CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 Tag Game

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
ShaelSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 28/11/2017
Liczba postów : 113
Cytat : It's been lovely but I have to scream now

PisanieTemat: Tag Game   Sro Mar 21, 2018 2:05 am



Ostatnio zmieniony przez Shael dnia Wto Sie 14, 2018 9:21 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
7.Don't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/05/2017
Liczba postów : 161
Cytat : Oh! Despicable me.
Wiek : 27
Male


PisanieTemat: Re: Tag Game   Sro Mar 21, 2018 11:03 pm

Daniel Wilczyński

blondyn | niebieskie oczy | gliniarz awansowany na detektywa | 37 lat |  posiada polskie korzenie | 189 cm | 95 kg | znak zodiaku - strzelec



w szczęśliwym związku od jedenastu miesięcy.
straszny zapominalski, przez co często obrywa od swojego partnera, bo mimo dobrych chęci nigdy nie pamięta o urodzinach, świętach i innych pierdołach.
policjant z powołania, od zawsze zależało mu na bezpieczeństwie i sprawiedliwości.
trochę gbur, trochę bardzo. Nie ma najprzyjemniejszego charakteru na świecie, ale mimo to jest szanowany za swoją pracę i lubiany przez kolegów.
spędził trzy lata w wojsku w oddziale specjalnym Marines, ale ze względu na pogarszający się stan zdrowia rodziców zdecydował się zrezygnować.
świetny strzelec, co sobotę chodzi z kumplami z pracy na strzelnicę w ramach rozrywki.
uwielbia sport i wysiłek fizyczny, codziennie rano przed pracą biega, a w każdy środowy wieczór odwiedza policyjny basen.
Potrafi być dobroduszny i okazywać sympatię, choć nie robi tego z taką łatwością jak większość ludzi.
Zazdrosny i zaborczy. Czy wspominałem, że jest gburem?
Był kilka razy postrzelony, zalety wykonywanego zawodu, ale jeszcze nigdy nie był to poważny postrzał.
całkiem nieźle idzie mu zachowywanie zimnej krwi, nie jest to dla niego takie proste jak mogłoby się wydawać, ponieważ przeważnie wewnętrznie przechodzi istne tornado siejące spustoszenie.
nie znosi nic nie robić. Opierdalanie się męczy go jeszcze bardziej niż godzina spędzona na siłowni.
Nienawidzi chodzić na prywatki, gdzie się siedzi i pierdoli o pierdołach, plotkuje i obżera do nieprzytomności. Zasadniczo nie jest zbyt towarzyskim człowiekiem.
jak na prawdziwego mężczyznę przystało lubi whisky, ale nie jest wielkim smakoszem, nie pogardzi też rumem, ale zdecydowanie bardziej woli lane piwo, ciemne i mocne.
kiedyś długo palił, ale udało mu się pozbyć tego nieprzyjemnego nałogu i teraz niechętnie toleruje palące osoby w swoim towarzystwie ze względu na odrzucający dla niego zapach papierosów.
przeciwieństwo materialisty, zasadniczo uznaję zasadę - im mniej, tym lepiej - stąd jego mieszkanie jest ubogie zarówno w meble, jak i jakiekolwiek personalne duperele, których zwyczajnie nie posiada.
nie nosi jaskrawych kolorów ani eleganckich, dopasowanych garniturów. Przeważnie ubiera się w ponure barwy, które doskonale pasują do jego bucowatego charakteru, tak jak jego nieodłączny atrybut, czyli proste jeansy i wygodna skórzana kurtka.

_________________
Spis wątków | Seven deadly sins | Poszukuję
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ShaelSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 28/11/2017
Liczba postów : 113
Cytat : It's been lovely but I have to scream now

PisanieTemat: Re: Tag Game   Czw Mar 22, 2018 10:09 pm

Adrian Ross


brunet | piwne | prowadzi niewielką firmę zajmującą się księgowością | 35 lat | 183 cm | 82 kg


Ma obsesję na punkcie zdrowego odżywiania. Jego kuchnia jest zawsze po brzegi wypchana nie tylko warzywami i owocami, ale najróżniejszymi płatkami, otrębami, nasionami i specyfikami do picia, aby być zdrowym i pełnym energii!

Jest cierpliwy. Potrafi spędzić godzinę w kolejce i nawet nie mrugnąć, przestać popołudnie w korku bez uszczerbku na dobrym humorze i po raz trzeci w ciągu tygodnia, przypomnieć swojemu partnerowi o umówionym wyjściu do kina, nie podnosząc przy tym głosu. Przeważnie.

Nie lubi rozmów o niczym, przez co uchodzi za mało towarzyskiego typa. Jeśli rozmowa go nie interesuje, ani nie dotyczy czegoś istotnego, raczej nie będzie aktywnie w niej uczestniczył.

Nie umie śpiewać. Ani trochę.

Potrafi być naprawdę okrutny i bezlitosny wobec osób, które zranią jego bliskich i w takim wypadku, na nic tłumaczenia i błagania.

Lubi zwierzęta, a zwłaszcza psy. Jest wobec nich absolutnie bezsilny, dokarmia je przy stole, pozwala spać w łóżku i kupuje coraz to nowe zabawki.

Przed poranną kawą potrafi być naprawdę marudny.

Jego ojciec umarł, kiedy Adrian miał czternaście lat, matka z kolei dożywa swoich lat w niewielkim mieszkanku, bardziej przywiązana do przyjaciółek, z którymi grywa namiętnie w karty, niż do własnego syna.

Wręcz pożera książki. Głównie różnego rodzaju pozycje popularnonaukowe, rzadziej fabularne, a jeśli już po nie sięga, zwykle nie jest to trzymająca w napięciu, targająca nerwy lektura.

Na co dzień nosi proste, czarne spodnie i koszule, lub cienkie swetry kiedy jest chłodniej. Nie lubi jednak nosić marynarek, posiada tylko dwie i zakłada je tylko kiedy zachodzi taka potrzeba.

Posiada na całym ciele kilka blizn i utrzymuje, że nabawił się ich za młodu, podczas paru głupich wyskoków z przyjaciółmi.


Ostatnio zmieniony przez Shael dnia Wto Sie 14, 2018 9:20 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
7.Don't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/05/2017
Liczba postów : 161
Cytat : Oh! Despicable me.
Wiek : 27
Male


PisanieTemat: Re: Tag Game   Czw Mar 22, 2018 10:34 pm

Stojąc w korku nie irytował się na sam korek, zasadniczo utrudnienia w komunikacji nie sprawiły, że właśnie spóźniał się od dobrych trzydziestu minut na umówioną kolację. Sam był sobie winien. Obiecał, że tym razem uda mu się dotrzeć do domu na czas i że Adrian może spokojnie bawić się w szefa kuchni. Niestety, jak na złość, za bardzo wczuł się w swoją sprawę i zamiast wyjść o odpowiedniej porze, zasiedział się jak ten skończony idiota, kompletnie zapominając o swojej ślicznej żonce przygotowującej kolację. Właściwie dopiero kumpel go szturchnął i sugestywnie dał znać, że chyba od dawna nie powinno go być na posterunku i zapewne ma baaardzo ważne rzeczy do roboty w domu. To był moment olśnienia. Właśnie wtedy Daniela strzeliło i zerwał się na równe nogi, ale był to również koniec, ponieważ, gdy spojrzał na zegarek uświadomił sobie nieuniknione – korki. Zapominając wyjść wcześniej z pracy przekroczył tę magiczną strefę, kiedy jeszcze na ulicach było stosunkowo pusto i do domu docierało się nie w godzinę, a dwadzieścia minut.
- Kurwa... – i w ten sposób skończył pośrodku jednego wielkiego zatłoczonego pasa, gdzie wszyscy na siebie nawzajem trąbili, choć doskonale sobie zdawali sprawę, że nic to nikomu nie da. Na domiar złego, choć bojaźliwym człowiekiem nie był, na komórkę nawet nie chciał patrzeć i na wszelki wypadek nie włączył głosu po wyjściu z pracy, jakby przedłużając nieuniknione.
Ale, ale, ale! Wilczyński się nagle zorientował, że tego dnia wszystkie siły, łącznie z tymi naturalnymi, postanowiły zawrzeć sojusz przeciwko niemu, ponieważ oto w ten piękny słoneczny dzień nagle spochmurniało i lunęło deszczem.
- Kurwa. – z przyjemnością splunąłby na tę sytuację, ale w samochodzie nie wypadało. Dłuższą chwilę zastanawiał się nad jednym manewrem, aż westchnął gorzko i skręcił w wąską uliczkę, tym samym decydując się na objazd. Co prawda nie miał pewności, że dzięki temu dotrze szybciej, ale przynajmniej zamiast stać będzie jechać, co dla niego było o wiele przyjemniejsze. Chwilę później miał pożałować swojej decyzji.
Tak więc półtorej godziny później stanął przed drzwiami własnego domu. Obrzucił je ciężkim spojrzeniem i dokonując cudów akrobacji otworzył je i wsunął się do środka, stając na wycieraczce. Określenie „przemoczony szczur” nie było ani przesadzone, ani wystarczające, by móc opisać beznadziejność Daniela. Przemókł do suchej nitki, był kompletnie zziębnięty i czuł, że absolutnie wszystko ma mokre, a mimo to stał na tej cholernej wycieraczce i ani myślał ruszyć się o krok. Zasadniczo wiązało się to poniekąd z zasadą nie roznoszenia większej ilości brudu, czy wody, po większej powierzchni, ale poza tym pod połami swojego płaszcza trzymał małe zawiniątko, którego jeszcze nie było widać.
- Kochanie, wróciłem. – rzucił niby tak jak zawsze, ale w jego głosie dało się wyczuć zarówno drżenie ze względu na chłód, jak i przepraszającą nutę. - Będę wdzięczny za ratunek. – delikatnie sobą potrząsnął dając do zrozumienia, że z przyjemnością pożegnałby się z wszystkimi mokrymi częściami swojej garderoby. Wszystkimi.

_________________
Spis wątków | Seven deadly sins | Poszukuję
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ShaelSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 28/11/2017
Liczba postów : 113
Cytat : It's been lovely but I have to scream now

PisanieTemat: Re: Tag Game   Czw Mar 22, 2018 11:42 pm

Z pracy wyszedł chwilę wcześniej, od rana starając się załatwić wszystkie naglące sprawy, z których część potencjalnie mogła się wiązać z naprawdę satysfakcjonującym przypływem gotówki, co poprawiło mu humor jeszcze bardziej, chociaż już od rana nie mógł na niego narzekać. Daniel w pracy spędzał lwią część czasu i takie dni jak ten, kiedy miał wyjść z niej o czasie, po to, aby chociaż raz na jakiś czas mogli zjeść razem obiad, był niemal jak nieco naciągana randka. Po drodze do domu kupił nawet ciemne piwo, jako że obaj woleli właśnie ten trunek od wina.
Mama kiedyś mu wspominała o tym, że do pewnych smaków, takich jak gorzka czekolada, kawa i właśnie wytrawne wino, trzeba dorosnąć. Cóż, miał w tym momencie trzydzieści pięć lat i uważał się za całkiem dorosłego, a jednak chociaż kawę pokochał, a gorzką czekoladę przestał nienawidzić, wino wciąż nie było czymś, co gładko przechodziłoby mu przez gardło.
Wizyta w sklepie na szczęście nie przeciągnęła się zanadto. Kupił wszystko, co znalazło się na liście, czyli dokładnie to, czego brakowało w domu, a czym okazał się naprawdę imponujący kawałek łopatki wołowej, którego miał zamiar usmażyć do pieczonych warzyw. Dzięki takiemu zabiegowi miał nadzieję uszczęśliwić swojego faceta bardzo męskim posiłkiem, przy okazji niepostrzeżenie karmiąc go czymś zdrowszym niż poprzerastane tłuszczem, zwierzęce białko, nad którym właśnie pracował, przerzucając je na patelni, żeby zdążyło jeszcze odpocząć po usmażeniu.
W czasie, kiedy steki się smażyły, przygotował stół i wstawił piwo do lodówki, aby było gotowe na wieczór i zerknął na zegar, mrużąc lekko oczy, kiedy zobaczył godzinę.
Nie, żeby się nie spodziewał.
W ciągu tych dziewięćdziesięciu minut czekania zdążył wypić jedno piwo, schować warzywa do naczynia, w którym podobno miały być dłużej ciepłe, zadzwonić do swojego partnera cztery razy i położyć na talerzach mięso, przyrzekając sobie w duchu, że będzie patrzył, jak Daniel je zimny, krwisty stek. Uśmiechając się przy tym i zapewniając, że nie jadł w życiu lepszego i tak właściwie, to na zimno nawet lepiej mu smakuje.
Te słodkie rozmyślania przerwał mu w końcu dźwięk otwieranego zamka, a chwilę później skrobanie butów na wycieraczce. Podniósł się z fotela i powoli przeszedł do korytarzyka prowadzącego do drzwi wejściowych.
Najpierw w oczy zdecydowanie rzuciła mu się kałuża wody zbierająca się wokół nóg mężczyzny i pożerająca kolejne milimetry ciemnych paneli, w jego głowie już samą swoją obecnością tworząc obraz rozłażącej się od wilgoci podłogi i zbierającej się pod nią wody. Dopiero sekundę później jego spojrzenie przesunęło się po przemoczonych spodniach i skórzanej kurtce, która, chociaż wyglądała zazwyczaj obłędnie na jego szerokich barkach, obecnie udowodniła swój brak użyteczności w starciu z oberwaniem chmury. Na sam koniec zostawił sobie jego szczękę i przyklejone do czoła włosy, mokre do tego stopnia, że zamiast kręcić się delikatnie, zwyczajnie leżały plackiem w takiej pozycji, w jakiej zażyczyły sobie tego krople deszczu. Mimochodem łapiąc jego spojrzenie, nie utrzymał go, zamiast tego odwracając się i zwyczajnie wychodząc z przedpokoju i mogłoby się wydawać, że w tym dokładnie momencie postanowił olać tę sprawę, jednak dosłownie chwilę później wrócił, w dłoni trzymając białą miskę na pranie i z dosyć głośnym stuknięciem stawiając ją tuż przed nim.
- Rozbierz się, zanim dostaniesz zapalenia płuc. – powiedział tonem, po którym ciężko byłoby wyczuć, czy jest faktycznie zły tym, że musiał czekać tyle czasu, a obiad, który przygotował, jest już zupełnie zimny, czy może zmartwiony stanem, w jakim zastał swojego partnera. - A potem wyjmij telefon i powiedz mi, ile razy nie odebrałeś. - dodał już z cieniem pretensji, a widząc absolutny brak współpracy, schylił się, aby ściągnąć ze stóp skarpetki, woląc już pomoczyć gołe stopy i dopiero wtedy podszedł bliżej niego, chcąc zacząć od tej przeklętej kurtki, z której wszystko tak idealnie spływało na podłogę.
- Co to? - spytał najpierw odruchowo, widząc niewielką, trzęsącą się w jego ramionach jak galareta kulkę futra i w dokładnie tej chwili, wyraz jego twarzy zmienił się diametralnie – A co to za zmarznięte biedactwo? Przywiozłeś nam psa? - spytał, uśmiechając się i wychylając do jego policzka, cmokając go krótko i w tym samym czasie przechwytując szczeniaka – Chodź, trzeba cię wytrzeć i porządnie rozgrzać. - zamruczał do pieska, przytulając go do piersi, kierując się w stronę łazienki, żeby znaleźć jakieś ręczniki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
7.Don't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/05/2017
Liczba postów : 161
Cytat : Oh! Despicable me.
Wiek : 27
Male


PisanieTemat: Re: Tag Game   Pią Mar 23, 2018 12:18 am

To wcale nie było tak, że mężczyzna planował zepsuć ten wieczór ani każdą inną okazję, jaką Adrian tak skrupulatnie zaplanował od A do Z. I za każdym razem, nawet jeżeli tego nie było widać, czuł się gorzej z tym, że ponownie go zawiódł. Co więcej, tworzył masę przypomnień, zostawiał sobie w pracy na monitorze karteczki i prosił najlepszego kumpla o wsparcie, ale mimo tego wszystkiego zdarzyło mu się nawalić. Jasne, nie była to codzienność, ale od czasu do czasu wpędzał kochanka w ten nieprzyjemny stan niezadowolenia, gdy po raz kolejny zapomniał o czymś istotnym, a przeważnie był to tak skrupulatnie wydzielony czas tylko dla nich przygotowany przez Adriana, a tak nieszczęśliwie zapomniany przez Daniela.
Nauczył się już, że tłumaczenie się czy wyszukiwanie usprawiedliwienia, nawet jeżeli było prawdziwe, w niczym nie pomagało. Rozumiał to doskonale. Nikt nie chciał słuchać dlaczego znowu nie dotarł na czas, po prostu chcieli, żeby się pojawił, tak jak reszta społeczeństwa. Któregoś razu partner na tyle się zdenerwował, a może zatroszczył o biedną głowę Daniela, że sprezentował mu zegarek, jakby tego było mało wpadł w szał zakupowy surfując po wszystkich znanych sobie stronach ze zdrową suplementacją i nabył całą masę specyfików poprawiających myślenie. Od tamtej pory wszelkie ścierki i gabki musiały wyemigrować do innego miejsca, a dokładniej tam gdzie Adrian zdecydował się je przesiedlić, by na ich miejsce w szufladzie posadzić całą masę buteleczek i słoiczków z witaminami. Jakby tego było mało tworzył zdrowe soki z każdej możliwej rośliny, a blondyn przestał w końcu pytać z czego ten wywar i jedynie grzecznie wypijał kolejny paskudny napitek, chociaż ledwo przechodziło mu to przez gardło. Być może był gburem i o wielu sprawach nie pamiętał, ale zależało mu na partnerze i choćby tamten robił najpaskudniejsze soki na świecie, to jeżeli tylko wypicie tego świństwa wywoła uśmiech na twarzy bruneta, to wypije choćby miało go to zabić.
Teraz jednak sytuacja wyglądała na beznadziejną. To był pierwszy, starannie wygospodarowany czas od dłuższego czasu i Adrian naprawdę cieszył się na tę okazję. Nie zrozumcie mnie źle, Daniel również chciał spędzić ten czas ze swoim partnerem, ale jakoś tak wychodziło, że był przeobrzydliwym pracoholikiem, który czasami nie pamiętał, że istnieje świat poza jego robotą. A na domiar złego, choć byli ze sobą prawie rok, nie potrafił się przyzwyczaić do tego, że nie był już singlem, na którego nikt nie czeka w domu, ale szczęśliwie zakochanym partnerem wspaniałego faceta.
- Zapomniałem włączyć głos, przepraszam. – powiedział łagodnie, bo wchodzenie w szczegóły, a tym bardziej próba denerwowania się na partnera za jego dopytywanie się skończyłaby się jeszcze gorzej, więc wolał skapitulować i przyjąć mniejszą karę za grzechy niż słuchać później tyrad przez kolejne dni.
- Jakiś skurwiel się nad nim znęcał, a potem chciał wywalić w tę ulewę na ulicę. – burknął wyraźnie przypominając sobie złość, która w tej chwili na powrót się rozpaliła. Może nie był typowym psiarzem, ale nie tolerował znęcania się nad zwierzętami. - A ty zawsze chciałeś psa. – dodał, gdy Adrian obdarowywał go pocałunkiem. Gdy poczuł, że może zwolnić uścisk, przekazał czarną przerażoną kulkę w bezpieczne ręce partnera, a sam zabrał się za rozbieranie i ściąganie tych niemiłosiernie ciężkich i lodowatych ubrań. Czuł jak razem z ubraniami zrzuca ze swoich ramion jakiś ogromny ciężar, ale mimo to czuł się potwornie zmęczony. Dopiero teraz uświadomił sobie jak bardzo potrzebuje odpocząć i nim brunet do niego wrócił, wyciągnął z tylnej kieszeni komórkę, zignorował te sześć walących po oczach nieodebranych połączeń, i szybko napisał smsa do swojego przełożonego.
- Wziąłem wolny weekend. – powiedział, gdy zauważył ruch koło siebie. Wyprostował się, odgarnął wreszcie włosy z czoła, by móc je zaczesać do tyłu i przyjrzał się mężczyźnie. - Mam nadzieję, że nie masz planów. – uśmiechnął się zawadiacko, a w połączeniu z tym, że stał w samych bokserkach wyglądało to co najmniej zabawnie.
- Ubiorę suche ciuchy i zaraz przyjdę jeść. Zjem wszystko, choćbym dostał samą sałatę. – dodał jeszcze w nadziei, że to chociaż trochę poprawi kochankowi nastrój, bo trudno było o taką deklarację usłyszeć z ust Daniela, który przeważnie narzekał na każdą ilość zieleniny na swoim talerzu.

_________________
Spis wątków | Seven deadly sins | Poszukuję
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ShaelSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 28/11/2017
Liczba postów : 113
Cytat : It's been lovely but I have to scream now

PisanieTemat: Re: Tag Game   Pią Mar 23, 2018 7:05 pm

Zabrał psiaka do łazienki, wciąż trzymając go na rękach i już powoli czując, jak jego koszula chętnie czerpie wilgoć mokrego futerka, a na wysokości jego żeber powstaje coraz większa, mokra plama, na której dostrzec można było ślady łapek zostawione, kiedy szczeniak zestresowany tym, że zabierano go od jego wybawcy, lekko się opierał. Szybko jednak skapitulował, obecnie leżąc tak samo bezwładnie w jego ramionach, jak wcześniej w ramionach Daniela, pozwalając się dokładnie wytrzeć i zawinąć z polarowy kocyk.
Adrian odłożył zawiniątko na razie na podłogę, upewniając się jeszcze, że wokół nie ma nic, czym maluch mógł zrobić sobie krzywdę, gdyby zdecydował się jednak opuścić prowizoryczny becik.
Wtedy wrócił do łazienki, bo drugi, zdecydowanie większy ręcznik, z którym przeszedł do przedpokoju, zatrzymując się naprzeciwko mężczyzny i chwilę tylko na niego patrząc, z delikatnym uśmiechem czającym się w kąciku ust, kiedy ten rozbierał się, w końcu wrzucając do przyniesionej wcześniej miski ostatnią część garderoby, zostając tylko w bieliźnie.
- Gdyby każda ulewa wiązała się z takimi atrakcjami, chyba polubiłbym deszcz. - powiedział, całkiem ostentacyjnie go sobie oglądając, kiedy podchodził z ręcznikiem, ostatecznie zarzucając mu go na mokre włosy – Jak można być takim gnojem. - zaburczał, zerkając krótko na psiaka i zaraz uśmiechając się lekko – Chodź, mój bohaterze. - parsknął, wycierając mu głowę i po dłuższej chwili ściągając ręcznik z jego oczu, żeby owinąć go wokół ramion blondyna, jednocześnie zastanawiając się nad sprawą nieco poważniejszą, niż zapominalstwo jego partnera, czy szczeniak, który nie ruszył się wciąż z miejsca, którym go zostawił.
Weekend. Już zdążył się przyzwyczaić, że w soboty jest sam, że traktował je jako... Dzień pracujący. Szeroko pojęty dzień pracujący. I chociaż nie wiązało się to z każdą kolejną, bo zdarzały się i takie, kiedy zaraz po tym, jak wstał, upewniając się, że Daniel zjadł przed wyjściem do pracy pełnowartościowe śniadanie, zwyczajnie wracał do łóżka, ta konkretna sobota była zajęta. A raczej była do niedawna.
- Nic, czego nie mógłbym przełożyć. - uśmiechnął się, w tym samym momencie usilnie myśląc nad tym, jak rozwiązać to rozwiązać w odpowiedni sposób.
Jeśli nie w sobotę, to w piątek musiał załatwić sprawę. Ach, nie lubił takich sytuacji. Planował wszystko, z naprawdę dużym wyprzedzeniem, dopracowywał każdy drobiazg, co do najmniejszego szczegółu i nie znosił, kiedy coś psuło mu plany, a w tym wypadku, chociaż mógł odmówić, nie chciał znów wymyślać jakiejś idiotycznej wymówki. Co takiego ważnego mógłby mieć do załatwienia w sobotę? Niewiele. Na szczęście, jego paranoja wiązała się z tym, że miał nie tylko plan A i B, ale również C i D, tak na wszelki wypadek. Na przykład taki, jak dręczony wyrzutami sumienia facet, który postanowił wypocząć, wspólnie spędzając cały weekend.
W takich sytuacjach Adrian całkiem wyraźnie przypominał sobie, dlaczego tak uwielbia tego mężczyznę. Był po prostu uroczy.
- W piątek wrócę w takim razie później, ale potem całe dwa dni nasze, tak? - upewnił się, zostawiając mu puszysty ręcznik na ramionach i robiąc krok w tył, żeby zabrać miskę z mokrymi ubraniami – W takim razie też się przebiorę i pójdę odgrzać. - kiwnął głową na zgodę, odstawił miskę do łazienki i założył jeszcze coś suchego, nie chcąc już wyciągać świeżej koszuli i kończąc w zwykłym, czarnym T-shircie.
Już ubrany, idąc do kuchni, podniósł z podłogi szczeniaka, przenosząc go do jadalni i układając na przyniesionej z kanapy poduszce, przy której postawił miseczkę z wodą i zabrał się za obiad.
- Sądzisz, że można mu pokroić trochę tego mięsa, jak obkroję, żeby nie jadł smażonego? Nie mamy nic chyba, co mógłby zjeść...- wydął lekko wargi, patrząc na dosmażające się steki.
Cóż, na pewno nie będą tak smaczne, jak mogłyby być godzinę temu, ale miał nadzieję, że chociaż już nie krwiste, będą się nadawały do jedzenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
7.Don't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/05/2017
Liczba postów : 161
Cytat : Oh! Despicable me.
Wiek : 27
Male


PisanieTemat: Re: Tag Game   Pią Mar 23, 2018 7:40 pm

- Tylko powiedz, a codziennie będę robił po pracy striptiz tylko dla Ciebie. – wyszczerzył się diabelsko i pochylił głowę, by mężczyźnie było wygodniej czochrać ręcznikiem jego włosy. Złote kędziorki często wywijające się w urocze loczki wcale nie sprawiały, że Daniel wyglądał zniewieściale czy pizdowato. Wręcz przeciwnie. Dodawały mu tylko uroku osobistego, którego nawet pomimo włosów w kolorze pszenicy, mu nie brakowało. Zasadniczo wiele zawdzięczał wrodzonej charyzmie, która nadrabiała za jego gburowatość i zaborczość. Niejednokrotnie jego głupia brawura ratowała mu dupę, nie tylko dosłownie, ale przede wszystkim w sytuacjach wyjątkowo żenujących, gdzie trzeba było uchronić swoją dumę. Tak jak wtedy, gdy podczas zajęć z samoobrony, jeszcze w akademii policyjnej, jego koleżanka z roku przypadkiem zasadziła mu takiego kopa między nogi, że upadł i nieomal zrzygał się jej na buty, a żeby wyjść z całej sytuacji z godnością, to je pochwalił. I nikogo nie obchodziło, że wszyscy mieli takie samo obuwie, jej mina była bezcenna.
- Hej, nie musisz nic przekładać. – ujął go za ramię, chcąc przytrzymać mężczyznę jeszcze chwilę dłużej, tym samym wykorzystać sytuację i skraść mu całusa. - Zrób co masz zrobić, a ja na Ciebie poczekam w domu. I tak mamy nowy obowiązek. – to ostatnie wypowiedział niekoniecznie zachwycony takim obrotem spraw, ale nie zamierzał jakoś długo smęcić z tego powodu. Od początku ich znajomości zdawał sobie sprawę, że mężczyzna wprost ubóstwia psy, ale dopiero dzisiaj, gdy zobaczył tę czarną kulkę nieszczęścia zdecydował, że przeznaczenie postanowiło mu wpakować w ręce coś co nie tylko chwilowo udobrucha niezadowolonego kochanka, ale sprawi mu długotrwałą przyjemność z posiadania czworonożnego przyjaciela. Zazdrość o psa była niedorzeczna i był ponad takie popieprzone akcje, ale mimo wszystko, jak przystało na typowego terytorialnego samca, wcale nie chciał pozwolić się zepchnąć szczeniakowi na drugi plan, a już tym bardziej pozwolić na to partnerowi.
Po drodze do sypialni, dorzucił do sterty mokrych ciuchów jeszcze bokserki i przewiązał ręcznik w pasie. Dopiero w pokoju osuszył się do końca, aż mógł na wychłodzone ciało wsunąć świeże bokserki, miękkie dresowe spodnie, t-shirt i na niego bluzę. Kompletnie ubrany wrócił najpierw do salonu, bo jakoś nie mógł zostawić tej małej powodzi jaką sprowadził do przedsionka i zamiast poczekać na ratunek Adriana, sam zabrał się za sprzątanie swojego bałaganu. Odłożył wycieraczkę na suszarkę w łazience, a gdy wyżymał odpowiednio szmatę, ją również odwiesił. Z poczuciem spełnionego obowiązku zaszedł do kuchni, gdzie jego urocza żonka, nigdy nie ośmielił się w ten sposób nazwać Adriana głośno, przygotowywała posiłek. To właśnie wtedy, gdy usiadł już przy nakrytym stole, ze zdwojoną siłą uderzyły go po mordzie wyrzuty sumienia. Doskonale sobie zdawał sprawę jak wiele wysiłku, energii, ale przede wszystkim uczuć wkłada w ten posiłek jego partner. Teraz nie mógł zrobić nic więcej, ale niedługo miał nadejść ich wspólny weekend i wtedy wszystko mu wynagrodzi. Jeszcze nie wiedział jak, ale z pewnością znajdzie jakiś sposób.
- Przede wszystkim odkrój przyprawione fragmenty. Zwierzęta nie powinny jeść niczego co jest przyprawione. I nie za dużo, może być wygłodzony, a wtedy lepiej, by się za bardzo nie objadł. – bo Daniel tylko tak na niby nie znał się na zwierzętach, ale za dzieciaka miał psa, który głównie on się zajmował i w rzeczywistości sporo wiedział o tych ogoniastych.
- W piątek zabiorę go do weterynarza. – co mu się średnio uśmiechało, ale jeżeli Adrian w rezultacie przeniesie swoje zobowiązania z soboty na piątek, to nikt inny nie będzie miał czasu prócz Daniela.

_________________
Spis wątków | Seven deadly sins | Poszukuję
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ShaelSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 28/11/2017
Liczba postów : 113
Cytat : It's been lovely but I have to scream now

PisanieTemat: Re: Tag Game   Pią Mar 23, 2018 10:13 pm

- Nie chcę pracować, kiedy ty specjalnie wziąłeś wolne. - odparł całkiem szczerze, posyłając mu wyzywające, choć wciąż wyraźnie rozbawione spojrzenie – Chyba że masz ochotę zostać sam w domu. - uniósł brew, chwilę jeszcze go podpuszczając, zanim zebrał się do kuchni, postanawiając posprzątać w czasie, kiedy będzie podgrzewał posiłek
Nie zdążył jednak nawet sięgnąć po ścierkę, bo cały bałagan został bardzo sprawnie zlikwidowany przez jego sprawcę, co Adrian przyjął z nieskrywaną ulgą. Owszem, bywał w domu częściej i miał więcej czasu na ogarnianie takich rzeczy, co robił bez większych obiekcji, czy wymówek, jednak nigdy nie twierdził, że było to jego ulubione zajęcie. I skoro ktoś zgłaszał się na ochotnika do wycierania podłogi, był ostatnią osobą, która mogła zaprotestować.
Widząc, że Daniel jest już gotowy, przerzucił mięso na drugą stronę, ze swojej porcji odkrawając niewielki kawałek, zanim zdążył się do końca przegrzać. Zgodnie z dokładnymi wskazówkami, obkroił go i posiekał, na razie nie przygotowując nic więcej do jedzenia dla niego, w obawie, że faktycznie mógł przez dłuższy czas głodować i teraz porządna porcja wyrządziłaby więcej szkody, niż pożytku.
- Tylko kawałeczek, żeby zjadł cokolwiek. - przytaknął, podchodząc do psiaka z drobno pokrojonym kawałkiem mięsa, nie mogąc się powstrzymać i po prostu karmiąc go z ręki, a kiedy po chwili wyraźnej niepewności i zawahania, maluch zaczął pałaszować, niemalże się rozpłynął – Daniel, to jest najsłodsza istota na tym nędznym padole. - powiedział poważnie, jakby nie było to jego opinią, ale potwierdzonym doświadczalnie faktem i podniósł się z podłogi, żeby pójść po ich porcje, które już powinny nadawać się do jedzenia.
Podał więc steki, posypane tylko solą a do tego postawił na środku duży półmisek z pieczonymi warzywami i miseczkę z sosem jogurtowym do nich, nakładając sobie od razu brokuły i paprykę, żeby bardzo płynnie przejść do nakładania ich na drugi talerz, w razie, gdyby jego partner nie był skłonny sam sięgnąć po zieleninę.
Okej, mógł faktycznie być odrobinę nadopiekuńczy i trochę tylko uparty, ale związek przecież wiąże się z kompromisami, prawda? On na przykład, poszedł na jeden, przygotowując potężny, bardzo męski i kipiący testosteronem kawał wołowiny, chociaż był on pełen morderczych tłuszczów nasyconych!
- Świetnie. - uśmiechnął się, siadając już wygodnie przy stole - W takim razie, ja załatwię wszystko w piątek, żebyśmy mieli wolny weekend, a ty w tym czasie pójdziesz z dzieckiem do lekarza. - parsknął, odwracając się jeszcze w stronę wspomnianego dziecka, które właśnie wyczołgiwało się z kocyka, nieśmiało sięgając do miseczki z wodą. - Co ciekawego w takim razie wydarzyło się dzisiaj? - spytał już bez cienia pretensji, ostatecznie udobruchany niespodziewanym prezentem, zwyczajnie zainteresowany tym, co zajmowało tak dużą część życia jego faceta.
Jeśli nie największą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
7.Don't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/05/2017
Liczba postów : 161
Cytat : Oh! Despicable me.
Wiek : 27
Male


PisanieTemat: Re: Tag Game   Sob Mar 24, 2018 7:44 pm

To co zobaczył ewidentnie mu się nie spodobało i aż skrzywił się na widok partnera karmiącego szczeniaka z ręki. Uważał, że zwierzęta, tak jak dzieci, powinny mieć wyznaczone granice i zasady. A brak przestrzegania ich czy rozpieszczanie pupila było ostatnią rzeczą, na którą zamierzał pozwolić.
- Mam nadzieję, że to ostatni raz, kiedy karmisz go z ręki. – westchnął ciężko, bo choć już się w nim zbierało, to w stosunku do mężczyzny miał o wiele więcej cierpliwości niż do kogokolwiek innego. Jego partner mógł o tym sobie nie zdawać sprawy, ale Daniel przymykał oko na naprawdę wiele rzeczy, które normalnie wyprowadziłyby go z równowagi. Ale Adrian miał szczególne względy i zwyczajnie nie potrafił się na niego gniewać.
- Pies zostanie tylko i wyłącznie, jeżeli będzie posłuszny i to się tyczy również Ciebie, Adrian. – zabrzmiał o wiele surowiej niż zamierzał, ale za chwilę ponownie westchnął i momentalnie zeszło z niego całe napięcie. I tak wiedział, że to on będzie się zajmował tresurą zwierzaka, a Adrian… No cóż, Adrian będzie za nim szalał, pieścił, całował i robił te wszystkie rzeczy, które robią zakochani w swoich zwierzątkach ludzie. Nie zamierzał robić z tego problemu, jeżeli nie zauważy, że partner ewidentnie łamie wszelkie wychowawcze zasady i za bardzo rozpieszcza swój obiekt westchnień. Co prawda jego też zapewne rozpieścił i doskonale sobie zdawał sprawę z tego, że tolerował o wiele więcej niż powinien, ale na boga chińskiego! To on był tutaj panem, a pies miał się podporządkować.
- Masz ochotę się gdzieś wybrać czy bunkrujemy się na cały weekend w domu? – gdyby Adrian sobie zażyczył wyjść na kolacje, to spokojnie dałoby radę znaleźć jakiegoś pomocnego znajomego, który zająłby się ich dzieckiem, ale dałby sobie rękę uciąć, że nic takiego nie będzie miejsca i jego partner ani myślał nigdzie wychodzić, gdy w swoim domu miał ten mały skarb.
- Dziękuję. - odebrał talerz, który zmierzył krytycznie. Zdecydowanie nie podobała mu się ta góra warzyw, ale już zapowiedział, że zje absolutnie wszystko, co wyląduje na jego talerzu, a jako, że był mężczyzną, to danego słowa złamać nie zamierzał. I tak zamiast cieszyć się jedynie smakiem wyśmienitej wołowiny z dodatkiem ziemniaków, zamiast nich miał jeszcze tę piekielną zieleninę, której zawsze starał się unikać. Nic jednak nie powiedział ani tym bardziej po sobie nie pokazał. Mięso było genialnie przyrządzone i choćby dla niego warto było przykleić do twarzy spełniony uśmiech prawdziwego mężczyzny, którym obdarowuje się swoją kochaną żonkę.
- W pracy? – uniósł zdziwione spojrzenie na partnera. To było zaskakujące, ponieważ Arian wcale nie lubił rozmawiać o tym czym się zajmował Daniel, wręcz potrafił go uciszać i się denerwować, gdy ten za dużo gadał. Węszył w tym wszystkim jakiś postęp.
- Wiesz… nic specjalnego. Złapaliśmy dzisiaj tego złodzieja, co napadał na małe, rodzinne sklepy i wreszcie udało mi się zamknąć sprawę. Standard. – trącił widelcem warzywo, jakby i w tym kawałku bomby witaminowej spodziewał się podstępu. Wreszcie nabił je na sztuciec i zjadł.
- Zawsze mnie ciekawiło jak ty możesz wytrzymać w księgowości. Te wszystkie cyferki, to przecież straszne nudy! Tam się nic nie dzieje, brak adrenaliny.

_________________
Spis wątków | Seven deadly sins | Poszukuję
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ShaelSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 28/11/2017
Liczba postów : 113
Cytat : It's been lovely but I have to scream now

PisanieTemat: Re: Tag Game   Nie Mar 25, 2018 3:12 pm

- Tak, jasne, że tak. - potwierdził z przekonaniem, chociaż doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie był to ostatni raz, kiedy ta kruszyna dostawała od niego jedzenie z ręki.
Dla dobra swojego faceta wolał jednak od razu potwierdzić, nie chcąc, żeby ten denerwował się bardziej, niż było to konieczne w związku z jego i tak już wyjątkowo stresującą pracą.
- Och. Też zostanę tylko i wyłącznie, jeśli będę posłuszny? - spojrzał na niego z uniesioną w rozbawieniu brwią, doskonale zdając sobie sprawę, o co chodziło Danielowi.
Obaj wiedzieli, jak będzie wyglądała ich wspólna opieka nad psem. Jego partner będzie tresował go, uczył przychodzić na komendę i siadać, będzie go strofował, kiedy sięgnie cokolwiek ze stołu, albo dorwie się do miski, nie czekając na pozwolenie. Adrian w tym czasie będzie faszerował go smakołykami przemyconymi z lodówki, dawał się lizać po twarzy, przytulał go, tarmosił i bawił się z nim, w pełni korzystając z dobrodziejstw sumiennej tresury, przeprowadzonej przez poważnego, mającego zasady mężczyznę.
Aż uśmiechnął się pod nosem na tę myśl, siadając już przy stole, kiedy wszystko było podane i obaj już byli gotowi do jedzenia.
- Nie wolisz spędzić czasu w domu? Możemy pójść na jakiś dłuższy spacer na przykład, jeśli masz ochotę gdzieś wyjść. - zaproponował, zgodnie z podejrzeniami blondyna, nawet nie rozważając możliwości opuszczenia domu, podczas gdy w nim czekałby ten szkrab.
I nawet nie chodziło o jego zamiłowanie do zwierząt. Zwyczajnie chciał się nacieszyć prezentem, zwłaszcza że jeśli chodziło o posiadanie psa, to truł na ten temat Danielowi całkiem regularnie, niemal za każdym razem, kiedy jakiegoś widział na ulicy, a ten kategorycznie odmawiał za każdym razem, nie chcąc nawet słyszeć o kolejnym domowniku.
- Nie krzyw się tak. Musisz jeść warzywa, żeby być duży i silny. - parsknął, nadziewając na widelec pieczonego brokuła i wkładając go do ust, nie mając nawet minimalnych wyrzutów sumienia z powodu sterty zieleniny, jaką zaserwował partnerowi.
Był dorosłym człowiekiem, a nie ośmiolatkiem, co oznaczało, że doskonale zdawał sobie sprawę ze wszystkich istotnych wartości odżywczych i minerałów, jakie znajdowały się w tym warzywie. Zresztą, nie tylko w tym, ale we wszystkich, o które Adrian uzupełniał jego dietę.
Uśmiechnął się sam, widząc, że trafił w jego gusta, rozpływającą się w ustach wołowiną i nawet sam musiał przyznać, że bardzo mu ona smakowała, mimo że raczej nie przepadał za tego typu posiłkami.
- Mam dokładnie tyle adrenaliny, ile potrzebuję. - zapewnił go, uśmiechając się, rozbawiony bardziej niż by wypadało – I dzięki temu, że ja siedzę w tych cyferkach, możesz ścigać złodziei, nie martwiąc się o żadne zalegające rachunki. - parsknął, kończąc już posiłek i odsuwając odrobinę talerz.
Lubił być uporządkowany, wszystkie dokumenty miał bardzo dokładnie posegregowane i zajmował się wszystkimi finansowymi aspektami prowadzenia domu, nie mając zamiaru polegać na pamięci Daniela, jeśli chodziło płacenie na czas wszystkich rachunków. I chyba nawet w pewien sposób lubił to robić. A przynajmniej nie było to dla niego w żaden sposób przykre.
- Jeśli się najadłeś, kupiłem piwo i już od kilku godzin się chłodzi, więc możemy wziąć sobie w ramach deseru i pójść do salonu?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
7.Don't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/05/2017
Liczba postów : 161
Cytat : Oh! Despicable me.
Wiek : 27
Male


PisanieTemat: Re: Tag Game   Nie Maj 06, 2018 11:11 pm

Zdecydował się obrać najdogodniejszą strategię postępowania z wrogiem. Chyba nawet gdzieś czytał, że ktoś nazwał to w jakiś idiotyczny sposób i miało to coś wspólnego z żabą i jedzeniem jej. Zasadniczo nie bardzo rozumiał co miała żaba do tego wszystkiego, ale teoria, o której czytał była całkiem niezła. I teraz, chociaż bardzo tego nie chciał, to zamierzał ją wprowadzić życie, zwłaszcza że armia krwiożerczych brokułów przyglądała mu się z talerza, czając się tuż obok jego pięknie wypieczonego mięsa. Miał nieodpartą chęć złamać swoje postanowienie i najpierw pochłonąć ogromną czerwoną porcję symbolu męskości. Zamiast tego zjadł przysłowiową żabę i nim się obejrzał na jego talerzu nie błąkał się choćby najmniejszy listek tego zielonego paskudztwa, a wspaniałe mięsiwo zachęcająco zdobiło biały talerz. Uśmiechnął się zadowolony z siebie, zupełnie jak duże dziecko, takie co właśnie zrobiło cos o co niby poprosili rodzice, ale niekoniecznie w taki sposób, w jaki by sobie tego życzyli. Zjadł? No zjadł. Teraz była pora na jego deser.
- Doskonałe mięso, kochanie. – przełknął chyba z trzeci kęs i wymusił na sobie przerwę tylko po to, by odrobinę połechtać ego partnera. Wiedział jak bardzo był łasy na te wszystkie pochwały, zresztą Daniel miał naprawdę wiele powodów, ku temu, by faktycznie obsypywać swojego kochanka komplementami, które wcale nie były wyssane z palca czy pustymi zapychaczami jego kompleksów. Z resztą był święcie przekonany, że Adrian nie posiada czegoś takiego, w końcu był chodzącym ideałem, a przynajmniej w mniemaniu policjanta.
- Nie wiem o czym mówisz. – wyszczerzył się łobuzersko na wzmiankę o tym, że mężczyzna będzie mógł zostać, gdy będzie grzeczny. Co do tego nie było wątpliwości, chociaż trudno było mówić o grzeczności czy cnotliwości, gdy tyle grzeszyli w łóżku… i nie tylko. Aż się zakrztusił od kosmatych myśli, gdy przypomniał sobie wczorajszą noc i to jak upojnie ją spędzili. Odchrząknął, przełknął i od tej pory pruderyjny uśmiech nie schodził z jego ust, tak jak i lubieżne spojrzenie nie potrafiło się odkleić od partnera, cały czas sunąć po jego zgrabnym ciele, w trakcie, gdy Daniel kończył jeść swój posiłek. Dobrze, że porcja nie była taka duża i zostawił sobie trochę miejsca na coś słodkiego.
- Piwo...hmmm. – zamyślił się nad czymś, gdy zgarnął ich talerze i ruszył w strone zlewu. Opłukał je z resztek i włożył do zmywarki, tak jak i sztućce. A gdy wszystko uprzątnął ze stołu, wszakże nie był tym niepełnosprawnym typem mężczyzny, przy którym trzeba było wszystko robić, to z powrotem zawiesił wzrok na partnerze.
- Miałem ochotę na inny deser. – oparł się o szafki kuchenne spoglądając sugestywnie w stronę Adriana.

_________________
Spis wątków | Seven deadly sins | Poszukuję
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ShaelSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 28/11/2017
Liczba postów : 113
Cytat : It's been lovely but I have to scream now

PisanieTemat: Re: Tag Game   Sob Maj 19, 2018 12:05 pm

Z cieniem rozbawienia zerkał znad swojego własnego talerza, na Daniela, dzielnie walczącego ze wszystkimi zielonymi, bezlitosnymi bestiami na swoim talerzu. Walka wyraźnie była nierówna i przez chwilę nawet miał wrażenie, że mężczyzna poniesie sromotną porażkę, jednak na szczęście udało mu się dobrnąć do końca tej bitwy z tarczą, a nie na niej i teraz mógł zabrać się za coś, co Adrian wiedział, że dużo celniej trafiało w jego gusta.
Nie komentował tego jednak, uśmiechając się szerzej, dopiero kiedy usłyszał pochwałę i ze względu na pieska, którego dzisiaj dostał, oraz na samo to, że Daniel wyglądał... Nieprzyzwoicie dobrze, postanowił darować sobie złośliwości dotyczące tego, że gdyby przyjechał na czas, mięso byłoby jeszcze lepsze.
Spojrzał na niego czujniej, kiedy usłyszał niepokojący dźwięk, przez który w jego głowie pojawiły się obrazy przedstawiające duszącego się kawałkiem brokuła kochanka, co na szczęście okazał się mocno przesadzoną nadinterpretacją sytuacji, o czym przekonał się, kiedy zobaczył wyjątkowo jednoznaczny uśmiech na jego ustach.
Jeśli miałby być jeszcze częściej adresatem tego uśmiechu, chyba naprawdę mógłby zaryzykować i spróbować być posłusznym.
- Czyli jednak nie muszę być grzeczny? - spytał, unosząc brew w górę, wciąż z lekkim uśmiechem na ustach i kiedy obaj skończyli jeść, pomógł wszystko posprzątać i zrobił krok w jego stronę.
Uśmiechnął się przekornie i chwycił jego nadgarstki, odsuwając je na boki i przytrzymując przy chłodnych krawędziach blatu, kiedy sam przechylił się do przodu na tyle, że czuł, jak ich ubrania ocierają się o siebie delikatnie, wydając ten cichy, lekko szeleszczący dźwięk, wciąż jednak niewystarczająco, by poczuć na skórze gorący dotyk drugiego ciała.
Schylił się nieco niżej, do jego szyi, noszącej jeszcze cień zapachu perfum użytych rano, przed wyjściem do pracy, łączących się przez cały dzień noszenia z jego własnym, nieco cięższym. Odetchnął ciepłym powietrzem w jego skórę, nie dotykając jej jednak, zanim uniósł się i wciąż przytrzymując jego ręce z dala od siebie, pocałował go bardzo głęboko, bardzo krótko i wyjątkowo niewystarczająco.
- Czuję się dzisiaj... Uczynny. - powiedział, zastanawiając się chwilę – Na tyle, że mogę rozważyć spełnienie jednego twojego życzenia. - dodał poważnie.
Nie, żeby do tej pory spełniał ich przeważającą większość, jeśli nie wszystkie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
7.Don't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/05/2017
Liczba postów : 161
Cytat : Oh! Despicable me.
Wiek : 27
Male


PisanieTemat: Re: Tag Game   Sro Lip 25, 2018 11:41 am

Uwielbiał tę dwoistość natury ludzkiej, jak i jej pragnień. Z jednej strony nienawidził Adriana za tę okrutną gierkę i niemożność dotknięcia go w tej chwili, ale z drugiej strony wprost kochał to narastające podniecenie, które się pojawiało wraz z tymi wszystkimi podchodami. I choć pragnął przyciągnąć go do siebie, zerwać z niego wygodne ciuchy i zerżnąć na kuchennym blacie, to wizja nieco wolniejszej gry wstępnej również była kusząca.
- Zobaczymy jeszcze jak sobie poradzisz ze spełnieniem chociaż tego jednego. – nikt przecież nie mógł, że Daniel nie potrafił być wrednym chujem. Bo i on czasami dokuczał swojemu partnerowi, nieco się z niego naigrywając. Wiązało się to przede wszystkim z jego typowo samczą naturą, która nie pozwalała mu przejść obojętnie wobec idealnej do żartów sytuacji. Zasadniczo i tak się bardzo pilnował, na tyle by powstrzymywać wszelkie durne pomysły, które przychodziły mu do głowy i jeżeli już miał je zrealizować to na kumplach z pracy, gdzie był pewien, że nikt się na niego śmiertelnie nie obrazi. I tak miał pewność, że wilk był syty i owca cała. A przede wszystkim, co było argumentem koronnym, nie spał na wycieraczce.
Uśmiechnął się szelmowsko do swojego kochanka, posyłając mu całusa w powietrzu. Wyciągnął z lodówki piwa, a po drodze do salonu zgarnął otwieracz. Nie żeby wolał ich o niebo wygodniejszą sypialnię, ale skoro już się zgodził na spokojniejszy wieczór, to nie będzie narzekać. W końcu nie mógł narzekać na swojego kochanka. Zadowalał go w każdym aspekcie i nie wypuszczał z łóżka na głodzie. Jasne, zdarzało się, że jeden z nich czasem nie miał ochoty i ten drugi musiał się obejść smakiem, ale takich sytuacji było mało i jak na razie ich życie miłosne było aż zaskakująco kwitnące.
- Na co masz ochotę? – krzyknął w nieokreślonym kierunku, gdy się usadowił przed radiem i przeglądał zbiór płyt. Jako, ze nie posiadał telewizora i nie pozwalał go zainstalować Adrianowi, musieli się zadowolić swoim towarzystwem z odrobiną dobrej muzyki. Sam Wilczyński nie był wybrednym słuchaczem. Lubił wiele klimatów, stąd potrafił zadowolić niemal każda osobę, którą sprowadził do swojego gniazdka. Ale Adrian miał wysublimowany gust i nie wszystko potrafiło go zadowolić, dlatego wolał zapytać niż wybrać coś, n co akurat on miałby ochotę, a jego partner musiałby się przymuszać do siedzenia przy jakimś metalowym jazgocie.

_________________
Spis wątków | Seven deadly sins | Poszukuję
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ShaelSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 28/11/2017
Liczba postów : 113
Cytat : It's been lovely but I have to scream now

PisanieTemat: Re: Tag Game   Pią Sie 17, 2018 12:44 am

Chyba tylko cudem powstrzymał się przed krótkim sapnięciem, wyrażającym to osobliwe uczucie, dryfujące gdzieś między rozczarowaniem a irytacją, które poczuł dokładnie w momencie, kiedy zamiast został przyciągnięty za włosy do pocałunku i przyparty do blatu, dostał krótkiego, rozkosznie uroczego buziaka w powietrzu.
Czasem naprawdę nie znosił tego, jak ten mężczyzna na niego działał. I nie wiedział, czy bardziej nie znosi samego faktu, że tak właśnie było, czy tego, że ów mężczyzna aż za dobrze o tym wiedział. I niejednokrotnie bardzo dobitnie pokazał, że nie ma żadnych skrupułów, by tę wiedzę wykorzystać w dogodny dla siebie sposób.
Tym razem jednak nie dał po sobie nic poznać, odsuwając się na tyle, by Daniel mógł się wyswobodzić z klatki jego ramion i podejść do lodówki, by wyciągnąć z niej wspomniane wcześniej piwo, z których zaraz przedefilował aż do salonu.
Sam został jeszcze chwilę w kuchni, doprowadzając wszystko do porządku i jeszcze chwilę wahając się, przy niewielkim zawiniątku stworzonym z miękkiego materiału i na szczęście już tylko lekko wilgotnego futra. W końcu jednak schylił się i delikatnie podniósł pieska, razem z nim wkraczając do salonu i ponieważ chciał spędzić wieczór miło, bez dyskusji i nerwowej wymiany zdań, zamiast brać psa na kanapę, położył go na puchatym dywanie tuż pod nią, otulając przy okazji kocykiem.
- Jakieś indie? - zaproponował, poprawiając wszystko tak, by psiak nie marzł, co najwyraźniej mu się udało, bo ich mały gość zdawał się coraz bardziej senny, leniwie tylko przesuwając mokrymi ślepiami to za jednym, do za drugim z nich. - Mam ochotę na coś spokojniejszego. - dodał, siadając na kanapie i rozkładając się na całej jej długości, przekonany, że jeśli jego partner postanowi do niego dołączyć, zwyczajnie zrobi sobie miejsce, gdzie uzna za słuszne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
7.Don't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/05/2017
Liczba postów : 161
Cytat : Oh! Despicable me.
Wiek : 27
Male


PisanieTemat: Re: Tag Game   Nie Wrz 23, 2018 8:59 pm

Skinął grzecznie głową i zaraz zanurkował w szufladzie mając nadzieję znaleźć taki album, który zadowoli wybredne gusta muzyczne partnera. W łapy wpadł mu krążek, który zdecydowanie powinien być strzałem w dziesiątkę i niewiele się nad tym zastanawiając, po prostu puścił muzykę, a pierwsze dźwięki leniwie wydobyły się z wysokich głośników. Sprzęt grający, wraz z ogromną kolekcją płyt, był jedyną rzeczą, na którą Daniel naprawdę wydał sporo pieniędzy, ponieważ uważał, że tego właśnie potrzebuje. Reszta była mu obojętna i jeżeli jego ukochany nie znosił jakiś przedmiotów, to raczej nic się nie pojawiało, a pieniądze na koncie z przyjemnością rozpychały się, ponieważ poza rachunkami nie wydawano ich na nic szczególnego.
Tylko przez chwilę myślał o usadowieniu się koło swojego mężczyzny i leniwym wieczorze przy dobrej muzyce i z piwem w ręce. Chwilę. Szybko jednak odepchnął tę mało interesującą wizję rozpoczętego wieczoru, żeby zamienić ją na o wiele ciekawszą wizualizację. Stęsknił się za Adrianem i miał ochotę mu jak najszybciej przypomnieć o tym jak na niego działa, nawet jeżeli nie robi nic konkretnego.
- Wiem, że słodziłeś piwo, ale teraz mam ochotę na deser. – zamruczał w ten zbereźny sposób, kiedy niczym drapieżnik zaczął się zbliżać do kanapy. Tak naprawdę nie dzielił go jakiś ogromny dystans. Mieszkanie Daniela było naprawdę małe, chociaż mógł się poszczycić dwoma pokojami z oddzielną kuchnią. To niemal jak trzy pokoje! Czasami miał wrażenie, że brakuje jeszcze jednego dla Adriana, gdzie mógłby zrobić sobie gabinet i zamykać się na długie godziny, gdy potrzebował spokoju od zapominalskiego gbura. Nic jednak takiego nie mówił i nawet, gdy blondyn tylko zaczynał temat większej przestrzeni życiowej to szybko był sprowadzany na ziemię.
Wreszcie wdrapał się na kanapę, robiąc sobie jedynie miejsce między jego nogami i połowicznie opierając ciężar na swoim partnerze, gdy się nad nim nachylał. Wreszcie sięgnął tych kusząco rozchylonych warg, bo nie tylko wiedział, że Adrian ma już nieco dość czekania, ale sam nie mógł się powstrzymać przed wpakowaniem swoich zimnych łapsk pod koszulkę partnera. Z jednej strony czuł się trochę jak nabuzowany nastolatek, który najchętniej zerwałby ciuchy z nich obu i zrobił to jak najszybciej, a z drugiej miał ochotę delektować się tą chwilą, zwłaszcza, że ostatnio nie wiele zbyt wiele okazji do intymności.

_________________
Spis wątków | Seven deadly sins | Poszukuję
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Tag Game   

Powrót do góry Go down
 
Tag Game
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zona scriptum :: Okruchy Życia-
Skocz do: