CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 His name is SIN

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Last DragonI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 785


Cytat : don't judge me i was born to be awesome not perfect
Wiek : 27
Female


PisanieTemat: His name is SIN   Sob Sie 19, 2017 7:21 pm

Narodził się ze związku sukuba i czarownicy. Wychowany został przez jedną z najpotężniejszych istot ognia. Od tresury zwierząt przeszedł do tresury ludzi. Bat jest dla niego przedłużeniem ręki. Po ojcu odziedziczył też niewątpliwy talent do wyciągania z ludzi informacji różnymi sposobami.
Teraz jest nieśmiertelny. W raz z dwoma braćmi krwi włada największą wampirzą organizacją. Obudził się z wieloletniego letargu i jest głodny. Bardzo głodny.
Ma jednak dobrych przyjaciół pamiętających o jego upodobaniach i smakach...


Wampir: Last Dragon
Przekąska: Skull

Ostrzeżenie: Seks Przemoc Tortury Śmierć

_________________
Creativity is infinite



Only thing that limit us is our imagination

Spadek weny, mocny. Będę leniwa w najbliższym czasie. Proszę nie bić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Last DragonI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 785


Cytat : don't judge me i was born to be awesome not perfect
Wiek : 27
Female


PisanieTemat: Re: His name is SIN   Sob Sie 19, 2017 8:13 pm


Siergiej Ivan Nathaniel Bloderhood
195 cm wzrostu i 95 kg
Znaki szczególne: Brak

Charakter i zachowanie:
Zdecydowany i cierpliwy. Nie znosi niesubordynacji. Nie pozwala nikomu przebić się przez lodowatą zasłonę w koło siebie. Emocjonalnie wycofany. O jego zadowoleniu bądź złości świadczy wyłącznie to jak posługuje się batem bądź gra. Kocha kontrolę. Uwielbia zadawać ból. Nie łączy go jednak z seksem chyba, że akurat jego kochanek coś przeskrobał. Przed przemianą był bardziej otwarty, ciepły, nawet się uśmiechał, jednak tego czasu nie pamięta już nikt.  Narzucił sobie maksymalną kontrolę. Wiele czasu spędza dokształcając się w różnych dziedzinach. Jeśli zaczyna w jakiś sposób lubić kogoś jest na swój sposób troskliwy. Niestety jego troska objawia się kompletną kontrolą nad życiem włączając w to aspekty medyczne i żywieniowe. Ma w sobie naturalny magnetyzm sukuba. W połączeniu z jego wampirzym urokiem jest to mieszanka zabójcza. Gdy się porusza przypomina w gracji kota.

Historia w pigułce:
Siergiej urodził się z jednorazowej przygody sukuba i czarownicy ponad 700 lat temu 15 sierpnia w piękną noc nowiu. W łonie matki przyjął sukubią formę jeszcze przed porodem. Kiedy więc ten się zaczął demoniczne rogi rozdarły kobietę tak, że najlepsi lekarze i magowie nie byli w stanie jej uratować. Sukub nie potrafił zajmować się dziećmi. Nie miał do nich cierpliwości i nigdy nie chciał ich mieć. Uratował go z tej sytuacji obecny kochanek. Istota ognia. Żywiołak zakochał się w niewinnej duszy chłopca i pomógł mężczyźnie przetrwać pierwsze lata życia. Przyznać trzeba, że do trzeciego roku życia Siergiej miał kochaną chociaż totalnie męską rodzinę. Czuły i opiekuńczy żywiołak trzymał jego rozpustnego ojca dość krótko. Gdy Siergiej miał 3 lata tragedia dotknęła rodzinę przyrodniego ojca i musiał on wyruszyć w podróż. Ojciec chłopca zaczął swoją frustrację brakiem kochanka okazywać przez katowanie dziecka. Tylko dzięki częściowo sukubim genom chłopiec przeżył wiele z jego praktyk. Bicie. Poniżanie. Od pewnego momentu gwałty. Chodziło o złamanie chłopca do tego stopnia by nie ważył się powiedzieć o skokach w bok swojego ojca. Wszystko ustawało na krótkie momenty gdy Żywiołak wracał do ich domu. Wtedy ojciec stawał się anielskim wcieleniem.
Miał 10 lat kiedy wracając ze szkoły zobaczył jak jego dom płonie. Z płomieni wyszedł jego przyrodni ojciec. Niespodziewana wizyta sprawiła, że zastał ukochanego w łóżku z kimś innym. Gniew ognia był ogniem. W celu zatarcia śladów za sobą chłopiec otrzymał nowe imię. Ivan.
Jako Ivan wiódł całkiem spokojne i dość sielankowe życie u boku swojego przyrodniego ojca. Był istotą magiczną więc bez problemu poradził sobie z opanowaniem żywiołu. Jako 16 latek zainteresował się tresurą zwierząt i zapragnął samodzielności. Bał się też pokazać swojemu przyrodniemu ojcu te zapędy do okrucieństwa zasiane przez jego biologicznego ojca. Podróżował dużo aż trafił na Demonic. Kobietę wampira, która zapragnęła uczynić go swoim. Była jego wielką miłością. W wampirzym rodzie zajmowała miejsce po prawej stronie rady trzech. Zabiła go by przemienić. Dała mu też kolejne Imię. Nathaniel. Dość powiedzieć, że przemiana była okropnie bolesna i gdy tylko Nathaniel wstał pragnął zemsty. Domnic zginęła parę lat później gdy w pełni opanował swoje nowe umiejętności. Gdy zginął główny lord wraz z dwoma swoimi braćmi przejęli rolę nadzorców nad największym wampirzym klanem. Przyjął też nowe imię które oddawać miało całe jego istnienie. Sin.

Na chwilę obecną mieszka w średniowiecznym zamczysku na przedmieściach stolicy wraz ze swoją służbą. Pilnuje by finansów wampirzego imperium i całkiem dobrze odnajduje się w nowoczesności. Prawem własności nikt nie może mu zakazać niczego na jego ziemiach. Kiedy jednak wychodzi na przestrzeń publiczną jest bardzo przykładnym obywatelem.


Smaczki:
♣ Dotknięcie jego tyłka ( i nie tylko) może skończyć się śmiercią ( uraz od dziecka). Pozwala na dotyk tylko poniektórym i pod warunkiem, że kontroluje każdy ruch tej osoby.
♣ Bardzo dba o swoje włosy.
♣ Gra na fortepianie i naprawdę dobrze gotuje
♣ Bat jest przedłużeniem jego ręki. Nigdy się z nim nie rozstaje.
♣ Od lat nie przegrał żadnej walki anie potyczki.
♣ Bardzo dobrze włada magią ognia.
♣ Nigdy nie przemienił żadnego wampira. Jego świta składa się wyłącznie z tych którzy dobrowolnie oddali się pod jego bezpośrednie władanie.
♣ Uwielbia gdy ktoś masuje jego głowę.
♣ Nadal nie przyznaje się do swojego wampiryzmu.  
♣ Jego przyrodni ojciec ma na imię Flame i jest jedyną istotą, która jest go w stanie powstrzymać nawet w szale krwi, mimo iż nie wie o jego przemianie.
♣ Największą radość sprawia mu podporządkowywanie sobie innych. Walcz a potem ulegnij.

_________________
Creativity is infinite



Only thing that limit us is our imagination

Spadek weny, mocny. Będę leniwa w najbliższym czasie. Proszę nie bić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
SkullDon't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 16/08/2017
Liczba postów : 17
Male


PisanieTemat: Re: His name is SIN   Pon Sie 21, 2017 7:50 pm


Carreau „Samuel Black”
Demon || 170 cm wzrostu || 63 kg wagi


Opis: Zdecydowanie zbyt pyskaty, zbyt odważny, zbyt pewny siebie, zbyt często wpadający w kłopoty przez własną niewyparzoną gębę. Nie potrafiący pochylić karku przed ważniejszymi od siebie osobistościami. Nienawidzi być kontrolowanym, ani tym bardziej słuchać czyiś poleceń. Wolny duch, robiący wszystko po swojemu i w swoim czasie. Działa na przekór wszystkiemu. Uparty, zawzięty oraz muszący stawiać na swoim. Do krótkiego czasu rozpuszczony dzieciak. Wszystko zmieniło się z czasem, kiedy zaczął żyć na własną rękę w obcej dla siebie okolicy. Niereformowalny i ciężki do wychowania. Można śmiało go porównać do niesfornego psa, który głośno ujada i równie mocno gryzie.

Dodatkowe:
~ Potrafi władać lodem. Zamrozi wszystko bez możliwości dostępu do wody.
~ Syn jednego z ważniejszych demonów w mieście.
~ Uciekł z domu swego ojca posługując się fałszywą tożsamością – Samuel Black.
~ Żył z krętactwa, oszustwa i naciągania.
~ Posiada lekko szpiczaste uszy. W prawym uchu nosi czarny krzyż. Prześmiewczo. Dodatkowym atutem są jego rogi.
~ Na ciele posiada kilka blizn. Jednak najwidoczniejsza znajduje się na wewnętrznej stronie dłoni i jest to ślad po poparzeniu.
~ Nie toleruje ognia.
~ Stał się niewolnikiem przez głupi zakład w karty.
~ Potrafi się obronić.


Ostatnio zmieniony przez Skull dnia Wto Sie 22, 2017 7:53 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Last DragonI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 785


Cytat : don't judge me i was born to be awesome not perfect
Wiek : 27
Female


PisanieTemat: Re: His name is SIN   Pon Sie 21, 2017 8:55 pm

Zamek Sina miał wiele tajemnic. Pięć wierz miało pięć kondygnacji z czego główna miała zamiast dachu taras widokowy na szczycie. Skrzydła zamku okalały dziedziniec szczelnie nie dopuszczając do jego środka słonecznego światła. Miały cztery kondygnacje nad ziemią. Zamek posiadał też trzy podziemne kondygnacje i mnóstwo pomieszczeń gospodarczych wraz z osobnym budynkiem basenu i areną do trenowania zwierząt i czasami ludzi. Na tyłach znajdowała się stajnia z padokiem. Cała posiadłość wzbudzała zachwyt architektów dzięki zachowaniu klasycznych murów i połączeniu ich z współczesnymi technologiami. Przebudził się z letargu dobre 50 lat temu jednak nadal nie czuł się syty. Nie zaspokoił swojej żądzy krwi. Kiedy więc zaproponowano mu krnąbrny prezent aż wyszedł przed zamek w oczekiwaniu.
Jego prezent przyjechał w klatce. Stosunkowo małej jak na dużego kota ale wystarczającej jak na człowieka. Klatka okryta była czarnym materiałem. Podniósł delikatnie kant materiału. Chłopak był czymś naćpany.
- Papiery niewolnicze?- Zapytał dostawcę. Skoro miał przyjąć go na własność chciał być pewien, że robi to zgodnie z prawem. Szczególnie, że dzieciak nie wyglądał na jakiegoś przybłędę z ulicy.
- Panie Sin, szef powiedział, że mamy panu dać to i nagranie. Chłopak został przyłapany w kasynie na oszukiwaniu. Dostał szansę. Wygra i jest wolny, przegra i jest własnością szefa. Hehehe, zdziwił się jak się okazało, że nie jest to układ na jedną noc hehehe.
- Standardowo nie doprecyzowali warunków... co mu podali?
- Środek nasenny żeby nie robił problemów w transporcie. Strasznie dziki jest.
Wampir kiwnął na swoich dwóch poddanych.
- Znieście go do celi numer trzy. Rozebrać. Założyć łańcuch i kajdany. Nakarmić. Dajcie znać jak zje i się obudzi.
Podpisał dokument przejęcia niewolnika na własność i pozwolił mężczyznom się tym zająć. Sam zrobiłby to szybciej i nie potrzebowałby pomocy. Od tego jednak miał przecież wampiry, które poprzeciągały mu służyć.

_________________
Creativity is infinite



Only thing that limit us is our imagination

Spadek weny, mocny. Będę leniwa w najbliższym czasie. Proszę nie bić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
SkullDon't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 16/08/2017
Liczba postów : 17
Male


PisanieTemat: Re: His name is SIN   Wto Sie 22, 2017 8:05 am

Uchylił powieki spoglądając na czarne, betonowe niebo wiszące nad jego głową. Smród strachu i moczu, niwelował wyobrażenia o gwiazdach, a ból głowy o wolności. Świat tańczył mu przed oczami. Ciemne plamy zachodziły mu pod powiekami, a obraz nadal pozostawał niewyraźny. Zresztą, co tutaj było do oglądania. Ciemność. Wszechobecna ciemność, pozwalająca wkradać się półmrokowi z korytarzu, na którym najwidoczniej było nieco więcej światła niż w pomieszczeniu, w którym się znajdywał. Chłód przebiegł po plecach niczym oddech Śmierci. Łaskotał go w kark, a potem przeniósł się na nagie ramiona całując go wzdłuż ręki aż do ud. Coś było nie tak. Zdecydowanie nie powinien odczuwać takiego zimna. Przecież miał ubra---. Ubrania. Pospiesznie przesunął palcami po całym swoim ciele i dopiero w tym momencie oprzytomniał z amoku zaserwowanego przez środki nasenne. Leżał nagi, a niewyobrażalne zimno nagle stało się uzasadnione. Podniósł się do siadu, jednak słysząc kroki ponownie się położył i zamknął oczy. Głowa go bolała, a nieznane głosy niesamowicie go irytowały. Drzwi celi otwarły się, a on mógł poczuć zapach jedzenia.
Wyszli szybko. Został znowu sam. Szarpnął się do siadu, a wówczas zabrzęczały łańcuchy.
Co jest kurwa... — warknął pod nosem. Nie potrafił sobie przypomnieć czy układ z tamtym typem miał wyglądać tak perwersyjnie. Chociaż zdążył zauważyć, że tu nic nie przypominało ich układu. Pijany niewiele pamiętał z ostatniej pokerowej rozgrywki. I gdyby nie własna pewność siebie, i próżność, nie wpadłby nigdy.
Wypuścił z siebie ciężki oddech, ogarnął go chwilowy strach. Nieznajomość miejsca, ani tym bardziej sytuacji nieco go przytłaczała. Musiał się uspokoić. Wziąć głęboki wdech i chłodno przemyśleć sprawę.
Oparł się plecami o zimną ścianę celi, nie mając zamiaru tknąć żadnego jedzenia. To nie tak, że gardził, po prostu żołądek skurczył mu się rozmiarów rodzynki, nie pozwalając niczego przyjąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Last DragonI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 785


Cytat : don't judge me i was born to be awesome not perfect
Wiek : 27
Female


PisanieTemat: Re: His name is SIN   Wto Sie 22, 2017 11:56 am

Jego nowy nabytek został umiejscowiony na drugim podziemnym piętrze. Niżej były już tylko sale tortur i grobowce.
Wampiry nie dały się zwieść. Doskonale słyszały bijące równo serce i oddech lekko przyspieszony od ucieczki. Po dokładnym zamknięciu celi weszli do góry by odnaleźć swojego mistrza.
- Panie. Obudził się. Nie wygląda jednak na to by chciał jeść.
Sin siedział przy biurku, przed laptopem i sprawdzał obecne notowania firmy. Westchnął.
-Jakie było moje polecenie?
Bat szybko wystrzelił wraz z jego ręką. Owinął się w koło szyi jednego z wampirów. Dało się słyszeć odgłos miażdżonej krtani i wyciskane z ust powietrze. W następnej miotnął nim o ścianę szybkim ruchem ręki.
- Mieliśmy poinformować jak zje i się obudzi. - Zaczął bardziej spięty drugi. Obaj byli młodszymi wampirami i nie nauczyli się jeszcze wypełniać poleceń dokładnie. Kolejne pociągnięcie odplątało bat z szyi jego towarzysza. Mistrz zaczął go zwijać by znów przypiąć do pasa.
- Baliśmy się, że zdechnie z głodu panie. On zdaje się nie móc jeść. - Wychrypiał wampir którego gardło zaczęło się regenerować. - Jest przestraszony. Marznie.
Sin był kutasem. Okrutnikiem. Nie ważne jednak jak bardzo próbowano robić z niego potwora to upodobania były jednym i łamanie woli, pozwolenie zaś na śmierć bez żadnego celu czymś innym.
- Dajcie mu koc i odpalcie ognisko. Mury się nagrzeją. Przestanie marznąć. Jeśli nie zacznie jeść i pić uśpicie go i przeniesiecie do medyka. Załatwimy to kroplówkami.
Obaj zdawali się oddychać z ulgą, że ich mistrz poprzestał na takiej dość lekkiej karze.
- Następnym razem zacznijcie od tego, że boicie się o stan zdrowia więźnia a nie od tego że się obudził.
Oba wampiry zniknęły i pognały na dół. Koce które mieli do dyspozycji w lochach były typowymi kocami wojskowymi. Drapiące, ale ciepłe. Postanowili wziąć butelkowaną wodę. Mniejsze ryzyko, że coś się stanie i większe zaufanie jednak do butelkowanej wody.
Obaj wyglądali jakby mieli na karku może z 15 lat. W rzeczywistości jednak obaj zbliżali się do 100. Zostali przemienieni przez pomniejszego wampira. Z krwi, która nie była ani zbyt stara ani zbyt magiczna. Opieka Sina dawała im możliwość przeżycia w tym świecie.
- Koc i woda. Rozpalimy ognisko żebyś nie marzł.
Wszystkie wampiry bały się naturalnie ognia był to jeden z żywiołów, który mógł ich zniszczyć permanentnie. Sin był inny. Wychowany przez płomienie potrafił je kontrolować. Czasami zapominał więc o tym jakim stresem dla jego podopiecznych jest odpalenie zwykłego ogniska.

_________________
Creativity is infinite



Only thing that limit us is our imagination

Spadek weny, mocny. Będę leniwa w najbliższym czasie. Proszę nie bić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
SkullDon't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 16/08/2017
Liczba postów : 17
Male


PisanieTemat: Re: His name is SIN   Wto Sie 22, 2017 3:56 pm

Carreau rozglądał się po celi, szukając wzrokiem jakiegoś ratunku bądź ucieczki. Zastanawiał się czy są jakiekolwiek szczeliny, zakamarki dzięki którym mógłby poczuć zew wolności. Dusił się w zamkniętej celi. Skrępowane dłonie skutecznie uniemożliwiały mu badanie czegokolwiek. Chodził w te i we te, szurając bosymi stopami po brudnej posadce.
Ponownie słysząc kroki, serce podskoczyło mu do gardła. Stanął pod samą ścianą kiedy wampiry raczyły wejść do środka. Uważnym wzrokiem śledził każdy ich ruch. Nie mógł im ufać, nie mógł nikomu. Wszelkie akty dobroci zapewne nie były wykonywane bezpodstawnie. Przyjął rzucony pod nogi koc. Okrył się szczelnie, jednak nie ze wstydu, że jakikolwiek inny osobnik widzi go nagiego, a przed zimnem. Koc drapał i w dotyku nie był przyjemny, jednak nie myślał o tym, pomyślał za to, dlaczego jest nagim skoro dają mu koce i rozpalają ogień. To bez sensu. Czemu nie mógł zachować swoich ubrań? Cała ta szopka nie byłaby potrzebna...
Nie komentował tego na głos kiedy wampiry tworzyły dla niego ogień. Spoglądał na nie spode łba, posyłając niechętne spojrzenia. Nie zamierzał im dziękować. Z jakiegoś powodu miały to robić i zapewne na dobrą wolę nie liczył.
Kilka chwil później poczuł ciepło bijące od ognia, zbliżył się nieco, owinięty kocem. Pozwolił zmarzniętym palcom u stóp odtajać.
Gdzie ja jestem? I kim jest wasz Pan? — zapytał. Nie potrzebował kłamstw, ani złudnych marzeń, że trafił w miłosierne dłonie. Kraty zamiast drzwi o tym nie świadczyły. Carreau bardzo szybko dodał dwa składniki do siebie i otrzymał niezaciekawiany wynik. Ponadto wychowywał go demon zarządzający ważną firmą w mieście i gdyby dowiedział się, że jego jedyny syn znajduje się w podrzędnej celi przybyłby z całym szwadronem demonów. Pech chciał, że ich stosunki były napięte jak struna, a kontakt urwał się rok temu i od tamtego momentu Carreau przepadł niczym kamień w wodę. Ukrywał się i zmienił tożsamość, aby szpiedzy ojca nie potrafili wyłapać jego położenia. A teraz kiedy najbardziej potrzebował największego pojeba wśród demonów nie miał na to szans. Jak pech to po całej linii. Zresztą czy aby na pewno chciał kolejny raz być coś winien ojcu? Nie. Musiał sam się wygrzebać z gruzowiska jakie sam stworzył. Zrujnował własną świetlaną przyszłość na rzecz bycia... no właśnie kim? Kim był z dniem przegranej. Tamten facet miał go mieć na jedną noc, a nie na tysiące. Pieprzone wampiry, zawsze oszukują.
Co tu robię? — rzucił kolejne pytanie w eter. Nie dopuszczał do siebie odpowiedzi. Pragnął usłyszeć inną wersję, chociaż domyślał się, że prawda może okazać się bardziej brutalna niżby chciał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Last DragonI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 785


Cytat : don't judge me i was born to be awesome not perfect
Wiek : 27
Female


PisanieTemat: Re: His name is SIN   Wto Sie 22, 2017 9:03 pm

Wampiry spojrzały po sobie. Porozumiewawcze spojrzenie wystarczyło.
- Nasz Mistrz wszystko wyjaśni. Spróbuj zjeść. Musisz mieć siły.
Dwóch mężczyzn miało za zadanie pilnować więźnia. Nie było to trudne na istoty w gruncie rzeczy martwej. Nie potrzebowali snu, jedzenia, ruchu. Jednego z nich nadal bolała szyja po tym jak Sin okazał swoje niezadowolenie. Rozmasował ją. Odezwał się więc ten drugi.
- Z tego co zrozumieliśmy przegrałeś w karty swoją wolność. Mistrz nie przyjąłby takiego podarunku gdyby nie było na to odpowiednich dowodów. Jesteś więc... niewolnikiem i będziesz robił co mistrz rozkaże.
Obaj poważnie wątpili czy to co mówią będzie miało dla nich jakieś dobre skutki. Polecenie było jednak wyraźne aż nad wyraz za drugim razem. W innej celi ktoś zaczął uderzać o kraty. Wymienili się spojrzeniami i podeszli do więźnia. Mały słodziak. Raczej ludzkiego pochodzenia. Brunet o szarych oczach. Dość drobnej budowy. Był jednak ubrany w odróżnieniu od swojego kolegi. Zaczął błagać o to by wampir go ugryzł. Tak się działo kiedy ludzie uzależniali się od przyjemności płynącej z ugryzienia.
- Przykro mi Bobi. Mistrz wyraźnie powiedział, że musisz teraz dojść do siebie. Nie zamknął by cię tutaj gdybyś nie podpuszczał wszystkich wampirów w zamku. Jeśli chcesz mogę cię przelecieć przez te kraty ale nie ugryzę.- Zaproponował.
Brunet jęknął przeciągle. Diabelstwo mogło go widzieć ponieważ jego cela była po skosie od tej w której siedział. Obaj musieli jednak być blisko krat wejścia gdyż resztę celi stanowił mur.
- Serio chcesz to zrobić?- Zapytał wampir stojący obok celi demona. W jego głosie słychać było, że nie do końca podoba mu się postępowanie kolegi. Bobi był krwawą dziwką. Pieprzył się z nimi i oddawał krew. Przy czym obie te rzeczy były zazwyczaj z korzyścią dla wampira, którego akurat obsługiwał. Dalsza rozmowa nie była potrzebna bo chłopak się zgodził, a wampir wziął się do zabawy. Najpierw słychać było wyraźnie jak obrabia mu pałę, a później odwrócił się i specyficzny odgłos uderzeń ciała o ciało podczas seksu analnego rozniósł się echem po podziemiu. Do tego dołączył jęk krwawego ćpuna.
- Jesteś pewien, że nie chcesz dołączyć? Sin Zabronił go gryźć a nie się z nim pieprzyć. Zobacz znajdzie się też miejsce na twój ołówek.- Nabijał się z kolegi i rozmiaru jego sprzętu.
- Uważaj, żebym nie wszedł w twoją dupę.- Odgryzł się. - Nie martw się młody.
Nie sądzę żebyś tak skończył. Bobi miał zadatki na porno gwiazdę. Jak widzisz świetnie się bawi w lochach.
- Starał się pocieszyć demona. Naprawdę nie wiedział dlaczego.

_________________
Creativity is infinite



Only thing that limit us is our imagination

Spadek weny, mocny. Będę leniwa w najbliższym czasie. Proszę nie bić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
SkullDon't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 16/08/2017
Liczba postów : 17
Male


PisanieTemat: Re: His name is SIN   Sro Sie 23, 2017 9:12 am

Szybko wyłapał porozumiewawcze spojrzenie między nimi. Podejrzewał, że nie mogą zdradzać mu żadnych informacji, a mimo to wampiry były skore do rozmów. Czyżby staż miały zbyt mały albo zbyt łagodnego Pana...
Zagryzł wargę, starając się wymyślić jak ma wykorzystać ich rozmowność dla własnej korzyści.
Muszę jeść, aby mieć siły? Siły do...czego? — zapytał, starając się wyczytać cokolwiek z ich twarzy.
Jesteś więc... niewolnikiem i będziesz robił co mistrz rozkaże.
To zdanie wywołało natychmiastowe skurcze żołądka, a serce podskoczyło do gardła. Stanęło na chwilę jak gdyby wiadomość, którą otrzymał stanowiła dla niego cios prosto w policzek. Zresztą, nie mijało się to z prawdą. Oczywiście przypuszczał, że istnieje taka niewygodna ewentualność, jednak usłyszenie jej na głos nie napawało optymizmem.
Nagle jego myśli zostały przerwane przez współwięźnia. Z początku Carreau nie widział go. Musiał się nieco zbliżyć — na tyle, ile łańcuch mu na to pozwalał — i spojrzał na młodego chłopca. Faktycznie pachniał ludzko. Carr jedynie czego nie rozumiał w całej tej absurdalnej sytuacji, to jego błagania o ugryzienie. Nieco skonsternowany słuchał lamentów młodzika, a potem cichego chichotu wampira.
Nie spodziewał się podobnego aktu desperacji ze strony chłopaka, jednak szybko przekonał się, że otumanienie przez te cholerstwa jest silniejsze niż zdrowy rozsądek i odrobina godności. Przyglądał się ze spokojem upojnej scence, nie mając zamiaru komentować tego w żaden sposób. Do czasu.
Nie sądzisz? To po jakie licho jestem tutaj. Podobno jestem niewolnikiem, więc do czego innego ich wykorzystujecie? — zapytał, nie wytrzymując dłużej w natarczywej, seksualnej atmosferze. Brzydził się nimi, bardziej niż sobą i pijanym pomysłem sprzedania się na jedną noc. Nie był wcale lepszy, jednak on nigdy świadomie nie pozwolił sobie na takie upodlenie. Głupie, pijackie pomysły to jedno, a prawdziwe trzeźwe myślenie to drugie. Chociaż... jakby nie patrząc młody uzależnił się od seksu i gryzienia, więc równie dobrze Carr mógł uznać, że również nie jest świadom własnych czynów. Co było, w chuj, demotywujące.
Jedno było pewne, musiał przeżyć z dala od ugryzień parszywych wampirów, choćby nie wiadomo co. Nie chciał skończyć jak ten młokos. Ukradkiem spojrzał na stojące jedzenie. Miał jeść, podobno musiał. Organizm domagał się jedzenia, jednak co by się stało gdyby popsuł plany ich Mistrzowi i znudzony jego uporem, chciałby go wyrzucić na bruk albo przenieś w miejsce, z którego łatwiej się wydostać? Ta. Naiwne pomysły, naiwny myślenie, ale tonący brzytwy się chwyta. Nawet tej najbardziej absurdalnej.
Nie będę jadł. Jedynie potrzebuję pić. — Odwodnić się nie mógł.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Last DragonI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 785


Cytat : don't judge me i was born to be awesome not perfect
Wiek : 27
Female


PisanieTemat: Re: His name is SIN   Sro Sie 23, 2017 9:36 am

Wampir uniósł brew.
- Więc będziemy musieli cię naćpać środkami nasennymi i nakarmić dożylnie. Jak już trafisz do medyka to może sprawdzi się inne rzeczy. A może twoja nerka nada się na sprzedaż... albo kawałek wątroby?
O ile pierwsza część odpowiedzi była zgodna z prawdą o tyle drugiej nie praktykowali. Sin był bardzo restrykcyjny w wielu rzeczach. Nie uważał jednak sprzedaży organów za coś dobrego. Prędzej wrzuciłby ścierwo do klatki z tygrysami albo lwami... albo wilkom na pożarcie niż pozwolił na rozłożenie chłopaka na części pierwsze i zasilenie czarnego rynku organów. Ciszę przerwał głośny finisz Bobiego jednak drugi wampir nadal używał jego tyłka.
- Nie przesadź. Jak zacznie krwawić z dupy bo go zajeździsz to Mistrz nie będzie zadowolony. To też utrata krwi.
Odpowiedział mu stek przekleństw. Zaśmiał się więc.
- To co? Jedna łyżeczka za tatusia, a druga za mamusię?- Zwrócił się znów do demona. Jego towarzysz właśnie własnym jękiem oznajmił koniec zabawy w "zalicz więźnia". W pół przytomny chłopak opadł na posadzkę z głośnym plaskiem. Niemniej zapach seksualnej rozpusty rozszedł się już po pomieszczeniu.
- Przez ciebie będziemy siedzieć w tym smrodzie spermy.- Stwierdził pierwszy gdy jego kolega zbliżył się do nich poprawiając rozporek.
- Mogłeś dołączyć albo wykorzystać urok na tym gościu. - Kiwnął głową w stronę demona. -Myślał, że się sprzedaje na jedną noc. Założę się, że to nie pierwszy raz chciał dać dupy żeby się wyłgać. Pewnie mógłbyś wchodzić w niego jak w Bobiego bez wazeliny. Co mały? Ile razy dałeś się wyruchać za parę zielonych? Lepiej dla ciebie gdybyś był dziewicą. Mistrz lubi takie niewinne dusze.
Zdecydowanie wampir numer dwa miał dużo lepszy humor. Ominęła go kara Mistrza. Zaliczył właśnie szybki numerek. No raj na ziemi.
- Zamknij się kurwa! Nie powinniśmy z nim w ogóle rozmawiać!- Emocjonalny wybuch pierwszego z wampirów zamknął w końcu pysk temu drugiemu.

_________________
Creativity is infinite



Only thing that limit us is our imagination

Spadek weny, mocny. Będę leniwa w najbliższym czasie. Proszę nie bić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
SkullDon't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 16/08/2017
Liczba postów : 17
Male


PisanieTemat: Re: His name is SIN   Sro Sie 23, 2017 9:56 am

Karmienie dożylnie nie brzmiało najlepiej, a handel jego organami także nie odpowiadał mu. Przyzwyczaił się do swojej nerki bądź wątroby i nie zamierzał się nimi dzielić z tymi podrzędnymi ścierwami. Z pogardą spoglądał na finisz Bobiego i szczerze, wcale mu nie współczuł. Plasnął niczym szmata na ziemię i nie zamierzał się ruszać. Dziwił się ich Mistrzowi, że również go dotyka. Pewnie miał więcej chorób wenerycznych niż pół populacji w mieście.
Dzięki, sam sobie poradzę — warknął. Jednak zaraz usłyszał głośny jęk rozchodzący się po celi. Po raz drugi. Kiedy dołączył tamten, Carr ze spokojem wymalowanym na twarzy wysłuchał monologu wampira, by w następnej chwili doskoczyć bliżej krat i złapać szmaciarza za szmaty, ciągnąc go ku sobie i uderzyć jego pyskiem o stalowe pręty. Szybko cofnął rękę, aby tamten nie mógł złapać go za nadgarstek. Spoglądał na niego rozbawiony wiedząc, że prędzej czy później poleje się krew z nosa. Jak na szczupłego demona posiadał siłę. Siłę, którą skrywał pod wątłą postacią. Zawsze go nie doceniano, jednak może to i lepiej? Mógł zaatakować w najmniej spodziewanym momencie i zademonstrować niezłe show.
Coś jeszcze masz do powiedzenia? — zapytał wampira-mądrale. — Takich jak ty kroiłem z kasy bez dawania im czegokolwiek, wierz mi, że grzeszycie rozumem — odpyskował. Sięgnął po miskę z jedzeniem z ziemi i spojrzał w ogień. W pierwszym odruchu zamierzał nią cisnąc w płomień, ba, nawet sprawdzał reakcję tamtych na ten czyn. Musiał wiedzieć, jak bardzo się boją swojego Mistrza. Musiał wiedzieć, jak bardzo on może mieć przejebane.
Podobno wasz Mistrz nie będzie mnie wykorzystywać do tych samych czynów, co wy Bobiego. Czy w ciągu pięciu minut coś się zmieniło w tym zakresie? — rzucił znowu. Niepewność coraz bardziej przyprawiała go o mdłości. Wziął kilka kęsów posiłku, jednak stawało mu w gardle. Z trudem przełknął pierwszy i drugi. Z kolejnymi szło nieco lepiej. Miska do połowy opróżniona, resztę rzucił w ogień. Stanął przy płomieniach, które przyjemnie go ogrzewały.


Ostatnio zmieniony przez Skull dnia Sro Sie 23, 2017 11:51 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Last DragonI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 785


Cytat : don't judge me i was born to be awesome not perfect
Wiek : 27
Female


PisanieTemat: Re: His name is SIN   Sro Sie 23, 2017 10:45 am

Drugi z wampirów był wściekły. Wręcz się gotował. Najchętniej skręcił by kark chłopakowi za to co zrobił. Chciał sięgnąć przez kraty, ale już nie zdążył. Pierwszy słysząc jego komentarz zacisnął tylko wargi. Nie zamierzał mówić ani słowa. Nie powiedział przecież, że nie będzie wykorzystywany jak Bobi. Powiedział tylko, że prawdopodobnie nie skończy jak on. TO była wielka różnica. Jak widać chłopak mimo jak ciągle powtarzał zdolności do "okrojenia" wampira nadal nie nauczył się niczego w związku z ich słowami. Odezwał się dopiero kiedy talerz wylądował w ognisku.
- Idź do mistrza. Ja zostanę z nim. - Rzucił pierwszy do drugiego. Gdy tylko tamten zniknął na schodach postanowił podzielić się swoim spostrzeżeniem.
- Powiedziałem, że prawdopodobnie nie skończysz jak Bobi. Nigdy nie mówiłem, że mój Mistrz nie wykorzysta cię w ten sposób. Zacznij uważniej słuchać tego co mówią wampiry w tym zamku. Może pożyjesz dłużej. Szczególnie jeśli chodzi o NIEGO. Jest bardzo precyzyjny w tym czego wymaga. Im szybciej uklękniesz tym mniej będzie bolało.
W głosie mężczyzny słychać było strach, ale i dobrą wolę. Podobało mu się, że rozkwasił tamtemu pysk. Obawiał się jednak, że jego waleczność w starciu z Sinem na nic się zda.
Słychać było pojedyncze, bardzo ciche kroki na schodach. Wampir numer 1 dostał gęsiej skórki i wyprostował się. Najpierw pojawił się bat owinięty w koło głowy. Bezpośrednio nad ogniskiem rozwinął się i głowa wampira nr 2 wylądowała w płomieniach od razu powodując rozejście się zapachu palonego mięsa po podziemiu.
- Wiedziałeś.- Zwrócił się do wampira zanim jeszcze pojawił się w zasięgu wzroku. Kroki były coraz bliżej, a facet coraz bardziej się trząsł.
- Tak panie.- Poza krokami dało się słyszeć odgłos zwijanego bata. W końcu wyłonił się z cienia z delikatnym uśmiechem na ustach. Jego ubranie ubrudzone było krwią. Miał na sobie skórzane czarne spodnie i czarny podkoszulek zupełnie nie pasujący do tak wysoko postawionej istoty. Długie siwe włosy związane były w kitek z tyłu głowy. Buty posiadały metalowe wstawki zabezpieczające ścięgna. Te same metalowe wstawki miały jego spodnie. Przyzwyczaił się do tego stroju podczas tresury jeszcze kiedy był śmiertelny. Od tamtego czasu nie zmienił przyzwyczajeń. Jego tęczówki były szare jednak jarzył się w nich różowy blask sukubiego spojrzenia.
- Dlaczego na to pozwoliłeś? - Zapytał stając przed nim. Wpiął bat w pasek. Jego głos był głęboki i wibrował wręcz w powietrzu. Czuło się w nim moc.
- Nie ja jestem od wydawania poleceń Panie.
- Chciał uszkodzić moją własność. Wiedziałeś, w jakim celu został zamknięty Bobi. A mimo to pozwoliłeś mu.
Dłonie Sina odziane były w czarne skórzane rękawiczki z podobnymi wstawkami jak spodnie. Jedna z jego rąk złapała wampira za szyję. Nie ścisnął jej jednak. Kciuk delikatnie przesuwał się po miejscu gdzie wcześniej zmiażdżona została przez Bat krtań.
- Uważał, że lepiej rozumie twoje słowa panie. Wolałem dopilnować by nowy był bezpieczny.
- Na tym polu też zawiodłeś. Nie wiele brakowało, a uszkodziłby również i jego.- Stwierdził po raz pierwszy zaglądając na krótko do celi by zobaczyć swojego nowego niewolnika. - Czy dlatego wysłałeś go do góry?
- Tak panie. Wiedziałem, że twoje zachowanie było ostrzeżeniem. Wiedziałem, że jeśli zrobimy znów coś nie tak czeka nas dekapitacja.- Odetchnął z ulgą czując jak uścisk mistrza zelżał. Gdy dłoń odsunęła się od jego szyi opadł na jedno kolano i pochylił pokornie głowę. - Jak mogę naprawić swój błąd.
- Zostaniesz tutaj z Bobim przez następne dwa tygodnie. Absolutnie nikt nie może go dotykać poza medykiem. Będziesz przynosił mu racje i artykuły pierwszej potrzeby. Jeśli tym razem zawiedziesz. Chociaż raz. Nie będzie już ostrzeżeń.
Mistrz cofnął się od wampira i podszedł do krat.
- Domyślam się, że już jest dla ciebie jasne jak tu trafiłeś, w jakiej roli występujesz. Pozostaje więc mi się przedstawić. Sin Bloderhood. Mistrz braterstwa krwi. Witaj w moim zamku. Wiesz, że żeby zabić wampira nie wystarczy dekapitacja? Około 3 %
wampirów posiada zdolność do regeneracji całego ciała gdy zostawisz nienaruszoną chociaż część mózgu. Dlatego aby być pewnym należy głowę spalić. Fascynujące nieprawdaż? Są tak starą rasą, a nadal tak mało o nich wiemy...

Mówił o wampirach jakby nie był jednym z nich bo w istocie nigdy nie czuł się wampirem. Nie chciał nim być. Nie miało to jednak już znaczenia prawda? Pokaz jakiego dokonał początkowo prezentował jaką siłą dysponuje. Oparł się o kraty w dość luźnej i nonszalanckiej pozie.
- Ja się przedstawiłem. Może teraz kolej na ciebie? Bo Samuel Black zgodnie z tym co mi doniesiono istnieje jakieś... półtora roku?

_________________
Creativity is infinite



Only thing that limit us is our imagination

Spadek weny, mocny. Będę leniwa w najbliższym czasie. Proszę nie bić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
SkullDon't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 16/08/2017
Liczba postów : 17
Male


PisanieTemat: Re: His name is SIN   Sro Sie 23, 2017 11:51 am

Nie reagował na zaczepki i słowa wampira-mądrali. Cieszył się, że ten kretyn w końcu zamierza opuścić pomieszczenie, nawet jeśli była to cela. Spojrzał na tego pierwszego wampira, który został. Pomimo wampirzej rasy odczuwał większą sympatię względem tego aniżeli przemądrzałka, który kłapał dziobem niczym straganiarz. Prychnął pod nosem na odchodnym tamtemu, jednak kilka chwil później jego głowa przeleciała praktycznie pod jego nosem. Drgnął zaskoczony, gdyż takiego obrotu sprawy nie spodziewał się. Nieprzyjemne dreszcze przebiegły wzdłuż jego kręgosłupa, powodując ciarki. Nie był zszokowany widokiem palącej się głowy. Podobne obrazy doskonale znał  i widywał dzięki ojcu. Czasem samu musząc ściąć czyjąś głowę. Spięcie ramion było mimowolne, kiedy postać pojawiła się w zasięgu wzroku. Przystojny mężczyzna o siwych włosach paraliżował swym chłodnym głosem. Sam widok prawie zsikanego pierwszego wampira, napawał obawami przed tym co może się stać z nim. Carreau nigdy nie znajdywał się po tej stronie barykady.
Opuścił nieco ramiona, samemu czując wewnętrzną ulgę przed łaskawością ich Mistrza. Podległy wampir przeżył, a dla demona oznaczało to, że jedyna przychylna mu osoba nadal żyje.
W końcu Sin zauważył demona. Chłopak nie poruszył się z miejsca. Stał z wrytymi stopami w posadce przy ognisku i jedynie na chwilę przeniósł wzrok na palącą się głowę. Słowa Mistrza faktycznie brzmiały fascynująco. Wampiry można było zabić poprzez odcięcie głowy i spalenie. Dlatego za każdym razem wstawały. Carr nigdy ich nie palił. Nie miał zielonego pojęcia, że ogień jest lekarstwem na te paskudztwa. Wpatrywał się w spaloną skórę wampira-mądrali, a dopiero później przeniósł niebieskie spojrzenie na ich Mistrza, który co zabawne, nie identyfikował się z własną rasą.
Dobre masz wiadomości — odparł, czując suchość w gardle. Odchrząknął, aby jego głos brzmiał pewniej, bez tej denerwującej chrypy. — Carreau. Jednak szukając pod tym imieniem znajdziesz jeszcze mniej... — Zauważył słusznie. Pod swoim prawdziwym imieniem nie był jakoś szczególnie znany. Zabijał dla ojca, raczej nie chwaląc się własną godnością na prawo i lewo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Last DragonI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 785


Cytat : don't judge me i was born to be awesome not perfect
Wiek : 27
Female


PisanieTemat: Re: His name is SIN   Sro Sie 23, 2017 12:46 pm

Uśmiechnął się.
- Jakiś czas temu do moich drzwi zapukał demon. Nosił specyficzne emblematy. Pytał o chłopca imieniem Carreau. Starał się nie zdradzać wiele ale ja jestem z natury ciekawą istotą. Syn, który uciekł od ojca by wieść życie zwykłego rzezimieszka. Myślisz, że wymienił by się z tobą miejscem? Musiałbym najpewniej zastosować trochę mocniejsze łańcuchy... nie. Za bardzo go nie lubię. Zabiłbym go od ręki. I? No tak, twój ojciec bardziej od życia swojego syna ceni sobie władzę. Zaproponowałem mu wtedy uczciwy układ, który mógł pomóc cię odnaleźć szybciej i sprawniej. Odmówił bojąc się utraty władzy nad swoimi małymi pomiotami... jakby ją w ogóle posiadał...
Bez problemu kwestionował władzę demona ponieważ nie ważne jak potężny by był jedynymi istotami godnymi walki z wampirem były istoty żywiołów. W dodatku ojciec tego chłopaka w jego mniemaniu nie grzeszył inteligencją, a raczej lubował się w brutalnej sile. Przekonanie o własnej wyższości tak unosiło ego tego demona, że aż dziwne, że jeszcze nie lewitował.
-Powiedz. Chcesz sam przekonać się jak zareaguje twój ojciec gdy dowie się, że przegrałeś wolność w karty? - Sin wydawał się wręcz rozbawiony sytuacją. Nie było w jego tonie ani krzty poważania albo strachu. Jakby możliwość stanięcia u jego bram setek demonów nie znaczyła nic.- Czy może bardziej pasuje ci bycie Samuelem drobnym oszustem reszta jak wcześniej?
To był moment, w którym Sin sprawdzał chłopaka i dawał mu możliwości.
- Jest też trzecia opcja. Przyjmij nowe imię i spróbuj zasłużyć na życie wśród nas.
Przy tym zmienił ton. On sam nigdy nie przemienił wampira. Potrzebny do tego był silny związek emocjonalny, którego nie potrafił stworzyć. Mógł mu jednak pozwolić żyć wśród swoich. Sam był ciekaw jaki smak ma jego krew.

_________________
Creativity is infinite



Only thing that limit us is our imagination

Spadek weny, mocny. Będę leniwa w najbliższym czasie. Proszę nie bić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
SkullDon't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 16/08/2017
Liczba postów : 17
Male


PisanieTemat: Re: His name is SIN   Sro Sie 23, 2017 3:15 pm


Patrzał na niego spokojnym wzrokiem, a słowa mężczyzny wywołały na jego ustach uśmiech. Odwrócił głowę i spoglądał nadal w ogień, jak gdyby Mistrz uzyskał faktycznie dobre informacje, jednak nie na tyle wystarczające.
Mój ojciec nie jest marnym demonem za jakiego go bierzesz, wierz mi bądź nie, ale posiada sprzymierzeńców, którzy rozgramiają wampiry, jednak o tym się nie mówi. Są anonimowi. Wiesz kim są rywale godni walki z wampirami — W tym momencie spojrzał na Sina. — Jednak... — Zawiesił na chwilę głos i teatralnie wypuścił powietrze z ust. Zachowanie ojca wcale go nie dziwiło. Nic, a nic wręcz uważał, że tak się zachowa. Zachowanie twarzy oraz reputacji było najważniejsze.
Mojego ojca nie obchodzi mój los. Od zawsze moje życie leżało w moich rękach. Wcale mnie nie dziwi jego odpowiedź — odparł spokojnie, ani przez moment nie odczuwając uczucia żalu. Pogodził się z tym uczuciem dawno temu, wiedząc jak bardzo jest obojętny ojcu. Carr był potrzebny mu do wykonywania brudnej roboty, reszta nie była aż tak istotna i ważna.
Wiesz, pasuje mi bycie Samuelem Blackiem. Okazuje się, że fajny typek z niego mimo, że istnieje dopiero półtorej roku. I dlaczego miałbym być jednym z was skoro jestem demonem? Ten człowiek nie miał szans na stanie się z wami równym — odparł, a nikły cień uśmiechu wdarł się na jasne wargi, a potem szybko zniknął. Carr pomimo swojej demonicznej rasy był naprawdę urodziwym chłopakiem. Dłuższe jasne włosy, praktycznie białe sięgały prawie do pasa i niebieskie niczym u aniołów oczy, dodawały mu uroku aniżeli grozy. Większości osób właśnie ten wygląd gubił.
Nie chce nowego imienia. Dobrze mi ze starym. Polubiliśmy się — powiedział i mocniej okrył się kocem. — Czemu jestem nagi? Czemu zabrano mi ubrania? - Cholernie go to intrygowało. Ponadto co one im zawiniły. Nie lubił rozstawać się ze swoimi rzeczami. Zresztą zmiana tematu w tej sytuacji była wskazana.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Last DragonI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 785


Cytat : don't judge me i was born to be awesome not perfect
Wiek : 27
Female


PisanieTemat: Re: His name is SIN   Sro Sie 23, 2017 4:04 pm

Słowa chłopaka utwierdziły go tylko jak bardzo mały jest jego ojciec. Bo czyż istota nie jest tym co sama sobą reprezentuje? Zawsze znajdzie się ktoś kto ma więcej pieniędzy, znajomości. Kiedy jednak przychodziło do walki o swoje życie wszystko sprowadzało się do walki jeden na jednego. Sprowadzało się do łowcy i ofiary. Sin był łowcą.
Następne słowa dzieciaka uświadomiły mu dobitnie, że chłopak sam specjalnie nie uważa swojego ojca za kogoś wartego "przyznania się do". Plus totalnie nie rozumie w jakiej sytuacji się znalazł. Sina nie mógł omotać niewinnym wyglądem. Chociaż miał słabość do tych delikatniejszych istot to nie zwykł przeceniać swoich możliwości.
- Jesteś niewolnikiem Black. Pozbawiony prawa i możliwości posiadania czegokolwiek. Jesteś niżej od zarejestrowanego w urzędzie kundla pod budą stróża bo on ma swoje prawa. Twój ojciec nigdy nie miał niewolników? Proponuję oszczędzać siły. Zabawię się z tobą jak skończę.
Ruchem dłoni zgasił ogień. Strawił on głowę zostawiając samą czaszkę. Powoli zaczął się oddalać od celi pyskatego diabła.

_________________
Creativity is infinite



Only thing that limit us is our imagination

Spadek weny, mocny. Będę leniwa w najbliższym czasie. Proszę nie bić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
SkullDon't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 16/08/2017
Liczba postów : 17
Male


PisanieTemat: Re: His name is SIN   Sro Sie 23, 2017 4:17 pm

Sin mu się nie podobał odkąd go tylko zobaczył. Przeczuwał podświadomie, że z tym facetem będą same kłopoty i sympatią również pałać do niego nie będzie. Zresztą, jakby mógł po tych słowach: Jesteś niżej od zarejestrowanego w urzędzie kundla pod budą stróża, bo on ma swoje prawa.
Zagryzł wewnętrzną część policzków, słysząc tak poniżający komentarz. Warknął pod nosem przekleństwo, a potem ono nagle wyszło na zewnątrz nieco głośniej. Szarpnął się, a łańcuchy dźwięcznie zaśpiewały.
Pieprz się. Nie jestem twoim niewolnikiem, mam gdzieś całą tą umowę, rozumiesz? Od zabaw macie Bobiego — Tak bardzo pragnął obudzić się z tego przeklętego koszmaru. Przestało go to kompletnie bawić, czując narastającą niechęć względem tych cholernych krwiopijców. Wszyscy postradali rozum. Wszyscy sądzili, że on Carreau uchyli przed kimkolwiek karku. Mylili się. Cholernie. Nie zamierzał służyć temu facetowi.
Ogień nagle zgasł, a on poczuł chłód. Zamknął na chwilę powieki, mocniej zagryzając wnętrze policzka, czując nagle metaliczny posmak w ustach. Krew spokojnie spływała mu gardła, jednak Black zabrał się tym razem za maltretowanie wargi, która w ekspresowym tempie podzieliła los policzka. Był zły. Nie, nie, nie. To złe określenie. Wściekły. Gdyby nie fakt, że jest zamknięty dawno pogrążyłby tą piwnicę lodową lawiną. Starał się uspokoić, jednak im bardziej próbował tym było coraz gorzej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Last DragonI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 785


Cytat : don't judge me i was born to be awesome not perfect
Wiek : 27
Female


PisanieTemat: Re: His name is SIN   Sro Sie 23, 2017 4:49 pm

Oboje zapomnieli o drugim wampirze w podziemiu który siedział spokojnie i czekał aż jego mistrz wyjdzie.
- Nie rzucaj mu wyzwania. To się skończy źle. Czuję zapach twojej krwi aż tutaj. Lepiej przestań. Przyjdą głodni i będą truć dupę.
Skomentował całość dalej siedząc na podłodze przy celi Bobiego.
- Powiedz mi, co wiesz o wampirzych klanach? Mówi ci coś nazwa Krew i Wino? Albo Braterstwo krwi?
Zapytał wampir, który chwilę później przyznał się, że na imię ma Ezer.

Sin wrócił do siebie całkowicie ubawiony sytuacją. Musiał uzupełnić strój o kurtkę z metalowymi wstawkami. Całość pełniła rolę zbroi ze skóry i metalu. Bardzo wytrzymałej, ale i pozwalającej na szybkie i zgrabne uniki. Większość wampirów stawała się drapieżnikami dopiero po przemianie. On, przez swojego ojca był pojebany od samego początku. Dostał ostatnio tygrysy które trzeba było nauczyć reagowania na komendy. Miały stać się psami stróżującymi właśnie w domu jednego z jego przyjaciół. Poszedł więc na arenę bawić się z koteczkami.

_________________
Creativity is infinite



Only thing that limit us is our imagination

Spadek weny, mocny. Będę leniwa w najbliższym czasie. Proszę nie bić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
SkullDon't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 16/08/2017
Liczba postów : 17
Male


PisanieTemat: Re: His name is SIN   Sro Sie 23, 2017 7:11 pm

Faktycznie, całkowicie zapomniał o obecności drugiego wampira, jednak ten przypomniał o sobie w momencie opuszczenia cel przez swojego Mistrza. Carr westchnął pod nosem, zbliżając się do kart.
Szczerze to nigdy nie interesowały mnie wampiry i nie zagłębiałem się w wasze klany — mruknął. Głupio nie było wiedzieć o co w tym wszystkim chodzi, jednak wcześniej nie było takiej potrzeby. Podświadomie przeczuwał, że wymienione nazywa należą do jednych z ważniejszych klanów, a ten dziwoląg, który opuścił pomieszczenie jest ich Władcą. Nie chciał nawet myśleć o formie zabaw jakie preferował, gdyż w końcu miał być jego niewolnikiem.
Czujesz moją krew i jak się z tym czujesz? Chcesz się jej napić? Czujesz pragnienie? Jak to jest? — zagadnął, siadł pod ściną okryty kocem i wpatrując się hipnotyzującym wzrokiem w wampira. Czy próbował go urobić? Może. Szukał każdej możliwej drogi ucieczki, mimo iż wiedział, że nie tędy droga. Nie miał co liczyć na pomoc Ezera z jednego, najważniejszego powodu. Ezerem kierował strach. Mógł zginać, gdyby tylko zrobił coś niewłaściwego.
Ilu on ma niewolników?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Last DragonI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 785


Cytat : don't judge me i was born to be awesome not perfect
Wiek : 27
Female


PisanieTemat: Re: His name is SIN   Sro Sie 23, 2017 9:33 pm

Postanowił być z chłopakiem szczery. Tym bardziej, że zdecydowanie nie miał do kogo odezwać się obecnie, a Bobi spał zaspokojony seksualnie. Trochę go zdziwiło, że nic nie wie i nie pyta o to a o zwykłe wampirze rzeczy.
- Słyszę bicie twojego serca. Czuję zapach krwi. Jak jestem syty to jest to...taki odgłos w tle. Słyszysz jak Bobi oddycha? Ja tak słyszę twój szum krwi. Mniej więcej. Czuję zapach. Bicie serca jest wyraźniejsze. Coś jak głośne rytmiczne kroki na korytarzu. Im bardziej jestem głodny tym z większej odległości to wszystko odbieram. Taki radar trochę. Im bliżej tym donośniej i wyraźniej. Jak jesteśmy wygłodzeni po letargu albo takie świeżo przebudzone wampiry, to wszystko dociera do nas tak intensywnie że ogłupia. Nazywamy to szałem krwi. To tak... jakbyś słyszał szum krwi każdej żywej istoty w swojej głowie. To doprowadza do szału stąd nazwa. Wtedy jest najintensywniej. Ja jestem najedzony ale u góry mogę mieć głodnych kolegów. Nie będą próbowali gryźć ciebie, ale mogą chcieć sprawdzić czy ja przypadkiem nie jadłem świeżo.
Później zaczął coś opowiadać o swoim obudzeniu się i swoim szale. Kiedy skończył znów zapadłą cisza. Wtedy też padło kolejne pytanie.
- Tylko ty. Na obecną chwilę. Nie wiem kiedy będzie dostawa. Średnio raz w miesiącu dostajemy transport ludzi 5-10 osób. Oni są na sprzedaż. Większość wybiera jednak opcję numer 3 wiesz? Próbują żyć tutaj. Przekąski. Krwawe kurwy. Służący. Oblubieńcy.
Sin już długo nie brał sobie żadnego oblubieńca. W pamięci Ezera odnotowało by się już z 20 lat. To pewnie więcej niż ten dzieciak ma.
- W każdym razie pierwszy raz słyszę żeby ktoś tak się uniósł honorem. Złamie cię. Zmiękniesz.
Jeszcze będziesz spał zwinięty na jego kolanach jak jakiś domowy zwierzak prosząc żeby głaskał między rogami.

W sumie to mu tego życzył. Każda inna opcja jaką widział w swojej wyobraźni była tylko gorsza.

_________________
Creativity is infinite



Only thing that limit us is our imagination

Spadek weny, mocny. Będę leniwa w najbliższym czasie. Proszę nie bić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
SkullDon't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 16/08/2017
Liczba postów : 17
Male


PisanieTemat: Re: His name is SIN   Czw Sie 24, 2017 9:21 am

Nie pytał o klany, bo nadal go to nie interesowało. Miał gdzieś w jakim miejscu się znajduje i kto całym burdelem zarządza. Interesowała go jedynie sytuacja w jakiej się znajdywał oraz z czym ma do czynienia. Musiał wiedzieć jak ma postępować z Sinem oraz czego może się spodziewać po wampirach. Nie znał ich za dobrze. Zazwyczaj przy egzekucji stał z boku, wygłaszając ckliwe przemówienia pożegnalne kiedy przetrącano karki.
Trochę kijowo. Jesteście dziwni, że sami siebie chcecie gryźć — rzucił. Bycie wampirem wydawało się niesamowicie nudne i męczące. Zdecydowanie bardziej preferował własną rasę, z której był niesamowicie dumny. Nie chciałby zmienić się w jednego z nich. Nigdy.
Tylko ja? Mam się czuć zaszczycony czy przerażony? — rzucił, chcąc rozluźnić atmosferę, jednak na próżno. Napięte niczym struna mięśnie, nie zamierzały swobodnie rozluźnić się. Przed oczami ciągle widział nieskazitelną twarz Sina, która przyprawiała go o mdłości. — Kto jest takim desperatem, aby tutaj żyć z własnej woli? — zapytał ironicznie. Nie wyobrażał sobie, aby samemu z własnej woli oddać się tej hołocie i jeszcze im służyć. Miał szlachecką krew. Czystą demoniczną. Najwyższej jakości, nie skalaną od pokoleń.
Pierwszy raz? — No świetnie, znowu przecierał szlaki. Pierwszy postawił się wielkiemu Mistrzowi i zapewne pierwszy będzie przykładem niesubordynacji. — Nie zamierzam dać się złamać, gdyż do tego czasu mnie tu nie będzie. Nie będę psem na łańcuchu, Ezer. Jestem demonem. Nie bez powodu mówi się o naszej demonicznej naturze. Nie lubimy mieć panów i komuś służyć — powiedział, zamykając na chwilę oczy. Był zmęczony. Środki nasenne jeszcze bardziej go zmęczyły niż mogłoby się wydawać. Ukrył ślepia pod przydługą grzywką i ziewnął.
Spokojnie, nie mam natury domowego kota — Zaśmiał się rozbawiony jego stwierdzeniem. Niedługo potem przysnął na trochę, budząc się niespełna po trzydziestu minutach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Last DragonI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 785


Cytat : don't judge me i was born to be awesome not perfect
Wiek : 27
Female


PisanieTemat: Re: His name is SIN   Czw Sie 24, 2017 12:34 pm

- Jego imię to Grzech, Black. Nie spotkałem istoty która by mu się oparła. Ani demonów ani świętych.- Mówił oczywiście o nieskalanych aniołach. -Zagra na twoich pierwotnych instynktach. Potrzebach. Widziałem to już tyle razy. Lepiej zapomnij o swoim szlacheckim pochodzeniu i krwi. W końcu wybrałeś imię Black, a nie Carreau.
Później obudził się Bobi więc wampir wstał by go nakarmić i napoić.
- Ah, i pytałeś go o ciuchy. Swoich pewnie nie odzyskasz już, ale jak poprosisz o nowe to jest szansa, że je dostaniesz. Zaznaczam. POPROSISZ.
Później w ich rozmowie zaczął przeszkadzać Bobi co jakiś czas prosząc o ugryzienie. Minęły dobre cztery godziny zanim Sin znów zszedł do cel. Tym razem były z nim dwa wampiry emanujące zdecydowanie większą mocą niż Ezer. Były też starsze. Bobi wręcz skomlał o to by ktoś go ugryzł gdy tylko pojawiły się w podziemiu. Dwóch przybocznych wyciągnęło chłopaka z celi jednak nie ściągało mu ciężkich kajdan. Złapali go za ramiona. Ezer grzecznie siedział koło celi Bobiego i nie ruszył się nawet o milimetr. Mistrz nadal był ubrany w swój strój do tresury. Co ciekawe krwi na nim nie przybyło. Sin spojrzał w jego oczy kiedy wyciągał rękę do jego twarzy. Widział ich hipnotyzujący blask i uśmiechnął się.
- To się nie uda skarbie. Jestem w połowie sukubem. Mój urok jest silniejszy od uroków innych demonów.
Czuję, że będziesz fascynującym odkryciem. Najpierw go przygotujcie a później...Do sali zabaw panowie. Spróbujemy najpierw delikatnie.


_________________
Creativity is infinite



Only thing that limit us is our imagination

Spadek weny, mocny. Będę leniwa w najbliższym czasie. Proszę nie bić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
SkullDon't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 16/08/2017
Liczba postów : 17
Male


PisanieTemat: Re: His name is SIN   Pią Sie 25, 2017 12:34 pm

Może nazywać się nawet samym Bogiem. Nie uklęknę. Nie znasz istoty, która mu się nie oparła, Ezer? Właśnie na nią patrzysz — rzucił przypominając. W końcu jako jedyny odrzucił propozycję życia wśród nich. Nie zamierzał się zadowalać ochłapami. Szlacheckie korzenie nie pozwalały mu na ukorzenie się, ani tym bardziej na deptanie jego godności, mimo że wszyscy za wszelką cenę pragnęli ją mu odebrać.
Nie będę o nic prosił. Mogę chodzić nagi — mruknął pod nosem, wiedząc jaką tym sensację wywoła. Zastanawiał się czy po zamku rozeszła się wieść o śmierci mądrali i nowym nabytku ich Mistrza. Chociaż patrząc jedynie na towarzystwo Ezera podejrzewał, że nikt nie raczył zajrzeć do cel z własnej ciekawości.
Po jakimś czasie do podziemi zszedł Sin. Carr obudził się chwilę przed jego pojawieniem i spojrzał na wampira z dołu. Wpatrywał się intensywnie w jego oczy, nie ukazując strachu, który wbrew wszystkiemu skręcał mu żołądek.
Nie stosuję na tobie żadnego uroku. Nie czuję takiej potrzeby — Tak, jasne. Już wyobrażał sobie jak nagle próbuje wyrwać wampira, aby tylko ten wypuścił go wolno. Większego kretynizmu nie słyszał. Spojrzał na dwójkę wampirów stojących za szefem i przeczuwał w kościach, że przygotowanie nie spodoba mu się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Last DragonI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 785


Cytat : don't judge me i was born to be awesome not perfect
Wiek : 27
Female


PisanieTemat: Re: His name is SIN   Pią Sie 25, 2017 2:00 pm

Carreau został zabrany do łazienki która równie dobrze mogła być jakimś więziennym przybytkiem. Przyczepiono go do rurki na środku wykafelkowanego pomieszczenia. Stał na metalowej kratce. Pod nim była jakaś dzika przepaść cholera wie jak głęboka. Dzięki temu, że była głęboka nie było czuć smrodu tego co mogło znajdować się na dole. Nadal byli w podziemiach więc była szansa, że był to jakiś kanał tylko dość obszerny. Wampiry nie ujawniały swoich imion. Więcej. Nawet nie próbowały się odzywać do demona. Jedynie między sobą wymieniały uwagi półsłówkami. Po przyczepieniu go do pionowej rury dali mu czas na załatwienie potrzeb fizjologicznych. W tym czasie sami przygotowali przybory do tego by odpowiednio przygotować jego ciało. Szczotki. Płyny. Strzykawki. Grzebienie. Cążki. Pilniki.
Po wyznaczonym czasie puścili na niego z góry strumień wody. Zaczęli go myć. Wszędzie. Łącznie z dogłębnym wyczyszczeniem jego wnętrza. Obcięli paznokcie pomimo wyrywania się i wypiłowali na okrągło. Celem było całkowite wyczyszczenie Carreau ze wszystkiego co mogło zakłócać obraz mistrzowi. Pierwsze poważne słowa padły gdy mieli przejść do jego włosów.
- Musimy ci umyć włosy. Musisz współpracować. Albo obetniemy cię na łyso.
Były to pierwsze słowa które skierowali do chłopaka. Po dokonaniu tej czynności zaczęli go osuszać. Piękny, suchy i pachnący jednak nadal nagi został odpięty od rurki. Wampiry nie pozwoliły mu stanąć na własnych nogach. Zanieśli go parę pięter w górę. Pomieszczenie którego drzwi się przed nim otworzyły wyglądało jak pokój zabaw, i owszem ale miłośnika naprawdę brutalnego BDSM. Owszem znajdowały się tutaj zwykłe futerkowe kajdanki czy paski. Wyły też jednak haki, pogrzebacze włożone w mały piecyk. Pokój kolekcjonera. Ściany starego zamczyska wyłożone zostały w tym pomieszczeniu materiałem i materacami tłumiącymi odgłosy. Sin siedział w skórzanym fotelu obok jednej z komód i natłuszczał swój bat powolnymi ruchami.
- Podepnijcie go pod sufitem za kajdany. Nie odkażaliście go.- Stwierdził podnosząc się z fotela. Bat który miał w ręku miał 3 metry długości. W połączeniu z jego ręką dawał mu zasięg na połowę pomieszczenia. Teraz zaczął być powoli zwijany a wampir ścierał z niego resztkę substancji którymi go natłuszczał. Wampiry w tym czasie opuściły jeden z haków i zapięły na niego kajdany Carreau po czym podciągnęły go w górę by zaczął zwisać. Tylko jego palce stóp dotykały podłogi.
- Nie panie. Ma parę ran. Mamy to wykonać?- Zapytał jeden z nich gdy skończyli podwieszanie.
- Nie. Wyjdźcie już. Mam ochotę się pobawić.
Sin zdążył się przebrać. Zamiast zakrwawionego ubrania miał teraz na sobie dopasowane skórzane spodnie i czarny podkoszulek. Co ciekawe jego stopy były bose. Nie miał też swojego paska do którego przyczepiał bat.
Skończył zwijać bat. Podszedł do odtwarzacza.
- Mam nadzieję, że lubisz muzykę klasyczną.- Stwierdził włączając koncert fortepianowy.

_________________
Creativity is infinite



Only thing that limit us is our imagination

Spadek weny, mocny. Będę leniwa w najbliższym czasie. Proszę nie bić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
SkullDon't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 16/08/2017
Liczba postów : 17
Male


PisanieTemat: Re: His name is SIN   Pią Sie 25, 2017 6:30 pm

Nic mu się nie podobało z tego co się działo. Został zabrany do jakiejś obskurnej łaźni, gdzie po raz kolejny został poniżony. Musiał załatwiać swoje potrzeby przy obcych wampirach, a najgorsze dopiero miało nadejść. Myły go i szorowały, co rusz dotykając tam gdzie nie powinny. Szarpał się pomimo braku możliwości do ucieczki. Kopał, gryzł i warczał jak zaszczuty pies. Wcale nie było kłamstwem, że tak właśnie się czuł. Zaszczuty. Kłapał zębami przed ich twarzami, wiedząc już że nie mogą go naruszyć, a więc uderzyć go nie mogli. Wykorzystywał ten fakt na tyle ile mógł, gdyż nie chciał być biernym w całej tej sytuacji. Upodlało go to strasznie, a przeczuwał, że ich Mistrz był sto razy gorszy. Przygotowanie go nasuwało przerażające myśli Carrowi. Brzuch jeszcze bardziej się ścisnął, a serce czuł w gardle. Mieszane uczucia: strach i złość, dawały się co chwilę we znaki, a on popadał w skrajności. Raz stawał się potulny, aby w drugiej chwili ugryźć wampira czy sprzedać mu kopniaka. Dopiero wojowniczy zapał opadł mu z kolejnymi słowami. Nie chciał stracić włosów. Dodawały mu uroku. Łysina nie wchodziła w grę. Potaknął jedynie i faktycznie bez większych ekscesów dał im je umyć. Warczał jedynie kiedy niechcący naruszali jego rogi. Były one niezwykle czułe.
Przerażenie przyszło kiedy wprowadzili go do pokoju zabaw. Przeszły go dreszcze, a mięśnie zesztywniały. Gdyby nie siła pomagierów Sina najpewniej wyrywałby się z ich objęć i spieprzył. Wiele rzeczy mu nie odpowiadało. A najbardziej pewna osoba. W głowie pojawiła się jedynie brzydka myśl na temat wampirzego Mistrza, ale nie opuściła kształtnych warg demona.
Zapieli go. Łańcuchy zabrzęczały dźwięcznie mu w uszach. Ramiona przez chwilę go bolały, a potem przestał na to zwracać uwagę. Palcami u stóp musnął posadzkę, jakby chciał się pocieszyć, że jest bliżej ziemi niż mu się wydaje.
Zostali sami. W głębi duszy bał się konfrontacji. Samuel Black był niezwykle pyskatym stworzeniem, które na własnej skórze poczuje konsekwencje niemądrych słów.
Nie lubię — A miał się zamknąć. Wyszło jak zwykle. Ale raczej jego zdanie nie będzie interesowało Sina, także słuchał beznadziejnego koncertu fortepianowego. — Co zamierzasz robić — powiedział, zagryzając wargę. Miał taki nawyk. W fazach dużego napięcia, zdenerwowania zagryzł wargę do krwi. Nie kontrolował tego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: His name is SIN   

Powrót do góry Go down
 
His name is SIN
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Gurges ater :: Gurges ater-
Skocz do: