CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 Piorun na lodowym niebie [Naruto]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 198


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."

PisanieTemat: Piorun na lodowym niebie [Naruto]   Sro Sie 30, 2017 3:52 pm


Świat Ninja jest pełen niebezpieczeństw, szczególnie kiedy należysz do ANBU. Jesteś narażony na najgorsze. Możesz nawet zginąć. Nie możesz poddać się uczuciom, musisz być skupiony na zadaniu. Twoje życie nie jest nic warte. Żyjesz by chronić innych swoją piersią. 


Hatake Kakashi, były dowódca ANBU w czasie służby popełnił parę błędów. Ten jeden, jedyny raz podszedł do sprawy uczuciowo i nie skończyło się to dobrze. Po latach, wspomnienia powracają, a to za sprawą przypadkowego spotkania z dawnym "znajomym".

Kakashi - Phil
"Znajomy" - Kosmos

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
KosmosChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 55
Personal space? No.

Cytat : *Star Trek Intro*
Wiek : 21
Female


PisanieTemat: Re: Piorun na lodowym niebie [Naruto]   Sro Sie 30, 2017 8:21 pm


Ikeda Shin | 26 lat | klan Yuki | Special Jounin

Historia: Jego rodzina wywodzi się z Kraju Wody. Po wojnie osiedlili się w małym miasteczku w pobliżu Wioski Mgły. Gdy zaczęły się represje w stosunku do ludzi posiadających kekkai genkai, jego ojciec (Yuki Shigeru) zmienił nazwisko na panieńskie nazwisko matki Shina (Ikeda Shimako), by lepiej wmieszać się w resztę obywateli. Spokój nie trwał długo, bo wkrótce mieszkańcy dowiedzieli się o jego pochodzeniu i rodzina była zmuszona znów się przeprowadzić. Tym razem uciekli dużo dalej, do Kraju Ognia, znów wybierając małą, nie rzucającą się w oczy wioskę. Nie spodobało się to dawnym przełożonym jego ojca, został uznany za zdrajcę i zlikwidowany. Shin bardzo dba o ostatnie i zarazem jedyne wspomnienie ojca. Nie pamięta jego twarzy, tylko plecy i dobiegające z zewnątrz światło, gdy po raz ostatni wychodził swoim wrogom naprzeciw. Matka zawsze dbała by dobrze o nim myślał. Dzisiaj, już dorosły, zastanawia się czy ojciec rzeczywiście był taką białą figurą i czy aby na pewno nie miał czegoś na sumieniu, skoro tak sprawnie go zlikwidowano.

O dziwo po tym smutnym incydencie, mieszkańcy wioski zaczęli cieplej traktować jego matkę i samego Shina. Może przez litość, a może przez niechęć do wrogich shinobi, z którymi przyszło się spotkać Ikedom. Dobrze wspomina spędzony tam czas, najwcześniejsze dzieciństwo, gdy jeszcze nie musiał się o nic martwić. Matka była surowa, ale dobra, zawsze darzył ją ogromnym szacunkiem. Dopiero później zrozumiał, jak ciężkie musiało być jej życie, gdy samotnie go wychowywała w tym powojennym, wciąż wrogim świecie. Znów nie zagrzali tam długo, bo kilka lat później Shin zaczął przejawiać swoje pierwsze umiejętności. Matka nie miała więc wyjścia tylko przenieść się z nim do Wioski Liścia, by syn mógł pójść w ślady ojca i wkroczyć na drogę shinobi. Do dzisiaj nie wie czy jego nauczyciele wiedzieli o jego pochodzeniu od początku, czy odkryli je później. Nigdy nie śmiał zapytać matki czy im powiedziała. Na początku nauka szła mu bardzo opornie, szczególnie ta praktyczna. Bał się stawać do sparingów. Od najmłodszych lat bał się śmierci, a to ona była pierwszym skojarzeniem, gdy patrzył na broń. Z czasem jednak się przełamał. Trudno stwierdzić czy pomogła twarda ręka matki, opowieści o heroicznych wyczynach ojca czy gniew na wyśmiewających go kolegów.  Być może wszystko na raz. To i tak nie ma teraz znaczenia. Grunt, że ukończył Akademię w wieku sześciu lat i kontynuował naukę.

Następnym godnym wspomnienia wydarzeniem w jego życiu była Trzecia Wojna Shinobi, w której walczył wraz ze swoją drużyną. Shin jest jedyną osobą z drużyny, która z wojny wyszła bez większego szwanku. Jego sensei (Hyuuga Daisuke) i kolega (Hayashi Sora) polegli, koleżankę (Maki Kaori) wyniósł na własnych rękach, gdy stało się oczywiste, że zadanie się nie powiodło. Mimo starań medyków straciła obie nogi. Sam Shin został przydzielony do innej drużyny i walczył dalej, obserwując jeszcze więcej śmierci, której tak się obawiał. Po wojnie regularnie odwiedzał Kaori, pomagał w jej rehabilitacji i starał się dodawać otuchy na tyle, na ile było to w ogóle możliwe. Utrzymuje z nią kontakt do dzisiaj. Niedługo później został wcielony do Anbu.

Pierwsza zasada to nie przywiązywać się. Po przeżytej wojnie Shin nawet był w stanie zrozumieć dlaczego ta zasada istnieje. Wtedy poznał Kakashiego. Wykonywali wspólnie co nudniejsze zadania w stylu pilnowania gabinetu Hokage i przekazywania wiadomości po całej Wiosce. Szybko znaleźli wspólny język. Z początku ta znajomość wydawała im się bardzo niewinna, zupełnie nieznacząca, ale miała jeszcze paść długim cieniem na całe życie Shina. Szybko się przekonali, że Anbu to nie tylko trywialne zadania pilnowania gabinetu, to również narażanie własnego życia. Podczas jednego starcia z shinobi Wioski Piasku, Shin dał się złapać w pułapkę. Kakashi, przywódca drużyny, widząc to ruszył mu na ratunek, opuszczając tym samym swoje stanowisko. Cały plan się posypał. Ale Shin przeżył. Później leżąc w szpitalu niejednokrotnie myślał, że lepiej by było gdyby zginął tamtej nocy, bo być może cała misja by się udała. Kakashi prawdopodobnie myślał podobnie, bo nie odwiedził go ani razu. Chyba sam nie wiedział czego chce, bo jednocześnie miał o to do niego żal. Rozumiał jego motywy, ale chciał go zobaczyć. W wyniku tego wypadku stracił oko, zyskał rozległą bliznę zdobiącą prawą część jego twarzy i na długo stracił pełną władzę w prawym barku. Po długiej rehabilitacji wróciła mu sprawność, ale prawa ręka już nigdy nie będzie tak silna, jak kiedyś. Stracił również część swojej reputacji.

Niedługo później opuścił Anbu i poświęcił się łapaniu poszukiwanych ninja. Dopiero niedawno na dłużej wrócił do Wioski.



Specjalizuje się w technikach uwolnienia lodu, mimo że był zupełnie odcięty od wiedzy klanowej, większość z tych technik opracował sam, inne wzorował na opowieściach innych shinobi, którzy na swojej drodze spotkali innych Yuki. Większość technik opiera na Thousand Flying Water Needles of Death ze względu na swoją biegłość w posługiwaniu się senbon. W zwarciu używa katany, więc Ice Sword Technique też nie jest mu obce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 198


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."

PisanieTemat: Re: Piorun na lodowym niebie [Naruto]   Pią Wrz 01, 2017 5:39 am


INFORMACJE PODSTAWOWE:
Hatake Kakashi
26 lat
181 cm/67,5 kg
Jōnin Nadzorujący, kiedyś dowódca ANBU
Wychowawca drużyny 7
Nie rozstaje się z maską

UMIEJĘTNOŚCI:
Podstawowe ninjutsu oraz genjutsu ma opanowane do perfekcji
Twórca Chidori oraz Raikiri
Jako jedyny spoza klanu Uchiha posiada Sharingan, dzięki któremu zdobył tytuł Kopiującego Ninja
Szybki, zręczny, świetnie wyszkolony z jutsu używanych przez ANBU do cichego zabijania
Używa techniki wzywania ninkenów (psów ninja), przywołuje ich osiem


INNE:
Syn Sakumo Hatake, zwanego Białym Kłem Konohy. Z powodu samobójstwa ojca przysiągł ściśle przestrzegać kodeksu shinobi, żeby nie skończyć jak on. Był bardzo utalentowanym i szanowanym młodym ninja. Jego możliwości zdobyły rozgłos i do teraz jest bardzo znanymi shinobi w każdej wiosce.
Należał do drużyny Minato razem z przyjaciółmi: Rin i Obito. To właśnie od Obito dostał Sharingan. Jego śmierć bardzo zmieniła wiele cech oraz poglądy Kakashiego, między innymi o pracy w zespole. 
Hatake każdego dnia chodzi pod pomnik poległych ninja i spędza tam nawet parę godzin w zadumie.
On i Might Guy są tak zwanymi "odwiecznymi rywalami". Ich pojedynki są bardzo zróżnicowane, przykładem jest wyścig z końca Konohy aż po górę Hokage oraz jedzenie na czas. Zwykle to Kakashi wygrywa, czego Guy nie potrafi zaakceptować i szuka to nowych konkurencji. 
Podczas służby w ANBU poznał Itachiego Uchihę, którego wdrażał w tajniki organizacji i wykonywali misję w jednej drużynie, póki młody Uchiha nie został dowódcą własnej za sprawą Hokage. 
Kakashi stara nie przywiązywać się do nikogo. Twierdzi, że osoby, które kochał już dawno nie żyją, co dla rozmówców wydaje się przerażające, jednak on sam wie, że tak jest najlepiej. Najbezpieczniej dla niego i dla ludzi w jego otoczeniu. 

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
KosmosChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 55
Personal space? No.

Cytat : *Star Trek Intro*
Wiek : 21
Female


PisanieTemat: Re: Piorun na lodowym niebie [Naruto]   Pią Wrz 01, 2017 2:04 pm

Las stał się odrobinę rzadszy, droga stała się o wiele bardziej znajoma. Zdecydowanie zbliżał się do wioski. Ile czasu go nie było? Z pewnością był już liczony w miesiącach, ale musiałby się mocniej zastanowić by podać dokładniejszą liczbę. Ostatnie zlecenie należało do tych trudnych, długo tropił zbiega, potem poznawał jego zwyczaje, obmyślał plan jak się go pozbyć- sprawnie i po cichu. Nie był absolutnie najlepszą osobą do tego zadania, bo zbieg posługiwał się żywiołem ziemi, co mogło sprawić jego wodzie trochę dodatkowych problemów. Musiał działać sposobem. I zadziałał. Kilka sprawnych pułapek zdecydowanie pomogło. Potem pozbył się ciała i wszystkich sekretów, które zawierało. Najprostsza, ale i najmniej przez niego lubiana część każdego zadania. Tyle lat, a on nadal się do końca nie przyzwyczaił do obcowania z trupami. Zganił się za to w myślach, nie po raz pierwszy zresztą.
Nie mógł się doczekać spotkania z matką. Co by nie mówić stęsknił się za nią. Nawet jeśli oboje byli przyzwyczajeni do jego częstych i długich nieobecności, nie potrafili się wyzbyć tej tęsknoty. Nie potrafił urwać tej więzi, która ich łączyła. Wielu by powiedziało, że jest zbyt sentymentalny i może nawet mieliby rację. Nie był pewien. Jedyna rzecz, której był zdecydowanie pewien w tym temacie to to, że jeśli ktoś zasugerowałby, że jest przez to gorszym shinobi, pokazałby w praktyce jak bardzo się mylą. Jego nazwisko nie było szczególnie znane, ale żal z tego powodu odczuwał niezwykle rzadko. Właściwie tylko wtedy, gdy przypomniało mu się jakie miał marzenia na młodu, jeszcze gdy był geninem. Właśnie, jak wróci powinien odwiedzić Korin. Gdy widział ją po raz ostatni, dowiedziała się o nowym typie protez, które być może pozwoliłyby jej znowu chodzić, a nawet biegać. Był ciekawy czy coś z tego wyjdzie, czy cieszył się przedwcześnie. Sama Korin miała bardzo sceptyczne podejście. Nie dziwił jej się. Gdyby jemu po tylu latach bycia przykutym do wózka ktoś powiedział, że znów będzie chodzić pewnie też by nie uwierzył. Jednak nadzieja pozostawała.
Zaczął mijać coraz więcej ludzi, a po chwili marszu jego oczom ukazała się brama wioski. Przystanął i chwilę cieszył oczy tym widokiem. Nareszcie w domu. Teraz czeka go trochę spokoju zanim znów będzie musiał ją opuścić. Niektórzy cieszyli się opuszczając wioskę. On zdecydowanie wolał powroty. Spojrzał na siebie. Matka pewnie stwierdzi, że wygląda żałośnie. Proste kimono, w którym łatwiej było mu się wtopić w tłum, niż w standardowym stroju jounina. Zawieszony na szyi ochraniacz z symbolem wioski, stare sandały, wytarta opaska na oku, u pasa katana. No i te włosy. Dłuższe, niż powinny, spadające smętnie na prawą połowę twarzy. Wyglądał dość… przygnębiająco. Jak jakiś pożal się boże samotny samuraj. Westchnął i ruszył przed siebie. Właściwie jemu było wszystko jedno, ale znów się nasłucha od mamy, że powinien o siebie dbać. Nie wiedział czemu aż tak bardzo jej na tym zależało. Gdyby on miał dziecko, które obrało drogę shinobi, pewnie nie poświęcałby tyle czasu jego aparycji, co umiejętnością przeżycia. Ale nigdy nie będzie matką (rodzicem pewnie też nie), więc raczej nie zrozumie. Przekroczył bramę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 198


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."

PisanieTemat: Re: Piorun na lodowym niebie [Naruto]   Pon Wrz 11, 2017 2:16 am

Wstał wcześnie rano. Musiał przygotować się do misji, którą miał wykonać z drużyną siódmą. Dopiero niedawno opadły emocje spowodowane wyprawą do Krainy Fal. Cała akcja z Zabuzą, Haku...cieszył się, że tym razem wyznaczono im rangę D, która miała stuprocentową pewność łatwości w wykonaniu. Zadanie miało na celu pomoc starszej kobiecie w oporządzeniu farmy, znajdującej się niedaleko Konohy. Idealne dla początkujących ninja, którzy muszą odpocząć po wyczerpującej i stresującej historii. Sam Kakashi musiał z powrotem zebrać siły. Wciąż nie czuł się najlepiej, z powodu częstego używania Sharingana w tamtych chwilach. Wbijanie gwoździ w drewnianą zagrodę dla krów to to, czego potrzebował. 
-Wychodzę. - powiedział, zamykając drzwi jak zawsze pustego domu. Tego samego, w którym jego ojciec popełnił samobójstwo. Tego samego, w którym samotnie spędza poranki, popołudnia i wieczory od ponad czternastu lat. Przestał zwracać uwagę na wszelkie przytłaczające elementy. To stało się rutyną, po prostu przyzwyczaił się do powtarzanych czynności. 
Poprawił plecak na ramionach i powolnym krokiem udał się w miejsce zbiórki z trójką jego podopiecznych. Wyjął z kieszeni ulubioną książkę, otwierając na niedokończonym rozdziale. Chciał wiedzieć, co będzie działo się dalej w niekończącym się romansie dwójki głównych bohaterów. Wciągnęło go to na tyle, że poszedł okrężną drogą i jak zawsze się spóźnił. Wysłuchał marudzenia Naruto i Sakury, uśmiechając się przy tym pod maską. Już uwielbiał te dzieciaki. Lekko nadpobudliwe, ale poprawiały mu humor swoim zachowaniem. Nie czuł samotności, kiedy spędzał z nimi czas. Pokierował ich do bramy, wciąż trzymając nos w książce. Obsypywany pytaniami na temat fabuły, spławiał blondyna jak tylko mógł, skupiając całą swoją uwagę na literach. 
-Jeśli masz za dużo energii, to przebiegnij się do wyjścia z wioski i poczekaj tam na nas. Ścigajcie się, czy cokolwiek.- zaproponował, co raczej nie było najlepszym pomysłem. Naruto szybko podchwycił ideę, podokuczał Sakurze, by zdenerwowana zaczęła go gonić i w sekundę widać było po nim jedynie kurz. Chłopak biegł przed siebie, nie patrząc na to, czy nie natknie się na przeszkodę. Ludzie ustępowali mu drogi, by przypadkiem ich nie staranował. Będąc już blisko, powoli zaczął zwalniać jednak niechcący wbiegł w jakiegoś mężczyznę i padł na ziemię. Różowo włosa dziewczyna, która siedziała mu na ogonie, również zaliczyła upadek, potykając się o ciało kompana.
-Naruto, ty głąbie! - uderzyła go cała czerwona ze złości i wstydu, dopiero potem patrząc na owego mężczyznę, który miał nieprzyjemność natknąć się na chłopca w pomarańczowym dresie.
-Bardzo pana przepraszamy! Naruto to po prostu straszny idiota, niech się pan nie przejmuje.- ukłoniła się ze skruchą, odwracając dzięki temu wzrok od opaski na oku. Po kilku chwilach dołączył do nich jonin, z młodym Uchihą idącym obok niego.
-Żałosne.- skomentował Sasuke, chowając ręce do kieszeni. Czuł się zażenowany faktem, że 2/3 jego drużyny znowu wyrabia im złą opinię wygłupianiem się.
-Naruto, Sakura koniec zabawy. Mamy misję do wykonania. Wykorzystacie waszą werwę przy naprawianiu stodoły. - powiedział Hatake, nie bardzo zainteresowany tym, co się stało między uczniami, a przypadkową osobą. Podniósł leniwie wzrok znad czytanej książki, by spojrzeć na pechowca, który miał nieprzyjemność zderzyć się z Uzumakim. I w tym momencie go zatkało. Otworzył szerzej oko i wypuścił lekturę z ręki. Nie spodziewał się takiego spotkania. Przynajmniej nie przez kolejne kilka lat. Mimo innego, bardziej zapuszczonego wyglądu, poznał tę osobę bez problemu. 
-Shin... - spojrzał nerwowo na dzieciaki, to na ciemnowłosego.- Drużyno siódma, idźcie pierwsi. dogonię was. - zarządził głośniej, o wiele poważniejszym tonem niż używał jeszcze kilka minut wcześniej. Podniósł książkę i schował ją do kieszeni.
-Ale Sensei, o co chodzi! Kim jest ten koleś?! - krzyknął zaciekawiony Naruto, mrużąc dociekliwie oczy.
-Powiedziałem coś. Dogonię was. Sasuke, wyprowadź grupę. - nakazał. Chłopak kiwnął tylko głową ze zrozumieniem i ruszył spokojnym krokiem do wyjścia z wioski. Za nim zaraz podreptała Sakura, która po drodze kopnęła blondyna w tyłek, by przypadkiem nie miał zamiaru zostawać i przeszkadzać Sensei'owi.

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
KosmosChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 55
Personal space? No.

Cytat : *Star Trek Intro*
Wiek : 21
Female


PisanieTemat: Re: Piorun na lodowym niebie [Naruto]   Pią Paź 06, 2017 10:34 pm

Z zamyślenia wyrwało go dużo mniejsze ciało, które z impetem na niego wpadło. Cofnął się nieco po czym spojrzał na blondyna, uważnie zmierzył go swoim jednym okiem. Jego uwagę przykuł ochraniacz, który nosił chłopiec. Przywołał to masę wspomnień z czasów, gdy był w jego wieku jeszcze zaczynał. Westchnął cicho. – Patrz, jak biegasz. Jeśli chcesz być shinobi nie możesz tak łatwo wpadać na przeszkody.- mała rada, na tyle było go stać. Więcej nie było potrzebne i dobrze, bo nie było go na to w tym momencie stać. Rzucił spokojne spojrzenie biegnącej za chłopcem dziewczynie i już, już miał się uśmiechnąć, gdy jego wzrok przeniósł się na ich nauczyciela.
Wszędzie poznałby tą twarz. Inna sprawa, że w przeciwieństwie do niego, Kakashi za bardzo się nie zmienił. Jego również zatkało, nie wiedział zupełnie co powinien powiedzieć. Przywitać się jakby nic się w przeszłości nie stało? Zignorować go? Och, jak bardzo chciałby go zignorować i pójść dalej. Nie miał siły dzisiaj mierzyć się ze swoją przeszłością. Ale już było za późno. Zanim zdążył coś zrobić, Hatake wypowiedział jego imię. - Hatake Kakashi- wycedził. Imię rozpłynęło się po jego języku, jak to zwykło robić kilka lat temu. Nie wiedział, co powinien jeszcze powiedzieć dlatego przez dobrą chwilę panowała cisza. Nie spodziewał się go zobaczyć. Udawało mu się go unikać, może nie celowo, ale jednak, przez tyle lat i akurat dzisiaj, zupełnie zmęczony i wyprany z emocji musiał go spotkać. - Po kim, jak po kim, ale po tobie nie spodziewałbym się, że skończysz niańcząc geninów.- powiedział zgodnie z prawdą. Czy Kakashi nie powinien być dowódcą jakiejś specjalnej drużyny? Jego imię w końcu było tak dobrze znane, jego umiejętności tak szalenie cenione. A może i jemu oberwało się po tamtej pamiętnej nocy? Nie wiedział, nie śledził jego kariery. Chciał zapomnieć. Jak widać nieskutecznie. Nie miał zamiaru udawać, że go nie zna. Nie było go na to dzisiaj stać. Z ust blondwłosego chłopaka padło pytanie. No tak, nie jest tak dobrze znany. Daleko mu do bohatera wioski. Po cichu wykonuje brudną robotę. Pewnie nie tego chciał dla niego jego ojciec, ale co mógł teraz na to poradzić. Zaprzepaścił jedną szansę, a druga nie trafia się tak łatwo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 198


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."

PisanieTemat: Re: Piorun na lodowym niebie [Naruto]   Pią Paź 20, 2017 4:25 am

Upewnił się, że uczniowie odeszli wystarczająco daleko, by nie słyszeć ich rozmowy. Wtedy też zrobił krok w stronę mężczyzny, zachowując jednak bezpieczny dystans. Musiał być czujny. Nie wiedział jak bardzo negatywnie był nastawiony do niego Shin. Na jego miejscu zapewne wciąż pamiętałby, jak źle został potraktowany przez tego drugiego. 
-To długa historia...Wbrew pozorom opiekowanie się tą trójką jest trudniejsze niż myślisz. Naruto i Sasuke to nadzwyczajne charaktery - westchnął ciężko, nie chcąc tłumaczyć wszystkiego w tym momencie. Prawda, mógł zostać kapitanem ważnej jednostki chroniącej wioskę albo i samego Kage, ale miał dość wrażeń. Pozycja Jonina Nadzorującego nie była najgorsza, wszak miał wpływ na wybieranie przynajmniej części przyszłych ninja. Oblewanie większości przydzielonych małolatów nie miało podłoża w jego charakterze, bo nie był typem mściwego i okrutnego, ale chciał, by shinobi żyli w poczuciu przynależności do grupy, by umieli pracować w zespole, by jedną z najważniejszych wartości nie była moc czy władza, a przyjaźń, bo to dzięki niej można stać się lepszym człowiekiem.
Skupił swój wzrok na twarzy byłego współpracownika, szczególnie przyglądając się prawej części, ukrytej pod burzą włosów i opaską na oko. Domyślał się, że Ikeda miał tam niechcianą pamiątkę po ich ostatniej, nieudanej akcji w ANBU i zapewne nie była ona jedynym, co zostało mu po tamtych wydarzeniach. Cudem było, że przeżył po złapaniu w śmiertelnie niebezpieczną pułapkę ninja z Suny. W tym momencie  jako jedyna osoba, która zbliżyła się w jakiś sposób do Kakashiego, wciąż chodził po ziemi o własnych nogach. Hatake spojrzał w niebo, w ciszy zbierając myśli. 
-Minęło parę lat od naszego ostatniego spotkania...jeśli miałbyś czas i chęci obcować ze mną...moglibyśmy spotkać się gdzieś i porozmawiać. Chciałbym poruszyć pewną kwestię w spokojnym, neutralnym miejscu- zaproponował, choć spodziewał się odmowy. Wciąż męczyło go to, co zrobił Shinowi. Wiedział, że zostawiając go bez wsparcia mentalnego po ciężkim przeżyciu, mógł spowodować wiele szkód. Zachował się tak, jakby ten dla niego nie istniał, jakby zapomniał o znajomości. Przez te lata prawie codziennie zastanawiał się: co jeśli choć raz przyszedłby go odwiedzić w szpitalu. Czy ich drogi potoczyłyby się inaczej? Czy nie staliby teraz przed sobą jak obcy, tylko obaj prowadzili drużyny i rywalizowali jak prawdziwi przyjaciele? Kakashi kolejny raz odsunął się od kogoś, mimo wewnętrznej potrzeby pomocy i wspierania drugiego człowieka. Popełnił błąd, którego tak łatwo nie naprawi, ale może teraz, po latach, miał szansę odbudować relację.

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
KosmosChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 55
Personal space? No.

Cytat : *Star Trek Intro*
Wiek : 21
Female


PisanieTemat: Re: Piorun na lodowym niebie [Naruto]   Pią Paź 20, 2017 1:50 pm

Zmrużył oczy i zaśmiał się krótko. Naprawdę? Nie przesłyszał się? - Teraz chcesz rozmawiać?- powiedział w końcu po krótkiej pauzie. Miał ochotę zapytać go gdzie był, kiedy potrzebował rozmowy, kiedy nawiedzały go najciemniejsze z myśli, których do dzisiaj się do końca nie pozbył. I teraz po latach, gdy jako tako stanął na nogi, wraca do jego życia zupełnym przypadkiem i chce rozmawiać. Ale Shin nie byłby Shinem gdyby nie zgodził się na tę rozmowę. Był zbyt ciekawy tego, co Kakashi ma mu do powiedzenia. Czasami zastanawiał się, co się z nim działo. Co by mu powiedział gdyby spotkali się ponownie. Z początku, leżąc jeszcze w szpitalu, miał nadzieję, że to jakaś siła wyższa powstrzymywała Hatake od odwiedzenia go. Z czasem stracił złudzenia. Urósł w nim gniew, niechęć i jednocześnie ciekawość. Co by zrobił, co by usłyszał gdyby spotkali się ponownie. I chociaż dzisiejszy dzień był chyba najgorszym momentem na takie spotkanie, jednak do niego doszło. Nareszcie. Czuł pewną satysfakcję patrząc na leżącą na ziemi książkę, która tak łatwo wypadła mu z ręki, gdy tylko go zobaczył, przypominając sobie szok na jego twarzy. Może to dlatego, bo gdzieś w głębi nadal istniała cząstka, do której istnienia się nie przyzna, która nadal chciała wierzyć, że Kakashiemu na nim zależało, że to wszystko co mieli nie było fałszywe, ani tym bardziej złe. Shin wierzył w przyjaźń. Po prostu posiadanie przyjaciół w jego położeniu było niezwykle trudne. Właściwie została mu tylko Korin, którą widywał raczej rzadko. Co do reszty… Oprócz niej, Kakashi był jedyną żywą osobą, którą kiedyś nazywał „przyjacielem”. Czasami wracał myślami do tych lepszych czasów, gdy miał ich więcej, ale nawet to było dla niego trudne. I on czasem się zastanawiał, co by było gdyby gorycz nie przerosła go tak bardzo. Czy przypadkiem nie prowadziłby teraz grupy dzieciaków z bardzo odpowiedzialnym zadaniem łapania kota czy psa. Gdyby złożył prośbę o przeniesienie, pewnie nikt by mu nie odmówił. Miał wystarczające doświadczenie. Jednak nie był pewien czy nie jest już dla niego za późno, czy nie jest już zbyt zgorzkniały by uczyć czegokolwiek. W stosunku do siebie niczego nie był pewien. Wiedział tylko, że potrafi tropić i zabijać, bo to robił przez ostatnie lata, więc chyba musi być w tym dobry. Reszta była jak kroczenie w ciemności.
Czuł, że potrzebuje przerwy, jakiejś nowej radości w życiu. Może dlatego tak kurczowo złapał się tej odczuwanej satysfakcji i ciekawości, uczuć, których nie czuł od dawna i zanim zdążył się zastanowić, powiedział: -Jutro rano zdaję raport, wiesz gdzie mnie znaleźć – i ruszył dalej swoją drogą. Tyle informacji powinno mu wystarczyć, by bez trudu go namierzyć. Miejsce pracy się nie zmieniło, miejsce zamieszkania również. Mieszkał nadal w tym samym budynku, do którego wprowadził się z matką jako dziecko. Było to bardzo skromne mieszkanie na pierwszym piętrze, tuż nad restauracją, w której pracowała jego mama. Wieczory i noce były zawsze głośne, co nie ułatwiało mu odpoczynku szczególnie, że i bez tego miał problemy ze snem. Kilkakrotnie próbował namówić mamę na przeprowadzkę w spokojniejsze miejsce. W końcu nie musiała już pracować, mógł ją bez większego trudu utrzymać, dać jej wygodniejsze życie. Ale ona nie chciała. Widocznie potrzebowała zajęcia, by nie myśleć, że jej dziecko znów naraża życie. Przyzwyczaiła się do miejsca, do ludzi, lubiła to, więc Shin nie nalegał. Jej uśmiech był dla niego radością, o którą bardzo dbał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Piorun na lodowym niebie [Naruto]   

Powrót do góry Go down
 
Piorun na lodowym niebie [Naruto]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Powrót Nefilimów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zona scriptum :: Strefa Otaku-
Skocz do: