CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 He wears the smell of blood and death like a perfume

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
MaleficarBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 20/05/2017
Liczba postów : 272


Cytat : Jeżeli ktoś żywi do mnie uczucie, którego nie da się przekazać w słowach, może przekazać je w gotówce.
Wiek : 25
Female


PisanieTemat: He wears the smell of blood and death like a perfume   Nie Sty 21, 2018 8:04 pm

First topic message reminder :







_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
ShaelSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 28/11/2017
Liczba postów : 109
Cytat : It's been lovely but I have to scream now

PisanieTemat: Re: He wears the smell of blood and death like a perfume   Pon Lip 09, 2018 10:24 pm

Akurat z tym nie mógł się nie zgodzić. Sam czuł się podobnie, zwłaszcza że po ich nocnej wyprawie był naprawdę dobrej myśli i miał nadzieję, że kiedy tego ranka, pełni sił i chęci do pracy, po sowitym śniadaniu, zejdą do piwnicy, czeka ich szybka, prosta robota i kwatera za darmo. Nic jednak nie mogło iść gładko i po ich myśli, co chociaż nie powinno być zaskoczeniem, zawsze w jakiś sposób pojawiało się niespodziewanie. Czy to jeśli chodziło o ich ulubione miejsce na obóz w lesie, które akurat w tym czasie, kiedy chcieli z niego skorzystać, musiało zostać pochłonięte przez bagna, pożerające kolejne połacie lasu w wyjątkowo burzowym sezonie. Czy o idealnie ustaloną walkę, w domyśle czystą i szybką, która ostatecznie kończyła się prowizorycznymi szwami, na których widok lekarz w mieście załamywał ręce i nie wiedział, czy powinien skupić się na strofowaniu mężczyzn, czy na wyciąganiu grubych nici z ich ciał. Po prostu zawsze coś musiało pójść nie tak, jak miało. I ta sytuacja wyjątkiem nie była.
Na razie nie odzywał się, kiedy po drewnianych schodach wszedł gospodarz, a przez chwilę niewielką piwniczkę ogarnął pusty odgłos, jaki wydawały podeszwy butów uderzające o stare deski. Spojrzał na ucznia i schował broń, dopiero wtedy skupiając uwagę w pełni na mężczyźnie i na tym, co miał do powiedzenia na temat tego, co interesowało ich w tej chwili najmocniej. Bo jeśli źródłem tych kradnących spokojny sen z powiek odgłosów nie była piwnica karczmarza, musiała to być izba jego sąsiada.
Nie miał pojęcia, co zrobią, jeśli i ten trop okaże się nic nie wart, ale przynajmniej na razie nie zamierzał tego roztrząsać.
Stężał nieco i choć ciężko było zobaczyć to z zewnątrz, mięśnie jego nóg napięły się i rozluźniły, kiedy przypomniały sobie, że na razie nie ma potrzeby być czujnym do tego stopnia. Czując na sobie wzrok gospodarza, przeniósł własny powoli na Oscara, zaraz wracając nim do starszej, powoli znaczonej już przez czas twarzy właściciela przybytku.
- Jest w stanie pan powiedzieć, kiedy mniej więcej zaczęła się ta historia... Z duchami? - spytał, mając nieprzyjemne wrażenie, że mogło się to zdarzyć niedługo po tym, jak drogi sąsiad przestał nosić wianki i zabawki do lasu, gdzie zginęło jego dziecko.
Sytuacja była niecodzienna, a wszystkie ich domysły i spekulacje po kolei były odrzucane przez rzeczywistość, która podrzucając nowe poszlaki, gmatwała sprawę jeszcze bardziej, aż do tego momentu, kiedy jedyny scenariusz, który powstawał w jego głowie, łączący wszystko, co wiedzieli do tej pory, nie chciał mu przejść przez gardło.
- Wciąż szukamy gospodarzu, wczoraj byliśmy pewni, że miejscem pobytu naszego problemu jest piwnica, lub dom obok karczmy. Jedną z lokacji sprawdziliśmy i zwyczajnie, zanim zaczniemy myśleć nad tym, co dalej, chcielibyśmy sprawdzić drugą. Dla pewności. - kiwnął głową na ucznia, żeby podszedł bliżej – Zechciałby nas pan przedstawić sąsiadowi? - spytał grzecznie, a kiedy mężczyzna, wyraźnie roztargniony, ruszył przodem, Alexander zrównał się z chłopakiem, jednak nie mówił już nic.
Nie chciał na razie histerii, dlatego wolał, żeby karczmarz nie wiedział o jego podejrzeniach, póki sprawa nie zostanie rozwiązana. Oscar zaś prawdopodobnie w tym właśnie momencie przeżywał podobne rozterki, co jego mistrz. W końcu sam go uczył przez całe lata.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MaleficarBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 20/05/2017
Liczba postów : 272


Cytat : Jeżeli ktoś żywi do mnie uczucie, którego nie da się przekazać w słowach, może przekazać je w gotówce.
Wiek : 25
Female


PisanieTemat: Re: He wears the smell of blood and death like a perfume   Wto Lip 10, 2018 8:54 pm

Oscar ostatni raz rozejrzał się po wiszących przy ścianie pętkach kiełbasy i leżakujących poniżej na półkach szynkach. Po beczkach pełnych piwa albo wina… Coraz więcej bardzo niepokojących myśli kłębiło się pod jego czaszką, a pytanie, które wystosował Alex tylko utwierdziło go w przekonaniu, że obaj już całkiem niedługo na własne życzenie okropnie popsują sobie piękny poranek. Przełknął ślinę, przepychając ją siłą przez przez nieprzyjemnie ściśnięte gardło. Nie lubił oglądać trupów, niezależnie do tego ile by ich nie widział nie sądził by ta awersja kiedykolwiek się zmieniła. A to spodziewał się zobaczyć w domu cichego sąsiada – trupa gospodarza i zamkniętego gdzieś potwora z bagien, który porwał i zabił jego dziecko.
Gospodarz za to nie podzielał ich czarnych myśli i dał sobie chwilę na zastanowienie, sunąc wzrokiem po suficie piwnicy.
- Zdążyli my z żoną już ze cztery razy do kościoła pójść, to będzie jakiś miesiąc – podał najdokładniej jak potrafił. - O, o! To się zaczęło gdzieś po tej nocy jak żeśmy sąsiadowi obornik gasili! Ktoś podłożył ogień u Morrisona, tam na końcu ulicy i cała wieś się zbiegła, żeby gasić. Przed tym mi goście przyjeżdżali i nikt się nie skarżył! – dopowiedział niebosko zadowolony ze swojej uwagi, autentycznie czując, że nawet jeśli nie łapie dokąd dwóch dżentelmenów prowadzą ich mądre głowy, to w tej chwili jest im bardzo pomocny nawet z wiadomością o palącym się oborniku.
Jedna z brwi Oscara poszybowała nieco do góry i wymienił się spojrzeniami z Alexandrem. Niby pożar mógł być czystym przypadkiem, ale w tej dziwnej sytuacji naprawdę niczego nie można było traktować z przymrużeniem oka. Byron mimo czarnych myśli uśmiechnął się bez wyrazu kiedy gospodarz zachęcony kiwnął głową i cofnął się na górę, by po wyjściu łowców z piwnicy zamknąć za nimi klapę i zasunąć ją kłódką. Dopiero wtedy młodszy z nich pozwolił sobie odetchnąć – cicho, ale bardzo ciężko, najpierw zerkając na drzwi smętnego domostwa, a potem na Alexandra. Oczami mającymi w sobie zdecydowanie mniej blasku niż rano.
Karczmarz w tym czasie wstał z klęczek i otrzepał spodnie, po czym podszedł do drzwi i zapukał do nich wielką pięścią. Z początku nie było żadnej odpowiedzi. Nawet po powtórzeniu nadal nie było słychać żadnych odgłosów krzątania się zza drzwi.
- Może gdzieś wyszedł? – bąknął mężczyzna do siebie i zapukał po raz ostatni, dużo-dużo głośniej. - Buckner!
Dopiero wtedy drzwi niespiesznie uchyliły się odrobinę na tyle, by pokazała się w nich sucha postać wysokiego mężczyzny. Już po uchyleniu wrót dało się wyczuć z wnętrza zapach gorzelni, zepsutego jedzenia oraz smrodu potu i niemytego ciała, który to dochodził od samego gospodarza. Pan Buckner pomimo widocznie tężyzny fizycznej miał twarz wychudłą i ściągniętą stresem, bólem i tanim bimbrem. Szklanymi, niewidzącymi oczyma, otoczonymi od dołu cieniami niewyspania, wodził po trójce mężczyzn, aż w końcu wycharczał nieprzychylne:
- Czego tu? - ...które brzmiało jak odgłos rozdzieranego prześcieradła.
Karczmarz skrzywił się tylko przez chwilę, ale szybko podjął sztucznie radosnym tonem:
- Sąsiedzie, tych dwóch dżentelmenów rozwiązuje u mnie zagadkę duchów na poddaszu i bada mi karczmę dookoła, a że twój dom jest na drodze, to powiedzieli, że chcieliby trochę pogadać. No. – Zatarł ręce najwyraźniej uznając sprawę zapoznania za zakończoną i cofnął się dwa kroki do łowców, by poklepać Alexandra po ramieniu. - Ja już muszę wracać, pomóc córze pilnować interesu. Jakby co to będę za ladą – rzucił z wyraźną ulgą i sprężystym krokiem zaczął się oddalać.
Oscar chrząknął, próbując nie oddychać za głęboko i uśmiechnął się w końcu subtelnie.
- Dzień dobry, Panie Buckner, nie chcieliśmy przeszkadzać i nie zabierzemy Panu wiele czasu. Czy moglibyśmy wejść na chwilę do środka?
- Nie – mężczyzna niewzruszony uciął rozmowę jak nożem i już zaczął zamykać drzwi.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ShaelSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 28/11/2017
Liczba postów : 109
Cytat : It's been lovely but I have to scream now

PisanieTemat: Re: He wears the smell of blood and death like a perfume   Wto Lip 24, 2018 9:20 pm

Kiedy ciężkie wrota otworzyły się przed nimi, ze skrzypnięciem sugerującym, że od bardzo dawna nie pełniły one swojej funkcji. Dopiero teraz miały okazję, najpierw z cichym jękiem uchylić się, niemal nieśmiało, jakby sprawdzały, któż taki niepokoi tak nagle, zupełnie już odzwyczajone od podobnych ekscesów, by chwilę później już nieco odważniej, z drapiącym skrzekiem wpuścić między futrynę, wychudzoną postać mężczyzny, z którego ust wydobył się zaskakująco podobny dźwięk. W tym samym jednak momencie, kiedy ujrzeli suchą, zmęczoną twarz o nieco żółtawej, ziemistej cerze, nozdrza uderzył cały wachlarz najbardziej niespodziewanych zapachów, które razem, z powodzeniem obudziłyby nieboszczyka. Samego zaś Alexandra nie wzruszyły mocno, chociaż nie skrzywił się pewnie wyłącznie dlatego, że przez lata przywykł do ostrej woni śmierci. A ten mdlący aromat był równie zachęcający.
Pozwalając gospodarzowi mówić, sam uważnie przyglądał się mężczyźnie, już teraz podejrzewając, że to nie będzie tak proste, jakby sobie tego życzyli. Dwa, sprzeczne uczucia w nim walczyły o przewagę, a on sam teraz spychał gdzieś w odmęty umysłu zaskoczenie, że w ogóle ktokolwiek im otworzył. Miał podejrzenie, że właśnie w tym budynku był ich cel. Więcej, był o tym przekonany. Do niedawna. A właściwie dokładnie do tego momentu. Bo sąsiad strapionego karczmarza żył i chociaż nie można było powiedzieć, żeby miał się dobrze, zdawało się, że jedyną rzeczą, która go zżerała, był ból po utracie bliskich i samotność. Nie zaś mała, krwiożercza bestia zamieszkująca jego piwnicę. Z drugiej jednak strony, stworzenie mogło się schować, a przy takim smrodzie, nawet woń podobnej istoty byłaby trudna do zauważenia...
Poczuł na swoim ramieniu nieco niezręczne klepnięcie i na ułamek sekundy spojrzał w tamtą stronę, wracając jednak szybko do postaci przed nimi, która wcale nie wyglądała na chętną do jakichkolwiek rozmów. Ani z karczmarzem, ani z nimi. Albo właśnie przede wszystkim z nimi, bo już chwilę po tym, jak jego uczeń uprzejmie wyraził ich prośbę, miękki baryton został przecięty przez skrzekliwą odpowiedź, po której drzwi znów miałby pocałować futrynę z rozrywającą duszę namiętnością... Jednak nie zrobiły tego, po drodze napotykając przeszkodę w postaci idealnie wypastowanego, błyszczącego w porannym słońcu, ciężkiego, wojskowego buta.
- Obawiam się, Panie Buckner, że mimo nad wyraz uprzejmego tonu wypowiedzi mojego towarzysza, nie była on faktycznie pytaniem. Nalegam, aby Pan się odsunął. - powiedział, układając otwartą dłoń na drzwiach, chwilę czekając z użyciem siły na to, żeby mężczyzna przemyślał sytuację i doszedł do wniosku, że nie ma zbyt dużych szans na siłowanie się z dwoma, zdecydowanie lepiej zbudowanymi, dorosłymi mężczyznami. - Chwilę porozmawiamy i obejrzymy izbę. - poinformował go jeszcze, napierając na drzwi, aby otworzyć je nieco szerzej i wsunąć się do środka, wierząc, że Oscar wejdzie za nim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MaleficarBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 20/05/2017
Liczba postów : 272


Cytat : Jeżeli ktoś żywi do mnie uczucie, którego nie da się przekazać w słowach, może przekazać je w gotówce.
Wiek : 25
Female


PisanieTemat: Re: He wears the smell of blood and death like a perfume   Pią Sie 10, 2018 8:21 pm

Drewniane, odrapane i dawno niekonserwowane drzwi napotkały na swojej drodze koniec eleganckiego obuwia i porzuciły misję, choć gospodarz dla przekory albo niezbyt rozumiejąc sytuację szarpnął jeszcze klamkę dwa razy – jak można się było domyślić całkiem bezskutecznie. Dopiero po tym z ociąganiem przemyślał sprawę i spojrzał w dół ciała mężczyzny, który uprzednio zbliżył się doń błyskawicznie.
- Bezczelne dzieciaki... – czknął, spoglądając z bliska na Alexandra i chyba w pijackim amoku nie bardzo zdając sobie sprawę z wieku swojego rozmówcy. Z bliska jego oczy pokryte były bielmem, jakby chmura smutku wyżarła źrenice i tęczówkę oka zabierając jego ciału ostatni kolor, którego pozbyć się było najtrudniej – tak by niemal martwe, puste, prawie szklane oczy pasowały do pociętej zmarszczkami, szarej jak papier skóry i brudnych, pełnych równie szarych plam łachmanów oraz cienkich, sterczących na wszystkie strony białych włosów. Pan Buckner mógł mieć zarówno dziewięćdziesiąt lat jak i być w wieku starszego z łowców – to co mu się stało odcisnęło jednak piętno na jego ciele i zdrowiu, czyniąc w nim nieodwracalne już spustoszenie. Pomimo nieprzychylnego zachowania nie potrafił już nawet wzbudzić gniewu… Jedynie niechęć i współczucie, z czego to drugie zaczęło powoli wypełniać płuca Oscara jak woda wypełnia naczynie.
Gospodarz wydał z siebie jakiś skrzekliwy dźwięk na pograniczu warknięcia i zmęczonego jęknięcia, a jego chuda łapa, przypominająca bardziej sękatą gałąź, puściła klamkę.
- A oglądajcie se co chcecie… I bierzcie se co chcecie… Nic i tak nie mam – zabulgotał i odwrócił się, by wejść w głąb domu, tym samym robiąc Alexandrowi i kroczącemu zaraz za nim młodzieńcowi miejsce.
Wewnątrz drzwi prowadziły od razu do izby zajmującej sobą praktycznie całe dolne piętro – była to połączona jadalnia po prawej wraz z kuchnią w głębi, naprzeciw drzwi frontowych znajdowały się wrota wychodzące na niewielki ogrodzony i zapuszczony ogródek, a po lewej przylepione do ściany schody na drugie piętro i wklejone w nie od boku drzwi najpewniej do jakiegoś schowka. Z tego co wynikało po położeniu domu to właśnie ściana ze schodami przylegała do karczmy obok. We wnętrzu domu powietrze aż stało w miejscu, tak gęste, że można by na nim powiesić futerał z bronią jak na haku w holu. Zewsząd, a najmocniej z kuchni dochodził zapach rozkładającego się jedzenia oraz kwaśny smród potu i niemytego ciała. Z czego temu pierwszemu winne były niedomyte talerze i garnki pełne jedzenia zamienionego w siedlisko grzybu toczonego przez białe larwy much, których bzyczenie mogło doprowadzić do szału, a te unosiły się nad kuchennymi meblami jak czarna, niespokojna chmura. Pot za to oraz uryna, wymioty i chyba najbardziej znośny fetor przetrawionego alkoholu dochodził od samego gospodarza, który przysiadł przy zastawionym butelkami i otoczonym pobitymi kawałkami szkła stole z trzema krzesłami i pociągnął łyka bezbarwnego płynu z do połowy upitej butelki. Wizyta niezapowiedzianych gości najwyraźniej nie zamierzała przerwać mu w rutynie. Oscar zerknął na schody i najpierw uchwycił spojrzenie swojego mistrza, a potem spojrzał na patrzącego się ślepo w ścianę Bucknera.
- Sprawdzę tylko co jest na górze... – zaproponował wciąż próbując nie stracić sympatycznego tonu i odpowiedziało mu tylko ciche mruknięcie mężczyzny. Rudzielec poprawił więc broń przy boku i spokojnie udał się na górze po niemiłosiernie skrzypiących schodach. W tym czasie szklane oczy starego pijaka zawiesiły się na Alexandrze.
- Niech tamten mówi co chce, ja nie słyszę żadnych duchów – burknął prawie niezrozumiale, zapominając chyba w pełni odciągną ust od szyjki butelki. - Rozejrzeliście się już…?!

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ShaelSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 28/11/2017
Liczba postów : 109
Cytat : It's been lovely but I have to scream now

PisanieTemat: Re: He wears the smell of blood and death like a perfume   Czw Sie 16, 2018 10:11 pm

Zignorował zupełnie nacisk ciężkich, drewnianych drzwi, które dusiły jego solidne obuwie miedzy sobą, a futryną. Ta jednak wyglądała, jakby jedno jeszcze zaledwie pociągnięcie klamki, miało ostatecznie skończyć jej niepewny romans z wrotami, który trwał tylko dzięki rozpaczliwie trzymającym się zawiasom.
Omiótł ledwie spojrzeniem mężczyznę, zaraz zerkając wgłąb izby, jakby tam miał zobaczyć coś, co w mig rozwiązałoby całą zagadkę. Szybka robota. Bez żalu i cierpienia. Bez nieprzespanej nocy i obaw.
Nadzieje na to jednak rozmywały się w jego myślach, jak mgła, wraz z mijającym świtem, coraz wyraźniej klarując się w coś, czego nie miał ochoty sobie uświadamiać. Jak z resztą wielokrotnie, przez całe lata, kiedy próbował odciąć się od tego wszystkiego, bo nie był tam po to, by komukolwiek współczuć, a jednak, kiedy patrzył na Pana Bucknera, nie potrafił zupełnie odpędzić świadomości tego, co z człowiekiem potrafiła uczynić utrata bliskich. Ukochanej żony, ledwie chwilę później niemal wyśnionego, wymarzonego aniołka, który w ledwie parę chwil nieuwagi, przez parę nieroztropnych decyzji...
Otrząsnął się, by bez słowa wejść do środka, wypełniając umysł rozgardiaszem panującym w całym pomieszczeniu i wszechobecnym brudem. Kurzem unoszącym się w powietrzu, tańczącym lekko i leniwie w świetle nadchodzącego południa, całymi legionami much, krążących nad ich głowami i tym niemal raniącym uszy odgłosem, jaki wydawały ich skrzydła, kiedy one, nic nie robiąc sobie z wizyty, przecinały przestrzeń, tuż przed ich nosami. Chłonął wszystkie zapachy i odgłosy niemal z rozkoszą, nie chcąc dopuścić do siebie więcej nieprzyjemnych, nic niezmieniających przemyśleń.
Smród i zaduch, jaki panował w pomieszczaniu, niemal pomagał w tym, nie dając o sobie zapomnieć i nieznośnie drażniąc. Przy każdym oddechu, podczas którego całe jego ciało błagało, by stąd wyjść, niemal zatrzaskując wrota płuc, które nie zgadzały się na przyjęcie w siebie takiej mieszanki, mógł skupić się na tym, co widział i czuł.
- Dobrze. - kiwnął głową, odprowadzając swojego ucznia spojrzeniem po stromych, wiekowych już i wyjątkowo zaniedbanych schodach, na górę, aż ten zupełnie zniknął mu z pola widzenia.
Sam miał zamiar przyjrzeć się jeszcze dokładniej dolnej izbie, jak na razie, największą ciekawością darząc ścianę ze schodami, która według tego, co udało mu się zaobserwować, musiała bezpośrednio stykać się z pomieszczeniem gospodarczym w karczmie, w którym wylądowali poprzedniej nocy, wpatrując się w ścianę, jakby coś miało im się w niej objawić. Najchętniej rozwiązanie sprawy.
- Słucham? - spytał, odwracając spojrzenie od ściany, by zawiesić je na mężczyźnie, mimo że doskonale słyszał, co ten powiedział, lub raczej wymamrotał, między jednym łykiem a drugim. - Chcemy tylko się upewnić, że zrobiliśmy wszystko, co było w naszej mocy. - zapewnił, schodząc nieco z tonu, kiedy ujrzał go w całym obrazku.
Przy starym, obdrapanym i lepiącym się stole, wśród brudnych naczyń, zepsutego jedzenia i pustych butelek.
Tylu pustych butelek...
- Nie zabierzemy panu wiele czasu. - dodał, znów skupiając wzrok na schodach i podchodząc nieco bliżej, nie znalazłszy nic interesującego w reszcie pomieszczenia, na razie czekając jednak z dalszymi działaniami na Oscara. - Co znajduje się w tym pomieszczeniu? - spytał, mając na myśli wtopione w schody drzwi, w których kierunku się zwrócił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: He wears the smell of blood and death like a perfume   

Powrót do góry Go down
 
He wears the smell of blood and death like a perfume
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zona scriptum :: Fantastyka-
Skocz do: