CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 Stand up and fight!

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
RatatoskBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 01/11/2017
Liczba postów : 113
Cytat : Where are my demons?

PisanieTemat: Stand up and fight!   Nie Gru 31, 2017 10:13 am

Pewien wojskowy stracił cel w swoim życiu. Zabił zbyt wielu ludzi, utracił normalne życie a misje nie dawały mu już tego co było potrzebne aby chcieć żyć dalej. Wycofał się, zaczął żyć między normalnymi ludźmi, tymi dla których był w stanie kiedyś oddać swoje życie. Tyle tylko, że to normalne życie także go nie satysfakcjonowało. Aż do momentu kiedy w klubie poznał pewnego chłopaka…
Nigdy nie poszedł na studia, nie pracuje na jakimś lukratywnym stanowisku. Był przeciętny i normalny. Spotykał się z znajomymi, pił piwo, żartował, starał się dobrze odżywiać i zarabiać na swoje własne utrzymanie. Tak toczyło się jego życie dopóki nie zaczepił go w klubie pewien wojskowy…


Wojskowy – Venceslaus
Chłopak – Ratatosk

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
RatatoskBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 01/11/2017
Liczba postów : 113
Cytat : Where are my demons?

PisanieTemat: Re: Stand up and fight!   Wto Sty 02, 2018 2:50 pm


Rory Lalibrock, 23 l.


  • Urodzony w Edynburgu także jest Szkotem, ale w wieku 12 lat wraz z matką przeprowadził się na południe opuszczając tym samym Szkocję i zamieszkując w Anglii.
  • Tylko kiedy chce, albo porządnie się zdenerwuje, słychać jego szkocki akcent.
  • Skończył St. Andrew’s College, więc do najgłupszych nie należy.
  • Nie poszedł na studia, bo na razie nie wie co chce tak naprawdę robić w życiu a i one całkiem sporo mogą kosztować a nie chce finansowo matki obciążać.
  • Popołudniami i nocą pracuje w Black Fox bar gdzie można się napić a i nawet coś zjeść. W ciągu dnia dorywczo pracuje jako przewodnik po mieście.
  • Uparty kiedy mu na czymś zależy i lubiący mieć rację.
  • Pali, ale stara się nie za dużo i nigdy w mieszkaniach.
  • Biseksualny, ale nie wierzy w coś takiego jak dobry i długi związek z facetem, to może sprawdzić się tylko z kobietą.
  • Wynajmuje pokój w trzypokojowym mieszkaniu.
  • Ma tylko jednego współlokatora Matta, trzeci pokój służy im jako salon, bo tylko w nim jest sporych rozmiarów telewizor.
  • Jego matka wyszła ponownie za mąż, ojciec nie żyje.
  • Ma przybraną pięcioletnią siostrę Elizabeth, na którą woła Ellie, i nawet całkiem bardzo ją polubił.
  • Ma 178 centymetrów wzrostu i waży jakieś 70 kilo.
  • Brunet o zielonych oczach.
  • W prawym uchu ma kolczyk z onyksem, który dostał od matki, bo podobno symbolizuje siłę i moc.
  • Surowe rysy twarzy czasami mogą zmylić, bo w gruncie rzeczy to całkiem przyjemny z niego typ.

_________________


Ostatnio zmieniony przez Ratatosk dnia Sro Sty 03, 2018 8:36 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
VenceslausSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 30/07/2017
Liczba postów : 112


Cytat : The dif­fe­ren­ce bet­ween sex and death is that with death you can do it alo­ne and no one is going to ma­ke fun of you.
Wiek : 20
Male


PisanieTemat: Re: Stand up and fight!   Sro Sty 03, 2018 5:32 pm


William Benjamin Tremblay, 42 l.


  • Jest rodowitym Brytyjczykiem. Od dziecka przejawiał w sobie oznaki patriotyzmu aż ostatecznie zdecydował się służyć w swoim kochanym kraju.
  • Łatwo potrafi popaść w różne nałogi, które z czasem potrafią stać się jego obsesją.
  • Ma mnóstwo blizn na swoim ciele, a każda z nich ma historię pełną bogatych emocji. Najbardziej charakterystyczna jest ta na twarzy, która przechodzi przez prawe oko, wokół szyi oraz od poparzenia na całym lewym ramieniu, łącznie z łopatką.
  • Pół roku temu przeszedł na emeryturę z powodu zdrowotnych. Przeżywając wiele ciężkich misji, w których notorycznie brał udział, zatracił sens w życiu, przez co nie tak dawno miał próbę samobójczą. Chciał się powiesić.
  • Ma cholernie dużo certyfikatów, które pozwalały mu brać udział w tych wszystkich ciężkich i niebezpiecznych misjach, jak i również różne odznaki za zasługi dla kraju.
  • Mimo wszystko jest wyśmienitym kucharzem, ale jest zbyt leniwy, aby sobie cokolwiek gotować. Nie widzi w tym sensu.  
  • Bardzo lubi i szanuje muzykę jazzową oraz ostrego rocka.
  • Jest ciężkim w obyciu człowiekiem, który cierpi na zespół stresu pourazowego.
  • Ostatnimi czasy zbyt dużo pali i zbyt dużo pije. Generalnie nie dba o swoje zdrowie.
  • Mierzy 196 centymetrów wzrostu, a wagę ma przystosowaną do swojego dobrze zbudowanego i umięśnionego ciała.
  • Nigdy nie miał rodzeństwa, a jego rodzice zginęli w wypadku samolotowym kiedy ten miał ledwie 25 lat.
  • W wieku 29 lat ożenił się, ale jego wybranka nie potrafiła znieść faktu, że go ciągle w domu nie było, dlatego też zdradzała go wielokrotnie aż po pięciu latach wzięła z nim rozwód. Od tej pory nie bawił się w żadne miłostki, oddając się w pełni swojej pracy.
  • Był szatynem o chłodno błękitnych oczach, niemniej stres w wojsku i na misjach spowodował, że bardzo szybko jego włosy zaczęły siwieć, dzięki czemu teraz ma srebrno-czarny odcień włosów. Wbrew pozorom nie wygląda to aż tak źle.
  • Jest ślepy na oko gdzie ma bliznę, ale nie nosi żadnej przepaski czy opaski, aby to ukryć.
  • Ma bardzo głęboką barwę głosu z wiecznie towarzyszącą mu chrypą.
  • Bierze leki uspokajające.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
RatatoskBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 01/11/2017
Liczba postów : 113
Cytat : Where are my demons?

PisanieTemat: Re: Stand up and fight!   Sro Sty 03, 2018 9:30 pm

Pędził przez tłum, przywalił jakiemuś kolesiowi swoją torbą po kolanach i potrącił kobietę, za którą tylko krzyknął głośne - Przepraszam! – a potem pobiegł dalej. Będzie wtopa jak nie zdąży na czas a faktycznie jakoś chyba w genach miał zapisane to całe spóźnialstwo.
Rory przepracował równe trzy miesiące w barze Black Fox i dzisiaj miał dostać nową umowę albo kopa w tyłek. Teoretycznie był rozpisany w grafiku na kolejny tydzień, ale kto tam wie jak szef postąpi, w końcu Toma zwolnił z dnia na dzień i potem wszyscy musieli dwoić się i troić aby zastąpić za niego zmiany. W gruncie rzeczy chłopak był prawie pewien, że starszy się zgodzi dać mu tą głupią umowę na rok, w końcu nie był najgorszym pracownikiem.
Wpadł do baru równe pięć minut przed czwartą po południu, także miał jeszcze chwilę aby odsapnąć. Bar był otwierany od dwunastej w południe z racji tego, że można było tutaj nie tylko się napić, ale i coś zjeść. Brunet podszedł miękkim krokiem do baru i ucałował w policzek Sarah – dzisiejszą barmankę.
- Luz, odsapnij chwilę. – podała mu gazowaną wodę z cytryną. - Siadaj w szóstej bufie, szef zaraz przyjdzie.
Black Fox był jednym z tych barów urządzonych w ciężkim brytyjskim stylu. Tuż od wejścia po prawej stronie – na tej samej ścianie gdzie były wejściowe drzwi - ciągnęły się okna wzdłuż ulicy a przy nich małe okrągłe stoliki i przy każdym dwa krzesła. W głębi pomieszczenia, na środku prawej ściany był ogromny bar gdzie można było złożyć zamówienie na chyba wszystkie drinki świata oraz jedzenie. Po lewej stronie pod ścianą i na ścianie na wprost wejścia były bufy, po cztery na każdej z ścian. Na samym środku były z cztery, niezbyt długie, ale wysokie stoliki a przy nich barmańskie krzesła, te jednak po godzinie dziesiątej w nocy znikały pod ścianami aby mógł się pojawić parkiet do tańczenia, z którego swoją drogą nikt praktycznie nie korzystał.
- Lali! Jak miło, że chociaż raz jesteś na czas! – wysoki, dobrze zbudowany, łysy niczym kolano mężczyzna o ponad przeciętnie ciepłym uśmiechy wyszedł z kuchni.
- Szefie, ja miałbym nie być na czas? Taki wzorowy pracownik? – uśmiechnął się zaczepnie a facet wybuchł śmiechem.
W ferworze tego całego zamieszania nie zdał sobie sprawy, że zobaczył w barze pewną zupełnie nową twarz. A przecież była tak bardzo charakterystyczna, że powinien ją zapamiętać.

Dwa dni później z zadowoleniem wszedł ponownie do tego samego baru, tyle że o godzinie osiemnastej kiedy już trochę klienteli było.
- Gratulujemy pozostania z nami. Na koniec dnia musimy to opić. – Thomas, o siedem lat starszy od niego mężczyzna, poczochrał go po głowie. Rory wraz z Sarah był najmłodszą obsługą w tym lokalu co jednak starszemu koledze nie pozwalało aby traktował go jak gówniarza, więc zrzucił jego rękę z swojej głowy.
- Jasne, że musimy. A teraz lepiej powiedz czym będę dzisiaj się zajmował? – w barze był podział głównie na trzy stanowiska kelner, kasa i bar. W kuchni się nie plątali, tam rządził szef z swoją ekipą.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
VenceslausSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 30/07/2017
Liczba postów : 112


Cytat : The dif­fe­ren­ce bet­ween sex and death is that with death you can do it alo­ne and no one is going to ma­ke fun of you.
Wiek : 20
Male


PisanieTemat: Re: Stand up and fight!   Pon Sty 08, 2018 2:28 pm

Ostatnio nie miał zwyczaju wychodzić z domu. Po kolejnej próbie samobójczej stwierdził, że najlepiej będzie kiedy odpocznie od świata zewnętrznego, zamykając się w domu na cztery spusty. Ciągle był pod telefonem psychiatry, gdzie sprawdzał stan psychiczny mężczyzny, który z dnia na dzień potrafił się polepszyć lub pogorszyć. Jednak nie było z nim aż tak źle, ponieważ przepisane leki uspokajające robiły cuda, chociaż po nich miał uczucie senności, przez co większość dnia zwykle przesypiał. I w taki sposób ostatnio wyglądało jego życie. Zmieniło się to z dniem, w którym odwiedziła go jego stara znajoma ze szkoły. W szkole średniej mocno się z nią kumplował, ale z czasem urwał z nią kontakt, głównie z powodu pracy. W taki oto sposób ogarnęła go do stanu wyglądania jak człowiek oraz wyciągnęła z domu na różne zakupy, a wczesnym wieczorem udało jej się go przekonać do tego, aby wyszedł z nią do jakiegoś pubu, aby po prostu się napić. Jak za starych, dobrych czasów.

Parę dni później wrócił do tego pubu, będąc z nią umówiony na spotkanie. To właśnie dzięki niej udało mu się wyjść z domu po tak długim czasie, więc chciał jej podziękować, spędzając z nią kolejny miły wieczór. Plany jednak nie do końca poszły tak jak sobie wymyślił. Szybko dostał telefon z informacją, że jednak jej nie będzie, bo nie miała z kim zostawić dziecka. Wiedział, że jechanie do niej nie będzie najlepszym pomysłem - nie chciał wystraszyć dziecka, który mógł się przestraszyć wyglądu starszego mężczyzny. Dlatego życzył jej powodzenia i postanowił zostać na miejscu, biorąc kolejną dawkę leków uspokajających, Wiedział, że mieszanie ich z alkoholem nie będzie należało do najlepszych pomysłów, ale szczerze o to nie dbał. Pierwszy raz od dawna był gdzieś sam poza domem i czuł się z tą myślą nieswojej. Do tego stopnia, ze zaczynał mieć flashbacki z przeszłości. Nie chciał dostać ataku paniki w zaludnionym miejscu, dlatego wolał jak najszybciej wziąć dawkę leków uspokajających, aby chociaż psychicznie wiedział, że one zaraz zadziałają. I będzie wszystko dobrze. Z taką myślą udał się w stronę baru, siadając na jednych z niewielu wolnych barowych krzesłach i zamówił ulubioną whisky, która również ceną nie grzeszyła. Czuł, że dłonie powoli przestawały mu drżeć, kiedy wyciągał gotówkę z portfela, aby zapłacić za szklankę trunku. Zaczynał się czuć lepiej, luźniej. Może nie będzie aż tak źle w miejscu pełen różnych, mniej lub bardziej młodych osób.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
RatatoskBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 01/11/2017
Liczba postów : 113
Cytat : Where are my demons?

PisanieTemat: Re: Stand up and fight!   Pon Sty 08, 2018 4:50 pm

Sięgnął za bar aby wyciągnąć podkładkę, do której była przypięta rozpiska na dzisiejszy dzień.
- Bar, nie najgorzej. – przejrzał jeszcze kto będzie do nich tego dnia dołączał a potem odstawił papiery i poszedł na zaplecze. Korytarzem do końca obok mijając po lewej wejście do kuchni a tuż przed drzwiami wyjściowymi – które prowadziły na wewnętrznie podwórko gdzie ekipa zawsze paliła i był śmietnik – musiał skręcić w prawo. Po lewej stronie były dwie pary masywnych drzwi – przemysłowe chłodziarka i lodówka, a na końcu korytarza pokój socjalny. Rory zrzucił torbę na ziemię, miał w niej ciuchy na siłownię, obuwie i pustą butlę po wodzie. Szybko przebrał się w rzeczy jakie miał w szafce – ciemne jeansy, czarna bluzka z obrysowanym na biało pyszczkiem liska na plecach i krótki czarny fartuch wiązany w biodrach. Popsikał się perfumami, poprawił włosy i ruszył aby rozpocząć swoją zmianę.
- Siema szefie! Cześć Eric! – przywitał się z dwójką stałych kucharzy kiedy przechodził obok kuchni a potem od razu wszedł za bar i zalogował się na kasie do systemu, tym samym rozpoczynając dzisiaj pracę.
-Rory! Gratuluję! – dziewczyna w wieku dwudziestu pięciu lat podeszła do niego i ucałowała w policzek. Kate, piegowata szatynka w wielkich okularach, pracowała dzisiaj z chłopakiem na zmianie. - Słuchaj mam sprawę… - odciągnęła go kawałek na bok tak, że tylko osoby pracujące w kuchni mogły ich usłyszeć. - Nie ma dzisiaj wielkiego ruchu, ale jest ten facet przy barze… wiesz, trochę dziwnie wygląda i tak jakoś.. Sam rozumiesz, no nie? Skoro jest przy barze to przejmiesz go ode mnie?
Lalibrock odwrócił się dyskretnie w stronę baru, trochę to wyglądało jakby skanował otoczenie. Mieli w Black Fox zasadę koleżeńskiej współpracy. Na pijanych panów nie wypuszczali dziewczyn, jeżeli ktoś nie mógł się dogadać z jakimś klientem to przejmował go ktoś inny itd. Pomagali sobie, a patrząc na mężczyznę… może i lepiej aby jakiś facet się nim zajął?
- Spoko Kate, nie ma sprawy. I tak ci przy barze to mój rewir, ty zajmij się salą.
- A, i nie wiem czy dobrze widziała, ale chyba brał jakieś leki.
- Dzięki za informację.
Rory obsłużył stałego bywalca i piątkę chłopaków w jego wieku, którzy mieli iść zaraz na jakiś koncert. Dopiero po tym spojrzał uważnie na dziwnego typa przy barze. Patrząc po szklance, kolorze alkoholu i dodatkach, mógł się domyśleć, że pije whisky, a raczej pił ją, bo w szklance już prawie nic nie zostało.
- Witam – podszedł z delikatnym uśmiechem do klienta. - Dolać coś? A może coś innego polecić?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
VenceslausSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 30/07/2017
Liczba postów : 112


Cytat : The dif­fe­ren­ce bet­ween sex and death is that with death you can do it alo­ne and no one is going to ma­ke fun of you.
Wiek : 20
Male


PisanieTemat: Re: Stand up and fight!   Pon Sty 08, 2018 10:33 pm

Wcale nie dziwił go fakt, że odstraszał od siebie innych. Wyróżniał się swoim niebezpiecznym wyglądem na tle innych i klienci po prostu mogli się go obawiać, o czym świadczyła szybka zmiana miejsca. Nagle osoby, które wcześniej siedziały przy barze, postanowiły odejść i zająć mniejsze stoliki na sali. Nic dziwnego, że i nawet koleżanka z pracy przestraszyła się nieznajomego - nie był tutaj nigdy wcześniej, więc faktycznie mógł robić pewną kontrowersję pośród innych ludzi. Nie spodziewał się jednak takiej nietolerancji. Jasne, rozumiał, że mógł wyglądać inaczej, ale nie sądził, że zaważy to na konotatkach z ludźmi. Pomyśleć, że to właśnie dla nich oddawał życie każdego dnia, każdej godziny czy sekundy. Teraz coraz bardziej zastanawiał się, czy faktycznie warto było szargać nerwy swoje i kolegów. W końcu niektórzy z nich zginęli na polu walki, aby za wszelką cenę obronić swój kraj. Nie powinien tak myśleć, a jednak przez myśl przeszła mu uwaga, czy faktycznie ich śmierć nie poszła na marne.
Tę jakże optymistyczną uwagę przerwały mu słowa barmanki, która wspomniała o lekach. Siedział stosunkowo blisko nich, a słuch miał dość wyczulony na wszelakie szepty, więc chcąc nie chcąc usłyszał to, co miała do powiedzenia dziewczyna. Słysząc jej również wcześniejszą rozmowę, uznał, że mówili własnie o nim. W końcu tylko on wygląda tutaj podejrzanie. Dziwił go jednak fakt, że ta kobieta zdążyła zauważyć taki szczegół na sali. Kiedy brał te leki, siedział jeszcze przy stoliku wyczekując swojej koleżanki. Zrozumiałby to, gdyby od początku siedział przy barze. A nawet jeśli, nie powinien obchodzić ją ten fakt.
Nie przejmując się jednak tą sytuacją, sączył ze spokojem alkohol, obserwując zdrowym okiem otoczenie. Sporo osób było tutaj stosunkowo młodych, więc nawet nie miał okazji, aby do kogoś zagadać. Barman przez chwilę również wydawał się być mocno zajęty, dlatego więc zajął się swoją szklanką i nawet nie wiedzieć kiedy trunek w niej zaczął mu się powoli kończyć. Gdy tylko młody chłopak do niego podszedł, postarał się uśmiechnąć w geście przywitania, jednak jego uśmiech wyglądał na bardziej zmęczony niż zadowolony czy uprzejmy. Ale przynajmniej chciał się postarać. To już coś.
Słyszałem Waszą rozmowę — zaczął mało kulturalnie, przez co łatwo było można się domyśleć, że brakuje mu taktu. Towarzyszyła mu również chrypa w gardle, z którą się zmaga od niepamiętnych czasów — Nie mam jej tego za złe i możesz ewentualnie przekazać, że nie musi się niczym martwić — albo obawiać w zależności od tego, co miała na myśli mówiąc, że brał jakieś leki — I tak, chętnie napiję się teraz czystego ginu. Co konkretnie możesz mi polecić? — zagaił, czując silną potrzebę porozmawiania z kimś. Barman miał o tyle ciężką prace, że chcąc nie chcąc będzie musiał słuchać bełkotu, który miał mu do przekazania mężczyzna. I zapewne nie tylko on.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
RatatoskBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 01/11/2017
Liczba postów : 113
Cytat : Where are my demons?

PisanieTemat: Re: Stand up and fight!   Wto Sty 09, 2018 11:13 am

Rory mógł stwierdzić, że ruch był raczej mały. Miał kilku klientów, ale większość siedziała nadal przy stolikach i nawet zamawiała jedzenie. To Kate miała więcej na głowie jako, że robiła dzisiaj za kelnerkę. Chłopak był jednak pewien, że za niedługo to się zmieni. Na razie było jeszcze w miarę luźno z powodu wczesnej – jak na bar – pory. Poczekajmy z dwie godzinki i zacznie się sajgon. Chociaż, może nie będzie tak źle?
Po obsłużeniu ludzi podszedł do jedynego osobnika, który siedział przy barze. Normalnie co jakiś czas, jeżeli miał trochę wolnego, powinien przechadzać się i sprawdzać czy ktoś przy kontuarze nie potrzebuje dolewki albo właśnie pogadać. A że Lali zbytnio nie przestraszył się mężczyzny to go nie omijał. Gorzej tylko, że usłyszał co mówiła Kate, trochę wtopa.
- Przepraszam, trochę czasami z niej panikara. – nie wiedział ile z tej rozmowy starszy usłyszał, więc wolał nic konkretnego nie dodawać. Prawda była jednak taka, że szatynki koleżanka pracuje w restauracji i w zeszłym miesiącu jeden z klientów umarł im w lokalu. Nie była to wina żadnych leków a tego, że dostał zawału i karetka nie zdążyła na czas. Dziewczyna była jednak zbyt emocjonalna i teraz podświadomie szukała różnych podejrzanych rzeczy a że pracowała dzisiaj na sali i ciągle wędrowała między stolikami to łatwo było zauważyć, że obcy brał jakieś leki.
- Czystego ginu? – spojrzał z niemałym zaskoczeniem. Po kursie wiedział, że gin raczej nie nadaje się do picia osobno, jest stworzony do drinków gdzie jego smak dopiero rozkwita. No ale jeżeli ktoś lubił smak ziół i wódki… - W takim razie, ja zrobię drinka z ginem, który moim zdaniem będzie o wiele lepszy niż czysty gin. Jeżeli jednak ci nie zasmakuje… będzie na mój koszt, jako przeprosiny za koleżankę.
Rory nie wyglądał na przestraszonego nietypowym wyglądem nowego towarzysza. Tak, trochę nie wiedział gdzie miał patrzeć aby nie gapić się na bliznę idącą przez pół twarzy starszego, ale nie było w nim strachu. W tym barze, chociaż nie pracował długo, widział już różnego rodzaju ludzi. Poza tym, kto wie co się kryje za tą raną?
Ukroił dwa plasterki cytryny i jedną przejechał po rancie szklanki i wrzucił do środka dodając jedną kostkę cukru. Wymieszał gin z Angustorą w schłodzonym pojemniku, dodał do szklanki lód i wlał napój. Na brzegu wsadził drugi z ukrojonych plasterków cytryny i postawił to przed klientem.
- Kwaśne, cierpkie, trochę gorzkie z odrobiną słodkości. Mam nadzieję, że trafiłem z smakiem.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
VenceslausSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 30/07/2017
Liczba postów : 112


Cytat : The dif­fe­ren­ce bet­ween sex and death is that with death you can do it alo­ne and no one is going to ma­ke fun of you.
Wiek : 20
Male


PisanieTemat: Re: Stand up and fight!   Wto Sty 23, 2018 8:25 pm

Nigdy nie pracował w takim miejscu, a przez to, że głównie poświęcał się pracy, rzadko do takich miejsc chodził. Nie wiedział, jaki ruch potrafił być o takie porze i jak bardzo może to się zmienić. Domyślał się jednak, że za parę godzin może być więcej ludzi niż jest obecnie. Był weekend, więc to było bardziej niż oczywiste. Ale na chwilę obecną średnio zdawał sobie z tego sprawę.
Nie mógł być w zasadzie zdumiony tym, że chłopak nie okazywał względem niego pewnego strachu czy obrzydzenia. Zachował się normalnie, ale mimo wszystko mężczyźnie zrobiło się lepiej na sercu kiedy chociaż jednak osoba nie uciekała od niego, tylko dlatego, ze wyglądał nieco inaczej. W takim tempie powinien sobie znaleźć inne miejsce do siedzenia, gdzie będą ludzie tolerować jego inny sposób bycia. Będzie czuł się przynajmniej komfortowo, a nie jak obcy człowiek w obcym kraju.
Potaknął jedynie na jej słowa, chcąc to zrozumieć, ale nie potrafił. Starał się jednak zapomnieć tę kwestie, skupiając się na chłopaku przed nim. Cieszył się, że w sumie obecnie nie było aż tak dużo osób do obsłużenia, bo mężczyzna nie musiał co chwilę odrywać się od wspólnej konwersacji. Co z tego, że przeprowadzili dopiero krótką wymianę zdań.
W zasadzie nie znał się aż tak bardzo na alkoholach, ale miał tak zniszczone kupki smakowe, że nie robiło mu to zbytnej różnicy. Mógł więc ewentualnie przystąpić na propozycję barmana z nadzieją, ze to, co mu zaserwuje będzie mu smakowało.
Możesz dodać też trochę toniku oraz świeżego ogórka jak macie, ale jeśli nie, to chętnie spróbuję wynalazku, który chcesz mi zrobić — odparł, będąc w sumie ciekaw jego umiejętności, jak i również nowego smaku. Chętnie napije się czegoś innego niż zwykle. Dlatego spojrzenie zimnych oczu skupił na ruchach pracownika, uważnie obserwując jego każdy ruch. Nie fascynowało go to tak jak innych klientów. Na dłuższą metę uważał to za dość nudne i monotonne zajęcie, ale szanował zainteresowanie mężczyzny. W końcu każdy miał jakąś pasję.
Niewiele później gotowy drink stał na blacie od baru przed wojskowym. Spojrzał się na szklankę wypełnioną alkoholem, obejmując ją pewnie dłonią. Nadal mu się odrobinę trzęsła, ale zdecydowanie mniej niż parę chwil temu.
Wszystko w jednym, co? Coś za duża kombinacja, ale zobaczmy — i po tych słowach spróbował drink, który został mu przygotowany. Wiedząc, że miał trochę wyniszczone kubki smakowe, starał się wynaleźć wszystkie smaki, o których wspomniał mężczyzna. Czuł niestety tylko większość z nich, a nie wszystkie. Mimo to i tak mu smakował — Faktycznie jest dobry. I rześki. Ale nie czuję każdego smaku, mam trochę zniszczone kubki smakowe — oznajmił, niemniej nie zamierzał powiedzieć, dlaczego ma je wyniszczone — Chętnie spróbuję czegoś jeszcze — dodał po dłuższym namyśle, wypijając powoli zawartość szklanki. Nie wiedział, czy to dobry moment na to, aby się przedstawić. I czy w ogóle powinien to robić. Naprawdę w kontaktach międzyludzkich był beznadziejny. Nie spodziewał się jednak, że do tego stopnia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
RatatoskBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 01/11/2017
Liczba postów : 113
Cytat : Where are my demons?

PisanieTemat: Re: Stand up and fight!   Nie Sty 28, 2018 4:11 pm

- Oczywiście mamy tonik i ogórek, ale.. mam coś co moim zdaniem będzie lepiej do ciebie pasowało. Poczekaj tylko chwilę, jestem dość pewny w swoim osądzie. – uśmiechnął się do mężczyzny i zaczął wszystko przyrządzać według przepisu. Nie chciał mu dawać niczego w eleganckim kieliszku na długiej nóżce i o dziwnym kroju. Domyślał się, że wtedy starszy pomyślałby, że robi sobie z niego żarty. Prawda była taka, że w alkoholu nie tylko dodatki, ale i szkło z jakiego się piło miało duże znaczenie. Nie będzie jednak zanudzał tego człowieka taką opowieścią… chyba, że urwie im się rozmowa to wtedy będzie mógł go tym zamęczyć.
Lalibrock zawsze uważał, że zadaniem barmana było to aby ludzie siedzący przy barze dobrze się tutaj czuli. Oczywiście chodziło także i o fakt sprzedania jak największej ilości alkoholu, ale przy tym dziwnym jegomościu Rory nie czuł przemożnej chęci spełniania tego drugiego. Zapewne gdzieś około północy wparuje tutaj grupka pijanych facetów będących na kawalerskim kolegi – tu będzie łatwy zarobek. Pan z blizną wyglądał na takiego, który potrzebował akceptacji albo rozmowy – jednego z tych dwóch jak nie obu zazwyczaj ludzie szukali przy barze, jeżeli rzecz jasna nie chodziło o kobiety – a barman z dzisiejszej zmiany przeczuwał, że może mu pomóc z jednym i drugim. Taka swoista terapia, tylko, że za zamiast za gadanie to płaciło się za alkohol.
Postawił przed mężczyzną alkohol i z delikatnie błąkającym się uśmiechem – który pokazywał, że był pewny siebie w tym co robił – przytaknął na to, że faktycznie sporo było tych smaków. Czekał jednak na werdykt, trafił czy nie? Faktycznie jest dobre, nie usatysfakcjonowało go całkowicie, ale mogli od tego zacząć. Widocznie przy tym kliencie będzie musiał się bardziej postarać niż przy dziewczynach, które chciały napić się czegoś z małą zawartością alkoholu, ale koniecznie z kolorową palemką.
- Mówiłem, że będzie niezłe. Kombinacja wydaje się być wręcz niemożliwa, ale koniec końców naprawdę daje się wszystko wyczuć. – sięgnął po szmatkę aby wytrzeć szklanki, które dopiero co wyszły z zmywarki i były jeszcze wilgotne a gdyby pozostały tak jak teraz to miałyby nieładne smugi na sobie. - Interesujące! Jeśli mogę zapytać, nie czujesz czegoś konkretnie czy to bardziej stępienie wszystkich po trochu? – słysząc zachętę do kolejnej próby brunet uśmiechnął się, przewiesił szmatkę przez swój bark i wyciągnął dłoń w stronę mężczyzny - Jestem Rory, miło mi – domyślił się, że klient będzie chciał posiedzieć z nim tutaj trochę dłużej co mogło być ciekawe i na pewno uspokoi kręcącą się dookoła Kate. Jak widać otwarte i miłe nastawienie Szkota mogło trochę pomóc w otwarciu się i poznaniu kogoś nowego przez byłego wojskowego.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
VenceslausSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 30/07/2017
Liczba postów : 112


Cytat : The dif­fe­ren­ce bet­ween sex and death is that with death you can do it alo­ne and no one is going to ma­ke fun of you.
Wiek : 20
Male


PisanieTemat: Re: Stand up and fight!   Nie Lut 11, 2018 7:21 pm

Zaufał chłopakowi, choć nie spodobało mu się to jak zwracał się do niego na "Ty". W zasadzie to dziwnie się poczuł. Nawet ludzie w wojsku zwracali się do niego per pan, bo miał dość wysokie stanowisko i nie mógł sobie pozwolić na jakiekolwiek ubliżenia. No i po prostu tak wypadało. Nic jednak na ten temat nie powiedział, bo wolał to zatrzymać dla siebie. Będzie musiał się do tego przyzwyczaić.
Z chęcią posłuchałby o czymś takim, nawet jeśli wyglądał na takiego, co go takie rzeczy średnio interesują. Co prawda nie rozmawiałby o tym zbyt długo, ale przynajmniej podzieliłby jego zdaniem, bowiem sam niedawno usłyszał o tym, że nawet picie herbaty z określonej filiżanki wpływa na jej smak. Więc byłby wstanie uwierzyć w to co miałby mu do powiedzenia barman.  
Miło mu było jak mężczyzna poświęcał mu czas, czasem tylko wracając do innych osób, aby ich obsłużyć. Był to duży plus, bo nawet jeśli długo dziś nie posiedzi, zawsze w wolnej chwili — a ostatnio miał ich dość sporo — będzie chciał wrócić w to miejsce, bo zapamięta, że tutaj obsługa, a konkretnie ta osoba nie patrzyła na niego jak na dziwoląga. Nie wypytywała, nie był nachalny, co najwyżej trochę ciekawski. On po prostu odwalał swoje i robił to naprawdę dobrze.
Z pewnością William robił, a nawet wyglądał na osobę, która rzeczywiście wymaga i generalnie jest trudna w obyciu. To bardzo łatwo dało się zweryfikować, ponieważ nie chciał się z tym w żaden sposób kryć. Wiedział, że po ostatnich przeżyciach był trochę wycofany ze świata rzeczywistego i powinien na nowo się w niego wdrążyć. Tak przynajmniej radził mu psychiatra, który regularnie dba o jego zdrowie psychiczne. Na razie mógł być z siebie dumny, ponieważ przełamał pierwsze lody i złapał kontakt z kimś obcym. Co prawda to nie on wyszedł z inicjatywą rozmowy, ale to nie było ważne. Czuł się dobrze, przestawał powoli myśleć o swoich lękach, więc terapia wychodziła mu na dobre. W dodatku może się napić i spróbować nowych, egzotycznych smaków. Będzie przy tym wymagał, ale koniec końców barman trafi w taki smak, gdzie mężczyzna będzie chciał zamawiać tego drinka aż do znudzenia.
Uśmiechnął się lekko do Rory'ego, odstawiając już pustą szklankę przed nim.
Muszę się z Tobą zgodzić. Pewnie byłoby jeszcze lepsze, gdybym intensywniej odczuwał poszczególne smaki — odparł, a pewnie to, że po raz kolejny wspomniał o swojej małej wadzie, zainteresował tym samym swojego rozmówcę — Bardziej stępienie. Chociaż nie za bardzo odczuwam smaku słodyczy. Nie za bardzo wiem jak Ci to wyjaśnić. To tak jakby jakaś przyprawa była zwietrzała, a Ty dodałbyś ją do jakiegoś dania — przez to, że była nieświeża, nie odczuwasz tak do końca tego smaku co chciałeś, ale mimo wszystko gdzieś tam on nadal jest. Tak własnie mniej więcej działa to u mnie — postarał się wyjaśnić mu to jak najdokładniej potrafił, mając przy okazji odruch gestykulacji podczas mówienia. Miał nadzieję, że mężczyzna zrozumiał to co starał mu się przekazać i nie będzie już o nic więcej pytać w tym zakresie.
Spojrzał na jego wyciągniętą rękę i z początku trochę nieufnie wyciągnął swoją, ściskając ją dość zdecydowanie, ale nie mocno. Spojrzeniem powędrował do oczu mężczyzny, jakby w ten sposób chciał wyczytać jego intencje. Czyżby głupi nawyk?
William, mi także — oznajmił spokojnie, zabierając od niego rękę, czując na niej jeszcze przez chwilę jego ciepły dotyk. Will miał lodowate dłonie, głównie przez słabe krążenie — To co tym razem zechcesz mi zrobić? — zagaił jeszcze, kątem oka spoglądając na grupkę młodych osób, która właśnie przyszła do baru, aby coś zamówić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
RatatoskBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 01/11/2017
Liczba postów : 113
Cytat : Where are my demons?

PisanieTemat: Re: Stand up and fight!   Pon Lut 12, 2018 11:46 am

Rory był dość otwarty i towarzyszki, dlatego nadawał się do tego typu pracy – z ludźmi. Miał podejście do ludzi, nawet do tych trudnych a przynajmniej tak niektórzy znajomi twierdzili. On tego nie widział. Miał zasadę, że starał się traktować wszystkich na równi. Jasne, jeżeli podejdzie tutaj siedemdziesięcioletni dziadek będzie do niego inaczej odnosił się niż do piętnastolatka, którego nie powinno tutaj nawet być. Mimo wszystko ludzie siadający przy barze składali się z dwóch kategorii: ci którzy nie chcą gadać a ciągle chcą mieć pełny kieliszek i tacy, którzy potrzebują pogadać. I Rory to lubił, zarówno posłuchać, pogadać jak i polać. A skoro mężczyzna już pochwalił się tym, że nie czuł smaków to chłopak zrozumiał, że nie było to tajemnicą i mogli o tym pogadać.
Brunet zabrał szybko pustą szklankę, która stała między nimi i postawił ją na tacy poniżej kontuaru, która powoli zapełniała mu się kolejnymi brudnymi naczyniami. Niedługo będzie musiał je wynieść na zaplecze i wziąć kolejne nowe do wycierania. Zaintrygowany opowieścią nowego towarzysza oparł się przedramionami o bar wypinając tyłek w tył. Nie przyglądał mu się jakoś intensywnie a raczej po prostu z zainteresowaniem. Nie znał jeszcze nikogo kto nie odczuwałby smaków albo miałby je na tyle przytępione, że wiedziałby o tym.
- Czyli głównie chodzi o słodki smak, tak? Czy ten najbardziej jest poszkodowany? Bo zastanawiam się… gdybym na przykład dodał więcej niż normalnie cukru? – zerknął gdzieś w bok chwilę się zastanawiając i tym samym nie zamęczając towarzysza swoim wzrokiem, którym po chwili do niego powrócił. - To byłoby bez sensu. Nawet jakbym dodał więcej cukru abyś mógł go wyczuć to stłamsiłoby to inne smaki. Trzeba byłoby wszystkiego mocniej dodać.
Wyprostował się i wtedy podał dłoń nieznajomemu a raczej już znanemu Williamowi. Miał wrażenie, że mężczyzna zmierzył go podejrzliwym spojrzeniem a czyż jak już to on sam nie powinien tutaj być podejrzanym typem? Tak czy siak, Rory nie odpuszczał, tym bardziej, że dostał nowe wyzwanie.
- No proszę. Może tym razem spróbujmy w takim razie z czymś w pokojowej temperaturze i bardziej wytrawnym. – powiedział trochę jakby sam do siebie a potem odwrócił się spoglądając na całą ścianę z różnymi alkoholami. - Nadal pozostajemy przy ginie czy chcesz bazę drinka zmienić na coś innego? – widać było, że William trochę go nakręcił. Chciał znaleźć ten dobry drink, odpowiedni dla klienta. W tym momencie ukazywał się charakter Lalibrocka otwarty, energiczny, zaciekły.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Stand up and fight!   

Powrót do góry Go down
 
Stand up and fight!
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» TEST FIGHT: Riki-nameczanin vs Hazard

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zona scriptum :: Okruchy Życia-
Skocz do: