CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 Bright: utracona potęga

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
ArkashDon't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/10/2017
Liczba postów : 451


Male


PisanieTemat: Bright: utracona potęga   Czw Maj 31, 2018 8:05 pm

First topic message reminder :

realia: świat Bright: urban fantasy/kryminał/akcja.
Los Angeles: alternatywna rzeczywistość.
Rasy prowadzące: elfy, ludzie, orkowie.




agent Kandomere - oficer Departamentu Bezpieczeństwa Ojczyzny

rasa: elf

wiek: utajnione

*przynależność: Magiczna Grupa Zadaniowa

charakter: odpowiedzialny, powściągliwy.

życiorys: utajnione





Armand

rasa:elf

wiek:27

*przynależność: Tarcza

charakter: Typ milczącego, złośliwego buca, który unika zawiązywania relacji z innymi i zawsze oczekuje najgorszego. Niedopuszczenie do zwycięstwa Infernich jest dla niego priorytetem, jedynym celem, dla którego codziennie wstaje z łóżka i działa.

życiorys: Szkolony od najmłodszych lat w magii na przybycie Czarnego Pana, obrócił się przeciwko nim po brutalnym, rytualnym zabójstwie swojej ukochanej. Jeden z członków Tarczy Jasności, biegły w magii, dopiero poznający świat znajdujący się poza elfią dzielnicą. Unika korzystania z magii, tylko raz w życiu kogoś zabił - i było to działanie w ramach zemsty. Jego zadaniem było zdobycie i zabezpieczenie różdżki - niestety o jego misji dowiedzieli się ludzie, zaatakowali go i ukradli magiczny przedmiot.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 675


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Bright: utracona potęga   Sob Wrz 01, 2018 1:01 am

Siły Armanda coraz bardziej były na wykończeniu. Utrzymanie się w pozycji pionowej nagle stało się wyzwaniem, któremu z trudem był w stanie podołać – a co dopiero mówić o rzucaniu skomplikowanych czarów. Już nie tylko pomagał sobie wymawianiem ich na głos, ale do tego raz za razem podtrzymywał się jakiejś kupy gruzów, za wszelką cenę starając się utrzymać równowagę i nie skończyć bliżej podłogi. Wiedział, że podniesienie się z niej mogłoby go przerosnąć.
Wzdrygnął się, słysząc strzały i widząc jak klatka piersiowa Inferniej szarpana jest przez kolejne kule. Była martwa, ta kwestia przestała być dyskusyjna – a jednak jej ciało jeszcze przez chwilę było w ruchu, przypominając jasnowłosemu elfowi przeszłość. Chwile, które z nią spędził, momenty i nauki, które wyniósł i których nie mógł już wymazać ze swoich wspomnień. Które odcisnęły na nim piętno i sprawiły, że był tym, kim był.
Ale jej już nie było.
Larien uśmiechnął się z wyraźnym wysiłkiem do agenta, kiwając głową twierdząco, niezdolny wydusić z siebie jakichkolwiek oświadczeń, potwierdzających jego wątpliwy stan zdrowia. Był ledwie żywy, bok pulsował bólem przypominającym ten sprzed paru godzin, związany bezpośrednio z wbitym metalowym prętem, przed oczami raz po raz rozmazywał mu się obraz… jednym słowem, nie tylko był obrazem nędzy i rozpaczy, ale też dokładnie tak się czuł. Tylko siła woli wciąż utrzymywała go w pozycji pionowej.
I pragnienie odnalezienia różdżki. Nie widział jej, nie czuł jej, ale wciąż mógł spróbować odszukać. Infernich już nie było, więc albo ci pozostali przy życiu ją zabrali, albo… leżała gdzieś w gruzach, tylko czekając na odnalezienie. To był dla Armanda priorytet, nie przyjaciel agenta, którego Kandomere mógł znaleźć bez żadnej pomocy.
Jasnowłosy zaczął zaplatać zaklęcie, chcąc odnaleźć magiczny przedmiot już, teraz, od razu i natychmiast, póki jeszcze był zdolny do czegokolwiek, a jego towarzysz – skupiony na czymś zgoła odmiennym. Skąd Larien miałby wytrzasnąć siły na ucieczkę z Różdżką było kwestią zgoła odmienną i postanowił zająć się problemami po kolej jak nadchodziły, pojedynczo, a nie wszystkimi naraz.
Miał wrażenie, jakby jego umysł, pomocnicze ruchy palcami, czy wreszcie słowa, które mamrotał na granicy słyszalności, przedzierały się przez rzeczywistość niesamowicie powoli, z trudem, jakby nagle znalazł się nie w normalnym świecie, ale takim wypełnionym gęstą melasą. Każdy kolejny ruch przychodził mu coraz trudniej, nawet oddychanie zaczęło być problematyczne. Nie potrafił skupić wzroku na jednym punkcie, celując nim mniej więcej w rejony, w których ostatnio zniknął jego niebieskowłosy pobratyniec… ale i tak praktycznie nic nie widział.
W pewnym momencie, gdy wreszcie skończył tworzyć zaklęcie i czekał na jego efekty, zaczęły do niego docierać jakieś słowa. Zmrużył oczy, próbując skupić się na mówiącym do niego mężczyźnie, niepewien jego tożsamości… i dokładnie w chwili, w której udało mu się niemal na pewno stwierdzić, iż było to Darren Kandomere, nogi się pod nim ugięły, a przed oczami pociemniało.
Na dobre.
Różdżka, Inferni, FBI, to wszystko nie było już jego problemem. Po raz kolejny tego dnia stracił przytomność, po raz kolejny przed tym konkretnym, elfim agentem. Gdyby zdążył mieć jakiekolwiek racjonalne myśli przed odpłynięciem, zapewne by przeklął. Nie tylko dał sobie odebrać Różdżkę, ale i pozwolił jej zaginąć. Zmarnował czas i energię pomagając policji, tym samym zawodząc Tarczę. Na wyrzuty już było jednak za późno. Na wszystko było za późno.
Skończył na ziemi, cudem tylko nie dodając sobie nowych ran, a jedynie nadwyrężając częściowo zaszyty i częściowo zaleczony magicznie bok.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArkashDon't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/10/2017
Liczba postów : 451


Male


PisanieTemat: Re: Bright: utracona potęga   Nie Wrz 02, 2018 12:33 am

Kiedy Armand zaczął się słaniać, agent wiedział już, co się działo.
Nie... Nie było dobrze, jakkolwiek Larien nie próbowałby temu przeczyć. Jedno spojrzenie więcej wystarczyło do wysnucia oczywistego wniosku – elfi mag już dawno był na granicy wytrzymałości.
Kandomere nie zdołał go złapać, i nawet nie próbował. Dowlókł Montehugha do wyjścia i kazał mu się przytrzymać wyłomu w murze. Potem dopiero wrócił do nieprzytomnego Armanda. Wziął go na ręce. Był zdeterminowany, żeby pomóc im obu, i nie wracać więcej do niebezpiecznego gruzowiska.
- Oprzyj się na mnie - powiedział do czarodzieja - Doholuję cię do wozu, dalej zabierze cię karetka. I nie gadaj wiele. Możesz mieć wstrząśnienie mózgu. - poinstruował go, po czym spróbował ocenić obrażenia Armanda. Elf oddychał, ale wyglądał źle. Po krótkiej analizie sytuacji, Darren zamilkł na dobre. Nie podzielił się z przyjacielem swoją opinią. Może dlatego, że podejrzanie mocno ścisnęło mu się gardło.
Nerwy, to tylko nerwy - pomyślał logicznie, próbując narzucić sobie profesjonalny ton i nie poddawać się emocjom - Widziałeś go już w gorszym stanie i przeżył, teraz na pewno będzie podobnie... O ile nie spartaczysz sprawy i pośpieszysz się, durniu.
Schodzenie po schodach i omijanie szczątków budynku okazało się nagle niezwykle trudne. Coś kuło go w bark, i ciągnięcie ze sobą towarzyszy było więcej niż ciężkie. Aż zaskakująco. Kiedy znaleźli się na zewnątrz, Kandomere zadzwonił po karetkę, po czym wydał kilka rozkazów pozostałym przy życiu policjantom. Pozostawił Armanda pod opieką jednego z podwładnych. Zwrócił się potem do maga.
- Słuchaj, Monteough – powiedział szybko Darren – Dopilnujesz, żeby Armand trafił do szpitala – zarządził głosem zdeterminowanym w niemal przesadny sposób – Ja idę szukać Różdżki. Nie mogę pozwolić, żeby zniknęła, rozumiesz? Pilnuj go jak oka w głowie, siedź przy nim, jeśli będzie trzeba. Zawdzięczasz mu życie, i mówię to poważnie. Ja idę w teren... Muszę iść. - głos elfa był nerwowy i niespokojny, Kandomere nadal był pod wpływem adrenaliny – Nie mogę dopuścić do tego, by narazić życie reszty cywili. Nie chcę narażać nikogo więcej. Jeśli Różdżka do nas nie wróci, rozpęta się wojna. - Kandomere przygotował sobie pistolet i chwycił maga za ramiona – Pamiętaj: pod żadnym pozorem nie spuszczaj go z oczu. - syknął – Jest dla mnie ważniejszy, niż ci się wydaje.
Elf odwrócił się szybko i poprawił na sobie zakurzoną marynarkę, i wtedy Monteough zauważył na materiale podejrzaną plamę krwi. Z przecznicy wyjechała karetka, zagłuszając dźwięki policyjnego przeszukiwania gruzów.
- Darren, zaczekaj! - parsknął starszy mag, ale nie zdołał go zatrzymać. Elf go nie słyszał, albo też nie chciał posłuchać. W chwilę potem Kandomere zniknął mężczyźnie z oczu, skręcając tuż za rozpadający się budynek. Zniknął momentalnie. Jak zawsze, kiedy miał jakieś problemy.

*
Sześć godzin później Darren siedział w szpitalu tuż przy Armandzie, w tym samym miejscu, na tym samym krześle. W międzyczasie znalazł trop Różdżki i kazał służbom specjalnym iść za śladami. Nie zrobił tego osobiście. Okazało się, że miał przestrzelony bark, i kiedy zastrzyk adrenaliny już opadł, elf nie był w stanie kontynuować poszukiwań. Zresztą, nie był głupi. Gdyby wykrwawił się gdzieś w zaułku, niczemu by się nie przysłużył. Dał się pozszywać i opatrzyć w szpitalu, lecz nie przystał na propozycję odpoczynku. Gdy upewnił się, że i Montehugh i Larien wyliżą się z obrażeń, pozostał przy tym drugim. Czuł się wystarczająco dobrze, by zachować czujność; został załatany magicznie, i napakowany środkami przeciwbólowymi, i spokojnie mógł udawać, że absolutnie nic się nie stało.
Nie siedział przy nim dlatego, że mu nie ufał, czy miał jakieś wątpliwości. Zwyczajnie się martwił, i nie mógłby spokojnie iść spać bez pewności tego, że zrobił wszystko, co było w jego mocy, aby był jasnowłosy elf w końcu bezpieczny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 675


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Bright: utracona potęga   Nie Wrz 02, 2018 11:51 pm

Armand nie widział już niczego – jego rzeczywistość zmniejszyła się do bólu rozdzierającego jego ciało i sporadycznie docierających do niego dźwięków, fragmentów zdań, które nie miały żadnego sensu. Szumiało mu w uszach, a w ustach czuł posmak krwi. Nie tylko czuł się fatalnie, ale do tego raz po raz tracił i odzyskiwał przytomność, znajdując się gdzieś na granicy życia i śmierci. A przynajmniej tak mogło mu się wydawać. W ciągu tych nieznośnie długich, męczących chwil, jego jedynym pragnieniem było zakończenie męczarni. Różdżka nie była już jego problemem, nie był nim też przyjaciel Kandomere’a. Jedyne, co w tym momencie było istotne, to ból, czerwona mgła wypełniająca pole widzenia (czy, tak naprawdę, w ogóle otwierał oczy? Nie potrafił stwierdzić) i pragnienie zakończenia tego cierpienia. Jeśli o niego chodziło, mógł umrzeć. Czuł się znacznie gorzej, niż kilka godzin wcześniej, z wbitym w bok prętem – korzystanie z magii wykończyło go szybko, chociaż nie tak szybko, jak zakładał w najczarniejszych scenariuszach.
Mieszankę leków i magii, które wreszcie przyniosły mu ulgę, przyjął z wdzięcznością. Ciemność wreszcie przestała mu przeszkadzać.
Nie miał pojęcia, jak wiele czasu minęło – mogło to być kilka godzin, dni, a nawet tygodni. Gdy otworzył oczy, czuł się znacznie słabiej niż poprzednio, ale niemal nie czuł bólu. Musiał wciąż znajdować się pod wpływem mocnej, przeciwbólowej mieszanki, która przyjemnie rozluźniła jego ciało i zapewniła znacznie lepszy humor, niż mógłby być oczekiwany. Tak naprawdę, Larien całkiem długo nie pamiętał ostatnich wydarzeń, dlatego gdy wreszcie otworzył oczy i zobaczył niedaleko siebie agenta, w pierwszej chwili się zdziwił. Miejsce, w którym się znalazł, wyglądało znajomo, elf podobnie, Armand pamiętał nawet fragmenty rozmowy, jaka pomiędzy nimi przebiegła… ale co w takim razie dalej robił w łóżku?
- Co… - zaczął niewyraźnie, zaraz jednak przerwał mu atak kaszlu. Miał koszmarnie suche gardło, wyduszenie z siebie jeszcze chociaż zdania wydawało mu się kompletnie nierealnym wyzwaniem. Zakrył usta dłonią, do której nie miał przypiętego miliona urządzeń i wenflonów, a potem opadł z powrotem na poduszki. Na krótką chwilę, pomimo leków przeciwbólowych, pociemniało mu przed oczami.
Tym razem załatwił się na dobre.
Wspomnienia z ostatniej akcji wreszcie zaczęły powracać.
- Różdżka? - wyszeptał na granicy słyszalności, musząc poznać odpowiedź na to pytanie, nawet pomimo nieprzyjemnej suchości i drapania w gardle. Obrócił głowę w stronę Darrena, wpatrując się w niego z uwagą, nawet pomimo załzawionych od kaszlu oczu.
Miał nieśmiałą nadzieję, że ktoś w niemal magiczny sposób usłyszy jego charczenie i, jeśli tego nie naprawi, to chociaż przyniesie mu jakiś napój, który pomógłby na tę suchość. Ze swojej pozycji nie mógł się za bardzo rozejrzeć po pomieszczeniu i odnaleźć ewentualnego kubka, na który mógłby wskazać dłonią, niemo prosząc swojego towarzysza o pomoc.
Kandomere wyglądał zaskakująco dobrze jak na osobę, która nie tak dawno temu (...prawda?) miała kontakt z bandą bardzo potężnych Infernich. Owszem, był ewidentnie zmęczony, ale oprócz tego nie nosił żadnych znaczących śladów walki i kontuzji – co jednak nie znaczyło, iż takich nie było. Armand zbyt wiele czasu poświęcił na walce ze swoimi dawnymi pobratymcami, by nie wiedzieć, iż znaczną część obrażeń łatwo było ukryć, jeśli miało się wystarczająco doświadczenia i samozaparcia.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArkashDon't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/10/2017
Liczba postów : 451


Male


PisanieTemat: Re: Bright: utracona potęga   Wto Wrz 04, 2018 12:18 am

Choć Larien nadal wyglądał bardzo źle, Kandomere poczuł dużą ulgę, kiedy elf otworzył oczy. Spadło mu z serca odrobinę ciężaru, gdy upewnił się, że Armand jest przytomny.
Cały proces pobudki obserwował z dużym napięciem. Zerkał na parametry elektroniki i wyczekiwał jego reakcji, czegoś, co wskazywało, że blondyn wyjdzie z tego, że wszystko już będzie w porządku.
Na jego pytania najpierw zareagował, zanim pomyślał. Wstał z miejsca w milczeniu i poszedł nalać mu wody do szklanki, bo doskonale rozumiał, jak Larien się czuł - w końcu sam nie raz lądował w szpitalu, po obrażeniach większego lub mniejszego stopnia i pamiętał, jak niemiła potrafiła być pobudka. Poza tym, pozwolił sobie na bezgłośny wydech ulgi. Nie zdawał sobie sprawy z poziomu swojego stresu, dopóki ten nie zaczął schodzić.
- Różdżka... Cóż. Namierzają ją służby specjalne. - powiedział do Armanda, podchodząc ze szklanką wody. Rzucił mu krótkie, nieco zmartwione spojrzenie, ale potem uśmiechnął się, próbując przełamać własny, wisielczy nastrój. Dopiero teraz elf mógł zauważyć fakt, że lewa ręka agenta była zupełnie nieruchoma, a jego ruchy sztywne, i bardzo rozmyślnie prowadzone, jak gdyby z jakąś trudnością. Kandomere był jednak daleki od udawania czegokolwiek, tym bardziej doskonałości. Tym razem zdawał się bardzo ludzki i może nawet łagodniejszy, zapewne za sprawą przeciwbólowych zastrzyków. Oprócz tego, że starał się nie wyglądać źle, nie bawił się również w herosa.
- Znajdziemy ją. - zapewnił, w naturalny sposób starając się być oparciem dla rannego - Każda z ulic przeczesywana jest kawałek po kawałku. Nie ma opcji, żeby się nie odnalazła.
Zerknął na łóżko, na którym leżał Larien i przesunął odrobinę dźwignię, by znalazł się w nieco wyższej pozycji, i na tyle bezpiecznej, by nie naruszyć kabli i nie przysporzyć mu bólu. Sam zaś usiadł na krześle i przysunął się do niego, poddając mu szklankę pod usta.
- Pij, tylko powoli. Szybkie picie może ci zaszkodzić. - powiedział zaskakująco ciepłym tonem głosu. - Pij, a ja mogę poopowiadać. Więc w skrócie. Inferni zostali pokonani, miejsce zabezpieczone, Różdżka namierzona, przynajmniej częściowo, a mój przyjaciel ma się świetnie. Czego nie można powiedzieć o reszcie oddziału, ale to akurat przewidywaliśmy. - Darren zrobił ponurą minę, kiedy przypomniał sobie o zmarłych, ale zaraz postarał się pomyśleć o czymś innym. Nieświadomie zawiesił spojrzenie na jego wargach i nagle jakoś urwał mu się wątek. Milczał przez chwilę, dopóki Armand nie dopił wody. Potem odsunął szklankę. - Ja tylko oberwałem kulką i nie wiem nawet kiedy to się stało, ale w międzyczasie już mnie pozszywali, więc wróciłem tutaj. - mruknął już bardziej swobodnym głosem, jakby mówił o błahostce, nie chcąc, by elf jakkolwiek się tym przejął - Za to ty najpierw non stop traciłeś przytomność a potem zasnąłeś tak twardo, że lekarze mieli obawy, czy się obudzisz. W zasadzie, też się o to martwiłem. - zmarszczył brwi - Jeśli... hm, potrzebujesz spokoju, to wiesz... - dodał szybko, orientując się w końcu, że jego zachowanie mogło być odebrane jako nieodpowiednie lub nieprofesjonalne - znajdę sobie zajęcie.
Trochę plątały mu się myśli, ale tak naprawdę nie chciał wychodzić. Bardziej jednak nie chciał być dla niego ciężarem. Posłał Armandowi pytające spojrzenie. Wystarczająco przecież już nauprzykrzał mu życie. To przez niego elf był w takim stanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 675


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Bright: utracona potęga   Wto Wrz 04, 2018 11:32 pm

Larien rozluźnił się odrobinę, słysząc odpowiedź agenta. Z jednej strony, fatalnym było, iż wciąż nie odnaleziono Różdżki – z drugiej jednak, miał szansę wyprzedzić FBI i zdobyć magiczny przedmiot jeszcze zanim ponownie znajdzie się w dobrze strzeżonym bunkrze, na pewno z ulepszonym systemem zabezpieczającym. Jego stan w tym momencie jeszcze nie pozwalał na rzucenie się w pogoń, ale żył, oddychał, a Różdżka nie była odnaleziona, więc wszystko było przed nim. Musiał tylko wymyślić dobry plan, by poznać ruchy służb specjalnych, dowiedzieć się, gdzie tez szukali i co przeoczyli, a potem jako pierwszy dotrzeć do właściwego miejsca. Bułka z masłem.
Skrzywił się, świadom tego, jak bardzo sobie utrudnił wypełnienie misji Tarczy Światłości, przez tę jedną głupią decyzję, by nie użyć magii na kilku członkach gangu. Gdyby był wtedy rozsądniejszy, do niczego by nie doszło i nie znalazłby się w takiej sytuacji.
Przyjął wodę z wdzięcznością, która wyraźnie zarysowała się na jego jasnej, zmęczonej twarzy. Uniósł ostrożnie dłoń i chwycił za naczynie, chcąc zachować chociaż złudzenie własnej niezależności. Miał jednak nadzieję, że Kandomere nie puści kubka, ponieważ nie był pewien, czy sam da radę go utrzymać.
No, a poza tym, miał zaskakująco przyjemne, duże dłonie.
Wysłuchał całej jego historii z uwagą, układając sobie wszystkie wspomnienia, które powracały do niego falami, ze słowami mężczyzny. Tak, wszystko się zgadzało, nawet ten fragment o nieoczekiwanej ranie ciemnowłosego elfa.
Ułożył ostrożnie głowę na poduszkach, uśmiechając się mimowolnie z rozbawieniem.
- W porządku, możesz zostać. Nic mi nie jest. - Roześmiał się zaraz, wywracając oczami na idiotyzm tych słów. - To znaczy, oczywiście, że mi jest, ale wszystko w porządku, w normie. Jestem tak nafaszerowany lekami, że pewnie nie zauważyłbym nawet, gdybyś odrąbał mi nogi. - Wzruszył lekko ramionami, zaraz jednak się krzywiąc, czując jak szwy nieprzyjemnie napinają się na jego boku. Był tak ostrożny, a pomimo to wciąż coś mu przeszkadzało! Irytujące. Zauważył też nadmierny słowotok, któremu nieświadomie się poddał. To również uznał za konsekwencję medykamentów, co z jednej strony wydawało się naturalne, ale z drugiej – odrobinę problematyczne. Musiał podwójnie uważać, by nie wygadać niczego, czego nie zamierzał…
I właśnie wtedy go olśniło. Był niemal pewien, że dobrze oczytał zachowanie Darrena sprzed chwili, a nawet gdyby wcale tak nie było, łatwo mógł się z chwilowej niedyspozycji wytłumaczyć przytępiającymi zdrowy rozsądek lekarstwami. Gdyby jednak udało mu się odpowiednio wykorzystać agenta… Tak, wtedy mógłby z łatwością dotrzeć do Różdżki.
- Zostań – powiedział trochę pewniejszym tonem, wbijając spojrzenie swoich błyszczących, niebieskich oczu w te należące do agenta. - Czy z tobą wszystko w porządku? Kulka może nie jest metalowym prętem, ale też trochę spustoszenia da radę sprawić… - Uśmiechnął się, prezentując niemal wszystkie, śnieżnobiałe zęby, jednocześnie zabarwiając swój głos zatroskaniem. - Może powinieneś się położyć, hm? - Dla podkreślenia wagi swoich słów lekko poklepał pościel tą dłonią, do której nie miał przypiętych wszystkich maszyn pilnujących jego funkcji życiowych. W obecnej pozycji nie mógł obdarzyć całego elfa długim, taksującym bardziej znacząco spojrzeniem, ale tyle Kandomere'a, ile mógł, tyle sobie obejrzał.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArkashDon't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/10/2017
Liczba postów : 451


Male


PisanieTemat: Re: Bright: utracona potęga   Sro Wrz 05, 2018 9:14 pm

To było nawet miłe, gdy obaj, tak dziwnie zrelaksowani po lekach, zaczęli rozmawiać ze sobą w zupełnie towarzyskim tonie. Bez napięcia, bez wyrzutów, tak jakby nie mieli ze sobą absolutnie żadnych problemów.
Kandomere odstawił kubek na pobliską szafkę i uśmiechnął się nikle, słuchając śmiejącego się Armanda. Dźwięk ten, tak naturalny i niewymuszony, w zaskakujący sposób ukoił jego niepokój. Bo przecież wszystko było na swoim miejscu. Larien żył. Był bezpieczny. Zdrowiał. W jakiś sposób Darrenowi znowu udało się go uratować. To był kolejny cud, których Kandomere raczej nie doświadczał w swoim życiu. I może dlatego stracił czujność. A może przez trzydniowe zmęczenie, postrzał, i zastrzyki uśmierzające ból. Zresztą, trzeźwość jego myśli była coraz bardziej dyskusyjna. Był zbyt dumny, by przyznać, że powinien odpuścić, i wrócić do domu. I zbyt niechętny do powrotu do pustego domu, gdzie jedyne co go czekało, to kolejna butelka whisky.
Kiedy Armand posłał mu wymowne spojrzenie, w pierwszej chwili myśli niebieskowłosego elfa najpierw skupiły się na analizie sytuacji, a dopiero potem próbie racjonalności. Racjonalności, która kończyła się fiaskiem z każdą chwilą, gdy patrzył mu w oczy.
Darren dopiero teraz zdał sobie sprawę, że ma do blondyna jakąś słabość, i słabość ta zdecydowanie wygrywa z jego chęcią profesjonalizmu. Może była to kwestia urody, może sposobu, w jaki się uśmiechał... A może usidliło go to przejrzyste spojrzenie przywodzące na myśl letnie niebo. Albo też wszystko na raz.
- Z pewnością masz rację. Powinienem się położyć. - przyznał, podtrzymując z nim spojrzenie - Co jakiś czas szumi mi w uszach, prawdopodobnie to przez przemęczenie. Lekarze próbowali przetrzymać mnie na sali operacyjnej, ale tak między nami, z lekarzami nie dogaduję się najlepiej. Wręcz beznadziejnie. - westchnął, po czym poprawił się na krześle tak, żeby ustabilizować ramię na oparciu. Widać było, że leki działały, Darren robił się coraz bardziej bezpośredni i bardziej ludzki, mówiąc o swoich problemach - Ale jeśli tylko się położę, to momentalnie zasnę a powinienem jeszcze wrócić jakoś do domu... - chciał coś dodać, ale stracił wątek; zsunął spojrzenie na jego usta, coraz bardziej się rozpraszając, aż w końcu szybko odwrócił głowę, nagle zażenowany własnym zachowaniem. Zmarszczył brwi, próbując zebrać swoje myśli, zaprowadzić w nich jakiś ład- Wiesz, obawiam się, że mogę teraz zacząć pleść jakieś kompletne bzdury. - powiedział w końcu, przyznając tym samym, że nie myślał trzeźwo. - Może ty coś opowiedz. Dla odmiany. Z chęcią posłucham.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 675


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Bright: utracona potęga   Sro Wrz 05, 2018 10:03 pm

Przemiana agenta była ciekawa do zaobserwowania, nawet biorąc pod uwagę, że nie znali się z Larienem na tyle długo, by młodszy elf mógł uznać, że sposób bycia starszego znacząco odbiega od jego normy. Rzecz jasna, po tych kilku chwilach spędzonych w jego towarzystwie, stworzył sobie pewne wyobrażenie swojego rozmówcy i ono nie do końca pasowało do Kandomere'a, który zdawał się mieć trudność ze skupieniem się i co jakiś czas - ewidentnie - zatrzymywał się, wbijając wzrok w jego usta, gubiąc całkowicie wątek.
Na pewien sposób, było to miłe. Armand nie przywykł do tego, by jego prezencja jakkolwiek wpływała na osoby, z którymi miał kontakt - a już szczególnie nie mógł tego powiedzieć, przypominając zapewne cień człowieka, gdy leżał na łóżku szpitalnym, po poważnym wypadku, mając za sobą niejedną transfuzję i całą listę wypróbowanych na nim uleczających czarów. Jasnowłosy elf pamiętał, kiedy ostatnio obdarzył kogoś - ze wzajemnością - tego typu zainteresowaniem, ale było to na tyle dawno, iż nie chciał do tych wspomnień wracać. One go ukształtowały, odcisnęły na nim piętno, ale nie były warte ciągłego rozpatrywania. Nic nowego już nie mógł w ich kwestii wymyślić, pozostało mu być właściwym i sumiennym członkiem Tarczy, zdobyć Różdżkę i doprowadzić do upadku Infernich.
Małe cele.
Uśmiechnął się pod nosem, rozbawiony odrobinę własnym, całkowicie nierzeczywistym podejściem. Zazwyczaj zachowywał się poważniej, ale brakowało mu wówczas dystansu, poczucia oddalenia od rzeczywistości, które aktualnie obejmowało go bezpiecznie i zapewniało przyjemne rozluźnienie. Tak, kolejna zaleta leków.
- Cóż, ja raczej nie mam za wiele do powiedzenia. I, tak tylko przypomnę, że też jestem na lekach i mogę śmiało zacząć mówić bez ładu i składu. - Wzruszył lekko ramionami, układając się odrobinę wygodniej na łóżku i obracając głowę bardziej w stronę Darrena. - Jak się zapewne domyślasz, kiedy ty byłeś zajęty tyloma interesującymi czynnościami, ja leżałem nieprzytomny i poddawałem się procedurom medycznym, których niestety nie pamiętam. Było to niewątpliwie fascynujące i bardzo żałuję, że nie byłem wtedy obecny duchem. - Roześmiał się ponownie, wywracając oczami. Po raz kolejny poklepał pustą przestrzeń na łóżku. - Myślę, że lepiej zrobimy, jeśli odpoczniemy. Na twoim miejscu nawet nie próbowałbym gdziekolwiek się przemieszczać, bo zemdlejesz w połowie drogi. To szokujące, wiem, sam jestem zdziwiony, ale agenci FBI ewidentnie też mają granice własnej wytrzymałości i ty do swojej dobiegłeś. - Uniósł brew wysoko, na chwilę się zamyślając. - Mam wrażenie, że nawet zrobiłeś więcej, nie wiem, przekroczyłeś ją na pełnym gazie, a później jeszcze dwie kolejne. Jestem pod wrażeniem, że masz wciąż otwarte oczy, prawdę powiedziawszy. Przespałeś się chociaż chwilę przez ostatnią... ile byłem nieprzytomny? Dobę? Dwie? - spytał, przekrzywiając lekko głowę w bardziej pytającym geście.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArkashDon't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/10/2017
Liczba postów : 451


Male


PisanieTemat: Re: Bright: utracona potęga   Sro Wrz 05, 2018 11:53 pm

- Prawdę mówiąc, straciłem rachubę czasu. - odparł Kandomere, pocierając skroń. Zerknął na zegarek - Szesnasta... Może być środa. Ale głowy nie dam. - cyferki radośnie zatańczyły mu przed oczami i zamrugał szybko, zdając sobie sprawę ze zmęczenia organizmu - O takie rzeczy zapytaj lekarza, ja jakoś od poniedziałku nie pilnuję godzin.
Nie wiedział w zasadzie, czego była to kwestia. Może to leki, a może przemęczenie. Albo i jedno z drugim zadziałały tak, jakby co najmniej przez ostatnią godzinę częstował się dragami.
- Wiesz, że lekarz prowadzący wykopie mnie stąd za nie przestrzeganie sterylności i inne takie? - westchnął, po czym uśmiechnął się do Armanda z wyraźną przekorą - Ach, trudno. I tak się nie lubiliśmy. - ocenił, i spróbował zostawić wierzchnią marynarkę na oparciu krzesła. Wyplątanie się z niej było cokolwiek problematyczne. I przez koordynację ruchową, i bolący bark. Całe szczęście, Kandomere przestał analizować każdy swój ruch, i udawać, że miał się lepiej, niż w rzeczywistości. Po prostu, trzeźwość jego myśli załamywała się. Chciał tego czy nie chciał, nie dotarłby samodzielnie do domu. Propozycja Lariena była więc więcej niż kusząca. Właściwie, było prawdopodobne, że Darren faktycznie straciłby przytomność gdzieś po wyjściu z tej sali.
Jakkolwiek dziwne to nie było, jakkolwiek abstrakcyjnie by tego nie odebrał, zaproszenie i obecność jasnowłosego elfa były dokładnie tym, czego Darren potrzebował.
Nie wzniosłych słów, intelektualnych potyczek czy zbędnej troski. Właśnie jego obecności i akceptacji, i nic poza tym.
To było nawet zabawne, obserwowanie Darrena i zmagań z marynarką. Zwykle dumny i dostojny, teraz mruczał pod nosem coś, co było zapewne przekleństwem, a nienagannie ułożone włosy porozlatywały się na wszystkie strony, nieco chaotycznie i dziko, z pewnością bez doskonałości.
Kandomere wyraźnie był na granicy swojej wytrzymałości, tak, jak przewidywał Armand. Był również sfrustrowany. Nie tylko zgubieniem Różdżki, obrażeniami Armanda i własną słabością. Dlatego, kiedy się w końcu położył - teraz elf wyraźnie widział ciasno przylegające do jego barku bandaże - po raz pierwszy od dłuższego czasu poczuł niewymuszone szczęście.
Chwila spokoju. Wszystko pod kontrolą. Larien tuż obok, nie musiał się o niego więc martwić.
- Wiesz. Nie miałem na myśli tego, co działo się, gdy byłeś nieprzytomny... - agent podjął wątek, będąc blisko, ale bezpiecznie daleko od kabli - Byłem po prostu ciekaw... ciebie. Czym zajmujesz się na co dzień. Jak żyjesz. - na moment popatrzył mu w oczy, co w ich sytuacji było już całkiem intymne - Czy to już zbyt poufałe?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 675


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Bright: utracona potęga   Nie Wrz 09, 2018 1:05 am

Dopóki agent siedział (i nie otwierał ust) mógł jeszcze ujść jako człowiek funkcjonujący w rzeczywistości bez większych problemów, może odrobinę zmęczony, ale wciąż reagujący z odpowiednim refleksem. Gdy jednak się podniósł i zaczął pozbywać marynarki, całe to wrażenie prysło jak bańka mydlana. Nie trzeba było wcale czystego, pozbawionego leków umysłu, by dostrzec, w jak złym stanie był. Armand trafił swoimi podejrzeniami w dziesiątkę i potem, przez dłuższą chwilę, obserwował żałosne wysiłki swojego towarzysza. Gdyby nie fakt, iż sam był w jeszcze gorszym stanie, zapewne nawet by się nad nim ulitował i pomógł. Darren przedstawiał sobą prawdziwy obraz nędzy i rozpaczy.
Chwilową słabość do niego Larien tłumaczył sobie nadmiarem leków i przeżyć z ostatnich kilku... godzin? Dni? Wiedział, że musi być wobec niego odpowiednio... uprzejmy i wrażliwy, by osiągnąć to, co sobie zaplanował, ale z drugiej strony, w tym konkretnym momencie ciężko było mu nakreślić właściwą linię pomiędzy subtelnym zdobywaniem zaufania Kandomere'a, a nadmiernym spoufalaniem się.
Prawdę mówiąc, zielonowłosy też ewidentnie miał z tym problem.
Młodszy elf przesunął się ostrożnie, uważając szczególnie na wszystkie przypięte do niego urządzenia i ranę na boku, by ułatwić towarzyszowi położenie się obok. Łóżko, na ich szczęście, było całkiem spore i - przy odrobinie motywacji oraz samozaparcia - mogli się na nim faktycznie pomieścić we dwójkę. Mogli nawet się nie stykać ciałami, ale to znacznie zmniejszało komfort obu stron, dlatego Larien niespecjalnie się do tego przyłożył. Nie sądził, by w tej sytuacji dotknięcie się ramionami mogłoby zrobić któremuś z nich większą krzywdę (...niż już sobie zrobili....), dlatego nie starał się do tego nie dopuścić.
Obrócił głowę bardziej w stronę Darrena, zaraz unosząc brew w pytającym geście, gdy usłyszał jego słowa. Przygryzł wargę, na moment się zamyślając, odwracając wzrok od agenta i próbując - możliwie najbardziej racjonalnie - rozważyć, co też powinien mu powiedzieć.
- Jak zapewne wiesz, nie przystaję z nam podobnymi. Mieszkam w części należącej bardziej do ludzi, nie zajmuję się niczym specjalnym, dzięki temu, że nie urodziłem się biedny. - Zaśmiał się cicho, ale w jego głosie wyraźnie zabrzmiały bardziej gorzkie nuty. Nie sposób było ich nie dostrzec, nawet pomimo leków krążących w ich żyłach - czy raczej, właśnie przez nie w ogóle się wydostały. Zaraz jednak Armand wzruszył ramionami, przywołując na usta wąski, wręcz drwiący, uśmiech.
- Nie potrzebuję pracować, więc tego nie robię. Nie korzystam z magii. Jestem cholernie nudny. - Puścił do Kandomere'a oko, wypowiadając ostatnie słowa coraz ciszej i łagodniej, by umożliwić zmęczonemu mężczyźnie zaśnięcie.
W zasadzie, obaj tego potrzebowali. Larien też czuł, jak z każdą kolejną chwilą jest bardziej zmęczony i słabszy. Utrzymanie otwartych oczu, nawet gdy - wcale nie tak daleko - znajdowały się te odrobinę ciemniejsze, należące do agenta FBI, wymagało coraz więcej siły.
Armand nie chciał też zbytnio zagłębiać się w swoją historię. Zamknięcie powiek, wyrównanie oddechów i chwilowe odpłynięcie świadomości do innej krainy było mu bardzo na rękę. Przy odrobinie szczęścia, po powrocie do rzeczywistości, Darren nie będzie już pamiętał o tej rozmowie.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArkashDon't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/10/2017
Liczba postów : 451


Male


PisanieTemat: Re: Bright: utracona potęga   Nie Wrz 09, 2018 4:46 pm

Elf słuchał go z uwagą, koncentrując na tym resztę sił. Kandomere wyłapał gorycz w jego głosie i widział dokładnie, jak Armand próbował to potem zamaskować. Nasunęło mu to więcej pytań niż odpowiedzi i wywołało w nim jakąś potrzebę pocieszenia, ale zmilczał, dając mu mówić.
Darren nie nazwałby go nudnym, i przy odrobinie więcej samozaparcia prawdopodobnie zaraz wdałby się z nim w dyskusję, przedstawiając swoje racje, jednak kiedy Larien wyraźnie opadał z sił, rozmowa ta musiała zostać przełożona na bardziej sprzyjającą chwilę.
Jeden i drugi mieli coś do ukrycia. Agent rozumiał to i nie dociekał, nie narzucał się ze swoim zainteresowaniem. Tak było lepiej. Chciał czy nie chciał, pochodzili z dwóch różnych światów, różnych środowisk, i zapewne warto było zachować wobec siebie zdrowy dystans, zanim jakieś osobiste fantazje zakłóciłyby obraz prawdziwej rzeczywistości. A Kandomere już z pewnością pozwalał sobie na zbytnie zażyłości, zdecydowanie za bardzo uległ fascynacji... Zamknął oczy i wsłuchał się w oddech Lariena, próbując resztą pozostałej determinacji nie myśleć o tym, że paradoksalnie i on i Armand byli do siebie cholernie podobni. Obaj nie mówili o przeszłości, nie lubili mówić o sobie, poświęcali się dla sprawy i pomimo otoczki wielkich celów, byli jednak nieszczęśliwi. No i byli zbyt dumni, by przyznać prawdziwość poprzednich twierdzeń. Trochę jak w krzywym zwierciadle, cechy, które ich łączyły, były w takim samym stopniu też blokujące.
- Cholernie nudny elf nie wykradłby Różdżki FBI i nie próbował potem szukać jej półżywy w bunkrze pełnym Infernich... - powiedział cicho Kandomere, zakrywając oczy przedramieniem i pozwalając umysłowi rozproszyć się - Słowo nudny jest ostatnim, jakie by do ciebie pasowało, Armand. Może bardziej zdeterminowany. Albo też brawurowy. Mam nadzieję, że nie autodestrukcyjny, bo byłbyś zbyt podobny do mnie. - mruknął, nie oczekując jednak, że Armand nadal go słuchał. Powiedział to raczej w pustkę, zanim sen odciął mu możliwość składania zdań.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 675


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Bright: utracona potęga   Nie Wrz 09, 2018 11:18 pm

Podczas gdy Kandomere głównie słuchał, Armand przyłożył się szczególnie do obserwowania go. Wpatrywał się w jego, odrobinę zamglone, oczy, wodził spojrzeniem po - miejscami bardziej topornych - rysach twarzy, skupiał na mimice, zmarszczonych brwiach, poruszających się delikatnie wargach. Patrzył na starszego elfa tak intensywnie, jakby próbował wyczytać z jego twarzy wszelkie prawdy świata. Odkrył też, nie bez zdumienia, iż bliskość agenta nie tylko mu nie przeszkadzała, ale wręcz wywoływała w nim pewnego rodzaju ochotę, pragnienie, by sięgnąć i go dotknąć. Poczuć zmarszczki wynikające ze zmęczenia, zarówno ciepło, jak i chłód jego skóry, suche wargi, miękkie, długie włosy... Jego zainteresowanie nie wynikało stricte z namiętności czy pożądania, ale zwyczajnej ciekawości. Jakkolwiek smutno i żałośnie by to nie brzmiało, Larien od bardzo dawna nie miał z nikim tak intymnego kontaktu. Nawet, jeśli ta konkretna sytuacja była wyłącznie złudzeniem, które wynikło przez leki krążące w ich żyłach i wyczerpanie, wciąż wiązała się z bliskością, do jakiej młodszy elf zdążył się odzwyczaić.
I przez krótką chwilę pragnął jej znów zasmakować.
Drwiący uśmiech znów wpłynął na jego usta, a pozbawiona kabli dłoń zacisnęła się na pościeli, by powstrzymać odruch, na który Armand pozwolić sobie nie mógł. Którego... szczerze mówiąc, trochę się obawiał.
Parsknął cicho pod nosem, słysząc słowa Darrena. Jedyne, co tak naprawdę go zaskoczyło, to zwrócenie się do niego po imieniu. Oczywiście, można by rzec, iż po ich ostatnich przejściach (i w aktualnej pozycji) zejście z bardziej formalnego podejścia było jedyną naturalną konsekwencją, ale z drugiej strony to go zaskoczyło.
- Każdy z nas ma pewne zobowiązania. Obowiązki nie czynią nas ciekawymi. - Wzruszył lekko ramionami, teraz już szepcząc, nie mogąc się powstrzymać, by nie mieć ostatniego słowa... ale jednocześnie kończąc zdanie już z zamkniętymi oczami, czując jak wręcz zapada się w pościeli. Choćby chciał, nie mógłby kontynuować tej rozmowy, nie w tym momencie, nie w tym stanie. Potrzebował snu. Obaj potrzebowali.

Tym razem Larien obudził się bez poczucia zdezorientowania. Wiedział, gdzie się znajduje, dlaczego i... z kim. Nie zauważył momentu, w którym przylgnął (a może do niego przylgnięto?) do Kandomere'a, stykając się z nim nie tylko zdrowym ramieniem, ale też i głową. Zamrugał z zaskoczeniem, odsuwając się tylko odrobinę, szukając wzrokiem źródła dźwięku, który wybudził go ze snu. Niemal od razu dostrzegł element otoczenia, którego w chwili, gdy zasypiali, nie było. Patrzącego na nich i cmokającego z dezaprobatą, lekarza.
Jasnowłosy uniósł brew, spoglądając na mężczyznę w średnim wieku z mieszanką pytania i wyzwania w oczach. Tak jakby tylko czekał, aż ten zdecyduje się zwerbalizować swoje zniesmaczenie.
Armand uważał, że po walce z grupą Infernich i wysiłku jaki włożył, by zdobyć magiczny artefakt, byle medyk mógł mu co najwyżej podskoczyć. Gdyby chciał leżeć w łóżku z piątką nagich dziwek, byłoby to równie akceptowalne, co bliskość agenta FBI. I niech ktoś spróbuje mu powiedzieć inaczej!

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArkashDon't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/10/2017
Liczba postów : 451


Male


PisanieTemat: Re: Bright: utracona potęga   Pon Wrz 10, 2018 2:12 am

Obudził go ruch i niesprecyzowany dźwięk gdzieś po prawej stronie łóżka. Zdołał zorientować się gdzie i z kim leżał, nim poczucie obowiązku zmusiło go do otwarcia oczu i zareagowania na sytuację. Ziewnął więc krótko i obrócił głowę w kierunku dźwięku, a następnie skoncentrował wzrok na zniesmaczonym wyraźnie lekarzu.
- Cześć, Johnson. - rzucił zrelaksowanym i niespecjalnie dobudzonym głosem, choć posłał mu zdecydowanie trzeźwe spojrzenie. Następnie posłał mu też jawnie sarkastyczny uśmiech. - Nie powinieneś być przypadkiem przez kolejny kwadrans na jakimś obchodzie?
Kandomere rzucił krótkie, porozumiewawcze spojrzenie Larienowi, po czym w zupełnie nieskrępowany sposób podłożył sobie zdrową rękę pod głowę i poczekał cierpliwie, aż lekarz załapie, że to jest właśnie ten moment, w którym powinien zrobić pilny tył zwrot.
Dopiero wtedy, gdy człowiek posłał im obu spojrzenie więcej niż nieprzyjemne i wyszedł z pomieszczenia, agent zwrócił nieco więcej uwagi na ułożenie swoje i Armanda.
- Ludzie bywają okropnie natrętni. - mruknął z niezadowoleniem, wracając dokładnie do poprzedniej pozycji, udając, że w ogóle go to nie obeszło i że wcale nie zamierza ulegać tej przedwczesnej, wymuszonej pobudce. - Jak się dziś czujesz? - zapytał Lariena.
Pomimo tego, że nadal odnosił wrażenie, jakby co najmniej potrącił go tir, stan blondwłosego elfa był tutaj zdecydowanie ważniejszy.
Pamiętał jakieś urywki poprzedniej rozmowy, ale nie czuł się wystarczająco trzeźwy, aby do niej wracać. Mógł coś poprzekręcać, albo źle zrozumieć, wolał więc dać sobie czas na przemyślenie tamtych chwil. Gadali coś o obowiązkach, Różdżce i nudzie, ale za bardzo zlewały mu się wspomnienia, by próbował teraz do nich powracać.
Było coś w ich pozycji, co w banalnie niewymuszony sposób dawało poczucie bliskości. Darren nie wiedział, który z nich to zapoczątkował, ale było więcej niż oczywiste, że obaj tego potrzebowali.
Czy był przy tym zażenowany? Nie. Czy czuł dyskomfort? Również nie. Czuł się tak, jakby jakiś element układanki właśnie wskoczył na swoje miejsce, i to, że leżeli przy sobie, ramię przy ramieniu i skroń przy skroni było więcej niż potrzebne; było naturalne. Błahe leżenie przy sobie sprawiło, że Darren poczuł się we właściwym miejscu i właściwym czasie. Nie było tu mowy o pomyłce. Kiedy zeszła z niego większość otępiających leków, elf był wręcz boleśnie świadom faktu, że jego serce uległo czemuś więcej, niż przelotnej fascynacji.
Mógłby przewidzieć taką sytuację. Mógłby być czujny, spotykając inteligentnego, uzdolnionego, ambitnego, młodszego i cholernie atrakcyjnego elfa; mógłby, lecz nie był, nie wierząc w istnienie osoby o wszystkich tych cechach. Ów brak czujności dał bardzo szybkie efekty - Kandomere nawet nie próbował teraz walczyć o pozory.
Po zadaniu pytania, zajrzał Armandowi w oczy na dłużej. Uśmiechnął się. Lekko, nieco niedowierzająco, jakby zaistnienie tej sytuacji mogło być tylko jakąś wytworzoną przez mózg ułudą. Nie było w nim jednak nawet cienia zawahania. Był opiekuńczy. Ciepły. Stabilny. Niezależnie od tego, co mógł wyczytać w spojrzeniu blondyna. Ostatnie wydarzenia złamały ścianę lodu, jaki zwykł wokół siebie utrzymywać.
- Nie wiem, ile spaliśmy. Wiem jednak, że kiedy Johnson wróci, przyprowadzi swoich strzykawkowych kolegów. Albo całą skrzynkę kolorowych tabletek ułatwiających naszą współpracę. - zażartował - Ciężko stwierdzić, co jest gorszą opcją.
Bez zbędnego pytania sięgnął dłonią w dół i przesunął palce na zdrowy nadgarstek Armanda. Potem już ujął to miejsce umiejętnym gestem, by w ciszy zmierzyć mu puls.
- Tętno masz w normie... Może unikniesz zastrzyków. - oznajmił, jednak nie cofnął ręki.
I nie odwrócił też wzroku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 675


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Bright: utracona potęga   Pon Wrz 10, 2018 5:08 pm

Swoje zachowanie, rzec jasna, Larien potrafił całkiem racjonalnie uzasadnić – jednak tego spokoju i opanowania, którymi emanował agent, nie pojmował. Nie znał mężczyzny na tyle długo, by móc ocenić, czy zachowywał się on tak zawsze, czy specjalnie wobec niego, czuł jednak delikatne zdumienie, widząc jego pełną troski i ciepła twarz. Młody elf próbował uzasadnić je wpływem leków, które wciąż nie do końca rozpłynęły się w organizmie… ciężko jednak było sobie to wmawiać, będąc obserwowanym z taką uwagą i trzeźwością. Nie tylko czuł się niezręcznie, ale wręcz niepewnie, znajdując w sytuacji, której konsekwencji nie przewidział. Chciał Darrena wykorzystać, zdobyć informacje o położeniu Różdżki, angażując się w sposób bardziej fizyczny niż emocjonalny, rzeczywistość jednak przerosła jego oczekiwania.
- Dosyć… dobrze – powiedział ostrożnie, a w jego oczach wyraźnie zalśniło zaskoczenie. Co niesamowite, faktycznie tak było. Skupiony na czymś zupełnie innym, ułożony wygodnie na łóżku, wyspany i uleczony, czuł się dosyć dobrze. Dopiero po chwili, gdy mentalnie przeskanował swoje ciało, szukając w nim dyskomfortu i bólu, dostrzegł iż wciąż w niektórych miejscach jest on obecny.
Zaraz jednak na powrót skupił całą swoją uwagę na leżącym przy nim elfie, słuchając jego słów i próbując zrozumieć jego zachowanie. Znaleźć przyczynę, która będzie dlań mniej abstrakcyjna, niż myśl, iż – po prostu – Kandomere, z zupełnie nielogicznych powodów, był nim zainteresowany, w sposób nie tylko wynikający z fizycznego przyciągania.
Larien sądził, że wymazał z pamięci wszystkie wspomnienia i tęsknoty za tego rodzaju bliskością. W tej konkretnej chwili mógł się przekonać, iż po części faktycznie tak było. Nie miał pojęcia, jak powinien się zachować – jakkolwiek kuriozalnie by to nie brzmiało, czuł się zakłopotany. Miał wrażenie, jakby tylko jedno mrugnięcie dzieliło go od zarumienienia się.
Jak to się stało? Kiedy? Dlaczego?
Roześmiał się cicho na żart, ponieważ nic innego mu nie pozostało – a potem delikatnie zadrżał pod wpływem nieoczekiwanego dotyku. Spojrzenie, którym został obdarzony, wręcz zaczęło go palić od środka – nie potrafił jednak pozostać mu obojętny. Nie potrafił odwrócić własnego. Miał nawet problem ze skupieniem się na słowach, jakie skierowano w jego stronę.
- Nie dość, że agent, to jeszcze medyk. Elf wielu talentów – mruknął coś, co miało w założeniu być złośliwe, ale przez dziwnie brzmiący głos zabrzmiało bardziej żartobliwie. W tym konkretnym momencie zirytował się poważnie na siebie. Zachowywał się jak jakaś zadurzona dzierlatka, a nie dorosły facet.
Zmusił się do przerwania kontaktu wzrokowego, odwracając lekko głowę od mężczyzny, jednocześnie przygryzając nerwowo dolną wargę.
Na chwilę miała szansę zapanować pomiędzy nimi niezręczna cisza.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArkashDon't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/10/2017
Liczba postów : 451


Male


PisanieTemat: Re: Bright: utracona potęga   Pon Wrz 10, 2018 9:17 pm

Gdy Kandomere uzyskał odpowiedź na pytanie, dostrzegł w spojrzeniu Armanda nutę zdziwienia lub też zaskoczenia, jak gdyby troska Darrena była co najmniej czymś dziwnym, jeśli nawet nie niezrozumiałym. Jakby dla Lariena obcym, a może i nawet wywołującym zaniepokojenie. To był ułamek sekundy, ale i tak sprawił, że agent konsekwentnie pozostał przy swoim zachowaniu, by przekonać elfa o szczerości tej troski. Nie była udawana, nie była też zbyteczna. Darrenowi po prostu na nim zależało. A ukrywanie tego mijało się z celem.
Tym razem pozwolił sobie pokazać, że mu zależy. Wpatrywał się intensywnie w jego źrenice, próbując odnaleźć choć cień aprobaty lub czegoś, co dałoby mu jakąkolwiek podstawę do stwierdzenia, że postępował słusznie i że nie narzuca się ze swoim zainteresowaniem. I w pewnym momencie poczuł nawet zawahanie. Mógł przecież sobie coś uroić, a Armand mógł być wobec niego po prostu uprzejmy; wśród elfów uprzejmość i takt wcale nie musiały iść w parze z jakimikolwiek życzliwymi odczuciami. Mogły być szyderstwem, utajoną niechęcią - mogły być wszystkim, ale nie tym, co akurat pokazywali. I przez moment Kandomere pomyślał, że Larien nie życzył sobie takich poufałości. Że nie chciał takich zachowań, mógł nimi nawet gardzić. Nie byłoby to niespotykane, bo w końcu ich rasa miała to w zwyczaju. Nieprzystępność i duma były wpisane w elfi charakter.
Jednak Larien nie był niechętny tej uwadze. Nie uciekł spojrzeniem, nawet jeśli zdawał się odrobinę zakłopotany.
Dlatego też, kiedy Armand najpierw się zaśmiał, a potem wyraźnie zareagował na jego dotyk, niebieskowłosy elf poczuł nagle, że jego własne tętno właśnie się rozgalopowało. Przynajmniej tak, jakby nie był wcale dojrzałym i odpowiedzialnym agentem FBI, tylko jakimś młokosem z burzą hormonów, którego wybranka zgodziła się własnie na randkę. Była w tym jakaś czysta radość, euforia, coś, czego nie czuł od dawien dawna, nie wierzył, że jeszcze potrafi to poczuć.
Drobny moment później coś w spojrzeniu Armanda nagle ocieplało, a potem rozgorzało wręcz, poddając wieloletnie wypracowany spokój Darrena bardzo poważnej próbie. I nagle blondyn przerwał ten kontakt. Odwrócił głowę, przygryzł wargę... Jeśli coś mogło sprawić, by Kandomere mógł zrobić się ckliwy, było to dokładnie takie zachowanie Lariena.
Darren powoli puścił jego nadgarstek. Nie po to, by się odsunąć. Obrócił się na bok, wsparł głowę o dłoń i czułym, troskliwym gestem odgarnął z policzka Armanda kosmyk włosów.
- Talenty wynikają z mojej pracy. Obowiązki nie czynią nas ciekawymi. - powiedział jego słowami, dowodząc, że jednak pamiętał ich rozmowę - Ciekawe jest to, co się robi pomimo obowiązków. Albo też zamiast nich. Ja na przykład... Kompletnie nie mogę zebrać przy tobie myśli. - przyznał z rozbrajającą szczerością.
Powiedział na głos coś, co było pewnie widać. I uśmiechnął się tylko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 675


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Bright: utracona potęga   Wto Wrz 11, 2018 12:00 am

Nie wiedział, jak powinien się zachować. Każda kolejna chwila w towarzystwie Kandomere’a, każdy kolejny ruch z jego strony, każde słowo, spojrzenie i uśmiech, zbijały go z tropu coraz bardziej i mieszały w głowie z zaskakującą siłą. Armand Larien, elf który przez większą część swojego życia traktowany był jako wojownik, narzędzie, osoba która zmieniła w pewnym momencie nie tylko swoje otoczenie, ale całe podejście i moralność, nie przywykł do do takiego traktowania. Oczekiwał czegoś zupełnie odmiennego i nie miał wyrobionych reakcji obronnych na uwagę, która została mu nagle poświęcona.
Czuł się idiotycznie nie wiedząc, co powinien zrobić, jaka odpowiedź byłaby tą właściwą. To w końcu on zainicjował całą tą bliskość, wprawdzie pod wpływem mocnych leków przeciwbólowych, ale mimo to świadomie. Z każdą kolejną chwilą on był coraz bardziej zakłopotany, a Darren… Darren zdawał się wręcz czerpać satysfakcję z jego zagubienia.
Nie, to nie była sprawiedliwa ocena. Starszy elf po prostu zachowywał się zupełnie tak, jakby mu na Larienie zależało. To faktycznie nie było coś, do czego on przywykł.
Drgnął ponownie, czując palce mężczyzny na swojej twarzy. Ledwo ją musnęły, kontakt trwał ułamek sekundy – a jednak całe ciało jasnowłosego jakby zapłonęło. Policzek palił go jeszcze przez dłuższą chwilę, podczas której mężczyzna walczył z niechcianym rumieńcem.
Słysząc słowa mężczyzny, przywołujące w jego pamięci ich ostatnią rozmowę, obrócił w jego kierunku głowę. Tym razem nie patrzył mu w oczy, ale obserwował uważnie jego mimikę i poruszające się wargi, szukając w wypowiedzi fałszu. Ewidentnej oznaki, iż to Darren chciał go zmanipulować, tak jak wcześniej zamierzył sobie członek Tarczy.
Wyznanie Darrena nie tylko – naprawdę! - pozbawiło go tchu, ale do tego zmusiło Lariena do spojrzenia mu w oczy. Tym razem jego wzrok nabrał na ostrości, mężczyzna wpatrzył się weń intensywnie, jakby chciał dosięgnąć aż jego duszy, odnaleźć nutę fałszu, która zepsułaby niesamowicie piękne i wręcz romantyczne brzmienie oświadczenia.
Ku jego zdumieniu, Kandomere okazał się być otwartą księgą.
- Nigdy nie zrobiłem czegoś pomimo obowiązków. Albo zamiast nich – powiedział tak cicho, iż gdyby nie ich bliskość, zielonowłosy elf nie usłyszałby jego słów. Ani głosu, w którym pojawiło się zafascynowane brzmienie, zupełnie tak, jakby mężczyzna otworzył przed nim wrota do krainy możliwości, o której Armand nigdy wcześniej nie słyszał. Był młody. Wychowany w konkretny sposób, mógł faktycznie nie wyobrażać sobie życia poza obowiązkami. Byłoby to nawet niespecjalnie zaskakujące, gdyby wziąć pod uwagę jego rasę. Elfy miały zupełnie inne podejście do swoich podopiecznych i bardzo specyficzny charakter.
Obrócił się cały w stronę Darrena, odgarniając niefrasobliwym ruchem ręki włosy, które nagle kaskadą spłynęły mu na twarz i ramiona. Odrzucił je na poduszkę, zaraz wyciągając dłoń i w lustrzanym geście do tego sprzed chwili, odgarnął jeden z kosmyków Kandomere’a, zawieszając potem dłoń delikatnie nad nim.
- Jakie to uczucie? - spytał w tym samym tonie, zwilżając delikatnie językiem wargi, najpierw górną, a potem dolną. Uśmiechnął się nagle, wąsko, niepewnie, jakby brakowało mu doświadczenia w bardziej szczerej i pozbawionej złośliwości mimice. - Żałujesz?

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArkashDon't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/10/2017
Liczba postów : 451


Male


PisanieTemat: Re: Bright: utracona potęga   Wto Wrz 11, 2018 2:13 am

Moment, w którym na policzkach Lariena pojawił się delikatny rumieniec, tym razem to Darrena wprowadził w zakłopotanie. Kandomere nie chciał przegiąć. Nie chciał go czymś zrazić. Zależało mu, nie dbał więc teraz o własne pobudki. I nie spodziewał się, że ten jawny dowód skierowanych na niego emocji jego samego przyprawi o cięższy oddech. Mógłby próbować udawać, że kontroluje swoje odczucia, ale byłoby to kłamstwem, bo nie kontrolował. Było mu gorąco i coś wprawiało w spięcie mięśnie szczęki, jakby celowo zamykając mu możliwość wypowiedzenia jakichkolwiek sensownych słów.
Oczywiście to emocje były powodem, lub też dziwne napięcie trwające w powietrzu. Były one nadspodziewanie silne i nie mógł ich przewidzieć. Nie przewidział też tego, że Armand skopiuje jego gest, i zrobi to w tak zaskakująco naturalny sposób. Jakby przyszło mu to bez trudu... i jednocześnie jakby odkrył w tym coś nowego. Celowo pozostawił potem dłoń z cal od skóry Darrena i przesunął językiem po swoich wargach, w geście o różnej interpretacji.
To już z pewnością wybiło z głowy agenta resztę istniejących trzeźwych myśli.
Może, gdyby traktował Lariena choć odrobinę mniej poważnie, zrobiły teraz coś głupiego i instynktownego.
Może zwilżone wargi okazałyby się adoracją niezależnie od tego, jakie były fakty.
Ale pomimo natłoku emocji, agent nie traktował Armanda ani trochę przedmiotowo. Nie potrafił. Nie chciał.
Po wysłuchaniu odpowiedzi młodszego elfa to Kandomere odwrócił wzrok. Przełknął z trudem ślinę.
- Jakim uczuciem jest... - powtórzył odrobinę nierozumiejąco i zamilkł, rozproszony do reszty. Myślenie przychodziło z oporem, agent wcale nie żartował, że ma problem ze skupieniem. - To przyjemne. - oznajmił wreszcie - Przyjemne jest... robienie rzeczy pomimo obowiązków. - uściślił, teraz już z pewną nutą rozbawienia – I nie żałuję. – Kandomere przechylił powoli głowę pod jego spojrzeniem i dotknął krawędzią skroni jego zawieszonej w powietrzu dłoni, przymykając przy tym oczy, jakby sam się podstawiał pod dotyk. Jakby dotknięcie włosów, jakiś namacalny kontakt, nawet w ogóle nie erotyczny, był w tym momencie niezwykle ważny.
Był przełamywaniem bariery. Formą akceptacji. Zwykłą bliskością i uwagą. Kolejnym dowodem zainteresowania.
Darren przez chwilę milczał. Kontemplował ten moment. A potem, po chwili bezruchu, sięgnął do jego dłoni i zsunął ją na swój policzek, uważnie obserwując każdą zmianę na twarzy Armanda. Próbował dostrzec jakiś cień niechęci. Albo też niepewność. Kandomere nie wiedział, czy Armand był obyty z takim zachowaniem... czy w ogóle go sobie życzył. Czy takie czułości nie były chociażby... drażniące.
Opuścił swoją rękę na pościel. Uśmiechnął odrobinę, nadal opiekuńczo i z pewną subtelnością. Próbował wyczuć jego oczekiwania.
- Obawiasz się? - spytał cicho, dając mu możliwość każdej możliwej reakcji. Nie było w nim drwiny, nie było oceniania... Przemawiała przez niego zwykła, całkiem ludzka troska.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 675


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Bright: utracona potęga   Wto Wrz 11, 2018 4:24 pm

Na moment, jakąś magiczną chwilę, cały świat skurczył się tylko do nich dwóch. Nie istniały żadne obowiązki, żadni lekarze, żadna walka pomiędzy dobrem a złem, żadna przeszłość i przyszłość. Byli tylko oni, wpatrzeni w siebie i badający ostrożnie swoje reakcje, nieznający własnych granic ani możliwości. Znaleźli się w innej rzeczywistości, w której nic innego się nie liczyło – i było to wspaniałe miejsce, dające nie tylko ogrom możliwości, ale też i zaskakującego szczęścia.
Armand uśmiechnął się pod nosem, słysząc odpowiedzi na swoje pytania, tak szczere w swojej prostocie. Podobała mu się prawdomówność, jaką wręcz emanował jego towarzysz. Nie tylko chciał go dotknąć, ale też, w jakiś sposób, posmakować tego. Pragnął pozostać w świecie, który był tak prosty, tak wypełniony emocjami, że powietrze zdawało się drżeć od naelektryzowania.
Kontakt ze skórą agenta znów zaskoczył białowłosego, wywołując delikatny dreszcz, który przeszedł po jego plecach i zakończył się tuż nad linią karku. Oddech znów mu przyspieszył, podobnie jak tętno.
Miał wrażenie, jakby sytuacja, w jakiej się znaleźli, była bardzo ważna. Starał się zapamiętać każdy jej szczegół, każde jedno mrugnięcie, słowo, westchnięcie, by móc przez resztę życia do niej wracać. Do tego krótkiego momentu idealnego połączenia dwóch dusz, które szukały siebie przez całe życie.
Armand przesunął delikatnie kciukiem po policzku mężczyzny, gładząc go z niemożliwą do pomylenia czułością. Jego spojrzenie wreszcie zmiękło, tracąc ostrość wynikającą ze wzmożonego skupienia i poszukiwania w Darrenie kłamstwa. Wcześniej niedostrzegalne napięcie nagle znikło z jego twarzy, wygładzając rysy i sprawiając, iż stał się znacznie bardziej dostępny.
- A mam czego? - odpowiedział pytaniem na pytanie, równie cicho, ale z subtelnym rozbawieniem. Przesunął się, zbliżając do Kandomere’a i stykając swoje czoło z tym należącym do starszego elfa. Nawet w tym geście brakowało namiętności, wydawał się on za to nie tylko naturalny, ale wręcz jedyny właściwy. Larien zamknął oczy, chłonąc bliskość, której się nie spodziewał, chociaż to on ją zainicjował. Było mu jednak dobrze, przez chwilę i on znajdował się we właściwym miejscu, z odpowiednią osobą, ukojony jej ciepłem. Stykali się tylko w tych dwóch miejscach, a jednak taki kontakt wydawał się całkowicie wystarczający. Nie przestawał delikatnie głaskać mężczyzny po policzku, z jego ust nie znikał też delikatny, odrobinę śmielszy niż wcześniej, uśmiech.
- Nie sądziłem, że to się tak potoczy… - mruknął cicho, niemal do siebie.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArkashDon't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/10/2017
Liczba postów : 451


Male


PisanieTemat: Re: Bright: utracona potęga   Czw Wrz 13, 2018 5:37 pm

Kandomere nawet w najśmielszych marzeniach nie wyobrażałby sobie możliwości takiej sytuacji. Miał wrażenie, że jego uczucia nie mogłyby być odwzajemnione, że to jednostronne i bez żadnej przyszłości. Kiedy obudził się przy nim, dokładnie te myśli chodziły mu po głowie. A mimo to, z jakiś nieracjonalnych, niewyjaśnionych powodów otworzył się przed Larienem, przerwał barierę lodu i wywróciło to nagle cały jego świat do góry nogami.
Nie żałował niczego. Choć zdawał sobie sprawę, że gdyby nie Różdżka, walka z Infernimi i dużo śmierci niewinnych osób, nie poznałby Armanda - to nie żałował. Po raz pierwszy od długiego czasu poczuł coś egoistycznego, coś, co w żaden sposób nie służyło innym.
Był po prostu szczęśliwy. I to szczęście, ciepłe spojrzenie i lekko rozmarzony uśmiech sprawiły, że wydał się nagle dużo młodszy, pogodny. Jak gdyby wszystkie troski i zobowiązania przestały nagle istnieć, i byli tylko oni: dwie wpatrzone w siebie dusze.
Rysy twarzy Armanda również uległy subtelnej zmianie. Zniknęła podejrzliwość, a pojawiło zaufanie. Było to coś, czego Darren nigdy wcześniej u niego nie dostrzegł. Coś, co w pewien sposób przyniosło mu ukojenie; jakąś pewność, że postępował właściwie wobec odpowiedniej osoby, że to nie była iluzja, i że naprawdę był chciany.
Armand był piękny. Roziskrzone, jasnoniebieskie oczy przymknęły się na moment, gdy zetknął czoło z jego czołem, a kąciki warg uniosły w subtelnym, ciepłym uśmiechu. Z każdym kolejnym ruchem palców po policzku Kandomere'a, okazywał mu więcej czułości i aprobaty... i nawet dla agenta było to niespotykane. Emocjonalność czy tkliwość nie należały do powszechnych cech u elfiej rasy. W zasadzie, były rzadkie. Były wręcz ewenementem.
I w tym momencie, po raz pierwszy od ponad dekady, Darren poczuł się prawdziwie potrzebny. Odnalazł cel. Chciał ułożyć życie na nowo. Z osobą, która była mu przeznaczona.
Sięgnął wolną ręką w stronę Lariena, by powoli oprzeć palce na jego karku. Wsunąć opuszki palców pod jasne włosy. Przesunąć po jego skórze równie czułym gestem, który odbierał od niego, a który zatrzymał jego rzeczywistość na tej krótkiej chwili pieszczoty, odrywając go od całego świata.
Oddychał jego oddechem. Łapał instynktownie zapach ciała. Chciał zatrzymać go przy sobie niezależnie od okoliczności, chronić go i być przy nim, i dałoby mu to spełnienie.
- Nie sądziłem, że dasz mi szansę. - powiedział cicho Darren, dzieląc się z nim przemyśleniem. Miał łagodny, spokojny głos. - ...Dlaczego? - zapytał zaraz, obejmując go pełnią uwagi - Wydawałeś się mnie nawet specjalnie nie lubić. - dodał jeszcze ciszej, z odrobiną niezrozumienia.
Gładził lekko jego kark, i zamknął oczy, skupiając się na dotyku jego palców.
Chciał wiedzieć. Chciał poznać powód, dla którego otrzymał od niego tyle zaufania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 675


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Bright: utracona potęga   Nie Wrz 16, 2018 11:21 pm

Cała ta sytuacja była kompletnie nierealna, abstrakcyjna wręcz. Żaden z nich nie był przesadnie otwartym elfem, dającym sobie zgodę (i szansę) na odczuwanie tych cieplejszych emocji, sprawiających że było się zarazem bliżej drugiego, ale też było wystawionym na zagrożenie. Nie każdy rodzaj ryzyka był dla nich codziennością – a do tego, wyjątkowo specyficznego, nie garnęli się przesadnie.
Tak przynajmniej przypuszczał Larien, przekonany o słuszności swoich podejrzeń. Mógł nie znać Kandomere’a, mógł widzieć dotychczas tylko dwie jego twarze, ale ta bliskość, spojrzenia i wypowiadane przez niego słowa, zdradzały bardzo wiele. Nie mogły być tylko wyrafinowaną grą aktorską. Zresztą, jaki by miał w niej cel? Gdyby chciał otrzymać więcej pomocy przy znalezieniu Różdżki, musiałby tylko zapytać. Na pewno wiedział, że Armand był zrobić cholernie dużo, byle tylko ją zdobyć. Jeśli ktokolwiek mógł mieć wątpliwości co do czystości intencji towarzysza… bez dwóch zdań był to Darren.
A jednak, leżał przy nim, z dłonią ułożoną opiekuńczo na karku, wpatrzony w niego i zadający tak intymne pytania, które musiały mieć założenie o prawdziwości wszystkiego, co mówił i robił białowłosy. Jak niesamowita była cała ta sytuacja?
Ton, w jakim Kandomere zwracał się do młodszego elfa, robił z nim coś dziwnego. Nie tylko uspokajał i rozluźniał, ale wręcz… upajał. Sprawiał, że Armand pragnął leżeć tak przy nim przez wieczność, skupiony wyłącznie na brzmieniu jego głosu, czując ciepłą dłoń na swojej skórze, oddech na swojej twarzy, miękkość policzka pod własnymi palcami. Było mu tak dobrze, tak wspaniale i idealnie, iż wydawało mu się, że śni. To był jego najlepszy sen od bardzo, bardzo dawna.
Już niemal nie pamiętał tego, jak wiele miała do zaoferowania bliskość drugiego człowieka, gdy się na nią zezwoliło. Wyparł z pamięci romantyczne podchody, pożądanie, tęsknotę, niemal magiczne poczucie połączenia. Wszystkie te wspomnienia w tym momencie zaczęły do niego wracać falami, uświadamiając, jak wiele w swoim życiu stracił, pomimo młodego wieku i relatywnie niewielkich doświadczeń.
Larien wzruszył delikatnie ramionami, uśmiechając się szerzej, słysząc zdumiony głos swojego towarzysza. Moment, w którym wróg pomimo wspólnego frontu, agent specjalny FBI, chłodny elf, stał się kimś więcej, był trudny do uchwycenia, nawet pomimo ich niemal śmiesznie krótkiego kontaktu. Nie mieli za sobą wielu długich spojrzeń, dni wypełnionych fantazjami, ostrożnego badania terenu. Poznali się dzień, może dwa, wcześniej. Ich kontakt ograniczał się stricte do łóżek szpitalnych i walki w obskurnych uliczkach miasta. A jednak… Coś ich połączyło.
- Jestem zmęczony – powiedział po chwili, nadal nie przerywając delikatnego głaskania mężczyzny. - Zmęczony ciągłą kontrolą, zmęczony udawaniem, zmęczony byciem narzędziem. Zmęczony obowiązkami. - Zaśmiał się gorzko, chrapliwie. Otworzył wreszcie oczy, a w lśniącym błękicie dało się dostrzec dokładnie to, o czym mówił. Oprócz tego obecna była jeszcze jedna, bardzo charakterystyczna emocja. Zaufanie.
- Powinienem był zdobyć Różdżkę, a nie z tobą leżeć – szepnął, poważniejąc nagle. Czuł, że jest winny Darrenowi prawdę. Chciał, by ten chociaż w pewnym stopniu był świadom, jak wielkim poświęceniem dla młodszego elfa było zapomnienie o obowiązkach chociaż na moment i poddanie się magii chwili. Ufał, iż mężczyzna nie odrzuci go w chwili, gdy potwierdzi – zapewne – wszystkie jego podejrzenia. No, część.
Całej prawdy Kandomere nie mógł i tak wymyślić.
- Powinienem był użyć magii wtedy, kiedy była taka konieczność. Nie znaleźlibyśmy się w takiej sytuacji. - Do jego głosu wdarło się wyraźne przygnębienie, a oczy znów się zamknęły. Wbrew słowom, wyrażającym wręcz żal z całej tej sytuacji, dłoń białowłosego elfa zsunęła się na kark policjanta i zacisnęła na nim, na tyle delikatnie, by nie poczuł on zagrożenia życia, ale jednocześnie tak mocno, iż emanowała od tego ruchu jakaś desperacja. Wewnętrzny ból i potrzeba, by mężczyzna wcale się od niego nie odsunął.
Nie chodziło o to, że Larien nie lubił Darrena. Wolał po prostu innych unikać. Być niemiłym i odpychającym, by nikt nie stanął na drodze do jego celu. By nikt nie przeszkodził mu w… w byciu dobrym narzędziem, ale dla drugiej strony.
Był żałosny.
- Jestem tak strasznie zmęczony tą walką – poskarżył się Armand, nadal nie podnosząc głosu. Wydawało się, jakby opuściły go wszystkie siły, a zielonowłosy elf był jedynym elementem, który trzymał go na powierzchni, którego się chwycił i nie chciał puścić, by nie zatonąć w odmętach szarej rzeczywistości.
Ciężko było stwierdzić, o czym mówił. O walce o Różdżkę? O walce dobra ze złem? O walce własnych wątpliwości i jednoczesnej potrzeby kontaktu z policjantem, tak nierozsądnej i niespodziewanej, iż mogła wydawać się czystym szaleństwem?
Znajomy kaszel przerwał ten niespodziewanie ciężki moment. Rzeczywistość pod postacią znajomego im już lekarza, wróciła i upomniała się swoje miejsce w ich świecie.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArkashDon't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/10/2017
Liczba postów : 451


Male


PisanieTemat: Re: Bright: utracona potęga   Wto Wrz 18, 2018 10:42 pm

Kiedy byli wobec siebie szczerzy, wszystko co robili wydawało się odpowiednie i na miejscu. Zarówno leżenie w łóżku szpitalnym, jak rozmowy i drobne czułości. Zasługiwali na to. Zapracowali sobie na tą chwile szczęścia i normalności. Przynajmniej tak uważał Kandomere, słuchając słów Armanda.
Choć blondwłosy elf wyraźnie miał jakieś wyrzuty wobec siebie i świata, agent FBI nie nalegał na kontynuowanie tematu i nie zadawał pytań, uznając, że to nie jest najlepszy czas. I tak dowiedział się więcej, niż sądził, że Larien chciałby powiedzieć. I choć potwierdził tym część jego przypuszczeń, Darren nie odrzucił go.
Chciał być dla niego oparciem, choć nie rozumiał wszystkich przyczyn i powodów Armanda. Nie musiał ich jednak rozumieć. Miał po prostu przy nim być. Tak to właśnie działało.
Ujęty za kark, dalej go słuchał, spokojny i opanowany.
Z pewnością rozumiał zmęczenie pracą. Znużenie byciem rozdartym pomiędzy obowiązkami a moralnością, swoimi chęciami a poleceniami władzy. Też miewał tego dość.
- Czasami zwycięstwem jest odstąpienie od walki - powiedział łagodnie - ... Czasami największą wygraną jest postąpienie w zgodzie ze sobą, a nie wytycznymi. - dodał, po czym uniósł nieco głowę i musnął wargami jego skroń, w krótki, czuły sposób okazując swoje wsparcie - Nie miej do siebie żalu. Nie wszystko da się przewidzieć.
Słysząc lekarza, posłał Armandowi pokrzepiający uśmiech i uniósł się w końcu, by wstać i dać człowiekowi pracować.
- Odwiedzę cię niedługo. - mruknął do Lariena, biorąc marynarkę i zarzucając ją sobie na ramię - Praca mnie wzywa. - wyjaśnił nieco bardziej ponurym tonem, i już szykował się do wyjścia, gdy do sali wparował nagle Montehugh.
- Nawet nie próbuj! - powiedział starszy mężczyzna, zastawiając elfowi drzwi i zakładając ręce w dosadnym geście - Żadnego uciekania i unikania leków, Kandomere.
Mag wyglądał już dobrze. Na pewno lepiej, niż niebieskowłosy elf; był na nogach już od jakiegoś czasu i mimo wieku zachowywał dziarskość ruchów. No i był przygotowany do pracy.
- Wcale nie uciekam. - parsknął Darren, chociaż istotnie wyglądało to tak, jakby miał zamiar wyjść, zanim lekarz zechciałby powiedzieć do niego choć słowo - Ja tylko... Idę złożyć raport.
- Raport poczeka, najpierw dasz się przebadać i zmienić opatrunki. Kan, zawsze jest ta sama śpiewka, przerabialiśmy już to. - powiedział starszy człowiek, z nutą wyraźnej irytacji. - Zostań na badania.
- Nie chcę żadnych badań, czy to jasne? - zjeżył się agent, wchodząc już w bardzo konfrontacyjny ton. Mówił już Armandowi, że nie lubi lekarzy. Musiało mieć to jakąś głębszą podstawę niż niechęć. Mag ścierał się właśnie ze ścianą lodu.
Montehugh żachnął się wreszcie i poszukał wzrokiem pomocy na sali. Spojrzenie zatrzymało się na jasnowłosym elfie.
- Panie Larien, może pan przemówi mu do rozsądku? - zapytał z nadzieją mag.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 675


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Bright: utracona potęga   Czw Wrz 20, 2018 12:40 am

Nie odsunął się. To było najważniejsze, ważniejsze nawet niż słowa, niż emanujące z nich zrozumienie. To, że przy nim był, pomimo kilku prawd, jakimi obdarzył go Armand, było nie tylko niesamowite, ale zdawało się niemal cudem. Gdyby nie ta bliskość, ten kontakt skóry do skóry, to muśnięcie warg, młodszy elf by się rozpadł. Nie wiedział dlaczego, nie rozumiał racjonalnie przyczyn tego uczucia, ale był pewien, iż tak właśnie by się skończyło. Czuł ból, który pojawił się w jego piersi w chwili, gdy zaczął wylewać swoje żale i oświadczać, jak wiele błędów w życiu popełnił – i wiedział, że bez tej obecności Kandomere’a, to nieprzyjemne wrażenie nie zniknęłoby. Może nie tak szybko, a może… nigdy?
Otworzył oczy dopiero wtedy, gdy usłyszał chrząkanie – zapewne lekarza – i akurat zdążył dostrzec uśmiech niebieskowłosego, a nawet niepewnie go odwzajemnić.
Kolejnych wydarzeń jednak się nie spodziewał. Wymianę zdań pomiędzy partnerami przyjął ze zdumieniem i nawet delikatnie się podniósł, by mieć lepszy widok (ignorując niezadowolone spojrzenie swojego lekarza). Jakkolwiek idiotycznie i naiwnie by to nie brzmiało, nie spodziewał się, że ich wymiana zdań może być taka… zwyczajna. Jak pomiędzy dwójką dobrych przyjaciół, a nie osób, które łączy wyłącznie jeden wspólny cel. To było dla Armanda nie tylko zaskoczeniem, ale wręcz szokiem. A gdy dodać do tego jeszcze niemal zabawne zbuntowanie Darrena, cała sytuacja zaczęła sprawiać wrażenie surrealistycznej.
- Słucham? - spytał z zaskoczeniem „pan Larien”, w pierwszej chwili po prostu wbijając zaskoczone spojrzenie w ludzkiego maga, który faktycznie nie sprawiał wrażenie, jakby nie tak dawno temu (ile czasu oni siedzieli w tym szpitalu?) walczył z grupą Infernich i ledwo trzymał się na nogach.
Instynkt białowłosego kazał mu szukać w tej sytuacji podpuchy. Oszustwa. Manipulacji.
Im dłużej przypatrywał się stojącym mężczyznom, tym bardziej jednak widział zwykłą, naturalną szczerość. To było… dziwne? Sam nie wiedział, jak sobie z tym poradzić.
Westchnął ciężko i opadł ostrożnie na poduszki, w myślach konstruując krótkie, proste zaklęcie. Machnął dłonią w stronę Kandomere’a, wyzwalając niewielki powiew wiatru, który szarpnął lekko jego marynarką i strzepnął większość włosów na jego twarz.
- Chcę, żebyś mnie „niedługo odwiedził” o własnych siłach, a nie na sąsiednim łóżku – powiedział z czymś, co było niebezpiecznie podobne do rozbawienia. Na jego ustach nie było już obecnego uśmiechu, którym tak często w ciągu ostatnich kilku chwil udało mu się obdarzyć niebieskowłosego, ale nie było to też u niego wielką nowością. Pozornie wydawał się tym samym, zamkniętym i niechętnym, tajemniczym elfem, co poprzednio. Różnica polegała na tym, że Darren (i może nie tylko on?) wiedział, co się kryło pod tą maską.
- Idź – polecił, pstrykając palcami, wyzwalając jeszcze jeden, krótki powiew powietrza, który zniszczył wszelkie starania doprowadzenia się do porządku Kandomere’a, jakie ten zdążył powziąć.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArkashDon't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/10/2017
Liczba postów : 451


Male


PisanieTemat: Re: Bright: utracona potęga   Czw Wrz 20, 2018 4:51 pm

Montehugh obserwował z wesołością, jak Kandomere najpierw próbuje doprowadzić się do ładu, a potem, za drugim razem, zdecydowanie kapituluje, posyłając niepocieszone spojrzenie spod burzy niebieskich włosów i jemu, i Larienowi.
- Wyście się zmówili? - parsknął niedowierzająco, a potem podłapał spojrzenie lekarza, który również - jak obaj mężczyźni - patrzył na niego wyczekującym wzrokiem, oczekując najwyraźniej jego głośnej zgody. Darren wydał z siebie krótki, zbuntowany wydech i machnął zdrową ręką w geście przyzwolenia - Ech. Magowie. - elf odrzucił włosy do tyłu i podszedł do drzwi, które opuścił Montehugh - Dobrze, już tam idę. - mruknął z cierpiętniczą miną.
Zatrzymał się na moment przed framugą, by upewnić się, że z Armandem wszystko w porządku i wyszedł z sali, pozostawiając w środku swojego partnera, który usilnie próbował ukryć pod pięścią ubawiony, zadowolony uśmieszek.
- Będę chciał z panem wymienić parę zdań - powiedział mag do Armanda, kiedy już się wreszcie opanował  - Dopilnuję tylko, żeby przyjaciel nie nawymyślał za bardzo medykom.
Kiedy już obaj agenci zniknęli za drzwiami, Larien został z lekarzem sam na sam. Po przeprowadzeniu badań, podaniu leków i pouczeniu, co wolno, a czego mu nie wolno, został na pół godziny pozostawiony w spokoju. Potem przyszedł do niego starszy czarodziej. Nie miał przy sobie ani notatnika do zeznań, ani żadnego przedmiotu sugerującego przesłuchanie. Musiał więc przyjść nieformalnie.

- Witam ponownie, panie Larien! - zagaił człowiek, przysuwając sobie krzesło, choć pozostał w standardowej, urzędowej wręcz odległości od świadka - Ponieważ mój partner po raz pierwszy, odkąd się znamy, dał się bez wojny zaprowadzić do lekarza, muszę z ciekawości zapytać, jak pan tego dokonał. A przy okazji - tak między nami - czy braliście w międzyczasie jakieś środki psychoaktywne? To czysto przyjacielska troska. - splótł palce w zaintrygowaniu – Dziś... ogółem zachowywał się  inaczej, niż zwykle. - dodał ściszonym tonem, choć zdawało się, patrząc po jego minie, że drugie pytanie zadał jedynie dla draki.- Wolałbym się tego dowiedzieć, zanim tu wparuje. Przy okazji zarzucając mi naprzykrzanie się pacjentom. No i oczywiście chciałbym podziękować panu za ratunek. - uśmiechnął się - Prawdę mówiąc, zupełnie się tego nie spodziewałem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 675


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Bright: utracona potęga   Czw Wrz 20, 2018 7:55 pm

Larien, gdy patrzył na mężczyznę, który jeszcze kilka chwil wcześniej leżał u jego boku, nie potrafił powstrzymać poczucia rozczulenia, które go opanowało. Było to uczucie niemal mu obce, dawno zapomniane, a jednak, gdy już się pojawiło, było bardzo łatwe do nazwania. Przez moment, krótką chwilę, białowłosy pozwolił sobie na złudzenie normalności tej sytuacji. Nie musiał niczego planować, słuchać rozkazów ani się pilnować – po prostu był i cieszył się z naburmuszenia agenta, który nie tak dawno temu był dla niego całkowicie obcym elfem.
Czy to ciepło, które czuł w piersi, było rozsądnym uczuciem? Nie, oczywiście że nie. Nie potrafił go jednak powstrzymać, dlatego i on zdecydował się skapitulować.
Dopiero słowa drugiego mężczyzny przywołały Armanda do rzeczywistości. Nawet, jeśli starszy mag nie miał niczego złego na myśli, jego wypowiedź i tak została uznana za alarmującą i sugerującą zagrożenie. Białowłosy instynktownie odrobinę się wyprostował, a jego twarz spochmurniała. Odprowadził wzrokiem zarówno Kandomere’a, jak i jego partnera, upewniając się iż obaj opuścili pomieszczenie. Dopiero po tym skierował wzrok na swojego lekarza, poddał się dokładnemu przeglądowi i wysłuchał wszystkich wskazówek, zakazów i nakazów.
Dowiedział się przy okazji, iż przywieziono go z powrotem do szpitala ubiegłej nocy. Wydawało się to śmiesznie niedawno, biorąc pod uwagę wszystkie wydarzenia z ostatnich kilku dni.

Do przybycia Montehougha elf był bardzo czujny. Tylko czekał na moment, aż mag się pojawi i pokaże swoją prawdziwą twarz, a nie starszego, wesołego dziadka. Armand nie kupował tej gry. Nie ufał ludziom, a jeszcze bardziej – magom. Nic dobrego nigdy nie wynikło z relacji z nimi.
Podniósł się, gdy tylko mężczyzna przekroczył próg sali, a potem usadowił wygodniej w poduszkach, nie spuszczając z niego uważnego, zdystansowanego spojrzenia. Wysłuchał całej jego wypowiedzi w milczeniu, nie przerywając, zapamiętując i analizując każde jedno słowo, mrugnięcie, ruch dłońmi i grymas. Jeszcze przez chwilę się nie odzywał, wyraźnie nie rozbawiony żartem swojego gościa.
Wzruszył lekko ramionami.
- Może pański partner jest bardziej podatny na środki przeciwbólowe, niż chciałby się do tego przyznać – odparł neutralnym tonem, który nie zdradzał ani grama emocji lub myśli, które mogły w tym momencie nawiedzić jego głowę. - Nie ma za co dziękować. Zawarliśmy z agentem Kandomere układ i zrobiłem wszystko, by wywiązać się ze swojej części umowy – dodał, ostrożnie ważąc każde słowo.
Zakładał, iż niezależnie od tego, co mówił – i wiedział – Darren, podzielił się zdobytymi informacjami ze swoim partnerem. Byłoby to całkowicie rozsądne i zrozumiałe zachowanie, nawet jeśli niechciane przez Lariena. Nie mógł mieć pretensji o to, iż agent FBI zachowuje się tak, jak na agenta FBI przystało – i tak zakładał, że dla uratowania Montehougha elf złamał co najmniej kilkadziesiąt różnych przepisów i mocno nagiął drugie tyle.
Najważniejszym było, by on mógł za kilka dni oddalić się o własnych siłach do swojego mieszkania i nie miał na głowie grupy śledzących go tajniaków. Wtedy będzie mógł skontaktować się z powrotem z Tarczą i…
I przyznać, iż jego misja zakończyła się porażką.
I ponownie spróbować wykraść Różdżkę.
I znów znaleźć się w błędnym kole rozkazów i walki „dobra ze złem”.
Westchnął ciężko, unosząc wolną dłoń do twarzy. Potarł ze znużeniem nasadę nosa.
- Proszę go lepiej pilnować następnym razem. I siebie. Magiczne elfy zwykle nie wyskakują zza zaułka wtedy, kiedy są potrzebne. Nawet, jeśli są unieruchomione na pręcie. - Prychnął pod nosem.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArkashDon't Fuck With Me Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/10/2017
Liczba postów : 451


Male


PisanieTemat: Re: Bright: utracona potęga   Czw Wrz 20, 2018 9:41 pm

Pomimo obaw Lariena, Montehough nie sprawiał wrażenia zainteresowanego zmianą postawy z wesołego dziadka na niewesołego czarnoksiężnika, wręcz przeciwnie, miał dobry humor, pomimo usłyszanych uszczypliwości.
- Cóż, jak widać, cuda się zdarzają - powiedział przekornie, choć raczej nie miał na myśli elfów wyskakujących z zaułka. - A podziękować nigdy nie zaszkodzi.
Mag nie spodziewał się po Armandzie ani chęci współpracy, ani pogawędki, ale wolał się upewnić, tak dla świętego spokoju. Znał już elfy na tyle, by nie zaprzątać sobie głowy ani złośliwymi uwagami, ani podejrzliwością, ani też ich dystansem - ponieważ miał to na porządku dziennym.
- Tak sobie myślę, że to fascynujące, jak usilnie próbujecie przekonywać innych o swoim braku empatii. - powiedział czarodziej, kręcąc głową do własnych myśli - I pan, i Kandomere... Gdyby był to film, dostalibyście Oskara. Doprawdy. To perfekcyjna taktyka. - wstał wreszcie, widząc, że nic nie wskóra, i odstawił krzesło na miejsce, żeby nie męczyć dalej świadka i dać mu w końcu odpocząć od niezapowiedzianych wizyt - Ale ja za stary już jestem, żeby to łyknąć. - dodał nieco przepraszająco. Poklepał oparcie krzesła i wyjął jakiś notatnik - Tak między nami. Nie chciałem pana niepokoić. - wyjaśnił na koniec - Życzę szybkiego powrotu do zdrowia.
Pomachał mu wesoło notatnikiem i wyszedł, ubawiony najwyraźniej swoimi myślami.
Jednego, czego nauczył się z pewnością przy Kandomerze to tego, że elfów należało w pewnych chwilach po prostu pozostawić w spokoju.

Minęły cztery godziny. Po minięciu pory obiadowej i ponownej wizycie lekarza, drzwi w końcu otworzyły się, wpuszczając znanego Armandowi, niebieskowłosego agenta.
Elf przywrócił się do porządku; odświeżył się, zmienił garnitur, uczesał włosy, i wyglądał dokładnie tak, jak powinien wyglądać pełnoprawny agent FBI. Niemal tak, jak w momencie, kiedy się poznali. Z wyjątkiem tego, że Darren na pewno nie był już ponury.
- Cześć - mruknął, schodząc z formalnego tonu i chyba nie bardzo wiedząc, jak ma się przywitać - Nie zamęczyli cię jeszcze seriami badań? Przyznam, że ja mam już już ich serdecznie dość - podzielił się z blondynem osobistą informacją na przełamanie lodów - Potrzebujesz czegoś? - zagadnął po chwili, kiedy przeszedł się po sali i uchylił okno, żeby wpuścić do środka nieco powietrza - Książka, gazeta, coś, co sprawi, że nie zanudzisz się na śmierć? - zapytał żartobliwie, po czym niepewnie sięgnął po krzesło - Czy może chciałbyś porozmawiać?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 675


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Bright: utracona potęga   Czw Wrz 20, 2018 11:20 pm

Larien nie wiedział, co myśleć o postawie drugiego maga. Wciąż nie wyrobił sobie precyzyjnej opinii o ludziach (oprócz tego, że nie są godni zaufania – ale to samo zdanie miał na temat elfów, orków i wróżek), dlatego był odrobinę zagubiony w rzeczywistości należącej do FBI, jeszcze bardziej skomplikowanej i specyficznej niż ta, w której obracał się… od czasu ucieczki od Infernich.
Westchnął pod nosem, kiwając głową na pożegnanie partnerowi Kandomere’a, bo i nic innego mu nie pozostało. Nie chodziło nawet o to, iż faktycznie odczuwał jakąś antypatię do tego mężczyzny – po prostu mu nie ufał. Być może powinien, skoro współpracował akurat z Darrenem? Sam nie wiedział. Nie był jeszcze gotów na tak szalone ruchy, jak przekonanie, iż ktoś – ktokolwiek – go nie zawiedzie. Sam fakt, iż przez chwilę wsparł się na jednym elfie i zawierzył mu we wszystkim, wprawiał go w delikatny dyskomfort.
Zamknął oczy, wreszcie odrobinę się uspokajając i na chwilę – no, może dwie chwile – przysnął.

Obudziły go dopiero kroki niebieskowłosego, ale tym razem natychmiast się nie wyprostował i nie zademonstrował, iż czuje się niesamowicie wręcz dobrze. Zamiast tego, pozwolił sobie na przyjemne rozleniwienie i obserwację posunięć swojego gościa. Nie chodziło nawet o to, że z przyzwyczajenia badał, co też ktoś w pobliżu robi i czy stanowi dla niego zagrożenie. Nie, po prostu… po pierwsze, chciał się upewnić, w jakim stanie jest elf. Po drugie zaś, cóż, mężczyzna był całkiem miły dla oka. Przebrany i odświeżony, bez pochmurnego spojrzenia, prezentował się nie tylko dobrze, ale w pewnym stopniu wręcz… czarująco?
Armand zamrugał, pozwalając dziwnemu wrażeniu rozpłynąć się w powietrzu.
- Nie miałem żadnych badań. - Białowłosy wzruszył lekko ramionami, a na jego twarzy pojawił się samoistnie delikatny, nieśmiały ale całkiem prawdziwy uśmiech. - Całą przyjemność zostawili tobie. - Ostrożnie podniósł się trochę do góry, poprawił poduszki i poklepał w znajomym geście miejsce obok siebie. - Usiądź. Nie pogardzę ani książką, ani rozmową.
O ile przy lekarzu czy przy magu Larien zachowywał się jak typowy, antypatyczny i zdystansowany elf, o tyle przy agencie specjalnym Darrenie Kandomere to wrażenie zanikało na rzecz czegoś subtelniejszego i bardziej przyjaznego. Był znacznie milszy, mniej pewny siebie, a jego mimika stawała się bardziej złożona, nieskładająca wyłącznie z dwóch zestawów wykrzywień warg.
- Jak wam idą poszukiwania Różdżki? - spytał, układając dłoń trochę ponad miejscem, które wskazał niebieskowłosemu. Zaraz jednak wywrócił oczami i wydał z siebie zirytowane westchnięcie, zdradzające co najmniej umiarkowany niesmak wobec własnej osoby. Podniósł na moment rękę, zatrzymując cokolwiek, co mógł chcieć powiedzieć Kandomere. - Zresztą nie, nie odpowiadaj, to nie powinno mnie interesować. Powiedz coś niezwiązanego z pracą. Jak się czujesz? Co za straszne rzeczy robili z tobą lekarze? - Uśmiechnął się ponownie i puścił do niego oko.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Bright: utracona potęga   

Powrót do góry Go down
 
Bright: utracona potęga
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zona scriptum :: Spin-off-
Skocz do: