CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 Powrót po latach.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
ZerlovBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 02/07/2017
Liczba postów : 158
Cytat : Miłość, sen i śmierć przychodzą pomału, schwyć mnie za włosy i mocno pocałuj.
Female


PisanieTemat: Powrót po latach.    Czw Wrz 28, 2017 7:53 pm

Mówi się, że wrzucając kamień do wody tworzy on na tafli falę. Te zaś rozrastają się o masywnych wielkości. Interpretując to prościej: z jednego czynu powstaje masa kolejnych. Z jednego dobrego ciągnie się nić czegoś przyjemnego. Z złego wychodzić nić nieprzyjemności. Taki pojedynczy czyn doprowadził do rozstania dwójki przyjaciół. Jeden z nich zaciągnął się do wojska a drugi wziął ślub. Czyn za czynem. Fale z latami coraz mocniej się rozchodziły.
Kilka lat później nadal mamy do czynienia z nieustającą wędrówką fal. Wojskowy wraca z bagażem przeżyć oraz traumą powojenną do rodzinnego miasteczka a na pokaz szczęśliwy mężuś dalej tkwi w przymusowym małżeństwie. Właśnie wtedy na nowo się spotkają.

Argent - wojskowy
&
Zerlov - iście szczęśliwy mężulek

_________________
Just look,
I'm yours.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ZerlovBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 02/07/2017
Liczba postów : 158
Cytat : Miłość, sen i śmierć przychodzą pomału, schwyć mnie za włosy i mocno pocałuj.
Female


PisanieTemat: Re: Powrót po latach.    Nie Paź 15, 2017 11:13 am


Imię wraz z nazwiskiem: Joshua Maveric
Wiek: 26 lat

Wygląd: Widoczna na zdjęciu. Właściwie połowicznie. Drugą połowę w skrócie przedstawię w tym miejscu. Joshua mierzy 180 cm. Jest wysportowaną osobą, choć nie wygląda niczym typowy kulturysta. Wygląd napompowanego ciała podobnego do wielkich bąbli na czekoladzie jest ohydny. Zwyczajnie dba o swoje ciało; na swój sposób chude (lecz nie za bardzo), z widocznymi mięśniami. Oczy coś w rodzaju zimnego niebieskiego koloru. Podchodzącego pod szarość. Właściwie nie ma co wiele opowiadać o jego wyglądzie. Jakichś tam jest i dobrze sobie z nim radzi w życiu.

Inne:
-W dzieciństwie był małym, chudym, nieco zgarbionym chłopcem gnojonym przez pseudo kolegów w szkole. Wkraczający do akcji rodzice czy nauczyciele placówki wcale mu nie pomagali a wprowadzali w większe piekło. Dzieci bywają okrutne mimo swego wieku. Trauma z dzieciństwa zmieniła jego stan psychiczny. Nie ma tego złego. Dziś nie jest już tym samym bojaźliwym, uległym, drobnym chłopcem.
-Pracuje przy reklamie w dobrze prosperującej firmie. Mniejsza o jego zatrudnienie.
-Nienawidzi ciasnych pomieszczeń. Małe składziki, czy winda są jego koszmarami, więc w miarę możliwości trzyma się większych przestrzeni. Zmuszony wejdzie do np. wspomnianej windy. Wtedy stara się nie pokazywać swojego strachu, uznając go za niepotrzebną słabość. Nie toleruje u siebie przejawów słabości.
-Ma słabość do psów, dobrej książki, lepszej kawy i jeszcze większego świętego spokoju.
-Fanatyk pływania. Dajcie mu możliwość pływania i zostawcie a na cały dzień ma się z nim spokój.
-Ma nieopisane, wręcz piekielne szczęście żyć w związku małżeńskim z Madeleine. No po prostu wręcz wielbi ją każdego zasranego dnia.

Więcej faktów w trakcie pisania.

_________________
Just look,
I'm yours.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 232


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Powrót po latach.    Nie Paź 15, 2017 3:11 pm


Imię wraz z nazwiskiem: Neal Roberts
Wiek: 28 lat

Wygląd: Przez swoje doświadczenia wygląda na starszego, niż jest. Ma czarne, krótkie włosy, brązowe oczy i ostro zarysowane kości policzkowe oraz szczęki. Kuleje na prawą nogę. Jest wysoki na niemal 185 cm, wciąż umięśniony po pobycie w armii, ale już szczuplejszy. Na prawym przedramieniu ma wytatuowany numer oddziału, do którego należał. Na jego ciele wciąż są widoczne ślady po tym, co przebył - niewielkie szramy od różnych odłamków czy kul, ślady po oparzeniach i blizny po kulach.



Inne:

- Jego pierwszą (i dotychczas - jedyną) miłością był Joshua.
- Ostatnie osiem lat spędził w wojsku, ucinając wszelkie kontakty z dawnymi znajomymi, nie odwiedzając ani ich, ani swojej rodziny. Wyjechał tuż po ogłoszeniu zaręczyn młodego Maverica.
- Wrócił do rodzinnego miasteczka, ponieważ nie jest zdolny do dalszej walki na froncie - wojsko uczyniło z niego straumatyzowanego i nerwowego mężczyznę, który ma problem z zaufaniem, rzadko się uśmiecha, a w jego oczach czają się demony.
- Cierpi na PTSD (zespół stresu pourazowego), objawiające się w szczególności bezsennością, nerwowymi reakcjami na wszelkie niespodziewane sytuacje (hałas, ruch, krzyk, itd.) i lukami w pamięci. Jest na terapii oraz leczeniu farmakologicznym.
- Pomaga w firmie budowlanej wujka, która zapewnia mu w miarę spokojne, czysto fizyczne zajęcie - do czasu, aż będzie zdolny podjąć decyzję odnośnie reszty swojego życia.
- Jego rodzice są architektami i oczekiwali, że ich syn podąży ich drogą. Źle przyjęli (niemal) spontaniczną decyzję Neala o podjęciu służby wojskowej. Starają się mu pomóc w wyjściu z traumy, ale wciąż mają problem z zaakceptowaniem konsekwencji kompletnie nieracjonalnego zachowania.
- Z energicznego i spontanicznego młodzieńca, którego uwielbiali wszyscy i który angażował się całym sercem we wszystko, co pojawiło się na jego drodze, zmienił się w zdystansowanego i milczącego mężczyznę, który unika kontaktów zarówno wzrokowych, jak i fizycznych.

_________________

"Now tell me baby, do you love as hot as I do?
Is there's a lighting striking inside of you?
Does your thunder roll? Does the fire keep you cool?
Oh, cause a hurricane is comin' for you"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 232


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Powrót po latach.    Nie Paź 15, 2017 3:55 pm

Neal spokojnymi, monotonnymi ruchami malował kolejne metry kwadratowe dużego pokoju hotelowego, starając się skupić na wykonywanej czynności i cichej, kojącej muzyce klasycznej w słuchawkach, nie zaś rozmyślaniom o utraconych kompanach z frontu. Nie mógł stwierdzić, czy leki pomagały - ale mechaniczne zajęcie, niewymagające myślenia, uspokajało tylko jedną część jego znerwicowanej psychiki. Potrzebował czasu. Dużo czasu, z dala od ludzi, dodatkowych bodźców i - najlepiej - wypełnionego głównie spokojnym, mocnym snem.
Zamiast tego jednak, niedługo będzie musiał spotkać się z dawnymi znajomymi, osobami, które kiedyś, w poprzednim życiu, nazywał przyjaciółmi. Wiedział, że nie mógł wiecznie się ukrywać (chociaż była to bardzo kusząca wizja). Jego rodzice, w porozumieniu z psycholożką, zdecydowali się odłożyć przyjęcie powitalne na odrobinę później. Dając mu szansę przywyknąć do nowego miejsca, do nowego zajęcia, prosząc wszystkich, by dali mu trochę czasu.
A później, z odpowiednim wyprzedzeniem, poinformowali go o "niewielkiej" imprezie na jego cześć.
Wszyscy ludzie, z którymi z premedytacją zerwał kontakt, zapewne już czekali w domu rodziny Roberts, rozmawiając, wymieniając się uwagami i wyczekując jego przybycia.
Czuł się zmęczony zanim w ogóle wstał z łóżka, a teraz, po niemal ośmiu godzinach pracy, miał wrażenie, że mógłby położyć się na posadzce i zasnąć. Było to, co oczywiste, błędne przeczucie - wyczerpany organizm byłego żołnierza nie potrafił zrelaksować się na zbyt długo. Zamiast rozluźniających, spokojnych obrazów, w jego głowie raz po raz odtwarzany był atak, nie dając ukojenia, a znów bombardując bólem - zarówno fizycznym, jak i psychicznym.
Neal przymknął oczy. Wziął kilka spokojnych, głębokich wdechów, tak na wszelki wypadek. Tylko brakowało mu ataku paniki. 
Poczuł wibrację telefonu w kieszeni. Budzik. Koniec pracy. 
Zszedł z drabiny, odłożył pędzel i zaczął porządkować pomieszczenie, tak by po weekendzie zastać je w dobrym stanie, czyste, suche, gotowe do kolejnego malowania.
Potem się przebrał, zsunął słuchawki, niechętnie wracając do wypełnionej hałasami rzeczywistości, pożegnał się po drodze ze swoim szefem i skierował się w stronę parku. Miał szczęście, że przebudowa hotelu akurat znajdowała się niedaleko domu rodziców. Nie był pewien, czy poradziłby sobie już z przejazdami autem bądź autobusem.
Przemierzając kolejne alejki, zastanawiał się mimowolnie, kogo zastanie w willi Robertsów. Kto chciał go zobaczyć, złamanego, zamkniętego, jeszcze bardziej niechętnego w kontaktach niż wtedy, gdy był w armii? Ile osób domyśliło się prawdziwej przyczyny jego nagłej ucieczki z rodzinnego miasta? 
Czy Joshua był zaproszony...? Czy był taki sam, jak dawniej? Czy już o nim zapomniał, pogrążony w szczęśliwym, heteroseksualnym życiu rodzinnym?
Tyle pytań bez odpowiedzi.
Chyba nie był na nią tak naprawdę gotów.

Odetchnął ciężko, wpisując kod do bramy wejściowej, a potem powoli przemierzając drogę do drzwi, dając wszystkim gościom szansę na ustawienie się w odpowiednich miejscach.
Miał nadzieję, że nie będą krzyczeć.
Boże, spraw by tak było.

_________________

"Now tell me baby, do you love as hot as I do?
Is there's a lighting striking inside of you?
Does your thunder roll? Does the fire keep you cool?
Oh, cause a hurricane is comin' for you"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ZerlovBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 02/07/2017
Liczba postów : 158
Cytat : Miłość, sen i śmierć przychodzą pomału, schwyć mnie za włosy i mocno pocałuj.
Female


PisanieTemat: Re: Powrót po latach.    Pon Paź 16, 2017 5:33 pm

Mieszane uczucia wypełniały Joshue tego konkretnego dnia. Wieść o powrocie dawnego przyjaciela odbiła na nim nie lada pieczęć, nie wspominając o tej z wieści o jego ucieczce do wojska. Jednego dnia czuł nieopisaną radość w połączeniu z obawami oraz masą konkretnych pytań; czy Neal zechce go widzieć, czy powinien pokazywać mu się na oczy? Tego drugiego dnia poczucie winy przygniotło go do podłoża a nieopisany smutek zaciskał mu gardło. Cokolwiek działo się pomiędzy nimi.. Joshua nazwał go po cichu ważną osobą w swym życiu i ból po jego stracie z dnia na dzień nasilał się. Milczenie na przestrzeni lat w niczym nie pomogło. Pasmo winy ciągnęło sie za nim do samego końca.
Z lekka pozmieniało się w prywatnym życiu "szczęśliwego" faceta żyjącego w małżeństwie. Ślub, wspólne mieszkanie, dobrze płatna praca, przyjemna dla ucha, zżerająca od środka opinia o jego małżeństwie z Mad i wstąpienia do piekła na ziemi. Jeszcze jedną, ważną zmianą było załapanie lepszego kontaktu z rodzicami wojskowego. Ciężko powiedzieć jak doszło do zżycia ich relacji ale oni, czy pobyt w ich mieszkaniu pozwalał mu nadal jakoś brnąć przez życie. Śmieszne a zarazem prawdziwe.
Ostatni raz przejechał dłonią po zmęczonej, pobladłej twarzy, w myślach licząc do dziesięciu. Podobno ta technika działa, więc i on spróbował ją wykorzystać. Niestety. Im więcej słów wypowiadała Madeleine, tym mocniej odczuwał napływ nerwów, mimo liczeniu do kolejnej dychy. Był spóźniony. Grubo spóźniony. Miał przywitać razem z innymi dawnego przyjaciela. Miał. I co z tego?
-Wypchaj się. Po prostu się wypchaj. -wysyczał z jadem w głosie. Kolejny dzień, kolejna kłótnia, nic nowego. Nie zważając kompletnie na nic wyszedł z domu w miarę możliwości nie trzaskając drzwiami.
Wbrew pozorom jakie stwarzali z żoną nie byli, nie są i nie będą idealną parą. Ludzie z zewnątrz widzieli w nich katalogowy przykład małżeństwa. Podobno do większego szczęścia brakowało im przynajmniej dwójki dzieci. Brednie. Nie chciał z nią dzieci. Nie chciał dalej ciągnąć z nią tego zakłamanego związku. Nikt w rzeczywistości nie wiedział co tak naprawdę działo się w ich życiu. Nawet jeśli wyszły jakieś drobne nieudogodnienia to winowajcą był Joshua. Zawsze i wszędzie. Dziwił się tylko, że skoro Mad zdarzało się na niego mruknąć kilka nieprzyjemnych słów, ta nadal z nim była. Och, biedna manipulatorka. Obrazek pięknej pary kończył się wraz z zamknięciem drzwi mieszkania. Ciche westchnięcie wyrwało mu się z ust. Zapomniał przejrzeć się w lustrze. Być może szedł na spotkanie dawnego przyjaciela w brudnych rzeczach z rozczochranym łbem, z czającym się musem czekoladowym w kącikach warg. Kto wie. Pozostanie we własnym mieszkaniu parę sekund dłużej nie byłoby dobrym pomysłem, dlatego wyszedł nim żyłka na szyi mu nie pękła.
Zapukał dwa razy. Z trudem. Zanim w ogóle nabrał sił na ten czyn stał kilka minut pod drzwiami willi państwa Roberts wahając się czy dobrym pomysłem było przyjście. Pamiętał tamten dzień.. Jeden, konkretny dzień. Zapukał, bo mimo wszystko musiał go zobaczyć raz jeszcze. Nawet jeśli Neal wyrzuci go za drzwi zanim zdąży cokolwiek powiedzieć. Miał tylko nadzieje, że przywitali młodego Roberts'a w ciszy jak ich prosił. Piąta sekunda bez reakcji wywołała u niego niezrozumiałą panikę i dokładnie wtedy, gdy chciał uciec niczym ostatni smarkacz drzwi się otworzyły. Uśmiechnięta twarz Pani Roberst spotęgowała jego panikę ale było za późno na ucieczkę. I zaraz stał naprzeciw niego.. Minęło tyle lat. Zmienił się a jednocześnie wcale.
Cudem powstrzymał się od swojej lekkomyślności, jaką byłoby przytlenie go. Proste ale być może ciężkie dla samego głównego bohatera dzisiejszych powitań.
-Neal.. -szepnął, nie będąc w stanie wydusić z siebie nic więcej. Póki co reszta zbiorowiska nic go nie interesowała. Liczył się on.

_________________
Just look,
I'm yours.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 232


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Powrót po latach.    Nie Paź 22, 2017 3:25 pm

Młody Roberts nie potrafił zrozumieć, dlaczego tylu ludzi chciało pojawić się na "powitalnym przyjęciu" i zamienić z nim chociaż kilka słów, okazać wsparcie, pokazać mu zdjęcia swoich dzieci, małżonków i opowiedzieć trochę o swoim życiu - jakby liczyli, że on odwzajemni się tym samym. Sam nie wiedział, czy był to raczej uprzejmy gest ze strony osób, z którymi zerwał kontakt kilka lat wcześniej bez słowa wyjaśnienia, czy też chęć wysłuchania jakichś sensacyjnych informacji prosto z frontu. Czy dla tych ludzi liczyło się, że walczył "za swój kraj", czy to, kim był?
Przechadzał się po salonie, zmuszając się do możliwie najbardziej szczerego uśmiechu, kiwając głową na powitania i zatrzymując się przy niektórych, uprzejmie słuchając tego, co też mieli mu do powiedzenia. Nikt nie pytał o to, co przeżył - ale na pewno wielu było tego ciekawych. Ignorował jednak ich pytające spojrzenia oraz bardzo niewyraźne sugestie, przenosząc się do innej grupki. Koledzy ze szkoły, z sąsiedztwa, kuzyni, dawni przyjaciele, kilka eks dziewczyn oraz masa ludzi, których już nie pamiętał. Bo i po co?
Co oni wszyscy tu robili?
I... dlaczego nie przyszedł on?
Neal oparł się ze znużeniem o ścianę, powoli popijając herbatę i zerkając to na schody, to na drzwi wejściowe - w nadziei, że już niedługo będzie mógł ulotnić się w którymś kierunku i pozostawić swoich dawnych znajomych tam, gdzie ich miejsce - w odmętach niepamięci i przeszłości. Wszystkich.
No, prawie wszystkich.
Drgnął nerwowo, słysząc dzwonek, a zaraz potem zadrżał jeszcze mocniej, gdy poczuł dłoń na swoim ramieniu. Obrócił głowę, spoglądając na osobę, która odważyła się go dotknąć - i natychmiast poczuł wyrzuty sumienia. Jego matka naprawdę bardzo się starała, by go wesprzeć emocjonalnie. Zapewne gest wynikał z potrzeby uspokojenia go, a wywołał zupełnie przeciwną reakcję - którą ona niestety dostrzegła. Odsunęła się, pozostawiając mu tą niezbędną przestrzeń osobistą, niezakłóconą przez kogokolwiek, i poszła otworzyć kolejnym gościom.
Gościowi.
Temu gościowi.
Brązowe oczy natychmiast, niemal odruchowo, odnalazły niebieskie spojrzenie. To nieważne, że minęło tyle lat. To nieważne, w jaki sposób się rozstali. Wreszcie - to nieważne, że były wojskowy nie potrafił wytrzymać zbyt długo cudzego wzroku. Joshua był wyjątkiem. Przyciągał go tak samo mocno, jak kiedyś - jakby minął dzień, może dwa, od ich ostatniego spotkania.
Neal przesunął spojrzeniem po mężczyźnie, starając się dostrzec wszystko, co tylko mógł - każdy szczegół, każdą zmianę, jakby od tego zależało jego życie. Dostrzegł jego zmierzwione włosy, lekko pomiętą koszulę, bardziej masywną sylwetkę - potrafił nawet wymienić miejsca, które były lepiej umięśnione - i... Wtedy jego wzrok dostrzegł jeden, bardzo istotny szczegół. Obrączkę.
Nie spodziewał się, że to aż tak zaboli.
Usłyszał szept mężczyzny, lekko zachrypnięty, odrobinę zmieniony z powodu upływu lat, ale nie był zdolny w żaden sposób na niego zareagować. Nie wtedy, gdy całym sobą skupiał się, by nie pokazać po sobie bólu, który powoli rozchodził się po jego piersi.
Nie zaprotestował, gdy jego rodzicielka zaprosiła Joshuę do środka, a potem poprowadziła go do salonu - nie oderwał jednak od niego wzroku, obracając głowę, gdy go mijali.
Dopiero po chwili przypomniał sobie, że powinien oddychać, by przypadkiem nie dostać ataku paniki. Nie dzisiaj.

_________________

"Now tell me baby, do you love as hot as I do?
Is there's a lighting striking inside of you?
Does your thunder roll? Does the fire keep you cool?
Oh, cause a hurricane is comin' for you"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ZerlovBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 02/07/2017
Liczba postów : 158
Cytat : Miłość, sen i śmierć przychodzą pomału, schwyć mnie za włosy i mocno pocałuj.
Female


PisanieTemat: Re: Powrót po latach.    Sro Paź 25, 2017 11:34 am

Wprawdzie nie wywalono go na zbity pysk ale liczył wtedy na jakiekolwiek słowo. Cześć, witaj, nawet przysłowiowe spierdalaj, byleby ta cisza, mimo wielu ludzi, nie godziła go w uszy. Nie można mieć wszystkiego. Prawda. Wydusił jeden, mały, blady uśmiech, którym obdarzył gospodynię, dając się prowadzić w głąb mieszkania bez niepotrzebnego uporu. Pozostawił za sobą główny powód dla którego przyszedł dziś do tego miejsca. Gdyby nie on Joshua obrałby inną trasę, gdzieś dalej od toksycznego mieszkania, podobnej żony oraz najbliższej rodziny. Każdego dnia zdarzało mu się wychodzić z domu bez słów gdzie, po co, a dlaczego wiedziała Madeleine. Głównym powodem jego ucieczek do dnia dzisiejszego jest ona. I jeszcze raz ona.
Okrążony przez kilku dawnych znajomych zdał sobie sprawę, że na krótki moment odleciał. Nie teraz. Ten sam pobladły uśmiech ozdabiał mu twarz, choć umysł nie rejestrował tego o czym do niego mówiono. Kiwał głową, raz coś od mruknął byleby dano mu spokój. Części dawncyh znajomych nie widział równie długo co Neal. Śmieszne, prawda? Skoro mieszkał z nimi w jednym miejscu powinni się widywać dzieś i na ulicy. Być może oni go widzieli, czemu nie. Bardziej chodziło o samego Maverica, który nie pałał chęcią do rozmów czy spotkań z nimi. Zmienił się. Nauczył amatorskiej sztuki aktorstwa.
-No, Joshua a gdzie masz Mad? - ktoś zapytał, ktoś kogo nie zarejestrował i właściwie nie chciał, bo tym mocniej nie chciał ciągnąć jej tematu. Na krótki moment uśmiech zlazł mu z pyska ale w miarę szybko się opamiętał. Uśmiech w takiej sytuacji jest podstawą. Dobry obserwator mógł zauważyć nagłe spięcie jego ciała, zaciśnięcie dłoni w pięści oraz lekką mgiełkę w oczach. Zwykli ludzie, Ci wokół niego nie zwracali takiej uwagi, więc był spokojny. I tylko cudem nie wysyczał gorzkich, chamskich słów, zamiast tego mówiąc: -Coś jej wypadło. A teraz przepraszam. -wydusił z słabym uśmiechem. Wyminął nagle nieznaną mu grupę ludzi. Im szybciej znajdzie się gdzieś samemu tym szybciej uspokoi i wróci do niego.
Wystarczyło mu kilka malutkich minut aby się uspokoić; wystarczyło odszukać wzrokiem zaginionego przyjaciela; wystarczyło złapać z nim krótki kontakt wzrokowy, posłać lekki uśmiech. Wystarczyło aby poczuć się winnym, zagubionym a jednocześnie szczęśliwym. Wystarczyło podejść do niego zanim ktokolwiek inny zdołał mu go przejąć.
-Chcesz się stąd wyrwać w cichsze miejsce?
Tak, idealne rozpoczęcie rozmowy. Idealne. Żeby nie było: rozumiał teoretycznie potrzebę jego ucieczki, odizolowania się od świata czy ludzi, więc najlepszym wyjściem jest ucieczka. Nawet jeśli niegrzecznie jest uciekać głównemu bohaterowi z jego własnej imprezy.

_________________
Just look,
I'm yours.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 232


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Powrót po latach.    Nie Paź 29, 2017 2:08 am

Neal nie oderwał spojrzenia od dawnego przyjaciela (i kogoś więcej...) ani na chwilę. Nie potrafił się do niego odezwać, nie potrafił nawet zmusić się do nawiązania jakiegokolwiek fizycznego kontaktu - chociaż zwykłego, uprzejmego uściśnięcia dłoni na powitanie, po tylu latach - ale pozwolenie mu na zniknięcie w tłumie ludzi, którzy kiedyś byli im bliscy, nie wchodziło w grę. Nie, gdy miał go tak blisko, niemal na wyciągnięcie ręki. Oczywiście, rozstali się w... W zasadzie, nie mógł nawet powiedzieć z czystym sumieniem, że ich drogi rozeszły się po wielkiej awanturze. Po prostu, jednego dnia byli najbliższymi przyjaciółmi, a drugiego... Drugiego popełnili błąd, który kosztował ich przyjaźń.
Były żołnierz wciąż nie był pewien, czy potrafił poradzić sobie z odrzuceniem. Oczywiście, Joshua nie miał pojęcia o jego uczuciach. Był zapewne przekonany, że cała sytuacja wynikła z jakiejś ciekawości, może pewnego upojenia alkoholem, a może obawy przed przyszłością i ważnymi decyzjami, z którymi żaden z nich sobie wtedy nie potrafił poradzić. Nie był świadom tego, że człowiek, którego nazywał przyjacielem, pragnął całym sobą robić z nim rzeczy wychodzące zdecydowanie poza zwykłe, koleżeńskie relacje. Roberts chciał go w swoim łóżku, chciał go w swojej kuchni, chciał go w swoim życiu i miał duże trudności z dalszym ukrywaniem swoich potrzeb. Znał się z Maverikiem tyle lat. Na pewno mężczyzna by go zaakceptował - może nie od razu, ale...
Ale wcale nie.
Przez pierś bruneta przebiegła strzała bólu. Tak bardzo pomylił się w tamtych założeniach. Jeden ruch (no, może parę więcej...) pozbawił go przyjaciela, ukochanego i racjonalności. Racjonalności, która kosztowała go zdrowie, zarówno fizyczne, jak i psychiczne. Kto mógł wtedy przypuszczać, że tak potoczą się ich losy? 
Pozwolił blondynowi zbliżyć się do siebie, nie próbując uciec przed nim w tłum. Sam znajdował się tuż przy drzwiach, jakby nie potrafił podjąć decyzji, czy może zniknąć na piętrze, czy potrzebował do tego czyjejś zgody. Zachęta Maverica była mu na rękę - chociaż musiał przed sobą przyznać, że wzbudziła ona w jego piersi uczucia, które dawno uznał za obumarłe i pogrzebane. Jak to w ogóle było możliwe? Miał problemy ze snem, z zaufaniem, z hałasami i jakimikolwiek sensownymi ludzkimi odruchami. Ale wciąż reagował na miłość swojego życia - poprzedniego, które nie miało prawa nigdy do niego wrócić.
Skinął głową, zgadzając się niemo na propozycję, w zasadzie nawet racjonalnie jej nie analizując - to, czy ktokolwiek zobaczy ich odchodzących, nie było dla niego ważne. Nieistotna była nawet ta obrączka na palcu blondyna. 
Neal był gotów zrobić wszystko na prośbę Josha.
Właśnie dlatego odszedł do wojska nagle, uprzedzając wyłącznie rodziców.
Wiedział, że gdyby on go poprosił o zostanie, o bycie świadkiem na ślubie - nie potrafiłby mu odmówić.
Roberts z opóźnieniem zorientował się, że prowadzi byłego przyjaciela na poddasze, do swojej części - bo pokojem tak ogromnego terenu nazwać nie mógł. Nie po służbie w wojsku i dzieleniu niewielkich przestrzeni ze zdecydowanie zbyt dużą ilością umięśnionych i wypełnionych testosteronem mężczyzn.
Nie wyobrażał sobie jednak wyjścia na zewnątrz - zbyt wiele oczu mogłoby go obserwować. Zbyt wiele zagrożeń mogło tam się czaić. Czułby się niepewnie - zaś w swoim pokoju... No cóż.
Z drugiej strony, czaiło się tam wiele wspomnień...
Nadal nie odzywając się, otworzył drzwi przed towarzyszem i przepuścił go przed sobą, dzięki czemu jego nerwica się nie uaktywniła. Potem zamknął za nimi drzwi, przeszedł przez pomieszczenie i wziął krzesło, które obrócił tyłem do wejścia, a potem usiadł przodem do niego, zabezpieczony jednocześnie z tyłu przez ścianę. 
Chciał coś powiedzieć. Bóg mu świadkiem, że chciał. Ale co?

_________________

"Now tell me baby, do you love as hot as I do?
Is there's a lighting striking inside of you?
Does your thunder roll? Does the fire keep you cool?
Oh, cause a hurricane is comin' for you"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ZerlovBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 02/07/2017
Liczba postów : 158
Cytat : Miłość, sen i śmierć przychodzą pomału, schwyć mnie za włosy i mocno pocałuj.
Female


PisanieTemat: Re: Powrót po latach.    Wto Paź 31, 2017 7:11 pm

Od początku marnie reagował na pomysł z uroczystym powitaniem (nieco późnym) przyjaciela w skromnych progach miasta. Chodziło o sam pomysł, tłum ludzi, zwłaszcza tych znajomych, z którymi więź była na pospolite cześć. Z drugiej strony.. należało mu się mini przyjęcie, pomimo jego problemów z ludźmi oraz hałasami. Dwie strony, jedna zaprzeczająca drugiej. Poniekąd działał egoistycznie początkowo nie zgadzając się z wyborem rodziców przyjaciela. Zaprzeczał, wysuwając najcięższą artylerię jaką był jego problem z bodźcami zewnętrznymi. A co jeśli dostanie ataku paniki? A co jeśli stanie się jeszcze mniej ufny do nas? A co jeśli, a co jeśli.. Długo dyskutował z gospodarzami, żarliwie broniąc swojej racji, nie zważając na nic. Na jego szczęście miał u nich specjalne względy przez mocniejszą znajomość i odbyło się bez rzucania się wzajemnie do gardeł. Ostatecznie skapitulował dając im pole do popisu.
Podświadomie nie problemy z światem były podstawowym i najmocniejszym powodem aby nie robić imprezy powitalnej. Joshua w egoistyczny sposób chciał pokazać innym kto jest najbliższy Robertsowi. On i jego rodzice. Nikt więcej nie był potrzebny do powitania go. Chore, prawda? Śmieszne. Śmieszne, że w ogóle pomyślał o tym w taki a nie inny sposób. Teraz w przepięknym mieszkaniu kręciło się sporo ludzi. Od bliskiej rodziny po wspomnianych jako takich znajomych. Większość z nich przyszła aby na żywo zobaczyć człowieka po takich przejściach. Kilku zapewne chciałoby spytać jaka jest wojna. Innych interesował temat śmierci. Przecież taka jest ludzka ciekawość.
Przejęcie inicjatywy przez czarnowłosego wyszło mu na rękę. Wstyd się przyznać.. Starał się, naprawdę się starała pamiętać po jakich przejściach jest Neal ale omal nie wybrał cichszego miejsca gdzieś daleko poza terenem domu. Musi się nauczyć. Albo pomóc mu w prawidłowym powrocie do społeczeństwa. Uśmiechnął się kącikami ruszając tuż za nim. Powoli, utrzymując odpowiednią odległość aby nie spłoszyć go. Czuł się jakby szedł za nieufną zwierzyną, gotową na ślepo uciekać jeśli do jej uszu dojdzie najcichszy szelest. Zostawiali za sobą tłum niepotrzebnych ludzi. Czy oni naprawdę się cieszyli na jego powrót? Czy to tylko ludzka ciekawość do podsycenia?
Jakieś dziwne uczucie ogarnęło go po wejściu do znajomego mu pokoju. Tak dawno w nim nie był.. Spotykając się z rodzicami przyjaciela raczej nie prosił ich aby mógł tutaj wejść. Nie wypadało. Nie powinien. Nie chciał. Dziś był pierwszy raz od pamiętnych czasów. Przy wejściu rozejrzał się dokładnie po pomieszczeniu, nie zważając na dziwne uczucie wypełniające go od środka.
Właśnie wtedy zapadła dziwna cisza. Nie niezręczna, dziwna, bardzo dziwna. Z uwagą przyjął postawę przyjaciela. Powinien ją mieć na uwadze. Chyba stanie się przewrażliwionym człowiekiem.
-Miałem Ci przynieść ciasto od mojej mamy ale oczywiście zapomniałem je odebrać. Już wiem, że na dzień dobry dostanę od niej za coś takiego. -sapnął z słabym śmiechem. Któryś z nich w końcu powinien odezwać się pierwszy. Nawet jeśli tematy zejdą na najdziwniejsze, pospolite tory. Postąpił z nogi na nogę. Usiadł, choć nie chciał, na krańcu łóżka układając dłonie na kolanach, by były na widoku. Dla niego stanie się przewrażliwionym człowiekiem.
-Jutro. Na pewno jutro Ci je podrzucę.

_________________
Just look,
I'm yours.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 232


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Powrót po latach.    Czw Lis 02, 2017 10:59 pm

Fakt, że Joshua zdecydował się odezwać jako pierwszy, były żołnierz przyjął z niemą ulgą. Otworzenie ust i wyduszenie z siebie jakiegokolwiek zagajenia wydawało się ponad jego siły - a co tu dopiero mówić o wymyśleniu jakiegoś tematu, który można by poruszyć i który byłby bezpieczny. Neal docenił fakt, że blondyn wziął to na siebie (chociaż, powiedzmy sobie szczerze, po tylu latach niewidzenia się, nie był to najzgrabniejszy początek rozmowy). Ta niema wdzięczność nie okazała się jednak zbyt pomocna w kwestii, no cóż, wymyślenia odpowiedzi. Przecież jego dawny przyjaciel nie będzie chciał cały czas mówić o jakichś nieistotnych kwestiach, byle tylko nie zapanowała pomiędzy nimi cisza.
Brunet poczuł, że oblewa go pot. Powinien się odezwać. Przecież był dorosły. Potrafił rozmawiać. Nie robił tego zbyt często i zbyt chętnie, ale... Otworzenie ust i przemówienie do mężczyzny, który wciąż był dla niego najważniejszy, nie mogło być takie trudne, prawda?
I wspomniał o swojej matce.
Do Robertsa nagle dotarło, że nie zerwał kontaktu tylko ze swoimi znajomymi i ze swoimi przyjacielem. Nie, zniknął też z życia rodziców jego bliskich, którzy przecież traktowali Neala jak własnego syna. Zapewne, gdyby znali jego orientację seksualną (i jego fantazje dotyczące pierworodnego...) nie byliby tak przyjaźni i otwarci, ale... Ale byli przy nim. A on nie dość, że zniknął bez słowa, to jeszcze po powrocie z wojska nie wysilił się, by do nich podejść, uśmiechnąć się, powiedzieć trzy słowa, pokazać że żyje. 
Poczuł wstyd.
Był tak bardzo zapatrzony w siebie, w swoją prywatną tragedię - najpierw jedną, potem kolejną, która całkiem zachwiała jego zdrowiem psychicznym - że nie wysilił się i nie pomyślał o innych. To on powinien do nich pójść, przywitać się, wyciągnąć rękę... Ogólnie, wyjść z inicjatywą.
Kiedyś by tak zrobił.
Już nawet tyle nie potrafił.
Opuścił spojrzenie, zatrzymując je gdzieś w okolicach butów towarzysza, wyraźnie bardziej zdystansowany - chociaż, uważny obserwator mógłby stwierdzić, że tak naprawdę, nagle zrobiło mu się smutno. Jakby to był kolejny cios w jego, już i tak kiepską, samoocenę. 
Nie nadawał się kompletnie do niczego.
A cisza się przedłużała, co zauważył dopiero po kolejnej chwili - i wówczas zrobiło mu się jeszcze gorzej. Miał wrażenie, jakby pogrążał się w jakiejś spirali, wpadł w wir, z którego nie mógł w żaden sposób uciec. Wszystko, co robił, albo czego nie robił, tylko upewniało go w przekonaniu, że jest do niczego. Jakby nie było wyjścia, a z każdą kolejną myślą jego mniemanie o sobie tylko się pogarszało. Czy to była już depresja? Kompleksy? Czy to było w jego stanie normalne, czy po prostu był tak bardzo...?
Zamrugał, unosząc gwałtownie głowę i spoglądając wreszcie na dawnego przyjaciela z takim zaskoczeniem, jakby nie spodziewał się, że on jeszcze będzie w tym samym pomieszczeniu, co nieprzystosowany do życia weteran. 
O czym rozmawiali? Czy on w ogóle się odezwał?
- Przepraszam - odezwał się wreszcie, lekko zachrypniętym głosem, spoglądając z powrotem w te ślicznie, jasnoniebieskie oczy towarzysza. Trudno było stwierdzić, za co konkretnie w tym momencie się korzył. Za nieuwagę? Za dawne czasy? Za milczenie? Za to, że nie jest lepszy?

_________________

"Now tell me baby, do you love as hot as I do?
Is there's a lighting striking inside of you?
Does your thunder roll? Does the fire keep you cool?
Oh, cause a hurricane is comin' for you"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ZerlovBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 02/07/2017
Liczba postów : 158
Cytat : Miłość, sen i śmierć przychodzą pomału, schwyć mnie za włosy i mocno pocałuj.
Female


PisanieTemat: Re: Powrót po latach.    Sob Lis 04, 2017 8:51 pm

Państwo Maveric nie zapomniało o najlepszym przyjacielu ich syna. Zwłaszcza Pani Maveric, ta przemiła, urocza, drobna, pałająca miłością kobietka. Gdyby mogła obrzucałaby miłością wszystko i wszystkich. Neal stał się wyjątkiem, bowiem jego pokochała niczym syna. Jedynak Joshua wielokrotnie zadawał pytania rodzicom na temat braku rodzeństwa. Dopiero będąc na tyle rozumnym pojął wagę sytuacji. Drugiego dziecka mama mogła nie przeżyć. Ciężko przeżyła ciąże z nim w roli głównej, zaś druga odciskała na niej piętno krzyżyka. Od tamtej pory dojrzewający, jedyny syn nie zadawał pytań. I właśnie wtedy pojawił się on. Najpierw dobry przyjaciel ukochanego syna, mile widziany w progach ich mieszkania a ostatecznie najlepszy przyjaciel, widziany w oczach matki jako ktoś pokroju syna. Takie rzeczy się zdarzają. Nietrudno opisać jak ta drobna kobietka ciężko przeżyła nieoczekiwaną informację. Neal zaciągnął się do wojska. Neal zniknął. Nie ma go. Tego mu nie powie, nie chciał rodzić w nim poczucia winy, które chwilę temu urodził nieświadomie.
Uporczywie obserwował go, gotów reagować. Oczywiście nie bardzo wiedział jak zareaguje na jego atak paniki ale grunt, że był gotów. Nikt go nie przeszkolił w takiego typu sytuacjach, skoro sam nie radził sobie z własnymi atakami paniki w windach, to co zrobić, gdy ktoś inny szaleje? Kiedyś nim złapała go panika zemdlał w wielkiej puszce. Dorosły chłop został odnaleziony kilka pięter w górę przez miłego, starszego Pana. Komiczna sprawa.
Czy to źle, że w tym momencie mam ochotę go przytulić?
Bo to.. tak jakby powiedzieć "póki nie dotknę, to nie uwierzę". Joshua z widoczną wręcz chęcią potrzebował najzwyczajniej w świecie przytulić byłego żołnierza. Nie widzieli się miliony lat. Miał prawo. Chyba.
Odleciał mu na kilka minut, widział. Joshua w milczeniu przyglądał się zmęczonej twarzy znajomego. Te oczy widziały za wiele, uszy słyszały wiele, usta pewnie parokrotnie zaciśnięte w proteście milczenia. Jak wiele widział? Jak wiele słyszał? Jak mocna zmiana uaktywniła się w jego mózgu? Joshua miał wiele pytań, który nie wypowie na głos. Neal widocznie cierpiał i tego typu pytania w niczym mu nie pomogą.
-Słucham? -sapnął zaskoczony. Nic nie zdziwiło go bardziej od samych przeprosin. Otępiały patrzył na niego oczyma podobnymi do wielkich monet. Za co go przepraszał? Za milczenie? Nie ma żadnego problemu? Za siebie? To nie jego wina. Za co? -Neal za co dokładnie mnie przepraszasz?

_________________
Just look,
I'm yours.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 232


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Powrót po latach.    Pon Lis 06, 2017 10:39 pm

Pytanie Joshuy zbiło bruneta z tropu w podobny sposób, co jego gościa przeprosiny. Jak to: za co? Przecież było tyle powodów, że zapewne zabrakłoby mu palców, gdyby zaczął wymieniać. Nie potrafił nawet stwierdzić, co było jego najgorszym czynem, jaki popełnił. Czy powinien zacząć od swojego aktualnego stanu, a skończyć na sytuacji sprzed kilku lat, która zniszczyła ich relacje? Czy przeciwnie, zacząć prośby o wybaczenie i obietnice poprawy w sposób chronologiczny? Wybór był tak trudny, a grzechów tak wiele...
- A za co powinienem? - spytał cicho, znów wbijając spojrzenie w podłogę, przypominając jeszcze bardziej pokonanego przez życie i zrezygnowanego człowieka. Westchnął cicho, sięgnął do włosów i przeczesał je odrobinę nerwowym ruchem, by zatuszować fakt, że jego dłoń się trzęsła.
Przekonanie, że wszystko zepsuł i że wszystkie wybory, jakie podjął przez ostatnie osiem lat było błędnych, sprawiało mu wręcz fizyczny ból. Wiedział, że powinien się powoli z przeszłością godzić, a nie dawać przytłoczyć wszystkimi problemami, jakie kiedykolwiek pojawiły się na jego drodze i które - w tym konkretnym momencie - zdawały się olbrzymie, ale... Ale to w takich momentach było ponad jego siły.
Czuł się zmęczony. Stary, przeżuty przez życie i zmęczony.
Zamknął oczy i powoli nabrał powietrza do płuc, a potem je wypuścił. Spróbował przypomnieć sobie o tym, co ustalili na terapii. Co powinien robić w takich sytuacjach? Na pewno nie pogrążać się w tej spirali złości, bólu i zawodu swoją osobą. Nie mógł cofnąć przeszłości. Musiał sobie zacząć z nią radzić. Powoli, krok po kroku. Ucieczka nie rozwiązała jego problemów - wręcz przeciwnie, dodała mu nowych, których również nie dało się zignorować. Musiał w końcu zacząć stawiać czoło rzeczom, które tego wymagały.
Powoli.
Kroczek po kroczku.
Spojrzał wreszcie na swojego dawnego przyjaciela i otworzył usta, chcąc w końcu przysłowiowo "chwycić byka za rogi" i zawalczyć ze swoją psychiką. Zdobyć w końcu przebaczenie.
Ale...
Ale, gdy poprzednio wreszcie zdobył się na odwagę, nic dobrego z tego nie wyszło.
Westchnął ciężko, z rezygnacją i poczuciem przegranej.
- Pewnie za wszystko - szepnął bardziej do siebie, niż do swojego towarzysza.

_________________

"Now tell me baby, do you love as hot as I do?
Is there's a lighting striking inside of you?
Does your thunder roll? Does the fire keep you cool?
Oh, cause a hurricane is comin' for you"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ZerlovBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 02/07/2017
Liczba postów : 158
Cytat : Miłość, sen i śmierć przychodzą pomału, schwyć mnie za włosy i mocno pocałuj.
Female


PisanieTemat: Re: Powrót po latach.    Wto Lis 07, 2017 6:52 pm

Im dalej brnęli, tym bardziej wydawało mu się, że pomysł z pójściem w cichsze miejsce było złym pomysłem. Albo złym pomysłem było pokazanie mu się. Jeszcze nie wiedział jaki pomysł jest tym złym ale Neal zamiast w najmniejszym stopniu poczuć spokój widocznie denerwował się. A przecież nie po to sugerował mu ucieczkę od grona ludzi. Nie po to by wymuszać na nim przeprosiny czy go stresować. Robił coś nie tak? Neal zachowywał się tak przez cały czas? Joshua dokładnie nie wiedział czego ma się spodziewać po przyjacielu. Mniej więcej jego mama nakreśliła mu całą sytuację, on zagłębił wiedzę w internecie ale słyszeć i czytać o takim psychicznym uszczerbku a mieć do czynienia.. Dwa różne światy. Bał się, że najmniejszy ruch spłoszy zranione zwierzę, które zamknie się w sobie jeszcze bardziej.
Milczał, nie myśląc nawet aby mu odpowiedzieć. Za co powinien? Za nic. Zdarzyło się... wiele. Nie zapomniał o tamtym konkretnym dniu; o tej konkretnej sytuacji. O czymś takim się nie zapomina. Właśnie wtedy.. życie zmieniło mu się o niepełen obrót. Stanęło do góry nogami i w miarę kolejnych miesięcy coraz bardziej waliło. Zaczynał upadać na głowę, pod którą roiło się od ostrych kamieni oraz szkieł.
W końcu nie wytrzymał. W mgnieniu oka znalazł się przed nim, pamiętając nadal o możliwości aktywacji ataku paniki, kucając nimi przed nim ale w odpowiedniej odległości. Spokojne usiedzenie w jednym miejscu, jak normalny, dorosły osobnik nie było dla niego. Zareagował trochę impulsywnie. Co zrobić?
-Neal, ja Ci wybaczyłem bardzo dawno temu. -zaczął cicho, mimo wcześniejszego, nagłego ruchu. Chwilę mu się przyglądał ale ta ostrożność z nim wygrała i opuścił spojrzenie na jego dłonie. -Wydarzyło się wiele rzeczy, o których nie będziemy w stanie zapomnieć.. Owszem, aczkolwiek chcę abyś zrozumiał, że ja wybaczyłem Ci. Wszystko. Nie chcę byś bał się cokolwiek do mnie powiedzieć z obawy, że wstanę i wyjdę. Tyle lat żyłem w strachu czy nic Ci się nie stało i czy wrócisz jeszcze żywy do domu.. -zaciął się na krótki moment, zawieszając wzrok gdzieś pod jego nogami. -Byłem zły na Ciebie, że od tak zniknąłeś. Szybko mi przeszło, a później każdego dnia zastanawiałem się co u Ciebie. Kiedy dowiedziałem się, że wróciłeś.. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz byłem tak szczęśliwy. Może to trochę egoistyczne patrząc na Ciebie i to co przeżyłeś.. oraz w jakim jesteś stanie ale mogę Ci to głośno i szczerze powiedzieć: jestem szczęśliwy.
Nie, nie płakał. Płacz nie jest dla niego. Nie mógł płakać.

_________________
Just look,
I'm yours.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 232


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Powrót po latach.    Sob Lis 11, 2017 1:41 am

Gwałtowna reakcja blondyna faktycznie, wystraszyła byłego żołnierza. Jego głowa nagle podskoczyła, gdy wyprostował się, wpatrując z uwagą w dawnego przyjaciela - ale w jego spojrzeniu nie było tych naturalnych, raczej przyjaznych, emocji. Była tam tylko czujność, gotowość do reakcji, do obronienia się, bądź - jeśli nadejdzie taka konieczność - cofnięcia się i ukrycia gdzieś daleko. Nie był spokojny,  nie traktował Josha tak, jak kiedyś. Czuł coś do niego, oczywiście, reagował na jego obecność instynktownie, ale przez ten ucisk w piersi przedzierały się dawne doświadczenia. Te, które nie dawały mu spać po nocy.
Zacisnął dłonie na oparciu krzesła, zmuszając się do - pozornie - spokojnego wypuszczenia powietrza z zaciśniętych nagle płuc, a później wypuszczenia go. Nie panikował, nie histeryzował, nie krzyczał, nie bił i nie mdlał.
Jeszcze.
Wysłuchał słów Maverica, zmuszając się do pełnego skupienia, by na pewno nie pominął ani jednej głoski, ani jednej zmiany w tonie, ani jednego grymasu na twarzy. To było ważne. Wiedział, że powinien był się bardziej postarać, by zdobyć przebaczenie, czuł wewnętrzny zawód na samego siebie, ale nie to było w tym momencie najistotniejsze. To, że Joshua się nim przejął... To, że za nim tęsknił... To, że mówił tak, jakby naprawdę zerwanie kontaktu sprawiło mu ból... 
Neal czuł się rozdarty pomiędzy żalem, że tak niesprawiedliwie go potraktował, jakby założył że blondyn już nigdy nie będzie chciał mieć z nim nic do czynienia po tamtej sytuacji, a zarazem naprawdę cieszył się z tego, że wciąż mu zależało. Przez krótką chwilę pozwolił sobie na fantazję, że faktycznie, między nimi mogłoby być tak, jak dawniej. Że wszystko już jest wybaczone, pogrzebane, a oni będą mogli rozmawiać tak samo otwarcie, jak kiedyś.
Ale to nie było możliwe. Nie było możliwe, bo brunet gdy patrzył na dawnego przyjaciela wciąż czuł szybsze bicie serca. Nie dlatego, że był przerażony tą sytuacją i konfrontacją - chociaż były to czynniki, których nie mógł pominąć - ale dlatego, że to był on.
Roześmiał się cicho. Chrapliwie. Gorzko. W zasadzie, ciężko było to nazwać prawdziwym śmiechem. Nie było słychać tego brzmienia, które dawniej zawsze mu towarzyszyło. Brakowało tego przyjemnego, radosnego pomruku, który rodził się gdzieś w piersi - zamiast niego były suche, niemal przeliterowane "ha ha ha". 
- Bez przesady, nie jestem w takim złym stanie. Mogłem wrócić bez którejś kończyny, albo jako roślina - rzucił wreszcie, tłumacząc swoją "wesołość". Sam też wbił spojrzenie w ręce Joshuy, jakby właśnie to było najbezpieczniejszym punktem do zawieszenia wzroku. Nie potrafiłby mu w tym momencie spojrzeć w oczy - wiedział, że w jego spojrzeniu odbijało się w tym momencie tylko cierpienie. Tamte przeżycia. Ogień. Wybuchy. Krew. Kończyny.
Oddech znów mu przyspieszył, niebezpiecznie zbliżając się do granicy hiperwentylacji.
Zmuszanie się do spokoju było coraz trudniejsze, ale musiał spróbować. Żeby Josh nie uznał go za całkowitego kalekę.
- A... Jak u ciebie? - spytał niemal neutralnym tonem.
Tak, jakby sama myśl o szczęśliwym pożyciu małżeńskim Maverica nie powodowała u niego chęci do przestrzelenia sobie głowy. Dlaczego znajdował się pomiędzy młotem a kowadłem? Ból serca, czy ból psychiczny? Dlaczego nie było z tej sytuacji żadnego satysfakcjonującego wyjścia?

_________________

"Now tell me baby, do you love as hot as I do?
Is there's a lighting striking inside of you?
Does your thunder roll? Does the fire keep you cool?
Oh, cause a hurricane is comin' for you"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ZerlovBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 02/07/2017
Liczba postów : 158
Cytat : Miłość, sen i śmierć przychodzą pomału, schwyć mnie za włosy i mocno pocałuj.
Female


PisanieTemat: Re: Powrót po latach.    Nie Lis 12, 2017 3:03 pm

Zdawał sobie sprawę z swego lekkomyślnego, nieco dziecinnego zachowania. Pod wpływem impulsu niemal padł przed nim na kolana. Raczej żaden dorosły facet, mający.. żonę czy dobrze płatną pracę takich akcji nie odstawia. Natomiast Joshua był jebanym wyjątkiem i mógł robić co tylko chciał. Wiecznie udający przed tymi wszystkimi ludźmi najlepszego męża, ułożonego, kulturalnego człowieka pracy oraz rodziny, zawsze on jako jebana postawa do naśladowania. On i ta żmija jako wypisz, wymaluj małżeństwo godne naśladowania. Dlatego jest wyjątkiem. Raz na jakiś czas może krzyknąć, zachować się dziecinnie lub impulsywnie przed kimś kto nie jest Mad. Pokazać co w nim siedzi, nawet jeśli druga strona przyjmie takie zachowanie za nic. Tym lepiej dla niego.
Zapatrzony w własne dłonie nie wiedział co dzieje się tam wyżej, gdzie wzrokiem nie sięgał. Jak zmieniła się mimika przyjaciela, co też mówiły oczy a co próbowały powiedzieć usta. Poczuł niemały wstyd przez własne zachowanie. Wszystko przez Madeleine. To ona kolejny raz go wzburzyła i puściła z domu. Dusił w sobie domowe emocje i oto właśnie z niego się ulotniły, na szczęście tylko w wydaniu impulsywnego skoku z miejsca na miejsce a nie wrzasków, które na marginesie, źle by zadziałały. A nie widząc co się dzieje nie mógł być przygotowany na.. śmiech. Bardziej marną imitację śmiechu ale wciąż. Zbity z tropu uniósł głowę. W pierwszej chwili sądził, że właśnie się zbłaźnił na tyle, że przyjaciel go wyśmiał i być może wcale nie oczekiwał wybaczenia (tak działał zmęczony umysł Joshuy). Lecz nie. Nie chodziło o nic takiego.
Jesteś debilem żeby w ogóle pomyśleć o czymś takim.
Neal nigdy go nie wyśmiał i nie leżało takie coś w jego naturze. Powoli, o wiele spokojniej niż wcześniej podniósł się i na powrót zasiadł na łóżku. Wszystko po to aby dać mu swobodę w oddychaniu i ruchach. Poza tym musiał usiąść dalej. Nie bardzo rozumiał swoje ja ale ono kazało mu siąść na dupę.
-Trzymajmy się tego, że wróciłeś i teraz będzie dobrze. Nie chcę myśleć o innych wersjach. -mruknął, kończąc temat zdrowia. W najgorszych scenariuszach widział go jako warzywko albo.. zamkniętego za wiekiem trumny. Koniec.
Drgnął na pytanie. Bardzo nie trawił takiego typu pytań, bo był zmuszony kolejny raz kłamać. Chociaż tym razem czemu? Osoba, której miał powiedzieć co u niego jest dobrym przyjacielem. Człowiekiem, przed jakim nie posiada się żadnych tajemnic. Więc czemu, gdy otworzył usta kłamał a o życiu z czarownicą nie próbował wspomnieć?
-Jak u mnie.. - powtórzył cicho. -Jakoś leci. Mam nudną pracę ale znowu dobrze płatną. Ostatnio coraz częściej pływam, jestem po trzech złamaniach i tyle jestem Ci w stanie powiedzieć, bo właśnie ktoś się zbliża.
Jak na zawołanie rozległo się ciche pukanie do drzwi a za nim "Chłopcy jesteście tutaj?"[i]. Pamiętał jak kiedyś często mama Neala wypowiadała to samo pytanie. Joshua uśmiechnął się delikatnie.
-Tak, jesteśmy. Już oddaje Pani syna. -odparł na co usłyszał cichy śmiech kobiety. Poprosiła ich jednak by na nowo pokazali się pozostałym. No tak. Zabrał im tego, do którego przyszli. Pytanie, skąd Joshua wiedział, że ktoś się zbliża? Przyzwyczajenie. -Chyba muszę Cię im oddać.. W sumie nie powinienem się dziwić. To impreza powitalna dla Ciebie a ja egoistycznie zabieram Cię innym. Chodź, bo mnie tam zlinczują. -odparł z rozbawieniem choć szczerze mu było do niego daleko. Nic nie szło po jego myśli. Wstał i zrobił te kilka kroków do drzwi.

_________________
Just look,
I'm yours.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 232


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Powrót po latach.    Wto Lis 14, 2017 11:24 pm

Joshua naprawdę przejął się nim i jego losem. To było... Wręcz niespotykane. Nie, wcale nie. Blondyn był taki zawsze. Opiekuńczy. Przyjazny. Przejmujący się mu bliskimi osobami. To z Nealem było coś nie tak, że dobrowolnie zrezygnował z jego towarzystwa - a wcześniej ubzdurał sobie, że coś do niego czuje. Coś więcej. Coś, co powodowało, że myślał o nim w sposób nieprzyzwoity, że tęsknił za jego bliskością, a przy każdym dotyku czuł dreszcz. Wciąż po nocach prześladowały go te apetyczne usta i piękne, wrażliwe ciało. I te niebieskie oczy, wpatrzone w niego zawsze z taką... Intensywnością.
To z Robertsem było coś nie tak, że pragnął więcej w relacji, która była idealna.
Brunet westchnął cicho, kiwając głową na słowa swojego dawnego przyjaciela. Starał się go w jakiś niemy (skoro werbalny szedł mu jak po grudzie) zachęcić Maverica do otwarcia się. Zmniejszenia tego dystansu, który pomiędzy nimi był - i nie chodziło tu wcale o kontakt fizyczny, a... A te siedem lat. Lat, które napsuły w głowie byłego żołnierza tak, że sam już nie wiedział, kim był i co było właściwe, a co nie. Co było melancholią i wspomnieniami, a co żywymi i prawdziwymi uczuciami. Bo czy było możliwe, by - pomimo obrączki, piekła wojny, przerwy, tamtego wydarzenia - wciąż go... Wciąż coś do niego czuł? 
Uniósł spojrzenie z zaskoczeniem, słysząc ostatnie słowa blondyna. On sam, pomimo traumy i zwiększonej wrażliwości na dźwięki, w tym konkretnym momencie nie zwrócił uwagi na to, że ktoś nadchodził po schodach. Wyostrzenie słuchu nie zadziałało wtedy, gdy był z blondynem, bo...
Nie, nie chciał tego nazywać. Nie chciał o tym myśleć. Nie zadziałało, bo brał leki. Właśnie tak. Nic więcej. Doszukiwał się drugiego dna tam, gdzie go nie było. Musiał przestać. Musiał przestać, nim zrobi kolejną głupotę, której już Joshua mu nie wybaczy.
Gdy dawny przyjaciel podniósł się i rozmawiał z matką Neala, ten ani drgnął. Zamiast słuchać wypowiadanych słów, skupić się na konwersacji, cała jego uwaga zatrzymała się na twarzy blondyna. Na jego mimice. Na sztuczności zachowania - tej samej sztuczności, którą przez jakiś czas widział w odbiciu Roberts. Mając PTSD nie był już zdolny do utrzymania tak pozornie naturalnej twarzy, czuć było od niego ten dystans, widać było w zachowaniu i postawie pewną nieufność, przygniecenie ogromem złych doświadczeń. Maverick krył się lepiej. Lepiej, ale... Niewystarczająco.
- Mamo, nie widzieliśmy się tyle lat. Daj nam proszę chwilę prywatności - rzucił, siląc się bardzo na uprzejmy ton i uśmiech. Wyszło jak wyszło - ale starał się. - Będę czuł się lepiej wśród tych ludzi, gdy będę mieć kogoś świadomego mojej... sytuacji, oprócz ciebie i ojca. - Te słowa kosztowały go dużo. Bardzo dużo. Nie cierpiał przyznawać się do słabości - szczególnie tego rodzaju.
Ale w tym momencie nie chodziło o niego. A przynajmniej - nie do końca. Owszem, chciał egoistycznie zachować dawnego przyjaciela przy sobie - ale też chciał się dowiedzieć o tym, co się u niego dzieje. Przez ułamek sekundy widział - nie, nie widział, bo wtedy akurat na niego nie patrzył, ale słyszał - inną nutę w jego głosie. Taką, która była niczym błaganie "wysłuchaj mnie". "Pomóż". Nie mógł jej zignorować. Nie wtedy, gdy chodziło o jego przyjaciela.
Nawet wtedy, gdy więcej ich dzieliło, niż łączyło. Nawet wtedy, gdy bał się, że jakikolwiek kontakt fizyczny z Joshuą może go zmienić w skulonego, zapłakanego i przerażonego dzieciaka, chowającego się w kącie i błagającego o to, by zostawić go w spokoju.
Musiał spróbować. Jak nie dla siebie, to chociaż... Dla niego. Zostawił go na tak długi czas, był mu coś winien.
Był mu dużo winien.
Podniósł się i podszedł do stojących osób - delikatnie poklepał matkę po ramieniu, zapewniając niemo, że wszystko w porządku. Potem, gdy wyszła (jego uwadze nie uszła ta mieszanka obawy i ulgi w jej spojrzeniu) wskazał dłonią na miejsce, gdzie chwilę wcześniej siedział blondyn.
Wracaj. Kontynuuj - starał się przekazać w bezgłośny sposób.

_________________

"Now tell me baby, do you love as hot as I do?
Is there's a lighting striking inside of you?
Does your thunder roll? Does the fire keep you cool?
Oh, cause a hurricane is comin' for you"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ZerlovBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 02/07/2017
Liczba postów : 158
Cytat : Miłość, sen i śmierć przychodzą pomału, schwyć mnie za włosy i mocno pocałuj.
Female


PisanieTemat: Re: Powrót po latach.    Sro Lis 15, 2017 9:17 pm

Przyszedł tu dziś tylko i wyłącznie dla niego. Dla niego zwolnił się szybciej z pracy, mimo planowanego wyjścia późniejszym wieczorem ( coraz częściej wracał tak do domu; a w pracy szefostwo nie narzekało na dodatkową robotę); dla niego przyszedł sam (tak jakby nieco sprowokował sytuację ażeby móc się pokłócić z żoną). Właściwie wszystko co dzisiaj robił, robił dla niego. Kłótnia z Madeleine jest wcześniej obmyślanym planem, który wyszedł nader dobrze i wkurwił się na nią bardziej niż planował. I wszystko bez najmniejszych wyrzutów sumienia. Wyzbył się ich już dawno temu. Gdzieś tam z początku gryzło go sumienie po wspólnych kłótniach. Szybko wtedy wracał z podkulonym ogonem, przepraszając.
Synu, szanuj kobiety. Szanuj swoją dziewczynę, matkę, babkę i nie zapominaj nigdy o żonie. Szanuj ją.
Lubił powtarzać ojciec. Od małego lubił mu wpajać co ma robić. Dziś nie miał mu tego za złe, wręcz był wdzięczny za dawanie rad i powolne, wspólne odkrywanie świata. Owszem, w późniejszych latach lubił się buntować ale taki nastoletni wiek. Dziś dziękował mu w ciszy za pomoc. Docenił z wiekiem co ojciec chciał mu przekazać. ALE. MIMO TEGO. Nie raz ani nie dwa a codziennie zastanawiał się nad sensem szacunku do wszystkich kobiet. Podważał słowa ojca, dając za przykład własną żonę. Nienawidził jej. Nie pamiętał kiedy z miłości przeszedł na nienawiść. Widocznie gdzieś pomiędzy "kocham Cię" a "nienawidzę" od początku była cieniutka granica. Wystarczyło delikatnie ją przekroczyć. Sielanka zamieniała się w piekło.
Uważał, że oddanie go innym jest dobrym pomysłem. Nawet jeśli sam Neal wolał unikać ludzi i w głębi Joshua wolał zostać z nim sam na sam, to nie wypadało dalej chować się przed innymi. Dlatego wpatrywał się chwilę w drzwi, które zamknęły się za Panią domu. Już się nie uśmiechał. Wyglądał na zamyślonego, trochę odciętego od rzeczywistości. Nic jednak nie zmieniło się w jednym. Nie ważne co robił, widział.. a właściwie czuł, kiedy przyjaciel chcę mu przekazać coś bez użycia słów. To dowodzi jak bardzo był z nim zżyty. Niemal od razu z drzwi przeniósł wzrok na niego, a z niego na łóżko. Zawahał się. Mógł usiąść. Nie chciał więcej mówić. Bo co miał mówić? Żalić się? Przyznać do błędu jakim był ślub? Zatruwać mu czas, podczas gdy i u niego nie było kolorowo? Nigdy. Zagryzając kącik warg przeszedł kilka kroków bliżej łóżka. Póki co stanął przed meblem, wpatrując się w idealnie ułożoną poduszkę.
-Słuchaj, jeśli chcesz i nie masz nic przeciwko spotkać się gdzieś ze mną samemu.. To mogę jutro wziąć wolne w pracy. Przyjadę po Ciebie i gdzieś razem się wybierzemy. Gdzie będzie cicho, rzecz jasna. - starał się brzmieć naturalnie. Zdał sobie sprawę, że nie jest aktorem z wyższej półki i jest ktoś kto potrafi go zdemaskować. Nealowi udawało się to zawsze. Między innymi dlatego stał chwilowo tyłem do niego. Kolejna z rzędu kłótnia odbiła się na nim. -A teraz powinienem Cię tak na serio im oddać. Nim się obejrzysz z widłami będą na mnie szli. -zażartował, nieco marnie ale zawsze, obracając się do niego, by wygiąć kąciki warg w delikatnym uśmiechu.

_________________
Just look,
I'm yours.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 232


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Powrót po latach.    Sro Lis 15, 2017 11:04 pm

Zmiana w zachowaniu Mavericka nagle stała się dla bruneta oczywista. Ponieważ minęło wiele lat i doświadczeń, które wpłynęły na ich sposoby bycia, był ostrożny z porównywaniem tego, co wiedział o dawnym przyjacielu, z tym, co widział przed sobą. Mógł śmiało założyć, że blondyn się zmienił - i było to całkiem normalne. Nie mógł jednak przeoczyć zmiany w aktualnym zachowaniu: gdy mężczyzna z otwartego, energicznego osobnika zmienił się w... Cichszego, spokojniejszego, unikającego jego spojrzenia. Tak, jakby wejście pani Roberts przywołało w nim coś innego. Coś jak...
Były żołnierz miał problem z sytuacją, w jakiej się znalazł. Odzwyczaił się mimo wszystko od relacji z innymi ludźmi - szczególnie z tymi, którzy byli dla niego ważni. Emocje były dla niego jeszcze trudniejsze - nie radził sobie nawet z własnymi, ciężko mu było dołożyć też cudze, wymagające równie intensywnej analizy i domyślania się "co też autor miał na myśli".
...coś jak maskę.
- Joshua? - rzucił miękko, wkładając dłonie do kieszeni spodni i lekko się przechylając w stronę blondyna, starając się zastosować wszystkie znane mu sposoby zakomunikowania otwartej postawy. Gdy wreszcie mężczyzna się odwrócił w jego stronę, uniósł brew wysoko.
- Nie musisz dla mnie rezygnować z pracy, nigdzie się już nie wybieram - ale teraz też jest dobra okazja. Widzimy się. - Zwrócił mu uwagę, nie tak subtelnie i nonszalancko, jak by chciał - no ale trudno. Był po przejściach, nie potrafił już tak czarować swoją osobą jak dawniej, ale jego przyjaciel o tym wiedział. Nie mieli powodów, by przed sobą niczego udawać.
A przynajmniej tak uważał.
...No, prawie niczego. Prawie.
- Przed widłami się ucieka znacznie lepiej, niż przed kulami - mruknął, siląc się na żart. Nie był on zbyt udany - co zauważył niemal natychmiast, przez co na jego twarzy pojawił się grymas zniesmaczenia własną osobą. Machnął dłonią, zbywając go i jednocześnie przekazując swojemu towarzyszowi, że ma się nie przejmować i całkowicie zignorować to, co wydobyło się spomiędzy jego warg.

_________________

"Now tell me baby, do you love as hot as I do?
Is there's a lighting striking inside of you?
Does your thunder roll? Does the fire keep you cool?
Oh, cause a hurricane is comin' for you"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ZerlovBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 02/07/2017
Liczba postów : 158
Cytat : Miłość, sen i śmierć przychodzą pomału, schwyć mnie za włosy i mocno pocałuj.
Female


PisanieTemat: Re: Powrót po latach.    Czw Lis 16, 2017 7:23 pm

Nie to, że czuł się w jego obecności nieswojo. Może nie było tej samej atmosfery pomiędzy nimi co kiedyś ale pomimo upływu lat nie odczuwał dyskomfortu. Od zawsze lubił obecność przyjaciela a z begiem lat nic się nie zmieniło. Był gotów odsunąć wszystko na bok dla niego. Był gotów zrobić dla niego więcej aniżeli dla własnej żony. Wracając jednak do właściwego tematu. Wyczuł, że Neal próbuje do czegoś dążyć. Dojść. Próbuje wyciągnąć z niego to co tak dokładnie starał się ukryć. I właśnie przez domyślność lub dobry instynkt przyjaciela nie chciał dłużej pozostawać z nim sam na sam. Pragnął, chciał aby wszyscy wyszli, zostawiając ich samotnie ale żeby zakończyli temat "co u niego". Zbyt dużo opowiadać.
-Tak czy siak wezmę raz jeden dzień wolny. Jak nie jutro to kiedyś tam. Sam wybierzesz dzień. -wymruczał.
Usłyszenie słów "nigdzie się już nie wybieram" było odpowiedzą na wszystkie nęcące go pytania. Joshua jakby dla własnej pewności chciał poprosić go o obiecanie mu. Wyprosić obietnicę słów o pozostaniu. Kierował nim wewnętrzny chłopczyk; ten wiecznie wyśmiewany, uczuciowy, strachliwy chłopiec z młodości. Tracił wszystko nim dobrze zdobył. Zdrowy, zamroczony rozsądek pomógł przygryźć język.
-Wydaje mi się, że gdyby Twoja mama dostała w dłonie widły miałbym spory kłopot. Kulom by dorównała. -wymruczał z lekkim uśmiechem. Nie żeby się z nie naśmiewał, nic z tych rzeczy. Pani Roberts była bojową kobitką. Dosyć często spotykał się z jej charakterem pochowanym na dnie bycia prawdziwym. Lubił ją taką oraz szanował.
Cisza dłużyła się w nieskończoność. Joshua nie bardzo wiedział co ma zrobić - powiedzieć mu od A do Z jakie wiedzie prawdziwe życie, pochowane za plecami, tam gdzie nie widzą go ludzie? Wyżalić się co leży na sercu? A może wymusić pójście do reszty, zapomnienie do końca dnia o świecie poza mieszkaniem przyjaciela, a później powrót do chorej rzeczywistości?
Cichy, melodyjny dźwięk niemal wywołał u niego zawał. Dochodził z jego kieszeni a był nim dzwoniący telefon. Zdezorientowany wyciągnął urządzenie, zaraz naciskając coś na ekranie, dzięki czemu muzyczka zamilkła.
Spierdalaj, pomyślał.
Zmiana mowy ciała nadeszła automatycznie. Osoba dzwoniąca widocznie nie pod pasowała mu, toteż ciężko było mu ukryć swoje niezadowolenie. Grymasu, choć mocno próbował, nie dał rady ukryć.
-Neal, możemy tam wrócić? Chciałbym się czegoś tylko napić. I zapalić, jeśli mogę.

_________________
Just look,
I'm yours.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 232


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Powrót po latach.    Yesterday at 11:00 pm

Nie chce ze mną rozmawiać.
Zabolało. Świadomość przyszła nagle, zupełnie niespodziewanie i przeszyła pierś bruneta bólem. Próbował zracjonalizować tę reakcję - bo przecież oczywistym było, że jeszcze chwilę wcześniej Joshua sam zaproponował oddalenie się, sam podtrzymywał rozmowę... Ale coś się zmieniło. Czy to była wina matki Neala? Czy czegoś, co on sam powiedział? A może chodziło o to, że były żołnierz zauważył coś - coś, czym najwidoczniej Maverick nie chciał się z nim dzielić? To, jak wiele ich dzieliło, nagle stało się naprawdę widoczne. Nie chodziło o zmiany w nich samych, o to, że mieli za sobą różne doświadczenia i - w pewien sposób - byli skłóceni, ale że mieli przed sobą tajemnice.
Ale, czy tak nie było już od dawna? Od kiedy młody Roberts, charyzmatyczny i uwielbiany przez wszystkich, zdał sobie sprawę, że jego własna dziewczyna jest mu obojętna - żeby nie powiedzieć, że jej nagość wzbudzała w nim obrzydzenie? Że każdy dotyk delikatnych, kobiecych piersi, powodował w nim zniechęcenie i obniżał libido? Za to przypadkowe uderzenie kolanem, zetknięcie się łydek - zdecydowanie męskich - powodowało w nim przyspieszony oddech, a przez ciało przechodził dreszcz, którego nie dało się z nim pomylić?
Pragnął faceta.
Pragnął jedynego faceta na ziemi, którego pragnąć nie powinien - a gdy tylko sobie to uświadomił, przepaść pomiędzy nimi się pojawiła i już nigdy nie zniknęła.
Nie potrafił zmusić się do uśmiechu, dlatego tym razem to on obrócił się plecami do swojego gościa. Nie całkiem oczywiście, jego instynkty wtedy by oszalały, ale na tyle, by jego twarz była niemal niewidoczna.
- Oczywiście, możesz iść, nie trzymam cię tutaj przecież. - Znowu powietrze przeszyło to suche, zgorzkniałe, niemal przeliterowane "ha ha ha". Wsadził dłonie do kieszeni, czując że dalsza rozmowa przekracza jego możliwości. Podszedł do okna, oparł się o nie bokiem i... Czekał.
Czekał, aż mężczyzna, którego obecności i bliskości pragnął ponad wszystko, odejdzie. Znowu.
No cóż, przynajmniej on nigdy nie stchórzył i nie zwiał do innego kraju, prosto pod ostrzał - pomyślał gorzko.

_________________

"Now tell me baby, do you love as hot as I do?
Is there's a lighting striking inside of you?
Does your thunder roll? Does the fire keep you cool?
Oh, cause a hurricane is comin' for you"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ZerlovBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 02/07/2017
Liczba postów : 158
Cytat : Miłość, sen i śmierć przychodzą pomału, schwyć mnie za włosy i mocno pocałuj.
Female


PisanieTemat: Re: Powrót po latach.    Today at 12:19 am

Niekoniecznie sam chciał się pokazać całej tej gromadzie. Wcale nie chciało mu się pić. Tylko z paleniem nie skłamał. Kusiło go na tyle aby zapalić tu i teraz. Nie powstrzymywała myśl o marudzącej pani domu ale obecność syna gospodarzy. Jakoś nie mógł tak po prostu zadymić mu całego pokoju z czystym sumieniem. Tak samo coś nie pozwalało mu go zostawić samego. W głębi duszy prosił o ucieczkę od niepożądanego tematu, z drugiej jednak strony takie ukrywanie przed nim prawdy nie było niczym dobrym. Bo wyglądało trochę jakby stracił do niego zaufanie. A nie stracił. Ufał mu jak nikomu innemu w swoim życiu. Tylko mówienie jak bardzo nienawidzi własnej żony a ślub był błędem, jest raczej nie na miejscu. Może gdyby Neal tyle nie przeżył..
-Słuchaj Neal..
Więcej nic nie powiedział. Przeszkodziło mu ciche pukanie do drzwi, które nasiliło się zanim którykolwiek z nich odezwał się. Natręt chyba stracił język w gębie. Geniusz zamiast grzecznie się odezwać, zapytać o coś, dokonywał nowego odkrycia w temacie "jak szybko dam radę wyjebać drzwi". Irytujące myśli przerwał głos, który postawił na baczność żyłkę na czole Joshuy oraz jego w całości.
-Joshua, jesteś tam? Pani Roberts mnie tu doprowadziła. -kobiecy głos nie należał raczej do super czułych w tej chwili ale Mad i tak starała się brzmieć uroczo, wiedząc, że jej mąż nie jest sam w pokoju. -Czy ty jesteś, kurwa, idiotką? -powiedział cicho, zanim zdążył pomyśleć a najlepiej ujebać się w język.
Naprawdę tego nie chciał ani nie przemyślał. Pierwszy raz, w obecności kogoś innego od Madeleine wyrwały mu się ciche przemyślenia. Na głos powiedział za wiele. Cały otępiały wpatrywał się wielkimi, wystraszonymi oczami w przyjaciela stojącego nieopodal.
-Przepraszam na chwilę. -wyszeptał, lecz wzrokiem uciekł na bok. Kolejne marudzenie kobiety wyrwało go z ciężkiego transu i zmusiło do wyjścia. Stanął twarzą w twarz z powodem niepowodzeń w jego życiu. Zły, zdezorientowany, podirytowany, zmęczony.
Ciche warknięcie "czego chcesz" wcale ją nie zraziły. Zaśmiała się cicho ale gorzko, wywalając mu z góry do dołu jakim dupkiem jest. Nic nowego. Wciąż to samo. Przyzwyczaił się. Stojąc tak wyczekiwał końca zabawnego dramatu, jednocześnie zastanawiając się jak ma odkręcić to co usłyszał Neal.

_________________
Just look,
I'm yours.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 232


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Powrót po latach.    Today at 12:54 am

Wystraszone spojrzenie jasnoniebieskich (ślicznych!) oczu spotkało się z tym, które należało do Roberta i w którym widać było równie duże przerażenie. Po pierwsze dlatego, że ktoś obcy niemal wtargnął do miejsca, w którym brunet czuł się - a przynajmniej próbował czuć - bezpieczny. Po drugie dlatego, że usłyszał reakcję odruchową swojego dawnego przyjaciela - i zdążył obrócić się na tyle szybko, by również dostrzec jego mimikę i stężenie wszystkich mięśni. Po trzecie zaś dlatego, że w Neala uderzyła świadomość, iż za drzwiami stała jego nemezis. Żona Joshuy. Kobieta, do której on poszedł, którą wybrał zamiast wieloletniego przyjaciela.
Może było to zbytnie uproszczenie, może było niesprawiedliwe, ale brunet właśnie tak to odbierał. 
Zrobiło mu się zimno. 
Kobieta wściekle atakowała jego drzwi, a potem równie wściekle zaatakowała Mavericka. Nie, na pewno dzielili to nazwisko. Swojego męża. Naskoczyła na swojego męża.
I on chyba nie pozostał obojętny podczas tej tyrady? 
Co się tam działo?
Brunet nie pamiętał, by Joshua kiedykolwiek taki był. Agresywny. Zdenerwowany. Napięty. Zmęczony. Podnoszący głos. Nawet wtedy, tamtego felernego dnia... On taki nie był.
Ta kobieta, zapewne nadal tak samo piękna, jak wtedy, natarła zarówno na miejsce, które Neal niemal uznawał za bezpieczne, jak i na osobę, która była dla niego ważna. Dawniej, przed pobytem w wojsku, zapewne by otworzył drzwi, przerwał kłótnię małżonków i sprowadził ją do parteru - albo czarując swoją osobą, albo przeciwnie, mieszając z błotem i pokazując swoją wyższość. Tak czy inaczej - pobiegłby na ratunek swojemu... Przyjacielowi.
Ale to było dawniej. Kiedyś. Całe życie wcześniej.
W tym momencie nie czuł się na siłach, by biec komukolwiek na ratunek. Zamiast siły, samozaparcia, energii i zbulwersowania, jego umysł i ciało opanował strach. Ból. Poczucie zagrożenia. Świadomie wiedział, że kobieta już nie łomotała w drzwi - przecież Joshua do niej wyszedł - ale w jego głowie wciąż pobrzmiewał ten rytmiczny, irytujący stukot. Hałas, który przywoływał w jego pamięci inne hałasy. Obawa, która odwoływała się do innych przeżyć, podczas których jego życie było faktycznie zagrożone.
Czuł, że coraz ciężej jest mu nabrać powietrza do płuc - chwytał kolejne hausty w coraz szybszym tempie, walcząc z uciskiem w piersi oraz zawrotami głowy. W jednej chwili był w miarę stabilny, a w drugiej opanowywał go atak paniki. Poczucie, że nic nie może zrobić. Kolejne, coraz chaotyczniejsze myśli przechodziły przez jego umysł, zderzając się ze sobą, sumując, zwiększając tylko ten cholerny strach, który przytłaczał jakiekolwiek racjonalne odruchy.
Neal nie potrafił stwierdzić, w którym momencie zaczął się zsuwać na ziemię, lecz w połowie drogi chwycił się parapetu, próbując uczynić upadek bardziej kontrolowanym. Chyba coś zrzucił na ziemię. Poduszkę? Książkę? Nie wiedział.
Czuł za to, że już nie tylko świszczy, ale i szlocha - dławiąc się swoimi łzami, które pociekły po jego policzkach bez żadnej zgody, bez końca, jakby potwierdzając jeszcze jedną, straszną myśl, po której potoczyła się już cała lawina:
Jestem do niczego. Jestem chory. Nie radzę sobie z życiem. Z podstawowymi jego funkcjami. Z niczym. Nigdy już nie będę normalny. Nigdy nie będę szczęśliwy. Jestem do niczego.
Schował głowę w kolanach, a dłońmi zakrył uszy. Zamknął oczy - i tak już ciemniało mu przed oczami z braku tlenu. Ze strachu. Nie widział rzeczywistości, a jakieś przebitki wspomnień. Światła. Kształty. Ruchy. Hałas. Ból. Zapach spalenizny.
Nie wiedział, co było prawdziwe. Pewnie nic.
Ostatkiem sił spróbował wcisnąć do ściśniętych płuc chociaż trochę powietrza. Tylko tyle, by nie stracił przytomności.
Jestem do niczego.

_________________

"Now tell me baby, do you love as hot as I do?
Is there's a lighting striking inside of you?
Does your thunder roll? Does the fire keep you cool?
Oh, cause a hurricane is comin' for you"

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Powrót po latach.    

Powrót do góry Go down
 
Powrót po latach.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zona scriptum :: Okruchy Życia-
Skocz do: