CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 We will live together

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
RatatoskBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 01/11/2017
Liczba postów : 109
Cytat : Where are my demons?

PisanieTemat: We will live together   Wto Gru 26, 2017 6:13 pm

First topic message reminder :

Historia opowiada o starciu wody i ognia, bieli i czerni, słodyczy i goryczy. A wszystko rozstrzygnie się w jednym mieszkaniu.

Pan starszy –Ratatosk
Pan młodszy –Argent

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 675


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: We will live together   Czw Lut 08, 2018 5:50 pm

Chris spojrzał z lekkim zdumieniem na mężczyznę.
- Pokażesz? - spytał z wyraźnym, całkowicie spontanicznym, zaskoczeniem. Roześmiał się cicho. - Nie boisz się, do jakiego stanu doprowadzę twoją cenną kuchnię wypiekami? - Uniósł brew wysoko, wciąż odrobinę wyprowadzony z równowagi taką propozycją. Nie spodziewał się jej - bo owszem, właściciel mieszkania może nie był zbyt nieprzyjemny i w jakiś sposób wyrażał swoje zainteresowanie sytuacją studenta, ale też nie wyglądał, jakby był przesadnie zaangażowany w ich relację. Raczej spoglądał na chłopaka jak na jednego ze swoich podopiecznych, a nie dorosłego mężczyznę, który wiedział co robi i podejmował decyzje świadomie.
Cóż. Propozycja pomocy przy gotowaniu nie była może najbardziej... dorosłą ofertą, ale był to jakiś początek.
Gdy nauczyciel zamilkł, szatyn podniósł się, by odnieść swój talerz do mycia.
- Spokojnie, pracuję tylko w weekendy. Wiadomo, że studia nie mogą ucierpieć - mruknął uspokajająco, śmiejąc się w duchu na słowa mężczyzny. Trochę nie wierzył w to, że Brandon tak na niego patrzył. Jakby był jego młodszym bratem albo kuzynem, którym należy się zająć. Kosmos.
- Domyśliłem się. - Uniósł brew wysoko, obracając się w stronę mężczyzny. - Ale nie przesadzaj, wbrew pozorom jestem dorosły. Raczej nie będę mieć do ciebie spraw wymagających natychmiastowej reakcji. Nie jestem jednym z twoich uczniów, wiesz? - Założył ręce na piersi, decydując się wreszcie to podkreślić. Niby nic, niby nie minęła nawet doba od kiedy zamieszkał z mężczyzną, a jednak już to go poważnie irytowało.
- Ach, chciałbym w weekend zrobić tutaj małą imprezę. Nic wielkiego, spokojnie, nie będę spraszał setki ludzi i alkohol nie będzie się lał strumieniami po twoim cennym parkiecie. - Wzruszył lekko ramionami. - Zakładam, że chciałbyś o tym wiedzieć wcześniej, żeby załatwić sobie jakieś... Plany, czy coś. Nie? - Spojrzał pytająco.
Wiedział oczywiście, że nauczyciel nie będzie nadmiernie chętnie nastawiony do tej propozycji, ale... Prawdę mówiąc, niewiele to go interesowało. Nie był dzieciakiem, który potrzebował ciągłej opieki, ale nie był też statecznym facetem z żoną i trójką dzieci. Odrobinę zabawy mu się należało - szczególnie, że dopiero przeprowadził się do nowego miejsca. Mała domówka nikomu by nie wyrządziła żadnej krzywdy, prawda?

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
RatatoskBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 01/11/2017
Liczba postów : 109
Cytat : Where are my demons?

PisanieTemat: Re: We will live together   Pią Lut 09, 2018 11:43 am

Ta propozycja wyszła od niego samego tak spontanicznie i z takim luzem, że sam mógłby siebie zdziwić gdyby nie to, że właściwie nie widział w tym nic złego. W końcu miał pewną wiedzę, która była prosta i łatwa do przekazania. Cóż za problem aby to wszystko przekazać Chrisowi? Dlatego też nie zrozumiał jego podejścia do tego wszystkiego – niby na luzie, ale jakby może był delikatnie urażony?
- A co w tym złego? Stanę, zagniotę ciasto a ty sobie poobserwujesz. Myślę, że po tym już sam będziesz mógł to zrobić i to bez mojego stresu o moją kuchnię. Tutaj nie można sprawić aby coś wybuchło. – to było w końcu tylko ciasto na pizzę a nie fizyka kwantowa. Nie było w tym nic trudnego a poza tym, żadnych możliwości wykipienia, opryskania wszystkiego dookoła i zrobienia bajzlu. Mąka mogła być trochę problematyczna, ale to łatwo da się sprzątnąć odkurzaczem czy zwykłą mokrą ścierką.
Przytaknął na Chrisa odpowiedź z miną jakby było mu obojętne to co właśnie powiedział. Zajął się jedzeniem, ale w sumie był zadowolony, że to była tylko weekendowa praca. Poza tym, że chłopak nie zawalał studiów to dodatkowo praca sprawi, że będzie zajęty i ograniczy to jego wolny czas a co za tym idzie głupie pomysły. Zaraz jednak delikatnie się zarumienił nie podnosząc wzroku znad swojego talerza. Sam nie zauważył, że tak młodego traktował.. jak jednego z swoich uczniów. Może to było dość odruchowe zachowanie? Ciężko było mu to stwierdzić. Już chciał się ucieszyć na zmianę tematu kiedy ten okazał się być jeszcze gorszym niż poprzednie zwrócenie mu uwagi.
Odłożył widelec na talerz i odruchowo popił winem to co właśnie zjadł. Dopiero po tym spojrzał na chłopaka z ciężką do odgadnięcia miną. Nie chciał się na to zgadzać, miało nie być imprez.. a może zapomniał o tym na samym początku wspomnieć? Mogło być tak jak z kluczami, chciał za dużo przekazać i w końcu o najważniejszych sprawach nie wspomniał. Mógł jednak tego zabronić. Z drugiej jednak strony, właśnie przed chwilą został zrugany za to, że uważał Chrisa za dzieciaka z podstawówki. Zgodzenie się na tą imprezę sprawi, że pokaże, że wcale tak nie jest.
Odruchowo prychnął na słowo ‘plany’.
- Kiedy dokładnie? Ile będzie tak mniej więcej osób? – weekend to pojęcie względne, bo aż trzy dni, potrzebował daty a ilość osób pozwoli mu.. aby mógł sobie wyobrażać jeszcze większe straty. - I oczywiście po imprezie mieszkanie ma być w takim samym stanie w jakim było przed.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 675


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: We will live together   Pią Lut 09, 2018 10:14 pm

- A to nie tak, że najlepiej człowiek się uczy robiąc, nie patrząc biernie? - spytał lekkim tonem student, wysilając się trochę bardziej, by nadać rozmowie pozory neutralności. Czy czuł się urażony? Nie całkiem... No, może trochę. Z jednej strony, była to miła propozycja i nie sposób było się do niej przyczepić, ale z drugiej... Żeby uczyć czegoś, co dopiero co opisał jako banalnie proste? Jakie musiał mieć o Christianie zdanie? To, że nie robił ciasta do pizzy nie oznaczało automatycznie, że wymagał intensywnej opieki i kursu...
Ale też nie mógł odmówić na tak uprzejmą propozycję. Stałby się - całkiem zresztą zasłużenie - bucem w oczach starszego mężczyzny. 
- Ale dziękuję. Możemy tak zrobić. - Przytaknął lekko.
Odwdzięczył się za uprzejmy gest czymś mniej miłym i wcale nie tak dojrzałym. Oczekiwał oczywiście protestów i - co najmniej - lawiny pytań uszczegóławiających przed ostateczną odmową. Nie zamierzał jednak tak łatwo się poddawać. We własnym domu robił naprawdę duże imprezy, które cieszyły się sporą popularnością i ułatwiły mu dojście do niejednej ślicznej panienki. Nie zamierzał z tego zrezygnować ot tak - a przynajmniej nie całkowicie. Na dobry początek zdecydował się jednak na coś małego, znacznie bardziej kameralnego, by pokazać Brandonowi swoją dobrą wolę i jednocześnie stopniowo przyzwyczajać go do studenckiego życia. 
No, chyba że nauczyciel zdecydowałby się na weekend wybyć z mieszkania. Wtedy sprawa miałaby się inaczej. Prawdę powiedziawszy, szatyn w skrytości ducha właśnie na to liczył. Brand poprzedniego wieczora zasugerował, że w przypadku bardziej niewygodnych sytuacji wolałby wiedzieć z wyprzedzeniem, by móc gdzieś się przemieścić. Przynajmniej tak Chris go zrozumiał. Miał nieśmiałą nadzieję.
- Z piątku na sobotę, bo potem kolega robi duże podwójne urodziny i zwiniemy się i tak do nich. - Wzruszył lekko ramionami. - To by był lekki biforek. Zaprosiłbym tylko znajomych, żadnych "plus jedynek". - Obdarzył towarzysza kolejnym, czarującym uśmiechem, jednocześnie zgrabnie omijając podanie konkretnej liczby. Po pierwsze - skąd miał wiedzieć? Po drugie - nadal czekał na Brandona oznajmiającego, że w takim razie on spędzi noc gdzieś... Gdziekolwiek... Indziej.
Obruszył się zaraz niemal teatralnie.
- Za kogo mnie masz? Jasna sprawa, sir! - Lekko zasalutował, puszczając jednocześnie oko do mężczyzny, by podkreślić żart we własnych słowach.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
RatatoskBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 01/11/2017
Liczba postów : 109
Cytat : Where are my demons?

PisanieTemat: Re: We will live together   Sob Lut 10, 2018 3:53 pm

- Najpierw teoria a potem praktyka. Nie wszystko na raz. – odpowiedział spokojnie w ogóle się nie zająkując, bo naprawdę w to wierzył. Nie od razu Rzym zbudowano, nie za pierwszy razem wszystkim wszystko wychodziło. Czasami trzeba było najpierw o czymś przeczytać, potem dopiero próbować.
Wina jak i jedzenia przestało ubywać z Brandona naczyń. Zastanawiał się i toczył wewnętrzną walkę. Nie chciał żadnych domówek. Sam zrobił tutaj tylko parapetówkę i to dla grona wybranych ludzi, takich których dobrze znał i wiedział co można od nich oczekiwać. Może i miał trochę hopla na punkcie czystości i własnego mieszkania, ale gdyby młodzik wiedział ile trzeba wywalić pieniędzy a najpierw w ogóle zadłużyć się w banku aby mieć swoje własne cztery ściany to może zacząłby się bardziej zastanawiać nad swoim zachowaniem. Chociaż nie, pewnie by to nic nie zmieniło, bo z roku na rok dzieciaki stają się coraz bardziej rozwydrzone. Nie to aby za takiego miał Chrisa, chociaż w głębi trochę właśnie za takiego go uważał – dzieciaka, któremu na za dużo pozwalano. Nie był jednak tutaj od wychowywania go, chociaż zapewne Rick właśnie o tym marzył, aby ktoś przytemperował jego braciszka. Najwyżej… jeżeli chłopak zniszczy mu mieszkanie to będzie miał pretekst aby go wywalić i jeszcze ściągnie z podstępnego starszego Andersona kasę. I wszystko się wyrówna a wszechświat będzie zadowolony, tak samo jak Brand z okazji tego, że będzie mógł wymienić panele w kuchni na płytki.
- Z piątku na sobotę. – powtórzył pod nosem za chłopakiem z wolna przytakując na tą informację. Wtedy wypadało ich wyjście z pracy… zawsze szedł jako pierwszy aby wrócić wcześniej, ale mógłby tym razem zrobić na odwrót.. Skupione i oceniające spojrzenie z powrotem powróciło do twarzy Chrisa, która teraz promieniała od nazbyt uprzejmego uśmiechu. - Kilka to żadna konkretna liczba. Jak będzie za dużo ludzi to będzie za głośno a to jest budynek gdzie takie sprawy nie przejdą. Nie chce być potem wytykany na klatce schodowej jako ten, który nie wiadomo co urządzał u siebie w mieszkaniu. – nawet ochocze potwierdzenie, że mieszkanie zostanie na błysk wysprzątane nie sprawiało, że chłopakowi w tej sprawie odpuści.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 675


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: We will live together   Nie Lut 11, 2018 1:41 am

Christian z trudem powstrzymał się przed wywróceniem oczami na słowa nauczyciela. Naprawdę, ze wszystkich kontrargumentów jakimi dysponował, wybrał akurat to? Ostracyzm sąsiadów? Nic lepszego nie przyszło mu do głowy?
Niepojęte...
Nie pozwolił uśmiechowi zsunąć się z ust.
- Nigdy w życiu bym nie pozwolił na to, by wytykali cię na klatce, po moim trupie. - Zapewnił, tracąc panowanie nad swoim językiem i ostatecznie, zamiast rozkosznie się przymilać, palnął głupotę. A potem, skoro już i tak nie miał nic do stracenia... - Dużo to też żadna konkretna liczba. - Wytknął bezczelnie, nadal jednak uroczo się szczerząc. Nawet nie mrugnął, w śliczny sposób mówiąc rzeczy, które nie były ani trochę śliczne. Wreszcie wypełzło z niego mniej dojrzałe podejście i cięty języczek, oprawione jednak tak pięknie, że nie sposób było mieć do niego o użyte słowa pretensji. Był w końcu niezmiernie uprzejmym, przystojnym młodym człowiekiem - a to, że odrobinę pyszczył, było w gratisie. Nieistotne.
Wywrócił oczami zaraz, cicho się śmiejąc.
- A tak serio, to jeszcze nie wiem. Kilka, nie kilkadziesiąt. Muszę się dowiedzieć kto by miał wtedy czas i chciał wpaść. Masz jakąś górną granicę? - spytał, nonszalancko wzruszając ramionami i - po raz kolejny - puszczając oczko do mężczyzny.
Włożył przy tym ręce do kieszeni spodni, lekko kiwając się w przód i w tył, czekając spokojnie na wyrok, który bez wątpienia w końcu będzie musiał zapaść. Tak czy inaczej już wygrał - nauczyciel się zgodził. Obaj o tym wiedzieli, chociaż może starszy mężczyzna miał jeszcze w tej kwestii jakieś złudzenia. Szatyn jednak wiedział lepiej - decyzja zapadła, zgoda zostanie wydana. Kwestią jedynie było dopracowanie warunków, a później delikatne ich nagięcie. Nic więcej, nic mniej. Czysta transakcja.
Jego uśmiech odrobinę się zmienił, z żartobliwego i czarującego na taki bardziej bezczelny i usatysfakcjonowany.
Brandon nie miał z nim szans. Mógł się łudzić, że go wychowa, że go przytemperuje, ale to były marzenia ściętej głowy. Christian świetnie sobie radził, balansując pomiędzy dorosłym rozsądkiem a nastoletnimi szaleństwami. Nie zamierzał nagle zmieniać swoich przyzwyczajeń z powodu nowego współlokatora.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
RatatoskBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 01/11/2017
Liczba postów : 109
Cytat : Where are my demons?

PisanieTemat: Re: We will live together   Pon Lut 12, 2018 10:30 am

Tak, naprawdę użył tego argumentu. Zrobił to z tego powodu, że chciał pokazać chłopakowi, że nie tylko jemu mogą takie imprezy przeszkadzać. Jak widać to nie przekonało Chrisa a raczej w ogóle do niego nie trafiło. Chociaż może to nie było jakoś jasno i klarowanie ukazane, bo nadal się uśmiechał i próbował czarować. Czy on myślał, że z Brandona jest jakaś pierwsza lepsza dziewczyna, która zmięknie pod tym uśmieszkiem?
Prawie prychnął na chłopaka kiedy wytknął mu jego dużo. Jego nikt nie pytał o liczbę, więc mógł mówić ogólnikowo. Nie lubił takich zachowań. Czuł się teraz jakby miał uważać na każde swoje słowo, trochę jak w szkole gdzie dzieci wręcz czyhają na każde wymknięcie się niekulturalnego słówka ze strony nauczyciela aby potem móc bezkarnie je powtarzać, bo przecież nauczyciel tak mówił.
- Najlepiej nikt. – powiedział dość cierpko jakby chciał pokazać swoją niechęć do tego wszystkiego, bo oczywistym było, że był niechętny. Tak samo było jednak oczywiste to, że się w końcu na tą imprezę zgodzi się aby pokazać, że wcale nie jest taki najgorszy. - Dobrze, z piątku na sobotę. Wolałbym aby nie było więcej niż… dwadzieścia osób. – było mu ciężko kiedy musiał o tym mówić, bo doskonale zdawał sobie sprawę, że w pokoju u chłopaka zmieści się ile? Z pięć osób? A na pewno nie o to chodziło Chrisowi. I w ten sposób wszyscy rozejdą się po jego mieszkaniu, na pewno mu je zmasakrują.
- Ja wyjdę wieczorem, ale raczej wrócę. Późno, ale jednak wrócę. – sam nie wiedział czy to powtórzenie się było po to aby utwierdzić w przekonaniu młodego, że wróci i mieszkania nie może mu rozsadzić, bo nie zdąży sprzątnąć czy aby dotarł to do niego samego.
Rozmowa była dla Fitzpatricka niekomfortowa co na pewno Chris mógł zauważyć. Mężczyzna mówił górnolotne rzeczy, ustawiał różnego rodzaju zasady, ale robił to zdecydowanie po to aby siebie bronić. Siebie i swoich własności. Tak naprawdę okularnik był dość mocno zamkniętą osobą.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 675


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: We will live together   Nie Lut 18, 2018 4:36 pm

Christian wywrócił oczami, widząc tak jawną i intensywną niechęć wobec swojego pomysłu. Wiedział o niej, blondyn nie musiał się aż tak z nią obnosić. "Nikt" - też coś! Co chciał udowodnić takim nieprzyjaznym sykiem? Chciał zabronić szatynowi wszystkiego, gdy ten przecież spróbował mu maksymalnie pójść na rękę, przy jednoczesnym poszanowaniu własnych potrzeb?
Westchnął ciężko, zakładając ręce na piersi i wpatrując się w sufit, czekając aż nauczyciel zacznie bardziej do niego mówić a mniej narzekać. Rozmową mogli zmienić wiele, zaś na pewno nic dobrego nie mogło wyniknąć z takiego nieprzyjaznego ucinania wszelkich prób komunikacji.
Kolejne słowa Brandona zaskoczyły - mile! - studenta. Z ręką na sercu, nie spodziewał się aż takiej łaskawości, obstawiał raczej kilku znajomych, zamkniętych w jego pokoju, najlepiej nieoddychających, itd., itd. A tu taka niespodzianka! Na twarz młodego mężczyzny znów wpłynął uśmiech, tym razem jednak nie czarujący i mający na celu zmiękczenie czyjegoś serca, a wypełniony szczerym, radosnym zdumieniem. Pokiwał energicznie głową, na chwilę zmieniając się w szczeniaka, który cieszy się z nieoczekiwanej hojności rodziców. Dopiero po chwili spoważniał, zmieniając się na powrót w osobę w wieku przekraczającym nastoletni.
Chociaż oczy nadal mu wesoło błyszczały, gdy odpowiadał:
- Oczywiście, byłbym zdumiony, gdybyś zostawił mi to mieszkanie na zawsze. - Puścił oko do starszego mężczyzny, wkładając naczynia do zmywarki. - Wszystkim się zajmę, spokojna głowa. Nie ma potrzeby, żebyś się tak denerwował - rzucił uspokajająco, po chwili obracając się i zmierzając ku swojemu pokojowi - musiał w końcu zrobić plan zakupów, zebrać ludzi, dogadać się z kumplem od tej "właściwej" imprezy... No i może przejrzeć materiały, które zdobył od koleżanki.
Ale to później.

Piątek wieczór nadszedł szybko, zapewne znacznie szybciej, niż chciał tego młody nauczyciel. Szatyn najpierw upewnił się, że jego współlokator (i zarazem właściciel mieszkania) nie wróci już przed... Późną nocą, a i może jeszcze dalej?... i dał znać zaproszonym wcześniej, że mogą wpadać.
Alkohole, przekąski, pizza, głośna muzyka i niewybredne żarty szybko objęły w posiadanie ukochane cztery ściany Brandona. Zaraz za nimi podążyły tańce, flirty i przemeblowania, by uczynić salon odrobinę bardziej dostępnym - ale przy okazji ochronić co cenniejsze przedmioty przed przypadkowymi szkodami. Chris był dobre w te klocki, ludzie go lubili, a on potrafił rozporządzać wszystkim tak, by na pewno do niczego strasznego nie doszło. Całkiem nieźle radził sobie z panowaniem nad mniej-więcej dwudziestką swoich gości, utrzymał ich z daleka od sypialni współlokatora i sprawił, że do drugiej w nocy alkohol w zasadzie nigdzie się nie rozlał - a on sam dwukrotnie znalazł się w łazience z pewną uroczą panną, która od pewnego czasu uroczo się do niego uśmiechała w przerwach między zajęciami. Pomocni koledzy jednak za każdym razem mu przeszkadzali, dlatego ostatecznie przemieścił większość imprezy do swojego pokoju (z którego ani myśleli się wydostać), a sam wylądował w namiętnym splocie w okolicy drzwi wejściowych.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
RatatoskBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 01/11/2017
Liczba postów : 109
Cytat : Where are my demons?

PisanieTemat: Re: We will live together   Pon Lut 19, 2018 11:10 am

Własne potrzeby, też coś. Od kiedy w to wchodzi organizowanie imprez u kogoś w mieszkaniu? Przecież mogą iść do kogoś innego na ten cały bifor albo po prostu spotkać się w jakimś barze. Jest całe mnóstwo pubów, które mają ogromne zniżki dla studentów. Czemu tego nie wykorzystać? I dlaczego to wszystko musiało się odbywać u niego w mieszkaniu? Nie mógł Chris przekonać innego kolegi, że u niego urządzi tą imprezę? Wspólne organizowanie przecież nie było złe, prawda?
Słysząc słowa o tym, że nie musi się denerwować sprawiły, że jeszcze bardziej zaczął się denerwować. Wepchnął resztkę makaronu sobie do ust aby nic więcej kąśliwego nie powiedzieć. W głowie powtarzał sobie, że jeżeli przeżyje tą imprezę to przeżyje wszystko a jeżeli jego mieszkanie zostanie zmasakrowane - a na pewno tak będzie – to wywali z powrotem chłopaka do Ricka, zażąda zwrotu pieniędzy za szkody i się będzie mógł wykręcić tyłkiem do kolegi, bo przecież próbował mu pomóc, prawda?

Jeszcze nigdy tak się nie stresował piątkiem. Siedząc w swoim pokoju miał wrażenie, że zamknął się w królestwie rozpaczy i przygnębienia. U niego padał deszcz i było melancholijnie a tuż za ścianą świeciło słońce i wesoło ćwierkały ptaszki, bo Chris miał to co chciał. Brandon poprawiło sobie koszulę, założył na nią sweter i przeczesał włosy palcami aby potem związać ich górną część w kucyka. W końcu wyszedł i zamknął swoje drzwi na klucz, który schował do kieszeni.
- Pamiętaj proszę aby nie przesadzać z głośną muzyką i że za każdą plamę na kanapie będziesz słono płacił. – zachowywał się trochę jak nadopiekuńczy ojciec, ale nie chodziło o dobro Chrisa a jego własnego mienia. Po krótkim wykładzie i z długim, ciężkim westchnieniem wyszedł na własną imprezę.
Spotkanie nauczycieli z jego szkoły odbywało się raz w miesiącu, w któryś z piątków. Wbrew pozorom nie mieli stalowych nerwów i też od czasu do czasu potrzebowali się rozerwać. Szyli zazwyczaj na jakiś obiad a potem jeżeli ktoś chciał przenosili się do pubu. Głównym tematem były oczywiście nieznośnie dzieciaki, ale każdy w tym gronie znał się dobrze, więc i osobiste gadki wypływały między jednymi a drugimi. Brandon zazwyczaj nie zostawał na popijawie, ale jeżeli już musiał… lubił się pokręcić przy trenerze Andrew. Mężczyzna zawsze był dość cichy, nikt nawet nie wiedział czy miał kogoś bliskiego, bo nigdy nie rozmawiał na takie tematy. Fitzpatrick potajemnie lubił sobie wyobrażać jak się dowiaduje, że Andy właśnie zerwał z partnerem i jest mu bardzo smutno i przykro i potrzebuje pocieszenia i… To nie tak, że Brand był gejem! A przynajmniej tak sobie mówił. Z kobietami nigdy mu nie wychodziło a nie był też w stanie nawet się przełamać aby z jakimś facetem zagadać na takie tematy… Wyobraźnia jednak mu wystarczała.

W tym samym czasie kiedy nauczyciel był na swojej imprezie z kolejnym piwem w dłoni – kiedy ostatnim razem wypił tyle piwa?! – do jego mieszkania zapukał ktoś niecierpliwie. Pukanie rozległo się po raz drugi a potem trzeci gdzie tutaj to nie było już pukanie a walenie w drzwi. Kiedy w końcu Chris nie mógł tego unikać i musiał otworzyć w drzwiach zobaczył wysoką kobietę w czerwony szlafroku i z wałkami na głowie. Jak na kobietę w okolicach pięćdziesiątki wyglądała całkiem nieźle, chociaż dość komicznie w tym całym peniuarze.
- Gdzie jest Pan Brandon? Powinniście ściszyć tą muzykę! Jest środek nocy a niektórzy musza jutro iść do pracy!

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 675


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: We will live together   Sro Lut 21, 2018 9:39 pm

Walenie w drzwi. Żadna wielka nowość w życiu studenta. Przywykł do tego rytmicznego dźwięku zdecydowanie zbyt szybko, przyzwyczajony do tego, jako do typowego elementu namiętnych imprez, podczas których niejednokrotnie sąsiedzi mieli coś do powiedzenia i chcieli zwrócić uwagę na różne kwestie, które niespecjalnie interesowały młodszych mieszkańców. Dopiero po chwili upartego dobijania do drzwi Andersen przypomniał sobie, że w tym wyjątkowym wypadku powinien otworzyć - i najlepiej ułagodzić rosnący niewątpliwie konflikt - inaczej Brandon może mieć co nieco do powiedzenia w tej kwestii następnego dnia.
Oderwał się niechętnie od ust ślicznej panienki, która nazbyt entuzjastycznie ocierała się o niego, by potrafił skupić się na własnych myślach - odsunął ją delikatnie od siebie, mamrocząc niewyraźne przeprosiny, których i tak przez muzykę nie mogła usłyszeć - a potem przemieścił się do drzwi i otworzył je ostrożnie, przywołując na twarz swój czarujący uśmiech. Przechylił się nawet delikatnie w stronę kobiety, która wyglądała jakby planowała zamordować jego i każdego, kto przypadkiem znalazł się w mieszkaniu Brandona.
- On? Dzisiaj ma wolne, wyszedł na randkę. - Puścił oko do kobiety, jawnie żartując, wyciągając dłoń i kładąc ją uspokajająco na jej ramieniu. - Proszę się nie przejmować, zaraz się wszystkim zajmę. Coś popsuło się z głośnikami. - Poklepał ją delikatnie, uśmiechając się szerzej. - Proszę już iść spać. Do widzenia pani.
Zamknął drzwi, oparł się o nie plecami i wywrócił oczami. Nie chciał wyciszać muzyki - tak samo, jak nie chciał wracać do swojego towarzystwa w momencie, gdy śliczna istota spoglądała na niego z wzrokiem co najmniej jednoznacznym - ale nie chciał też narobić niepotrzebnych kłopotów nauczycielowi. Ruszył wgłąb mieszkania i przyciszył trochę muzykę - na tyle przynajmniej, by nie dało się zaprzeczyć, że łomot się bez dwóch zdań zmniejszył. Potem obrócił się na pięcie, wpadając na ślicznotkę i z cichym chichotem objął ją, układając dłonie na pośladkach i dociskając do siebie. Nie potrzebowali wiele, by znów znaleźć się na ścianie, pożerając własne usta i dłońmi lądując na swoich majtkach.
Nic nie zapowiadało, by współlokator-i-zarazem-właściciel miał zaraz pojawić się w ich czterech ścianach, więc dlaczego by nie zająć się sobą... Ignorując wścibskie spojrzenia dwóch koleżanek panienki, która cicho pojękiwała mu do ust. Nie było w pobliżu żadnego nauczyciela, który miałby się zgorszyć.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
RatatoskBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 01/11/2017
Liczba postów : 109
Cytat : Where are my demons?

PisanieTemat: Re: We will live together   Sro Lut 28, 2018 4:57 pm

Kobieta wybałuszyła jeszcze bardziej oczy kiedy widziała jak młody sobie pozwalał. Z drugiej jednak strony był po prostu uroczy. Figlarny uśmieszek, błyszczące się oczu, piękna cera. Taki idealny. Nie mogła jednak zapomnieć, że przyszła tutaj w pewnej sprawie!
- Proszę sobie na zbyt wiele nie pozwalać. – chciała wyjść stanowczo i pewnie siebie a nawet surowo, ale jakoś tak jego widok trochę ją zmiękczył. - Skoro się popsuło to powinien pan jak najszybciej to wyłączyć. Ten łomot zbudzi zaraz cały blok.
Zaraz po tym przed kobietą zamknęły się drzwi a ona jeszcze chwilę stała niczym wryta. Usłyszała jednak jak muzyka trochę przycichła, więc z niejakim zadowoleniem i triumfem wróciła do swojego mieszkania. Miała jednak ogromne wrażenie, że nie wygrała tej bitwy.
- Chris! Ja pierdole, co ty chcesz tutaj stypę nam urządzić? – jakiś kolega krzyknął, ale najwidoczniej ten go nie usłyszał będąc zaaferowany towarzyszką. Chłopak uśmiechnął się i praktycznie od razu ponownie pogłośnił muzykę. U Andersona w pokoju było na pewno na raz nazbyt dużo osób, w dodatku ponad połowa z nich paliła.
- Pani Evans, proszę nie krzyczeć. Oczywiście, że rozumiem i oczywiście, że zaraz wszystko opamiętam. Tak, jestem już w drodze. Tak, rozumiem, że jutro pani nie ma wolnego weekendu jak większość. Najmocniej przepraszam.
Na samym początku imprezy Fitzpatrick był nawet zadowolony. Pozostawienie młodzika samego w mieszkaniu może nie było takie złe? Zmuszało samego Brandona do wyjścia, które nie często mu przy przydarzały. Nawet udało mu się porozmawiać z trenerem! Gdyby tylko nie dzwoniąca do niego w kółko sąsiadka. Czuł, że niepotrzebnie wymieniał się z nią telefonami, chociaż gdyby coś naprawdę się działo to warto było wiedzieć.
Rozłączył się po wysłuchaniu tyrady i obiecując sobie, że jeszcze gorszą dostanie od niego Christian. Wparował do mieszkania tak nagle, że zanim cokolwiek w półmroku dostrzegł to usłyszał pisk jakiejś dziewczyny. Nie przejął się tym i szybkim krokiem udał się w stronę nazbyt głośniej muzyki i nie przejmując się swoim otoczeniem wparował do Andersona pokoju i całkowicie wyłączył muzykę. Stanął na środku pomieszczenia i dopiero teraz wściekłym wzrokiem zaczął wszystko lustrować szukając oczywiście tego kto miał oberwać.
Sam Brand na pewno zrobił niezłe wejście z tym wyłączeniem muzyki, ale i ciekawie wyglądał. Kiedy wychodził był ulizany, zapięty pod samą szyję i ubrany w sweterek. Teraz miał na sobie tylko koszulę, rozpiętą trzy guziki od góry i wsadzoną w spodnie. Włosy powychodziły mu od dołu i po bokach z kucyka a te które mógł zebrał za uszy aby nie wpadały mu w oczu. Okulary zjechały mu na sam czubek nosa, oczy delikatnie błyszczały od alkoholu..

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: We will live together   

Powrót do góry Go down
 
We will live together
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Gurges ater :: Gurges ater-
Skocz do: