CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 A simple story?

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 100


Cytat : Lubię placki
Wiek : 28

PisanieTemat: A simple story?   Sro Sty 10, 2018 3:18 pm

First topic message reminder :


Colin Raily
42 lata
Blondyn, błękitne oczy, 180 cm
Dziennikarz i pisarz
→ Duże upodobanie do garniturów, krawatów, notesów, piór i truskawek w czekoladzie
→ "Dni pełne samotności" - nowele; "Dwie dusze" i "Upadek w Londynie" - powieści.

Przeszedł już przez kryzys wieku średniego – jest wiernym i obowiązkowym mężem dwudziesty rok z rzędu, rozumiejącym i całkiem liberalnym ojcem nastoletniego syna oraz docenianym dziennikarzem i pisarzem. Wydał dwie powieści, obie przyjęte bardzo dobrze i za obie otrzymał rozliczne nagrody. Elementem, który łączy jego historie, jest poszukiwanie tożsamości.
Jest gejem. Nie pociągają go kobiety, ale je szanuje – a najbardziej szanuje swoją żonę. Ich relacja przypomina bardziej przyjaźń, chociaż zostali małżeństwem bardzo szybko i nie znali się zbyt dobrze. Podjęli decyzję w pośpiechu, pod naciskiem swoich rodzin, ponieważ Meredith zaszła z nim w ciążę. Poroniła tydzień po ślubie. Ich jedynego syna – Sama – urodziła trzy lata później.
Colin od lat jest świadom, że małżeństwo było błędem, jednak przyzwyczaił się już do swojej sytuacji. Nie chce jednak nikogo karać za swoje winy, kocha syna i przyzwyczaił się do bliskości żony. Zaakceptował fakt, iż nigdy nie wyjdzie z szafy i nie znajdzie się w łóżku z kimś, kto naprawdę go pociąga i z kim może być w stu procentach szczery, oraz z którym poczuje kompletną więź – nie chce nikogo za to karać.
Jest osobą spokojną, troskliwą i ciepłą, która ma dar słuchania, sprawnie posługuje się słowem, nie ma bardzo rozwiniętej potrzeby posiadania własnej przestrzeni i nie jest konfliktowa. Sprzyja temu przyjazna aparycja i miękki, kojący głos, a także głębokie, hipnotyzujące spojrzenie.
Gdy podejmie jakąś decyzję, jest gotów ponieść jej konsekwencje i oddaje się wybranej sprawie w całości.
Czasami ma wrażenie, że jest pusty w środku i zmarnował swoje życie na podążanie nie swoją drogą. Ucieka wtedy w tworzenie, konstruując wielowymiarowe postaci i dostarczając sobie szybszego bicia serca, którego prawdziwe życie nie może mu zaoferować.
Nie uważa siebie za wyjątkowo nieszczęśliwego człowieka, nie użala się nad swoim losem, ani nie żałuje podjętych decyzji – pogodził się ze wszystkim lata temu i uważa, że jego życie i tak dobrze się ułożyło. Ma kochającą rodzinę, która nie dostarcza mu wielu trosk, są stosunkowo zamożni dzięki jego powieściom i dobrym zarobkom, robi to w czym jest dobry i co sprawia mu radość – pisze.


Finlay Sinclair
Fotograf
28 lat, 186 cm wzrostu
Wygląd: Młody mężczyzna o nieco pociągłej twarzy z wyraźnie zarysowaną linią szczęki, ale o łagodnych oczach w kolorze świeżej trawy.
Jasne, zadbane włosy wydają się potrzebować przycięcia, opadając na kark i przesłaniając mu wzrok. Czasem wiąże je w kitkę, szczególnie gdy biega. Końcówki grzywki wciąż noszą ślady po zielonej farbie do włosów.
Ubiera się schludnie, bez większej ekstrawagancji i często towarzyszy mu wysokiej klasy aparat fotograficzny.
Charakter: Ciepła osobowość pełna empatii i taktu, doprawiona szczyptą młodzieńczej niefrasobliwości. Natchniony artysta potrafiący ujrzeć ulotne piękno doczesności, by uchwycić je i wynieść na piedestał artyzmu.
Chwilami nieobecny, błądząc myślami wokół własnych trosk, a czasem obecny aż do bólu rozdający dowody swoich uczuć słowami i gestami, wyrażając je śmiało jakby miały podtrzymać fundamenty świata.
Szczery i gwałtowny gdy wymaga tego sytuacja oraz odważny w ten naiwnie piękny sposób, jak odważni są tylko ludzie wierzący, że żaden człowiek nie jest na wskroś zły.
Historia: Wychowany w zamożnej rodzinie jedynak nie miał wielu trosk. Posyłany do najlepszych szkół miał odziedziczyć rodzinną firmę, ale na przekór ojcu wybrał inną drogę. Jego pasją była i jest fotografia, więc ukończywszy osiemnasty rok życia porzucił rodzinne gniazdo, by założyć własne, kompletnie odmienne od tego, które znał. Podjął bardzo radykalne kroki w pogoni za marzeniami. Trud życia na własną rękę opłacił się jednak pomimo okresowej biedy, niechęci rodziny i osobistych obaw.
Po ukończeniu studiów dzięki swojej pracy, talentowi i niezłomnemu dążeniu do celu wspiął się na wyżyny kariery fotografa, stając się wschodzącą gwiazdą tego biznesu.


Ostatnio zmieniony przez Lost dnia Czw Sty 11, 2018 2:50 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 100


Cytat : Lubię placki
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: A simple story?   Wto Mar 27, 2018 3:40 pm

Colin cieszył się z bycia wybranym, ale to Fin czuł się tak, jakby Colin mianował go strażnikiem jakiejś niezwykle cennej i delikatnej rzeczy. Włożył mu ją w dłonie, a biedny Fin nie miał pojęcia czy da sobie radę z jej ochroną. Kiedyś już miał podobne uczucie. Kiedyś już ktoś nałożył na niego słodkie brzemię zakochania, a on nie potrafił się temu oprzeć. Był idiotą, kompletnie pozbawionym ostrożności, mknącym ślepo ku cierpieniu, nawinie wierzącym w prawo do miłości. A cierpienie przecież nadejdzie, tego był pewny, ale w tym momencie, złączony z ciałem pisarza w najbardziej dosłowny i najdoskonalszy ze sposobów, nie myślał o bólu. Pijany szczęściem, wypełniony pożądaniem, kojony czułością, niezdolny był myśleć o zagładzie. Istniały jedynie wilgotne usta, silne ramiona i szaleńcze bicie serc.
Oswojony z zapomnianym uczuciem, zacisnął dłonie na barkach kochanka, uśmiechając się półprzytomnie. W uszach dźwięczało mu brzmienie komplementów, naturalnie dodając pewności. Dłonie pisarza zaś, koiły wszelkie niedogodności, wyciszając obcość tak doskonale, że zostało już tylko pragnienie. Poddał mu się tak jak czułym pocałunkom, na które odpowiadał z równą delikatnością, składając w ofierze łagodności rozszalałe pożądanie. Gdzieś po drodze zostawili zwierzęcą chuć, ale Fin nie żałował. Więcej nawet, wdzięczny był losowi za złudne poczucie bycia kochanym. Pierwszy raz od tak dawna seks nie był dla niego jedynie bezdusznym aktem.
Odchylił głowę przyjmując pieszczotę ust. Przyjmował wszystko, zagarniał garściami jak najwięcej, by zapamiętać i celebrować w myślach tę chwilę. Zaciskał palce na jego włosach, na jego karku, a gdy w końcu zdecydował się poruszyć, wsparł dłonie na jego ramionach, nieświadomie wbijając paznokcie w skórę. Szybko odnalazł przyjemność w ruchach własnych bioder, stając się nieprzytomnym w rozkoszy. Jęczał choć nie zdawał sobie z tego sprawy, a usta pisarza niezdolne były ucieszyć go zupełnie.
Ugryzienie poczuł wyraźnie. Wyrwało z jego krtani głośniejszy jęk i szarpnęło za więzy zwierzęcej żądzy, puszczając ją wolno. Fin z każdą chwilą poruszał się szybciej, przyjmując Colina głębiej i mocniej. Odpowiadał na jego ruchy patrząc nań szeroko otwartymi oczami, źrenicami rozszerzonymi nie tyle od ciemności, co od zbliżającego się orgazmu. I gdyby Colin nie opanował się w porę, Fin doszedłby niechybnie. Niestety silne ramię nie pozwoliło mu unieść się raz jeszcze, choć tak rozpaczliwie tego pragnął. W odruchu frustracji zaznaczył paznokciami skórę jego ramion i warknął przez zaciśnięte zęby jakieś przekleństwo. Był kompletnie otumaniony. Jedyne czego pragnął, to czuć obezwładniającą żądzę. Nie czekał więc. Jego ruchy były gwałtowne i niecierpliwe. Zmienił pozycję niemal od razu, i zachłannymi dłońmi przyciągnął do siebie Colina. Spletli w pocałunku wargi i języki, a gdy pisarz znów go wypełnił, Fin wyjęczał jego imię.
Widok Colina bezlitośnie wbijającego się w jego ciało był upajający. Zapomniał już jak niesamowicie podniecająca mogła być siła mężczyzny. Poddał się jej, bo nawet gdyby chciał, nie byłby zdolny odmówić sobie przyjemności, która rosła z każdym ruchem bioder. Gdy zaś pisarz zacisnął dłoń na jego męskości, już nic nie było istotne. Myśli stały się puste, świat przestał mieć znaczenie, istniała jedynie rozkosz. Spełnienie nadeszło szybko, a gdy objęło Finleya, pokój wypełnił jego krzyk. Orgazm obezwładnił go swoją intensywnością, kompletnie pozbawiając zmysłów. Na wpół przytomnie zarejestrował, że Colin również osiągnął spełnienie, ale nie był w stanie skupić się na niczym więcej prócz własnej przyjemności, która wzięła go w posiadanie gwałtownie i bezlitośnie. Przez kilka upojnych chwil nie był człowiekiem - był gwiazdą spalającą się we własnym wybuchu, istotą zrodzoną z przyjemności, niezdolną do odczuwania czegokolwiek innego. Kompletnie zapomniał jak się myśli, jak się oddycha, a gdy wziął w końcu głęboki wdech, zabolało go w piersi. Palce zdrętwiały od zaciskania się na pościeli, usta suche były od rozszalałego oddechu, a mięśnie bolały od napięcia. Fin rozluźnił się, rozprostował palce i otworzył oczy.
Boże, to naprawdę się stało. To była jego pierwsza, zupełnie świadoma myśl, gdy spojrzał na Colina. Razem z powrotem świadomości, wróciła racjonalność. To się stało. I co teraz?
Skrzywił się odrobinę, kiedy Colin się z niego wysuwał, ale trwało to może sekundę lub dwie. Potem uśmiechnął się, wciąż dysząc głośno. Stało się, to prawda, więc teraz należało zmierzyć się z dalszą częścią nocy. Jakakolwiek miałaby nie być.
Podniósł się do siadu i od razu objął dłońmi policzki pisarza, przyciągając jego usta do swoich. Pocałował go z roztargnieniem, wciąż drżąc od przebytej rozkoszy. Gdy zostawił na jego ustach i policzku kilka wilgotnych pocałunków, roześmiał się z radosnym niedowierzaniem.
- Jesteś doskonały - wyznał raz jeszcze tej nocy, przeciągając kciukami po jego policzkach, patrząc mu prosto w oczy bez choćby cienia skrępowania. Zupełnie jakby mówił mu to już wiele razy i teraz jedynie utwierdzał go w przekonaniu o swoim uwielbieniu.
Tak naprawdę, w drżącym po spełnieniu głosie Fina był pewien rodzaj desperacji. Wiedział, że być może więcej mu już tego nie powie, że więcej nie znajdą się w takiej sytuacji. Że nie może patrzeć na niego w taki sposób już nigdy. Musiał przekazać wszystko teraz, bo być może to ostatni raz gdy się widzą.
Uśmiechnął się raz jeszcze, ale tym razem melancholijniej, zgadzając się z podjętymi decyzjami, ze świadomością nieuchronnego.
- Doskonały - powtórzył miękko.
Powoli, z czułością zsunął dłonie po jego ramionach i piersi. Zapamięta ciepło jego skóry, fakturę mięśni... Zabrał ręce i nieco nerwowo zaczesał palcami grzywkę, choć i tak był zupełnie rozczochrany.
- Chcesz wziąć prysznic? - zapytał, zsuwając się na brzeg łóżka. Sam niewątpliwie go potrzebował i nawet chętnie wziąłby go w towarzystwie, ale przemawiała przez niego dobroć gospodarza.
Chwycił kilka chusteczek z dozownika na szafce i wytarł brzuch. Dopiero wtedy odwrócił się do Colina.
- Chyba, że chcesz się jeszcze trochę poprzytulać, to teraz już możesz, bo się nie kleję. - Mrugnął do niego zaczepnie. Na jego ustach igrał psotny uśmiech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 498


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: A simple story?   Czw Mar 29, 2018 5:03 pm

Jego imię. Imię, własne, jedyne, właściwe, wypowiedziane tym zachrypniętym od żądzy i jęknięć, niskim, cholernie intensywnym głosem. Tak męskim, tak prawdziwym, tak upragnionym, że pozbawiał oddechu i kompletnie pozbawiał rozsądku, rezonował w jego ciele, wypełniał jego umysł, budził do życia, wywoływał w nim tak wiele uczuć, że Colin nie potrafił się w nich odnaleźć. Był wreszcie dokładnie tam, gdzie powinien być, w idealnym miejscu, pomiędzy nogami najpiękniejszego i najwdzięczniejszego mężczyzny pod słońcem, przyklejony do niego, uwięziony, wypełniony pragnieniami, które faktycznie mógł spełnić. Jego serce biło w tym samym rytmie, co serce kochanka, jego potrzeby były dokładnie takie same, jak Finleya, jego ruchy były równie gwałtowne i pełne, jak te, które szarpały ciałem leżącego pod nim mężczyzny. W tym momencie nie widział poza nim świata, osiągnął pełnię szczęścia, zanim jeszcze natarł na ich ciała orgazm - najpierw jednego, a potem drugiego z nich. Pisarz był przygnieciony siłą wrażeń, których się nie spodziewał, które porwały go z brzegu stabilności i nudy, wciągając w odmęty oceanu rozkoszy i perfekcji w niedoskonałości. Piekące w niektórych miejscach mięśnie, szczypiąca przez przetarcia skóra, lepkość i słoność, głośne jęki, przypadkowe zderzenia i ugryzienia, pożądanie tak silne, że czasami ich ruchy kompletnie się wymijały, a z gardeł wydzierały się niezadowolone, niecierpliwe i zawiedzione pomruki - to wszystko było tak piękne. Tak wspaniałe, jedyne w swoim rodzaju, magiczne i oszałamiające...
A potem porwało ich spełnienie, napinając wszystkie mięśnie, szarpiąc ich ciałami, pozbawiając jakichkolwiek myśli, wypełniając czystą, niczym nieskrępowaną rozkoszą. Colin był w niebie. Nie chciał nigdy wracać na ziemię. Świat, w jakim się znalazł tej nocy, podobał mu się znacznie bardziej, niż jakakolwiek rzeczywistość, w której był przez resztę swojego życia. Nie chciał myśleć, rozważać, wątpić i tęsknić, gdy miał wszystko, czego kiedykolwiek pragnął, na wyciągnięcie ręki. Ust. Zatopiony w bezwarunkowej rozkoszy, perfekcyjnej, właściwej i pięknej.
Fotograf był jego, a on był fotografa. Byli jednością.
Opadł na jego ciało bezwładnie, nieprzejęty potem, spermą, niewygodą i potencjalnym zmieszaniem. To, jak dokładnie obejmowało go wnętrze Fina, jak idealnie czuł się objęty jego długimi nogami, jak słyszał jego chrapliwy oddech, było magią samą w sobie. Kompletnie odleciał, dociskając mężczyznę do materaca, napawając się gorącem jego ciała, intensywnym zapachem zbliżenia i zapomnienia. Otworzył oczy po długiej chwili, gdy niewygoda zakryła całkowicie słodkie rozluźnienie i rozkosz. Poruszył się niemrawo, powoli wracając do siadu, wysuwając z gorącego wnętrza i odklejając od kochanka. Oddychał powoli, niemal z trudem, czując fizyczny ból wynikający - bez wątpienia - z utraty bliskości swojego towarzysza. Ponad wszystko pragnął znów się z nim położyć, poczuć połączenie ich ciał i umysłów, uczestniczyć w tym nierealnym biegu ku przyjemności i zapomnieniu. Rozchylił usta, chcąc się odezwać, w jakiś sposób przeprosić i jednocześnie zwerbalizować swoją potrzebę... ale pierwszy zareagował Finley, owijając go dłońmi, przynosząc mu w darze te piękne, delikatne wargi, które znaczyły jego usta i policzki czułymi pocałunkami, przynosząc ulgę tęsknocie. Przymknął oczy, odwzajemniając wszystkie muśnięcia, gładząc go ostrożnie, niemal samymi opuszkami palców, jakby w obawie, że wyrządzi kochankowi jakąś krzywdę. Było to kompletnie nierealną obawą po wszystkim, co pomiędzy nimi do tego momentu zaistniało - ale wymagało tego głębokie uczucie, wypełniające myśli starszego mężczyzny. Westchnął cicho, uśmiechając się do fotografa w niemym podziękowaniu za uznanie.
Nigdy, przenigdy by nie przeszło mu przez myśl, że jest idealny. Nie on, czterdziestodwuletni mężczyzna tkwiący w nieudanym związku, udający własne szczęście tak długo, że niemal w nie uwierzył.
Rzeczywistość wreszcie wróciła i upominała się o uwagę. Przymknął oczy, pozwalając kochankowi się odsunąć, a wraz z tym ruchem ponownie odczuwając nieprzyjemny ucisk. Cała idealność sytuacji zniknęła, pozostawiając ich mokrych, zakłopotanych i zagubionych. A przynajmniej Colina, który nie miał pojęcia, co powinien zrobić. Co mówiło się w takich sytuacjach? Jakie były zasady po przypadkowym seksie z drugim mężczyzną? Co było właściwym zachowaniem, odpowiednimi słowami i reakcją, która nie wywoła w Finleyu rozbawienia? Młodszy kochanek przecież nie wiedział, że to... wszystko było dla pisarza absolutną nowością. Znał go jako spokojnego, w pełni panującego nad sytuacją mężczyznę, bogatego i znanego człowieka, który operował słowami z niesamowitą wprawą. Którego książki uwielbiał. To, że ten człowiek był jednocześnie nieszczęśliwym, pozbawionym prawdziwości i takich doświadczeń, zapewne nawet nie mieściło mu się w głowie.
Riley nie wiedział, co ma zrobić - i każda kolejna chwila ciszy wywoływała w nim tylko większe zakłopotanie. Chciał zapaść się pod ziemię, zupełnie jakby znów był szczeniakiem podczas pierwszego razu, który nie poszedł do końca tak, jak powinien.
Chrząknął, próbując zmusić opuszczający go głos do powrotu i posłuszeństwa. Przetarł twarz dłońmi, bardzo starając się odzyskać nad sobą kontrolę.
Czy on żartuje?
Co powinien zrobić?
Naprawdę pragnął go przytulić.
- Jasne, prysznic brzmi świetnie. - Uśmiechnął się do swojego towarzysza, przesuwając tak, by również usiąść na brzegu łóżka, ale w pewnej odległości od swojego towarzysza. Po to, by nie czuć tak dużej potrzeby przygarnięcia go do siebie i ponownego zatonięcia w jego idealnej bliskości.
Czuł się odrobinę zbyt nagi w tej sytuacji - przypuszczał jednak, że po tym wszystkim, co pomiędzy nimi zaszło, głupim byłoby zakrycie swojego krocza. Dodałoby tylko dziwności i niezręczności, a tego akurat w odczuciu Rileya im nie brakowało. Westchnął, ponownie przetarł twarz i spojrzał pytająco na fotografa:
- Gdzie jest łazienka? - spytał cicho.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 100


Cytat : Lubię placki
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: A simple story?   Sro Kwi 04, 2018 4:15 pm

Takie sytuacje nie miały konkretnego scenariusza, a nawet jeśli, Finlay go nie znał. Wszystko zależało od ludzi, od relacji między nimi. Jednak jedno było pewne, to, co się im przydarzyło, miało zdecydowanie większy wymiar niż jednorazowy wyskok. Fin to czuł. Może się mylił, ale czuł to wyraźnie w każdym spojrzeniu, geście, słowie, a nawet w oddechu i biciu serca. Nie wyobraził sobie własnych uczuć, nie były podyktowane jedynie pożądaniem. Nawet teraz, miał przecież ochotę zacisnął ramiona wokół Colina, upewnić się, że był i że nigdzie nie pójdzie. A przecież odejdzie, zostawi go tęskniącego i z poczuciem bolesnej straty.
Żartem, próbował zamaskować zażenowanie, ale liczył na to, że Colin potraktuje jego pytanie poważnie i faktycznie się przytuli. Fin zrozumiał jak bardzo tego potrzebuje, kiedy jego pytanie zostało zignorowane. Wtedy westchnął nerwowo i wstał, może nieco zbyt gwałtownie. Coś w piersi ściskało go boleśnie.
- Poczekaj, znajdę ci ręcznik.
W drodze do szafy nacisnął przełącznik światła tym samym przeganiając cienie nocy. Światło odsłaniało wszystko, czego nie było widać w ciemności. Ból spojrzenia, niepewność, nerwowość, dokładną barwę skóry, proporcje ciała oraz wilgoć na pośladkach i udach, kiedy odwrócił się do szafy. Z premedytacją paradował nago. Mógł czuć się zażenowany, mógł wyczuwać, że nie wszystko było do końca w porządku, ale właśnie dlatego starał się wyglądać naturalnie. Był u siebie, czuł się (prawie) dobrze i chciał, by Colin to widział. Wszystko w porządku, zdawało się mówić jego ciało, a przynajmniej pragnął, by tak właśnie to wyglądało.
Na próżno.
Wziął ręcznik i uśmiechając się ciepło, podał go Colinowi. W świetle lampy dostrzegł na jego ramionach czerwone pręgi będące pamiątką jego własnych uniesień. Bez zastanowienia przeciągnął po nich opuszkami, uśmiechając się z zakłopotaniem. Przecież pisarz miał żonę. Fin nie mógł darować sobie tej nieostrożności. W końcu za nic w świecie nie chciałby, żeby Colin miał kłopoty przez jego bezmyślność.
- Przepraszam, nie miałem pojęcia, że je zrobiłem. Powinny zejść do rana... - Mówienie o tym również wydawało się niezręczne, ale przecież obaj wiedzieli, dlaczego Fin przeprosił i dlaczego miał nadzieję, że zadrapania znikną szybko. - Łazienka jest tam. - Wskazał dłonią drzwi, a potem podniósł z ziemi bokserki i w końcu je ubrał. Nie narzucał się pisarzowi, nie wiedział nawet czy byłby w stanie powiedzieć cokolwiek, gdyby mężczyzna zdecydował się teraz po prostu wyjść. Czy miałby odwagę zatrzymać go na dłużej?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 498


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: A simple story?   Pią Kwi 13, 2018 10:56 pm

Po reakcji Finleya pisarz domyślił się, że zrobił coś nie tak. Powiedział, zachował się, zrobił - albo nie zrobił - coś, co nie było zgodne z oczekiwaniami kochanka. Miał ochotę zakląć ze złości na siebie. Na własny brak doświadczenia, niepewność, desperacką potrzebę, by wszystko było idealnie, przy jednoczesnym kompletnym braku wyobrażeń jak to by było idealnie. Potrzebował instrukcji, jasnej, konkretnej i przeznaczonej wyłącznie dla niego. Takiej, która sprawi, że Sinclair będzie dalej czuł się przy nim dobrze, wciąż będzie tak desperacki, kuszący i pewny tego, co robi, pozbawiony obaw i ciężaru niewątpliwych konsekwencji.
Colin nie chciał myśleć o tym, co będzie później. Co będzie rano. Co będzie, gdy zapalą światło. Chciał być tylko tu i teraz. Skupiony na tym maleńkim skrawku rzeczywistości, w którym się znalazł z przystojnym fotografem, który tak bezwstydnie zaprosił go do swojego mieszkania, a on... bez żadnego wahania za nim podążył.
Chciał tu zostać.
Światło nie było przyjemnym bodźcem. Wręcz przeciwnie, przestraszyło dorosłego, czterdziestokilkuletniego mężczyznę, jakby naprawdę zmienił się w szczeniaka, młodziutkiego nastolatka, który po swoim pierwszym razie nie wiedział, gdzie powinien podziać oczy i marzył tylko o tym, by zniknąć. Finley prezentował się niczym bóstwo w oczach pisarza, perfekcyjny, męski i pewny siebie, powodujący natychmiast wzrost podniecenia, pomimo niedawnych, całkiem energicznych, czynności. Raily przez chwilę po prostu się w niego wpatrywał, bez żadnej refleksji, bez analizy, jedynie chłonąc idealny obraz, skupiony na wyłapywaniu śladów ich zbliżenia, wodzeniu spojrzeniem za kroplami potu, które błyszczały się w świetle lampy, wchłanianiem z fascynacją każdej jednej niedoskonałości, dopełniającej tylko obrazu najwspanialszego człowieka, jakiego kiedykolwiek dane było podziwiać pisarzowi. Nie potrafił oddychać, nie potrafił zapanować nad bijącym szybko sercem - jedyne, do czego był zdolny, to podziwianie.
Nigdy wcześniej nie poczuł czegoś takiego, gdy patrzył na swoją żonę. Nigdy wcześniej nie poczuł czegoś takiego. Kropka. To było jednorazowe, najbardziej idealne doświadczenie, jakie dane mu było zdobyć. Piętno wspaniałości na zawsze zostało odciśnięte w jego umyśle.
Gdyby pozwolił sobie na analizę uczuć targających jego... nim całym, w ten sam sposób, w jaki starannie konstruował i badał swoje postacie, uznałby niewątpliwie, iż to, czego doświadczał, było miłością od pierwszego wejrzenia. Dokładnie tak, jak gdyby całe jego życie przytrafiło się komuś innemu, a on wrócił do nastoletnich czasów, wzdychając za nieosiągalnym.
Ale nie pozwolił sobie. Nie był w stanie skupić się na czymkolwiek innym, niż Finleyu.
Przyjął ręcznik machinalnie, wciąż nie potrafiąc oderwać spojrzenia od swojego towarzysza, zapominając na jakiś czas o tym, iż sam też był nagi, może nie prezentujący się niczym zapuszczony czterdziestolatek, ale nadal - mężczyzna, który znalazł się w okolicach kryzysu wieku średniego, zadbany, ale jednak spędzający większośc swojego czasu w pozycjach, które nie wiązały się z ruchem.
W tym momencie, nie było to wcale ważne.
Drgnął z zaskoczeniem, czując dotyk na piekącej nieprzyjemnie skórze, nagle i bez ostrzeżenia przywrócony do rzeczywistości wykraczającej poza oczarowanie i bezmyślność. Zamrugał, odrywając wreszcie spojrzenie od gospodarza, rozglądając się po pomieszczeniu tak, jakby dopiero co dostrzegł, iż znajdują się w jakimś bardziej skomplikowanym otoczeniu, niż białym pomieszczeniu. Automatycznie wyłapywał szczegóły mieszkania towarzysza, zwracając uwagę na to, na co zwróciłby każdy pisarz - rzeczy intymne, świadczące o charakterze osoby, która zajmowała te cztery ściany i które uznawała za dom.
Colin nagle poczuł się intruzem.
Opuścił spojrzenie, kątem oka dostrzegając czerwone ślady, zaś głównie skupiając swoją uwagę na odsłoniętym kroczu i udach. Położył na nich ręcznik, ukrywając się wreszcie, chociaż w tak niewielkim stopniu, przed wzrokiem Fina. Czuł, jak na jego policzki i szyję wpływa rumieniec.
Znów miał ochotę zapaść się pod ziemię.
- Nic się nie stało - mruknął wreszcie, unosząc się, odsuwając od dotyku. Skinął szybko głową, przemieszczając się w stronę łazienki i znikając za drzwiami, które delikatnie za sobą zatrzasnął. Bardzo rzadko potrzebował dystansu na odzyskanie panowania nad sobą - był, wbrew stereotypom mówiącym o pisarzach jako o aspołecznych istotach, całkiem chętny do przebywania przy innych. Nie unikał kontaktów z innymi, rzadko ktokolwiek mógł wkroczyć w jego strefę komfortu na tyle, by wywołać niechęć bądź zakłopotanie. Tym razem jednak...
Chwycił się umywalki, pozwalając ręcznikowi upaść na ziemię. Ze świstem nabrał powietrza do płuc, najpierw raz, potem drugi, czując że - pierwszy raz od naprawdę, naprawdę dawna - znajduje się na granicy ataku paniki.
Zacisnął powieki, trzęsącą dłonią włączając wodę w umywalce i opierając się czołem o szafkę. Był przerażony.
Co ja najlepszego zrobiłem?
Co ja najlepszego zrobiłem?
Co ja najlepszego zrobiłem?!

Zmoczył dłoń i przetarł nią twarz, zmuszając się po chwili do otwarcia oczu i spojrzenia do lustra. Już nie był czerwony z zakłopotania - wręcz przeciwnie, bardziej przypominał ducha, niż człowieka.
Wyłączył wodę, obrócił się na pięcie i skierował pod prysznic, ustawiając się pod mocnym natryskiem, próbując zmazać z siebie wszystkie wątpliwości, wstyd i zażenowanie. Żałował, że fotograf zdecydował się tak szybko od niego odsunąć i przejść do bardziej formalnych relacji. Z chwili na chwilę był coraz bardziej zagubiony i coraz bardziej nie wiedział, co powinien zrobić.
Chciał uciec.
Chciał zostać.
Chciał zniknąć.
Nie wiedział, jak długo tkwił w łazience, bombardowany przez zupełnie sprzeczne myśli i potrzeby. Nie potrafił odnaleźć spokoju, który zwykle mu towarzyszył, podobnie jak pewności co tego, iż nic, co zaszło pomiędzy nim a Finleyem, nie zasługiwało na wyrzuty sumienia. Z jednej strony - ponieważ zdradził swoją żonę, z drugiej zaś - ponieważ nie mógł mężczyźnie zaoferować niczego.
Dopiero gdy wyszedł spod prysznica, uderzyła go jeszcze jedna myśl, szokująco bardziej bolesna i nieprzyjemna. Być może Sinclair niczego od niego nie chciał. Może to był tylko jednorazowy wyskok, spełnienie jakichś fantazji dotyczących namiętnych chwil z ulubionym pisarzem. Może po tym, jak obaj odnaleźli spełnienie, należało wysuszyć się, ubrać i faktycznie zniknąć.
Nie daj boże wyszedłby na ckliwego idiotę.
Ukrył twarz w ręczniku, jeszcze bardziej zagubiony, niż chwilę wcześniej. Jak było możliwe to, iż jednej chwili czuł się właściwie, dokładnie tam, gdzie być powinien, a drugiej - zupełnie nie na miejscu?
Gdyby był młodszy, zapewne by się rozpłakał. Ta opcja niestety jednak nie wchodziła w grę.
Odetchnął ciężko, podniósł głowę, dokończył suszenie mokrego ciała i owinął się materiałem w pasie. Był dorosły. Musiał sobie poradzić z konsekwencjami.
Wyszedł z łazienki, zaraz szukając wzrokiem Fina. Uśmiechnął się do niego przepraszająco.
- Wybacz, chyba się zasiedziałem. Już wolne - mruknął, kiwając lekko głową w stronę drzwi łazienkowych.
Liczył na jakiś pomysł. Wskazówkę. Sugestię, co powinien dalej zrobić. Ubrać się i zniknąć? Zaczekać? Pocałować go?
Dlaczego to wszystko jest takie trudne...
W jego książkach bohaterowie mieli znacznie, znacznie łatwiej. A podobno idealnie odzwierciedlały rzeczywistość, dodając jednocześnie odpowiedni pierwiastek fikcji. Może właśnie w takich momentach ten nieprawdziwy świat był lepszy od prawdziwego? Zawsze idealny, na miejscu, zmierzający ku konkretnemu, jasno określonemu celowi. Bez dryfowania, bez beznadziei - a przynajmniej tej niekontrolowanej, której autor powieści też mógł dać się ponieść.
Colin był skrajnie zagubiony.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 100


Cytat : Lubię placki
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: A simple story?   Sob Kwi 14, 2018 12:45 am

To nie tak, że nie dostrzegał pełnego uznania spojrzenia pisarza. Widział je wyraźnie, odbierał jednoznacznie, a nawet pozwolił sobie na szczyptę onieśmielenia. Jednak gdy nakarmili pragnienia, ukoili palącą potrzebę bliskości, wszystko, co czuli stało się mniej wyraźne. Finlay nagle przestał być pewny swojego zauroczenia. Podchodząc do niego trzeźwo, biorąc pod uwagę wszystkie boleśnie realne kłopoty związane z lekkomyślnością ich zbliżenia, zaczynał wypominać sobie beznadziejną romantyczność. Przecież miłość od pierwszego wejrzenia się nie zdarza... a nawet jeśli, to nie jemu i nie jest tak piękna jak w powieściach.
Colin uciekł od jego rąk i już po chwili Fin patrzył na jego plecy, a potem na zamykające się za nim drzwi. Nawet taka rozłąka i związane z nią poczucie osamotnienia, była dla niego bolesna. Czy będzie czuł się sto razy gorzej, kiedy Colin zniknie za drzwiami mieszkania, odchodząc na zawsze?
Zagryzł wargi i przetarł dłońmi twarz. Nie był typem pesymisty, starał się dostrzegać w każdej rzeczy dobre strony. Uczył się na błędach, niczego nie żałował, parł do przodu pomimo przeciwności losu... dlaczego teraz nie mógł myśleć pozytywnie? Wyrzucał sobie, że może to była jego wina, że Colin był taki oschły? Może przez to, że instynktownie bał się okazać mu uczucia, bo wydawały mu się niedorzeczne w obliczu ich krótkiej znajomości, Colin nie spojrzał na niego inaczej niż przez pryzmat jednorazowej przygody? Problem w tym, że Fin nie był pewien czy chciał być postrzegany inaczej.
Warknął sfrustrowany i roztrzepał palcami włosy.
Weź się w garść!
Rozejrzał się po pokoju. Rozrzucone ubrania, pomięta pościel... Skrzywił się, jakby rozgardiasz strasznie mu przeszkadzał, a potem pozbierał rzeczy, wyprostował pościel i przygasił światło. Teraz paliła się jedynie nocna lampka, a jej słaby blask sprawiał, że wszystko rzucało długie, głębokie cienie.
Fin naciągnął na biodra bokserki i przysiadł na brzegu łóżka, czekając. W myślach starał się ułożyć odpowiednie słowa. Przygotowywał uśmiech, a nawet mowę ciała. Był zdeterminowany, by odnaleźć się w nowej sytuacji nie jako ofiara własnych wyborów, a zwycięzca, który bez względu na konsekwencje, wyniesie z niej jak najwięcej. Dlatego gdy drzwi od łazienki w końcu się otworzyły, Fin był gotowy.
Wyprostował się i uśmiechnął szeroko, całkiem szczerze. Tym bardziej nawet, widząc Colina zawiniętego w ręcznik, z mokrymi włosami, idealnego w swojej naturalności. Fin nie krył zachwytu.
Lekceważąco machnął dłonią w odpowiedzi na słowa, bo przecież nie miało znaczenia ile czasu spędził pod prysznicem.
- Nie szkodzi. Czuj się jak u siebie - zapewnił, może nieco przesadnie entuzjastycznie i wstał. Spotkał się z Colinem w połowie drogi do łazienki. Stanął przed nim i bez choćby cienia zawahania, objął dłonią jego policzek, pocałował go, a potem wyszeptał:
- Świetnie wyglądasz w samym ręczniku.
Pisarz zapewne nie miał pojęcia ile kosztowała Finleya ta nonszalancja i pretendowanie do tego, że wszystko jest w porządku. Żołądek fotografa zwinął się w supełek, ale nie odpuszczał, nie pozwolił sobie osunąć się w mrok ponurych myśli.
- Poczekaj chwilę, wezmę szybki prysznic i wykombinuję coś do jedzenia. Ale rozgość się. Czuj się swobodnie. Zaraz wracam. - Mówiąc to, przelotnie położył dłoń na ramieniu Colina, a potem zniknął za drzwiami łazienki.
Spieszył się. Naprawdę bał się, że wychodząc, zastanie puste mieszkanie, a ta świadomość zmuszała go do chaotycznych ruchów. Przez nieuwagę, nawet poślizgnął się na kafelkach i uderzył w łokieć. Zza drzwi więc dało się słyszeć kilka soczystych przekleństw. Jednak gdy wyszedł, ubrany w bokserki, z mokrymi włosami, których nie zdążył dobrze osuszyć, uśmiechał się szeroko. Ulga jaką poczuł, kiedy zobaczył Colina była większa nawet niż sam się spodziewał.
- Jesteś. Cieszę się - wyznał w przypływie jakiejś naiwnej szczerości, a potem kiepsko ukrywał zażenowanie za nerwowym uśmiechem. - Chcesz herbaty? Kawy? Mam też coś mocniejszego, jak masz chęć... - rzucił, wskazując kciukiem w stronę kuchni. - Jak jesteś głodny, to też coś się znajdzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 498


Cytat : Heart sick an' eyes filled up with blue.

PisanieTemat: Re: A simple story?   Nie Kwi 15, 2018 2:00 pm

Czuj się jak u siebie. Szkoda tylko, że u siebie nie był - i było to dla niego aż nazbyt widoczne. Był w obcym miejscu, z niemal obcym mężczyzną, dla którego stracił głowę na dobre kilka chwil i którego nadal, na granicy racjonalności i szaleństwa, pożądał. Pocałunek, wcale nie tak namiętny i zachłanny, pozbawił go wielu wątpliwości, pozostawiając niemal wyłącznie niemy zachwyt i tęsknotę. Finley nie wyrzucił go za drzwi, nie poinformował ozięble, że powinien się już wynosić - a zatem, może jednak przytulenie go było możliwe? I ponowne posmakowanie jego ust? I... Tyle innych rzeczy?
Colin wcale nie czuł się zaspokojony. Był rozdarty, owszem, niepewny, jak najbardziej, ale nie zaspokojony. Miał wrażenie, jakby dopiero co dotknął czegoś, na co czekał całe życie i całym sobą pragnął tego więcej. Jeszcze chwilę wcześniej miał wrażenie, że nic lepszego go już nie spotka, aż nagle... dotarło do niego, że przecież mogłoby. Mógł sobie pozwolić na jeszcze tyle innych rzeczy. Tylu innych rzeczy jeszcze nie doświadczył. Dlaczego miałby uciec od jedynej szansy na zdobycie ich? Na przeżycie czegoś, co uczyni go szczęśliwym?
Oczywiście, miał żonę, miał dziecko, miał karierę i obowiązki, ale... Fin niesamowicie się uśmiechał. Smakował nie jak grzech, ale słodkie ciastko, niegroźne, kuszące i sprawiające wyłącznie przyjemność. Nawet jego ruchy nie kojarzyły się z bezwstydnością i perwersją, a subtelnością i pięknem. Pisarz nie potrafił - i nie chciał - mu się oprzeć. Przeciwnie, pragnął by ta noc trwała bez końca, pozostawiając ich zamkniętych w słabo oświetlonym mieszkaniu Sinclaira, cieszących się swoją bliskością i poznających coraz to nowsze aspekty miłości męsko-męskiej.
Czterdziestodwuletni mąż i ojciec nagle zatrzymał się w swoich cukierkowych rozważaniach. Popłynął fantazją za daleko, pozwolił sobie na przyjemne rozmarzenie i w efekcie wylądował w miejscu, na które nie był gotowy. Obudził w sobie potrzebę, której nie mógł zaspokoić. Oczywiście, mógł spędzić całą noc u boku fotografa, mógł zrobić z nim rzeczy, o których nie był gotów nawet pomyśleć, ale... mieli tylko chwilę. Kilka godzin. Po tym czasie, będą zmuszeni się od siebie oddalić, zapomnieć, bądź zachować wspomnienia wyłącznie dla siebie, jakby dopuścili się przestępstwa, którego należało się wstydzić.
Colin pragnął szczęścia, na które było już zbyt późno.
Zamknął oczy, przysiadając na brzegu poskładanego łóżka, czując jak opuszczają go siły. Ten wieczór był męczący. Co chwilę opanowywały go kolejne, skrajnie odmienne emocje. Pożądanie. Poczucie winy. Tęsknota. Radość. Żal. Nadzieja. Rezygnacja. Zmęczenie.
Nie wiedział, czy powinien żałować swojej chwili zapomnienia z niemal obcym mu mężczyzną, czy przeciwnie, cieszyć się, że w końcu sobie na nie pozwolił. Czy zmarnował swoje całe dotychczasowe życie, czy przeciwnie, jego resztę?
Westchnął ciężko, opadając na plecy, zaraz się podrywając z powrotem do pionu, gdy przypomniał sobie o wilgoci własnych włosów. Nie chciał przemoczyć łóżka należącego do Finleya. Mogło im się jeszcze przydać... Do różnych rzeczy.
Drgnął nerwowo, słysząc przekleństwo dochodzące z łazienki. Spojrzał na drzwi odruchowo, zastanawiając się, co powinien zrobić. Było tyle możliwości, a on nie potrafił się na żadną zdecydować. Może jednak lepiej by było, gdyby oddalił się bez słowa, pozostawiając wrażenie, jakby ta noc nigdy się nie wydarzyła, jakby obaj sobie ją wyśnili?
Podniósł się, odnalazł wzrokiem swoje ubrania i zaczął je zakładać. Nie po to, by odejść - ale po to, by cokolwiek zrobić. By jeszcze przez chwilę miał złudne wrażenie, że tak, jest zdolny do świadomego podjęcia decyzji, która zaważy na reszcie jego życia.
Wiedział, że to było oszustwo. Czekał, aż drzwi łazienki się otworzą i wyjdzie do niego fotograf - a potem pokieruje nim tak, by znów się zapomniał i pozwolił potrzebom cielesnym i emocjonalnym na przejęcie kontroli.
- Jestem - przytaknął, uśmiechając się nieśmiało, ubrany od pasa w dół, z koszulą w dłoniach. - Dziękuję, herbata byłaby w porządku. Chyba, że masz jakiś sok... albo owoce nadające się do wyciśnięcia - odpowiedział, ostrożnie układając materiał na oparciu krzesła, rezygnując póki co z dalszego ukrywania własnego ciała. Wydawało mu się to nie w porządku w sytuacji, gdy Finley był niemal nagi.
Fotograf mógłby odnieść wrażenie, że Colin chce się jak najszybciej z mieszkania wynieść, a to byłoby nie tylko niefortunne, ale też nieprawdziwe.
Starszy mężczyzna powoli zbliżył się w stronę młodszego, dzięki skarpetkom nie czyniąc żadnego hałasu, nie odzywając się ani nie sugerując, co właściwie planował zrobić, aż do ostatniej chwili nie zdradzając swoich zamiarów. Gdy stanął wreszcie przed Finem, jego podróż zdawała się jednocześnie niesamowicie krótka i zarazem oszałamiająco długa. Uśmiechnął się wąsko, przekrzywiając delikatnie głowę.
- Chciałbym cię pocałować... - mruknął, zupełnie nieświadomie kusząc, nie czekając zresztą na odpowiedź i smakując delikatnie warg Sinclaira. Przymknął oczy z zadowoleniem, chwilę pieszcząc mężczyznę, nim nie naparł na niego językiem, zmuszając subtelnie do wpuszczenia go do wnętrza ust. Dopiero wtedy pocałunek stał się bardziej zachłanny, intensywny i stanowczy. Prawa dłoń, nie wiedzieć kiedy, znalazła się na karku fotografa, nie pozwalając mu się odsunąć, ani w żaden inny sposób drastycznie zmienić ich pozycji.
Całe zagubienie powoli opuszczało ciało pisarza, pozostawiając jedynie głód - nie tylko ponownego zbliżenia, ale ogólnej bliskości. Kontaktu z osobą, która wywoływała w nim podniecenie. Która zapewniła mu fizyczną rozkosz, jakiej nigdy wcześniej nie odczuł. A przecież mógł posmakować przyjemności na jeszcze tyle innych sposób...
Z jego gardła wyrwał się pomruk zadowolenia.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sponsored content



PisanieTemat: Re: A simple story?   

Powrót do góry Go down
 
A simple story?
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zona scriptum :: Okruchy Życia-
Skocz do: