CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 Czy to już czas...?

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
VenceslausSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 30/07/2017
Liczba postów : 90


Cytat : The dif­fe­ren­ce bet­ween sex and death is that with death you can do it alo­ne and no one is going to ma­ke fun of you.
Wiek : 19
Male


PisanieTemat: Czy to już czas...?   Wto Sie 01, 2017 7:49 pm



U c z e s t n i c y: 7 & Venceslaus.
C z a s _ i _ m i e j s c e: Rok 1937, stara Francja.
F a b u ł a: Kiedy nastały czasy ciężkie, dwóch dorosłych mężczyzn chciało trochę skorzystać z życia. W powietrzu wyraźnie było czuć nachodzącą wojnę, a konflikt z Niemcami utwierdzał w przekonaniu, że prędzej czy później nadejdą trudne i nieprzyjemne czasy. Dlaczego więc nie wykorzystać ten moment na coś rozrywkowego i szalonego? Dwóch mężczyzn - właściciel kina antycznego oraz były niemiecki żołnierz staną twarzą w twarz ze swoim przeznaczeniem! Jak potoczą się ich losy?




Ostatnio zmieniony przez Venceslaus dnia Sob Lis 04, 2017 2:16 pm, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
7.Don't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/05/2017
Liczba postów : 127
Cytat : Oh! Despicable me.
Wiek : 26
Male


PisanieTemat: Re: Czy to już czas...?   Sob Sie 05, 2017 4:31 pm


♬ ♬ ♬ ♬ ♬ ♬ ♬

Jean-Baptiste de la Cassière

♬ ♬ ♬ ♬ ♬ ♬ ♬

Z początkiem tego roku skończył 41 lat, jeszcze nie ubolewa nad tym.
Nie uchodzi za wysokiego, ale przy swoich 177 cm nie jest niskim mężczyzną.
Jak na swój wiek trzyma się świetnie i stara się dbać o sylwetkę, aczkolwiek nie można się spodziewać, że będzie wyglądał jakby wyszedł spod dłuta Berniniego, choć waży 87 kg, to nie obrósł jeszcze w upokarzające wałeczki.
Jest dumnym (choć nie zawsze) posiadaczem lekko kręconych krędziorków w kolorze orzecha laskowego, które dopełniają błękitne tęczówki.

Bracia Lumière byli jego dalekimi kuzynami.
jest dyrektorem kina la Nymphe, które przekazał mu ojciec niedługo przed śmiercią. Kino powstało w 1878 roku i przekazywane jest kolejnym członkom rodziny.
Miłośnik wszelakiej sztuki, uwielbia podziwiać dzieła, choć niekoniecznie w tłumnym towarzystwie nabzdyczonej arystokracji.
Niekoniecznie podoba mu się fakt, że jego ojczyzna jest okupowana przez brutalnych Niemców. Nic jednak nie ma do tych, którzy zachowują się kulturalnie i nikomu nie szkodzą, choć po cichu przyznaje, że z przyjemnością sięgnąłby po broń, gdyby dzięki temu udało się wyzwolić kraj, poza tym jest zdeklarowanym pacyfistą.
Mimo wysokiego statusu społecznego (jego rodzina w jakimś marnym stopniu wywodzi się z wyższych sfer) nigdy jednak nie korzysta z tych możliwości, ponieważ gardzi arystokracją i toczącą się wśród nich zgnilizną moralną. Z tej też przyczyny rzadko uczęszcza na wszelakie wystawne bale czy imprezy, chyba że ktoś potrafi go ku temu zmusić.
Spokojny, dystyngowany, kiedy trzeba uprzejmy, potrafi być czarujący i szarmancki, aczkolwiek nierzadko uznawany za wielkiego ekscentryka, który nie lubi przebywać z ludźmi.
Większość czasu spędza na zgłębianiu wiedzy z rozmaitych dziedzin, czytaniu książek czy prowadzeniu kina właśnie.
Rzadko gdziekolwiek wychodzi, nie ma też wielu znajomych, tylko trzech zaufanych przyjaciół.
Ze względu na swoją orientację, a także podejście ówczesnego społeczeństwa do tego nie obnosi się ze swoimi preferencjami, wręcz stara się nie angażować w żadne ryzykowne znajomości.
kiedyś był zaręczony, ponieważ pragnął "normalnego" życia, takiego jakiego powinien chcieć mieć każdy mężczyzna, ale po roku zerwał zaręczyny.
wizja braku potomka nieco go martwi, ponieważ jako jedyne dziecko swoich rodziców nie bardzo ma komu przekazać rodzinny interes, a oddanie kina komukolwiek wydaje się niemal barbarzyńskie.
romantyk; marzy mu się prawdziwa miłość, ale doskonale sobie zdaje sprawę, że nie jest to realne.

_________________
Spis wątków | Seven deadly sins | Poszukuję
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
VenceslausSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 30/07/2017
Liczba postów : 90


Cytat : The dif­fe­ren­ce bet­ween sex and death is that with death you can do it alo­ne and no one is going to ma­ke fun of you.
Wiek : 19
Male


PisanieTemat: Re: Czy to już czas...?   Nie Sie 06, 2017 1:25 am

× × × × × × ×



Daniel "Lark" Fridtjof Fischer

× × × × × × ×


W maju miał okazję kończyć 44 lata, co za tym idzie, że jego następne urodziny będą tymi bardziej "hucznymi".
Trzeba mu przyznać, że matka natura obdarzyła go dość sporym ciałem - 196 centymetrów wzrostu mówi wiele.
Starość wyraźnie daje mu we znaki, choć ciężko stwierdzić czy to nie efekt ostatnich lat spędzonych na służbie w wojsku. Ma wiele zmarszczek na twarzy, które dodają mu lata. Mimo to ciało ma bardzo dobrze zadbane i wysportowane, a jego kondycja jest nienaganna - widać każdy zarysowany mięsień na ciele mężczyzny, a jego waga sięga 108 kilogramów głównie przez masę mięśniową.
Jest zwykłym brunetem, przy czym jego włosy zwykle żyją własnym życiem - nie widzi najmniejszego sensu modelowania ich. Dodatkowo jest posiadaczem szarych oczu, po których widać zmęczenie życiem.


× Tak naprawdę nie jest czystej krwi Niemcem. Jego matka jest Amerykanką, a urodę odziedziczył właśnie po niej. Stąd brak podobieństwa do typowego Niemca.
× Jego rodzina od lat służy w wojsku, wierząc, że to co robią dla państwa jest słuszne. Jedynie Daniel miał pewne zawahania, niemniej musiał pójść w ślady ojca i stać się patriotą.
× W stu procentach oddał się swojej służbie, przez co zapomniał o życiu miłosnym. Nawet nie próbował z nikim być. Nie było na to zwyczajnie czasu. Chociaż nie. Miał w swoim życiu jeden ważny epizod. Niestety, ale ten epizod od ładnych paru lat już nie żyje.
× Z drugiej strony od jakiegoś czasu ma problem z podnieceniem. Z tego co wie fachowo nazywa się to impotencją. Zastanawia się, czy kiedykolwiek uda mu się z tego wyleczyć.
A nuż to już te lata?
× Na szyi zawsze nosi dwa nieśmiertelniki, które stanowią wartość sentymentalną dla Daniela. Dodatkowo na barkach posiada tatuaż, który również ma swoje ukryte znaczenie.
× Lark to jego "pseudonim" z wojska, by samo nazwisko za bardzo nie zostało zbluzgane przez swoje niemoralne czyny. Tak generalnie jego zakresem obowiązków było torturowanie więźniów oraz ich przesłuchiwanie, a pozycja w niemieckich wojskach była nie aż tak ważna, ale szanowana. Głównie przez to, że powierzone mu zdanie robił dobrze. W dodatku często też walczył w obronie państwa, a lubował się w cichym i skutecznym zabijaniu.
× Obecnie już nie służy w wojsku, a to tylko dlatego, że mocno kuleje na prawą nogę, przez co jest bezużyteczny na polu walki. Mimo to został poproszony, aby pojechał do okupowanej Francji, by zdawał relację wojsku z perfektywny szarego obywatela.
× Na pierwszy rzut oka Daniel wydaje się pozbawioną emocji osobą, skrywającą również wiele sekretów. Nie jest jednak zbyt otwarty na nowe znajomości. Śmiało można powiedzieć, ze na stare lata stał się zgorzkniałym introwertykiem.
× W wolnej chwili lubi grać na fortepianie. To go uspokaja.
× Nie ma zbyt wiele zainteresowań. Lubi jednak oglądać filmy w kinach oraz czytać kryminały.
× Nie zapominajmy, że Lark perfekcyjnie zna się na broni białej (palnej nigdy nie był miłośnikiem, a każdy debil potrafi strzelić ze strzelby) + zna brutalne style walki.
× Jak łatwo można się domyśleć, to czasem chodzi u lasce, choć stara się jak najmniej pokazać, że jest kaleką pomimo irytującego bólu w nodze.
× Na ciele ma mnóstwo blizn. Szczególnie na torsie i plecach. Również ma bliznę na prawym poliku po kontakcie z jakimś ostrzem lub nożem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
7.Don't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/05/2017
Liczba postów : 127
Cytat : Oh! Despicable me.
Wiek : 26
Male


PisanieTemat: Re: Czy to już czas...?   Nie Sie 06, 2017 7:46 pm

Okupacja Francji wyjątkowo nie leżała na jego patriotycznej duszy, ale nie był też typem bojownika, który układał się z szemranymi typami w podziemiach, żeby zdobyć broń. Zasadniczo odkąd wzięto jego kraj siłą, starał się nie wychylać. Nawet gdy Niemcy wprowadzili cenzurę, nawet gdy zaczęli domagać się jedynie niemieckich filmów, nawet gdy zamknięto teatr znajomego, a jego samego wywleczono na oczach przechodniów i wrzucono do ciężarówki. Nie zrobił nic. Nie potrafił, nie był wojownikiem, nie umiał się bić i nawet nie chciał tego robić. Dlatego za każdym razem, gdy Alaude wysyłał mu listowne zaproszenie na spotkanie dyrektorów kulturalnych instytucji w celu znalezienia rozwiązania dla ich problemu, zazwyczaj odmawiał. Zazwyczaj, aż do dzisiaj, gdy udało im się go wziąć podstępem i niczego nieświadomy Jean-Baptiste udał się niby na spotkanie z obłożnie chorym Alaude, tym przebrzydłym kłamcom, który nie miał najmniejszych skrupułów, by go oszukać w ten okropny sposób. Nic jednak nie mógł na to poradzić, a skoro już przebył ten kawał drogi, to zdecydował się łaskawie zostać i ten jeden jedyny raz wysłuchać co mają do powiedzenia. Zasadniczo to spodziewał się podobnych bredni, ale nie miał serca przerywać ich płomiennych, ale wyjątkowo dziecinnych wypowiedzi o sięganiu po broń i pójściu szturmem na Niemców, oni artyści, ludzie którzy nie mieli zielonego pojęcia o konstrukcji broni czy użytkowaniu jej, nie mówiąc już o obmyśleniu planu i zaskoczeniu żołnierzy.
Wreszcie spotkanie się skończyło, ale ten przeklęty Alaude musiał go zatrzymać, by opowiedzieć mu jakąś głupią historyjkę o tym jak poznał miłość swojego życia podczas pobytu w Lyon. Nie interesowało go to, ale z uprzejmości jedynie potakiwał, gdy ukradkiem spoglądał na zegarek. Teraz spieszył się do domu. Niestety ich kryjówka była znacznie oddalona od kina i żeby bezpiecznie dotrzeć przed godziną policyjną musiał naprawdę się wysilać. Na jego nieszczęście czas biegł nieubłaganie, a do godziny zero było chyba jeszcze z sześć minut, natomiast do przejścia pozostały mu dwie krótkie ulice. Nie miał szans. Nie, gdy na jego drodze wyrośli jakby spod ziemi dwaj wojskowi, którzy najwyraźniej nie byli zadowoleni, że ktoś ma czelność szlajać się po ulicach o zmroku.
- Gdzie się tak śpieszysz? Nie wiesz która godzina? Punktualności też was musimy nauczyć? Głupie żabojady. – huknął jeden z nich, a ten drugi mu zaraz zawtórował.
- Dokumenty, migiem.
Spojrzał na nich z przerażeniem zaraz wbijając wzrok w ziemię. Nie chciał się kłócić. Wiedział, że to nic nie dawało, że lepiej z nimi nie dyskutować, pokazać dokumenty, uprzejmie się ukłonić i na wszystko potakiwać, nawet gdy za każdym razem mieszają Cię z błotem.
- D-Dobry wieczór, Panowie. – ręce mu się trzęsły, gdy przetrząsał kieszenie w poszukiwaniu portfela z dokumentami. - Tuż za rogiem jest moje kina, właśnie spieszyłem do domu, by zdążyć na czas. – grał na zwłokę, bo nie mógł znaleźć tych przeklętych dokumentów, choć wiedział, że je specjalnie przekładał do… i wtedy go olśniło. Marta, gospodyni, która pomagała mu w domu postanowiła wyczyścić jego płaszcze, wszystkie. I tak, by nic się nie stało wyjęła jego portfel z dokumentami, gdzieś na szafkę, a gdy wychodził w pośpiechu do Alaude kompletnie o nich zapomniał. Zbladł w jednej chwili i niemal nie zzieleniał z przerażenie.
- Szybciej! – szturchnął go ten pierwszy, który zaczął się denerwował i najwyraźniej nie należał do najcierpliwszych ludzi na świecie, a Jean widział już całe swoje życie przed oczami, bo jak to tak powiedzieć, że nie ma dokumentów? A właściwie to ma tylko, że w domu, bo gosposia postanowiła zrobić porządek.
- Panie władzo j-ja... – zająknął się, czując jak pocą mu się dłonie, a pod naporem niezadowolonych spojrzeń żołnierzy maleje jeszcze bardziej, niemal zwijając się w kulkę na chodniku. - Jestem dyrektorem kina, tego tuż za rogiem, Jean-Baptiste de la Cassière. Moja gosposia musiała wyjąć dokumenty jak płaszcz p... – nie słuchali. Wyższy wreszcie złapał Francuza za fraki i z całej siły miotnął nim o ścianę, przyciskając do niej drobniejsze ciało.
- Zamknij mordę. Dokumenty albo komisariat. – wszyscy doskonale wiedzieli co oznaczał komisariat i gdy tylko padło to słowo Jean poczuł jak mu się zakręciło w głowie.
- Panowie, to nieporozumienie... Proszę. - jęknął wyraźnie przerażony.

_________________
Spis wątków | Seven deadly sins | Poszukuję
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
VenceslausSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 30/07/2017
Liczba postów : 90


Cytat : The dif­fe­ren­ce bet­ween sex and death is that with death you can do it alo­ne and no one is going to ma­ke fun of you.
Wiek : 19
Male


PisanieTemat: Re: Czy to już czas...?   Pon Sie 07, 2017 4:26 am

Nigdy nie spodziewał się tego, że sprawy w Niemczech nabiorą tak gwałtownego obrotu. Z dnia na dzień postanowiono napaść na Francję, aby wziąć ją pod swoje rozkazy. Aby mieli władzę nad tym cholernym państwem. Wojna była okrutnym rozwiązaniem i Daniel jako były żołnierz wiedział to aż za dobrze. Szczerze mówiąc wcale nie był za tym jakże wspaniałomyślnym planem, ale jako obywatel niewiele miał do powiedzenia - poza tym i tak nikt go nie słuchałby, a gdyby tylko chciał protestować, poszedłby na odstrzał tak jak inni, którzy mieli odwagę się sprzeciwić władzy. Dlatego wolał się nie wychylać i skorzystać chociaż trochę z życia, skoro już i tak był na emeryturze.
Tyle że nikt nie bierze pod uwagę tego, że Ty masz jakąkolwiek emeryturę.
Dlatego tkwisz w okupowanej przez Niemców Francję, robiąc za szarego obywatela. Za zwykłą plugawą przykrywkę, która ma na celu obserwować poczynania tych biednych ludzi. Zdobyć ich zaufanie, tylko po to, aby móc zdradzić miejsce kolejnej kryjówki lub wspaniałomyślnego planu obrony czy propagandy. Było mu to cholernie w niesmak, ale bądź co bądź był na tyle zmęczonym życiem, że nie miał ochoty tkwić w celi za bycie upartym. Albo w jakieś komorze gazowej. Czasem jednak żałował, że nie wybrał tej cholernej architektury, tylko pozwolił ulec presji i poszedł w ślady swojego ojca. Teraz stąpa po kruchym lodzie, gdzie zaraz pod nim znajduje się morze zalane krwią Niemieckich ofiar.
Jego ofiar.
Tego wieczora księżyc chował się za pojedynczymi chmurami na ciemnym niebie, nie oświetlając drogi tym, którzy tego naprawdę potrzebowali. W mieście panowała kompletna cisza, a to wszystko przez to, że Niemiecka władza wprowadziła do Francji tak zwaną godzinę policyjną. I nieważne, że do domu brakuje Ci zaledwie minuta piechotą - jeśli zostaniesz złapany po czasie, konsekwencje tego "wybryku" będą naprawdę surowe. Wiedział to każdy głupi, a mimo to znajdzie się paru odważnych, którzy grasują niebezpiecznymi ulicami tego miasta. I na szczęście bądź nieszczęście Francuza nie był jedyną osobą, która śpieszyła się do domu.
Daniel wyjątkowo wyszedł z mieszkania, aby móc trochę obeznać miasto, w którym przyszło mu aktualnie być. Jako jedyny nie przejmował się tak zwaną godziną policyjna, bo doskonale wiedział, że go coś takiego nadzwyczajnie świecie nie obejmuje. Dlatego też na spokojnie wracał sobie z pubu do domu będąc już lekko wstawiony. Nagle z jednych ulic zaczął słyszeć pewne odgłosy. Te odgłosy wydawałby mu się cholernie znajome, niemniej nie dosłyszał, o czym konkretnie "rozmawiali", dlatego też nie miał skrupułów, aby zacząć iść w tamtym kierunku.
Panie władzo j-ja...
Zamknij mordę.
Czyżby ktoś miał kłopoty?
Jeśli ktoś nie potrafi dostosować się do zasad...
Wszedł w głąb ulicy w momencie, kiedy Francuzem zaczęli rzucać o ścianę. Przez to nie zdążyli zrobić nic więcej, bo kątem oka dostrzegli postać Daniela. Z początku nie wiedzieli, że to on, dlatego od jednego z nich mógł usłyszeć głośne...
- Kto Tu jest? Kolejny, który domu nie potrafi znaleźć o odpowiedniej godzinie!? My szybko nauczymy Was odpowiedniej dyscypliny! - ale zaraz po tych słowach, których notabene nie skończył mówić, drugi żołnierz szturchnął go strzelbą, mówiąc do niego coś w ojczystym języku, szeptem. Spojrzeli po sobie porozumiewawczo, utkwili dezorientujące spojrzenie na Francuza, po czym raz jeszcze rzucili go o lodowatą ścianę budynku, sprzedając parę kopniaków na pożegnanie.
- Następnym razem skończysz gorzej Plugawy Francuzie - a na zakończenie swoich dosadnych i pogardliwych słów, splunęli na niego, odchodząc z uniesioną głową w stronę tajemniczego mężczyzny. Z nim również chwilę "porozmawiali", choć ta rozmowa była zupełnie inna niż ta, którą odbył Jean, po czym tak samo jak Francuz, oberwał parę razy i zostawili ich na ziemi. Powinni się cieszyć, że skończyło się tylko na tym. Chwilę trwało aż Daniel dojdzie do siebie po takim ataku, ale wiedział, że musieli to zrobić. W końcu nie wsadzą go do więzienia.
- Żyjesz? - powiedział doniośle przez chrypę, zaraz kaszląc parę razy, czując jak nadal nie może złapać oddechu. I to nie przez to, że został jakoś bardzo pobity. Jego noga dawała o sobie znać, a jej ból potrafił być czasem niezwykle irytujący. Mimo to postarał się zebrać w sobie i wstać, a gdy tylko mu się to udało, podszedł bardzo wolnym krokiem, wręcz kulejącym do nieznajomego, aby dowiedzieć się, czy w ogóle przeżył ten atak. Nie dotarło do niego jak bardzo został pobity. Jeżeli skończył tylko na omdleniu, to będzie dobrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
7.Don't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/05/2017
Liczba postów : 127
Cytat : Oh! Despicable me.
Wiek : 26
Male


PisanieTemat: Re: Czy to już czas...?   Pon Sie 07, 2017 11:49 pm

Nie zwrócił większej uwagi na mężczyznę, który nieopatrznie przypałętał się w tę okolicę najwyraźniej nie lubiąc swojego życia aż tak bardzo. Jean był zdecydowanie za bardzo zajęty panikowaniem i usiłowaniem nie zemdleć od natłoku wrażeń, które atakowały go niczym stado rozszalałej szarańczy. Miał ochotę się rozpłakać i zamordować Alaude jednocześnie. Wiedział, że mężczyzna jest irytującym dupkiem, ale nigdy nie spodziewałby się, że ten w jakikolwiek sposób, nawet nieumyślnie, narazi go na takie niebezpieczeństwo. Teraz przeklinał swoją nadmierną empatię wobec ludzi i chęć niesienia im pomocy. Powinien był pozwolić mu zdechnąć. Ale był taki mądry dopiero teraz, gdy wiedział, że mężczyzna go tak okrutnie oszukał, by go zwabić na spotkanie. Inaczej nie potrafiłby porzucić obłożnie chorego, nawet takiego skurwiela i zadufanego w sobie dupka jakim był Alaude. Mimo wszystko żałował i odmawiał wszelkie znane sobie modlitwy do różnych bogów i bożków w nadziei, że któreś go w końcu wysłucha, a zamiast dwóch wkurwionych Niemców pojawi się ktoś zgoła inny. Lecz nim zdążył poznać swojego wybawcę, a ten z pewnością gdzieś się kręcił, spadł na niego nieoczekiwany (bo wciąż miał nadzieje, że się nad nim zlitują i puszczą go wolno) grad kopniaków i szturchnięć, aż się zatoczył pod ścianą i osunął po lodowatej powierzchni na ziemię. Miał mroczki przed oczkami, kręciło mu się w głowie i czuł metaliczny posmak krwi. Chyba rozwalili mu wargę, i nie tylko, albo sam przegryzł policzek od wewnątrz z tego całego stresu. Na razie nie skupiał się na niczym innym poza przeraźliwym strachu, że żołnierze jednak zmienią zdanie, odwrócą się na pięcie, wrócą po niego i zatargają jego truchło na komendę, a stamtąd już była prosta droga do odstrzału. Dlatego czekał na ziemi, nie zważając na to, ze jego drogi płaszcz, z domieszką wełny, moczy się i brudzi. Sparaliżowany strachem uważnie śledził wzrokiem odchodzących mężczyzn, nim nie zniknęli mu z pola widzenia za winklem, nim nie upewnił się, że nagle zza niego nie wyskoczą i nie krzykną: „niespodzianka!” a potem strzelą mu w łeb. Autentycznie był przerażony, jak chyba jeszcze nigdy w życiu. Dlatego gdy wreszcie zarejestrował, że ten trzeci Niemiec do niego podszedł i się o coś pyta, to niczym spłoszone zwierzę zerwał się, ale przeraźliwie ciągnący bok uniemożliwił mu ucieczkę na zbyt duży dystans i z powrotem runął na ziemię. Odsapnął i powoli odwrócił głowę w stronę tamtego, jakby upewniając się, ze jest prawdziwym, żyjącym człowiekiem, który nadal tam czeka, a nie wymysłem jego chorej wyobraźni.
- Proszę… mieszkam tuż za rogiem… J-ja naprawdę nic nie powiem... – mówił cokolwiek, nawet niekoniecznie ogarniał co mówi i dlaczego to mówi, ale wizja bycia zabranym przez Niemca gdziekolwiek sprawiała, że panikował, a serce waliło mu jak oszalałe. I nic go nie obchodziło, ze mężczyzna również oberwał, nadal był Niemcem, a to oznaczało, ze nie można było mu ufać.

_________________
Spis wątków | Seven deadly sins | Poszukuję
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
VenceslausSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 30/07/2017
Liczba postów : 90


Cytat : The dif­fe­ren­ce bet­ween sex and death is that with death you can do it alo­ne and no one is going to ma­ke fun of you.
Wiek : 19
Male


PisanieTemat: Re: Czy to już czas...?   Wto Sie 08, 2017 12:56 am

Najwyraźniej solidnie go pobili, skoro od samego początku widział w mężczyźnie Niemca, choć z wyglądu niewiele miał z nim wspólnego. Podczas służby w wojsku najbardziej wyróżniał się swoją urodą na tle innych, gdyż mając obywatelstwo niemieckie, Daniel wcale do Niemca podobny nie był. Amerykańskie korzenie matki sprawiły, że dzięki oryginalnej urodzie mógł być osobą neutralną i nie zostać wyzwany i skopany za to, że pochodził z bardzo nieczystego kraju. Oczywiście to był moment, kiedy nie miał na sobie munduru. Powinien dziękować naturze za tak łaskawy gest z jej strony.
W zasadzie to nie pierwszy raz widział osobę, która panikowała na jego widok, bo nie raz nie dwa spacyfikował kogoś, kto gardził jego rozkazami, niemniej był to pierwszy raz, gdzie nie był powodem rzekomej paniki. Czuł się z tym nienaturalnie dziwnie i aż z początku nie wiedział co powinien zrobić. Zostawić go? Zacząć uspokajać? Próbować wytłumaczyć, że w sumie przyszedł mu pomóc, nie go zabić? Ciężko w ogóle było przedrzeć się przez powłoczkę strachu, który swoją drogą bardzo dobrze rozumiał. Co prawda na jego miejscu nie srałby w gadzie kiedy dostałby parę razy po mordzie - co swoją drogą sytuacja z przed kilku chwil potwierdza jego słowa - jednak potrafił zrozumieć to, że nie każdy posiada nerwy ze stali, a obawiać się śmierci może każdy. Szczególnie w tak ciężkich i trudnych czasach. Czasem zastanawiał się, czy tylko on został znieczulony na okazywanie nieproszonych emocji i potrafiłby przyjąć kulkę w łeb bez większego marudzenia czy skamlania. To chyba właśnie ludzie nazywali spaczeniem zawodowym.
Pomimo tego, że ciężko było dojść do mężczyzny, głównie przez upierdliwą nogę, to sam fakt, że widział w nim zło wcielone było na swój sposób irytujący. Co prawda mężczyzna jeszcze o tym nie wiedział, że tak naprawdę gra nieczysto, był tym całym złem, ale czy w ogóle musi się o tym dowiedzieć? Raczej Daniel nie jest otwartą księgą, z której wszystko można wyczytać. Dlatego też spokojnie czekał aż mężczyzna "wyszaleje się" , aby ostatecznie móc pochwycić go za ramię, niezbyt mocno, aby nie odebrał to jako atak.
- Nie chcę Ci zrobić krzywdy - odezwał się z równym spokojem co na niego patrzył, dając mu powoli dojść do siebie. Dojść do momentu, w którym uświadamia sobie, ze tak naprawdę jest już po wszystkim i przez krótki moment może poczuć się bezpiecznie - Mieszkasz tam za rogiem? Mógłbym Cię odprowadzić, bo to jest właśnie droga do mojego mieszkania - dodał po dłuższej chwili, kiedy Francuzowi pomógł wreszcie wstać. Zrobił to z niemałym trudem, powstrzymując w gardle cisnące się na język przekleństwo od fali bólu, która przeszła jego ciało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
7.Don't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/05/2017
Liczba postów : 127
Cytat : Oh! Despicable me.
Wiek : 26
Male


PisanieTemat: Re: Czy to już czas...?   Pią Wrz 01, 2017 10:39 pm

Niby nigdy mu nie przeszkadzało, gdy inne nacje mówiły w jego języku, ale za nic nie potrafił zdzierżyć mocnego niemieckiego akcentu rujnującego romantyczny i miękki język francuski. Czuł się jakby ktoś mu kazał za karę słuchać tych barbarzyńców plugawiących u bezczeszczących jego ojczysty język. Czuł się jakby ktoś jeździł paznokciami po tablicy, jakby szarpał szybę lub styropian i pragnął zapaść się pod ziemię, byleby ten Niemiec przestał kaleczyć jego piękny język. Sam niestety nigdy nie nauczył się niemieckiego, bo gdy dorastał nie było takiej potrzeby. Za to całkiem nieźle mówił po włosku, wszakże angielski był zdradzieckim językiem ich odwiecznych wrogów, toteż nie można było się go uczyć. Na szczęście któregoś dnia poznał studenta z wymiany, który w zamian za oprowadzanie po mieście zaczął go uczuć angielskiego. Ale wracając do niemieckiego, sam nie wiedział co było gorsze – nie rozumieć co do niego mówią czy rozumieć, ale poniekąd zdradzać swój kraj poprzez znajomość języka wroga?
- Nic mi nie jest. – najpierw chciał odepchnąć rękę mężczyzny, ale zamiast tego jedynie zadrżał przerażony myślą, że być może i on zamierza mu porachować kości w ramach zemsty. Co prawda sam się tutaj przywlekł, ale jednak mógł mieć za złe Francuzowi, że go w to wpakował.
Wreszcie wstał, nie bez trudu i oparł się o chłodny mur. Musiał zebrać myśli. Wszystko go bolało, świat mu wirował przed oczami i do tego ten przeklęty Niemiec. Co on miał z nim niby zrobić? Wziął kilka głębszych oddechów. Marzył o gorącej kąpieli, owocowej herbacie i łóżku. Chciał o tym czym prędzej zapomnieć. Chciał, żeby to był jedynie przykry sen, a nie cholerna rzeczywistość, gdzie tuż obok stoi Niemiec. Jasne, mógł być zwykłym Niemcem, który przyjechał do Paryża w celach rozrywkowych skoro był ich i mieli do niego prawo, ale równie dobrze mógł być niewinnie, jasne kurwa, wyglądającym szpiegiem, który tylko czeka na takich naiwnych Francuzów jak Jean. Nie mógł jednak odrzucić jego pomocy skoro tamten i tak zmierzał w jego stronę. Po pierwsze nie chciał się narażać kolejnym Niemcom, po drugie to byłoby komiczne, gdyby ruszyli razem, albo gorzej!, jeden przodem, a drugi za nim. Miał dosyć. Chciał dotrzeć jedynie do domu i o wszystkim zapomnieć, włącznie z nowym znajomym.
- Jeżeli nie jesteś niemieckim policjantem incognito, to oczywiście. Mieszkam nad kinem, to już blisko. – niby zażartował, ale tak naprawdę zestresował się jeszcze bardziej, no i chciał sobie strzelić w twarz za ten durny tekst. Nie chcąc, by mężczyzna zobaczył jego zażenowany wyraz twarzy, o ile było to w ogóle możliwe w tych ciemnościach, szybko odwrócił się w odpowiednim kierunku i powoli ruszył przed siebie.

_________________
Spis wątków | Seven deadly sins | Poszukuję
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
VenceslausSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 30/07/2017
Liczba postów : 90


Cytat : The dif­fe­ren­ce bet­ween sex and death is that with death you can do it alo­ne and no one is going to ma­ke fun of you.
Wiek : 19
Male


PisanieTemat: Re: Czy to już czas...?   Wto Wrz 26, 2017 9:36 pm

Fakt faktem. Nawet jeśli z urody nieszczególnie przypominał Niemca, to nie potrafił wyzbyć z tonu twardego akcentu, który za sobą nosił język niemiecki. Nieważne jak dobrze będzie odgrywał powierzoną mu rolę, tak czy siak ciężko będzie zamaskować mu znajomy i charakterystyczny dla ucha akcent. Mimo wszystko cieszył się, że owe zadanie nie jest na tyle proste, na ile mogłoby się wydawać. Zdobyć zaufanie jako turysta jest łatwo, ale jako turysta będący Niemcem? Jeśli mu się to uda, to będzie tylko świadczyło o rzetelności wykonywanego polecenia. Jednak czy w ogóle chciał te zadanie wykonać...?
Mimo wszystko nie powinien go tak surowo oceniać na powitanie. Jeszcze nic nie zrobił, a w myślach szczerze go nienawidził za to, że stara się z nim porozumieć w jego ojczystym języku. Jeśli mężczyzna okaże wobec niego niechęć ze względów oczywistych, zawsze może pójść na ugodę i przerzucić się na brytyjski angielski. Chociaż przy takim wyborze trudno powiedzieć, co w jego przypadku byłoby gorsze.
Potaknął na jego słowa, a kiedy był pewien, że rzeczywiście nic mu nie było, puścił go, z początku niepewnie, bo sam nie wiedział, czy nie potrzebował skromnej pomocy w postaci podpórka. Szybko jednak odgonił od siebie te myśli, żeby tylko nie pokazać swoich słabości, skupiając się w pełni na nowo poznanym człowieku. Na razie nie miał wobec niego opinii. Wiedział tylko tyle, że był strasznie nieufny, co było aż za bardzo zrozumiałe. Wpatrywał się w niego, może zbyt intensywnie, oczekując od Francuza konkretnej odpowiedzi. I mimo tego, że noga go rwała jak diabli, to uparcie stał i czekał, przenosząc jednak ciężar ciała na tą zdrową nogę. Zawsze to odrobiny bólu mniej. Już nie wspominał o piekących żebrach. Na pewno będzie miał parę siniaków do swojej bogatej kolekcji blizn i ran.
Zaśmiał się cierpko.
- A co jeśli jestem? Co wtedy zrobisz? - spytał z czystej ciekawości, nie ujawniając po sobie prawdy, że był, a raczej powinien być szpiegiem. W dodatku szybko było można zauważyć, że na żartach, w dodatku takich słabych nieszczególnie się znał. Gdyby było można czytać z niego jak z otwartej księgi, z pewnością mężczyzna wyczułby emanujące rozdrażnienie od Daniela. Bo w końcu irytował go fakt, że tak bezczelnie go dyskryminuje. Co z tego, że robił za hipokrytę. Swoje za uszami miał, ale ten człowiek jeszcze tego nie wiedział.
Nie czekając zbyt długo na jego odpowiedź, bez słowa ruszył w stronę wspomnianego wcześniej kina, biorąc z początku głębszy wdech. Pierwszy krok był zawsze najgorszy. Później szło już z górki. Mimo to zaczął coś grzebać po kieszeniach, jakby szukał czegoś konkretnego. I nieważne jak bardzo się starał, nie potrafił znaleźć leków przeciwbólowych, o których zapomniał lub wyleciały mu w wirze walki.
- Jeśli to nie problem, to możemy iść nieco wolniej? - spytał subtelnie, wiedząc, że nie da rady iść szybszym marszem, a nawet normalnym krokiem. Zdecydowanie koledzy wykorzystali fakt, że ma problem z nogą i porządnie go w nią uderzyli, przez co skutki tego są właśnie takie, a nie inne. Zabawne, że akurat właśnie tam celowali.
- Przedstawisz mi się? Czy wolisz pozostać incognito? - zerknął na niego kątem oka, dając mu łaskawie wybór. Nie potrafił być delikatny, nawet w słowach. Czuć było od Daniela twardym i szorstkim charakterem, który nie lubił sprzeciwów. Z pewnością był zupełnym przeciwieństwem Jeana, co było na swój sposób interesujące. Przy zabawie znajdź między sobą 100 różnić... bawiliby się doskonale, a pomysłów z pewnością nie brakowałoby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
7.Don't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/05/2017
Liczba postów : 127
Cytat : Oh! Despicable me.
Wiek : 26
Male


PisanieTemat: Re: Czy to już czas...?   Czw Lis 02, 2017 9:58 pm

Rzeczywiście tego nie przemyślał. Palnął coś co było naprawdę kiepskim żartem i miało rzekomo rozluźnić atmosferę, którą można było kroić siekierą, a zamiast tego nie dość, że obraził Niemca, to być może wkopał się w jeszcze gorsze kłopoty niż przed chwilą. Na boga chińskiego! Jak to się stało, że z przyjacielskiej wizyty u tego idioty, ten wieczór przerodził się w prawdziwy horror z Niemcami w roli katów, a on bohatera tragicznego?! Na domiar złego jak ostatni idiota obraził kolejnego przedstawiciela III Rzeszy i to w najgorszy możliwy sposób, bo usiłując zażartować. Zatrzymał się. Sztywno i najszybciej jak tylko potrafił w tym momencie, choć nie była to zawrotna prędkość, odwrócił się w stronę swojego towarzysza z przerażeniem wypisanym na bladej twarzy.
- Najmocniej przepraszam za ten nietakt, proszę o wybaczenie za moją nieuprzejmość wobec pana. – nie zamierzał się tłumaczyć, bo jeszcze bardziej by się pogrążył. Z resztą mężczyzna mógł to uznać za kolejną nieuprzejmość, dlatego jeszcze raz przeprosił, zwiesił głowę i z powrotem odwrócił się w wyznaczonym wcześniej kierunku. Nogi nie chciały go słuchać. Miał wrażenie, że są z ołowiu, a podniesienie ich jest jak niekończąca się i niemożliwa do wykonania Syzyfowa praca. W końcu udało się postawić pierwsze kroki, choć wymagało to do niego niemożliwych pokładów energii i samozaparcia. Miał wrażenie, że przez następny tydzień, ba! Miesiąc nie wyściubi nosa poza swoje kino, bo będzie tak przerażony. Niestety matka natura przy wybieraniu jego puli genetycznej postanowiła pozbawić go czegoś tak doniosłego jak odwaga. Czuł się jak przebrzydły tchórz i wcale nie było mu z tym dobrze, gdy chował głowę w piasek, gdy bał się zwykłego Niemca, który mógł być po prostu uprzejmym turystą i przypadkowym nieznajomym.
Nic nie odpowiedział, ale zwolnił. Nie zrobił tego specjalnie, zwyczajnie głoś ugrzązł mu w gardle ze strachu i nie potrafił go w żaden sposób z powrotem wypchnąć i zwokalizować swoich myśli.
Długo szli w milczeniu, długo bo ciążąca cisza była jak dyndające u szyi topielca kowadło, długo bo nim zebrał się na odpowiedź i odnalezienie w sobie siły, by wreszcie się wysłowić, zdążyli dojść pod jego kino. Spojrzał na ćmiący się, podświetlany napis z nazwą Le cinéma de la Naïade.
- Jean-Baptiste de la Cassière, a to jest moje kino. – wydusił z siebie, ale nie bez pomocy wszelkich mistycznych znanych mu bożków i boginek, wszakże nie był wierzącym katolikiem. Spojrzał ukradkiem na surową twarz Niemca, a potem szybko na swoje kino. Czuł się niezręcznie. Normalnie w takiej sytuacji zaprosiłby nieznajomego do środka, poczęstował ciepłym napojem, nawet zaoferował nocleg, ale to był cholerny Niemiec! Nie mógł go ot tak beztrosko zaprosić do domu.

_________________
Spis wątków | Seven deadly sins | Poszukuję
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
VenceslausSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 30/07/2017
Liczba postów : 90


Cytat : The dif­fe­ren­ce bet­ween sex and death is that with death you can do it alo­ne and no one is going to ma­ke fun of you.
Wiek : 19
Male


PisanieTemat: Re: Czy to już czas...?   Nie Lis 05, 2017 7:18 pm

Nie chciał wyjść na kogoś gburowatego, ale ciężko było ukryć fakt, że był Niemcem i niegdyś służył dla niemieckiego wojska. I ciągle ich wspomaga. Po usłyszeniu takich słów nie mógł sobie odmówić na szczyptę złośliwości, którą pokierował w stronę nieznajomego, dodając mu kolejnego stresu. Nie znali się, więc musieli uważać na to, co mówią w swoim towarzystwie. Francuz powinien wiedzieć to najlepiej, podczas gdy jego kraj jest okupowany przez inny. Dodatkowo nie tak dawno obaj zostali złapani po godzinie policyjnej. Niech ma nauczkę, bo przy następnym razie ktoś może nie być na tyle wyrozumiały co Daniel, o ile jego zachowanie można nazwać słowami wyrozumiałości. Na domiar tego uśmiechnął się, kiedy mężczyzna w zdenerwowaniu i panice przepraszał go za swój beznadziejny żart o niemieckiej policji. No, może nie był aż taki beznadziejny, ale na pewno niestosowny.
Spokojnie. Zwracam Ci tylko uwagę. Masz szczęście, że mówiłeś to do mnie, bo gdybyś użył tych słów wobec nich... — nawet nie chciał kończyć. Każdy wiedział, co to dokładnie znaczyło. Nawet on, ten, który w teorii robił za szpiega oberwał tak, jakby był zwykłym cywilem. Celowali w najgorsze możliwe punkty, pokazując, że w ten sposób nie znali litości. Wiedział to dobrze, bo sam taki był. Z pewnością gdyby nadal robił za wojskowego, Francuz już dawno oberwałby za zniewagę Niemca.
Zaczęli iść dalej, a przez większą część drogi oboje milczeli. Nie było w tym nic dziwnego, bowiem żadnej z nich nie miał nic konkretnego do powiedzenia. Jeden z nich był cholernie obolały, a drugi zestresowany i tylko marzył o tym, aby znalazł się w ciepłym łóżku. Cieszył się jednak, że w jakimś stopniu go słucha, bo zwolnienie tempa marszu zdecydowanie przysporzyło mu trochę ulgi. Na znak tego odetchnął cicho i nim się obejrzał, byli już na miejscu.
Mogę Ci mówić tylko Jean? Nie zdołam zapamiętać całej godności na długo — kłamał, ale był ciekaw tego, w jaki sposób zareaguje mężczyzna na wieści o zapamiętywaniu. Swój wzrok wbił na święcący napis kina, starając się zapamiętać każdy szczegół jak najlepiej, po czym spojrzenie chłodnych i mętnych oczu przeniósł na twarz mężczyzny — Zaprosisz mnie do środka? — bezpośredniość była wstrętną cechą tego mężczyzny. Widział wyraźnie, że nie chciał go u siebie w mieszkaniu, a mimo to chciał chamsko się wprosić. Ciężko powiedzieć, czy to ból w nodze zmuszał go do takiej decyzji (zawsze mógł na moment sobie usiąść), a może ma w tym zupełnie inny interes. W każdym razie miał nadzieję na osiągnięcie swojego celu, a francuz nie poczuje się na tyle urażony czy zrażony, aby mu odmówić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
7.Don't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/05/2017
Liczba postów : 127
Cytat : Oh! Despicable me.
Wiek : 26
Male


PisanieTemat: Re: Czy to już czas...?   Nie Lis 05, 2017 8:16 pm

- Oczywiście. – czasami nienawidził tej francuskiej uprzejmości wbitej w jego naturę, tego że latami do głowy tłukli mu nienaganne maniery, nawet wobec obcych i nieszczególnie przychylnych mu osób. Zdołał nawet wymusić krótki, acz całkiem ładny uśmiech, który ukradkiem posłał w stronę mężczyzny.
- Proszę mówić tak jak będzie panu wygodniej, panie…? – i to było to subtelne zapytanie o jego godność, bo co to za wymiana uprzejmości skoro jako jedyny był wylegitymowany? No dobrze, nawet by się nie oburzył, gdyby zwyczajnie kazał mu pokazać dokumenty, ale w innym przypadku grzeczność nakazywała odwdzięczyć się i samemu przedstawić. Doprawdy, czy Ci Niemcy niczego nie byli nauczeni?
- Do środka? – aż się zapowietrzył mentalnie, gdy powtórzył jego prośbę. Długą chwilę trwało nim udało mu się dojść z powrotem do ładu psychicznego, po usłyszeniu tej prośby… rozkazu. Czuł jak zimny pot ścieka mu wzdłuż kręgosłupa. Okropne uczucie. Pragnął otworzyć drzwi, wejść do środka i zatrzasnąć mężczyźnie drzwi przed nosem, a potem jak małe dziecko naśmiewać się z niego wyglądając przez małą szybkę obok wejścia. Wizja ta była niedorzecznie absurdalna.
- Naturalnie, zapraszam. – wzdrygnął się nieszczęśliwie, ale postąpił krok do przodu, wyciągnął klucze z kieszeni płaszcza i otworzył drzwi, puszczając mężczyznę przodem. - Nie wiem czy jest jeszcze moja gosposia, ale zaparzenie herbaty, to żaden problem. – bo na herbacie miał nadzieję zakończyć ten przemiły najazd Niemców na swój dom. Już wystarczyło, ze to bydło okupowało jego ukochany kraj, nie musieli się pchać ze swoimi buciorami do jego domu, a co gorsza, do kina. Zabrał odzienie mężczyzny i razem ze swoim płaszczem powiesił na wieszaku.
- Ninette? Ninette, jesteś jeszcze? Mamy gościa. – jeszcze nie wiedział czego obawiał się bardziej, że młoda dziewczyna jeszcze będzie pracowała i ten dziwny Niemiec coś jej zrobi, czy jednak jej nie będzie i zdecyduje się zrobić coś jemu samemu. Nim zdążył się zdecydować z kuchni wysunęła się drobna kobieta, której bliżej urodą było do mokrego snu pedofila, aniżeli dojrzałej kobiety jaką przecież już była!
- Mam zaparzyć herbaty czy kawy? – ona nawet nie ukrywała, że widok rosłego mężczyzny ją nieco przestraszył, dlatego chętnie trzymała się blisko kuchni – swojego bezpiecznego azylu.
- Zrób to i to. Będziemy w salonie. Zapraszam, tędy. – poprowadził swojego gościa do skromnego saloniku umeblowanego secesyjnymi meblami. Niczego nie było tutaj w nadmiarze, ale również niczego nie brakowało. Zaproponował mu jeden z miękkich foteli, ale do dyspozycji była również kanapa, na której sam zdecydował się usiąść. Panująca cisza była niezwykle krępująca, ale tutaj, już w zaciszu swojego własnego domostwa czuł się nieco lepiej i wyglądał na pewniejszego niż na zewnątrz.

_________________
Spis wątków | Seven deadly sins | Poszukuję
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
VenceslausSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 30/07/2017
Liczba postów : 90


Cytat : The dif­fe­ren­ce bet­ween sex and death is that with death you can do it alo­ne and no one is going to ma­ke fun of you.
Wiek : 19
Male


PisanieTemat: Re: Czy to już czas...?   Nie Lis 05, 2017 9:28 pm

Z pewnością mógł być bardziej wychowany od Daniela, choć jego trzymały rygorystyczne zasady, które wpajali mu od najmłodszych lat. Pewnie nie wybacz sobie, że tak paskudnie nie przedstawił się mężczyźnie. Musiał zmusić go do subtelnego upomnienia, przez co Lark uniósł delikatnie kąciki ust ku górze, zupełnie jakby starał się uśmiechnąć. Choć wcale nie przypominało to sympatycznego uśmiechu, ale przynajmniej chciał się postarać, aby taki był.
Przepraszam najmocniej, jestem Daniel Fischer — oznajmił, nie czując zbytniej potrzeby przedstawiać się inaczej, tak samo nie widział sensu, aby zdradzać swoje drugie imię. I tak mężczyzna nie byłby wstanie wypowiedzieć tego imienia — nawet Niemiec ma z nim niemały problem, a co dopiero Francuz — Możesz mi mówić Daniel — dokończył, nie chcąc o sobie słyszeć jak o panu. Swoje lata co prawda miał, ale mężczyzna również nie wydawał się młody. Bez sensu byłoby, gdyby jemu kazał mówić do siebie w formie grzecznościowej, a on sam używałby jego imienia jakby byli najlepszymi kolegami z klasy.
Chwilę czekał aż mężczyzna zdecydował podjąć się ostatecznej decyzji, która była dla niego cholernie trudna. Wcale mu się nie dziwił — w końcu jego kraj był okupowany przez Niemców, a on sam nim był i ani trochę nie zamierzał się z tym kryć. Bolał go jednak fakt, że wrzucał Daniela do stereotypowego worka, ograniczając tym samym swoją wizję. Póki co nie chciał dla niego źle, a nawet mu pomógł. Przypadkiem, bo przypadkiem, ale jednak. Powinien mu dziękować, że nie jest właśnie zaciągany do więziennych kart i katowany. Powinien? Tak, zdecydowanie powinien to zrobić. Może nie oczekiwał po nim miłosierdzia, ale zaproszenie na ciepłą herbatę... Na pewno jego introwertyczna dusza poczułaby się miło.
Wszedł zdecydowanie do środka, a przekroczenie obcego progu drzwi zaczęło go przyprawiać o lekki dyskomfort. Osobiście wolał być już w domu, posiedzieć sam w ciepłej kąpieli i z książką w ręce, ale niestety potrzebował chwilowego odpoczynku. To nie te lata, gdzie z postrzeloną nogą bądź ręką był wstanie przemierzyć dobre 5 kilometrów i wyjść z tego zwycięsko. Z drugiej strony czuł się w obowiązku spełnić zadanie, które zostało mu nałożone. Robił to niechętnie, ale musiał.
Nie był chętny na poznawanie nowych ludzi, dlatego na jego słowa tylko przytaknął, w żadne sposób ich nie komentując. Oddał mu płaszcz, aby mężczyzna mógł przewiesić go w odpowiednim dla niego miejscu, po czym udał się za nim w stronę kuchni bądź salonu. Nie wiedział, gdzie go dokładnie prowadzi, ale zauważył, że odkąd przekroczył próg swojego mieszkania, poczuł się bardziej pewny siebie w jego obecności. Ciekawe.  
Dość szybko poznał gospodynię Jeana, która wyglądem nie grzeszyła. Nie sprawiła jednak większego wrażenia na mężczyźnie, uznając ją za zwykła gospodynię domu. Niemniej zauważył wymalowany lęk na twarzy kobiety. Nie było widać po nim, że był Niemcem, a nawet nie zdążył do niej nic powiedzieć. Aż tak bardzo był przerażający? Aby przełamać lęk dziewczyny postanowił się do niej uśmiechnął, ale tym mógł ją jeszcze bardziej przestraszyć, bo on i uśmiech to dwie sprzeczności. Odchrząknął cicho, odprowadzając kobietę spojrzeniem do kuchni i ponownie udał się za mężczyzną, który tym razem doprowadził ich do salonu. Usiadł sobie na fotelu, przyglądając się otoczeniu i odczuwając pewną ulgę w nodze. Po raz kolejny między nimi zamarła martwa cisza i aż szkoda było ją przerywać.
Nie jestem tutaj zbyt długo... — zaczął powoli, chcąc przełamać niekomfortową ciszę — dlatego byłem ciekaw, czy znasz miejsca, które poleciłbyś mi w ramach zwiedzenia czy odwiedzin. I ładne masz mieszkanie — spytał z widocznym zainteresowaniem, chcąc mu również pokazać, że był zwykłym cywilem, który tylko przebywa we Francji. Nawet ciężko powiedzieć, czy aby na pewno był Niemcem — co prawda akcent robił swoje, ale nie dało się powiedzieć, że był nim w 100%. To mogło sprawić, że stres gospodarza nieco zmaleje, przez co nie będzie aż taki spięty i zechce z nim porozmawiać o czymś luźnym, nie wchodząc na tematy religijne czy polityczne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
7.Don't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/05/2017
Liczba postów : 127
Cytat : Oh! Despicable me.
Wiek : 26
Male


PisanieTemat: Re: Czy to już czas...?   Wto Gru 05, 2017 12:14 am

Niby czuł się trochę pewniej niż jeszcze chwilę temu na ulicy, ale wciąż miał uczucie jakby był wrogiem we własnym domu, który zdecydował się okupować Niemiec. Zupełnie jak jego kraj. Co za paskudne zrządzenie losu i przeklęta metafora. Nie podobała mu się sytuacja. Chciał jak najszybciej pozbyć się intruza ze swojego domu, by móc w spokoju umrzeć ze strachu i dać upust emocjom. Ale jak na złość ktoś mu usilnie w tym przeszkadzał i zamiast zrzucić z siebie te wszystkie nieprzyjemne uczucia, trzymał je wciąż wewnątrz siebie, zupełnie tak jak zimą się człowiek spina i garbi, by było cieplej, a po powrocie do domu czuje nieprzyjemne tego skutki w postaci napiętych ramion i rozchodzącego się bólu. Właśnie tak teraz miał, jakby napinał wszystkie możliwe mięśnie, gdy przebywał w towarzystwie Daniela, a może rzeczywiście tak robił? Tylko nie potrafił tego zidentyfikować, bo był tak przejęty sytuacją, że nie wiedział czy również fizycznie napina swoje ciało, które po tej wizycie będzie równie zmęczone co umysł.
- Dziękuję, Ninette. Możesz iść do domu. – a że dziewczyna miała blisko, ledwo kilka kroków do przejścia przez zapuszczone podwórko, to nie musiała się obawiać, że i ją napadną nieuprzejmi Niemcy.
- Proszę wypocząć. – uśmiechnęła się w jakiś taki pokrzepiający sposób i z powrotem uciekła do kuchni. Na stole stały przyniesione przez nią dwa malutkie dzbanki – jeden z kawą, drugi z herbatą – a obok nich średniej wielkości, białe filiżanki zdobione drobnymi, secesyjnymi elementami. Jeszcze gdzieś pośród tego wszystkiego dało się doszukać małej cukiernicy, mlecznika i spodeczka z łyżeczkami, które dopełniały całości.
- Proszę się częstować. – wskazał dłonią na stolik, ale szybko schował ją z powrotem, bo czuł jak mu autentycznie drży podczas najmniejszego ruchu. Nie chciał pokazywać swojego strachu, nie gdy byli już poza zaciemnioną, słabo oświetloną uliczką, gdzie mrok skrywał wszelkie niedoskonałości i doskonale maskował niepotrzebne zachowania. Teraz czuł się jak na przesłuchaniu. We własnym domu! Jego ojciec przewracał się w grobie.
- W Paryżu wszystko warte jest zwiedzenia. Od nic nieznaczących uliczek z zabytkowymi kamienicami, przez place, oranżerię, muzea, aż po najważniejsze miejsca jak wieża Eiffela czy Luwr. Chociaż zbiory Luwru zostały nieco uszczuplone przez... – ugryzł się w język nim skończył na Nazistów. Nie mógł przecież tak otwarcie o tym mówić, nie przy kimś kto nawet jeżeli naprawdę był turystą, to jednak turystą niemieckiego pochodzenia, a to już było niebezpieczne.
- Zależy co pana… przepraszam, co Ciebie interesuje, Danielu. Czy lubisz oglądać obrazu? A jeżeli tak, to z jakiego okresu, w Muzeum D’Orsay mamy komplet impresjonistów, wspaniała wystawa. Jeżeli jesteś zainteresowany architekturą, to tak naprawdę większość budynków… – pauza, musiał się namyslić, bo niemal powiedział – nie przetrwała i została zniszczona przez Niecmów. - Warto obejrzeć choćby katedrę Notre Dame czy przepiękną bazylikę Sacré-Cœur położoną na wzniesieniu nieopodal placu Pigalle, a tam natomiast można kupić wyborne jadalne kasztany. Warto pójść na rejs po Sekwanie, by z poziomu staktu spojrzeć na Paryż lub gdy wreszcie zapalą się wszystkie światła i oglądać go nocą… – westchnął i rozmasował sobie nasadę nosa dłonią. To było trudniejsze niż mu się wydawało. - Zdecydowanie nie nocą. To może być niebezpieczne, nawet dla Ciebie. Możesz się wybrać do Narodowej Opery lub do kina, chociaż w tym drugim nie będziesz miał okazji zobaczyć nic francuskiego. – nalał sobie herbaty do filiżanki i ujął ją za małe uszko, by podmuchać na zbyt ciepły płyn. W tej chwili, po tak licznych wpadkach nie potrafił spojrzeć mu w oczy, więc szybko uciekł spojrzeniem na herbatę.

_________________
Spis wątków | Seven deadly sins | Poszukuję
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Czy to już czas...?   

Powrót do góry Go down
 
Czy to już czas...?
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Daniel i czas, czasu i połowy czasu a plan 3 wojen światowych...
» Czas na nikogo nie czeka. [Astira i Ciro]
» Czasy końca
» Rezonans Schumana.... czyżby Bóg skracał czas????
» Czas miecza. [Broń biała - Shane]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zona scriptum :: Okruchy Życia-
Skocz do: