CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5
AutorWiadomość
CrazyLuckyBastardI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 16/09/2017
Liczba postów : 91


Female


PisanieTemat: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Pią Wrz 22, 2017 12:25 am

First topic message reminder :

No więc:
Wszyscy (my, znawcy tematu) wiemy, jakim wrzodem na angielskiej dupie może okazać się Thomas Barrow. Tak. Właśnie on. Ten elegancki, wymuskany, perfidnie idealny i bezczelnie uśmiechnięty pod nosem padalec lubujący się w ludzkim cierpieniu i rozpaczy. Dwulicowy gnojek cierpiący prawdopodobnie na „niktmnieniekochanizm” i „jawamwszystkimpokazizm” połączony z przerostem ego i nadmierną (jak na kogoś pracującego jako kelner) inteligencją. Zabójcze połączenie skrzywdzonego, dogłębnie dobrego i niewinnego człowieka gotowego pokochać wszystko i wszystkich na swojej drodze z rozwścieczonym, wściekłym rosomakiem, naukowcem i jednym z królewskich doradców. Morderczy miszmasz wszystkiego, co uwielbiamy i wszystkiego, czego nienawidzimy w jednym. Trudno jest też jednak wyobrazić sobie kogoś, kto byłby na tyle pogodzony z bliskim końcem własnego żywota i niechybną śmiercią towarzyską  by był w stanie stać się wrzodem na dupie, angielskiego wrzodu na dupie. Jeszcze trudniej chyba znaleźć kogoś, kto za nadanie mu podobnego tytułu nie da nam po gębie raz czy dwa tak dla wyjaśnienia sprawy…O dziwo jednak, w tej fabule i mojej prywatnej fantazji ktoś taki się znalazł. Ba! Sama zamierzam się w niego wcielić. Zamierzam bowiem wykreować postać tak morderczo nieczułą na jakiekolwiek intrygi, tak irracjonalnie nieskomplikowaną i tak śmiesznie brutalną w wygłaszaniu swoich poglądów, by niemal niemożliwym było, aby persona pokroju naszego ukochanego przyszłego majordomusa nie skusiła się na jakiegoś psikusa. Czy też otwartą (oczywiście w miarę angielskich standardów) wojnę. Czego więc potrzebuję ?
Thomasa oczywiście !
Cudownego, dystyngowanego, pachnącego papierosami Thomasa Barrowa w osobie poniekąd własnej. Kogoś, kto zechce wcielić się w tego jakże przebiegłego i skomplikowanego osobnika i rozegrać ze mną partię na uwagi i złośliwości godnej dialogopisarzy boskiego serialu. Kogoś, komu tęskno do rozdartej między starym, a nowym Anglii, znawcy serialu, wielbiciela postaci, osoby chętnej do wcielenia się i poprowadzenia ze mną wątku, który (mam nadzieję) postąpi ten jeden jedyny krok dzielący nienawiść od miłości. Lub odwrotnie, kto wie? Ściślej mówiąc: Pasywa zwichrowanego na punkcie tamtejszej, dawniejszej etc. Anglii.
Chętni :
Cimci jako wrzód na dupie
CLB jako wrzód na dupie wrzodu na dupie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
CrazyLuckyBastardI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 16/09/2017
Liczba postów : 91


Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Sob Gru 16, 2017 3:35 am

Słysząc pytanie Thomasa Leon uśmiechnął się delikatnie i odwrócił wzrok od lokaja, udając, że się zastanawia. Tak było z resztą łatwiej biorąc pod uwagę ich obecne rozłożenie. Ostatecznie, nawet leżąc wygodnie ze świadomością tego, że w razie czego i tak jest szansa jeszcze jakoś wybrnąć z całej tej kabały Polak czuł się delikatnie omamiony urokiem jego nieskazitelnego oprawcy. Chcąc nie chcąc jego oddech pogłębił się, a źrenice rozszerzyły nieco pod wpływem rosnącej w nim - dostrzegalnej gołym okiem- ekscytacji.
-Jeśli dobrze pamiętam...-Zaczął niewinnie, powracając wzrokiem do ciemnowłosego Lokaja i przesuwając po nim pełnym perfidnego samozadowolenia spojrzeniem.-Jest spory cień szansy, że natkniesz się na jakiś element swojej garderoby, którego zapomniałeś, wymykając się ode mnie ostatnim razem.-Odparł bezczelnie, uśmiechając się przy tym pięknie. Niemal nic na świecie nie dawało mu tyle satysfakcji co nieustanne odgrywanie się na tym cholernym lokaju.- Są też oczywiście listy, jednak z twoją znajomością języka polskiego, Kochanie, obawiam się, że nie na wiele ci się zdadzą.-Dodał jeszcze, wciskając mu kolejną szpilę. Naprawdę nie mógł się powstrzymać. Nawet związany i rozłożony przed nim niczym niesamowicie dobra okazja w tanim sklepie, będąca tam z winy czystego przypadku, nie potrafił darować sobie słownych docinek i ciętych ripost, które (choć zapewne nie wszystkie) miały przynajmniej cień szansy na starcie mu z ust tego paskudnego uśmieszku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 696


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Nie Gru 17, 2017 9:18 pm

Lokaj odwrócił się przez ramię. Zdawało się, że mimowolnie spojrzał w kierunku drzwi, jakby rozważał możliwość wtargnięcia do pokoju Leona i dokładnego przeszukania jego rzeczy.  Nie skrupuły jednak, przywiodły jego spojrzeniem z powrotem na przystojną twarz mężczyzny. Rysy prawdziwego anioła bez trudu mogły zwieść każdego na drodze pana Czarneckiego.
Wyciągnął rękę, by z przyjemnością dotknąć więzów pętających dłonie mężczyzny. Przesunął palcami w dół, drażniąc i łaskocząc. Zakończył wędrówkę na kąciku jego ust, leniwie wykreślił kciukiem linię warg.
Nie lubię tego pańskiego taniego uśmiechu – mruknął po chwili zastanowienia i szybko przejechał dłonią po jego torsie, by znów bez pardonu dotrzeć do spodni. Ekscytacja, podniecenie i nieczyste gierki.
Nie zamierzał pomóc Alice. Teraz był już tego pewien. Los dziewczyny niewiele go obchodził, ale był to jakiś sposób, by zatriumfować nad Leonem i zmyć przykre wrażenie porażki po tym, co wydarzy się za chwilę.
Dokończył dzieła i rozpiął spodnie służącego, a następnie wsunął w nie ciepłą dłoń. Dotyk był pewny. Palce nie drżały nieśmiało, a Thomas nie próbował wcale wstydliwie uciec spojrzeniem w bok.
Okiełznany dzikus. To co każdy porządny, angielski dżentelmen powinien uczynić z tą bandą prymitywów. Odrobina kolonializmu w łóżku. Nic więcej.

_________________
Underneath it all we’re just savages
Hidden behind shirts, ties and marriages
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CrazyLuckyBastardI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 16/09/2017
Liczba postów : 91


Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Nie Gru 17, 2017 11:59 pm

- Wezmę to pod uwagę, jeśli kiedykolwiek zacznie obchodzić mnie, co we mnie lubisz.-Zapewnił cynicznie, uśmiechając się jeszcze szerzej. Nie miał najmniejszego zamiaru dawać Thomasowi jakichkolwiek złudnych nadziei na to, że między nimi może być coś więcej niż seks. Ostatecznie, mężczyzna był tuż po jakże tragicznym rozstaniu i na pewno jeszcze się nie pozbierał, nawet już nie wspominając o rażących różnicach między nimi. Nie to, żeby były zdaniem Leona nie do pokonania. Ostatecznie, był Leonem Czarneckim, mężczyzną, dla którego w opinii publicznej nie było rzeczy niewykonalnych...
Fakt faktem intelekt Thomasa Barrowa w połączeniu z jego ciętym językiem i przenikliwym spojrzeniem były kuszące same w sobie, nie mówiąc już o możliwości posiadania ich na wyłączność, jednak jego zamiłowanie do politycznych gierek, a co za tym idzie, wtykanie ich wszędzie i wypełnianie nimi każdej sekundy swojego życia, nie mówiąc już o niemożności dostrzeżenia jego faktycznej istoty stanowczo oddalały podobny mezalians o stulecia do przodu, za magiczną tęczę świata dalekiego jutra.
Dalekiego na tyle, by Czarnecki nie przejmował się problemem bardziej, niż faktycznie by wypadało. Ostatecznie, sam w sobie, Leon w przeciwieństwie do Thomasa był niemal dramatycznie nieskomplikowany, i co chyba najgorsze, szczerze pragnący takim pozostać.
Dlatego też zamiast zajmować się podobnymi rozważaniami, skupił się na zaciskających wokół niego palcach, unosząc nieco biodra i mrucząc przyjemnie.
-A'propos lubienia, możesz nie przestawać, świetne ci idzie.-Rzucił prześmiewczo, niemal sugerując, że ktoś taki jak Thomas potrzebuje podobnych komentarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 696


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Pon Gru 18, 2017 8:43 am

Lokaj rzucił jeszcze jedno niezbyt dyskretne i prawdopodobnie zupełnie nieświadome spojrzenie przez ramię w stronę drzwi. Wciąż kusiła go możliwość poznania sekretów Leona, tylko po to żeby móc później wykorzystać je przeciw mężczyźnie. Tym razem jego wzrok zatrzymał się na klamce odrobinę dłużej i mniej chętnie wrócił do pokojowego.
A powinno obchodzić pana, co lubię. Szczególnie w tej chwili – jeszcze jedno rozkoszne i wprawne pociągnięcie palców po ciepłej skórze. Thomas delektował się chwilą przewagi nad silnym i pewnym siebie mężczyzną, nawet jeśli to on sam mu ją oddał.
Nie oczekiwał od Leona niczego poza przyjemnością. Zdaniem pana Barrowa Polak nie miał zresztą nic więcej do zaoferowania. Nawet jeśli Thomas gonił za miłością z uporem głupiej panny, która przeczytała zbyt wiele niestosownych dla niej książek, to kim był Czarnecki przy księciu Crowborough? Upierdliwym idiotą, który nie oferował nawet kłamliwych obietnicy. Poza tym... Thomas miał słabość to przystojnych panów, ale dużo większą do intryg. A żadna z tych słabości nie przewyższała ambicji.
Palec wskazujący przesunął się od wrażliwej główki sterczącej już męskości przez nią całą i zatrzymał się u samej nasady.
A potem słodki ciężar ciała Thomas zniknął z ud Leona. Lokaj spojrzał na niego z podłą satysfakcją i zastanawiał się, co jeszcze powstrzymuje go przed zostawieniem szelmy i łajdaka w tym stanie?

_________________
Underneath it all we’re just savages
Hidden behind shirts, ties and marriages
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CrazyLuckyBastardI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 16/09/2017
Liczba postów : 91


Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Wto Gru 19, 2017 3:28 am

Każde kolejne spojrzenie Thomasa w stronę drzwi sprawiało, że po ciele Leona przechodziły delikatne ciarki. Nie było właściwie żadnego konkretnego powodu, dla którego lokaj nie miałby zostawić go teraz samego, gnijącego nago w jego pokoju. Ostatecznie parę tygodni wcześniej polak zrobił dokładnie to samo. I to bez ostrzeżenia...
Leon szczerze i niemal desperacko wierzył jednak, że jego urok osobisty, zniewalające ciało i -nie ukrywajmy- czysta męska chcica spowodowana brakiem innych alternatyw zostawi lokaja w obrębie pomieszczenia. Inaczej mogłoby zrobić się nieprzyjemnie. Fakt faktem, jego listy faktycznie były bezpieczne i zaszyfrowane językiem, którego ciemnowłosy zapewne nigdy nawet nie liźnie, jednak inne jego rzeczy... Jego skrzypce, książki, karty, papierosy. Nawet jego pieprzone ubrania były zagrożone. Nie mówiąc nawet o zdjęciach ukrytych zmyślnie w pewnym dość dyskretnym miejscu.
-Och wierz mi, kochanie,w tej chwili nie ma rzeczy, na której skupiałbym się bardziej.-Zapewnił niemal przymilnie, poruszając płynnie biodrami by nieco udoskonalić morderczo niesatysfakcjonujący dotyk Barrowa. -Ale to nie ma nic wspólnego z tym co lubisz "we mnie".
Źle dobrałeś słowa, czyżbyś zajmował umysł czymś innym? A może...-
Przerwał i przesunął po nim nieco rozbawionym spojrzeniem.-Może tak naprawdę chcesz, żebym cię lubił, co? Może ci zależy.-Powiedział zupełnie, jakby właśnie stwierdzał coś niepokojąco niesmacznego i zabawnego jednocześnie. Tak naprawdę nie sądził, żeby tak było. Niemniej droczenie się z tym zadufanym w sobie gnojkiem było zwyczajnie nie do przegapienia. Nawet, jeśli był półnagi i przywiązany do jego łóżka. Gwoli ścisłości, pomimo iście znikomych tendencji masochistycznych, coś w drażnieniu własnego oprawcy wywoływało w Leonie przyjemny dreszcz ekscytacji. Nie chodziło o wielką prowokację, bardziej o subtelne i stopniowe naciskanie tej kanalii na odcisk i patrzenie jak spróbuje się zemścić. Jęknął z irytacją, gdy Thomas się oddalił, podążając za nim pełnym niezadowolenia spojrzeniem.-Nie rób tego...-Zaczął z jawnym niezadowoleniem, niemal, niemal prosząc.-Nie bądź przewidywalny. Zaczynałem się dobrze bawić...-Dorzucił prześmiewczo. Naprawdę nie mógł się powstrzymać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 696


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Wto Gru 19, 2017 9:01 am

Zdawało się, że żadna z uwag nie przebiła się przez twardy pancerz obojętności lokaja, który spoglądał na Leona z niechęcią. W oczach Thomasa pan Czarnecki był tak nieskomplikowany, że nie zdecydował się na drobne kłamstwo, by nieco poprawić swoją sytuację. Zamiast docenić jego szczerość i poczucie humoru, nie potrafił tylko nadziwić się głupocie.
Ich cyniczne i podszyte pożądaniem złośliwości tak naprawdę pozbawione były celu i końca. Drobne podłości były ich namiętnością.
Lokaj sięgnął po czystą koszulę i zarzucił ją na ramiona. Zaczął nieznośnie powoli zapinać każdy kolejny guzik. Nie oczekiwał próśb. Prawdopodobnie wzbudziłyby tylko jego rozbawienie. Poprawił liberię i przesunął dłonią po ramionach. Podszedł do łóżka, na którym leżał Leon, obrzucając go jeszcze jednym przeciągłym spojrzeniem.
Jest pan przystojny. Nic poza tym – mruknął spokojnie i zdmuchnął świeczkę. W pomieszczeniu rozniósł się charakterystyczny zapach parafiny i dymu. – Pozwolisz, że pomogę lordowi w wieczornej garderobie? Zastąpię pana, skoro poczuł  się gorzej z powodu wyrzucenia stąd ślicznej panienki Alice.
Nie obchodziły go prywatne rzeczy Leona. Nie był szalenie zakochaną panną, która zamierzała przetrząsnąć jego garderobę i wykraść używaną koszulę, by móc przytulać do niej policzki pośrodku nocy. Chciał mu utrzeć nosa, a czy był prostszy sposób niż zastąpić go w obowiązkach z powodu rzekomej niedyspozycji? Delikatnie ledwie sugerując, że to z powodu słabości do nieswojego wina i jednocześnie po koleżeńsku stanowczo zaprzeczając podobnej insynuacji.
Leon został w pokoju w kompletnej ciemności, w którym trudno było określić upływ czasu.. Thomas wrócił jednak do niego. Ciche kliknięcie zamka i ciężar tuż obok na materacu. Syknięcie zapałki i mocny zapach siarki. Punkcik żarzącego się w mroku papierosa i płomień zbliżony do świeczki, która po chwili się odpaliła, ukazując twarz lokaja, na której gościł diabelnie pociągający uśmiech.
Jaśnie pan kazał mi życzyć ci szybkiego powrotu do zdrowia, panie Czarnecki.
W jednej dłoni trzymał papierosa, a drugą wyciągnął w kierunku więzów, o które zahaczył lekko paznokciami, jakby zamierzał je rozwiązać.

_________________
Underneath it all we’re just savages
Hidden behind shirts, ties and marriages
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CrazyLuckyBastardI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 16/09/2017
Liczba postów : 91


Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Pią Gru 29, 2017 11:17 pm

Kiedy tylko Thomas zaczął się ubierać Leon westchnął ciężko i ostentacyjnie, przewracając przy tym oczami.
-A jednak...-Mruknął znudzony, słuchając wywodu lokaja bez większego zainteresowania. No jasne, że go zostawi. Sam też go zostawił. Dokładnie w ten sam sposób, bogowie...
-Komu jak komu, ale tobie nie zarzuciłbym braku inwencji twórczej...Ale tak, oczywiście. Idź, pozdrów Lorda, ja poczekam...-Stwierdził kąśliwie, spoglądając z irytacją na zamykające się po cichu drzwi.
Po wyjściu ciemnowłosego Leon uspokoił się trochę i przymknął leniwie oczy, nastawiając się psychicznie na powrót swojego słodkiego oprawcy. Nie minęło jednak nawet piętnaście minut, gdy drzwi skrzypnęły nieco pod naporem czyjejś dłoni. Oczy mężczyzny otworzyły się, powoli przyzwyczajając do panującej dokoła ciemności, a schowany na później, szyderczy uśmiech wykwitł niefrasobliwie na wargach, odnajdując się idealnie w całej jego pozie.
-Już wróciłeś?-Zapytał, wyraźnie rozbawiony, oczekując, że już za moment próg pokoju przestąpi jego przyszły, intensywny orgazm.
-Panie Czarnecki?-Głos Anny sparaliżował mężczyznę w jednej chwili zabierając mu oddech z piersi. Uśmiech zamarł na jego wargach, mięśnie spięły się ze stresu. Nie miał zielonego pojęcia, co ta nieszczęsna pokojówka robiła w męskim skrzydle, nie mówiąc już o miejscu tuż pod drzwiami kwatery Thomasa, niemniej, jakiegokolwiek powodu by nie miała, stanowczo nie powinna się tu znajdować. Zdziwienie i delikatny lęk w jej głosie zdawał się jedynie utwierdzać mężczyznę w przekonaniu, że sama zainteresowana prawdopodobnie również zdaje sobie z tego sprawę. Co z kolei zupełnie nie przeszkodziło jej otworzyć tych cholernych, nieszczęsnych drzwi i przestąpić próg. -Myślałam, że jest pan u siebie...-Zaczęła, rozświetlając pokój swoją świecą. Ułamek sekundy później dziewczyna zapowietrzyła się, oniemiała i czym prędzej zamknęła za sobą drzwi, opierając się o nie plecami. Leon, wciąż seksownie rozłożony i przywiązany do łóżka w półnagiej pozie wziął głęboki wdech i patrząc jej prosto w oczy zaczął spokojnie i powoli.
-Anno...To nie to, co myślisz...-Powiedział, jednak blondwłosa piękność spojrzała na niego z niegodnym jej niepozornej urody politowaniem i niemal sarkastycznie uniosła brew. Polak zamilkł na chwilę i zebrał myśli.-Dobrze, to poniekąd jest to, co myślisz, ale trochę w inny sposób...-Dorzucił, na co Anna pobladła gwałtownie i zbliżyła się do niego powoli, chcąc go najprawdopodobniej ratować. Jaj smukłe, zimne dłonie dotknęły więzów.
-Czy on cię zmusił? To przez ten nieudany awans? Co za...-Cała aż gotowała się, rozwiązując perfekcyjnie i skrupulatnie sklecony wcześniej węzeł, jednocześnie starannie i z najwyższą kontrolą unikając zerkania w stronę odsłoniętych mięśni Leona. Pokojowy obserwował ją z zafascynowaniem, kalkulując w swoim umyśle rozmaite sposoby na wybrnięcie z tak jednoznacznej sytuacji.
-Nie chciałbym wdawać się w szczegóły, ale... Thomas do niczego mnie nie zmusił.-Powiedział w końcu, podnosząc się na łóżku i spoglądając na Annę z najwyższym spokojem, na jaki był w stanie się zdobyć, będąc w tak gównianej sytuacji. -My..Ja zrobiłem to z premedytacją.-Dodał po chwili, wybierając wreszcie swoją linię obrony. Anna zamarła na moment, odkładając świecę na bok i odsunęła się od rozmówcy na stosowną odległość.
-To znaczy, że ty...? Że wy...?
-Nie, to nie tak! Znaczy...Nie wiem konkretnie o co pytasz, ale między nami nic nie ma!
-Ale...!-Dziewczyna urwała, nie będąc pewną, jakiego argumentu, poza oczywistym zajściem samym w sobie, użyć by jakoś poukładać sobie w głowie co dzieje się w Downton.
- Posłuchaj mnie, to długa historia, którą wolałbym chwilowo zachować dla siebie. Zwłaszcza, że nie jestem pewien, co Ty tu robisz...Ukradłaś klucz pani Huges!?-Zaczął, na co pokojówka odwróciła wzrok i zająknęła się niepewnie.
-Ja...Zaczęła, jednak najwyraźniej powód wyleciał jej z głowy. To było jedyne, czego polak chwilowo potrzebował.
-Nie muszę tego wiedzieć. Nie teraz. Nie powiem nikomu, że tu byłaś, jeśli ty nie powiesz nikomu o tym,
co tu widziałaś.-
Powiedział ostrożnie, licząc na to, że dziewczyna złapie się na jego pułapkę. Niesety, nie złapała.
-Z naszej dwójki, panie Czarnecki, pan stanowczo nie będzie dyktować warunków! Jeśli komukolwiek pan powie...-Zaczęła, jednak Leon przerwał jej niecierpliwie, zerkając ostrożnie w stronę drzwi.
-Tak, rozumiem, wydasz mnie i będę skończony. Albo gorzej. Dobrze. Mam dług wobec ciebie. Dożywotni jeśli pragniesz. Ale zanim to wyjaśnimy, muszę mieć do ciebie pewną prośbę Anno. Bardzo, bardzo ważną. Od tego zależy wydalenia Alice.- Powiedział i spojrzał na nią żarliwie, wyczekując jej reakcji. Anna spojrzała na niego podejrzliwie i milczała przez dłuższy moment, najwyraźniej rozważając wszystkie możliwe opcje.W końcu skinęła powoli głową wciąż nie spuszczając go z oczu.
-Mów.


***
Przyjemny ciężar na materacu sprawił, że Leon mruknął leniwie, odprężając się na tyle, na ile pozwalały mu okoliczności. Jego ręce rozłożyły się szerzej, napinając rzekomo zacieśniony węzeł, niemal prosząc się o dotyk smukłych palców. W pokoju panował idealny spokój. Ogień świecy kołysał się leniwie, otulając pierś polaka i kontur siedzącego tuż obok lokaja.
-Naprawdę?-Zdziwił się uprzejmie, unosząc nieco, by móc musnąć usta Thomasa swoimi. Mięśnie jego ramion napięły się mocno, wygięte do tyłu w niewygodnej pozycji. Ich pocałunek był leniwie słodki i rozkoszny. Leon Uśmiechnął się lekko i spojrzał w oczy swojego oprawcy z niebezpieczną pewnością siebie.
-Ja też mam dla ciebie pewną wiadomość.-Powiedział zniżając nieco głos do uwodzicielskiego pomruku. Na korytarzu rozbrzmiały szybkie, gwałtowne kroki. Leon wyprężył się znacznie, sprawiając, że częściowo trzymany przez niego krawat zatrzeszczał razem z ramą łóżka. -Tym razem to ty nie zamknąłeś drzwi, draniu-Powiedział i odsunął się od niego gwałtownie w chwili, w której drzwi otworzyły się, ukazując stojącą w ich konturze rudowłosą kobietę.
-Święty Boże!-Alice jęknęła zaskoczona i upuściła swoją świecę, zaraz wybiegając z pokoju. Właśnie ten moment wybrał Leon na teatralne oswobodzenie się. Nim jednak wypadł z pokoju za uciekającą pokojówką, spojrzał w oczy Thomasa po raz wtóry i uśmiechnął się w iście jankeski sposób.-Wygrałem-Powiedział i puściwszy mu oczko, pognał za dziewczyną, zostawiając go samego.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 696


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Nie Gru 31, 2017 1:24 pm

Gdy Leon pomagał lordowi w porannej toalecie, ten był wyraźnie spięty i skonsternowany. Nie wypadało jednak odezwać się, nim nie zrobił tego arystokrata. Po prostu w imię dobrego wychowania musiał pozwolić mu się męczyć jeszcze przez kilka chwil.
Robert odezwał się dopiero przy zapinaniu drogocennych spinek przy mankiecie.
Wiesz, że przyjęcie cię do pracy tutaj było z mojej strony ryzykiem? Podjąłem je ze względu na dawne czasy i moją sympatię, ale sam rozumiesz… że to co stało się wczorajszego wieczoru musi być jednorazowym wypadkiem, który nigdy więcej nie może się powtórzyć – ton, który przyjął mężczyzna nie nosił w sobie żadnych śladów strofowania czy groźby. Zwykł raczej zwracać się do Leona, jak do starego druha, choć pamiętał o dzielących ich szczeblach drabiny społecznej.
Panu Czarneckiemu nie dane było zareagować. Nie miał więc okazji przeprosić, obiecać, że więcej taka sytuacja nie będzie miała miejsca, ani powiedzieć, że to wszystko wina przeklętego Thomasa. Cokolwiek, by chciał uczynić, uniemożliwiło mu wejść do pokoju lady. Robert zerknął na odbitą w lustrze sylwetkę żony, a następnie z powrotem na pokojowego.
Dokończę sam.

Była to jednak jedyna skaza na bezwarunkowym zwycięstwie Leona. Thomas zdawał się skapitulować. Podczas obiadu siedział pogrążony w lekturze gazety i nie zwracał uwagi na zaczepki ze strony służących, zignorował nawet kilka rażących głupot, których w normalnych warunkach nie darowałby młodszemu lokajowi.
Podnosił papierosa do ust, nie zważając również na Alice. Młoda pokojówka prawdopodobnie uznała ratunek ze strony Leona za deklarację uczuć, ponieważ teraz okazywała mu swoje względy zdecydowanie śmielej i niemalże kłopotliwie.
Pan Carson kilkakrotnie chrząknął, widząc jej nieprzystojne zainteresowanie pokojowym.
Panie Leonie, ma pan ochotę na mój deser? – Zaoferowała się, pamiętając o słabości mężczyzny do słodkich posiłków. Kilkakrotnie przyłapała go już w kuchni na podjadaniu i zawsze dochowywała sekretu.
Jeśli mowa o podwieczorku. Państwo będą mieli dziś ważnych gości, którzy prawdopodobnie pozostaną u nas na kilka dni. Zadbajcie, by byli zadowoleni z odwiedzin. – Pan Carson wstał od stołu. Reszta służby natychmiast podążyła jego śladem. Thomas zgasił niedopalonego papierosa niedbałym gestem.

Gośćmi okazał się Evelyn Napier, który zabrał ze sobą tureckiego dyplomatę. Nikt nie spodziewał się, jak wiele zmian przyniosą te odwiedziny. Thomasowi pojawienie się pana Pamuka natychmiast wynagrodziło wczorajszą kompletną porażkę. Nawet Alice na moment zatrzymała na nim dłużej spojrzenie, będąc pod wrażeniem jego egzotycznej urody.
Lokaj nie starał się ukryć zainteresowania niespodziewanym, a tak upragnionym gościem. Na bogów, był Anglikiem, a więc cenił zarówno ładną twarz, jak i ważny tytuł tureckiego dyplomaty.
Trudno było nie dostrzec pełnego satysfakcji i naprawdę czarującego uśmiechu na ustach Barrowa, gdy lord Grantham zaproponował Pamukowi jego usługi podczas toalety, a młody mężczyzna zgodził się bez chwili zawahania.
W końcu Thomas zawsze chciał zobaczyć kawałek świata, a posada pokojowego u boku Kemala mogłaby mu to zagwarantować. Wystarczyło tylko wykorzystać okazję.

_________________
Underneath it all we’re just savages
Hidden behind shirts, ties and marriages
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CrazyLuckyBastardI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 16/09/2017
Liczba postów : 91


Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Wto Sty 02, 2018 11:52 pm

Pojawienie się pana Pamuka miało zmienić wkrótce także pozornie spokojne życie Leona, jednak ten zdawał się tego zupełnie nie zauważać. W prawdzie uroda mężczyzny była nie do zignorowania, jednak wychowany w Ameryce mężczyzna nie uznawał jej za zjawisko tak niebywałe i warte uwagi jak tkwiący w Downton służący. Trudno jednak powiedzieć, by Leon nie cieszył się z jego przyjazdu. Odrobina orientalnego uroku poprawiła mu humor i dała chwilę wytchnienia od niemożliwie natarczywej Alice. Gdyby nie sympatia, którą mężczyzna darzył tę dziewczynę, niemal żałowałby swojej jakże nieocenionej pomocy. Jego nieocenione zwycięstwo, poza tym, że przypłacone delikatną rysą na zaufaniu jaśniepana zostało prawdopodobnie obrócone przeciwko niemu przez jakieś wyjątkowo złośliwe siły wszechświata. Oczywiście, urocza i odważna Alice była świetnym towarzyszem rozmów i żartów (gdy tylko nie stawała się jego psycho-wielbicielką) jednak milczenie Thomasa zawsze przebijało się przez jej trajkotanie i boleśnie wbijało w wyczulone ucho polaka.
Dopiero docierało do niego jak jego niecna gierka mogła zostać odebrana. Na Bogów, do jasnej cholery i na wielkiego Buddę, to faktycznie wyglądało z boku, jakby Leon pogrywał Thomasem by zaskarbić sobie względy pokojówki. Gdyby nie obecność całej służby na dole, Leon prawdopodobnie pieprznąłby czołem o blat ubolewając nad własnymi możliwościami taktycznymi. Jego brat (jasna cholera, że też nie dożył tej chwili) nabijałby się z niego miesiącami, utwierdzając go w przekonaniu, że angielskie gierki, to jednak nie jego bajka.
Wracając jednak do wątku głównego; Pokojowy hrabiego nie tyle nie zauważał niecodziennego gościa, co raczej zupełnie nie poświęcał mu uwagi, zbyt dobrze bawiąc się przy przygotowywaniu polowania. O ile typowo angielskie machlojki nie były jego mocną stroną, o tyle konie...Konie to było to. Krążył więc wokół nich tańcząc z tacą szampana między psami, kopytami i czerwonymi Marynarkami, niczym Alicja w swojej małej krainie czarów. Nawet Lady Mary doceniła jego obecność, widocznie zauważając jego dobry humor i zachwyt. Do czasu. Nawet ona, niewzruszona i wyrachowana przerwała pogawędkę, by zawiesić oko na swoim nowym celu. Korzystając z chwili, Leon również się odwrócił szukając wzrokiem czegoś ciekawego.
I zobaczył. Thomasa. Wpatrującego się w tureckiego posłańca.
Nie wiedzieć czy to przez wcześniejszą porażkę, czy też niezbyt prawdopodobne, jednak nie dające się przegonić widmo utraty swojej jedynej rozrywki w Downton, mężczyzna poczuł jak coś w nim zaczyna już czekać na wyjazd nowej głównej atrakcji.
Przewróciwszy oczami, mężczyzna odkłonił się Lady Mary i ruszył w stronę Thomasa, zaraz stając tuż obok niego i wbijając spojrzenie w siedzącego na koniu greckiego boga.
-Wytrzyj usta Kochanie, ślina ci cieknie.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   

Powrót do góry Go down
 
Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zona scriptum :: Spin-off-
Skocz do: