CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 Pech tak chciał

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
BunnyDramatic Uke
avatar

Data przyłączenia : 08/09/2017
Liczba postów : 13


Cytat : Człowiek płacze i rozpacza tylko wtedy, kiedy ma jeszcze nadzieję. Kiedy nie ma żadnej nadziei, rozpacz przybiera postać straszliwego spokoju. — Maria Dąbrowska “Dzienniki 1914-1945″
Male


PisanieTemat: Pech tak chciał   Sob Wrz 16, 2017 10:58 pm



Świat sztampowego dark fantasy. Czyli elfy, skrytobójcy, smoki, jakiś mroczny władca, smród i bród w każdej gospodzie, a do tego groźba rychłej śmierci nad głową, bo ktoś postanowił pobawić się czarną magią.
Mamy młodocianego chłopaka, który z całą pewnością nie jest do końca normalny (jak wszystko inne w tym świecie, poza wieśniakami i ich krowami). Ten młodzieniaszek posiada nadnaturalną zdolność do... włamywania się i ucieczki. Jak każdy bohater w tym świecie, młody nie miał za dzieciaka lekko i szybko się znalazł na garnuszku typowego badassa, przywódcy bandy. Robił dla niego dzień w dzień, rok w rok i w zasadzie nie przemieszczał się gdzieś specjalnie daleko poza swoje "podwórko", które w zasadzie było małym księstwem, bardzo chciwego księżulka. Królestwo było o tyle dobre, że przezeń przebiegał dość istotny szlak handlowy, więc nikt głodem nie przymierał.
Ale wracając do naszego chłopaczka. Młody raz miał pecha i podczas wypadku przy pracy, niechcący zaraził się wampiryzmem. Ups. Na szczęście dla młodego, miał on swojego kumpla i do pracy i do piwska. Razem postanowili uciec od ich niedorajdy bossa mafijnego (co i tak im było na rękę, bo chcieli pracować na swój własny rachunek) i poszukać dla zarażonego jakiegoś lekarstwa. Czasu nie mają zbyt wiele, bo choroba postępuje i staje się coraz bardziej uciążliwa. Jeszcze nie jest na tyle strasznie, żeby miał od razu zamienić się w tego nieumarłego, ale w tym stopniu pragnienie cudzej krwi jest cholernie ogromne, co nie pomaga w szukaniu lekarstwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
UsagiBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 67


Cytat : The world is indeed comic, but the joke is on mankind.
Female


PisanieTemat: Re: Pech tak chciał   Nie Wrz 24, 2017 6:18 pm



Azrael

Jego historia nie różni się zbytnio od przeżyć innych członków bandy. Stracił rodziców w dzieciństwie, gdy w ich wiosce wybuchła epidemia zarazy. Wraz ze starszym bratem przeniósł się do miasta w poszukiwaniu lepszych perspektyw. Wtedy jeszcze nie wiedzieli, że dobre chęci i entuzjazm nie wystarczą; bez pieniędzy, znajomości i cierpliwości nie pozostało im nic innego, jak wykorzystać wrodzoną przebiegłość i urok osobisty. Przez parę lat pracowali jako duet, występując na ulicy i okradając naiwne damy oraz ich obrzydliwie bogatych mężów z zegarków, sakiewek i innych kosztowności. Aż pewnego dnia zaczepili sprytniejszego od siebie i brat Azraela przypłacił pomyłkę życiem. Po jego śmierci Azrael błąkał się samotnie przez kilka miesięcy, dopóki dawny pracodawca nie dostrzegł jego talentu jako solisty i nie przygarnął pod swoje skrzydła.
Azrael jest pseudonimem, przybranym na potrzeby ulicznych występów z bratem, lecz po oficjalnym dołączeniu do gangu przylgnęło do niego na dobre. Od lat nie używał prawdziwego nazwiska.
Nietrudno zauważyć, że należy, no cóż, do mniejszości rasowej. Dorastał jednak z dala od własnej kultury, po elficku zna zaledwie parę słów, a szczątkową znajomość zwyczajów swoich pobratymców posiadł z tych paru książek, które przeczytał kiedyś w poczuciu, że wypadałoby jednak znać swoje dziedzictwo kulturowe. Szybko mu przeszło, a dzisiaj jedyne, co odróżnia go od ludzi, to osobliwy wygląd.
Skończył dwadzieścia dwa lata. Urodził się zimą, ale ponieważ nie pamięta dokładnej daty, przyjęło się, że obchodzi urodziny, gdy spada pierwszy śnieg.
Zwinny, gibki, szybki i w doskonałej formie fizycznej. Jest, o ironio, poniekąd pacyfistą - uważa, że jeśli da się coś załatwić sprytem i bystrością, prędzej ucieknie się do podstępu niż przemocy. Nie przeszkadza mu to jednak w hołdowaniu prawu pięści, gdy wymaga tego sytuacja - a pięść, jak przekonali się nieliczni, miewa ciężką.
Niezły szermierz z przypadku, bo i władający przypadkową bronią; w końcu w czymże noga od stołu ustępuje szabli, jeśli efekt osiąga podobny? Niestety nie spełnia wymagań stereotypów i nie radzi sobie jako strzelec. Łuk był zbyt kosztowną i wymyślną bronią dla podlotka z ulicy, który bardziej niż o efektywność na polu bitwy musiał martwić się o to, by zdążyć jako pierwszy sięgnąć po broń, jeśli ktoś postanowi poderżnąć mu gardło.
W towarzystwie przybiera rolę beztroskiego żartownisia, lekkoducha i zaufanego kompana, który nie tylko zgłosi się na ochotnika do wybicia zębów amanta, który zranił twoje uczucia, ale także zapisze się na kurs czarnej magii, by przekląć jego rodzinę na pięć pokoleń wprzód. Jest typem osoby, która zawsze ma w zanadrzu żart na rozluźnienie atmosfery, nawet jeśli ta atmosfera wręcz płonie, ponieważ stoicie przed rozwartą paszczą rozwścieczonego smoka. Potrafi jednak zachować powagę, szczególnie kiedy pomocy potrzebują jego przyjaciele. Niechętnie rozprawia o własnych uczuciach i rzadko sam prosi o wsparcie.
Po alkoholu czasem wydaje mu się, że jest nieśmiertelną wiewiórką, i całkiem zanika mu instynkt samozachowawczy. Nie tylko niejednokrotnie podskakiwał do goryli herszta konkurencyjnej bandy, ale także usiłował wspiąć się na wieżę zegarową pobliskiej świątyni, włamać do aresztu i wykraść z zamtuza pewną gibką elfkę, którą - jak mu się zdawało - pokochał całym sercem. Po każdym z tych wydarzeń zostały mu blizny. I pokaźna kartoteka.
I może jeszcze świadomość faktu, że jego elfka była w rzeczywistości wyjątkowo zręcznym elfem, ale o tym nikt wiedzieć nie musi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
BunnyDramatic Uke
avatar

Data przyłączenia : 08/09/2017
Liczba postów : 13


Cytat : Człowiek płacze i rozpacza tylko wtedy, kiedy ma jeszcze nadzieję. Kiedy nie ma żadnej nadziei, rozpacz przybiera postać straszliwego spokoju. — Maria Dąbrowska “Dzienniki 1914-1945″
Male


PisanieTemat: Re: Pech tak chciał   Pią Wrz 29, 2017 11:49 pm



* Durza. Tak ma na imię bohater, chociaż bardziej znany jest jako Rudy Lis. I to nie tylko dlatego, że ma rude włosy - głównie za tym uroczym pseudonimem kryją się liczne opowieści o tym jak podwędził hrabiance naszyjnik, albo zwinął sakiewkę zamożnego kupca. Obojętnie czy opowieści dotyczą się jego osoby i czy Durza faktycznie popełnił tyle przestępstw, większość przypisuje się rudemu lisowi. Jak można się domyślać ta sława nieraz przysporzyła Durzie naprawdę poważnych problemów oraz sprawiła, że w zasadzie każdy rudowłosy jegomość jest uważany za potencjalnego Rudego Lisa. Od tego oskarżenia nie uchylają się nawet kobiety, ponieważ nikt nigdy naprawdę nie widział Rudego Lisa, toteż krążą pogłoski, że jest kobietą.
* Początki Durzy były naprawdę skromne jak budżet jego rodziny. Żeby przeżyć najęli się wszyscy jako służba. Kiedy się urodził Durza to również z marszu został wcielony do służby. Oczywiście jego złodziejska smykałka szybko się ujawniła, jednak z początku brakło mu doświadczenia i obycia. Często wpadał, a kiedy już się tak zdarzało - chłosta biczem od razu. Często do krwi i po kilkanaście razy. Całe jego plecy są od góry do dołu pokryte bliznami, część zeszła, ale większość się została. W końcu tak miarka się przebrała, że został wyrzucony na zbity pysk za próg. Od tego czasu Durza dorabiał jak mógł, kradnąc na ulicy i śpiąc na śmierdzących szmatach. W końcu los się do niego uśmiechnął - dostał propozycję (nie do odrzucenia) pracy na rzecz bandy w zamian za posiłek, posłanie, szkolenie i wiele innych rzeczy. Musiał tylko spłacić dług za te wszystkie dobra i sprawa załatwiona. Szkoda tylko, że będąc jeszcze knypkiem nie wiedział, że ten dług będzie musiał spłacać aż się nie przekręci.
* Jak można się domyślić, Rudy Lis może i jest wprawnym włamywaczem, ale za to dostał od bozi dwie lewe ręce jeśli chodzi o trzymanie jakiejkolwiek broni. Chociaż był przyuczany, to jednak tyle zdążył opanować, żeby się przypadkiem nie zabić o własny sztylet. A taki sztylet posiada jeden, głównie po to, by nie srał w gacie na widok opancerzonego po uszy strażnika. Durza korzysta z niego głównie wtedy kiedy chce kogoś postraszyć, albo przeciąć jakiś sznur.
* Zawsze ma we włosach, butach, ubraniach i tak dalej pochowane jakieś wytrychy. Głównie z zasady, że okazja czyni złodzieja, a Durza żadnej okazji nie może puścić mimo uszu. Do jego najlepszych akcji można zaliczyć podwędzenie dość drogiej księgi (jakby księgi w ogóle nie były drogie) i opchnięcie jej za taką cenę, że przez pół roku mógł sobie spokojnie bimbać.
* Regularnie zakrada się do biblioteki. Jako, że nie jest szanowanym obywatelem miasta (czyt. szlachtą) to nie może normalnie z niej korzystać, więc często się tam zakrada, kradnie parę książek, a kiedy je przeczyta to pakuje ładnie w woreczek i podrzuca pod drzwi biblioteki. Czytać nauczył się jeszcze za czasów służby, gdzie jego gospodarz hołdował zasadzie, że dobrze wykształcony sługa to nie dość, że lojalny sługa to jeszcze w dodatku bardzo przydatny. Najbardziej ta umiejętność przydała się jego matce, która często pisała listy za swojego pana.
* Chociaż niechętnie o sobie mówi, to jednak wszystkim w bandzie zawsze udzielała się jego spontaniczność i pogoda ducha. To, że jest ryzykantem i chętnie pakuje się w kłopoty wiedział każdy. Opowieści o nieustraszonym Rudym Lisie nie wzięły się znikąd. O ile do jatki to on pierwszy chętny, to zwykle chowa się, przeprasza i płacze jak dziecko, kiedy tylko zapowiada się, że może dostać solidny wpierdol. Dlatego też woli skakać do słabszych od siebie. Bardzo źle reaguje na dotyk. Prawdopodobnie wzięło się to od tych batów, które dostawał za młodu. Raz mało co nie wydarł się na przyjaciela, który próbował go opatrzyć i niechcący dotknął jego nagą skórę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
BunnyDramatic Uke
avatar

Data przyłączenia : 08/09/2017
Liczba postów : 13


Cytat : Człowiek płacze i rozpacza tylko wtedy, kiedy ma jeszcze nadzieję. Kiedy nie ma żadnej nadziei, rozpacz przybiera postać straszliwego spokoju. — Maria Dąbrowska “Dzienniki 1914-1945″
Male


PisanieTemat: Re: Pech tak chciał   Nie Paź 01, 2017 10:50 pm

Promienie słońca przedzierały się przez szpary grożącej zawaleniem strzechy. Durza, jak na kogoś, kto nie przespał prawie całej nocy, wyglądał całkiem przyzwoicie. No, nie licząc zmiętoszonego ubrania i włosów układających się w ptasie gniazdo. Zapach lasu, siana i ptasi trel był tak miły i usypiający, że mało brakowało, a by tylko przekręcił się na bok i znów zasnął. Lis wyciągnął ramiona do góry i bardzo rozszerzając swą buźkę ziewnął tak głośno, że mógłby zmarłych obudzić.
Apropo zmarłych. Nieżyjący, zapewne od kilku miesięcy, właściciel raczej nie miał jak naszykować śniadania, a szkoda, bo Durza był strasznie głodny. Głodny w tym normalnym sensie. Po głowie latały mu smażone jajka na kamieniu, tylko skąd miał niby wziąć jajka na opuszczonym gospodarstwie. Oprócz jakiś tam plonów rolnych, które właściciel zdążył nasiać zanim kopnął w kalendarz, to tutaj nic nie było.
No nic. Dookoła był las to coś zje. Miał taką nadzieję.
Kiedy rozmasowywał policzki, starając się całkiem rozbudzić, szukał wzrokiem drugiego uciekiniera, poszukiwacza przygód, długouchego alkoholika. Durza pamiętał tyle, że zanim zasnął na sianku, to ten drugi pijaczyna był w pobliżu. Chwila konsternacji... nie ma go! Albo zapadł się pod ziemię, albo go myszy pod to siano ściągnęły. To co miał biedny zrobić, musiał wyjść na zewnątrz. Przy okazji podziękował wszystkim bożkom, ktokolwiek w co wierzył, za to, że żadna z tych desek mu się na łeb nie zwaliła. Mimo wszystko i tak go bolał ten bok na którym akurat zasnął.
Podrapał się po pośladkach. Która to mogłaby być już pora dnia? Albo spał tak długo, albo na serio się wyspał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
UsagiBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 67


Cytat : The world is indeed comic, but the joke is on mankind.
Female


PisanieTemat: Re: Pech tak chciał   Pon Paź 02, 2017 11:24 pm

Obrócił głowę, nasłuchując, a kiedy odgłos kroków za nim ucichł, rzucił się pędem przez las.
   Wysłużony, skórzany chlebak obijał mu się o biodro. Pachniał dymem z ogniska i świeżym chlebem - albo to Azraela ponosiła wyobraźnia. Niemniej ślina napłynęła mu do ust, a w brzuchu zaburczało donośnie, tak że nawet trzask deptanych gałązek nie zdołał tego zagłuszyć. Biegł prędko, nie zwalniając i niemal bez wysiłku, jakby pomimo zaledwie paru godzin snu rozpierała go energia.
   Pozwolił sobie zwolnić dopiero, gdy pomiędzy drzewami ukazała się stara stodoła. Zatrzymał się przed budynkiem, opierając się o ścianę i łapiąc oddech. Drewno zaskrzypiało mu pod palcami, gdy na nie naparł; odskoczył nagle od stodoły, obserwując, czy coś nie wali mu się przypadkiem na łeb.
   Upewniwszy się, że rudera jak stała, tak stoi, wśliznął się do środka i odszukał wzrokiem swojego kompana. Leżał tam, gdzie go zostawił, chrapiąc smacznie jak dziecko, i choć wiercił się już coraz bardziej, a Azrael w każdych innych okolicznościach zaserwowałby mu gwałtowną pobudkę, tym razem wycofał się na palcach z powrotem na zewnątrz. Chciał już dzisiaj ruszyć dalej, a przez kilka ostatnich nocy nie było okazji, by się porządnie wyspać. Niech nadrobi, będzie mniej marudził.
   Elf postanowił rozejrzeć się po okolicy. Z chlebakiem nadal przewieszonym przez ramię, wspiął się sprawnie na najbliższe drzewo o rozłożystych gałęziach, skąd rozciągał się nie najgorszy widok na najbliższe otoczenie.
   Wokół, gdzie wzrokiem nie sięgnąć, rozciągał się las. Stąd nie był w stanie dostrzec jego końca, ale z tego, co udało mu się podsłuchać, najbliższe miasto znajdowało się jakieś dwa dni drogi stąd. Konno. Przedtem rzadko wyściubiał nos z miasta, nie miał pojęcia, ile im zajmie pokonanie takiego dystansu na piechotę.
   Zeskoczył na niższe gałęzie i wtedy dostrzegł burzę zmierzwionych, rudych włosów pomiędzy liśćmi. Zaczaił się, zanurzył dłoń w torbie, przełamał bochenek na pół i krzyknął:
   - Wiewiór, orientuj się!
   Cisnął chlebem w rozespanego towarzysza, zsunął się z gałęzi i wylądował miękko na ziemi z szerokim, łobuzerskim uśmiechem.
   - Znalazłem śniadanie - oświadczył, ręką znów zanurkował w przepastnym wnętrzu chlebaka, a gdy ją wyjął, trzymał za uszy pokaźnych rozmiarów zająca. Spłoszył go, a nierozważny zwierz wpadł prosto w zastawione przez kogoś sidła, samemu przetrącając sobie kark. Jeszcze nawet nie zdążył wystygnąć. - Nadal ciepły, jeśli chcesz, no wiesz... - Obnażył kły, zaciskając szczęki. Poniekąd się z nim droczył, ale ostatnio zbyt często przekonywał się, że jego żarty... no cóż, są już nie tylko żartami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
BunnyDramatic Uke
avatar

Data przyłączenia : 08/09/2017
Liczba postów : 13


Cytat : Człowiek płacze i rozpacza tylko wtedy, kiedy ma jeszcze nadzieję. Kiedy nie ma żadnej nadziei, rozpacz przybiera postać straszliwego spokoju. — Maria Dąbrowska “Dzienniki 1914-1945″
Male


PisanieTemat: Re: Pech tak chciał   Wto Paź 03, 2017 12:34 am

Lis nie miał ochoty poruszać się poza teren tej wielkiej kupy spróchniałego drewna z dwóch powodów. Pierwszy był taki, że był leniwy. Częściowo przez swą naturę, ale dopiero co wstał z "łóżka" jakie sobie z kupy siana zmajstrował. Jego mózg jeszcze nie nadawał na pełnych falach. Po drugie, nie widział w dalszym ciągu swojego kompana. Nie miał bladego pojęcia przecież, że wymknął się nocą, pozostawiając bezbronnego rudzielca na pastwę myszy. Durza miał chyba jednak dużo szczęścia, że żaden gryzoń jednak go nie dziabnął. Pomijając zarażenie przez jakąś paskudną chorobę to na pewno by nie spał już tak spokojnie. W najgorszym wypadku obudziłby się i spróbowałby poszukać Azraela, ostatecznie gubiąc się w ciemnym lesie.
Na pewno jednak Lis nie spodziewał się swojego kumpla na drzewie. Zanim to jednak do niego dotarło, poruszony krzykiem spojrzał w górę. To był błąd. Chociaż chleb aż tak ciężki nie jest, to dostał nim centralnie w twarz. Zaskoczony tym podłym zagraniem przewrócił się na dupsko, a pół bochenka upadło obok. I chociaż obrzucił kumpla wzrokiem pełnym pogardy i nienawiści to jednak w duchu cieszył się, że to tylko ta długoucha franca, a nie jakiś bandyta.
Sam niewiele różnisz się ot takiego bandyty, pierdoło.
- Czy ty właśnie próbowałeś mnie zabić kawałkiem pieczywa?
Zaśmiał się. Szybko mina mu zrzedła, kiedy złotooki wyciągnął martwego zająca. Przez pierwsze parę sekund, zanim zdążył cokolwiek powiedzieć Lisowi oczy zabłyszczały. Trwało to aż... no właśnie, aż Azrael się znów odezwał. Przez chwilę, dosłownie chwilę zapatrzony był w zająca.
- No wiesz, taki marny zajączek. Może wezmę Ciebie? Też jesteś ciepły.
Durza oblizał górną wargę. Przez chwilę mógł wyglądać poważnie, zaraz jednak wyszczerzył zęby w podobnym uśmiechu. Uśmiech rudego był jednak bardziej niepokojący, bo było już widać kły. I nie takie zwykłe, jak u każdego innego człowieka. Te się wybijały już dość wyraźnie. Całe szczęście, że nie bolało to tak, jakby normalnie zęby mu rosły. Inaczej by chyba częściej kurwicy dostawał właśnie z tego powodu niż np. głodu.
Jednak póki co miał ochotę właśnie na ten chleb. Wstał, otrzepał najpierw bochenek, a dopiero potem sobie tyłek. Śniadanie śniadaniem, ale trzeba było zaplanować dalszą drogę. Plan był prosty - dotrzeć do miasta, podłapać jakieś kontakty i może dowiedzieć się czegoś na temat.. przypadłości lisa. Przy okazji jeszcze coś dorobić, bo każda okazja się nadawała. Na razie jednak ani widu czy słychu, czasu nie było aż tak dużo jakby się wydawać.
- Całą noc Cię nie było? Ty w ogóle kiedykolwiek śpi...
Chciał sobie jeszcze trochę pożartować, ale zdanie przerwał mu hałas. Brzmiał jakby ktoś uwalił naprawdę sporą gałąź z jakiegoś dużego drzewa. Lisowi żołądek ścisnęło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
UsagiBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 67


Cytat : The world is indeed comic, but the joke is on mankind.
Female


PisanieTemat: Re: Pech tak chciał   Nie Lis 05, 2017 7:04 pm

- Sprawdzam twoją czujność – odparł, odgryzł potężny kawałek chleba, po czym wepchnął go z powrotem do skradzionego chlebaka. Był piekielnie głodny, ale po co marnować tyle pieczywa, skoro miał zająca? Trzeba tylko znaleźć jakieś dobre miejsce na ognisko... Niemalże jęknął. Już prawie zapomniał, że jeszcze niedawno myśliwy wręcz deptał mu po piętach i na pewno nadal jest w pobliżu, a dym z ogniska natychmiast zdradziłby ich pozycję. Choć do ust już napłynęła mu ślina, musiał na jakiś czas porzucić marzenie o pieczonym zającu. Głos kompana wyrwał go z zamyślenia. - Hm? Zabawne. Nie zapominaj tylko, kto przynosi ci jedzenie i pilnuje twojego leniwego tyłka, kiedy sobie smacznie śpisz – zniżył głos, patrząc na niego groźnie; zaraz jednak jego spojrzenie złagodniało, wlepione w wyszczerzone w uśmiechu zęby przyjaciela. Być może taka ostentacyjna obserwacja była czymś niestosownym, podobnie jak gapienie się na trędowatych na ulicy, ale Azrael nie mógł nic na to poradzić. Obserwował stopniowe zmiany w wyglądzie Durzy z mieszaniną lęku i fascynacji, jak chory badający jątrzącą się ranę. Póki co widok nie do końca jeszcze uformowanych kłów budził w nim więcej zainteresowania niż strachu, ale wiedział, że jeśli się nie pośpieszą, prędko przejdzie im ochota do żartowania na ich temat. Kiedy był młodszy, przejeżdżał z bratem przez wioskę spustoszoną przez syna kowala, który ukrywany przez ojca powoli popadł w obłęd. Widział, co oszalały z głodu wampir potrafi z nimi zrobić, i zdecydowanie nie miał ochoty przekonywać się na własnej skórze, ale cóż... przez większość czasu był jedynym tak-jakby-człowiekiem, którego Lis miał pod ręką. Jeśli nie znajdzie mu szybko jakiegoś lekarza, będzie mógł zacząć się tym martwić na poważnie.
  Zastygł nagle, zastrzygł uszami i zaklął szpetnie, gdy huk w głębi lasu przeszedł w serię trzasków i skrzypnięć rozlegających się coraz bliżej. Myśliwy? Gdyby miał ze cztery metry wzrostu i był w stanie łamać drzewa na pół... No, może ponosiła go wyobraźnia, ale brzmiało to, jakby coś wielkiego zmierzało w ich kierunku.
  Wepchnął zająca do torby, łamiąc mu przy tym zapewne parę kości, po czym pchnął swojego towarzysza w stronę stodoły.
  - Do środka. Już, szybko! – Pchając go i ciągnąc, wepchnął Durzę za spróchniałe drzwi budynku i przykucnął obok, wyglądając przez szparę w starych deskach. - Co to, do diabła, było? – wyszeptał niemal bezgłośnie. Wychylał się na czubkach palców, gotowy do biegu; instynkt podpowiadał mu, by rzucić się do ucieczki i nie oglądać się za siebie, ale Lis u boku wykreślał ten plan z listy możliwych opcji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Pech tak chciał   

Powrót do góry Go down
 
Pech tak chciał
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Ismael czyli kozioł ofiarnny...

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zona scriptum :: Fantastyka-
Skocz do: