CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 Chyba że przepisy stanowią inaczej

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
LirielChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/06/2017
Liczba postów : 101


Cytat : Niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie.
Wiek : 22
Female


PisanieTemat: Chyba że przepisy stanowią inaczej   Wto Wrz 26, 2017 7:41 pm


Widzieli się kilka razy. Zawsze poprzestawali na uprzejmościach, zajęci swoimi sprawami. On przyjaźnił się z Theo, jego kuzynem. A może łączyło ich coś więcej? Lucien nigdy w to nie wnikał. Życie Theo nigdy specjalnie go nie interesowało.
Być może na Lefterisa również nie zwróciłby uwagi. Zadecydował przypadek. To, że akurat tego dnia miał skontrolować bilety w autobusie, którym on jechał. To, że rozpoznali się, a Lefteris postanowił do niego zagadać. Zawsze był gadułą.
Tak, to zwykły zbieg okoliczności.

Kamień, który wywołał lawinę.

_________________
Avatar: odkopany gdzieś w Internetach
Gif: Tumblr
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LirielChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/06/2017
Liczba postów : 101


Cytat : Niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie.
Wiek : 22
Female


PisanieTemat: Re: Chyba że przepisy stanowią inaczej   Wto Wrz 26, 2017 7:46 pm


Imię i nazwisko: Lucien Röthlingsberger
Wiek: 22 lata
Pochodzenie: Lozanna, Szwajcaria; od piątego roku życia mieszka z matką w Rzymie
Wygląd: stosunkowo wysoki, acz w sposób nie wyróżniający się z tłumu; również jego budowa ciała jest całkowicie przeciętna, nie pozwalając go zakwalifikować ani jako kościotrupa, ani kulturystę. Oczy – ot, brązowe, dość ciemne, i o zaskakująco długich rzęsach. Włosy – sięgające ramion czarne loki.
Tym, co go odróżnia, jest natomiast stosunkowo jasna cera, dużo bledsza, niż u standardowego Włocha. I ewentualnie ta wiecznie ciężka torba, którą uparcie nosi ze sobą wszędzie, ignorując bóle kręgosłupa i pytające miny gapiów.
Historia: ojciec-Szwajcar, matka-Włoszka. Ich romans był krótki i burzliwy, a Lucien nigdy nie poznał jego konkretnego przebiegu. Dość, że zaowocował dzieckiem i serią awantur. W wyniku jednej z nich chłopak wrócił wraz z matką do jej rodzinnego miasta, Rzymu. W ich życiu zrobiło się spokojniej, choć bez wątpienia mniej dostatnio – ojciec nigdy nie kwapił się do wypłacania alimentów w odpowiedniej wysokości i w odpowiednim czasie, matka zaś nie chciała wchodzić na drogę sądową. „Szkoda czasu, pieniędzy i nerwów” – powtarzała, a jej syn wiedział, że chodziło głównie o to ostatnie. Nie chciała walczyć z człowiekiem, którego kiedyś kochała. Miała dość na głowie, samotnie wychowując syna oraz siostrzeńca, którego adoptowała kilka lat później, po tym, jak jego rodzice zginęli w wypadku samochodowym.
Cóż, Lucien nie miał takich oporów. To głównie sytuacja rodzinna zmotywowała go do podjęcia studiów prawniczych, w nadziei, że rozwiąże nie tylko własne problemy, ale też pomoże reszcie świata w podobnej sytuacji. Rok później podjął też studia na drugim kierunku, filologii klasycznej, by dać zadość swojemu odwiecznemu zainteresowaniu starożytnym Rzymem. Dwa kierunki, praca dorywcza i przede wszystkim mocno wygórowana ambicja sprawiły, że Lucien stał się stosunkowo rozpoznawalną osobą na uczelni, nawet, jeśli jego krąg towarzyski był stosunkowo wąski. Ot, człowiek-widmo. Ponoć widziano go kiedyś, jak szedł z jakąś kobietą trzymając się za rękę, ale w gruncie rzeczy nikt nie potrafił potwierdzić tej plotki.
Zdecydowany przełom nastąpił w momencie, gdy poznał Hadriana Wahrheita, krakowskiego studenta przebywającego na ich uczelni w ramach programu ERASMUS. Początkowo połączyły ich studia i wygórowana ambicja – a z czasem o wiele więcej.

Cóż. I bez Hadriana, ta historia byłaby pokręcona.

Ciekawostki:
- ma dwa psy, niezwykle wyrośnięte wilczury o imionach Remus i Romulus. Ich podstawowym zajęciem jest straszenie gości i zmuszanie właściciela do przerwy od nauki i pracy. Jak inteligentne by nie były, same się nie wyprowadzą.
- oprócz włoskiego, biegle posługuje się niemieckim i francuskim; stosunkowo dobrze zna też angielski i łacinę.
- pracuje jako kontroler biletów w komunikacji miejskiej.
- zdecydowanie należy określić go mianem pracoholika. Nie lubi spontanicznego działania, a przede wszystkim marnowania czasu i na wszelkie tego przejawy potrafi reagować nerwowo.
- ma tragiczną chorobę morską. O ile poruszanie się po lądzie nie sprawia mu problemów, o tyle nawet obserwowanie statków na morzu ma u niego tragiczne skutki.
- nosi soczewki, bez których jest ślepy jak kret.
- fan Depeche Mode. Nawet, jeśli nie nosi koszulek z logiem zespołu i nie wiesza plakatów na ścianach, jego telefon zawalony jest ich dyskografią. Na płyty mimo wszystko sobie nie pozwolił – ot, zbędny wydatek.
- skoro o telefonie mowa, to językiem ustawionym tam jako domyślny jest łacina.
- a w kwestii garderoby – Lucien nosi się schludnie, choć zdecydowanie nie kupuje rzeczy z najwyższej półki. Jak korposzczurek. Albo typowy student prawa.
- częstokroć ma też typowe dla studenta wory pod oczami. Cierpi bowiem na tragiczną bezsenność.
- jak było już wspomniane, jedną z jego pasji jest starożytny Rzym. Namiętnie wprowadza rzymskie paremie do swoich wypowiedzi – a warto nadmienić, że jest bardzo dobrym mówcą, nawet, jeśli bez potrzeby nieustannego przebywania w centrum uwagi.
- kucharzem za to jest beznadziejnym. Na szczęście serów gotować nie trzeba, a to właśnie one stanowią jego największą kulinarną miłość.

_________________
Avatar: odkopany gdzieś w Internetach
Gif: Tumblr
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LadySilvanaChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 03/07/2017
Liczba postów : 13


Female


PisanieTemat: Re: Chyba że przepisy stanowią inaczej   Wto Wrz 26, 2017 9:56 pm


Imię i nazwisko: Eleftherios (Lefteris) Katsaros
Wiek: 21
Pochodzenie: Chania, Kreta
Wygląd: najprościej mówiąc - chuderlawy kurdupel z burzą ciemnych loków, ładną buzią i orzechowymi oczami. Nawet pomimo faktu, że sterczące na wszystkie strony brązowe kędziorki dodają mu optycznie kilka centymetrów, od większości swoich znajomych jest niższy o jakąś głowę, przy czym zupełnie mu to nie przeszkadza. Zbyt duże koszule i bluzy, które zwykł nosić podkreślają jego drobną budowę, wisząc na nim jak na wieszaku; szkieletorem jednak nie jest i widać to bardzo dobrze, kiedy tylko pozbędzie nadmiarowych warstw.
Ma dołeczki, kiedy się uśmiecha.
Historia: Pełnokrwisty Grek, wyspiarz. Nieszczególnie wylewnie opowiada o swoim życiu rodzinnym, ale zdaje się, jakby jego życie na słonecznej Krecie przypominało wieczne wakacje. Mieszkał wraz z ojcem handlowcem, właścicielem-założycielem cenionej lokalnie firmy i sporo starszym bratem, który poprowadził swoją karierę w podobnym kierunku. Nawet jeśli to mogłoby wydać się oczywiste, rodzina nie postawiła wobec Lefterisa i jego przyszłego zawodu żadnych oczekiwań, więc młody mógł pójść własną drogą. Początkowo planował wyjechać na studia artystyczne do Aten, jednak ostatecznie koleje losu sprawiły, że wylądował w Rzymie. Sam chyba nawet nie wie dlaczego, na pewno dużą rolę odegrała chęć zamieszkania w wielkim mieście, które nie jest tak brzydkie i tak nudne jak grecka stolica. Również jego całkiem przyzwoita znajomość włoskiego stanowiła argument do przeprowadzki właśnie tam, do Wiecznego Miasta.

Ciekawostki:
- pracuje w klubie nocnym jako tancerz; uwielbia być w centrum uwagi i robić z siebie przedstawienie
- pali papierosy, najbardziej lubi te miętowe
- studiuje architekturę wnętrz
- jest w posiadaniu zatrważającej ilości szkicowników, a ołówki można znaleźć w jego mieszkaniu dosłownie wszędzie, także w łazience
- fascynuje się sztuką renesansu, więc pod tym względem, Włochy to chyba najlepsze miejsce, do jakiego mógł trafić
- próbuje uczyć się języka rosyjskiego na własną rękę, bo podoba mu się jego brzmienie; akcent ma jednak tragiczny
- ma okropną alergię na truskawki

_________________
Let's play a funny little game.


Ostatnio zmieniony przez LadySilvana dnia Sob Lut 17, 2018 8:31 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LadySilvanaChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 03/07/2017
Liczba postów : 13


Female


PisanieTemat: Re: Chyba że przepisy stanowią inaczej   Sob Wrz 30, 2017 9:35 pm

Wieczór był wyjątkowo ciepły, nawet jak na włoskie standardy. Jasnoniebieska, dżinsowa kurtka, którą złapał zapobiegawczo, wychodząc z mieszkania, dyndała przewieszona przez torbę jak jakiś łup wojenny. Jej rękaw sunął smętnie po ziemi, zbierając z niej cały piach i kurz, ale Lefteris oczywiście tego nie zauważył. Nie zwracał uwagi na takie drobiazgi.
Założył słuchawki, podłączył je do telefonu i odciął się od odgłosów Wiecznego Miasta tą znienawidzoną przez wszystkich latynoską piosenką, która szturmem wdarła się do chyba wszystkich możliwych stacji radiowych. Lefteris jednak należał do tej szlachetnej mniejszości, która nie dostawała od jej wesołych brzmień kurwicy. Ba, nawet ją lubił – często gościła w repertuarze koncertów pod prysznicem, których niestety jedyną publiczność stanowiła niepozorna gumowa kaczuszka stojąca na półeczce nad umywalką w ramach dekoracji.
Szybko zaczął się kołysać do rytmu, umilając sobie oczekiwanie na autobus, jak zwykle spóźniony. Lef nie przejmował się tym zbytnio, wszyscy w pracy zdążyli się już przyzwyczaić, że zawsze pojawiał się na ostatnią chwilę i był zbyt grecki, żeby chociaż raz spróbować wyjść wcześniej mimo wielokrotnych sugestii. W normalnych warunkach notoryczne spóźnianie się zapewne zdrowo zagroziłoby jego karierze, ale nie w tym przypadku. Uwił sobie takie gniazdko, że był o swoją posadkę zupełnie spokojny. Szef go lubił, to po pierwsze. Krążyły nawet plotki o ich romansie, które obydwaj starali się dementować, ale cóż, nie wychodziło. Po drugie, lubili go goście klubu. A po trzecie i najważniejsze, ilu facetów tak naprawdę byłoby chętnych kręcić dupą przed publiką? Męską publiką? I ilu z tych chętnych facetów potrafiło całkiem nieźle tańczyć na rurze? No właśnie.
Po czwarte, Włosi też mieli punktualność głęboko w poważaniu.
Autobus w końcu się zjawił. Dość zatłoczony, ale nie stanowiło to dla Lefiego większego problemu. Dziarsko wkroczył do wehikułu i…
- O, hej, Lucien!
Ściągnął słuchawki i uśmiechnął się szeroko. Kuzyn Theo był ostatnią osobą, którą spodziewałby się akurat w tym autobusie akurat o tej godzinie, ale nie omieszkał zagadać, kiedy tylko go wypatrzył. Poprawka, kiedy tylko prawie na niego wlazł, potykając się o nieszczęsny rękaw kurtki.

_________________
Let's play a funny little game.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LirielChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/06/2017
Liczba postów : 101


Cytat : Niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie.
Wiek : 22
Female


PisanieTemat: Re: Chyba że przepisy stanowią inaczej   Sob Wrz 30, 2017 10:17 pm

Rzym był przepięknym miastem, nierozerwalnie związanym z całym życiem Luciena. Tu mieszkał od ponad piętnastu lat; tu kryła się historia całej współczesnej cywilizacji. Sama myśl o tym potrafiła wywołać u niego dreszcz emocji.
Jednocześnie jednak Rzym nieustannie doprowadzał go do szału. Nie, cały ten kraj działał mu na nerwy - chociażby ze względu na tę wszechobecną ignorancję, eufemistycznie określaną jako pogoda ducha. Najgorsze było jednak powszechne spóźnialstwo. Niczym ogarnięci jakąś przeklętą chorobą cywilizacyjną, mieszkańcy Rzymu całkowicie ignorowali fakt istnienia zegara. Dotyczyło to nawet kierowców komunikacji miejskiej, dodatkowo spowalnianych przez wszechobecne korki. Na litość boską, każdego doprowadziłoby to do szału!
A jednak tego dnia, gdy autobus zajechał na przystanek, Lucien czuł przede wszystkim zmęczenie. Od kilkunastu minut wbijał wzrok w ekran telefonu; na szczęście już dawno nauczył się wykorzystywać takie sytuacje na powtarzanie materiałów, starannie poukładanych w poszczególnych folderach. Mimo wieczornej godziny, jego dzień wcale się nie kończył. Skoro i tak przyjdzie do domu później, niż planował, spróbuje ograniczyć ilość czekającej go roboty do minimum.
Ciekawe, czy jutro Hadrian też skombinuje nam śniadanie?
Mógłby. To byłaby dobra okazja, by porozmawiać. Nie szło im to ostatnio najlepiej.

- O, hej, Lucien!
Uniósł gwałtownie głowę, czując, jak rosnące na niej loki podskakują zabawnie. Ktoś z wydziału, w tej części miasta? W dodatku wieczorem?
Och. Chyba nie.
Potrzebował dłuższej chwili, by rozpoznać osobę, która go zagadała. Zasadniczo ludzie dzielili się na trzy kategorie - bliskie osoby, mające absolutne pierwszeństwo w uzyskiwaniu atencji Luciena, ludzi z wydziału, których należało obserwować i utrzymywać z nimi kontakty choćby z czysto pragmatycznych pobudek, oraz całą resztę. Ci ostatni zdecydowanie zbyt często wylatywali z jego pamięci.
Cóż, ten tutaj niewątpliwie go znał. Nie to, żeby zamienili ze sobą więcej niż kilka słów - jeśli Grek ich odwiedzał, to przychodził przede wszystkim do Theo, a ten zamykał się z nim w pokoju, co najmniej jakby mieli dyskutować na temat podboju świata. Lucien nigdy nie odczuwał potrzeby, by dociekać, co dokładnie ich łączy. Ot, nie jego sprawa.
Ważniejszą sprawą było, jak ten Grek właściwie miał na imię?
- Och. Cześć - odpowiedział, zmuszając się do nadania swojemu głosowi uprzejmego tonu. Owszem, był zmęczony, ale co z tego? Wiedział, w co się pakuje.
- Hej, uważaj. - Zareagował zaskakująco szybko, choć, na szczęście, rozmówca zdołał zachować równowagę. Lucien spojrzał przelotnie na wiszący smętnie rękaw kurtki.
Ech. Klasyka gatunku w tym kraju.
- Jedziesz do mojego kuzyna? - zagadał od niechcenia. Nie było nic gorszego, niż niezręczna cisza, chociaż tyle wyciągnął ze studiów. A skoro i tak powinien odczekać przynajmniej dwie minuty, nim zacznie przeprowadzać kontrolę...

_________________
Avatar: odkopany gdzieś w Internetach
Gif: Tumblr
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LadySilvanaChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 03/07/2017
Liczba postów : 13


Female


PisanieTemat: Re: Chyba że przepisy stanowią inaczej   Nie Paź 01, 2017 5:23 pm

W akcie desperackiej próby zachowania równowagi złapał się oburącz za rurę, na której był umieszczony przycisk otwierania drzwi. Na szczęście oszczędził Lucienowi zbyt bliskiego spotkania z jego greckim cielskiem, Theo często wspominał, że jego kuzyn aż za bardzo ceni sobie swoją przestrzeń osobistą. Często też nazywał go przy tym kijem od miotły, przez co Luc czasem wizualizował mu się jako taki kawał drewna z głową człowieka.
Zaśmiał się gromko, nie wiedząc w sumie, czy rozśmieszyła go jego własna niezdarność, czy ta komiczna wizja. Lef, co ci siedzi w tym czerepie…
- Przepraszam, jak zawsze muszę mieć wejście smoka – wydusił z siebie, kiedy już udało mu się złapać oddech. Odrzucił niesforne kędziory z czoła i zlustrował Luciena wzrokiem, bo chyba nigdy nie miał okazji przyjrzeć mu się z bliska jakoś dokładniej. Hm, przystojny. Tylko blady jakiś. - Nie, dzisiaj się z Theo nie widzimy, jadę do pracy – oznajmił dziarsko, zerkając przy okazji na godzinę w telefonie. Miał wrażenie, że jego rozmówca spojrzał się cokolwiek dziwnie na jego cudowną obudowę z ukochanym Totoro, ale cóż, wszyscy zawsze się patrzyli.
- Ciężko tam u ciebie na tym prawie, nie? Słyszałem, że studiujesz dwa kierunki – zagadał niezrażony, uśmiechając się miło. - Wyglądasz na dość zmęczonego.

_________________
Let's play a funny little game.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LirielChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/06/2017
Liczba postów : 101


Cytat : Niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie.
Wiek : 22
Female


PisanieTemat: Re: Chyba że przepisy stanowią inaczej   Pon Paź 02, 2017 2:59 pm

Ekchm, tak. Nie to, żeby wcześniej nie zauważył, że przyjaciel Theo jest cokolwiek osobliwy, po prostu teraz uświadomił to sobie z całą mocą.
Odruchowo cofnął się o krok. Tak, cenił sobie dystans, zupełnie inaczej niż przyjęło się we włoskiej kulturze. I cenił sobie powagę. To chyba dlatego na widok obudowy z Totoro jego brwi uniosły się mimowolnie do góry.
Czemu coś, jakaś przedziwna intuicja, podpowiadało mu, że wcale nie jest to najdziwniejsza rzecz w repertuarze tego gościa?
- Nic się nie stało - mruknął. Na litość, czemu ten Grek tak mu się przyglądał? Miał coś na czole?
Albo podziwiał go jak zwierzątko w zoo. Ostatecznie, student prawa to osobliwość sama w sobie...
- Tak. Jeszcze filologię klasyczną. - Zabawne. Nikt nie potrafił zapamiętać jego drugiego kierunku - szczytem możliwości było zapamiętanie, że chodzi o coś z łaciną - ale o studiowaniu prawa pamiętali absolutnie wszyscy. Czasami miał wrażenie, że wątpliwa fama z tym związana wyprzedza nawet jego imię.
Właśnie. Jak ten chłopak, do diabła, ma na imię?
- I staram się łączyć to z pracą. Łatwo nie jest, ale jakoś idzie. - Nie znosił się przechwalać, ale jeszcze bardziej skarżyć się na swoją ciężką niedolę. Skoro dobrowolnie się zgodził, to nie było nad czym płakać, prawda? Zwłaszcza, że, przynajmniej na razie, stał na nogach i jako-tako dawał radę.
- Ty też studiujesz, nie? Po pracy odsypiasz na wykładach, czy znalazłeś sposób na niespanie? - Ostatecznie, było dość późno. Lucien najchętniej sam zwinąłby się w kłębek na tylnych siedzeniach.
Ech. A skoro o tym mowa...
- Wybacz na chwilę - mruknął, sięgając do torby. Po chwili - nie na darmo układał rzeczy według starannie opracowanej strategii - wyjął z niej czytnik oraz plakietkę, którą zawiesił sobie na szyi. Imię, nazwisko, numer identyfikacyjny, zdjęcie. Nic specjalnego.
- Proszę przygotować bilety do kontroli! - krzyknął, nagle całkowicie zmieniając ton głosu; był dość głośny, by usłyszał go kierowca i jednym przyciskiem zablokował kasowniki.
Ot. Za dziesięć minut będą mogli kontynuować rozmowę. O ile jego rozmówca nie wyjdzie wcześniej. I o ile nikt nie zrobi mu dzikiej awantury. Miło by było.

_________________
Avatar: odkopany gdzieś w Internetach
Gif: Tumblr
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LadySilvanaChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 03/07/2017
Liczba postów : 13


Female


PisanieTemat: Re: Chyba że przepisy stanowią inaczej   Nie Paź 08, 2017 7:21 pm

Lefteris zamrugał. Wpatrywał się przez chwilę w swojego towarzysza rozmowy w kompletnym osłupieniu, jakby nagle jego mózg postanowił walnąć błąd 404 i się zresetować. Och, prawnik, filolog, a do tego kanar? Takiego obrotu spraw się nie spodziewał…
Kiedy pasażerowie wokół zaczęli uzbrajać się w swoje bilety, jakby szykowali się do masowego mordu na kasownikach, coś mu w tym kudłatym czerepie zaświtało. Zaczął intensywnie szukać swojego prywatnego prostokątnego papierka po wszystkich kieszeniach, czując na sobie wyczekujące spojrzenie Luciena. Całkiem niedawno udało mu się zgubić kartę z biletem okresowym, toteż niestety przez jakiś czas musiał zadowolić się jednorazówkami. A te były o tyle upierdliwe, że ciągle trzeba było kupować nowe.
Właśnie…
W momencie, kiedy jego ręka powędrowała do ostatniej możliwej kieszeni, uśmiechnął się do siebie triumfalnie i wyjął z niej pomięty bilet. Niestety, kiedy spojrzał na niego przelotnie, odkrył związaną z nim smutną prawdę. Zachichotał nerwowo i zwrócił wzrok na Luciena.
- No nie, nie wierzę – rzucił do siebie i zaśmiał się znowu. Potargał sobie loczki, które podskoczyły śmiesznie. Zawsze tak robił, jak zmalował coś głupiego i nadeszła pora, żeby się wytłumaczyć. - Chyba zapomniałem skasować. Niee, to trzeba być mną, naprawdę. - Pomachał mu przed oczami nieszczęsnym biletem. - Ja pierdzielę, kiedyś zgubię głowę…
Zaczął szperać w torbie w poszukiwaniu portfela. Nawet nieszczególnie przejął się faktem, że będzie musiał zapłacić ten mandat, bardziej bawiła go cała otoczka tej sytuacji. I ten Lu, jak taki Brutus, który wbija mu sztylet. Albo raczej czytnik. Prościutko pod żebra.
Odnalezienie portfela w torbie zdawało się być czynem heroicznym, bo zajęło mu to całkiem długo. Mało kto miewał tam taki bajzel, damska torebka mogłaby się schować. Kiedy już wyciągnął to, co trzeba, machinalnie sięgnął ręka po grecki dowód osobisty, ale szybko się wycofał.
- Nie umiesz czytać po grecku, nie? - zapytał rozbawiony i wrzucił plakietkę do losowej przegródki. - Może być legitymacja?
Eleftherios Katsaros. Accademia di Belle Arti di Roma.

_________________
Let's play a funny little game.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LirielChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/06/2017
Liczba postów : 101


Cytat : Niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie.
Wiek : 22
Female


PisanieTemat: Re: Chyba że przepisy stanowią inaczej   Pon Paź 09, 2017 7:56 am

Mógłby to już w sumie określić jako standard. Nie pierwszy raz w jego, skądinąd krótkiej, kanarskiej karierze spotkał pasażera bez ważnego biletu, który próbuje grać na zwłokę. Tyle dobrego, że zamiast wyskoczyć na niego z wyzwiskami i pięścią (nie to, by Lucien podejrzewał to chuchro o posiadanie jakieś zaskakującej siły), otwarcie przyznał się do swojej pomyłki. Przynajmniej załatwią sprawę nieco szybciej; naprawdę nie miał dzisiaj czasu na użeranie się z kimkolwiek. Zbyt dużo zostało do zrobienia.
Tak, niewątpliwie było to kwestią priorytetową. A jednak nawet Lucien, skoncentrowany na zrealizowaniu wszystkich punktów ze swojego planu dnia, miał świadomość, że wystawienie mandatu znajomej (względnie) osobie, z którą przed chwilą się rozmawiało...
Jest słabe?
O to chodziło? A może o to, że gdyby sytuacja była mniej niefortunna, naprawdę uśmiechnąłby się, obserwując te heroiczne zmagania z torbą, w której było chyba absolutnie wszystko?
Zmęczony już jesteś chyba.
- Tak, może być - odpowiedział obojętnie, biorąc od niego legitymację. Wypisanie druczku zajmie zaledwie chwilę; wystarczyło nanieść nań dane, skoro na dokumentach wpisano już kwotę. Swoją drogą, podwyższono ją już któryś raz w tym roku. Lucien do teraz pamiętał swoje zaskoczenie, gdy zobaczył ją po raz pierwszy.
Dla większości studentów to była zabójcza suma. Gdyby się nie zagadali...
Tak. Tę sytuację niewątpliwie można było określić jako przypał.
- Kawa? - Składanie takich propozycji podczas wykonywania obowiązków służbowych nie było szczytem profesjonalizmu; starał się więc mówić możliwie cicho, częściowo zasłaniając twarz wypełnianym druczkiem. - Piątek, siedemnasta?
W sumie, po co mu to było? Żeby uciszyć sumienie? Najpewniej. Gdyby Hadrian wiedział o tej sytuacji, miałby przedni ubaw.
Albo by się wściekł.

_________________
Avatar: odkopany gdzieś w Internetach
Gif: Tumblr
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LadySilvanaChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 03/07/2017
Liczba postów : 13


Female


PisanieTemat: Re: Chyba że przepisy stanowią inaczej   Pią Paź 13, 2017 4:00 pm

Przez dobrych kilka chwil myślał, że się przesłyszał. Stał tak jak wryty, obserwując tylko, jak Lucien wypisuje karę śmierci dla jego portfela.
- Co? - wydusił z siebie w końcu i zaśmiał się, jakby ktoś mu właśnie opowiedział żart. Jeden z tych żartów, które są zbyt dziwne, żeby zareagować jakoś inaczej. Lefteris odebrał swoją legitymację wraz z druczkiem grozy i zerknął na Luciena spod uniesionych brwi. Obaj zakołysali się w rytm skrętu pojazdu.
- Nie no, jak dla mnie może być, na kawę zawsze chętnie. - Uśmiechnął się promiennie. - Wyjaśnisz mi wtedy skąd ten pomysł, tak nagle – dorzucił, słysząc, jak autobusowy głos oznajmia kolejny przystanek. - Właściwie to mogę już wysiąść? Bo muszę tutaj, a nie wiem, czy z jakiegoś powodu mam ci jeszcze potowarzyszyć przy pracy, czy nie.
Chowając obie rzeczy do portfela, spojrzał na mandat. No, kwota nie jest taka zła, wydawało mu się, że będzie gorzej. Co najwyżej nie kupi w tym miesiącu nowych butów, ale na jedzenie wciąż go stać. I na kawę, swoją drogą. To zaproszenie było chyba ostatnią rzeczą, jakiej się dzisiaj spodziewał, a już zwłaszcza z ust kuzyna Theo. Kuzyna Theo, którego zupełnie nieoczekiwanie spotkał w swoim autobusie, i który, też zupełnie nieoczekiwanie, postanowił wlepić mu mandat, bo okazał się kanarem.
Co tu się w ogóle odwaliło...

_________________
Let's play a funny little game.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LirielChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/06/2017
Liczba postów : 101


Cytat : Niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie.
Wiek : 22
Female


PisanieTemat: Re: Chyba że przepisy stanowią inaczej   Nie Paź 15, 2017 9:50 pm

Dziko. Nie dało się inaczej skomentować tej sytuacji.
Jakaś część jego umysłu krzyczała, że właśnie się wkopał. A jeśli nie wkopał, to przynajmniej solidnie skompromitował. Z drugiej strony, na litość boską, co innego miał zrobić? Skoro już zaliczył wtopę, to mógł chociaż spróbować jakoś to zrównoważyć, prawda?
A dlaczego właściwie masz się tym przejmować?
Mógłby przysiąc, że głos sumienia w jego głowie przemawiał głosem Hadriana.
- Jasne - mruknął, dalej tym obojętnym tonem, który czynił tę sytuację jeszcze bardziej pokręconą, uparcie wbijając wzrok w plik dokumentów. - Znajdę cię na Facebooku.
Tak, to było pożegnanie. Ostatecznie, miał jeszcze całe stado pasażerów do wylegitymowania.
Ich na kawę lepiej nie zapraszaj.

*

Nie zamierzał. Po prawdzie, nawet nad spotkaniem z Lefterisem zastanawiał się dobre kilka dni.
Ach, cholera, idioto. Powiedziałeś A, to powiedz B. Chodzi tylko o zatarcie tego nieszczęsnego wrażenia wywołanego wystawieniem mandatu. Teraz z całą mocą dotarło do niego, dlaczego te wszystkie gwarancje bezstronności w procesie są tak cholernie ważne. Nawet najmniejsze jej zachwianie, w połączeniu z wymierzaniem jakiejkolwiek sankcji, rodziło pewien dyskomfort. A przecież był przekonany, że jego kręgosłup moralny jest bez zarzutu.
Zastanawiał się, czy powinien to wyjaśniać Lefterisowi. Ostatecznie odrzucił ten pomysł - dokładna argumentacja wymagałaby sięgnięcia do kwestii aksjologiczno-moralnych, na co ludzie nie reagowali ze zbytnim entuzjazmem. Zupełnie jakby próbował mimochodem chwalić się, że studiuje prawo. Inna sprawa, że zwykle i tak musiał dodatkowo tłumaczyć, co miał na myśli. Cóż zrobić, takie społeczeństwo.

Przynajmniej ze znalezieniem go na Facebooku nie miał problemu.
Zdjęcie profilowe bynajmniej nie przygotowało go na to, co zobaczył na obrazie w tle. Przez chwilę po prostu wpatrywał się w to wyjątkowo dziwne greckie ujęcie, opatrzone jakże współczesnym napisem.
Uśmiechnął się. Leciutko. Mimowolnie.
Cóż, dobrze wiedzieć, że na ASP nie ograniczają się do rzeźb przedstawiających kible...
Na szczęście tym razem jego laptop nie zawieszał się tak, jak to miał w zwyczaju. Załadował stronę cokolwiek szybko - Lucien spędził o wiele więcej czasu, zastanawiając się, jak zacząć pierwszą wiadomość.
Zawsze możesz jej nie zaczynać w ogóle, nie?
A, pal sześć.

Lucien Röthlingsberger: Z mojej strony aktualne. Polecasz jakieś miejsce?

Odpowiedź nie nadeszła od razu. Korzystając z chwili przerwy, zalogował się na konto bankowe Hadriana.
Nie krępuj się, jak będziesz potrzebował hajsu. Serio.
To była jedyna okazja, by zobaczyć na własne oczy taką ilość gotówki. Przez długi czas Lucien nie robił nawet tego - ostatecznie, taka zależność finansowa była... niezręczna, przede wszystkim dla niego samego; Hadrian wydawał się zaś szczerze zadowolony z faktu, że jest w stanie mu pomóc. Nie to, by Lucien wykorzystywał to przy każdej okazji, tym razem jednak musiał szczerze przyznać, że miesięczne wydatki przerosły jego możliwości.
Szybki przelew. Nic więcej. Może jeszcze zdąży dzisiaj coś ogarnąć...

_________________
Avatar: odkopany gdzieś w Internetach
Gif: Tumblr
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LadySilvanaChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 03/07/2017
Liczba postów : 13


Female


PisanieTemat: Re: Chyba że przepisy stanowią inaczej   Czw Lis 09, 2017 10:04 pm

- Aa, przestań, łaskoczesz!
Lefteris kwiknął, jak dźgnięta w tyłek świnka morska i uciekł na drugi koniec łóżka, jednak to nie powstrzymało Theo przed atakowaniem jego stóp. Z triumfalnym uśmiechem chwycił za jedną i przyciągnął go z powrotem do siebie. Nie cieszył się jednak wygraną zbyt długo, Grek wygiął się, szarpnął i wywinął jak węgorz, śmiejąc się do utraty tchu.
- Masz je takie śmiesznie małe, mówiłem ci już? - skomentował Theo, siadając na krawędzi łóżka. Było na tyle duże, że spokojnie dałoby się na nim upchać kilkanaście osób, a przy odrobinie uporu nawet więcej. Turkusowa narzuta w jakieś egzotyczne liście leżała pomięta gdzieś z boku.
- Tak, chyba z tysiąc razy – zaśmiał się Lefteris, który ciągle próbował uspokoić oddech. - Nie znoszę, jak to robisz, głupku! - Dźgnął go lekko pod żebra i przysiadł obok, żeby założyć zagubioną skarpetkę. Kiedy obie stópki były już opatulone, wgramolił się na kolana Theo i pocałował go w policzek. - O czym myślisz?
- Hm? A, o niczym. - Potargał mu brązowe loki. - Zapatrzyłem się tylko.
- System się zwiesił? - Lefteris uniósł brew i przyjrzał mu się badawczo. - Faktycznie, wyglądasz trochę na takiego zmęczonego. Ale w sumie nie tak, jak twój kuzyn… Wpadłem na niego ostatnio w moim autobusie.
Na wzmiankę o kuzynie, Theo zmarszczył brwi w nieprzyjemnym grymasie. Jakby to był odruch bezwarunkowy.
- A co Lucien tam robił?
- Wlepiał ludziom mandaty. Nie wiedziałem, że pracuje jako kontroler biletów.
- Mhm. To dosłownie idealna praca dla niego. W końcu kanarów wszyscy nienawidzą.
Lefteris znowu się zaśmiał i zlazł z gracją z jego kolan. Zrobiło się już trochę ciemno, więc podpełzł do pstryczka-elektryczka zapalić górne światło, przy okazji łapiąc po drodze telefon.
Ojej, o wilku mowa.

Lucien Röthlingsberger: Z mojej strony aktualne. Polecasz jakieś miejsce?

Wysłano dwie godziny temu. Grek oparł się o stojący przy drzwiach biały regał i odblokował iPhone’a, żeby wystosować jakąś odpowiedź.
Ciekawe. Sądził, że Lucien żartował i że już nie podejmie tematu wspólnego wyjścia. Zerknął na Theo, mając nadzieję, że ten nie zauważył jego reakcji na wiadomość. Przyglądał się w tym momencie figurce alpaki na stoliku, więc chyba nie. Uff.
- Oj, nie bądź taki, to bardzo odpowiedzialna robota.

Lefteris Katsaros: Już myślałem, że jednak porzuciłeś pomysł, zaskoczyłeś mnie :D Znam kilka fajnych miejscówek, takich kameralnych. Z dala od turystów i te sprawy. Wyślę ci linki, wybierz może, bo mój proces decyzyjny jest zdrowo trachnięty. ^^’

Theo prychnął i wziął alpakę do ręki.
- Ta, on cały jest jedną wielką chodzącą odpowiedzialnością. Z kijem w tyłku w zestawie.

_________________
Let's play a funny little game.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LirielChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/06/2017
Liczba postów : 101


Cytat : Niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie.
Wiek : 22
Female


PisanieTemat: Re: Chyba że przepisy stanowią inaczej   Czw Gru 07, 2017 10:32 pm

Mężczyzna odetchnął, rozsiadając się wygodniej na krześle, po czym triumfalnym gestem zamknął MacBooka.
- Gemacht! - oświadczył z zadowoleniem, niczym dziecko, które właśnie odrobiło zadanie domowe; z podobną radością w oczach spojrzał zresztą na swojego chłopaka.
I jak mu teraz powiedzieć, że jeśli będzie się tak darł, obudzi nie tylko domowników, ale nawet sąsiadów?
Lucien uśmiechnął się słabo.
- Coś jeszcze ci zostało?
Hadrian pokręcił głową.
- Poszło lepiej, niż zakładałem - odpowiedział, samemu nie do końca ukrywając własne zdziwienie. Ich wieczory zwykle wyglądały dokładnie tak samo; spotykali się czy to w mieszkaniu Hadriana, czy domu Luciena, by wspólnie przedzierać się przez gąszcz przepisów. Rzadko zdarzało się jednak, by któryś zdołał całkowicie zrealizować swoją dzienną porcję obowiązków - przynajmniej przed całkowitym wyczerpaniem własnych baterii.
Takie chwile należało celebrować i Lucien doskonale o tym wiedział. Szkoda tylko, że sam nijak nie mógł sobie pozwolić na świętowanie...
Najwidoczniej miał to wypisane na czole. Hadrian zmarszczył lekko brwi, wpatrując się w niego z dodatkową uwagą.
- Jak tam karne?
Że też jeszcze nie spalił tego kodeksu...
- Cudownie - odpowiedział z wymuszonym uśmiechem Lucien, w pełni świadom, że to wystarczy za całą odpowiedź.
Dźwięk wiadomości był wybawieniem.

Lefteris Katsaros: Już myślałem, że jednak porzuciłeś pomysł, zaskoczyłeś mnie :D Znam kilka fajnych miejscówek, takich kameralnych. Z dala od turystów i te sprawy. Wyślę ci linki, wybierz może, bo mój proces decyzyjny jest zdrowo trachnięty. ^^’

Chryste, jak on nie lubił ludzi srających emotikonami.
Westchnął, przez chwilę zastanawiając się nad odpisem. A zresztą, nie był na uczelni, by pleść trzy po trzy...

Lucien Röthlingsberger: Ok.

Swoją drogą, oddałby dwa punkty z egzaminu z prawa cywilnego za przeczytanie jego nazwiska bez zająknięcia.
- Kto tam? - Najwidoczniej ignorował Hadriana o kilka sekund za długo. Mogło się wydawać, że przyszły prokurator nie zmienił swojego zachowania, Röthlingsberger znał go jednak zbyt dobrze, by nabrać się na ten pozór.
Reakcja musiała być natychmiastowa.
- Całe tłumy moich wielbicieli - odpowiedział z przekąsem, niby to bezwiednie wygaszając ekran telefonu. Nauczył się już, że taka reakcja mogła uśpić czujność Wahrheita o wiele lepiej, aniżeli nędzne próby tłumaczenia się. Nie to, by Lucien potrzebował usprawiedliwienia - przynajmniej nie według siebie samego.
Standardy Hadriana były jednak... jedyne w swoim rodzaju.
Jak nikt inny nauczył mnie kłamać.
- Wszyscy oferują mi korki z karnego - ciągnął od niechcenia, jakby na potwierdzenie swoich słów zrzucając książkę na podłogę. - Tu to mam.
Hadrian uniósł brwi. Przez dłuższą chwilę patrzył to na partnera, to na leżący na dywanie podręcznik.
- Dobra. Widzę, że muszę dokonać interwencji...
Wstał. Znów uśmiechał się jak dziecko.
- Czym jest strona podmiotowa, Lu?
Lucien przewrócił oczyma.
- No ja pier...
- No czym?
Hadrian był wyższy, niż jakikolwiek znany mu mężczyzna. Teraz dzieląca ich różnica podwójnie rzucała się w oczy.
Lucien westchnął.
- Wyrażeniem stosunku intelektualnego i woluntatywnego sprawcy do popełnionego przez niego aktu realizującego znamiona czynu opisanego w ustawie - wyrecytował na jednym wdechu formułkę, która spędzała mu sen z powiek już od niemalże dwóch lat.
Hadrian zbliżył się o krok.
- Aha? I co z tą stroną woluntatywną?
Serio...?
- Sprawca musi obejmować świadomością wszystkie znamiona popełnionego przez siebie czynu, a w dalszej kolejności chcieć lub godzić się z możliwością popełnienia czynu. - Nieważne, czy dla jego cywilistycznego serca to miało jakikolwiek sens. Lucien poczuł, że sam mimowolnie zaczyna się uśmiechać.
Kolejny krok.
- A jeśli się godzi, to mówimy o...?
- Zamiarze ewentualnym?
Krok.
Hadrian przykucnął przy łóżku, tylko po to, by pocałować partnera w usta.
- No widzisz? - zapytał zaskakująco cicho. - Jak chcesz, to potrafisz.

_________________
Avatar: odkopany gdzieś w Internetach
Gif: Tumblr
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LadySilvanaChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 03/07/2017
Liczba postów : 13


Female


PisanieTemat: Re: Chyba że przepisy stanowią inaczej   Sob Lut 17, 2018 10:12 pm

Łypnął na Theo rozbawiony, wysyłając w tym czasie Lucienowi odpowiedź w postaci naklejki grubego kota w pudełku. Obiecane namiary na miejscówki ogarnie później, może rano. Wolał nie robić tego przy swoim żołnierzu, bo nawet jeśli Theo nie bywał szczególnie zazdrosny o typków macających mu tyłek w klubie, to temat kuzyna stanowi chyba największe tabu świata. Lefteris już od dłuższego czasu głowił się nad tą relacją, ale ciągle nie udało mu się dowiedzieć, skąd wzięła się ta cała nienawiść. Nienawiść, bo innym słowem się chyba tego nazwać nie da.
- Oj kochanie, na pewno nie jest z nim aż tak źle, jak mówisz. Z każdym drewnem da się coś zrobić.
- Z tak spróchniałą kłodą już raczej nie. Zresztą, nie rozmawiajmy teraz o nim – prychnął dryblas, wstając. - Poszedłbym zapalić. Masz fajki?
Lefteris odłożył telefon i zgarnął paczkę z szuflady.
- A czy kiedyś nie miałem? Sam stwierdziłeś, że jestem, cytuję, pieprzoną hurtownią.

Linki do stron ulubionych kawiarni wysłał Lucienowi o trzeciej w nocy. Theoś już spał, zwyczajowo przygniatając swojego ulubionego Greka silnym męskim ramieniem. Po papierosku na balkonie łyknęli kilka głębszych, po których pan żołnierz nagle nabrał chęci do zabawy – zupełnie jakby zapomniał, jaki wcześniej był zmęczony. Cóż, akurat na seks Theo zawsze miał mnóstwo energii.
Lefteris uśmiechnął się do siebie na tę myśl. Robili to bardzo często, nawet jak na grecko-włoskie standardy. Nie żeby narzekał, trzeba mieć w końcu trochę przyjemności z życia, prawda?
Już miał zamykać oczy i układać się wygodniej, kiedy jego telefon błysnął i zagruchał cicho. Oho, czyżby ktoś też lubił nie spać do późna?

_________________
Let's play a funny little game.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LirielChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/06/2017
Liczba postów : 101


Cytat : Niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie.
Wiek : 22
Female


PisanieTemat: Re: Chyba że przepisy stanowią inaczej   Sob Cze 02, 2018 2:25 am

Nie mógł zasnąć.
Zbyt często nie był w stanie zmrużyć oka. Zbyt wiele czynników nakładało się na siebie, wirując w umyśle, nie pozwalając mu zaznać spokoju. Analizował, ile godzin powinien wyrobić w pracy; ile godzin zajmie mu nauka, z uwzględnieniem przerw, ograniczonych jednak do absolutnego minimum. Ile...
Mało czasu. Tak cholernie mało czasu.
Hadrian spał. Cichutkie chrapanie było jedynym śladem jego obecności; przyszły prokurator spał praktycznie bez ruchu, obejmując partnera ramieniem, wyczulony na każdy jego ruch.
Nie tylko we śnie, co?
To był zły pomysł. Dobrze wiedział, jak Hadrian reaguje na jakiekolwiek osoby trzecie, pojawiające się w ich idealnym, prawniczym, dwuosobowym światku. I o ile zwykle te ściśle ustanowione granice nie wywoływały w nim poczucia dyskomfortu - ech, człowieku, przecież ty i tak nie masz znajomych - tak częstokroć czyniły one planowanie czegokolwiek... stosunkowo trudnym zadaniem.
Poruszył się ostrożnie, by w końcu, dalej zerkając ostrożnie na Hadriana, podnieść telefon na wysokość swoich oczu. Wiadomość składała się z kilku linków, przed otwarciem których jego ekran zbombardowały informacje na temat polityki prywatności w związku z wprowadzeniem RODO. Przeczytał je za każdym razem.
Trzecia czterdzieści.
Z trudem stłumił westchnienie, przeglądając kolejne oferty. Żadna z nich nie nastrajała go optymistycznie, jeśli chodziło o potencjalne wydatki; pożyczanie pieniędzy od chłopaka w celu sfinansowania spotkania, którym nie byłby on zachwycony, było zaś opcją, której nawet nie zamierzał uwzględniać.
Ach, nic to. Skoro wszystkie prezentowały podobny przedział cenowy, mogli się spotkać gdziekolwiek.

Lucien Röthlingsberger: Pierwsza wygląda okej.

Westchnął cicho, wyciszając telefon. I gdzie się podziali ci mędrcy mówiący, że pieniądze szczęscia nie dają?

Nieważne. Absolutnie nieważne. Spotkacie się, przeprosisz za tę niezręczną sytację, pogadacie niezobowiązująco dwie godziny, po czym rozstaniecie się i każde pójdzie w swoją stronę, wracając do swoich własnych światów.
Właśnie tak. Z glodu nie umrzesz, Röthlingsberger.

_________________
Avatar: odkopany gdzieś w Internetach
Gif: Tumblr
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Chyba że przepisy stanowią inaczej   

Powrót do góry Go down
 
Chyba że przepisy stanowią inaczej
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zona scriptum :: Okruchy Życia-
Skocz do: