CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 BITE INTO ME HARDER

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
MaleficarBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 20/05/2017
Liczba postów : 156


Cytat : Jeżeli ktoś żywi do mnie uczucie, którego nie da się przekazać w słowach, może przekazać je w gotówce.
Wiek : 25
Female


PisanieTemat: BITE INTO ME HARDER   Sro Cze 28, 2017 7:25 pm

.



.

When you came in the air went out.
And every shadow filled up with doubt.
I don't know who you think you are,
But before the night is through,

I wanna do bad things with you.

. . .

_________________


Ostatnio zmieniony przez Maleficar dnia Nie Lip 02, 2017 11:27 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MaleficarBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 20/05/2017
Liczba postów : 156


Cytat : Jeżeli ktoś żywi do mnie uczucie, którego nie da się przekazać w słowach, może przekazać je w gotówce.
Wiek : 25
Female


PisanieTemat: Re: BITE INTO ME HARDER   Sro Cze 28, 2017 7:26 pm

__________________
ELLIOT RIGHT


Wiek: 29 lat
Wzrost/waga: 186 / 79 kg
Orientacja: Sapioseksualny (hybrystofil)
Nie cierpi: Niczym nieskrępowanej głupoty, rybich oczu pozbawionych wyrazu i ciekawej przeszłości do opowiedzenia, ciał bez blizn, alkoholi poniżej 30% i stagnacji.
Uwielbia: Szybkie i głośne motocykle, potencjalnie śmiertelnie niebezpieczne sytuacje, karabiny snajperskie, podejrzane puby, striptizerki, pieniądze, złoto, zdecydowanych mężczyzn.

Insze ciekawostki:

~ ma pierdolca na punkcie świecidełek, a zwłaszcza złota. Jego zwierzęcym przewodnikiem musi być sroka.
~ zawsze zna właściwą osobę i potrafi zdobyć dosłownie wszystko - od miliona dolarów po żółtą łódź podwodną,
~ zarabia głównie jako snajper, dodatkowo wraz ze swoja bandą okresowo zastrasza dłużników swojego szefa, albo porywa co ważniejszych członków ich rodziny, by przyspieszyć spłatę należności,
~ swoją moralność zjarał z waniliowym tytoniem. Serio, pali pety pachnące ciastem, ale nikt jak dotąd nie odważył się wyzwać go przez to od pizd,
~ przesadzanie z przekleństwami, zwłaszcza przez typów "spod ciemnej gwiazdy", uważa, za słaba próbę zbudowania swojego image'u na brzydkich słowach,
~ uważa się za lepszego od innych - zawsze najmądrzejszy, najprzystojniejszy, z największym powodzeniem, wyrywający najlepsze partie, zdobywający najdroższe laury i najwięcej atencji. Nienawidzi być ignorowany - za to można u niego zarobić kulkę,
~ ma już kilka żyć ludzkich na sumieniu, ale śpi w nocy snem sprawiedliwego, dobrze się bawi i dawno nie odmawiał za swoją zbolałą, zapleśniałą duszę choćby króciutkiej modlitwy,
~ rok siedział w więzieniu, ale wyszedł za dobre sprawowanie i opłacenie odpowiednich kieszeni. Czy był cwelem? Nie, choć pierwszego dnia prawie otarł się o tę nieprzyjemną możliwość, na szczęście miał wystarczająco dużo charyzmy, by zyskać przyjaciół silniejszych niż jego potencjalny oprawca.


Mr Always Right

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
JeraChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 27/06/2017
Liczba postów : 339


Cytat : It must hurt to know I am your most beautiful regret.
Female


PisanieTemat: Re: BITE INTO ME HARDER   Sro Cze 28, 2017 7:26 pm


Luciel Theodore Nyeste

Wiek: dwadzieścia dziewięć lat
Wzrost i waga: 193 cm, 85 kg
Orientacja: biseksualny
O nim: Aktualnie jest obrzydliwie bogaty, posiada własny dom z ogromnym basenem, służbę, kilka samochodów (większość należy do tych kosmicznie drogich i sportowych), a jego sytuacja finansowa i życiowa jest do bólu stabilna. Ma żonę, Samanthę. Nie tylko Sam jest w nim do reszty zatracona, bo również jej ojciec, który uczynił Nyeste'a drugim prezesem swojej firmy. Nieźle jak na tak młody wiek, prawda?
Tylko że nie zawsze tak było. Luciel pochodzi z normalnej, średniozamożnej rodziny. Do końca szkoły średniej nie wiedział właściwie, co chce w życiu robić. Ostatecznie skończył Biznes i Zarządzanie, acz studia zaczął z pewnym opóźnieniem... Choć konto ma czyste, jego przeszłość niestety taka nie jest. Ma na koncie masę przewinień, włamań, pobić i kradzieży. Sztuka jednak polega na tym, żeby nie pozwolić się złapać. On do tego nie dopuścił.
Można by powiedzieć, że jego życie jest bajką. Nieustanne podróże, wycieczki jachtem, bankiety biznesowe, imprezy, szacunek i uznanie w oczach innych. Piękna kobieta, która zawsze wita go z uśmiechem na twarzy. Na brak seksu też nie może narzekać, a jednak czegoś mu brakuje. I to już od dawna. Monotonia to suka.
Inne:
• ma orzechowe oczy
• codziennie biega i dość intensywnie ćwiczy, co przejawia się w postaci wyraźnie zarysowanych mięśni
• ze względu na swój zawód zwykle przyodziany formalnie, choć nie gardzi ekscentrycznymi dodatkami - bransoletki, pierścienie, naszyjniki, kolczyki. Wszystko wchodzi w grę
• pali. Zaczął pod koniec liceum i tak mu już zostało. Głównie tradycyjne papierosy, okazjonalnie cygara, choć najczęściej trawę
• kiedyś był ułożonym, grzecznym chłopcem. Dla opinii publicznej nadal taki jest, niemniej w duszy to po prostu zepsuty do szpiku kości chujek, który zbyt prędko dorobił się wszystkiego. Nyeste oczywiście nie waha się korzystać ze swych licznych przywilejów
• ma dwa smoliście czarne owczarki belgijskie. Czasem odnosi wrażenie, że to psy rozumieją go najlepiej
• jego ulubione kolory to czerń i złoto


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
JeraChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 27/06/2017
Liczba postów : 339


Cytat : It must hurt to know I am your most beautiful regret.
Female


PisanieTemat: Re: BITE INTO ME HARDER   Sro Cze 28, 2017 7:27 pm

Dzień jak co dzień. No, może z wyjątkiem pogody; ta była dziś wręcz wyjątkowo ładna, o czym świadczyło błękitne niebo usiane tylko w poniektórych miejscach puchatymi obłoczkami. Dla większości społeczeństwa - istny raj. Nie dla Luciela, który - ubrany w atramentową koszulę z podwiniętymi w łokciach rękawami, dopasowane spodnie i eleganckie buty - siedział w klimatyzowanym biurze, popijał kawę i przeglądał papiery. Czekały go dziś jeszcze dwa spotkania, nie spał od dwudziestu godzin i miał ochotę porzucić to wszystko w diabły. Brak snu nigdy nie działał na niego w taki sposób. Ostatnio tak łatwo się wszystkim rozkojarzał. Ta świadomość była niezwykle irytująca, bo to zwyczajnie do niego nie pasowało. Zwykle potrafił się kontrolować i nie miewał tego typu problemów.
Gdy opuszczał siedzibę firmy, zerknął na zegarek - dochodziła dziewiętnasta, a po porannym słońcu nie było śladu. Nie pogodą zaprzątał sobie jednak głowę. Samantha znowu będzie narzekać, że powinien trochę przystopować. Że powinien zacząć ją wreszcie łaskawie zauważać, gdyż ostatnimi czasy praktycznie się nie widują. No chyba, że w łóżku, lecz tam niewiele rozmawiali z przyczyn dość oczywistych. Praca, praca i jeszcze raz praca. Siostra rutyny. Obydwie to dziwki.
Sam... Zdawał sobie sprawę z faktu, że odrobinę ją zaniedbywał. Odrobina była w tym przypadku sporym niedopowiedzeniem. Ale otwarcie przed sobą przyznawał, że to nie było to, co kiedyś. Absolutnie nie brał pod uwagę żadnego skoku w bok. Kochał ją na swój sposób i zależało mu na niej. Problem polegał na tym, że wraz z upływem czasu zależało mu coraz mniej. Co ciekawe, jego żona zdawała się nie zauważać narastającej stopniowo oziębłości mężczyzny czy raczej znudzenia. No tak, przecież się pilnował i zachowywał własne odczucia wyłącznie dla siebie, a trzeba wspomnieć, że umiejętności aktorskie miał mistrzowsko opanowane. Efekt był taki, że w oczach innych, a także samej Samanthy, byli idealną parą. W ich związku brakowało tylko dzieci.
Luciela, na przykład, obecność dwóch ukochanych psów w zupełności satysfakcjonowała. Gdy S. poruszała nieszczęsny temat dzieciaków i kleiła się do niego niczym kotka w rui, wykorzystywał moment, aczkolwiek zawsze z zabezpieczeniem.
W chwili obecnej Luciel marzył tylko o tym, żeby dostać się do domu, wziąć orzeźwiającą kąpiel i spędzić resztę wieczoru w jakiś przyjemny sposób. Gdy myślał o przyjemności, miał w głowie kilka pomysłów. Któryś z nich najpewniej wcieli w życie.
Wsiadł do swojego połyskującego, smoliście czarnego McLarena.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MaleficarBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 20/05/2017
Liczba postów : 156


Cytat : Jeżeli ktoś żywi do mnie uczucie, którego nie da się przekazać w słowach, może przekazać je w gotówce.
Wiek : 25
Female


PisanieTemat: Re: BITE INTO ME HARDER   Sro Cze 28, 2017 7:27 pm

Nie, nie siedział z trójką znajomych w pretensjonalnej czarnej wołdze z przyciemnianymi szybami, wręcz przeciwnie. Mieli do dyspozycji spory wóz terenowy w kolorze białym, a na pace z tyłu kilka pudeł wypełnionych spławikami do ryb – to tak na wypadek natrafienia na policje. Mieli być wędkarzami-mieszczuchami, którzy wybierają się za spore miasto, by po męsku najebać się i poudawać, że udało im się złowić choć jedną cycatą syrenę. Przykrywka nie była pierwszorzędna, ale sam plan był sklejony naprędce – dobrą robotę odwaliła dopiero ich przykrywka, która przebrana za pomoc biurową dziś rano w głównym holu na parterze, do którego dostęp mieli wszyscy z ulicy, dolepiła ich niczego nieświadomej ofierze nadajnik do buta. Z tego, co powiedział, to na tyły eleganckiego obcasa. Jak? Nie powiedział dokładnie, ale napomknął, że wymagało rozlania na podłogę dwóch kaw tuż obok ofiary i bardzo długich przeprosin i uniżonych pokłonów, podczas froterowania jego czarnego lakierka. Ta opowieść była tak dobra, że aż oderwała rzekomych rybaków od okradania siebie nawzajem z kasy poprzez pokera.
Dopiero w okolicach godziny osiemnastej przerzucili skupienie na obserwowanie otoczenia. Biuro pustoszało, co mniej ważne płotki w okolicach szesnastej już dawno poszły do domu – tylko dzielny, młody prezes był mocno zajęty gdzieś na przedostatnim piętrze. Czerwona lampka ukazująca jego aktualne położenie co jakiś czas ruszała się o kilka milimetrów na ekranie notebooka i albo przechadzała się gdzieś dalej w korytarze, albo na niższe piętra. Do osiemnastej Elliot praktycznie to zlewał popalając papierosy, grając w wężyka, albo gadając przez telefon. Przerywnikami były tylko rzadkie korytarze siedzącego na tyłach kumpla ze sprzętem na kolanach: „Chyba poszedł do kibla” albo „Łazi po gabinecie”. Nie mieli żadnego podsłuchu, mogli tylko spekulować i z nudów zaczęli dorabiać Panu Nyeste jakąś niecną historię:
- Myślicie, że ma romans z jakąś laską w pracy?
- Jak jego kuleczka będzie się poruszać o milimetry w jednym miejscu to znaczy, że kogoś posuwa na biurku.
Dwóch z nich zarechotało, ale przerwał im głos opuszczający gardziel mężczyzny o włosach tak jasnych, że bywały chwile, że raziły innych podczas słonecznych dni.
- Debile jesteście, on ma nadajnik doczepiony do buta, a nie do dupy.

Doczekali się. Kuleczka zjechała na parter i ich osesek przeszedł właśnie przez główne wrota spiesząc się do swojego wykokszonego auta. Elliot jeszcze nie doszedł do wniosku, czy w ramach bonusu za porwanie nie pozwolić kumplom poszarpać się o to auto. Widział w końcu jak ślinili się na widok fury z tak wysokiej półki, że był to chyba jedyny taki egzemplarz w mieście. O ile nie co najmniej po tej stronie kraju. Nawet drugi prezes, starszy gość o śmiesznym piskliwym głosiku, nie otaczał się takim przepychem. A ten młody, utopiony w forsie szczyl musiał ładować dupsko do najlepszego możliwego opakowania. Żeby nikt nie miał przypadkiem żadnych wątpliwości co do tego, że jest bogaty.
- Ruszył – mruknął głos na tyle białej terenówki, kiedy wszyscy i tak widzieli jak czarny, połyskujący czystością, zgrabny tyłeczek samochodu wsuwa się pomiędzy sznurek innych mozolnie dojeżdżających do czerwonych świateł. Siedzący za kierownicą Right odpalił leniwie auto i dał mu się chwilę pogrzać. Nie musiał się spieszyć, był pewien, że pomimo tylu lat braku kontaktu, wciąż jeździ lepiej od Luciela – ba, jeździł lepiej od każdego w tym cholernym mieście. Ofiara nie uciekłaby mu, nawet gdyby wyrosły jej z auta śmigła i zaczęła latać. Fakt tego, że wyjechali z zatoczki parkingowej dopiero kiedy budynek opuścił jeden z dwójki prezesów, podczas gdy resztę dnia grzecznie przesiedzieli w wozie, mógł być cokolwiek niepokojący dla uważnego pracownika biurowej ochrony, ale to nie było ważne – zanim ktokolwiek ogarnie się, że powinni zgłosić zawiadomienie, nie będzie już kogo ostrzegać przed białą terenówką.

Odbicie wysokich drapaczy chmur prześlizgujące się po czarnej karoserii opływowego wozu Pana Nyeste wyglądało cholernie urzekająco – podczas gry reszta załogi obserwowała pilnie ten śliczny pokaz, w Elliocie coraz mocniej narastała ciężka do odparcia chęć obrócenia tego wozu w miazgę. Zawsze miał destrukcyjne zapędy, nierzadko kompletnie niepotrzebne, ale pilnował się – był w końcu dojrzałym i odpowiedzialnym mężczyzną. ...a poza tym wewnątrz nadal była jego zdobycz.
Trasa, którą pokonywał McLaren nie była tą prowadzącą do domu, musiał więc jechać gdzieś najprawdopodobniej kontynuować interesy. To nieco utrudniało sprawę, ale wciąż nie czyniło misji przechwycenia niemożliwą. Kiedy droga nieco się oczyściła, Ell rzucił nagle w tył krótkie „Gotowi?” i depnął na gaz. Jednak w dupie miał pieszczenie się z tym wszystkim – chciał Go t e r a z. Wycieczkę krajoznawczą po mieście zamierzał odbębnić kiedy indziej. Minął McLarena warcząc agresywnie i nagle bezpardonowo zajechał mu drogę, zmuszając do depnięcia po hamulcach. Zapewne cholernie drogie i dobre opony pisnęły na ulicy i z białej terenówki wypadło dwóch kolesi. Jeśli Pan Nyeste był przezorny, to zdążył z ostatnim odruchu zamknąć drzwi auta od środka – ale wtedy mógł się pożegnać z boczną szybą, a jeśli oszczędny, to nie zdążył ich zamknąć i został łapą wielką jak klapa od śmietnika dosłownie wyjęty z niej jak pasujący do zestawu Ken. Nie, nie było romantycznego chloroformu – był cios w tył głowy.
I ciemność.
Biała terenówka i McLaren z nowym kierowcą w ciągu mniej niż minuty od tej chwili zwinęli się z miejsca. Kilkoro ludzi zdążyło zadzwonić na policje, ale było już bardzo za późno.

*

Stare gangsterskie filmy radziły trzymać ofiary w dokach, ale najbliższy port mieli ponad dwieście kilometrów stąd, dlatego przed patrolującym ulice helikopterem ukryli się w winnicy na obrzeżach miasta. McLaren spoczął w wielkiej stodole w otoczeniu siana i zaduchu. A Pan prezes? Pan prezes na wygodnym drewnianym krześle, z rękami boleśnie wywiniętymi do tyłu i ciasno przywiązanymi do oparcia. Łydki miał też równie ciasno przyczepione do nóg krzesła. Jakby tego było nie dość, to przesłonięto mu oczy, jakimś gryzącym, wpijającym się w tył głowy materiałem – ktoś niezgrabnie zawiązując supeł wplątał mu tam kilka zadbanych, czarnych włosów i musiało nieprzyjemnie ciągnąć. O ile Luciel był księżniczką na ziarnku grochu, która w pierwszej kolejności obawiała się o fryzurę, a dopiero w drugiej o życie.
W środku winnicy było bardzo, bardzo cicho. Porywacze znajdowali się jeszcze na piętrze – gasili pragnienie i dalej zachwycali się wózkiem, który musieli zaparkować w stodole.
- Postraszcie go trochę – polecił Elliot, ostrząc nóż motylkowy na skórzanym pasie i dwoje najwyższych drabów wstało z krzeseł.
- Jak mocno?
- 3/10. Bez bicia i głaskania po kolanie. Bo będę zazdrosny.
Jeden z nich zaśmiał się kpiarsko, ale Elliot nie wiedział który, był zbyt zajęty oglądaniem gładkiego ostrza w świetle lampy.
Akurat kiedy porwany zaczął się rozbudzać na dole w jego prywatnej piwnicy, nie takiej znowuż zimnej, rozbrzmiał hałas trzech ciężkich butów testujących wytrzymałość drewnianych schodków. Elliot złapał po drodze jedno z krzeseł i z jękiem podsunął je niedaleko porwanego, ustawił naprzeciw i zasiadł na nim biorąc sobie oparcie między nogi i lokując na jego szczycie podbródek. Miał jeszcze szklankę wody w dłoni.
- Pobudka księżniczko, noc jeszcze młoda! - ryknął jeden z drabów i orzeźwiająco chłodna woda chlusnęła w Luciela w twarz. - Przespałaś taką fajną wycieczkę...

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
JeraChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 27/06/2017
Liczba postów : 339


Cytat : It must hurt to know I am your most beautiful regret.
Female


PisanieTemat: Re: BITE INTO ME HARDER   Sro Cze 28, 2017 7:28 pm

Pomyślałby kto, że jeszcze przed paroma godzinami Nyeste narzekał na swoje stabilne życie chłopca, któremu wszystko się udało. Mężczyzna jechał w miarę spokojnie, jedynie na prostej trochę szarżował i cisnął pedał gazu mocniej. Nie dla popisu, po prostu tak lubił. Gdy jakiś samochód zajechał mu drogę, jego noga od razu powędrowała w stronę hamulca. Nie tak miało być. Planował odbębnić ostatnie, luźniejsze już spotkanie, które zlecił mu ojciec Samanthy, w między czasie napawać się jazdą, a potem wrócić do domu i wytęsknionej żonki. Na pewno nie przewidział, że tak to się skończy. Wracając do zdania na wstępie - teraz mógłby zanieść się desperackim rechotem. To znaczy gdyby zdążył.
Czasu na reakcję właściwie nie miał. Zdążył soczyście zakląć, następnie stracił szybę, dostał w głowę i to było wszystko, co zapamiętał. Twarze dwóch oprawców były dla niego zupełnie obce. Nie był naiwny - dobrze wiedział, że miał całe stadko osób, które odczułyby ulgę, gdyby zniknął. W tamtej chwili jednak o tym nie myślał.
Mokre chluśnięcie prosto w twarz spełniło swoją rolę. Luciel odruchowo się szarpnął, próbując wyplątać dłonie z więzów i choć wiedział, że jest to raczej niemożliwe, i tak na tym nie poprzestał. Dowiedział się za to, że nogi też ma uwięzione. Ale wiecie co? Najbardziej wkurwiająca była opaska na oczach. Nyeste bowiem lubił mieć wszystko pod kontrolą, a teraz nie miał niczego. Był zdany na łaskę losu i porywaczy.
Gdyby sam mógł zdecydować, wybrałby sobie śmierć innego rodzaju. Jakąś bardziej spektakularną. Albo wręcz przeciwnie - spokojną, choćby poprzez przedawkowanie. Po co komplikować sobie życie, skoro zaraz miało się skończyć? Bez sensu.
Nie to, żeby śpieszyło mu się do umierania. Ani trochę nie miał na to ochoty, poza tym nigdy się tak łatwo nie poddawał.
- Pierdol się - warknął. Jakby tylko nie miał ograniczonego pola widzenia, mógłby splunąć sukinsynowi, który go oblał, w tę przebrzydłą - jak mu się zdawało - mordę i to w najbardziej nieelegancki sposób, na jaki było go stać.
Ta bezradność była dobijająca.
Czego mogli chcieć? Okupu? Zastraszyć go? Zabić w tym zatęchłym pomieszczeniu?
Teraz, gdy odczuwał pulsujący ból z tyłu głowy, nawet myślenie było trudniejsze niż zwykle. Biorąc pod uwagę minimalną ilość snu, jaką ostatnio raczył swoją szanowną osobę, najchętniej jeszcze trochę posiedziałby sobie w słodkich odmętach nieświadomości. Tam przynajmniej mógł mieć totalnie wylane na wszystko.
- Czego chcecie? - Banalne pytanie, które często słyszy się w filmach akcji, lecz jakie adekwatne w jego aktualnym położeniu. Co się będzie wysilał i podsuwał im możliwe odpowiedzi? Niech walną prosto z mostu. Niech go oświecą. Chociaż zrobi mu się lżej na duchu.
To, co działo się w jego głowie, było ciężkie do opisania. Kotłowała się tam istna mieszanina emocji - od gniewu, irytacji, złości, lęku aż po jakąś taką niezdrową ekscytację. Może nawet podniecenie. Musiał przyznać, że przypominały mu się dawne czasy. Wtedy nie myślał o tym, co nastąpi jutro albo czy jakieś jutro w ogóle nadejdzie. Żył chwilą, łamał wszystkie zakazy i czerpał z tego nieodzowną, chorą satysfakcję. Teraz było podobnie.
Od czego wojujesz, od tego giniesz? Gówno prawda.
Cóż, niech chociaż będzie ciekawie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MaleficarBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 20/05/2017
Liczba postów : 156


Cytat : Jeżeli ktoś żywi do mnie uczucie, którego nie da się przekazać w słowach, może przekazać je w gotówce.
Wiek : 25
Female


PisanieTemat: Re: BITE INTO ME HARDER   Sro Cze 28, 2017 7:28 pm

Kiedy związany, którego szykowny garnitur już przyprószył widocznie wirujący w powietrzu kurz, postanowił odszczeknąć się odważnie jak na swoje położenie, jeden z drabów podniósł brwi nieco wyżej uprzejmie zdziwiony, a drugi parsknął cicho pod nosem.
- No już, już, nie szczekaj tak psino, bo sobie drogą obróżkę naderwiesz. – Głos, który Luciel słyszał dochodził ze źródła, które właśnie stąpając powoli na jęczącej drewnianej podłodze, obchodziło go dookoła, jakby oglądało pralko-suszarkę na telezakupach.
Nawet jeśli porywacze zarabiali na swoim niechwalebnym fachu całkiem niezgorsze i stosunkowo szybkie pieniądze, to nadal ich posag był niczym w porównaniu z zerami na koncie ich chwilowego gościa. Dlatego jakoś tak miejsca nim gardzili – zwłaszcza przez świadomość tego, że zapewne uważał, iż może ich kupić. A przynajmniej większość z tu zebranych gardziła nim. Te powody były płytkie i były nimi: jego garnitur, jego auto bez szyby, jego wypielęgnowane dłonie nienawykłe do ciężkiej roboty, jego zapewne pyszniący się na przegubie Rollex, jego zapalniczki Zippo, jego wysadzane brylantami papierośnice, jego wielki dom, jego basen, jego ogromne łoże, jego klimatyzowane biuro i koniec końców jego pewny siebie, zaczepny i buńczuczny ton.
Czego chcieli? Wszystkiego.
Pan Prezes mógł poczuć jak czyjaś dłoń łapie go za fraki i minimalnie podnosi nieomal w pierwszej chwili razem z krzesłem.
- Czego chcemy? A co, gnojku, przemknęło ci przez myśl, że się tak po prostu wykupisz? Rzucisz nam w gęby forsą i spierdolisz na skrzydłach wiatru? - Mimo tego, ze wcześniejsza reakcja była gwałtowna i nosiła znamiona agresji, to ton, który ział w twarz porwanego gorącym oddechem, był prześmiewczy, jakby facet nie traktował go poważnie. - Naraziłaś się komuś, królewno i wreszcie cie znalazł. I sam już nie wiem czy powinieneś się modlić w podzięce za to, że to zrobił, czy że dał ci tyle lat spokojnego życia. Nawet się pewnie nie domyślasz kto, co? No zgaduj.
Po tych słowach łapa przeniosła się na jego włosy na potylicy i odgięła głowę w tył, oczekując na odpowiedź.
Elliot do tej chwili nawet nie drgnął. Od czasu, kiedy chlusnął czarnowłosemu wodą w twarz i zachlapał bezbarwnym i bezwonnym płynem garnitur i znajomą, choć dużo już dojrzalszą, twarz, oglądał to show jak widz pozbawiony wpływu na przebieg akcji. Choć dobrze wiedział, że wystarczyło jedno słowo i Prezes zostałby rozwiązany, z przeprosinami puszczony do domu, a na nazajutrz miałby nową szybę w aucie. Nie, nie dlatego, że Elliot był jakiś hersztem bandy, a jego kumple to bezmózdzy słudzy... Nie. Po prostu tym razem to jemu, nie szefowi, zależało na porwaniu kogoś na specjalnych warunkach, bez zdradzania zbyt wielu detali i kumple poszli na ugodę. Robili gorsze rzeczy... Póki co bawili się z gościem jak z dzieckiem pod czujnym okiem blondwłosej przedszkolanki.
Dopiero, kiedy kumpel na tę chwilę skończył swoją zabawę w przesłuchanie, na twarzy Ella odbiło się większe zainteresowanie. Cicho i niespiesznie podniósł się z krzesła, odstawiając pustą szklankę na drewnie siedziska i sam podszedł od przodu do krzesełka, ledwie wyczuwalnie umieszczając dłonie na szczycie oparcia, po obu stronach głowy ich ofiary. Dłuższą chwilę śledził uważnym wzrokiem najmniejsze drgnienie jego twarzy. Posyłając najbliższemu kumplowi sugestywne spojrzenie sięgnął na kark Luciela i sam złapał go za włosy, zastępując smukłą dłonią dużo większe łapsko. Siła z jaką trzymał ofiarę mimo to zdawała się być taka sama.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
JeraChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 27/06/2017
Liczba postów : 339


Cytat : It must hurt to know I am your most beautiful regret.
Female


PisanieTemat: Re: BITE INTO ME HARDER   Sro Cze 28, 2017 7:28 pm

Więc tylko to w nim widzieli - jego pieniądze? Wychodziło na to, że tak. Luciel nawet się im nie dziwił. Sam co prawda nigdy nie gardził tak otwarcie osobami, które miały więcej od niego. Właściwie wcale nimi nie gardził, a jedynie akceptował to, co sam od życia otrzymał. Ojciec zawsze mu powtarzał, że aby cokolwiek osiągnąć, należy ciężko pracować. Ewentualnie dobrze się ożenić. Och, najlepiej oczywiście było połączyć obydwie te rzeczy. Efekt i satysfakcja murowana.
A przecież nie chodziło o to, że młody prezes  chciał swoją kasą popisywać. Miał środki, a co było tego naturalnym następstwem,  korzystał z nich. Lubił szybkie samochody, więc je sobie kupował. Mógł sobie pozwolić na wiedzenie prestiżowego życia, więc pozwalał. Ostatecznie i tak wychodził na snobistycznego, zadufanego dupka. Tylko że był dupkiem, któremu opinia innych latała koło nosa. Teraz niestety nie mógł poprzestać na ignorancji, gdyż mogło się to dla niego bardzo źle skończyć. Ale milczenie nie było w jego stylu, zawsze musiał coś dodać, jednocześnie kopiąc sobie grób. Im głębszy, tym lepszy.
- Najwyżej - odpowiedział buńczucznym tonem. Jeśli sobie naderwie, kupi nową, co za problem? No, pod warunkiem, że wyjdzie stąd w jednym kawałku. Nadzieja podobno umiera ostatnia.
Tak naprawdę kiedy zadał tamto krótkie pytanie nie miał na myśli niczego związanego z pieniędzmi.
- Nie, nie przyszło. To byłaby zbyt optymistyczna wizja. Pytam, bo zwykle jest jakiś powód. To dziwne, że jestem ciekawy? - Twarz przeciął mu słaby, krzywy uśmiech. Nie zdziwiłby się, gdyby zaraz oberwał za ten swój niewyparzony język. Ba. On wręcz na to czekał. Kiedy zaczną się tortury? Groźby? Powinien raczej drżeć w obawie o własne życie, ale nie, on czekał na ciąg dalszy. W pewnym sensie niepokoił go fakt, że ta wypaczona gra wstępna tak się przedłużała. Oprawcy zwykle chcieli, by ich ofiara jak najszybciej błagała o życie czy wiła się z bólu, a z nim obchodzili się podejrzanie delikatnie.
Skrzywił się, gdy został szarpnięty. Choć pozycja, w jakiej się znalazł, nie była zbyt komfortowa, Nyeste odpowiedział niemal od razu:
- Lista osób, którym się naraziłem, jest cholernie długa. Hmm... może jakaś podpowiedź? Nie? - Przygryzł wargę. Czyli chodziło o wyrównanie rachunków, coś pokroju zemsty. Mężczyzna zaczął się zastanawiać nad słowami, które przed chwilą zostały skierowane w jego kierunku. W wypowiedzi tamtego typa nie pasowało mu jedno. Ten tekst mówiący o latach spokojnego życia... W biznesie nie siedział znowu tak długo, a na studiach raczej nie było możliwości, by narobił sobie tego typu wrogów.
Więc co? Ktoś z czasów liceum? Czyżby to jego mroczna przeszłość wreszcie o sobie przypominała? Wybrała sobie wspaniały moment, nie ma co. Tym bardziej, że ostatnio, w nocy szczególnie, często wracał myślami do tamtych chwil. Niemal mu ich brakowało. Cholerny niewdzięcznik. Zamiast skupić się na teraźniejszości i przyszłości, z uśmiechem na pysku rozpamiętywał minione.
Zabawna sprawa. Z powodu przepaski na oczach znacznie większą uwagę zwracał na dźwięki i otaczające go zapachy. Poczuł, że jego uprzejmy ,,rozmówca'' zabrał swoje łapsko z jego karku, lecz ta chwila wolności nie trwała szczególnie długo. Zaraz szarpnięto go znowu, aczkolwiek tym razem chwyt był inny. Powiedzieć, że go rozpoznał, byłoby mocną przesadą. Jednak teraz, gdy niemal czuł na karku oddech kolejnej osoby, coś się zmieniło. Jeśli nie umysł, to ciało zareagowało na ten specjalny dotyk ledwie zauważalnym rozluźnieniem.
Uśmiechnął się. Pytanie o tożsamość inicjatora całego porwania nie dawało mu spokoju.
- Kim jesteś? - mruknął cicho, nie starając się ukryć narastającego zaciekawienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MaleficarBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 20/05/2017
Liczba postów : 156


Cytat : Jeżeli ktoś żywi do mnie uczucie, którego nie da się przekazać w słowach, może przekazać je w gotówce.
Wiek : 25
Female


PisanieTemat: Re: BITE INTO ME HARDER   Sro Cze 28, 2017 7:29 pm

To porywacze w tym dziwnym tańcu mieli być tymi od zadawania pytań, więc wszystkie te, które wyszły z gardzieli bogacza napotkały zimną i zakurzoną ścianę milczącej pustki. Odpowiedzi nie miały dostać nigdy. A przynajmniej potencjalnie nigdy. Wszystko kwitowano tylko cichym, wstrętnym śmiechem oraz swobodnym spacerkiem dodatkowo powiększającym uczucie osaczenia. Do końca nie było dla Luciela wiadome ile ludzi poza nim znajdowało się w pokoju. Nie było też wiadome czy znajduje się w ciasnej klitce, czy w wielkiej hali. A niewiadomych z każdą chwilą było coraz więcej i więcej. Kiedy drab szarpnął go za szmaty drogiego gajera Elliot widział, że kumplowi odruchowo zadrżała łapa. Zwykle w takich momentach faktycznie porwany zarobiłby w twarz tak mocno, że poczułby to gdzieś w kręgosłupie. I pewnie przewalono by go na ziemie wraz z krzesłem. I takie akcje zwykle w większości przypadków nie były nacechowane osobistymi interesami – jakby sprawa się rozwiązała po dobroci to wynajęci porywacze po wszystkim mogliby nawet wyjść z ofiarą na piwo i szczerze się pośmiać. Byli w końcu jedynie zwyrodnialcami, którzy z błahego powodu mogli dorobić się kolejnego ciekawego wpisu w osobistej kartotece ciężkich przewinień. I tym mocniej zagrzać sobie ciepłe miejsce w Piekle.
- Chcesz podpowiedź? To pewnie zaraz ją dostaniesz – mrukną drab odsuwając się kiedy jego miejsce niejako zajął Elliot. Blondwłosy kiwnął na niego głową z szelmowskim uśmiechem i dwóch kumpli z ociąganiem ruszyło w stronę drewnianych schodów i drzwiczek prowadzących na pięterko. W tym czasie główny sprawca całego tego zamieszania wisiał nad prezesem jak kostucha na wyprostowanych nogach, myśląc leniwie którą podpowiedź wybrać jako pierwszą. Puścił powoli, jakby niechętnie czarne pukle i sięgnął do tylnej kieszeni spodni, by wydobyć z nich wcześniej ostrzony oręż. Otworzył nóż motylkowy z charakterystycznym świstem, zręcznie jak na właściciela przystało i obrócił go w dłoni, by końcówkę ostrza zatopić we włosach i podrażnić nią ciasny supeł opaski przesłaniającej oczy jego zdobyczy. Luciel mógł bardzo wyraźnie, choć jeszcze bez upuszczania krwi, poczuć jak niebezpieczny nóż muska skórę jego głowy chłodną stalą, puszczając w dół karku salwę ciarek.
Wciąż milcząc, by nie zepsuć niespodzianki, przysunął się jeszcze bliżej do pachnącego drogą wodą kolońską ciała i powoli usiadł mu okrakiem na kolanach, przodem do niego, wręcz ostentacyjnie zmysłowo rozsiadając się na znajomym miejscu. Zamruczał cofając ostrze i przesuwając je na przód, by kilkoma ruchami, z nieprzyjemnym, drącym odgłosem rozciąć splot krawatu, wpijającego się kompanowi w przełyk jak stryczek. Ell odrzucił czarny materiał jak szmatę za siebie i nieomal nucąc coś cichego pod nosem, po kolei odcinał po jednym małym guziczku białej koszuli. Kiedy zbliżał się do mostka odsuwał materiał palcami, by było mu wygodniej i po czwartym guziku poleciał ostrzem (nawet nie do końca chcący) w górę, nacinając jasną skórę mężczyzny kilka centymetrów poniżej jego szyi. Blondyn cmoknął niezadowolony i odgarnął poły koszuli na boki, pochylając się i zlizując pierwsze kropkę krwi ewakuujące się z piekącej rany. Wilgotny i gorący ochłap języka podrażnił też samą ranę, zanim nie sięgnął przełyku. Zostawiając wilgotny ślad dobrnął tak aż pod ucho spętanego mężczyzny i otarł się z rozkoszą o jego tors z szerokim uśmiechem.
- Rawr – warknął mu wprost do ucha i przygryzł jego płatek. Mocno. Naprawdę cholernie mocno. - Podoba ci się, co? Jakaś odmiana. Nikt cie nie słucha i nie odpowiada na twoje pytania, mają cie totalnie, bezpardonowo w dupie. Zniszczyli ci wóz. Niszczą ci ubrania. Zabierają ci wolność, naruszają poczucie bezpieczeństwa, wiążą oczy i tną skórę. A tobie zaraz stanie, taki jesteś zajarany. No przyznaj się, tutaj tylko ja cie usłyszę.
Odsunął się na tyle, by sięgnąć palcami do rozcięcia i rozsmarować następnie choć kapkę krwi na pełnych ustach Luciela, aż spierzchniętych od braku wody.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
JeraChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 27/06/2017
Liczba postów : 339


Cytat : It must hurt to know I am your most beautiful regret.
Female


PisanieTemat: Re: BITE INTO ME HARDER   Sro Cze 28, 2017 7:29 pm

Nie takiej odpowiedzi Luciel oczekiwał, jeśli w ogóle można mówić tu o oczekiwaniu czegokolwiek. Nie był dzieckiem, nie łudził się, że uzyska odpowiedzi grzecznie i z kulturą. Oczywiście, że nie. Prym wiodła wersja numer dwa, ta z pazurem. Czekał cierpliwie, nie reagując w żaden specjalny sposób na salwy złośliwego śmiechu, choć - jak można się było spodziewać - taka jawne olewanie kłuło go mocno w to przerośnięte ego. Karma wraca, panie Nyeste.
Kroki zaczęły się oddalać, drewniane schodki skrzypnęły, a potem zaległa cisza, choć krótka. Nadal ciągnięty za włosy, milczał. Dopiero specyficzny świst otwieranego noża obudził w nim niepokój, wyrwał z tej nagłej stagnacji. Dotyk ostrza na skórze głowy, w okolicy przeklętej czarnej przepaski, dał mu odrobinę złudnej nadziei. Ale nie, porywacz zamierzał kontynuować zabawę, bo przecież zdjęcie opaski równałoby się z wyłożeniem kart na stół. Byłoby zwyczajnie zbyt proste, a jego wejście musiało być widowiskowe. Z przytupem, o właśnie.
Na pewno nie spodziewał się tego, co nastąpiło potem.
Nagły ciężar na kolanach wydał mu się dziwnie znajomy, lecz tymczasowo wyrzucił podobne pomysły z pamięci. To, że prześladowały go obrazy z końca liceum, to jedno. Jeśli podejść do tego racjonalnie, próba nadania im rzeczywistego wymiaru byłaby z jego strony bardzo dziecinnym zagraniem. Bo... co? Bo to niemożliwe?
Szarpnął więzy. Podobnie jak wcześniej, nie przyniosło to żadnego efektu. Mimo to próbował dalej, nie potrafił długo pozostawać bierny.
Robiło się coraz gorzej, a zarazem lepiej.
Gdy ostrze naruszyło strukturę jego skóry, nawet się nie skrzywił. Jednakże w momencie, gdy oprawca zlizał z niego krew, Luciel ledwie powstrzymał westchnięcie. Nie tak powinien reagować. Powinien drżeć z niepokoju, wyrywać się, czuć obrzydzenie. Było zupełnie przeciwnie. Jego ciało krzyczało o więcej, mimo że logika temu przeczyła.
A potem mężczyzna  ugryzł go w ucho. Nyeste nabrał gwałtownie powietrza, po czym sam przygryzł wargę. Tym razem odrobinę za mocno, bo aż do krwi. Nie ugnie się, cholera, nie ma mowy.
Gdy usłyszał głos Elliota, jego wargi wykrzywiły się w niepokojącym uśmiechu. Blondyn się nie mylił. W tej ostatniej kwestii już szczególnie. Ale przecież duma nie pozwalała Lucielowi wyznać, że owszem, jest to spora odmiana. Że na podobną sytuację (no, może bez tego porwania i niszczenia wozu) czekał podświadomie od bardzo dawna. Że w czasie zbliżeń z Samanthą przed oczami miał kogoś innego - tego tutaj nieźle popieprzonego drania.
- Elliot - wymruczał, po tylu latach na nowo rozsmakowując się w brzmieniu jego imienia. Oblizał krew z piekących ust. - Mogłem się domyślić. Ten cały teatrzyk jest tak bardzo w twoim stylu. - Teraz, gdy znał tożsamość porywacza, bynajmniej nie zrobiło mu się lżej. Gdyby to był ktoś inny zachowanie zimnej krwi byłoby o wiele łatwiejsze. Luciel cieszył się. W duszy niemal skakał z radości.
Chciał go. Tak bardzo chciał go zobaczyć, zaciągnąć się jego zapachem, poczuć jego wargi na własnych. Poczuć go w sobie. Chciał spaść z nim na dno jeszcze raz. - Za wóz mam ochotę ci przyjebać, ale nie mylisz się. To chciałeś usłyszeć, Right? - Zadarł podbródek, tak jakby co najmniej mógł spojrzeć mu teraz w oczy. Oddech miał nieco szybszy, mimo że starał się tego po sobie nie pokazywać. - I co teraz, dupku?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MaleficarBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 20/05/2017
Liczba postów : 156


Cytat : Jeżeli ktoś żywi do mnie uczucie, którego nie da się przekazać w słowach, może przekazać je w gotówce.
Wiek : 25
Female


PisanieTemat: Re: BITE INTO ME HARDER   Sro Cze 28, 2017 7:29 pm

Czuł wreszcie i widział jak ciało spętanej ofiary zaczyna walczyć, jak świadomość uwięzienia przyspiesza nurt jej krwi, jak trące nagą skórę więzy zaczynają się wgryzać w nią boleśnie tym mocniej im bardziej złapany się szamocze. Wszystko jednak, nawet ten ból, było lepsze niż stagnacja i leniwe oczekiwanie na dar od losu. Niezależnie czy tym darem miała być wolność, czy śmiertelny raz. Ale mimo koszmarnego położenia oprawca zamiast żądać okupu lub chociażby błagań o darowanie życia, zaczął bawić się swoim trofeum i wykorzystywać jego dobrze mu znane brudne fantazje. Nóż był nieodzowną dawką pikanterii i niepewności, zwłaszcza, kiedy znajdował się w rekach niezrównoważonego – spójrzmy prawdzie w oczy – mordercy.
Dużo się zmieniło od czasów liceum. Teraz Elliot mógł, chciał i lubił więcej. I cholernie kręcił go ciasno przywiązany do krzesła mężczyzna, zdany w stu procentach na jego łaskę i niełaskę. Elegancik ze zburzoną fryzurą, pociętym krawatem i w rozchełstanej, zakrwawionej koszuli – też był daleki od swojej formy sprzed godziny. Na dodatek spinał się pod dotykiem gorącego języka i zaciskał szczękę tak mocno, że prawie kruszył sobie zęby, pewnie nie chcąc dać po sobie poznać, że teraz najchętniej sam by za to wszystko zapłacił i to w pełni dobrowolnie. Wolna dłoń blondyna pobłądziła po jego piersi, wsuwając się za bardzo przyjemny w dotyku materiał białej koszuli i jednym, mocnym szarpnięciem wyciągnęła ją ze spodni. Patrzył jak na twarz dawnego kochanka zstępuje jakiś dziwny wyraz niebezpiecznej błogości, jak zaciśnięte dotąd wargi, pogryzione do krwi z wcześniejszej ekscytacji, wyginają się w łuk uśmiechu.
- Ding, ding, ding – odparł naśladując dzwoneczek, który rozbrzmiewał w teleturniejach, kiedy uczestnicy podali prawidłową odpowiedź. - Ależ oczywiście, że mogłeś się domyślić. To było jasne, że przypomne sobie w końcu o tobie i powrócę jak duch zeszłorocznych świąt, żeby zabrać cię na ostrą przejażdżkę do twojej fascynującej przeszłości. Oh, Luciel co się z tobą stało...? - Udał rozżalenie tak dobrze, że zupełnie niepotrzebnie przy tym wygiął wąskie usta w podkówkę. Złapał mężczyznę za szczękę chwytem wystudiowanym i mocnym jak imadło. - Wyglądasz tak śmiesznie w tym swoim gajerku i samochodziku. Jak Ken. Siedzisz w klimatyzowanym pudle przez dwanaście godzin, a potem wracasz do domu do żoneczki, która po raz kolejny upiekła jakieś pyszne ciastko i z uśmiechem dolepionym do twarzy poprawia ci krawat przed weekendowym wyjazdem na mini-golfa do ulubionego teścia. Dał ci córkę i połowę swojej firmy. Musi cie tak kochać, że gdyby nie miał zahamowań, to pewnie jeszcze zrobiłby ci laskę.
Zaśmiał się perliście i całkiem szczerze po nawiązaniu do wozu i realnej groźbie wymyślnych tortur za jego zniszczenie. Right pochylił się, przywierając ciasno do drugiego ciała i pieszcząc oddechem jego wargi kontynuował:
- Chciałem mu zrobić gorsze rzeczy. Przejechać po nim Monster truckiem na jakimś kowbojskim pokazie, a potem spalić go na kupie twojej wyciągniętej z banku forsy. Powinieneś być wdzięczny że to tylko szyba. – Liznął go krótko w pobrudzony krwią kącik ust. - Tak, dokładnie to. Chciałem usłyszeć jak ciężko oddychasz i syczysz kiedy ostrze cholernie niebezpiecznie zbliża się do twojego krocza. – Jakby chcąc to zaakcentować przesunął płaską, tępą stroną ostrza po spinającym się brzuchu ofiary, by oprzeć je ostatecznie na sprzączce. - Ależ jesteś dumny. Myślisz, że odwiążę cię tak łatwo? A co jak powiem, że nie jesteśmy tutaj sami? Że mam całą publikę, która czeka pilnie na to, żebyś pokazał jaki z ciebie dewiant i spuścił się swojemu porywaczowi na dłoń? Uwiązany jak pies przy budzie. – Wsunął ostrze za pasem i zaczął powoli, mocnymi ruchami nacinać go z boku, najwidoczniej chcąc zniszczyć kochankowi ubrania, zamiast po prostu je zdjąć. Czarna skóra eleganckiego dodatku niełatwo się poddawała, ale w końcu zaczęła się głośno pruć. - Mała. Brudna. Szmata. Czekałeś, aż cię znajdę i uwolnię od twojego nudnego życia na szczycie, co? Aż wezmę cie w jakiejś zatęchłej dziurze, mając głęboko w dupie twoje zdanie... I nie tylko zdanie. A ty po wszystkim jeszcze mi podziękujesz.
Pasek strzelił delikatnie i otworzył jego łapie przejście do kolejnej bazy.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
JeraChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 27/06/2017
Liczba postów : 339


Cytat : It must hurt to know I am your most beautiful regret.
Female


PisanieTemat: Re: BITE INTO ME HARDER   Sro Cze 28, 2017 7:30 pm

Luciel nienawidził, a zarazem kochał sposób, w jaki Elliot go dręczył, deptał i niszczył. Nie mógł temu zaprzeczyć, nawet nie chciał. Oszukiwanie innych wchodziło w grę i nie było niczym nadzwyczajnym, jednakże oszukiwanie samego siebie - nigdy. Powinno chyba być mu z tym źle, ba, powinien się wstydzić. Może i by tak było, gdyby tylko mężczyzna miał jakiekolwiek poczucie samokrytycyzmu. Niestety - lub stety, zależy jak na to spojrzeć - nie miał. A kiedyś, te kilka, kilkanaście lat wstecz przecież tak było. Wszystko odmieniło się dopiero, kiedy poznał pewnego złotowłosego drania. Cholera, czyżby robił się sentymentalny?
- Trochę ci to zajęło - odpowiedział jakimś takim nijakim tonem, w którym pobrzmiewała nuta niezadowolenia, rozczarowania wręcz. Ile lat właściwie minęło? Za dużo, bo zdążył już przywyknąć do tej żałosnej stagnacji, tego spokoju i rozrywającej od środka nudy. Niewiele brakowało, by cały czas spędzony z Elliotem podpiął do kategorii snu. Przyjemnego, elektryzującego wspomnienia, które uparcie przypominało o sobie w najgorszych możliwych momentach.  Które było zbyt słodkie, żeby dać się tak banalnie wyrzucić z pamięci. - Co się ze mną stało? Przecież wiesz o mnie już wszystko, więc po co w ogóle pytasz? Ustatkowałem się, czyli zrobiłem to, o czym większość normalnych ludzi marzy. Mam stabilną pracę i piękną żonę. Teścia, który traktuje mnie niczym syna. Powinienem z tego powodu rozpaczać? - Skrzywił się z niesmakiem, gdy Elliot wspomniał o bliższym sam na sam z teściem. Ten to potrafił być dosadny i zepsuć dobry nastrój w ciągu sekundy. Ale Nyeste był do tego przyzwyczajony. Podświadomie tego pragnął. Chociaż musiał przyznać, że tekst z Kenem był ciosem poniżej pasa. Gorsze były tylko ewentualne męki przewidziane dla jego ulubionego samochodu. Nie był aż takim materialistą, bez przesady, nie zamierzał rozpaczać za stratą jakiegoś pojazdu. Aczkolwiek musiał przyznać, że kreatywność Elliota rozkładała na łopatki. Z racji, że miał zasłonięte oczy, wyobrażenie sobie McLarena pod kołami Monster trucka nie było takie trudne. Bolesne - owszem.
- Wdzięczny, tak? Twoja łaskawość rzeczywiście nie zna granic. Odwiąż mnie, to pokażę ci, jaki jestem wdzięczny. Albo zdejmij chociaż tę pieprzoną przepaskę. - Nie chciał tego, przynajmniej w teorii nie chciał. Tylko że nie potrafił nie reagować, kiedy czuł na wargach ciepły oddech Elliota. Jak blisko blondwłosy musiał być. Jak blisko musiały być jego wargi, wygięte zapewne w złośliwym, drapieżnym i tak podniecającym uśmieszku.
Świadomość, że wystarczyłby jeden gwałtowniejszy ruch, aby nóż zatopił swe ostrze głęboko w jego brzuchu, jedynie go podniecała. Elliot był zdolny do wszystkiego, och, co do tej kwestii Nyeste nie miał wątpliwości. Ale czy byłby zdolny go zabić? Spiął się bardziej, oddychał jeszcze szybciej.
Pewnie tak. Lecz nie teraz, nie dziś. No bo jak to tak? Zdobyczą trzeba się najpierw pobawić. Ewentualnie z nią zabawić.
- Jak bardzo odchylonym trzeba być, żeby mówić takie rzeczy? Publika... Nie, wiesz co, nawet bym się nie zdziwił. Przecież ciebie stać na wszystko. - Zdawał sobie sprawę z faktu, że lawirował właśnie na krawędzi. Jeszcze się powstrzymywał, jeszcze był w stanie stawiać opór i zachować resztki godności. Ale co będzie za chwilę? Koszula to nic, przyspieszony oddech czy gęsia skórka również. Tylko że Luciel był tylko człowiekiem. Wytęsknionym czy raczej tęskniącym. Chciał odmiany, nowości. Albo przeciwnie, powrotu do brzydkiej, wypaczonej do reszty przeszłości.
- Więc na co czekasz? - Drgnęła mu szczęka. - Twoja mała brudna szmata chce więcej. Może po wszystkim nawet ci podziękuje, jeśli dobrze się spiszesz. - Uśmiechnął się bez cienia radości.   Miał już zdarte nadgarstki. Nie przejmując się zupełnie bólem, nadal uparcie próbował się oswobodzić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MaleficarBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 20/05/2017
Liczba postów : 156


Cytat : Jeżeli ktoś żywi do mnie uczucie, którego nie da się przekazać w słowach, może przekazać je w gotówce.
Wiek : 25
Female


PisanieTemat: Re: BITE INTO ME HARDER   Sro Cze 28, 2017 7:30 pm

Tęsknił za jego tonem aż przelewającym się jak czarka pełna po brzegi pewnością siebie, za wibrującym tembrem, za tym jak jego grdyka drżała przygryzana aż do krwi, kiedy mruczał dopieszczany jak wygodzony kocur. Elliot zawsze hołubił się tym, że tylko on wiedział jak Luciel lubi najbardziej i vice versa. Swego czasu byli nierozłączni, nawet jeśli starsi Państwo Nyeste wręcz marzyli o tym, by blondyn stający co jakiś czas w progu ich ślicznego domu po prostu umarł lub chociażby zniknął na dobre z życia ich syna. I nawet jeśli nie mieli żadnych dowodów na to, co młodzi razem dokonywali, to mieli takie rodzicielskie podejrzenia i niezależnie jak szeroko Elliot by się nie uśmiechał, obejmując ich syna za szyję i wyciągając z domu na kolejne kilka dni bez wieści, to zawsze taksowali go niechętnym spojrzeniem. Myśleli, że wiedzieli cokolwiek na temat ich zażyłości.
A nie mieli najmniejszego pojęcia.
Nijak nie skomentował swojej opieszałości w poszukiwaniu zguby, w końcu nie zamierzał się czarować – wcale go nie szukał. I nie było to naznaczone faktem, że nie tęsknił, ale dla takiego kogoś jak on, kto planował swoje życie dalej niż z kilkudniowym wyprzedzeniem, nagła decyzja „poszukam go jutro” mogła się przeciągnąć nawet na kilka lat. Bo zawsze coś. Ale już koniec, już miał go całego - dupskiem przyczepionego do jednego miejsca, bestialsko wyrwanego z codziennej rutyny i na dodatek kłócącego się – kurwa – ze swoim porywaczem.
- Nie, nie wiem wszystkiego. Wiem tylko o której wyjeżdżasz i mniej-więcej kończysz pracę. I gdzie mieszkasz. I kim jest twój teść – to proste do odszukania informacje, które mogłem wybadać nawet w internecie. Ciekawi mnie co innego: nadal dogadzasz sobie myśląc o mnie, czy żoneczka już w pełni ci wystarczy? Przebiła mnie w robieniu loda? Skręca lepsze papierosy? Nadal potrafisz po wciągnięciu kokainy obudzić się w innym państwie? – Zaśmiał się puszczając jego brodę. - Tak, powinieneś płakać nad swoja umęczoną zwyczajnością duszą. I tak, powinieneś być wdzięczny, dupku. Mój dupku.
Przybliżył się do niego z ciężki westchnieniem i najpierw przesunął końcem nosa po czarnej opasce, niedaleko jego skroni, a następnie bardzo delikatnie szarpnął ją zębami. Nie zsunęła się nawet o milimetr. Jego łapa w tym czasie spłynęła gładko, wyczuwalnie w dół po torsie kochanka i niezaskakującą szybkością, zgrabnym ruchem palców odpięła guzik rozporka i sam rozporek.
- Jestem zdolny do tego, by posadzić przystojnego, cudownie wyedukowanego i irytująco pewnego siebie dandysa na scenie przed zgrają podnieconych starców i kazać im licytować się o to, kto ma pierwszeństwo w wydawaniu mi poleceń, co z nim zrobić. – ukąsił go w wystającą apetycznie kość policzkową i z sapnięciem wsunął ciepłą dłoń w jego spodnie, przesuwając elektryzująco po jego kroczu, wyczuwając jego kształty przez cienki materiał bokserek. Calvin klein? - Ale i tak moje decyzje mają tutaj największe znaczenie.
Nie mogąc powstrzymać drżenia z ekscytacji, ignorując całkowicie żądanie zdjęcia przepaski, wpił się dziko w jego wargi, zębami szarpiąc miękką fakturę jego ust i wdzierając się do ich wnętrza – siłą i gwałtem. Ledwo dając mu oddychać, zaczął przesuwać dłonią po jego męskości przeciągle, co chwile zmieniając siłę nacisku obręczy palców. Pod materiał bielizny wdarł się dopiero po chwili, kiedy warknął w końcu chyba już nawet sam wkurwiony swoją opieszałością i praktycznie stęknął, kiedy dotknął jego nagrzanej, nagiej skóry.
- Ktoś się cieszy na mój widok. – Zaśmiał się cicho wprost w rozpalone usta Luciela, naznaczone wilgocią od skraplającego się gorącego oddechu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
JeraChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 27/06/2017
Liczba postów : 339


Cytat : It must hurt to know I am your most beautiful regret.
Female


PisanieTemat: Re: BITE INTO ME HARDER   Sro Cze 28, 2017 7:30 pm

Wcześniej nie mówił poważnie, choć nie do końca też się z Elliotem droczył. Minęło sporo czasu, a Luciel nie był typem osoby, która namiętnie rozpamiętywała minione lata. Stara znajomość z panem Rightem była cholernie zapadającym w pamięć, a zarazem destrukcyjnym przeżyciem. Była rozrywającym w swej słodyczy wspomnieniem młodzieńczych szaleństw, których – dokładnie tak – nigdy później nie żałował. Ani razu. Dopiero blondwłosy nauczył go, jaki wymiar może przybrać żądza i jak daleko można się posunąć, aby się jej oddać. Elliot obudził w Lucielu głód, a nawet pomógł odsłonić mu swoje prawdziwe ja. Skradł mu duszę, żeby potem rozerwać ją na strzępy. Rozstali się, o tak. Mężczyzna nie był głupi, przecież nie obiecywali sobie wieczności, więc wpajał sobie uparcie, że wcale za byłym kochankiem nie tęskni. Dopiero ostatnie kilka miesięcy uświadomiły mu, że nikt nie jest w stanie go zaspokoić tak jak on.
A ta szelma oczywiście o tym wiedziała.
Warga nawet mu nie drgnęła. Miał ochotę zaprzeczyć i w duchu podziękował porywaczowi, że jeszcze nie uraczył go zdjęciem opaski. Nyeste nie miałby problemu z wypowiedzeniem kłamstwa prosto w oczy blondyna. Nawet by się przy tym uśmiechał w ten swój typowy, doprowadzający innych do szału sposób. Szkopuł tkwił w czymś innym i polegał na tym, że Luciel nie miał zwyczajnie ochoty, żeby Elliota kłamać.
Tak jakby to mogło dać cokolwiek.
– A jeśli powiem, że tak? Że żeby dojść, muszę mieć przed oczami widok twojej twarzy, bo z nikim nie było mi tak dobrze, jak z tobą? Co wtedy? – odburknął. Co miał powiedzieć? Samantha mogła być uderzającą piękna i inteligentna, ale w robieniu loda nigdy nie była dobra, a on nie miał serca, żeby jej to uświadamiać. Pomimo cierpliwych rad, w tej konkretnej dziedzinie wydawała się być bardzo oporną uczennicą. Papierosów też nie skręcała. Gardziła jego nałogiem, a o wciąganiu koki nie miała pojęcia. Tak właśnie wyglądał ich idealny, oparty na szczerości, przesiąknięty zajebistością i fałszem związek.
– Nie zapłaczę, Ell. Nawet dla ciebie. Szczególnie dla ciebie – odrzekł uśmiechając się wyzywająco. Uśmiech szybko przeszedł w lekki grymas bólu, zwieńczony pomrukiem satysfakcji wywołanym ukąszeniem w policzek. Zachowanie zimnej krwi w takiej sytuacji nie było takie proste. Nie zachował jej więc i wypowiedział swe brudne myśli na głos.
Westchnął, cicho, bo cicho, ale jednak. Miał Elliota na wyciągniecie dłoni i nie mógł z tym zrobić absolutnie nic. Świadomość bezradności doprowadzała go do szału. Niemal zaczął się zastanawiać, co w takim razie byłoby lepsze – realne tortury czy to, co przeżywał teraz, czyli trwanie w seksualnej udręce?
Uśmiechnął się. Kurwa mać, był taki pobudzony, że nawet perspektywa posiadania widowni w postaci obrzydliwych, zgrzybiałych starców nie była dla niego odrzucająca. Był dewiantem, naprawdę nim był, zwykłym zwyrodnialcem o ładnym obliczu i zgniłym wnętrzu.
– Owszem, jesteś. Ale jesteś też na głodzie, tak jak i ja. Tak jak i ja chcesz, żeby ten pierwszy raz po latach był zarezerwowany tylko i wyłącznie dla nas. Bo tak naprawdę nie lubisz się niczym dzielić. – On też tego nie lubił. Tę cechę mieli wspólną.
Gdy ich usta wreszcie się spotkały, Luciel odpowiedział od razu. Pomimo więzów spróbował przysunąć się bliżej, szarpnął się razem z krzesłem. Jęknął przeciągle, kiedy przygryziono mu pokaleczoną już wargę. Natomiast w następnym momencie mężczyzna był już totalnie bezsilny, jego ciało mówiło samo za siebie.
– Skoro już zauważyłeś, że się cieszy, wykorzystaj to, bo jak na razie więcej gadasz niż robisz – warknął. Ktoś rzeczywiście się cieszył, a Luciel musiałby być jakimś pieprzonym nadczłowiekiem i impotentem przy okazji, żeby kontrolować rosnące podniecenie. Elliot doskonale wiedział, jak doprowadzić go na sam skraj. Za to właśnie był mu wdzięczny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MaleficarBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 20/05/2017
Liczba postów : 156


Cytat : Jeżeli ktoś żywi do mnie uczucie, którego nie da się przekazać w słowach, może przekazać je w gotówce.
Wiek : 25
Female


PisanieTemat: Re: BITE INTO ME HARDER   Sro Cze 28, 2017 7:31 pm

Chciał go. Tu i teraz. Właśnie w takim, jak obecny, układzie sił. Zasiąść na jego kolanach jak na tronie, jak za dawnych, lepszych czasów i palić z im na spółę jednego, skręconego naprędce peta z bonusem zmieszanym z tytoniem. Pamiętał cholernie dokładnie jak po zaciągnięciu się z lubością wsuwał skręta pomiędzy pełne wargi, z których dolna nosiła jeszcze bardzo dokładny odcisk zębów. Luciel miał w zwyczaju ją przygryzać, kiedy było mu naprawdę dobrze – tak mocno, że ślad pozostawał jeszcze długo nawet po tym, jak z języka Elliota zniknął smak jego ciała. Patrząc na teraźniejszy stan pogryzionych ust Pana Prezesa, ta rozkoszna maniera mu nie przeszła.
- Wtedy łaskawiej zastanowię się nad możliwością zdjęcia jej. W kulminacyjnym momencie oczywiście – odbił bezczelnie, jak zwykle wywijając wszystko na swoją stronę. Zawsze potrzebował jakiegoś pieprzonego obrządku, jakby wszystko co robił było koncertem, albo chociaż utworem muzyczny. Najpierw wprowadzenie, potem chwila spokoju, następnie rozpalający refren, druga powalająca zwrotka, kapka ciszy przed burzą i wzniecające ciałem crescendo. ZAWSZE. Tutaj się nie zmienił, lubił bawić się jedzeniem, a wiadomym było, że im więcej trudu musiał włożyć w zdobycie go, tym dłużej nie da mu spokoju. O ile zamierzał tym razem dać Lucielowi spokój kiedykolwiek...
W tej konkretnej chwili podjudzany dodatkowo reakcjami dawnego kochanka zapędzał się coraz dalej i dalej. Wyjściowo tak nie miało być, miał go jedynie postraszyć i zmusić do podjęcia męskiej decyzji. Zabrać gdzieś, gdzie przypomni mu nieco przyjemną przeszłość, ale kiedy już go dosiadł, w nozdrza uderzył go urzekający aromat perfum połączony z naturalnym zapachem ciała, ulatniającą się przez pory adrenaliną i feromonami... To musiał go mieć tutaj. Rozedrganego, wyzywająco pewnego siebie i spinającego mięśnie przy najmniejszym dotyku. Blondyn mruczał od tego wgryzając się raz po raz w jego usta jak w soczysty owoc, nie szczędząc mu ran, które jątrzył różowym ochłapem jęzora.
- I to właśnie przez mój głód jesteś tu gdzie jesteś. Chyba nie myślałeś, że będzie tak łatwo, co? Że zdejmę opaseczkę, uśmiechnę się przepraszająco, zębami przegryzę więzy i będziemy uprawiać dziki seks na tylnych siedzeniach twojego McLarena? - Dłoń blondyna wydobyła sztywny i gorący interes jego honorowego gościa poza więzienie spodni i bielizny, żeby badać pożądliwie palcami każdy wyprężony centymetr jego skóry. Sapnął mu gorącym powietrzem w ucho i zaczął zataczać kciukiem doprowadzające powoli do szału kółka na samym szczycie wilgotnej główki. - ”Jestem na głodzie” to mało powiedziane. Już jak zobaczyłem cie wysiadającego z auta, miałem ochotę wdepnąć do twojego poukładanego świata i ujeżdżać cie na zapewne skórzanym, obrotowym fotelu w klimatyzowanym biurze. Im głośniej, tym lepiej. – Pochylił się głębiej, wolną dłonią z cichym hukiem odrzucając nóż na podłogę tak, że ten wbił się ostrzem w drewno paneli. - No powiedz, co mam zrobić, Szefie. Masz pięć sekund na bycie Panem Sytuacji. Co mam zrobić, żeby Nyeste na dobre zapomniał, że na jego palcu goreje obrączka? – polizał go po szyi zataczając kółko w tym samym tempie wzdłuż trzonu jego penisa. Zupełnie jakby wilgotna, miękka końcówka rządziła się właśnie pomiędzy jego udami.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
JeraChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 27/06/2017
Liczba postów : 339


Cytat : It must hurt to know I am your most beautiful regret.
Female


PisanieTemat: Re: BITE INTO ME HARDER   Sro Cze 28, 2017 7:31 pm

Och, wtedy łaskawiej się zastanowi? Przeklęta blondwłosa bestia zawsze chciała więcej i więcej, a usatysfakcjonowanie jej jak zwykle nastręczało całej masy problemów. Luciel mógł się spodziewać podobnej odpowiedzi. Nigdy nie mogło pójść zbyt łatwo. Nie z nim.
- Zawsze ci mało, co? Drań - odburknął, przewracając teatralnie oczyma, choć Elliot i tak nie mógł tego zauważyć. Mógł to co najwyżej wywnioskować. Znał go przecież bardzo dobrze, a wystarczyło spojrzeć na te wygięte w półuśmiechu wargi, żeby dodać dwa do dwóch. Naprawdę zależało mu na zdjęciu tej opaski. Jego obecnego położenia nie można było co prawda nazwać typową niewolą, ponieważ sam częściowo tego pragnął. Tylko że pragnął również widoku kochanka. Right dostał ten przywilej, bawił się z nim w kotka i myszkę, a Nyeste nie. Luciel zapamiętał Ellliota jako chłopaka, który dopiero co wkraczał w dorosłe życie, podobnie jak on w tamtym czasie. Teraz obydwaj zbliżali się do trzydziestki, więc, cholera, w aparycji blondyna wiele musiało się zmienić. Luciel był tego boleśnie świadom, a nie mógł go nawet dotknąć. Biorąc pod uwagę fakt, że sprawowanie kontroli było czymś, co wysoce sobie cenił, lawirował właśnie na skraju udręki. Pasji. Wszystkiego na raz.
Nie był normalny, ponieważ kiedy czuł zęby Ella na swoich wargach, miał ochotę jęknąć mu prosto w usta, że ma nie przestawać. Że ma wgryźć się w niego mocniej i mocniej, nie zważając na metaliczny posmak krwi na języku. Tak bardzo za tym wszystkim tęsknił, za mnogością doznań, na które składała się namiętność i ból.
Roześmiał się. Pewnie, że nie myślał.
- Przyznaj, że taka opcja też cię kręci - mruknął. Ale rzeczywiście, byłaby zbyt prosta, zbyt banalna jak na demony gnieżdżące się w umyśle Elliota. Dla Luciela nawet satysfakcjonująca, acz nie w takim stopniu jak to, co przeżywał teraz. Był przecież do bólu zwyczajnym, znudzonym swoją ponurą egzystencją biznesmenem, na tyle porządnym, aby dotrzymywać wierności żonie.
W następnej chwili uśmiech zniknął mu z tej krzywej mordy. Sam był poniekąd zdziwiony tym, jak bardzo reagował na dotyk blondyna. No właśnie, już sam jego  dotyk sprawiał, że po ciele mężczyzny rozchodził się przyjemny dreszcz. Ponownie ugryzł się w usta, żeby nie jęknąć, żeby nie dać mu tej satysfakcji. Gdy nóż wbił się w posadzkę, niemal się wzdrygnął. Oślepiony, skupiał się na każdym najcichszym nawet dźwięku, na zapachu i dotyku, a tamten huk wytrącił go na moment z równowagi.
- Nie mów mi takich rzeczy, bo zaraz pożałuję, że tego nie zrobiłeś. - Taka akcja była do zrealizowania, tylko jak zepsutym trzeba być, żeby ją sobie wyobrazić? Śliczne i przestronne biuro młodego Nyeste nie zostało nigdy wcześniej ochrzczone w podobny sposób, jednakże czy byłby gotów postawić na szali cały swój dorobek dla chwili uniesienia? - I wszystko skończy się zdecydowanie za szybko. - Ktoś tu był niecierpliwy. Coraz bardziej niecierpliwy i tak podniecony, że wręcz obawiał się, iż dojdzie tak po prostu, jak niedoświadczony szczeniak.
- Czy to nie oczywiste? Dobrze wiesz, czego chcę. Kończ już tę grę wstępną, pieprzony sadysto. Chcę cię poczuć. - Teraz już zamruczał, bliski ekstazy z powodu wysiłków Elliota. Gdy blondyn wspomniał o obrączce, przywołał Luciela brutalnie do rzeczywistości. Cały czas pamiętał o żonie, jasne, że tak, aczkolwiek zostawił ewentualne wyrzuty sumienia na później. - Przez ciebie będę smażył się w piekle - rzekł z drapieżnym uśmiechem  i radością, która zupełnie nie pasowała do wypowiedzianych właśnie słów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MaleficarBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 20/05/2017
Liczba postów : 156


Cytat : Jeżeli ktoś żywi do mnie uczucie, którego nie da się przekazać w słowach, może przekazać je w gotówce.
Wiek : 25
Female


PisanieTemat: Re: BITE INTO ME HARDER   Sro Cze 28, 2017 7:32 pm

Kiedy widzieli się ostatni raz byli ledwie chłopcami jeszcze przed studiami (na które Elliot oczywiście nie poszedł, uznając to za stratę czasu), a w obecnej chwili Mr Right miał pod sobą dorosłego i dojrzałego mężczyznę z życiem zaprzątniętym ważnymi sprawami i obowiązkami. Blondyn badał dłonią, uwolnioną od ciężaru ostrza, jego rozbudowane ramiona i apetycznie wystające kości obojczyka, zsuwające się poniżej jego szyi w niemal rozkoszne wgłębienie. Był wyższy, jego twarz nabrała męskiego zacięcia i pozbyła resztek chłopięcej niewinności; wystające kości policzkowe i mocno zarysowana szczęka nadały mu drapieżnego wyglądu, upodabniając do jakiegoś dzikiego kota. Nie, nie lwa, bardziej rysia – twarz miał stanowczo za mocno podszytą cynizmem i kąśliwością, by choćby zbliżała się kształtem do spokojnego oblicza króla sawanny.
Elliot za to, na co dzień skazany na swoje szatańskie oblicze odbite w tafli wielu luster, sadził, że nie zmienił się ani o jotę. Nadal był tak samo wkurwiający. Ostateczny osąd należał jednak do jego, póki co, oślepionego kompana.
- Kręci, ale dopiero na drugiej randce. Nie zwykłem pieprzyć się w autach bez okien. Dam ci czas na wstawienie nowego – zamruczał głęboko. Każde wyzwisko, a już zwłaszcza to, które opuściło te pełne, karminowe wargi, traktował jak komplement. Głównie dlatego, że zawsze nosiło ono w sobie znamiona tej specyficznej czułości – tak odczuwalnej, iż wiedział, że kochankowi jest cholernie dobrze. Niezależnie do tego jak bardzo by burczał i przewracał tymi swoimi hipnotyzującymi, ciemnymi oczętami. Był już mokry od tego wszystkiego i widocznie nie zamierzał się już nawet tego wypierać. - Zobaczysz jeszcze cie tam dosiądę. To dopiero początek.
Blondyn poruszył się przeciągle na udach kochanka, ocierając się o niego jednoznacznie, najwyraźniej samemu nie pozostając na te zabawę obojętny. Sięgnął wolną dłonią do trzymającej się jeszcze na kilku ostatnich guziczkach koszuli i szarpnął ją z warknięciem tak, że resztka tych perłowych blokad odpuściła, a trzy z nich rozsypały się na podłodze w nogach krzesła. Wyrwało mu się nawet ciche „Teraz lepiej”, kiedy nagi i rozgrzany tors kochanka owiał chłód hali, w której byli zamknięci. Oczekiwał od Luciela składnych odpowiedzi jednocześnie, coraz bardziej bezlitośnie używając sobie na jego ciele, szybszymi ruchami nadgarstka doprowadzając do tego, że uda bruneta same mimowolnie rozjeżdżały się na boki. I w końcu usłyszał to... Rozkaz. W delikatnej, uroczej formie.
- Oooh, „poczuć”? Jak romantycznie. – Zaśmiał się cynicznie i przerwał swoją ręczną robótkę po to by podnieść długie, szczupłe ciało ze swojego dotychczasowego siedziska i ulokować na kolanach. Mr Always Right w poddańczej pozycji? Czemu nie. Zbliżył się do napiętego do granic możliwości brzucha i ugryzł go nieomal pieszczotliwie nieco poniżej piersi; dłońmi sunąc wzdłuż wewnętrznej strony ud, by mocniej je rozsunąć. Król w końcu potrzebował miejsca, by dostać się do ulubionego berła. Już spływał niżej, już zbliżał się do drżącego erotycznego epicentrum, kiedy... w kieszeni jego skórzanej ramoneski zawibrował telefon.
Dobrze, że Luciel miał zasłonięte oczy, bo w tej jednej chwili pociągła twarz Elliota miała cholernie upiorny wyraz. Sięgnął bez zwłoki po drgający w konwulsjach gadżet i odebrał bez zbędnego pierdolenia się w uprzejmości, po czym wrócił do scałowywania podniecenia z gorącej skóry na brzuchu kochanka, jednocześnie słuchając co ma mu do powiedzenia przyszły denat. Okazało się, że policja natrafiła na ślad McLarena i już tu jadą. Że zgraja siedzi już w aucie i jeśli Ellowi życie miłe to niech zostawi urzędasa i zabiera się z nimi.
- Zasłońcie klapę i wpierdalajcie polną drogą – palnął oschle i wgryzł się boleśnie w wystającą smakowicie kość miednicy na biodrze Luciela. Zignorował „pojebało cię” i „spierdalajmy”, i odrzucił połączenie jednocześnie szybko zsuwając z nagrzanego ciała ramoneskę. Zerknął w górę na rozognionego, nieświadomego niczego bruneta. Może by go tak oświecić? Sprawa nabrałaby pikanterii...
- Policja już namierzyła gdzie cie zabraliśmy. – Owionął gorącym oddechem krocze kochanka i pochylił się nad nim, ujmując rozgrzane gorąco w dłoń i przesuwając językiem powolutku wzdłuż trzonu, pilnie obserwując twarz Lucka. Zakręcił się końcem języka na samym wilgotnym szczycie i wolną dłoń wsunął na brzuch mężczyzny, drapiąc go przy tym niemiłosiernie. Będą ślady. - Może jak cie tutaj zobaczą, z tak ochoczo rozsuniętymi udami, to się przyłączą? – Jego chrapliwy, cichy śmiech pozostawił na wilgotnej skórze niespotykane doznania. Ujął go tuż po tym pewniej i bez ceregieli wpakował sobie do gorących ust, bawiąc się nim jak słodkim lizakiem, z iście żołnierską fantazją.
Nie było słychać jak gazuje jego zajebiste, sportowe autko. Ale syreny w oddali już tak.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
JeraChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 27/06/2017
Liczba postów : 339


Cytat : It must hurt to know I am your most beautiful regret.
Female


PisanieTemat: Re: BITE INTO ME HARDER   Sro Cze 28, 2017 7:32 pm

Jego pełne, pogryzione wargi wykrzywił cień uśmiechu.
– To zabrzmiało jak obietnica – wymruczał miękkim tonem, niezdrowo podekscytowany możliwością, jak to określił Elliot, drugiej randki. Nie, to było bardziej niż pewne, że teraz, gdy blondyn go odnalazł, Luciel nie pozwoli mu tak łatwo odejść i zniknąć ze swojego życia. I że, podobnie jak partner, będzie chciał więcej. Zawsze tak było. Zdenerwowało go przy okazji coś innego – fakt, że cieszył się niczym chłopiec, który miał dostać upragnioną, wymarzoną zabaweczkę po tak długim czasie oczekiwania. Nie był już nastolatkiem, powinien się ogarnąć. Tylko że wcale nie chciał. Był związany, zniewolony, a przy tym szalenie zadowolony. O przepasce na oczach niemal zapomniał. Acz niemal stanowiło sporą różnicę.
– Elliot… - wymruczał. Z całych sił próbował zachować zimną krew i opanowanie, a przy okazji myśleć jasno. Nie chciał prężyć się przed blondwłosym, lecz jego ciało zdawało się myśleć zgoła inaczej. Luciel zacisnął pięści o wiele mocniej niż wypadało, kolejny raz – tym razem nieświadomie – szarpnął więzy. Czuł się bliski ekstazy. Mężczyzna, który nawiedzał go w snach, zwodził i prześladował, był zaledwie kilkanaście centymetrów dalej. Bawił się nim tak, jak tylko on potrafił.
– Nawet mnie czasami stać na romantyzm – prychnął, nie mówiąc poważnie. Nyeste nie był romantyczny. Ani trochę romantyczny, niemniej jego żonka uważała inaczej. Dla niej się starał, jak na każdego porządnego faceta przystało. Zabierał ją w urocze miejsca przesycone odpowiednim klimatem. W końcu o wizerunek trzeba było dbać. Czasami.
Znajomy ciężar zniknął z jego kolan i wydawało się, że Elliot gotowy jest spełnić jego prośbę. Ileż Luciel by teraz oddał, żeby móc na kochanka spojrzeć. Żeby móc go wreszcie dotknąć, tak jak miał na to ochotę. Mógł być potwornym egoistą, w sumie to nim był, ale czy to dziwne, że również chciał zrobić kochankowi dobrze?
Zawibrował telefon. Zupełnie się tym w pierwszej chwili nie przejął, a złośliwy głosik mówiący o tym, że przecież nie może być tak piękne, zdecydował się wspaniałomyślnie zignorować. Do czasu, w którym Elliot się do niego odezwał.
Namierzyli go? Kurwa.
Oczywiście powinien być szczęśliwy, że podjęto tak szybkie środki, aby uratować mu tyłek. Mógł się założyć, że jego wymagający teść i szef zarazem także się do tego w pewien sposób przyczynił. Tymczasem Samantha z pewnością umierała ze strachu i zdążyła obdzwonić już połowę rodziny... a Luciel tak jej się odpłacał. Nieładnie.
– Ten jeden raz byłbym im wdzięczny za zwłokę - westchnął, nie starając się ukryć irytacji, która szybko przerodziła się w pełen rozkoszy jęk. Zamknął oczy, odchylił nieco głowę do tyłu. Miał przy okazji wrażenie, że serce planuje wyrwać mu się z piersi. Uwielbiał być kąsany, więc kolejne ugryzienia tylko potęgowały doznania.
Nie zdążył odpowiedzieć. Lub raczej nie zdołał. Right doskonale wiedział, czego mu trzeba, a gdy jego usta zamknęły się wreszcie na męskości Luciela, ten nie potrzebował wiele. Miał wrażenie, że dojdzie lada chwila i był przekonany, że Elliot zdaje sobie tego sprawę. Dopiero dźwięk syren przywołał go do porządku.
– Nie pierdol głupot. Pośpiesz się. A potem… zniknij. – Och, jaki pan troskliwy, panie Nyeste! Ale Elliot musiał zniknąć, bo w innym wypadku nie obyłoby się bez tony niepotrzebnych pytań. Zresztą i tak nie miało się bez nich obejść. Nyeste wolał póki co nie zadręczać tym sobie głowy, niemniej prędzej czy później wypadało stawić czoła gorzkiej prawdzie. Zaraz go tu znajdą – na tym drewnianym krześle, spoconego, rozebranego, pogryzionego, podnieconego. Sytuacja bardziej niż dwuznaczna. I co sobie pomyślą? Wniosek przecież nasuwał się sam. Biedny, przystojny pan prezes został porwany, a potem seksualnie wykorzystany. Dziennikarze oszaleją ze szczęścia. Nie, całą sprawę będzie trzeba zamieść pod dywan, wyciszyć, bo przecież za pieniądze można kupić wszystko, w tym milczenie. Była też opcja numer dwa - w ogóle do takich brzydkich plotek nie dopuścić. Wszystko zależało od Elliota. Po raz kolejny Nyeste zdany był na łaskę złotookiego.
- Ell... - jęknął. Cicho, wyraźnie. Poruszył łagodnie biodrami, ponownie odchylił się na krześle, uchylił słabo wargi, oddając się spełnieniu, które nadeszło tak szybko. Za szybko. Wyprostował się, jednocześnie starając się uspokoić oddech. Koniec tej słodkiej katorgi. - Nawet sobie nie wyobrażasz, jak mi ciebie brakowało. - To było chyba najbardziej romantyczne wyznanie, na jakie był się w stanie zdobyć. Uśmiechnął się. - A teraz zapnij mi spodnie i zabieraj stąd swój kościsty tyłek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MaleficarBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 20/05/2017
Liczba postów : 156


Cytat : Jeżeli ktoś żywi do mnie uczucie, którego nie da się przekazać w słowach, może przekazać je w gotówce.
Wiek : 25
Female


PisanieTemat: Re: BITE INTO ME HARDER   Sro Cze 28, 2017 7:32 pm

Czyli postanowione, druga randka miała odbyć się w McLarenie Pana Prezesa – naprawionym, odpicowanym i dopieszczonym po najnowszych traumatycznych przeżyciach. Elliotowi, pochłoniętemu... Pochłanianiem kochanka w pełni taka wizja odpowiadała. Plany, których nie zwykł robić, dopiero zarysowywały mu się pod kopułą czaszki, kiedy miękkim językiem przytulał główkę penisa kochanka do swojego podniebienia. Pracował właśnie pilnie na każde własne imię wymruczane przez urzeczonego mężczyznę, na każde drgnienie, bolesny syk i niekontrolowane szarpnięcie bioder. Był profesjonalistą – o ile było się czym chwalić w dziedzinie ssania – i nie haczył zębami, ale robił całą masę innych ran. Paznokciami. Na pachwinach i podbrzuszu partnera, oznaczając go jak swoją własność. Którą był – bez dwóch zdań. Po prostu kilka lat dzierżawił go i zostawił po opiekę jakiejś nadobnej i obrzydliwie bogatej białogłowie.
Pożerał wzrokiem wyginające się w ekstazie ciało Luciela, odpowiadające na każdą pieszczotę jak na zew albo dobrze znany układ taneczny, którego choreografii nie zatarłoby nawet sto lat rozłąki. Right zamruczał i wibracje wspięły się gładko po jego gardle, wpływając wprost na męskość Luciela i potęgując całą sensację. Tamten drżał w rękach Elliota, pulsował, rozsuwał, dygotał, wznosił się i opadał, jęcząc tęsknie – za co pewnie niedługo będzie pluł sobie w brodę. Ale blondyn tego nie komentował. Miał na to zbyt pełne usta. Obecna miłosna gierka była najlepszym i najprzyjemniejszym sposobem na dosłowne zatkanie mu wkurwiającej jadaczki na tyle, by po wszystkim nie miał w zamiarze odstrzelić nikomu głowy. Kiedy Ell zapamiętywał się z swojej ulubionej zabawie przymykał powieki i skupiał się na odbieraniu bodźców innymi zmysłami, ale kiedy otwierał przydymione podnieceniem oczy, to Nyeste nie pozostawał mu dłużny przyjemnymi widokami. Cała gama spinających się na torsie mięśni tworzyła hipnotyzujący pokaz zwiastujący crescendo spływające wprost do portek właściciela. Choć w tym konkretnym przypadku spłynęło gdzie indziej.
Kiedy brunet wyprężył się po raz kolejny, nie mogąc już nawet wystękać pełnego imienia swojego oprawcy, Elliot nie cofnął głowy. Połknął wszystko z obscenicznym wręcz zaangażowaniem i uciekającą mu resztkę zgarnął dłonią, pakując sobie jej środkowy i wskazujący palec do ust, żeby się nie lepiły.
- Flejtuch. – Zaśmiał się, w ogóle się nie spiesząc ze swoja ucieczką. Sięgnął po coś do wewnętrznej kieszeni ramoneski i ponownie pochylił się nad kochankiem, opierając łokcie o jego uda. - Dokąd ci tak spieszno, huh? Już masz mnie dość? To nowy rekord. – Coś cienkiego i łaskoczącego zaczęło jeździć po podbrzuszu Luciela, tuż nad jego stygnąca męskością. Sądząc po tym, że nie szczypało, to nie było to ostrze noża i Elliot właśnie nie robił mu żadnej skaryfikacji.
I słusznie, choć byłby do tego zdolny. Skórę Pana Prezesa znaczył właśnie cienki, niezmywalny zbyt łatwo marker, który naniósł na jego skórę rząd cyfr. Kiedy tylko Elliot skończył to nasunął na bruneta bieliznę i usłużnie zapiął rozporek eleganckich spodni, które przygładził wręcz troskliwie, wspinając się do pionu. No... Może pół pionu, bo wciąż pochylał się nad kochankiem i dyszał mu do ucha.
- Wciąż smakujesz tak samo dobrze. – Liznął go po krawędzi płatka ucha. - Masz mój numer. Zadzwoń kiedy znowu się stęsknisz. Auto jest w stodole.
Po ostatnim ciepła sensacja i obecność zniknęła. Kiedy blondyn chciał potrafił poruszać się cicho jak kot. Ramoneskę zabrał ze sobą, obejrzał się ostatni raz na związanego i kolejną klapą, skrytą tym razem tutaj, przedostał się do sieci podziemnych korytarzy. Akurat zamykał je od dołu na małą zasuwę, kiedy na górze ozwał się tupot buciorów funkcjonariuszy, którzy zaczęli krzyczeć i hałaśliwie przetrząsać meble na piętrze. Blondyn na ten rumor uśmiechnął się tylko do siebie i ruszył spokojnym krokiem wzdłuż wyłożonego kamieniem korytarza, którego nie było na pierwotnym planie budowy. Rozbawiała go myśl o tym co Pan Nyeste wymyśli na wytłumaczenie swojego niejednoznacznego położenia.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
JeraChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 27/06/2017
Liczba postów : 339


Cytat : It must hurt to know I am your most beautiful regret.
Female


PisanieTemat: Re: BITE INTO ME HARDER   Sro Cze 28, 2017 7:32 pm

– Twój flejtuch – poprawił Elliota, akcentując nieco pierwszy wyraz. Był w tamtej chwili cholernie zadowolony, ale zarazem miał do tego jak największe prawo. Tak zupełnie na marginesie – Luciel bynajmniej fleją nie był. Bardzo cenił sobie porządek zarówno z znaczeniu dosłownym, bo był wkurwiającym pedantem, jak i metaforycznym. Zazwyczaj, to znaczy, gdyż teraz dla pewnego pana gotowy był zrezygnować ze swoich irytujących przyzwyczajeń.
Wcale nie miał go dosyć, więc nie zareagował na ociekający sarkazmem komentarz Elliota. Po prostu, co było dla niego dziwacznie niezrozumiałą nowością, zależało mu na tym, by jego oprawca zdążył sobie sprawnie uciec, mając nawet trochę czasu w zapasie. Tak na wszelki wypadek. Chyba właśnie odzywał się w nim Pan Perfekcjonista.
Lecz Right najwyraźniej miał w stosunku do Luciela inne plany. Mężczyzna wydedukował, o co chodzi dopiero, gdy do jego nozdrzy dotarł charakterystyczny zapach markera. Nie potrafił czytać w myślach, nie był też jasnowidzem, ale to w niczym nie przeszkadzało – nie wątpił, że cokolwiek Elliot mu tam nabazgrolił, tak łatwo się nie zmyje. Jak on się teraz pokaże Sam? Ach, no tak, nie pokaże. Nie taki pogryziony.
– Kto powiedział, że tęskniłem? Tylko mi cię okazjonalnie brakowało. – Oczywiście, że tęsknił. Słowa blondyna mile połechtały mu ego. Ten to wiedział, jakie zberezeństwa powiedzieć, żeby doprowadzić Nyeste do szaleństwa. Jakby nie patrzeć Luciel powinien być chyba odrobinkę przerażony stopniem tej zażyłości. Nie mieli ze sobą kontaktu tak długo, a on tymczasem odnosił wrażenie, jakby widzieli się zaledwie wczoraj. – Mhm, może zadzwonię – odmruknął, zupełnie już pogodnie. Słyszał, jak odchodzi. Słyszał krzyki policjantów. I miał ochotę soczyście się roześmiać, bo naprawdę nie miał pojęcia, co on teraz pocznie.
- Panie Nyeste?!
– Tutaj! – odkrzyknął. Szarpnął więzy po raz kolejny. Jego nadgarstki dopiero teraz przypomniały sobie, że właściwie to są zdarte do krwi i wypadałoby trochę popiec, żeby było zabawniej. Bólem się jednak zupełnie nie przejmował. Mina pierwszych funkcjonariuszy, którzy weszli do hali i zbliżyli się do Luciela na bezpieczną odległość, była bezcenna. Gdyby tylko mógł ją zobaczyć!
– Na co się, kurwa, gapicie? Rozwiążcie mnie, szybko… - Westchnął. Gdy to zrobili mężczyzna zerwał z oczu czarną przepaskę. Zreflektował się, podniósł wzrok na policjantów. – Przepraszam za me słowa. Po prostu… jestem roztrzęsiony tym wszystkim. – Wzruszył nieznacznie ramionami, zaraz po tym upchnął koszulę do spodni.
Nie od razu wrócił do domu. Uparł się, rzecz jasna, żeby wrócić własnym samochodem. Dano mu koszulę na zmianę, spisano wszystkie niezbędne protokoły, a w obieg poszła wymyślona na poczekaniu bajeczka. Krótko mówiąc, został uprowadzony przez jakiegoś psychola – choć tutaj nie podał szczegółów, w końcu miał związane oczy – któremu zależało wyłącznie na kasie młodego prezesa. Przy okazji chciał go porządnie zastraszyć, bo przecież w biznesie wszystko się zdarza. Jego teść, gdy już się o wszystkim dowiedział, zamknął odpowiednim ludziom mordy.

Kiedy zawitał wreszcie w swych skromnych progach, przywitała go tylko Sam. Już w wejściu rzuciła mu się w ramiona, pochlipując, całując i jęcząc, że tak się o niego martwiła. Rozdzierała mu tym serce i potęgowała wyrzuty sumienia. Zdradził ją. Po niemal pięciu latach małżeństwa zdradził. A najgorsze było to, że wcale tego nie żałował.
– Kocham cię, mała. Przecież wiesz, że nie dałbym im się tak łatwo. – Pocałował ją w czoło, odgarniając przy okazji hebanowy pukiel za ucho kobiety. Ani przez chwilę nie wątpił w jej szczerość – chabrowe oczy miała podeszłe krwią i już na pierwszy rzut oka było widać, że przepłakała co najmniej kilka godzin. Jak się potem okazało, nie sama. W posiadłości Nyeste pojawiła się również jego siostra oraz rodzice Sam, którzy wyjechali krótko po drugiej, uznając, że parze przyda się ,,odrobina spokoju’’.
Kilkadziesiąt minut później, kiedy brał gorący prysznic i zmywał z siebie wspomnienia wieczoru, z twarzy nie schodził mu uśmiech. Numer kochanka oczywiście wklepał już w pamięć telefonu, tak dla zasady, ponieważ wcale nie było takiej potrzeby. Musnął opuszką palca zaczerwieniony ślad na podbrzuszu, w okolicy miednicy. Teraz nie miał już wątpliwości, że skończy w piekle.

Od tamtego pamiętnego dnia minął calutki tydzień. Kusiło go, kusiło jak diabli, ale nie zadzwonił do Righta. Pracował jak zwykle, choć teraz wracał do domu trochę szybciej. Teść mu odpuścił, przynajmniej na ten tydzień, a Luciel - wyjątkowo - nie oponował. Naprawdę miał czym zadręczać swoje myśli i nie musiała to być praca. Więcej czasu spędzał też z Sam.
Wszystko zdawało się wracać do normy. Jego żona, na przykład, wybierała się na weekend na jakiś pokaz mody w towarzystwie dwóch przyjaciółek. Luciela tego typu rzeczy specjalnie nie rajcowały, więc żona nie nalegała na jego towarzystwo.
Wychodziło na to, że miał wolny weekend. No, prawie, w sobotę czekały go dwa spotkania. Po południu wysłał Right'wi esa.

Kolacja dziś o 20? Jeśli masz ochotę poznać Sam, pojaw się o 18. Tylko niczego nie odjeb.
L.N.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MaleficarBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 20/05/2017
Liczba postów : 156


Cytat : Jeżeli ktoś żywi do mnie uczucie, którego nie da się przekazać w słowach, może przekazać je w gotówce.
Wiek : 25
Female


PisanieTemat: Re: BITE INTO ME HARDER   Sro Cze 28, 2017 7:33 pm

Mija dzień za dniem, a ten szmaciarz nawet nie zadzwoni, myślał sobie Elliot siedząc w wannie pełnej gorącej wody i chuchając na wciąż zmarznięte zgrabiałe dłonie. Inna sprawą było to, że przez ostatni numer, jaki odwalił z samozwańczym porwaniem sprawił, że szef zawalił go robotą, żeby wybić z głowy kolejne takie jazdy i sprawić, że Ell nie miałby czasu na chociażby szybki numerek przed snem. Ale nie znaczyło to, że nie chciał mieć przywileju odmówienia! Chodził więc jak struty i wkurwiony przez większość czasu, kiedy nie był zajęty robieniem rozpierdolu. Ba, przez dwa dni był też za granicą, kiedy pojechał na Rodos jako przedstawiciel własnego szefa. Tylko Splinter mógł być tak pojebany, żeby wysyłać gdzieś właśnie Righta, żeby ten reprezentował jego dobre imię – a działo się tak niemal zawsze, kiedy istniało prawdopodobieństwo zagrożenia życia, a najnowszy interesant był człowiekiem niepewnym. A blondyn garnął się jak zadowolony kocur i albo dobijał targu, albo... Sprzątał.
A kiedy wracał dalej nie było żadnej wiadomości.
Zabije go, myślał sobie. Spale mu cały dom, a na jego gruzie zbuduje burdel, w którym będą dawać dupy jego żona i przyszłe dzieci. I potem też go spale, z nimi wewnątrz. Prochy zmieszam z gnojówką i każe mu ją wpierdalać, kiedy na posadzce obok jego teść będzie się krztusił własną krwią i rzygowinami.
Dalej nic.
I puszcze z dymem jego firmę, myślał dalej, na głos dosłownie warcząc. I wszystkich jego biznesowych kompanów. Nie obchodzi mnie, że będzie trzymał sztamę z Facebookiem, Windowsem i, kurwa, Coca-Colą... Dojadę go tak, że pożałuje, że się w ogóle urodził.
Skrzynka dalej pusta.
Kurwa mać, w jego głowie już kończyła się cierpliwość. Następnym razem odgryzę mu tego zasranego kutasa, obłoże w ramkę i powieszę sobie nad kominkiem. Z tej okazji nawet pierdolnę sobie kominek. I będę w nim palić jego kośćmi i spermą. Zasrany, pierdolony w dupę wyjebany, kutaso-jednorożec z chuja jego starej i...
Odgłos SMSa.
Prawie wypierdolił dziurę w wannie, kiedy się zerwał po komórkę. Skończyło się na tym, że dał radę po nią sięgnąć, ale wyciągając się maksymalnie, klęcząc w wannie. I w takiej to pozycji przeczytał wiadomość i warknął na głos, smarując i wysyłając pierwszą wiadomość w tempie strzału z karabinu:

”A chuj ci w oko.”

Plasnął na dupę w wodzie i niewystarczająco zadowolony z pojazdu dopisał jeszcze:

”Szmato.”

Potrzebował kilku chwil na odsapnięcie – w tym czasie przeczytał poprzednią wiadomość jeszcze dwa razy i przekalkulował ile będzie miał czasu na inne rzeczy, które miał jeszcze na karku związane z robotą. A potem jak zwykle dotarło do niego, że inne rzeczy kompletnie go nie obchodzą. Dlatego też napisał po kilku minutach ostatniego SMSa:

”Oby impreza była 10/10, bo inaczej wypierdolę ci dom w kosmos.”

Znaczyło to, że owszem przyjdzie.

*

Podjechał pod bramę rezydencji Nyeste'ów czarnym, opływowym nisko przycupniętym nad jezdnią, Mercedesem AMG. Nie był to do końca jego wózek – wprawdzie należał on głównie do szefa, a raczej do jednego z jego dłużników, któremu autko nie będzie już potrzebne (w końcu z cementowymi butami ciężko się prowadzi), ale zleceniodawca Right'a pozwolił mu wykorzystać Merca na ten weekend zanim wóz pójdzie do licytacji.
Ell dla czystej zabawy postanowił odpierdolić się jak szpak na jebanie: założył wypucowane, czarne buty, czarne eleganckie spodnie uprasowane w kancik, czarną koszulę z cienkiego materiału, zgrabnie opinającą jego smukłe ciało, której rękawy podwinął aż pod łokcie i zawadiacko pozostawił kołnierz niedopięty. Jak przystało blademu blondynowi – czarne ciuchy cholernie mu pasowały i wcale go nie przygaszały. Przeguby obu dłoni ozdobił rzemieniami, a samą twarz przyciemnianymi okularami – wyglądał jak młody, ekscentryczny bogacz z nadmiarem kasy i niedomiarem zajęć. Czekał aż brama się otworzy, po czym wjechał bez specjalnych efektów specjalnych na podjazd i wysiadł, taksując dom dawnego kochanka jak koneser sztuki oglądał przewidywalny obraz. Mimo to do wyjazdu gospodyni zamierzał być tak czarujący, żeby Pani Nyeste zaczęła poważnie zastanawiać się nad możliwością posiadania kochanka.
Była 18:32.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
JeraChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 27/06/2017
Liczba postów : 339


Cytat : It must hurt to know I am your most beautiful regret.
Female


PisanieTemat: Re: BITE INTO ME HARDER   Sro Cze 28, 2017 7:33 pm

Poważnie, chyba nie spodziewał się tak błyskawicznej odpowiedzi. Gdy telefon zawibrował, Luciel od razu oderwał się od pliku papierów, z którymi aktualnie się bawił, i przeczytał otrzymaną treść. Dobrze, że zdany był akuratnie wyłącznie na własne towarzystwo, ponieważ ledwie udało mu się powstrzymać parsknięcie. Akurat kiedy wstukiwał kolejne słowa, dostał następną wiadomość… która wywołała u niego przyjemny dreszcz. Szmato. Czemu go to, kurwa, tak niezdrowo podniecało?

Aż tak cię swędzi?

Tylko tyle. Przecież do niczego go nie zmuszał. Przecież za cholerę mu się nie przyzna, że w sumie to nawet mu zależy na tym spotkaniu. Że właściwie to odprawił służbę na weekend, ograniczając się do obecności zaufanego lokaja. Sprzątaczka miała wpaść dopiero jutro po południu. Tak dla zasady. Nie, żeby przewidywał, że jakiekolwiek większe sprzątanie będzie potrzebne.

Spróbowałbyś, dupku. Do później.

Odwykł od pisania takich sprośnych treści w wiadomościach. To była, musiał przyznać, całkiem miła odmiana. Cała reszta dnia zleciała mu zadziwiająco szybko.

~

Samantha wiedziała tyle, ile wiedzieć musiała – że Luciela odwiedzi dziś stary znajomy, co w gruncie rzeczy kłamstwem nie było. Nie miała nic przeciwko, ba, stwierdziła z aprobatą, że przyda mu się jakaś odskocznia i trochę męskiego towarzystwa. Gdyby, biedaczka, wiedziała, ile jej słowa zawierają w sobie prawdy…
Posiadłość Nyeste znajdowała się za miastem. Ulokowana była w dość odosobnionym miejscu, które z racji swojego położenia zapewniało sporo intymności. Otoczenie również było niezwykle urokliwe, a sąsiadów po prostu nie było, a przynajmniej nie było ich w odległości kilku kilometrów. Cisza i spokój. Ogromna, ogrodzona działka.
Parter był przyjemnie rozświetlony, co sugerowało, że właściciele są w domu. Przed domem zaparkowany stał czarny McLaren Luciela.
Elliota najpierw przywitały dwa czarne jak noc owczarki belgijskie groenendael. Psy były piękne i zadbane i choć zmierzyły nowoprzybyłego uważnym, oceniającym spojrzeniem, nawet nie szczeknęły. Zupełnie jakby wiedziały, że gość jest oczekiwany.
Otworzył mu Luciel, który od razu zlustrował go wzrokiem, od góry do dołu, zupełnie sobie nie żałując. Ostatnio nie otrzymał tego przywileju, więc musiał to sobie odbić. I choć mężczyzna nawet nie drgnął, jego orzechowe oczy jakby rozbłysły, a usta wykrzywił znany Elliotowi, krzywy uśmiech, który nadawał właścicielowi nieco drapieżnego, wilczego wyrazu. Oczywistym było, że widok Righta sprawił mu satysfakcję i to niemałą. On też się zmienił. Mówiąc najkrócej, zmężniał i wydoroślał, a sama ta myśl wystarczyła, by krew zawrzała Nyeste w żyłach.
Mógł się spodziewać i spodziewał się, że złotowłosy pojawi się przed dwudziestą. Zastanawiał się przy okazji, co go pokusiło, żeby zaproponować mu wcześniejszą godzinę i tak ryzykować.
Ale lubił ryzykować. Bez ryzyka nie ma zabawy. Zresztą obaj byli dorośli.
Nie, tak naprawdę to już żałował. Miał wrażenie, że zaraz będzie mu ciasno w spodniach, a przecież Right nawet nie zdążył otworzyć tej swojej irytującej jadaczki.
– Spóźniłeś się – prychnął, zapraszając go gestem do środka. Pan Nyeste miał na sobie smoliście czarną koszulę i eleganckie, dopasowane spodnie; na szyi srebrny krzyżyk, na palcu serdecznym prawej dłoni obrączkę, na nadgarstku lewej skórzaną bransoletkę. I skarpetki. W końcu witał starego kumpla, nie mógł wyglądać zbyt szykownie, żeby kobieta jego życia nie zaczęła czegoś podejrzewać. Chociaż na pewno nie podejrzewałaby go o fascynację drugim facetem, jeśli w ogóle o cokolwiek. - Dobrze wyglądasz. Proszę, czuj się jak u siebie. - Uśmiechnął się. Potem zamknął za blondynem drzwi i przeszedł kilka kroków wgłąb domu.
Samantha akurat schodziła po schodkach. Przez ramię przewieszony miała granatowy płaszczyk, który szybko wylądował na wypchanej po brzegi torbie podróżnej leżącej przy drzwiach.
Posłała Elliotowi zniewalający, serdeczny uśmiech.
- Pan Right? Jestem Samantha - przedstawiła się, wyciągając w stronę blondyna drobną dłoń. Kobieta została obdarzona przez naturę zjawiskową urodą. Duże, chabrowe oczy w kształcie migdałów, porcelanowa cera, pełne, malinowe wargi, teraz podkreślone karminową barwiczką, długie, delikatnie pofalowane hebanowe włosy (aktualnie spięte w fikuśnego, uroczego koczka), filigranowa sylwetka. Samantha nie mogła mieć więcej niż metr sześćdziesiąt wzrostu, acz obcasy dodawały jej kilkunastu centymetrów. Miała na sobie jedwabną koszulę w kolorze atramentowym i dopasowane, czarne spodnie. Do tego szafirowe kolczyki, naszyjnik na szyi i jeszcze trzy pierścionki plus obrączka. - Niestety wkrótce wychodzę, więc mam nadzieję, że zajmie się pan odpowiednio moim mężem. - Zażartowała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MaleficarBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 20/05/2017
Liczba postów : 156


Cytat : Jeżeli ktoś żywi do mnie uczucie, którego nie da się przekazać w słowach, może przekazać je w gotówce.
Wiek : 25
Female


PisanieTemat: Re: BITE INTO ME HARDER   Sro Cze 28, 2017 7:33 pm

Pierwszymi mieszkańcami, z jakimi miał przyjemność się zaznajomić były dwie czworonożne kupki czarnego futra, które w otoczeniu ciemnej nocy i typowej dla horrorów mgły unoszącej tuż nad ziemią, spełniłyby się w roli psa Baskerville'ów. Psów. I owszem był wieczór, ale ciepłego, wiosennego dnia, zatem w świetle słońca wyglądały całkiem niegroźnie, choć inteligentnie – nie gapiły się na Ella jak przydrożne kundle. Może nawet Right mógłby poczuć do nich respekt, czy nawet sympatie, gdyby tylko nie wolał kotów.
- No i co się gapicie? – parsknął cicho, zadowolony – był w zbyt dobrym humorze, by jego docinki były specjalnie wredne. Opuścił niejako przyciemniane okulary na nos, kiedy wrota się otworzyły i stanął w nich ten kuta... jego ofiar... były kocha... Pan Nyeste. I, mój borze zielony, był ubrany nieco luźniej niż na ich pierwszej, sympatycznej randce. Blondyn zmierzył go bardzo podobnym, rozbierającym wręcz spojrzeniem, ale na jego wargach uśmiech pojawił się z większym opóźnieniem. No tak, nie miał co liczyć na szybki numerek w progu domu, korzystając z tego, że najbliższy sąsiad jest parę kilometrów dalej, to byłoby za łatwe.
A nie mogło być za łatwo.
- Król się nigdy nie spóźnia, to inni przychodzą za wcześnie – odbił popularnym powiedzonkiem wprost w twarz trzeciego z wilczurów, który do sprawiania niebezpiecznego wrażenia nie potrzebował ani nocy, ani mgły, ani futra.
Dziwaczne, mimo iż na co dzień Elliot nie cierpiał ograniczeń, to w tej konkretnej chwili świadomość tego, że musi grać i się powstrzymywać budziła w nim niezdrową ekscytację. Podobała mu się ta zabawa, to, że mógł zacząć udawać jakiegoś znudzonego bogacza, przyjaciela z dawnych lat innego znudzonego bogacza, przed znudzoną Panią Bogaczową. Jednakowoż wciąganie blondyna w takie zabawy było skrajnie niebezpieczne, gdyż miał brzydki zwyczaj nieinteresowania się dobrem innych. W momencie, w którym gra by mu się znudziła, to konsekwencje mogłyby być katastrofalne. I widowiskowe – i to nawet bardziej niż ten dom.
Mr Right przekroczył próg klockowatej, nowoczesnej rezydencji w której szło się porzygać z bogactwa i przepychu. Wszystko było sterylne, kanciaste, modne, drewniane albo białe, szklane, porcelanowe. Wszystkiego było dwa razy więcej – Ell spodziewał się, że domownicy mają co najmniej trzy salony, pięć toalet, osiem sypialni i jeszcze dwa takie domy w różnych częściach świata. Perfekcyjnie!
- Ty też wyglądasz niezgorzej, Lu. Wybacz opieszałość, spotkanie mi się przedłużyło, sam rozumiesz. Ale nie mogłem sobie odmówić poznania kobiety, która na dobre odmieniła twoje życie – Uśmiechnął się, nawet czarująco, czując jak miód ze słów pozostawia po sobie na jego wargach nieprzyjemnie lepką warstewkę.
Wcześniej nie interesował się żoną Luciela – nie to, że ostentacyjnie unikał tematu w obawie przed zazdrością, raczej chciał zrobić samemu sobie niespodziankę. Chciał na żywo, z pocałowaniem rączki poznać laskę z wyższych sfer, którą co najmniej trzy razy w tygodniu (zapewne) jego były zapinał po nocach, ostatnimi czasy zastępując sobie jej twarz twarzą kogoś innego. Ell podejrzewał kogo. Ba, wiedział kogo. Słyszał to w każdym zduszonym jęku Lucka, który ten wydał w pełnej kurzu piwnicy pod winiarnią. I ta właśnie wiedza wykrzywiła blade wargi blondyna w szerokim uśmiechu, kiedy jego oczom ukazała się zadbana, naturalnie śliczna i wdzięczna kobieta o eleganckich, nienagannych manierach i przyjemnym głosie, przypominającym syk perły toczonej leniwymi ruchami po miękkim atłasie. Drogim atłasie. Taki głos po ciężkim dniu w nocy koił nerwy, kiedy kładło się głowę na jej smukłym brzuchu i pozwalało gładzić tym miękkim, zabawnie drobnym, delikatnym i nienawykłym do pracy dłoniom. Była idealna – słodka, kobieca z ulotną naleciałością dziewczęcości, która nie odbierała jej dojrzanego dystyngowania, zwiewna i lekka jak chłodny powiew wiatru latem... Czy coś. Przy takiej można się było w spokoju zestarzeć.
Takie najlepiej się też oszukiwało.
Kiedy Samantha się zbliżyła Elliot niby odruchowo zsunął szybko przyciemniane okulary, złożył je jednym niecierpliwym ruchem ręki i wsunął do kieszonki na piersi. Wyglądał na oczarowanego nią, ale nie ważne jak bardzo by się nie starał jego złote, naturalnie drapieżne oczy nie patrzyły na nią jak na muzę.
- Miło mi, Luciel zwykł mi opowiadać o Pani tyle, że czuje się jakbyśmy się bardzo dobrze znali. Jednak muszę przyznać, że słowa nie oddają wrażenia, jakie robi Pani poznana twarzą w twarz. – Z jego gardzieli wydobył się głęboki pomruk, kiedy pochylał się i ledwie musnął wargami kostki palców jej jasnej dłoni. Nie przekraczał cienkiej granicy, w której mógłby zacząć być brany za podrywacza. - Byłbym wcześniej, ale zatrzymały mnie sprawy zawodowe. Niemniej mam nadzieję, że nadarzy się jeszcze okazja, by poznać Panią lepiej. Ktoś, kto wydobywa z Luciela same dobre cechy musi być osobą wartą uwagi.
Uśmiechnął się równie ciepło nieomal bezczelnie małpując grymas, z jakim kobieta go powitała. Przerażające było to, że szło mu coraz lepiej – jak kameleonowi.
Wewnętrznie prawie zdechł ze śmiechu słysząc jej ostatni komentarz. Obejrzał się jednak z wyważonym rozbawieniem na bruneta i dopiero wtedy wrócił wzrokiem na jego partnerkę.
- Jak w zabawie w Odbijanego? Nie omieszkam, choć postaram się, by dom był cały do Pani powrotu. - ...albo i nie. - No i mąż też był cały. Obiecałem mu, że dla spokoju Pani i jego sumienia będę powstrzymywał zapędy do ostrzejszych zabaw.
Ell patrzył jak w oczach kobiety odbija się nieco zaniepokojone zainteresowanie. Twarzy Luciela nie widział, ale miał nadzieję, że ścina ją jak jajko na patelni nieprzyjemne uczucie strachu. Parsknął na samo jej wyobrażenie, co ładnie zgrało się z jego wypowiedzią.
- Proszę tak na mnie nie patrzeć! Podczas gdy inni lubią bilard i golfa, mnie pobudza gra w Paint Balla. Mam głęboką nadzieję, że odnajdę gdzieś w Pani mężu... - posłał Luckoiwi oko znad ramienia. - ...wewnętrzne dziecko i ucieszy się na smak adrenaliny niezwiązanej ze śledzeniem giełdy.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
JeraChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 27/06/2017
Liczba postów : 339


Cytat : It must hurt to know I am your most beautiful regret.
Female


PisanieTemat: Re: BITE INTO ME HARDER   Sro Cze 28, 2017 7:33 pm

,,Lu’’ przełknął ślinę, jednocześnie dochodząc do wniosku, że chyba trochę przecenił swoją samokontrolę. Jedynym czynnikiem, który kazał mu opanować siebie i własne myśli, było sumienie. Dlatego nawet Elliota nie dotknął, nawet go tak po przyjacielsku nie uścisnął. Przezorny, ubezpieczony? Czy jakoś tak.
– Ależ nie przepraszaj. Jestem wdzięczny, że w ogóle udało ci się wygospodarować trochę wolnego czasu. Jeśli ktoś powinien tu kogokolwiek przepraszać, to raczej ja, że nie dałem ci znać wcześniej. Jakoś wyleciało mi to z głowy – odpowiedział gładko, na koniec wzruszając ramionami. Nie mówił całej prawdy i doskonale wiedział, że Elliot również zdaje sobie z tego sprawę. Ale dzisiejszy wieczór, a przynajmniej jego początek, miał być przedstawieniem, cholernym teatrzykiem. Piękne stroje, wyprasowane, gładkie koszule, nienaganne maniery i niewinne rozmowy, a potem wystawna, wymyślna kolacyjka – jeden wielki fałsz. – Będziesz nią oczarowany – dodał z uśmiechem. On był. Odkąd tylko ją poznał, nieustannie przez te wszystkie lata… Nadal mu na niej zależało, ale pojawił się ktoś, na kim – tak jakby – zależało mu odrobinkę bardziej. Ktoś, kto przewracał jego poukładany świat do góry nogami, podburzał fundamenty, a Luciel, wstrętny masochista, miał ochotę jeszcze mu za to podziękować.
Jak widać martwił się niepotrzebnie. Right wiedział, jak zrobić na kobiecie odpowiednie wrażenie. Ciemnowłosa uśmiechnęła się i przybliżyła się o krok do stojącego obok męża, opierając się łagodnie o jego bok. Było to zachowanie odruchowe, głęboko w niej zakorzenione. Lgnęła do niego, bo tak bardzo go kochała i nie wstydziła się okazywać tego przed innymi.
- Och, proszę przestać, bo zaraz się zarumienię. Bardzo miło mi to słyszeć, jednak czuję się dziwnie ze świadomością, że o panu Lu nie wspomniał mi nawet słowem. Och, ja również mam nadzieję, że nie jest to nasze ostatnie spotkanie! Będę musiała później wyciągnąć od Pana jakieś mroczne sekrety z waszej przeszłości. Luciel jakoś nie garnie się, żeby się nimi ze mną podzielić. – Mówiła lekkim, przyjaznym tonem. Jedno można było o niej powiedzieć: nie brakowało jej pewności siebie.
Luciel pokręcił głową ze zbolałym uśmiechem.
- Widzisz ją? Wygląda tak niewinnie, a to prawdziwa diablica. Ostatnio narzekała, że spędzam z nią za mało czasu, a teraz sama subtelnie proponuje ci spotkanie, kiedy mnie nie będzie w pobliżu. – Prychnął. Nie mógł jej tego zabronić, ale… Nie. Nie mógł też do tego dopuścić. Ufał Elliotowi, ale czy ufał mu na tyle? Sam nie wiedział, co ma o tym wszystkim myśleć. Głównie dlatego, że czuł się rozdarty wewnętrznie niczym jakiś pieprzony Werter. I winny. Winny w chuj.
Kiedy Luciel usłyszał ostatnie słowa Samanthy, zbladł. Oczywiście nadal się lekko uśmiechał, bo przecież wszystko było w idealnym porządeczku. Nadal trzymał dłoń na talii żony i patrzył na Elliota z uprzejmym zainteresowaniem, modląc się w duchu, żeby blondyn nie palnął czegoś skrajnie głupiego. Najgorsze było to, że sam doprowadził do tej konfrontacji i gdyby coś poszło nie do końca tak, jak to sobie zaplanował, cała odpowiedzialność spadłaby na niego. Może to i dobrze. Zasłużył sobie na to.
Samantha rzeczywiście spojrzała na początku na Elliota z zaskoczeniem i, owszem, niepokojem. Jego słowa opływały dwuznacznością, jednak wzięła je za żart. Nie mogły być przecież niczym innym… prawda?
Ciężko powiedzieć, o czym sobie pomyślała, lecz jej obawy zniknęły równie szybko, jak się pojawiły.
- No tak, paintball… Przyznam, że zabrzmiał pan groźnie i, sama nie wiem, chyba poniosła mnie wyobraźnia. – Uśmiechnęła się z nutą zakłopotania. Luciel posłał natomiast Elliotowi mordercze spojrzenie pod tytułem: ,,policzymy się później, szujo.’’ Nie wiedział, co za pomysły pojawiły się w uroczej główce jego żonki, lecz wolałby, żeby nie pojawiało się w niej nic związanego z Rightem.
- Spokojnie, Sam. Elliot już taki jest, uwielbia urozmaicać wszystko odrobiną dramatyzmu. Paintball brzmi obiecująco. Las jest niedaleko, możemy potem zabrać quady i urządzić sobie małe zawody, Right. Póki co – może usiądziemy? Kochanie, pomóc ci w czymś? - Luciel zwrócił się do żony, wpierw delikatnie się od niej odsunąwszy, aby móc spojrzeć jej w oczy.
- Nie, poradzę sobie. Muszę spakować jeszcze kilka rzeczy, więc na razie was zostawię. Wpadnę pożegnać się tuż przed wyjściem. – Skinęła Elliotowi, obróciła się i oddaliła tanecznym krokiem. Gdy zniknęła na górze, Luciel zmarszczył brwi.
- Paintball? Poważnie? Nie mogłeś się powstrzymać, co? – warknął. Nie był urażony, raczej podekscytowany. Jego oblicze szybko się rozpogodziło, gdyż zagościł na nim krzywy uśmiech. - Po domu oprowadzę cię później. Czego się napijesz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MaleficarBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 20/05/2017
Liczba postów : 156


Cytat : Jeżeli ktoś żywi do mnie uczucie, którego nie da się przekazać w słowach, może przekazać je w gotówce.
Wiek : 25
Female


PisanieTemat: Re: BITE INTO ME HARDER   Sro Cze 28, 2017 7:34 pm

Sam nie do końca potrafił nazwać to uczucie, które delikatnie drapało go po tyle głowy i żebrach na widok damskiej narośli przyczepionej do boku Luciela. Dotychczas była jego „jakąś tam żoną” pojawiającą się jako słowo w zdaniu i jakiś duch w opowieściach czy anegdotkach. I niby żyła, niby istniała, niby Elliot sobie cisnął z tego ich śmiesznego małżeństwa, miłości, oddania i zaufania... Ale kiedy pojawiła się we własnej osobie, złożona z krwi, kości, cycków i własnego zdania – sprawa przestała być taka zabawna. A dobra aktorska gra coraz trudniejsza. W sumie niby nie było się o co wkurwiać, w szczęśliwym małżeństwie to były jak najbardziej normalne rzeczy: To, że laska obrastała swojego misiaczka jak bluszcz, bez którego padnie na ziemię i zgnije; że kładzie swoje łapki na jego ciele, gnie opuszkami palców materiał jego ubrań i nagą skórę; że szczerzy się do niego jak durna koza i nie zna się na żartach. Że patrzą sobie w oczęta, mają pewnie wspólne zainteresowania i codzienne rytuały; i pewnie parę ulubionych, bliźniaczych kubków i ręczniczków. I ona była jego Diablicą, a on jej... Ell sam nie wiedział czym, pewnie Psiaczkiem albo Chujaczkiem. Od patrzenia na te scenę Righta wypełniła ta sama sensacja, jaka złapała go tuż przed porwaniem, kiedy obserwował zgrabny tyłek czarnego McLarena i miał zamiar zmiażdżyć go oponami Monster trucka. Panią Nyeste dla odmiany chciał zastrzelić i podjął decyzję, że zrobi to pewnego dnia; po prostu usadzi się wygodnie na przyjemnym, łagodnym pagórku, który elegancko oddzielał rezydencję od sąsiadów wzniesieniem pełnym soczystej trawy i okazjonalnych drzewek, i przestrzeli im okno w salonie rozkwaszając jej łeb na ścianie. Bo chciał. I mógł. I miał amunicję. I doświadczenie. I karabin snajperski. Myśl o podjętej decyzji rozjaśniła momentalnie jego oblicze, które przez chwilę niebezpiecznie pociemniało.
- Mroczne sekrety? – W złocie oczu Elliota odbiło się coś, co Lu boleśnie dobrze znał i co nie powinno się w nich pojawić akurat teraz, a już zwłaszcza podczas zwykłej rozmowy. To był ten mały błysk, przez który anielskie oblicze blondyna na moment zmieniało się w twarz wariata. - Lu ma bardzo dużo mrocznych sekretów, oby była Pani gotowa na taką dawkę informacji.
Zachowywał się zdecydowanie bardziej nieostrożnie, ale w tym konkretnym momencie się tym nie przejmował. Już nie. W głowie miał obraz gęstej krwi, brunatnej niczym świąteczny barszcz, której geste krople urządzały sobie wyścig na białej ścianie o to kto pierwszy sięgnie drewnianej podłogi, umykając z ogromnego kleksa, którym wcześniej była żona Luciela.
Zaśmiał się pod nosem subtelnie rozbawiony.
- No jestem ciekaw jaki obraz stanął Pani przez chwile przed oczami. Obiecuje, że wykreśliłem skok na bungee i ekstremalne spływy kajakowe z listy. Zadbam o Niego.
Słyszał własny głos tak, jakby tkwił w swoim ciele jak w jakimś pudle. Dla porównania pozostałą dwójkę rozmówców słyszał czysto. Tłumaczył to sobie tak, że Samantha zrobiła na nim piorunujące wrażenie i był wstrząśnięty jej elokwencją, czarem i urodą. Dlatego, jak na dżentelmena przystało, zamierzał odpłacić się jej czymś równie... Powalającym.
Kiwnął głową odchodzącej kobiece i złapał się na tym, że bawi się nerwowo rzemyczkiem na jednym przegubie. Przeniósł miażdżąco pewne siebie spojrzenie na Luciela.
- Czegoś, co nie smakuje jak damskie perfumy, jeśli byłbyś tak łaskaw – odbił tonem swobodniejszym, ale wciąż nie opuszczając gardy do końca. Musiał chlapnąć coś mocniejszego, w przeciwnym wypadku Pani Nyeste nie dożyje swojego wyjazdu. Żadne cienkie wina nie wchodziły w grę. Ani Tequile. - Gdybyś miał Absynt, to byłbym wniebowzięty. – Czego on do cholery oczekiwał...? Alkoholu z trucizną w takim porządnym domu?
Kiedy odeszli jeszcze kawałek od miejsca, w którym rozmawiali z Sam, chyba tylko dla spokoju swojego sumienia, blondyn oparł się zawadiacko o ścianę, zaplatając ręce na piersi i tym razem bezwstydnie oglądając sobie bruneta jak pannę na wydaniu.
- Nie spodobała ci się metafora z paintballem? – zniżył nieco głos, bardziej do pomruku niż szeptu. - Miałem wyznać, że w przerwach pomiędzy napierdalaniem się kulami z farbą lubimy sobie z mężem possać lufy od pistoletów? – uśmiechnął się z wymuszeniem, pokazując większość uzębienia. - Nawet nie udawaj, że jesteś zaskoczony gierkami słownymi. Sam zaprosiłeś mnie tu w czasie kiedy ukochana jeszcze tanecznym krokiem pakuje resztę swoich szmatek do walizki. To tak jakbyś się o to prosił... „Oh, błagam Elliot, spraw żeby na sam widok ciebie rozmawiającego bez mojego nadzoru z Sam, pociły mi się ze stresu dłonie i w żołądku przewracały wszystkie posiłki, które zdążyłem zjeść od czasu kiedy widziałem cie ostatni raz na rozstaju dróg.” A to nie jest nawet początek szalonej jazdy po torze stresu zdradliwego męża. – puścił mu oczko. - Zajmę ci miejsce w Piekle, może nawet przy moim stoliku.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: BITE INTO ME HARDER   

Powrót do góry Go down
 
BITE INTO ME HARDER
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zona scriptum :: Okruchy Życia-
Skocz do: