CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 Taki duży a taki dziecinny.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
ZerlovBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 02/07/2017
Liczba postów : 226
Cytat : Miłość, sen i śmierć przychodzą pomału, schwyć mnie za włosy i mocno pocałuj.
Female


PisanieTemat: Taki duży a taki dziecinny.   Czw Sty 18, 2018 8:19 pm

On ma 21 lat a on 30/30+. Zamieszkali razem, a dokładniej to ten drugi przygarnął młodszego "kolegę" na prośbę jego brata, który jest jego znajomym. Zgodził się zbyt szybko, co wprawiło młodszego współlokatora w oczy dookoła głowy a jego brata w radość, że ma tak dobrego przyjaciela. Szybko okazuje się jakie życie czeka biednego nowego. Gospodarz mając na karku tyle a tyle wiosen, poważną pracę oraz szacunek wśród śmietanki miasta ma też swoje sekrety. A mianowicie duszę dzieciaka w połączeniu z wiecznym studentem. Ciągłe poboczne wybryki, zakrapiane imprezy, wyskoki na jedną noc, powrót do domu o trzech dniach mocnego chlania. Nikt nie myślał, że to nowy będzie zgarniał schlanego gospodarza z jakiejś kolejnej imprezy czy wyciągał go z opresji. Nikt, włącznie z nim samym. Jeden młodszy a starszy duchem, drugi starszy a młodszy duchem.

L&Z

_________________
Just look,
I'm yours.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ZerlovBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 02/07/2017
Liczba postów : 226
Cytat : Miłość, sen i śmierć przychodzą pomału, schwyć mnie za włosy i mocno pocałuj.
Female


PisanieTemat: Re: Taki duży a taki dziecinny.   Pią Sty 19, 2018 7:22 pm

Rayan Marcus Fincher


Wygląd: Wysoki, zabójczo przystojny szatyn o magnetyzującym spojrzeniu zielonych oczu i ujmującym uśmiechu. Pomimo tego, że zwykle ubiera się bardzo elegancko i dba o swoje ciało, to otacza go aura niegrzecznego chłopca. Pewnie jest to zasługą jego wyrazistej ekspresji, uwodzicielskiego tonu głosu i niewymuszonej pewności siebie, które w zestawieniu ujmują mu lat.
Gdyby nie charakter, Ray mógłby uchodzić za prawdziwy ideał.

Charakter: Charyzma, urok osobisty, pewność siebie i bogactwo - czego więcej potrzeba, by podbić świat? Rayan ma to wszystko i wiele więcej, ale brak mu ambicji by używać swoich środków w jakikolwiek inny sposób niż do zabawy. Jest hedonistą ze skłonnością do megalomanii, przekonanym, że może mieć wszystko i wszystkich jeśli tylko będzie chciał.
Żyje chwilą i rzadko przejmuje się konsekwencjami, jest wolną duszą pełną energii i zapału. Nie lubi się nudzić dlatego otacza się wyrazistymi osobowościami, które podsuwają mu pomysły na nowe przygody.
Zdecydowanie nie stroni od używek, uwielbia sportowe samochody, piękne kobiety i seks, ale nie jest typem, który się wiąże. Zdecydowanie odsuwa od siebie ludzi, którzy zaczynają coś dla niego znaczyć. Jest święcie przekonany, że partner będzie go jedynie spowalniał i położy kres opinii, że jest “niezdobywalny”.
Jednak pomimo wszystkich swoich przywar jest zaskakująco dobrym biznesmenem. Dobrze dogaduje się z ludźmi i potrafi łagodzić spory niczym rasowy dyplomata. Ma też stosunkowo miękkie serce, choć nie przyznaje się do tej łagodniejszej strony swojej osobowości.
Niestety w życiu prywatnym bywa niezwykle uparty i nawet jeśli wie, że ktoś ma rację, to i tak może jej nie przyznać. Z przekory.

Dodatkowe:
Po śmierci rodziców sprzedał rodzinną firmę i zainwestował w bary, jest właścicielem pięciu dużych lokali cieszących się ogromną popularnością.
Rzadko nosi cokolwiek innego niż garnitury.

_____



Imię wraz z nazwiskiem: Dorian Marais
Wiek: 21 lat

Wygląd: 174 cm, średnia, niemal zwykła budowa ciała bez większych ekscesów. Nie jest zagorzałym fanem mięśni niczym kulturysta ale stroni od wychudzonego ciała. Da się zauważyć lekki zarys mięśni na jego brzuchu. Wygląda odpowiednio, takie określenie wystarczy. Mleczna skóra raczej bez skaz w postaci blizn. Zielone oczy z nienaturalnie dużymi źrenicami, miękkie, bujne w kolorze brązu włosy.  

Inne:
-Dorian posiada starszego brata. Jest nim Frank, lat 31. Wysoki, przystojny blondyn o równie zielonych oczach co jego. Młody Marais rzadko nawiązuje tematem do rodziców, gdyż uważa, że są niewarci żadnej uwagi. Porzucili własne dzieci na rzecz menelskiego życia. Bracia do ukończenia pełnoletności starszego z nich wychowywali się u babci. Później rola rodzica spadła na Franka (kilka dni po jego urodzinach babcia odeszła). Pechowe rodzeństwo. Na szczęście wyrośli na porządnych ludzi.
-Należy do osób skorych ku pomocy, miłych, raczej nie wysuwa się na sam środek. Z drugiej strony jest młody, lubi się zabawić (w dużych granicach rozsądku), jest towarzyski i ma swoje na sumieniu. O błagam, kto w jego wieku jest niewiniątkiem?
-Mieć rodziców ćpunów/alkoholików nie zawsze wiąże się z najgorszym. Wraz z bratem nie chowają się po kątach aby nie pić. Na ich szczęście nie odziedziczyli po nich wrodzonego alkoholizmu i pragnienia osobistej destrukcji.
-Od dawna interesuje się dziennikarstwem. Od kilku lat wiedział dokładnie jaką uczelnie wybierze. I omal nie stracił swojej szansy. Brat, który niedawno ożenił się z piękną i wyuczoną Loren postanowił wyprowadzić się hen daleko i jeszcze dalej.. Właśnie wtedy czas stanął w miejscu a po ponownym starcie dowiedział się, że brat zawarł umowę z najlepszym przyjacielem pod słońcem. Ten przygarnie mu brata na próbę jakoś na pół roku a w zamian.. Wszystko i nic. Dorian nie bardzo wiedział w jaki sposób Frank się z nim dogadał ale z góry kazano mu pomagać w mieszkaniu.
-Lubuje się w książkach. Najbardziej przypadła mu do gustu tematyka kryminalna.  
-Ma dobrą rękę oraz oko. W ciszy, gdzie nikt nie widzi, w jego prywatnym szkicowniku tworzą się bazgraje, które w rzeczywistości są niebanalnymi dziełami. Odziedziczył talent do malarstwa po babci.
-Nosi bardzo często okulary do samego czytania.
-Przed wyprowadzką brata udało mu się zrobić prawo jazdy. Niestety nie jeździ za często jako, że nie posiada własnego auta.
__

-Frank powtarzam Ci piąty raz to samo. Nie masz się o co martwić. Skup się na sobie i Loren.
Mrukliwe "mhm" oraz "hm" wydobywały się z ust młodego chłopaka średnio co pięć sekund. Aktualnie stał przed pasami, przyciskając telefon do ucha a czubki dwóch palców do nasady nosa. Rozmówca właśnie rozgadywał się na temat tego co Dorian może, co nie, co powinien a czego lepiej unikać. Osoba po drugiej stronie nazywała się Frank i była starszym bratem zniecierpliwionego chłopaka. Dwadzieścia minut temu nastąpiło ich braterskie pożegnanie na X czasu. Otóż żonaty Frank postanowił wyprowadzić się za góry oraz rzeki, zostawiając młodszego, kochanego braciszka aby spełniał swoje marzenia związane z karierą dziennikarza. Wciąż nie wierzył w własną sytuację. Życzył bratu jak najlepiej; Loren jest cudowną kobietą, odpowiednią dla niego co Dorian widział i szanował. Uszanował również pomysł z przeprowadzką, dopóty nie doszło do niego, że on ma wynieść się z nimi.
Nigdzie się nie wyprowadzał.
Marzenia o prestiżowej uczelni omal nie prysły jak bańka mydlana. Wtedy pojawił się on. Dobry przyjaciel Franka. Czy Dorian go znał? Z historii. I trzy razy go widział, z czego dwa rozmawiał bardzo krótko. Krótko mówiąc cały on od dzisiaj jest jego współlokatorem a raczej młody Marais wpycha mu się z butami do mieszkania.
Jak to się stało, że idę do nieznanego mi wcześnie mieszkania? Jak to się stało, że zaczynam życie.. z nieznajomym?
W głowie się nie mieściło. Dorian postąpił z nogi na nogę ruszając wreszcie w dalszą drogę. Śmieszna sprawa - ani razu nie był w swym nowym lokum. Patałachy jeszcze dziś przerzucił mu Frank, dopinając deal mieszkanowi na ostatni guzik. W tym czasie najmłodszy z całej trójki załatwiał swoje kilka bardzo ważnych spraw na mieście. Dwadzieścia minut temu spotkał się z Frankiem a teraz wracał do domu.
Dorian, jesteś tam?
-Co? A tak, jestem. -zająknął się, wyrwany z transu. Nieco nieobecny postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. -Frank, skończ już marudzić. Dam sobie radę i nie będę stwarzał problemów. Skupcie się w końcu na drodze i uważajcie na siebie. Ja już kończę bo jestem na miejscu, kocham was, pa.
Pod koniec wyrzucał z siebie słowa niczym torpeda, dzięki czemu nie pozwolił mu się więcej wtrącić. Odetchnąwszy ciężko pochował telefon do kieszeni spodni.
Kłamał? Nie. Mówił poważnie o dojściu do celu. Kilka minut wpatrywał się w drzwi nowego domu, aż wreszcie prze zimno zmuszony był użyć klucza (tak go poinstruował Frank: ty, klucz do mieszkania, otwierasz, wchodzisz) i wejść łaskawie.
Cześć? Nie, nie tak. Witam? Halo jestem? Siema kolo, to ja Twój nowy współlokator, smarkacz? Żeby mieć takie problemy z pierwszym powitaniem. Żałosne.
-Em, dzień dobry? -wymamrotał głośniej, zamykając za sobą drzwi. Nie bardzo wiedział gdzie ma iść, tak więc czekał na jakikolwiek odzew. Dosyć nietypowa przeprowadzka, prawda?

_________________
Just look,
I'm yours.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 228


Cytat : I'm not a slut I just love love
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Taki duży a taki dziecinny.   Sob Sty 20, 2018 9:04 pm

Mieszkanie pana Finchera było dużym apartamentem w jednym z wieżowców Chicago. Apartamentem przestronnym o dużych oknach i jasnym, ekskluzywnym wystroju. Najwyraźniej właściciel mieszkania lubił otaczać się drogimi technologicznymi nowinkami i meblami pozbawionymi duszy na rzecz nowoczesnego designu. Mieszkanie wydawało się przez to nieco sterylne, ale nie było pozbawione oznak zamieszkania. Przede wszystkim krzątała się po nim osoba właściciela, zdając się wypełniać przestronną kuchnię jeśli nie sobą, to swoim ego.
Rayan był na nogach zaledwie od godziny, nie zdążył jeszcze zjeść śniadania, ale wyglądał jakby za chwilę miał wychodzić. Biała koszula opinała mu ramiona, pod brodą tkwił perfekcyjnie zawiązany krawat, a włosy były starannie ułożone. Przez barowy stołek przerzucona była marynarka.
Drzwi wejściowe znajdowały się dokładnie na przeciw kuchni połączonej z salonem, ale Rayan nie usłyszał jak ktoś pakuje mu się do mieszkania, bo za bardzo skupiony był na rozmowie. Przyciskając ramieniem telefon do ucha, wyciągał z lodówki mleko. W drugim ręku miał tost, więc zamknął lodówkę biodrem.
- Nie, nie będzie mnie tam dzisiaj. Mam spotkanie o osiemnastej w Cherry Pie. - Pauza. Ugryzł kawałek tosta i rzucił go na talerz. - Możesz się tym zająć. Tak, tak. Weź go za fraki i przyprowadź, niech nie udaje niewiniątka. - Śmiech i kilka pomruków. Odkręcił nakrętkę od butelki zębami i nalał mleka do kubka, a telefon wziął do ręki. - Masz moje błogosławieństwo. Przeszkól go i powiedz, że jak będzie bardzo oporny, to ja się nim zajmę. - Kolejna salwa śmiechu i...
"Em, dzień dobry?"
Odwrócił się na pięcie, by zobaczyć w drzwiach... nastolatka? Co on tu robił z tą walizką? Który dzisiaj był..? Ach, tak!
Dzieciak był niższy niż się spodziewał i miał zdecydowanie szczeniacką urodę. Przypominał mu trochę Franka z dziecięcych lat, ale jego przyjaciel mimo wszystko był w jego wieku postawniejszy. Zdecydowanie.
Rayan uniósł brew, otaksował chłopaka rozbawionym, kpiącym spojrzeniem i kilka razy przytakną komuś po drugiej stronie połączenia, by ostatecznie i tak odwrócić wzrok. Zupełnie jakby nie obeszła go obecność właściwie nieznajomego faceta.
- Dobra, dzięki. Mhm, mhm. Słuchaj, muszę kończyć, mam jeszcze kilka spraw do załatwienia. Widzimy się później. - Rozłączył się i dopiero wtedy znów odwrócił w kierunku gościa, czy raczej... współlokatora. Co on był taki sztywny? I jeszcze te okularki... Boże, powinien opierdzielić Franka, że pozwolił swojemu bratu tak się zapuścić.
- No co tak stoisz, młody? Pakuj się do środka. Nie pogryzę cię. - Rzucił kpiącym tonem, a na usta wypłynął mu złośliwy, krzywy uśmiech. Och, on już rozrusza to próchno w dziecięcej oprawie.
Oparł się biodrem o blat i założył ręce na piersi, wyraźnie czekając na reakcję chłopaka. Obserwował go z dziwną mieszanką pobłażliwości i wyniosłości. Jakby w ogóle nie traktował go poważnie, do tego przykleił mu jakąś łatkę i nie miał zamiaru zmieniać co do niej zdania. Dorian niechcący stał się więc więźniem własnego pierwszego wrażenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
ZerlovBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 02/07/2017
Liczba postów : 226
Cytat : Miłość, sen i śmierć przychodzą pomału, schwyć mnie za włosy i mocno pocałuj.
Female


PisanieTemat: Re: Taki duży a taki dziecinny.   Sob Sty 20, 2018 10:30 pm

Duży, luksusowy apartament robił wrażenie na Dorianie. Widział jego część od wejścia i tyle wystarczyło aby dojrzeć masę różnic pomiędzy tym miejscem a byłym domem. M.in. sama wielkość, logiczne. Przeprowadzał się z małego, raczej skromnego ale przytulnego mieszkania do dużego, błyszczącego, bajecznie urządzonego. Niczym wygranie losu na loterii bogaczy. Marzenia niedostępne dla szarych jednostek. Więc czemu nie cieszył się z tego jak powinien? Czemu kiszki przepowiadały mu czarną przyszłość? Czemu rozważał aktualną propozycję brata do wyprowadzki razem z nim? Ne. Nigdy. Należało mu się od życia spełnienie marzeń. A spełni je w tym mieście. Za wszelką cenę.
Nie sądził aby rozrzucenie wierzchniej odzieży wpakowanie się po luzacku do środka było odpowiednim pomysłem na sam początek. Poza tym nie znał rozkładu mieszkania, ani nie wiedział gdzie podziewa się gospodarz. W ogóle czy jest łaskawie w domu. Rozsądnym było robienie małych kroczków, takich jak głośne powitanie w celu zwrócenia na siebie uwagi.
I zwrócił.
Rozmazana plama prawdopodobnie była przyjacielem brata. Rozmazana, bo Dorian zapomniał o szkłach na nosie, które zaparowały mu w potyczce z ciepłym powietrzem wnętrza. Przeklął cicho i zsunął je z nosa. Nie są mu więcej potrzebne. Ubrał je w celu doczytania się kilku informacji, po czym zadzwonił Frank i zapomniał je zdjąć. Przetarł kciukiem szkiełka - wiedział, ze nie powinien - ostrożnie zamykając okulary w uścisku dłoni. Wtedy zwrócił większa uwagę na gospodarza. Widział go ledwie kilka razy ale był taki jakim go zapamiętał. I tyle mu wystarczyło aby usłyszeć głosik w głowie rozkazujący mu odwrót na pięcie i ucieczkę. Najlepiej poszukać jakiegoś super lokum pod mostem. Absurd. Czemu każda komórka ciała wróżyła mu marny czas? Czemu, czemu, czemu. Milion pytań bez odpowiedzi.
Dorian doskonale zauważył wzrok gospodarza, sama jego postawa zmusiła go do zmarszczenia brwi. Bajecznie rozpoczęli znajomość. Oboje wyrobili sobie pierwsze zdanie o towarzyszu; Dorian widział go jako zadufanego bogacza co nosi głowę za wysoko. Wyżej niż przysłowiowy tyłek. Uczono go nie oceniać pochopnie ale w tym wypadku samo poszło. Powstrzymał się przed ciężkim westchnięciem. Nikt nie kazał mu rozmawiać, wystarczyło pokazać gdzie od dzisiaj ma swój pokój i nara. Pójdą w swoje strony. Po ochłonięciu dopiero młodszy zacząłby temat mieszkania, czyli tego w jaki sposób dogadał się z Frankiem.
-Tego nie wiem. -mruknął cicho od nosem, bardziej do siebie aniżeli niego. Po prostu nie powstrzymał się od małego komentarza.
Zanim ruszył zsunął odzież wyjściową. W porównaniu do niego wrócił i póki co zamierza nigdzie nie wychodzić. Krocząc do kuchni rozglądał się na boki. Nie próbował tego ukryć, no błagam, zapoznawał się z nowym otoczeniem.
-Jak mniemam nie muszę Ci się przedstawiać, hm? -mruknął i wale niezłośliwie! Stanął nieopodal niego, odkładając okulary na blat. Zastanawiało go jak ma się do niego zwracać. Per Pan czy postawić na stare, dobre dogadywanie się na ty. Rzecz jasna postawił na drugą opcję. -Ładnie mieszkanie. -dodał, obracając się przodem do wnętrza. Matko, bo o czym ma z nim gadać? Przydałoby się na dzień dobry dowiedzieć co za deal przypieczętował z bratem a nie zostawiać to na jutro. Przydało, ale.. Ale nie. -Wychodzisz? -zapytał jeszcze, wzrokiem bezczelnie lustrując niemal gotową do wyjścia sylwetkę mężczyzny. Należy pamiętać, że Dorian był młody i miał swój charakter. Nawet jeśli (jak się później okaże) jest odpowiedzialniejszy niż niejeden dorosły.

_________________
Just look,
I'm yours.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 228


Cytat : I'm not a slut I just love love
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Taki duży a taki dziecinny.   Nie Sty 21, 2018 1:15 pm

"Tego nie wiem"
Brew Raya drgnęła, podobnie jak kącik ust. Powstrzymał się jednak od przekomarzania w tym temacie, udając, że naprawdę nie usłyszał wymamrotanego przez Doriana zdania. Czyżby brat Franka nie był taką cichą, szarą myszką na jaką wyglądał i nawet posiadał własne zdanie? A co więcej, na głos je wyrażał? Ciekawe.
- Nie, nie musisz. Wiem jak cię nazywać. - Przyznał, pozornie obojętnie. - Doris. - Dodał po krótkiej pauzie i nagle złośliwość na jego obliczu przybrała jeszcze większy wymiar. Naigrawał się z chłopaka bezczelnie, wyraźnie mając ubaw z przyjęcia pod swój dach pozornie kompletnie przeciętnego studenta o dość nietypowym imieniu.
Sam nie pokwapił się żeby sprecyzować jak chce, by Dorian się do niego zwracał. Nawet nie zainteresował się, czy chłopak w ogóle pamięta jego imię. Najwyraźniej uznał to za rzecz oczywistą. Jak miałby go nie pamiętać? Jego się nie zapomina, był przecież Rayanem Fincherem.
Jak gdyby nigdy nic, podniósł do ust kubek i upił kilka łyków kawy. Obserwował współlokatora znad naczynia, a słysząc pochwałę, odruchowo rozejrzał się po wnętrzu, wyraźnie zadowolony. Kochał swoje gniazdko niemal równie mocno, co każdy z lokali, i był z niego równie obrzydliwie dumny.
- Wiem. Sam je urządzałem. - Odparł z zadowoleniem.
Odstawił kubek i zerknął na zegarek. Właśnie, wychodził...
Podniósł wzrok i napotkał uważne spojrzenie chłopaka, które z ciekawością prześlizgiwało się po jego ciele. Uśmiechnął się więc, ale nie było w tym uśmiechu życzliwości i sympatii właściwej komuś, kto spotkał właściwie... nieznajomą osobę. Nie, Rayan uśmiechał się tak, by wywołać w Dorianie nieśmiałość; z wyższością i magnetyzującą pewnością kogoś, kto doskonale zdaje sobie sprawę jakie wrażenie robi na ludziach.
Nie przerywając kontaktu wzrokowego, poprawił sobie krawat. Jego długie palce objęły węzeł i podciągnęły go do góry, a gest ten, pozornie naturalny, w jego wykonaniu wydawał się niemal perwersyjny.
- Tak, wychodzę. - Odparł w końcu, sprawiając, że magia, którą sam wokół siebie roztoczył, w jednej chwili rozpłynęła się w obojętności. Przesunął jeszcze palcami po krawacie i przybrał kompletnie neutralny wyraz twarzy. - Ale skoro udało ci się mnie złapać, to cię oprowadzę. - I ruszył przez salon do szerokich, podwieszanych schodów. Lekkim krokiem wspiął się po nich na antresolę, z której rozciągał się widok na salon i jego przeszkloną ścianę, za którą pyszniła się panorama Chicago.
- Sypialnie są tutaj. - Wskazał na czworo takich samych drzwi. - Twoja jest na końcu.
Przemierzył antresolę i zbliżył się do drzwi. Otworzył je, by pokazać wnętrze dużego pokoju, urządzonego w podobnym tonie co reszta domu. Dwuosobowe łóżko ustawione po prawej stronie wyglądało na wygodne, ale poza nim w pomieszczeniu były wszystkie meble zapewniające komfort. Biurko, mały stolik i dwa krzesła, komoda, szafa i miękki dywan, a nawet telewizor. Nowoczesny design wyposażenia oraz wszechobecna biel sprawiały, że pokój przypominał raczej hotelowy apartament niż przytulne domowe wnętrze, ale cóż, najwyraźniej Rayan właśnie w takich gustował.
- Za tymi drzwiami... - Wskazał na jedyne drzwi w pokoju, kiedy Dorian się zbliżył. - Jest twoja łazienka. Druga jest na dole. - Uśmiechnął się i położył dłoń na ramieniu chłopaka. Nachylił się lekko do jego ucha. - Witaj w domu. - Mruknął obłudnie przyjaznym tonem, lekko ściskając jego ramię. Potem wyprostował się, poklepał go lekko i ruszył do schodów.
- Możesz korzystać ze wszystkiego, nie krępuj się. - Rzucił na odchodnym - I nie czekaj na mnie z kolacją, Dorin! - Zawołał już z dołu, śmiejąc się głośno.
Po chwili dało się słyszeć trzaśniecie drzwiami. Wyglądało na to, że Dorian został sam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
ZerlovBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 02/07/2017
Liczba postów : 226
Cytat : Miłość, sen i śmierć przychodzą pomału, schwyć mnie za włosy i mocno pocałuj.
Female


PisanieTemat: Re: Taki duży a taki dziecinny.   Nie Sty 21, 2018 5:09 pm

Powinien od początku wypytywać brata jaki jest Rayan. Przygotować się bardziej na wspólne mieszkanie.  Nie sądził aby mężczyzna należał do najgorszych typków świata. Wiadomo, początek będzie trudny, rzadko kiedy początki są kolorowe. Nie sądził jednak, że z tym gostkiem nie tylko początek będzie ciężki ale każdy kolejny dzień. Spojrzał na niego jak na debila, czego nie ukrywał, bo nie zdołał. Przypominał kobietę? Dorian nie wiedział czy gospodarz kpił sobie z niego, czy wcale nie znał lub nie pamiętał jego imienia. W sumie jedno i drugie wywołało niesmak. Ponadto umocniło go w przekonaniu o trafności w wyrobieniu sobie pierwszej opinii o nim. Z skwaszoną miną wymamrotał:
-Wydaje mi się, że pamięć zaczyna Ci szwankować. Dorian. -poprawił go z czającym się wrednym uśmiechem w kącikach warg. Głównie jest człowiekiem miłym. Nie uciekał się do chamskich odzywek bez powodu; raczej próbował ich unikać. Tak samo jak wpadania w większe kłopoty. Niestety bywały takie dni, kiedy miły Dorian zamykał kłapaczkę i uciekał w kąt.
Odruchem ludzkim jest patrzenie na drugą osobę. Oglądanie jej, tak jak robił Dorian. Tak samo człowiek zwracał uwagę na kogoś ubranego elegancko lub nazbyt pstrokato. Młodziak niczym się nie przejmował dopóty spojrzenia się nie skrzyżowały. Aby nie wyjść na mięczaka dzielnie trzymał wzrok prosto, choć trzy razy miał ochotę uciec spojrzeniem w bok. Wyższość emanująca od gospodarza działała na chłopaka, pewnie, lecz starał się niczego po sobie nie pokazać. Jeśli pierwszego dnia da mu wejść na głowę tak kolejne dni zostaną przesądzone.
Na wszystkich świętych, w co ja się wpakowałem?
Omal nie odsapnął z ulgą po tym jak kontakt wzrokowy został urwany. Rayan nie odniósł celu; owszem, wywołał w nim emocje ale te raczej podchodziły pod niesmak czy odrazę. Najwidoczniej Dorian jest typem człowieka odpornym na gospodarza. Lub anty.
Ruszył za nim dosyć mozolnie, niechętny do spędzania z nim więcej czasu niż powinien. Negatywnym nastawieniem niczego nie osiągnie, wręcz się pogrąży ale póki co do uwielbiania tego gostka było mu daleko. Ciągnąc nogami rozglądał się na boki. Piękne widoki, luksusowe mieszkanie - od dziś część jego życia. Na jak długo? Zmarkotniał, przystając obok mężczyzny. Najważniejszym punktem była dla niego sypialnia; i nie zdziwił go jej wygląd. Wystarczyło obejrzeć salon wraz z kuchnią aby wyobrazić sobie resztę wystroju. Mimo nieprzyjemnego uczucia trawiącego go od środka kiwał potulnie głową, przyjmując do wiadomości nowe informacje. Pokój a w nim łazienka. Żyć, nie umierać.
-Rozumiem. -mruknął i zamarł. Ciepły oddech owiewający ucho? Dobrze wyczuł? Nie pomieszało mu się? Mimo, że niepotrzebna bliskość trwała krótko, wystarczyła aby Dorian ani razu nie pochwycił powietrza oraz w myślach dwa razy go przeklął.
Na szczęście sekundy później został sam z kołkiem w tyłku w wejściu do nowej sypialni.
-Wypchaj się. -syknąwszy miłe pożegnanie, rzucone już po wyjściu gospodarza zamknął się w nowym pokoju. Spędził w nim sporo czasu, głównie na przeklinaniu swojego nędznego losu.

Godzina powrotu mężczyzny była mu nieznana. Im później wróci tym lepiej. Dorian nigdzie więcej nie wychodził. Rozpakował się, porozmawiał raz jeszcze z bratem, obszedł na spokojnie mieszkanie, omijając z największa ostrożnością sypialnie gospodarza. Nie spieszyło mu się ją zobaczyć. W końcu znudzony wylądował w kuchni, ówcześnie sprzątając co wymagało jego ręki (pamiętał obietnicę daną bratu o utrzymywaniu porządku w mieszkaniu), żeby czas do nocy szybciej mu zleciał. Odmówił wypadu do znajomych, później imprezy a na końcu zwykłe pizzy z kolegą. Masochistycznie zapragnął zostać w domu.
Przygotował domową, szybką kolację, z którą zasiadł w salonie na kanapie. Początkowo przygotowując kolację myślał jedynie o sobie ale na końcu okazało się, że zrobił jedzenia dla dwóch. Cholera, nie ważne jak bardzo nie podobał mu się gospodarz - nie potrafił być egoistą w stu procentach.

_________________
Just look,
I'm yours.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 228


Cytat : I'm not a slut I just love love
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Taki duży a taki dziecinny.   Wto Sty 23, 2018 5:33 pm

Rayan kpił sobie, oczywiście, że tak. Testował wytrzymałość nowego nabytku, sprawdzał jego odporność na złośliwość i na swój urok. Nie robił tego, by go skrzywdzić, ani nawet też, by zadowolić siebie. Był ciekawy, to wszystko. I okazało się, że brat Franka miał w tyłku kij, który wychodził gardłem. Smutne. Ale nie było to coś, co martwiło gospodarza jakoś bardzo. Miał zdecydowanie zbyt dużo ciekawszych, bardziej ekscytujących rzeczy do roboty niż spędzanie czasu z markotnym, nudnym jak flaki z olejem bratem swojego kumpla. Dzieciak początkowo go zaintrygował, ale w momencie gdy zobaczył na jego twarzy wyraz bezbrzeżnej niechęci, uznał, że zwyczajnie nie gra w jego lidze, więc darował sobie powłóczyste spojrzenia i "przypadkowy" dotyk. Niech sobie młodziak żyje pod jego dachem tak jak zostało ustalone. Dopóki nie wchodził w życie Rayana z buciorami, wszystko było w jak najlepszym porządku.
Pierwszego dnia wrócił późno, jak zwykle z lekkim szumem w głowie. Dostrzegając w lodówce niezjedzoną porcję kolacji, nawet nie przyszło mu do głowy, że chłopak mógł przygotować ją dla niego. Bardziej pomyślał, że zostawił sobie jedzenie na później. Rayan zresztą i tak nie był głodny. Wziął prysznic i zwyczajnie położył się spać.
Rutyna.
Kilka kolejnych tygodni sprowadzało się do tego, że właściwie... mijali się. Rayan sypiał do południa, a potem wychodził na cały dzień i wracał późną nocą. Czasem Dorian mógł usłyszeć, że jego gospodarz kogoś przyprowadzał, a potem spędza z tym kimś czas w swojej sypialni, nie przejmując się hałasem. Teoretycznie nie wchodzili więc sobie w drogę.
Dorian mógł zarejestrować również, że dwa razy w tygodniu dom odwiedzała pani odpowiedzialna za sprzątanie. Zostawiała mieszkanie wypucowane na błysk, a gdy tylko dostrzegała nowego mieszkańca w domu, chętnie wymieniała z nim kilka uprzejmych zdań.
Jedyną nowością jaka zdarzyła się w ich rutynie, czy może raczej w rutynie Doriana, było pojawienie się pewnego... nieznajomego w ich domu. Nieznajomy ten, w biały dzień, mniej więcej w tym czasie, kiedy Dorian wrócił z uczelni, przeparadował półnagi przez kuchnie trzymając w dłoniach dwie szklanki do whisky. Dostrzegając chłopaka, posłał mu zaciekawione spojrzenie, ale nim zdążył się choćby odezwać, z głębi salonu dobiegł głos Rayana, który przebił się przez głośno puszczoną muzykę.
- Sam, dziecinko, rusz tu swój seksowny tyłek. Chyba, że chcesz żebym przeleciał cię na kuchennym blacie. - Ray siedział na kanapie, rozparty, leniwy niczym znudzony tygrys. Samuel natomiast przyglądał się studentowi z uroczym uśmiechem łagodnego skrępowania. Był młodym mężczyzną, może nawet młodszym niż sam Dorian i gdy tylko usłyszał wołanie, ruszył do salonu, choć wyraźnie było widać, że nieoczekiwane pojawienie się osoby trzeciej nieco go zdeprymowało.
Nachylił się do Rayana i dało się słyszeć jak oznajmia, że właśnie ktoś przyszedł. Mężczyzna jednak wciągnął go na kanapę i uciszył głos pocałunkiem. Dopiero gdy oderwał się od wilgotnych ust, obejrzał się przez ramię. Dostrzegłszy znajomą twarzy, uśmiechnął się szeroko. Był pijany.
- Doris, skarbie, witaj w domu! - Uniósł butelkę whisky. - Napij się z nami! Dzisiaj świętujemy!
Samuel miał na twarzy wymalowaną konsternację. W zestawieniu z Rayem wydawał się sympatyczny, cichy i nawet trochę nieśmiały. Ale czy nieśmiałość wynikała z pojawienia się Doriana, czy może chłopak był taki przez cały czas, ciężko było stwierdzić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
ZerlovBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 02/07/2017
Liczba postów : 226
Cytat : Miłość, sen i śmierć przychodzą pomału, schwyć mnie za włosy i mocno pocałuj.
Female


PisanieTemat: Re: Taki duży a taki dziecinny.   Sro Sty 24, 2018 6:05 pm

Pierwszy dzień w nowym miejscu zapamiętał najlepiej. Pomimo nieprzyjemnej wymiany słów wolał ten dzień od każdego innego. Znaczy tak jakby. Tamtego dnia dojadł kolację, pozmywał po sobie, raz jeszcze w spokoju obejrzał mieszkanie i zniknął w nowym pokoju. Bardzo szybko zakończył swój dzień; po zwiedzeniu domu wziął prysznic i pochował się do łóżka. Miękkość mebla zaskakiwała. W ogóle całe mieszkanie robiło wrażenie. Doriana kopnął nie lada zaszczyt, mogąc mieszkać w takim a nie innym miejscu. Tyko czemu owinięty w miękką, piękną pościel, pośród równie wspaniałych czterech ścian czuł pustkę? Ktoś taki jak on powinien dziękować losowi za taką gwiazdkę z nieba: wymarzone studia, piękne mieszkanie, wsparcie u brata. Ach, Frank. Żegnając się z nim nie czuł smutku, choć powinien. Leżąc w nieswoim łóżku zaczynał tęsknić.
Widział przyjaciela brata ledwie kilka razy w życiu; wtedy nie przypiął mu żadnej łatki, uznając, że nie ma powodu. Skoro nigdy nie będzie z nim miał specjalnie dużo do czynienia.. Och, jaki wtedy był głupi.
Tej nocy nie spał za dobrze ale na pewno lepiej niż przez kolejne, kiedy to gospodarz baraszkował z kim popadnie. Dorian nigdy nie trafił na nikogo kto przewijał się przez łóżko Rayana. Zazwyczaj albo wstawał wcześniej od nieznajomych gości lub później (co zdarzało się rzadko). Z czasem nie zwracał uwago na nowych nieznajomych, nauczył się odróżniać kiedy mężczyzna wraca sam a kiedy z kimś i wcześniej niż cokolwiek się zadziało - nakładał słuchawki na uszy. Noce przebiegały mu ciężko, zaś dni niemal przepływały przez palce. Starał się nie wchodzić mu w drogę. Na szczęście udawało się. Z biegiem czasu przyzwyczajał się do nowego miejsca, czego nie mógł powiedzieć o gospodarzu. Poznał miłą sprzątaczkę. Uwielbiał na nią trafiać; kobieta miała zawsze wiele do powiedzenia i nigdy go nie nudziła. Brakowało mu kobiet w życiu i nie chodziło o partnerki seksualne. Był gejem, tak dla jasności. Odcięty od prawdziwej matczynej miłości, za wzór kobiety pozostała mu babcia. Ta choć starał się wychować synów własnej córki nie dawała im wszystkiego. Sama nie potrafiła. Później znalazła się dziewczyna Franka.. Była bardzo miła, przyjemna, spędzała niewymuszany czas również z Dorianem. Lubił ją. Tak samo jak lubił swoje koleżanki ale one nie zastąpią mu nikogo na wzór matki/opiekunki.
Życie.
Około godziny trzynastej mozolnymi ruchami doszukiwał się klucza w kieszeni kurtki. Udało mu się dzisiaj szybciej skończyć i zaraz po wykładach ruszył prosto do domu. Odrzucił propozycję wspólnego obiadu z znajomymi, tłumacząc się chęcią na zrobienie czegoś domowego. Potrafił. Właściwie lubił. Od czasu do czasu gotował w nowym mieszkaniu. Zawsze więcej, zważając na mieszkanie we dwójkę. Nigdy nie oczekiwał za to oklasków, pokłonów czy słów gratulacji. Obiecał bratu dbać o mieszkanie, gotować, nie robić problemów. Ponadto dorabiał sobie w kawiarence niedaleko.
-Jest! -mruknął z widocznym zadowoleniem wymalowanym na twarzy. Wsadził kluczyk do zamka.. i jakież było jego zdziwienie: drzwi są otwarte. Pan i władca jest w domu! Zniesmaczony zastanawiał się czy lepiej nie wrócić za godzinę ale głupio by było gdyby Rayan właśnie gdzieś stał niedaleko i przyglądał się próbie otworzenia otwartych drzwi. Z ciężkim westchnięciem wszedł do środka i zamarł..
Spodziewał się wszystkiego, naprawdę wszystkiego - nie uwzględnił jednego - półnagiego chłopaka paradującego w mieszkaniu. W pierwszej chwili zgłupiał; dobrze wszedł? Pomylił się? Śni? No nie, kurwa, nie! Ogłupiały stał przy drzwiach, analizując co się działo. Póki co nie dojrzał gospodarza, nie próbował tego robić, bo ten dał o sobie dobitnie zdać. Dorianowi niemal szczena poleciała do podłogi. Wtedy zdał sobie sprawę, że te kilka razy w nocy dobrze słyszał dwa męskie głosy: jeden znajomy a drugi wręcz przeciwnie. Nie zdawało mu się. Gościu przyprowadzał do mieszkania kobiety oraz mężczyzn. A raczej chłopaków.
No i co się tak dziwisz, kolego? Jakbyś sam nie był gejem.
Głosik w jego głowie przyciągnął go do rzeczywistości. Tak, tak, prawda, tylko nie spodziewał się po nim takiego gustu. Cofnął się o krok w akcie desperackiej ucieczki (ciężko wytłumaczyć czemu), gdy padło jego zniekształcone imię. Ja pierdole. Zrobił kilka kroków w głąb mieszkania aby móc dojrzeć rozmówcę.
-Nowy rekord. Jest przed trzynastą a Ty już pijany. -wymamrotał, ówcześnie wymownie spoglądając na godzinę w telefonie. Patrzył wszędzie, byleby nie spojrzeć na nieznajomego chłopaka. Gówniana sytuacja. Niby nic ale raczej nikt nie chcę trafić na moment przed seksem współlokatora.. z jego kolegą? Kij wie jak nazwać chłopaka. Wiedział tylko, że mu współczuł.
A mógł jechać właśnie na dobre żarcie. Czemu?! Dlaczego?!

_________________
Just look,
I'm yours.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 228


Cytat : I'm not a slut I just love love
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Taki duży a taki dziecinny.   Nie Sty 28, 2018 1:44 pm

Słysząc, która jest godzina, machnął dłonią jakby chciał odgonić natrętnego owada. Odstawił butelkę na stół z głośnym stuknięciem.
Samuel nie odzywał się, ale uśmiechał z zakłopotaniem. Kiedy nachylił się nad stołem żeby nalać do szklanek alkoholu i jasne włosy, które przesłaniały mu kark opadły na ramiona, ukazała się jasna skóra, na której kwitły ślady po agresywnej namiętności.
Rayan odwróciła się na kanapie tak, by mieć lepszy wgląd na swojego współlokatora. Może i był pijany, ale doskonale widział na twarzy Doriana zakłopotanie. Uniósł brwi uśmiechając się złośliwie.
- Co jest? Brat nie mówił ci, że ma przyjaciela-pedała? - Tak naprawdę wcale nie chciał być chamski ani wulgarny, czuł się jednak na tyle źle, żeby jego niewinny współlokator dostał rykoszetem. - Nie rób takiej miny. Nie ruszam domowników... chyba, że będziesz chciał. - Roześmiał się rubasznie, dziwnie nieszczerze i wziął do ręki szklankę. Upił niewielki łyk.
Sam ledwie zauważalnie skrzywił się słysząc słowa Raya. Jego zakłopotanie sięgnęło zenitu. Sięgnął po porzuconą koło kanapy koszulkę i ubrał ją pośpiesznie.
- Ray... - Odezwał się miękko skupiając uwagę mężczyzny, który obdarzył go kpiącym uśmiechem. Chłopak zdawał się uginać pod jego spojrzeniem. - ...Lepiej już pójdę.
- Hej, nie przyszedłeś tu bez powodu. - Głos Raya nieoczekiwanie zyskał twardość i chłód stali.
Samuel lekko pokręcił głową. Wyglądał na zatroskanego, może nawet przygnębionego.
- Przyszedłem, bo sądziłem, że mnie potrzebujesz... - Wymamrotał, zawstydzony prawdopodobnie nie tyle samym wyznaniem, a niechcianą widownią w postaci Doriana.
Rayan zmrużył oczy. Wesołość kompletnie z niego uleciała i odkryła przykrą obojętność. Potrzebował Samuela, oczywiście, ale nie w taki sposób jak tamten sobie wyobrażał. Nie miał więc zamiaru zapewniać go o czymś, co nie było prawdą.
Odwrócił wzrok i machnął dłonią tym razem jednak, jakby właśnie odwoływał służbę, a nie wyraźnie zauroczonego nim, sympatycznego chłopaka.
Blondyn poderwał się z kanapy i nie patrząc już ani na Raya, ani tym bardziej na Doriana, szybko przemierzył salon. Wyglądał jak kopnięty szczeniak.
Drzwi zamknęły się z cichym trzaskiem. Ray odchylił głowę na oparcie i skrzywił się brzydko. Nie trudno było zauważyć, że jest rozeźlony, może nawet zawiedziony.
- Gówniarz. - Syknął, choć ciężko było stwierdzić pod czyim adresem była to obelga. Przetarł palcami oczy, aż zobaczył pod powiekami barwne błyski. Lekko zakręciło mu się w głowie.
Tak naprawdę nie miał żadnego powodu do świętowania. Kpił nawet w momencie, kiedy problem go przerósł. Chciał alkoholem zagłuszyć myśli, ukoić seksem smutki. Jednak źle wybrał dzisiejszego kompana. Połasił się na przestraszone oczy kelnera, więc zagarnął go do siebie i pewnie miałby go, gdyby nie Dorian. Ale nie miał mu za złe popsucia planów. Właściwie... nie miał planów, działał impulsywnie więc mógł być wściekły jedynie na siebie. Prawda była taka, że dopóki wszystko układało się po jego myśli był najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi, ale gdy tylko coś się sypało, sypała się też jego wola i miał chęć odsunąć od siebie wszystkie irytujące drobiazgi.
Jednak czy bycie pośrednio odpowiedzialnym za śmierć człowieka można było nazwać drobnostką? Pamięć wyryła w jego głowie obraz sprzed kilku godzin, obraz poczerniałych belek, rozsypanych popiołów, tłumu gapiów i dziesiątek urzędników, którzy nękali go, by wziął odpowiedzialność za swoją prywatną katastrofę. Nie chodziło o pieniądze, tych miał w nadmiarze, ale chodziło o świadomość zniszczeń, odpowiedzialność za ludzkie życie.
Wątpił wprawdzie, że wina za spłonięcie Cherry Pie leżała po jego stronie. Ktoś musiał zaprószyć ogień, ale to wciąż był jego lokal i jego martwy pracownik. Nawet jeśli wszystko było jedynie się dziełem przypadku.
Siedział w bezruchu z oparta na kolanie szklaneczką, z zamkniętymi oczami i upiorną obojętnością na twarzy, zdając się nie zwracać uwagi na obecność Doriana.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
ZerlovBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 02/07/2017
Liczba postów : 226
Cytat : Miłość, sen i śmierć przychodzą pomału, schwyć mnie za włosy i mocno pocałuj.
Female


PisanieTemat: Re: Taki duży a taki dziecinny.   Nie Sty 28, 2018 6:18 pm

Nie ma takiej skali, która byłaby idealna dla młodego domownika w sprawie tego jak bardzo go kusiło żeby zapytać młodego chłopaka o wiek. Skąd jest? Gdzie mieszka? Najważniejsze pytanie: co robił w środku dnia z starszym od siebie (nie jest to kwestia czterech/pięciu lat), takie typu facetem, popijając alkohol? Gospodarza nie dało się inaczej określić. "Taki typ" i tak jest delikatnym określeniem faceta od którego lepiej trzymać się daleko. Na szczęście posiadał w sobie tyle samozaparcia aby nie wyjść na kompletnego idiotę. Tak naprawdę odpowiedzi na stworzone przez siebie pytania nie były mu potrzebne do życia. Zwykła ciekawość.
Ślady na jasnej skórze chłopaka były na tyle widoczne aby i Dorian je wyłapał. Niby nic, przecież nie jest prawiczkiem, wie do czego prowadzą tego typu zabawy.. a speszył się jeszcze bardziej. Szybko obrócił wzrok, byleby nie został przyłapanym na spoglądaniu w dane miejsce. Dziwił się swym reakcjom. Wolał jednak nie rozchodzić się nad pytaniem "dlaczego?". Wystarczyły mu te dręczące go na temat nieznajomego kochanka mężczyzny.
To prawda, Frank mu nie wspominał, że Rayan jest gejem. Z jakiego powodu? Ciężko stwierdzić. Dorian mając zdolność do analizy tysiąca scenariuszy na sekundę, rozpoczął takowe myślenie. Na początku stawiał na fakt, że jeśli by się dowiedział to mógłby nie chcieć z nim mieszkać (Frank nic nie wie o orientacji brata), co z drugiej strony jest śmieszne, bo właśnie Frankowi zależało aby młody się z nimi wyprowadzić. Drugą opcją.. Może zapomniał? Nie, brednie co wcześniej. A co jeśli wolał aby Dorian dowiedział się prawdy sam, licząc na to, że po fakcie zechce odejść? Im więcej wpadało mu opcji do głowy tym większy tworzył się chaos.
-Nawet o tym nie myśl. - fuknął bojowo, patrząc na niego z politowaniem. Jakby słowa te miały magiczną moc i zmuszały gospodarza do trzymania się od niego z daleka. Jeszcze by kurwa tego brakowało. Za dużo nowości jak na jeden dzień, oj za dużo.
Osłupiały przyglądał się temu co działo się dalej. Z całego serca współczuł chłopakowi. W jednej chwili był nawet gotów stanąć w jego obronie, gdyby mężczyźnie wpadł głupi pomysł do głowy. Nie znał go i raczej nie pałał chęcią do poznania - mimo wszystko Sam wydawał mu się miłym, lekko zagubionym chłopakiem. Czyli nie mógłby go zostawić bez pomocy. Nim się obejrzał zostali sami. Okej, nie pasowało mu. Gówniarz, wywołało grymas na licu Doriana. Na swoje szczęście przymknął dziób. Ray wyglądał niczym uśpiony wulkan. W dodatku pijany. Powinien odwrócić się na pięcie z zamiarem zniknięcia w bezpiecznym pokoju.. Powinien, no kurwa powinien, więc czemu wciąż wpatrywał się kurczowo w gospodarza? Czemu obawiał się każdego ruchu?
-Nie w moim interesie jest z kim się zabawiasz, ale następnym razem, jeśli byś mógł - daj mi jakkolwiek znać, ze kogoś przyprowadzasz. - burknął, jakoby przerwać dudniącą ciszę. Najlepszego tematu nie wybrał, fakt. I faktem było, że guzik go powinno obchodzić z kim, gdzie i co robi współlokator. W końcu mieszkał w JEGO mieszkaniu a nie ICH.
Zmrużył powieki cały czas a niego patrząc. Siedź cicho i lepiej nie mów za wiele, debilu. Zacisnąwszy usta w cieniutką linię postąpił z nogi na nogę, ruszając łaskawie z wolna do swego pokoju. Wolał uciec niż by miał powiedzieć o kilka słów za dużo. -Zaraz zrobię coś na obiad. - rzucił jeszcze.
Z pokoju wyszedł parę minut później, oszczędnym spojrzeniem łypiąc na wciąż siedzącego gospodarza. Wolał być czujny i mieć go na oku. Nie ufał mu. Śmieszne, prawda? Wolał również zamknąć się szczelnie w pokoju ale obiecał Frankowi pomagać. No i lodówka świeciła pustką. Niby zrobił ostatnio zakupy; ugotował obiad oraz kolację. Niestety takie czynności trzeba powtarzać raz po raz. Taka kolej rzeczy.

_________________
Just look,
I'm yours.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 228


Cytat : I'm not a slut I just love love
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Taki duży a taki dziecinny.   Czw Lut 01, 2018 3:50 pm

Rayan naprawdę o tym nie myślał. Na początku może i faktycznie zastanawiał się jakby to było uwieść młodszego brata Franka, ale ostatecznie porzucił ten pomysł, nie tylko ze względu na nieprzystępność wymienionego, ale na własny komfort. Gdyby współlokator potraktował seks zdecydowanie poważniej niż było trzeba i zadurzył się w nim, musiałby go wywalić z mieszkania, a tego nie chciał robić przede wszystkim ze względu na Franka i jego prośbę. Wobec tego tkwili w tym dziwacznym układzie. On żył własnym życiem i Dorian również. Do czasu.
Słysząc wyrażone oburzonym tonem pouczenie, wysyczał pod nosem jakieś przekleństwo. Jego zmęczone oblicze przeciął grymas niezadowolenia, ale nawet nie otworzył oczu.
Niedoczekanie, że gówniarz będzie go ustawiał we własnym domu. Nie miał jednak siły się kłócić.
- Nie muszę ci się meldować i nie wymagam tego od ciebie. - Odparł lodowato zimnym, obojętnym tonem.
Dopiero kiedy usłyszał oddalające się kroki, westchnął głęboko i wyprostował się. Na wieść o obiedzie jedynie uśmiechnął się kwaśno i wychylił jednym haustem resztę whisky. Potem faktycznie zaległ na kanapie, wymownie patrząc w sufit. Palcami wystukiwał rytm wciąż lecącej muzyki, ale tak naprawdę wcale jej nie słuchał. Skupiał się na tym, jak ogarnąć cały powstały bajzel i ubolewał nad tym jak paskudnie będzie czuł się przez następne tygodnie zanim to wszystko się ustabilizuje. Nie zamierzał jednak przez cały czas smętnie siedzieć na kanapie. O nie, zadzwoni do Pablo, a może do Sebastiana, albo do obu na raz i pozbędzie się wszystkich smutków. Ale... może nie dzisiaj. Może jutro.
Alkohol coraz bardziej szumiał mu w głowie i gdy Dorian zaczął krzątać się po kuchni, Rayan zdążył wychylić jeszcze jedną szklaneczkę whisky, co doprowadziło go do kompletnej ruiny. Ale gospodarz w końcu poczuł się dobrze,. W końcu świat przestał rysować się w szarych barwach. Uznał nawet, że doskonałym pomysłem będzie porozmawianie z Dorianem, więc musiał być naprawdę, naprawdę pijany.
Zebrał się z kanapy i lekko się chwiejąc podszedł do wyspy kuchennej. Wskoczył na nią i siedząc, kilka razy uderzył piętami w szafki. W rozchełstanej koszuli, potargany i ze wzrokiem zamglonym alkoholem wyglądał dziwnie bezradnie, ale nie zdawał sobie z tego sprawy.
- Co gotujesz? Jakąś truciznę, którą mnie w końcu ubijesz? - Uśmiechnął się złośliwie. Język odrobinę mu się plątał. - Ty naprawdę mnie nie lubisz, co? A my się przecież nawet nie znamy. - Bełkotał dalej, nawet nie czekając na odpowiedź. - W sumie, wcale nie musimy się lubić... ale mógłbyś przestać krzywić się za każdym razem kiedy mnie widzisz. To nieuprzejme. - Tak jakby on był bardzo uprzejmy. Ale był pijany i ogólnie był hipokrytą, więc nie miał zamiaru brać pod uwagę czy jego słowa miały pokrycie. Po prostu paplał to, co w tej chwili uznał za stosowne. - I mógłbyś wyjąć sobie kij z tyłka, trochę się rozluźnić. Byłoby ci bardziej do twarzy gdyby trochę... - wyciągnął dłoń do jego głowy i o ile Dorian nie uchylił się, to dłoń Rayana wsunęła się w jego czuprynę w pieszczotliwym, pijackim geście. - ...roztrzepać ci włosy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
ZerlovBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 02/07/2017
Liczba postów : 226
Cytat : Miłość, sen i śmierć przychodzą pomału, schwyć mnie za włosy i mocno pocałuj.
Female


PisanieTemat: Re: Taki duży a taki dziecinny.   Sob Lut 03, 2018 3:36 pm

Faktycznie, nie powinien stawiać jakichkolwiek warunków w sprawie mieszkania. Bo tego właśnie tyczył wypowiedziany przez niego "warunek", który właściwie nim nie był a tak zabrzmiał. U Doriana w głowie zabrzmiało to jak delikatna prośba, nie sądził, że w rzeczywistości zirytuje tym mężczyznę. Z drugiej strony co z tego? Czym się przejmował? Po za tym stawiał, że skoro chodzi o własną intymność Ray zgodzi się na prosty układ. Marzenia ściętej głowy. Najwidoczniej takie błahe drobnostki jak intymność są ważnym dla niego. Spoko. Od dzisiaj Dorian zacznie się modlić żeby wchodząc nie natrafiał na podobne scenki. Jakoś do życia specjalnie mu one nie były potrzebne. Tak samo żyłby dalej bez świadomości jaką orientację ma jego współlokator. Nie żeby było to coś odrzucającego, bo sam tkwił w owym temacie ale.. Po prostu ale.
Przelewający się alkohol o tak wczesnej porze jest niczym dobrym. Dorian znał ten temat doskonale, dlatego powoli doprowadzał się do spokojnego stanu. Wolał znów nie podkurwić gospodarza, wolał w ciszy ugotować co zaplanował; wolał zamknąć się samotnie w pomieszczeniu. Robił mały hałas, właściwie gdyby nie otwarta przestrzeń nikt by nie wiedział, że urzęduje właśnie w kuchni.
Ktoś jednak wiedział. I co najdziwniejsze zaplanował mu potowarzyszyć. Chłopak siłą woli spojrzał na niego tylko i wyłącznie kątem oka ale i wystarczyło, aby poznać jego stan. I w żadnym wypadku nie chodziło o samo upojenie. Ten arogancki, egoistyczny, z wysoko uniesioną głową mężczyzna ustąpił miejsce na rzecz egoistycznego, dziwnie bezbronnego. Bo tak wyglądał. Widywany w jednej formie dziś wydał się młodemu całkiem jak nie on. Postawa ta kazała mu mieć dużą czujność. Póki Ray milczał student nie przywiązywał do niego większej wagi. Był i kropka. Postawił sobie za cel szybki oraz smaczny obiad. Później zaszyje się w pokoju albo wyjdzie. Nauczył się takiego trybu życia odkąd zaczął z nim mieszkać i póki co sprawdzał się.
-Nie, nie tym razem. Jeszcze nie dopracowałem idealnego planu co zrobić z Twoim ciałem oraz co powiedzieć innym, żeby nie nabrali podejrzeń. -mruknął, uśmiechając się podobnie. Spojrzał na niego krótko, w trakcie wyciągania z szafki ryżu. -Zrobię curry i kurczaka teriyaki. -dodał zanim mężczyzna rozpoczął pijacką paplaninę.
Pewnie gdyby go interesowało co ma do powiedzenia Ray już dawno czułby się winny za tak nieprzyjemne zachowanie. Od besztania samego siebie powstrzymywała go myśl, że mówca wcale nie jest lepszy. Poza tym jest pijany a Dorian nie krzywi się za każdym razem widząc go. W milczeniu, jednocześnie powoli pichcąc, słuchał jednym uchem. A w momencie niespodziewanego czynu chłopak akurat stał obok i w życiu nie dałby rady uciec głową. W pierwszej chwili nie bardzo wiedział co się dzieje. Słowa doszły do niego z opóźnieniem, a duża, ciepła dłoń w włosach przypominała mu do złudzenia dłoń starszego brata. Bardzo często z pieszczotą burzył mu ład na głowie. Wbrew pozorom Marais przyzwyczaił się oraz lubił ów gest. Nie dziwota więc, że zanim odpowiednio zareagował minęła dobra chwila. Ostatecznie nie fuknął do niego, nie szarpnął głową; delikatnie pochylając głowę oraz robiąc krok w bok, by dłoń osunęła się z głowy. Czuł się głupio przez własną chwilę słabości. Zarazem tęsknił za Frankiem. Wychowując się mając jedynie brata to ciężka sprawa.
Odchrząknął cicho, prostując się i podchodząc do drugiego końca kuchni, gdzie czekały na niego piersi z kurczaka. Prościej było warknąć albo zrzucić jego łapę.
-Za to Ty raz na jakiś czas mógłbyś wsunąć sobie taki kijek w tyłek. -burknął, jako obronę. Zawsze broniąc się reagował chamskimi odzywkami. Nauczył się tego za młodu i nic nie pomagało. Kijek, śmiesznie. W przeciwieństwie do niego w młodym wieku zachowywał się doroślej. Myślał o domowym jedzeniu, imprezy były częścią życia ale z wielkim umiarem.. i wszystko inne. Zacisnąwszy usta w cieniutką linię zacisnął powieki.
Przesadzał.
Wypuścił ze świstem powietrze z płuc, chwytając w dłonie nóż. Tęsknił za Frankiem. Brakowało mu ciepłych dni; brakowało mu stabilności; brakowało mu miłości rodzicielskiej. Nie. Stop. Nie jest to czas ani miejsce na użalanie się nad sobą.
-Dobra, przepraszam, nie chciałem tego powiedzieć. -wymamrotał w końcu. Lepiej nie ryzykować. Odechciało mu się możliwych kłótni. W ogóle rozmowa nie wchodziła w grę ale czuł potrzebę zmiany tematu, odepchnięcia od siebie nieprzyjemnych myśli oraz uczucia bezradności. Wyprostował się.
-Czym tak w ogóle się zajmujesz? -zagadnął mruknięciem. -Praktycznie Cię nie widuje w domu popołudniami.

_________________
Just look,
I'm yours.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 228


Cytat : I'm not a slut I just love love
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Taki duży a taki dziecinny.   Sro Lut 07, 2018 4:01 pm

Intymność nie miała dla Raya dużego znaczenia, nie jeśli chodziło o cielesność. To, czy współlokator natknie się na scenę jak pieprzy się na kanapie z jakimś szczeniakiem nie było czymś zawstydzającym. Podobnie też, nawet nie przejąłby się widząc podobny obrazek z Dorianem w roli głównej. Więcej nawet, pewnie by mu kibicował. Już bardziej irytowała go ingerencja w jego naturalny cykl życia, mamrotaniem, że lepiej by było gdyby zamykał się w sypialni. Nie-miał-zamiaru. To był jego dom, a dzieciak jeśli chciał, mógł się wyprowadzić. Droga wolna.
Tak właśnie myślał dwie szklanki whisky temu.
Teraz bełkotał nieskładnie, siedząc na kuchennym. Wzmiankę o curry i kurczaku zbył machnięciem dłoni. Wcale nie był głodny, w ogóle nie myślał o tym żeby coś jeść. Tak właściwie, to było mu nawet trochę niedobrze.
Chwila w której zagłębił palce w miękkie kosmyki wydawała mu się dziwacznie długa. Może faktycznie taka była? Dorian przecież nie uchylił się od razu, nie szarpnął się, nie warknął. A Ray nie zabrał ręki. Pozwolił chłopakowi zakończyć ten śmieszny przejaw tkliwości łagodnym ruchem.
Zabrał dłoń podparł się nią o blat i przechylił głowę w bok. Nie skomentował. Nie myślał na tyle trzeźwo. W jego głowie pojawiła się jedynie myśl, że faktycznie dzieciak dobrze wyglądał z rozczochranymi włosami. Podobał mu się. Jednak słowa jakie po chwili uciekły z jego ust, wywołały na twarzy Rayana znajomy, szelmowski uśmiech. Zgasła iskierka zainteresowania, ale na jej miejscu zabłysła kolejna, złośliwa.
- Wolę wsuwać "kijek" w tyłek innym. - O tak, niewybredny żart, na miarę możliwości jego pijackiej elokwencji.
Nie widział twarzy Doriana, ale jak zwykle wydawał mu się spięty i buńczuczny, jakby wielką krzywdę robił mu swoimi żartami. Jakby naprawdę czymś złym było, że potrafił korzystać z życia. Może Dorioan po prostu mu zazdrościł? I już, już miał dodać kolejną złośliwość, bo taki już był, nie potrafił odpuścić, ale chłopak wybąkał przeprosiny.
Ray zmrużył oczy. To było coś nowego. Nie zastanawiał się nad tym jednak. Wiedziony alkoholem, który jeszcze bardziej pozbawiał go zahamowań, zsunął się z blatu i w momencie, gdy Dorian zadawał pytanie, ten objął go, przyciskając do siebie. Nie mocno, z zadziwiającym wyczuciem jak na taki stan upojenia.
Głowa Rayana opadła na dorianowe ramię. Głęboko odetchnął jego zapachem. Nie odpowiedział na pytanie, tak właściwie, to nawet nie do końca je zarejestrował.
- Wiesz co? - Wymamrotał. - Chyba muszę się położyć.
Puścił go, lekko zatoczył się do tyłu i wpadł na blat. Potem z trudem spróbował ruszyć w kierunku salonu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
ZerlovBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 02/07/2017
Liczba postów : 226
Cytat : Miłość, sen i śmierć przychodzą pomału, schwyć mnie za włosy i mocno pocałuj.
Female


PisanieTemat: Re: Taki duży a taki dziecinny.   Nie Lut 11, 2018 12:09 pm

Przemyślany żarcik gospodarza zostawił bez komentarza. Uznał, że najlepszym pomysłem będzie próba naprostowania rozmowy na normalne, przyziemne tematy. Nie wziął jednak pod uwagi ani stanu mężczyzny ani tego jaki bywał w życiu. Szczeniakowi wydawało się, że z każdym uda się nawiązać nić porozumienia w słowny sposób. Znaczy, Frank ma taki dar i młodszy brat podłapał co i jak. Ale najwidoczniej on nie ma takiego daru jak starszy brat.
Przeprosiny chłopaka były niczym w porównaniu do wyskoku Rayana. Może dla niego taki czyn jest niczym nowym ale młody nie spodziewał się za żadne skarby czegoś takiego. Wyczuwalnie spiął się pod, mimo wszystko, delikatnym dotykiem. To nie to, że pierwszy raz doszło do bliskości z facetem, nie chodzi o przerażenie czymś o czym wcale nie myślał, czy jakieś paniczny odrzut przed dotykiem gospodarza. Nie ważne. Ważne, że szybko na rzecz szoku wkroczyła irytacja i omal nie zjebał go za tak śmiały czyn, gdy ten oznajmił swoje odejście. Dorian rozluźnił się automatycznie. Kątem oka odprowadził go ile się udało. Powinien właśnie po tym zebrać swoje manaty i spierdzielać gdzie pieprz rośnie, porzucając marzenia o dobrej uczelni. Jeszcze dziś nie wiedział, że ten jeden wybryk jest zaledwie kroplą w morzu. Był zirytowany, zdenerwowany, dziwnie odrętwiały ale nie nabrał w sobie tyle odwagi żeby pójść za nim i wyznaczyć mu jasne granice. Niech sobie będzie gejem, niech pieprzy małolatów, niech odnosi się do niego z kpiną lub wyższością, ale niech trzyma swoje łapska z dala od niego. Tak podirytowany dokończył obiad, zjadł a nawet posprzątał pół mieszkania.
Powoli dochodził wieczór, kiedy przechadzał się z telefonem w dłoni, rozmawiając z Frankiem. Rozmawiali jakoś od dwudziestu minut - w końcu starszy brat nie wytrzymał i podpytał co u przyjaciela, jak się z nim mieszka i etc. Dorian przystanąwszy przed pokojem gospodarza, odparł:
-Dobrze. Nie jest źle. Właściwie ciężko nam się widywać. Mnie nie ma przez pierwsze pół dnia, a jego przez drugie. Czasem widzimy się tylko przelotem. -dodał jeszcze, że sprząta, gotuje i takie pierdoły, o których Frank wiedział ale wolał go zapewnić. Odkąd tutaj mieszkał ani razu nie wpakował się do tej jednej sypialni. Odczuwał dziwny mur zawsze, kiedy chciał wejść do środka i posprzątać. Dziś miał być ten pierwszy raz. Kierował się czystą dobrocią (tak jakby) serca, chcąc dojrzeć czy mężczyzna oddycha albo nie obrzygał niczego, w tym siebie. Wolał nie mieć denata w mieszkaniu, gdy w zanadrzu nie posiadał planu co faktycznie zrobić z ciałem oraz jak wytłumaczyć jego zniknięcie. Wszedł tam tylko na sekundę. Wpadł, dojrzał czystość, unoszącą się klatkę piersiową i wypadł. Dobrze nie zdążył zapamiętać całego wystroju.
-Nie bardzo teraz. Właśnie śpi. Taaak, tak, zmęczony robotą. Przekaże mu, że dzwoniłeś. Mhm, mmhm, dobra. Pozdrów Loren.
Zanikający kontakt na ekranie telefonu oznaczał koniec rozmowy. "Dasz mi go do telefonu, bo coś się nie mogę do gnidy dodzwonić", odbiło się echem w jego głowie, na co uśmiechnął się kwaśno. Tak, Frank, on jest zmęczony, taaaaaak po pracy.
Pół godziny później dzwonek do drzwi wyrwał go z nauki. Kogo niosło? Wolał nie myśleć. Zmuszony przejął inicjatywę gospodarza. Ale nie spodziewał się trzech znanych mu mord: jednej męskiej oraz dwóch kobiecych, uśmiechniętych od ucha do ucha.
-Co wy tu robicie? -zapytał w szoku. Szok ten trzymał się kolejne piętnaście minut. W tym czasie goście zdążyli wpakować się mu do salonu, podziwiając wnętrze. Jedna z dziewczyn, ładna, wysoka rudowłosa odezwała się:
-O jasna cholera, nieźle sobie mieszkasz. Kim jest ten kolega Twojego braciszka? Też jest tak samo przystojny? A nie szuka może żony? -na koniec zachichotała, och mamo, niemal dziwkarsko. Tak. Idealne słowo. Dorian spojrzał na nią z politowaniem. I wolał nie odpowiadać.
-Zabieramy Cię na imprezę, zbieraj dupę. -odparł kolejny gość, brunet, wiadomo o przystojnej mordzie. Już Dorian miał zaprotestować, burknąć, że nie idzie z tymi pijackimi mordami nigdzie, aż usłyszał jeszcze coś, znów wychodzące z ust wcześniejszej rudowłosej.. damy.
-Ulala, a może ma Pan ochotę z nami wybrać się na imprezę, hm?
Wtedy Marais obrócił się jak oparzony i za sobą dojrzał Rayana. Nie usłyszał go wcześniej. Skubany ma grację. Zaciskając usta w cieniutką linię wyczekiwał jak ten zaraz bez cienia skruchy wysyczy mu, że ne życzy sobie sprowadzania tu kogokolwiek kto może go nie zainteresować.

_________________
Just look,
I'm yours.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Taki duży a taki dziecinny.   

Powrót do góry Go down
 
Taki duży a taki dziecinny.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Gurges ater :: Gurges ater-
Skocz do: