CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 The Less I Know the Better

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
KosmosChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 98
Personal space? No.

Cytat : *Star Trek Intro*
Wiek : 22
Female


PisanieTemat: The Less I Know the Better   Pią Sie 25, 2017 11:02 pm

First topic message reminder :

Człowiek sukcesu o ułożonym życiu samotnika spotyka młodego aktora. Jest zafascynowany jego młodzieńczym idealizmem, dostrzega bijącą od niego świeżość, wprowadza w jego regularne życie pewien element spontaniczności, do którego myślał, że już nie jest zdolny. A aktor? Właściwie co on w nim widzi? Złośliwi powiedzieliby, że z pewnością pieniądze, ale czy to na pewno prawda? I co się stanie, gdy dowie się o tym reszta świata? Romans z drugim mężczyzną jest dość kontrowersyjny, a co dopiero gdy jest dwa razy starszy od ciebie?
Poszukuję człowieka sukcesu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
KosmosChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 98
Personal space? No.

Cytat : *Star Trek Intro*
Wiek : 22
Female


PisanieTemat: Re: The Less I Know the Better   Sro Lut 07, 2018 12:00 am

Louis nie zdawał sobie sprawy z wyrazu, jaki przed chwilą przybrała jego twarz. Wciąż czuł się wolny, wręcz wyzwolony, mimo że pozostałości odgrywanej roli jeszcze zalegały mu na umyśle. Był wolny od świadomości, którą tak ciężko zrzucił na Richarda swym spojrzeniem. Coś się zmieniło, ale on jeszcze nie wiedział. Prawdopodobnie nie chciał wiedzieć, bo to wszystko utrudniało, a Louis lubił proste rzeczy, proste uczucia. Tak jak teraz, zatopić się w pocałunku z osobą, która też tego chce. Nie potrzebował do tego głębszych motywacji, wystarczyło mu jego zwykłe widzimisię. Gdy zabrakło mu już tchu, powoli odsunął się od niego, a następnie opadł czołem na jego ramię, zaciągnął się tym specyficznym zapachem, który tak dobrze go określał. Prawdopodobnie najlepiej, jak nic innego. Czekał, pozwalał by słowa powoli sączyły się do jego uszu. Takie przyjemne, takie zmysłowe, tak mile widziane. Potem poczuł jak dłoń kochanka wędruje do jego spodni. Nareszcie, doczekał się. Chwilę potem oddawał się doznaniom, wciąż oparty o jego ramię, oddychając nierówno i drżąco, niemal wprost do jego ucha. Tak, dobrze się spisał. Teraz i być może nawet i przy rozmowie. Bo przecież mogła potoczyć się dużo gorzej, a tak poprowadziła do czegoś miłego. Jak mógł narzekać? Chciał, by wszystkie kłótnie kończyły się właśnie w ten sposób. – Wiesz, że nie lubię być grzeczny – wiedział, że pytanie było retoryczne, że nie potrzebowało z jego strony żadnej opinii, bo Thorn już za niego zadecydował, a on prędzej czy później przyjmie tę ofertę. Raczej prędzej, bo już za chwilę dodał – Przekonałeś mnie – i nic więcej nie musiało być już powiedziane.
Teraz nastał jego czas. Jego czas na rozkoszowanie się, smakowanie, powolne rozpływanie się pod jego dotykiem. Teraz mógł poudawać księcia na wielkim łożu, potrzebnego i z potrzebami. Pozwolił się zaprowadzić do sypialni, chociaż każde oddalenie od partnera przyjmował z niezadowoleniem. Cóż mógł poradzić, w końcu w miejscach, gdzie jeszcze przed chwilą były ciepłe ręce Richarda, pozostawała tylko zimna pustka. To nie mogło być przyjemne. Dał się przeprowadzić, przenieść, zaciągnąć, cokolwiek, wszystko było mu jedno. Chciał już się tam znaleźć i gdy w końcu do tego doszło, rozłożył się na łóżku opanowując je zupełnie swoim ciałem. Ręce nad głową, nogi zgięte w kolanach i wzrok – lubieżny i jak zwykle bezwstydny. Zapraszał go do siebie, czekał aż się nim zajmie. W tej krótkiej chwili, którą obiecał sobie zapamiętać jako szczególnie piękną, Richard był zjawiskowy. Stojący nad nim z jasnym celem i przebijającym się przez okno słońcem na twarzy. I ta wiedza, że za chwilę dostanie dokładnie to czego chce, na co czekał już zdecydowanie zbyt długo. To wszystko było piękne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 637


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: The Less I Know the Better   Czw Lut 08, 2018 8:00 pm

Richard w duchu zachwycał się nad kochankiem, tak uległym i poddanym jego dłoniom. Oczywiście, że młodzieniec musiał coś zaszczekać, udowodnić swoją niezależność i wspaniałość, potwierdzić że ma kontrolę nad sytuacją i że wszystko dzieje się za jego zgodą, ale... To była tylko gra. W tym momencie nie były ważne słowa, a czyny. Faktem było, że Thorn miał Louisa w garści. Pieścił go, pochwalał, kusił i obiecywał, a przystojny jasnowłosy jedyne, co mógł zrobić, to ufnie za nim podążyć, odgiąć głowę, nadstawić się i prosić o więcej. W tym momencie był cały jego i nic się nie liczyło - tak samo jak chwilę wcześniej.
Może nie potrafili dogadać się w wielu kwestiach, nie mieli ogromu wspólnych tematów - ale też niezbyt próbowali je znaleźć. Liczyło się zbliżenie, te namiętne chwile wypełnione zapomnieniem, kontrolą, ciałami spragnionymi bliskości. Najważniejszy był bieg ku spełnieniu, ponętne spojrzenia i urywane oddechy, nie wspólnota umysłów. Nie wybrali się po to, by mieć odpowiedniego partnera do filozoficznych rozmów, nie szukali w kręgach im bliskich, o podobnych zainteresowaniach, by łączyło ich wiele. Nie, to wszystko było kompletnie nieistotne.
Chodziło o nieziemski seks.
Prezes chwycił kochanka i zaprowadził go do łóżka, a tam rozebrał do końca - najpierw jego, a potem siebie, całkowicie ignorując fakt, że był już poranek, że mieli się rozejść w różne kierunki i zająć sprawami, które były ich codziennością. Seksowne zbliżenia były domeną nocy, zakazane, a przez to podniecające.
Nie tym razem jednak. Pomimo upojnych chwil pod osłoną mroku było im wciąż mało. Potrzebowali upewnić się, że są w tym samym miejscu, że nic się nie zmieniło, że nadal potrafili oddychać wspólnie, w tym samym tempie, biegnąc ku zaspokojeniu.
Dlatego właśnie Richard uklęknął pomiędzy szeroko rozłożonymi nogami, zachwycając się nad otwartością i bezwstydnością kochanka, nad jego idealnym, młodym ciałem i pewnością w oferowaniu całego siebie, bez chwili zawahania. To wciąż było dla mężczyzny niesamowitym doznaniem, taka pełnia zaufania i przekonania - niemal narcystyczna, której wielu inwestorów z którymi użerał się w ciągu dnia Thorn mogło aktorowi pozazdrościć.
Był piękny - i jedyny w swoim rodzaju. Gdyby nie charakter, niewątpliwie miałby pod swoimi drzwiami kolejkę chętnych, nie tylko na jedną noc, by go usidlić, zdobyć i zachować. Nikt nie mógł się mu oprzeć - ani gdy grał, ani gdy był w pełni prawdziwy.
Chociaż... Czy kiedykolwiek przy czterdziestopięciolatku był sobą?
Brunet pozwolił ustom wylądować na prawym kolanie kochanka, sunąc nimi powoli w dół, do złączenia jego nóg, delikatnie drapiąc zarostem i zębami, nadgryzając, pozostawiając ślad słabych malinek i linię śliny.
Zamruczał cicho, lubieżnie, lekko trącając nosem męskość partnera, nim nie podniósł się i przeniósł ustami na drugą nogę - ponownie rozpoczynając podróż w dół, uśmiechając się figlarnie - ale i z satysfakcją.
Gdy ponownie dotarł do krocza partnera, odrobinę zwolnił, przesuwając powolutku językiem po jego członku, od czubka aż po nasadę, a potem znacząc ślad na jego jądrach, i biegnąc w dół, ku miejscu, które najbardziej go interesowało. Podrażnił je końcem języka, a następnie chwycił za pośladki, rozsunął je bardziej, uniósł, samemu wygodniej rozkładając się na pościeli i stabilnie podpierając na łokciach, aż wreszcie zanurzył go bardziej, unieruchamiając i rozpoczynając bezlitosną mieszankę ssania, wsuwania, wysuwania i całowania - nim znów niespodziewanie przerwał, podnosząc głowę, spoglądając na swoje bożyszcze chytrze i... wsunął pomiędzy wargi swoje dwa palce, ze znaczącym pomrukiem obficie je śliniąc. Sugestywnie poruszył głową, powoli obejmując coraz to większą ich część, zatrzymując się przy knykciach, a potem powracając do opuszków.
Puścił oko do kochanka, śmiejąc się bezgłośnie, rozbawiony mimowolnie stanem, do jakiego doprowadził Louisa.
Przesunął palcami po wnętrzu jego uda, drugą dłoń układając na podbrzuszu mężczyzny, unieruchamiając go spokojnie i stanowczo na sekundy przed tym, jak naparł na jego wnętrze, od razu wypełniając je oboma wilgotnymi palcami. Bez pośpiechu, starannie biorąc w posiadanie kolejne centymetry partnera, nim bezbłędnie nie natrafił na prostatę i zaczął bezlitośnie, rytmicznie ją uciskać, pomiędzy kolejnymi ruchami rozsuwając i zsuwając ze sobą palce, przy okazji pozostawiając nowy wilgotny ślad po języku na udzie towarzysza.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
KosmosChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 98
Personal space? No.

Cytat : *Star Trek Intro*
Wiek : 22
Female


PisanieTemat: Re: The Less I Know the Better   Pią Lut 09, 2018 1:30 am

Tak, Louis był narcyzem. Ale jak mógł nim nie być chociaż w małym stopniu, skoro tak często stawał przed tłumem ludzi, udawał kogoś innego i myślał, że oni chcą to oglądać, że sprawia im to przyjemność. W tym zawodzie odrobina narcyzmu była wskazana. Inna sprawa, że ludzie naprawdę go lubili. Nawet w tych pomniejszych rolach, które do tej pory dostawał. Nikt nie chciał zaangażować go w nic większego. Niby szkoda, ale głęboko wierzył, że nie potrwa to już długo. Bo w końcu na udawaniu znał się, jak na niczym innym.
Zdawał sobie sprawę, że narcyzm i inne wady jego charakteru, których, nie oszukujmy się, miał pod dostatkiem, odstraszają potencjalnych przyjaciół i stałych partnerów. Ludzie lubili go, ale tylko na odległość. I być może byłby tym zdruzgotany, bo Louis kochał ludzi z bliska, szczególnie z bliska, ale chyba był zbyt zajęty sobą lub udawaniem, że wcale go to nie rusza. W swoim życiu miał jednego przyjaciela, który naprawdę interesował się jego życiem, dbał o niego, nie dał się odstraszyć jego przywarom. I Louis to doceniał, również o niego dbał, ale gdzieś z tyłu jego głowy pozostawał nieznany niedosyt, który tak chętnie zapełniał na różne sposoby. „Zapełniał” lub po prostu zapominał o nim.
Teraz, gdy ich ciała tańczyły w rytmie dobrze mu znanego tanga, zupełnie zapomniał o męczącym go głodzie czegoś nieokreślonego. Skupiał się na dotyku. Na ustach błądzących po wewnętrznej stronie jego ud, na dłoni na jego brzuchu, na rozchodzącym się po jego ciele cieple. Przymknął oczy i odchylił głowę. Fizyczność była prosta, była ciepła, przyjemna… mógł tak wymieniać bez końca. Richard był wyjątkowo przyjemny, dużo, dużo bardziej od jego wcześniejszych kochanków. I właśnie dlatego chciał go zachować jak najdłużej. Obserwować zachodzące w nim małe zmiany, powoli pękające granice. Dzisiaj chyba jakąś przekroczyli. Nie spodziewał się tylko jak bardzo.
Gdy otworzył oczy, uciekł szybkim przemyśleniom i wrócił do tego, co teraz i tutaj, zdał sobie sprawę, że z jego ust wydobywają się niekontrolowane pomruki. Jego oddech wciąż był nierówny, szczególnie teraz, gdy Richard znalazł jego prostatę i bezlitośnie ją pieścił. Zaśmiał się nieco ochryple, a jego śmiech przeszedł najpierw w westchnienie rozkoszy, a potem w jęk. Nie miał zamiaru być cicho. Nie lubił się powstrzymywać. Zacisnął dłonie na pościeli i odnowił kontakt wzrokowy z kochankiem. Uśmiechnął się do niego, jak pijany, po czym znów odchylił głowę i wydał z siebie kolejny jęk. Odruchowo wygiął się w łuk, mocniej nabijając się na palce Richarda. Dłoń na jego brzuchu przypomniała mu jednak o pozycji, którą mężczyzna chciał żeby utrzymał, więc zmusił się by wrócić do pierwotnej pozycji. Czuł się jak pijany, powoli zagłębiał się we własnym świecie rozkoszy, wpadał w nią jak do ciepłego basenu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 637


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: The Less I Know the Better   Pią Lut 09, 2018 11:10 pm

Marshall był piękny. Rozpalony, bezwstydny, otwarty w swoich ekspresjach. Wszystko dla niego było sztuką, nawet otrzymywanie rozkoszy. Nie potrafił powstrzymać się przed urządzeniem chociaż małego przedstawienia. W normalnej sytuacji, gdyby musieli ze sobą przebywać dłużej, niż w danym momencie akurat im przyszło do głowy, zapewne byłoby to dla Thorna irytujące. Jednym było ciągłe utrzymywanie jakiejś maski, a drugim czynienie z najbardziej trywialnych kwestii dramatu w trzech aktach. Z drugiej strony... Przecież trudno mu było oderwać od kochanka wzrok. Bóg mu świadkiem, że młodzieniec potrafił czarować i kamera go lubiła. Nawet, jeśli ostatecznie nie zdobędzie olbrzymiej sławy jako aktor, miał całkiem spore szanse w modelingu. 
Albo branży związanej seks-telefonami. Miał tak rozkoszny głos, gdy jęczał... To nie były żadne pochwalne mruknięcia, zawstydzone sapnięcia - nie, informował o swojej przyjemności pewnie, głośno, przeciągle, wywołując kolejne dreszcze podniecenia i przyjemności na ciele Richarda. Tak jak lubił na niego patrzeć, tak i słuchanie go nie bolało - przynajmniej nie wtedy, gdy informował o swoim zadowoleniu, bo dyskusje nie były tak przyjemne.
Uśmiechnął się pod nosem, pomagając (delikatnym pchnięciem) kochankowi wrócić znów na materac i tym samym sugerując, by przestał próbować się zaspokajać. Polizał krótko kolano i obrócił głowę, spoglądając na Louisa.
- Nadal jesteś mój, daj mi się tym zająć - mruknął karcąco, w jeszcze wilgotne miejsce lekko wbijając zęby, tak w ramach ostrzeżenia.
Puścił oko do towarzysza, obracając dłoń, której palce wciąż znajdowały się w jego wnętrzu. W duchu o nim marzył, o tych seksownych mięśniach, które z rozkoszą przyjęłyby go i zapewniły nieziemskie doznania - ale nie miał już dwudziestu lat i nie mógł aż tak szybko odzyskać pełnej twardości. Musiał zadowolić się przyjemnym uciskiem w podbrzuszu i ciepłem rozlewającym się po jego ciele. Odetchnął cicho, przymykając na moment oczy, by nacieszyć się tym wrażeniem. Przy okazji - niestety - całkiem znieruchomiał, przerywając pieszczenie partnera. Zaraz jednak znów na niego spojrzał, roześmiał się cicho widząc niecierpliwość, a potem opuścił głowę i wreszcie naprawdę wziął się do roboty, w równym tempie poruszając palcami i biorąc jego członek do ust.
Uwielbiał to. Niewiele było rzeczy równie wspaniałych, co twarda męskość w pomiędzy wargami, ciężka, smakująca preejakulatem, chętnie reagująca na każde muśnięciem językiem, mlaśnięcie i kolejne centymetry ciepła i wilgoci. Mógł być prezesem wielkiej firmy, mógł mieć przepiękną narzeczoną i grube miliony na koncie, ale nigdy nie czuł się tak bardzo u władzy, spełniony i zarazem wygłodniały, jak w tych momentach. Jego firma była jego dzieckiem, ale miłością - mężczyźni. W tak skrajnie intymnych momentach całkowicie się zapominał, dostawał zastrzyk energii i rozkoszy, poruszał się energicznie i giętko jak nigdy, lubieżnie jęczał i oferował sobą wszystko - wszystko
Jak zawsze, spełnienie jego kochanka przyszło zbyt szybko, bez ostrzeżenia, a on przedłużał to w nieskończoność, drażniąc, uciskając, ssąc i domagając się więcej. Dopiero po jednoznacznej sugestii wypuścił kochanka ze swoich ust, wysunął z niego palce i ułożył głowę na jego podbrzuszu, napawając się otaczającym go zapachem, wilgocią, słonym smakiem i bólem w karku. W łokciach. Na plecach. Chyba nawet nadgarstków?
Ale to wszystko było nieważne. 
Zamruczał cicho, zamykając oczy, póki co niechętny do powrotu do rzeczywistości. Jeszcze nie. Świat zaczeka na prezesa Thorn Computer Inc.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
KosmosChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 98
Personal space? No.

Cytat : *Star Trek Intro*
Wiek : 22
Female


PisanieTemat: Re: The Less I Know the Better   Wto Lut 13, 2018 12:42 am

Chociaż w normalnych warunkach pewnie zacząłby szczekać, że jest jedynie swój i nigdy do nikogo nie należał, ta sytuacja nie była zwyczajna. Nie zaprzeczył więc. Dał się chwilowo posiąść. Nie powiedział, nawet mu się to podobało. Oddać się całkiem pod jego władzę, wolę i działanie, a samemu jedynie rozkoszować się dotykiem. Nie zdawał sobie sprawy, jak dużej dozy zaufania wymagało od niego to chwilowe oddanie się. Było to jak rozbicie jakiejś maski. Rezygnował z własnego działania na jego korzyść. Pozwalał mu na wszystko. – Tak – nie wiedział czego było to potwierdzenie. ”Tak, jestem twój” czy może raczej ”Tak, w tym miejscu”, a może w ogóle oba lub żadne z nich. W głowie Louisa panował bałagan, jakiego już dawno tam nie zastał. Chaos, do którego go doprowadzał nieco go przerażał. Nie żeby starał się utrzymać umysł w idealnym porządku, nie, to zwyczajnie nie leżało w jego naturze. Zazwyczaj balansował gdzieś na krawędzi, szukając idealnego środka, nigdy go jednak nie znajdując.
Louis kochał balansować. Czy to papierosem na krawędzi ust, czy tak jak teraz na granicy rozkoszy i spełnienia. Balansował całe swoje życie, uczył się tej sztuki, a mimo to nigdy nie potrafił posiąść jej do końca. Zawsze przesadzał czy to w jedną stronę, czy w drugą. Nie potrafił dostrzec złota na żadnym z punktów, na których spoczął. Zawsze, prędzej czy później, pogrążał się w skrajności. Być może właśnie to tak uwielbiał w Richardzie. To jego trwanie pośrodku, w idealnie wymierzonym punkcie, w miejscu zupełnie pozbawionym chaosu. Widział go inaczej jedynie w sytuacjach takich, jak ta. Gdy rzucał mu lubieżne spojrzenia, delikatnie nadgryzał skórę, lizał kolano. A on rozkoszował się bliskością i świadomością, że ściąga go gdzieś z dala od sztywno ustalonych zasad, gdzieś do dawno zapomnianego przez niego świata. Czasami ciekawiło go, co by się stało gdyby i on pozwolił się wciągnąć, do tego świata jasno wymierzonych zasad. Nie wiedział czy miał na tyle odwagi.
Przez całe życie przeciwko nim się buntował, nie przyjmował do wiadomości. A teraz dobrowolnie miałby nimi podążać? Ale gdyby się nad tym zastanowić, czy już nie zrobił ku temu pierwszego kroku? Dał sobą zawładnąć, podporządkował się, oddał pod zasady Thorna. Chwilowo, ale jednak. Pierwszy krok, który zapewne by go przeraził gdyby nie przyjemność, która mu towarzyszyła. Bo jak coś, co wzbudza w nim tak dobre uczucia, może być złe?
Doszedł z kolejnym, cichszym, nieco bardziej zduszonym jękiem.
Powoli dochodził do siebie. Wplótł palce we włosy Richarda i delikatnie masował jego głowę. Gdzieś z tyłu jego głowy przemknęła mu myśl, że nie chce by ten moment mijał, był na to zbyt piękny, wysublimowany. – Chodź do mnie – wydawało mu się, że żąda, ale to, co dotarło do jego uszu bardziej przypominało cichą prośbę. Być może przejąłby się tym gdyby nie zmęczenie, które tak leniwie wpłynęło na jego ciało. Chciał go objąć i zostać tak. Tak po prostu, bez zbędnego tłumaczenia się. Bo miał taką ochotę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 637


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: The Less I Know the Better   Nie Lut 18, 2018 6:31 pm

Richard przypominał wielkiego, rozleniwionego kocura. Leżał na łóżku, z głową ułożoną na brzuchu kochanka, z zamkniętymi oczami i lekkim uśmiechem wypełnionym samozadowoleniem, wyglądając jak człowiek, który znalazł się dokładnie tam, gdzie chciał. Nie był nadmiernie chętny do jakiejkolwiek zmiany pozycji, całkowicie usatysfakcjonowany tym, dokąd go życie zaprowadziło. Nie myślał o swojej firmie, narzeczonej, obowiązkach ani przyjemnościach, szczęśliwy z tego miejsca, w jakim się znalazł. Nie chciał otwierać oczu i wracać do rzeczywistości, otoczony ciepłem, znajomym zapachem i przyjemną twardością mięśni. Fakt, że reagował instynktownie na bliskość drugiego mężczyzny - ze szczególnym uwzględnieniem pewnego konkretnego młodego aktora - był może niepokojący, ale w tym momencie nie zaprzątał jego głowy. Czuł się dobrze i właściwie - a to było uczucie, do którego dążył za wszelką cenę.
Mruknął, dając znać, że słyszał prośbę kochanka, ale jednocześnie niezbyt entuzjastycznie podchodząc do jakichkolwiek propozycji modyfikacji ich aktualnego stanu rzeczy. Oczywiście, usteczka Louisa były kuszące, ale zarazem zbyt odległe, by odrzucać tak po prostu wspaniałość tej chwili, w której trwali. Thorn nie był gotowy ani na powrót do rzeczywistości, ani nawet na jakikolwiek ruch. Jeszcze nie.
Musiała minąć chwila, by jego ciało upomniało się o zmianę pozycji - kręgosłup bolał go coraz bardziej, sugerując konieczność poruszenia się i rozruszania kości, które wcale nie były już tak młode i bezproblemowe jak dawniej. Nie, żeby był stary - po prostu czasami się nadwyrężał. Powinien bardziej uważać, spędzać więcej czasu na masażach i mniej obciążać niektóre partie ciała... Ale nigdy nie miał do tego cierpliwości.
Podniósł się na dłoniach, mamrocząc coś niewyraźnie i uchylając powieki. Spojrzał na swojego towarzysza z góry, przez krótką chwilę wodząc wzrokiem po jego ciele, jak zawsze bezwstydnie otwartym i dostępnym, a potem powoli przemieścił się ku jego ustom, opadając ciałem na niego, dociskając do materaca i niespiesznie się wcałowując w rozchylone zapraszająco wargi.
Nie miał ochoty wracać do rzeczywistości, wiedział że zapewne jest już spóźniony, widział że słońce już było wysoko na niebie, a on jeszcze nie wypił swojej kawy - ale to wszystko było nieistotne, gdy rozkoszował się dotykiem młodego, chętnego, męskiego ciała. Bóg mu świadkiem, że niewiele mu brakowało do rzucenia obowiązków i zasad w cholerę i spędzenia reszty dnia z Marshallem - czuł, że jego ciało przyklaskiwało temu pomysłowi. Mógłby też spróbować naciągnąć młodego aktora na przyjemny masaż, może wspólną kąpiel... Tyle rozkosznych pomysłów pojawiało się w jego głowie, gdy pochłaniał powoli chętne wargi dwudziestokilkulatka. 
Poczucie obowiązku jednak wygrało, wobec czego podniósł się znów na rękach i mruknął z pewnym niezadowoleniem:
- Powinienem iść. Na pewno jestem spóźniony.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
KosmosChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 98
Personal space? No.

Cytat : *Star Trek Intro*
Wiek : 22
Female


PisanieTemat: Re: The Less I Know the Better   Pon Mar 12, 2018 10:43 pm

To co dostał było lepsze od tego, czego oczekiwał. Powolny pocałunek, jeszcze głębsze doznanie niż ograniczenie się do zwykłego przytulenia. Rozpływał się pod nim, czuł jak znajomy ciężar przyszpila go do materaca. I było mu tak błogo, tak błogo, jak już dawno nie było. Aż uśmiechnął się delikatnie, przerywając na chwilę pocałunek. Niestety inne myśli powoli zaczęły wkradać się do jego umysłu. Z początku próbował je odganiać, ale ile można walczyć?
Chwila ta powoli przemijała, a do Louisa z trudem docierało, że już za moment będzie musiał pozwolić jej odejść. Niemal czuł jak wymyka się ona spod jego palców. Zawsze bał się przemijania, bo nie miał nad nim absolutnie żadnej kontroli. Czas uciekał czy tego chciał czy nie, wszystko co dobre kiedyś się kończyło, a on mógł jedynie melancholijnie patrzeć wstecz. Zazwyczaj tego unikał, stan nostalgii był jego najmniej ulubionym, właśnie ze względu na podszycie strachem i bezsilnością. Zaciągnął się znajomym zapachem. I wtedy ciszę rozdarł jego głos, który był jedynie potwierdzeniem tego, co przeczuwał. – Powinieneś. – odpowiedział powoli, znów wplatając rękę w jego włosy, zupełnie przecząc swoim słowom. Szybko ją jednak zabrał, westchnął cicho i pozwolił dłoni bezwładnie opaść na łóżko. – Ja też powinienem. – w jego głosie dało się słyszeć zupełny brak przekonania – Powinienem przygotować się do przesłuchania. – może z tego coś wyjdzie. Nigdy nie rozmawiali na głos o liczbie przesłuchań, z których nigdy nic nie wyszło. Louis chodził na nie często i regularnie, ale rzadko kiedy rzeczywiście w czymś grał. Trudno powiedzieć czy było to efektem przeciętnego talentu (w tę opcję zdecydowanie nie wierzył, ale na ile jego zdanie w tym temacie było wiarygodne to już zupełnie inna historia) czy może raczej braku szczęścia. Może nie miało to większego znaczenia.
- Szczerze mówiąc nie wiem czy na nie iść. Reżyser wymyślił sobie adaptację „Edgara” Pucciniego w tylko męskiej obsadzie. – tu zaśmiał się krótko – Nie wiem co z tego wyjdzie. – były dwie opcje: albo to będzie wielki hit, albo jeszcze większa klapa. Sama teatralna adaptacja opery była jego zdaniem wątpliwym pomysłem, ale w końcu nie znał się aż tak, nie był reżyserem. Potrafił odgrywać, wcielać się w przeróżne role, ale brakowało mu ogólnej wizji i większej wyobraźni, by próbować swoich sił jako reżyser. Zresztą, nigdy go do tego nie ciągnęło. – Jak myślisz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 637


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: The Less I Know the Better   Sro Mar 14, 2018 9:43 pm

Richard zazwyczaj bardziej energicznie podchodził do kwestii związanych z własną pracą i obowiązkami. Firma była dla niego znacznie cenniejsza niż kilka przyjemnych chwil w łóżku - a jakikolwiek poślizg czasowy mógł mieć ogromne konsekwencje. Zabawę z kochankiem zawsze mógł przełożyć, a w takiej sytuacji nie groziło mu w zasadzie nic, oprócz ewentualnych pretensji. Wielomilionowe straty nie wchodziły w grę... chyba, że młodzieniec zdecydowałby się w jakiś sposób go szantażować.
Lub wygadał się komuś, komu nie powinien.
Thorn odrzucił te nieprzyjemne myśli, przesuwając wargami po apetycznie odsłoniętej szyi i pozostawiając na niej kilka delikatnych śladów po zębach. Nie miał ochoty powracać do tamtej kłótni, która nie wniosła niczego sensownego do ich relacji. Mógł mieć tylko nadzieję, że Louis zrozumiał jego argumenty i nie będzie znowu wystawiał jego osoby na zagrożenie.
Szczerze nie miał ochoty się podnosić.
Odsunął się wreszcie od kochanka w chwili, gdy ten zadał mu pytanie. Lekko wzruszył ramionami, nadal nad nim wisząc, częściowo przygniatając do materaca własnym ciałem.
- Wiesz przecież, że się na tym nie znam. Jeśli uważasz, że warto, albo że to będzie ciekawe doświadczenie, to idź. Próbować się chyba bardziej opłaca niż czekać na łut szczęścia - mruknął, nie kryjąc się zbytnio ze swoim brakiem wiedzy w dziedzinie, która dla Marshalla niewątpliwie była najważniejsza. Thorn nie został prezesem firmy dlatego, że interesował się sztuką, z premedytacją omijając nie tylko relacje emocjonalne, ale w ogóle jakiekolwiek aspekty życia, które mogłyby dostarczyć mu... czegoś więcej. Wobec tego, wybór tak odmiennego od niego kochanka był podyktowany chęcią nadrobienia wszystkich braków, ale okazało się to trudniejsze, niż początkowo oczekiwał. I cholernie czasochłonne.
- Jak dostaniesz angaż, przyjdę na premierę. Co ty na to? - Uniósł brew pytająco, decydując się na bardziej jednoznaczną zachętę. Nie mógł powiedzieć, by z całego serca kibicował swojemu towarzyszowi w osiąganiu sukcesu - ale wierzył w ciężką pracę i chwytanie okazji, a skoro Louisowi często brakowało motywacji i zapału... Taka obietnica nie kosztowała go przecież zbyt wiele. Szanse były - jak przypuszczał - umiarkowane, a tego typu wydarzenia działy się w godzinach, w których on nie powinien już być w pracy.
Podniósł się wreszcie z ciężkim sapnięciem, pozbierał swoje ubrania i wreszcie rzucił okiem na telefon. Zaklął cicho, widząc godzinę.
- Zrób mi kawę, piękny, bo jestem niesamowicie spóźniony przez ciebie - polecił, lekko klepiąc młodego kochanka w łydkę, a potem obracając się na pięcie i wracając do łazienki. - Jestem pewien, że sobie poradzisz z tak wielkim wyzwaniem - powiedział jeszcze w ramach zachęty, pstrykając palcami i wskazując wolną ręką kierunek kuchni. Nie rozstawiał go po kątach dlatego, że czuł się ważniejszy - a dlatego, że przywykł do wydawania poleceń i tak było mu najprościej. W sytuacji, w której czegoś faktycznie potrzebował, oczekiwał absolutnego posłuchu i było dla niego całkowicie oczywiste, że się z nim spotka. Nic innego nie wchodziło w grę.
- Louis - rzucił z łazienki na tyle głośno, by było go słychać pomimo lecącej wody.
Zawsze musiał go poganiać. Zawsze.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
KosmosChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 98
Personal space? No.

Cytat : *Star Trek Intro*
Wiek : 22
Female


PisanieTemat: Re: The Less I Know the Better   Pią Kwi 27, 2018 4:12 pm

- Jedyne czego się spodziewam to albo wielki sukces, albo wielka porażka. W takich produkcjach nie ma nic pomiędzy – jego ton głosu jasno zdradzał zupełne rozleniwienie. Przeciągnął się powoli i westchnął zadowolony. Mógłby tu zostać chociażby i do wieczora, ale praca wzywała i jego. Musiał przećwiczyć monolog, wciąż nie czuł się w nim w stu procentach pewien, a to oznaczało, że ma jeszcze sporo do zrobienia. – Na przesłuchaniu będę mówił Hamleta Maszynę. Myślę, że tym razem się wpasuję w to, czego oczekują – wcale nie był tego tak bardzo pewien. Zawsze się stresował przed przesłuchaniami, ale nie dawał tego po sobie poznać, bo co to niby wnosiło do jego życia? - No ja myślę! – odpowiedział na jego propozycję – Załatwię ci dobre miejsce – powiedział, jakby już miał ten angaż w kieszeni. – Będziesz się mógł pośmiać, jeśli dostanę rolę żeńską – była taka możliwość. W końcu w Edgarze mieli dwie ważne postaci kobiece, nie dało się ich wyciąć, a obsada miała być wyłącznie męska. Czego to dzisiaj nie wymyślą? Sądził, że był to odwet na niedawno wystawionego wyłącznie żeńskiego Hamleta.
Przewrócił się na bok i obserwował, jak Richard powoli się zbiera do wyjścia. Słysząc polecenie, wywrócił oczami i podniósł się na łokciu – Może tosty do tego? – właściwie… Tak, tosty brzmiały całkiem dobrze. Zjadłby tosta. Dlatego również wstał z łóżka, jeszcze raz się przeciągnął i powoli założył bieliznę i koszulę. – No idę! – odpowiedział na ponaglenie. Nadal niespiesznie ruszył do kuchni. Przygotował dwie filiżanki i odpalił ekspres do kawy. Chwilę potem po kuchni rozszedł się charakterystyczny, intensywny zapach kawy. Poprzeglądał szafki w poszukiwaniu chleba, co nie zajęło mu wcale aż tak dużo czasu. Wrzucił dwie kromki do tostera i w międzyczasie wyciągnął masło z lodówki. Obaj nie mieli czasu na bardziej wystawne śniadanie, nawet jeśli podobno było ono najważniejszym posiłkiem dnia. Oparł się o blat i powoli sączył świeżą kawę czekając aż Richard wyjdzie z łazienki. Sam miał ochotę na prysznic, ale nie był wcale pewien czy zdąży go wziąć przed wyjściem.[/b][/b]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 637


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: The Less I Know the Better   Nie Kwi 29, 2018 4:21 pm

Louis jako kobieta... No, to mógł być niewątpliwie interesujący obraz, chociaż niekoniecznie z kategorii tych, które prezes Thorn Computer Inc. koniecznie chciał w swoim życiu zobaczyć. Odpowiadała mu ta bardziej męska strona kochanka, nawet wtedy, gdy zajmował się bardziej kobiecymi sprawami... czy może szczególnie wtedy? Oczywiście lubił w swoim kochanku pewne balansowanie na granicy pomiędzy jedną płcią a drugą, jego aktorstwo i niejednoznaczność, ale wciąż jedną z najważniejszych kwestii było, no cóż, to co miał między nogami. Richard miał w swoim życiu już jedną przedstawicielkę płci pięknej i ta mu wystarczała z nawiązką, nie chciał - i nie potrzebował - kolejnej. Marshall był więcej niż wystarczający bez makijażu, długich włosów i biustu.
Niewątpliwie jednak, nie byłoby mu w tym znowu najgorzej.
Czterdziestolatek wywrócił oczami, wychodząc spod prysznica, odrobinę nie potrafiąc uwierzyć w to, gdzie popłynęły jego myśli. Jego seksowny kochanek miał zdolność wywoływania w nim myśli, które w normalnych warunkach nigdy by nie zaistniały. Jednocześnie było to błogosławieństwem i przekleństwem.
Wysuszył się i ubrał już w łazience, wychodząc w trakcie zapinania koszuli, z nadzieją - nie pewnością, tego nie mógł nigdy doświadczyć przy aktorze - iż zastanie w kuchni zarówno Louisa jak i kawę. Tym razem jego wiara w towarzysza okazała się być zasadną i już po chwili starszy mężczyzna trzymał gorący kubek w dłoni, popijając powoli paskudny napar bogów i wracając w pełni do rzeczywistości.
- Dziękuję za dziś - powiedział uprzejmym, wykalkulowanym tonem, lekko klepiąc kochanka po ramieniu. - Będę w takim razie czekał na informację, jak poszło ci na castingu. - Uśmiechnął się, odkładając na chwilę kubek, by zawiązać sobie krawat i - zerkając w swoje odbicie na szafce - doprowadzić się całkowicie do porządku. Poprawił jeszcze raz mankiety, zarzucił na plecy marynarkę i chwycił niewielką torbę z rzeczami, które zwykle nosił podczas schadzek ze swoim ukrytym kochankiem. 
Spojrzał na niego krótko, chwytając jeszcze za podbródek i obdarzając krótkim pocałunkiem.
- Pamiętaj, żeby uważać. Pewnego rodzaju plotki nie będą mi wcale na rękę - mruknął, starając się, by zabrzmieć delikatniej i uprzejmiej, a jednocześnie wystarczająco jednoznacznie. Nie chciał powracać do tamtej kłótni, ale... pewne sprawy były istotne.
Odłożył brudny kubek po kawie, chwycił jednego tosta, zarzucił torbę na ramię i oddalił się do wyjścia, bez dalszych pożegnań znikając z terenu swojej schadzki z młodym aktorem. Upojna noc i przyjemny poranek dobiegły końca, pora było wziąć się za sprawy ważniejsze, niż nadrabianie doświadczeń, na które wcześniej, w biegu do bogactwa i potęgi, nie było czasu.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: The Less I Know the Better   

Powrót do góry Go down
 
The Less I Know the Better
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Gurges ater :: Gurges ater-
Skocz do: