CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 Gotowi do rozkazów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 12 ... 19, 20, 21
AutorWiadomość
James B.I will bite you
avatar

Data przyłączenia : 25/02/2018
Liczba postów : 484


Cytat : Gucci, Gucci, Prada, Prada
Male


PisanieTemat: Gotowi do rozkazów    Nie Lut 25, 2018 7:34 pm

First topic message reminder :

Wybudzono go. Dobrze wiedział, co jest następne w kolejności... I choć nigdy nie byli w stanie usunąć wszystkich jego wspomnień, to zawsze próbowano, chcąc zachować jak największą kontrolę. Tak też było i tym razem. Elektrowstrząsy, których nikt nie byłby w stanie znieść z godnością, w milczeniu. On również. Ból, paraliżujący jego ciało, jednocześnie budzący krzyk, nad którym nie umiał zapanować.
Jeszcze tylko te klika słów, które uruchamiały w nim system.
I już był ich. Poddany, gotowy wypełnić każdą misję, zamknięty na racjonalne rozumowanie i swoje własne uczucia. Jeśli kazaliby mu zabić dzieci, robiłby to bez chwili zastanowienia, roztrzaskując te małe czaszki bezmyślnie. Misja jest misją. Należy ją zrealizować. Wszystko musiało dziać się w przeciągu raptem kilku godzin, aby nie obudził się w nim prawdziwy Bucky, chcący wyrwać się z roli Zimowego Żołnierza, pamiętający jakieś strzępy, starający się odnaleźć siebie.
- Żołnierzu?
- Gotowy do rozkazów - odezwał się po chwili, wciąż starając się uspokoić oddech. Podniósł zimne spojrzenie srebrnych oczu na mężczyznę, który go wybudził, czekając na szczegóły. W tej chwili nie był sobą. Nie miał emocji. Nie chciał zabić tego gościa, skręcając mu kark. Nie planował wysadzenia tej całej pieprzonej bazy z sobą w samym jej centrum... Wcale.
Powiódł uważnym spojrzeniem po pozostałych znajdujących się w szarym, obskurnym pomieszczeniu. Nie było ich wielu - jeden lekarz, który chętnie badał to, co siedziało w Zimowym Żołnierzu, łudząc się, że kiedyś zdoła odświeżyć serum i stworzyć całą armię. Poza nim dwóch żołnierzy oraz mechanik zajmujący się stalową ręką. I Rumlow.
- Rumlow przekaże ci szczegóły misji. Rozkujcie - polecił mężczyzna odpowiedzialny za obudzenie potwora, po czym odwrócił się i opuścił pomieszczenie. Dwóch pozostałych żołnierzy uwolniło ręce i nogi Jamesa, a ten niemal od razu podniósł się z krzesła tortur, zwracając uważny wzrok na Rumlowa, czekając na instrukcje.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
James B.I will bite you
avatar

Data przyłączenia : 25/02/2018
Liczba postów : 484


Cytat : Gucci, Gucci, Prada, Prada
Male


PisanieTemat: Re: Gotowi do rozkazów    Sro Mar 28, 2018 5:31 pm

Kiedy już mniej więcej wiedział, co wywoływało u niego ataki, mógł pewne rzeczy przewidzieć. Szybkim ruchem zebrał sztućce i wrzucił je do zlewu, po czym podszedł do niego. Łagodnym gestem położył dłoń na ramieniu Lexa.
- No, chodźmy – oświadczył.
Wyszli na te tereny wokół bazy, które nie miały nic wspólnego z działaniami wojskowymi. Po prostu – bezkres zieleni.
- Podoba ci się tutaj choć trochę? - zagaił.

Pierwszy raz w całym swoim długowiecznym życiu doświadczał czegoś podobnego... Nigdy wcześniej nikt nie spełnił jego potrzeb tak dobrze jak ta nieludzka siła. Nikt nie umiał w takiej proporcji dać mu cierpienia i przyjemności, a właśnie tego Loki potrzebował.
Pchnięty na łóżko, szarpnął się, chcąc umknąć, ale kiedy już Eter ponownie wypełnił jego ciało, nie buntował się. Chciał, żeby demon z niego korzystał... Jak z własności.
Odchylił głowę w tył, rozpaczliwie poszukując tlenu, pozwalając siebie pieprzyć. Jedynie co jakiś czas jego ciało szarpało się, starało uciec, żeby zaraz znów potulnie wrócić biodrami do niego, znosząc z godnością tę dominację.
Szczyt Eteru był czymś niesamowitym... Kiedy Loki poczuł jak ciepłe nasienie wypełnia go, pozwolił sobie na przeciągłe westchnienie, opadając zupełnie bezsilnie na materac, starając się zapanować nad sobą.
Czuł się zhańbiony.
A jednocześnie... W końcu zaspokojony.
Odwrócił się na bok, aby przysłonić swoje intymności, nie patrząc na niego, starając się poukładać sobie to wszystko w głowie. Szum. Tylko to słyszał.
- Chcę do ciebie należeć – wyszeptał, ale zabrzmiał pewnie. Z pełnym przekonaniem.
On. Waleczny, niezależny i niepokorny ugiął się pod potęgą Eteru.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArkashDon't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/10/2017
Liczba postów : 451


Male


PisanieTemat: Re: Gotowi do rozkazów    Sro Mar 28, 2018 6:13 pm

Bez problemu dał się wyprowadzić na zewnątrz, niemal z ulgą wdychając świeże powietrze.
Dawno nie był na spacerze, ciągle tylko non stop siedział w laboratoriach lub biurze, uznając takie spędzanie czasu za zupełny bezsens... Nie zajmował się tym, czy przyroda jest piękna, czy nie, mając jednak spore problemy z określaniem tak emocjonalnych pojęć. Pomimo faktu, że wiele rozumiał, jego własne odczucia nie były zupełnie normalne, i część z nich, choćby określanie natury, po prostu wykraczała poza zdolności jego rozumienia.
- Hmm. Chyba jest ładnie. - bąknął, nie wiedząc, jak to określać. Było jasno, ciepło i słonecznie. Ktoś dbał o to miejsce, żeby się nie zniszczyło. - Spokojnie... I cicho. - nawet się tym lekko zdziwił. Świergot ptaków nie był rozpraszający. Raczej naturalny i kojący. - To dobrze, potrzebowałem takiego miejsca.
Lex chwycił Clinta za dłoń. Nadal niezbyt pewnie, ale robił już postępy. Nie trzymał się z dala od niego, tylko był krok, może pół kroku dalej.
- To tak spędzają czas normalni ludzie? - zapytał, próbując poczuć się spokojnie bez katowania umysłu pracą.



Eter stał z boku, bawiąc się spokojniej wstęgami czarnej energii. Na słowa Lokiego, zwrócił spojrzenie w jego kierunku. Wzrok zrobił się głębszy, kiedy Eter niemal w namacalny sposób rozpatrywał jego oświadczenie.
- Należeć... - wymruczał, uśmiechając się kątem warg, znowu tym jego znanym, diabolicznym sposobem. Odwrócił głowę w stronę ściany - Będziesz cierpiał bardziej, niż wydaje ci się, że możesz. - powiedział obojętnie - Ale tak, to ci się opłaci... Mogę dać ci wiele. Więcej, niż teraz byś chciał... Nie tylko moc i światy na kolanach...
Uniósł powoli dłonie. Wokół zebrała się czarna moc i osiadła na nim, przybierając formę i kształt. Narzucił na siebie strój podobny do zbroi mrocznych elfów, ale bardziej w stylu magów niż wojowników, pozostawiając czarną pelerynę z kołnierzem, i z naramiennikami nabitymi stalowymi ćwiekami. Odwrócił się do niego przodem i splótł palce jak dawny Strange.
- Skoro już posiadłem i twoje ciało, i ciebie, czego oczekujesz, Loki, Władco Kłamstw?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James B.I will bite you
avatar

Data przyłączenia : 25/02/2018
Liczba postów : 484


Cytat : Gucci, Gucci, Prada, Prada
Male


PisanieTemat: Re: Gotowi do rozkazów    Sro Mar 28, 2018 10:04 pm

Obrócił dłoń tak, aby spleść ich palce razem i pewniej ścisnął, posyłając mu krótki uśmiech. Im więcej czasu spędzał z zupełnie normalnym Lexem, tym bardziej to właśnie jego pragnął. Chciałby mieć możliwość pokazania mu tego wszystkiego, co było zwyczajne. Byłby szczęśliwy, mogąc pokazać mu normalność.
- Nie wszyscy – odpowiedział, zwracając wzrok przed siebie. - Niektórzy po prostu nie lubią. Jak Natasha. Ale ja lubię – stwierdził, prowadząc go w kierunku lasu. - Tutaj też spędzam wiele wolnego czasu. Trenując, albo po prostu chodząc tam i z powrotem – wyjaśnił, nieco pewniej przytrzymując jego dłoń, gdy droga zrobiła się już mniej równa, bardziej leśna.
- Cholernie nietypowy z ciebie typ... - powiedział bardziej do siebie niż do niego, podnosząc wzrok na korony drzew, wyraźnie zamyślony.

Loki przewrócił się na plecy i wyciągnął ręce wysoko za swoją głowę, wyprężając nagie ciało, przeciągając się. Już wyraźnie doszedł do siebie, a po najlepszym spełnieniu, jakiego doświadczył w swoim życiu, czuł się przyjemnie rozluźniony i zrelaksowany.
- Tylko zerżnąłeś, nic nie posiadłeś – oświadczył, mimowolnie uśmiechając się pod nosem. - Po co takiej mocy ciało, które jej nie zniesie, mm? - wymruczał, kocim ruchem podnosząc się do siadu, zwracając się tyłem do towarzysza. Zielona poświata okryła jego ramiona, aż w końcu pojawiła się na jego ciele ciemna szata zdobiona złotymi, tak uwielbionym przez Lokiego wstawkami.
- Możesz mieć boskie ciało, które cię nie odrzuci – wyjaśnił, oglądając się na niego przez ramię z nikłym uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArkashDon't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/10/2017
Liczba postów : 451


Male


PisanieTemat: Re: Gotowi do rozkazów    Sro Mar 28, 2018 10:49 pm

- To źle, czy dobrze? - mruknął, zapatrzony gdzieś w bok - Dlaczego nie lubią, skoro to normalne? Wiesz, ja większość swojego zycia spędziłem w czterech ścianach...- przyznał się- Ech. Wiem. Nie jestem normalny, mam nierówno pod sufitem i w ogóle... Ale staram się, Clint. Naprawdę. - przystanął na chwilę , nadal trzymając go za rękę. - Po raz pierwszy próbuję... Trochę więcej zrozumieć. - zawahał się - Zmierzyć się z rzeczywistoscią. - westchnął.

- Zniszczę to ciało, które mam, i ogarnę inne. - warknął demon, a potem uśmiechnął się dziwnie - Tak samo jak zniszczę każde inne, Loki.
Ponownie odwrócił się, by zająć kontrolowaniem energii.
- Musimy stąd wyjść - zarządził- Jeśli chcesz się wydostać, sugeruję połączyć umiejętności. Z tą mocą bedzie mi niezmiernie trudno tworzyć pieczęcie. A potrzebujemy ich. Inaczej nic z tego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James B.I will bite you
avatar

Data przyłączenia : 25/02/2018
Liczba postów : 484


Cytat : Gucci, Gucci, Prada, Prada
Male


PisanieTemat: Re: Gotowi do rozkazów    Sro Mar 28, 2018 11:01 pm

Clint zatrzymał się i zwrócił w jego kierunku, nie tracąc dobrego nastroju. Przysunął się bliżej, wolną dłoń łagodnym gestem opierając na jego policzku.
- Widzę, szaleńcu – powiedział. - Dobrze ci idzie. Musisz mieć po prostu ciągle zajętą głowę. Damy radę – dodał, uśmiechając się ciepło. Wiedział już, na czym stał i zdawał sobie sprawę z tego, że jest szansa na zapanowanie nad sytuacją.
Bał się jedynie tych momentów, w których faktycznie zostanie wysłany na misję i Lex będzie pod opieką kogoś innego. Nie chciał mówić o tym na głos, starając się skupić myśli tylko i wyłącznie na bieżącym momencie.
- Tutaj można umierać czasami z nudów. Ale umieranie z nudów we dwoje jest już zdecydowanie ciekawsze – stwierdził.

Nie sądził, żeby moc Eteru mogła faktycznie mu zaszkodzić. Podejrzewał, że byłby w stanie ją przetrwać. Tylko boskie ciało mogłoby znieść coś tak nieokrzesanego i szalonego.
- Musimy – odpowiedział, wstając z miejsca, żeby następnie podejść do niego pewnym siebie krokiem. Nie wydawał się już w żaden sposób zmęczony tym, co działo się jeszcze chwilę temu – boskie ciało regenerowało się szybko.
- Portal. Utworzymy razem portal i to przez niego się wydostaniemy. Pytanie: gdzie? - zaproponował, stając bardzo blisko niego, nie dążąc jednak do fizycznego kontaktu. Nie był jednym z tych, którzy po seksie oczekują czegokolwiek...
Chciał tylko siły.
- Możemy zaszyć się krainie mrocznych elfów – zaproponował, gotów do przygotowania pieczęci.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArkashDon't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/10/2017
Liczba postów : 451


Male


PisanieTemat: Re: Gotowi do rozkazów    Czw Mar 29, 2018 10:57 pm

Lex uśmiechnął się do niego przyjaźnie, czując jego dłoń na skórze.
- Nie, nie. Żadnego umierania i nudy. Nie mogę zacząć się nudzić, uwierz mi, tego teraz nie chcemy. To co robimy jest całkiem zajmujące, w innym wypadku już myślałbym nad tym, jak bardziej skutecznie zając sobie uwagę. Chodźmy, pokaż mi jeszcze kawałek tych terenów, i można zawrócić, żeby ktoś z twoich przełożonych nie zaczął zadawać pytań. Ale wiesz co? jak tak patrzę, to jest całkiem niezłe miejsce na szkolenie z łuku. Gdybyś dostał na to zgodę, oczywiście... Moglibyśmy kiedyś tu przyjść i postrzelać do celu. - wziął go za rękę i ruszył dalej, rozglądając się swobodnie, czy nie byłoby jakiejś odpowiedniej polany pod naukę - Tylko no, może jednak lepszy byłby łuk drewniany, i bez stalowych grotów na strzałach, hmm? - Lex uśmiechnął się kątem warg.


Mężczyzna popatrzył na niego z nutą niedowierzania.
- Zaszyć się? - parsknął - Miałeś na myśli ,,ukrywać"?- zaśmiał się - Po co miałbym iść gdzieś, gdzie nie ma co niszczyć? Po co miałbym się kryć? Swartalheim to nadal ruina. Nie ma tam nic, co by mnie interesowało... Co innego inne planety.
Przeszedł się w te i wewte po pokoju, wynajdując sobie cel.
- Ziemia. - powiedział niskim, pełnym agresji głosem - Tak wielu jej broni, że to może być nawet ciekawe. Mogłoby być nawet satysfakcjonujące, zabicie ich wszystkich po kolei... I spopielenie na koniec samej planety.
Przechyli głowę, jakby się nadal zastanawiał.
- Chociaż, na co to wszystko... Wystarczyłoby zaledwie podpalić atmosferę... Usmażyć całe życie planety i patrzeć, jak zamienia się w pył... Albo wysadzić wszystkie bomby atomowe... Wynik byłby ten sam...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James B.I will bite you
avatar

Data przyłączenia : 25/02/2018
Liczba postów : 484


Cytat : Gucci, Gucci, Prada, Prada
Male


PisanieTemat: Re: Gotowi do rozkazów    Czw Mar 29, 2018 11:08 pm

Clint spokojnym krokiem szedł przed siebie, pewnie trzymając dłoń Lexa.
- Mam taki, możemy trenować w ten sposób. Chyba zostało mi po ostatnim razie trochę strzał bez grotów – powiedział, skręcając jednocześnie w lewo, aby wejść w nieco gęstszą plątaninę drzew. Sam miał już niekoniecznie poprawne wyobrażenia odnośnie lasu, ale na ten moment nie planował się z nimi uzewnętrzniać.
- Chodź, pokażę ci coś – mruknął, kierując się na zachód. Na jednym z drzew zbudowany był niewielki, drewniany domek. - Zrobiłem go jak zbudowano tę bazę. Dzieciaki czasami mnie tutaj odwiedzają – pochwalił się i zabrzmiał na naprawdę dumnego z siebie.

- Tak gwałtowne zniszczenie nie przynosi już tak samo dużej przyjemności – pozwolił sobie zauważyć Loki, krzyżując ręce na piersi, obserwując Eter. O ile Doktor Strange był uznawany przez niego za naprawdę atrakcyjny widok, to w tej formie pociągał go bez granic, nienormalnie wręcz.
- Jesteśmy na Ziemi. Wystarczy wybrać inne miejsce... I tam. Szaleć – zasugerował, przechylając lekko głowę w bok. Mimowolnie uśmiechnął się pod nosem na wyobrażenie tego jak wielkim bólem byłoby dla Thora zniszczenie jego ukochanej Ziemi.
- Zróbmy to, Eterze. Bawmy się zniszczeniem...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArkashDon't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/10/2017
Liczba postów : 451


Male


PisanieTemat: Re: Gotowi do rozkazów    Czw Mar 29, 2018 11:42 pm

Mężczyzna z chęcią poszedł obejrzeć dzieło Clinta.
- Hej, jest świetny! - powiedział z podziwem - Widać, że lubisz majsterkować. Masz do tego rękę. - pochwalił - Ja tam się nie znam na budownictwie, ale wydaję się bardzo solidny - powiedział o domku - To taka twoja baza w lesie, hmm? Pewnie sporo widać z góry. - zauważył.


- O, już wiem! - Eter zatrzymał się i uśmiechnął w paskudny sposób - Najpierw pozabijam wszystkich z zakonu tego idioty, Strage'a... Byliby najbardziej upierdliwi, muszą pójść na pierwszy ogień. Potem... Potem zginą wszyscy, którzy nie są ludźmi. Hybrydy międzygatunkowe, mutanci, AI, oraz istoty magiczne. Ludzie zostaną na koniec... Są banalni do zniszczenia... - wyjaśnił, a w chwilę potem zmarszczył brwi i przesunął rękę na miejsce, w którym była pieczęć. - Co jest... - warknął, wyraźnie niezadowolony - No nie, bez przesady...
Iluzja znikła pod jego dotykiem, odsłaniając w tym miejscu skórę, i pokazując, że choć pieczęć pozostawała w nienaruszonym stanie, rana zaogniła się i zupełnie przestała goić.
- Ach, no tak. Ograniczenia ciała. - wycedził Eter- Muszę lepiej skontrolować przepływ energii... Szlag by to... - wsparł się nagle plecami o ścianę, odczuwając w końcu zmęczenie.
Zagryzł zęby, rozdrażniony. Akurat kontrola energii nie przychodziła mu łatwo. Co chwila wokół niego pojawiały się typowe dla Eteru smugi dymu, i nie wyglądało to wcale tak, jakby mógł nad tym zapanować. Odruchowo zaczął drapać to miejsce, jakby chciał się pozbyć tych irytujących znaków... Ale to nic nie dawało, nie mogło dać.
- To mnie blokuje!... - syknął, wściekły. - NIC nie będzie mnie więcej blokować!
Nagle jego palce przemieniły się w czarne szpony, a demon wbił je w skórę i szarpnął, próbując zerwać z siebie wszystko to, co go rozdrażniało. Nie myślał przy tym logicznie. Chaos nie bywał logiczny. Poleciała krew. Dużo krwi.
- Jeśli się tego nie pozbędę, oszaleję! - warknął. - Muszę znaleźć tego idiotę, który to na mnie nałożył, i urwać mu łeb!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James B.I will bite you
avatar

Data przyłączenia : 25/02/2018
Liczba postów : 484


Cytat : Gucci, Gucci, Prada, Prada
Male


PisanieTemat: Re: Gotowi do rozkazów    Pią Mar 30, 2018 4:25 pm

Rozprawę wyznaczono na dwunastą w południe, ale James już od szóstej rano był na równych nogach, wyraźnie denerwując się. Nie byłby w stanie zjeść normalnie śniadania, a kawa w tym momencie była mu zupełnie zbędna – ciśnienie samo podskakiwało w górę, gdy tylko myślał o tym, że znów go spotka.
Przez czas przygotowań do procesu, sam zaczynał przypominać sobie kolejne męczarnie, które musiał znosić z rozkazu Alexandra. Sposobów na tortury miał mnóstwo i niektóre z nich faktycznie zakrawały o paskudne bestialstwo.
Czuł się źle z tym, że ktokolwiek mógł mu zrobić coś takiego. I cieszył się, że Pierce spędzi lata za kratkami... Dobrze, że go nie zabił.
- Cześć, James – o siódmej do ich kwatery wszedł Ryan, niosąc ze sobą dwa pakunki. - Rumlow śpi jeszcze, nie? Tak myślałem, że ty nie będziesz mógł – powiedział, podchodząc bliżej, żeby uspokajającym gestem położyć mu dłoń na ramieniu.
- Spokojnie, poradzisz sobie. To tylko formalność – dodał, uśmiechając się ciepło, chcąc go nieco pocieszyć.
Zimowy nie bardzo wiedział jak reagować na takie gesty – stał wyprostowany z rękoma opuszczonymi wzdłuż ciała, milcząc przez moment.

Loki rzucił się w jego kierunku, łapiąc jego ręce za nadgarstki, starając się go przytrzymać. O ile zapanowanie w ten sposób na Strange'm mogło być łatwe, to kontrolowanie Eteru nie należało już do tak prostych zadań.
- Eter! - syknął. - Jeśli zniszczysz ciało, znów nie będziesz miał kształtu. Czekaj, czekaj – westchnął, starając się przemówić mu do rozsądku.
- Z moim ciałem mógłbyś więcej! - chciał tej siły. Chciał być jej uczestnikiem, w pełni zgadzając się z ideami i planami Eteru.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArkashDon't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/10/2017
Liczba postów : 451


Male


PisanieTemat: Re: Gotowi do rozkazów    Sob Mar 31, 2018 11:28 pm

O ile odgłos znanych mu kroków nie wzbudzał w nim potrzeby wstawania, o tyle dźwięk otwierających się drzwi nakazał mu szybkie dobudzenie organizmu. Rumlow nadal spał bardzo czujnie. Lata praktyki doprowadziły do tego, że potrafił zbudzić się z półsnu na nawet najdrobniejszy dźwięk, który odbiegał od standardów bezpieczeństwa.
Brock nie chciał świrować a był pewien, że gdyby zaczęli chodzić razem z Jamesem po pokoju, w oczywiście nerwowy sposób i nakręcali się wzajemnie, to nie byłaby najlepsza koncepcja spędzania czasu przed tak ważną wizytą w sądzie.
Głos prawnika potoczył się po pokoju i Crossbones podniósł się ciężko z łóżka, tłumiąc pod nosem przekleństwo. Wciągnął na siebie spodnie, sięgnął po koszulę i poszedł skontrolować sytuację w salonie. Prawnik zatrudniany przez Tarczę mógł i gadać z sensem i być nieźle wykształcony, ale dopóki śmiał dotykać Jamesa, a zrobił to przy ostatnim razie, wzbudzał w Rumlowie coś więcej niż irytację.
Tym razem prawnik znowu się spoufalał, i Brock przystanął w przejściu, musząc skontrolować swoje agresywne odruchy, które w najlepszym wypadku mogły skończyć się przetrąconą szczęką pięknisia.
- Chora godzina, co nie? - uśmiechnął się krótko i bez wesołości, przechodząc do kuchni, żeby zrobić sobie kawę i nie mieć przypadkiem prawnika w zasięgu rąk - Ominęło mnie coś?


Eter zatrzymał się, znieruchomiał. Skrzyżował spojrzenie z Lokim. Zastanawiał się.
- Taak, to prawda. - przyznał po chwili dłuższego zastanowienia - Mógłbym... - pazury zaciśnięte w szpony rozprostowały się, a ich krańce zahaczyły o miejsce, w którym było serce asgardzkiego boga. Eter w niemal pieszczotliwy sposób pogładził je pazurami, by zaraz posłać mężczyźnie coś, co miało być uśmiechem, a było bardziej wyszczerzeniem kłów. - Zniszczenie ludzkiego umysłu nie było znów takie długotrwałe... Wiesz, za pierwszym razem, kiedy się poznaliśmy, kiedy miałeś styczność z moją energią, zastanawiałem się nawet, jak by to było mieć boskie ciało... Byłeś wtedy z bratem, na innej planecie... Dawno, dawno temu...
Demon zmrużył oczy, złapał jego rękę i obejrzał ją sobie tak, jakby własnie widział go po raz pierwszy.
- Ale wiesz o tym, że moja świadomość nie synchronizuje się z nosicielem? To jest energia destrukcji. Nie opanujesz jej ani ty, ani żaden mroczny elf. Nie zrobił tego nawet mój stwórca, Malekith... Byłoby z mojej strony bardzo nieopłacalne, pozbawiać się sojusznika o twoich zdolnościach, jedynie dla regenerującego się ciała - zauważył - Prędzej opętałbym innego asgardzkiego boga... - uśmiech demona zmienił się na bardziej przyjemny, mniej zjadliwy - Co nie usuwa problemu tej przeklętej pieczęci. Najpierw muszę się jej pozbyć, żeby odzyskać pełnię mocy. Przed zniszczeniem Ziemi udamy się do Svartalfheimu, jak zasugerowałeś mi najpierw. Kiedy pozbędę się blokad, poszukam innego ciała... To które mam, ludzkie, nie wytrzyma zbyt wielu wybuchów mojej mocy. Nie przewidywałem, że zaklęcie tak szybko zacznie je niszczyć, i, że będzie mnie tak irytowało... - ujął go za nadgarstek. -  Loki. Najpierw portal do Svartalfheimu. - zarządził. - Trzeba znaleźć tego, który rzucił zaklęcie. A przy okazji... - zajrzał mu z bliska w oczy, uśmiechając się z cieniem rozbawienia - zobaczymy, co ciekawego wymyślają mroczne elfy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James B.I will bite you
avatar

Data przyłączenia : 25/02/2018
Liczba postów : 484


Cytat : Gucci, Gucci, Prada, Prada
Male


PisanieTemat: Re: Gotowi do rozkazów    Sob Mar 31, 2018 11:51 pm

James, słysząc wstającego Brocka, odwrócił się w jego kierunku, nieświadomie strącając z siebie rękę mężczyzny.
- No – odpowiedział jakże elokwentnie, przechodząc za nim do kuchni. - Ryan przyniósł nam garnitury, żebyśmy wyglądali jak cywilizowani obywatele tego kraju – mruknął.
- Po prostu to miejsce wymaga odpowiedniego stroju. Nie mam wam nic do zarzucenia – odpowiedział zupełnie pogodnie prawnik, podchodząc do okna w kuchni. - Po rozprawie jeśli wszystko pójdzie dobrze zyskacie swobodny dostęp do kolejnych części bazy. Będziecie mogli opuszczać waszą kwaterę.
- Mhm – Jamsowi ta wiadomość była zbędna i zupełnie nieważna. W końcu planował uciec z tego miejsca tak szybko jak tylko będzie to możliwe.
- James, zapraszam wtedy do mnie – dodał Ryan, chcąc go zachęcić jeszcze nieco bardziej. - Oczywiście, w związku z pracą – sprostował, zdając sobie sprawę z tego, że mógł się nieco zagalopować. Zimowy nie odpowiedział, sięgając po jabłko, aby wgryźć się w nie bez większego zainteresowania. Myślami był przy Alexandrze, a nie próbach podrywu.

Inny asgardzki bóg... Myśli Lokiego od razu powędrowały w kierunku Thora. Byłby w stanie poświęcić jego ciało, dlaczego nie? Był nawet pewien, że jeśli zaproponuje mu pojednanie, to Thor ulegnie bardzo szybko. Stara, zawsze działająca sztuczka.
Obserwował swoją rękę w uścisku Eteru, mimowolnie uśmiechając się pod nosem, szczerze zaciekawiony jego analizą.
- Dobrze – odezwał się w końcu, po czym wstał z miejsca, jego pociągając za sobą. Wykonał odpowiednią pieczęć i już po chwili otwarł się przed nimi portal.
- Wcześniej zaklęcia Strange'a trzymały mnie w tym miejscu. Teraz najwyraźniej zostały zgaszone... Ruszamy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArkashDon't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/10/2017
Liczba postów : 451


Male


PisanieTemat: Re: Gotowi do rozkazów    Nie Kwi 01, 2018 3:36 pm

Na oznajmienie prawnika ,,oczywiście w związku z pracą” Rumlow całkiem głośno prychnął.
- Przekazałeś co miałeś, długo tak będziesz tu jeszcze sterczeć? - zapytał go, bezpiecznie zaciskając palce na kubku kawy i zajmując się piciem, które było raczej mało destrukcyjną czynnością – Przerabianie kolejne sto razy tych samych opcji tylko pogorszy teraz sprawę. Co do swobodnego dostępu, to bajki. Nikt nas nie puści do zbrojowni ani dowództwa, i na zewnątrz : również nie.
Przeszedł się do Zimowego i objął go w pasie, całkowicie ignorując Ryana.
- Hej, James. - mruknął bardziej stanowczym głosem – To dobry czas na ogarnięcie się. Nie ma co świrować. Znamy teksty na pamięć. - przypomniał mu zasadniczo – Jak wcisnę się w garniak, padniesz ze śmiechu, może to cię odstresuje?


Svartalfheim , wcześniej

Na zewnątrz był jedynie powoli przesypujący się piach. Popękana jak sucha glina, surowa ziemia załamywała się gdzieniegdzie tworząc przepastne rozpadliny nieprzejrzystej czerni, ziejące cuchnącymi oparami siarki. Z drobnych, niemal niezauważalnych zagłębień wydostawały się cienkie smugi gęstego, ciężkiego dymu. Podmuchy wiatru świszczały nieprzerwanie, niestrudzenie niczym rwąca rzeka, lecz zasnuwające niebo dziwaczne, fluorescencyjne chmury opalizujące brudną czerwienią, utrzymywały się ciągle nad horyzontem na podobieństwo ruchomej tarczy. Na tą ziemię nie padał nawet najmniejszy promień słońca.
Oto właśnie Svartalfheim. Świat mrocznych elfów, miejsce osnute tysiącem legend; miejsce, do którego nie miał zamiaru zaglądać nawet największy śmiałek...
...Z wyjątkiem, rzecz jasna, władcy światów- Odyna- oraz jego niezłomnej, wiernej gwardii...
Gwardii... przeklętych... morderców.
Gdy walki na Ziemi skończyły się klęską mrocznych elfów, asgardzkie wojsko przybyło od razu na ich planetę, aby usunąć wszelkich niedobitków.
Tym razem szara ziemia zasłana była trupami elfów, a wokół unosił się odrzucający odór śmierci. We wschodniej części świata chmury rozdarły się w bolesny, wyszarpany krąg, a przez powstałą dziurę padał ostry, oślepiający blask słońca oświetlając wypalony na ziemi, zawiły wikiński symbol, pozostałość po magicznym teleporcie. Czerwone plamy krwi jaśniały na suchym gruncie jak rozwalcowane rubiny, błyski stali rzucały dziwne refleksy na bezładne, spalone lub posiekane ciała, a białe włosy martwych wojowników rozsypane po skalistym podłożu przywodziły na myśl porzucone pajęczyny.
Wiatr ustał w żałobie, ujawniając głuchą, lodowatą ciszę. Jedyny ruch, jaki mącił spokojny majestat śmierci, pochodził od samotnej, skulonej sylwetki, klęczącej wśród niedawno powstałej makabry.
Skjarr'ael wył niczym zranione zwierzę, wyrzucając cały swój ból i nienawiść w pustkę, dobrze wiedząc, że i tak nikt go nie usłyszy. Dygotał niczym w febrze, zaciskając dłoń na rękojeści swojego czarnego miecza, jakby był on dla niego ostatnią deską ratunku.
Jego ojcu poderżnięto gardło. Jego matka została spalona magiczną bronią jednego z przybocznych Odyna. Jego bracia i siostry leżeli porozrzucani na ziemi niczym szmaciane lalki, z oderwanymi kończynami, rozdartymi zbrojami i pustymi oczami skierowanymi ku zakrwawionemu niebu. Przyjaciele przypominali zwęglone szkielety z powyginaną blachą. Nie miał nikogo.
Jedynie swój ból.
Zakrył twarz dłońmi, dopiero teraz zdając sobie sprawę, że nadal miał maskę, która umożliwiała normalny oddech wśród siarkowych wyziewów powierzchni. Zacisnął palce na jej zarysie przy szczęce, zamierzając zerwać ją i odrzucić byle dalej od siebie, by w spokoju skonać przy innych, lecz wtedy przed oczami stanął mu obraz niechronionych podziemi, w których być może kalecy i dzieci nadal czekali na wieści z walki... O ile przetrwali. Nie po to dano mu szansę na życie, aby teraz zginął przez własny żal. Spojrzał półprzytomnym wzrokiem na zmasakrowaną siostrę przed którą klęczał, a potem powolnym ruchem schował broń do pochwy. Jego białe włosy posplatane w warkoczyki pozlepiane były zakrzepłą krwią i z trudem odkleił je od porysowanej zbroi, by ocenić swój stan.
Wgniecenie po lewej stronie wskazywało na połamane żebra. Cięta rana na udzie nadal broczyła krwią. Prawa dłoń bolała jak diabli, przypalona promieniem mocy światła. Generalnie nie było najlepiej.
Właściwie to... było źle. Zakręciło mu się w głowie i zwymiotował krwią, zginając się w nagłym spazmie w pół, i ledwo podparł się rękoma, by nie paść na brudną ziemię. Mroczki przed oczami zaczynały naprawdę źle wróżyć.
Więc to tak...- pomyślał elf, uśmiechając się gorzko - Svartalfheim zginął. Nie mam już czego bronić. Nie zdołamy się odbudować nawet za setki lat, choćby użyć całej mocy z podziemi. - Włosy opadły mu na twarz, a podarty teraz płaszcz, którym był okryty, zdawał się krępować mu ruchy na podobieństwo stalowych więzów i wtedy ledwo zdał sobie sprawę z tego, że ze zmęczenia potwornie drżą mu mięśnie - Odebrali mi ród, zniszczyli chyba całą rasę. Odchodzę jak tchórz ginąc od ran, zamiast zostać pokonanym w boju, jak na prawdziwego wojownika przystało... Odebrali mi nawet to. Nienawidzę ich. Nienawidzę... po stokroć... - Oparł czoło o ziemię, nie mogąc utrzymać się w pionie - Oddałbym wszystko za możliwość zemsty. Wszystko, łącznie z duszą, byleby tylko Midgard zapłacił za to krwią.
- Doprawdy?- usłyszał nad sobą nagle sarkastyczny, rozbawiony głos - To aż taka desperacja? Wiesz, ogólnie to możemy tą kwestię przedyskutować, jeśli chcesz.- na skulonego elfa padł ogromny cień, zakrywając zarówno jego, jak i kilka ciał wokół- Ale od razu muszę uprzedzić, że ta wymiana będzie na dłuższą metę dość... skomplikowana.
Skjarr'ael uniósł powoli głowę, nie dowierzając własnym, spiczastym uszom. Zarys jakiegoś olbrzymiego kształtu zamajaczył mu przed oczami, wyraźnie odbijając się od jasnej strugi światła padającego dokładnie za nim na wypalony symbol najeźdźców. A potem cień złożył wszystkie sześć szarawych skrzydeł i stał się mężczyzną o długich, falowanych, czarnych włosach i nienagannym stroju piekielnego arystokraty. Asmodeusz, upadły serafin, uśmiechnął się do niego szeroko i rozłożył ręce, parodiując przed nim głęboki ukłon.
- Tak więc szanowny syn Gard'haara Walecznego życzy sobie zemsty? Może być i zemsta, mi tam wszystko jedno. Wystarczy, że przekażesz swoją duszę piekłu, a umowa zostanie zawarta. - Asmodeusz kucnął przy nim niczym dobrotliwy wujek i wyciągnął zza pazuchy zwój zapisanego pergaminu - Jeśli zostawisz swój podpis w tym miejscu - wskazał puste pole palcem - i zrobisz to własną krwią, dostaniesz możliwość zemszczenia się na Midgardczykach. Masz moje słowo. I słowo mojego władcy.
- Kim jesteś?- wymamrotał dość trzeźwo mroczny elf, sądząc, że ma majaki.- ...Skąd przybywasz? I co to jest to ,,piekło”?
- Och, nieważne. I tak umierasz, nie masz nic do stracenia. - Asmodeusz wywrócił oczami - Możesz zaś zyskać zemstę, przywrócić Svartalfheimowi dobre imię i okryć się chwałą w sprawiedliwym odwecie. Zrób chociaż krzyżyk, to załatwi sprawę. I pośpiesz się, na Ciemność! Jeszcze trochę tego myślenia i stracisz życie. - podstawił mu pergamin prawie pod nos – No, już!- ponaglił - Nie mam dla ciebie przecież całego dnia.
- Jak się nazywasz?- powtórzył uparcie Skjarr'ael, próbując usiąść i zrozumieć zaistniałą sytuację, czując jak robi mu się zimno. Nie zdołał, więc zamiast tego powoli legł na ziemi, zagryzając z bólu zęby. - Niczego nie podpiszę, jeśli mi zaraz nie odpowiesz. Nie ufam ci, dziwny przybyszu. Ani twoim gierkom!
Wysłannik piekła westchnął ostentacyjnie i wręczył mu pióro o czerwonej lotce, by za chwilę umościć wygodniej za sobą skrzydła, i położyć mu rękę na ramieniu.
- Jestem Asmodeusz, książę trzech legionów Upadłych, wysłannik Azazela. Azazel. To stary znajomy Eteru. Możesz w końcu podpisać ten cholerny dokument? Wtedy mój pan weźmie cię pod protekcję. Prawdę mówiąc mam szczerą ochotę dopomóc ci w tym akcie zemsty, jako że Odyn i spółka zaleźli ostatnio za skórę mojemu szefowi. Potrzebuję do tego jednego mrocznego elfa. To konieczne. No, nie rób scen i daj się namówić. Jesteś ostatni na tej planecie, nie?
Wojownik zamrugał kilkakrotnie i z pewnym trudem wziął od niego pióro. Bez słowa zanurzył we własnej krwi i trochę koślawo podpisał się we wskazanym miejscu. Na pociągłej twarzy byłego serafina błysnął w szerokim uśmiechu szereg białych zębów. Wziął od niego dokument, podmuchał na podpis i schował pergamin do wewnętrznej kieszeni kamizeli.
- No, pięknie.- mruknął Upadły, zacierając ręce - To teraz już mogę zacząć cię reanimować, elfie. Potem zaś pogadamy sobie na temat należytego odwetu i twoich nowych zdolności. Zaboli.
Skjarr'ael uniósł brwi, ale nie zdążył się odezwać. Pierwsze uderzenie mocy, pomimo iż było zaledwie lekkim dotknięciem, sprawiło, że po raz pierwszy zobaczył gwiazdy, chyba wszystkie możliwe konstelacje. Powieki zaczęły mu ciążyć jakby były z ołowiu. Kolejne zaś otuliło go gęstą czernią nieświadomości.
***


Minęły miesiące, by Skjarr'ael zwołał swoich pobratymców z innych planet. Miesiące długotrwałej i wytężonej pracy pod jego przewodnictwem zaskutkowały odnowieniem armii i minimalnym osiedleniem boleśnie pustych podziemi Svartalfheimu. Skjar, jak zaczął na siebie mówić elf, nie był już wojownikiem. Stał się magiem o ponadprzeciętnych zdolnościach. Był tym, który trzymał w ryzach wszystkich osadników i tym, który łaknął zemsty najbardziej. Na przekór dawnym zwyczajom nosił się na biało a nie czarno, w kapturze, i długiej szacie ze srebrnymi ornamentami.
Syn Ciemności- tak się mianował, by było to jeszcze bardziej prześmiewcze.
To on rzucił przeklętą pieczęć na Doktora Strange'a. On wpadł na to, jak przetransformować energię Eteru, by była zdolna zyskać samoświadomość. Nie zrobiłby tego bez pomocy demona z innej kultury, jednak, wspólnymi siłami, bardzo dokładnie opracowali plan zemsty na Asgardzie i Midgardzie. Dlatego też, kiedy Eter przybył z Lokim na planetę, Skjar już na nich czekał. Razem z podległym sobie wojskiem, ustawionym w równe szeregi.
Gdy Strange i Loki wyszli z portalu, przywitał ich z otwartymi ramionami. A potem skłonił się nisko, w pełnym pokory geście.
Eter na widok znanego mu elfa, momentalnie wpadł we wściekłość.
- TY! - warknął mężczyzna, gotów go bezmyślnie spopielić, ale opanował się, czując na ramieniu rękę Lokiego. - To ty rzuciłeś tą pieczęć, pamiętam to!
- Panie mój. - powiedział spokojnie Skjar – Witaj w domu. Nazywam się Skjar i jestem tutaj namiestnikiem. Pozwól sobie służyć, Eterze. Nasze ostatnie spotkanie nie było najprzyjemniejsze, ale tym razem, mam nadzieję, uda nam się osiągnąć razem porozumienie. - uniósł spojrzenie i przesunął je na Lokiego, po czym uśmiechnął się pod nosem – Widzę, że przyprowadziłeś ze sobą sojusznika?... Bóg kłamstw i energia chaosu, cóż za idealny duet. Mniemam, że przydałaby się wam jakaś armia, na początek?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James B.I will bite you
avatar

Data przyłączenia : 25/02/2018
Liczba postów : 484


Cytat : Gucci, Gucci, Prada, Prada
Male


PisanieTemat: Re: Gotowi do rozkazów    Nie Kwi 01, 2018 6:36 pm

James czuł się zagubiony, kiedy Ryan starał się okazać mu zainteresowanie. Nie przywykł do tego typu działań i absolutnie nie wiedział, jak w grzeczny sposób należałoby odmówić. Części bardziej subtelnych znaków w ogóle nie rejestrował, a pozostałe ignorował.
- Nie chcę już tego powtarzać – zgodził się z Brockiem, nieznacznie przysuwając się do niego. Stanowczy głos Rumlowa pozwalał mu znacznie łatwiej się odnaleźć, rozpraszając jakąkolwiek mgłę w jego głowie. Ta relacja była jasna i klarowna, nie musiał się nad nią zastanawiać ani jej analizować, a po prostu płynął z prądem.
Dla tak zmęczonego umysłu jak ten Jamesa było to bardzo dużym ułatwieniem.
- W porządku, chodźmy. Też się ubiorę – stwierdził, po czym opuścili kuchnię, aby udać się do sypialni. Pakunki były podpisane ich imionami. Ze szczerym zaciekawieniem rozwiązał swój i rzucił okiem na kreację.
- Nie pamiętam, kiedy ostatni raz miałem na sobie garnitur – podzielił się z nim, szczerze tą perspektywą rozbawiony. Wyciągnął koszulę, zdjął z siebie bokserkę i naciągnął elegancki materiał, zaraz zapinając guziki.
- Mundur. Mundur pamiętam. Ale garnitur? - mruknął, sięgając po spodnie. Kiedy miał już na sobie wszystko, wcale nie wyglądał źle czy śmiesznie. Strój był dobrze dobrany i leżał na nim naprawdę odpowiednio. Gdyby jeszcze zapanował nad nieładem na głowie, prezentowałby się naprawdę atrakcyjnie.
Ale to z kolei zupełnie nie było w jego stylu.
- Podobasz mi się... - powiedział ciszej, podchodząc do ubranego już Rumlowa. Mimowolnie uśmiechnął się w ten swój koślawy sposób, układając dłonie na jego ramionach, aby wygładzić materiał w tym miejscu. - Może zdążymy zaliczyć seks w sądowej toalecie? - szepnął, wysilając się na żart.

Nieufny Loki zapamiętał to miejsce zupełnie inaczej. Obraz, który siedział w jego głowie był pochodną klęski, jaką mroczne elfy poniosły w starciu z Odynem.
Kiedy zatem pojawili się w Svartalfheimie, był pełen podziwu i ostrożności jednocześnie. Wiedział, aby im nie ufać. Aby nikogo nie obdarowywać tą emocją.
Uniósł podbródek nieco wyżej, przesuwając po okolicy uważnym spojrzeniem, zatrzymując się na nieznanej mu postaci. Przechylił wówczas głowę lekko w bok, mrużąc nieznacznie powieki.
- Jak ukryłeś się przed innymi z tym, co tu uczyniłeś? - zapytał wprost, nie odpowiadając na wzmiankę o armii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArkashDon't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/10/2017
Liczba postów : 451


Male


PisanieTemat: Re: Gotowi do rozkazów    Pon Kwi 02, 2018 7:05 pm

- Może zdążymy. - przytaknął Rumlow - Możemy nawet zdążyć przed rozprawą... - Brock też lubił się przekomarzać, szczególnie, że James w tym wydaniu wyglądał atrakcyjnie w nowy, jeszcze mu nieznany sposób. Obaj wyglądali w garniturach lepiej niż nieźle, co było sporym zaskoczeniem, bo Brock przyzwyczaił się raczej do tego, że po pięciu minutach w marynarce ma już poprute szwy w ramionach, albo dostaje fiksacji, bo jakaś część materiału wpija mu się gdzieś, gdzie nie powinna, i noszenie stroju wizytowego pamiętał zwykle jako konieczne zło, a nie coś pozytywnego.
- Ja za to munduru nie pamiętam w ogóle. - zaśmiał się do wspomnień - Wojsko... Kiedy to było? - uśmiechnął się krzywo i otarł krawędzią szczęki o jego policzek, w krótkiej i nieprzesadnej czułości - No, James... Przyznam ci, że nie jetem do końca pewien, czy wizja seksu po rozprawie nie jest przypadkiem zbyt odległa... Naprawdę dobrze wyglądasz... - wymruczał, dotykając jego włosów i odgarniając mu je do tyłu, przygładzając lekko.
Zaraz przypomniał coś sobie i zmarszczył brwi.
- Ja za to zdecydowanie powinienem się ogolić. - powiedział ze zniechęceniem - Mamy jeszcze sporo czasu do rozprawy... Można znaleźć sobie jakieś bezstresowe zajęcie. Śniadanie? Chciałbyś coś? - zaproponował, chcąc zająć jego myśli czymś mniej poważnym od sądu.


- To nie było znowu takie trudne. - odparł drow, prostując się zupełnie i splatając dłonie - Iluzja. Na całą planetę narzucona jest iluzja, która poodłączana jest do specjalnych wież, dzięki czemu nie muszę sobie tym więcej zaprzątać uwagi. Kamuflujemy wszystko, co się da, na razie to zagranie jest czysto strategiczne. Wygodne, biorąc pod uwagę okoliczności. - wzruszył ramionami i popatrzył uważnie na Eter, a potem na Lokiego - Zawiązuję odpowiednie sojusze i doprowadzam Svartalfheim do porządku. Zanim zaczniemy przeprowadzać inwazje na inne planety, przydałoby się twoje wsparcie, Eterze... - zwrócił się do demona - Przydałby się twój protektorat, nie ukrywam tego.
Eter skrzywił się jedynie.
- Nie zajmuję się takimi rzeczami. - oznajmił obojętnie - Nie obiecam ochrony ani tobie, ani twoim ludziom. Moja moc spełnia się poprzez niszczenie, nie wspieranie. Nawet moja dobra wola nie zagwarantuje tu stabilnej współpracy. Mógłbym powybijać was zupełnym przypadkiem, przy okazji chwili złości. Ty powinieneś doskonale wiedzieć, jak to działa. - zerknął na Lokiego - On też wie. Nie bawię się w wojny. Niszczę dla niszczenia. Czy będziesz to ty, wojsko, czy choćby planeta, to bez znaczenia. A teraz do rzeczy. Masz ściągnąć ze mnie zaklęcie ograniczające, i to zanim do reszty stracę cierpliwość.
- To niemożliwe. - odparł spokojnie elf - Jeśli cofnę zaklęcie, ponownie będziesz niematerialną energią. Jak wszyscy pamiętamy, twoje poprzednie próby opętania kończyły się śmiercią opętywanego, i szybkim rozpadem materialnej tkanki. Jedynie poprzez moją klątwę, czyli poprzez zmniejszenie i ustabilizowanie twojej mocy masz możliwość kontrolowania tego ciała. Ale spokojnie. Resztę mocy transformuję ja. - powiedział powoli, odkrywając ramię, żeby pokazać identyczną pieczęć, jak miał Eter - Malekith popełnił w swych założeniach podstawowy błąd. Próbował kontrolować moc Eteru. Chciał ją posiąść. - kontynuował, w pełni opanowany - Ja nie zamierzam cię kontrolować. Ja dałem ci możliwość świadomego działania i świadomych wyborów. I proponuję wsparcie w twoich działaniach. Oferuję współpracę. Nic więcej.
- Czekaj, czekaj... - Eter zmarszczył brwi - Co to znaczy ,,transformujesz resztę mocy"? Czemu nie mogę z niej korzystać?
Elf uśmiechnął się krótko.
- To proste. Ona jest tutaj. Wszędzie. - Skjar zrobił gest ręką i ściągnął iluzję z trzech najbliższych wież, ukazując monumentalne, czarne budowle, które przypominały słupy elektryczne, tworzące nad sobą siatkę czarnej energii wokół planety - Będziesz mógł ją odzyskać dopiero wtedy, kiedy nauczysz się kontrolować to, co posiadasz teraz. W razie, gdyby przyszło ci do głowy zabić mnie w tym momencie... Wtedy nie odzyskasz jej wcale.
Eter przeciągnął palcami po włosach, po czym odwrócił się do Lokiego, wyraźnie nie wiedząc, jak ma zareagować. Zwrócił się do niego, odciągnął go kawałek w bok.
- Co do cholery? Rozumiesz cokolwiek z tej paplaniny? - zapytał ściszonym głosem, patrząc spod byka i na elfa i na armię - Weź z nim pogadaj, bo jeszcze chwila, a trafi mnie szlag. Nie chcę żadnych wojen i pseudo politycznych zagrywek, ja chcę tylko niszczyć. Po kolei, jak leci. To chyba nietrudne do rozumienia? Ty się możesz bawić w wojny, jak chcesz. Ciebie to kręci bardziej, niż mnie.





Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James B.I will bite you
avatar

Data przyłączenia : 25/02/2018
Liczba postów : 484


Cytat : Gucci, Gucci, Prada, Prada
Male


PisanieTemat: Re: Gotowi do rozkazów    Pon Kwi 02, 2018 7:17 pm

Lubił tę formę bliskości. Rumlow bardzo często albo przesuwał szczęką, albo policzkiem po policzku Jamesa. Zupełnie jak wielki kocur, oznaczający swojego członka stada. Rozkoszne.
- Mm... - mimowolnie uśmiechnął się, będąc zupełnie nieświadomym tego, że ten wyraz twarzy stawał się dla niego nieco bardziej naturalny i ciepły. - Możesz iść się ogolić, a ja przygotuję jakieś kanapki – zaproponował. - To będzie lepsze niż dobieranie się do siebie teraz, na pewno – zażartował. Mieli na tyle czasu, że mogliby zaliczyć ostry numerek, zjeść śniadanie i ponownie wcisnąć się w garnitury.
Jednak uwagę Zimowego przykuł poruszający się po kwaterze prawnik. Chcąc skontrolować sytuację, opuścił sypialnię. W korytarzu między pokojami stał Ryan, najwyraźniej szykując się do wyjścia. Widząc jednak Jamesa w garniturze, uśmiechnął się pogodnie, podchodząc bliżej.
- No, no – odezwał się. - Nie spodziewałem się, że będziesz wyglądać aż tak dobrze – przyznał szczerze, sięgając dłonią krawata Zimowego, żeby poprawić nieco wiązanie, znów nazbyt chętnie się spoufalając.

Loki słuchał, ale milczał, chcąc podzielić się swoim zdaniem z Eterem dopiero, gdy będzie to odpowiednio bezpieczne. Odciągnięty na bok, odwrócił się w stronę mrocznych elfów tyłem, zwracając przy tym uważny wzrok na demona.
Mimowolnie uśmiechnął się pod nosem, nienachalnie opierając dłoń na jego przedramieniu.
- Wojna to też niszczenie. Nieco bardziej kontrolowane, ale jednak – powiedział, krótko oglądając się przez ramię, zaraz wracając spojrzeniem do rozmówcy. - Zrób to tylko dla korzyści, Eterze. Najbardziej racjonalne... Zawiąż z nim sojusz i wykorzystaj współprace dla własnych korzyści. To pomoże ci zapanować nad mocą. A potem zabierzesz mu wszystko. Władzę, moc, tę planetę. Co jest kosztem? Nic. Bo dalej będziesz niszczył... Na początku zgodnie z jego założeniami, a później damy upust twej sile – obiecał, mówiąc przyjemnie ściszonym głosem, jawnie kusząc go i nęcąc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArkashDon't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/10/2017
Liczba postów : 451


Male


PisanieTemat: Re: Gotowi do rozkazów    Wto Kwi 03, 2018 12:42 am

Kiedy James odszedł, najemnik ruszył za nim, sprawdzając, czy Ryan wrócił do siebie. Nie wrócił. I jak zwykle był wkurwiający. Rumlow tym razem niespecjalnie udawał sympatię. Nawet nie próbował. Podszedł prosto do niego. Chwycił go za przód marynarki. Schylił się od niechcenia, zaciskając drugą dłoń w pięść.
- Dotknij Jamesa jeszcze raz bez jego zgody, a wyłamię ci ręce. - wycedził ze źle tłumioną furią - Spieprzaj dowalać się do jakiegoś innego faceta, dopóki jeszcze możesz chodzić o własnych siłach, Ryan. - Crossbones zmierzył go wzrokiem sugerującym, że jest teraz daleki od jakiegokolwiek żartu - Czy. To. Jasne?
Puścił go i otworzył drzwi.
Był o krok od wykopania go na zewnątrz.


- Czyli jednak zabawa w wojnę? - mruknął niechętnie Eter - Nie lubię tych racjonalnych gadek i podchodów, ty się tym zajmuj, nie ja. - dodał z irytacją - Może za krótko jestem człowiekiem, ale nie mam do tego żadnej cierpliwości. Chcesz armii? Dobra, wezmę ją. - założył ręce - Podejdź jakoś tego elfa, żeby oddał mi moc, poza tym, reszta jest mi całkiem obojętna. Wcale nie obiecuję, że będę niszczyć cokolwiek, z jakimikolwiek wytycznymi, ale jak sobie chce, sam się naraża na straty. - dodał z irytacją. - To co? Może jakieś wpadające w ucho przemówienie o pojednaniu, władzy nad światem, czy czymś w ten deseń? Jesteś w tym dobry. Ja tylko powiem, że mogę otoczyć ich patronatem, tak jak jak chce ten mag. Jak to wyjdzie w praktyce, nie jestem w stanie stwierdzić. Ale czemu nie, skoro dzięki temu odzyskam moc... - zastanowił się - No, Loki. Pokaż panu namiestnikowi w jakiś przyjemny sposób, że gówno wie i gówno potrafi, bo szczyl działa mi tą przemądrzałością na nerwy. A potem możemy wrócić do niszczenia. Z armią lub bez.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James B.I will bite you
avatar

Data przyłączenia : 25/02/2018
Liczba postów : 484


Cytat : Gucci, Gucci, Prada, Prada
Male


PisanieTemat: Re: Gotowi do rozkazów    Wto Kwi 03, 2018 11:42 am

Ryan wiedział, że stąpa po cienkim lodzie, ale nie spodziewał się aż takiego wybuchu emocji ze strony Rumlowa. Czym prędzej opuścił pomieszczenie, nie zamierzając dać się wciągnąć w większą potyczkę. Znał swoje możliwości i dobrze wiedział, że z kimś tak nieobliczalnym jak Brock nie powinien zaczynać...
Natomiast zaskoczony tym wszystkim James zupełnie nie wiedział, jak należy się zachować. Trochę niepewnym krokiem podszedł do Crossbonesa, zaraz kładąc mu dłoń na ramieniu.
- Ej - odezwał się, podchodząc bliżej. - Daleko mu do ciebie - dodał ciszej, chcąc uspokoić jego emocje, zapanować nad nim. Przysunął się bliżej, wolnym i nieco ostrożnym ruchem obejmując jego ciało ramionami tak, żeby dłońmi sięgnąć do paska garniturowych spodni. Nie mówiąc nic więcej, zaczął go rozpinać, szczerze ciekaw czy i tym razem mimo sytuacji z Ryanem Brock odwzajemni jego zainteresowanie.
Sam James miał ogromną potrzebę pokazania mu, że należy tylko do niego.

- Do tego zmierzam, Eterze - stwierdził, posyłając mu jeden ze swoich figlarnych, zadziornych uśmiechów. - On musi tylko myśleć, że zrobimy to, czego pragnie - dodał po chwili, zaraz odwracając się w kierunku porzuconych rozmówców. Swobodnym, pełnym gracji krokiem zbliżył się do nich.
- Nasze i wasze oczekiwania są jasne - odezwał się w końcu, zwracając uważny wzrok na maga, którego należało przekonać. - My wam pomożemy, wy pomożecie nam. Nie ruszymy jednak na wojnę, dopóki Eter nie będzie dysponował sobą w pełni. Tylko całkowicie silni możemy narażać się. Nie wcześniej - brzmiał twardo, pewnie, choć nadal w jego głosie była ta miękka, zachęcająca nuta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArkashDon't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/10/2017
Liczba postów : 451


Male


PisanieTemat: Re: Gotowi do rozkazów    Wto Kwi 03, 2018 7:24 pm

Rumlow i tak był zdania, że potraktował prawnika bardzo ulgowo. W końcu nie przywalił mu w pysk ani nie wybił barku, tylko bardzo standardowo postraszył. Nie był nawet w furii. Kiedy drzwi się zamknęły, zdołał ochłonąć nieco bardziej, choć stan irytacji nadal utrzymywał się na wysokim poziomie. Dopiero, kiedy James zareagował ostrożnością, Brock skonstatował, że może nie powinien się tak ciskać. Że - może - reaguje za gwałtownie.
James potrafił działać na niego na dwa sposoby; albo go uspokajał, albo wpieniał jeszcze bardziej, w zależności od sytuacji i stopnia zawiłości problemu. Tym razem, kiedy Crossbones nie był wściekły a jedynie rozdrażniony, skupienie jego uwagi na bliskości było bardzo skuteczne.
- Mmm. - mruknął z aprobatą, mrużąc oczy. Chociaż nadal był w bojowym nastroju, ochota na mordobicia już mu przechodziła. Brock sięgnął do paska i pomógł Jamesowi w rozpięciu go, wyraźnie niecierpliwie. A potem położył Zimowemu ręką na piersi i popchnął go stanowczo do drzwi, które były najbliżej, żeby zaraz pocałować go w usta, i pogłębić pocałunek w bardziej drapieżny, pożądliwy sposób.


- Rozumiem. - elf rzucił Lokiemu dłuższe spojrzenie, jakby z wolna rozpatrywał sprawę - Trzeba więc będzie umożliwić mocy Eteru samorozwój i możliwość ustabilizowania. Zakładam, że to potrwa... - westchnął, po czym uśmiechnął się krótko, przystając na warunki - W międzyczasie mogę zaproponować wam do dyspozycji jeden z pałaców, skoro Eter jednak zdecydował się na naukę kontrolowania mocy. Jedynym słusznym rozwiązaniem byłoby wasze pozostanie w Svartalfheimie, gdzie Eter nie będzie odcięty od reszty swojej energii. - wyjaśnił mag. Po chwili uniósł ręce. Ściągnął iluzję z najbliższych budowli, ukazując kilka zawiłych konstrukcji z czarnego granitu. - Budynki na wschodzie nadal są puste. Północ i zachód zajmuje wojsko. Południe czarodzieje. Ludność cywilna pozostanie w podziemiach na czas zbrojeń. - dodał, od niechcenia przygładzając białą szatę. - Byłoby wielce stosowne, gdybyście ani ty, ani Eter nie niszczyli tutaj niczego. Polecam raczej Muspelheim lub Alfheim pod taką zabawę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James B.I will bite you
avatar

Data przyłączenia : 25/02/2018
Liczba postów : 484


Cytat : Gucci, Gucci, Prada, Prada
Male


PisanieTemat: Re: Gotowi do rozkazów    Wto Kwi 03, 2018 7:34 pm

Znaleźli się w salonie. James oddał pocałunek, jednocześnie kładąc dłonie na jego bokach, kierując się w głąb pomieszczenia. Ciągnął go delikatnie za sobą, nie chcąc w tej chwili, żeby dystans między nimi zwiększał się w jakimkolwiek stopniu.
Chciał tego ciała.
Korzystając z rozpiętych spodni Rumlowa, Zimowy sięgnął tam ludzką dłonią, odnajdując materiał bokserek. To przez niego zaczął pieścić członka mężczyzny, masując go z wyczuciem, pobudzając.
Mieli na tyle dużo czasu, że mogli sobie pozwolić na drobną zabawę i rozluźnienie.
- Chcę... - szepnął nieświadomie między kolejnymi pocałunkami, pewniej napierając na jego męskość, stymulując ją. Stalową dłonią walczył z guzikami marynarki, czując, że robi mu się coraz cieplej.

Loki byłby w stanie przystać na taką propozycję bez chwili zastanowienia – on za zamkami wręcz przepadał, a jeszcze jakby zyskał władzę nad tym rejonem, to byłby niesamowicie zadowolony. Nim jednak decyzja zapadła, rzucił okiem w stronę Eteru, chcąc dać mu to poczucie władzy, wrażenie, że zawsze to on ma do powiedzenia ostatnie słowo.
- W porządku – powiedział, gdy zauważył aprobatę ze strony Demona.
Niedługo później udali się w stronę wskazanych rejonów.
- Gdy tylko zdobędziemy całą twoją moc, Eterze, proponuję zniszczyć maga jako pierwszego – rzucił zupełnie pogodnie, zwracając się w stronę mężczyzny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArkashDon't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/10/2017
Liczba postów : 451


Male


PisanieTemat: Re: Gotowi do rozkazów    Wto Kwi 03, 2018 9:42 pm

Kiedy obaj znaleźli się w salonie, Brock pociągnął Jamesa w stronę kanapy.
- Czekaj... Mmmh, czekaj, może najpierw się pozbawmy ciuchów. Na spokojnie. - zarządził krótko, w nagłym przebłysku logiki - O, właśnie tak... - zsunął rękę na guziki jego marynarki, odpinając guziki po kolei, i ponawiając przy tym pocałunek w bardziej droczący się sposób, zwalniając nieco tempa. Gdyby nie to, że mieli niedługo rozprawę, był niemal pewien, że za kolejne kilka minut oba garnitury byłyby już wygniecione, i że żadne z nich nie zwróciłby na to najmniejszej uwagi. Rumlow w bardzo precyzyjny sposób pozbawiał Zimowego ubrań, przewieszając je luźno przez oparcie najbliższego krzesła, i składając pocałunki na odkrytej skórze. Dodatkowo pieścił go tak, jak James jego, zwalczając nieco pośpiech.
Mieli czas. Przed tak ważną rozprawą wypadało się baardzo dokładnie zrelaksować, uznał.
Swoje ubrania ściągnął już nieco mniej uważnie. Kiedy zostali tylko w bokserkach, rozważył szybko opcje.
- Kanapa, łóżko, inna koncepcja? - mruknął cicho, zsuwając dłoń na jego pośladki i przywierając wargami do ciepłej szyi.


Eter nawet nie udawał, że go to jakoś obchodzi. Równie dobrze mógłby wzruszyć ramionami. Wojny, spiski, knucie... Zupełnie nie chciało mu się w to bawić, zostawił więc Lokiemu wolną rękę. Wiedział, że ani on, ani elf nie będą go w stanie powstrzymać przed realizacją czegokolwiek, co akurat zechce, jeśli przyjdzie mu nagle do głowy wybuchnąć furią. A to robił często. Nie zamierzał więc też niczego nikomu obiecywać. Wątpił, by w ogóle zachciał spełnić jakiekolwiek obietnice. Dużo ważniejszą kwestią była dla niego wolna ręka w działaniu, i oczywiście, odzyskanie mocy. Oprócz tego wszyscy mogli sobie wojować, ile wlazło. Jemu to akurat odpowiadało.
Eter, pomimo nabytej świadomości, dalej był tylko i aż energią. Umysł człowieka znacząco pozwolił mu uzyskać pojęcie osobowości, ale dalej nie miał ani rozwiniętej emocjonalności, ani też specjalnych planów. Jego pojmowanie świata było proste niczym u zwierzęcia. ,,Jest coś, czego pragnę- zdobywam to po najmniejszej linii oporu. Nie ma czegoś takiego? W porządku, poczekam, aż się pojawi." Robił wszystko bez przemyśleń i planów. Bez oczekiwań i zależności. Tego musiał się dopiero nauczyć.
- Istotnie. - mężczyzna podszedł do Lokiego, po czym wskazał któryś z pałaców na wschodzie - Ja zajmę tamten. Spróbuję popracować nad tym kontrolowaniem mocy. - mruknął bez żadnej ekscytacji w głosie - A najpierw idę odpocząć. Kręci mi się w głowie. To ciało jest coraz bardziej irytujące. - podzielił się swoim niezadowoleniem z Lokim - Wcale się nie goi. A ja nie znam się na leczeniu. Może znajdę jakieś... eeeh, elfie środki do tamowania ran. Czy coś. - przesunął dłonią po twarzy w rosnącej irytacji - Nie sądziłem, że materialna forma będzie tak trudna w obsłudze. - prychnął pogardliwie.
Ruszył w stronę wybranego pałacu i przystanął, jakby w zastanowieniu.
- Pokaz mi jeszcze, w którym miejscu mam cię potem szukać. - dodał, nawet w najmniejszym stopniu nie biorąc pod uwagę faktu, że może Loki chciałby go mieć na oku. Eter był w pełni przekonany, że nie będą przebywać razem. Pamiętał dokładnie, że Strange więził Lokiego dwa ostatnie miesiące, i że bóg kłamstw mógł mieć towarzystwa serdecznie dosyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James B.I will bite you
avatar

Data przyłączenia : 25/02/2018
Liczba postów : 484


Cytat : Gucci, Gucci, Prada, Prada
Male


PisanieTemat: Re: Gotowi do rozkazów    Wto Kwi 03, 2018 9:58 pm

W pierwszym momencie myślał o skorzystaniu z kanapy – wygodny i elegancki mebel z perwersyjnie dobrej jakości skóry. Nim jednak rzucił tą propozycją, w jego głowie zaświtał jeszcze jeden, znacznie lepszy pomysł.
Przesunął dłoń na jego kark, samemu odchylając głowę lekko w tył, żeby poddać się pieszczotom na szyi, mrużąc oczy w szczerym zadowoleniu.
- Brock, kiedyś musisz wziąć mnie w kuchni... - odezwał się w końcu. - Mamy tam bardzo fajny blat – dodał po chwili, ale mimo swojej sugestii, pchnął go na elegancki fotel w rogu pomieszczenia. Kiedy już Rumlow zajął wygodne miejsce, James klęknął przed nim, opierając dłonie na kolanach mężczyzny, nieznacznie rozchylając je, żeby znaleźć się pomiędzy jego nogami.
Musnął pocałuinkiem klatkę piersiową partnera, zsunął się niżej, przeciągnął językiem po brzuchu, aż w końcu dosięgnął bokserek. Nie ściągnął ich od razu, najpierw przeciągając językiem po wypukłości widocznej w bieliźnie. Naparł na niego ustami, lekko zaczepiając zębami w bezbolesny, prowokacyjny sposób.
Dopiero wtedy odsłonił jego członka. Objął męskość dłonią i wyprostował się, żeby zacząć go pieścić w ten sposób, patrząc mu przy tym uważnie w oczy. Prowokacyjnie wypiął się, pochylając nad nim, żeby w końcu objąć wargami samą główkę członka, zasysając się na nim dokładnie, skupiając się na tej pieszczocie niezwykle mocno.

Domyślał się, że Eter będzie chciał wymknąć się spod jego pieczy, szukając sobie jakiegoś miejsca, w którym mógłby być niezależny. Loki mimowolnie uśmiechnął się, słuchając jego słów, mając już gotową odpowiedź.
- Pójdę z tobą – odpowiedział, spoglądając w jego kierunku krótko. - Tutaj wszystko jest silniejsze... Także moja moc. Spróbuję zatem zastosować na tobie moje zaklęcia umożliwiające leczenie się ran – wyjaśnił swoją decyzję, nie zamierzając spuszczać go z oczu. Pod tym względem był nieco egoistyczny, ale jego obecność w pobliżu demona nie wynikała z pragnienia zapanowania nad nim. Absolutnie. Raczej... Chciał go obserwować i podziwiać. Właśnie to było w spojrzeniu Lokiego, gdy patrzył na szaloną moc Eteru – fascynacja.
- Później zobaczymy, czy nie zechcesz mieć mnie w komnacie obok, skoro jestem twój – przypomniał mu, wcale nie brzmiąc w tej chwili ulegle, a raczej figlarnie.
Do zamku mieli spory kawałek drogi, więc gdyby Demon chciał, mógłby jeszcze odprawić Boga Kłamstw.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArkashDon't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/10/2017
Liczba postów : 451


Male


PisanieTemat: Re: Gotowi do rozkazów    Sro Kwi 04, 2018 4:47 am

Kiedy James przykląkł, Brock swobodnie ułożył dłoń na jego włosach, nie w dominacji, a pieszczotliwej formie. Uśmiechnął się odrobinę, kiedy jego partner zaczął się droczyć. James wiedział, że Brocka to kręci i świetnie to wykorzystywał. Bawiąc się z nim jeszcze przez materiał, wyzwalał w Rumlowie coś pomiędzy czułością a zniecierpliwieniem, ale to było dobre, bardzo dobre, bo nigdy się sobą nie nudzili. Dotyk ust na twardniejącej erekcji był przyjemnie drażniący nawet przez bokserki, a przypatrywanie się Zimowemu, który potrafił zachowywać się w taki zmysłowy i prowokujący sposób, wywoływało bardzo zbereźne myśli. Brock wplótł palce w jego ciemne, zmierzwione włosy i w zasadzie po raz pierwszy dał sobie chwilę na to, żeby po prostu pozachwycać się jego widokiem, nawet, jeśli nie potrafił powiedzieć mu o tym na głos.
Chociaż, trochę potrafił. Może niekoniecznie komplementami, w tym akurat momencie.
Jego oddech przyspieszył, a adrenalina ponownie wróciła do podwyższonej ilości. Westchnął w przyjemności, kiedy mokre wargi objęły wrażliwą główkę. James tym razem skupił uwagę na pieszczocie dającej bardzo szybkie efekty, i Brock wcale nie zamierzał powstrzymywać dźwięków swojego zadowolenia. Rosnące podniecenie ogarnęło go w gorącej fali od dołu, po brzuchu i klatce piersiowej, powoli napinając mięśnie. Wsparł się mocno o fotel i zacisnął wolną rękę na skórzanym podparciu. Mocno.
- Niech będzie kuchnia. Mmmmh...Tak...
James przekonał go tym razem do swojego pomysłu niezwykle szybko.
- Jeśli... tam dotrzemy. - dodał pomiędzy jednym a drugim pomrukiem aprobaty. - Sądzisz... Że dotrzemy?
Miał wątpliwość w głosie.



W zasadzie, Eter nie tęsknił za samotnością. Miał jej wystarczająco w kosmosie. Towarzystwo przyjął raczej z zaciekawieniem, niż niechęcią. Nie uznawał tego za ograniczenie. Właściwie nie znał pojęcia ograniczenia. Uczył się go dopiero w swojej ludzkiej formie. Gdyby został pozostawiony sam na sam w pałacu, zapewne szybko zająłby się niszczeniem go, nie mogąc ścierpieć przebywania w dłuższym bezruchu.
- Jeśli zdołasz zająć moją uwagę, możesz być tam, gdzie tylko ci się podoba. - Eter nie miał wielkich wymagań, i myślał w bardzo prosty, wygodny sposób - Jeśli nie zdołasz, znajdę sobie jakieś zajęcie szybciej, niż by się zdawało. - posłał mu krzywy uśmiech, w próbie drobnego żartu - Choć wydawało mi się, że w międzyczasie będziesz wolał raczej bawić się w wojny i sojusze, a nie patrzeć na to, jak osmalam granitowe ściany. - dodał, nawet nie ukrywając, że będzie inaczej. - Tylko idiota mógł wpaść na pomysł, by zmuszać energię chaosu do opanowywania się - parsknął - Nie wierzę nawet w najmniejszym stopniu, żeby to mi się udało... - zaznaczył zaraz stanowczo- Spróbuję dla próbowania, i nic poza tym. Jeśli się znudzę, zostawię resztę mocy tutaj, razem z tym całym ,,namiestnikiem" i jego dziwnymi ambicjami.
Skrzyżował spojrzenie z Lokim.
- Więc jednak ,,jesteś mój", tak? - uniósł brew, nieco bardziej, ale nadal nieprzesadnie zaciekawiony - Wyjaśnij mi łaskawie to pojęcie, bo najwyraźniej rozumiemy je na dwa różne sposoby. Ja widzę tylko dwie możliwości. Albo jesteś mi posłuszny, albo jesteś moim wrogiem. - powiedział prosto - To samo tyczy się każdej innej istoty. Ponieważ jednak jesteś chaosem tak samo jak ja, nie podejrzewam u ciebie posłuszeństwa. Ale też nie zachowujesz się jak wróg, co oznacza, że nie chcę cię zniszczyć. - machinalnie kontynuował swoje rozważania, coraz bardziej się nad tym zastanawiając - Wyglądałoby to jak... sojusz, ale, nie okłamujmy się: i dla mnie i dla ciebie to pojęcie nie ma żadnego znaczenia. Zbyt łatwo go zerwać. Pojęcie moralności jest u nas raczej odległe. Myślę więc, że to po prostu kwestia nudy... Nie dorabiaj do tego żadnej idei, Loki. Żadnych osobistych zażyłości. W to nie uwierzę. - zakończył, układając sobie to wyjaśnienie w głowie - Jesteś przy mnie, żeby się nie nudzić, i ja jestem przy tobie z tego samego powodu. - wzruszył ramionami - Zaś co do planów... - zmienił temat - Równie dobrze można by zejść na Ziemię i zacząć mordować. To będzie bardziej ciekawe niż siedzenie tutaj i próbowanie opanowania nieopanowywalnej energii. - mruknął poirytowany Eter.
Nagle przystanął, odwrócił się i chwycił Lokiego za ramię.
- Ach! Zapomniałem o bardzo istotnej kwestii! - diaboliczny uśmiech mężczyzny złagodził się, przybierając wydźwięk wyzwania - Może ty chcesz być mój w zupełnie innym aspekcie? To by akurat było ciekawe... - jego głos zniżył się gardłowo, kiedy ujął go za kark i zbliżył twarz do jego twarzy. Popatrzył mu w oczy tymi czarnymi, mrocznymi ślepiami, w wyraźnym zaintrygowaniu - Doprecyzuj swoją myśl, Loki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James B.I will bite you
avatar

Data przyłączenia : 25/02/2018
Liczba postów : 484


Cytat : Gucci, Gucci, Prada, Prada
Male


PisanieTemat: Re: Gotowi do rozkazów    Sro Kwi 04, 2018 9:26 pm

Bardzo lubił ten moment, w którym Brock łapał go za włosy i przyciskał do swojego ciała mocniej, albo po prostu pieszczotliwie opierał dłoń w tym miejscu, nie robiąc nic więcej. James nie należał do uległych, ale drobne przejawy dominacji zawsze go stymulowały. Tak właśnie odbierał ten gest.
Pieścił go w różnorodne sposoby, raz na jakiś czas sunąc językiem po całym trzonie, żeby później skupić się na samej główce lub jądrach. Następnie brał go po samą nasadę w usta, zasysając się na nim mocno, pieszcząc umiejętnie.
Słysząc głos mężczyzny, odsunął się od jego męskości i z nikłym uśmiechem w kącikach ust, podniósł się z miejsca. Przesunął dłońmi po swoim torsie w geście bardzo męskim, pozbawionym zbytecznej rytmiczności czy przesadnej seksualności. To był James. On nie kręcił biodrami, żeby przykuć uwagę partnera. Miał na to swoje, całkowicie męskie sposoby.
Patrząc Rumlowoi w oczy, sięgnął swoich bokserek i łagodnym ruchem zsunął je z bioder, odsłaniając dumnie stojącą męskość. Nim jednak mężczyzna zareagował, James spokojni odwrócił się i ruszył w kierunku kuchni, dopiero przy progu drzwi zerkając na niego przez ramię.
- Chodź – odezwał się.

Loki spokojnym krokiem szedł w stronę wyznaczonych im pałaców, słuchając monologu Eteru bardzo uważnie. Kiedy padły słowa o przynależności, mimowolnie uśmiechnął się w sposób, który już sam w sobie był jawnym sprzeciwem.
Dopiero przy końcu zwrócił wzrok w stronę rozmówcy, na moment przystając w bezruchu.
- Dobrze wiesz, że mogę być twój tylko seksualnie, prawda? – poinformował go tak, jakby ta kwestia była oczywista i nie pojmował, dlaczego Eter w ogóle rozważał inne opcje. – To właśnie ci sugerowałem – dodał, znów ruszając przed siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArkashDon't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/10/2017
Liczba postów : 451


Male


PisanieTemat: Re: Gotowi do rozkazów    Pon Kwi 09, 2018 4:47 am

Uwaga Rumlowa była przykuwana skutecznie non stop, przy każdym z ruchów Jamesa. Nie mogło być zresztą inaczej. Gdyby mężczyzna próbował skupiać się na czymkolwiek innym, niż przyjmowanych pieszczotach, i tak nic by z tego nie wyszło. Zimowy Żołnierz nieodmiennie go kręcił i nieodmiennie przykuwał jego spojrzenie, tak jak za pierwszym razem, kiedy uprawiali seks, i wcale nie mniej.
W pewnym momencie Brock musiał już mocno kontrolować reakcje, więc kiedy James odsunął się od niego i ściągnął bokserki, chwila odpoczynku pozwoliła najemnikowi na powrót do rzeczywistości.
Kuchnia była całkiem ciekawym wyborem, którego dotąd nie wypróbowywali. Gdy tylko Zimowy opuścił pomieszczenie, Rumlow ruszył za nim, nie oczekując ponagleń. Nakierował Jamesa w stronę blatu, a potem pchnął lekko tak, by tamten usiadł, a następnie położył na wznak, aby zrewanżować się i przygotować Jamesa do zbliżenia. Crossbones wziął jego erekcję do ust, pieszcząc go dłuższą chwilę, a potem przesunął je na jądra, i niżej, sięgając językiem zaciśniętego pierścienia mięśni. Tym razem skorzystał z okazji i wygody ich pozycji, by popastwić się nad kochankiem dla samej frajdy takiej pieszczoty. Jedną ręką trzymał go za udo, a drugą powoli przesuwał po jego członku, w mocnych, ale nie chaotycznych ruchach.



- Jak pewnie zauważyłeś, słabo wyłapuję sugestie. - powiedział krótko - Za bardzo zastanawiam się, jak obrócić to wszystko w pył, żeby mieć jeszcze czas na inne domysły.
Zamknął temat, przyjmując słowa Lokiego do wiadomości. Czy w nie wierzył, czy też nie, to była zupełnie odrębna historia. W ciągu tych wszystkich lat, kiedy obserwował jego działania, z zasady nie wierzył właściwie w nic. Ale też niczego nie oczekiwał.
- Plan jest taki. Odzyskuję moc, niszczę Układ Słoneczny, kieruję się dalej, po prostej linii. - oznajmił, myślami daleko będąc od obecnej chwili - Życie, planety, gwiazdy. Kolejność dowolna. Zdradź mi na czym ty chcesz się skupić. Pomijając fakt zabijania nudy, oczywiście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
James B.I will bite you
avatar

Data przyłączenia : 25/02/2018
Liczba postów : 484


Cytat : Gucci, Gucci, Prada, Prada
Male


PisanieTemat: Re: Gotowi do rozkazów    Sro Kwi 11, 2018 9:32 pm

Wchodząc do kuchni, podejrzewał że raczej Rumlow pchnie go na najbliższy mebel i weźmie, co jego. Czasami zapominał jak bardzo czuły Brock potrafi być, zapewniając mu największa przyjemność, nawet jeśli było to równoznaczne z odwleczeniem własnej rozkoszy.
Ułożył się wedle niemego nakazu i poddał się przyjemności, nie hamując cichego westchnienia, gdy gorące, wilgotne usta objęły jego męskość. Zaciągnął się nieco nerwowo powietrzem, czując pieszczoty bardziej intensywne, pewniejsze.
Potrafił doprowadzać do szału...
- Brock – szepnął niespokojnie, podnosząc się lekko na ramieniu. Sięgnął dłonią jego włosów i ostrożnym gestem odgarnął mu włosy z twarzy, posyłając krótki uśmiech na moment przed tym, gdy znów jęknął rozkosznie, samemu odchylając głowę.
Język. W takim miejscu. Całym jego ciałem wstrząsnął niespokojny dreszcz, gdy pojął jak przyjemną może być taka pieszczota. Doświadczył tego kiedykolwiek? Nie, raczej nie...
Świat zawirował mu przed oczami. Cholernie rozkoszne doświadczenie.
- Nie mamy czasu... Po prostu mnie zerżnij – ponaglił go. Powinni zdążyć nawet z pełnym serwisem, ale on już nie umiał na niego czekać. Naczekał się, dochodząc do siebie w ostatnich tygodniach. Chciał go poczuć, całym sobą, rozkoszując się tym doznaniem bez krzty ograniczeń. Chciał, aby raz jeszcze Brock pokazał, że James należy do niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Gotowi do rozkazów    

Powrót do góry Go down
 
Gotowi do rozkazów
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 21 z 21Idź do strony : Previous  1 ... 12 ... 19, 20, 21

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zona scriptum :: Fantastyka-
Skocz do: