CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 Nightcall.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Freeman.Don't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 30/07/2017
Liczba postów : 22

PisanieTemat: Nightcall.   Wto Sie 01, 2017 12:38 pm

First topic message reminder :


***

Występują:
James Adler - ........
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Freeman.Don't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 30/07/2017
Liczba postów : 22

PisanieTemat: Re: Nightcall.   Czw Lis 09, 2017 5:32 am

- Wiesz, czasami ludzie potrzebują chwili na przygotowanie się i dojście – znajomy, melodyjny głos rozległ się z prawej strony uliczki, kiedy Vane był w połowie swojej fajki. Zapewne kolejnej dzisiejszego dnia albo wypalanej ukradkiem, co by pasowało do scenerii. Dosłownie jak w filmie – dwa duże śmietniki, nieuczęszczane zaplecze, krótko mówiąc idealne miejsce na popalanie. Z tym, że obaj byli już na to za starzy, jeden na chowanie się, a drugi na latanie na zawołanie.
Chociaż nie, James miał wrażenie, że na to nigdy nie będzie za stary, niezależnie co by nie przeżył, nie zobaczył, w jakim wieku i momencie życiowym by się nie znalazł.  To był tylko inny rodzaj latania niż u Vane’a, bardziej szarmancki, polegającym na adorowaniu, zabieraniu na kolacje i powtarzania jak ładnie się dzisiaj wyglądało, wraz z tysiącem innym komplementów, kiedy Dorian dalej zachowywał się jak nastolatka.
Dosłownie. Szybko i intensywnie. Na już. Jakby cały świat się kręcił wokół niego i było to jego cholernym obowiązkiem (świat Adlera się kręcił, ale o tym żaden z nich nie chciał pamiętać).
- Na coś takiego jak umycie się. Ogolenie. Przeliczenie drobnych w portfelu – co żadnego z nich nie dotykało od jakiegoś czasu. To i parę innych rzeczy, jak chociażby wcześniejsza spontaniczność i czułość.
James wsunął dłonie do kieszeni, aby przed samym sobą udawać, że wcale pewne oprogramowania nie funkcjonowały dalej w jego systemie, a tutaj nie brakowało objęcia go i przytulenia, zażartowania, że nie zdążył kupić kwiatów, ale wynagrodzi mu to w inny sposób, co przeszłoby w słodką obietnicę. Co skończyłoby się wspólnym powrotem do domu, fajką wypalaną w łóżku i stygnącymi, spoconymi ciałami. Rozmowami o kosmosie, nuceniem piosenek i przelotnymi dotykami palców po udach czy torsach, aż żaden z nich nie miałby siły na nic więcej, poza zwyczajnym odpuszczeniem i rozluźnieniem się. Byciem razem i docenieniem tych pieprzonych pięciu minut, które teraz wydawały się sekundami albo całą wiecznością.
- Chodź, powinniśmy iść, zanim totalnie zmokniemy – to brzmiało lepiej od pouczania go na temat palenia. Zdrowia, konsekwencji i ekonomii. Miał wrażenie, że ten dość tego słuchał od kogoś innego (od Jamesa, jak na ironię), jak i nie chciał robić za ojca. Nie był chodzącą perfekcją ani przykładem, ale wiek pogłębił pewne cechy, niektóre zniwelował, a niektóre wyostrzył.
Dorian teraz… On pewnie nie chciałby go takiego. Domowego. Bardziej stabilnego, pozornie zdrowszego. Mniej zbuntowanego, a bardziej pokornego.
Być może nie chciałby go takiego jak wcześniej.
Może nie chciałby go w ogóle, w żadnej formie, mając dość tego bajzlu i gówna, które wprowadzili nawzajem w swoje życie i samych siebie.
Miał prawo. Miał prawo do wszystkiego, łącznie z niekończącą się pretensją do jego osoby, gniewem i żalem, ale ten odetchnąłby gdyby to usłyszał. Gdyby wiedział, że ten dalej ma do niego jakieś uczucia, jakiekolwiek, zamiast chłodnej i zdystansowanej obojętności pod maską „wyjaśnijmy to i zamknijmy”.
Co jasno mówiło, że niezależnie od przerwy i dystansu między nimi, niezależnie od wieku Jamesa, ten dalej…
Rozmowa o pogodzie, o budynkach, o otoczeniu w jakim się poruszali, brzmiała błaho i nie na miejscu, ale obaj wiedzieli, że ta tylko wypełnia lukę. Tę ogromną dziurę, w której obaj by utonęli, gdyby pozwoli jej pozostać, bo chociaż słowa same przychodziły, cisnęły się na język, to były zupełnie inne od tych, które naprawdę powinny paść. Które chcieli aby padły. Zamiast tego skupiając się na otoczeniu, kiedy mijali kolejne kamienice, zatrzymując się w końcu przed jedną z nich. Wchodząc do lokalu w ciemnych barwach czerni, borda i złota. Gdzie okna i ciężkie kurtyny pasowały do siebie, ale widok za oknem jedynie pogłębiał jakaś melancholijność i klasę tego miejsca. Ten dziwny, ciężki, nieco gotycki klimat.
Teraz wyszło, że to Dorian mu pasował do otoczenia, a nie otoczenie Dorianowi.
Co było na tyle absurdalne, zabawne i rzucające kłody pod nogi, że James przypadkowo zaśmiał się pod nosem. Jezu. Co do cholery. Miał go zabrać w neutralne miejsce, gdzie miałby wszystko pod kontrolą, a ten ze swoją cholerną urodą zdawał się go pogrążać i powalać na kolana. Znowu. Jak zawsze. To już nawet nie powinno być zabawne.
- Przepraszam – mruknął, bardziej do kelnera niż Doriana, bo ten tylko spojrzał na niego dziwnie. – Dwie kawy na początek, jasna i latte – mruknął, sięgając po kartę dopiero teraz, nieświadomie wybierając za Doriana to co pił kiedyś w środku dnia, kiedy miał ochotę na kawę, a nie jej potrzebował, jakby stare smaki i nawyki się nie zmieniały.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DemyanOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/06/2017
Liczba postów : 115


Cytat : I don't want to be at the mercy of my emotions. I want to use them, to enjoy them, and to dominate them.
Male


PisanieTemat: Re: Nightcall.   Czw Lis 09, 2017 11:23 pm

Dorian musiał opuścić głowę, kiedy tylko usłyszał głos Jamesa, w innym przypadku ten mógłby zauważyć jak jego policzki nabierają lekkiego koloru, a oczy zachodzą mgłą. To było takie znajome, to uczucie, kiedy serce podskakiwało mu do gardła, by za chwilę wpaść w szaleńczy bieg. Spotykał się potem z wieloma mężczyznami, ale żaden nie wywoływał w nim takiej reakcji jak James po choćby godzinie spędzonej osobno.
A teraz jego organizm, na fali fałszywego przyzwyczajenia, bo czegóż by innego, reagował jak niegdyś w sposób głupi, zdradliwy i zupełnie nieadekwatny do sytuacji.
— Mogłeś chociaż odpisać — wymamrotał i zabrzmiało to tak, jak brzmiało zawsze wtedy, kiedy Adler po wyjeździe nie miał czasu zerknąć na telefon. Głos pełen wyrzutów, do których nie miał żadnych podstaw ani tym bardziej praw. Vane przygryzł wargę i rozluźnił się lekko. Dziś nie było sensu się spinać, ich współpraca była wystarczająco stresująca, nie musieli sobie jeszcze dokładać na każdym kroku, a ten wspólny obiad miał być wstępem do udanej współpracy. Przecież to nie tak, że nie mogli się dogadać. Przeszłość została z tyłu, pozamykali pewne rozdziały i nie wracali już do nich.
Wyrzucił peta i przydeptał butem ruszając za Adlerem. Szybko się z nim zrównał wciskając ręce w kieszenie, a głowę w ramiona, by ograniczyć ilość kropli wślizgujących się pod ubranie.
Żaden nie zaproponował poczekania na autobus czy chociażby wzięcia taksówki. Żaden nie zabrał kierowcy, choć ci byli na każde ich wezwanie, Vane miał możliwość wyciągnięcia o drugiej w nocy swojego szofera z łóżka jedynie po to, by ten podrzucił go do oddalonego dziesięć metrów sklepu, a sądząc po statusie i osiągnięciach Adlera, ów również nie powinien był mieć z czymś takim problemów. Jednak żaden z nich nie zdecydował się na transport, zupełnie jakby chcieli do minimum ograniczyć liczbę osób, które widziały ich razem.
Dorian czuł się jakby robili coś złego.
Jakby jedyną osobą, która powinna była ograniczyć kontakt z Jamesem był on sam.
— Nawet nie będę pytał w jakich okolicznościach słyszałeś o tym miejscu i kto co tutaj robił — uśmiechnął się ciągając z ramion wilgotną kurtkę i przeczesał palcami mokre włosy. Podobało mu się tutaj, sam nie wiedział czy bardziej wystrój, czy chodziło o słodki zapach przypraw, kawy i kadzidełek zmieszany ze sobą czy o sączącą się leniwie z głośników muzykę.
Zajęli jakieś miejsce, Dorian wybrał jakiś kącik, choć wybór miejsca zostawił Jamesowi. Niedbale rzucił na wolne krzesło kurtkę i zostawił go samego kierując się do łazienki. Pochylił się nad umywalką wpatrując się w swoje odbicie w lustrze. Z kabiny wyszedł jakiś mężczyzna, przeszedł obojętnie obok, dopiero po chwili chyba skojarzył znajomą twarz. Zanim zdołał cokolwiek powiedzieć, Doriana już nie było.
Spotykanie się z ludźmi… delikatnie mówiąc wytrącało go z równowagi. Jego życie w ostatnich latach stało się skomplikowane… Wszyscy patrzyli jak porusza się na oślep nad przepaścią, czekali na jeden fałszywy ruch, na silniejszy podmuch wiatru. Czekali aż znowu spadnie, bo jego dno było trampoliną do szczęścia dla innych. Wiedział, że nikt nie czeka na jego sukces, bo porażka i osobista tragedia była znacznie bardziej opłacalna.
— Uch, nawet nie wiesz jak dawno nie piłem dobrej lat… — …te. Urwał wpatrując się tępo w przyniesiony przez kelnera napój. Dlaczego, do diabła, przeszłość musiała się mieszać z teraźniejszością? Dlaczego ten kretyn musiał zachowywać się tak, jakby zupełnie nic się nie stało, jakby wciąż pamiętał wszystko o Dorianie, znał każdy jego gest, jakby potrafił przewidzieć następne słowo, a przy tym dawał do zrozumienia, że nie ma to jednocześnie żadnego znaczenia. — Mmm… Możemy coś od razu zamówić? Nic dzisiaj nie jadłem, mój agent patrzy mi na ręce, jak tylko znajduję się w pobliżu jakiegoś jedzenia. — Prychnął i przewrócił oczyma wsadzając nos w swoją kartę — gdyby nie on, nie udałoby mi się schudnąć do tego filmu — dodał po chwili jakby czuł potrzebę bronienia swojego kochanka. Adler nigdy nie lubił, gdy Dorian poświęcał się do ról bardziej niż powinien, ciągle zwracał mu na to uwagę. Vane normalnie był dość szczupły, więc naprawdę…
— Dzięki, że zgodziłeś się na spotkanie — Odezwał się wreszcie, gdy złożyli zamówienie i mury w postaci menu zostały im zabrane, więc nie mogli się już więcej przed sobą chować. — Chciałem obgadać kilka scen, wiesz… —zawahał się, ale nie musiał mówić tego na głos. Pocałunki, seks. Jakakolwiek bliskość. Pewne rzeczy mogli zagrać dublerzy, ale kiedy film opierał się na namiętności i pożądaniu?
— Nie wszystko możemy udawać — dodał po chwili mocno skrępowany.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Freeman.Don't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 30/07/2017
Liczba postów : 22

PisanieTemat: Re: Nightcall.   Pon Lis 20, 2017 6:16 pm

- Nie pytaj. Wtedy musiałbym się przyznać do podsłuchiwania rozmowy fryzjerki i jej pomocy – zatrzymał się na moment, zanim nie dokończył, nawet nie udając bardzo przejętego swoim wyznaniem. – Cholera. Właśnie to zrobiłem. To na tyle z tajemnicy –chyba naprawdę powinien być zażenowany. Nieco, chociaż odrobinę. Podsłuchiwanie i plotkowanie pasowało do niego jak pieść do nosa, w tym negatywnym znaczeniu. A z drugiej strony sam nawet nie wiedział czemu nie czuł potrzeby gryzienia się w język, powstrzymywania, trzymania dystansu, zamiast żartowania, przeklinania i generalnie olewania swojej własnej diety.
Wolał się na tym nie skupiać, nie analizować, jakby temat nie istniał. Kolejny zresztą zepchnięty na margines, będący niczym cenne notatki o których się zapominało, a do których wracało po czasie, z paniką i przejęciem. Ze świadomością jak ważne były w czasie przeszłym. W czasie zapomnianym i utraconym.
Ironiczne.
Zielone oczy mimowolnie zerknęły na szczupłe i zgrabne palce, przypominając sobie wieczory w mieszkaniu, kiedy obaj się przygotowali na zajęcia. Jeden czytając książkę, a drugi scenariusze, zapisując na marginesach uwagi, zastrzeżenia i pomysły. Tajemnicze i zabawne komentarze, dopóki James nie wstał i nie próbował zabrać mu scenariusza, śmiejąc się i drażniąc z nim. Przyciągając do siebie, przyduszając ciałem do podłogi, wyciągając po kartki. Słuchając oburzenia i rozbawienia jednocześnie, tego miękkiego głosu, za którym miał wrażenie, ze poszedłby wszędzie.
Był w nim wtedy tak boleśnie i bez pamięci zakochany.
A potem to wszystko szlag trafił, i ich idealny, cudowny związek się rozpadł na kawałeczki, zostawiając po sobie drzazgi i odłamki.
Nie było jednak tego złego co na dobre nie wyszło, jak James nauczył się mówić, pochylając nieco głowę z cieniem uśmiechu, kiedy ktoś ich minął, ewidentnie zauważając Doriana. Może jego tez, ale nie było co ukrywać, ze to jeden z nich był bardziej rozpoznawalny i robił większe wrażenie. Takiej twarzy ciężko było nie pamiętać czy przeoczyć, kiedy Adler był tylko kolejnym przystojnym aktorem, z tajemniczymi oczami i zabójczą szczęką. Obie cechy posiadał co trzeci, więc nie było co zawracać sobie nimi głowy.
- Jeszcze nie wiesz czy jest dobra – zauważył, nieco nieobecny, sięgając również po menu. Teraz, po chwili zastanowienia zdał sobie sprawę co właśnie zrobił. Był jednak dużym chłopcem, i jak duzy chłopiec nauczył się radzic z pewnymi wpadkami. Totalnie i kompletnie zsuwając je (znowu) na drugi plan. Co byłoby naprawdę dobrą strategią przy temacie diety. Nie do końca rozumiał tego agenta, pilnującego Doriana na każdym kroku w temacie kalorii, kiedy tych cholernych fajek dalej nie rzucił (oddałby wszystkie kawy tego tygodnia dla zapalenia w tym momencie). Nie wspominając o tym, ze u tego już wcześniej można było policzyć zebra, a teraz…
Teraz prędzej czy później sam się przekona jak bardzo ten schudł.
- Nawet bez tego wpisałbyś się w koncepcje reżysera – z tą twarzą i wystającymi obojczykami, dłuższymi włosami i smutnymi oczami. James nie wyobrażał sobie nikogo innego na jego miejscu, nawet jeśli z jednej strony go nie chciał. Albo sobie tak wmawiał. A raczej… Chciałby sobie tak wmawiać, kiedy nawet do tego nie potrafił się zmusić. – Dobra, poprosimy… Numer 7 i 15 – przesunął wzrokiem po daniach głównych, zanim nie wrócił do przystawek. – I 2 z przystawek. Co wybierasz na deser? – spojrzał na Doriana, ale znając jego to właśnie ten moment wybrałby sobie na załamanie słysząc liczbę zamawianych posiłków. – Może zdecydujemy się później, na razie to wszystko – odwrócił się w stronę kelnera, posyłając mu lekki uśmiech, zanim ten nie oddalił się z ich zamówieniem.  
W dobrym momencie, bo na stół wyszedł poważniejszy temat. Do którego James nie był gotowy, ale z drugiej strony chyba nigdy nie będzie.
- Tez mi przeszło przez głowę – przyznał, darując sobie dodanie, ze w nocy. Wystarczyło przyznanie się do myślenia o nim, ale szczerość za szczerość. Co znowu było gówniarską zagrywką z jego strony. Dosłownie jakby się cofał przy nim w rozwoju, co oznaczało, ze się denerwował, co z kolei prowadziło do… - Nie chcę dublerów w tych scenach – sięgnął po swoją kawę, wypijając parę łyków jeszcze gorącej. Powstrzymując przy tym skrzywienie, nieco przyzwyczajony do swojej głupoty w tym zakresie, bo nigdy nie potrafił być cierpliwym gdy chodziło o picie jej. I na ogół powtarzał ten sam błąd w sytuacjach, gdy chciał (potrzebował) zrobić coś ze sobą, aby zachować spokój albo zdrowy rozsądek. – Przynajmniej nie z mojej strony i przy większości scen – domyślał się, ze z jego tez, ale nie miał prawa podejmować za niego decyzji. – Jeśli nie będziesz chciał w nich zagrać, nie ma w tym nic złego. Ale z drugiej strony już wszystko widziałeś i czułeś, więc – ściszył nieco głos, zatrzymując się w tym momencie. Mówiąc coś, co miało rozluźnić atmosferę, a chyba ją zagęściło. – Więc może to będzie nieco łatwiejsze, skoro oboje wiemy czego się spodziewać przynajmniej w  niektórych scenach – jak chociażby tej gdzie ocierał się o jego pośladki, albo odsuwał z ewidentną erekcją, próbując ją ukryć, na granicy bycia przyłapanym na obmacywaniu w biurze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DemyanOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/06/2017
Liczba postów : 115


Cytat : I don't want to be at the mercy of my emotions. I want to use them, to enjoy them, and to dominate them.
Male


PisanieTemat: Re: Nightcall.   Pią Lis 24, 2017 10:03 pm

Dorian nie mógł bez końca unikać patrzenia w oczy dawnemu kochankowi. Kelner krążył wokół nich co chwilę starając się zerkać na nich ukradkiem, ale wychodziło mu średnio i Dorian zaczął się irytować. Już wcześniej jego nerwy były napięte jak struny, najlżejszy, nieuważny dotyk mógł sprawić, że pękną. Tylko Adler wiedział jak się z nim obchodzić… Kiedyś. Kiedyś, zanim szarpnął wszystkimi pozbawiając Doriana pozbawionego tchu.
Vane posłał mężczyźnie wściekłe spojrzenie, na co ten zatrzymał się w pół kroku i zawrócił do kuchni.
— Nie przepadam za słodkim — zmarszczył brwi w odpowiedzi na wzmiankę o deserze. Nie jadał ciast od dłuższego czasu, bycie na ciągłej diecie eliminowało większość przyjemności, wśród których słodycze były największym wrogiem. — Mniejsza, domówimy coś potem. A co do dublerów — Dorian zamyślił się i zamieszał swoją latte długą łyżeczką, którą po chwili wyjął i wsadził sobie do ust oblizując ją dokładnie. Przez chwilę milczał skupiając na sobie nie tylko spojrzenie Jamesa. — Podejrzewam, że i tak by nie przeszli, bo ten film to takie soft porno z aspiracjami i fabułą, ale wciąż za dużo w nim kontaktu fizycznego. Dublerzy nie mają sensu o tyle, że musieliby zagrać większość. — uderzył łyżeczką o zęby i wargę, wciąż się nią bawił. Kelner obserwował go z taką miną, jakby miał zamiar tę łyżeczkę złapać jak tylko wyjdą i samemu wylizać albo sprzedać na Ebayu na astronomiczną kwotę. — I nie musisz mnie uspokajać, nie stresują mnie. Pewnie nie wiesz, ale grałem w kilku gejowskich filmach i mam małe doświadczenie, i rzadko kiedy korzystam z pomocy dublerów. Praktycznie nigdy, chyba że scena przerasta moje fizyczne możliwości, ale staram się przygotować do filmu w każdym możliwym aspekcie. — Drgnął gdzieś w środku, ale udało mu się zachować kamienną twarz. Widziałeś i czułeś. Kurwa. Dojrzały Dorian, oaza spokoju, samozaparcia i wstrzemięźliwości miał ochotę na samą myśl o tym co ich czekało wsadzić sobie rękę w spodnie. Żeby James mu…
Możliwe, że policzki nabrały lekkiego koloru, ale Dorian zanurkował w swojej kawie. W samą porę, bo na stolik wjechały zamówione dania; kelner odważył się i zanim podał im sztućce poprosił obu o autografy. Vane nie robił problemów i nie wszczął awantury, podpisał się i udał, że nie widział błysku flesza gdzieś z rogu sali. Jednocześnie jednak wstrzymał oddech i lekko przybliżył się do Jamesa, jak dawniej. Jak wtedy, gdy mógł na niego liczyć w każdej sytuacji.
— Um… tak… To będzie zabawne. Spotkanie po latach, co? — Miało to wyjść zabawnie i lekko, ale w rzeczywistości nieudany żart zawisł między nimi złowrogo. Żadnemu nie było do śmiechu, a już na pewno nie Dorianowi. — Spoko, nauczę się roli na pamięć, żeby nie walnąć w ciebie jakimś dziwnym tekstem podczas sceny pocałunku. Albo jak będziesz na mnie leżał — Nie, to również nie wyszło dobrze. Pamiętał wcześniej kręcone sceny, nieważne jak luźno podchodzili do nich aktorzy, to wciąż było leżenie na sobie całkiem nago i symulowanie pewnych ruchów. Boże… Będzie się musiał zaopatrzyć w jakieś leki rozluźniające i otumaniające, by jakoś to przetrwać… z godnością…
— Z pozdrowieniami od menedżera, wino na nasz rachunek. — Zadowolony z siebie kelner położył na stole drogie, czerwone wino oraz dwa kieliszki. Skłonił się i odszedł zadowolony z siebie nie widząc twarzy Doriana, który miał minę, jakby coś w niego uderzyło. Wszelkie kolory odpłynęły s jego twarzy i odsunął się wręcz na krześle.
— Przecież nie piję. Wszyscy wiedzą, że nie piję… — powiedział szeptem. Na bankiecie bardzo uważał, by nikt go nie zobaczył, a teraz… — Wyrzucą mnie z ekipy, jeśli pojawi się plotka, że… — spojrzał na Jamesa z wyraźnym przerażeniem łapiąc go za rękę, domagając się reakcji, pocieszenia… czegokolwiek… ale w tym momencie po raz kolejny błysnął flesz aparatu, a Vane nie panując nad sobą, jak zwykle działając pod wpływem emocji złapał wino i rzucił nim o ziemię.
— Jak możesz przynosić komuś wino, wiedząc, że jest na cholernym odwyku! Tak, na odwyku! Oddawaj to! — skierował się teraz do osoby, która zrobiła zdjęcie. Facet był postawny i dwa razy większy od Doriana, ale to aktorowi wcale nie przeszkodziło w rzuceniu się na niego. — To wy mi zniszczyliście życie, tymi wszystkimi zdjęciami. Nie piłem, usuń to zdjęcie, i poprzednie też!
Nieszczęście wisiało w powietrzu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Freeman.Don't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 30/07/2017
Liczba postów : 22

PisanieTemat: Re: Nightcall.   Sob Lis 25, 2017 9:08 pm

- Nie chodziło mi o to – wyprostował, a przynajmniej spróbował, spinając się nieco. Mimowolnie. Ledwo zauważalnie, ale jednak. Generalnie potrafił przebrnąć przez wywiady, stresujące i ciężkie sytuacje, bez większych oznak stresu czy nerwów, ale były momenty i tematy, gdzie cała jego swobodna postawa uginała się i załamywała. Gdzie powstawały pęknięcia i rysy, niszczące fasadę spokoju i humoru. – Nie sądzę abyś to zepsuł. Nie ma tutaj nawet niczego do psucia.
Nastąpiła chwila ciszy, zanim nie zastukał palcem o kubek. Nie tak to miało brzmieć, nie tak… Ogólnie. Nie jakby próbował wbić mu szpilę na milion sposobów, zwyczajnie próbują być uprzejmym. Miłym. Łagodnym.
Boże. Normalnie taki był, nie wiedział co w niego wstępowało momentami. Nie zdążył jednak otworzyć jadaczkę i przeprosić, bo naprawdę nie chciał tworzyć problemów przed tym jak mieli się niemalże pieprzyc na planie, całować, ocierać, podrywać. Być. Nie zdążył, bo obok nich pojawił się kelner, stawiając na ladzie wino. Wysokiej jakości, całkiem dobre, francuskie. James znał je bardzo dobrze, pamiętając jego smak, tę odrobinę cierpkości, a jednocześnie łagodną słodycz, tworzące lekkie wino, pasujące niemalże do wszystkiego. W tym również samotnych nocy, wypalanych fajek i zgaszonych świateł.
Znał je bardzo dobrze, bo w pewnym momencie pił go zdecydowanie za dużo i za często, budząc się następnego dnia z bólem głowy, kacem moralnym i obietnicą nie powtarzania tego nigdy więcej. A przynajmniej bez porządnej okazji, bo tego jednego wieczoru zdecydowanie wypił więcej niż powinien. Prawdopodobnie gdyby wtedy nie wybrał numeru Doriana, gdyby nie opanował się w ostatnim momencie, rozłączając się po dwóch sygnałach zanim ten odebrał, to dalej by je pił. Dalej by mu smakowało.
Dalej kojarzyło się z czymś przyjemnym, zamiast kolejną próbą zmycia z siebie wszystkiego odnośnie Doriana.
Dłoń nagle znalazła się na niego, wybudzając go, a tuz po tym coś błysnęło i rozniósł się znajomy dźwięk spękanego szkła. Odruchowo próbował sięgnąć dłonią po butelkę, ale jedyne co dostał to parę kropel na palce oraz odłamki, odbijające się od jego dłoni. Wybity z myśli, dalej jeszcze nie do końca obecny, ale wystarczająco, aby podnieść się i złapać Doriana za barki, przyciągając go do siebie. Niemalże od razu wykrzywiając wargi, bo to był kolejny odruch z wielu, zdobyty podczas imprez, gdy ten był zaczepiany albo sam zaczepiał. Kiedy James pojawiał się przy jego boku, niczym rycerz w zbroi, zgarniając go nieco dla siebie, a nieco broniąc. Wszystkiego po trochu.
- Dorian – jego głos był miękki, jeszcze miększy niż zwykle, co tez było cholernym nawykiem. Programowaniem w jego mózgu i ciele, kiedy specjalnie przeciągał strunę i próbował specjalnie spróbować drugą osobę. Zasłaniając nieco sobą chłopaka, a jednocześnie zawisając na nim w ten luźny sposób. Brakowało tylko pytania „jakiś problem?” które wisiało między nimi. – To nie jest żaden dowód na to, ze piłeś – powiedział, podnosząc wzrok na mężczyznę. Zsuwając mimowolnie dłoń po plecach Doriana w czasie mówienia. – Dostaliśmy prezent od restauracji, tak samo jak on dostanie premię od swojego szefa, a od Twojego agenta pismo do sądu o próbę zniesławienia, nachodzenie i parę innych rzeczy – poklepał go po plecach niezgrabnie, zanim nie wyszedł już totalnie przed Vane’a, zasłaniając go sobą. – A tuz po tym ode mnie. Ale myślę, ze możemy się dogadać w inny sposób. Zajmę się tym – rzucił do niego przez ramię, zerkając na jego rękaw. Który był nieco w winie. – Lazienka – podbródkiem wskazał na plamy.
Ignorując to, ze właśnie wychodzili na przyjaciół albo kogoś więcej. Oficjalne jednak… Znali się. „Przyjaźnili” jak to powiedział ostatnio.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DemyanOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/06/2017
Liczba postów : 115


Cytat : I don't want to be at the mercy of my emotions. I want to use them, to enjoy them, and to dominate them.
Male


PisanieTemat: Re: Nightcall.   Pon Lis 27, 2017 12:04 am

Atak nieopanowanej histerii wisiał już w powietrzu, wystarczyły ułamki sekund… Ale nie nastąpił. Pojawiło się za to gwałtowne spięcie mięśni i chwilowe trudności w oddychaniu. Dorian musiał użyć całej swojej siły w to, by nie zapaść się nagle w przeraźliwie znane ramiona. Całe lata cholernej walki z samym sobą i nałogami, całe lata pełzania po dnie i wspinania się mozolnie w górę. Wywalania setek gazet z fałszywymi oskarżeniami  i głupimi plotkami. Całe lata oduczania się numeru telefonu Jamesa, zapominania jego dotyku, głosu i zapachu, porannych nawyków. Żeby w ułamku sekundy poddać ciało pod jego dotyk.
Miał wrażenie, że już nigdy nie przypomni sobie jak oddychać, zakaszlał lekko czując wręcz ból w okolicach mostka. Mimowolnie odsunął się od Jamesa, bo jego bliskość sprawiała, że czuł się rozwalony bardziej niż przed momentem. A to nie pomagało w ukojeniu nerwów i uspokojeniu się.
Jego ręka przesuwająca się w dół kręgosłupa… Vane miał ochotę wygiąć się ku niej niczym kot spragniony pieszczot, do tego stopnia, że wręcz go to sparaliżowało. Tyle pracy…!
A jednak wystarczył tembr jego głosu, spokojny ton i spojrzenie zdolne kruszyć kamień, tylko James, James Adler był w stanie uciszyć najprawdziwszą burzę w jednej chwili. I nic się znowu nie liczyło, gdyby tylko to było takie proste… Naprostowanie dróg, odbudowanie spalonych mostów… odebranie setek połączeń, które zignorował i cofnięcie wiadomości, które wysłał…
— Tak, poplamiłem koszulę… — powiedział cicho wycofując się odrobinę. Nie chciał patrzeć ani na kelnera, ani na mężczyznę, który zrobił zdjęcie, zostawił ich Jamesowi, który jak zawsze był czarujący i ujmujący. Doskonały w sklejaniu tego, co Dorian rozpierdolił.

Przepraszam, ja naprawdę nie wiedziałem… nie jestem żadnym reporterem, chciałem mieć tylko wasze zdjęcie… nie zamierzałem sprzedać go do żadnej gazety. Uwielbiam pana, panie Adler, tak samo jak pana Vane’a… nie stać mnie na prawników — mężczyzna wyglądał na szczerze skruszonego, ale trudno było stwierdzić czy naprawdę nie udawał. — Usunę zdjęcie — Podsunął Adlerowi swojego smartfona i na jego oczach wcisnął DELETE.
Dorian jak zwykle miał skłonności do histerii.
Kelner zerkał na nich co chwila pozornie zajęty sprzątaniem bałaganu. Rozbite szkło chrupało mu pod nogami, a wino znajdowało się dosłownie wszędzie. To raczej nie był jego wymarzony dzień w pracy, podobnym klientom pewnie pluł do posiłków i Adler naprawdę musiał mieć maksimum uroku osobistego, by uspokoić całą tę sytuację oraz ludzi biorących w niej udział.

Dorian z nieskrywaną ulgą zamknął za sobą drzwi łazienki. Miał gdzieś umoczony winem rękaw, samo zbliżenie go na wysokość twarzy powodowało reakcję zbliżoną do torsji zmieszaną z niezrozumiałym pragnieniem. Miał ochotę się napić, jak cholera. Zdarzało mu się to podczas trwania odwyku i po tym co właśnie zaprezentował, gdy kilka dni wcześniej pokazał się Jamesowi na bankiecie w stanie wyraźnie wskazującym… Nie, to wszystko była jego wina.
Vane pochylił się nad umywalką i przemył lodowatą wodą twarz, potem pod strumieniem zanurzył rękaw koszuli próbując wywabić plamę. James go tu wysłał.
James przyjdzie i nie pozwoli, żeby Dorian wyszedł z łazienki sam narażony na ostrzał oskarżycielskich spojrzeń.  Na pewno.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Freeman.Don't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 30/07/2017
Liczba postów : 22

PisanieTemat: Re: Nightcall.   Pią Gru 29, 2017 8:00 pm

Odetchnął.
Powoli wypuścił powietrze, próbując uspokoić swoje dudniące w uszach serce wraz z krwią. Dudniące i szumiące, tłumiące nieco słowa mężczyzny, który grzecznie się wytłumaczył. Rzucając mu spłoszone spojrzenie, kuląc się w sobie i kasując zdjęcie. Sprowadzając tą spektakularną scenę do niczego innego jak groteskowego wybuchu. Drobiazgu, który jak zwykle wywiódł ich na manowce.
Niepotrzebne zamieszanie, po którym trzeba było posprzątać. I skoro Dorian ogarniał siebie, Jamesowi zostało zajęcie się resztą - przeproszenie gości, obsługi i zapewnienie, że zapłaci za wszystko. Mieli szczęście, że właściciel był miłym panem, miejscowym, którego syn namówił na ten biznes (i wyjechał z żoną na wakacje, cwane).
To wymagało czasu. Te rozmowy o niczym, dosłownie czyste, bezsensowne paplanie.  Kiedyś James nienawidził tych rozmów, nic nie wprowadzających, nie zmieniających, będących jedynie czymś co zabierało mu czas, a teraz stał się nierozłączną częścią ich. Nie tylko potrafił je kontynuować, ale i rozpoczynać. Jego urok osobisty nabierał innego znaczenia. Zmieniał się, był płynny i w tym momencie bardziej... Gwiazdorski niż kiedykolwiek.
Dorian miał dość czasu na pięciokrotne przepranie koszuli i dziesięciokrotne wysuszenie jej. Dość czasu na ucieczkę przecznicę dalej, gdyby w łazience znajdywało się okno przez które dałby się radę przecisnąć. Zabawne. Jeszcze parę lat temu nie tylko Dorian uciekał w ten sposób, a oni obaj, byleby szybciej wyjść z imprezy, znaleźć się sami. Zachłannymi dłońmi już w korytarzach próbując po siebie sięgać, aby w końcu dopaść się zza zamkniętymi drzwiami w małej kawalerce z materacem w rogu pomieszczenia i dwoma brudnymi kubkami po porannej kawie na blacie. To miało swój urok. W jakiś pokręcony sposób było wszystkim czego chcieli i czego potrzebowali, zamknięci w tej jednodniowej rzeczywistości.
Dorian miał dość czasu, aby zwątpić i wyjść z miną zbitego psa, oczywiście pod przykrywką tego cholernego arystokraty, którego miał wypisanego na twarzy. Zanim jednak odnalazł wzrokiem Jamesa, ten złapał go za nadgarstek i pociągnął w stronę wejścia dla pracowników. Przeciągając go przez kuchnię, zaplecze i na tyły restauracji, puszczając dopiero tam. Wsuwając od razu dłonie do swojej kurtki, pochylając głowę, kuląc się nieco. Odruchowo, zanim nie wyprostował ramion. Był wręcz zaprogramowany na to. Na swoją głupotę w byciu dotykalskim, następnie odrobinę skruchy i w końcu odwagę, gdy próbował to jakoś wziąć na siebie. Przyjąć na klatę. Trochę w męskim stylu samca alfa, a trochę skromnego bohatera.
- Przepraszam - za łapanie cię, szarpanie. Za nie przyjście. Ale nie za zostawienie cię samego, wtedy gdy potrzebował, nie za wybranie siebie, zamiast ich. Nie za podanie Dorianowi rozpałki, za pomocą której puścił wszystko z dymem. To było lekkie i ulotne, dosłownie jak przeprosiny, gdy wpadniesz na kogoś w sklepie albo gdy się potkniesz. Nie takie, gdy realnie, z głębi swojego serca żałujesz. - Przed restauracją pojawił się prawdziwy reporter. Ktoś z klientów musiał go wezwać, prawdopodobnie fan tego beznadziejnego wina - wykrzywił lekko wargę, w teatralnej pogardzie, bo chociaż wina nie były złe, tak on dalej... Wolał piwo. To Dorian był z tych lepszych sfer. Mający lepszy gust, lubiący coś poza browarem, telewizją i kanapą. Wspinaniem się po górach, próbowaniem regionalnych, tanich potraw, spaniem pod namiotem. - I nie broń go. Oboje wiemy, że francuskie wino z piwnicy... - zamknął się w porę, bo wspomnienie włamania się do piwnicy jednego z Doriana wujków, robiąc mu nieco na złość, a nieco dobrze dla samych siebie było... Nie powinni wracać do wspomnień. Tu i teraz, James, skup się. - W każdym razie odprowadzę cię - bez żadnego samochodu, bez ich ochrony. Bez niczego. Tylko oni. Sam nie wiedział co o tym jeszcze myślał. - Co jest ryzykowne, bo nie wiem gdzie śpisz, ale... - zaśmiał się krótko, cicho, próbując jakoś rozładować atmosferę. - Nie zaszkodzi nieco spalić tej porannej kawy. A potem paru kilogramów mięśni. Wiesz co powiedział mi asystent kamerzysty? - spojrzał na niego, odwracając się tyłem do drogi, a przodem do niego. - Że wyglądam jak gwiazda porno - mówili też, że jest za masywny i że wygląda jak z photoshopa. - I wtedy... - zaśmiał się. - Pamiętasz Luca? Tego kamerzysty, który proponował, że nas nagra kiedyś? - to była jedna z niewielu osób, którzy o nich wiedzieli. Dosłownie czystym przypadkiem facet się dowiedział, a potem psychol rzucał takimi tekstami na prawo i lewo testując jego cierpliwość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DemyanOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/06/2017
Liczba postów : 115


Cytat : I don't want to be at the mercy of my emotions. I want to use them, to enjoy them, and to dominate them.
Male


PisanieTemat: Re: Nightcall.   Wto Sty 09, 2018 8:35 pm

Dorian odczekał kilka pierwszych minut pochylając się nad umywalką i wpatrując w swoje pobladłe odbicie. Kogo widział James patrząc na niego? Widział przeszłość, kogoś, na kim mu zależało i kogo kochał w tych przyćmionych, podkrążonych oczach? Czy czasem sobie… przypominał? Czy po prostu widział w nim zmęczonego życiem, zniszczonego nałogami i wspomnieniami faceta, którego najzwyczajniej w świecie było mu żal, nad którym się po prostu litował?
„To drugie”, stwierdził po kolejnych kilku minutach, gdy pewność, że mężczyzna nie przyjdzie do niego, urosła do bardziej oczywistych rozmiarów i nie wiedzieć czemu bardzo go to… Chwilowa euforia, która zaczęła się w nim budzić, gdy James wstawił się za nim bez mrugnięcia okiem, nagle oklapła, zniknęła bez żadnego śladu. Jakby nagle zgasło w nim coś, co na krótką chwilę przebudziło się po raz pierwszy od wielu lat.
Zaprał koszulę restauracyjnym mydłem i wysuszył pod suszarką do rąk, mimo wszystko przez cały czas zerkając w stronę drzwi. Na moment serce mu zamarło, gdy te się otwarły, ale to tylko jakiś obcy mężczyzna wśliznął się do środka nie poświęcając Dorianowi nawet krótkiego spojrzenia.
Vane westchnął i uznawszy, że minęło już wystarczająco dużo czasu, by dać Jamesowi dziesięć szans na przyjście do niego albo poderwanie wszystkich obecnych w restauracji, opuścił łazienkę. Gotów do poniesienia konsekwencji i serii przeprosin, został zmieciony jednym spojrzeniem i jednym gestem. Pociągnięty na zaplecze i na tyły restauracji, z obijającą się gdzieś w tyle głowy myślą, że nie przeprosił, że zrobił z siebie diwę, i że… Że James po nim posprzątał. Jak, kurwa, zwykle. Jak wtedy, gdy ogarniał go nawalonego podczas jednego z wywiadów, którego udzielali poważnej gazecie tłumacząc go wysoką gorączką i skutkami ubocznych leków. Jak wtedy, gdy Dorian zwiał z sesji zdjęciowej przez okno w kiblu twierdząc, że fotograf próbował go macać, podczas gdy ten po prostu próbował wyciągnąć mu kij z tyłka i ustawić w odpowiedniej pozie całkiem niewinnie. Jak wtedy, gdy zaliczył stłuczkę po wypaleniu trawy i James przyjechał po niego i wziął na siebie odpowiedzialność.
Zawsze go ratował. Zawsze, pieprzony Kapitan Ameryka z sercem na dłoni, kurwa jego mać. Nic dziwnego, że nie potrafił bez niego oddychać.
— Chciałem przeprosić! — zaoponował zabierając mu rękę trochę zbyt panicznie. Zmarszczył brwi i odetchnął — Znaczy, ciebie też przepraszam. Jestem strasznie drażliwy na tym punkcie, gdyby ktoś zobaczył, że piję miałbym kłopoty. Gdyby zrobił nam zdjęcie z butelką wina na stole nikt nie zatytułowałby artykułu „Spotkanie starych przyjaciół” albo „Adler smakosz eleganckich trunków”, tylko „Vane znów pije”. — przewrócił oczami zdając sobie sprawę, że nie dalej jak parę dni temu napił się wina na bankiecie dotyczącym promocji filmu. Ale wtedy nikt poza Jamesem go nie widział.
Ruszyli powoli, chłód upewnił Doriana w tym, że nie do końca dokładnie dosuszył koszulę, ale nie miało to żadnego znaczenia. Nie musiał zwracać na takie rzeczy uwagi. Nie w tej chwili, gdy wpatrywał się w drugiego mężczyznę, który naprawdę, ale to naprawdę dokładał wszelkich starań, żeby poprawić mu humor. Na próżno, bo takie zachowanie wciskało go coraz głębiej w mały ciasny i ciemny kąt, wpychało w ramiona depresji i trudnego do przeskoczenia żalu i tęsknoty. Ale doceniał to, naprawdę.
— Pięćdziesiąta piąta. Na początku. Niedaleko — rzucił niedbale nawet nie próbując udawać, że nie chce, żeby Adler go odprowadzał. Kurwa, spotkali się po latach, po tym co przeszli, i mimo wszystko, znowu pozwalał sobie na to, żeby James tak naturalnie wskoczył na miejsce jego oparcia, kogoś, kto zawsze jest. — Ech, co — Gdy sens słów mężczyzny dotarł do niego, Dorian zatrzymał się jak wryty. Znowu lawina wspomnień poruszona nieopatrznym słowem. — Pamiętam go — powiedział ostrożnie — Tak samo jak to, że kiedyś po pijaku faktycznie chcieliśmy to zrobić — kącik jego ust drgnął, ale trudno byłoby nazwać to uśmiechem — ale racja, wyglądasz jak gwiazda porno. No i marzenie naszego znajomego kamerzysty prawie się spełni, ostatecznie i tak będziemy na granicy pornosów. Pomijając fakt, że wszystko będzie udawane — Nie mógł się powstrzymać przed drobną złośliwością, ale myśl, że wkrótce będą… Nie, nie myśl o tym, nie teraz.
Gwałtownie złapał Adlera za ramię, jak zwykle w ten porywczy dla siebie sposób, i przyciągnął do siebie. Serce zabiło mu mocniej, kiedy ich ciała obiły się o siebie, więc prewencyjnie niemal w tej samej chwili sam od niego odskoczył. Na pytające spojrzenie Jamesa odpowiedział swoim wskazując mu latarnię, która niemal wyrosła im na drodze, a idący tyłem nie miał prawa jej zauważyć.
— Ech, wracając do naszej rozmowy — tym razem Jamesowi nie mogło się wydawać, te miękkie usta rozciągnęły się w delikatnym uśmiechu, i nawet jeśli ten nie obejmował oczu, to wciąż nadawał jego twarzy… Prawie wyglądał jak dawny, szczęśliwy Dorian, zgubiony gdzieś lata temu. — Skoro żaden z nas nie zamierza korzystać z pomocy dublerów, to może ustalmy jakieś hasło, czy coś, gdyby któryś z nas nie dawał rady — Bardziej ja niż ty — Albo jak się zrobi krępująco czy coś. I… tu mieszkam. Niedaleko, co? Ale możemy się jeszcze przejść do sklepu, zrobiłbym zakupy, a ty dobrze wyglądasz w roli mojego ochroniarza. Postawię ci piwo za fatygę, ale nie zaproszę do środka, bo półnaga sprzątaczka, którą zwykle wynajmuję ma dziś wychodne i nie zdążyła posprzątać. — Gadał, gadał, gadał. Jak bardzo musiał być zdenerwowany, to wiedział tylko James, który wciąż musiał pamiętać, jak gadatliwy się Dorian stawał, gdy czymś się stresował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Freeman.Don't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 30/07/2017
Liczba postów : 22

PisanieTemat: Re: Nightcall.   Sob Lut 10, 2018 7:00 pm

- Ale naprawdę… Nie sądziłem, ze kiedyś do tego dojdzie – pokręcił głową, bo kiedyś było kiedyś. Mniej lub bardziej zamkniętym etapem, niekiedy oddalonym mile od rzeczywistości i teraźniejszości. Tak myślał wobec niektórych wykroczeń i wyskoków, tak myślał wobec męsko-męskich spraw. Związków. Filmów. Jakoś nigdy do głowy mu nie przyszło, ze znajdzie w tym miejscu, gdzie będzie udawał geja, a właściwie… Udawał kogoś kto jest gejem, jednocześnie udając, ze sam nim nie jest. Skomplikowane. Absurdalne.
Kłamliwe.
I jak nie lubił kłamać, tak teraz nie wiedział czy poradzi sobie mówiąc jedynie prawdę.
- Hasło? – uniósł lekko brew, wsuwając mocniej dłonie do kieszeni, bujając się nieco niczym pięciolatek przyłapany na gorącym uczynku, niespokojny, bądź butny chłopiec, mający to złudne wrażenie, ze trzymał w garści cały świat. – Jak… Czerwony? – zażartował nieco, nie mogąc się powstrzymać. Jego skojarzenie było jasne i klarowne, nie wymagało żadnych wyjaśnień ani uzasadnień. – Albo cokolwiek innego. Nie kręci mnie BDSM, ale nie wiem jak zareaguje przy tej scenie, więc może postawmy na coś bardziej neutralnego – wyjrzał ponad jego ramieniem na ulicę, szukając sklepu o którym ten mówił, oblizując szybko wargi. Nawet nie wahając się specjalnie, zanim nie kiwnął głową. – Może „rugby”? Najgorsza gra świata, nie wiem co może zepsuć drugiej stronie bardziej nastrój niż to – próbując jakoś zmienić temat, nadać mu lżejszy charakter, mógł nieco spłycać problem. Omijać go. Teraz bardziej specjalnie niż nie, czując się dziwnie – nieswojo, źle w swoim własnym ciele – gdy poruszali takie tematy. Gdy poruszali coś, co naprawdę miało prawo się zdarzyć, co było bardzo możliwe, bo samo wspomnienie zgrabnych pośladków, szczupłych ud i długich palców, było czymś co prześladowało go przez lata. Co czasami… Co czasami było bardzo złe, a czasami tragiczne.
Gdyby Dorian tylko wiedział o tym co James robił z jego wizerunkiem. Gdyby wiedział w jakich momentach przypominał go sobie, w jakich momentach wpadał na niego.
Gdyby tylko wiedział jak wiele razy James dochodził z kimś innym, życząc sobie bycia z nim. Wyobrażając to sobie, przypominając, czując.
Momentami sam sobą był obrzydzony.
- Następnym razem mnie zaprosisz na kawę – przerwał mu, ruszając wzdłuż ulicy, podnosząc twarz w stronę nieba. Pokazując mu idealnie zarysowaną szczękę, świetny profil i szeroką klatkę piersiową. Pokazując mu wszystko to, co Dorian mógł mieć (co miał), a po co teraz nie miał jak sięgnąć.
Pozornie.
Pozornie trzymając dystans, tą fasadę niedostępności. Pozornie będąc kilometry dalej. Pozornie udając, ze mu nie zależy.
- I powinieneś kupić sobie jakieś owoce – dodał, wchodząc do sklepu. Właściwie wrzucają mu parę sztuk oraz lizaka dla siebie, pozwalając im krążyć między alejkami. Zbierać przypadkowe produkty, jak i te, które były konieczne, przy kasie odruchowo sięgając po swój portfel i kartę, ręką odsuwając rękę Doriana. Będąc dżentelmenem od siedmiu boleści.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DemyanOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/06/2017
Liczba postów : 115


Cytat : I don't want to be at the mercy of my emotions. I want to use them, to enjoy them, and to dominate them.
Male


PisanieTemat: Re: Nightcall.   Czw Lut 22, 2018 10:51 pm

Pewien rodzaj rozbawienia wkradł się na skupioną i poważną dotychczas twarz Doriana. Vane prychnął wręcz krótki, urywanym śmiechem i natychmiast zasłonił sobie usta, jakby ów wybuch miał mu w czymś zaszkodzić. Pozornie do niego nie pasował, do smutnego, porzuconego i załamanego chłopca, ale przez ułamek sekundy jego jasne oczy znów były jasne i pełne tych znajomych iskierek.
— Jak uważasz. Mogę rzucić zwykłe „spierdalaj”, ale mówię to w filmie tyle razy, że pewnie nie odróżniłbyś tego od scenariusza. — westchnął idąc za Jamesem jak potulny kociak za matką. Nie potrafił mu się sprzeciwić, powiedzieć NIE, nawet jeśli patrzenie na niego zbyt bolało. Jakby sytuacja z restauracji nie wymagała zimnego prysznica i długiego lizania rozdrapanych nagle ran, nie, nie, kiedy mógł je drapać dalej znając konsekwencje późniejszego bólu i dotkliwszego swędzenia. Celowo wchodził w paszczę lwa, specjalnie lgnął do ognia wciąż jeszcze pamiętając ból poprzednich poparzeń. Ale kiedy patrzył w jamesowe oczy, w jego znajomy uśmiech, nie potrafił o tym myśleć. To wszystko było tego warte, nawet jeśli w życiu nie chciałby już tego dla siebie.
Nie. Nienawidził go.
Zostawił za sobą i nigdy nie chciałby do tego wracać.
Ale, patrząc prawdzie w oczy, Adler był najlepszą i najprawdziwszą rzeczą, jaką Vane kiedykolwiek mógł posiadać.
— Pakujesz je dla mnie czy dla siebie? — zmierzył Jamesa wskazując mu rzeczy, które wsadzał do koszyka. — Nie potrzebuję twoich rad, nie jem dużo, firma cateringowa przywozi mi specjalnie zbilansowane posiłki. — Właśnie widać było efekt tychże posiłków, wychudzony Dorian będący cieniem nawet samego siebie. Jego skóra zdawała się być wręcz półprzezroczysta, tym bardziej zaskakiwał fakt, jak wiele siły potrafił włożyć w uścisk.
Nieoczekiwanie właśnie zacisnął palce na nadgarstku Adlera i wciągnął go w alejkę z żarciem dla zwierzaków. Na jego zaskoczone spojrzenie odpowiedział przyłożeniem palca do ust.
— Mój agent… — westchnął pochmurniejąc. Sprzeczka z poprzedniego dnia wciąż wisiała nad jego głową i nie miał ochoty na kontynuację, a ta niechybnie by nastąpiła, gdyby James zobaczył go w towarzystwie… Jamesa. O tej godzinie Dorian powinien kończyć swój posiłek i iść na siłownię dla utrzymania formy, zakupy w osiedlowym sklepie i koszyk wypchany słodyczami i winem (bo to podrzucał cały czas) nie świadczył najlepiej o nowych zwyczajach. Na dodatek koszula Vane’a, choć uratowana w restauracyjnej łazience od trwałej plamy, była niechlujna i pomięta.
Dorian przysunął się do Adlera tak, że niemal stykali się klatkami piersiowymi i spojrzał na niego nieco z dołu.
— Dzięki za pomoc. — Dorian uśmiechnął się bezczelnie i wcisnął Jamesowi do ręki plik banknotów. Czyżby domyślał się, że Adler sowicie zapłacił właścicielowi restauracji i fotografowi w ramach zadośćuczynienia? Może widział jak mężczyźni ukradkiem liczyli pieniądze i połączył fakty? Zanim jednak James mógł zaprotestować, Vane uciekł mu z zasięgu wzroku i skierował się w stronę agenta.
Wyglądało na to, że zaczęli się kłócić, Dorian wyglądał przy mężczyźnie jak zbity pies. Agent złapał go za ramię i mocno szarpnął niemal siła wypychając ze sklepu, ale na zewnątrz objął go mocno i pocałował. Do domu wrócili obejmując się, choć Dorian nie mógł odżałować wina pozostawionego w koszyku Adlera.
Rugby, tak?
Szkoda, że nie działało, kiedy trzepał sobie pod prysznicem.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Freeman.Don't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 30/07/2017
Liczba postów : 22

PisanieTemat: Re: Nightcall.   Sob Kwi 21, 2018 11:47 am

Łapanie nowych zwyczajów, tych dobrych, nigdy nie było mocną stroną Vane’a.
Wiedział to James (jeden i drugi), wiedzieli to jego znajomi, rodzina. Cały świat. Nigdy to nie było żadną tajemnicą, ta destruktywna strona chłopaka, na którą ten przeważnie dobrowolnie się zgadzał. Opuszczając głową, pozwalając decydować za siebie w wyborze diety, ubioru, filmu czy chłopaka. Pozwalając traktować siebie jak dziecko, przeprowadzić przez świat jakby tak właśnie miało być.  
Jakby wszystko, łącznie z nim, było na swoim miejscu.
James wsunął dłoń do kieszeni, w drugiej trzymając koszyk. Udając zainteresowanego sklepem, jego artykułami i swoim otoczeniem, jednak wzrokiem sięgając dużo dalej. Przyglądając się szarpaninie, opuszczonej głowie, czystej, prawdziwej i tak obrzydliwie szczerej skrusze.  Jakby nie miał prawa wychodzić poza bezpieczny obszar, jakby właśnie zerwał się ze smyczy. Jakby powinien być w zasięgu ręki inaczej mogąc zrobić sobie krzywdę.
Prawdopodobnie drugi James był właśnie jego ostoją. Katem i kochankiem w jednym. Wciskając swoje dobre chęci, swoje wielkie serce i plany, domagając się w zamian wyrozumiałości, bo przecież to wszystko było dla Doriana. Bo przecież mógł mu dać cały świat, ale ta suka musiała mu okazać nieco wiary i szacunku. Zaufania.
Odwrócił się, przełykając gulę w gardle. Wiedząc – mając ogromną, ślepą i naiwną nadzieję – ze to tylko jego przypuszczenia i wyobrażenia. Prosta nadinterpretacja sceny.
Bo przecież Dorian nigdy by do tego nie dopuścił.
Co nie zmieniało faktu, ze jego lekkie zainteresowanie (Dorian był w końcu jego byłym chłopakiem i starym przyjacielem), przerodziło się w lekką obsesję. Powinien wiedzieć jak to się może skończyć, już kiedy obserwował ich w sklepie, ale ta myśl umknęła mu gdzieś pomiędzy „wykorzystywanie” i „uzależnienie”. Tymczasem teraz, obserwując ich z boku, zastanawiał się czy to była chwilowa słabość, utrata kontroli nad nerwami, czy szanowny pan James dopracował udawanie do perfekcji.
Jako aktor powinien wiedzieć gdzie się kończyło udawanie a zaczynały prawdziwe emocje, ale po tylu latach jego wrażliwość (a raczej brak) nie pozwalała sięgnąć dalej niż wczuwanie się w rolę.
Być może dlatego nie wiedział jakie konkretnie uczucia pojawiały się na twarzy agenta Doriana. Był sztywny, może nieco niezadowolony, ale nie wydawał się zły. Nie wydawał się zazdrosny, kiedy James właśnie zaciskałby szczęki i walczył z własnym odruchem wstawienia się między Doriana, a… Racja. A jego samego.
Co oznaczało, ze wypadało przejść do działania. Oddania wody Adriannie, która wyjątkowo nie wykrzywiała warg na takie traktowanie (naprawdę az tak dziwnie się zachowywał?), wejście na scenę powstrzymanie odruchu przeczesania włosów. Byli w świetle reflektorów, pośrodku jakiejś głupiej scenerii jego biura, z ekipą czekającą na ich ruch, wyłapującą każde potknięcie, aby mogli odgrywać to raz za razem, dopóki wszyscy nie będą usatysfakcjonowani.
Emocje. Cały film kręci się wokół pokazania człowieka zakochanego, samotnego, nieszczęśliwego i chorego z obsesji. Widzimy jak ktoś nie może pogodzić się sam ze sobą, a jednocześnie nie potrafi odpuścić. To jak kochanie ptaków i budowanie im klatek.
- Uwaga! – głos Andersa, tego samego, który tyle gadał podczas ostatniego wywiadu rozbrzmiał wśród innych, uciszając ciche szepty. – Akcja!
James przesunął palcami wzdłuż biurka, powtarzając czynność, którą ostatnio przerwali, okrążając mebel. Naprawdę duzy i ciężki mebel (nie mogli wybrać mniejszego? Czuł się jakby szedł wieczność), czując jak emocje się w nim kumulują, zanim nie dał im nieco ujścia, pochylając się do przodu, opierając dłonie o fotel w którym siedział Dorian, przysuwając go do siebie siłowo. Zbliżając ich twarze do siebie.  
- I co jeśli nie chcę? – co jeśli nie chciał tego zostawiać, jeśli nie chciał być grzeczny, jeśli nie chciał siedzieć w biurze i trzymać rąk z dala od Doriana. – Chcę ciebie – i będzie go miał. Bo taką postać grał. Bo taki był w życiu. Bo gdzieś granice się zamazały, a cechy obojga zlały, kiedy pochylił się, wypuszczając falę pożądania, która trawiła postać od tygodni. Tą całą tęsknotę i niecierpliwość przelał w pocałunek, a jeśli dał nieco za dużo siebie… To kto mógł go winić?
Nikt nie wiedział o tym poza nim samym. I Dorianem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DemyanOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/06/2017
Liczba postów : 115


Cytat : I don't want to be at the mercy of my emotions. I want to use them, to enjoy them, and to dominate them.
Male


PisanieTemat: Re: Nightcall.   Nie Kwi 29, 2018 8:12 pm

Dorian, niczym feniks z popiołu, wstawał każdego ranka. To odradzanie i wieczne zapominanie. Zdolność tłumienia, wieczne pozory i wyjątkowo skuteczna maska; tylko to pozwalało mu przeżyć kolejny koszmarny dzień. Potrafił napełniać płuca powietrzem jeszcze tylko dlatego, że już dawno zapomniał, że można się łudzić w jakiejkolwiek kwestii.
Opuszczenie gardy, zwieszenie ramion i pochylenie głowy było po prostu prostsze i mniej bolesne. Przez ostatnie lata tę uległość opanował do perfekcji i, co gorsza, ta zupełnie mu w życiu wystarczała. Był z Jamesem, bo tak było wygodniej. Bo ten nim kierował. Mówił kiedy się uśmiechać, kiedy płakać, kiedy przepraszać i kiedy i co udawać. Mówił mu co zrobić, co ubrać i co powiedzieć.
Całkowita bierność, która była mu obca przy Adlerze, teraz całkowicie opanowała jego życie. To było proste i bezpieczne Opłacalne. Zwracające się w setkach tysięcy dolarów za wywiady, sesje i bankiety.
Próbował to sobie powtarzać wpatrując się w oczy byłego kochanka na środku planu.
Cisza z jego strony po raz kolejny trwała za długo i po raz kolejny musieli przerwać zdjęcia.
Vane miał wrażenie, że zwróci wczorajszą kolację. Śniadania nawet nie ruszył i wyglądał rzeczywiście jak przerażony, doprowadzony do granic bohater, którego grał.
Poprawka.
Wcale nie musiał grać.
To było kolejna próba, a Dorian miał wrażenie, że zaraz zemdleje z nerwów. Na samą myśl, że w następnej scenie, że lada chwila… Kurwa mać…
Włożył cały wysiłek w zachowanie chłodnego wyrazu twarzy i mało nie padł słysząc „dobrze, dalej” w miejsce spodziewanego „stop”.
Odgarnął włosy i uśmiechnął się w pewny siebie, bezczelny sposób, przez cały czas wpatrując się w twarz Adlera. Postaci, którą grał.
Nie powinien pan… Nie powinieneś… — zrobił krok w tył nabierając powietrza, gdy ramię filmowego szefa objęło go w pasie. Kamera zrobiła ujęcie na jego twarz, więc spuścił wzrok starając się nie myśleć o tym, że jego zwykle blade policzki tym razem nie potrzebowały żadnej charakteryzacji dla imitacji zawstydzenia. Drgnął czując na swoim powietrze ciepły podmuch powietrza…
Rugby… Rugby! Rugby, kurwa!
Złapał Adlera za krawat przyciągając do siebie i przylegając do jego ciała własnym tak ściśle, jakby byli dwoma przeciwnymi biegunami magnesu. Rozchylił usta pozwalając językowi byłego kochanka wsunąć się do ich wnętrza i pozwolić mu na sianie spustoszenia nie tylko w jego ciele, ale i umyśle. Możliwe, że w którymś momencie zupełnie zapomniał o scenariuszu, ale nikt im nie przerywał, nikt nie mówił dość, tylko patrzyli… Patrzyli na ten nagły ogień, na upokorzenie Doriana, na rozpacz i tęsknotę, na chwytanie się Jamesa i przeszłości resztką sił. Westchnął pozwalając, by pocałunek przeradzał się w coś głębszego, intensywniejszego, żeby…
— Ekhm… — Chrząknięcie usłyszał niemal przy swoim uchu. Niemal odskoczył od Jamesa; odepchnął go zdecydowanie i spojrzał na reżysera z autentyczną paniką w oczach.
— Vane, doceniam twoje zaangażowanie, ale to jeszcze nie ten moment. Jesteś molestowany przez szefa. Chcesz coś osiągnąć, niekoniecznie przez łóżko, przynajmniej nie na tym etapie. Zachowanie szefa cię dezorientuje i obrzydza. Próbujesz go odepchnąć i przywołać do rzeczywistości. On ma żonę, poukładane życie. Ty nie chcesz wyjść na dziwkę. Gotowy?
Vane kiwnął głową, ale na widok zbliżającego się Adlera poczuł, że kręci mu się w głowie. Sam krzyknął „stop” i wybiegł z planu.
Reżyser skwitował to jedynie krótkim wzruszeniem ramion. Pracował już niegdyś z Vane’m i wiedział, że o ile jego zachowanie bywa kłopotliwe, o tyle zyski z filmów z nim potrafią to wynagrodzić. Zarządził półgodzinną przerwę.
Dorian wyleciał na zewnątrz ignorując szare, smarkające deszczem niebo. Drżącymi rękami usiłował rozpalić papierosa, ale na próżno.
Nie przewidział tego, sądził, że może być ponad to. Że sobie poradzi, że nie będzie uczuć i wspomnień. A tymczasem zupełnie zapomniał o scenariuszu i fabule i… I wcale nie uspokajało go to, że James mu nie przerwał, że kontynuował i pozwalał mu na to wszystko.



_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Freeman.Don't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 30/07/2017
Liczba postów : 22

PisanieTemat: Re: Nightcall.   Pon Maj 21, 2018 8:41 pm

Cholera. To nie tak miało być. To nie tak powinno się zacząć, nie mówiąc o samym zakończeniu. Zakończeniu pocałunku, nie niczego innego, chociaż James nie pogardził by też każdym innym zakończeniem, w tym lepszym i mocniejszym wydaniu. W jakimkolwiek wydaniu, podpowiedział cichy głos z tyłu jego głowy. Podświadomość. Pragnienie. Zapewne nie z głowy, a z jego podbrzusza. Prosto z jego półtwardego kutasa, którego dyskretnie poprawił, bo nikt nie musiał wiedzieć, że reagował jak pies Pawłowa, zaprogramowany na dotyk Doriana.
Pocałunki. Same w sobie, przeklęte, pocałunki. Nawet jeśli dobre (naprawdę dobre) to były dalej tylko pocałunki. Nie powinien tak reagować. Nie miał 19 lat, nie był napalonym nastolatkiem, który myślał najpierw penisem, a potem resztą ciała. Nie był tą samą osobą, którą zostawił daleko za sobą (wraz z Dorianem i jego pocałunkami), a jednak dalej reagował na to wszystko.
Odwrócił się w stronę ludzi, przecierając przegubem usta, wycierając z kącików warg resztki śliny, pozornie pozbywając się namacalnego dowodu złamania nie jednej, a paru obietnic, które wymógł sam na sobie. Pozbywając się tego, co było widoczne dla innych, jednak dla samego siebie nie wytarł dłoni. Nie wypił niczego. Pozostawiając smak do końca dnia, będąc w środku małym, brzydkim perwertem, którego ukrywał przed światem. Którego ukrywał tak jak wszyscy swoje zboczenia, zamykając w skrzynce, owijając łańcuchami, chowając w skrytce pod dywanem. Zamknięty. Bezpieczny. Nieistniejący.
I to, tak jak wszystkie te sekrety trzymane w cieniu, w końcu musiało się wydostać.
- Powinniśmy pogadać – dziesiąta w nocy, telefon z recepcji, bo James nie miał nawet jego cholernego numeru. Nie wiedział gdzie spał, nie wiedział, gdzie się kierować. Nie wiedział jak nie trafić na jego agenta, a jednocześnie doskonale wiedział, że mógł na niego trafić. Unikał tego, a jednocześnie czekał. Co oznaczało, że prawdopodobnie powinien iść do łóżka, zanim stać przy wysokim kontuarze, opierając się luźno łokciem o blat, mrugając okiem do recepcjonistki, bo przecież wszystko było w porządku. Bo przecież wcale nie dzwonił do swojego byłego z którym przez cały dzień kręcił scenę pocałunku, bo wcale nie mieli się trzymać od siebie z daleka, bo wcale cały świat nie patrzył na nich. Bo wcale lekko nie przeciągał słów, nie zmiękczał ich na końcówkach, w tej uroczej manierze po paru głębszych. – Myślisz, że będziesz wolny za kwadrans? W restauracji. Będę czekać – rozłączył się, podając telefon kobiecie, dziękując jej ładnie, zanim nie skierował się na górę. Wracając na najwyższe piętro, aby oboje mogli zachwycać się (dla odmiany) widokiem, a nie sobą.
Brzydkie kłamstwo.
Doskonale wiedział, że nie będzie patrzył na nic poza samym Dorianem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DemyanOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/06/2017
Liczba postów : 115


Cytat : I don't want to be at the mercy of my emotions. I want to use them, to enjoy them, and to dominate them.
Male


PisanieTemat: Re: Nightcall.   Pon Maj 21, 2018 10:37 pm

Właśnie tego typu słów Dorian panicznie się bał. Oznaczały bowiem, że jego, jak sądził, solidna fasada okazała się równie ulotna co dym z papierosa. Tak naprawdę nie miał już gdzie uciekać. Został zapędzony pod ścianę i szafował się ucieczką wzdłuż niej ze świadomością, że prędzej czy później będzie musiał się zatrzymać i stanąć twarzą w twarz ze wszystkim, co od lat spychał na samo dno podświadomości.
Przełknął nerwowo ślinę i odpowiedział Jamesowi niedbałym kiwnięciem głowy starając się nie myśleć o tym czy usta Adlera są równie nabrzmiałe i wilgotne co jego własne.
Nerwowo ścisnął hotelową słuchawkę i spojrzał na swojego partnera rozwalonego na kanapie przez wielkim plazmowym telewizorem i raczącego się Bourbonem podczas oglądania jakiegoś tandetnego porno. Przewrócił oczami.
To chyba nie jest dobry pomysł. — szepnął tak, by agent go nie słyszał.
Vane, skarbie, jak już skończysz rozmawiać zadzwoń i zamów coś do jedzenia — Ton głosu mężczyzny wywołał ciarki na plecach u Doriana. Nie lubił takich wieczorów, nie lubił, gdy James agent spychał go do roli zwykłej podrywki z baru i ignorował go, gdy chciał rozmawiać albo wyjść.
Dobra, przyjdę. — powiedział jeszcze ciszej i zanim odłożył słuchawkę, rzucił do niej z naciskiem — Poczekaj.
Nie mógł odwlekać tej rozmowy, gdyby odmówił, nazajutrz i tak stanąłby twarzą w twarz z Adlerem. Lepiej uporać się z tym od razu i…
Mógł z nim przecież porozmawiać na planie podczas przerwy. Po skończeniu zdjęć. A nie o pierdolonej dziesiątej w nocy, kiedy nie wypadało już dzwonić, a co dopiero spotykać się z byłymi kochankami.
Żołądek Doriana zacisnął się w supeł. Jakaś część jego pragnęła, by partner rozbudził się i zabronił mu wychodzić, ale nie; ten wlewał w siebie coraz więcej alkoholu i ledwie zaszczycił spojrzeniem ubierającego się Doriana. Burknął coś do niego, ale nawet nie podniósł się z kanapy.

Vane z duszą na ramieniu pojechał windą na samą górę do restauracji, z której rozciągał się widok na całe miasto. Do diabła, nie mogli pogadać w lobby albo w korytarzu?
O czym chciał rozmawiać Adler?
To pytanie nie dawało mu spokoju i nie ucichło w jego głowie nawet, kiedy go zobaczył. Poczuł znajome ukłucie ekscytacji i pożądania, jak niegdyś za każdym razem, gdy szli na spotkanie.
Jestem na chwilę, James jest w pokoju — zaznaczył na wstępie. Usiadł naprzeciwko Jamesa i grzecznie podziękował za menu, skorzystał tylko z wody z cytryną, choć w tym momencie najchętniej zamówiłby co najmniej wino. — Przyjemnie tu, nie jedliśmy tu jeszcze. Zawsze zamawiamy jedzenie do pokoju, albo jemy w restauracji na dole. No… mniejsza… — Dorian rozglądnął się. Przygaszone światła pozwalały na rozkoszowanie się widokiem gwiazd, delikatna muzyka sączyła się z głośników. Poza nimi było jeszcze kilka par, ale nikogo nie kojarzył.
Dopiero po chwili pozwolił sobie na zatrzymanie spojrzenia na twarzy Jamesa. W tym przytłumionym świetle jego zielone oczy nabrały nieskończonej głębi i jakiegoś takiego wyrazu…
Dorian poruszył się niespokojnie.
Wiesz, nie możesz mnie ściągać o takich godzinach, zwłaszcza że jutro widzimy się na planie. O czym chciałeś… porozmawiać? — Dzielił ich od siebie co najmniej metr stołu. Ale mimo to Vane miał wrażenie, że James słyszy każde uderzenie jego serca.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Freeman.Don't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 30/07/2017
Liczba postów : 22

PisanieTemat: Re: Nightcall.   Yesterday at 3:53 pm

Kiwnął głową. Kiwnął nią, bo doskonale wiedział o mężczyźnie czekającym na dole na Doriana. Prawdopodobnie w łóżku albo pod prysznicem, może pracującego. Może siedzącego na kanapie, z laptopem na kolanach i okularami na nosie, zerkającego czasami w stronę drzwi, czekającego na niego. Tak bardzo domowego i intymnego, tak bardzo swojskiego, że James nie chciał nawet o tym myśleć. Kiwnął nią, a jednocześnie ruchem ręki zaprosił go do środka. Pokazując jeden z mniejszych stolików, tuż przy samej barierce, który zajął dwie godziny temu zastanawiając się, rozważając, wyobrażając i myśląc tak intensywnie, że w końcu musiał coś zrobić.
Więc zrobił najgłupszą rzecz z możliwych – ściągnął na to pieprzone piętro obiekt swojej małej obsesji.
Zgrabne zagranie, Adler. Powinien za nie dostać kolejną nagrodę, tym razem największego głupca w historii.
Jedno jednak trzeba było mu przyznać – miał odwagę poprowadzić to dalej, jakby widok Doriana go nie wytrącił. Jakby doskonale wiedział co robił, kontrolował sytuacje, kiedy w głowie miał jedną wielką pustkę.
Znowu się na niego zagapił.
I know I stand in Line until you think you have the time to spend an evening with me
- Myślałem, że przyszedłeś tutaj już wcześniej. Pięknie tutaj jest. Pasujesz do tego wnętrzna – Jezu, praktycznie zamknął oczy, nie wierząc, że to powiedział. Pasował do wystroju, do klimatycznego oświetlania, do widoku i do tej cholernej piosenki, która poleciała w tle. James właśnie startował do kolejnej nagrody za głupotę.
And if we go someplace to Dance I know that there’s a Chance You won’t be leaving with me
Sięgnął po szklankę, wypijając połowę swojej wody z cytryną, nie próbując udawać, że wcale wcześniej nie wypił trzech szkockich, ale mając na tyle kultury i szacunku do Doriana, aby nie pić przy nim alkoholu. Próbować go nie korcić. Nie wystawiać na próbę. Zamiast tego siebie wystawiając siebie jak na tacy.
Then afterwards we drop into a quiet little place and have a drink or two, and then I go and spoil it All by saying something stupid
To było okropne. Te wszystkie rzeczy, których nie mogli dzielić. Pokój był wypełniony konwersacją, której nie mogli mieć.
… And then I go and spoil it All By saying something stupid Like I love you
- Wiem, że nie będziemy się przyjaźnić. Wiem, że już teraz nie jesteśmy przyjaciółmi, wiem, że lepiej ci z osobami, których nie znasz. Teraz jesteśmy praktycznie nieznajomymi, więc może…? – oparł się łokciami o blat, pochylając w jego stronę. Otoczeni półmrokiem, tajemnicą, pragnieniem i Frankiem Sinatrą. - Czy to, że chcę się z Tobą pieprzyć czyni to wszystko niezręcznym? Mogę to źle interpretować, ale Ty też to czułeś. Na planie. Nie kłam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Nightcall.   

Powrót do góry Go down
 
Nightcall.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zona scriptum :: Okruchy Życia-
Skocz do: