CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 My best friend's wedding

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
TOMAccidental Anal
avatar

Data przyłączenia : 27/06/2017
Liczba postów : 111
jam wspanialec zwyrodnialec

Cytat : Ty i ja, i ten blat w kuchni / Whisky, lód i ten blant w kuchni
Wiek : 100
Male


PisanieTemat: My best friend's wedding   Sob Gru 23, 2017 8:56 pm

Osnowa komedii romantycznych, która ma dowieść, że miłość przenika całe nasze życie. Bohaterowie kochają, są kochani, a czasem nie mogą kochać, szukają miłości lub niewłaściwie lokują swą miłość, wreszcie ich miłość poddawana jest rozmaitym próbom.

Starring: Venceslaus i Tom

Jakiś czas temu Vincent i Michael przysięgli sobie, że jeżeli żadne z nich nie znajdzie drugiej połówki wezmą ślub - oczywiście po pijaku i w żartach. Pewnego dnia Vincent dowiaduje się, że Micheal się oświadczył. Dopiero wtedy uświadamia sobie jak bardzo go kocha.
Ten jednak wybiera go na swojego drużbę - współ ze swoim mitycznym braciszkiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
TOMAccidental Anal
avatar

Data przyłączenia : 27/06/2017
Liczba postów : 111
jam wspanialec zwyrodnialec

Cytat : Ty i ja, i ten blat w kuchni / Whisky, lód i ten blant w kuchni
Wiek : 100
Male


PisanieTemat: Re: My best friend's wedding   Wto Gru 26, 2017 12:57 pm



Ethan Lander

Brat zawsze zwracał się do niego per “E” (w dzieciństwie gdy chciał mu dokuczyć mówił „E.T”). Rodzice zawsze mówili „Ian”. Babcia zawsze wołała „Ethie”.

  •  Ich mama miała od początku niełatwo. Przestała używać wózka odkąd chłopcy nauczyli się chodzić – wolała ich nosić w nosidełkach niż targać nieporęczny niemieszczący się w drzwiach wózek.
  • Do lekarza było łatwiej z nimi pójść gdy byli młodsi. Potem już zawsze potrzebowała pomocy męża, bo nie dałaby sobie rady sama – a przeważnie chorowali razem. Zwłaszcza odkąd wizyta u lekarza zaczęła oznaczać histerię.
  •  Na zakupy tylko do dużych sklepów, gdzie można ich było wsadzić do wózka i wozić.
  •  We wspólnym łóżeczku spali do trzeciego miesiąca życia – potem zaczęli się nawzajem budzić kopniakami.
  •  Praktycznie do drugiego roku życia peplali po swojemu – mieli z tej okazji nawet kilka spotkań z logopedą i psychologiem.
  •  Rodzice byli chyba odrobinę przerażeni faktem posiadania bliźniąt spod znaku bliźniąt. Mieli obsesję na punkcie indywidualnego podejścia do swoich dzieci. Nigdy nie byli ubierani tak samo, mieli osobne pokoje, a mama zawsze zamiast „Co zjecie na śniadanie?” pytała „Co byś chciał zjeść na śniadanie, Mikey? A ty Ian?”. Tylko w przedszkolu chodzili razem do klasy. Później rodzice się postawili się babci i chłopcy poszli do dwóch różnych klas. Licea skończyli po dwóch stronach miasta. Mało kto zdawał sobie sprawę, że jeden czy drugi posiada klona genetycznego: Michael zaliczał przedmioty humanistyczne; Ethan ścisłe - ojciec się zorientował co wyczyniają dopiero pod koniec seniora.
  •  Ethan dostał stypendium naukowe - DeSales University Presidential Scholarships (80 tysięcy dolarów)  –i  wyjechał do Allentown, w stanie Pensylwania studiować inżynierie nanostruktur. W wieku trzydziestu lat obronił rozprawę doktorską na swojej Alma Mater - emisje ekscytonowe z płatków dichalkogenków metali przejściowych WS2, MoSe2. Prowadzi ćwiczenia z chemii fizycznej, jednak od pół roku jest na rocznym urlopie naukowym.
  • Jest wyższy o trzy centymetry, młodszy o pięć minut i w przeciwieństwie do brata pozwala twarzy nonszalancko zarosnąć. Ma pieprzyk przy lewym oku, małą bliznę na brodzie i trochę bardziej krzywe zęby od Michaela, bo odmówił noszenia aparatu.
  • Mówi się, że jak napije się alkoholu to robi się nieznośny.
  • Stosunkowo rzadko widuje się ostatnimi czasy z bratem. Powodem jest jego szczera nienawiść do jego dziewczyny. Tfu, pardon - narzeczonej. Kobieta powoduje u niego niestrawność, migrenę i ból zęba - serio.


Ostatnio zmieniony przez TOM dnia Wto Gru 26, 2017 5:01 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
VenceslausSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 30/07/2017
Liczba postów : 135


Cytat : The dif­fe­ren­ce bet­ween sex and death is that with death you can do it alo­ne and no one is going to ma­ke fun of you.
Wiek : 20
Male


PisanieTemat: Re: My best friend's wedding   Wto Gru 26, 2017 4:32 pm



Vincent Lawrance


  • Urodził się w dość oziębłej rodzinie, która od zawsze miała inne podejście do życia. Ma dwóch starszych braci - jednego o dwa lata, drugiego o cztery. Ten najstarszy wyszedł niedawno za mąż i ma dziecko w postaci 5 letniej córki. Nikt między sobą nie potrafi się dobrze dogadać przez różny światopogląd.
  • Wyprowadził się od rodziny na początku studiów, a w wieku 21 lat został najmłodszym kompozytorem obecnej epoki. Dość szybko zyskał sławę, do której wytrwale dążył. Obecnie ma 32 lat, a jego kariera zawodowa sprzyja jak najlepiej, czego nie można powiedzieć o jego życiu miłosnym.
  • Ma świadomy problem z nałogiem tytoniowym.
  • Skupia się głównie na tworzeniu muzyki poważnej. Nie oznacza to, że zamyka się tylko na tym gatunku muzycznym.
  • Jest introwertykiem ze skłonnościami do zamykania się w sobie, ale mimo to lubi przebywać w określonym towarzystwie.
  • Na swoim ciele ma parę mniej lub bardziej nieprzyzwoitych tatuaży, których ani trochę się nie wstydzi. Posiada także lekki zarost, wiecznie młodą twarz i wiele fanek, które go wręcz ubóstwiają. Jest także dość wysoką osobą.
  • Ludzie uważają, że z reguły nie ma poczucia gustu, ale nie bardzo przejmuje się czymś takim. W jedynej kwestii, w której go szanują i podziwiają jest muzyka, którą tworzy.
  • Ma zwierzątko domowe, którym jest ten przemiły ptak. Znalazł go kiedyś rannego na ulicy i tak od tej pory jest z nim, nawet nie wiedząc, jaki to gatunek ptaka jest.
  • Wie, że posiada silną głowę do alkoholu, ale mimo to nigdy nie chciał sprawdzić swojej granicy.
  • Jest również dobrym tancerzem. Ma nawet swój ulubiony klub w mieście, w którym tańczą tylko i wyłącznie swing - łatwo można się domyślić, że to jego jeden z ulubionych tańców.
  • Często swój stres wyładowuje na innych osobach. Generalnie z charakteru jest paskudny, ale dla wybranych osób potrafi być nawet miły.
  • Nie potrafi utrzymać w swoim apartamentowcu porządku. Generalnie w pracach domowych nie jest najlepszy, ale przynajmniej potrafi zrobić parę popisowych dań. Jego zdaniem popisowych.
  • W głównej mierze gra na fortepianie, generalnie to na tym instrumencie tworzy muzykę, ale tez bardzo uwielbia grać na skrzypcach, gitarze, saksofonie, kontrabasie i flecie poprzecznym. Na nich także stara się pisać różne utwory, a nawet łączyć ze sobą te instrumenty.
  • Trzeba mu też przyznać, że głos ma również niczego sobie. A to wszystko dzięki lekcjom dykcji i śpiewu. Generalnie ukończył najlepsze szkoły muzyczne w kraju.
  • Często jego muzyka ma ciężkie przesłanie. Lubi dodawać tam grozę, a także wyrażać świat w jak najbardziej okrutnych barwach.
  • Posiada pamięć absolutną - wszystko co zobaczy, przeczyta bądź usłyszy zapamiętuje.


Ostatnio zmieniony przez Venceslaus dnia Nie Sty 07, 2018 5:35 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
TOMAccidental Anal
avatar

Data przyłączenia : 27/06/2017
Liczba postów : 111
jam wspanialec zwyrodnialec

Cytat : Ty i ja, i ten blat w kuchni / Whisky, lód i ten blant w kuchni
Wiek : 100
Male


PisanieTemat: Re: My best friend's wedding   Wto Sty 02, 2018 8:04 pm

Lot z Harrisburgu do Vancouver trwał niecałe osiem godzin. To i tak wyjątkowo dobrze – rzadko udawało się to zrobić w czasie krótszym niż dziesięć godzin. Przesiadka na lotnisku w Toronto trwała dwie i pół, a trzeba wiedzieć, że Ethan nienawidził lotnisk. Co mogło być w takim razie gorsze od największego portu lotniczego w Kanadzie? Wypił najdroższą kawę w tym miesiącu; posnuł się trochę bez celu w około; poobserwował azjatyckich turystów z aparatami. W Vancouver wylądował piętnaście minut po siedemnastej. Ciągnął za sobą elegancką sporą walizkę z irytującym stukaniem.
Przed terminalem czekał na niego ojciec. Ethan oczywiście mógł dotrzeć do domu rodzinnego na własną rękę, ale ojciec nalegał. Wyściskał go serdecznie z tym swoim szerokim uśmiechem, który mężczyzna tak dobrze pamiętał i zapakował jego walizkę do bagażnika. Młodszy Lander musiał się porządnie schylić, żeby objąć ojca. Dopiero wtedy zauważył jak ten bardzo w ostatnim czasie posiwiał. Przyjrzał się wszystkim zmarszczkom, które pojawiły się w ciągu jego półtorarocznej nieobecności w Kanadzie. Mimo swojego paskudnego charakteru poczuł się źle i wytknął sobie w myślach bucowatość.
- Twoja matka dostaje kociokwiku od rana, jest gorzej niż w Boże Narodzenie – zagaił w czasie drogi, później już rozgadał się na dobre. Ethan wysłuchał bez zająknięcia wszystkich ploteczek rodzinno-sąsiedzkich (nawet tych, które już wcześniej słyszał). Ugryzł się w język słuchając peanów na cześć Emmy – dziewczyny Michaela – którą tak zachwycała się cała rodzinka.
Landerowie mieszkali w niedużym szeregowym domku na obrzeżach Vancouver. Cały był już obwieszony tandetnymi, mrugającymi i kolorowymi lampkami, mimo że do Świąt zostało jeszcze kilka ładnych tygodni.
Matka, zabarykadowana w kuchni wyglądała jakby przygotowywała obiad dla garnizonu wojskowego, a nie skromną kolację zaręczynową. Pokręcił się chwilę po kuchni i salonie, poczym wniósł rzeczy do swojego dawnego pokoju, który obecnie pełnił raczej rolę domowej rupieciarni.
Pomimo, że jego brat od dwóch lat mieszkał ze dwoją dziewczyną, aktualnie jego pokoju paliło się światło. Michael stał przed lustrem, mocując się z krawatem. Ethan obserwował to przez chwilę z niemałym rozbawieniem. Dopiero po chwili wszedł i się przywitał.

Do kolacji została jeszcze godzina, a on już myślał, że zwariuje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
VenceslausSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 30/07/2017
Liczba postów : 135


Cytat : The dif­fe­ren­ce bet­ween sex and death is that with death you can do it alo­ne and no one is going to ma­ke fun of you.
Wiek : 20
Male


PisanieTemat: Re: My best friend's wedding   Nie Sty 07, 2018 6:01 pm

Skrywać uczucie zakochania nie należy do czegoś łatwego ani przyjemnego. Szczególnie jeśli musisz to robić przy osobie kochanej, a ona nie odwzajemnia Twoich uczuć. Z jeden strony cieszysz się, że przy kimś takim możesz być, pomagać jej i wspierać ją wtedy, kiedy tylko da radę zaś z drugiej cierpisz, bo wiesz, że nie możesz powiedzieć takich prostych słów jak "Kocham Cię". Nie do osoby. która oświadczyła się swojej ukochanej. To takie zabawne, że nie tak dawno po pijaku coś sobie obiecali. A Vincent nawet nie wiedzieć kiedy uwierzył w te słowa, które były rzucane tylko i wyłącznie w postaci pijackiego żartu. Sam uważał to za zwykłe żarty, do momentu aż nie usłyszał o zaręczynach jego najlepszego przyjaciela. Dopiero wtedy zdał sobie sprawę ze swojej naiwności.
W taki sposób szykował się do kolacji zaręczynowej, gdzie na jego nieszczęście go zaprosili, a on nie potrafił bezwstydnie temu odmówić chociażby przez sam szacunek do Michaela i jego rodziny. Co prawda nigdy na oczy jej nie widział, a jedyną styczność jaką z nią miał, to przez opowiadane historie, których uważnie słuchał i starał się jak najlepiej zapamiętywać. Zależało mu, aby pokazać się od tej lepszej strony, dlatego wziął cały wolny dzień od pracy, by na spokojnie móc przygotować się do tego ważnego wydarzenie w życiu Michaela. Szkoda tylko, że to zwiastowało Vincenta porażkę.
Do kolacji została niecała godzina, a on był zwarty i gotowy na przyjęcie, przynajmniej wizualnie. Wziął głęboki oddech, patrząc na siebie w ogromne lustro od szafy wnękowej w przedpokoju, wmawiając sobie, że przecież da radę. W końcu to tylko głupie przyjęcie, na którym będzie jego ukochana osoba jego przyjaciel. Odsunął szafę, zarzucając na siebie ciemny płaszcz z wieszaka oraz zawiązał szalik wokół szyi. Kiedy ubrał buty, sięgnął po torebkę ze skromnym podarunkiem dla narzeczonych, a upewniając się, że w kieszeni od płaszcza miał wszystko, co było mu potrzebne, wyszedł z domu, wsiadając do samochodu i pojechał w stronę rodzinnego domu Michaela, kupując jeszcze po drodze bukiet kwiatów.

Na przyjęciu zjawił się 15 minut później od jego rozpoczęcia. Wysiadając ze sportowego samochodu Audi Q5, pozwolił sobie jeszcze zapalić mocną, ale smakową cygaretkę — głównie po to, by nie śmierdział tytoniem aż tak bardzo — zanim zmierzy się z czymś, co najchętniej by uniknął, podziwiając przy okazji ozdoby świąteczne zawieszone na domach. Kiedy skończył wypalać tytoń, wyciągnął z samochodu wspomniany wcześniej prezent oraz bogaty w przeróżne kwiat bukiet, kierując się w stronę drzwi bądź furtki. Zadzwonił do nich dzwonkiem, mając wrażenie, że to są jedne z najdłuższych sekund oczekiwania w jego życiu. Nie chciał tu być, ale wiedział, że musiał. Robił to z myślą o nim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
TOMAccidental Anal
avatar

Data przyłączenia : 27/06/2017
Liczba postów : 111
jam wspanialec zwyrodnialec

Cytat : Ty i ja, i ten blat w kuchni / Whisky, lód i ten blant w kuchni
Wiek : 100
Male


PisanieTemat: Re: My best friend's wedding   Czw Sty 11, 2018 12:38 am

Praktycznie wszyscy byli już na miejscu. Rodzinka zasiadła wokół stoła. Przeuroczy widok. Po jednej stronie mebla – rodzina Landerów. Jego mama i ojciec, oboje jeszcze przed sześćdziesiątką. Wpatrywali się z rozrzewnieniem na dwójkę młodych siedzących u szczytu. Z drugiej – rodzina Tremblay’ów. Elegancka i zadbana, zdecydowanie nie wyglądająca na swój wiek matka Emmy i jej ojciec – pulchny i łysiejący tuz branży spedycyjnej, rekin biznesu. Dobrotliwie spoglądał na swojego przyszłego zięcia, który już od jakiegoś czasu pomagał mu w prowadzeniu firmy. Zabrakło tylko starszej siostry, która nie miała z kim zostawić dzieci (mąż w delegacji). Michael był nieco starszy od Emmy, ale przystojny, inteligentny i dobrze wychowany, nikt więc nie traktował tego w kategorii mezaliansu.
Ethan czuł się trochę jak piąte koło u wozu. Siedział naprzeciwko brata, po przeciwnej stronie stołu. Obok niego stało wolne krzesło, nie wiedział jednak czy ma się jeszcze kogoś spodziewać. Mimo wszystko uśmiechał się uprzejmie do wszystkich, tylko w kąciku ust czaiło się dobrze zamaskowane zblazowanie.
Czuł się odrobinę wyobcowany. Niezupełnie jednak wiedział co na niego tak podziałało – towarzystwo obcych ludzi, którzy zdawali się powoli stawać istotną częścią rodziny, czy świadomość, że w czasie jego półtora rocznej nieobecności naprawdę wiele się pozmieniało. Mimo wszystko Michael zdawał się być szczęśliwy – uśmiechał się do swojej pięknej narzeczonej tak szeroko, że wokół oczu pojawiły mu się kurze łapki. Ethan musiał się mocno pilnować, żeby nie wywrócić oczami.
Jego życie zdawało się tkwić w pewnym impasie, on jednak wydawał się w ogóle nie myśleć na ten temat. Tkwił w swojej małej wychuchanej stagnacji. Trzeba jednak wiedzieć, że z tyłu głowy czasami nieznośnie mu o sobie przypominał zakończony pół roku wcześniej związek. Okej, może to spore uproszczenie.  Odbił się potężną czkawką na nim i całym DeSales, gdy opinia publiczna zrozumiała, że dr Lander rucha w dupę swojego studenta.
A jako, że Ethan prawdopodobnie nie zostałby przyjęty do Gryffindoru i nie miał w zwyczaju stawiać czoła swoim problemom – dorobił się potężnej migreny i zwiał na urlop naukowy (który odkładał od jakiegoś czasu). Po co? Żeby teraz tutaj siedzieć, brać udział w tym cyrku i dać się grzecznie zamknąć w szafie – bo tak, tak jest prościej i wygodniej. Tylko czasem łapie go egzystencjalna zgaga.
Z zamyślenia wyrwał go dźwięk dzwonka. Podniósł się (może odrobinę zbyt chętnie) i gorąco zapewniając wszystkich w koło (siedźcie sobie, ja otworzę, to przecież żaden problem) ruszył do przedpokoju. Zapiął na dwa guziki granatową marynarkę i zanim dobrze się zastanowił kogo może tam zastać, otworzył drzwi.
Powinien prawdopodobnie coś powiedzieć, lecz jak na złość nic nie przychodziło mu na myśl. Nawet zwykle głupie słowa przywitania. Zamiast tego zmierzył stojącego z nieco wypłoszoną miną na wycieraczce mężczyznę i gestem zaprosił go do środka.
Może i byli bliźniętami,  jednak Ethan miał nieco dłuższe, gładko zaczesane do tyłu włosy i kilkudniowy zarost – w przeciwieństwie do gładkiej twarzy brata. Złośliwi powiedzieliby, że wyglądal zupełnie jak Michael, tylko po tygodniu w dżungli…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
VenceslausSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 30/07/2017
Liczba postów : 135


Cytat : The dif­fe­ren­ce bet­ween sex and death is that with death you can do it alo­ne and no one is going to ma­ke fun of you.
Wiek : 20
Male


PisanieTemat: Re: My best friend's wedding   Czw Sty 11, 2018 9:16 pm

W zasadzie to nie potrafił wyobrazić sobie dzisiejszego dnia. W kontaktach międzyludzkich był dość kiepski, o czym Michael najlepiej wiedział. Ale skoro potrzebował wsparcia przyjaciela, nie zamierzał unikać kolacji z okazji ich zaręczyn. Potrafił to dla niego zrobić, nieważne jaką cenę za to zapłaci. I w głębi duszy czuł, że dzisiaj to on będzie tak zwanym piątym kołem u wozu, to nawet z tą myślą nie zmierzał się wycofać. Już był na to za późno.
Nie czekał aż tak długo, chociaż chwila oczekiwania dłużyła się w nieskończoność. Miał nadzieję zobaczyć w drzwiach narzeczonego bądź przynajmniej jego matkę. Nie spodziewał się tego, że drzwi otworzy mu ktoś, kto był do niego bardzo podobny. Był prawie idealną kopią. Gdyby nie to, że Vincent znał Michaela z każdej strony, dodatkowo pamiętał jego każdą cechę wyglądu oraz sposób ubierania się, bardzo szybko doszłoby do pomyłki, która byłaby dość niezręczna. W tej sytuacji tylko na chwilę zawahał się, przez pierwszą chwilę nie będąc pewnym tego, czy aby na pewno miał do czynienia z Michaelem. Na pewno Ethanowi udało się to zobaczyć.
Mimo wszystko nie w stylu Vincenta byłoby, gdyby się nie przywitał tak jak należy. Szybko powrócił do chłodnego wyrazu twarzy, na którym zaraz ugościł się delikatny uśmiech uprzejmości, wchodząc najpierw do środka, skoro do niego został zaproszony. W końcu prze próg nie wypada się witać.
Witaj. Ty jesteś pewnie Ethan? Michael dużo mi o Tobie opowiadał. Muszę przyznać, że dość podobni jesteście do siebie, ale chyba za długo znam Twojego brata, aby go z Tobą pomylić — zagaił na początek, nie przejmując się tym czy w ogóle to co powiedział było taktowne. Chciał wyrazić opinię na ten temat, a kiedy to zrobił, zaczął zdejmować z siebie szalik i płaszcz po uprzednim odłożeniu na bok wszelakich upominków. Kiedy się rozebrał, pod płaszczem skrywała się elegancka czarna marynarka zapięta na jeden guzik, a pod nią biała koszula. Spodnie miał w kolorze marynarki, przez co wszystko ładnie się ze sobą komponowało. Gdzieniegdzie były widoczne jego tatuaże.
Gdzie mam odłożyć płaszcz? — spytał się, a gdy uzyskał odpowiedzi, odwiesił go na właściwe miejsce. Zabierając do ręki podarunki, wszedł z mężczyzną do salonu/jadalni, gdzie wszyscy już siedzieli i zdrowo sobie żartowali. Jednak widząc po raz pierwszy obcego mężczyznę, o którym z pewnością Michael dzisiaj wspominał, wszyscy wstali, aby się z nim przywitać. A raczej jego przyjaciel go po prostu przedstawił. W międzyczasie dał prezent narzeczonym, a bukiet kwiatów podarował mamie narzeczonego. Zachował się trochę nietaktownie, bowiem nie przewidział matki narzeczonej, przez co ją najmocniej przeprosił, że i dla niej podobnego upominku nie miał. Nie był to jednak dla niego nikt ważny, dlatego też nie przejął się tym zbyt długo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
TOMAccidental Anal
avatar

Data przyłączenia : 27/06/2017
Liczba postów : 111
jam wspanialec zwyrodnialec

Cytat : Ty i ja, i ten blat w kuchni / Whisky, lód i ten blant w kuchni
Wiek : 100
Male


PisanieTemat: Re: My best friend's wedding   Wto Sty 16, 2018 9:33 pm

Ethan wpuścił mężczyznę do środka i wziął od niego płaszcz, który odwiesił w stosownym miejscu za drzwiami. Dyskretnie otaksował mężczyznę spojrzeniem, lecz chwilę później sprzedał sobie mentalnego kopa w zadek i uścisnął jego wyciągniętą dłoń.
- Cześć, zgadza się - uśmiechnął się lekko, mile połechtany tym że gość o nim słyszał. Bądź co bądź, oznaczało to, że w dalszym ciągu był istotną częścią życia Michaela, pomimo że nie prowadzili go już wspólnie. Właściwie brat był obecnie jedyną bliską mu osobą w tej rodzinie. Widywali się do jakiś czas, kilka razy bywał u niego w Stanach. Rodziców nigdy nie zaprosił.
- Jestem trzy centymetry wyższy, trochę przystojniejszy i nie mam takiej paskudnej blizny na skroni jak Michael, po tym jak pieprznąłem go w dzieciństwie kryształową popielniczką babci… – pozwolił sobie zażartować, chociaż prawda była taka, że plótł trzy po trzy. W końcu miał szanse nawiązać z kimś niezobowiązującą rozmowę. Znaczy – to nie tak, że ekipa przy stole nie próbowała go wtłoczyć w swoją kulturę przedłużonego small talku. To raczej on był tym znudzonym, milczącym ciołkiem. Micheal zawsze był od niego bardziej wygadany.
Co mu więc pozostało? Sączyć niesmaczne wino, które szczodrze polewał ojciec darząc go rodzicielskim uśmiechem i obserwować wszystkich gości po kolei. Szczególnie zaciekawił go kumpel brata – Vincent – udało mu się odkopać to imię gdzieś w swojej pamięci. Równy ziomek, tak przynajmniej wynikało z historii snutych czasami przez brata przy piwie.
Moment, w którym Michael trącił Vincenta w ramię i poprosił o pomoc w przyniesieniu czegoś z kuchni również mu nie umknął. Odczekał dwie minuty, podniósł się, przeprosił towarzystwo – tak jak nakazywały niezbędne zasady dobrego wychowania i kocim krokiem ruszył w stronę kuchni. Ewidentnie przerwał tej dwójce jakąś rozmowę, lecz pierwszy raz od początku tej całej maskarady miał okazję zamienić z bratem słowo bez pokaźnej widowni.
-  Sssssss – zasyczał od wejścia, zbliżając się do blatu przy którym stali.
- Robota mnie wykańcza. Tak to jest, jak trzeba pracować z jełopami. Terminy, terminy, terminy, tylko kurwa nikt ich nie przestrzega! Czasami wolałbym siedzieć na dupie na uniwerku…
-  Akurat… – Przez chwilę miał wrażenie, ze Michael zwyczajnie olał jego obecność. Jednak nie umknęła mu tak jakże subtelna złośliwość.
-  W każdym razie, stres w tej pieprzonej firmie bywa niemożliwy – kontynuował absolutnie ignorując jego próbę wtrącenia się. Zamilkł na chwilę. Zwiesił odrobinę łeb, parsknął z rezygnacją i pokręcił delikatnie głową. Zerknął na Vincenta, jakby szukając w nim jakiegoś wsparcia, po czym jednak przeniósł wzrok na brata.
– Sssssssssss – zasyczał ponownie. Przeciągle i zdecydowanie głośniej niż wcześniej.
Michael jakby spojrzał na niego karcąco, jednak nie przerwał swojej tyrady.
- …całą zarobioną kasę wydam na psychoanalityka. Za niedługo będę regularnie popierdalał do nadętego fagasa i płacił sto dolców za godzinę, żeby ponarzekać na swoje problemy.
- Sssssssss…
- Przestań do kurwy nędzy! – Michael nie wytrzymał i warknął na niego. Zupełnie jak za czasów młodości, gdy Ethan bezczelnie podpierdalał mu zachomikowane w szufladzie batoniki. -- Po cholerę syczysz jak jebana żmija?
- Nie jak żmija, tylko twoja narzeczona. Próbuję ci uświadomić, jak w ultradźwiękach wyglądają wasze relacje.
- I zmierzasz do...?
- ...do tego, iż ty robisz za imbecyla i pantoflarza z sercem na dłoni, a ona wysysa z ciebie wszystkie soki. Ssssssssssss, tylko to słyszę, gdy jestem z wami w jednym pomieszczeniu. Nie zwalaj na pracę…
Kilka minut starszy Lander obruszył się, zerkając w ziemię, a potem przez chwilę na przyjaciela. To pierwsza oznaka, iż jego wkurwienie z wolna narastało. Nikt nie lubi słuchać prawdy, która w oczy kole.
- Nie trawisz jej i dlatego uważasz, że jest powodem wszystkich moich problemów.
- Jest wydrążoną od środka pipą…
- Myślisz, że mógłbyś się czasem pohamować? - Irytacja Michaela sięgnęła niebezpiecznego pułapu.
- Nie … od małego mam problemy z trzymaniem dla siebie własnych przemyśleń. A ta baba działa mi na nerwy. Jeżeli musisz mieć kobietę na stałe, znajdź sobie kogoś, kto nie jest wampirem energetycznym z ilorazem inteligencji nornicy.
- Jesteś szowinistą! Każda baba za głupia, by się nią na poważnie zainteresować – ostateczny argument. Ba, chyba nawet decydujący. Ethan skwitował go cichym parsknięciem: „Ale z ciebie palant”. Po czym jak gdyby nigdy nic podszedł do zlewu, nalał sobie do kubka wody i od niechcenia poklepał Michaela po ramieniu. Może faktycznie pranie brudów przy obcym człowieku było odrobinę niezręczne – chyba można by nawet rzec niegrzeczne. A jako, że on wyjątkowo nie lubił być nieuprzejmy sięgnął po rozwiązanie odrobinę poniżej pasa. Czas zasięgnąć opinii eksperta!
- A co ty o tym sądzisz, Vincent? – Zwrócił się do mężczyzny, łapiąc z nim kontakt wzrokowy ponad ramieniem brata i niewinnie siorbiąc z kubka. Człowiek wmieszany w rozmowę przestaje być jej niezręcznym obserwatorem. Nawet jeśli został wmieszany tak bezpardonowo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
VenceslausSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 30/07/2017
Liczba postów : 135


Cytat : The dif­fe­ren­ce bet­ween sex and death is that with death you can do it alo­ne and no one is going to ma­ke fun of you.
Wiek : 20
Male


PisanieTemat: Re: My best friend's wedding   Pon Lut 05, 2018 12:03 pm

Nie do końca wiedział, jakie relacje miał z rodziną Ethan, ale kiedy chciał słyszeć o dzieciństwie Michaela, chcąc nie chcąc musiał usłyszeć coś o jego bracie. Mimowolnie przyjaciel sam czasem wspominał o nim i o tym, że chciałby go częściej widywać, nieważne jak bardzo upierdliwy jest i jak bardzo skomplikowaną relacje między sobą mają. Brat to brat. Szkoda tylko, że Vincent (i jego rodzina) nigdy nie wychodził z takiego założenia. U niego... U nich liczyły się tylko sukcesy oraz egoistyczne, samolubne pobudki.
Zaśmiał się krótko z czystej uprzejmości, słysząc wzmiankę o wzroście i o byciu przystojnym. Nie spodziewał się takiego zagrania, a to tylko dlatego, że go nie znał. Ale od razu mógł stwierdzić, że różnił się charakterami od swojego brata. Chociaż może się mylił?
Faktycznie, ma ją. Czemu go wtedy uderzyłeś? — spytał, będąc poniekąd ciekaw tej historii, ale i również chciał pociągnąć rozmowę dalej. Nie wiedział jednak jak miał skomentować jego poprzednie słowa, aby przy okazji nie wyjść na chama. Dlatego wolał je przemilczeć.  
Usiadłszy przy stole, z początku nie wiedział, czy powinien coś mówić. Z początku słuchał rozmowy, będąc równie wygadaną osobą co Ethan. Dopiero jak zaczęły padać mniej lub bardziej ciekawe historie z życia wzięte, Vincent pozwolił sobie przy nich wtrącić parę słów, które rozśmieszały gości. Z czasem zaczął odpowiadać na pytania typu "co robisz w życiu", do momentu aż pan narzeczony szturchnął go ukradkiem ramieniem, aby mu w czymś pomóc. Bez większego zastanowienia wstał, przepraszając ludzi przy stole (bo tak jego wychowanie mu nakazywało), po czym udał się za przyjacielem. Wiedział, że Vincent nie jest najlepszy w pracach domowych, ale podejrzewał, że chciał z nim po prostu porozmawiać. I nawet im to wychodziło, do momentu aż jakaś żmija nie weszła do kuchni i zaczęła przeszkadzać w ich luźnej konwersacji. O dziwo nie była to narzeczona Michaela. Tak czy siak spojrzał na niego chłodno, nie będąc zadowolonym z tego, że zabrał im chwilę prywatności. Ostatnio coraz mniej okazji miał na to, aby spędzać czas tylko z ukochanym.
Jeśli nie chcesz, to nie musisz męczyć się w tej firmie. Rozumiem, ze teść będzie pewnie z Ciebie cholernie dumny, ale czy warto... — nie do kończył, bowiem jego słowom przerwała złośliwość Ethana, którą wręcz musiał rozładować własnie w tym kluczowym momencie. Zauważył to spojrzenie — Może jednak przestaniesz go ignorować? — powiedział półszeptem, ale w sumie jego słowa nie były aż tak bardzo potrzebne, bowiem niebawem Michael stracił cierpliwość, przez co swoją uwagę w stu procentach skupił na bracie.
Słysząc tą krótką sprzeczkę, czuł się jak rodzic albo mniej dobry wujek, który stoi między gówniarzami, którzy się kłócą. Z tą różnicą, że nawet nie starał się ich uspokoić. W tym, co mówił Ethan było sporo słów, z którymi w głębi duszy chciał się zgodzić. Ale nie miał odwagi, aby do tego się przyznać. Był wsparciem dla przyjaciela, dlatego nie mógł głośno mówić o swoich uczuciach, nieważne jak bardzo tego by chciał. W zasadzie to bał się tego jak Michael mógłby zareagować na to, o czym tak naprawdę myśli Vincent. A nie chciał go w żaden sposób stracić czy urazić. Czy miłość musi być do tego stopnia ślepa, aby bać się powiedzieć to, co tak naprawdę chce powiedzieć? I wszystko byłoby nawet dobrze, do momentu aż Ethan w chamski sposób wplątał Vincenta w ich dziecinną sprzeczkę. Kogoś, kto chciał szczerze powiedzieć, że nie zasługuje na taką jędzę oraz oznajmić, że tak naprawdę powinien być z nim. Bo w końcu coś sobie obiecali. Bo tak naprawdę to on kochał go całym sercem. Co za pierdolona nirwana.
Serce zabiło mu nieco szybciej, słysząc pytanie od mężczyzny. Pomimo tego, że po raz drugi złapał się na tym, że zawahał się tego dnia, nie dał tym razem tego po sobie poznać. Sprytnie nawilżył usta językiem, zupełnie jakby w tym momencie myślał to, co chciał im powiedzieć. Tak naprawdę przez ten czas wziął głęboki wdech, aby uspokoić emocje, które nagle w niego uderzyły. To tylko jedno, głupie pytanie. Umiesz rozegrać to tak, aby odpowiedź wyszła czysto z neutralnym nastawieniem. Właśnie tak zrób, a na pewno nie stracisz zaufania Michaela, a Ethan nie będzie Cię miał za ostatniego buca. Chociaż tym drugim najmniej się przejmował. Opinia ludzka kompletnie go nie interesowała.
Każdy ma swoje wady i zalety. Jeśli ją kocha, a ona jego i będą przy tym szczęśliwi, nie mam nic przeciwko temu, aby się z nią ożenił — właśnie tak chciał myśleć. Prawda była zupełnie inna. Owszem, zależało mu na szczęściu przyjaciela, dlatego naprawdę nie miał nic przeciwko temu, że się nią żeń. Z drugiej strony było mocno nie fair, że to musiała być właśnie ona. Czemu nie on? Wina płci, odwagi, charakteru?
Przepraszam Was bardzo, ale muszę zapalić — i po tych słowach opuścił kuchnię, przegrywając tym samym walkę z samym sobą. Nie chciał dłużej czuć na sobie intensywnego spojrzenia Michaela, który oczekiwał, że w tej sprzeczce będzie z nim do samego końca. Miał dość tego cholernego uczucia, które za każdym razem musiał w sobie zduszać. Dlatego wziął płaszcz, narzucając go na siebie i wyszedł, zapalając jedną z mocniejszych paczek papierosów, którą przy sobie miał. Musiał trochę opaść z emocji, a czuł, że papierosy to najlepsze wyjście.
Uciekłem. Co za jebane gówno ze mnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
TOMAccidental Anal
avatar

Data przyłączenia : 27/06/2017
Liczba postów : 111
jam wspanialec zwyrodnialec

Cytat : Ty i ja, i ten blat w kuchni / Whisky, lód i ten blant w kuchni
Wiek : 100
Male


PisanieTemat: Re: My best friend's wedding   Nie Kwi 08, 2018 5:19 pm

Szatyn miał trochę wyrzuty sumienia, że pozwolił sobie tak bezceremonialnie wciągnąć Vincenta w cudzą przepychankę słowną (jak prawdziwy buc) - a ta ewidentnie spowodowała u niego zdenerwowanie. Trzeba wiedzieć, że Lander był dosyć zręcznym obserwatorem, taka umiejętność chyba zwykle wykształca się sama z siebie, gdy człowiek musi pracować ze studentami. Widział jak brunetowi zadrżały ręce, wciągnął mocniej powietrze, zadrgały lekko powieki. Nie wiedział tylko dlaczego, ale jako że był z natury dosyć ciekawską istotą poświęcił tym rozmyśleniom kolejne kilkanaście sekund. Michael zdawał się nie przejmować zachowaniem bruneta. Może był do tego przyzwyczajony, a może zwyczajnie miał w tym momencie trochę za dużo na głowie. Może nie zauważył albo nie chciał zauważyć. E. kochał te wszystkie teorie spiskowe. Dopiero po tej drobnej chwili zamyślenia zorientował się, że brat cały czas się nad czymś rozwodzi i usilnie próbuje zwrócić jego uwagę.  Od dzieciństwa takie spięcia rozładowywali w kilka (maks kilkanaście) minut. Ich charaktery zdawały się być idealnie kompatybilne. Ethan westchnął wywracając teatralnie oczami i klepiąc brata protekcjonalnie po ramieniu.
- A Ty gdzie leziesz? – rzucił Michael ze szczerym zdziwieniem widząc Ethana kierującego się do kuchennych tylnych drzwi prowadzących do ogródka.
- Idę zapalić – rzucił wzruszając ramionami z wyjątkowo pogodną miną. Nie zaprzątał sobie głowy zabieraniem płaszcza . Zapiął tylko marynarkę i naciągnął na nią leżący na kuchennym krześle bordowy sweter Michaela. Taktycznie stwierdził, że nie ma co pchać się przez przedpokój do frontu – w ten sposób nie uniknął by niezręcznej wizyty w salonie. Gdzieś tam doleciało go jeszcze jojczenie brata: od kiedy ty palisz?, ale drzwi już się za nim zamknęły a jego świeżo wypastowane trzewiki wylądowały prosto w błotnistej kałuży. Dwa kolejne kroki spowodowały, że usyfił je jeszcze bardziej, jednak skutecznie okrążył dom do połowy. Zakładał, że brunet palił swojego papierosa przed fasadą niedużego domku rodzinnego – może dlatego obejście go zajęło mu mniej niż minutę. Nie chciał wystraszyć stojącego tyłem do niego faceta – to byłby już kolejny nietakt i kolejny czerwony minus do dopisania koło jego nazwiska. Odkaszlnął cicho. Miał misję – sprawić żeby Vincent poczuł się lepiej, cokolwiek spowodowało, że poczuł się źle.  Był mu to trochę winny.
- Przepraszam, czy poczęstujesz mnie papierosem? Moje się skończyły. – Dopiero wtedy zdecydował się podejść jeszcze trzy kroki. Cóż, wygląda na to, że chyba będzie musiał zacząć palić szlugi…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: My best friend's wedding   

Powrót do góry Go down
 
My best friend's wedding
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zona scriptum :: Okruchy Życia-
Skocz do: