CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 Under Black Sails

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
ShaelSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 28/11/2017
Liczba postów : 80
Cytat : It's been lovely but I have to scream now

PisanieTemat: Under Black Sails   Nie Lut 04, 2018 11:00 pm


Kiwnął głową kilka razy w zamyśleniu, jednocześnie rytmicznie stukając o blat biurka palcami, ozdobionymi paroma złotymi pierścieniami. Przez dłuższą chwilę milczał, tylko kątem oka łapiąc sylwetkę swojego kwatermistrza.
Kilkoro ludzi z jego załogi, wraz z bosmanem właśnie wybrało się do zatoki, dobić targu z kapitanem niewielkiego statku handlowego, który za drobną opłatę i gwarancję bezpieczeństwa z ich strony, zaproponował odsprzedanie młodego chłopaka. Szlachcica, który podobno zwrócił się do niego z prośbą o bezpieczne wywiezienie z wyspy, a którego rodzina była szanowana i poważana na tej piekielnej wyspie. Mieli podobno dużo pieniędzy, które mogliby wykorzystać na odkupienie ukochanego syna, wnuka... Kogokolwiek. Ważne, że za kosztowności.
- Masz zamiar dotrzymać umowy? - z zamyślenia wyrwał go głos mężczyzny, któremu najwyraźniej znudziło się już milczenie i postanowił zagadać swojego przyjaciela.
Swojego kapitana.
- Nie wiem. - odparł spokojnie, wyglądając przez okno na plażę, gdzie powinni niedługo pojawić się mężczyźni, razem z zakładnikiem – To zależy od tego, ile dostaniemy za dzieciaka. Chciał zapewnić sobie bezpieczeństwo, więc pewnie będzie przewoził coś wartościowego. Myślę, że nikt nie będzie miał nic przeciwko temu, aby sprawdzić co to takiego. - skończył spokojnie, sięgając po kielich i pociągając solidny łyk alkoholu, którego kropla spłynęła z kącika jego ust, jednak wytarł ją dłonią, zanim dosięgnęła brody. - Zobaczymy, co to za mały uciekinier.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
KosmosChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 98
Personal space? No.

Cytat : *Star Trek Intro*
Wiek : 22
Female


PisanieTemat: Re: Under Black Sails   Pon Lut 05, 2018 7:02 pm


Reid Gilbert | 24 lata

    - Urodził się w dobrze sytuowanej rodzinie, więc jego wczesne dzieciństwo nie należało do najtrudniejszych. Gdy inni starali się przeżyć każdy kolejny dzień, martwiąc się o chleb czy ciepłe miejsce do spania, Reid zasypiał nad podsuniętymi mu książkami. Największym problemem jego życia były wymagania rodziców, którzy chcieli jak najlepiej przygotować syna do roli właściciela ziemskiego. Młody Gilbert z czasem zaczął się słuchać i uczyć się nieco pilniej. Głównie z nudów, nie większej odpowiedzialności czy chęci rozwoju.

    - W wieku 24 lat Reid był już dobrze zapowiadającą się przyszłą głową rodziny Gilbert. Pozornie niczego mu nie brakowało: miał wygląd, miał umysł, miał środki. Rodzice wszystko cudownie już zaplanowali, wybrali odpowiednią kandydatkę na żonę, oczkami wyobraźni już widzieli przyszłe zyski, które popłyną z tego małżeństwa, gdy pan młody… zwiał.

    - Przekupił kapitana małego okrętu handlowego i pod osłoną nocy, przy pomocy zaufanej pokojówki wydostał się z własnej posiadłości, potem miasta i dostał na statek. Tam przekazał umówioną kwotę kapitanowi i wszystko pewnie poszłoby po jego myśli, gdyby nie trafili na cholernych piratów. Tak, cały misterny plan…

    - Tak Reid znalazł się na statku pirackim, a wszystko, co posiadał poszło na stół. Świat mu się zawalił, rodzina go pewnie nie chce znać i nie da na niego pieniędzy albo i jeszcze gorzej- da, a wtedy będzie musiał się żenić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ShaelSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 28/11/2017
Liczba postów : 80
Cytat : It's been lovely but I have to scream now

PisanieTemat: Re: Under Black Sails   Pon Lut 05, 2018 8:34 pm

Emory Hearst | 41 lat



- Gdyby spytać przypadkowego żeglarza o to nazwisko, prawdopodobnie nie umiałby powiedzieć na jego temat nic, prócz kilku mniej lub bardziej prawdziwych opowieści i tego, że jest zwyczajnym skurwielem. I pewnie do jakiegoś stopnia miałby rację. Hearst może nie jest najbardziej sympatyczną osobą pod słońcem i z całą pewnością też nie jest kimś, komu można wypłakać się na ramieniu, jest jednak skuteczny w tym, co robi i według niego właśnie to jest miarą człowieka.

- Decydując się na piractwo, od początku wiedział, z czym się to je i co należy zrobić, aby odnieść sukces. Co prawda droga, jaką obrał, nie jest jedyną, mogącą zapewnić wielkość i pamięć, a przede wszystkim pieniądze, ale nigdy nie żałował tego, w jakim miejscu znalazł się ostatecznie.

- Miejscem tym w końcu jest kajuta kapitana, na jego własnym statku. Ze starannie dobraną przez lata załogą. A przynajmniej starannie dobranym trzonem załogi, który utrzymuje się od lat w stanie niemal niezmienionym.

- Jest dobrym strategiem i żeglarzem, nad czym pracował, odkąd tylko pierwszy raz stanął na pokładzie.

- W obu uszach nosi kolczyki z drogocennymi kamieniami, dłonie zaś ma ozdobione przynajmniej jednym pierścieniem. Zwyczajnie lubi błyskotki.

- Wbrew pozorom, da się lubić, chociaż zwykle najpierw musi sam polubić drugą osobę, zanim jego podejście zmieni się na bardziej przychylne.

- Całkiem niedawno zgodził się na pomysł swojego kwatermistrza, który twierdził, że znalazł świetny sposób na łatwe pieniądze, w postaci młodego chłopaka. Tylko jak wytłumaczyć załodze, że, mimo iż dzieciak jest na miejscu, z kosztownościami może być gorzej?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
KosmosChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 98
Personal space? No.

Cytat : *Star Trek Intro*
Wiek : 22
Female


PisanieTemat: Re: Under Black Sails   Sro Lut 07, 2018 12:23 am

Kilka godzin temu wszystko szło świetnie. W końcu się uwolnił, czuł się na szczycie świata. Połowa jego wielkiej ucieczki poszła gładko, teraz tylko wystarczy znaleźć nowe miejsce do życia. Co może być w tym trudnego? Za kosztowności, które zabrał ze sobą z domu mógł swobodnie podróżować przez wiele miesięcy, być może, przy odrobinie szczęścia i rozsądku, nawet i rok. Zaczynał powoli snuć plany na przyszłość. Gdzie popłynąć, w którym miejscu zmienić statek, jak najskuteczniej zniknąć. Dopytywał kapitana o szczegóły podróży, a ten skwapliwie mu odpowiadał. W końcu hojnie opłacił tę podróż, więc wypadało by chociaż zaspokoić jego ciekawość. Reid był przekonany, że dobrze wybrał człowieka, który go przewoził. Niestety czas szybko zweryfikował jego przekonania.
Podejrzewa, że po prostu znalazł się w nieodpowiednim miejscu w nieodpowiednim czasie. Bo jak inaczej to wytłumaczyć? Że kapitan od początku zaplanował sobie oddać go piratom przy najbliższej okazji? A potem jeszcze karmił jego nadzieje odpowiedziami na liczne pytania? Reid był naiwny i nawet do pewnego stopnia zdawał sobie z tego sprawę. Powinien mniej wierzyć obcym. I nie tylko. Kto wie czy jego pokojówka też nie była w to zamieszana. Miał również zdecydowanie zbyt wysokie mniemanie o sobie samym, bo przecież jak inaczej można nazwać jego tok myślenia, jeśli nie bezpodstawnym wietrzeniem spisków? Ale to i tak nie miało większego znaczenia.
Znajdował się na statku pirackim. Piraci… byli bardzo różni, to zdecydowanie mógł o nich powiedzieć. Mniej obleśni, niż to sobie wyobrażał, ale za to dużo bardziej przerażający. To był koniec. Pod każdym względem. Nie potrafił zobaczyć nawet najmniejszego światełka w ciemności. Było tyle możliwości, tyle różnych dróg, które mógł obrać jego los. Rodzina mogła go odkupić, a wtedy nie będzie mieć żadnej wolności działania. Do końca życia zostanie pod butem rodziny swojej i pewnie i przyszłej małżonki. Zakładając, że znajdą się jakieś chętne na poślubienie go po tej całej kompromitacji z ucieczką. Kariery już nie zrobi, to pewne. Rodzina mogła go nie odkupić, a wtedy… No właśnie. Mógł próbować przekupić piratów. Miał ku temu środki, ale oni z pewnością wezmą wszystko, co ma. I wtedy co mu zostanie? Los nędzarza? Nie był na to przygotowany! Nic tylko się powiesić. No właśnie, mógł też po prostu zginąć. Piraci mogli nie być honorowymi ludźmi i w zamian za hojną zapłatę nie darować mu życia. Przecież kosztowności tak czy owak były już ich.
Pod którym kątem by nie patrzeć, jego sytuacja była beznadziejna.
W towarzystwie wyzwisk, których nigdy wcześniej nie słyszał i ogólnym (przeważnie głośnym) wysiłkom mającym na celu zastraszenie jego i załogi statku handlowego, został zaprowadzony do kajuty kapitańskiej. Tam stanął oko w oko z mężczyzną, który zarządzał tym całym chaosem. Wyglądał… Cóż, też nie do końca tak, jak Reid to sobie wyobrażał. Był jeszcze mniej obleśny i jeszcze bardziej przerażający. Zaraz za nim stał inny mężczyzna, pewnie inna piracka szycha. Robił wszystko by nie dać po sobie poznać, że tak naprawdę jest przerażony. Ale czy aby na pewno był? W sumie na razie wciąż trzymał go efekt szoku, któremu to chyba zawdzięczał fakt, że jako tako się trzymał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ShaelSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 28/11/2017
Liczba postów : 80
Cytat : It's been lovely but I have to scream now

PisanieTemat: Re: Under Black Sails   Sro Lut 07, 2018 6:10 pm

Przejechał palcami po wyrobionej już, wielokrotnie składanej i rozkładanej mapie, naznaczonej śladami wieloletniego użytkowania i z tego samego powodu, przyjemnie gładkiej i miękkiej. Był już wczesny wieczór, a światło słońca wpadającego przez szyby było coraz cieplejsze, wciąż jednak nie wchodząc w złote i różowe tony zachodu. Nie paliło już jednak tak morderczo, jak w ciągu dnia, dając w końcu odpocząć skórze i oczom, które bolały od mrużenia w ochronie przed ostrymi promieniami. A raczej bolałyby, gdyby ich właściciel wyszedł w południe na pokład. Dzisiaj jednak miał do załatwienia ważniejsze sprawy, właśnie przy swoim biurku. Będzie musiał jeszcze dzisiaj wysłać kogoś do posiadłości, z której ich gość pochodzi, a jednocześnie zacząć przygotowywać się do wypłynięcia w niedługim czasie po statku należącym do kapitana, który dzieciaka im sprzedał, w razie, gdyby coś poszło nie tak przy okupie. Nie miał zamiaru użerać się z bandą ponad dwudziestu mężczyzn, którzy będą dopytywali gdzie pieniądze, które następnie będą mogli przetrwonić na dziwki w najbliższym porcie.
Przez okno w kajucie widział, jak trzech członków jego załogi prowadziło młodego chłopaka, niezbyt delikatnie ciągnąc go za ramiona. Dłonie najprawdopodobniej miał związane za plecami, na wszelki wypadek, lub tylko dlatego, że chłopcy chcieli trochę go nastraszyć. Nie do końca interesowała go ta kwestia, ważne, że przyprowadzili go w jednym kawałku, za który rodzina młodego panicza, jeśli dobrze pójdzie, hojnie zapłaci.
- Szybko im poszło... - westchnął jego kwatermistrz, zajmując miejsce tuż za biurkiem, przy którym siedział Emory i plecami opierając się o drewnianą, przyjemnie ciepłą po całym dniu intensywnego słońca, ścianę.
Hearst kiwnął głową, samemu nie ruszając się nawet o milimetr, kiedy usłyszeli głuche odgłosy kroków na pokładzie, zbliżające się coraz bardziej do drzwi kajuty, a chwilę później pukanie.
- Wejść. - rzucił, a drzwi otworzyły się, wpuszczając do środka łaskoczący gardło zapach soli, świeże powietrze i trzech marynarzy, którzy tylko wrzucili związanego chłopaka do środka, odsuwając się do drzwi i pod ściany, z mało przyjemnymi uśmiechami pod nosem.
- Kieszenie miał puste. - rzucił jeden z nich, odziany w przybrudzoną już koszulę i wysokie spodnie – Może gdzie indziej chowa, ale zgodnie z rozkazem, nie szarpaliśmy kwiatuszka...
- Bardzo dobrze. - przerwał wybuch śmiechu, jaki rozszedł się po pomieszczeniu i wstał, obchodząc powoli biurko, cicho stukając obcasami o podłogę i w końcu stając tuż przed klęczącym na niej chłopakiem, ciekaw, czy ten wstanie na nogi, czy zostanie w bezpiecznej pozycji.
Na dole.
- Bo kwiatuszek sam teraz wyjmie wszystkie rzeczy, które mogłyby się nam spodobać. Chyba że woli, aby zrobił to pan Betchel. - ruchem dłoni wskazał swojego kwatermistrza, który tylko uśmiechnął się mało przyjemnie, odpychając od ściany i leniwie ruszając w ich stronę. - Rozważyłbym pierwszą opcję, chłopcze.


Ostatnio zmieniony przez Shael dnia Czw Lut 08, 2018 11:51 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
KosmosChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 98
Personal space? No.

Cytat : *Star Trek Intro*
Wiek : 22
Female


PisanieTemat: Re: Under Black Sails   Czw Lut 08, 2018 11:42 pm

Upadł na kolana, gdy rzucono go pod nogi kapitańskiego biurka, ale prawie natychmiast podniósł się na równe nogi. Nie będzie przed nikim klęczał. Być może i był przerażony, ale pokłady gilbertowskiej dumy były jeszcze większe. Nigdy przed nikim nie klękał i nie będzie klęczał. No może jedynym wyjątkiem był ksiądz, ale każda reguła posiada jakiś wyjątek. Podniósł głowę i ogarnął pomieszczenie wzrokiem. Skrzywił się. Cóż, daleko mu było do standardów, do których przywykł. Skrzywił się jeszcze bardziej słysząc jak go określono. Jedno było pewne, „kwiatuszek” z pewnością nie był najgorszym określeniem, jakiego mogli w jego kierunku użyć. Nie żeby go to specjalnie ruszało. Pokręcił głową i zaśmiał się trochę nerwowo. Już i tak był w beznadziejnej sytuacji, więc czego ma się bać? Śmierci? Zdecydowanie bardziej bał się opcji życia bez grosza przy duszy. Być może było to w pewnym stopniu obrzydliwe, ale nie potrafił na to poradzić kompletnie nic. Tak go już wychowano. – Jeśli twoi ludzie są tak głupi by sprawdzać w pierwszej kolejności kieszenie to może na nie wcale nie zasługują? – oczywiście to nie była kwestia zasługiwania czy nie i Reid dobrze o tym wiedział. Inna sprawa, że żaden z nich pewnie nie zasługiwał, bo i młody nie zapracował na kosztowności tylko zwinął je z posiadłości Gilbertów. – Zresztą to bez znaczenia – dodał żeby nie wzięli go za większego idiotę, niż jest w rzeczywistości – Uprzejmie bym prosił żeby pan Betchel trzymał ręce przy sobie. Jesteśmy jeszcze w cywilizowanym regionie tego świata. Dlatego również polecałbym rozwiązanie mi rąk, bym mógł oddać, co chcecie – mówił o ukrytej pod koszulą skórzanej sakwie, przewieszonej przez ramię tak, by trzymała się płasko na jego sercu. To ustrojstwo również ukradł. Jego ojciec używał go, gdy ruszał w podróże w interesach, przeważnie działało, więc Reid bez wahania po nie sięgnął. Nie miał natomiast zamiaru wspominać o wszytych w ubrania drogich kamieniach i biżuterii. Coś musi zostawić dla siebie, tak na wszelki wypadek jakby udało mu się przeżyć. Albo zabierze je do grobu, też byłoby ciekawie. Lub przyłapią go na połowicznym mówieniu prawdy. Byłoby mu wszystko jedno, gdyby nie ta cholerna nadzieja, że jednak jakimś cudem wyjdzie z tego bez szwanku. Ręce nieco mu się trzęsły, ale starał się zachować pozory. Na szczęście głos nie odmówił mu posłuszeństwa, bo tej hańby by nie przełknął. Może i był czarną owcą rodziny, największym tchórzem, który ucieka przed przyszłą żoną, ale był dumnym tchórzem. To było bardzo złe połączenie, chwilami niemal wykluczające się. Co jednak mógł na to poradzić? Patrzył na kapitana niby to spokojnym wzrokiem, starając się wyłapać jak najwięcej szczegółów na jego temat. Jeśli ma ginąć spod czyjejś ręki to chociaż chce dobrze zapamiętać tę osobę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ShaelSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 28/11/2017
Liczba postów : 80
Cytat : It's been lovely but I have to scream now

PisanieTemat: Re: Under Black Sails   Pią Lut 09, 2018 1:34 am

Bez słowa patrzyła, jak chłopak wstaje z podłogi, najwyraźniej wciąż nieprzerażony na tyle, by zapomnieć o palącej jego dotykające twardej podłogi kolana, dumie. Dumie, która kazała natychmiast po upadku wstać i przyjąć tę niemal wojowniczą postawę, co było w pewien sposób zabawne. Stał tutaj, otoczony szóstką obcych, nastawionych niezbyt przyjemnie mężczyzn, co więcej, zdecydowanie od siebie większych, jednak miał na tyle dumy, lub tak mało instynktu samozachowawczego, by w tej sytuacji próbować pyskować.
- Towar dzielimy komisyjnie. - odparł spokojnie, nie mając zamiaru rozwodzić się nad zdolnościami umysłowymi członków swojej załogi.
Były, jakie były, nawet jeśli czasami faktycznie mało imponujące. On myślenia jednak nie byli tutaj oni, a dopóki potrafili strzelać z zabójczą celnością, lub fechtować się bez braku poszanowania dla jakichkolwiek reguł pojedynku, byli załogą poprawną. Inną sprawą było to, że pewnie, gdyby nie zaznaczył wyraźnie, że chłopak ma dotrzeć na statek w jednym kawałku i ubranie na nim bez wyciągniętej nawet jednej niteczki więcej, mały uciekinier pewnie miałby obejrzane nawet zęby, aby upewnić się, że żaden z nich nie jest złoty.
- Rozwiążcie go. - mruknął kwatermistrz, a ciemnoskóry mężczyzna podszedł do więźnia i stanął za nim, zdecydowanie bliżej niż mógłby, aby pogłębić wrażenie dyskomfortu, kiedy chwilę zajmował się więzami, nie chcąc ich przecinać.
Na statku każda lina była na wagę złota, a ucinanie kolejnych, tylko po to, żeby wiązać awanturników, mijało się z celem.
Słysząc jego kolejne słowa, uniósł lekko jedną brew, nie komentując ich jednak przy wszystkich. Nie chciał wdawać się w dyskusje, jednak ciekaw był, co gładki chłopiec, wychowany na salonach, może wiedzieć o świecie bez cywilizacji. I gdzie są jego granice.
- Wyjmij wszystko na podłogę, razem z płaszczem. Betchel, zajmij się tym ze skarbnikiem. Zanim dostaniemy cokolwiek od rodziny, to musi wystarczyć. - dodał jeszcze, uważnie obserwując poczynania młodzieńca, który przynajmniej nie próbował się szarpać, co znacząco ułatwiało całą procedurę.
Chociaż z drugiej strony, gdyby się szarpał, poszłoby pewnie szybciej i zamiast urządzać sobie rozmowy, właśnie odprowadzaliby go do celi.
- Martin. Zanieś to do łącznika. - podał drobnemu chłopakowi, wyciągającemu głowę przez szparę w drzwiach list, który miał zostać przekazany rodzinie Gilberta. - Teraz mi przyszło do głowy... Czy nie zostałeś sprzedany przez kapitana z cywilizowanego świata? - zwrócił się do więźnia, ściągając brwi, tak, jakby faktycznie dręczyło go to pytanie.


Ostatnio zmieniony przez Shael dnia Pią Lut 09, 2018 7:03 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
KosmosChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 98
Personal space? No.

Cytat : *Star Trek Intro*
Wiek : 22
Female


PisanieTemat: Re: Under Black Sails   Pią Lut 09, 2018 2:00 am

Ponowne spotkanie bliskiego stopnia z jednym z piratów nie było tym, o czym teraz marzył, ale trudno, jeśli dzięki temu ma odzyskać własne dłonie to czemu nie. Jednak nie powstrzymał się przed kolejnym skrzywieniem, gdy ten stanął zdecydowanie zbyt blisko, jak na jego gust. Grymas ten był mimowolny, po części podyktowany strachem, po części irytacją, w którą tenże strach powoli zaczął przechodzić. Gdy pirat skończył go rozwiązywać, Reid rozmasował nadgarstki.
Powoli i starannie ściągnął płaszcz, złożył go i położył na podłodze. Chcą płaszcz? Dobrze, nieco pokrzyżuje to jego plany i z pewnością zmniejszy zasoby finansowe, bo to właśnie w płaszczu miał zaszyte większość kosztowności. Następnie, również niespiesznie zaczął rozwiązywać koszulę, ściągnął ją, złożył i położył na płaszczu. Bez słowa odpiął sakwę z pieniędzmi i zostawił na ubraniach. Spojrzał kapitanowi w oczy – Coś jeszcze? – obnażanie własnej skóry przed szóstką nieznajomych i nieszczególnie przyjaznych mężczyzn, nie należało do przyjemnych, dlatego wolał ograniczyć się do minimum. No tak, chcą pisać okup. – Nie dostaniecie za mnie złamanego grosza – a przynajmniej taką miał cichą nadzieję, bo rzeczywiście wizja życia z wiecznym piętnem upokorzenia nie była zbyt przyjazna. To co mówił nie należało do rozsądnych, ale nie potrafił teraz myśleć trzeźwo. Był jak napruty ze stresu, jego ręce dygotały chociaż twarz pozostawała mniej więcej niewzruszona – Uciekłem, więc jestem teraz hańbą rodziny – uśmiechnął się krzywo i paskudnie. Może teraz chociaż zrujnują kapitana statku handlowego. Reidowi byłoby bardzo przyjemnie na to patrzeć. Czułby się jakby to była po części jego zemsta za tak łatwe wydanie go piratom. Widząc skonfundowaną twarz kapitana, słysząc jego pytanie, ponownie wybuchnął przerywanym, nerwowym śmiechem – Nie powiedziałem, że w cywilizowanym świecie nie oszukują. Mój ojciec zaczynał jako kupiec, naprawdę jestem daleki od stwierdzenia, że nie oszukują! Wiązanie i ciągnięcie mnie tutaj to już inna sprawa. Potrafię chodzić.
Tylko czekał aż dostanie w pysk za swoją bezczelność, ale nie miał zamiaru chować uszu po sobie. I co niby? Jak będzie grzeczny to wypuszczą go z litości? Bzdura. – To co ze mną zrobicie, jak już zobaczycie, że rodzina nie chce o mnie słyszeć? – zapytał z udawanym spokojem. Miał swoje typy. Osobiście preferował stryczek, niż utonięcie, ale jakby na to nie patrzeć wrzucenie w morze gdzieś pośrodku niczego było bardziej w pirackim stylu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ShaelSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 28/11/2017
Liczba postów : 80
Cytat : It's been lovely but I have to scream now

PisanieTemat: Re: Under Black Sails   Pią Lut 09, 2018 11:04 pm

Oparty o przytwierdzone do podłogi, ciężkie biurko, wodził spojrzeniem za dłońmi chłopaka, kiedy ten ściągał z siebie najpierw płaszcz, następnie koszulę, którą zaczął powoli, dokładnie i metodycznie składać. Hearst nawet nie mrugnął, bez słowa pozwalając mu wykonać całą manifestację cywilizowania, dobrego wychowania i bycia lepszym, nie reagując również na to, że kiedy tylko chłopak się wyprostował, Betchel podszedł i sięgnął byle jak po ubrania, pozwalając, by na powrót się pogniotły, koszulę zaś strząsając i rzucając ponownie pod nogi więźnia. Chwilę później jego kwatermistrz, wraz z większością ludzi, zdecydowanie bardziej zainteresowanych zawartością sakwy, niż samym więźniem, wyszli, hałasując i przekrzykując się już na zewnątrz, w drodze pod pokład, gdzie znajdowała się ładownia i co ważniejsze, człowiek zajmujący się finansami. W kajucie zostało tylko dwóch mężczyzn, którzy wcześniej brali udział w pojmaniu, a teraz korzystając z tego, że działo się coś ciekawego, pewni, że i tak dostaną swoją działkę z tego, co zostało dzisiaj odebrane, nadstawiali ucha.
- Zawsze istnieje szansa, że lubią cię na tyle, że jednak coś dadzą. - odpowiedział spokojnie, chwilę patrząc na jasny materiał leżący na podłodze, po tym zabiegu już z pewnością nie tak biały, jak wcześniej, zanim znów wrócił wzrokiem na twarz Gilberta, który roześmiał się głośno, ku delikatnej irytacji pozostałej w kajucie załogi. - Widzimy chłopcze, że umiesz chodzić. A co do rodziny... Myślę, że wtedy najpierw dogonimy kupca, który sprzedał nam wadliwy towar. - dodał, nie odnosząc się w żaden sposób do tego, co będzie z samym zainteresowanym, jeśli rodzina nie zechce go z powrotem.
Cóż, na pewno nie było takiej możliwości, żeby został puszczony wolno. Nie tylko dlatego, że w głowie Hearsta jawiło się to jako skrajna głupota i brak konsekwencji, ale również dlatego, że zainwestowali w niego pieniądze. Nawet jeśli nie było to wyłączna decyzja kapitana, ale efekt przeklętej demokracji, to właśnie kapitan poniesie konsekwencje tego czynu. Właśnie dlatego towar musiał się zgadzać. Wszystko, co wydali, musi się zwrócić i to z nawiązką. I tak będzie.
Jeśli nie zapłaci rodzina, to zrobi to człowiek, który go wydał, to nie ulegało wątpliwości. Na razie jednak nie wiedział co począć z chłopakiem, zwłaszcza że zabicie go nie uśmiechało mu się za bardzo, przynajmniej dopóki finanse się nie wyprostują.
- Zabierzcie go na dół. Wiadomość od rodziny powinna przyjść jeszcze dzisiaj. - wskazał Gilberta niedbałym ruchem ręki, samemu wychodząc jako pierwszy, jeszcze zanim dwóch mężczyzn znów złapało więźnia i poprowadziło go do ładowni, gdzie miał zostać, aż pojawią się jakiekolwiek informacje dotyczące okupu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
KosmosChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 98
Personal space? No.

Cytat : *Star Trek Intro*
Wiek : 22
Female


PisanieTemat: Re: Under Black Sails   Wto Lut 13, 2018 1:16 am

Podniósł koszulę i otrzepał ją starannie, dopiero potem założył. Nie wiedział czego się spodziewał. Chyba złożył te ubrania z czystego przyzwyczajenia, aniżeli z jakiejś demonstracji, ale… No cóż, niech to odbierają jak chcą. Słysząc słowa kapitana, znów uśmiechnął się szerzej. Akurat tym razem szczerze - Goń go! Myślisz, że szkoda mi będzie człowieka, który mnie sprzedał? – jak dla niego mogli go nawet wypatroszyć na jego oczach, a Reid co najwyżej skrzywiłby się i to z obrzydzenia, nie z odczuwanego żalu – Mógłbym jedynie przyklasnąć.
Gdy prowadzono go do ładowni, z młodego Gilberta powoli schodził szok, a docierać zaczynał jako taki rozsądek. Co on, do cholery, najlepszego zrobił? Teraz to już na pewno będą chcieli się go pozbyć! Akurat teraz musiałeś kłapać paszczą, Reid, pogratulować! Nie protestował, gdy zamykano go pod pokładem. W końcu przed chwilą dał im krótki pokaz bycia godnym, cywilizowanym człowiekiem, jak mógłby protestować lub panikować? Duma mu na to nie pozwalała. Chyba tylko ona i resztki szoku trzymały go w ryzach. Przeklęta duma! Gdyby nie ona, planowałby teraz wesele, a nie siedział na statku piratów. W ciągu jednej nocy z najwyższej warstwy społecznej spadł do tej najniższej. Jednocześnie zrażając do siebie wszystkich, którzy byli po jego stronie. Tylko pogratulować! Rodzina zapewne nie chce go znać, ich gniew był jeszcze zbyt świeży by cokolwiek za niego zapłacili. Ojciec widział go, jak dobrze ulokowaną inwestycję, od samego początku Reid służył mu do przedłużenia linii i pomnożenia zarobków. Młodszemu Gilbertowi zdecydowanie się to nie podobało. Uwłaczało to jego dumie. Podobnie, jak ożenek z kobietą, którą wybrali mu rodzice, ale to już zupełnie inna historia.
Reid rzadko miał okazje przebywać na statkach, więc siedzenie pod pokładem było dla niego całkiem nowym odczuciem. Dość śmiesznym, musiał przyznać. Znaczy, byłoby śmieszne, gdyby nie jego ogólna sytuacja. Na całe szczęście wszystko wskazywało na to, że nie ma choroby morskiej. Kołysanie nie powodowało nudności, nie bolała go głowa… Wszystko było w porządku. I dobrze, bo oczami wyobraźni już potrafił zobaczyć pękającą ze śmiechu załogę. Nie dość, że go kupili, ograbili z większości tego, co miał to jeszcze obdarliby go z godności. Wtedy mogliby go i nawet zabić, naprawdę wszystko byłoby mu jedno. Naturalnie, Reid przesadzał w swoich rozmyślaniach. Życie było mu o wiele bardziej cenne, niż próbował sam przed sobą udawać.
Nie wie ile dokładnie czasu spędził pod pokładem, ale gdy ponownie otworzono klapę, tym samym wyrywając go z płytkiego snu, słońce stało już wysoko. Wieści. Musiały przyjść wieści z domu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ShaelSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 28/11/2017
Liczba postów : 80
Cytat : It's been lovely but I have to scream now

PisanieTemat: Re: Under Black Sails   Wto Lut 13, 2018 6:34 pm

Zacisnął zęby, powstrzymując się z jakąkolwiek silniejszą reakcją, aż posłaniec wyjdzie z kajuty i zamknie za sobą drzwi. Dopiero wtedy wstał, uderzając z całej siły o stół, na którym nieprzyjemnie zadźwięczały dwa kielichy, grożąc rychłym rozlaniem pachnącego przyjemnie alkoholu. Zamarł w lekko pochylonej pozycji, biorąc spokojny, głęboki wdech. To nie był czas na poddanie się gniewowi i buzującej agresji, zdarzało się, że coś szło nie po jego myśli, to był właśnie jeden z takich momentów. Teraz należało usiąść o dokładnie poukładać sobie wszystko w głowie, najlepiej tak, żeby nie stać się obiektem złości załogi, bo to nigdy nie wróżyło dobrze na dalszą współpracę, a on miał skłonność to powodowania gwałtownego wzrostu ciśnienia u podwładnych. Zwykle wywołanego irytacją, którą trzymali w sobie głównie z powodu ilości łupów, jakie zdobywali dzięki kapitanowi.
Podczas bitwy jednak mógł wyładować negatywne emocje, wbijając komuś ostrze w brzuch, co natychmiastowo pozwalało na chłodne podejście do problemu. Teraz chętnie by to zrobił.
- Hearst? - Betchel w końcu odezwał się, również podenerwowany, jednak trzymając emocje zdecydowanie głębiej w sobie niż jego przyjaciel.
- Płyniemy po niego. - zdecydował, odrywając się gwałtownie od stołu i sięgając na oparcie ciężkiego krzesła po swój płaszcz, który założył w drodze do drzwi.
Miękka, wyrobiona skóra przyjemnie ułożyła się na jego ciele, w pewien sposób dodając mu pewności siebie, kiedy otwierał drzwi i wychodził na pokład, na tyle energicznie, by zwrócić na siebie uwagę krzątających się marynarzy.
- Oszukano nas, przyjaciele. - zaczął i tym razem już wszyscy przenieśli na niego spojrzenie, wychodząc z siebie, by dowiedzieć się, kto był na tyle bezczelny, by ich oszukać. - Powiedziano nam, że oto trzymamy w rękach złote dziecko bogatego szlachcica. Jedynego, ukochanego syna, za którego będzie gotów oddać własne życie, położyć na szali dobrobyt i wszystko, do czego dotarł do tej pory! Prawda jest jednak inna. Młody Gilbert zbiegł i ślad po nim zaginął. - po jego plecach przebiegł przyjemny dreszcz podniecenia, kiedy usłyszał pełen niedowierzania i rosnącego zdenerwowania pomruk – Ktoś nas okłamał. I myślę, że wszyscy wiemy, kto powinien zapłacić za naszą krzywdę! - tym razem już nie pomruk, ale pełen aprobaty krzyk i dźwięk stali uderzającej o stal – Wszyscy na miejsca! - sam krzyknął, z rozkoszą chwytającą w miłosnym uścisku jego ciało patrząc, jak mężczyźni zajmują miejsca, wybierają kotwicę i wdrapują się na takielunek.
Dziękował teraz bogu, że wcześniej kazał przygotować statek do pogoni, bo teraz nie mógł pozwolić, aby emocje ostygły.
- Co ty wyprawiasz? - szept kwatermistrza tuż przy uchu wyrwał go z cudownego otumanienia i sprowadził nieprzyjemnie na ziemię.
- Gilbert nie żyje, rozumiesz? Nie zrobię z gówniarza odrzuconego przez rodzinę i bliskich dziecka. Nie wśród bandy niekochanych synów dziwek i innego motłochu. Nie chcę tu żadnego bohatera. I ty też nie. - odpowiedział cicho, tak, aby nikt poza nimi nie słyszał, a widząc zrozumienie w oczach mężczyzny, klepnął go w ramię. - Zajmij się resztą. A ja idę załatwić tę sprawę.
Wyminął go, od razu kierując się do ładowni, gdzie przez chwilę zatrzymał się, przyzwyczajając do półmroku, przez który po chwili mógł przejść, dostając się do celi, w której trzymany był więzień. Wsunął się do środka, stając w pewnej odległości od chłopaka, na wypadek, gdyby wpadł na jakiś idiotyczny pomysł i spróbował go zaatakować. A zaraz potem wszystkich innych marynarzy na statku wypływającym w morze, co mogli poczuć, przez silniejsze kołysanie, które na ułamek sekundy zachwiało jego poczuciem równowagi. Zaraz jednak złapał rytm, którym niemal żył przez ponad połowę swojego życia, stając całkiem pewnie i przenosząc spojrzenie prosto w oczy Gilberta.
Powiedz mi Reid, czy jest jakiś powód, dla którego nie powinieneś umrzeć teraz, na oczach ich wszystkich? - spytał, wbijając w niego autentycznie zainteresowane spojrzenie.
W tym momencie nie miał dużego pola manewru, o tym jednak chłopak, jeśli jeszcze nie wiedział, nie musiał wiedzieć. Załoga straciła pieniądze, jemu udało się obrócić to na swoją korzyść i właśnie byli w drodze po kupca, który oszukał biednych ludzi, odpływając z ciężko zarobionymi krwią i potem pieniędzmi, w zamian zostawiając tylko chłopaka, który ma wyjątkowo niewielką szansę okazać się użytecznym. A jednak nie uśmiechało mu się pozbywanie kogoś, o znanym nazwisku, kto, chociaż wyraźnie został właśnie wydziedziczony i wyrzucony jak pies, może za jakiś czas okazać się przydatny. Gniew rodziców nie trwa długo, a ochłodzić może go świadomość, że jedyny syn jest przetrzymywany w męczarniach na statku pełnym dzikich bestii.
- Umiesz cokolwiek przydatnego?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
KosmosChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 98
Personal space? No.

Cytat : *Star Trek Intro*
Wiek : 22
Female


PisanieTemat: Re: Under Black Sails   Sro Lut 14, 2018 1:03 am

Jego oczy zdążyły się już przyzwyczaić do panującego wokół półmroku, więc gdy klapa w stropie się otworzyła, a po schodach zeszła ludzka postać, zajęło mu moment rozpoznanie, kto właściwie idzie. – Proszę, proszę, sam kapitan zaszczycił mnie swoją obecnością – mruknął nie ruszając się z miejsca. Może miał niewyparzoną gębę, ale nie był skończonym idiotą. Nie miał zamiaru w pojedynkę zdobywać całego statku. Dlatego też grzecznie siedział na dupie i z zainteresowaniem czekał na wyrok. Zapłacili czy nie?
Pokiwał powoli głową. A więc miał rację. Na jego twarzy gorycz mieszała się z satysfakcją. Gorycz, bo rzeczywiście rodzina miała go na tyle dosyć, że postanowiła nie dać na niego nawet jednej monety. Satysfakcja, ponieważ miał rację mówiąc, że tak będzie. Przez dłuższą chwilę nic nie mówił, ważąc dokładnie słowa, zupełnie inaczej, niż wcześniej. Może to przez zaspanie, które wciąż mu ciążyło, a może po prostu dotarł do niego zdrowy rozsądek. W końcu uśmiechnął się smutno. – Byłoby szkoda. Tyle zachodu żeby na końcu tak po prostu zabić. Zabić potrafi byle dureń – jego głos był spokojny, jakby rozmawiał z równym sobie, a nie kimś, kto ma zadecydować o jego przyszłym losie. Nie chciał dawać mu tej satysfakcji, w jego krwi płynęła butność Gilbertów, nigdy o nic nie błagał. – Zastanów się trochę, co mogli wkładać do głowy zamożnemu dzieciakowi, który ma przejąć interes kupiecki? – część z tych rzeczy była tak boleśnie oczywista, ale kapitan zapewne chciał konkretów, więc Reid jedynie westchnął i zaczął wymieniać wszystko, co przyszło mu na myśl – Umiem czytać, pisać, liczyć, znam się na geografii i mapach, liznąłem, naturalnie, sporo handlu i języków obcych… Reszta pewnie cię nie zainteresuje – chyba że kapitan nagle okaże się skrytym fanem filozofii lub sztuk pięknych. Niestety, nawet jeśli tak by było, Gilbert nie mógłby mu powiedzieć wiele na ten temat, bo wcale nie przykładał się do przedmiotów, które wnosiły niewiele praktycznych rzeczy do jego życia. Wystarczy, że musiał codziennie wysłuchiwać handlowych bzdur. Cóż mógł więcej powiedzieć – Po co w ogóle pytasz? Naszła cię refleksja, co straci ludzkość, gdy już mnie zabijesz? Niewiele – wzruszył ramionami i zaśmiał się krótko, dość nieprzyjemnie. Naprawdę, po co było mu to wiedzieć? Przekrzywił głowę w zainteresowaniu, czekając na odpowiedź kapitana.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ShaelSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 28/11/2017
Liczba postów : 80
Cytat : It's been lovely but I have to scream now

PisanieTemat: Re: Under Black Sails   Czw Lut 15, 2018 7:29 pm

Gilbert za dużo mówił. Mówił niepytany i nie proszony, z odpowiedziami na konkretne pytania miał jednak problem. Wyrażał całym sobą dumę i to, że nie zamierza się ugiąć pod ręką kata, co było rozczulające, biorąc pod uwagę, że nikt tutaj jeszcze nie pokazał mu nawet ułamka tego, na co go stać. Przekonanie o byciu lepszym najwyraźniej tacy ludzie jak on wypijali wraz z mlekiem matki, następnie przekonywani o tym wielokrotnie przez całe życie. I chyba nawet poniekąd Emory to podziwiał. To szczere przekonanie o tym, że są po jasnej stronie.
- Dureń też potrafi darować życie. To nie ma związku. - uciął, ręką wykonując gest, prawdopodobnie mający oznaczać to, aby więzień przeszedł do odpowiedzi, zamiast wyrażać swoje zdanie, które w tym momencie nie było dla Hearsta zajmujące - Każde kolejne twoje słowo brzmi jak „problem”. - przyznał na koniec, patrząc na chłopaka z góry i lekko ściągając wargi w namyśle nad tym wszystkim.
Umiał czytać, więc trzeba pilnować papierów, umiał pisać, więc lepiej nie dawać mu okazji do kombinowania nad jakimiś listami, znał języki, jednak to również nic nie zmieniało, bo nie zaufałby mu w sprawie tłumaczenia z języka, którego sam nie znał, by móc kontrolować to, co robi dzieciak. Zresztą, w ogóle dopuszczanie kogoś obcego do czegokolwiek związanego z zarządzaniem statkiem, czy załogą, nie uśmiechało mu się. Nawet trochę, nawet poprzez nieśmiałe uniesienie kącika ust. Nie i koniec.
- Polowanie? Z łodzi oczywiście. - dodał, na wszelki wypadek, gdyby chłopak pomyślał, że umiejętność strzelania z pędzącego rumaka do czegokolwiek mu się tu przyda.
I tak nie dostałby pistoletu, zwłaszcza gdyby się okazało, że strzelać potrafi całkiem nieźle, nie tylko z galopującego konia.
Nie chciał na głos przyznawać mu, że wolałby zatrzymać go żywego, ale jednocześnie ciężko było znaleźć jakiekolwiek przeznaczenie dla jego osoby na statku. Na razie był tylko balastem, zamiast którego można załadować pewnie około siedemdziesięciu kilogramów towaru. I może nie była to imponująca masa, jak na możliwości żaglowca, jednak wciąż był to towar, który można było sprzedać. Jego nie można nawet sprzedać za cenę, która zwróciłaby inwestycję.
- Zwykle nie leży mi na sercu dobro ludzkości. - odparł zaskakująco szczerze. - To czemu uciekałeś? - spytał w końcu, wbijając w niego ciężkie spojrzenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
KosmosChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 98
Personal space? No.

Cytat : *Star Trek Intro*
Wiek : 22
Female


PisanieTemat: Re: Under Black Sails   Pią Lut 16, 2018 7:50 pm

Kapitan był zdecydowanie inny, niż Reid to sobie wyobrażał. Wcześniej, gdy go do niego prowadzili, widział oczkami wyobraźni kogoś równie nieokrzesanego, jak jego ludzie. Głośnego, niezbyt inteligentnego i pod każdym względem nieobytego. Teraz, gdy o tym myślał (powiedzieć, że myślał na spokojnie to zdecydowanie za dużo, ale jego głowa była dużo bardziej przejrzysta niż w chwili pierwszego szoku) było to bardzo naiwne wyobrażenie. Ktoś, kto zarządzał całym statkiem i trzymał w garści ten chaos musiał być inteligentny. Do tego bezwzględny i zapewne konkretny. Nie rozmawiali długo, ale powoli dostrzegał te cechy w kapitanie. „Konkretny”, zdecydowanie. Jego odpowiedzi były na temat, a pytania uderzały w punkt, bez zbytecznych uprzejmości. Reid być może nawet i by to podziwiał, gdyby nie fakt, że ten człowiek miał w garści jego życie, a to mu się zdecydowanie nie podobało. Przez myśl mu przeszło, że ten człowiek byłby dobrym kupcem. Konkrety, inteligencja i bezwzględność. No może brakowało mu do tego sympatycznej twarzy, bo z taką z pewnością odstraszałby klientów. Ciekawe jak został piratem? Wzruszył ramionami, to i tak teraz nieważne – Zależy, jak na to spojrzysz – no tak, bo przecież panicz Gilbert musiał mieć ostatnie słowo. Nie dało się skończyć rozmowy tak, żeby przynajmniej nie spróbował postawić na swoim. Była to odpowiedź na oba wypowiedziane przez kapitana zdania. Co do pierwszego miał wątpliwości, ale postanowił i tak brnąć w swoją tezę, mówić, że zabicie go będzie tą łatwiejszą opcją. Oszczędzenie- zupełnie co innego! W końcu sam powiedział, że każde kolejne słowo brzmi jak kłopot. Tylko po co mu to uświadamiać, skoro kapitan zdecydowanie nie wyglądał na człowieka, który wybiera trudniejsze opcje? - Po co te pytania? Lubisz wiedzieć kogo zabijasz czy jeszcze zastanawiasz się czy to w ogóle zrobić?
Nie zamierzał mu się spowiadać z ucieczki, co to to nie. W końcu uciekł przed babą, to było śmieszne, zupełnie niepoważne! No może nie do końca przed samą panną młodą, ona wdawała się być miłą dziewczyną, ale jej rodzina to coś zupełnie innego! Jakie perspektywy na życie mu to pozostawiało? Spędzić jego resztę pod czyimś butem troszcząc się jedynie o powiększanie rodzinnej fortuny? Dbaniem o ogólne dobro familii, poświęcanie się dla większego obrazu? Zawsze w głębi ducha drzemał w nim buntownik. Pirat pewnie potrafiłby to zrozumieć, w końcu jak inaczej można nazwać piractwo? Buntowanie się przeciwko prawu. Chociaż zapewne było to dużo łatwiejsze, dużo bardziej przyziemne. – Powiedzmy, że nie wpisywałem się w idealny obraz rodziny – coś musiał odpowiedzieć. Może tyle wystarczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ShaelSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 28/11/2017
Liczba postów : 80
Cytat : It's been lovely but I have to scream now

PisanieTemat: Re: Under Black Sails   Pią Lut 16, 2018 9:00 pm

To, jak patrzył na tę sprawę, było podyktowane jego wieloletnimi doświadczeniami i chociaż faktycznie, kilka razy żałował, że przedwcześnie nacisnął spust, zwykle żałował dużo bardziej, że tego nie zrobił dostatecznie wcześnie. A jednak ludzi takich jak Reid warto było mieć po swojej stronie, a skoro został wyklęty przez rodzinę, która nawet nie przejęła się jego cierpieniami i możliwą śmiercią, będzie bardziej skłonny do współpracy? Właśnie to zakwitło w nim jako pomysł, na utrzymanie go przy życiu. Werbunek. Jak po udanym abordażu, kiedy ocalali z bitwy mieli prawo podjęcia ostatniej decyzji, dołączenia do tych, którzy zaatakowali ich statek, odebrali przyszłość lub zgodzić się na śmierć. Cóż, Gilbert nie miał tego problemu. Nie miał żony ani dzieci, a przynajmniej Hearstowi nie było nic o tym wiadomo. Zresztą, gdyby miał, pewnie nie próbowałby uciec.
- Ty nie masz pojęcia, jak to tutaj działa, co? - uniósł jedną brew, patrząc na niego z cieniem rozbawienia – Nawet lepiej. - przyznawanie się przed więźniem do tego, że absolutną pełnię władzy miał tylko podczas szeroko pojętego „czasu wojny” było zbędne.
Niuanse panowania nad statkiem pirackim były wbrew pozorom nieco bardziej subtelne niż te dotyczące zwykłych statków kupieckich, czy nawet marynarki. Tutaj nie miał na pokładzie oddanych sprawie i prawu, uznających hierarchię ludzi. Tutaj wszyscy byli równi. Może i pozornie, jednak każda z osób w załodze musiała mieć przekonanie o tym, że mają coś do powiedzenia. Stąd kwatermistrz, który miał stanowić głos ludu w głowie kapitana, walczyć o ich dobro i dzielić sprawiedliwie łupy. Stąd też potrzeba posiadania kwatermistrza blisko siebie, najlepiej przekonanego o tym, że kapitan wie, co robi.
I tym razem również musiał go osiągnąć, dlatego uparcie szukał punktu zaczepienia, wodząc spojrzeniem po sylwetce chłopaka, od ładnych butów, przez wąskie spodnie i jasną koszulę, do ładnych włosów i szlachetnych rysów twarzy.
- Jak my wszyscy. - powstrzymał się przed przewróceniem oczami, te uniki od odpowiedzi działały mu na nerwy – Dobrze. Pomyślimy nad tym. Tymczasem wymyśl jakąś sensowną historię, kim jesteś i dlaczego trafiłeś tutaj, na wypadek, gdyby ktoś pytał. Albo ja to zrobię. - dodał, wyraźnie sugerując, że postara się być bardzo kreatywny – Reid Gilbert nie żyje. Zaginął przy wybrzeżu i nie odnaleziono jego ciała... - zawiesił głos, unosząc spojrzenie w górę, kiedy usłyszał nad głową większe poruszenie, co oznaczało, że złapali wiatr. - Przemyśl to dobrze, jak będziesz grzeczny, może będziesz mógł patrzeć prosto w oczy sukinsyna, który cię sprzedał, kiedy będziemy go okradać. - niemal się uśmiechnął – A jeśli będziesz bardzo grzeczny, dopilnuję, żeby przeprosił cię na kolanach, chwilę przed tym, jak przykujemy go do masztu, pośród martwej załogi. - dodał, samemu już najwyraźniej widząc tę scenę przed oczami, bo wyraźnie delikatnie odpłynął, szybko wracając jednak do rzeczywistości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
KosmosChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 98
Personal space? No.

Cytat : *Star Trek Intro*
Wiek : 22
Female


PisanieTemat: Re: Under Black Sails   Wto Lut 20, 2018 8:23 pm

- A skąd mam wiedzieć? – właśnie, skąd? Nikt podczas jego nauki nie wpychał mu do głowy wiedzy na temat hierarchii i innych struktur społecznych na pirackim statku. Być może było to wielkie niedopatrzenie w jego systemie edukacji, ale z drugiej strony kto mógł przypuszczać, że młodemu Gilbertowi zachce się ucieczek o tak niefortunnym końcu, jak wylądowanie na pirackim statku? Oczywiście, że lepiej! Przez to ni cholery nie będzie się orientował, jak co działa, jakie procedury wokół niego zachodzą, co właściwie zadecyduje o jego losie. Przez tę niewiedzę wszystko było trudniejsze. Dobrze tylko, że kapitan zdobył się na ten komentarz. Inaczej Reid nadal tkwiłby w błędnych przekonaniach, zupełnie nieświadomy swojego otoczenia. A tak coś kliknęło w jego umyśle, kazało mu uważniej przyjrzeć się temu, co właściwie dzieje się na statku. Pytanie tylko czy ma to jeszcze jakieś znaczenie? Bo równie dobrze jego los może być już przesądzony.
O dziwo nic nie odpowiedział. To, że piraci nie wpisywali się w typowe rodziny jakoś szczególnie go nie zdziwiło. On, to co innego! Paniczyk z dobrego domu, od wielu lat posłusznie uczęszczający na lekcje, prawie nic nie wskazywało, że w jego głowie urodzi się taki pomysł, a tym bardziej, że starczy mu odwagi na wykonanie go. Prychnął. Po co ma wymyślać historyjki? Nie wstydzi się swojej przeszłości, więc nie będzie jej ukrywa… Chwila, co? – Że słucham? – wymsknęło mu się z otwartej ze zdziwienia paszczy. Robią z niego trupa? Ale po co? Co mu chodzi po tej pirackiej głowie? Nie docierało do niego w pełni, co to takiego dla niego oznacza- Reid Gilbert nie żyje. Jednak szybko jego myśli zajęły następne słowa kapitana. O tak, to już o wiele bardziej mu się podobało. – Będę najposłuszniejszym szczeniakiem na ziemi, żeby tylko to zobaczyć – uśmiechnął się krzywo. Aż dziw, że te słowa przeszły mu przez gardło. „Szczeniakiem”, no tak, bo jak inaczej kapitan mógł o nim myśleć? Wyglądał na dosyć doświadczonego przez życie, w przeciwieństwie do Gilberta, który krótko mówiąc żył pod kloszem bogatej familii. Pochodzili z zupełnie dwóch różnych światów. Ale jeśli da mu okazję patrzeć, jak ta szuka cierpi, to może nawet pozwoli się trochę upokorzyć. Jakby to od niego zależało…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ShaelSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 28/11/2017
Liczba postów : 80
Cytat : It's been lovely but I have to scream now

PisanieTemat: Re: Under Black Sails   Sro Lut 21, 2018 9:13 pm

Spojrzał na niego z góry ze zmarszczonymi brwiami, jakby całym sobą wyraźnie pokazując swoją niechęć do tej tendencji chłopaka do wyrażania na głos swoich myśli. Może i nawet mogłoby to być ujmujące, jednak zdecydowanie nie w takich okolicznościach i zdecydowanie nie, biorąc pod uwagę obecne relacje między nimi. Obecnie, Hearst oczekiwał od niego tylko i wyłącznie posłuszeństwa, wysłuchiwanie zaś tego, co młody człowiek ma do powiedzenia na temat otaczającej go, brutalnej rzeczywistości, oraz jego komentarze nie były zbyt mile widziane.
Wiedza o tym, jak funkcjonowały załogi na statkach takich jak ten, nie była pilnie strzeżona i chociaż ciężko było znaleźć ją w książkach, zwyczajnie krążyła ona, przekazywana z ust do ust. Chociaż istotnie, złoty chłopiec, wychowany na salonach i trzymany w błyszczącej klatce, pełnej wszystkiego, co dobre i piękne, mógł nie być zainteresowany. A zwykle, kiedy nie szukało się takich informacji, trudno było na nie ot tak, po prostu wpaść.
- Skoro słuchasz, nie powinieneś mieć problemów ze spełnieniem polecenia. - odparł spokojnie, chociaż już nieco chłodniejszym, drżącym stalą głosem i niebezpiecznie zmrużonymi oczami, co jednak zaraz zmieniło się, kiedy usłyszał jego kolejne słowa.
Na wąskie usta kapitana wpłynął niezbyt przyjemny uśmiech i mężczyzna kiwnął głową, teraz wyraźnie bardziej ukontentowany tym, co się działo. Ukontentowany i może lekko zaskoczony. Naprawdę nie spodziewał się, że chłopak tak pozytywnie zareaguje na tę propozycję, oczywiście, domyślał się, że Reid żywił urazę do kogoś, kto oszukał go i sprzedał, jednak nie sądził, że jego pomysł na rozwiązanie tej sytuacji spotka się z taką aprobatą.
- W takim razie, postaraj się wymyślić nowe nazwisko i swoją historię. Uznaj to za pomoc. - dodał, uśmiechając się kątem ust – Raczej tutaj zostaniesz, a nikt nie przepada za twoim prawdziwym nazwiskiem. Zwłaszcza że nie niesie za sobą ono żadnych profitów materialnych. Najpóźniej jutro w południe go dogonimy... - urwał na chwilę, zastanawiając się, czy daliby radę dotrzeć do statku kupieckiego jeszcze nocą, gdyby utrzymał się tak dobry wiatr – I pomyśl nad swoją przyszłością. Głównie od ciebie zależy, czy zostaniesz tutaj, czy wyjdziesz na pokład. - mruknął jeszcze, samemu zastanawiając się, czy dobrym pomysłem byłoby dopuszczenie szczeniaka do załogi.
Wolałby mieć go przy sobie, żeby móc kontrolować, co też wylewa się z tych jego niewyparzonych ust, a tutaj, w celi, mieli do niego dostęp wszyscy, którzy pofatygowaliby się w to miejsce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
KosmosChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 98
Personal space? No.

Cytat : *Star Trek Intro*
Wiek : 22
Female


PisanieTemat: Re: Under Black Sails   Pon Mar 26, 2018 3:01 pm

Reid słuchał, ale nawet nie pokiwał głową, gdy usłyszał polecenie po raz drugi. Stało się jasne, że od tej historyjki zależy jego dalszy los, więc naturalnie, zaczął traktować ją nieco poważniej. Krzywy uśmieszek jednak nie zniknął z jego twarzy. Oczkami wyobraźni już widział przywiązanego do masztu kapitana statku handlowego… Osobiście nie potrzebował jego przeprosin. Wystarczyłoby samo spojrzenie w oczy sukinsyna, gdy będzie już po wszystkim, stanięcie tak, żeby mógł go zobaczyć- żywego i całego, bez związanych dłoni. Być może wyobraźnia podsuwała mu zbyt odważne obrazy, ale kto wie… Może jeśli będzie robił to, co mu każą, to się spełnią? Tylko tyle mógł na razie zrobić. Jego myśli zaczęły płynąć bardzo szybko, układając nowy życiorys, tak by był gotowy, gdy kapitan do niego wróci.
Powinno to być coś tłumaczące jego wykształcenie i poczucie wyższości, zadbane ciało, dobrej jakości ubrania, posiadane przez niego kosztowności. No i musiałby być przez cały czas skupiony, reagować na nowe nazwisko, a o starym zupełnie zapomnieć. Westchnął. To nie było takie łatwe, jak mu się wydawało. Reid Gilbert nie żyje…
Tego wieczora narodził się Ash Palmer– jedyny syn niewielkiej rodziny kupieckiej, która póki mogła inwestowała w wykształcenie syna, licząc na dobry mariaż i awans społeczny. Niestety nie każda inwestycja się zwraca i pech w końcu dotknął i Palmerów. Statek z towarami ojca zatonął i tak zaczęły się ich problemy finansowe. Konkurencja szybko zdusiła starego Palmera i zanim Ash się obejrzał, byli już bankrutami. Matka wyprawiła go z tym, co im pozostało w świat. Po drodze spotkał uciekającego Reida Gilberta, który zapłacił mu sowicie, by podawał się za niego w trakcie swojej podróży. Tak też zrobił. Zaciągnął się na statek handlowy, ale zanim zdążył zacząć pracę, został sprzedany piratom jako szlachcic, za którego się podał. Utrzymywał swoją grę mając nadzieję, że tak będzie miał większe szanse na przeżycie.

Powtórzył w myślach całą historię. Czy trzymała się kupy? W jego mniemaniu owszem, ale to już kapitan oceni czy był to poziom wystarczający. Wybrał sobie popularne w okolicy nazwisko. Z pewnością gdzieś kiedyś żył kupiec nazwiskiem Palmer, który zbankrutował. Każdego miesiąca ubywało kupców, a na ich miejsce pojawiali się następni. Tak musiało być i tym razem. A to czy ten człowiek miał syna? Kto by spamiętał wszystkie nowobogackie dzieciaki, szczególnie gdy „nowobogackość” okazuje się bardzo krótkotrwała. Reid… Ash coś o tym wiedział.
Usłyszał kroki nad sobą. Było już ciemno, więc nawet, gdy klapa się otworzyła nie dostrzegł od razu twarzy tego, kto wszedł do jego małej celi. Czyżby kapitan wrócił po swoją historię? Oby, bo wolał nie wiedzieć, jaki interes mogli mieć do niego inni członkowie załogi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ShaelSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 28/11/2017
Liczba postów : 80
Cytat : It's been lovely but I have to scream now

PisanieTemat: Re: Under Black Sails   Wto Kwi 10, 2018 4:42 pm

Słuchał jego opowieści spokojnie, nawet na niego nie patrząc i pozornie, zdecydowanie więcej uwagi poświęcając wytartym już na gładko przez lata służby deskom na podłodze. Skrzywił się bardzo delikatnie, widząc słomę walającą się po całym pomieszczeniu gdzieniegdzie większymi skupiskami, w które jednak zbijała się głównie w kątach. Siennik był dziurawy i nie trzeba było być wybitnie inteligentnym, żeby to zauważyć. Tym bardziej nie rozumiał, dlaczego nikt z tym nic jeszcze nie zrobił, ale odpowiedź na to pytanie znajdzie, kiedy już wróci na górę. Na razie chciał jak najsprawniej załatwić sprawę Gilberta.
Asha.
Cóż, na upartego imię mógł zachować, ale tak było nawet lepiej. Miał nadzieję, że nikt za bardzo nie będzie pytał, a sądząc po tym, jak zwykle funkcjonowali tacy jak oni, było to bardzo prawdopodobne. Często bardzo trudno było dowiedzieć się czegokolwiek przydatnego, zwłaszcza od tych, którzy za każdym razem opowiadali inną historię, co było całkiem popularną praktyką, wśród tych, którzy cieszyli się już jakimś szacunkiem.
Pokiwał głową, jeszcze raz wszystko analizując.
- Dobrze. Przekażę to komuś, kto zadba o to, żeby ludzie mieli, chociaż pojęcie o całej sytuacji - powiedział, chociaż właściwie, nie musiał go o tym informować.
Nagle usłyszał tuż nad nimi kroki i chwilę później głośne pukanie w klapę, na które odpowiedział zdawkowym: „Wejść” i na widok drobnego, chudego chłopaka kiwnął głową, pozwalając mu wsunąć się głębiej i bez słowa pozostawić miskę z niezbyt dużą porcją jedzenia na kolację dla Reida. Chwilę później ich gościa już nie było, ponieważ sam umknął, nie mogąc się prawdopodobnie doczekać, aż zabierze się za swój własny posiłek.
- Więźniowie dostają mniejsze racje. - wyjaśnił zdawkowo porcję suchej kaszy metalowym pojemniku, która stała na podłodze przed jego rozmówcą.
W jakiś sposób był nawet ciekaw, czy chłopak sięgnie po miskę z podłogi przy nim, poczeka, aż zostanie sam w celi i dopiero wtedy zabierze się za jedzenie, czy uniesie się honorem i nie zje wcale. Cóż, że w końcu będzie musiał coś zjeść, to było pewne. Podejrzewał również, że jeśli talerz teraz nie zostanie wyczyszczony, kucharz przetrzyma go tak długo, aż nabierze apetytu.
- Doganiamy go - powiedział po dłuższej chwili zastanowienia. - Na razie trzymamy się za linią horyzontu, ale już zmierzcha. Kiedy słońce całkiem zajdzie, zgasimy światła i postaramy się go dogonić. Zakładać, że najdalej za siedem godzin dojdzie do abordażu, podczas którego będziesz siedział tutaj, oczywiście zamknięty. A potem niespodzianka. - Uśmiechnął się mało przyjemnie, patrząc na niego, kiedy opuszczał celę. - Ktoś po ciebie zejdzie, kiedy będzie po wszystkim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
KosmosChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 98
Personal space? No.

Cytat : *Star Trek Intro*
Wiek : 22
Female


PisanieTemat: Re: Under Black Sails   Sro Kwi 25, 2018 2:59 pm

Brudno, ciemno i ponuro. Tak mógł określić miejsce, w którym się znajdował. Nie wiedział czego się spodziewał, na pewno niczego dużo lepszego. W końcu był więźniem na pirackim statku. Słuchając tego, co ma do powiedzenia kapitan, obracał w palcach jedną z walających się słomek. Próbował ukryć zdenerwowanie i zniecierpliwienie, może dlatego na jego ustach wciąż pozostawał grymas do złudzenia przypominający uśmiech. Jedynie prawa dłoń bawiąca się słomą nieznacznie drżała. Nie, nie było mu zimno. Trząsł się z nadmiaru emocji dzisiejszego dnia. W porównaniu z jego wyrazem twarzy dawało to dość dziwny efekt.
Jego dłonie były piękne. Zgrabne, o długich palcach i jasno zarysowanymi pod skórą żyłami. Zdecydowanie nie zostały stworzone do pracy fizycznej. Tym bardziej zastanawiał się nad swoją przyszłością. Co z nim zrobią? Jakaś część jego mówiła mu, że gdy już zobaczy się z kapitanem doganianego statku, będzie mógł się wymeldować z czystym sumieniem. Z drugiej strony zdawał sobie sprawę, że zdecydowanie przeważała chęć przeżycia za wszelką cenę.
Do tego wszystkiego dochodziła jeszcze sprawa Asha. Gdyby chcieli go zabić, kapitan nie kazałby mu wymyślać nowego życiorysu. Nie miał siły dłużej się nad tym zastanawiać. Bądź co bądź, myśl o własnej śmierci nie należała do najprzyjemniejszych. Był zmęczony, głodny i jeszcze nie wiedział na czym stoi.
Wtedy do pomieszczenia wszedł chudy chłopak i postawił przed nim porcję kaszy. Tak, w tej kwestii też nie miał zbyt wysokich oczekiwań. Podniósł naczynie i obojętnym wzrokiem omiótł jego zawartość. Kasza, jak kasza. Nie przypominała niczego, co jadał w domu. Nie można było powiedzieć, że nie miał oporów przed zjedzeniem jej, ale po krótkiej kontemplacji wszelkich za i przeciw, uniósł łyżkę do ust. Jadł powoli od czasu do czasu zerkając na wciąż obecnego kapitana. Ash pewnie by nie wybrzydzał, dlatego musiał jeść. Pomijając inne powody, między innymi głód.
Doganiali go. Przeszyła go iskra ekscytacji, a uśmiech poszerzył się nieco – Znakomicie – dla odmiany rzucił tylko zdawkowy komentarz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Under Black Sails   

Powrót do góry Go down
 
Under Black Sails
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zona scriptum :: Fantastyka-
Skocz do: