CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
CrazyLuckyBastardI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 16/09/2017
Liczba postów : 87


Female


PisanieTemat: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Pią Wrz 22, 2017 12:25 am

First topic message reminder :

No więc:
Wszyscy (my, znawcy tematu) wiemy, jakim wrzodem na angielskiej dupie może okazać się Thomas Barrow. Tak. Właśnie on. Ten elegancki, wymuskany, perfidnie idealny i bezczelnie uśmiechnięty pod nosem padalec lubujący się w ludzkim cierpieniu i rozpaczy. Dwulicowy gnojek cierpiący prawdopodobnie na „niktmnieniekochanizm” i „jawamwszystkimpokazizm” połączony z przerostem ego i nadmierną (jak na kogoś pracującego jako kelner) inteligencją. Zabójcze połączenie skrzywdzonego, dogłębnie dobrego i niewinnego człowieka gotowego pokochać wszystko i wszystkich na swojej drodze z rozwścieczonym, wściekłym rosomakiem, naukowcem i jednym z królewskich doradców. Morderczy miszmasz wszystkiego, co uwielbiamy i wszystkiego, czego nienawidzimy w jednym. Trudno jest też jednak wyobrazić sobie kogoś, kto byłby na tyle pogodzony z bliskim końcem własnego żywota i niechybną śmiercią towarzyską  by był w stanie stać się wrzodem na dupie, angielskiego wrzodu na dupie. Jeszcze trudniej chyba znaleźć kogoś, kto za nadanie mu podobnego tytułu nie da nam po gębie raz czy dwa tak dla wyjaśnienia sprawy…O dziwo jednak, w tej fabule i mojej prywatnej fantazji ktoś taki się znalazł. Ba! Sama zamierzam się w niego wcielić. Zamierzam bowiem wykreować postać tak morderczo nieczułą na jakiekolwiek intrygi, tak irracjonalnie nieskomplikowaną i tak śmiesznie brutalną w wygłaszaniu swoich poglądów, by niemal niemożliwym było, aby persona pokroju naszego ukochanego przyszłego majordomusa nie skusiła się na jakiegoś psikusa. Czy też otwartą (oczywiście w miarę angielskich standardów) wojnę. Czego więc potrzebuję ?
Thomasa oczywiście !
Cudownego, dystyngowanego, pachnącego papierosami Thomasa Barrowa w osobie poniekąd własnej. Kogoś, kto zechce wcielić się w tego jakże przebiegłego i skomplikowanego osobnika i rozegrać ze mną partię na uwagi i złośliwości godnej dialogopisarzy boskiego serialu. Kogoś, komu tęskno do rozdartej między starym, a nowym Anglii, znawcy serialu, wielbiciela postaci, osoby chętnej do wcielenia się i poprowadzenia ze mną wątku, który (mam nadzieję) postąpi ten jeden jedyny krok dzielący nienawiść od miłości. Lub odwrotnie, kto wie? Ściślej mówiąc: Pasywa zwichrowanego na punkcie tamtejszej, dawniejszej etc. Anglii.
Chętni :
Cimci jako wrzód na dupie
CLB jako wrzód na dupie wrzodu na dupie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 681


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Sob Wrz 30, 2017 3:27 pm

Nie mógł mieć wątpliwości, że na sali była jeszcze jedna osoba, która słyszała każde wypowiedziane przez niego słowo. Thomas przecież siedział tuż przy jego boku. Trącili się nawet łokciami, gdy jeden z nich sięgnął po leżący dalej półmisek.
Alice nie miała sprytu, ani buty. Jedyną bronią Angielek w boju z mężczyznami są konwenanse, a te panienka odrzucała tak bezpośrednio zalecając się do nowego pokojowego. Otrzepała palce z okruszków i spojrzała wprost na mężczyznę z wyjątkowo ładnym, promiennym uśmiechem.
Będę pana trzymać za słowo, panie Leonie.
Gdy mężczyzna odłożył na stół zapałki, zobaczył jak Thomas sięga po nie i chowa do wewnętrznej kieszeni marynarki z oszczędnym uśmiechem. Widać jednak miały swojego właściciela.
Nie ma problemu – oznajmił, jego uśmiech był sztuczny i dużo mniej przyjazny, niż ten którym obdarowała Leona Alice.
Podobno lord jedzie spotkać się z adwokatem.
Tak. Nie wiemy, kto będzie teraz dziedziczył po śmierci pana Patrica.
Znów rozgorzała dyskusja na temat zatopienia Titanica i niepewnej przyszłości Downton Abbey. Thomas wyjazd państwa do Londynu zamierzał wykorzystać we własnym celu. Musiał zdobyć więcej informacji o pokojowym. Szczególnie tych, które w najbliższej przyszłości będzie mógł wykorzystać, by pozbyć się go z domu. Leon nie spędził wiele czasu w stolicy, ale na pewno inni będą mieli o nim coś ciekawego do powiedzenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CrazyLuckyBastardI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 16/09/2017
Liczba postów : 87


Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Nie Paź 01, 2017 2:32 pm

Lord Grantham wrócił do Downton późnym wieczorem, niedługo po kolacji. Co ciekawe, przed wejściem do domu, jego lordowska mość poklepał Leona po ramieniu i powiedział coś, czego nikt nie mógł dosłyszeć. Brunet skinął jedynie głową i udał się do kuchni dla służących. Przechodząc przez nią wydawał się zupełnie innym człowiekiem od tego, który jeszcze nie tak dawno przekroczył jej próg z uśmiechem na ustach i ciepłym słowem dla każdego, kto się w niej znajdował.
Widząc, że wszyscy zebrani są przy stole i rozmawiają, uśmiechnął się krzywo, jakby próbował, a nie mógł. Zaraz też odnalazł wzrokiem pana Carsona i nie siląc się na dyskrecję, skinął głową.
- Panie Carson, Lord Grantham powiedział, że nie będzie mnie już dziś potrzebował. Za pozwoleniem, pragnąłbym udać się teraz do swojego pokoju.-Powiedział, jednocześnie z mistrzowską precyzją ignorując wszystkie ciekawskie spojrzenia kierowane na niego i pudełko, które trzymał w rękach. Kamerdyner popatrzył na niego z zaskoczeniem i zmarszczył krzaczaste brwi, widocznie coś rozważając.
- Na pewno jest powód, który chciałbym...
- Jutro.-Leon przerwał mu bezceremonialnie zupełnie nie dbając o zachowanie resztek pozorów.-Jeśli nie ma pan nic przeciwko, wolałbym wyjaśnić to panu jutro. Dziś nie mam na to siły-...i cierpliwości dorzucił w myślach, jednocześnie powtarzając sobie, że wiadomości dnia dzisiejszego nie powinny stawać mu na przeszkodzie w dniu jutrzejszym.
Pan Carson spojrzał na niego prawdziwie zaskoczony by następnie szybko przesunąć spojrzeniem po zebranych, zupełnie, jak gdyby oczekiwał, że ktoś da mu odpowiedź na nurtujące go pytania. Gdy się to jednak nie stało, skinął głową i mruknął coś pod nosem by następnie ponownie spojrzeć na pana Czarneckiego i skinąć głową wyraźniej.
-Naturalnie. Jeśli jego Lordowska mość wyraził zgodę...-Powiedział z nutką dezaprobaty i niedowierzania. Polak skłonił się nisko i rzuciwszy krótkim "Dobranoc" udał się do siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 681


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Nie Paź 01, 2017 10:37 pm

Thomas był zaintrygowany. Szczególnie interesowała go zawartość pudełka, a zniknięcie cwaniackiego uśmieszku z oblicza szanownego pana Czarneckiego poprawiło humor lokaja. Nie ma lepszego lekarstwa na smutek niż cudze niepowodzenie.
Londyńskie powietrze panu nie służy – pożegnał go z tą troskliwą uwagą, a następnie z przyjemnością odkroił kolejny kawałek dania przygotowanego przez panią Patmore. Dawno nie smakowało tak dobrze.
Następnego dnia postanowił wykorzystać pierwszą, nadarzającą się okazję, aby dowiedzieć się co skrywała paczka z Londynu. Pan Czarnecki nie mógł spędzić całego dnia w swoim pokoju, a Thomas wykazał się podziwu godną cierpliwością. Gotów był nawet znosić marudzenie Carsona, byle tylko zaspokoić swoją ciekawość.
Był przekonany, że to pudełko pozwoli mu szybko i skutecznie pozbyć się Leona z domu, a następnie zasugerować swoją kandydaturę na jego miejsce. Miał w końcu dostęp do pokoi mężczyzn. Drzwi nie były zamykane na klucz, a nawet jeśli tak… to z tym drobnym kłopotem poradzi sobie bez trudu.
Sam przed sobą nie chciał się przyznać, że odczuwa przyjemną ekscytację na myśli, że dostąpi sekretów dzikusa z Ameryki nim uczyni to któraś z uroczy, naiwnych pokojówek. I sam zdecyduje, kto pierwszy się o nich dowie.
Zabrał się więc do myszkowania, kiedy Leon musiał zająć się przygotowaniem jaśnie pana do lunchu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CrazyLuckyBastardI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 16/09/2017
Liczba postów : 87


Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Pon Paź 02, 2017 3:49 am

Następnego dnia rano Leon wstał wcześniej niż reszta służby i bez zbędnej zwłoki udał się do pana Carsona, by wyjaśnić mu powody swojego wczorajszego...samopoczucia.
Nie denerwował się specjalnie, schodząc w dół schodami dla służby, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że stary kamerdyner na pewno zrozumie o co chodzi. I faktycznie, gdy tylko pan Czarnecki przebrnął przez typowo angielskie formułki grzecznościowe i skrupulatnie przedstawił przełożonemu na czym stoi, ten pokiwał jedynie głową i wyraziwszy swoje kondolencje, odesłał Leona do pracy.
Dzień mijał mu więc spokojnie i bez większych przeszkód. Wciąż pamiętał o złożonej Alice obietnicy, jednak na szczęście, po jego wczorajszym...spektakularnym powrocie, dziewczyna wyraźnie nie zamierzała zawracać mu głowy. Gdyby tylko nie uporczywe trajkotanie Daisy, wiecznie rozwodzącej się nad tym cholernym, niezatapialnym wrakiem i jego zdychającymi w zimnej, lodowatej wręcz wodzie i egipskich ciemnościach... Leon był bliski zaproponowania jej połowy swojej pencji, gdyby tylko raczyła zmienić temat. Jakież to było zabawne. Nie dalej jak wczoraj podobny temat nie zrobiłby na nim wrażenia, a dziś...Dziś egipskie ciemności i lodowata woda za żadne skarby nie chciały opuścić jego jaźni, niezależnie od tego, co robił.

W porze lunchu pomógł jaśnie panu przy doborze stroju i podziękowawszy za okazane sobie wsparcie, wrócił na górę by pobyć w odosobnieniu. Jakież było jego zdziwienie, gdy wchodząc na korytarz męskiego skrzydła zauważył, że drzwi do jego pokoju są uchylone. Nie myśląc wiele podkradł się do nich i zerknąwszy przez szparę zacisnął zęby. W innych okolicznościach, widok myszkującego po jego kwaterze Thomasa byłaby dla niego powodem do wielu, naprawdę, bardzo wielu żartów i docinek, jednak tego konkretnego dnia wydało mu się to zwykłym, bezczelnym przegięciem pały.
Dawno nie ruszana żyłka pękła gdzieś w środku jego głowy uwalniając podły uśmieszek i niebezpieczny błysk w oku. No dobra, zabawmy się...
Mruknął do siebie, chwytając za służącą mu do mycia misę leżącą na stoliku najbliżej drzwi.
-Szukasz czegoś konkretnego?-Cichy, na pozór spokojny głos Leona był ostatnią rzeczą, jaką umysł Thomasa mógł zarejestrować, nim przeniósł się w krainę długotrwałej ciemności. Kiedy jego ciało opadało bezwładnie, zahaczyło o stertę książek i zwaliło ją na ziemię. Czarnecki błyskawicznie zamknął drzwi i przesunął wzrokiem zarówno po nieprzytomnym lokaju jak i ogólnopanującym burdelu w jego pokoju.-Cholera...Mruknął do siebie, uświadamiając sobie poniewczasie, że nie do końca to przemyślał.
Westchnąwszy ciężko odłożył misę i chwycił ciało ciemnowłosego, zamierzając rzucić go na łóżko i pomyśleć, co dalej. W tym momencie rozległo się pukanie do drzwi. Mężczyzna zastygł w miejscu doskonale zdając sobie sprawę jak kuriozalnie ta scena musiałaby wyglądać dla kogokolwiek za drzwiami.-Cholera...-Zaklął znów, tym razem przechodząc na polski.
-Panie Czarnecki? Wszystko w porządku?-Głos Williama przebił się przez drzwi wywołując w Leonie prawdziwą burzę myśli. Z jednej strony był niemal pewien, że ktoś tak niewinny i dobroduszny jak Will pomógłby mu w potrzebie, z drugiej zaś, równie pewien był tego, że byłby to ostatni dzień w jego karierze.-Kurwa mać...-Syknął pod nosem, rzucając Thomasa na łóżko.-Naturalnie,
potknąłem się i przewróciłem parę...-
Wybitnie wścibskich, lodowych oczu, długich nóg i nadętego tyłka...-książek. Już wszystko w porządku.-Zapewnił swoim najbardziej przekonującym tonem.
-Na pewno? Jeśli mógłbym coś...
-Nie nie, wszystko w jest dobrze. Dziękuję William.-Spierdalaj, do cholery!- Dorzucił w myślach i niby za ruchem czarodziejskiej różdżki, William faktycznie postanowił odejść. Słysząc jak jego kroki cichną na korytarzu Czarnecki odetchnął głośno i spojrzał na wciąż nieprzytomnego bruneta.-No i masz za swoje, mały kurwiu.-Syknął, mrużąc groźnie oczy.

Kiedy pierwszy lokaj Downton Abbey zaczął powoli wracać do świadomości (A warto wspomnieć, że nie upłynęło więcej niż osiemnaście minut) mógł, poza dość nieprzyjemnym bólem głowy i uczuciem rosnącego guza gdzieś z tyłu czaszki zarejestrować dwie dość nieoczywiste na pierwszy rzut oka rzeczy. Po pierwsze, był nagi. Kompletnie i bezwstydnie nagi pozbawiony każdej, najmniejszej nawet części garderoby, choć przed kompletną kompromitacją chroniła go skołtuniona między jego nogami pościel zasłaniająca wszystko, co zasłaniać powinna. Po drugie, jego ręce skrępowane były mistrzowsko skonstruowanym węzłem i unieruchomione za nim, sztywno i niewzruszenie przytulone do metalowej ramy łóżka. Co więcej, tuż przed nim stał Leon, oparty o przedramiona skrzyżowane na kolanie nogi opartej o materac łóżka, ubrany w lokajską liberię i uśmiechający się w sposób typowy dla londyńskich zaułków i amerykańskich "bad boi" rodem z dzikiego zachodu.
-Nie radzę krzyczeć.-Czarnecki odezwał się pierwszy, a jego uśmiech poszerzył się znacznie.- Wiem, że ta sytuacja jest dla ciebie nowa, więc z dobroci serca wyjaśnię ci co i jak. Jak zapewne wiesz, nie pochodzę stąd. Dlatego też, przyznam bez bicia, że nie jestem pewien, co wy Anglicy robicie, kiedy ktoś dobiera wam się do osobistych rzeczy. Jak widzisz, tam skąd pochodzę, podobne świństwa, zwłaszcza wyrządzane kolegom po fachu traktujemy bardzo poważnie i bardzo...bardzo... - Leon pochylił się znacznie, by móc spojrzeć Thomasowi w oczy i wywołać odpowiedni efekt-Osobiście.-Wycedził i odsunął się, wygładzając ubranie.-Dlatego też spędzisz resztę dnia w moim pokoju, przywiązany do wyra. Powiedziałem panu Carsonowi, że fatalnie się czujesz i zdychasz u siebie, a ja cię doglądam. Pan Carson nie dba o to, dopóki mogę wypełniać twoje obowiązki. A tak się składa, że mogę. Dlatego teraz idę pomóc przy stole, a potem wypastuję buty. Ty posiedzisz tutaj. Jeśli zaczniesz krzyczeć i wołać pomocy, znajdą cię tak...I sam nie wiem czy pozwolą ci później pracować w Downton. Jeśli jakimś cudem się uwolnisz i na mnie nakablujesz, powiem wszystkim o twojej nieudanej randce z Księciem. I ponownie, nie jestem pewien, czy dalej będziesz mógł tu pracować. Tak czy siak, jeśli zechcesz puścić moją karierę z dymem, spłoniesz razem ze mną.-
Leon wyprostował się i poprawił kołnierzyk, ruszając w stronę drzwi. Będąc w progu rzucił na Thomasa jeszcze jednym, przeszywająco nieprzyjaznym spojrzeniem.- Ach i jeszcze jedno. Jeśli kiedykolwiek, jakkolwiek spróbujesz mi jeszcze wejść w drogę, skrupulatnie i z najwyższą przyjemnością zapoznam cię z rzeczami, których jeszcze ci nie zrobiłem, a które mógłbym, gdybym tylko miał nieco gorszy humor.- Oznajmił i przesunął swoim spojrzenie po nagim ciele mężczyzny. Następnie powrócił do jego twarzy i uśmiechnął się jak gdyby nigdy nic.-Do zobaczenie, Darling~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 681


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Pon Paź 02, 2017 6:21 pm

Thomas musiał naprawdę mocno oberwać w głowę, ponieważ to, czego właśnie doświadczał, zdawało mu się być kompletnie nierzeczywiste. Aby upewnić się, że nie jest to tylko jakaś nieprzyzwoita fantazja, która przyprawiłaby Carsona o kilka zawałów i święte oburzenie na twarzy już do końca życia, pociągnął za jeden z węzłów.
Precyzyjny i mocny. Przynajmniej na czymś znał się ten upierdliwy, irytujący…
Bycie nagim przed innym mężczyzną było krępujące. Normalni faceci nie mają z reguły z tym problemów, ale gdy w dobrym kumplu możesz dostrzec potencjalnego kochanka, to sprawa nieco się komplikuje. W tym wypadku jednak Thomas nie zamierzał rumienić się ze wstydy, najwyżej z wszechogarniającej wściekłości.
Źle znosił porażki i upokorzenia, a to był drugi raz, gdy Leon triumfował. Trudno jest znosić przegraną z godnością, kiedy nie ma się na sobie bielizny, a w głowie huczy ci po ogłuszeniu miską. Miał ochotę porządnie pierdolnąć Leona w ramach rekompensaty, ale to uniemożliwiały mu więzy. Chciał go wyzywać i obrazić, ale to ograniczały zasady dobrego wychowania. W końcu Anglicy uważają na język nawet w tak absurdalnych sytuacjach.
Prawdziwą karą był jednak brak możliwości zapalenia papierosa.
Przez cały cholerny dzień.
Nie zamierzał mu odpowiadać. Zbył go tym swoim pełnym wyższości milczeniem i na odchodne potraktował nienawistnym spojrzeniem. Leon mógł już nabrać pewności, że Thomas nie zrezygnuje z prób pozbycia się go z domu. Więcej, teraz zabierze się do tego z podwójnym zaangażowaniem.
Mógł cały dzień spędzić w łóżku na obmyślaniu planu zemsty. I musiał się tym koszmarnie zmęczyć, ponieważ pan Czarnecki zastał go śpiącego nago w swoim łóżku.

Nim jednak to się stało, wieczorem został przyłapany przed jedną ze swoich wielbicielek. Bycie ulubieńcem kobiet to w końcu też bardzo ciężka praca. Alice zaczepiła go w drzwiach od kuchni z tym swoim sympatycznym uśmiechem i delikatnym rumieńcem.
Przepraszam, że pana nagabuje. Pan Carson mówił, żeby panu dać kilka dni spokoju, ale ja bardzo się martwię. Wczoraj był pan tak przejmująco smutny. Mogę jakoś pomóc? Chciałby pan porozmawiać? – Alice nie kierowała się ciekawością, tylko autentyczną troską. Taka inicjatywa w kontaktach z mężczyzną wymagała wiele odwagi od uroczej panny. – Moglibyśmy usiąść razem przy kominku. Byłoby mi bardzo miło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CrazyLuckyBastardI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 16/09/2017
Liczba postów : 87


Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Sro Paź 04, 2017 6:34 pm

Zaczepiony w kuchni odwrócił się w stronę kobiety, której uśmiech powstrzymał płynącą rzekę przekleństw i klątw płynącą w jego głowie i odwzajemnił gest, starając się by wyglądał dość szczerze i niewymuszenie. Jej dobroć i poniekąd odwaga naprawdę go urzekały, choć nie w takim stopniu, w jakim śliczna pokojówka chciałaby by to robiły. Mimo serdecznego braku humoru do podobnych zabaw Leon poszerzył swój uśmiech i odetchnąwszy lekko, pochylił się ku młodszej od siebie kobietce i pogładziwszy ją po włosach pokręcił głową.
-Pani dobroć i troska są miodem na moje rany, droga pani Alicjo i niewypowiedzianie jestem wdzięczny za pani czas i ciepłe słowo, niemniej, tam skąd pochodzę mężczyznom nie wypada przerzucać swoich żali i niepowodzeń na karby pięknych kobiet. Nie pani zadaniem jest martwić się moim smutkiem.-Powiedział ciepło i wyprostował się, darując sobie resztę wyszczerzania paszczy. -Tak czy inaczej dziękuję. A teraz, jeśli pani pozwoli, udam się do siebie i odpocznę.-Dodał jeszcze i nie czekając na jej reakcję, ruszył w stronę męskich kwater, ignorując spojrzenia mijanych pokojówek i lokajów. Znalazłszy się na górze, po raz wtóry tego dnia upewnił się, że na korytarzu nie ma nikogo, kogo nagłe krzyki i przekleństwa mogłyby zwabić do jego kwatery i dopiero wtedy otworzył drzwi, znikając za nimi w ułamku sekundy.

Widok śpiącego Thomasa nieco go uspokoił, sprawiając, że mężczyzna rozluźnił mięśnie i pozwolił sobie na swobodne, choć ostrożne przechadzanie się po pokoju. Mężczyzna odpalił umieszczoną na parapecie świecę, pozwalając, by stanowiła jedyne potrzebne mu na ten moment światło. Odpaliwszy papierosa polak zdjął marynarkę i krawat, rozpiął kilka guzików koszuli i odetchnąwszy nikotyną, usiadł na krześle w kącie pokoju, zakładając nogę na nogę. Upewniwszy się, że ma dobry widok zarówno na złączone ze sobą łóżka jak i na śpiącego na nich lokaja, mężczyzna uśmiechnął się pod nosem i zastanowił co dalej. Mógłby oczywiście, obudzić ciemnowłosego i kazać mu się zwyczajnie wynosić, jednak jego wcześniejszy gniew już nico ucichł, więc ta opcja wydała mu się nieco drastyczna. Mógłby na przykład odwiązać Thomasa i zwyczajnie zanieść go do jego pokoju, gdzie być może mężczyzna uznałby jedynie, że miał wyjątkowo dziwny sen... Mógłby go odwiązać i poczekać aż sytuacja rozwiąże się sama, to oczywiście byłoby rozwiązanie najłatwiejsze, jednak wtedy mogłoby dojść do niechcianych rękoczynów, a Leon zwyczajnie nie miał na nie siły. Dlatego też, uznał, że najlepiej będzie na razie zająć się swoimi sprawami, możliwie cicho i bez zbędnych problemów i, zupełnie niewinnie i przy okazji, nacieszyć oczy swoją małą zdobyczą. Gnojek czy nie, Thomas mógł poszczycić się naprawdę oryginalną urodą i niemiłosiernym urokiem osobistym. Szkoda byłoby przecież marnować podobne przywileje, spuściwszy z nich wzrok...
Wyjąwszy wczorajszą paczkę spod krzesła, mężczyzna postawił je na stoliku obok i wyjął z niego swoje własne listy napisane niegdyś do brata. Wśród nich znalazł też jeden niedokończony, który to Mikołaj najwyraźniej zamierzał mu wysłać kiedyś przy okazji. Mężczyzna uśmiechnął się pod nosem i otworzywszy kopertę, rozwinął kartkę i przystąpił do czytania. Papieros dalej tlił się w jego ręce, na razie zapomniany i samotny w objęciu smukłych palców.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 681


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Sro Paź 04, 2017 8:47 pm

Z obserwatora Leon stał się obserwowanym. Thomasa musiał wybudzić sam ruch, drżący płomień świecy albo szelest przeglądanych kartek. Przyglądał się mężczyźnie z ciekawością i w tej jednej chwili, pomimo usilnych starań, nie potrafił wzbudzić w sobie wobec niego szczerej niechęci.
Nie obchodziła go wcale zawartość listów, choć zapytany natychmiast stwierdziłby, że kieruje się względami praktycznymi. Nigdy nie pomyślałby, że Leon może być zainteresowany mężczyznami. Zdawał się mieć na to zbyt wielkie powodzenie u płci przeciwnej. Oczywiście, wciąż był na niego wściekły za upokorzenie, odebranie posady i niegodny dżentelmena cios w tył głowy, ale postanowił na kilka minut odłożyć urazę na bok.
Znajdował przyjemność w tym bezczelnym podglądactwie. Obserwował każdy grymas na przystojnej twarzy i igrające na ścianie cienie.
Zdradził się jednak, gdy poruszył jedną ze skrępowanych rąk, próbując radzić sobie z nieprzyjemnym mrowieniem, przebiegającym od ramienia po czubki palców.
Kto by się spodziewał, że potrafisz czytać. Byłem przekonany, że ograniczasz się do tępych uśmiechów słanych pokojówkom – mruknął pogardliwie. Jego twarz była skryta w cieniu, więc nie musiał silić się na wyniosły grymas, zresztą w tej sytuacji byłby on pewnie odrobinę nie na miejscu. Wzrok przesunął na żarzący punkcik powoli dopalającego się papierosa.
Ugiął jedną nogę, próbując zmienić pozycję, ale zrobił to na tyle ostrożnie, by kołdra się nie zsunęła, a sytuacja nie stała bardziej krępująca.
Poczęstuj mnie – zażądał po chwili. Mógł zrozumieć wiele okrucieństw, ale odmówienie komuś papierosa było już zdecydowaną przesadą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CrazyLuckyBastardI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 16/09/2017
Liczba postów : 87


Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Sro Paź 04, 2017 9:43 pm

Usłyszawszy głos Thomasa Leon powrócił myślami do Downton Abbey i jego przyziemnych spraw. Ostrożnie i z ogromnym uczuciem złożył braterski list w kopercie, którą następnie schował w pudełku, jakby żegnając się na ten moment ze sprawami nie mieszczącymi się w tym konkretnym pokoju, a jednocześnie składając obietnicę, że jeszcze wróci i obdarzy je swoimi myślami raz jeszcze.
-Nie bądź zazdrosny.-Mruknął miękko i pobłażliwie w jego kierunku, wypowiadając zdanie w taki sposób by Thomas nie mógł jednoznacznie określić, czy upomina go jak kochanka, czy kpi z niego i wykorzystuje informacje, jakie o nim ma. Sam niemal zdziwił się, słysząc aksamitną nutkę we własnym głosie. Uśmiechnął się pod nosem, spoglądając tęsknie w stronę listu. To zaskakujące i komiczne, jak ta niewielka, śmieszna namiastka kontaktu z rodziną wpływała na jego samopoczucie i postępowanie. Zapewne swoją rolę miało też zmęczenie ciężkim dniem i zaintrygowanie osobą pierwszego lokaja. Tak czy inaczej, wszystko to pchnęło go dalej niż przypuszczał.
Słysząc polecenie zaśmiał się cicho, wyraźnie ubawiony faktem, że ktoś przywiązany do łóżka ma tupet wydawać mu rozkazy. Dalej rozbawiony podniósł się z miejsca i zgasił dogorywającego papierosa, dopiero teraz orientując się, że zostawił go samego sobie na tak długo. -Masz charakterek, trzeba ci to oddać, Thomasie...-Przyznał by następnie chwycić popielniczkę razem z paczką i zapałkami i przenieść się na łóżko, siadając po prawej stronie swojego niecodziennego towarzysza. Umieścił popielniczkę tuż przy nieskalanej niczym, bladej skóry Thomasa otaczającej jego żebra, samemu umiejscawiając się nieco dalej, w okolicach talii i bioder. -Zdaję sobie sprawę z tego, że zdecydowanie bezpieczniej czujesz się mając kontrolę nad sytuacją...-Zaczął, wsuwając między wargi papierosa i odpalając go bez zbędnych problemów.-W tej jednak, powinieneś przyjąć do wiadomości, albo chociaż zrozumieć, że w naszej małej, nieoczekiwanej rozgrywce to ja rozdaję karty.-Oznajmił, zaciągając się i odkładając zapałki tuż obok popielniczki. Wciąż wydawał się zupełnie zrelaksowany i spokojny, ba, odchylił się nawet, opierając na prawej ręce, którą dla wygody umieścił między nogami pana Barrowa, centymetr czy dwa za skołtunioną kołdrą pełniącą dumie rolę cenzuralnego liścia na rzeźbie jego ciała. -Tak będzie dla ciebie lepiej, zaufaj mi.-Zapewnił, rozpływając się w niemal kocim uśmiechu. Następnie odchylił głowę i wypuściwszy dym w górę, pochylił się w stronę ciemnowłosego na tyle, by ich twarze dzieliły jedynie centymetry i chwyciwszy papierosa między palec wskazujący i serdeczny spojrzał mężczyźnie głęboko w oczy jednocześnie zawierzając tlące się zbawienie milimetr poza zasięgiem jego ust. -"Proszę?"-Zasugerował niemal szeptem, unosząc przy tym brew i uśmiechając się czymś pośrednim między przyjacielskim, a wyjątkowo intymnym.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 681


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Sro Paź 04, 2017 10:33 pm

Bzdura. Już prędzej byłby zazdrosny o pokojówkę niż prymitywnego jankesa. Choć doskonale potrafił wymienić cechy, które sprawiały, że te tak chętnie obdarowywały Leona sympatią.
Drażniła go ta nonszalancja mężczyzny. Rozpięta liberia, która bez wątpienia skłoniłaby Carsona do emocjonującego wykładu na temat szacunku i obowiązków. To za jej kołnierzyk na moment uciekł chciwy wzrok Thomasa. Lokaj pewnie bardzo chciałby dostrzec w zachowaniu Czarneckiego zalążek zalotów, a nie wyjątkowo okrutnej gry. Niestety, nie potrafił. Starał się więc zignorować dłoń w tak strategicznym miejscu i ton tej rozmowy, który był zupełnie nieprzyzwoity i podniecający. Groźby Leona trudno było odróżnić od niemoralnych propozycji.
Najbardziej zmysłowy uśmiech nie zmieniał jednak faktu, że niczego nie pragnął tak, jak widowiskowego pozbycia się tego amanta z Downton Abbey.
Nie zawsze wygrywa ten, kto rozdaje karty – zamiast wodzić spojrzeniem za papierosem, uważnie spojrzał w oczy Leona. Na sekundę jego wzrok spełzł również na wargi mężczyzny, ale trwało to zaledwie chwilę. – A ja mam jeszcze kilka asów w rękawie, panie Czarnecki.
Ach, ci Brytyjczycy. Nawet nadzy w łóżku nie zapominają o stosownych tytułach. Thomas nie zamierzał spoufalać się z tym niewychowanym krętaczem o cholernie pociągającym uśmiechu, koszmarnym akcencie i nieprzyzwoicie ładnej buźce.
Poproszę – wycedził w końcu, choć tonem, który wskazywałby raczej na obelgę niż grzeczność. Im dłużej Leon ciągnął tę grę, tym bardziej mógł być pewien, że lokaj mu nie odpuści.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CrazyLuckyBastardI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 16/09/2017
Liczba postów : 87


Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Sro Paź 04, 2017 11:32 pm

-Och nie wątpię!-Przyznał rozbawiony, częstując ciemnowłosego papierosem bez dalszej zwłoki. Pozwolił by używka wślizgnęła się delikatnie między wargi mężczyzny i musnąwszy palcami jego usta (zapewne przez przypadek) zabrał rękę, odchylając się ponownie. Dopiero wtedy ich kontakt wzrokowy urwał się, a piwne oczy Leona powędrowały gdzieś w stronę okna. - Naprawdę nie wątpię. W przeciwieństwie do ciebie, nie śmiem nie doceniać przeciwników i mam dobre oko do wprawnych graczy.-Powiedział, zamykając w tym zdaniu zarówno uznanie, dumę jak i urazę. Materac ugiął się pod jego ciężarem, jednak na szczęście, żadne łóżko nie ośmieliło się zaskrzypieć i wedrzeć się ze swoim fałszywym śpiewem do ich cichej, nieoczekiwanej gry. -Absolutnie nie zadziwiłby mnie fakt twojej rychłej zemsty, pomimo moich gróźb i obietnic- co swoją drogą zmusza mnie do zwątpienia albo we własny dar przekonywania, albo w twoje zdrowie psychiczne... Przyznam nawet, że na samą myśl o naszej intelektualnej potyczce doznaję delikatnej ekscytacji...-Uśmiechnął się ponownie, zdziwiony własnym doborem słów. Powróciwszy spojrzeniem do Thomasa uśmiechnął się delikatnie, unosząc kącik ust i wyciągnął w jego stronę jedną z rąk na których się opierał by zabrać mu papierosa i zaciągnąć się samemu, po drodze strzepując popiół do szklanej popielniczki, pilnując by jego niecodzienny gość nie poparzył się przez przypadek. Zaciągnąwszy się, Leon rozkoszował się przez chwilę miłą ciszą i tanecznymi smugami cienia rozpraszanymi przez pięknie płonący ogień świecy.-Niemniej z perspektywy czasu który nadejdzie i który zapewne spędzimy na nienawidzeniu siebie nawzajem, wydaje mi się to z gruntu bezcelowe. Widzisz, jako typowy nie-anglik nie potrafię w pełni rozkocha się w waszych intrygach i gierkach. Przyznam nawet, że szczególnie za nimi nie przepadam.- Brunet wzruszył ramionami i spojrzał na Thomasa jakby przepraszając bez zbytniego przekonania, przy okazji oddając mu papierosa.-Tak czy inaczej, to wszystko są rozważania na dzień jutrzejszy. Pańskie asy, moje jankeskie zagrywki, widać tak to u was działa, cóż zrobić. Dziś panie Barrow... Dziś jest pan jedynie niechcianym gościem w moim pokoju, człowiekiem nie dysponującym żadnym asem i, ku mojej osobistej satysfakcji, bez rękawa, w którym mógłby pan owego asa schować.- Zauważył kulturalnie, zaraz posyłając Thomasowi kolejny już uwodzicielki uśmiech, i kolejne skrzące zainteresowaniem przesunięcie oczami po jego klatce piersiowej, brzuchu, szyi i wreszcie kołdrze.
-Cóż więc powinienem z panem zrobić, panie Barrow?-Zapytał, zniżając nieco ton głosu i zmysłowo przeciągając niemożliwe do wymówienia przez anglików, podwójne R.Dziś, dzień przed czekającą nas wojną?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 681


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Czw Paź 05, 2017 1:52 pm

Zaciągnął się papierosem z prawdziwą rozkoszą i za każdym razem czuł, jak palce mężczyzny w złudnej pieszczocie dotykają jego ust. Rozchylił wargi, pozwalając, żeby kłęby dymu same powoli spomiędzy nich wypłynęły. Na sekundę jego podły uśmiech nabrał nieco innego charakteru. Amerykańska małpka potrafiła być nawet zabawna w ten niewyszukany sposób. To właśnie bezpośredniość i brak rezerwy czyniły Leona tak pociągającym w oczach pokojówek. Jego bezczelna głupota musiała być dla nich czymś zupełnie egzotycznym.
A poza tym… Thomas go nie trawił, ale musiał mu przyznać, że jest przystojny.
Jeżeli zamierza pan składać takie propozycję, to w tym kraju należy się upewnić, że nikt nie stoi pod drzwiami, a później zamknąć je na klucz – poinformował go, pod cynicznym uśmiechem próbując ukryć własne zdumienie. – Poza tym nie wiedziałem, że stać pana na takie subtelności.
Poruszył dłonią, jakby za każdym razem próbował się przekonać, że wciąż jest skrępowany. Zachowanie Leona było kpiną albo wyjątkowo gorszącym pomysłem. Wymieniali się papierosem niczym pocałunkami. Patrzyli tak, jak dwoje mężczyzn nie powinno. Barrow sam nie wiedział, czy pokojowy bardziej go teraz pociąga czy drażni.
One swallow does not make a summer.
Jak powiedział książę Crowborough. Spojrzenie Thomasa prześlizgnęło się po pudełku, którego nie udało mu się znaleźć dzisiejszego poranka. Wrócił nim do oczu mężczyzny.
Ja na pańskim miejscu wykorzystałbym okazję. Wątpię, żeby miał pan kolejną – oznajmił niespodziewanie, choć z jego ust nie zniknął wcale ten szyderczy uśmiech. Z typową angielską finezją unikał nazwania rzeczy po imieniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CrazyLuckyBastardI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 16/09/2017
Liczba postów : 87


Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Czw Paź 05, 2017 10:42 pm

-Mam wrażenie, że niezależnie od kraju, przechowywanie w swojej sypialni nagiego, nieprzytomnego lokaja uchodzi za precedens godny pierwszych stron gazet...-Leon zaśmiał się pod nosem, spoglądając na Thomasa tak by dać mu do zrozumienia, ze nie powinien przegapiać podobnych oczywistości. Następnie wstał i leniwie rozpinając kolejne guziki koszuli, ruszył w stronę drzwi. -Z drugiej strony, jeśli to sprawi, że nieco się pan zrelaksuje, służę.-Powiedział, teatralnym gestem otwierając je znienacka na oścież by następnie równie teatralnie wyjrzeć na zewnątrz, rozejrzeć się w prawo i w lewo i zamknąć je za sobą na klucz. Zamek szczęknął znajomo dając mężczyznom do zrozumienia, że są bezpieczni...W każdym razie jeden z nich.- Widzisz? Nie każdego należy brać własną miarą. Wychodzi na to, że w tej posiadłości jest tylko jeden nie mający poszanowania dla ludzkiej prywatności drań.- Zażartował, odkładając klucz na podpórce lustra i odwracając się z pięknym uśmiechem w stronę leżącego na łóżku Thomasa.
Biały materiał koszuli zsunął się z barczystych ramion pokojowego opadając miękko na podłogę, odsłaniając imponujący tors i delikatnie zarysowane na brzuchu mięśnie, teraz mile podkreślone tańczącymi po nich cieniach i bijącemu od ognia blaskowi. Leon przesunął palcami po głowie, przeczesując niedbale brązowe włosy i chwyciwszy za świecznik, przeniósł źródło światła bliżej głównej sceny, stawiając je na jednej z etażerek. Następnie powoli usiadł z powrotem na łóżku, tym razem nie spuszczając z oczu twarzy swojego niecodziennego gościa. -Nie zrozumiałeś mnie-Powiedział cicho, wyciągnąwszy spomiędzy jego warg kończącego się już papierosa.Zaciągnął się nim po raz ostatni, wciąż patrząc na Thomasa i spetował w popielniczce, odkładając ją zaraz na szafkę tuż obok świecy. -Ale to nic, spróbujemy jeszcze raz.-Zapewnił i pochylił się w jego stronę, opierając się przedramieniem o zgiętą na łóżku nogę.-Tym razem dobrze się zastanów.-Poprosił i utkwiwszy swoje pewne, spokojne spojrzenie w błękitnoszarym spojrzeniu ciemnowłosego, zapytał ponownie.- Co powinienem z tobą zrobić, Thomasie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 681


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Pią Paź 06, 2017 10:20 am

Po pierwsze powinien pan zdjąć spodnie, panie Czarnecki. A potem oboje na chwilę zapomnimy o manierach i będziemy nieprzyzwoici. Skończ gadać i chodź bliżej. Powinien pan mnie pocałować. Chce zebrać gorzki smak papierosów w twoich ust. Niech pan zrobi ze mną to, na co ma ochotę. Na co oboje mamy ochotę, panie Czarnecki.
A potem wychodząc zabiorę list z pudełka. Mam nadzieję, że pan nie zauważy
.
Przez myśli Thomasa przebiegło tych kilka zdań. Czuł, jak zniecierpliwienie zamienia się we frustrację. Każde z tych spojrzeń obiecywało przecież dotyk, który nie następował. A to powoli było nieznośne.
Czy wszyscy Amerykanie mają skłonność do mówienia takiej ilości bzdur?
To zdanie padło zamiast gorączkowych myśli. Lokaj wypowiedział je obojętnym, złośliwym tonem. Czy wszyscy Amerykanie tak wyglądają bez koszulki? Bo jeśli tak… to Nowy York wydaje się w tej chwili dużo bardziej pociągający.
Kącik ust uniósł się w górę, poszerzając ten podły uśmiech.
Free me and fuck me, mr Czarnecki – odpowiedział w końcu na pytanie, przeklinał niczym poeta. Jego nazwisko wymawiał z przesadnym, angielskim akcentem. Świadomie i z uporem robiąc błąd.
Zmuszenie Anglika do powiedzenia czegokolwiek wprost to doprawdy niezwykły wyczyn. Leon powinien sobie pogratulować. I mógłby nawet odebrać nagrodę, gdyby nie rozległo się pukanie do jego drzwi.
Słyszałem, że pan nie śpi. Otwierał pan drzwi. Moglibyśmy porozmawiać sami? – William brzmiał na niepewnego i zatroskanego. Thomasa musiało frustrować, że wszyscy lgnęli do Polaka i próbowali się z nim zaprzyjaźnić.
Znów skrzywił usta. Z przyjemnością posłuchałby o kolejnej porażce życiowej tego niedorajdy, ale wątpił, żeby William miał ochotę się do nich przyłączyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CrazyLuckyBastardI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 16/09/2017
Liczba postów : 87


Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Pią Paź 06, 2017 2:50 pm

Leon nie był człowiekiem, któremu podobne rzeczy trzeba było powtarzać po raz drugi. Słowa Thomasa, tak umiejętne złożone w przeszywającą, wywołującą dreszcze wzdłuż kręgosłupa całość były wszystkim czego mężczyzna potrzebował by nachylić się i złączyć swoje usta z jego ustami. Całował go powoli, poznając i rozsmakowując się w nowym doświadczeniu z manierą człowieka, który robił to już setki razy i nie zamierza niczego nikomu udowadniać, zamknięty w świecie umiejętnie poznawanych doznać. Pukanie do drzwi zatrzymało go na chwilę, potrzebną by oprzeć się czołem o czoło Thomasa, z ręką urwaną w pół drogi do lewego z węzłów i rzucić jedną całkowicie polską kurwą. Zaraz też spojrzał w oczy swojego towarzysza niedoli i uśmiechnąć się zaczepnie.-Zwracam ci honor,-Szepnął, przerywając na jeszcze jednego przeciągłego całusa.-nie jesteś jedynymdraniem w downton.-Oznajmił zaraz uśmiechając się z rozbawieniem i przesuwając opuszkami po predramieniu jego lewej ręki, dotarł wreszcie do kawałka podartej koszuli, którym go związał. Oczywiście, z pozoru Leon stanął przed wyborem między gorącą, niezapomnianą nocą z najseksowniejszym lokajem w Downton a nieoczekiwaną, nocną rozmową z biednym, boguduchawinnym Williamem, któremu, tego Czarnecki był pewien, w każdych innych okolicznościach pomógłby bez wahania. Niemniej, wybór był jedynie pozorny, bowiem tym czego mężczyzna był pewien, było również to, że jeśli wybierze Williama ponad Thomasem, wzgardzony brunet nie wybaczy mu do końca życia. Nie był również pewien, czy sam by sobie wybaczył. Dlatego też westchnąwszy lekko, pocałował Thomasa raz jeszcze i spojrzawszy mu uspokajająco w oczy, puścił mu oczko i odwrócił się na chwilę w stronę drzwi.
-Jutro, Williamie. Dziś muszę się jeszcze... z czymś uporać.- Powiedział głośniej, tak by stojący za drzwiami chłopak na pewno go usłyszał. Następnie szarpnął za węzeł, rozplątując go zręcznym ruchem i tym samym, uwalniając lewą rękę Thomasa. Cała ta sytuacja wydała mu się niesamowicie podniecająca. Pośrednia obecność Williama dodawała całemu zajściu osobliwego dreszczyku ekscytacji połączonej ze strachem. Ostatecznie, gdyby ten młody, niewinny chłopiec odkrył co dzieje się niemal tuż pod jego nosem, zszedłby zapewne na zawał lub uciekł, zaszywając się w jakiejś dziurze do końca życia. A oni...Oni skończyliby jeszcze gorzej. Leon nie przejmował się tym jednak zbytnio. Jego już na wpół twardy kutas powoli napierał na materiał spodni, gdy wspiął się na łóżko, klękając nad Thomasem i przyciągając go do siebie za kark by znów mogli złączyć się w pocałunku. Płomień świecy muskał ich ciała swoim blaskiem, podkreślając różnice ich ciał, które teraz stykały się ze sobą w namiętnym uścisku. Ręka do niedawna trzymająca Thomasa za kark teraz przesunęła się wyżej, pozwalając pieszczącemu go mężczyźnie przeczesać jego włosy palcami i zagłębić się w pocałunku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 681


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Sob Paź 07, 2017 12:19 am

Wplatając palce we włosy, Leon mógł wyczuć guza, którego osobiście nabił dziś lokajowi. Thomas chętnie odpowiadał na pocałunki, pozwalał by były głębokie i intensywne. Obydwoje byli doświadczonymi kochankami i nie zgrywali świętoszków. W łóżku wręcz nie wypada. Potrzebowali tej nocy. Leon opłakiwał brata, a Thomas marzenia o życiu u boku samego księcia.
Łatwiej było to robić pośród rozlicznych pieszczot.
Pan Czarnecki poczuł, jak uwolniona dłoń lekko przesuwa się po jego policzku, zahaczając o krawędź szczęki, zsuwa się przez szyję po żyle, tak by wyczuć przyspieszone tętno i niżej na tors.
Mężczyzna był dobrze zbudowany. Arystokraci doceniali wysiłek, ale głównie polowali i jeździli konno. Wyrobione mięśnie świadczyły o niskim pochodzeniu i pracy fizycznej, ale było w tym coś podniecającego. Idealny, dystyngowany Thomas Barrow o cynicznym uśmiechu i wybornych manierach w ramionach silnego dzikusa.
I od kiedy przyjechałeś jest o jednego drania w Downton za dużo – mruknął, odrywając się niechętnie od jego warg. Dłoń powędrowała jeszcze niżej. Równo przycięty paznokieć zahaczył o sutek, ale nie zatrzymał na nim. Dalej w dół. Po twardych mięśniach brzucha, które poruszały się pod wpływem głębokiego oddechu.
Czy wszystko w porządku? – Głos troskliwego i zakłopotanego Williama przerwał tę chwilę rozkosznego zniecierpliwienia, kiedy długie, subtelne palce wsunęły się lekko za krawędź spodni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CrazyLuckyBastardI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 16/09/2017
Liczba postów : 87


Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Nie Paź 08, 2017 3:43 pm

-To wyjedź.-Szepnął nonszalancko między pocałunkami, uśmiechając się przy tym wyzywająco. Sam oczywiście nie zamierzał się nigdzie ruszać. Z dnia na dzień praca w tym miejscu wydawała mu się coraz lepszym pomysłem. Ostatecznie, gdzieżby indziej trafił ze swym urokiem osobistym i egzotycznym usposobieniem na podobnie podatny grunt? Trzeba było to przyznać, miał kurewskie szczęście. Zwłaszcza z perspektywy tego wieczoru. Wolną ręką zjechał po prawym ramieniu Thomasa powoli sunąc paznokciami po jego bladej skórze. Drugą ręką chwycił go za włosy, odchylając mu głowę do tyłu, by móc spokojnie zjechać ustami na jego szyję. Smakował go nieśpiesznie, zamknięty w pozie przypominającej bardziej zmysłowego tancerza rodem z argentyńskiego burdelu, niż amerykańskiego dzikusa. Jego prawa ręka zsunęła się po karku mężczyzny, uwalniając jego głowę i znacząc paznokciami linię wzdłuż jego kręgosłupa. Dojechawszy do linii spodni zatrzymał się, jakby sprawdzając poziom lokajskiego zniecierpliwienia i cofnął rękę, wracając tą samą drogą aż do łopatki, gdzie zatrzymał dłoń i przycisnął go na moment do siebie, ponownie łącząc ich usta razem. Odgiąwszy Thomasa do tyłu, prawie jak w skłonie, odwiązał węzeł krępujący jego pracy przegub, wreszcie dając mu tym samym większe pole manewru. Słysząc głos Williama westchnął zniecierpliwiony i przewrócił oczami odwracając się na chwilę w stronę drzwi.
-Najlepszym, mój drogi. Wróć proszę do łóżka. Nie wybaczyłbym sobie, gdybyś jutrzejszego ranka miał przeze mnie problemy.-Oznajmił, przybierając na chwilę perfekcyjnie spokojny, miły ton.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 681


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Nie Paź 08, 2017 6:28 pm

To chwilowe zawieszenie broni mogło przerodzić się tylko w kolejny pojedynek, ale na dużo przyjemniejszym polu. Gdy tylko mężczyzna spełnił pierwsze z żądań, natrętne dłonie przesunęły się mojego skórze. Nie interesował się już spodniami, wykreślił linię muskularnych ramion i zanurzyły się w bujnych włosach mężczyzny w kilka sekund burząc ich bardzo prowizoryczny ład.
Dobrej nocy, panie Leonie – usłyszeli również oddalające się kroki Williama.
Czarnecki pewnie chętnie by odpowiedział, gdyby jego usta nie były zajęta wilgotnymi i spragnionymi wargami Thomasa. Poczuł jak niecierpliwe dłonie lokaja znów zsunęły się na jego tors. Ten pełen ciekawości dotyk był prawdopodobnie jedynym komplementem, jaki Leon otrzyma tej nocy.
Bardzo uprzejmie posłałeś go do diabła – pocałunek spadł na jego brodę w dół i powędrował niżej. Język zsunął się na lekko zarysowane jabłko Adama. Nierówny oddech lokaja przyjemnie drażnił. – Anglia jeszcze zrobi z ciebie człowieka – Thomas doprawiał rozkosze podłościami, jakby ludziom od złośliwości stawał. Smakował jego skóry, ale nie zostawiał śladów. Powinni być ostrożni. O ile w przypadku Leona pomyślano by raczej o biednej Alice, to większość mieszkańców Dawnton domyślała się choroby pana Barrowa.
Zwinne palce z torsu szybko przewędrowały z powrotem na spodnie mężczyzny, ale zamiast zatrzymać się na zapięciu, znalazły się jeszcze niżej i porzuciwszy wszelkie pozory zacisnęły na wpół twardym kutasie. Thomas poczuł przyjemny dreszcz podniecenia i porzucił grzeczności, a wraz z nimi swoją wyniosłą minę. Kciukiem, przez materiał spodni potarł zwieńczenie męskości.
Pan nie żartował, panie Czarnecki – mruknął, wciąż zdumiony tym, że Leon wylądował w łóżku z nim, a nie śliczną, dziewczęcą i przemiłą Alice.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CrazyLuckyBastardI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 16/09/2017
Liczba postów : 87


Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Nie Paź 08, 2017 9:00 pm

Czując usta Thomasa na swojej szyi Leon przymknął oczy, odchylając mocniej głowę i leniwie poddając się przyjemności. Jego myśli uciekały już do tego, co mógłby zrobić z ze swoim niecodziennym gościem, jednak silna ręka opanowania zatrzymywała je w granicach ciasnego umysłu, czekając na odpowiedni moment. Słowa mężczyzny sprawiły, że na twarzy Polaka rozciągnął się pełen przekorności uśmiech, a ręka dotychczas zatrzymana na plecach kochanka zniknęła, pozbawiając mężczyzny swojej podpory. Chwilę później ciemnowłosy lokaj leżał już na plecach, pchnięty szybkim ruchem w pierś wprost na poduszki, na których przyszło mu spędzić większość dnia. Leon, idealnie dopasowany do przerwy między jego nogami, wisiał nad nim, podpierając się ramionami i ramę łóżka, nieświadomie eksponując tym samym podkreślone światłem świecy mięśnie ramion i boku.
-Boże uchowaj.-Odparł z rozbawieniem, całując Thomasa z pasją. Chciał dodać coś jeszcze, jednak w tym momencie ręka ciemnowłosego odnalazła jego męskość sprawiając, że Leon zamruczał jedynie z przyjemności, ocierając się o dotykającą go dłoń. W krótkiej chwili między pocałunkami właściciel pokoju schwycił za kołdrę wciąż pozostającą na swym szlachetnym miejscu i wprawnym szarpnięciem pozbawił ją pełnionej dotychczas funkcji, zrzucając ją w odległy kąt posłania. - Nie wyglądasz, jakby ci to przeszkadzało Barrow.-Odparł i podniósłszy się z powrotem na kolana przesunął uważnym spojrzeniem po wyeksponowanym ciele kochanka, bezwstydnie oceniając wszystkie jego zalety. Ciemne włosy Thomasa znacznie kontrastowały z jego bladą, teraz nieco zaróżowioną skórą, zaś twarz pozbawiona dotychczas wykrzywionej w cynicznym grymasie maski odsłaniała jego prawdziwe piękno i głębie. -No no...-Leon uśmiechnął się z uznaniem, najwyraźniej bardzo zadowolony z tego co miał przed sobą i musnąwszy dłonią skórę na karku mężczyzny, przejechał nią w dół przez unoszącą się w rytm oddechów pierś i płaski brzuch. -Zabawna rzecz, ci arystokraci.-Szepnął oplatając palcami przyrodzenie Thomasa.-Większość życia spędzają otoczeni bogactwem i przepychem, a gdy stawisz na ich drodze prawdziwe dzieło sztuki, oni i tak go nie zauważą.-Zaśmiał się, pieszcząc mężczyznę przed sobą i obserwując jego reakcje.
-Cóż zrobić, więcej dla mnie...-Dorzucił po chwili namysłu i chwyciwszy Thomasa za biodra, przysunął go do siebie by nachylić się i znów go pocałować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 681


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Nie Paź 08, 2017 9:52 pm

Protest wypadałby w tej sytuacji nieudolnie. Thomas nawet nie próbował wstydliwie zewrzeć ud, pozwalając, żeby chciwe spojrzenie mężczyzny sunęło po jego ciele. Nie zakrywał męskości, która stanowiła najlepszy dowód, że amerykański dzikus może być pociągający. Lokaj był szczupły i wyjątkowo smukły. Blada, delikatna skóra nie opinała tak wyraźnie mięśni.
Podobał mu się sposób, w jaki patrzył na niego Leon. Łechtał ego Thomasa, co było dużo skuteczniejsze niż pocałunki. Widział, jak nieprzyzwoity gość gwałtownie nabrał powietrza, wciągając brzuch, kiedy dłoń złapała twardą męskość, zsuwając z niej napletek.
Nie wstydził się jednak. W łóżku był równie obrzydliwie pewny siebie, co poza nim.
Jadowity komplement sprawił, że wilgotne od śliny i zaróżowione od intensywnych pocałunków wargi Thomasa znów ułożyły się w tym nieznośnym uśmiechu, który był jak wymierzony policzek.
To był raczej kiepski moment, żeby wspominać o nieudanym romansie z księciem. Amerykanie jednak nie słyną z subtelności. Na szczęście nim lokaj oznajmił, że później prawdziwe dzieła sztuki marnują się w rękach prostaków, przezorny Leon zamknął mu usta kolejnym pocałunkiem.
Pod wpływem wprawnych ruchów nadgarstka na męskości i języka penetrującego wnętrze jego ust, zapomniał o cynicznej uwadze. Co nie znaczy, że wybaczył niefortunny komplement. Wsunął znów palce obu dłoni w jego włosy i lekkim, ale stanowczym ruchem pchnął jego głowę w dół, dość jednoznacznie dając do zrozumienia, czego teraz się domaga.
Barrow w łóżku był przeklętym egoistą.
Prawdziwemu dziełu sztuki trzeba wiele uwagi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CrazyLuckyBastardI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 16/09/2017
Liczba postów : 87


Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Nie Paź 08, 2017 10:34 pm

Czując niewypowiedziany rozkaz Leon uśmiechnął się pod nosem i faktycznie zjechał nieco głową, jednak miast na spragnionym uwagi kutasie, zacisnął usta na jednej z sterczących już brodawek, biorąc ją na chwilę między zęby i pieszcząc koniuszek językiem. Bawił się tak przez chwilę, zaciągając zapachem Thomasa, drażniąc i sprawdzając, czy jego zniecierpliwienie pójdzie dalej bez rozlewu krwi. Jednocześnie drugą ręką zwolnił znacznie tempo ruchów na jego stojącej męskości, przekuwając szybkość w jakość i znacznie zmieniając pracę nadgarstkiem.
Gdy tylko szept ciemnowłosego dotarł do jego uszu Leon uśmiechnął się znów, wyjątkowo perfidnie i niedostrzegalnie, by na chwilę przenieść usta na drugi sutek. Pieszczota tutaj nie trwała jednak długo, gdyż brązowowłosy jankes postanowił nieco przypomnieć Thomasowi z kim ma do czynienia. Przerwał więc pracę ręką, którą natychmiast przeniósł na biodro mężczyzny i nie myśląc wiele przeturlał się z nim tak, by teraz samemu wygodnie leżeć na poduszkach patrząc na siedzącego na sobie, rozgrzanego kochanka. Podparł głowę ręką, układając się wygodniej, podczas gdy druga powróciła na Thomasową męskość i ścisnęło ją mocniej.
-To na co czekasz?-Zapytał, bezczelnie przekuwając komplement na swoją stronę i posyłając ciemnowłosemu brutalnie wyzywające spojrzenie, doprawione pytająco uniesioną brwią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 681


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Nie Paź 08, 2017 11:01 pm

Na dzieło sztuki – odparował natychmiast, a jego cwany uśmiech w tej chwili wydawał się być pociągający. Panu Barrowi nie można było odmówić niebezpiecznego uroku, który w połączeniu z pewnością siebie i zgrabnym ciałem tworzył wyjątkowo nieprzyzwoite połączenie.
Przesunął się tak, by otrzeć pośladkami o rysującą się na spodniach męskość. Zadbał o to, by twardy kutas wsunął się między kształtne półkule. Oparł dłonie o jego szeroki tors, ułatwiając sobie to zadanie. Teraz to on podle igrał z pragnieniami mężczyzny i znów z tym bezczelnym egoizmem brał dla siebie większość przyjemności. Kiedy poruszył biodrami w rytm powolnych, ale intensywnych pieszczot.
Nie zdawał sobie nawet sprawy, że patrzy na tego cholernego drania w ten sam sposób, co on na niego. Podobało mu się to silne ciało, chciał mu ulegać. Z fascynacją obserwował, jak światło świecy sięga skóry mężczyzny i maluje cienie tuż pod mięśniami, podkreślając każdy z nich, barwiąc ją na złoto. Miał ochotę przesunąć językiem po każdej z tych krawędzi, wyrysować ją śliną, przytulić policzek.  
Ugiął palce, minimalnie wbijając paznokcie w skórę. Wygiął plecy w łuk i odchylił głowę, wypuszczając gwałtownie powietrze, gdy doznania okazały się zaskakująco intensywne. Wrócił do niego spojrzeniem z błyskiem w ciemnych oczach.
A co ja powinienem z panem uczynić? – Zadał mu to samo pytanie, przesuwając dłoń na sutek i powoli wyrysowując wokół niego kręgi, nie dotykając jednak niecierpliwie sterczącej brodawki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CrazyLuckyBastardI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 16/09/2017
Liczba postów : 87


Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Nie Paź 08, 2017 11:57 pm

Słysząc błyskotliwą ripostę uśmiechnął się niczym zadowolony kocur, widocznie rad z towarzystwa kogoś na swoim poziomie. W tej chwili bardzo trudno było mu zdecydować, czy bardziej pociąga go zniewalające ciało mężczyzny, czy jego przenikliwy umysł. Doprawdy...-Zabawna rzecz, anglicy...-Odparł parafrazując swoją wcześniejszą wypowiedź, kręcąc przy tym głową z rozbawieniem. Było jasne, że nie zamierza wziąć słów Thomasa na poważnie. Droczył się z nim, cały czas mając na twarzy swój niedostępny dla reszty współpracowników, przebiegle wyzywający uśmieszek pełen wewnętrznej pewności siebie. Spojrzenie jakim obdarował go ciemnowłosy sprawiło, że wciąż zamknięty w sidłach spodni kutas drgnął niecierpliwie, domagając się więcej uwagi. Mężczyzna poruszył biodrami, obserwując z satysfakcją, jak jeszcze chwilę temu drażniący go spryciarz sam wygina się od nadmiaru wrażeń. Korzystając z okazji Leon puścił na chwilę jego przyrodzenie i odsunął szufladę jednaj z nocnych szafek wyciągając z niej mały słoiczek z przezroczystym żelem. Postawił go na materacu i odkręcił zgrabnym ruchem, zaraz zanurzając w nim palce prawej ręki. Słowa Thomasa sprawiły, że mężczyzna ponownie poruszył biodrami, spychając siedzącego na nim lokaja nieco do przodu. Chwilę później jego palce bezbłędnie odnalazły zaciśnięty punkt między jędrnymi pośladkami mężczyzny, krążąc wokół niego złośliwie przez parę dłużących się sekund. Druga ręka prześlizgnęła się tymczasem z Thomasowego biodra na kark, by Leon mógł przyciągnąć go do siebie i pocałować przeciągle, wciąż dręcząc go powolnymi ruchami wokół wejścia. Przekręcił się znów, by ponownie znaleźć się nad swoim gościem i zbliżywszy się do jego ucha, odparł w końcu, szepcząc zmysłowo.
-Zachwyć mnie.-Powiedział zagłębiając się w niego obydwoma palcami na raz i złączył się z nim w pocałunku, tłumiąc ewentualne, mogące ich zdradzić odgłosy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 681


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Pon Paź 09, 2017 9:40 pm

Nie tylko jęk mógł stłumić w tym pocałunku, ale również protest. Thomas oparł dłonie na jego muskularnych ramionach w obronnym geście, jednak nie spróbował go odepchnąć. Wolał skupić się na gwałtownym pocałunku niż na budzącym dyskomfort uczuciu rozpierania. Nie uciekł biodrami i nie spróbował zacisnąć ud, za to gdy tylko oderwali się od siebie na chwilę, by zaczerpnąć oddech z pierwszym wydechem wyszeptał.
Sukinsyn.
Bezwiednie i cicho. Nie było już dystyngowanego pana Barrowa w perfekcyjnej liberii. Przekleństwa nieczęsto padała z jego warg, ale to wydało się niemalże pieszczotliwe, ponieważ wypowiedział je namiętnym, mrukliwym tonem i zaraz potem na powrót wpił się w wargi wyciągnięte w cwaniackim uśmiechu. Niemalże agresywnie i niecierpliwie. Wsunął palce w potargane włosy mężczyzny i zacisnął je mocno, odrobinę szarpiąc za dłuższe kosmyki.
Wolna ręka znalazła się między ich rozpalonymi ciałami i próbowała poradzić sobie z zapięciem spodni, zwinne palce dość sprawnie, pomimo licznych doznań, manewrowały przy guziku.
Chciał go dotknąć. Poczuć.
Czy to nie była pierwsza myśl, która pojawiła się w głowie Thomasa, gdy zobaczył go pod Downton Abbey, palącego papierosa? Całkiem nagi wyglądałby niemożliwe pociągająco.
A do tego nadal uśmiechałby się z pewnością siebie. Większość traciła ją wraz z odzieniem. Leon zdawał się raczej zyskiwać.
W końcu guzik odskoczył, a Thomas mógł wsunąć swobodnie dłoń pod materiał spodni.

_________________
Underneath it all we’re just savages
Hidden behind shirts, ties and marriages
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CrazyLuckyBastardI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 16/09/2017
Liczba postów : 87


Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Pon Paź 09, 2017 10:34 pm

Gdy tylko ręka Thomasa znalazła się w jego spodniach Leon westchnął przeciągle, przymykając oczy z zadowolenia i uśmiechnąwszy się zadziornie, spojrzał wprost w oczy ciemnowłosego, unosząc delikatnie brew. -Czyżbyś się niecierpliwił, Barrow?-Zaczepił, odchylając się na chwilę by mieć szerszy obraz. Wprawne palce szukały w ciele lokaja konkretnego miejsca, jednak nie śpieszyły się, przeciągając jego agonię. Cofnął rękę na moment potrzebny do nabrania większej ilości żelu i wszedł w niego ponownie, wsuwając się znacznie głębiej. Nie chcąc jednak przesadzić, kolejne ruchy wykonywał wolniej, cofając i wsuwając palce powolnymi, kulistymi ruchami.-Sam przecież powiedziałeś,
że należy ci się wiele uwagi, czyż nie?
Zapytał, przeczesując włosy palcami drugiej ręki by mieć czysty obraz. Znów oceniał go niemal niczym świeżo ustrzeloną zdobycz. Rozpalonego, niecierpliwego, pełnego wewnętrznej pasji. -Nie przeszkadza ci chyba, że stosuję się do twoich zaleceń, prawda?Kto by przypuszczał, że nacodzień opanowany, cyniczny król nieczystych zagrań wiecznie kryjący się za maską wyższości i sarkazmu skrywa w sobie tyle nieprzyzwoitych, zupełnie niegodnych cech. -Nie chciałbym, żebyś wyszedł stąd niedopieszczony...Sam rozumiesz...-Zagadnął uprzejmie i z zadowoleniem odkrył wreszcie interesujący go punkt. Rozmasował go nieśpiesznie, ciesząc oczy rozgrywającym się tuż przed nim spektaklem. Być może, tylko być może przeginał nieco, drażniąc Thomasa w ten sposób, zwłaszcza, że jego własna samokontrola zaczynała przegrywać z rosnącym w nim poczuciu niespełnienia. Znakomitą podporą stała się jednak ciekawość, która kazała mężczyźnie sprawdzić, do czego posunie się Barrow, jesli go odpowiednio sprowokować. Ostatecznie, albo podda się tym jakże bezczelnym torturom, albo przyzna, że nadmiar uwagi nie jest mu potrzebny i zacznie domagać się czegoś więcej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 681


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Pon Paź 09, 2017 11:31 pm

Thomas Barrow przyznający się do pomyłki? Nie sprzeniewierzyłby się własnemu przekonaniu o nieomylności, podobnie jak nie porzuciłby papierosów i nie zrezygnował ze swojej dumy.
Gra znów toczyła się tylko o to, który pierwszy z skapituluje. Mężczyźni rywalizowali na każdym polu, a twarde mięśnie na większości z nich nie dawały przewagi Leonowi. Trudno było obojętnie patrzeć na to, jak bezwstydnie reaguje pan Barrow.
Przycisnął usta do własnego przedramienia, by stłumić zdradliwe odgłosy. Ciało bezbronnie opadło na łóżko, a brzuch drżąc unosił się w górę w płytkich, pospiesznych wdechach. Thomas rozchylił powieki, spoglądając w kierunku tego cholernego idioty, który z taką wprawą i przerażającą łatwością pozbawił go osłony w postaci dobrych manier i cynicznego uśmiechu.
Rozchylił uda, ułatwiając mu te podłą zabawę, która sprawiała tyle satysfakcji przynajmniej jednej stronie. Leon mógł obserwować, jak ciało nie tylko ulega jego dotykowi, a wręcz samo się go domaga. Thomas bezczelnie zabrał dłoń z jego rozpiętych spodni i przeniósł ją na własną męskość.
Ja nie wyjdę niedopieszczony – mruknął z tą drażniącą, pewną nutą. Nabierając gwałtownie powietrza do płuc, kiedy przez jego ciało przebiegła kolejna eksplozja przyjemności. – A pan?
Leon musiał zastanowić się, czy nie on sam jest zdobyczą. Szczególnie, gdy obserwował, jak lokaj z taką wprawą dotyka własnego członka. Wyglądał apetycznie, gdy sprawiał sobie przyjemność w rytm pieszczot mężczyzny.
Nagle stał się pan taki nieśmiały?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   

Powrót do góry Go down
 
Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
 Similar topics
-
» Zajebisy Kurnik (czyli dom Nathaira)
» Fetysze - czyli nie bądźmy gorsi!
» Świerszcze w tle, czyli porażające pustki w grupach.
» Charlie Charlotte Mounhabierre, czyli twór bliżej nieokreślony.
» Pęcherze, ugryzienia i petryfikacja, czyli o tym jak poprawnie złapać bazyliszka...

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zona scriptum :: Spin-off-
Skocz do: