało wreszcie zaczęło się poddawać, przerywając ciąg niesamowitego bólu i rozpaczy. Elf już nie myślał, nie powtarzał w duchu, że nie wolno mu umrzeć. Nie kaszlał krwią, ani nie wywracał oczami, starając się dostrzec cokolwiek, czy wydusić z siebie chociaż jeden, słaby okrzyk. Serce zwolniło swój bieg, podobnie jak płuca przestały próbować dostarczyć odpowiednią ilość tlenu. Wszystko wreszcie się rozmyło, a Nate mógł podążyć za swoimi braćmi i siostrami, znikając jako ostatni ze swojej rasy. Ogarnął go absolutny spokój, miał wrażenie, jakby unosił się w powietrzu, lekki, pozbawiony trosk, wątpliwości i tęsknot.
Wtem... Wszystko wróciło, wyrywając go ze szponów wygłodniałej śmierci, z rąk setek elfickich dusz, żądających swojego brata, syna, przyjaciela. Jego ciało znów opanował ból, zmuszając do powrotu do agonii. Nadal nie był w stanie się poruszyć, niczego dostrzec, czy powiedzieć, ale do jego uszu dotarły czyjeś słowa. Nie potrafił ich jednak zrozumieć ani rozpoznać głosu, wszystko było zbyt intensywne i bolesne, szarpało jego wnętrznościami, każdym fragmentem skóry, boleśnie i niewprawnie wtłaczając w niego moc. Dopiero po dłuższej chwili zaczął rozumieć, co się z nim dzieje - a wtedy przez jego głowę przebiegła jedna, jedyna myśl: Dlaczego to boli bardziej? Chciał krzyczeć, walczyć, protestować - tam, skąd siłą go wyrwano, już niczego nie czuł, nie chciał powracać do rzeczywistości. Nie chciał znów cierpieć, walczyć o każdy, nawet najmniejszy oddech, słyszeć prostowanych kości, pompowanej do jego żył i tętnic krwi. Był gotowy na śmierć, dlaczego znów go karano? Przecież nic nie zrobił. Nic nie zrobił. Nic. Był niewinny.
Niewinny.
Nie mógł nawet rozpłakać się z bólu, jęknąć, szepnąć, poprosić by chłodne igły przestały przebijać jego skórę, drażnić nerwy, naprawiać coś, co powinno na zawsze już pozostać zniszczonym.
Poczuł wilgoć na piersi - inną wilgoć, nie tę wynikającą z utraty krwi, czy pojawienia się ropy. Ta była nowa, słona, ale czysta i rzadka, jak... jak woda. Łzy? Powoli rozchylił powieki, wreszcie dostrzegając coś oprócz plam. Jego spojrzenie przebiegło po zniszczonym i zamrożonym suficie oraz znajomej dziurze w ścianie, upewniając go, że znów mógł widzieć. Ból, który pożerał jego ciało przez te niezliczone minuty, powoli zaczął cichnąć, pozostawiając kolejne partie wrażliwymi, ale naprawionymi. Nathir czuł się jak świeżo urodzone kocię, słaby, delikatny i zdezorientowany, próbujący poskładać pojawiające się w jego głowie słowa, fragmenty myśli, skojarzenia, bodźce, które odczuwał i które zdawały się nie mieć wyraźnego sensu.
Zimno. Ciepło. Mokro. Miękko. Swąd. Ból. Tęsknota. Magia. Woda. Kobieta. Mężczyzna. Viribus.
Viribus!
Tylko jedna osoba mogła mu pomóc - i to musiał być właśnie Władca. Nikt inny nie był na tyle potężny, nikomu innemu nie zależało na rudowłosym elfie, nikt inny nie zaryzykowałby złości pana zamku. Mroźna, wyszkolona do destrukcji magia, po raz pierwszy leczyła, układając zmiażdżone przez nią ciało. Z każdą kolejną chwilą, Nate czuł się coraz lepiej. Ból niemal zniknął, podobnie jak nieprzyjemny zapach krwi i spalonej skóry. Nie miał siły, by się poruszyć, czy odezwać, ale był pewien, że nie brakowało mu wiele do zdobycia też i tych funkcji organizmu. Jego zraniony, kochany Władca, był gotów zrobić wszystko, by naprawić to, co wcześniej w napadzie furii zniszczył.
Ale... Dlaczego?
Elf poczuł długie palce tyrana na swojej dłoni, zaciśnięte na niej mocno, jakby bał się, że gdy puści, już na zawsze straci swojego towarzysza. Jego obawy były zresztą słuszne - nie brakowało do tego wiele, mężczyźnie udało się dotrzeć do ofiary złości w ostatniej chwili, ale rudowłosy już nigdzie się nie wybierał. Poczuł natomiast, jak szarooki zsunął się w dół, na ziemię, wyczerpany wykorzystaniem swojej mocy w ten inny sposób. Pierś Nathira natychmiast ścisnął ból i obawa, że mężczyzna coś sobie zrobił. Może nie powinien był próbować go leczyć?
Gdyby coś mu się stało, elf nigdy by sobie nie wybaczył. Nigdy. Nigdy.
Zmusił swoje delikatne, zupełnie nowe ciało, do ruchu. Powoli i z trudem usiadł na szczątkach łóżka, odnajdując wzrokiem czarnowłosego. Władca był blady, całkowicie wyczerpany, zapłakany i pokryty szronem. Wyglądał zapewne niewiele lepiej od swojej niedoszłej ofiary. Rudowłosy ostrożnie osunął się na ziemię, a potem przyciągnął do siebie zziębnięte i równie wymęczone ciało, owijając je rękoma, chcąc - nie, wręcz musząc - upewnić się, że tyran wciąż żył. Rudowłosy schował jego twarz w zagłębieniu swojej szyi, gładząc rozpaczliwie, czując jak z jego piersi wyrywa się szloch. Strach, ból, smutek - zarówno te należące do niego, jak i te, które widział w, aktualnie nieprzytomnym, mężczyźnie - wreszcie znalazły ujście. Elf wiedział, że będą musieli porozmawiać i znaleźć tamtą kobietę, tak jak wiedział, że będzie musiał znaleźć sposób, by uspokoić przerażonego i niepewnego Władcę. Ale to w następnej kolejności. Najpierw potrzebował odzyskać oddech, upewnić się, że obaj żyją, że są wykończeni, ale żadnemu z nich już nic nie grozi. Opanować gwałtowne emocje, które tym razem porwały jego spiczasouchą osobę, gdy objął mocno bruneta, dociskając do siebie też nogami, chaotycznie gładząc go po włosach, plecach, szyi, karku, rękach, całując każdy kawałek jego zmarzniętej skóry, szepcząc jego imię pomiędzy kolejnymi szlochami. Miał wrażenie, jakby obudził się z koszmaru i potrzebował zaspokoić te najbardziej podstawowe potrzeby - nie jedzenia, nie ciepła, ale bezpieczeństwa. Pomimo tego, iż to Viribus go skrzywdził, tylko przy nim czuł się właściwie. Czuł, że jego życie ma sens. Czuł radość, ciepło, oddanie, zaufanie i brak zagrożenia. Może było to kompletnie nieracjonalne, ale... Nie zamierzał się tego wypierać.
Nie potrafił pogodzić się z faktem, iż przez chwilę to wszystko było zagrożone - tylko dlatego, że on, jak głupi, zaufał jakimś dziewkom.
- Przepraszam, przepraszam, przepraszam, przepraszam... - powtarzał histerycznie, pocierając dłońmi przemarzniętego tyrana, jeszcze długo niezdolny do racjonalnego myślenia, znajdujący się daleko za granicą histerii. A co, jeśli on się nie obudzi? A co, jeśli coś mu się stało? A co, jeśli złamał mu serce? A co, jeśli mu nie wybaczy? A co...? - pytania bez odpowiedzi nie dawały mu spokoju, utrudniając odzyskanie kontroli nad sobą. Dopiero dreszcze zimna wyrwały rudowłosego z tego stanu, zmuszając do podjęcia jakichś bardziej konstruktywnych działań.
Powiódł spojrzeniem po sobie i Viribusie, dochodząc do szybkiego wniosku, że najważniejszym było ogrzanie się. Nie - przedostanie do komnaty Władcy, gdzie nikt ich nie zobaczy i dopiero ogrzanie się. Pan Pałacu Nieśmiertelności nie mógł przypominać człowieka - zranionego, zakrwawionego, wycieńczonego. Musiał być bogiem, nieosiągalnym i ponad wszystkim. Niezniszczalnego, zawsze idealnego i opanowanego.
Rudowłosy ostrożnie ułożył go na ziemi i wysunął dłoń z uścisku, a potem powoli przeszedł do drzwi i na korytarz. Przywołał do siebie jednego ze strażników, prostując się i ignorując swój fatalny stan w możliwie najbardziej obojętny sposób.
- Władca Mroku każe opuścić wszystkim to skrzydło w ciągu najbliższych pięciu minut. Znikaj i przekaż reszcie - rzucił twardo i pewnie, spoglądając na niższego mężczyznę stanowczo. Gdy ten natychmiast nie ruszył, nachylił się w jego stronę z nieprzyjemnym uśmiechem.
- Chyba, że chcesz, by osobiście przekazał ci to pragnienie?
Tyle wystarczyło, by przemówić do rozsądku nieznajomego. Elf wprawdzie nie potrafił gardzić innymi - ale obserwował uważnie swojego towarzysza, a skoro wymagała tego sytuacja, był w stanie go naśladować.
Wrócił do zniszczonego pokoju, uklęknął nad mężczyzną i posadził go, znów otulając rękoma i szepcząc przeprosiny. Gdy minął wyznaczony przez niego czas, podniósł się, z trudem utrzymując swoją drugą połówkę w pionie i powoli ruszył do ich komnaty. To był wysiłek ponad jego siły i dopiero co zregenerowane ciało, wyczerpane magią i bólem, ale musiał, musiał dać sobie radę. Przesuwał twardo stopę za stopą, przemierzając kolejne schody, świadom że jakikolwiek postój zakończyłby się utratą przytomności - tu, na samym środku, w zimnie, aż do chwili, gdy ktoś na nich trafi. Dlatego szedł dalej.
Drzwi do sypialni Władcy powitał z jękiem ulgi. Naparł na nie całym ciałem, wpadł do środka i z rozpędu aż uderzył o ramę łóżka - ale to nie było istotne. Pospiesznie wsunął pod koce brudnego, zamarzniętego i zakrwawionego Viribusa, zdjął z niego brudne ubranie, a potem zrzucił szczątki własnego - i położył się obok, przytulając do bruneta.
Wreszcie byli bezpieczni - zakopani pod kocami, ukryci w sypialni. Razem.

_________________

"Now tell me baby, do you love as hot as I do?
Is there's a lighting striking inside of you?
Does your thunder roll? Does the fire keep you cool?
Oh, cause a hurricane is comin' for you"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 155


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Sob Sie 19, 2017 9:36 pm

Gdy padł z wyczerpania, otoczyła go ciemność. Nie śnił, nie czuł. Nie zastanawiał się nad tym, co będzie, jak się ocknie. Kiedy się ocknie. Czy się ocknie. Jego świadomość pływała gdzieś, jakby zupełnie od niego oderwana. W jego wnętrzu panowała pustka. Tam, gdzie kiedyś burzył się niemal nieskończony ocean mocy, teraz nie było nic - zostało tylko łyse, piaszczyste dno.
Jednak powoli snów napełniało się wodą. Wodą nieznanego pochodzenia. Nigdy wcześniej nie użył tyle mocy, by zauważyć jej znaczący ubytek, teraz zaś wysuszona była do cna. Czy kiedykolwiek znów się napełni? Nie wiedział. Jednak dryfując gdzieś na granicy swojej podświadomości nie mógł nawet się tym martwić.
W przebłyskach, gdy budziła się jego jaźń, dręczony był przez wątpliwości. Co z Nathirem? Czy wszystko w porządku? Czy się udało? Każda jego pojedyncza myśl dotyczyła elfa. Nie obchodziło go, czy on sam przeżyje, czy będzie mógł kiedykolwiek używać swojej magii. Interesował go tylko Nathir, tylko on się dla niego liczył.
Viribus przebudził się w końcu. Nie wiedział, ile czasu minęło. Nie miało to jednak żadnego znaczenia, bo przed jego powoli otwierającymi się oczami był on. Czy ja umarłem? - pomyślał na początku, wciąż pełen wątpliwości, nie wiedząc, czy to był sen, czy jawa. Zaraz jednak kamień spadł mu z serca, a on desperacko chwycił elfa w ramiona, nie bacząc na to, czy był przytomny, czy nie. Uścisnął go, wtulając się w jego ciepłe ciało, napawając jego zapachem, dotykiem jego skóry. Zamknął oczy i rozkoszował się tą niesamowitą chwilą.
- Przepraszam - wyszeptał cicho w ojczystym języku Nathira, poruszając niemrawo swoimi spękanymi wargami. Był słaby, ale wiedział, że żyje. I był świadom, że sens jego istnienia również ma się dobrze. Ogarnęła go fala ulgi i radość, serce biło mu mocniej. Miał ochotę obsypać elfa gorącymi, wilgotnymi pocałunkami, wpleść palce w jego włosy, poczuć dotyk dłoni błądzących po jego chłodnej skórze.
Zadowolił się jednak najzwyklejszym uściskiem. Władcę Ciemności ogarnęły nagle wątpliwości. Bał się, że elf odsunie się od niego z obrzydzeniem albo strachem, że nie będzie chciał więcej na niego patrzeć. Że odejdzie. Że go zostawi. Jednak był to i tak stokroć lepszy los, niż gdyby Viribus miał żyć ze świadomością, że usunął go ze świata całkowicie. Wciąż nie wiedział, co miała znaczyć tamta sytuacja z kobietą, ale i nie zamierzał o to pytać. Nie obchodziło go to. Jeśli był to zwykły błąd czy ciekawość, dawno już przebaczył elfowi. Nie interesował go jego postępek, ani przyczyny. Chciał z nim być mimo wszystko. Nie wiedział tylko, czy to uczucie jest obustronne. I choć pragnął całym sercem, by było, nie zamierzał Nathirowi niczego narzucać. Zamierzał pogodzić się z rzeczywistością i każdą decyzją, jaką podjąłby elf. Jeśli zechciałby odejść - Viribus wyprawiłby go z prowiantem i miłym słowem na pożegnanie. Jeśli zechciałby zostać - miał dla niego gorliwy uścisk i uśmiech pełen ulgi.
Jednak mimo to serce waliło mu jak młotem. Nie chciał być porzucony. Nie chciał, by się okazało, że wszystko zniszczył. I nie chciał być winien ich rozstania. Z drugiej strony wiedział, że każdy na miejscu Nathira by się od niego odwrócił. Każdy by winił go za rany, ból, niemal utratę życia. To było racjonalne i Władca Ciemności rozumiał. Mimo wszystko tliła się w nim gdzieś jednak nadzieja, że elf postąpi inaczej. Że go nie zostawi. Że wciąż będzie chciał trwać u jego boku. Był w końcu jego drugą połową, jego przeznaczeniem. Viribus był przekonany, że na świecie nie było nikogo takiego. Że Nathir był jedynym w swoim rodzaju, tym jedynym. Wiedział, że nikim go nie zastąpi, a tracąc go, straci również szansę na jakiekolwiek szczęście.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 183


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Sob Sie 19, 2017 11:07 pm

Elf nie spał. Co jakiś czas się budził, upewniając, że mężczyzna u jego boku jest owinięty kocami, wciąż oddycha i powoli przestaje być tak niezdrowo chłodny. Gładził jego włosy, szeptał elfickie wiersze, mruczał przeprosiny, rozmasowywał jego ręce, ramiona i policzki, pobudzając krążenie i całując chłodną skórę. Martwił się o Władcę, być może jeszcze bardziej, niż on o niego.
Uśmiechnął się do mężczyzny, gdy ten na niego spojrzał i mocno się przytulił. Objął go ponownie, troskliwie, całując w czubek głowy.
- Ćśś... - szepnął miękkim, zdrowo brzmiącym głosem. - Ćśśś. Nieważne. To była moja wina. Nic się nie stało. Wszystko w porządku. Już wszystko jest dobrze. - Uspokajał go z czułością, ani myśląc gdziekolwiek się oddalić. Viribus był dla niego najważniejszy na świecie, jakiekolwiek odejście nie wchodziło w grę. Owszem, przez chwilę, leżąc w tamtych zgliszczach, elf cieszył się na myśl o śmierci i spokoju, odsunięciu od siebie wszelkich problemów i bólu - ale gdy Władca go uratował? Nagiął swoją moc, specjalnie po to, by przywrócić mu życie, pomimo złamanego serca i poczucia zdrady? Nie, ani myślał oddalać się od bruneta. 
Przesunął się odrobinę w dół, by mogli zetknąć się czołami, a potem delikatnie musnął usta mężczyzny, przymykając oczy. Jego magia dopiero co zaczęła się w nim odradzać, ale potrzebował jej w tym momencie - nie tak dużo, tylko trochę. Odrobinkę. Skupił się, kładąc jeszcze dłoń na policzku towarzysza i ukazując mu swoje wspomnienia. Rozmazane, odrobinę przytłumione, ale wyraźne obrazy i dźwięki, a także towarzyszące im emocje, pokazujące wydarzenia, przez które znaleźli się w takim właśnie, smętnym, położeniu. Jego w bibliotece. Jedną z dziewczyn z haremu. Prośbę o pomoc. Przejście do pokoju. Podejście do drugiej kobiety, z chęcią wsparcia. Jej nagłe, nietypowe zachowanie. Próba odsunięcia, która skończyła się na łóżku. A potem przybycie Viribusa.
Rudowłosy odsunął się odrobinę od Władcy, przerywając potok wspomnień, by Władca nie poczuł tego, do jakiej agonii doprowadził elfa. To nie było ani ważne, ani konieczne. Był potężny, nieprzygotowany do tak silnych emocji. Wszystko było dla niego nowe. 
Uśmiechnął się czule do mężczyzny.
- Powiesz mi, dlaczego tak nagle zareagowałeś? Co się stało, Viribusie? - Wyszeptał, wpatrując się w smutne, szare oczy i gładząc go znów po policzku i ramieniu. - Już wszystko dobrze. Przepraszam. Nie pozwolę, żebyś znowu tak cierpiał. - Zapewnił go, tak samo szczerze i ufnie, jak zawsze. Ani tortury, ani bliska śmierć nie zmieniły jego postawy wobec czarnowłosego. Wciąż wpatrywał się w niego z czułością, uśmiechał się, uspokajał i przepraszał.
Nigdzie nie planował odchodzić, bo on należał do Viribusa, a Viribus do niego. Nic więcej się nie liczyło.

_________________

"Now tell me baby, do you love as hot as I do?
Is there's a lighting striking inside of you?
Does your thunder roll? Does the fire keep you cool?
Oh, cause a hurricane is comin' for you"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 155


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Światło w mroku   Nie Sie 20, 2017 12:01 am

Kojący głos Nathira rzeczywiście go uspokajał. Jednak to, że mu przebaczył, wcale nie oznaczało, że Viribus kiedykolwiek odpuści sam sobie. Nie mógł wybaczyć czegoś takiego - nikomu. W tym własnej osobie. Jego oczy zaszkliły się nagle, opuścił więc powieki, by ten fakt ukryć. Z całych sił próbował się pozbyć palącej guli w gardle, która niemal uniemożliwiała mu oddychanie.
Drżąc wciągnął powietrze do płuc, pozwalając, by go pobudziło bardziej. Nie chciał rozpamiętywać tego, co się stało. Patrząc na elfa pragnął pamiętać tylko o tych dobrych chwilach. Jednak nie mógł wymazać z umysłu tego przerażającego, budzącego w nim odrazę do samego siebie obrazu - leżącego w zdemolowanym pomieszczeniu Nathira, którego ledwo można było rozpoznać, gotowego do wydania swojego ostatniego tchnienia. Wątpił, by kiedykolwiek mógł o tym zapomnieć.
Namacalna obecność towarzysza i jego ciepło pomagały. Jednak gdy pokazał mu swoje wspomnienia, jak to wyglądało z jego punktu widzenia, poza poczuciem winy Władca Ciemności poczuł również palący wstyd. Jak mógł tak szybko w niego zwątpić, tak natychmiast się od niego odwrócić? To Nathir powinien czuć się zdradzony, on nie miał prawa. Jednak nie potrafił cofnąć tego, co zrobił, jakie emocje nim zawładnęły. Na jego twarz wystąpiły wypieki hańby. Jego zachowanie było niewybaczalne. Mimo to elf wciąż tulił go do swojej piersi, był gotów przyjąć winę na siebie. To też było w jakiś sposób bolesne. Bolało go, że krzywdził Nathira samym swoim istnieniem. Zacisnął mocno powieki, a po jego nosie spłynęła pojedyncza łza.
- To moja wina - wychrypiał w odpowiedzi, kręcąc głową. - Ja... Nie wiem. Straciłem kontrolę. Wybacz mi.
Nie potrafił ubrać wszystkich swoich uczuć w słowa. Nie potrafił oddać, jaki gniew go ogarnął, ani wyjaśnić dlaczego. Nie potrafił wytłumaczyć, co czuł - opisać cierpienia, zażenowania, poczucia winy i złamanego serca, strachu.
Spróbował więc zrobić to, co Nathir przed chwilą, choć dla niego nie było to tak naturalne. Musiał się skupić, znów przeżywając to samo. Od nowa. Wspomnienia były potężne, oszałamiające. Ujął w dłonie dłoń elfa i splótł swoje palce z jego, by po chwili przycisnąć do nich wargi w pełnym uczuć pocałunku. Zebrał w sobie nieco magii, dosłownie kroplę z tej kałuży, jaka została po oceanie i pozwolił, by jego emocje powoli przepłynęły do elfa. Tylko w ten sposób mógł wyjaśnić swoje nieracjonalne zachowanie. Chciał, by towarzysz wiedział wszystko. By wiedział, jak mu przykro. By wiedział, że przenigdy nie dałby mu zginąć.
Gdyby go zabrakło, Viribus sądził, że mógłby targnąć się na swoje życie. Nie wyobrażał sobie świata bez niego, bo to on był jego światem. Był wszystkim. Był jego drugą połową, sprawiał, że Władca Ciemności czuł się pełen. Kochał go.
Gdy odrywał wargi od dłoni elfa, przerywając pocałunek, który choć trwał tylko chwilę, zdawał się dłużyć i dłużyć, pozwolił, aby w tym ostatnim muśnięciu i to uczucie przeniknęło cichutko do Nathira. Było subtelne niczym szept, nieśmiałe, w przeciwieństwie głośnej reszty. Ale Viribus chciał, żeby elf wiedział. Uniósł spojrzenie, patrząc mu w te bezkresne oczy, które uśmiechały się do niego ciepło. Chciał, żeby wiedział wszystko.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Światło w mroku   

Powrót do góry Go down
 
Światło w mroku
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zona scriptum :: Fantastyka-
Skocz do: