CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 Tam, gdzie mieszka zło

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Rotten BeautyChameleon
avatar

Data przyłączenia : 27/09/2017
Liczba postów : 20


Cytat : Każde dobre wrażenie, jakie się wywołuje w świecie, stwarza nam nieprzyjaciela. Aby być lubianym przez ludzi, trzeba być miernotą. Oscar Wilde
Female


PisanieTemat: Tam, gdzie mieszka zło   Pią Paź 13, 2017 2:33 am

Cytat :
Źródło




Imię i nazwisko: Quentin Brown
Data urodzenia: 1 października 1802
Data zgonu: 19 lutego 1826 (23 lata)
Przyczyna zgonu: upadek ze schodów (nieszczęśliwy wypadek)
Wzrost: 68" (ok. 173 cm)
Waga: 143,5 f (ok. 65 kg)
Budowa: szczupła
Karnacja: jasna
Kolor włosów: blond
Kolor oczu: szare
Inne: zagraniczne pochodzenie (?)

Z kroniki policyjnej: od 10 roku życia stajenny pana Lovecrafta; pianista; uważany przez otoczenie za porywczego i kłótliwego (patrz: zeznania H. Lovecrafta, jego małżonki i syna); wykazywał seksualne zainteresowanie mężczyznami (patrz: zeznania służącej Mary Williams); potencjalny romans z [zamazane] (?) (patrz: zeznania służącej Mary Williams)

_________________
Awatar
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CrazyLuckyBastardI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 16/09/2017
Liczba postów : 50


Female


PisanieTemat: Re: Tam, gdzie mieszka zło   Pią Paź 13, 2017 2:46 pm


Robert Bennethwall
Lat: 38
Wzrost: 189 cm



Kate Bennethwall
Lat: 17
Wzrost: 165 cm


Ciekawostki:
*Robert z Londynu wyprowadził się by nieco odpocząć od salonowego pierdolenia i odetchnąć na łonie natury.  Oficjalnie, w celach zdrowotnych
*Sceptyk, cynik i sarkastyk mający w zwyczaju drwić w bardziej lub mniej oczywisty sposób ze wszystkich i ze wszystkiego
*Benethwall bardziej niż o cokolwiek na świecie dba o własną córkę, pozostałość po matce, która odziedziczyła nie tylko pełne rozbawionej dezaprobaty spojrzenie ale i specyficzny humor matki, w którym Robert się zakochał.
*Żona Roberta zginęła stratowana przez dorożkę w centrum miasta, wracając z zakupów. Dorożkarz zaginął pół roku później.
*Razem z córką uwielbia grać na fortepianie. Uczy ją też gry na skrzypcach.
*Kate ma kota, Baltazara który od zawsze toczy z Robertem zimną wojnę o miłość dziewczyny.
*W przeciwieństwie do ojca, Kate wierzy w zjawiska paranormalne, choć podobnie jak ojciec, raczej się ich nie boi
*Obydwoje uwielbiają tańczyć
*Żona Roberta zaraziła go miłością do poezji, którą następnie Robert zaraził Kate
*Robert  pali. Kate nie może
*O rękę dziewczyny stara się wielu podlotków, których Robert osobiście najchętniej rozstrzelałby z miejsca.



*W tej posiadłości mają dwójkę służących, którzy zdążyli przygotować dom na wizytę państwa.
Służba  wierzy w ducha jednak  stara się funkcjonować normalnie, nie wchodząc mu w drogę ilekroć gdzieś coś skrzypnie lub trzaśnie.




* Akcja zaczyna się wczesną jesienią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CrazyLuckyBastardI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 16/09/2017
Liczba postów : 50


Female


PisanieTemat: Re: Tam, gdzie mieszka zło   Pią Paź 13, 2017 3:30 pm

Koła dorożki zatrzymały się, chrzęszcząc o zziębniętą ziemię. Późno popołudniowy wiatr przesunął gałęziami pobliskich drzew, strącając z nich parę brązowiejących liści, które przeleciawszy się nieco, opadły wprost pod rozłożony dla panienki schodek. Kate wysiadła z powozu i odwróciła się w stronę podążającego za nią ojca. Dopiero gdy obie okute w ciepłe buty stopy pana Benethwalla zakorzeniły się w ziemi dziewczyna zdecydowała się rozejrzeć, obdarzając posiadłość i jej okolice zaciekawionym spojrzeniem. Robert spojrzał na nią z zadowoleniem, ciesząc się, że dom nie doczekał się pełnego dezaprobaty komentarza i skinął na woźnicę by wraz z stojącym już w drzwiach służącym zajął się rozpakowywaniem bagażu.
-Jaśniepanie, panienko...-Pan Jenkins skłonił się nisko, mijając ich szybkim krokiem. Kate dygnęła szybko, zaraz ponownie odwracając się na ojca, jakby chcąc sprawdzić, czy on również powita oddanego sługę jak należy. Robert spojrzał na nią z delikatnym rozbawieniem tlącym się w oczach i skinął mijającemu go mężczyźnie, zaraz sprawdzając, czy jego córka jest zadowolona. Była. Wiatr delikatnie poruszał ciemnymi kosmykami nielicznych wyrwanych z pięknej fryzury kosmyków, ciepłe, jesienne słońce padało na jej jasną, w tej chwili pełną wewnętrznego zadowolenia twarz i odbijało się ledwie dostrzegalnie w jasnych, inteligentnych oczach. Brunet uśmiechnął się i wyciągnął rękę, wskazując na dom.
-Za pozwoleniem...-Zaprosił ją, a ona, odwzajemniwszy gest, chwyciła go pod ramię i ruszyła w stronę werandy.

Przechodząc przez foyer skręcili w prawo, wchodząc do dobrze oświetlonego, zachowanego w klasycznym wystroju salonu, pełnego zastawionych książkami regałów, miękkich, dopiero co odsłoniętych spod płótna foteli i ku ogromnej uciesze Kate, zaopatrzonego w ustawiony w półokrągłej części, fortepian. Nie myśląc wiele dziewczyna wyplątała się spod ojcowskiego ramienia i ze stukotem obcasów na drewnianej podłodze, ruszyła w stronę instrumentu.
-Ależ papo, on jest piękny!-Zachwyciła się na głos, gdy tylko samodzielnie i z rozmachem obdarła swoją prywatną miłość z płutnianego odzienia. Materiał opadł na podłogę z cichym szelestem, lądując nieopodal Robertowych butów. Mężczyzna uśmiechnął się pod nosem i splótłszy ramiona za plecami, podszedł do córki, by móc wraz z nią cieszyć się pięknym przedmiotem, oświetlonym niemal magicznie przez wpadające przez szklane okna, listopadowe słońce.
-Cieszę się, że ci się podoba. Muszę przyznać, że prezentuje się lepiej niż pamiętałem.-Zapewnił spokojnie, przesuwając ręką po lakierowanym drewnie.-Kto wie, może ktoś dbał o niego gdy dom stał pusty?-Zagadnął, uśmiechając się tajemniczo i posyłając córce pełne rozbawienia spojrzenie. Dziewczyna fuknęła oburzona, zaraz rozglądając się podejrzliwie.
-Nie drwij papo! co, jeśli ten dom naprawdę okaże się nawiedzony? ...Rozejrzała się raz jeszcze i westchnąwszy ciężko, przeniosła spojrzenie na swojego niemożliwie niefrasobliwego ojca.-Zezłościsz ducha i cóż wtedy zrobię?-Zapytała, starając się zagrać na jego opiekuńczej nucie. Niestety, bez skutku. Pan Benethwall uśmiechnął się jedynie nieco szerzej i wzruszywszy ramionami, pogładził córkę po włosach, zaraz postępując parę kroków na przód i również przesuwając spojrzeniem po pomieszczeniu.
-Ależ to banalnie proste, kochanie.-Oznajmił spokojnie, posyłając jej jedno ze swoich cudownie kojących spojrzeń i przesunął opuszkami palców po dopiero co odsłoniętym fotelu.-Jeśli faktycznie uda mi się obrazić nieistniejący byt, co nawiasem mówiąc mógłbym dopisać do listy swoich niebywałych talentów, przeprosisz go grzecznie i poprosisz, by zostawił naszą zastawę w spokoju i nie straszył biednej pani Jenkins-Wyjaśnił tonem człowieka wykładającego coś banalnie oczywistego i zakręciwszy się wokół własnej osi rozejrzał znów, oczekując reakcji.
-Papo!- Jego córka zmarszczyła brwi, wykrzywiając lekko usta i westchnęła ciężko, zaraz podchodząc do niego i krzyżując ręce na piersi. Nic się nie stało.
-Widzisz? - Podjął, widocznie zadowolony z siebie i uśmiechnął się przepraszająco.- Jeżeli ten dom faktycznie okaże się nawiedzony, co mówiąc szczerze jest mniej prawdopodobne niż to, że twój futrzasty przyjaciel i ja kiedykolwiek zawrzemy rozejm...Cóż, wtedy zyskasz nowego, interesującego przyjaciela, którego, w stosownym momencie będziesz mogła zapytać czy nie mógłby przekazać mamie pozdrowień i nie zapytać, gdzie, na boga, schowała moją ulubioną papierośnicę? Słowo daję Bates nigdzie nie mógł jej znaleźć, a szukał chyba wszędzie...-
-Papo jesteś niemożliwy!- Kate żachnęła się wchodząc mu w słowo i roześmiała delikatnie, nie mogąc nadziwić niewłaściwości własnego ojca. Gdyby tylko ludzie z jej otoczenia mogli zobaczyć jego prawdziwe, pozbawione sztywnych konwenansów oblicze...
-Ależ muszę taki być!-Oburzył się zaraz, obejmując dziewczynę w talii i przyciągając czule do swojej piersi.- Jak inaczej miałby się odbyć twój nastoletni bunt, gdyby zabrakło w nim niechęci do jedynego ostałego rodziciela!?
-Papo! jak możesz!?
-Żartuję, żartuję, proszę, tylko nie patrz tak na mnie, bom gotów niechybnie dołączyć do naszego nieistniejącego towarzysza.
Ich śmiech przerwało pojawienie się pani Jenkins, która dygnąwszy na tyle, na ile pozwalały jej stare kości, powitała gospodarzy i zgarnąwszy zabrane z fortepianu prześcieradło, zaproponowała państwu zwiedzanie sypialni. Kate zgodziła się natychmiast, jednak Robert postanowił wykorzystać moment i udać się na fajkę. Wyszedł więc na werandę i odpaliwszy tytoń, zacisnął nieco zęby na drewnianym ustniku, zaciągając się zimnym powietrzem.
-Gdzieśkolwiek jest, jesliś jest, lituj mej żałości,
A nie możesz li w onej dawnej swej całości,
Pociesz mię, jako możesz, a staw sie przede mną
Lubo snem, lubo cieniem, lub marą nikczemną.-
Wymamrotał, spoglądając gdzieś w przestrzeń z właściwym sobie, cynicznym rozbawieniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rotten BeautyChameleon
avatar

Data przyłączenia : 27/09/2017
Liczba postów : 20


Cytat : Każde dobre wrażenie, jakie się wywołuje w świecie, stwarza nam nieprzyjaciela. Aby być lubianym przez ludzi, trzeba być miernotą. Oscar Wilde
Female


PisanieTemat: Re: Tam, gdzie mieszka zło   Pią Paź 13, 2017 7:08 pm

Dom, choć piękny, nie cieszył się najlepszą reputacją. Odkąd opuścili go państwo Lovecraft, pierwsi właściciele posiadłości i należących do niej terenów, wprowadzało się doń kilku gospodarzy i wszyscy dość szybko go opuścili; zdaje się, że najbardziej wytrwały wytrzymał niespełna pół roku.
W okolicy plotkowano, jakoby w domu lęgło się zło. Lokalni mieszkańcy unikali tego miejsca, a niektórzy zarzekali się, że widzieli, jak w pustym domu pali się światło. Byli tacy, którzy twierdzili, że w oknach widują czyjąś sylwetkę, albo że słyszą krzyki lub muzykę. Ich plotki spowodowały, że dom przez sześć ostatnich lat stał pusty. Jedynie od czasu do czasu pojawił się jakiś bogacz, który oglądał wnętrza, zachwycał się nimi i deklarował kupno, zwykle jednak było to zanim dowiedział się, co mówią pogłoski. W konfrontacji z nimi większość potencjalnych kupców wycofywała się z pierwotnych deklaracji. Postęp w nauce był ogromny, ale ludzie w tych czasach nadal wierzyli w całe mnóstwo dziwactw.
Kiedy pan Bennethwall – z Londynu przyjechał i myśli, że wszystko mu wolno; słuchaj tylko, jak popisuje się szlachetnym akcencikiem – oglądał dom, agent nieruchomości był podejrzanie uśmiechnięty i wyjątkowo niecierpliwy, jakby gdzieś mu się śpieszyło. Najchętniej zakończyłby oględziny tego miejsca po kilku minutach, w ogóle nie pokazując góry. Jego nerwowość wydawała się o tyle zabawna, ponieważ tam naprawdę nic się nie działo. Najdziwniejszą rzeczą, jaka ich spotkała, były zamknięte drzwi jednej z mniejszych sypialni.
  – Nie wiem, gdzie mam klucz. Pewno trzeba będzie wymontować zamek, ale to żaden problem, zresztą na pewno można otworzyć je wytrychem przy odrobinie chęci. Nie ma tam w każdym razie nic szczególnego, sypialnia jak inne z przejściem do łazienki, widoczek na jezioro – zapewniał pan Berrigan, nerwowo szurając nogami.
Do pokoju nie weszli, ale dom był na tyle okazały, a jego cena na tyle korzystna, że ta drobna niedogodność nie zniechęciła Londyńczyka. Wtedy jeszcze nie było mu nic wiadomo o związanych z posiadłością legendach, ale nawet, gdy je pozna, wciąż będzie nastawiony sceptycznie. Pan Bennethwall nie wierzył w zjawiska paranormalne. Był człowiekiem nauki. Czasy średniowiecza i palenia na stosie czarownic dawno już minęły, przynajmniej tu, w Anglii. Ludzie we wsiach są trochę zacofani i lubią sensacje, bo brakuje im ich w codziennym życiu. Tak można było podsumować wszystkie te ludowe wierzenia.
Od oględzin minęły dwa miesiące. Transakcja została sfinalizowana, a dom odświeżony i przystosowany do zamieszkania. Służba od tygodnia starannie sprzątała każdy zakamarek, oczekując na przybycie państwa.
Betty Jenkins i jej syn, Adam, byli związani z Bennethwallami od bardzo dawna. Adam miał niewiele lat, kiedy zaczynał służbę. Betty wiodła kiedyś zupełnie inne życie, a jej dziecko bynajmniej nie zostało poczęte z miłości. Bennethwallowie pomogli jej wyjść na prostą i w zamian za okazaną dobroć pracowała dla nich wyjątkowo gorliwie.
Ciekawe, że pomimo tej gorliwości w korytarzu u stóp schodów widniała na dywanie jakaś brzydka, brązowa plama.

Kate tymczasem zwiedzała górę. Dom był duży, znacznie większy niż ten, który mieli w Londynie. Czuła się jak księżniczka, przemierzając długie korytarze i zaglądając do kolejnych pomieszczeń. Podobno mieli aż cztery sypialnie, w sam raz dla niej, papy, służby i jeszcze dla gości, ale zaraz, cóż to? Szarpnęła klamkę ostatnich drzwi na piętrze, a te nie ustąpiły. Dziewczę zmarszczyło brwi, ponowiło próbę, a wreszcie klęknęło i zajrzało do środka przez dziurkę.
Dlaczego ktoś zamknął te drzwi na klucz?
  – Pani Jenkins! – Zajrzała do kuchni, gdzie Betty szykowała dla nich posiłek. – Jedne z drzwi są zamknięte.
  – Te tutaj, panienko? – Służąca wskazała palcem sufit w miejscu, gdzie mniej więcej znajdował się pechowy pokój.
  – Zgadza się! – potwierdziła Kate. – Zamknęła je pani?
Betty zagarnęła za ucho siwy kosmyk, który wymknął się z upięcia, a potem machnęła ręką.
  – Trzeba będzie zmienić ten zamek, bo ciągle się zatrzaskują.
  – Same?
  – To bardzo stary zamek, panienko. Starczy trzasnąć i już.
  – Nie ma klucza?
  – Może jaśniepan jest w posiadaniu.
Kate natychmiast pobiegła na taras, gdzie ojciec palił fajkę.
  – Papo! – zawołała z przestraszoną miną. – Papo! Pani Jenkins mówi, że drzwi na górze się same zatrzaskują.
Minął ich Adam, dźwigając bagaże.
  – Trzeba zmienić zamek, jaśniepanie – wtrącił uprzejmie i uśmiechnął się do Kate. – Byle przeciąg i nie można się dostać do środka. A otworzyłem na chwilę okno, bo na poddaszu szybko się robi zaduch.

_________________
Awatar
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CrazyLuckyBastardI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 16/09/2017
Liczba postów : 50


Female


PisanieTemat: Re: Tam, gdzie mieszka zło   Pią Paź 13, 2017 8:45 pm

-Straszne kochanie. Jak teraz Baltazar będzie w stanie pojawiać się wszędzie bez pytania i paskudzić w buty mniej kochanych członków rodziny!?-Oburzył się, zaraz uśmiechając pięknie i postępując krok w bok by nie oberwać piorunem ciśniętym z oczu.
-Papo, doprawdy! Nie musisz od razu mieszać do tego Baltazara.-Kate skrzyżowała ręce na piersi i spojrzała na ojca, niezadowolona.-Z resztą, pomyśl o tym praktycznie, cóż będzie, gdy któryś z naszych gości zatrzaśnie się na całą noc w sypialni? A jeśli wybuchnie pożar?-Zapytała przerażona, uświadamiając sobie, jak wielką klęską towarzyską okazałoby się podobne wydarzenie. Robert popatrzył na dziewczynę z niedowierzaniem i westchnąwszy ciężko wyjął fajkę z pomiędzy ust, zaraz spoglądając na nią raz jeszcze, gdy uświadomił sobie przekaz podprogowy jej jakże przejmującej troski.
-Planujesz pożar, kochanie?-Zagadnął uprzejmie, unosząc przy tym pytająco brwi.
-Nie, ale duch może przepłoszyć kogoś i...-Zaczęła jednak ojciec przerwał jej znów, unosząc na chwilę rękę z fajką.
-Jakiego "kogoś" konkretnie, Kate?-Zapytał zaraz posyłając dziewczynie pełne niedowierzania spojrzenie. Nie mógł uwierzyć, że ta młoda, fakt faktem inteligentna dziewczyna już zdążyła wpakować go w jakąś kabałę. -Nie zamierzasz chyba powiedzieć mi, że...
-Zaprosiłam gości do naszej nowej posiadłości na bal przebierańców z okazji święta upiorów? Ależ skąd ojcze, nigdy nie poważyłabym się na nic podobnego!-dziewczyna uśmiechnęła się pięknie, demonstrując śliczny komplecik śnieżnobiałych zębów i oparła nonszalancko o barierkę werandy. Robert wpatrywał się w nią przez dłuższy moment nie mogąc zdecydować się między niemiłosiernym opieprzem, jaki zdecydowanie się jej należał, a pobłażliwym uśmiechem kogoś, kto po prawdzie spodziewał się czegoś podobnego od dłuższego czasu. Ostatecznie, jej matka potrafiła zachowywać się dokładnie tak samo, nie raz i nie dwa wykorzystując względy, jakimi darzył ją na śmierć zakochany mąż. Ostatecznie mężczyzna westchnął jedynie bardzo, bardzo ciężko i zaciągnąwszy się tytoniem, popatrzył gdzieś w dal.
-Gdyby tylko matka mogła zobaczyć, jak przebiegłą, niebezpieczną, rozpasaną i bezczelnie wykorzystującą moją miłość pannicą się stałaś...-Powiedział w końcu z zawodem i zmęczeniem, na co Kate pobladła nieco, czując jak w jej serce wbija się lodowy sopel. Już-już otwierała usta by zaprzeczyć i przeprosić, gdy wtem, na twarzy mężczyzny wykwitł dobrze znany jej uśmiech.-Suszyła by mi głowę tygodniami, pytając jakim cudem zdążyłaś tak szybko stać się tak podobna do niej samej sprzed lat...-Dokończył wesoło i położywszy jej dłoń na ramieniu, ucałował ją w czoło. Kate patrzyła na niego chwilę, nie bardzo wiedząc co powiedzieć, a w końcu uśmiechnęła się wesoło i pokręciwszy głową z niedowierzaniem oderwała się od barierki i przytuliła do ojca.
-Śmiej się papo, śmiej, lecz kiedyś przerosnę i ciebie, a wtedy nie będzie na świecie już nikogo, kto stanie mi na drodze!-Oznajmiła z pewnością i pociągnęła go za rękę w stronę domu. -Tymczasem...
-Tymczasem pójdziemy na górę żebym mógł na własne oczy zobaczyć niepokornie stawiające ci opór drzwi. Biada im, aż dziw, że nie sięgnęłaś jeszcze po siekierę.-Mruknął i odłożywszy na prędce fajkę, podążył za miłością swojego życia.

Kiedy dotarli na miejsce Robert położył dłoń na klamce i nacisnął. Drzwi faktycznie ani drgnęły, sprawiając wrażenie albo śmiertelnie obrażonych, albo zatrzaśniętych w sobie.
-No dobrze...- Brunet spróbował jeszcze raz, dla pewności, a widząc wyczekujące spojrzenie córki, pokiwał głową jakby właśnie rozwiązał jakąś niesamowicie skomplikowaną tajemnicę. -Faktycznie zamknięte. Poproś Adama, żeby dał ci moje wytrychy. Zobaczymy czy uda mi się coś zdziałać.-Obiecał bez entuzjazmu, na co Kate od razu rzuciła mu się na szyję i ucałowawszy go w policzek, pobiegła na dół szukać syna służącej. Robert tym czasem oparł się plecami o ścianę i, zupełnie z nudów. Nacisnął klamkę raz jeszcze. Drzwi skrzypnęły z niezadowoleniem i, ku ogromnemu zaskoczeniu pana Bennethwalla, otworzyły się, ukazując mu wnętrze pokoju.
-A to ci dopiero...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rotten BeautyChameleon
avatar

Data przyłączenia : 27/09/2017
Liczba postów : 20


Cytat : Każde dobre wrażenie, jakie się wywołuje w świecie, stwarza nam nieprzyjaciela. Aby być lubianym przez ludzi, trzeba być miernotą. Oscar Wilde
Female


PisanieTemat: Re: Tam, gdzie mieszka zło   Pią Paź 13, 2017 10:59 pm

O ciarki mógł przyprawić nieprzyjemny dźwięk, który dobiegł w tym momencie zza pleców gospodarza. Jeśli tylko mężczyzna odwrócił się ku jego źródłu, ujrzał niemożliwie nastroszonego kota swojej córki. Zwierzę zasyczało, cofnęło się o kilka kroków, a potem błyskawicznie odwróciło się, by zbiec ze schodów na sam dół, po drodze sycząc raz jeszcze.
W pokoju oczywiście nikogo nie było. Przez uchylone okno do środka wpadało chłodne jesienne powietrze. Betty schludnie pościeliła szerokie łoże i postawiła na parapecie kwiaty. Na wewnętrznej stronie niedomkniętych drzwi potężnej szafy wisiało lustro, a w środku nie było nic; żadnego zwierzęcia, żadnych duchów, nawet żadnych ubrań.
Pokój był bardzo ładny, miał widok na jezioro, chociaż coś sprawiało, że nie czuło się w nim szczególnie dobrze. Może te stare chłodne tapety albo ten dziwny portret wiszący na ścianie. Tak czy inaczej na pewno nadałby się dla gości, wszak był dość przestronny, aby pomieścić tu nawet i kilka dodatkowych łóżek.
Dla przykładu pokój w zachodniej wieżyczce był zupełnie inny niż ten, nieco mniejszy, ale nadzwyczaj przytulny. Po części umiejscowiony od zachodu zapewniał więcej światła aniżeli ten północny; i może tak naprawdę to było przyczyną tych mieszanych uczuć.
Jeżeli pan Bennethwall postanowił zajrzeć do łazienki, to i tam nie ujrzał niczego szczególnego. Była wysprzątana, a siedząc w wannie, można było spoglądać przez okno w kierunku rozciągającego się na wschodzie wrzosowiska. Któż nie doceniłby takiego widoku. Kupno tego domu było strzałem w dziesiątkę.
Intruz pewnie tak myślał. Quentin był niezadowolony. Przyjechali w zeszłym tygodniu i panoszyli się, jakby byli u siebie. Wchodzili tu. Wszędzie zaglądali. Dotykali. Odkrywali. Sprzątali. Penetrowali każdy zakamarek, ale to był dom Quentina.
Nie pomieszkają tu długo. Nie są pierwszymi, którzy próbowali. Już wkrótce nie będą zakłócać jego spokoju. Przestaną hałasować. Wyniosą się.
Quentin minął intruza, przyglądając się intensywnie jego twarzy. Opuścił pokój.
Na dole służba przygotowywała już zastawę. Stara Betty biegała w tę i wew tę, upewniając się, że niczego nie brakuje. Zapaliła świecę. Kiedy poszła po talerze, knot dymił, ale się nie palił. Nieszczególnie przejęta zapaliła świecę raz jeszcze, a potem poleciła Adamowi prosić jaśniepana i panienkę na posiłek.
Zajrzała pod szafkę, gdzie schował się nastroszony kot, i próbowała wywabić go jedzeniem, ale zwierzę nie chciało wyjść.
Wkrótce pan i panienka Bennethwall zasiedli do obiadu, który przebiegał spokojnie. Przepłoszony kot w końcu wypełzł spod szafki i przyszedł do jadalni, by upomnieć się o swoje.
Już właściwie kończyli drugie danie – Betty była wspaniałą kucharką, więc było czym się delektować po długiej podróży – kiedy nad głowami usłyszeli trzask.
Czyżby przeciąg zamknął gwałtownie jakieś drzwi? Może ktoś znów otworzył gdzieś okno?
Na to kot nawet nie zareagował, ale zaprzestał już zwiedzania. Chyba utracił zainteresowanie wyższym piętrem.
Ciche kroki na schodach powiedziały Bennethwallom, że służba udała się na górę.
Betty stanęła przy nieszczęsnych drzwiach. Szarpnęła klamkę, a te nie ustąpiły. Spojrzała z rezygnacją i niepokojem na syna.
  – Ja nie wiem…
  – Okno – odparł spokojnie Adam, z natury bardziej sceptyczny. – Wszędzie są pootwierane. Trzeba zamykać drzwi, jak się wietrzy.
  – To pozamykaj już okna. Przewietrzyło się, będzie tylko zimniej.
  – W kominku się pali. Zaraz się nagrzeje.
Rozeszli się każde w swoją stronę, nie podejmując dalszych prób otwarcia drzwi.

Fortepian był perfekcyjnie nastrojony – jakby zadbał o niego muzyk lub stroiciel. Jego dźwięki były czyste, a klawiatura chodziła zaskakująco lekko jak na czas nieużytku. Być może poprzedni właściciel zadbał o instrument, by podnieść wartość domu; prawdę powiedziawszy, nikt inny nie miałby w tym większego interesu.
Oprócz Quentina, dla którego muzyka była największą miłością. Wpadł w szał, kiedy usłyszał dźwięki swego instrumentu. Natychmiast zjawił się za plecami intruzów, a w pokoju dziennym zrobiło się tak zimno, jakby ktoś otworzył wszystkie okna… w mroźny zimowy poranek.
Niezidentyfikowany powiew przewrócił kilka stron zapisów nutowych, a chwilę później trzasnęły drzwi wejściowe, gdy Adam wrócił z drewnem.
  – Zostaw to – wycedził Quentin. – To moje. Nie masz prawa.
Nikt, oczywiście, nic nie usłyszał. Tylko ten chłód i kot czyhający przy drzwiach, by dać w długą.
Quentin odwrócił się i popatrzył w jego stronę. Obnażył kły w okrutnym uśmiechu. Ruszył w stronę zwierzęcia, a to natychmiast nastroszyło się, zasyczało wściekle i rzuciło się panicznie w stronę schodów.
Betty Jenkins natychmiast przybiegła w fartuchu i popatrzyła za kotem, a potem zauważyła brązową plamę na dywanie u stóp schodów. Wyglądała okropnie. Kot zszedł na dalszy plan. Przecież już się jej pozbyła! Cóż, najwidoczniej tylko pozornie i kiedy dywan wysechł, okazało się, że brud siedzi głębiej. Trzeba będzie cięższych środków, albo może nowego dywanu. Bóg raczy wiedzieć, po czym taka plama.
Na widok gospodarza w salonie ukłoniła się nerwowo i pośpiesznie zeszła mu z oczu.

_________________
Awatar
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CrazyLuckyBastardI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 16/09/2017
Liczba postów : 50


Female


PisanieTemat: Re: Tam, gdzie mieszka zło   Sob Paź 14, 2017 2:16 am

-Zauważyłeś papo, jak zimno się nagle zrobiło?-Kate spojrzała w stronę ojca z oczyma lśniącymi od ekscytacji i lęku. Robert mógł dostrzec wewnętrzną walkę dziewczyny w tym krótki, szybkim spojrzeniu które mu rzuciła, nim odwróciwszy wzrok zajęła się układaniem nut. Po raz kolejny już, mężczyzna zachwycił się wewnętrznie odwagą swojej córki i jej niesamowitą dla młodych w jej wieku ciekawością świata. I brakiem cynizmu, oczywiście. Dla niego samego magia, dobra czy zła, zdawała się jedynie naiwną mrzonką ludzi pragnących w swym nudnym życiu nieco tajemniczej odmiany. Nie w wypadku jego córki, rzecz jasna. Ona jedyna wydawała mu się ta czysta, tak niewinna...Przynajmniej gdy chodziło o duchy i baśnie. Uśmiechnął się dumnie, obejmując ją ramieniem i przytulił do siebie, odchylając na chwilę głowę by spojrzeć na służącego.
-To tylko przeciąg. W domach z dala od miasta to zjawisko jest całkowicie normalne, przywykniesz w tydzień lub dwa. Z resztą, Adam zaraz rozpali ogień i znów zrobi się ciepło.-Zapewnił opiekuńczo, posyłając Adamowi dość jednoznaczne spojrzenie.
-Natychmiast, jaśniepanie.-Chłopak skłonił się lekko, w jednej chwili przystępując do dzieła. Kate popatrzyła na niego chwilę, a następnie powróciła wzrokiem do fortepianu.
-Może to właśnie on jest nawiedzony?-Zastanowiła się na głos sprawiając, że Robert zaśmiał się niefrasobliwie, nieco rozświetlając pomieszczenie swoją szczerą reakcją.
- W takim razie powinien cieszyć się, że dotyka go ktoś tak piękny jak ty, Kate.-Zapewnił i spojrzawszy na panią Jenkins, poprosił by podała im herbaty. Dziewczyna odwzajemniła gest, zaraz spoglądając tajemniczo na fortepian i przesuwając opuszkami po jego lakierowanej powierzchni.
-Mężczyzna zaklęty w fortepian, papo?- Zagadnęła i przesunęła spojrzeniem inteligentnych oczy od Adama do fortepianu i znów.-Jakże pięknie romantyczna wizja się za tym kryje? Niemal dziwne, że to ty jesteś jej twórcą.-Droczyła się, pogrywając już nie tylko na instrumencie ale i na nerwach ojca. Pan Bennethwall popatrzył na nią z udawaną urazą, odrywając się na chwili od półki z książkami, w której najwyraźniej szukał konkretnej pozycji.
-Co też pleciesz, kochanie, kiedy żyła jeszcze twoja matka byłem wielkim romantykiem!-Powiedział dumnie, stając jak do portretu z głową uniesioną wysoko i ręką zaciśniętą na marynarce.-nie było kobiety w londynie, która nie zazdrościła twej matce...
-Wciąż nie ma, papo. Nawet tutaj jest przynajmniej jedna młoda kobieta zauroczona twoją osobą.-Odparło dobrotliwie, odwracając się na chwilę od fortepianu by móc na niego spojrzeć. Robert uśmiechnął się mile połechtany i odchrząknął, zaraz podchodząc do dziewczyny i gładząc ją po głowie.
-No już, jeśli myślisz, że wybaczę ci potajemne przyjęcie, jesteś w ogromnym błędzie. Jeśli jednak zagrasz dla starego ojca...-Urwał, udając, że sięę zastanawia.
-I nie będziesz zazdrosny o mojego nowego towarzysza?-Zapytała ucieszona, zerkając znacząco w stronę fortepianu.
-Nie na tyle, byś nie mogła grać.-Obiecał.
Następnie zasiadł w jednym z obszernych, obitych miłym w dotyku materiałem foteli i sięgnął po jedne z tomików Williama Blake'a
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rotten BeautyChameleon
avatar

Data przyłączenia : 27/09/2017
Liczba postów : 20


Cytat : Każde dobre wrażenie, jakie się wywołuje w świecie, stwarza nam nieprzyjaciela. Aby być lubianym przez ludzi, trzeba być miernotą. Oscar Wilde
Female


PisanieTemat: Re: Tam, gdzie mieszka zło   Sob Paź 14, 2017 10:36 am

Na nic zdało się gonienie kota, który wyraźnie reagował na jego obecność. Intruzi przykleili się do fortepianu Quentina. Nie chcieli odejść. Kładli na instrumencie swoje lepkie ręce.
Najwyraźniej wiedzieli o jego obecności. Czuli też jego chłód. A przy tym wszystkim – lekceważyli go.
Nikt nie lubi być lekceważony. Zwłaszcza we własnym domu.
Quentin stał na brązowej plamie u stóp schodów, patrzył do salonu i drżał z wściekłości, gdy dziewczyna odwróciła się do instrumentu; chyba naprawdę zamierzała grać.
Prowokowali go. Grali mu na nosie, ani trochę się nie bojąc. Ich racjonalne umysły dotychczasowe wydarzenia interpretowały jako zupełnie naturalne. Nadejdzie jednak taki dzień, że nie będą mogli uciekać w bezpieczne przekonania.
Żaden drżący dźwięk nie wybrzmiał jeszcze w chłodnym powietrzu, kiedy klapa fortepianu nagle opadła. W tej samej chwili w pomieszczeniu zrobiło się jakby cieplej.
Betty zaniosła państwu herbatę i uklękła w korytarzu, by przystąpić do kolejnej próby wyczyszczenia plamy. Tym razem użyła naprawdę dużo mydła i szorowała tak gorliwie, że niemal wytarła w dywanie dziurę. Plama zaczęła znikać jak poprzednio, ale być może znów było to tylko złudzenie spowodowane namoknięciem materiału. Gdy się wyprostowała, mogłaby przysiąc, że brązowe ohydztwo było wreszcie przeszłością.
Zostawiła to wszystko i poszła odpocząć do czasu kolacji. Adam porządnie rozpalił ogień i dom począł wypełniać się przyjemnym ciepłem.
Quentin odpoczywał. Nie pogodził się z obecnością intruzów i nie pogodzi się nigdy, tego był pewien już teraz, ale nie miał dość sił, by wykurzyć ich od razu. Każda interakcja ze światem fizycznym wymagała od niego ogromnego wysiłku, za który później płacił czasem przepełnionej rozmyślaniami bezczynności.
Myślałoby się lepiej, gdyby dom był pusty, ale znów zaczynał tętnić życiem, a Quentin nienawidził życia; jego własne odebrano mu tak młodo i bezpowrotnie. Teraz tułał się po ciemnych (do czasu) pokojach, uwiązany do domu, w którym spędził większość życia i w którym skonał, zatopiony we wspomnieniach, jedną nogą tkwiąc w zaświatach, drugą gdzieś tu, wśród żywych, beztroskich, radosnych i nieświadomych zagrożenia lokatorów.
A William? William zapewne wciąż cieszył się życiem i dobrym zdrowiem. Wyjechał i zapomniał o wszystkim, co ich łączyło. Wyjechał i zapomniał o Quentinie. O swojej zbrodni. O swojej karze. O plamie na dywanie.
William był wolny, a Quentin nie. I nie wiadomo, dlaczego, ani jak długo jeszcze to potrwa.
Ani czy ktokolwiek inny trwał w takim stanie. Kiedyś myślał, że jego pokuta może się skończyć wraz z życiem Williama, ale teraz odnalezienie go byłoby trudne, jeśli nie niemożliwe.
Quentin żył więc samotnie i przywykł do swojej ciszy od czasu do czasu wypełnianej dźwiękami jego muzyki. I znów musiał o nią walczyć. Przecież nie mógł odejść, więc musieli oni.

Kiedy późnym wieczorem, już po kolacji, Betty przechodziła przez foyer, mimo elegancji z trudem powstrzymała przekleństwo.
Brązowa plama wróciła, a więc pewnie trzeba będzie wyrzucić dywan.
  – Czym, u diabła, go pobrudzili? – zwróciła się z rezygnacją do Adama.
  – Nie wiem. Wygląda trochę jak krew – mruknął i z pewną zgrozą popatrzył na szczyt schodów. – Porozmawiam z jaśniepanem i, jeśli pozwoli, wyprawię się jutro do miasta i kupię nowy.

_________________
Awatar
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CrazyLuckyBastardI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 16/09/2017
Liczba postów : 50


Female


PisanieTemat: Re: Tam, gdzie mieszka zło   Nie Paź 15, 2017 6:52 pm

Na długo po tych wydarzeniach, kiedy przeminęła i kolacja i rozmowa z Adamem, większość domowników udała się na spoczynek. Nawet Kate, która zdawała się niewyczerpanym gejzerem energii odpuściła sobie przesiadywanie z ojcem do późna i razem z Baltazarem udała się na górę by zadomowić się we własnej sypialni. Pan i pani Jenkins zniknęli niedługo potem, kończąc swoje obowiązki i oddając się zasłużonemu odpoczynkowi. Jedynie Adam pozwolił sobie zostać trochę dłużej, przydając się zresztą nieocenienie jako cichy i niemal niezauważalny dokładacz ognia. Robert bardzo doceniał jego wysiłek.
Około północy młody chłopak postanowił zniknąć prawdopodobnie chcąc wyspać się przed mającą nadejść następnego dnia podróżą do londynu, zostawiając pana Bennethwalla samego sobie. Mężczyzna siedział więc samotnie w dużym salonie, otoczony przez książki i świecie. Co jakiś czas odkładał jakiś tom i przystępował do następnego lub czytał dwa na raz porównując ich treść ze sobą i rozmyślając nad czymś intensywnie, zupełnie nie zauważając upływającego czasu. Jedyne chwile, w których schodził na moment na ziemię następowały w momentach, w których należało ponownie dokarmić grzejący go ogień. Co jakiś czas jego uwagę przykuwały dziwne czy bardziej lub mniej niepokojące dźwięki, jednak za każdym razem jego bystry umysł znajdował dla nich całkowicie zwyczajne i zupełnie nie przerażające wytłumaczenie.
Około drugiej w nocy dołączył do niego Baltazar. Kot zszedł miękko po schodach omijając nieprzyjemną plamę i zasiadł na oparciu jednego z foteli spoglądając na Roberta z typową dla siebie, kocią pogardą. Mężczyzna oderwał wzrok od książki i popatrzył na kota z niedowierzaniem.
-Czegokolwiek ode mnie nie oczekujesz paskudny gadzie, nie domyślę się, jeśli nie przemówisz ludzkim głosem...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rotten BeautyChameleon
avatar

Data przyłączenia : 27/09/2017
Liczba postów : 20


Cytat : Każde dobre wrażenie, jakie się wywołuje w świecie, stwarza nam nieprzyjaciela. Aby być lubianym przez ludzi, trzeba być miernotą. Oscar Wilde
Female


PisanieTemat: Re: Tam, gdzie mieszka zło   Pon Paź 16, 2017 10:59 pm

W domu stopniowo ucichło. Bardzo szybko okazało się, że nie całkowicie. Drewniane konstrukcje i ówczesne instalacje miały to do siebie, że były źródłem całej gamy dźwięków. To coś zastukało, to trzasnęło, to zaszurało lub zaszeleściło. Kiedy zerwał się silniejszy wiatr, jego wycie w rozlicznych szczelinach brzmiało niekiedy jak ludzkie szepty. Wszystkie te dźwięki można było jednak racjonalnie wytłumaczyć. Kto wie, może właśnie one były powodem tych plotek.
W nocy zrobiło się bardzo zimno. Nie była to już pora spania przy otwartych oknach, zwłaszcza, gdy wiatr tak hałasował. Gałęzie drzew uderzały rytmicznie o szyby. Traciły już pierwsze liście.
Było już po drugiej, kiedy w sypialni Kate gwałtownie otworzyło się okno. Prawdopodobnie było niedomknięte i pchane przez gwałtowny wiatr w końcu mu ustąpiło, wpuszczając zimny żywioł do środka. Mocno gruchnęło o ścianę, ale na szczęście szyba się nie potłukła.
Gdyby leżąca w łóżku dziewczyna się obudziła, a z dużym prawdopodobieństwem chłód, a przede wszystkim hałas, do tego doprowadziły, i postanowiła zamknąć, to nie pozostałoby tak długo; otworzyłoby się ponownie, choć nie na jej oczach, i otwierałoby za każdym razem, ilekroć ktoś by spróbował je zamknąć.
Zimny wiatr bez ustanku szarpał firanami i zasłonami, kołysząc nawet żyrandolem.
Quentin stał na lewo od okna ze zdenerwowaną miną.
Nie chciał jej tutaj. Nie da jej spokoju. Nie pozwoli spać, dopóki miał na to siłę. Rozdrażniła go impertynencja, z jaką nowi lokatorzy traktowali te meble i przedmioty, z jaką poruszali się po wnętrzach. Podobne odczucia miałby gospodarz, gdyby jego goście nagle zaczęli przetrząsać szuflady i samowolnie częstować się poukrywanymi łakociami.
A więc tak, otworzył to okno. Przekręcił rączkę okiennicy i pozwolił, by wiatr trzasnął nią o ścianę. To było złośliwe, ale oni też nie szczycili się najlepszymi manierami.
Chciał, żeby go zauważyli. Dotąd nikt nie przejmował się jego obecnością. Służba uporczywie wchodziła do jego pokoju, wietrzyła, próbowała ścierać plamę na dole. I nie bała się gasnących świec ani uczucia chłodu. A to denerwowało Quentina.
Mógłby zrobić coś bardziej oczywistego, zepchnąć kogoś ze schodów, może objawić się w lustrze, ale nie chciał, by mieli pewność. Gdyby wieść o zjawiskach paranormalnych rozniosła się po okolicy, Quentin nie pozbyłby się intruzów. Chciał przepłoszyć tę rodzinkę, ale nie tak, by rozniosło się to po świecie; nie tak, by nie można było przypisać zachodzących w domu zjawisk naturze i wybujałej wyobraźni.
Ale przecież to nie był pierwszy raz. Potrafił straszyć w sposób subtelny, a nawet sprawiało mu to cichą, sadystyczną przyjemność.

_________________
Awatar
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CrazyLuckyBastardI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 16/09/2017
Liczba postów : 50


Female


PisanieTemat: Re: Tam, gdzie mieszka zło   Today at 1:48 am

Kiedy okno uderzyło o ścianę już po raz kolejny, Kate westchnęła ciężko, wyraźnie poirytowana i uniosła się na łóżku, szczelniej przykrywając puchową kołdrą. Zapaliwszy stojącą na etażerce lampę, dziewczyna spojrzała na futrynę z dezaprobatą, próbując usilnie zrozumieć, dlaczegóż to, uparte okno nie chce się zamknąć.
-Złośliwość rzeczy martwych, doprawdy.-Powiedziała, powoli wysuwając blade nogi spod pierzyny, by zanurzyć palce stup w puchatym dywanie. Faktycznie, nawet w środku nocy, ten dom pozwalał jej poczuć się królewsko. Rzadko kiedy Kate myślała o sobie jako o córce arystokraty. Jeśli jednak będzie dalej rozpieszczana z równą wytrwałością, prawdopodobnie stanie się nie do zniesienia. Przynajmniej tak przypuszczała. Wyprostowała się dumnie, sama przed sobą odgrywając niezadowoloną księżniczkę, używając kołdry jak wielkiego, bogatego płaszcza i puchowego dywanu, jako czerwonego deptaka przygotowywanego dla monarchów. Wolnym, w jej mniemaniu dystyngowanym krokiem podeszła do niesfornych okiennic i zmierzyła je stalowym spojrzeniem pełnym wewnętrznego niezadowolenia.
-Cóż za niegościnne maniery panują tutaj u was na wsi, moje drogie-Odezwała się do nich, tak, jakby były jej dwórkami. Oczywiście, okiennice nie odpowiedziały. Zawiał za to wiatr, który swym zimnym dotykiem wywołał dreszcz u młodej arystokratki. Dziewczyna otuliła się swym bogatym płaszczem i oparła ramionami o parapet, wpatrując z delikatnym uśmiechem w ciemność za oknem.
-Oto już jesień i pora umierać,
pożółkłe liście wiatr strąca i miecie,
drżące gałęzie do naga obdziera,
chór, gdzie sto ptaków modliło się w lecie.
Ja jestem zmierzchem dnia, który się skłania
ku zachodowi i w ciemności brodzi.
Noc, siostra śmierci oczy mi przysłania
i wkrótce z całym światem mnie pogodzi.-
Wymamrotała płynnie, zaraz wzdychając i spoglądając tęsknie w stronę łóżka. - No tak, tak, tylko ja bym chciała jednak spać. Szanowne panny okiennice...-Zaczęła, jednak urwała, przypominając sobie o czymś. Niemal natychmiast rozejrzała się z niepokojem po swojej sypialni i wypuściwszy powoli powietrze, mruknęła coś pod nosem. -A co mi szkodzi?-Rzuciła i wyprostowawszy się dumnie w swoim przebraniu królewny uniosła godnie głowę i przesunęła na pozór spokojnym spojrzeniem po przestrzeni pokoju. -Szanowny panie duchu...-Zaczęła znów, siląc się na mało wariacki ton.-Jeśli tu jesteś, oczywiście...-Dorzuciła jeszcze, jakby oczekując jakiegoś potwierdzenia.-Zamierzam teraz zamknąć te okiennice i, jeśli nie masz nic przeciwko, wolałabym, żebyś ich nie otwierał. Śmiertelnice takie jak ja często marzną w noce takie jak te...
-Natomiast naprawdę niewiele z nich gada do siebie w środku nocy...-Robert oparł się ramieniem o framugę i uśmiechnął z rozbawieniem, wpatrując w zszokowaną córkę. Tuż obok niego siedział pozornie obojętny Baltazar.
-Ależ papo!-Dziewczyna zakryła się pierzyną, wyraźnie obruszona. -Nie gadam do siebie, ale do ducha. Zależy mi żeby nie otwierał okien.-Powiedziała, starając się jakoś racjonalnie wytłumaczyć. Ojciec popatrzył na nią z szyderczym politowaniem i zerknął w stronę okna.
-i działa?
-jeszcze nie wiem...-Przyznała zakłopotana, również spoglądając w stronę okna. Oczywiście wiedziała, że nic nie ma prawa się wydarzyć, jednak w tej chwili gotowa było zrobić co trzeba, żeby tylko duch dał jej jakiś znak na to, że nie zwariowała. Jej, albo jej ojcu. Już bała się myśleć, ajk wiele kpin czeka ją na śniadaniu... O ile wstanie, oczywiście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Tam, gdzie mieszka zło   

Powrót do góry Go down
 
Tam, gdzie mieszka zło
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Lucas McFayden - Theo James
» Uwaga, nadchodzi Julian!
» Virusowe Mikołajki~
» Mieszkanie Adavieny, gdzie wtarabanił się Kaukaz
» Lokacje - czemu tam gdzie trawa jest bardziej zielona panują pustki?

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zona scriptum :: Fantastyka-
Skocz do: