CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 Niepamięć

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 296


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Niepamięć   Pon Gru 18, 2017 2:10 am

First topic message reminder :



Świat, w którym szarzy ludzie są nieświadomi istnienia magii, a swe spotkania z potężnymi istotami magicznymi zwyczajnie... Zapominają. Pozostała garstka dzieli się na Notiziere - Dostrzegających, wrażliwych na magię, Odwiecznych - potężne, nieśmiertelne istoty, z których każdy posiada odmienną domenę, co sprawia, że bliżej im do bogów niż ludzi i Przeklętych - bezduszne demony.
Dwie samotne dusze uwikłane w zagadkę tajemniczej śmierci Odwiecznego. Bóg dotknięty klątwą niepamięci i Notiziere po przejściach, za które wini pierwszego. Muszą współpracować, by dotrzeć do prawdy.

Odwieczny: @Argent
Notiziere: @Stardust





Miano: Tristan Endymion Sterling
Wiek: 36 lat
Orientacja: biseksualny
Pochodzenie: Wielka Brytania, Lerwick
Profesja: prywatny detektyw

Wzrost:  183 cm
Kolor oczu: bursztynowy
Kolor włosów: popielaty blond

Trivia:

  • Jest dalekowidzem, do czytania zakłada okulary z okrągłymi, rogowymi oprawkami.
  • Rozpoczął studia medyczne w Imperial College London, jednak ze względu na nasilające się jego umiejętności Dostrzegającego, zdecydował się ukończyć patologię na UCL.
  • Przez jakiś czas pracował w policji, jednak dość szybko stwierdził, że tryb i zasady pracy w mundurowych nie są dla niego.
  • Aktualnie związany jest z Franklynem Stroudem, jego byłym. Ich związek rozpadł się niespełna dwa lata wcześniej, gdy w życiu Tristana znów pojawił się Elijah.
  • Z powodu Odwiecznego nie przetrwał również pierwszy poważniejszy związek Tristana, małżeństwo z Laylą Abramson, hematolożką, którą poznał na pierwszym roku swojej edukacji w ICL. Elijah i sprawy, w jakie wplątał Sterlinga były także powodem śmierci następnego partnera Notiziere, policjanta Logana Martella.
  • Pali. Im bardziej stresującą ma sprawę, tym więcej. Wlewa w siebie również hektolitry czarnej kawy. Z alkoholi najbardziej lubi gin i czasem wypija szklankę przed snem.
  • Ma bardzo dobry, muzyczny słuch. W dzieciństwie grał na wiolonczeli, gitarze i fortepianie, jednak teraz praktycznie nie dotyka instrumentów.
  • Odznacza się charakterystycznym, ciepłym głosem z chrypką.
  • Został postrzelony w lewy bark i od tamtej pory ma ograniczony zasięg ruchu.
  • Wychowywała go matka, była wiolonczelistka; wciąż mieszka na ich farmie na obrzeżach Lerwick.
  • Pomimo swoich wielu niezdrowych nawyków, stara się kilka razy w tygodniu ćwiczyć - uprawia boks.
  • Biegle mówi po niemiecku i włosku, dość dobrze zna również francuski.

    Wolny duch, który niczym nie gardzi tak, jak konwenansami. Kiedyś pogodny i rozluźniony, teraz zgorzkniały. Życie go nie oszczędzało - z całej siły usiłuje unikać kłopotów, ale wyjątkowo kiepsko mu to idzie. Woli zachowywać neutralność, jednak jest skłonny posunąć się do wszystkiego, by zapewnić bezpieczeństwo swoim bliskim, przez co łatwo nim manipulować. Mówi, co myśli i często żałuje słów, które wypowiedział pod wpływem emocji. Jest dumny i ciężko przychodzi mu przyznanie się do błędu.





Miano: Elijah Thorsten
Wiek: nieznany (wizualnie oscyluje w niejasnych granicach "po trzydziestce")
Orientacja: poliseksualny
Pochodzenie: nieznane
Profesja: ...Odwieczny

Wzrost:  188 cm
Kolor oczu: błękitne
Kolor włosów: słomiany blond

Trivia:

  • Ma postępującą nierównomiernie amnezję - co oznacza, że z każdym kolejnym dniem zapomina kolejne elementy swojej przeszłości - raz są to ludzie, innym razem wydarzenia, a jeszcze innym miejsca. Utrata pamięci jest fragmentaryczna - przez co nieustannie coś przypomina mu o jego przypadłości, ciągle towarzyszy mu poczucie pustki i zagubienia.
  • Jest typowym przykładem podrywacza. Ma czarujący sposób bycia, piękny uśmiech, magnetyczne spojrzenie, płynne, kuszące ruchy i dźwięczny, przyciągający uwagę głos.
  • Unika sytuacji, w których wychodzi na jaw jego "przypadłość". Fakt, że nie pamięta o czymś, co wie druga strona, działa na niego deprymująco.
  • Z nikim nie wiąże się na stałe - ma wręcz pewnego rodzaju paranoję, że będąc z kimś, pewnego dnia obudzi się i nie będzie niczego o tej osobie pamiętał.
  • Ma problemy tożsamościowe - z powodu ciągle znikających wspomnień brakuje mu jednej narracji, która spójnie prowadziłaby jego osobę - czasami zachowuje się nierozsądnie, na przestrzeni lat widać też niewielkie różnice w jego sposobie zachowania.
  • Nie prowadzi żadnych pamiętników - po pierwsze dlatego, że raz utracone wspomnienia nigdy do niego nie wróciły i zapisane ani przywołane przez kogoś wydarzenia są dla niego całkowicie obce; po drugie zaś dlatego, że każdy teoretycznie mógłby coś do nich dopisać i tym samym przekonać go, że to prawdziwe wydarzenia.
  • Co ciekawe, nie zanikają u niego żadne zdolności - potrafi posługiwać się ponad setką języków bez żadnego kłopotu, rozumie drugie tyle, żaden pojazd mechaniczny nie stanowi dla niego tajemnicy, podobnie jak broń, świetnie tańczy, maluje, gra na instrumentach i radzi sobie w przeróżnych dyscyplinach sportowych. Jest to jednak umiejętność - w pewnym sensie - bierna. Nie potrafi wyrecytować większości zasad.
  • Wśród Odwiecznych ma tylko niewielką grupkę znajomych, z którymi utrzymuje niemal stały kontakt i których losem się przejmuje. Jest to Morrighan, Trevor, Samael i Roxi.
  • Nie zna swojego Daru - tego, który odróżnia go od innych Odwiecznych.
  • Jego nieodłącznym artefaktem jest miecz - a dokładnie, rękojeść miecza, przyzdobiona magicznym, błękitnym kryształem, który przy odpowiedniej sugestii tworzy ostrze złożone z mocy.
  • Ma też zawsze na szyi kilka naszyjników z niewielkimi odłamkami kryształów - dzięki którym jego tymczasowi kochankowie mogą na jakiś czas o nim pamiętać (póki "korzysta z ich usług" - potem je od nich zabiera i przekazuje następnym).
  • Na lewym barku ma wytatuowanego, wielokolorowego smoka.
  • Uwielbia czekoladę i miękkie łóżka.

    Pozornie energiczny i radosny wieczny optymista. Tryska energią, uśmiechem, czaruje każdego, kto tylko się nawinie. Łatwo uznać go za lekkoducha, który żyje chwilą - a gdy ta zniknie przez amnezję, on idzie zdobyć kolejne doświadczenie, uczynić ten moment wartym przeżycia. Zupełnie tak, jakby ciągle przeżywał swój pierwszy raz.
    Gdy nikt nie widzi - gaśnie. Każdy kolejny dzień, każde kolejne wymazane wspomnienie, niszczy go od środka, zupełnie tak, jakby tracąc przeżyte doświadczenia tracił również cząstki siebie. Bywa chłodny, złośliwy, zamknięty w sobie i warczący na każdego, kto w te "gorsze" dni się do niego zbliży.
    Jest oddanym kochankiem, uwielbia doprowadzać innych do szaleństwa - brakuje mu jednak wierności. Wpakuje się do łóżka każdemu, bez względu na wiek, kolor i preferencje seksualne - a gdy pojawi się przywiązanie emocjonalne, zabierze naszyjnik i odejdzie w niepamięć.
    Rozpaczliwie próbuje zachować te resztki wspomnień, które posiada - lub chociaż odpowiednio je uhonorować. Dlatego właśnie ma garstkę Odwiecznych (i... pewnego człowieka), wobec których jest niesamowicie lojalny i oddany, którym wierzy we wszystkim i dla których jest gotów poruszyć niebo i ziemię. Reszty swoich pobratymców unika - jest przez nich nielubiany z wzajemnością, chociaż nie zna przyczyny tej antypatii z ich strony.


_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 382


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Niepamięć   Nie Sty 14, 2018 8:07 pm

Odwieczny bardzo usilnie próbował zachować nonszalancję i obojętność w momencie, gdy wychodził. Świadomość, że Dostrzegający wiedział uderzyła mocno w jego fasadę pełną pozorów. Nie chciał, by ktokolwiek się nad nim litował - a już w szczególności osoba, której zdanie sobie bardzo cenił. Tristan był dla niego ważny, chciał być w jego oczach ideałem... nawet, jeśli mężczyzna próbował większością swoich akcji przekonać go, że - delikatnie mówiąc - miał do niego pretensje. Błękitnooki chciał być marzeniem, niedoścignioną fantazją, a nie godnym pożałowania, smutnym obiektem pozbawionym szans na szczęście, przeklętym i zagubionym.
Nie chciał być... Sobą. Tym, który szedł w chłód, obcość i ciemność, a Notiziere - pomimo strasznej migreny, która niemal uniemożliwiała mu funkcjonowanie - pozostawał w ciepłych, znajomych objęciach ukochanego, we własnym mieszkaniu, w miejscu wypełnionym pozytywnymi wspomnieniami i życiem. Niezależnie od tego, jak źle było u Sterlinga, wciąż żył lepiej, niż Elijah.
Nieśmiertelny w tym momencie szczerze zapragnął znaleźć ten przeklęty sztylet i zakończyć egzystencję w ten sam sposób, co Lothar. Bo czy miał powód, by w ogóle żyć?
Nawet, jeśli kiedyś takowy istniał, dawno o nim zapomniał.
Ból, który ogarnął jego ciało, jego umysł, szczypał oczy, swędział skórę i pozostawiał nieprzyjemny posmak w ustach. Spowodował uderzenie pięścią o mur - które niestety wcale nie poprawiło jego sytuacji, ani nie pozwoliło pozbyć się dyskomfortu, który go opanował. Miał ochotę wyć i kopać, aż do całkowitego wyczerpania, a potem jeszcze chwilę.
Nienawidził swojego życia.
Potarł piekącą na knykciach skórę, a potem zacisnął zęby i ruszył w stronę klubu nocnego, który zwrócił jego uwagę poprzedniego dnia. Nierzucające się w oczach miejsce, niepodpisane, niesugerujące niczego - za to posiadające co najmniej interesujących gości. Chciał na chwilę zgubić się w innym świecie i zapomnieć o tym cholernym, przygnębionym spojrzeniu osoby, której losem na chwilę się przejął. Chciał znów poczuć, że żyje, a nie tylko egzystuje, w jakiejś marnej podróbce prawdziwego świata, do którego mieli dostęp tylko śmiertelnicy - a tacy jak on mogli zadowolić się tylko sporadycznymi przejściami przez jego ulice i wpatrywać się zazdrośnie w nieświadomych własnego szczęścia ludzi.
Okrzyki, które powitały go u progu, wywołały na jego twarzy wąski uśmiech satysfakcji. Tak, to miejsce było odpowiednie. Później zajmie się... Wszystkim innym.

Elijah musiał spotkać się ze swoją paczką przyjaciół i pokazać im szkice tego-jak-mu-tam. To było najważniejsze w tej sytuacji i nawet kilka chwil całkowitego zapomnienia nie mogły mu wymazać tego obowiązku z głowy. Chociaż, chyba pierwszy raz w życiu, liczył że jego amnezja zadziała szybciej i pozbawi tych ostatnich, ludzkich odruchów. Na swoje nieszczęście, pamiętał. Napisał do bliskich mu Odwiecznych SMS-y od razu po wyjściu z klubu i przekonał się, że wszyscy byli w pobliżu i mogli spotkać się na-ten-pieprzony-tychmiast. W końcu sprawa była priorytetowa.
Więc poszedł do kawiarni, dokładnie w tym samym stanie, w którym wyszedł z piwnicy rozpusty, zajął stolik przy oknie i poszedł zamówić sobie mocną kawę. Ponieważ jego dzień był zbyt udany do tego momentu, przekonał się jeszcze, że w tym konkretnym lokalu to kelnerki przyjmowały zamówienia i ekspres akurat znajdował się tylko w kuchni - przez co jego zamówienie nie miało żadnych realnych szans się powieść. Nie wtedy, gdy każdy człowiek zapominał o nim w chwili, w której odwrócił od niego wzrok.
Decyzja padła wobec tego na ciasto kawowe znajdujące się na wystawie. Marny zamiennik, ale najbliższy jego pragnieniom.
Usiadł z powrotem na swoim miejscu, mieląc ponuro kolejne kawałki czystej białej śmierci i czekając na przybycie Morrighan, Trevora, Samaela i Roxi.
Zignorował ich zdumione spojrzenie na stan, w jakim się znalazł. Napuchnięte i pogryzione usta, szyja z tylko częściowo ukrytym śladem po sznurze oraz lustrzane otarte od wiązania nadgarstki nie były ich biznesem. Mieli do omówienia coś znacznie ważniejszego od jego kryzysu - śmierć ich wspólnego przyjaciela. Znali Elijaha na tyle dobrze, by nie próbować drążyć tematu - ani jego obrażeń, ani tego, co konkretnie je spowodowało, ani tym bardziej tego, dlaczego w ogóle zdecydował się na tak radykalne rozwiązanie. Przeszli od razu do powodu, dla którego w ogóle się zebrali, pozostawiając inne kwestie milczeniu.
I niememu współczuciu.
Jak on tego wszystkiego nienawidził.

Dobiegało południe, gdy pojawił się z powrotem pod drzwiami Notiziere. Zastukał w nie mocno, lekko krzywiąc się, gdy poczuł nieprzyjemne pieczenie na wciąż poranionej pięści. Wymamrotał pod nosem przekleństwo i oparł się o framugę, czekając aż ktoś raczy mu łaskawie otworzyć. Miał nadzieję, że nie będzie to Franklyn - inaczej zaistniałoby poważne zagrożenie, że na jego nieprzychylne spojrzenie zrobiłby mu krzywdę. Nie miał ochoty tracić czasu i doprowadzać się do ładu po spotkaniu ze swoimi przyjaciółmi - wszystko, co mu powiedzieli, a także zanotowali na kartce (tak na wszelki wypadek - jak powiedziała współczująco Roxi) nie napawało go nadmiernym optymizmem. To było niczym kolejny kopniak od losu, który rozdawał je ze zbytnim entuzjazmem od poprzedniego popołudnia.
Od poprzedniego tygodnia.
Od zawsze.
Odwieczny wcale nie był w lepszym humorze niż poprzedniego dnia, gdy opuszczał to mieszkanie. Jedyne co się różniło, to znacznie gorszy stan fizyczny.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 296


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Niepamięć   Nie Sty 14, 2018 9:52 pm

W połowie drugiej kanapki Tristan usłyszał pukanie do drzwi. Odstawił talerz na stolik i z częścią swojego śniadania w dłoni, poszedł otworzyć. Ból głowy, który nagle się odezwał, wyraźnie sugerował, że za drzwiami czekał na niego Elijah. Mimo to brwi Notiziere podjechały do góry, gdy zobaczył swojego gościa.
- Wyglądasz jeszcze gorzej niż ja - skwitował kwaśno, nie mogąc powstrzymać się przed lekkim uśmieszkiem i gestem głowy zaprosił go do środka. - Na stole są kanapki, częstuj się.
Zostawił Odwiecznego w salonie, by po chwili wrócić z kuchni z dwoma kubkami pełnymi parującej kawy. O nic nie pytał. Po prostu usiadł naprzeciwko wyższego mężczyzny i kontynuował swój posiłek w milczeniu. Nie zamierzał drążyć tematu jego potwornego stanu - nie było po co. Widział, że Thornsten potrzebował chwili wytchnienia, więc nie zamęczał go pytaniami o to, czego się dowiedział. Chciał pozwolić mu w spokoju zjeść. Mimo wszystko się martwił.
Gdy na talerzu zostały już tylko okruszki, a oba kubki zostały osuszone do dna, Dostrzegający wstał, wszedł na kilka sekund do sypialni i po chwili wrócił z kompletem ubrań Franka (z tego, co zdążył zauważyć, on i Elijah byli podobnego wzrostu) oraz czystym ręcznikiem.
- Weź prysznic - nakazał tonem nieznoszącym sprzeciwu i wcisnął nieśmiertelnemu przygotowane rzeczy. Sam zaś sprzątnął ze stołu i otworzywszy okno, zapalił papierosa.
Wbił spojrzenie w leniwe o tej porze miasto. W stosunku do dnia wczorajszego detektyw był znacznie spokojniejszy. Nie wyglądał, jakby mu się spieszyło. Tak naprawdę było zupełnie inaczej. Już nie mógł się doczekać, by usłyszeć od Elijaha wszystkie szczegóły, ale świetnie to maskował. Na razie zależało mu na tym, aby mężczyzna doprowadził się do porządku. Sterling zaczynał już rozumieć, dlaczego nieśmiertelny reagował irytacją, gdy on próbował działać, zupełnie nie zważając na swój fizyczny i psychiczny stan.
Martwił się.
Zaklął cicho pod nosem i ściągnąwszy brwi, wyrzucił niedopałek za okno. Natychmiast odpalił kolejnego papierosa i zaciągnął się mocno, a następnie wypuścił dym nosem, odchylając głowę do tyłu. Nie powinien się przejmować. To go zdekoncentruje i z pewnością sprawi, że wszystko się spierdoli. Jak za każdym razem do tej pory. Ich relacje powinny zostać chłodne i całkowicie formalne. Ale nie potrafił wyłączyć swojej empatii, być ślepym na uczucia swojego towarzysza. Nie mógł nie przypominać sobie o ich wspólnej przeszłości i powoli zaczynać zdawać sobie sprawę z tego, że nic nie było jego winą.
Że on sobie to wszystko wmawiał, by uczynić kogoś odpowiedzialnym za wszystko, co nie udało się w jego życiu. Za zniszczone związki i lata cierpienia.
Tristan nie mógł nie przypominać sobie każdej chwili, w której Odwieczny wspierał go swoim ramieniem, każdego uśmiechu, każdej kłopotliwej sprawy, w którą nie tyle został wciągnięty siłą, ile nie potrafił sobie jej odpuścić, bo był tak zafascynowany. Bo tak pragnął tego dreszczyku emocji.
Bo nie potrafił mu odmówić.
Bo chciał mu pomóc.
Zmęczonym ruchem potarł swoją twarz, próbując zabić te wszystkie sprzeczne ze sobą uczucia, wrócić do niechęci, którą przed dwoma dniami żywił do Elijaha, odegnać wszystkie wątpliwości i znów być święcie przekonanym, że mężczyzna ten był wszystkiemu winien. Że to wszystko było przez niego.
Notiziere odetchnął z ulgą, gdy tylko jego towarzysz wyszedł z łazienki. Zaciągnął się papierosem po raz ostatni i poprawiwszy okulary, chwycił za notes i swoje pióro wieczne i usiadł na kanapie.
- A więc? Czego się dowiedziałeś? - zagaił nieco zbyt gorliwie, nie potrafiąc utrzymać swojego beznamiętnego tonu. Potrzebował czegoś, co pozwoli mu się skupić na czymś innym, niż własna przeszłość. Co odwróci jego uwagę i sprawi, że przestanie wątpić. Co go pochłonie.
Obwinianie innych było znacząco łatwiejsze, niż obwinianie siebie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 382


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Niepamięć   Pon Sty 15, 2018 1:39 am

- Chciałem poprawić ci humor - odparł z równie dużym przekąsem nieśmiertelny, odbijając się od ściany i wymijając gospodarza. - I podwyższyć samoocenę.
Ponieważ zaproponowano mu prawdziwy posiłek (na ile można było uznać za nie kanapki - ale Elijah nie zamierzał odmawiać propozycji konsumpcji czegoś zrobionego ręcznie i domowo), przeszedł bez dalszych oporów prosto do salonu, a potem usiadł przy stole i zabrał się do rzeczy. Podczas posiłku nie spojrzał ani raz na swojego towarzysza - podziękował jedynie skinięciem głowy za kawę, skupiony całkowicie na własnych czarnych myślach, tymczasowo ignorując wszystkie inne aspekty rzeczywistości - nawet te związane z pewnym szczególnym Dostrzegającym.
Było mu źle, żałośnie i do tego wszystko go bolało. Owszem, na własne życzenie, ale nie zmieniało to przejmującego poczucia bezsensowności, towarzyszącego mu od poprzedniego popołudnia. Szczerze powiedziawszy, nie potrafił przypomnieć sobie, czy przespał chociaż chwilę w ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin. Był zmęczony, zniechęcony i nie nadawał się do żadnych konwersacji - nawet takich, dla których celowo pojawił się w czterech ścianach Sterlinga. Nie był w stanie nawet wykrzesać z siebie wdzięczności dla pozostawienia go tymczasowo w spokoju - czegoś, czego nawet do końca nie potrafili jego nieśmiertelni przyjaciele, wprawdzie nie dopytujący się o powód jego stanu, ale niemal zdesperowani w upewnieniu się, że dotrze samodzielnie do Notiziere i nikogo po drodze nie zamorduje - wliczając w to siebie.
Drgnął, słysząc głos Tristana. Podniósł głowę, spoglądając na niego pytająco - i aż rozchylił usta w zdumieniu.
Nie spodziewał się takiego gestu.
Cała irytacja i kotłująca się w nim wściekłość zniknęły jak za dotknięciem magicznej różdżki.
Uniósł się powoli z krzesła i ostrożnie chwycił otrzymane rzeczy, wpatrując w gospodarza niemal... Nieśmiało. Tak, jakby nigdy wcześniej nie spotkał się z tak zwyczajnym, ludzkim i troskliwym gestem. Jakby nie wiedział, co w zasadzie powinien z tym zrobić. Podziękować? Zaprotestować? Uśmiechnąć się? Zapewnić, że wszystko w porządku?
Był jak dziecko, postawiony w sytuacji, której kompletnie nie oczekiwał, której nie do końca rozumiał i nie bardzo wiedział, jak powinien się w niej zachować. Ostatecznie opuścił wzrok i w milczeniu podążył do wskazanego miejsca, w którym zrobił dokładnie to, co mu polecono. Rozebrał się z zabrudzonych ciuchów, wszedł pod gorącą wodę i zamknął oczy, czując jak z jego piersi wydarł się cichy szloch. Krótki, gwałtowny i niespodziewany, jakby coś nagle przedarło się przez jego bariery i dotarło do samego wnętrza, do jego najgłębszych, nieuświadomionych potrzeb.
Do tych rzeczy, których się wypierał, nawet w swoich najgorszych i najbardziej negatywnych dniach.
Płacz ucichł równie nagle, co się rozpoczął, pozostawiając błękitnookiego jeszcze bardziej zdezorientowanym, roztrzęsionym i zagubionym, niż wcześniej.
Przepłukane rany na jego ciele, ślady po więzach, uderzeniach, gorącym wosku, ostrych przedmiotach i lodzie zaczęły zanikać. Czuł, jak magia otacza go dokładną powłoką, uleczając powoli wszystko, co wcześniej potrzebowało więcej czasu - być może przez jakieś zakażenia, a być może przez inne powody, które były dla Elijaha kompletnie niejasne.
Zamknął oczy ponownie, opierając się czołem o chłodne kafelki.
Nic nie było jego własnością, a on był niczyj. Nawet takie ślady nie mogły zbyt długo pozostać na jego ciele. Zawsze w końcu stawał się tym samym, czym był jego umysł. Pustą kartką.
Nienawidził swojego życia.
Wyszedł spod prysznica, przyjrzał się krytycznie swojemu odbiciu i po chwili namysłu sięgnął do apteczki, gdzie odszukał bandaże i plastry - które umieścił w miejscach na ciele, które mogły w jakiś sposób poplamić ubranie nienależące do niego. Wiedział, że w ciągu najbliższych kilku godzin nie będzie widać już ani jednej rany - ale do tego czasu wolał dmuchać na zimne.
Wyszedł z łazienki ubrany, susząc jeszcze włosy ręcznikiem, nie przypominając już ani trochę tamtego mężczyzny sprzed paru chwil, znajdującego się na skraju wytrzymałości psychicznej. Był czysty, ogrzany, spokojny i niemal - niemal - uśmiechnięty.
- Już ci mówię - mruknął miękko, a jego usta same wygięły się przyjaźnie. Usiadł obok Dostrzegającego, wyjmując wcześniej z kieszeni szkice tego-jak-mu-tam i notatki stworzone przez Roxi.
Przetarł twarz ręcznikiem, odłożył go na brzeg krzesła i przeczesał włosy palcami, na krótką chwilę zamyślając się, układając sobie odpowiedź w głowie.
Zamrugał nagle, spoglądając z podobną co poprzednio, nieśmiałością. Doszedł do wniosku, że jednak powinien coś zrobić w związku z zachowaniem Dostrzegającego. Z gestem, który przyszedł nagle i pomógł mu odzyskać nad sobą panowanie, nawet pomimo tego, że przypomniał pewne bolesne rzeczy.
- Dziękuję - powiedział cicho, układając dłoń na kolanie detektywa. Tylko na krótką chwilę, kilka sekund, by wyrazić swoją dogłębną wdzięczność.
Na moment mógł poczuć się na miejscu - w ubraniach, które faktycznie dostał, znając mieszkanie, w którym się znalazł, pamiętając takie głupie szczegóły jak to, skąd może wziąć bandaże, będąc najedzonym i ukojonym. To był stan najbliższy do życia śmiertelnika, na jaki Thorsten zasługiwał.
Odsunął dłoń i zerknął na trzymane w drugiej papiery.
- Niczego dobrego. - Zaczął wreszcie. - Roxi - Czarodziejka, jeśli ci nie mówiłem - stwierdziła, że ten sztylet jest magiczny, ale nigdy go nie widziała i jej się nie podoba. Sam i Morri poznali tamtego mężczyznę - powiedzieli, że to był Odwieczny. - Zamilkł, biorąc głęboki wdech. - I teraz zaczyna się najgorsza część: facet podobno zmarł. Podczas kampanii Napoleona. - Odgarnął włosy z twarzy nerwowym gestem. - Tak, tego Napoleona. Powiedzieli, że mogą jeszcze popytać, ale są pewni, że to niejaki Raymond - a przynajmniej ktoś bardzo do niego podobny. Miał dar teleportacji, ale po jego śmierci odziedziczył go ktoś inny.
Nieśmiertelny zamilkł, czekając aż jego informacje dotrą do Tristana i ten będzie miał do niego jakieś pytania. Korzystając z okazji, przejrzał notatki od Czarodziejki, szukając ważnych elementów, których w swoim wielkim streszczeniu nie przybliżył.
Do niego też przekazane informacje nie całkiem dotarły. Implikacje... Trochę nie mieściły się w jego sposobie postrzegania świata. Może jednak dla Dostrzegającego miały one większy sens, skoro on nie miał amnezji, ale dla Odwiecznego były niemal pozbawione sensu. Gdyby nie to, że był pewien "swojego źródła", zakwestionowałby je natychmiast.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 296


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Niepamięć   Pon Sty 15, 2018 10:29 am

Nie było niczym zaskakującym, że Tristan wiedział, jak dbać o żałosny wrak człowieka. Sam nim był; do tego dochodził jeszcze alkoholizm, pracoholizm oraz uzależnienie od kofeiny i nikotyny, a mimo to udawało mu się ukryć większość tych cech i należeć do grona wysoko funkcjonujących członków społeczeństwa. Zdecydowanie nie należało się zachowywać, jakby ów wrak był wybrykiem natury i potrzebował natychmiast zostać zawiezionym do szpitala psychiatrycznego. Ludzie w takim stanie najczęściej sami zdawali sobie sprawę z tego, że nie było z nimi dobrze, ale nie oznaczało to, że chcieli o tym mówić, albo być traktowanymi z litością. Zamiast tego najlepiej było dać im trochę swobody i jakąś namiastkę normalności - na przykład nie pozwolić im zamknąć się w czterech ścianach i leczyć smutków ginem, a zmusić do odświeżenia się i zjedzenia czegoś, być blisko, ale milczeć. Pokazać, że mogli wrócić, że istniała inna droga. Że każdy przez to przechodził w mniejszym lub większym stopniu.
Frank właśnie to dla niego zrobił w najczarniejszym okresie życia Notiziere. Po śmierci Logana sam nie miał ochoty żyć. Bywały takie dni, że w ogóle nie trzeźwiał, spędzając je w mroku niesprzątanego od dawna mieszkania, w którym każda zasłona była szczelnie zaciągnięta, a lodówka pusta. Pracował tylko tyle, aby starczyło mu na czynsz. Był wypalony. Nic nie przynosiło mu radości. Przynajmniej dopóki Franklyn nie uświadomił go, że nie musiało tak być, że nic nie było z góry przesądzone. Pomógł mu wrócić na prostą - względnie, bo życie Sterlinga nigdy nie było proste. Nie odstawił używek, ale już nie zastępowały mu innych aktywności. Znów zaczął wychodzić na zewnątrz i wrócił do regularnej pracy. Jadł dobrze i zdrowo, dbał o swoją sprawność i wykonywał swoje obowiązki jak prawdziwy dorosły.
Być może nie był asem, jeśli chodziło o utrzymywanie zdrowia psychicznego i fizycznego, ale w tym momencie jego zdolności przewyższały te Odwiecznego. Z jakiegoś nieznanego mu powodu, detektyw czuł się za Thornstena w pewien sposób odpowiedzialny. Zacisnął dłonie na parapecie, gdy przypomniał sobie wyraz oczu nieśmiertelnego, gdy wręczył mu tę cząstkę zwyczajnej codzienności. Niby nie było to nic wielkiego, ale najwyraźniej zrobiło na nim wrażenie.
W jak ciemnym miejscu trzeba się znajdować, by być poruszonym przez tak niewielki gest czułości?
Szum płynącej z prysznica wody zagłuszał wszystkie pozostałe odgłosy, ale Tristan w jakiś sposób czuł co się działo z Elijahem, zarówno w kontekście jego uczuć, jak i jego wymęczonego ciała. Stan tego drugiego szczególnie odezwał się w nim świdrującym bólem głowy i mdłościami, gdy tylko zaczął poprawiać się za sprawą magii. Mimo ochoty zwymiotowania przez okno, nie mógł gniewać się na nieśmiertelnego. Wręcz przeciwnie - Dostrzegający cieszył się, że jego towarzysz wracał do siebie.
Nie mógł jednak nie zauważyć tych subtelnych szczegółów - lekko zaczerwienionych oczu, niewidocznych na pierwszy rzut oka zmian w mimice twarzy Thornstena, tonie jego zwykle radosnego głosu i pozbawionych wcześniejszej pewności ruchach. Mimo to zachowywał się, jakby wszystko było w całkowitym porządku, jakby żadnej z tych rzeczy nie zobaczył. Nie wlepiał w nieśmiertelnego badawczego i przejętego spojrzenia, nie pytał, czy na pewno wszystko było dobrze. Widział, że nie było. I widział, że Elijah bardzo się starał, aby nie było to tak wyraźne.
Dotyk dłoni mężczyzny na kolanie Tristana całkowicie go zaskoczył. Nie zdążył tego ukryć. Słowa podziękowania zadrżały mu przyjemnie w piersi. Uśmiechnął się mimowolnie w sposób, w jaki od dawna zarezerwowany był dla Franka. Spokojnie i pogodnie, z mieszanką czułości i ulgi pozbawioną jednak wesołości. Wyjątkowo szczerze.
Coś w nim zawyło, gdy ciężar dłoni Elijaha na ciele detektywa zelżał. Ukuła go nagła, swędząca pod skórą potrzeba, by przedłużyć ten kontakt, kładąc swoją rękę na grzbiecie dłoni nieśmiertelnego. Napiął mięśnie, gdy robił wszystko, by oprzeć się temu niewyjaśnionemu pragnieniu. To było całkowicie nie na miejscu. Przełknął głośno ślinę, próbując zdystansować się od napływających do niego dziwacznych, niezrozumiałych uczuć i niewłaściwych myśli. Tristan odchrząknął zdenerwowany, desperacko usiłując powrócić do rzeczywistości.
Szczęśliwie Odwieczny zaczął opowiadać, czego dowiedział się od swoich równie nieśmiertelnych znajomych, których fortunnie cechowała znacznie lepsza pamięć. Sterling zmarszczył brwi i w zamyśleniu potarł swoją brodę. To, co mówił jego towarzysz, nie tylko nie miało większego sensu, ale również brzmiało niezwykle niepokojąco. Czyżby ktoś wrócił z martwych? Nie słyszał jeszcze, aby podobny incydent miał miejsce.
- Chcesz powiedzieć, że... Ktoś przywrócił go do życia? - zapytał z wyraźnym zdziwieniem w głosie, zdejmując okulary i odłożywszy je na blat, w zamyśleniu splótł palce swoich dłoni. - To niemożliwe.
- Prawda? - dodał po chwili na oddech i wzdrygnął się nieznacznie. Nie chciał nawet myśleć o tym, że istniał Odwieczny, który posiadał zdolność powracania innych z martwych. Perspektywa tego, że ktoś władał tak ogromną mocą niemalże go przerażała. Któż wiedział, jakie były jej ograniczenia? Sterling łudził się cicho, że ten, kogo widział, wcale nie był znanym Samaelowi i Morrighan Raymondem, tylko kimś bardzo do niego podobnym.
- Poza tym, w ogóle nie przypominał Odwiecznego - desperacko zaczął racjonalizować swoje nadzieje Notiziere. - Wiesz, pod względem magii i energii...
Odetchnął głęboko. Nie był pewien, czy Elijah wiedział, o co mu chodziło, ale mówił właściwie do siebie - po to, żeby się uspokoić. Tak czy inaczej nie mieli chyba innego wyjścia, jak znaleźć delikwenta. To było zadanie dla niego.
- Dar teleportacji, tak? - mruknął. - Jeśli zachował go po tym rzekomym powstaniu z martwych, nie będzie łatwo go znaleźć.
Sterling znów westchnął, tym razem znacznie bardziej męczeńsko. Śledzenie cienkich nitek energii pozostawionych po magicznym przeniesieniu się w inne miejsce, było cholernie upierdliwe. Do tego nie miał pewności, czego konkretnie powinien szukać, a jeśli dar Raymonda został przekazany po jego śmierci, niewykluczone, że znacznie bardziej będzie czuł Odwiecznego, który go odziedziczył.
Dostrzegający wstał i zniknął na chwilę w głębi mieszkania, by zarzucić na siebie nieco bardziej wyjściowe ubrania. Wziął w rękę płaszcz i wybadał jego kieszenie, by upewnić się, że ma wszystkie potrzebne rzeczy - portfel, klucze, zapalniczkę, papierosy. Do jednej z nich wrzucił jeszcze silne leki przeciwbólowe i przewiesił sobie przez szyję szeroki, wełniany szalik.
- Jakieś pomysły, gdzie zacząć? - rzucił mężczyzna, właściwie już gotowy do wyjścia. Jego pierwszym strzałem byłby cmentarz, ale być może przyjaciele Elijaha podzielili się z nim jakąś świeższą lokalizacją domniemanego Raymonda, czy też kogoś, kto się pod niego podszywał.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 382


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Niepamięć   Sro Sty 17, 2018 10:39 pm

Odwieczny nie zauważył gwałtownej reakcji gospodarza - ale poczuł nagłą zmianę nastroju. Siedział obok niego, ciężko by był całkowicie ślepy na to, że mężczyzna nagle gwałtownie się spiął i zacisnął usta. Owszem, Elijah nie patrzył wprost na swojego towarzysza, ale gdzieś tam, kątem oka, jego uwaga została zwrócona. Nie uznał tego zachowania za pozytywną oznakę, a kolejną niezbyt subtelną sugestię antypatii mężczyzny do niego, za rzeczy, których nie mógł pamiętać. Skłamałby, gdy powiedział, że go ona nie ubodła. Odruchowo również się spiął, bardziej niż zwykle wrażliwy na tak nieistotne szczegóły i emocje, które się z nimi wiązały. Z trudem powstrzymał chęć odsunięcia się od Tristana i skupił na tym, na czym powinien, czyli informacjach. To było celem ich spotkania, nie poczucie się lepiej i bardziej... Godnie.
Niezależnie od tego, jak bardzo potrzebował takich zwyczajnych, ludzkich gestów i związanej z nimi akceptacji jego stanu.
Nie powinien na nie liczyć, ani od Sterlinga, ani nawet od świata.
Odrobinę bardziej odwrócił głowę, by na pewno Dostrzegający nie znalazł się w zasięgu jego wzroku - a potem przekazał wszystkie informacje, które... Najwidoczniej nie mówiły detektywowi wiele więcej, niż nieśmiertelnemu.
Westchnął ciężko i odgarnął włosy z twarzy, w palcach drugiej dłoni machinalnie obracając zapisaną kartkę. Nie miał wiedzy ani kompetencji, by zanegować sugestię, czy może raczej pytanie, które wyszło z ust Tristana. Oczywiście, nie podobała mu się ta możliwość, ale była całkiem realna. Na ile wiedział, dary nieśmiertelnych były bardzo zróżnicowane - być może istniał ktoś, kto potrafił wskrzeszać? Albo, na przykład, upodabniać się do innych? Być może nawet on kiedyś znał tego człowieka - ale dzięki uprzejmości swojej specyficznej przypadłości, nie miał o nim żadnego pojęcia. Był - ponownie - kompletnie bezużyteczny.
Zacisnął usta, opuszczając wzrok i zaciskając pięść na notatkach.
Nagle dotarła do niego przykra świadomość, że całe te poszukiwania były złym pomysłem. Cały czas towarzyszyło mu poczucie zniechęcenia i beznadziei, cały czas czuł się zepsuty, wręcz nieprzydatny, a jego humor z chwili na chwilę się pogarszał. Powinien był zostawić sprawę Lothara Morri albo Samowi, którzy nie cierpieli na zaniki pamięci i mogli faktycznie jakoś się przydać. To nie było tak, że miał z nieboszczykiem najlepszy kontakt - nie, przyjaźnili się tak samo, jak z resztą paczki. Po prostu... Po prostu...
Podniósł głowę, spoglądając za mężczyzną, który właśnie przemieścił się do innej części mieszkania.
Po prostu chciałem mieć wymówkę, żeby się znów z nim spotkać - pomyślał gorzko, odchylając się do tyłu i na moment zakrywając oczy dłonią. Jak to możliwe, że zachowywał się tak głupio? Notiziere nie chciał mieć z nim nic do czynienia. Zapewne narobił mu jakichś problemów, może doprowadził do... Zerwania jego związku z Franklynem?
Właśnie. Związku. ZWIĄZKU. A on wpakował się z butami w cudze życie, tylko dlatego, że łączyła ich znajomość tego samego, konkretnego, nieśmiertelnego, który... Okazał się nie być tak odporny na próby ukatrupienia, niż wszyscy sądzili. 
Elijah był kretynem ze złudzeniami, których nawet nie potrafił sensownie zwerbalizować. Których nie potrafił pojąć.
Z którymi nie mógł się pogodzić.
Dostrzegający może i go pamiętał, może i łączyły ich wspólne doświadczenia i magia, ale... Był nadal tylko śmiertelnikiem. Osobą, która stosunkowo szybko, wręcz w mgnieniu oka, zniknie z życia Thorstena, a wtedy on... on o niej zapomni i znów będzie smutny i samotny, pozbawiony nawet poczucia straty tych konkretnych, miłych wspomnień. 
Zamrugał, próbując odgonić przygnębienie, które go nagle opanowało. Nie chciał o tym myśleć. Owszem, wolał żal od pustki, ale w tym momencie... Nie mógł sobie pozwolić na żadne z tych uczuć. 
Podniósł spojrzenie, wpatrując się z zaskoczeniem w Notiziere, który pojawił się dosłownie znikąd. Nie, wcale nie znikąd - po prostu Elijah pogrążył się w rozmyślaniach, na które w ogóle nie powinien był sobie pozwalać. Westchnął ciężko i podniósł się, kręcąc przecząco głową.
- Pewnie powinniśmy zacząć od cmentarza. Jeśli to nie był Raymond, to nie będzie miał daru teleportacji i nie będzie kłopotu z podążeniem za jego śladami - rzucił, zarzucając na siebie płaszcz i zakładając buty.
- Co rozumiesz przez to, że "nie przypominał Odwiecznego"? - spytał, gdy skierowali swoje kroki w stornę znajomego przystanku. Ten jeden, wspomniany szczegół wypowiedzi Tristana wydał mu się szczególnie niepokojący - gdyby porywacz/zabójca/Reymond był człowiekiem, detektyw na pewno by o tym powiedział wprost. Co miał na myśli? Ze szkicu nie można było niczego wywnioskować na temat jego mocy - z drugiej strony, wyszedł on spod ręki mężczyzny nieświadomego jej istnienia, ciężko było tego wymagać.
Kim był?

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 296


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Niepamięć   Sro Sty 17, 2018 11:31 pm

Nieco zaskoczyło go nagłe zdystansowanie się Elijaha. Cóż, Tristan nie mógł się mu dziwić - od kilku dni nie traktował go zbyt dobrze, a o tym najwyraźniej nie udało mu się jeszcze zapomnieć. Przełknął z trudem ślinę. Nie chciał, żeby tak było, a nie powinno go to obchodzić. Nawet więcej; jeszcze parędziesiąt godzin temu oddałby wiele za antypatię Odwiecznego i to, żeby odwrócił się na pięcie, by nigdy więcej nie pokazać swojej twarzy. Tymczasem jego uczucie względem nieśmiertelnego zdołały się całkowicie odmienić przez tak krótki czas. To było niemalże przerażające.
- Też o tym pomyślałem - odrzekł, zamykając za nimi drzwi i ruszając wzdłuż zimnej klatki schodowej. Skoro nie mieli lepszego tropu, właśnie na cmentarzu należało zacząć. Sterling badał sprawy sprzed wieku albo dwóch; Lothar zginął niespełna tydzień wcześniej - być może wyśledzenie tego, kto go zabrał, miało być prostsze, niż się zdawało.
- Nie wydawał się być tak potężny. Jego... magiczny ślad był znacznie bardziej subtelny, słabszy. I znacznie zimniejszy. Taki... - Notiziere miał trudność ze znalezieniem odpowiednich słów, które mogłyby opisać uczucie, które roztaczała reminiscencja domniemanego Raymonda. - Odrzucający. Zepsuty. Całkowicie... Nienaturalny.
Detektyw aż wzdrygnął się na samo wspomnienie. Aura zabójcy, czy też porywacza, była chłodna i budząca grozę, a jednocześnie dużo bardziej nieuchwytna niż silny ślad, jaki zostawiali Odwieczny. Nie wiedział, o co w tym wszystkim chodziło, ale nie zamierzał spocząć, aż wszystkie tajemnice nie ujrzą światła dziennego, a zagadki nie zostaną rozwikłane. Nie zamierzał żyć z tą cholerną migreną do końca swojej egzystencji na tym nieszczęsnym padole. Wszystko było wystarczająco ciężkie, nie potrzebował dodatkowo bólu głowy.
Podróż, choć autobus nie poruszał się w zawrotnym tempie, przebiegała bez przeszkód. Odnalezienie słabego, cienkiego śladu Raymonda również nie stanowiło większego problemu. Delikatniejsza, niewyraźna magia nie sprawiała, że Tristan nagle chorował, w przeciwieństwie do wszelkiego rodzaju manipulacji i esencji Odwiecznych. Przyprawiała go tylko o ostrzejszy, ale wciąż do zniesienia, ból w skroniach, którego pojawienie się właściwie oznaczało, że byli na dobrym tropie. Nieszczęśliwie wyglądało na to, że Raymond potrafił się teleportować, gdyż miejscami jego ślad był tak znikomy, że Dostrzegający musiał się naprawdę wysilić, aby dowiedzieć się, dokąd dalej prowadził.
- Wiem, gdzie jest - wyjąkał w końcu Sterling, jedną ręką podtrzymując się ściany budynku, a drugą ukradkiem ocierając strużkę krwi, która spłynęła z jego nosa. - Jakieś pomysły, jak uniemożliwić mu teleportację?
Znalezienie delikwenta było jednym, ale co dalej? Gdyby wparowali do jego kryjówki tak, jak stali, z pewnością zdążyłby wykonać jakiś niecenzuralny gest i rozpłynąć się w powietrzu, zanim choćby kiwnęliby palcem. Jeżeli chcieli wykorzystać Raymonda i jego wiedzę, musieli znaleźć sposób, aby go złapać. Tristan znany był z robienia rzeczy graniczących z niemożliwym, ale chwytanie kolesia, który w mgnieniu oka potrafił znaleźć się na drugim końcu miasta, nie należało do jednej z nich. Mieli przynajmniej szczęście, że nie mógł przeskakiwać dalej niż o kilkanaście mil, w przeciwieństwie do Odwiecznych o tych zdolnościach, którzy byli w stanie zniknąć na kilka sekund i wrócić z pamiątkami z przeciwnej strony globu. To przynajmniej podpowiadał mu rozsądek - Raymond zdawał się przenosić o mniej więcej stałą odległość. Pytanie tylko, czy robił to umyślnie, bo wciąż miał do załatwienia w Londynie parę spraw, czy jednak rzeczywiście była to granica jego możliwości.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 382


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Niepamięć   Sob Sty 20, 2018 12:24 am

Podczas całych poszukiwań Odwieczny był najzwyczajniej w świecie zbędny. Gdyby w pewnym momencie się zgubił, Tristan najprawdopodobniej nawet by tego nie zauważył - pochłonięty dochodzeniem, skupiony na swojej misji i delikatnym śladem nieprzyjemnej "martwej" aury. Miał misję i był zdecydowany doprowadzić ją do końca - całkowicie ignorując wszystkie przeciwności losu, a w szczególności te związane z kiepskim stanem zdrowia. Zamiast się zatrzymać na chwilę, odpocząć, być może coś zjeść, przemieszczał się z jednej części miasta na drugą, łykając pastylki przeciwbólowe jak cukierki, całkowicie obojętny na ciche protesty Elijaha. Thorstenowi zatem przypadało bycie rozsądnym i zaniepokojonym za ich dwójkę, gdy obserwował gorsze chwile człowieka, który za nic miał swoje granice. 
Przystanięcie w miejscu na dłużej niż kilka minut niebieskooki przyjął z ulgą, opierając się o ścianę i na chwilę zakrywając twarz dłońmi - przez co nie zauważył krwi sączącej się z nosa towarzysza.
- Słucham? - mruknął pytająco, niemal równie zmęczony, co Sterling. Spojrzał na mężczyznę bez zrozumienia, kompletnie zbity z tropu. No bo jak to, niby skąd mógł wiedzieć...?
Zaklął pod nosem i wyjął telefon, puszczając szybkiego SMS-a do swoich przyjaciół. On nie wiedział, ale może oni mieli jakiś pomysł?
Czekając na odpowiedź, pierwszy raz od kilku godzin pozwolił swoim myślom pobiec innym kierunku, niż osłabiony Notiziere. I wtedy dotarła do niego kwestia, której wcześniej nie wzięli pod uwagę.
- Jak zmieniła się aura Lothara? Jesteś pewien, że całkowicie umarł i zniknęła, czy... Czy coś się z nią stało? Może stała się podobna do tamtego... faceta? - spytał, obracając telefon w dłoni. Gdy tylko urządzenie zadrżało, przeniósł spojrzenie na nie, z nadzieją na przydatną wskazówkę w ujęciu prawie-Odwiecznego.
Roxanne: Spróbuj przypomnieć sobie jego pierwsze imię.
To tyle, jeśli chodziło o pomoc.
Westchnął ciężko, przenosząc z powrotem spojrzenie na Dostrzegającego.
- Ty nie masz żadnego pomysłu? - Uniósł brew, czekając bez specjalnej nadziei na odpowiedź twierdzącą. Zmarszczył zaraz brwi i zbliżył się ku mężczyźnie. - Jesteś pewien, że to rozsądne? Nie wyglądasz dobrze - mruknął, sięgając do niego wolną dłonią i chwytając blondyna za podbródek. Broda podrażniła jego palce, ale ułatwiła też pewne chwycenie Dostrzegającego i unieruchomienie go. 
Nieśmiertelny zmrużył oczy, wpatrując się uważniej w twarz towarzysza. Odległość pomiędzy nimi zmalała, gdy tak analizował go z bliska, próbując stwierdzić, czy mógł pozwolić im na kontynuację dochodzenia, czy powinien natychmiast zakazać Tristanowi dalszych czynności. On, w przeciwieństwie do Franklyna, był gotów zatrzymać śmiertelnika, niezależnie od tego, jak bardzo obaj byli zaangażowani w tę sprawę. To on musiał odpowiadać za racjonalną część ich duetu, co brał bardzo na poważnie. 
Wsunął telefon do kieszeni i palcami starł resztę krwi z nosa mężczyzny. Posłał mu karcące spojrzenie, nie dopytując się więcej o szczegóły jego stanu, ale wyraźnie prezentując sobą niezadowolenie z zaistniałej sytuacji. 
- Spróbujmy być więc szybsi od niego - mruknął pochmurnie, czując zaniepokojenie, ale decydując się je zignorować, widząc zdeterminowanie w postawie Dostrzegającego. 
Przez ułamek sekundy miał ochotę wzmocnić uścisk, docisnąć mężczyznę do ściany i pocałować go tak mocno i namiętnie, by zapomniał o wszystkich planach i bólu głowy. To była jedna krótka, spontaniczna myśl, wywołana czymś w oczach Sterlinga, które starszy mężczyzna potrafił opisać jedynie słowem "bezradny".
Szybko jednak zniknęła, pozostawiając niewielkie zdezorientowanie i zakłopotanie.
Puścił podbródek Dostrzegającego i odsunął się, delikatnie klepiąc go w ramię. 
- Prowadź - mruknął, unikając jego wzroku.

Mężczyzna, którego szukali, znajdował się w zupełnie zwykłym miejscu, typowym raczej dla przeciętnych śmiertelników, nie dla nie-Odwiecznego o nietypowej aurze - a mianowicie, odnaleźli go w metrze. Zdecydowanie nie tego oczekiwał nieśmiertelny - i był niemal pewien, że jego towarzysz był równie zdziwiony takim zwrotem akcji. Przynajmniej nie musieli martwić się o zbyt szybkie dostrzeżenie przez teleportującego się mężczyznę. On nie wiedział, że go szukali. Ale co za paradoks, by ktoś o takim darze znalazł się w normalnym środku transportu! 
Odwieczny dostrzegł Reymonda jako pierwszy - i natychmiast podążył w jego stronę, ciągnąc trzymanego za ramię detektywa za sobą. Przedzierali się przez tłumy ludzi, w większości śmiertelników, którzy w zasadzie nie zauważali kto ich potrącił - i wszystkie nieprzychylne spojrzenia kierowali ku Dostrzegającemu, wymijając Elijaha zupełnie tak, jakby nie istniał. Dla nich, w takiej sytuacji, zainteresowanie nie było zbyt korzystne, więc wyjątkowo Thorsten nie czuł irytacji widząc jak zawodną jest ludzka pamięć podczas kontaktu z magią. Zamiast tego, korzystał ze swoich możliwości, przepychając się przez tłum, zbiegając po ruchomych schodach i dopadając porywacza-zabójcy w tej samej chwili, w której ten ich dostrzegł.
Gdy spojrzenie nieśmiertelnego z nieznajomym się zetknęło, przez jego ciało przeszedł wyczuwalny dreszcz obrzydzenia - nie powstrzymało go to jednak przed wyciągnięciem dłoni i chwyceniem go za ramię wolną dłonią. 
- Stój. Leonardzie Ozon, nie waż się ruszyć. - To polecenie wypłynęło spomiędzy warg nieśmiertelnego spontanicznie, wsparte przepływem mocy, który mógł poczuć zarówno jeden z trzymanych przez niego mężczyzn, jak i drugi. Nawet, gdyby zależało to od życia Elijaha, nie potrafiłby wyjaśnić, czemu powiedział akurat to - ale wywołało właściwy efekt. Nieznajomy znieruchomiał, wpatrując się w niego z czymś... Z czymś...
Upiornym.
Jego oczy wyglądały niewłaściwie. Puste, rybie spojrzenie, niemal pozbawione intelektu, zapewne odpowiadało aurze, którą mógł dostrzec tylko Notiziere. Przystojny, wysoki mężczyzna z blizną na szyi nie przypominał człowieka. Nie kojarzył się też z Odwiecznym. Owszem, z daleka mógłby ujść za każdego z nich - ale bliższe oględziny pozbawiały go prawa do tych określeń. W jego postawie, mimice i spojrzeniu brakowało iskry życia, zrozumienia dla sytuacji, w jakiej się znalazł. Był bezosobowym naczyniem, które spełniało cudze żądania.
Thorsten zdał sobie z tego sprawę w tej samej sekundzie, w której zobaczył mężczyznę takim, jaki był naprawdę. Był marionetką w cudzych rękach, kiedyś inteligentnym i zabawnym Odwiecznym, którego ktoś pozbawił osobowości. Zabił jego duszę i pozostawił ciało.
Elijahowi nagle zrobiło się słabiej - zupełnie tak, jakby świadomość o istocie stojącej naprzeciwko niego pozbawiła go... Czegoś ważnego. Oddechu. Części siebie. Przekonania o kształcie świata. Spójności.
Ktoś go skrzywdził. Zabił. Pozbawił duszy.
Odwiecznego ogarnęła niezrozumiała, instynktowna wściekłość. Jak ktokolwiek śmiał zrobić coś takiego?!
Zacisnął mocniej obie dłonie, każdą na innym ramieniu, nie pozwalając nikomu się oddalić, a jednocześnie sobie na upadek.
- Leonardzie, powiedziałem: stój - wycedził twardo, wpatrując się w tego... to... w coś o bezmyślnym spojrzeniu, co poruszyło się, najprawdopodobniej z zamiarem wyrwania się z jego uścisku, ale posłusznie znieruchomiało, słysząc swoje imię.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 296


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Niepamięć   Sob Sty 20, 2018 1:25 pm

Tristan uniósł jedną brew, gdy jego towarzysz zareagował w sposób, jakby w ogóle nie wiedział, o co mu chodziło. Jakby zapomniał, co tu robili i dlaczego właściwie snuli się po mieście już od kilku godzin. Pokręcił tylko w niedowierzaniu głową, ale dłużej się już nad tym nie zastanawiał.
Odetchnął z ulgą, opierając się o plecami o chłodną ścianę budynku w zaułku, w którym się znajdowali. Jednak potrzebował chwili wytchnienia i odpoczynku. Nigdy wcześniej nie zdawał sobie sprawy, jak trudne i obciążające może być wyłuskania delikatnego śladu spośród tak wielu innych. Londyn w końcu był dużym, żywym miastem - niemal w każdym jego miejscu kiedyś zdarzyło się coś, co znacząco wybijało się poza inne reminiscencje i zagłuszało te bardziej subtelne pozostałości. Tropienie Raymonda przypominało nieustanne odgarnianie i rozplątywanie grubych, kolorowych i jaskrawych włóczek, w poszukiwaniu cieniutkiej, jasnej nitki.
- Jestem pewien, że zginął naprawdę - odrzekł Notiziere na pytanie o śmierć Lothara. Gdy tylko przeszył się sztyletem, jego silna, tajemnicza aura zniknęła całkowicie, pozostawiając w świecie tylko dla niego wyczuwalną, przejmującą pustkę. Mężczyzna zadrżał pod wpływem samego wspomnienia tego uczucia. Z drugiej strony nie szukał go już potem. Nie próbował wyczuć, czy jego aura z powrotem się gdzieś pojawiła, tym razem znacznie zimniejsza i mniej ludzka. Zacisnął wargi. Dlaczego to musiało być tak frustrujące? Sama myśl, że po świecie chodzi coś, co przypomina Lothara, albo nawet on sam, wskrzeszony z martwych, budziła w nim grozę i poczucie winy. Fakt, że jego ciało nie rozpłynęło się po prostu w powietrzu, był podejrzany. Mimo to mógłby dać sobie rękę uciąć, że w momencie jego śmierci odszedł całkowicie, że jego magia zgasła całkowicie, nie pozostawiając po sobie nawet znikomego śladu.
- Moje zdolności pozwalają mi na znalezienie czegoś, czego szukam - odburknął, krzywiąc się. - W przeciwieństwie do ciebie nie mogę przesuwać przedmiotów ani robić innych czary - mary.
Z jakiegoś powodu pytanie Elijaha poirytowało Sterlinga. Przecież jego rola była niemal zakończona! To jedyne, co mógł zrobić. Znaleźć Raymonda. Dalej był bezużyteczny. Jeszcze gdyby był tylko człowiekiem, wtedy detektyw mógłby coś wymyślić, poradzić sobie z ta sytuacją. Tymczasem nie miał zielonego pojęcia, jak walczyć przeciwko magii, skoro jego dar był pasywny, w przeciwieństwie do mocy Odwiecznego. Nawet nie znał całego spektrum możliwości nieśmiertelnych. Gdyby wiedział, na co stać Thornstena i co potrafi, być może byłby jeszcze w stanie ułożyć niegłupi plan, z większą niż mniejszą szansą powodzenia, ale niestety jego towarzysz sam nie pamiętał o swoich zdolnościach.
- Nie, nie jestem pewien. Ale nie mamy innego wyboru - odrzekł wciąż nieco zdenerwowany i gdy już miał zakląć pod nosem, silna dłoń Elijaha pochwyciła jego podbródek i uniosła do góry. Co jednak znacząco bardziej zaskoczyło Dostrzegającego, było to, że wcale jego pierwszym odruchem nie było wyrwanie się z uścisku i odfuknięcie czegoś bardzo nieprzyjemnego. Zamiast tego serce zabiło mu mocniej, a on wpatrywał się jak zahipnotyzowany w błękitne tęczówki mężczyzny, wpatrującego się w nań badawczo. Nagle zaschło mu w ustach, a oddech przyspieszył nieznacznie. Z całych sił starał się nie myśleć o prezentujących się ochoczo wargach Odwiecznego, jego oddechu drażniącego mu skórę, tej wzbudzającej w nim dziwne i nieodpowiednie myśli bliskości. Mimo to gdy nieśmiertelny starł spod nosa Tristana resztki krwi i odsunął się nagle, detektywa wcale nie ogarnęło uczucie ulgi, a niedosyt i skołowanie. To tyle? To już? - miał ochotę zapytać, jednak momentalnie zabił w sobie wszelkie podobne uczucia, gdy rozsądek doszedł do głosu i uświadomił mu, jak bardzo było to nie w porządku. Odkaszlnął słabo i również nie patrząc na swojego towarzysza, odbił się lekko od ściany i pozwolił, by wszystkie jego zmysły skupiły się tylko i wyłącznie na podążaniu śladem Raymonda, co, jak miał nadzieję, pozwoli mu przestać myśleć o tym wszystkim, czego nie powinien czuć.

Fakt, że szukany przez nich Raymond znajdował się w metrze, wcale nie poprawiał sytuacji. Tristan wbił mocniej pięści w kieszenie płaszcza. Ścigany mógłby zniknąć, a oni mieliby problem z zauważeniem tego. Dodatkowo nie było mowy o obezwładnieniu kogoś w tłumie. Detektyw nieśmiało liczył na to, że mężczyzna będzie rezydował w jakiejś opuszczonej norze, w której będą go mogli zatrzymać i przepytać. Jeśli, oczywiście, udałoby im się powstrzymać go przed teleportowaniem się kilka kilometrów dalej. Przynajmniej zasłona z ludzi dawała im możliwość zaskoczenia mężczyzny.
Sterling pozwolił, by Odwieczny, o którym wszyscy natychmiast zapominali, torował im drogę, jednak nie miał na tyle przyzwoitości, by posyłać przepraszające uśmiechy w odpowiedzi na wszystkie nieprzychylne spojrzenia, które ludzie, zamiast na Elijaha, kierowali na niego. Już się do nich przyzwyczaił i nie mógł dbać mniej o opinię człowieka, który w mętliku własnych spraw, za niewiele więcej chwil niż w przypadku Odwiecznego, o nim zapomni.
Nawet nie zdążył zacząć się zastanawiać, jak uniemożliwić Raymondowi wyślizgnięcie się im, gdy jego towarzysz zwrócił się do nieznajomego zupełnie innym imieniem. Jego słowa podszyte były wyraźną magią, która sprawiła, że twarz wrażliwego Notiziere poszarzała momentalnie, a żołądek ścisnął mu się nieprzyjemnie, ostrzegając, że już szykuje się do posłania swojej zawartości do góry. Przerażeni jego stanem ludzie wokół odsunęli się nagle, gdy dłonią szukał czegoś do podparcia się, ostatecznie trafiając na kolumnę. Ku jego zaskoczeniu, cokolwiek zrobił Elijah, podziałało. Leonard zatrzymał się i odwrócił w ich kierunku, objawiając się w pełnej krasie. Dostrzegającemu zrobiło się jeszcze gorzej, pod wpływem tego odpychającego, nieprzyjemnego uczucia, jakie budziła sama obecność tej dziwnej istoty, która z pewnością nie była ani Odwiecznym, ani człowiekiem.
Jej oczy były puste i martwe. Ozon wydawał się być tylko pustą skorupą, pozbawionym siebie i swojej duszy ciałem.
- I co teraz? - mruknął Tristan, któremu łomoczący ból głowy i nudności uniemożliwiały zebranie myśli. - Myślisz, że tak po prostu odpowie nam na wszystkie pytania?
Nie wiedział, czy mogliby go gdzieś przetransportować. To było chyba jeszcze bardziej niemożliwe niż przesłuchanie tu i teraz. Wiele zagadnień kotłowało mu się w głowie - dlaczego zabił Lothara, kto mu to zlecił i gdzie on teraz był. Patrzenie w puste, niewyrażające absolutnie nic tęczówki Raymonda, utwierdziło Sterlinga w przekonaniu, że mężczyzna był tylko pionkiem. Marionetką w rękach kogoś znacznie potężniejszego. Kogoś, kto być może miał więcej takich marionetek.
A jedną z nich mógł być Lothar.
Na samą myśl coś ścisnęło go za gardło i serce, łzy zapiekły go pod powiekami. Nie chciał sobie tego wyobrażać, ale nie potrafił się powstrzymać. Obraz delikatnego, tajemniczego piękna Lothara i jego czułego spojrzenia został nagle wypaczony, obdarty ze wszelkich uczuć, pozostawiając za sobą tylko posąg bez wyrazu. Bez duszy.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 382


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Niepamięć   Pon Sty 22, 2018 12:47 am

Skrzywdzili Odwiecznego. Skrzywdzili Odwiecznego. Skrzywdzili Odwiecznego. W głowie Elijaha raz po raz przewijały się te dwa słowa, wypełnione szokiem i bólem, których źródło było mu nie do końca znane. Wiedział jedynie, że pusty wzrok i świadomość, że należał kiedyś do myślącej, nieśmiertelnej istoty, wywoływały w nim mdłości i słabość. Pierwszy raz od początku dochodzenia Thorsten przestał przejmować się stanem zdrowia detektywa, jego migrenami i złymi reakcjami na kontakt z magią, jego zgubieniem się w tej magicznej sferze, a skupił na własnych odczuciach. Takich, które nagle go przygniotły. Wściekłość i żal walczyły o prym, zdobycie przewagi i kontroli nad reakcjami nieśmiertelnego, który w tym konkretnym momencie był głównie zszokowany. 
Nie potrafił pojąć, jak ktoś mógł zachować się tak okrutnie i pozbawić Odwiecznego, swojego brata życia. Duszy. Jestestwa. Czegoś, co czyniło go osobną, myślącą i samodzielną jednostką. 
Elijah czuł się nie tylko tak, jakby ktoś pozbawił go pewności co do konstrukcji świata, ale też dosłownie coś w nim zniszczył. Był pewien, że to, co przytrafiło się Reymondowi alias Leonardowi Ozon, nie było kwestią przypadku - nie, coś musiało go przemienić. Ktoś, celowo, z pełną premedytacją, zmienił go we własną marionetkę, zabił go tak, jak zabito Lothara i...
- Kto ci to zrobił...? - wyszeptał łamanym głosem.
Palce Thorstena zacisnęły się mocniej na ramionach mężczyzn po obu jego stronach, a on wsparł się na nich większym ciężarem, czując jak robi mu się słabiej. Przez krótką chwilę, ułamek sekundy, myślał że zemdleje - tam, na środku metra, pomiędzy Dostrzegającym a tym czymś. Chaotyczne myśli i bodźce magiczne, a może raczej cielesne, przeciążyły go, utrudniając oddychanie, widzenie, a nawet utrzymanie się w pionie. 
Zaraz jednak to wszystko zniknęło, przywracając mężczyznę do rzeczywistości. Odetchnął ciężko. Musiał się skupić. Wziąć w garść. To nie mogło tak wyglądać, musieli się czegoś od niego dowiedzieć.
- Leonardzie, kto cię zabił? - spytał konkretnie, bez chwili zawahania, przekonany że ma rację. To nie była kwestia dyskusyjna - stojący przed nim mężczyzna ze szramą na szyi nie żył - a przynajmniej nie w taki sposób, jak wszyscy inni. Nie był nieśmiertelny, był martwy, pusty w środku, wydrążony ze wszystkich cech, które czyniły go istotą żywą - oprócz faktu, że był zdolny się przemieszczać, wypełniać polecenia i analizować pewne, dosyć podstawowe, fakty i sytuacje. Czy może jednak Elijah się mylił? Nie potrafił tego jednoznacznie stwierdzić - wiedział jednak, że istotą stojąca naprzeciwko niego nie miała żadnego związku ze śmiertelnym człowiekiem, bądź Odwiecznym z darem. Była wypaczeniem, wynaturzeniem, czymś co nie miało prawa być na świecie, a co zostało sztucznie (czy może raczej - magicznie) powołane. Jakiś Odwieczny zniszczył idealne dzieło. Innego Odwiecznego. To było... Całkowicie nie do pomyślenia.
Reymond wpatrywał się pustym wzrokiem w Thorstena. Nie rozumiał pytania? Nie znał odpowiedzi? Nie mógł jej podać? Pytanie było zadane w zły sposób?
Niebieskookiego ogarnęła bezsilna złość - zapomniał zupełnie o tym, że towarzyszy mu Dostrzegający. Tristan nie był ważny. Lothar też nie był ważny. Cała uwaga Odwiecznego skupiona była na pustej istocie, która zadawała mu wręcz fizyczny ból tym, że w ogóle istniała
- Leonardzie, czyje polecenia wypełniasz? - Spróbował spytać w inny sposób, szukając w spojrzeniu mężczyzny jakiegokolwiek zrozumienia. Nie dostrzegł, że puścił Notiziere, że obie dłonie miał na ramionach Reymonda, że co jakiś czas ktoś ich trącał - wreszcie, że to jego stan od dłuższej chwili był koszmarny. Wyglądał zapewne podobnie do Sterlinga - bladozielony, lekko trzęsący się i ledwo stojący na nogach, próbujący za wszelką cenę zachować pozycję pionową i zdrowy rozsądek, co wcale nie przychodziło mu tak lekko. 
Ale to nie jego odczucia były ważne.
Pustka w spojrzeniu porywacza doprowadzała go jednak do szaleństwa. Nie wiedział, co powinien zrobić - jak sformułować pytania, jak się zachować. Jak mu pomóc. Jedyne rozwiązanie, jakie przychodziło mu do głowy... Nie, zaraz. Miecz - przypomniał sobie nagle o rękojeści trzymanej w kieszeni spodni. Odruchowo do nich sięgnął, szukając magicznej broni, która mogłaby - był tego absolutnie pewien - przynieść ulgę w cierpieniu istoty przed nim. Nie, nie w cierpieniu - ale w wykorzystaniu ciała kogoś, kto kiedyś był dobrym człowiekiem i porządnym Odwiecznym. Elijah był tego pewien. Nikt nie zasługiwał na taki koniec - ale też i na pewno nie Reymond.
Obrócił głowę z zaskoczeniem, gdy nagle przypomniano mu o obecności Dostrzegającego, osoby trzeciej, która również była zaangażowana w tą nieprzyjemną sytuację. Zamrugał, na chwilę wytrącony z równowagi, zagubiony bardziej niż kiedykolwiek wcześniej - w zasadzie, jeśli Notiziere jeszcze pamiętał, Elijah był równie zdezorientowany tylko raz, przy ich pierwszym spotkaniu, przed laty. 
- Ja... - mruknął niepewnie. - Przepraszam - rzucił, chrząkając i wracając spojrzeniem do trzymanego wciąż w uścisku mężczyzny. - Leonardzie, kto tobą kieruje? - spytał, kolejny raz obracając pytanie, które ich najbardziej interesowało. No, może od niedawna, gdy dotarło do nich, że to nie ten mężczyzna był winny za śmierć Lothara.
I właśnie wtedy padła chrzęszcząca, nieprzyjemnie brzmiąca i wywołująca gęsią skórkę odpowiedź: imię i nazwisko.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 296


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Niepamięć   Pon Sty 22, 2018 2:27 pm

Elijah był w głębokim oszołomieniu. Zupełnie tak, jakby po raz pierwszy zobaczył kogoś, komu wykonano lobotomię albo poddano intensywnej terapii szokowej. Notiziere ani trochę się mu nie dziwił - widok kogoś, kto nie był ani człowiekiem, ani Odwiecznym, a jedynie skorupą z pozostałościami po tym, kim był przed śmiercią, również zrobił na nim potworne, przerażające wręcz, wrażenie. Znów zrobiło mu się słabo, tym razem nie tylko przez wibrującą wokół Thornstena magię, ale również mroczną, gęstą i zepsutą aurę, oblepiającą postać Reymonda, który nie był ani trochę mniej odrzucający.
Detektyw odepchnął się od kolumny, która pozwalała mu zachować grunt pod nogami i chwiejnym krokiem dopadł do kosza na śmieci. Przesiąknięty mocą głos Odwiecznego sprawił, że mężczyzna już nie zdołał się powstrzymać i zwymiotował prosto do kubła, nad którym się nachylał. Ludzie rozstąpili się w popłochu i obrzydzeniu, słysząc dźwięk, którego nie dawało się pomylić z niczym innym. Tym samym Tristan przyczynił się do zrobienia miejsca swojemu towarzyszowi i trzymanemu przez niego wybrykowi natury. Kręciło mu się w głowie, wstrząsały nim torsje, a świat rozmazywał się, kołysząc. Niewiele widział, na niczym nie mógł się skupić, ale drżącymi dłońmi wyłuskał z płaszcza chusteczkę, przetarł wargi i próbował zogniskować swoje spojrzenie i umysł na Elijahu i mężczyźnie, który bezsprzecznie był Leonardem Ozonem, a nie kimś, kto się pod niego podszywał, a przynajmniej czymś, co po nim zostało.
- Zapytaj, gdzie znajdziemy tego... Imre Nemesa - wychrypiał słabo do Thornstena, podejrzewając, że używał jakiejś dziwnej magii, by zmusić Reymonda do posłuszeństwa. Notiziere nigdy wcześniej czegoś takiego nie widział, ale z drugiej strony niewiele miał okazji do obserwowania zdolności nieśmiertelnych w akcji. Przetrzymywany mężczyzna nie udzielił żadnej odpowiedzi, więc Elijah znów spróbował ubrać pytanie w inne słowa, ale najwyraźniej było zbyt abstrakcyjne i szczegółowe, by mieściło się w pojmowaniu istoty, z której siłą wydarto duszę.
Sterling pokręcił w milczeniu głową. Jeśli nie był w stanie udzielić im odpowiedzi na tak proste pytanie, jak mieli dowiedzieć się czegoś więcej? Nie było sensu zadręczać Elijaha i zmuszać go, by wciąż próbował. Dostrzegający obawiał się, że Leonard nie był w stanie udzielić im żadnych innych wartościowych informacji. Imię Odwiecznego musiało im wystarczyć. Szczęśliwie magiczny świat nie był zbyt duży i większość miała wieki, by się poznać. Ktoś będzie musiał coś wiedzieć. Mogli sprawdzić inne źródła.
- Chodźmy - wyjąkał. - To nie ma sensu.
Obdarzył zmęczonym, zmarnowanym spojrzeniem Elijaha, przyglądając się jego równie wyczerpanej twarzy i tych wszystkich mieszających się na niej emocjach, które walczyły o dominację nad jego ekspresją.
- Czy chcesz... - przełknął z trudem ślinę i głos mu się załamał. Nie potrafił wykrztusić zakończenia zdania. Zabić go? Zakończyć jego cierpienia? Zamiast tego posłał mu smutne, ale poważne, jednoznaczne spojrzenie. Decyzja należała tylko i wyłącznie do Odwiecznego. Nie wiedział, na ile Reymond mógł ich zapamiętać i donieść swemu panu o tym, że go szukali. Nie wiedział, na ile rozumiał swoje położenie. Samo patrzenie na tę udręczoną, bezduszną i powołaną wbrew naturze do życia istotę sprawiało, że Tristanowi uciekał oddech, a serce ściskał ból. Silne uczucia Elijaha były dlań niemal namacalne, gdy przepływały ku niemu, przebijając się z łatwością przez wszystkie odgradzające jego szósty zmysł od otoczenia bariery i niczym płomienie liżąc empatyczne, pochłaniające emocje innych serce. Dzielił jego cierpienie, żal i zdezorientowanie. Czując to, co on, nie mógł mu nie współczuć, nie mógł się do niego nie zbliżyć. Chciał, żeby to się już skończyło. Nie życzył sobie tego wszystkiego ani dla siebie, ani dla Odwiecznego. Detektyw niczego tak nie pragnął, jak odwrócić się i odejść. Jak zaszyć się w swoich czterech kątach z butelką, a potem zatracić w silnych, gorących ramionach... Franka. Tak, Franka, jego partnera i ukochanego, mężczyzny, który zrobiłby dla niego wszystko. W jego życiu nie było miejsca na nikogo innego.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 382


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Niepamięć   Sob Sty 27, 2018 12:12 am

Elijah nie wiedział, co powinien zrobić. Każda kolejna sekunda związana ze spoglądaniem na skorupę, która kiedyś była Odwiecznym, coś w nim zabijała. Zupełnie tak, jakby wynaturzenie istoty nieśmiertelnej było dla niego nie tylko czymś sprzecznym z wizją świata, ale godzącym bezpośrednio w niego samego. Nie wymiotował od magii tak jak Dostrzegający, ale nie brakowało mu do tego stanu znowu tak wiele. Był wstrząśnięty, zniesmaczony, oburzony i przerażony. 
Dlaczego...?
Fakt, że Tristan chociaż na chwilę wyrwał go od prób porozumienia się, dotarcia do tej części istoty, która mogła kryć w sobie resztki Leonarda-Reymonda, zadziałał na Odwiecznego dobrze.Musiał zmusić się do oderwania spojrzenia i przeniesienia go na swojego drugiego towarzysza, a zatem wyciągnął z bolesnego otępienia, które uniemożliwiało mu skupienie się na czymkolwiek innym i spojrzenie na sytuację bez nadmiaru emocji. Cierpiał.
Jak...?
Zamknął na kilka sekund oczy, próbując uspokoić szalejące w nim emocje. To, że ktoś skrzywdził jego... Brata? Podopiecznego? Bliskiego?... Nie potrafił nazwać tej więzi, którą czuł z pozbawionym jestestwa Odwiecznym, ale ona była obecna i powodowała nie tylko dyskomfort, ale ból. Nie tylko nie chciał patrzeć na nieśmiertelnego w takim stanie, ale nie potrafił znieść faktu, że on żył w takim stanie.
Nikt na coś takiego nie zasłużył.
Nie wiedział, co powinien zrobić. Z jednej strony ponad wszystko pragnął w jakiś sposób pomóc mężczyźnie, którym kiedyś była stojąca przed nim istota, ale z drugiej... Czuł - nie, wiedział - że nie było dla niego już ratunku. W spojrzeniu Leonarda nie było już żadnej inteligentnej iskry, duszy, zrozumienia dla własnej sytuacji. Był tylko narzędziem, które owszem, miało więcej funkcji niż przeciętny nóż, ale nie potrafiło myśleć abstrakcyjnie, analizować i odczuwać. Z drugiej strony... Jedynym wyjściem, jakie widział, było pozbawienie go życia.
Nie, nie życia. Nie go. To już nie był człowiek, nie był Odwieczny, to było tylko puste naczynie, spełniające polecenia swojego pana. Czy w takim przypadku było to wciąż morderstwo?
Elijah rozchylił powieki i delikatnie skinął głową, przytakując na niedokończone pytanie Notiziere. Nie chciał, ale musiał. Nie potrafił tak po prostu odejść, ze świadomością, że stojący naprzeciwko niego mężczyzna, wciąż tkwiący bez ruchu w uścisku, pozostałby niewolnikiem kogoś - jakiejś siły, która dzięki wykorzystaniu jednego byłego Odwiecznego, zabiła i pochwyciła innego - Lothara.
Kto wie, co innego mogłaby zrobić, mając kilkunastu bądź kilkudziesięciu takich podopiecznych?
I kto by chciał w ten sposób egzystować?
Chwycił rękojeść miecza i wyciągnął z kieszeni, zaciskając dłoń i pozwalając magii zadziałać, tworząc ostre, świecące intensywnym, jasnobłękitnym światłem, widocznym tylko dla nielicznych.
Powoli powiódł spojrzeniem od niego do Leonarda-Reymonda, który wciąż wpatrywał się w niego obojętnie, nieświadom zagrożenia, w jakim się właśnie znalazł.
- Leonardzie... - Zaczął Thorsten cicho, ale tym razem jego głos się załamał. Ostrożnie nabrał powietrza do płuc i je wypuścił, próbując zapanować nad własnym zdenerwowaniem. Było mu niedobrze - nie tak jak Dostrzegającemu, który reagował na moc, ale inaczej, bardziej dogłębnie i nieprzyjemnie. Miał wrażenie, jakby coś nieprzyjemnego chciało wydostać się z jego brzucha i piersi, zupełnie tak, jakby emocje, które kotłowały się w jego ciele, przekroczyły pewien akceptowalny poziom i poukładanie ich w sensowny obraz przestało być możliwe. Przytłaczały go, przestały być czytelne i jednoznaczne, zmieniły się w kulę intensywności, utrudniającą normalne funkcjonowanie i skupienie się na czymkolwiek oprócz aktualnej, strasznej sytuacji.
- Przepraszam - wyszeptał, wbijając magiczne ostrze w brzuch nieśmiertelnej istoty i płynnym ruchem go rozdzierając, jednocześnie myśląc wybacz, że zawiodłem.
Na twarzy Leonarda nie pojawiła się żadna emocja - a po kilku długich sekundach po prostu zniknął - zapewne w oczach Dostrzegającego w sposób bardziej efektowny, ale dla Odwiecznego po prostu rozpłynął się w powietrzu.
Tym razem to Elijah dopadł kosza, wymiotując do środka, zaciskając mocno palce na metalowych wykończeniach. 
Miał ochotę się rozpłakać. Umrzeć. Wypluć własne wnętrzności. 
Gdy jego żołądek stał się całkiem pusty, z trudem oderwał się od pojemnika, schował rękojeść na swoje miejsce i chwycił Tristana za ramię, wyciągając ze stacji metra na powietrze. Nie patrzył na żadne protesty, ani Notiziere ani ludzi, których potrącał - miał tylko jeden cel, tylko jedna myśl przyświecała jego zachowaniu. Potrzebował odetchnąć, odejść z tamtego miejsca, zapomnieć. Dopiero w momencie, gdy zobaczył niebo i budynki, poczuł że znów może oddychać i zaczęły do niego docierać bodźce zewnętrzne.
- Przepraszam - mruknął słabo, nie potrafiąc zmusić się do spojrzenia na Dostrzegającego, ale wyraźnie kierując to słowo do niego. W tym samym momencie poczuł wibracje w kieszeni - i przypomniał sobie, że posiada telefon. Machinalnym i całkowicie bezmyślnym ruchem wyjął urządzenie i odebrał połączenie. Podczas rozmowy - krótkiej, polegającej na dwóch przytaknięciach ze strony Odwiecznego i kilku zdaniach ze strony kogokolwiek, kto akurat zadzwonił - nie wypuścił z uścisku ręki Sterlinga, jakby była pewnego rodzaju kotwicą, która trzymała go na powierzchni.
Która nie pozwalała mu gdzieś odlecieć i stracić kontaktu ze światem.
- Chodź - mruknął do towarzyszącego mu mężczyzny gdy tylko zakończył połączenie, a potem pociągnął go w stronę parku. W milczeniu przeprowadził go przez całkiem spory teren zielony, prowadząc do drugiego wejścia, a potem jeszcze przez dwie uliczki - aż dotarli do niewielkiej, odrobinę wyniszczonej graffiti, kamieniczki. Jak się okazało, już przy wejściu czekała na nich dziewczyna - nie, kobieta, Odwieczna - która obdarzyła mężczyzn bardzo zaniepokojonym spojrzeniem. 
- Witaj - rzuciła miękkim, ładnie brzmiącym głosem, dziwnie kontrastującym z wyglądem, jaki wybrała - młodej, punkowej dziewczyny z masą kolczyków, wściekle różowymi włosami, mocnym makijażem i potarganym, czarnym i skórzanym strojem prezentującym znacznie więcej, niż w tej pogodzie pokazałby przeciętny mieszkaniec Londynu.
Delikatnie chwyciła obu mężczyzn za dłonie i poprowadziła schodami na górę, do loftu znajdującego się na najwyższym piętrze - a tam zawołała innego Odwiecznego - Trevora - który zgarnął otępiałego Elijaha i zaprowadził go do łazienki.
Dziewczyna uśmiechnęła się ładnie, sadzając Notiziere w części kuchennej, na zaskakująco wygodnym, drewnianym krześle. 
- Chciałbyś się czegoś napić, Tristanie? Kawy, herbaty? - spytała miękko, nagle pstrykając palcami, zupełnie jakby sobie o czymś przypomniała. - Leków na ból głowy? Cholera, zapomniałam. Sam, chodź tutaj i wycisz magię, bardzo cię proszę! - Zawołała, obracając się w stronę skąd przyszli.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 296


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Niepamięć   Pon Sty 29, 2018 11:05 pm

Mieszanka silnych uczuć Elijaha i przesyconego magią powietrza odbijała się w głowie Dostrzegającego nieznośnym, bolesnym echem. Dla Tristana przebywanie wśród ludzi w ogromnych emocjach było nieprzyjemne, a co dopiero Odwiecznych i to teraz - gdy był z jakiegoś nieznanego mu powodu nieznośnie na moc wrażliwy. Właściwie nie wiedział, które uczucia należały do niego, a które do jego towarzysza - wszystkie kotłowały się w nim chaotycznie, zmieniając w obezwładniający zamęt. Sterling nie wiedział, do kogo należał szok, a do kogo współczucie, z kogo wypływało to cierpienie, z kogo okrutny żal, a z kogo paraliżujące poczucie winy. Było mu niedobrze, gwiazdy wirowały mu przed oczami. Bał się, że gdy puści desperacko ściskany oburącz kubeł na śmieci, szalejący wokół świat odbierze mu świadomość, a wykafelkowana podłoga metra usunie mu się spod nóg niczym wyciągnięty siłą dywan.
Nie sądził, że mogłoby być jeszcze gorzej, kiedy Thornsten udowodnił mu, jak bardzo się mylił. Uczucia nim targające, a tym samym detektywem, osiągnęły apogeum, gdy rozbłysło błękitne ostrze. Ludzie rozpierzchli się, w pół kroku zapominając, co ich tak przeraziło, a Notiziere przeszył niewiarygodny ból. Czuł się, jakby ktoś wbijał mu długie gwoździe w skronie, a jednocześnie ściskał czaszkę imadłem. Powszechne zamieszanie i dezorientacja ludzi, którzy w jednej chwili byli przerażeni, a spuszczając spojrzenie z Elijaha wracali do siebie, oraz szalejąca, wyraźna i wzburzona silnymi uczuciami magia sprawiły, że Sterling poczuł się tak źle, jak jeszcze nigdy. Z twarzy zniknęły mu wszelkie kolory, odpłynęła krew, a ciałem wstrząsnęły torsje. Osunął się nieomalże na ziemię, gdy mimowolnie odsunął się kilka kroków od śmietnika, jednak czyjeś ramiona pochwyciły go i postawiły do pionu.
A wtedy wszystko się skończyło. Ucichło nagle. Śmierć Leonarda jednak nie przyprawiła Tristana, w przeciwieństwie do Odwiecznego, o ból lub dyskomfort, a wręcz przeciwnie - mężczyznę ogarnęła nagła ulga i spokój, przynajmniej odrobinę dystansując emocje roztrzęsionego Thornstena. Zniknięcie wynaturzenia zmazało ten przejmujący, odstręczający ślad, który za sobą niosło. Wszystko jakby wróciło na swoje miejsce, a równowaga została przywrócona. Resztka tego, co powinno już nie żyć, została wysłana w zaświaty i złagodziła nieprzyjemne uczucie, jakie budziła w Notiziere abominacja.
Detektyw, choć wciąż kręciło mu się w głowie i nie wiedział do końca, gdzie było lewo, a gdzie prawo, gdzie góra, gdzie dół, zmusił się do odetchnięcia głęboko. Zanim zdążył odzyskać kontrolę nad swoim umysłem i swoimi uczuciami, ręce Elijaha przejęły go z ramion jakiegoś przypadkowego przechodnia i wyciągnęły na powierzchnię. Wciąż zdezorientowany obserwował, jak wytrącony z równowagi Odwieczny odbiera telefon i po zakończeniu rozmowy, z której do Sterlinga nie dotarło znaczenie ani jednego słowa, ciągnie go w nieznanym mu kierunku, na co posłusznie mu pozwolił.
Kiedy mężczyźni stanęli przed celem swojej podróży, Tristan był już niemal całkowicie u władzy nad własnym organizmem i umysłem, choć kilka ostatnich dni z momentem kulminacyjnym w postaci ostatniego bardzo intensywnego i obciążającego jego szósty zmysł wydarzenia, odcisnęły na nim wyraźne piętno i wyglądał jak siedem nieszczęść. Był w jeszcze gorszym stanie, niż Elijah do zastał. Blady, wymęczony i drżący, przypominał bardziej cień człowieka niż zdeterminowanego, inteligentnego i przenikliwego detektywa.
Wygląd kobiety, która im otworzyła, nawet nie zdołał go zaskoczyć. Podobnie to, że pociągnęła ich do wnętrza kamienicy, która zdecydowanie bardziej przypominała melinę, niż zwyczajową bazę wypadową nieśmiertelnych - do których Tristan nie miał wątpliwości, że nieznajoma należała. Biernie zdał się na delikatną, ale stanowczą osobowość różowowłosej, w której było coś matczynego.
- Kawy, dziękuję - zdołał wychrypieć Notiziere w odpowiedzi, otrząsając się z otępienia. Odprowadził spojrzeniem mężczyznę, wraz z którym Elijah zniknął mu z oczu. Nie wiedział skąd, ale kobieta zdawała się wiedzieć o jego przypadłości oraz podłym samopoczuciu, ale to drugie można było bez trudu odczytać z jego wypranej z życia twarzy i wymęczonego, obojętnego spojrzenia.
Tristan nie wiedział jednak, co miała na myśli, mówiąc "wycisz magię". Już otwierał usta, by o to zapytać, gdy poczuł. Jego oczy rozszerzyły się w zaskoczeniu, wciągnął ze świstem powietrze do płuc, jakby ktoś uderzył do w żołądek. Został... Odcięty. Poczuł się, jakby ktoś założył mu nagle czarną przepaskę na oczy, tylko ofiarą padł nie jego wzrok, a szósty zmysł. Nigdy jeszcze czegoś takiego nie doświadczył. Uczucie braku uderzyło go nagle i choć ból głowy minął, mężczyzna miał trudności z oddychaniem. Zerwał się natychmiast i wyszedł na balkon, a choć widział, dokąd idzie, przypominało to błądzenie po omacku. Drżącymi dłońmi wyjął z płaszcza paczkę papierosów i wytrząsnąwszy jednego, wyjął go z kartonika zębami. Odpalając go, wbił spojrzenie w hałaśliwy, ale pozbawiony swojego dziwacznego szumu, który towarzyszył mu od zawsze, Londyn. Nie potrafił tego wyjaśnić. Było tak głośno, ale jednocześnie panowała absolutna cisza. Miastem wstrząsał harmider, ale wszystko było aż nienaturalnie spokojne.
Gdy nikotyna uspokoiła jego wrażliwe, rozedrgane zmysły, a on zdołał wszystko sobie poukładać i przyzwyczaić do nowej sytuacji, wyrzucił niedopałek na ulicę i wrócił do mieszkania.
- Tristan Sterling, Noriziere - przedstawił się kobiecie, Roxi, jak mniemał, nieco bardziej szorstko, niż zamierzał, choć miał pewność, że wiedziała, kim był. Zaraz jednak wyrzucił z siebie pytania, które tak cisnęły mu się na usta:
- Jak to zrobiłeś? - Przeniósł swoje nieugięte spojrzenie, do którego wracała iskra, na domniemanego Samaela, który musiał być jednym z przyjaciół Thornstena. - Potrafisz zablokować magię na całym obszarze, czy tylko pochodzącą z określonego źródła? To działa na dary Odwiecznych? Jaki ma zasięg twoja zdolność?
Umiejętność nieśmiertelnego budziła w Dostrzegającym niepokój, ale była również świetnym sposobem na to, by choć na chwilę odwrócić jego uwagę od traumatycznych wydarzeń, jakich on i Elijah doświadczyli. Mimowolnie skupił się więc na pierwszej niewiadomej, jaka się nawinęła.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 382


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: Niepamięć   Sob Lut 03, 2018 11:56 pm

Samael był ubrany - co najmniej - ekstrawagancko. Jego strój przywodził na myśl mieszankę epoki wiktoriańskiej z nowoczesnością oraz szczyptą komiksowych dodatków. Pomimo tego, że znajdował się w mieszkaniu, miał założone wysokie, skórzane wiązane buty z trzema paskami zapinanymi na klamrę, ciemnobrązowy cylinder i płaszcz, który najlepiej określało słowo "piracki". Odwieczny rzucał się tym samym w oczy i nie trzeba było olbrzymiej przenikliwości by uznać, że miał "drobne" zamiłowanie do dawnych czasów - takich, których żaden śmiertelnik nie mógł pamiętać.
Był inny i nie zamierzał tego ukrywać - podobnie jak nie próbował ukryć swojego niezadowolenia na obecność Dostrzegającego. Antypatia zresztą wyraźnie wzrosła w momencie, gdy został zalany precyzyjnymi pytaniami dotyczącymi jego zdolności. Obdarzył mężczyznę nieprzychylnym spojrzeniem, zaciskając usta w wąską linijkę, najwidoczniej ani myśląc odpowiadać na pytania kogoś, kto nie był jednym z "nich".
- Elijah mu ufa. - Łagodnym głosem zainterweniowała Roxi, odwracając się z dwoma kubkami kawy, jeden podając Notiziere, a z drugim podchodząc do stojącego w progu Odwiecznego. Nie zareagowała wcześniej na - dosyć chłodne - przedstawienie się Dostrzegającego. Najwidoczniej uznała jego zachowanie za dziecinne, skoro oczywistym było, że się znali - nawet, jeśli nigdy nie zostali sobie wprost przedstawieni.
Albo była zbyt zajęta przyrządzaniem napoju w ekspresie, który skupił wcześniej większość jej uwagi.
- Nie jemu pierwszemu. I gdzie go to zaprowadziło? - Wycedził Samael, nie spuszczając wzroku z detektywa.
- Mamy obowiązek uszanować jego decyzję, Sam. Dobrze wiesz, że...
Jasnowłosy Odwieczny obrócił się na pięcie i demonstracyjnie wyszedł, przerywając jej w pół słowa.
Kobieta westchnęła ciężko, patrząc za nim, nadal trzymając jeden kubek w dłoni. Pokręciła głową w milczeniu, jakby niedowierzając sytuacji, w jakiej się znalazła - lub niemo irytując się na upartego kolegę. Zaraz potem odwróciła się w stronę Notiziere i uśmiechnęła przepraszająco.
- Wybacz. Śmierć Lothara... Przypomniała nam o poprzednim zabójstwie Odwiecznego - mruknęła, zbliżając się do stołu i siadając na wolnym krześle naprzeciwko detektywa. - To nie jest nic osobistego. Ja odpowiem na twoje pytania. - Uśmiechnęła się. - A potem ty opowiesz mi, jak wam poszły poszukiwania. - To nie było pytanie.
Upiła łyk kawy przygotowanej dla Samaela, czekając aż Tristian zdecyduje się usiąść obok niej, jednocześnie zgadzając się na takie warunki. Potem odłożyła kubek na stół i zamyśliła się na krótką chwilę. Chciała dać Dostrzegającemu odpowiednio szczegółową i satysfakcjonującą odpowiedź.
- Zazwyczaj niezbyt chętnie dzielimy się naszymi darami. Podobnie jak pierwszymi imionami. To daje duże pole do manewru dla innych... I dla Czarodziei oczywiście. - Wzruszyła delikatnie ramionami. - Ale tobie ufa Elijah, więc liczę, że go - ani nas - nie zawiedziesz. - Obdarzyła towarzysza twardszym spojrzeniem, niemo ostrzegając go, że jeśli złamie niewypowiedzianą obietnicę, konsekwencje mogą mu się nie spodobać.
I ona tego dopilnuje.
Potem, jak gdyby nigdy nic, kontynuowała:
- Dlatego ci powiem, że zdolność Samaela dotyczy zarówno Odwiecznych, jak i wszystkich elementów magicznych - czy to kryształów, czy Dostrzegających, czy przedmiotów obarczonych klątwami. Może być przypisana albo do jednostki, albo do konkretnego terenu, na którym Sam właśnie przebywa. Długie wykorzystywanie daru jest jednak bardzo męczące, niejednokrotnie stracił przytomność, próbując nam pomóc. - Położyła delikatnie dłoń na ręku Sterlinga. - Ja natomiast jestem Czarodziejką i zajmuję się właśnie klątwami. Próbowałam pomóc wam... i oczywiście Lotharowi. - Na chwilę odwróciła wzrok i pozwoliła uśmiechowi zniknąć z jej ust. - Jego śmierć jest dla nas bardzo trudna. Był jednym z potężniejszych Odwiecznych, a do tego... - Zawiesiła głos na chwilę, wpatrując się w Notiziere bardzo przenikliwie, jakby szukając potwierdzenia jakiejś swojej myśli. Uśmiechnęła się wąsko, z pewną smutną satysfakcją.
Tristan mógł być pewien, że domyśliła się tego, jaka więź ich łączyła.
- Wiesz, jaki niesamowity był - powiedziała wreszcie, zadowalając się subtelną sugestią. - Cieszył się bardzo dużą popularnością i poważaniem. Bez niego staliśmy się niemal wyrzutkami. - Wzruszyła lekko ramionami, lekkim tonem, który wcale nie pasował do cienia rezygnacji, który na chwilę pojawił się na jej twarzy.
Stracili przyjaciela, z którym dzielili nie dziesiątki lat, a setki. Kogoś, kto był ważną częścią ich grupy, kto - być może - nie zawsze przy nich był, ale posiadał potężny dar i bez kogo nie potrafili odnaleźć równowagi. Brakowało im go.
- Jakie masz pytania? Nie wiem, co powiedział ci Elijah... Kiedykolwiek. - Wzruszyła ponownie ramionami, zaznaczając iż jest świadoma iż relacja przyjaciela z Dostrzegającym nie zaczęła się wczoraj. Jednocześnie stawiając detektywa i jego ciekawość na pierwszym miejscu, pomimo iż najbardziej zależało jej na wiadomościach dotyczących poszukiwań zabójcy Lothara.
Żywi byli jednak dla niej ważniejsi od martwych - nawet, jeśli byli śmiertelnikami.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
StardustBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 27/07/2017
Liczba postów : 296


Cytat : Zero fucks given
Female


PisanieTemat: Re: Niepamięć   Yesterday at 9:47 am

Mężczyzna z wdzięcznością przyjął od Roxi kubek czarnej kawy, mamrocząc pod nosem podziękowania i natychmiast się jej napił. Gorzki smak rozlał się mu błogo po języku, pozwalając skupić się na czymś innym, niż dziwaczna pustka, którą pozostawiło po sobie odcięcie go od jego daru, a jednocześnie rozkoszował się bólem głowy (albo raczej jego brakiem), który zniknął nagle. Dzięki temu miał pewność, że był ściśle związany z jego zdolnościami.
Tristan nie okazał żadnych uczuć, gdy Samael zamiast mu odpowiedzieć, prychnął tylko i wyszedł, ostentacyjnie okazując mu niechęć i brak zaufania. Właściwie mu się nie dziwił - sam by tak zareagował, gdyby ktoś tak wścibsko i bezceremonialnie wypytywał się o szczegóły jego daru.
- Wybacz mi ten pragmatyzm, ale jeśli mielibyśmy współpracować, dobrze by było, gdybyśmy znali swoje możliwości - wyjaśnił krótko, czując potrzebę wytłumaczenia się przed Czarodziejką, której troskliwość i stanowczość natychmiast wzbudziły w Notiziere szacunek. Nawet bez swoich zdolności widział, jak bardzo o wszystkich dbała i że trzymała ich razem mimo śmierci przyjaciela, z pewnością niezwykle ważnego dla każdego z grupy. Bez niej prawdopodobnie nie udałoby im się współpracować - łatwo by się od siebie odsunęli, rozpadli.
Sterling w milczeniu przyswajał i trawił wszystkie udzielone mu informacje, kalkulując już, jak zdolność Samaela mogłaby się przydać w ich dochodzeniu. Pozwolił także kobiecie na delikatne dotknięcie jego dłoni i choć zaskoczyło go to, nie odsunął się. Gdy tylko wspomniała o Lotharze, natychmiast udzielił mu się jej nastrój. Z trudem przełknął ślinę, mimowolnie oblewając się bladym rumieńcem, gdy przeszyło go jej spojrzenie, zdające się patrzeć wprost na jego duszę. Miał wrażenie, że wystarczyło jej rzucić na niego okiem, by wiedzieć o nim wszystko. Taka intuicja mogłaby niemal zastąpić dar Dostrzegającego.
- Ja... Tak. Wiem - wykrztusił detektyw po prostu, usiłując odzyskać panowanie nad własną twarzą i jednocześnie potwierdzając podejrzenia Roxi. Nie onieśmielała go, wręcz przeciwnie. Było w niej coś takiego, co sprawiało, że chciał jej zaufać. Zdrowy rozsądek podpowiadał mu jednak, by jeszcze nie wyciągać podobnych wniosków. Wiedział, jak Elijah ją cenił, ale nie mógł pozbyć się przeczucia, że Odwieczni byli właściwie synonimem kłopotów. Wciąż nie zapomniał, jak skończyła się dla niego każda jego przygoda z Thornstenem.
- Nigdy za wiele o sobie nie mówił - przyznał Tristan szczerze, obracając kubek w dłoniach. Podejrzewał, że Odwieczny nie dzielił się specjalnie swoją przeszłością, bo zwyczajnie niezbyt dobrze ją pamiętał. - Nie wiem, o co miałbym zapytać. Długo się już znacie?
Liczył na to, że Czarodziejka powie mu parę słów o mężczyźnie, którego, z czego właśnie zdał sobie sprawę, właściwie w ogóle nie znał. Nic o nim nie wiedział. Ile miał lat, gdzie przyszedł na świat, dlaczego o wszystkim zapominał - choć to ostatnie pewnie i dla nich było tajemnicą. Gdzie poznał swoich towarzyszy, jak kiedyś wyglądało jego życie. Czym się interesował. Z przykrością uświadomił sobie, że znał Elijaha tylko z tej strony, którą decydował się mu pokazać, lecz natychmiast próbował zagłuszyć ten żal, z rozsądkiem tłumacząc sobie, że tak przecież było nawet lepiej, że nie musiał nic o nim wiedzieć. Wyjaśnienia te i próby przekonania samego siebie na nic się jednak nie zdały. Wiedział, że się okłamywał. Z nieukrywaną ciekawością czekał więc na to, co powie Roxi. Mimo wszystko czuł potrzebę poznania swojego nieśmiertelnego towarzysza, zrozumienia go. Nie wiedział, czy to przez swoją wrodzoną empatię i dar Dostrzegającego, którego posiadanie ukształtowało jego charakter i życie, czy może po prostu czysta i najzwyklejsza sympatia. Wierzył jednak, że ciekawość wynikała właśnie z pierwszego powodu, tłumiąc w sobie ciepłe uczucia, jakich nie miał prawa żywić do kogoś, z kim kontakty wielokrotnie niszczyły mu życie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Niepamięć   

Powrót do góry Go down
 
Niepamięć
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zona scriptum :: Fantastyka-
Skocz do: