CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 American Beauty

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
YellowControl freak
avatar

Data przyłączenia : 25/07/2017
Liczba postów : 123


Cytat : "Możliwe, że jestem i byłem wariatem, ale nie chcę zamieniać tego na żadną przytomność." Witkacy
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: American Beauty   Sro Lis 22, 2017 3:47 am

American Beauty
Raz go nakryłeś z taka małą, o Jezus, co za ciało!
X jest przykładnym mężem i ojcem od jakichś dwudziestu lat. Ma dobrą pracę, kochającego męża, dwójkę praktycznie dorosłych już dzieci, piękny dom. Od jakiegoś czasu ma jednak wrażenie, że jego życie zrobiło się cholernie nudne, a on powoli popada w marazm. Z jednej strony wszystko wydaje się idealne, znajomi zazdroszczą mu takiego życia, takiej miłości, niesprawiających problemów dzieci. Czego, więc może mu brakować? Mężczyzna odsuwa od siebie te myśli do czasu, gdy w swoim domu nie natyka się na przyjaciela swojego syna... Chłopak ma perfekcyjny uśmiech i figurę. A co gorsza, wydaje się nie być zupełnie obojętny tatuśkiem.


Anthony Threvor
lat: 42
wzrost: 183 cm
status społeczny: mąż i ojciec

- z zawodu jest księgowym;
- z powodu świetnie gotującego męża i siedzącej pracy, szybko obrósłby sadełkiem, więc dwa razy w tygodniu chodzi na boks i czasami biega;
- to ten roztrzepany typ, który nie wie, gdzie ma kluczyki od samochodu, albo zapomina kluczy od domu;
- niestety pali, czego jego mąż od dwudziestu lat próbuje go oduczyć;
- ma dwójkę dzieci, 17-letniego Noah i 15-letnią Camille;
- jest tą połową rodzicielskiego duetu, która nie ma pojęcia na jakie zajęcia po szkole chodzą jego dzieci, ale w ten tajemniczy sposób ma z nimi świetny kontakt;
- zawsze myli imiona przyjaciółek swojej córki i nigdy nie pamięta, która to która;
- wbrew pozorom seks w jego małżeństwie wciąż jest i wciąż jest niezły;
- nie ma dużej wady wzroku, ale to już stara dupa i musi zakładać okulary do czytania;
- to on pomaga dzieciom przy pracach domowych;
- ma taki układ z mężem, że każdy z nich ma swój weekend w miesiącu, gdy mogą odpocząć od rodzinnego życia i np wyjechać do letniskowego domku w górach;


_________________
I am your dirty little secret.


Ostatnio zmieniony przez Yellow dnia Wto Gru 26, 2017 3:30 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MaleficarBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 20/05/2017
Liczba postów : 272


Cytat : Jeżeli ktoś żywi do mnie uczucie, którego nie da się przekazać w słowach, może przekazać je w gotówce.
Wiek : 25
Female


PisanieTemat: Re: American Beauty   Sro Lis 22, 2017 6:18 pm



Colin Hetfield

► Amerykanin
► 17 lat
► 177 cm
► Biseksualny

Niecierpliwy
Wszechstronnie utalentowany
Tupeciarski
Bystry
Lekkomyślny
Elokwentny


Colin to przede wszystkim bardzo młody chłopak, który sporo chce od życia, ale nie jest z tych, którzy usiądą i poczekają, aż samo do nich przyjdzie. 

W tym roku został przewodniczącym swojej klasy i zamierza kandydować na przewodniczącego szkoły. Nie, nie kieruje się altruistycznymi potrzebami, po prostu lubi czuć, że ma władzę. Taki to już z niego Mały... Król.

Dużo czyta i jeszcze więcej gada.

Zdarzały mu się epizody z paleniem marihuany, ale nie uważa tego za coś, co zniszczy mu życie. Stanowczo gorzej przeżył łyknięcie Extasy na imprezie - do dzisiaj nie pamięta i nie chce pamiętać co się działo.

W pierwszej liceum nazywali Colina "tygodniowym chłopakiem", bo zmieniał partnerów i partnerki jak rękawiczki, szybko nudząc się ich infantylnością i tym jak mocno się do niego przywiązywali po ledwie kilku dniach - uważa się za stworzenie wymagające bardzo dużego wybiegu. Ponad to wszyscy zdają sobie sprawę z jego orientacji, ale nikogo nie informował o swoim kompleksie tatuśka i pociągu do dużo starszych facetów.

Nawiązując do powyższego zdał sobie sprawę ze swojego odhyłu, kiedy kompletnie niezamierzenie wpadł w jednonocny romans z kolegą ze studiów własnej matki. Wpadł po koleżeńsku poznać rodzinę swojej byłej dziewczyny z dawnych czasów i okazało się, że poznał ją trochę zbyt dogłębnie...

Hetfield ma manie na punkcie modeli samochodów - zwłaszcza starych amerykańskich. Sam składa je hobbistycznie i ma półki w pokoju na przemian zawalone nimi i książkami

Ma też w pokoju lokatora: kota Sfinksa o imieniu Jugger.

Gra w miejskiej drużynie futbolowej i jak na smukłe ciało ma w sobie zaskakująco dużo siły.



_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
YellowControl freak
avatar

Data przyłączenia : 25/07/2017
Liczba postów : 123


Cytat : "Możliwe, że jestem i byłem wariatem, ale nie chcę zamieniać tego na żadną przytomność." Witkacy
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: American Beauty   Sro Lis 22, 2017 6:38 pm

- Kochanie, rozpaliłeś już grilla? Dzieciaki zaraz zaczną się zbierać...
Anthony przytaknął z lekkim uśmiechem, zabierając od swojego męża tacę z przygotowanymi do grillowania szaszłykami i kiełbaskami. Zaniósł je do ogrodu, po drodze upominając swojego syna, że dudniąca z głośników muzyka ma zostać ściszona przed ciszą nocną. Do tego czasu niech się bawią, w końcu nie codziennie kończy się 17 lat i nie na każde urodziny rodzice pozwalają zaprosić prawie całą klasę i pomagają zorganizować grilla w swoim własnym ogrodzie z basenem. Impreza roku, czy nie? Plan był prosty, on z mężem przygotowują jedzenie, ale grzecznie zmywają się z imprezy po około dwóch godzinach, żeby młodzież mogła bawić się we własnym towarzystwie. Wciąż jednak zostają w domu, na górnym pietrze, żeby mieć na nastolatków oko. Z kolei Camille została wysłana do przyjaciółki na noc, żeby po pierwsze nie przeszkadzała starszym kolegom brata, a po drugie nie czuła się pokrzywdzona. Idealni rodzice, po prostu idealni.
- To później! - usłyszał za plecami głos Noah, który łypnął na niego jakby już planowali robić coś niedozwolonego, wprowadzając pierwszych gości przez tylną furtkę od ogrodu. Pokręcił głową, uśmiechając się jednak w sposób mówiący: nic nie widzę, nic nie słyszę, nie powiem o niczym ojcu.

_________________
I am your dirty little secret.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MaleficarBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 20/05/2017
Liczba postów : 272


Cytat : Jeżeli ktoś żywi do mnie uczucie, którego nie da się przekazać w słowach, może przekazać je w gotówce.
Wiek : 25
Female


PisanieTemat: Re: American Beauty   Sro Lis 22, 2017 6:57 pm

Impreza u Noah miała być luźnym grillem z jego rodzicami w tle. Rodzicami, czyli dwojgiem ojców - fakt ten części szkoły kompletnie nie przeszkadzał, a dla innej był nieboskim problemem; zwłaszcza dla Danny'ego i jego przydupasów, któremu ręcznie trzeba było wytłumaczyć, że skoro wolność w tym kraju pozwala na to, by jego rodzice wychowywali taką świnię jak on, to równocześnie Threvorem mogło zajmować się dwóch dżentelmenów. Zwłaszcza, że jednego z nich Colin poznał na licznych spotkaniach z rodzicami i miał o nim jak najlepsze zdanie. Dlatego też to on po szkole przestawiał Danny'emu pysk na mokrym od deszczu podłożu oddzielającym boisko do kosza od jednej z licznych alejek.
Od tego czasu Col i Noah są najlepszymi kumplami. A ponieważ dotąd jest to przyjaźń stosunkowo krótka, to obecne urodziny były pierwszą wizytą Hetfielda w domu kolegi.

Był jednym z pierwszych gości i nie bardzo wiedział gdzie miał się kierować w poszukiwaniu imprezy, więc po bardziej symbolicznym niż potrzebnym poprawieniu sieci rzemyków z wisiorkami na szyi, po prostu zapukał do frontowych drzwi. Z racji tego, że przewodniczący klasy uważał się za grzeczną i dojrzałą osobę, to prócz elegancko opakowanego prezentu dla solenizanta, przyniósł też upominki dla jego rodziny, skryte w papierowej torbie, którą miał przy boku.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
YellowControl freak
avatar

Data przyłączenia : 25/07/2017
Liczba postów : 123


Cytat : "Możliwe, że jestem i byłem wariatem, ale nie chcę zamieniać tego na żadną przytomność." Witkacy
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: American Beauty   Sro Lis 22, 2017 7:29 pm

Thony zdążył już porozkładać pierwszą partię jedzenia na grillu, żeby dzieciaki nie musiały długo na nie czekać. A wnioskując po tym co, jak mu się wydawało, było póki co ukryte w samochodzie jednego z chłopaków, przyda im się najpierw zjeść coś bardziej stabilizującego żołądek niż chipsy i coca cola. Zostawił grill pod opieką Noah, który bardzo dyskretnie starał się wygonić jak najszybciej obu ojców na górę i wrócił do kuchni, żeby umyć ręce. Akurat wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi, więc wciąż ze ścierką w ręce poszedł otworzyć. Kojarzył kilkoro znajomych swojego syna, bardziej z widzenia niż po imieniu (jako, że z tymi miał szczególny problem), ale chłopaka, który stał u nich na progu, widział pierwszy raz. Jakoś tak mimowolnie zmierzył jego sylwetkę wzrokiem, dłużej zatrzymując go na tym może i odrobinę zakłopotanym, ale niezwykle otwartym i sympatycznym uśmiechu. Dzieciak był młody... Ale zaskakująco ładny. Odchrząknął, spuszczając wzrok i popychając łokciem drzwi do tyłu, żeby przepuścić go w progu.
- Impreza jest z tyłu w ogrodzie, zaprowadzę cię - przeczesał dłonią już i tak spory nieład na głowie, a potem zamknął drzwi. - Będziesz miał jak wrócić do domu? Mam nadzieję, że Noah wspominał, żebyście przekazali rodzicom, że jak najbardziej możemy was porozwozić do domów...
Mimo, że świetnie dogadywał się z własnymi dziećmi, nigdy za specjalnie nie wiedział jak rozmawiać z ich znajomymi. Ale tym razem czuł się podwójnie zakłopotany. Czemu właściwie? Chyba sam jeszcze tego do końca nie rozumiał. Ani tego, że jego reakcja była inna niż na któregokolwiek z przyjaciół Noah. Albo nie rozumiał, że dzieciak zrobił na nim wrażenie, którego nie powinien, albo wolał odsunąć od siebie tę myśl, zanim jeszcze dobrze do niego dotarła.

_________________
I am your dirty little secret.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MaleficarBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 20/05/2017
Liczba postów : 272


Cytat : Jeżeli ktoś żywi do mnie uczucie, którego nie da się przekazać w słowach, może przekazać je w gotówce.
Wiek : 25
Female


PisanieTemat: Re: American Beauty   Sro Lis 22, 2017 9:35 pm

Spodziewał się, że otworzy mu Noah, albo Theo, czyli znany już Colinowi jeden z jego ojców – zupełnie jakby zapomniał o istnieniu tego drugiego – ale zdaje się, że właśnie na niego trafił. Na nieco ponad metr osiemdziesiąt zakłopotanego i niewymuszonego seksapilu, którego artystycznie ciosaną twarz częściowo zasłaniał pasujący doń zarost oraz okulary z grubą oprawką – przez które w głowie mola książkowego pojawił się wizerunek ojca znanej wszystkim książkowej postaci młodego czarodzieja. Włosy układały się mężczyźnie na głowie w subtelne fale, których końce (chyba obrażone na siebie nawzajem) wykręcały w różne strony, przy każdym ruchu pozwalając refleksom światła słońca ślizgać się po nich gładko jak po atłasie. Aż prosiły, by zatopić w nich palce…
Colin drgnął i chrząknął krótko, starając się przypomnieć sobie jak się oddycha. Stojący przed nim mężczyzna miał tak charakterystyczny typ urody, a jednocześnie tyle swobody w sobie, że mógł mieć jednocześnie dwadzieścia siedem lat, jak i być solidnie po czterdziestce. ...czyli idealnie w typie Hetfielda. Młody od razu przywołał uśmiech na swoją uroczą i nietkniętą jeszcze zarostem twarz, po czym wkroczył chętnie do wnętrza domu.
- Nie wiedziałem, że Noah zaprosił też jakiś starszych kolegów ze studiów – zażartował swobodnie, wkraczając na typ żartu „oh, to twoja mama? Myślałem, że siostra!”. - Proszę się nie martwić, mieszkam stosunkowo niedaleko stąd i cenie sobie spacery, zwłaszcza nocą, więc przekazałem już Noah, że po imprezie nie będę jednym z problemów zmieniających Pana w darmową taryfę.
Nie flirtował. Jeszcze nie. A przynajmniej próbował nie. Bóg mu światkiem, że próbował!
Przystanął w kuchni i odkładając prezent dla Noah zaczął grzebać w swojej papierowej torbie.
- Koledzy jeszcze chwilę na mnie poczekają, a chciałem coś Panu dać… Właściwie to Państwu – poprawił się w ostatniej chwili, na całe szczęście. - Kupiłem małe upominki dla wszystkich członków rodziny Noah, starając się, by były jak najbardziej spersonalizowane... – mówił, odkładając różowy oraz ciemnobrązowy pakunek na stół w kuchni, a granatowy wyciągnął w stronę swojego rozmówcy, z najbardziej czarującym uśmiechem na jaki było go stać. - W oparciu na tym, co usłyszałem od syna. Proszę, ten jest dla… Pana. Słyszałem, że lubi Pan gry na PlayStation.
Wewnątrz za folijką i osłoną w postaci pudełka kryła się ułożona na miękkim materiale zapalniczka Zippo, na której chromie wygrawerowano subtelne logo gry Assasin’s Creed.
- Ah, i nie przedstawiłem się. – wyciągnął przy okazji zgrabną dłoń w stronę mężczyzny. - Nazywam się Colin Hetfield.
Jego wzrok był aż przeszywający, ale jednocześnie kompletnie nienachalny.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
YellowControl freak
avatar

Data przyłączenia : 25/07/2017
Liczba postów : 123


Cytat : "Możliwe, że jestem i byłem wariatem, ale nie chcę zamieniać tego na żadną przytomność." Witkacy
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: American Beauty   Sro Lis 22, 2017 10:21 pm

Anthony nie od zawsze był odpowiedzialną głową rodziny, w ciepłych kapciach. Oczywiście, w raz z odnalezieniem miłości życia, która marzyła o dzieciach, jego podejście do świata się zmieniło. A już zwłaszcza podejście do mężczyzn. Od dwudziestu (a na pewno około dwunastu) lat liczył się dla niego tylko ten jeden, jedyny, kiedyś miał jednak miano mniej stabilnego w uczuciach. Właściwie jedyne co mu po tym zostało to ten "niewymuszony seksapil", którym kiedyś niejednemu zawrócił w głowie. Jednak przez czas, gdy był już tylko czyimś mężem, a nie kimś kogo swobodnie można podrywać, przestał się zastanawiać nad tym jakie robi wrażenie na facetach i czy w ogóle je robi.
- Oh, nie trzeba było - zaśmiał się, mile zaskoczony, bo naprawdę do głowy by mu nie przyszło, że jego syn może mieć tak dojrzałych kolegów, którzy pomyśleliby o prezencie dla gospodarza. W końcu Noah... No cóż, Noah był tylko dzieciakiem, który wciąż zapominał drugiego śniadania do szkoły i nie mówił przepraszam, gdy odbiło mu się podczas obiadu.
Wyciągnął dłoń po prezent, nie oczekując wiele, bardziej breloczka do kluczy, którego wygląd sugerowałby raczej prezent dla osiemdziesięciolatka. Przynajmniej taki kupiłby jego syn, gdyby miał kupić coś ojcu swojego kolegi. Jakie było więc jego zdziwienie, gdy uniósł wieczko i zobaczył co jest w środku. Zszokowany poprawił okulary, po chwili wymieniając z chłopakiem uścisk dłoni. Bardzo serdecznie.
- Mów mi Anthony, proszę... - od razu wyjął zapalniczkę z pudełka i odpalił ją na próbę. - To świetny prezent, Colin, naprawdę... Idealny wręcz.
To nie były grzecznościowe podziękowania dla miłego dzieciaka, Thony naprawdę był zachwycony prezentem, wręcz odrobinę dziecinnie. Ale przecież każdy facet to duże dziecko, taka prawda.
Podniósł wzrok na chłopca, z zamiarem podziękowania mu jeszcze raz, uśmiech jakim ten go obdarzył jednak zbił szatyna z tropu. Nigdy nie doszukiwał się w innych mężczyznach zainteresowania swoją osobą, nie zardzewiał jednak tak zupełnie i zawsze dostrzegał dawane mu sygnały, gdy te się już pojawiały. Już wcześniej odniósł wrażenie, przynajmniej dwa razy, że dzieciak - może trochę - próbuje go poderwać? Ale to była tak absurdalna myśl. Teraz jednak nie był pewien czy to naprawdę aż taki absurd...
- Boże, tato, nie zanudzaj mi kolegów - do kuchni wparował Noah i klepnął Colina w plecy, obejmując go zaraz ramieniem i wyprowadzając do ogrodu. - Nie ma co tu sterczeć, impreza jest tam!

_________________
I am your dirty little secret.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MaleficarBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 20/05/2017
Liczba postów : 272


Cytat : Jeżeli ktoś żywi do mnie uczucie, którego nie da się przekazać w słowach, może przekazać je w gotówce.
Wiek : 25
Female


PisanieTemat: Re: American Beauty   Sro Lis 22, 2017 11:40 pm

Patrzył z zafascynowaniem jak zakłopotanie mężczyzny pogłębia się jeszcze bardziej, a mimo to ten nie wzbrania się nawet przed odpakowaniem prezentu przed obdarowującym – jak chłopczyk na gwiazdkę. Początkowo eleganckie prezenty miały być tylko owocem wychowania, które Colin wyciągnął z domu, nie miały wywoływać stresu związanego z możliwością nieutrafienia w gusta, ale… tym razem lekki impuls naruszający spokojne tętno serca przebiegł przez ciało chłopaka. Niby nie było czym się stresować, to była w końcu Zippo(!), nie trzeba było być palaczem, żeby przynajmniej mieć tak kozacką zapalniczkę! A mimo to Hetfield tkwił w stresie póki pod zgrabnym wąsikiem Pana Threv… Anthonego nie wykwitł czarujący uśmiech.
- To nic takiego, chciałem... – ...iii dalsza część niewinnego flirtu poszła się jebać, kiedy Noah pojawił się w drzwiach. Na śmierć, Colin prawie o nim zapomniał!
Na całe szczęście solenizant przypomniał o sobie dobitniej, klepiąc kolegę w plecy i wyciągając go do ogrodu, gdzie zalała ich obu fala muzyki. Całe szczęście Hetfield zdołał chwycić w ostatniej chwili największy z prezentów i wcisnął go wręcz w pierś kumpla.
- Mówiłem ci, że wejście będzie od ogrodu. Wiedziałem, że jak wepchniesz się przez frontowe drzwi, to któryś z moich starszych cie zgarnie, ale spoko za jakąś godzinkę maks zwijają się na górę – rzucił syn gospodarzy, odkładając prezent na specjalną ławkę obok dwóch innych, a w tym czasie jego rozmówca poprawił odruchowo mankiet koszuli i jeszcze raz obejrzał się na drzwi prowadzące do domu, zanim nie wrócił uwagą na Noah.
- Nie zanudził mnie, nie martw się. Przecież to w końcu „ten bardziej cool”, prawda? – wyszczerzył się swobodnie i pozwolił Noah odbiec do bramy, żeby przywitać grupę czterech lasek, które ze względu na ich popularność, aż głupio było nie zaprosić. Zwłaszcza, że jedna z nich po kilku głębszych miała już gdzieś czy coś z czym śpi to w ogóle człowiek, a kilkoro stulejarzy na tej imprezie miało głęboką nadzieję zaliczyć.
Ich liczba powiększyła się właśnie kilka minut o jednego, chociaż już nie stulejarza.

Mięso było świetne. Idealnie zamarynowane przez jednego z tatusiów, oraz idealnie przypieczone przez drugiego. I zwłaszcza on, stojący przy grillu ze szczypczykami, przyciągał wzrok młodzika jak magnez. Niebieskie oczy ślizgały się po zarysie smukłej figury i ginęły w fałdach koszuli pomiędzy łopatkami mężczyzny. Kilka razy jednak chłopak z bólem musiał wrócić na ziemię i wysłuchać jakiejś anegdotki, czy samemu dopieścić towarzystwo rozmową.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
YellowControl freak
avatar

Data przyłączenia : 25/07/2017
Liczba postów : 123


Cytat : "Możliwe, że jestem i byłem wariatem, ale nie chcę zamieniać tego na żadną przytomność." Witkacy
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: American Beauty   Czw Lis 23, 2017 1:42 am

Nie tylko Colin przyglądał się swojej potencjalnej ofierze ukradkiem, chociaż w wypadku Anthonego nie mogło być w ogóle mowy o tym, żeby rozmyślał nad chłopakiem w ten sam sposób... Chociaż, czy na pewno? Odpalał właśnie kolejnego papierosa, korzystając z tego, że na razie i tak musiał zostać na dworze, gdy ich spojrzenia się skrzyżowały. Wolałby naprawdę nie zostać przyłapanym na tym, że mu się przygląda, więc idealnie zamaskował swoje zmieszanie wdzięcznym uśmiechem, znacząco pokazując dzieciakowi swój nowy, cudowny gadżet, którego używał dzisiaj cały wieczór. Miał nadzieję, że dzięki temu wyjdzie po prostu na jednego z tych nudnych starych, który stara się być "cool". To na pewno lepsze niż posądzenie go o to, co częściowo miał w głowie...
- Poradzisz sobie z nimi? - z zamyślenia wyrwał go głos Theo, który podszedł do niego, kompletnie nie skrępowany tym, że zrobi swojemu synowi siarę przy wszystkich i przeczesał mężowi roztrzepane włosy, z płonną nadzieją ułożenia ich w jakiś względny ład. - Chyba się już położę, rozbolała mnie głowa od tego dudnienia. I te twoje fajki wcale nie pomagają...
- Oczywiście, wziąłeś jakieś proszki? Na razie są grzeczni, ci których muszę odwieźć zmieszczą się w moim samochodzie. Damy radę - odpowiedział na krótkiego buziaka małym uśmiechem i nie potrafiąc nad tym zapanować, zerknął w stronę Colina. Boże, jak ten dzieciak na niego patrzył... Był dorosłym facetem, a on dzieciakiem w wieku jego syna. A mimo tego ten dorosły facet miał dreszcze. Odprowadził swojego męża zamyślonym wzrokiem do drzwi, wsuwając dłoń do kieszeni i mocno zaciągając się papierosem. Kiedy on ostatnio tak na niego patrzył? Wciąż była między nimi chemia, owszem, ale bogowie, nie taka...

Rozdał ostatnie kiełbaski i upewnił się jeszcze, że wszystkie dzieciaki są najedzone i gotowe do dalszej zabawy. Czuł aż za dobrze to napięcie oznaczające, że ma już sobie stąd iść, bo wszyscy czekają na atrakcję tego wieczoru i bynajmniej nie był to grill. Świetnie pamiętał co on robił w ich wieku, przynajmniej był w razie czego w pobliżu.
- Dobrze, Noah, ojciec już śpi, ja będę na górze, gdybyście czegoś potrzebowali. Nie bądźcie za głośno, bo będę musiał wysłuchiwać jutro rano pani Fitzgerald i tego jej ujadającego szczurka...
Chłopak przewrócił oczami, ale zapewnił, że zapanuje nad tą hałastrą, a Colin oczywiście mu w tym pomoże. Anthony pożegnał się więc z dzieciakami i po spaleniu ostatniego papierosa, poszedł do domu. Zajrzał jeszcze jak się ma Theo, ale spał już twardo, więc żeby mu nie przeszkadzać, zabrał swojego laptopa i usiadł w gabinecie, zaraz przy schodach na dół, zostawiając uchylone drzwi, by w razie czego słyszeć, czy muzyka została ściszona o odpowiedniej godzinie.

_________________
I am your dirty little secret.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MaleficarBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 20/05/2017
Liczba postów : 272


Cytat : Jeżeli ktoś żywi do mnie uczucie, którego nie da się przekazać w słowach, może przekazać je w gotówce.
Wiek : 25
Female


PisanieTemat: Re: American Beauty   Czw Lis 23, 2017 2:44 am

Kiedy dorośli zniknęli na górze, na dole młodzi zaczęli robić się niegrzeczni. Na stole obok nadpitej wcześniej Coli i Sprite’a pojawiły się kolorowe Smirnoffy, Finlandie i kilka czteropaków piwa. W końcu mięsko gładko weszło do żołądka, a teraz należało je dobrze zamarynować w dzikiej mieszance procentów, a potem puścić się wpław do ogrzewanego basenu. Uczestnicy imprezy, jako dojrzali i odpowiedzialni ludzie, najpierw postanowili się wymoczyć, a potem zalać robaka. Dlatego też trawnik i ławki ogródka szybko pokryły się kupkami pogubionych ubrań i w basenie prócz nadmuchiwanych zabawek pojawiło się kilka porąbanych nastolatków – w tym Colin, który siedząc po pierś w basenie bawił się włosami kucającej obok blondynki i czekał, aż Noah napełni rząd kieliszków wódką i doniesie na tacy na skraj basenu.
I w końcu drewniana deska spoczęła przy ogrzewanej wodzie i zadzwoniły kieliszki połyskujące od bezbarwnego trunku, który troskliwie trzymały w ramie szkła.
- Dobra, patrz i ucz się, mój Padawanie. Bo jedyne, co w życiu zamoczysz, to głowę w kiblu – rzucił ze śmiechem, klepiąc siadającego na skraju kolegę w udo. Podparł się na jednej dłoni i podciągnął wyżej, by wystawać co najmniej połową ciała ponad wodę i sięgnął po kawałek pokrojonego cytrusa, opisując kolejne kroki swojego postępowania: - Najpierw bierzesz limonkę i smarujesz nią delikatnie niewielki odcinek skóry. Powoli i troskliwie, w końcu nie chcesz krzywdzić swojej wybranki, a to część pijanej gry wstępnej – objaśniał i nachylił się do blondynki, która zaśmiała się, przyklękując i odgarniając włosy na jedno ramię, wystawiając szyję w jego stronę. Przejechał wtedy owocem po jej napiętej skórze, zostawiając ślad kwaśnego soku. - Potem zlizujesz go, równie delikatnie, ale elektryzująco, tak by poczuła to na całym ciele… i wypijasz kieliszek do dna... – ostatnie wypowiedział już łaskocząc koleżankę oddechem i ślizgnął się językiem po jej miękkiej, jasnej skórze, po czym bez chwili zwłoki, sięgnął po swoją dawkę alkoholu, wypił ją do dna. Huknął ze szczęścia i na moment zanurkował tak mocno, że odbił się stopami od dna.
Był okropny. Grzeczny i okropny jednocześnie. Ale przynajmniej oficjalnie otworzył karnawał niegrzecznego picia…

- Noah, gdzie jest toaleta? – po kilkunastu minutach alkohol upomniał się o swoją ofiarę i Colin był kolejną osobą, która zadawała gospodarzowi to pytanie. A że gospodarz był właśnie w trakcie obalania ogromnego kielicha piwa na czas, to niestarannie wskazał dłonią dom. - W środku? Huh, dzięki Sherloku.
Hetfield tylko pokręcił głową i odrzucił na bok niewielki ręcznik, którym wstępnie się osuszył, po czym wsunął na siebie koszule, zapinając ją na kilka losowych guzików - uznając za niegrzeczne paradowanie przy rodzicach w samych kąpielówkach, nawet jeśli sięgały za kolana.
Poszukiwanie toalety na parterze zakończyło się fiaskiem, więc Colin musiał podjąć próbę na piętrze, możliwie nie wpadając na rezydujących tam lokatorów. A przynajmniej nie na obu naraz…
Starł niewielką ilość wody cieknącej mu z włosów i płynącej po karku. Kolejne krople skapywały mu z policzków na ramiona, kiedy szedł cicho schodami, gdzieś w połowie słysząc ciche postukiwanie palców w klawisze. Wdrapał się na szczyt i cicho zajrzał do najbliższego pokoju, zza którego uchylonych drzwi na korytarz wypływało miodowe światło. Ujrzał tam pochylonego nad laptopem, ciemnowłosego mężczyznę, którego skupioną twarz rozświetlał zimny poblask monitora.
Ktoś tu pracował, kiedy był czas na zabawę. Nieładnie.
Smukłe palce Cola zastukały głośniej we framugę.
- Przepraszam? Nie chciałem przeszkadzać, szukam tylko toalety, na parterze gdzieś się przede mną schowała.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
YellowControl freak
avatar

Data przyłączenia : 25/07/2017
Liczba postów : 123


Cytat : "Możliwe, że jestem i byłem wariatem, ale nie chcę zamieniać tego na żadną przytomność." Witkacy
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: American Beauty   Czw Lis 23, 2017 3:38 am

Thony postanowił zająć się pracą, szczególnie dlatego, żeby odwrócić swoją uwagę od zabawy na dole i móc samego siebie oszukiwać (a jutro także i męża), że absolutnie nie słyszy co się tam dzieje, bo inaczej musiałby zakończyć tę zabawę, jeszcze zanim towarzystwo zdążyłoby się chociażby wstawić. Też miał kiedyś siedemnaście lat, a ponieważ wierzył, że miał na tyle doinformowanego syna, że raczej żadnej niechcianej ciąży z tego nie będzie - przymknął oko na wszelkie niedociągnięcia w ich wspólnej umowie. Póki nikomu nie stała się krzywda i ponieważ na szczęście nie będzie musiał spowiadać się rodzicom dzieciarni, niech się młodzież wyhula. Wychodził z założenia, że i tak będą pić. Lepiej tutaj niż w jakiejś podejrzanej dzielnicy, w parku, czy gdziekolwiek, gdzie nie będą mieli kontroli nad tym co się z nimi dzieje.
Mężczyzna nie słyszał zakradającego się pod drzwi chłopaka, skupiony na własnych myślach, więc ten miał chwilę by jeszcze raz mu się przyjrzeć. Szatyn ściągnął właśnie okulary i w uroczym, zaspanym geście, przecierał oczy. Prawie podskoczył na dźwięk pukanie do drzwi.
- Oh, Colin - oczywiście, że akurat to imię zapamiętał. Jakżeby mógł inaczej. - Przestraszyłeś mnie... - uśmiechnął się nikle. Czyżby tatusiek miał na sumieniu jakieś bardzo niedozwolone myśli?
- Możesz skorzystać z tej na piętrze, drzwi po drugiej stronie schodów...

_________________
I am your dirty little secret.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MaleficarBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 20/05/2017
Liczba postów : 272


Cytat : Jeżeli ktoś żywi do mnie uczucie, którego nie da się przekazać w słowach, może przekazać je w gotówce.
Wiek : 25
Female


PisanieTemat: Re: American Beauty   Czw Lis 23, 2017 10:15 pm

Znów to samo zakłopotanie, zupełnie jak w oczach nastolatka…
Colin uśmiechnął się wdzięcznie, dziękując skinieniem głowy i zmył się sprzed oczu jednego z tatuśków, korzystając z serdecznego zaproszenia i na jakiś czas zamykając się w ceramicznym królestwie. „Na jakiś czas”, bo ostatecznie nie zamierzał zakończyć łazienkowego obrzędu jedynie na spełnieniu pierwotnej potrzeby, która popchnęła go w to miejsce. Po wszystkim stanął przed oświetlonym z dwóch stron lustrem i ułożył nieco lepiej wciąż wilgotne włosy, miejscami lekko skropił koszulę wodą ze zlewu, by pod białym materiałem prześwitywał kuszący zarys kości wystającego obojczyka, czy przyjemna dla oka linia boku… Za wiele zrobić nie mógł, musiał liczyć na naturalny urok roztrzepanego nastolatka.
Brnął ku niemoralnemu celowi, jakby niepomny tego, że właśnie odjebuje kumplowi straszne świństwo.
- Przepraszam za przestraszenie, Anthony – na powrót zajrzał do gabinetu po wyjściu z łazienki. No dobra, nie tyle „zajrzał”, co wsunął się łagodnie do środka, uprzejmie rozglądając na boki po półkach pełnych książek i segregatorów. - Całe szczęście cicho tu, martwiłem się, że możemy przeszkadzać głośną muzyką – napomknął, bawiąc się swoimi dłońmi niedbale, zupełnie jak zestresowana cnotka. Ale, co gorsza – jak przystało na takiego wilka – robił to całkowicie z rozmysłem.
Pokonał większość dystansu dzielącego go od mężczyzny i skupił się niby na jego biurku, zawieszając wzrok na ramce ze zdjęciem rodzinnym.
- Właściwie to chciałbym zająć ci chwilkę. Pomyślałem, że mógłbym w najbliższym czasie nie mieć okazji na porozmawianie z którymkolwiek z rodziców Noah, a czas mi się już kończy… Mogę? – wbił w niego to spojrzenie… Nie, nie to proszące i niewinne, raczej to które ślizgało się jak rozgrzany węgielek po plecach Pana Threvora podczas smażenia kurczaczka na grillu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
YellowControl freak
avatar

Data przyłączenia : 25/07/2017
Liczba postów : 123


Cytat : "Możliwe, że jestem i byłem wariatem, ale nie chcę zamieniać tego na żadną przytomność." Witkacy
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: American Beauty   Czw Lis 23, 2017 11:00 pm

Oh, rzeczywiście, Colin miał w sobie tyle chłopięcego uroku, że jego stężenie było prawie śmiertelną dawką dla jednego z tatuśków. Mężczyzna podniósł głowę znad laptopa, słysząc znowu głos w gabinecie i przymrużył lekko oczy widząc w progu dzieciaka. Czego ten chłopak od niego chciał? Bo w to, że siedemnastolatek chce sobie po prostu porozmawiać z ojcem swojego kolegi, w życiu nie uwierzy. Łyknął bajeczkę z łazienką gładko, ale ponowne pojawienie się tu Hetfielda rozmyło jego wątpliwości. To było niedorzeczne, nie dało się ukryć, ale czy chłopcy w tym wieku robili rzeczy mądre i odpowiedzialne? Nie. No właśnie. On sam miał za sobą pewne zauroczenie nauczycielem na pierwszym roku Collegu i wiedział jak wyglądają próby wybadania żonatego faceta o to, czy może ewentualnie nie skoczyłby na bok z kimś dużo młodszym niż jego żona.
- Nie, nie, jeszcze przez godzinę możecie hałasować bezkarnie... - uśmiechnął się do chłopca, chociaż już nie w ten sposób co wcześniej. Tym razem nie było w nim skrępowania. Spojrzenie mężczyzny było pewniejsze, gdy przesuwał wzrokiem po mokrej szyi szatyna, do kołnierzyka wilgotnej koszulki. Odwrócił się na obrotowym krześle bardziej w jego stronę, wsuwając dłonie do kieszeni spodni.
- Słucham? Czyżby mój syn coś przeskrobał? - kolejny, lekko zaczepny uśmiech.
Niezupełnie było tak, że go podrywał. Póki co miał w zamiarze zaledwie sprawdzenie Colina, to czy jego przewidywania się sprawdzą, a nie uwiedzenie dzieciaka.

_________________
I am your dirty little secret.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MaleficarBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 20/05/2017
Liczba postów : 272


Cytat : Jeżeli ktoś żywi do mnie uczucie, którego nie da się przekazać w słowach, może przekazać je w gotówce.
Wiek : 25
Female


PisanieTemat: Re: American Beauty   Pią Lis 24, 2017 8:44 am

Czuł się jak podczas partii szachów; potrzeba zrobienia dobrego wrażenia sprawiała, że zwracał uwagę na najmniejsze drgnienie ciała mężczyzny, zmiane w mimice i to czy skupił na sobie jego uwagę, czy może jest traktowany z przymrużeniem oka jak kolejny z dzieciaczków, który kręci się po domu z okazji urodzin syna. A po dosłownie kilku godzinach znajomości i niespełna kilku minutach niezobowiązującej rozmowy ciężko było przewidzieć, czy Anthony jest typem, do którego można walić prosto z mostu, czy może tym, którego najlepiej omotać jak wielki zły wilk, pozwalając mu być tą uwiedzioną ofiarą, która miała po prostu chwile słabości.
Albo nawet kilka całkiem regularnych chwil.
Ale ta partia szachów była trudna, bo współgracz nagle kompletnie zmienił postawę. Okazał zainteresowanie czy tylko podpuszczał Colina, by następnie z rodzicielskim rozbawieniem dać mu kopniaka w dupę? Diabeł jeden wie, ale zrobiło się ciekawie, zwłaszcza kiedy czarnowłosy całkiem na pokaz przyjął luzacką postawę i rozluźnił się, wyglądając w swoim cichym gabinecie jak znudzony Lord.
Chłopak parsknął.
- Nie, nie, jest jednym z grzeczniejszych dzieciaków jakie znam - palnął swobodnym a jednak takim tonem, jakby dystansował się od owych "dzieciaków". - Przeszedłbym od razu do rzeczy, obaj w końcu nie mamy zbyt dużo czasu: jesten kapitanem miejskiej drużyny futbolowej i ostatnio wysypał nam sie jeden z graczy. Proponowałem Noah zajęcie jego miejsca, w oparciu na jego wyniki z durnego WFu i to ile satysfakcji daje mu zdrowe współzawidnictwo, ale pod tym względem cierpi na niedobór pewniści siebie. Na dodatek naoglądał się kretyńskich filmów i boi sie, że sie połamie i potraci zęby. Nawet jeśli ma mnie za najlepszy przykład tego, że jest to chyba ostatnie co mu grozi - uśmiechnął się szerzej, pokazując palcem na swój idealny uśmiech. - Więc nie chce nawet przyjść na próbny trening... A szkoda. Pomyślałem więc, że mógłbym poprosic Pana... Ciebie o pomoc. Jesteś dla niego wzorem, oczki mu błyszczą kiedy opowiada chociażby o graniu w gry na PSie czy zwykłym wypadzie do miasta. Jesteś dla niego wzorem, więc może w twoim towarzystwie przyjechałby raz na trening? Jestem gotów prosić, to naprawde świetnie rokujący gracz, a z tobą na trybunach jeszcze poczuje większe skrzydła. Jeden trening. Tyle. i
I jeśli wtedy nadal nie będzie chciał to odpuszczę.

I tak maryniwało się właśnie dwie pieczenie na wspólny ogień.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
YellowControl freak
avatar

Data przyłączenia : 25/07/2017
Liczba postów : 123


Cytat : "Możliwe, że jestem i byłem wariatem, ale nie chcę zamieniać tego na żadną przytomność." Witkacy
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: American Beauty   Sob Lis 25, 2017 8:58 am

Anthony zaśmiał się, szczerze rozbawiony tym całym zachwalaniem go jako ojca. Nie był pewien, czy rzeczywiście był dobrym rodzicem, raczej dużym dzieckiem i to dlatego tak świetnie dogadywał się z synem. Czasami miał wrażenie, że Theo musi zajmować się całą ich trójką...
I zapewne też dlatego, że wciąż był dzieciakiem i brakowało mu w jego nudnym, poukładanym życiu tej odrobiny szaleństwa - a to przecież właśnie tak żył zanim został ojcem, często lekkomyślnie i nieodpowiedzialnie, ale przynajmniej było zabawnie - był bardzo bliski zgodzenia się na tą małą zabawę jaką proponował mu Colin. Przecież to tylko dzieciak, z tego nie mogło wyjść nic poważnego, mogą trochę poflirtować czasami, powymieniać się kilkoma znaczącymi spojrzeniami, gdy będą się widywać od czasu do czasu i tyle.
- Wiesz co, Colin, lubię cię - podniósł się ze swojego krzesła, zamykając laptop i oparł się dłońmi o biurko, trochę jakby niechcący pochylając się w jego stronę. - I nie tylko dlatego, że tak mi słodzisz. Myślę, że to świetny pomysł z tymi treningami, porozmawiam o tym z Noah i obiecuję, że namówię go, żebyśmy przyjechali na następny...
Po czym uprzejmym gestem dał chłopakowi do zrozumienia, że ta rozmowa dobiegła już końca, a gdy chłopak odwrócił się w stronę wyjścia, położył mu delikatnie dłoń w dole pleców i poprowadził do drzwi. Nie na tyle nisko by mogło to być uznane za nie do końca właściwe, ale w wystarczająco dwuznaczny sposób, żeby dać chłopakowi pewne nadzieje.

Impreza dobiegła końca bez większych komplikacji, większość dzieciaków była tylko odrobinę wstawiona, więc porozwoził ich do domów, mając szczęście nie natknąć się na niezadowolonych z ich stanów rodziców. Najgorzej z nich wszystkich wypadł chyba Noah, bo jego wieczór skończył się tym, co przeważnie się dzieje, gdy wypije się za dużo - ale solidarny tata obiecał, że nie powie nic drugiemu, po kilku godzinach spędzonych w łazience, pakując syna w końcu do łóżka.
A w następny czwartek zrobił to co obiecał, stawiając się z Noah na kolejnym treningu miejskiej drużyny futbola. Miał być wspierającym tatą, który kibicuje i mimo, że miał na to trochę za starego syna i tak ubrał się w czapkę z daszkiem, z nadrukiem maskotki drużyny i dopasowaną koszulkę w jej barwach.
- Hej, Mark, dzięki, że zgodziłeś się go przyjąć - wyciągnął dłoń w stronę trenera drużyny, a ten nawet uścisnął go serdecznie jak starego kumpla. Nie znali się za dobrze, co prawda, ale jego córka chodziła z Camille do klasy w podstawówce, po za tym to było małe miasteczko, większość się tu znała.

_________________
I am your dirty little secret.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MaleficarBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 20/05/2017
Liczba postów : 272


Cytat : Jeżeli ktoś żywi do mnie uczucie, którego nie da się przekazać w słowach, może przekazać je w gotówce.
Wiek : 25
Female


PisanieTemat: Re: American Beauty   Sob Lis 25, 2017 12:06 pm

Tamto było... obiecujące. Nawet jeśli starszy kocur zgonił podlotka ze swojego piecyka i skierował go z powrotem do Krainy Imprezki, to wciąż zrobił to w taki sposób jakby miał nadzieje, że kociak wróci. Wystarczyło kilka chwil spędzonych w ciasnym gabinecie, pochylenie się mężczyzny w stronę Colina i ostatecznie ciepła dłoń umieszczona niby uprzejmie, niby zachęcająco na jego plecach, a chłopak już stracił zainteresowanie chlaniem i graniem w siatke w basenie. Reszte wieczoru głównie gadał i siedział na skraju zbiornka wodnego jako sędzia rozgrywek, sącząc leniwie zimnego drinka i licząc punkty.
Dla niego impreza skończyła się, kiedy zrobiło się tak ciemno, że nie widział piłki - wtedy też pożegnał sie z innymi, pożyczył od Noah koszulke (z racji tego, iż jego własna była mokra) i sam odprowadził się do domu.

O mokrych snach nie było mowy, był już zbyt wymagającym zawodnikiem, by podniecać się samą rozmową, ale ciepłe widmo dłoni Pana Threvora na jego plecach towarzyszyło Hetfieldowi przy lekkiej kolacji, wyjątkowo gorącym prysznicu i w końcu w samym łóżku. Nie trudno było wyobrazić sobie to ciepło w innych miejscach...

Na Hetfielda pieprzone nieszczęście co czwartku ciepło kompletnie wyparowało.

* * *

Noah dodatkowo dopingowany przez ulubionego tatę był dzisiaj w wyjątkowo walecznym humorze. Trener uścisnął dłoń jego ojca serdecznie - wciąż w końcu pamiętał jak podczas Dnia Taty w szkole ich córek musieli w jednej drużynie brać udział w konkursach przygotowanych przez klasę.
- Super, zrobiliście nam niespodziankę, do ostatniej chwili nie wiedzieliśmy czy przyjdziecie więc mamy pełną drużynę, ale nic sie nie stanie, najwyżej Hetfield zostanie ze mną poza boiskiem - rzucił szybko Mark, nie widząc, że wyżej wspomniany, już częściowo przebrany wysunął się właśnie z przebieralni obok, słysząc własne nazwisko. W pierwszej chwili ten jednak zamiast zaczepić trenera czy chociażby przywitać Noah, otaksował Anthony'ego od butów po śmieszną czapkę tak rozpalającym spojrzeniem, jakby był w stanie pozrywać szwy ubrań i szybko sie ich pozbyć. ...a następnie zaśmiał się krótko rozbawiony.
- No, no, stworzyłem potwora. A nawet dwa - poprawił się, przybijając męską piątkę z Noah i zostawiając dorosłych na chwile samych, odciągnął go na bok i poinstruował gdzie znajdzie zapasowe ubranie. Na chwile jeszcze zniknął z Threvorem w przebierani, by zapoznać go z chłopakami i kupić dla niego jeszcze kilka minut na znalezienie swojego rozmiaru.
W tym czasie Mark zaprowadził Anthony'ego na wysunięte trybuny tuż nad ławą rezerwowych i zaczął przygotowywać sie do treningu, zostawiając go tam i rozkładając piłki na murawie boiska.

- Dziękuję - słodki jak miód tembr Colina dopadł mężczyzne od boku i z perspektywy niższego rzędu, kilka minut po tym jak przebrana drużyna wybiegła na boisko i latała slalomem pomiędzy piłkami. Col, w bokserce i dresowych spodniach stał bokiem do mężczyzny, oparty przedramieniem o barierkę, zerkając na niego kątem oka. - Już wiem czemu Noah tak bardzo cie lubi.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
YellowControl freak
avatar

Data przyłączenia : 25/07/2017
Liczba postów : 123


Cytat : "Możliwe, że jestem i byłem wariatem, ale nie chcę zamieniać tego na żadną przytomność." Witkacy
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: American Beauty   Nie Lis 26, 2017 7:28 pm

Noah radził sobie zadziwiająco dobrze podczas treningu, chociaż nie czuł się jeszcze super pewnie w nowym zespole, widać było, że sport daje chłopakowi naprawdę dużo radości. Anthony nie miał pojęcia skąd właściwie wzięło się to zamiłowanie do wysiłku fizycznego jego syna, bo tak naprawdę żaden z jego ojców nie był typem sportowca, a już na pewno nie on sam.
Spojrzał w dół na stojącego tam chłopaka i przybliżył się do barierki, opierając się o nią na łokciach. Przesunął wzrokiem po jego umięśnionych barkach i klatce piersiowej. Taki młody, a tak dobrze zbudowany. Dzięki bogom za przymusowe zajęcia z w-fu w szkołach...
- Myślę, że ty jednak darzysz mnie sympatią z zupełnie innego powodu... - odpowiedział mu, niezupełnie fair.

Po treningu Thony poczekał aż dzieciaki się przebiorą, a potem zabrał obu chłopców na wspólny obiad. Wiedział, że przy jego synu Colin powstrzyma się od bardziej jednoznacznych uwag, a mimo tego będzie jeszcze przez chwilę mógł pozostać w obrębie jego uwagi. To jak chłopak na niego patrzył, jak prawie rozbierał go wzrokiem, chyba odrobinę łechtało męskie ego. To bardzo wygodne, bo jednocześnie dostarczał sobie delikatny dreszczyk emocji, a z drugiej strony wciąż był absolutnie wierny i nie miał sobie nic do zarzucenia.
______


Od ich ostatniego spotkania minęło kilka dni. Anthony dał się porwać rodzinnym obowiązkom i pracy, nie miał za wiele czasu na myślenie o przyjacielu swojego syna. Mimo tego łapał się czasami na tym, że mokra koszulka przylegająca do jego młodego ciała, obraz, który zapamiętał z rozmowy w swoim gabinecie, towarzyszył mu przy niektórych codziennych obowiązkach, stanowczo pobudzając jego wyobraźnię. Nie powinien, ale i tak nie było sensu się oszukiwać - czasami miał ochotę pójść trochę dalej, mimo, że spotkali się dopiero dwa razy. Nie pamiętał kiedy ostatnio jakiś mężczyzna podziałał na niego tak mocno jak ten chłopak...
Gdy wrócił do domu Camille i Theo jeszcze nie było, dopiero za dwie godziny wrócą z dodatkowych zajęć jego córki. Noah za to minął się z nim w progu, mówiąc, że wróci za jakąś godzinę, ale niedługo powinien do niego wpaść Colin, który może poczekać u niego w pokoju. Nie zdążył go zatrzymać i wytłumaczyć mu, że to absolutnie niemożliwe, bo... No właśnie, bo co? Bo pozostawienie tej dwójki samej w domu może się skończyć niezupełnie tak jakby jego syn tego oczekiwał?
Zdążył tylko wziąć szybki prysznic, gdy w domu rozniósł się dźwięk dzwonka do drzwi. W pośpiechu naciągnął na tyłek bokserki i spodnie, zapinając je już pod drzwiami. Ponaglił go drugi dzwonek, więc tylko narzucił na ramiona koszulę i otworzył drzwi, wciąż bez zapiętych guzików. To robiło zupełnie odmienne wrażenie niż powinno, wiedział o tym.
- Noah wyszedł na chwilę, prosił, żebyś na niego poczekał - zaczął, od razu żałując, że to powiedział. Tym bardziej wyglądał teraz jakby miał nadzieję wykorzystać nadarzającą się im okazję. Odchrząknął. - Napijesz się czegoś?

_________________
I am your dirty little secret.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MaleficarBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 20/05/2017
Liczba postów : 272


Cytat : Jeżeli ktoś żywi do mnie uczucie, którego nie da się przekazać w słowach, może przekazać je w gotówce.
Wiek : 25
Female


PisanieTemat: Re: American Beauty   Nie Lis 26, 2017 9:18 pm

Obiad z upatrzonym mężczyzną oraz najlepszym kumplem, którego ten powyższy był ojcem powinien być jedną z najbardziej awkwardowych pierwszych randek kiedykolwiek. A mimo to było bardzo swobodnie, entuzjazm Noah wprowadzał przyjemną atmosferę, śmiali się, żartowali, a okazjonalnie Colin rzucił Panu Threvorowi przeciągłe spojrzenie, albo niby przypadkiem przesunął łydką po jego łydce.
To był zdecydowanie jedna z bardziej ekscytujących sposobów na subtelne poznanie kochanka, który rzekomo powinien być poza zasięgiem. Co gorsza pewny siebie i nonszalancki Anthony sądził, że jest poza zasięgiem, a to wszystko to tylko zwykła zabawa. Że zaprasza kolegę syna na obiad bo tak wypada. I że siada przy stoliku idealnie naprzeciwko niego z czystego i niewymuszonego przypadku. Że się tylko niewinnie pobawi, a potem zapomni, a tak naprawdę wysyłał tyle zduszonych obcasem odpowiedzialności sygnałów, że jasne oczy Hetfielda zachodziły subtelną mgiełką podniecenia.

***

Pan Threvor zatem bawił się w pozwalanie Colinowi na podrywanie go, ale sam dbał o to, by móc wszystko zwalić na całkowicie niewinne zasady dobrego wychowania, albo… Jeszcze jakiś innych rzeczy, których całe garście z pewnością mógł wymyślić na poczekaniu. To było widać, ale nie było to też nic nowego – Colin pogodził się z byciem złym wilkiem i właśnie taka rola w tej grze najbardziej mu odpowiadała.
Thony mógł wymyślać sobie Bóg wie jeden co chciał, by zatuszować swoją potrzebę bycia adorowanym i traktowanym jak potencjalny kochanek, a nie po prostu mąż i ojciec, ale gdyby tego wszystkiego nie chciał… To zapiąłby choć jeden guzik koszuli podczas otwierania drzwi. A tak nie powinien się dziwić, że spojrzenie stojącego w progu gościa z jego przystojnej twarzy niemal od razu, bezczelnie i bez czajenia się, spłynęło na widoczny zza pół subtelnego materiału zarys jego torsu.
- Dzień dobry, Anthony – przywitał ten tors i dopiero po chwili wrócił do pochwycenia kontaktu wzrokowego. - Wiem, wysłał mi SMSa i polecił bym z wrodzonej ciekawości nie grzebał mu w łóżku pomiędzy materacem a szkieletem, bo inaczej znajdę gazetki z lepkimi stronami – zażartował i wkroczył do mieszkania nonszalancko, mijając mężczyznę niespiesznie i poprawiając luźno zawieszony na ramieniu plecak. Zzuł buty i od razu przeszedł do kuchni, odkładając wór z podręcznikami na krześle.
Wciąż pamiętał ten ostatni tekst, którym Anthony popieścił jego uszy na samym początku czwartkowego treningu i to sprawiło, że postanowił zaprzestać subtelnie otaczać ofiarę i zacząć przygważdżać ją wreszcie do ściany, bo mężczyzna gotów był się jeszcze znudzić i zmienić zdanie...
Oparł się tyłkiem o meble kuchenne.
- Tak, chętnie. Malibu z mlekiem kokosowym – cwany uśmiech zaigrał mu na wargach. - Albo ziołowej herbaty.
Przeczesał palcami rozwianą czuprynę, śledząc każdy ruch mężczyzny.
- I pozwolę sobie zostać tu, a nie w pokoju. Zdecydowanie wolałbym być bliżej ciebie, zwłaszcza, kiedy poza synem wygoniłeś też z domu męża i córkę. I zostałeś sam. Nigdzie nie wychodzisz? Nie masz własnych zajęć? Jakiegoś własnego hobby? – oderwał się ospale od mebla.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
YellowControl freak
avatar

Data przyłączenia : 25/07/2017
Liczba postów : 123


Cytat : "Możliwe, że jestem i byłem wariatem, ale nie chcę zamieniać tego na żadną przytomność." Witkacy
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: American Beauty   Sob Gru 02, 2017 11:09 pm

Zignorował to pierwsze i nastawił wodę na herbatę, wyszukując jakąś ziołową mieszankę w szafce. Wyglądał na odrobinę skonsternowanego zuchwałością chłopaka, albo tym jak czuł się pod jego bacznym spojrzeniem. Z pewnym zmieszaniem odnotował ten lekki dreszcz przebiegający wzdłuż kręgosłupa, aż z wrażenia źle zapiął guziki od koszuli. Na wszystkich świętych, dlaczego ten gówniarz sprawiał, że wystarczył jeden uśmiech, a jemu żołądek fikał koziołki?
- Theo pojechał odebrać Camille z francuskiego, a ja dopiero wróciłem z pracy... - odparł, chyba trochę urażony tym pytaniem. Przecież nie był jakimś nudnym tatuśkiem, który co wieczór wracał z nudnej pracy, jadł obiad z rodziną, a potem zasiadał przed telewizorem. Oczywiście, że miał własne zajęcia i hobby i że wychodził gdzieś wieczorami, czasami sam, czasami z mężem.
Postawił przy chłopaku kubek ze świeżo zaparzoną herbatą, w tym samym momencie Colin odsunął się od kuchennej wyspy, specjalnie bądź nie, przysuwając się stanowczo za blisko Anthony'ego. Mężczyzna mimowolnie położył mu dłoń na biodrze, chyba chciał go od siebie delikatnie odsunąć, jednak zmienił zdanie. W Colinie było coś takiego... Patrzył na niego i poruszał się jak leniwy tygrys, który rozmyśla, z której strony najlepiej zajść swoją ofiarę, żeby jak najszybciej ją upolować. Osaczał go i niezupełnie mu się to podobało. Tym bardziej, że bliskość dzieciaka działała na niego stanowczo pobudzająco. Poczuł delikatny zapach perfum, zmieszany z zapachem skóry chłopaka, zrobiło mu się gorąco.
- Powinieneś pójść grzecznie do pokoju Noah i poczekać tam na niego - stwierdził powoli, głos miał zachrypnięty, atmosfera między nimi zrobiła się tak gęsta, że przyśpieszył mu oddech. I zanim w ogóle zdążył przemyśleć ewentualne konsekwencje, zacisnął mocniej palce na boku Colina i wpił się w jego wargi, przyciskając dzieciaka do szafki. Pocałunek był gwałtowny i głęboki, przesycony całym tym napięciem i oczekiwaniem, które zaczynało być już wręcz bolesne.

_________________
I am your dirty little secret.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MaleficarBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 20/05/2017
Liczba postów : 272


Cytat : Jeżeli ktoś żywi do mnie uczucie, którego nie da się przekazać w słowach, może przekazać je w gotówce.
Wiek : 25
Female


PisanieTemat: Re: American Beauty   Wto Gru 05, 2017 1:32 pm

Czuł się tak jakby tańczył, przy czym na jeden szybki krok partnera, on robił przeciągłe dwa kroki, całkowicie instynktownie odpowiadając na wpisany między wiersze, namiętny zew pozostawionego w domu tatuśka. Owszem, nie szłoby tak łatwo, gdyby Anthony nie wysyłał cichych sygnałów tego, jak bardzo podoba mu się bycie w centrum czyjejś gorącej uwagi. Był w końcu tylko człowiekiem, każdy lubił komplementy, lubił czuć się seksowny, doceniany, zdobywany… W chwili ospałości i stabilizacji związanej z długim związkiem, bycie adorowanym przez kogoś zupełnie innego, było z pewnością przyjemnym zastrzykiem adrenaliny. Zwłaszcza kiedy skok z tą konkretną osobą znajdował się już na granicy moralności… Dzieliło ich w końcu dwadzieścia pięć lat różnicy. Dwadzieścia pięć lat i kilka milimetrów powietrza – konkretnie to ujmując właśnie w tej chwili – z czego to ostatnie ze zdecydowaniem i nieoczekiwaną brutalnością zerwał sam Thony.
- Tak, powinienem wziąć ten słodki kubeczek pełen herbaty i udać się grzecznie do pokoju twojego syna – nie powiedział Colin nigdy, bo usta miał zbyt zajęte przyjemniejszymi sprawami. Sapnął, kiedy mężczyzna naparł jego ciałem na meble kuchenne i ukąsił go delikatnie w wilgotną od śliny dolną wargę. Od razu wbił się w bajecznie szybkie i dzikie tempo kochanka i wsunął jeden palec za szlufkę jego spodni siłą przyciskając go mocniej do do własnego ciała - tam otarł się rozkosznie o jego udo, mrucząc przy tym obscenicznie. Dopiero po tym, sięgnął za siebie i lekko podskoczył, by usiąść na meblu i wpuścić Anthonego między swoje uda – ba, zamykając go wręcz w nich! Zarzucił kochankowi ręce na ramiona, jedną szybko zsuwając się na zarośnięty policzek, a drugą wsuwając częściowo za kołnierz źle zapiętej koszuli i masując elektryzująco nagi kark. Całował go mocno, pasjonująco, raz cofając się, zmuszając mężczyznę do podążania śladem jego ust, by po kilku tak przebytych milimetrach z powrotem rzucić się na niego i rozgościć w katedrze jego ust.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
YellowControl freak
avatar

Data przyłączenia : 25/07/2017
Liczba postów : 123


Cytat : "Możliwe, że jestem i byłem wariatem, ale nie chcę zamieniać tego na żadną przytomność." Witkacy
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: American Beauty   Sob Gru 23, 2017 11:28 pm

Ta sytuacja była cholernie niewłaściwa i cholernie niebezpieczna. Tak naprawdę ktokolwiek z jego rodziny mógł wrócić do mieszkania w każdej chwili. Noah wiedział, że przyjaciel czeka już na niego, więc mógł się pośpieszyć, albo zajęcie Camille mogły skończyć się wcześniej niż to było w planie. Ale nie potrafił - nie potrafił bądź nie chciał - myśleć w tym momencie trzeźwo, właściwie w ogóle nie umiał myśleć zupełnie trzeźwo przy Colinie. Jego drobne ale umięśnione ciało, mieszało tatuśkowi w głowie, siejąc zamęt i spustoszenie. A te usta! Anieli i święci, nie był pewien czy kiedykolwiek w życiu całował tak słodkie i gorące wargi. Sapnął, czując chłodne palce chłopaka na swoim karku, spojrzał mu w oczy w tej krótkiej przerwie na złapanie oddechu. Jego spojrzenie było naglące, wygłodniałe, jeden - nawet tak długi - pocałunek to stanowczo za mało, żeby nasycić się smakiem tych chłopięcych warg. Ułożył dłonie na jego udach, mocno zaciskając palce, żeby otrzeźwić się chociaż na moment. Był już bliski położenia Colina na blacie kuchennych szafek, w swoim własnym domu i pochylenia się ze zniecierpliwieniem nad jego rozporkiem... No właśnie, był bliski, bo cofnął się w ostatnim momencie, wyplątując się z objęć szatyna i opierając się niepewnie o stojącą naprzeciwko kuchenkę. Przez chwilę patrzył tak jakby nic nie rozumiał ale szybko odwrócił wzrok, przecierając dłonią usta, jakby chciał zetrzeć z nich smak, którego nie powinien nigdy poczuć.
- Dostałeś co chciałeś. A teraz możesz zabrać swoją herbatę do pokoju mojego syna i poczekać tam na niego - nie brzmiał wcale nieuprzejmie ale jego głos znowu miał w sobie tylko tę odrobinę niedopowiedzianego zainteresowania, połączonego ze stanowczą powściągliwością. Czar chwili szybko prysł, a Anthony na nowo odizolował się od Colina, pozostawiając między nimi tylko tą niepewność czy tatusiek w ogóle ma ochotę na posunięcie się dalej, czy może raczej nie.

_________________
I am your dirty little secret.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MaleficarBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 20/05/2017
Liczba postów : 272


Cytat : Jeżeli ktoś żywi do mnie uczucie, którego nie da się przekazać w słowach, może przekazać je w gotówce.
Wiek : 25
Female


PisanieTemat: Re: American Beauty   Pon Gru 25, 2017 10:16 am

Ta sytuacja była słodka jak cukiereczek. W kuchni skąpanej w ciepłym świetle popołudniowego słońca Pan Anthony Threvor dopuszczał się zdrady prywatnego stulecia z kolegą jego syna. A ten kolega z pasją spijał z jego warg poczucie winy, resztki niepewności i wcierał mu językiem w miękką poduszkę dolnej wargi głębokie przekonanie o tym, że bardzo chciałby to kontynuować. Że bardzo chciał jeszcze, jeszcze, jeszcze...
Napierająca na chłopaka zgrabna figura mężczyzny wzbudzała dreszcze bawiące się w berka na jego wyprostowanym grzbiecie. Z gardła wydarło mu się kilka przyjemnych pomruków, będących odpowiedzią na to co wyrabiał język bardziej doświadczonego kochanka i na to co na moment zrobiło z wyobraźnią jego dzikie, rozochocone spojrzenie. Przez głowę Colina przefrunęło błyskawicznie kilka klatek filmu, wypełnionego po brzegi obsceniczną pornografią z udziałem jego, Thonego i twardego kuchennego blatu - wtedy też półświadomie przywarł do niego mocniej, już-już ześlizgując się łapą po apetycznym torsie i sięgając jego rozporka... Ale w tej właśnie chwili pocałunek urwał się nieoczekiwanie, a sam gorący tatusiek odskoczył od niego jak łapa kucharza od rozgrzanego palnika.
Pomimo tego, że obaj milczeli w kuchni nie było cicho - po ścianach biegał dźwięk głebszych i przyspieszonych oddechów Colina oraz - dałby wiarę! - mocne tłuczenie jego serca; jak młota co rusz zderzającego się z kowadłem. Chłopak patrzył na zbierającego się w sobie Thonego z przedziwną mieszanką subtelnego wyrzutu i ciekawości w jasnych oczach.
- Jesteś pewny...? - zagaił słodko, ale bezlitośnie, wyraźnie nienasycony. Nie wystarczyło mu to, oczywiście, że nie, ale nawet jeśli widział, że przez zdecydowanie w oczach mężczyzny, nic już nie zwojuje, to i tak postanowił zbawić się trochę jego kosztem. Sięgnął palcami do kołnierza swojej koszuli i zaczął ją powoli rozpinać. Każdy z uwalnianych guziczków jakby mruczał do Anthonego kuszące: "Tatuśku, odpuść", "Nie walcz", "Jesteśmy tylko ludźmi", "Błędy są od tego, żeby je popełniać", "Będę twoim najsłodszym poczuciem winy"...
I każdy z nich odsłaniał coraz więcej apetycznego ciała, coraz więcej centymetrów jasnej skóry opiętej subtelnie na wyrobionych sportem mięśniach. - Tu na dole jest dużo przyjemniej - dobił na koniec, rozsuwając w pełni poły koszuli i zeskoczył z mebla, sięgając leniwie po kubek z parujacą herbatą.
Zdecydował się w końcu przejść te kilka kroków w stronę wyjścia z kuchni, ale na koniec posłal ostatni strzał, zerkając na mężczyznę przez ramię i przystając na równi z futryną
- Dziękuję za herbatę, Panie Threvor. Cukru, zdaje się, już nie będę potrzebować. - Ostatnie zaakcentował przesuwając kciukiem po swojej dolnej wardze i wsuwając go do ust.
Po czym raźno wdepnął na schody, zamierzając tym razem z czułością zająć się XBoxem Noah.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
YellowControl freak
avatar

Data przyłączenia : 25/07/2017
Liczba postów : 123


Cytat : "Możliwe, że jestem i byłem wariatem, ale nie chcę zamieniać tego na żadną przytomność." Witkacy
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: American Beauty   Pon Gru 25, 2017 1:32 pm

Jesteś pewny? Co za niedorzeczne pytanie. Oczywiście, że nie był pewny! Wciąż wydarzyło się między nimi stosunkowo niewiele, a on już miał tysiące czarnych wizji w głowie na temat tego, co się stanie, gdy o wszystkim dowie się jego mąż bądź dzieci. Romans prawdopodobnie zrujnowałby wszystko, a on wciąż kochał Theo i nie chciał go stracić... Ale z drugiej strony wiedział co czuje, sam siebie nie oszuka (niestety Colina też nie był w stanie), wiedział także, że nie umie kompletnie nad tym zapanować i się powstrzymać...
Nie mógł oderwać wzroku od palców chłopaka, ślizgających się po guzikach jego koszuli i od kolejnych centymetrów nagiego zgrabnego ciała. Wziął głębszy wdech i oblizał dolną wargę, przygryzając ją zaraz. Ten niepoprawny szczyl bardzo dobrze wiedział co mu robi i to było w tym wszystkim najgorsze. Gdyby trafił na jakiegoś niewinnego dzieciaka, nigdy w życiu do niczego by między nimi nie doszło. Anthony bardzo szybko straciłby zainteresowanie i tyle. Ale Colin umiał podsycić atmosferę między nimi jakby nie pierwszy raz miał do czynienia z taką sytuacją...

Tej nocy pieprzył się ze swoim mężem w sposób w jaki już dawno tego nie robili i z pasją jaka była w nim tylko przez parę pierwszych lat ich romansu. Ale leżąc potem w łóżku i usiłując zasnąć, nie mógł przestać myśleć o tym, że wciąż czuł niedosyt, że to wciąż nie było to czego potrzebował.


***


Dwa tygodnie później zadzwonił do niego trener Noah - już wcześniej dostał karteczkę z pozwoleniem na wyjazd syna na mecz w innym mieście - ale tym razem Mark dzwonił z bardziej przyjacielską prośbą. Drużyna potrzebowała dodatkowego opiekuna na wyjazd. Thony wiedział co to oznacza i nie zamierzał się wcale zgadzać. Stary kumpel okazał się jednak nieugięty i tatusiek w końcu zmiękł, wiedząc, że inaczej zawiódłby bardzo syna. Z resztą, jego kolegę zapewne też...

- Zapnij pasy - spojrzał na Noah, gdy usiedli już w aucie. Zebranie rodziców przed wyjazdem minęło szybko i sprawnie, na szczęście wszyscy zawodnicy mogli jechać, a w raz z nim na ochotniczych opiekunów zgłosiły się jeszcze dwie matki. To dawało mu pewne poczucie bezpieczeństwa, że nic niewłaściwego się nie wydarzy, bo istniała naprawdę niewielka szansa, że zostanie gdzieś sam na sam z Colinem.
- Tato, dasz mi trochę kasy...? Chcę wyjść dzisiaj wieczorem z Jessy...
- A całe kieszonkowe już wydałeś? - pokręcił głową widząc minę swojego nieodpowiedzialnego dziecka i przeszukał kieszenie płaszcza, jednak w żadnej nie znalazł portfela. W spodniach też nie. - Cholera, musiałem zostawić go w szatni, jak ściągałem kurtkę. Poczekaj tu, Mark pewnie jeszcze jest, zaraz wrócę.
I rzeczywiście, biegnąc po dwa schodki ku wejściu do hali sportowej, miał nadzieję spotkać w środku tylko trenera swojego syna.

_________________
I am your dirty little secret.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MaleficarBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 20/05/2017
Liczba postów : 272


Cytat : Jeżeli ktoś żywi do mnie uczucie, którego nie da się przekazać w słowach, może przekazać je w gotówce.
Wiek : 25
Female


PisanieTemat: Re: American Beauty   Wto Gru 26, 2017 2:33 am

Ten nocy pieprzył Anthony'ego na najróżniejsze sposoby i w licznych, skrajnych scenariuszach. A raczej jego awatara w swojej własnej głowie, który po dzisiejszym incydencie poza wyglądem zyskał też słodki posmak lekko spierzchniętych, niebosko gorących warg.
Owy posmak nie opuszczał Hetfielda przez cały dzień do późnego wieczora pędzony z Noah na większych lub mniejszych bzdurach. Czasem Colin łapał się na tym, że zawieszał się, odpływał myślami i dryfował w stronę nagrzanej skóry i kuchennego blatu - zwłaszcza kiedy młodszy z Threvorów rozpoczynał swoją litanię o Jessy.

Dlatego tej nocy pieprzył Anthony'ego na najróżniejsze sposoby.

* * *

Wycieczka po zwycięstwo obciążyła pomysłodawce całego przedsięwzięcia - Panicza Hetfielda - pewnymi dodatkowymi obowiązkami. Został skarbnikiem, głównym naganiaczem drużyny do wypełniania papierow związanych z wydaniem im pozwolenia na wycieczkę opłaconą do pewnego stopnia przez klub oraz... do bycia slejwem i przydupasem trenera. I o dziwo to ostatnie było najprostrze i najprzyjemniejsze, nawet jeśli uwzględniało pomoc w porządkowaniu sprzętu - drużyna musiała aż połyskiwać przykładem, żeby w ostatniej chwili komuś z zarządu się nie odwidziało na widok zaniedbań.
Dzisiaj Colin dopinał ostatnie poprawki. Był obecny tylko na formalnej części zebrania, bo musiał sporządzić dokładny raport na temat sprzętu i klubowych uniformów, oraz podzielić je na kupkę tych zdatnych do użytku, tych potrzebujących naprawy i tych, które nadawały się na recykling. A kiedy skończył wręczył papierzyska trenerowi.
- Idź do domu, Mark, bo żona cie zabije - mruknął serdecznie do zerkającego nerwowo na zegarek przyjaciela. Dzisiaj on i jego kobieta mieli rocznicę. Konkretnie to jej właściwa i celebrowana dzisiaj część miała się odbyć już za pół godziny.
- Nie no, co ty. Pomogę ci tu jeszcze. Poza tym muszę jeszcze zamknąć... - Mężczyzna próbowal być miły i profesjonalny, ale widać było, że czeka na zapewnienie, że nie musi. Słysząc ten ton Col parsknął i pokręcił głową.
- Przecież już raz zamykałem. I zostało mi tylko sprawdzenie stanu męskiej szatni, dam sobie rade. A ty leć nim moje poświęcenie stanie się bezsensowne.
Dopiero teraz mężczyzna uśmiechnął się wdzięcznie i cisnął szeleszczący pęk w strone bruneta, który zręcznie je przechwycił.
- Klucze zostaw w mojej kanciapie. Pa!

I tyle go było. Col z rozleniwieniem przeszedł do pustej, oświetlonej sztucznym światłem szatni i zdecydował się najpierw przebrać, a dopiero potem dopisać do raportu kto i jakie kaczyki urwał, albo zapchał odpływ pod prysznicami. Dotąd łaził po obiekcie w dresie, ale powoli zaczynało mu się robić zimno - zsunął więc koszulkę, sprawiając, że od braku okrycia po jego bokach rozlała się delikatna gęsia skórka. Już miał cisnąć ubranie na ławkę i zacząć szukać w plecaku cieplejszego polaru, kiedy zauważył jakiś ciemniejszy kształt w nogach mebla. Kucnał i podniósł... Portfel.
- No proszę... - mruknął leniwie, dźwigając się do pionu. Nie był złodziejem, nie zamierzał nic zabierać, to pewnie była własność któregoś z kolegow, więc otworzył skórzany skarbiec tylko w poszukiwaniu dokumentów tożsamości. I znalazł.
I to jakie.
Uśmiechnął się pod nosem na widok czekoladowych oczek wyglądających na niego zza czarnych obtawek okularów ze zdjęcia w dowodzie. Ciekawe kiedy było robione...? Wyglądał nieco młodziej i miał dużo żadszą brodę...
Col zmrużył oczy i zdecydował zachować trofeum do jutra wsuwając śliski dokument na miejsce, a w tym czasie los zadecydował, że ma to oddać właśnie teraz. Natychmiast. I to prosto w rączki właściciela wpadającego go środka jak burza.
Colin obrócił się doń bokiem niemal błyskawicznie i na jego zmęczoną twarz wreszcie wpłynął radosny i nieco cwany uśmiech, kiedy zamachał portfelem w powietrzu.
- Chyba mam coś co należy do ciebie, Thony. Fant, którego za łatwo nie oddam.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
YellowControl freak
avatar

Data przyłączenia : 25/07/2017
Liczba postów : 123


Cytat : "Możliwe, że jestem i byłem wariatem, ale nie chcę zamieniać tego na żadną przytomność." Witkacy
Wiek : 24
Female


PisanieTemat: Re: American Beauty   Wto Gru 26, 2017 3:28 am

No i oczywiście, że pech chciał, że to nie Marka spotkał w szatni. Ktoś tam u góry, odpowiadający za przypadki, porządnie mieszał, bo stanowczo zbyt często wpadali na siebie z Colinem w tak przedziwnych sytuacjach jak ta teraz, bądź niedawna w jego domu. Przystanął w pół kroku, widząc w pomieszczeniu półnagiego chłopaka i omal się nie cofnął. To byłoby jednak niemożliwie dziecinne, gdyby po prostu stąd teraz uciekł. Trochę sobie naważył piwa podczas ich ostatniego spotkania no i - niestety - miał wystarczająco dużo lat, żeby bez grymaszenia wypić je całe i zmierzyć się z tą sytuacją.
- Noah czeka na mnie w samochodzie, musimy już jechać - starał się brzmieć odpowiednio stanowczo, bo zamierzał raczej szybko odzyskać portfel i natychmiast wpakować swój zgrabny tyłek z powrotem przed kierownice. Nie wiedział czy Mark już wyszedł, czy wciąż tu jest. A Noah mógł stwierdzić, że jednak pomoże ojcu szukać zguby (chociaż na to jego syn był zapewne zbyt leniwy). Nie powinni w takim miejscu przeprowadzać żadnej poufnej rozmowy, ani tym bardziej jednoznacznych raczej gestów, na których mogliby zostać przyłapani.
- Oddaj mi proszę mój portfel - podszedł do dzieciaka i wyciągnął dłoń, ale, gdy Colin cofnął swoją musiał mimowolnie zbliżyć się do niego przez co nagi tors szatyna otarł się o jego koszulę. Ich ciała dzielił tylko cienki materiał, a to zbyt łatwa do pokonania granica...
- Colin... Mój syn czeka na parkingu - położył mu gorącą dłoń na nadgarstku i kompletnie przecząc temu co właściwym by teraz było, przesunął nią w górę, na bark dzieciaka, a w końcu lokując dłoń pod linią jego żuchwy.
- Oddaj mi go po prostu. Nie mamy czasu na takie zabawy... A jak widzisz nie potrafię się powstrzymać, gdy jesteś tak blisko...

_________________
I am your dirty little secret.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: American Beauty   

Powrót do góry Go down
 
American Beauty
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zona scriptum :: Okruchy Życia-
Skocz do: