CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 Savages!

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 285


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."

PisanieTemat: Savages!   Czw Paź 05, 2017 2:38 am


_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CrazyLuckyBastardI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 16/09/2017
Liczba postów : 71


Female


PisanieTemat: Re: Savages!   Pią Paź 06, 2017 12:24 am


Yahto
18 lat
180 cm wzrostu

Ciekawostki:
*Syn wodza, przeznaczony Akhit ; przyjaciółce z dzieciństwa
*Świetny myśliwy i tropiciel, potrafi ustrzelić ptaka w locie bez chwili zawachania
*Ciekawski i pozytywnie nastawiony do życia
*Jeden z najszybszych biegaczy, zna okoliczne lasy na pamięć i potrafi się po nich poruszać wykorzystując każde drzewo, krzew i liść na swoją korzyść
*Świetnie tańczy, dobrze śpiewa, a do tego giętki jak trzcina
*Ma delikatny problem z respektowania rozkazów i tradycji
*Umysł kwestionujący niemal wszystko, co nie wydaje mu się oczywiste
*Głęboko połączony z naturą, bardzo blisko zaprzyjaźniony z rudym rysiem nazywanym Makko
*Kiedy czuje się zagrożony emocjonalnie chowa się za maską żartów i sarkazmu
*Ma miękkie serce i nie potrafi zadać bólu niczemu co jest bezbronne
*Odważny aż do przesady, do tego niepohamowany i delikatnie szalony
*Skrycie boi się tego co przyniesie przyszłość
*Strategiczne myślenie nie jest jego mocną stroną
*Rolnictwo nie mieści się w zakresie jego kluczowych umiejętności
*Czasami za szybko puszczają mu nerwy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 285


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."

PisanieTemat: Re: Savages!   Sob Paź 14, 2017 4:12 am

What can you expect
From filthy little heathens?
Here's what you get when races are diverse
Their skin's a hellish red
They're only good when dead
They're vermin, as I said
And worse

William Egerton
29 lat
Młody, utalentowany podróżnik
Nawigator i eksplorator
Zafascynowany tajemnicami skrywanymi przez matkę naturę
Ciekawy świata, nie zależy mu na bogactwach 
Nienawidzi obłudy, chciwości i ograniczonego postrzegania świata
Uwielbia czytać książki, czerpiąc z nich wszelaką wiedzę
Nastawiony pozytywnie do ludzi wszelkiego pochodzenia, stanu majątkowego czy wykształcenia



Postaci poboczne, aczkolwiek ważne i ich skrócone opisy:

Gubernator John Thurlow
Pragnie sławy i bogactwa
Nadzoruje statek kierowany przez Williama
Manipuluje ludźmi i wykorzystuje ich do brudnej roboty
Nie popiera poglądów Williama względem miłości do natury, uważa ją jedynie za surowiec do rozwoju cywilizacyjnego, potrzebny, póki człowiek nie wymyśli czegoś, co będzie mogło zastąpić zasoby ziemskie

Król Jakub
Władca Anglii 
Zmanipulowany przez Thurlowa, wierzy w jego dobre intencje
Ciekawy świata w podobnym stopniu do Egertona

Irby
Chłopiec tchórzliwy i przebiegły na posyłki Thurlowa
Jest wszędzie tam gdzie gubernator
Zapatrzony we władzę Thurlowa, chciałby być taki jak on
W wolnych chwilach czyta książki, jednak nie wynosi z nich żadnej wiedzy
Nie przepada za Williamem, uważa go za naiwnego i niepotrzebnego do powodzenia eksploracji nowych lądów 

Edward Legge
Młody chłopak, który cudem załapał się na swoją pierwszą wyprawę
Chciałby być doceniony przez Williama, widzi w nim autorytet
Potrafi posługiwać się bronią białą jak i bronią palną
Uczy się czytania map i nawigacji
Stara się naśladować Williama, ale nie zawsze mu to wychodzi
Odważny, lekko roztrzepany

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 285


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."

PisanieTemat: Re: Savages!   Czw Paź 19, 2017 3:41 am

Przesunął palcami po jej smukłym, delikatnym grzbiecie. Pogładził subtelnie skórę, wpatrując się w nią z niemałym zainteresowaniem. Jego ulubienica. Była piękna, nadzwyczajna. A on pragnął, aby tajemnica jej wnętrza została przekazana komuś zaufanemu. Ostrożnie ułożył ją na twardym, zimnym drewnie, a następnie otworzył na pierwszej stronie.
-Widzisz Legge? Tak wygląda perfekcyjny druk tych czasów. Ten tytuł, idealne litery... ale to nie nimi będziemy się teraz zajmować. Ty masz skupić się na treści, nie na walorach estetycznych książki. Musisz poznać najważniejsze elementy nawigacji oraz orientacji w terenie, bo bez tych dwóch czynników, prawdopodobnie zginiesz będąc kapitanem. A razem z tobą liczna załoga - zaczął, kierując wzrok na speszonego chłopaka. Egerton podczas podróży do nowego lądu, zdążył przerobić z rudowłosym odczytywanie prostszych map, które sam analizował jako nowicjusz. Chciał przekazać całą swoją wiedzę młodemu żeglarzowi, bo widział w nim potencjał, zapał oraz skrytą jak na razie miłość do morza i odkrywania nowych horyzontów. Ta dziedzina dopiero raczkowała, jeśli chodzi o możliwości orientacyjne na wodach, ale musiała jak na razie wystarczyć. Kto wie, może to właśnie Edward za kilka bądź kilkanaście lat stanie się sławny z powodu udoskonalenia możliwości geograficznych człowieka.
Minęły kolejne, ciężkie dni. Williamowi coraz trudniej było znieść zachowanie gubernatora. Jego brak pojęcia o jakimkolwiek manewrowaniu statkiem był okrutny. Bezsensowna paplanina raniła uszy mężczyzny, który od tygodnia marzył by jak najszybciej trafić na ląd i uciec w las, z dala od idioty Thurlowa. Na szczęście Bóg wysłuchał modłów nieszczęśnika, gdyż przed oczami całej załogi ukazał się wymarzony kontynent. Ponure mordy zmieniły się diametralnie w hałaśliwe i pełne zapału. Przygotowali wszystko co potrzebne do cumowania i w krótkim czasie mogli zejść z pokładu. Jedni rozglądali się nieufnie, inni wybiegli całując piach. William wyszedł ze statku spokojnie, w towarzystwie Legge'a, który wpatrywał się we wszystko jak dziecko. Wszak jego pierwsza wyprawa musiała być iście ekscytująca.
- Nie obijać się panowie! Rozładować mi tu wszystko! - można było usłyszeć twardy głos gubernatora, który powolnym krokiem opuszczał kajutę, a później również okręt. Jego pachołek, Irby, zdążył już rozłożyć mu pod nogami długi dywan, by Thurlow nie brudził sobie butów piaskiem, a od razu trafił na czystą trawę. Nadzorca zapalił fajkę, patrząc to w prawo to w lewo.
-Ach...tak. Tu na pewno znajdziemy bogactwo, czuję to w kościach - odparł, zacierając ręce na samą myśl o złocie czekającym na niego gdzieś pod ziemią.
-A co jeśli nie jesteśmy tu sami? - spytał jeden członek załogi.
-Jeśli jeszcze nie jesteśmy, to będziemy - zapewnił go z delikatnym uśmiechem Thurlow. Williamowi nie podobała się ta odpowiedź. Jeżeli to miejsce było zamieszkałe, wolałby dowiedzieć się o tym pierwszy, chociażby po to by naprowadzać poszukiwaczy na miejsca jak najbardziej oddalone od miast czy wiosek rdzennych mieszkańców. Szatyn zebrał ze sobą torbę z potrzebnymi mu rzeczami i ruszył między drzewa bez słowa.
-A pan dokąd? - spytał zdezorientowany Legge, nie chcąc opuszczać swojego mentora nawet na krok. Przydupas nadzorcy od razu podłapał temat, delikatnie szturchając Pana, by przyuważył tę interesującą scenkę.
-Nasz podróżniczy as sprawdzi dla nas teren, chłopcze. Prawda, Egerton?
-Tak...wrócę późnym wieczorem - odparł chłodno, marszcząc brwi. Odrzucił propozycję protegowanego dotyczącą wyprawy we dwóch i zniknął w lesie. Doczekał się ciszy i spokoju na łonie natury. Piękno dziczy otaczało go ze wszystkich stron. Chłonął wolność, upajał się nią, podziwiał niezniszczony przez człowieka cud matki ziemi.

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CrazyLuckyBastardI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 16/09/2017
Liczba postów : 71


Female


PisanieTemat: Re: Savages!   Nie Paź 22, 2017 12:49 am

-Ledwie zdołaliśmy zakończyć konflikt z plemieniem Mściwego Sokoła, a na naszej ziemi zjawiają się te dziwne stworzenia.- Kolejna drzazga odleciała od gałęzi struganej wściekle przez Sitkę.
-Widocznie Wielki Duch przewiduje dla ciebie jeszcze więcej uznania wśród plemiennych kobiet. Względnie rychłą śmierć...-Yahto uśmiechnął się pod nosem, kiwając nogą ze znudzeniem. Oczywiście pierwsze kilka godzin pobytu białych na lądzie było wyjątkowo ekscytujące. Gdy tylko płócienne chmury zamajaczyły na horyzoncie posłaniec wpadł do wioski jak przerażony jeleń i o wszystkim zameldował wodzowi, który natomiast po niezwłocznej naradzie z szamanem rozkazał wysłać paru najdzielniejszych mężczyzn by zbadali dziwne zjawisko. Z początku wizja własnego syna podkradającego się do nieznanego nikomu zagrożenia sprawiła, że wielki wódz zaciskał groźnie umęczone wieloletnim wysiłkiem ręce, szukając w głowie argumentów, które jakkolwiek przemówiłyby temu narwanemu dzieciakowi do głowy, jednak, niestety, Yahto znalazł je przed nim. Ich rozmowa nie trwała długo i prawdopodobnie niewiele osób w wiosce w ogóle zwróciła na nią uwagę. Jedynie Sitka został przy wymarszu z tyłu, słuchając ostatnich poleceń wodza. Ekscytacja narastała miarowo z każdym krokiem zrobionym w stronę nieznanych przybyszów. Teraz jednak, po paru godzinach nieprzerwanej obserwacji, nawet najrozważniejszego z rozważnych i najdzielniejszego z dzielnych zaczynał trafiać jasny szlag. Białe małpy pokrzykiwały do siebie coś w języku nie zbliżonym do żadnego znanego mężczyznom dialektu, wykonując przy tym tajemnicze gesty. Najwyższą dawką adrenaliny okazała się chwila, w której jeden z przyjezdnych postanowił skorzystać z samotności pod drzewem, zbliżając się do zakamuflowanych w gąszczu indian zupełnie nieświadomy sześciu wlepionych w niego par oczu. po tym zdarzeniu nawet najoptymistyczniejszy z grupy wojownik stwierdził, że ma dość.
W pewnej chwili Yahto wdrapał się na pobliskie drzewo i gwiżdżąc na rozdrażnionych kompan ułożył się wygodnie obok drzemiącego już od półgodziny rysia. Fakt faktem, z wysokości jego widok na nieznajomych był dużo lepszy. Oni jednak, poza tym, że odmienni, zachowywali się niemal tak samo jak ludzie w wiosce. Do czasu.
-Zobaczcie, jeden z nich gdzieś idzie.-Yahto przesunął się na gałęzi, wyraźnie podekscytowany nagłą zmianą, wywołując dezaprobatę ułożonego tuż obok kota. Jeden z jego towarzyszy uniósł głowę we wskazanym kierunku i westchnął ciężko.
-Może idzie się odlać?-Zasugerował, jakby licząc na to, że syn wodza podchwyci temat. Niestety, tym razem sztuczka nie zadziałała.
-Z torbą i tą dziwną dzidą?-Chłopak uniósł nieco brew patrząc na starszego kompana jak na idiotę.
-Może boi się niedźwiedzi?- Sitka wzruszył ramionami, patrząc w kierunku, w którym zniknął mężczyzna. Yahto zeskoczył z gałęzi, lądując niemal bezszelestnie tuż obok przyjaciela.
-Myślisz?-Zastanowił się na głos, zaraz podnosząc głowę na rysia.-Makko.-Przywołał go, odwracając się w stronę Sitki. -Pójdę za nim. Jeśli to...nic wielkiego-Zaczął zgorszony na wspomnienie pierwszego bliższego kontaktu z białymi.-Wrócę.
Jeśli nie, dopilnuję by nie dotarł do wioski.-
Dodał, podnosząc kołczan i przewieszając go sobie przez pierś.
Przywódca grupy zwiadowczej westchnął ciężko raz jeszcze przypominając sobie moment, w którym obiecał wodzowi, że jego syn wróci tym razem w jednym kawałkiem.
-Bądź ostrożny.-Zaczął mając nadzieję, że jego słowa wystarczą. - Nie zbliżaj się zbyt i uważaj by cię nie wykrył. Ta dzida wygląda źle, nie chcę mieć cię na sumieniu.- Powiedział, podając chłopcu łuk. Ciemnowłosy uśmiechnął się i skinął głową, raz jeszcze przywołując rysia. Kot uniósł łeb i westchnąwszy z wyraźną dezaprobatą zwlókł się leniwie z gałęzi, lądując miękko tuż obok.
Yahto pogładził go po miękkim futrze i spojrzał wesoło na wyższego kompana.
-Nie martw się, nie wspomnę ojcu.-Powiedział z uśmiechem, puszczając Sitce oczko. Mężczyzna drgnął, nie bardzo wiedzą co odpowiedzieć. Na szczęście, młody ruszył w drogę, więc nie musiał odpowiadać nic. Jedynie Makko spojrzał na niego wymownie, jakby mówiąc "oczywiście, że wiedział".


Dogonienie podróżnika nie było trudne. Wymagające, owszem, młody gończy co chwila musiał hamować chęć przejścia w bieg, starając się dochować słowa danemu Sitce i faktycznie zachowywać się ostrożnie. Poza tym jednak, wytropienie mężczyzny było podejrzanie proste, zupełnie jak gdyby zostawiona ze złamanych gałązek i śladów na ziemi ścieżka została wykonana i niezatarta specjalnie po to, by zwabić go w pułapkę. Oczywiście, Yahto nie posądzał białego o podobny manewr. Ostatecznie, żeby złapać go w pułapkę, nieznajomy musiałby mieć świadomość tego, że Yahto za nim idzie. A młody tubylec robił wszystko, by nie miał. Przynajmniej nie poszedł się odlać... Pomyślał chłopak, kopiując ruchy idącego zaledwie parę metrów przed nim człowieka. Makko wydawał się nie podzielać jego entuzjazmu. Ryś szedł bez większego zaangażowania, prawdopodobnie idąc tylko dlatego, że dotrzymywanie towarzystwa komukolwiek innemu byłoby zwyczajnie poniżej jego poziomu. W pewnej chwili jednak, najwyraźniej znudzony spacerem, odbił gdzieś, znikając między roślinnością. Chłopak nie przejął się tym zbytnio, uznając, że kot postanowił zająć się czymś ciekawszym. I to był jego błąd.
W mniej więcej dziesięć minut później chłopak zamarł jak stał wpatrując się z przerażeniem i niedowierzaniem w swojego towarzysza stojącego poniekąd oko w oko z celem jego podchodów. Makko był daleko od nich, z godnością i majestatem zasiadając na pniu przewróconego drzewa, dokładnie naprzeciwko nich. Dość daleko, by Yahto nie miał najmniejszej szansy na dogonienie go, na tyle jednak blisko, by wryty w ziemię Indianin mógł rozpoznać w jego wzniesionych z wyższością oczach rzucone nieznajomemu wyzwanie. Młody chłopak przeniósł rozwarte z przerażenia oczy na cel tego spojrzenia, starając się jak najwolniej i najciszej przygotować łuk do strzału.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 285


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."

PisanieTemat: Re: Savages!   Pią Paź 27, 2017 4:43 am

Podziwiał naturę i dźwięki jej piękna dochodzące zewsząd. Wolność, brak obowiązków, eksploracja. Wszystkie wymagania zostały spełnione. Tylko szum liści, stukanie dzięcioła i on sam. Bez irytujących, bezmózgich żeglarzy i siedzącego na ogonie nowicjusza. Nauka nauką, ale ile można wytrzymywać z kimś, kto dopiero uczy się czym jest nawigacja i rozeznanie w terenie. 
Napotkał na swojej drodze interesujący okaz. Nie spodziewał się tu drapieżnika, przynajmniej nie tak szybko. Zatrzymał się, przez moment rozmyślając nad odpowiednim ruchem. Z szopem praczem zapewne poszłoby łatwiej, wszak nie było możliwe rozdrapanie skóry i przegryzienie krtani w jednym momencie, tak jak w następującej sytuacji. 
-Hej mały. Co tutaj robisz, hm? Odpoczywasz? - czuł wyzwanie rzucane przez zwierzę, jednak nie miał zamiaru wchodzić w jego grę. Nie przyjechał walczyć i zabijać a adorować i odkrywać. Pomachał spokojnie do rysia i wyjął z torby smakołyki. Nie były to specjały dziczy, ale zawsze to jakaś ofiara, byleby zostawiono go w spokoju. Ułożył chrupkie kulki, które swoją drogą wykradł z zapasów pupila Thurlowa, przed sobą i powolnym krokiem przeszedł w tył, a później w lewo między drzewa, chowając się za jednym z większych. Wyciąganie broni mogłoby spowodować jego zgubę. Co jeśli w pobliżu było takich więcej? Musiał się czym prędzej ewakuować i znaleźć bezpieczną przystań blisko jakichś roślinożerców. Gorzej, jeśli niedaleko znajdowała się obca cywilizacja, która po usłyszeniu strzału pędziłaby sprawdzić co się stało. Wtedy wydałby cały brytyjski obóz i naraził na nabicie odbytów na ostre pale. Wprawdzie mieli broń palną, ale z liczebnością było nie najlepiej. 
William wziął głęboki wdech i wydech, chcąc uspokoić organizm. Zwykle był opanowany, jednakże w chwilach niebezpieczeństw każdy miałby problem z szybkim biciem serca i nadmiernym poceniem. Z drugiej strony ciekawiło go, co zrobi ryś. Zje podany posiłek? Odszuka Willa między pniami i spróbuje zeżreć? Nie chciał jeszcze kończyć żywota. Nowy ląd krył wiele tajemnic, które chciał poznać.

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CrazyLuckyBastardI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 16/09/2017
Liczba postów : 71


Female


PisanieTemat: Re: Savages!   Pon Paź 30, 2017 12:43 pm

W chwili, w której mężczyzna sięgnął po smakołyki Yahto napiął łuk, gotowy w każdej chwili przeszyć jego klatkę piersiową i pozbyć się problemu. Stał w gotowości, oddychając spokojnie i miarowo, z napiętym w gotowości ciałem i jasnym umysłem.
Gest wykonany przez ciemnowłosego nieco go zdziwił, nijak nie mieszcząc się w kanonie plemiennych zachowań łownych, jednak to smakołyki położone na ziemi sprawiły, że młody Indianin opuścił łuk, przechylając się nieco do przodu by lepiej widzieć. To, co mężczyzna położył przed sobą nie wyglądało ani jak broń, ani jak ofiara. Wyglądało jak źle zrobiony chleb. Lub dziwne kamienie. Niemniej, nie wyglądały groźnie. Yahto przesunął nierozumiejącym wzrokiem po sylwetce mężczyzny, zaraz później przenosząc wzrok na wciąż nieruchomego kota. Nie trwało to jednak długo, gdyż ciemnowłosy postanowił nagle zbliżyć się do niego tyłem. Ciało młodego spięło się natychmiast, podejrzewając jakiś wyjątkowo dziwny podstęp. Ostatecznie, skoro mężczyzna wiedział, że Yahto go obserwuje, czemu skradał się do niego tyłem? I to jeszcze w tym ślimaczym tempie? Czemu stanął tak blisko niego? I czemu, na wszystkie duchy ziemi, nie zaszczycił go nawet spojrzeniem!?
Indianin odetchnął cicho, sięgając po nóż. Facet którego obserwował był albo szalony, albo bardzo pewny siebie i niebezpieczny. Albo bardzo głupi. Yahto nie był pewien, czy to jest dobry moment na to, by zdać się na los i sprawdzić, która z opcji jest prawdziwa. Ze swojego miejsca między roślinami niemal czuł woń nieznajomego, przyjemną i natarczywie otaczającą jego wrażliwy nos, która zaburzała jego jasne myślenie i wprowadzała w głowie prawdziwy zamęt. Setki myśli kłębiły się w młodym obserwatorze, kłócąc się między sobą i dywagując nad możliwymi do wykonania ruchami.
Tymczasem Makko prychnął z pogardą widząc postępowanie przybysza, prawdopodobnie niezbyt zadowolony sformułowaniem "mały" i posławszy intruzowi ostatnie, dezaprobujące spojrzenie, zawrócił powoli, odchodząc tylko w sobie znanym kierunku.
Widząc to, Yahto także zapragnął się nieco wycofać, by móc powrócić do bezpiecznego obserwowania z daleka, jednak, pod wpływem adrenaliny i absolutnego skołowania, nadepnął na jakiś patyk, miażdżąc go pod swoją nagą stopą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 285


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."

PisanieTemat: Re: Savages!   Sro Lis 08, 2017 3:49 am

Przeżył spotkanie z pierwszym dzikim zwierzęciem, które pojawiło się w lesie. Wciąż miał wszystkie kończyny, a na ciele nie zostało nawet najmniejsze zadrapanie. Jednak wciąż czuł na sobie ciążący wzrok, którego właściciela nie mógł nigdzie wyłapać. Paranoja? Bardzo możliwe, wszak w nowym miejscu trudno o zaufanie nawet do własnych, doświadczonych zmysłów. Zerknął kontrolnie na rysia, który obrażony oddalił się między drzewa. Cóż, William był za bardzo pacyfistycznie nastawiony do wszelkiej natury, by przyjmować wyzwanie kota. Nie chciał mu zrobić krzywdy. Zawsze trzymał przy sobie nóż i broń palną, na wszelki wypadek, ale rzadko kiedy miał okazję użyć owego sprzętu. 
Jego przeczucie nie zawiodło. Usłyszał łamany niedaleko kawałek drewna. 
Szybko wyjął ostrze w geście obronnym i rozejrzał się uważnie, bo dźwięk dochodził z nadzwyczajnie bliskiej odległości. Zaczął się powoli przemieszczać, by mieć większe pole manewru i móc rozejrzeć się dookoła. Wtem, zauważył postać. Nie był to żaden z imbecyli ze statku, który mógłby wpaść na genialny pomysł śledzenia go, ani jego protegowany. Zupełnie nowa, nieznana istota. Miała ciemniejszy kolor skóry od niego. Był to prawdopodobnie mężczyzna, prawie nagi mężczyzna! Niecodzienny widok na moment rozkojarzył Egertona. Wpatrywał się w oddaloną od niego o paręnaście metrów osobę, nie wiedząc co zrobić. Człowiek, jako jednostka bardziej skomplikowana od zwyczajnego mieszkańca lasu, był nieprzewidywalny i mógł w każdej chwili rzucić się i zadźgać biednego podróżnika. Will nie miał pojęcia na jak rozwiniętą jednostkę trafił, ale ciekawiła go aparycja chłopaka. Od razu zaczął wyobrażać sobie jak musi wyglądać jego wioska bądź miasto, jak ubierają się inni, jak mówią, czego używają do obrony własnej. Zastanawiał się już nawet czy mają jakąś religię! Niebywałe odkrycie.
Schował nóż, by uspokoić nieznajomego osobnika. Podszedł o krok, pochylając się nieco, by nie sprawiać wrażenia gotowości do ataku, a coś na obraz pewnej uległości. Może to spowoduje, że druga strona nie zareaguje negatywnie i będzie chciała zapoznać się z eksploratorem. Wewnętrznie uważał to za głupotę i naiwność, ale nie szkodziło spróbować zaprzyjaźnić się z obcym. Jego ciekawska natura kierowała nim i kazała dowiedzieć się jak najwięcej, by poszerzyć horyzonty myślowe.

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Savages!   

Powrót do góry Go down
 
Savages!
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zona scriptum :: Okruchy Życia-
Skocz do: