CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 Mój mąż homofob

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 174


Cytat : Lubię placki
Wiek : 28

PisanieTemat: Mój mąż homofob   Pon Cze 04, 2018 9:53 pm


Francis Sorel lat 28



Anthony Winter lat 28


Ostatnio zmieniony przez Lost dnia Pią Lip 06, 2018 6:26 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 174


Cytat : Lubię placki
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Mój mąż homofob   Pon Cze 04, 2018 9:56 pm

Czerwcowy poranek witał zatłoczony Nowy Jork lejącym się z nieba żarem. Na szczęście Thony krył się przed upałem w objęciach samochodowej klimatyzacji, więc nie zapacał jaskraworóżowej koszuli, która miał dziś na sobie.
Zdążył wyjechać z domu jeszcze przed drugą turą porannych korków, ale przez to był na miejscu sporo przed czasem. Nie rozpaczał z tego powodu, i tak dzisiaj wziął sobie wolne, mógł więc zmarnować trochę czasu.
Swoje krzykliwe, czerwone ferrari zaparkował możliwie najbliżej budynku urzędu żeby maksymalnie skrócić czas przebywania na słońcu kiedy już opuści przyjemnie chłodne wnętrze.
Rozejrzał się przez szyby, szukając wzrokiem mężczyzny, którego kojarzył ze zdjęcia, ale nigdzie go nie dostrzegał. Parking był niemal pusty. Thony westchnął ciężko i opadł na fotel, wlepiając oczy w samochodowy sufit, jakby szukał na nim wsparcia, albo chciał się do niego pomodlić.
Nie specjalnie cieszył go brak Richarda, któremu akurat dzisiaj musiało coś wypaść i wystawił swoich kumpli na zapewne niełatwe próby porozumienia się samodzielnie. I to w takiej chwili! Tym bardziej żałował więc, że z kolei Francisowi nie udało się dotrzeć wcześniej żeby przynajmniej mogli wyskoczyć na drinka i choć trochę się poznać.
Cóż, zapewne będą mieli teraz masę okazji do wspólnego picia...
Thony może i wyglądał na zrelaksowanego, ale wcale nie był. Owszem, podchodził do sprawy "małżeństwa z rozsądku" bardzo lekko, ale to wciąż była całkiem gruba sprawa. Po pierwsze nie do końca legalna, a po drugie kłopotliwa. Oczywiście wierzył Richardowi, który mówił, że Francis jest odpowiedzialnym i poukładanym facetem, ale nadal nie mógł być tego w stu procentach pewien. Jednak nie byłby sobą, gdyby spuszczał nos na kwintę. W duchu liczył, że jego narzeczony okaże się całkiem w porządku i te kilka miesięcy, które przymusowo ze sobą spędzą, będą fajną przygodą.
Zerknął na wyświetlacz telefonu, weryfikując godzinę. Zbliżała się dziesiąta, a to znaczyło, że pora ruszyć się z samochodu wprost w objęcia morderczego słońca.
Wysiadł i w odruchu przygładził związane w luźny koński ogon, włosy. Niestety grzywkę miał nadal zbyt krótką, by mógł ją zebrać, więc opadała mu na czoło i policzki, przydając jego twarzy delikatności. Ogólnie nie należał do postawnych facetów o typowo męskiej urodzie. Był raczej smukły, choć wysoki, trzymał się prosto i miał w ruchach pewną manierę. Dużo gestykulował i to w taki sposób, który większość ludzi określiło by jako... pedalski. Cóż, był pedałem i nie krył się z tym. Więcej nawet, czuł się ze sobą dobrze i dobierał sobie przyjaciół w taki sposób, by im to nie przeszkadzało. Problem polegał na tym, czy jego przyszłemu mężowi będzie to w smak. Właściwie, Thony sądził, że aparycja i maniery, które posiadał, bardziej uwiarygodnią całe to niezbyt legalne przedsięwzięcie. Ale czy Francis się z nim zgodzi? Cóż, zaraz miał się dowiedzieć.
Podszedł do gmachu urzędu i stanął na schodach, przed wejściem, kryjąc się w cieniu. Oparł się tyłkiem o poręcz i skrzyżował nogi, spojrzeniem niebieskich oczu lustrując parking. Nie musiał długo czekać. Ledwie zdążył zająć pozycję, a pod urząd podjechała taksówka, z której po krótkiej chwili wysiadł mężczyzna, w którym rozpoznał swojego przyszłego męża. Na żywo był... cóż. Thony miał słabość do tego typu facetów. Francis był postawny, wysoki, miał szczery uśmiech i grzywę włosów w kolorze ciemnego blondu. Był... boski.
I był hetero.
Totalnie i niezmiennie.
Ciekawe na jak długo?
Skarcił się za te myśli i za przesadnie szeroki uśmiech, który rozciągnął mu wargi, kiedy tylko Francis ruszył w kierunku schodów.
Thony wyprostował się i splótł dłonie za plecami, wypinając pierś, przez co do złudzenia przypominał wdzięczącą się dziewczynę.
- Frans! - Zaszczebiotał, schodząc kilka stopni. - Tak się cieszę, że już jesteś! Jestem taki szczęśliwy! Nie mogę się doczekać! - Podniósł głos całkiem umyślnie, sprawiając, że kilka osób wchodzących właśnie do urzędu, uśmiechnęło się pod nosami. Thony zamierzał trzymać się roli od samego początku i to szczególnie w pobliżu urzędników. Dlatego gdy tylko Francis zbliżył się wystarczająco, wyciągnął do niego rękę i chwycił go za dłoń, zbliżając się... zdecydowanie bardziej niż dyktowały dobre maniery, ale przecież, mieli uchodzić za szczęśliwą parę, czyż nie?
Wzniósł spojrzenie na twarz mężczyzny i mrugnął do niego porozumiewawczo, dając znać, że to wszystko jest jedynie przedstawieniem.
- Gotowy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 627


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Mój mąż homofob   Wto Cze 05, 2018 12:29 am

To był kiepski pomysł. Nie. To był najgorszy pomysł w całym jego życiu - a trzeba uczciwie przyznać, że miał takich trochę na swoim koncie, szczególnie z czasów liceum i studiów. Później, gdy już poszedł do pracy, stał się porządnym, nienagannym, dojrzałym mężczyzną w garniturze, ale do tego czasu hulaj dusza, piekła nie ma!
Tak. Oczywiście. Nigdy jednak nie przeszło mu przez myśl, że będzie brał ślub tylko po to, by dostać stałą pracę, z dala od swojej rodziny i swojego rodzinnego miasta. Wyśmiałby każdego, kto zasugerowałby mu coś takiego. A gdyby jeszcze ten nieznajomy inny powiedział, że wyszedłby za mężczyznę... Zdecydowanie wiązanka przekleństw i przejście do rękoczynów nastąpiłyby niemal natychmiast.
A jednak.
Richard zapewnił go, że nie będzie swojej decyzji żałował, że znalazł mu świetnego faceta (f a c e t a) i te nieszczęsne kilka miesięcy miną jak z bicza strzelił. Richard oczywiście nie był w jego sytuacji i nie musiał udawać homoseksualnego mężczyzny - to jednak było kwestią zupełnie drugorzędną, przynajmniej zdaniem przyjaciela.
Tak, Francis panikował. A kiedy panikował, miał w głowie gonitwę myśli, a na ustach bełkot. Taksówkarz pewnie z wdzięcznością dla losu przyjął dotarcie do miejsca docelowego - urzędu. Młodemu architektowi towarzyszyły zgoła odmienne myśli - związane przede wszystkim z pragnieniem poproszenia mężczyzny o szybkie i sprawne obrócenie się i odprowadzenie go z powrotem do hotelu. A potem na lotnisko.
Dlaczego, do cholery, uznał to za dobry pomysł? Co on wtedy miał w głowie?
- Dotarliśmy - powtórzył taksówkarz głosem sugerującym uprzejme zniecierpliwienie.
Sorel wcale nie chciał wysiadać.
Ale był dorosły. Odetchnął, wyprostował się, przeczesał włosy dłonią, zapłacił za przejazd i wyszedł z pojazdu. Nie był bardzo przerażony, a... tylko trochę. Troszeczkę.
Szukał wzrokiem mężczyzny ze zdjęć które podesłał mu Richard i próbował w jakiś sposób wyobrazić sobie jego zachowanie. Jak bardzo był... gejem?
Wysoki okrzyk całkiem autentycznie go przeraził. Jasnowłosy potknął się na najbardziej płaskim fragmencie chodnika na jakim mógł, niemalże wpadając w ramiona swojego przyszłego męża. Tak, ten kolorowy, zdecydowanie zbyt zniewieściały, tryskający entuzjazmem i radością mężczyzna był człowiekiem, z którym za chwilę złączy go węzeł małżeński.
Już sam dotyk dłoni i przekroczenie pewnej strefy komfortu spowodowały, że ciało młodego, zdecydowanie heteroseksualnego człowieka spięło się i zesztywniało, niemo krzycząc "uciekaj!". Francis rzecz jasna nie mógł sobie pozwolić na takie zachowanie - ale Bóg mu świadkiem, że chciał! Uśmiechnął się z wysiłkiem, krzywo, do swojego nowego towarzysza.
Jak tylko dorwie Richarda to mu powie, co sądzi na temat wydawania go za najbardziej przegiętego osobnika w całym mieście.
- Witaj - mruknął tonem, który śmiało uszedłby za grobowy. Zresztą, nawet zmarłego by nie oszukał swoją fenomenalną grą aktorską.
Zerknął rozpaczliwie na zegarek. Czy zdążyłby się jeszcze wycofać? Znaleźć kogoś innego? Kogokolwiek? Na pewno pod urzędem spacerowały jakieś młode, niezamężne dziewczyny, które przyjęłyby go z otwartymi ramionami... Że też ktoś taki jak on musiał decydować się na ślub tak idiotycznie aranżowany. Zupełnie, jakby nie mógł znaleźć sobie panny w normalny sposób!
Nie mógł jednak ryzykować, że coś się nie powiedzie. Nie miał też na tyle środków finansowych, by móc "wykupić' czyjeś tymczasowe partnerstwo i akt cywilny. Musiał zadowolić się pomocą Richarda i jego przyjaciela.
To był cholerny błąd i on o tym wiedział. Było już jednak za późno.
Przetarł twarz dłonią, westchnął ciężko i zmusił się do odrobinę bardziej naturalnego i zmęczonego uśmiechu.
- Wybacz. Dalej jestem zmęczony podróżą, przyleciałem wczoraj w nocy i chyba nie odespałem tego... - Zawiesił na chwilę głos. Mieli udawać, tak? - A wiesz przecież, jak źle znoszę podróże. - Wywrócił oczami, a następnie skinął głową w stronę wejścia. - Idziemy?
Miał całkiem przyjemny głos, gdy pojawił się w nim entuzjazm - podobnie jak uśmiech i błysk w oku, sprawiające że ciężko było przejść obok niego obojętnie. Zapewne niejedna dziewczyna wodziła za nim spojrzeniem - co tym bardziej nie pasowało do tak desperackiej i niemal spontanicznej decyzji. Anthony nie znał jednak całej prawdy i wszystkich powodów, które stały za postanowieniem o wyjeździe za granicę młodego Sorela.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 174


Cytat : Lubię placki
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Mój mąż homofob   Wto Cze 05, 2018 1:00 pm

Anthony parsknął nieprofesjonalnie, a potem zasłonił usta wierzchem dłoni, choć oczy wciąż mu się śmiały. Po chwili zmitygował się zupełnie i zaszczebiotał z troską:
- Nic ci nie jest? Wiem, że wyglądam szałowo... - wywrócił oczami. - ...Ale żebyś na mój widok potykał się na prostej drodze? - Zagryzł wargi, powstrzymując uśmiech.
Na odpowiedź, że to wszystko przez trudy podróży, uśmiechnął się jednak szeroko, naprawdę ciepło. Po części w odpowiedzi na zniewalający uśmiech towarzysza, a po części na jego próby wpasowania się w scenariusz związku szczęśliwej, homoseksualnej pary. Francis był rozkoszny ze swoimi próbami trzymania się roli, w której bardzo wyraźnie, wcale nie chciał być. Thony niemal mu współczuł.
Biedny heteryk.
- Odeśpisz w domu. A teraz chodźmy! - odparł radośnie, swoim entuzjazmem tuszując konsternację towarzysza. Splótł ich palce, a potem pociągnął mężczyznę za sobą, do chłodnego wnętrza urzędu. Trzymając go za rękę, musiał przyznać, że miał naprawdę... męskie dłonie. Takie duże i silne. Idealne. Poza tym, był przystojny, miał przyjemnie brzmiący głos i ogólnie był ucieleśnieniem seksapilu. Thony westchnął w duchu. Zanosiło się na ciężkie pół roku ślinienia się do ciastka, które ma się we własnym domu, a którego nie można choćby polizać...
Idąc przez długi korytarz do odpowiedniego pokoju, Thony wzmocnił uścisk na dłoni towarzysza i drugą dłonią objął jego biceps, tuląc się do jego ramienia jak prawdziwy zakochany i szczęśliwy gej. A co! Mógł sobie przynajmniej po dotykać podczas tego teatru. Chociaż coś z tej mało intratnej umowy mu się przecież należało. Jego serduszko wcale nie chciało być tak altruistycznie jak pragnął.
Ścisnął palcami twardy biceps. Boże i do tego Frans był jeszcze dobrze zbudowany i pachniał świetnie... Tym razem Thony nie westchnął, a jęknął w duchu.
To będzie katorga.
- Na pewno masz wszystkie papiery? - zagaił, unosząc spojrzenie i uśmiechając się słodko. - Mam nadzieję, że nie będziemy długo czekać na ceremonię. - Wzniósł oczy do nieba, czy raczej do sufitu i westchnął z rozmarzeniem jakby myślami był już gdzieś daleko, daleko w radosnej, wspólnej przyszłości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 627


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Mój mąż homofob   Sob Cze 09, 2018 1:14 am

Co go, na Boga, podkusiło? To był fatalny pomysł. Nawet ślepiec by nie dał się przekonać o prawdziwości tej ich szopki. Gołym okiem musiała być widoczna nienaturalna sztywność w postawie i kroku Sorela. Nie był przyzwyczajony do takiej bliskości męskiego ciała – że o czułościach nie wspomnieć. Nawet to, iż jego towarzysz nie był najbardziej umięśnionym i najlepiej wyposażonym (chociaż, tak naprawdę, SKĄD MÓGŁ O TYM WIEDZIEĆ) facetem pod słońcem, nie zmieniało faktu.
Francis. Był. Przerażony.
Zapewne w innej sytuacji, zupełnie innej, podszedłby do zachowania Anthony’ego z większą akceptacją. Nie był homofobem… a przynajmniej nie chciał się za takiego uważać. Po prostu nie czuł się komfortowo, gdy był obiektem westchnień mężczyzny. Nawet, jeśli tylko udawali, wciąż wywoływało w nim to pewien dysonans. Nieprzyjemny ucisk w brzuchu. Zdenerwowanie. Nie mógł powiedzieć, by przywykł do tego uczucia – starał się raczej być tym spokojnym, opanowanym, czarującym przystojniakiem, któremu można było zaufać i który – choćby się waliło i paliło – zrobiłby to, do czego się zadeklarował. Lubił uchodzić za godnego zaufania i faktycznie starał się, by być taką osobą.
Nigdy by nie przypuszczał, że znajdzie się w takiej sytuacji.
Nigdy też nie sądził, że jeden przegięty facet sprawi, że straci całe opanowanie.
- Oczywiście - zapewnił, słysząc pytanie, sięgnął jednak do zarzuconej na drugie ramię torby i wyjął teczkę z dokumentami. Skupił się na tym problemie, próbując stłumić rosnące zaniepokojenie.
A co, jeśli urzędnik się nie zgodzi? Jeśli zauważy, że oszukują? I deportuje kanadyjskiego kretyna, który sądził, że wydyma amerykańskie prawodawstwo? Potrzebował tej pracy. Desperacko jej pragnął. Nie mógł tak po prostu jej stracić, przez własne obawy…
Ale jednocześnie, niech to cholera, czuł się tak, jakby znajdował w mackach ośmiornicy. Miał szczerą ochotę strzepnąć dłonie mężczyzny ze swojego ramienia. I za nic w świecie nie mógł tego zrobić.
To będzie koszmar. Kilka miesięcy nieludzkiego koszmaru.
A co, jeśli Anthony okaże się wcale nie tak miłym i niewinnym facetem? Jeśli będzie się do niego… dobierał? Co on wtedy zrobi?
Pragnął zapaść się pod ziemię. Dlaczego. Uznał. To. Za. Dobry. Pomysł?!
...
Dzięki Bogu, nie było dużej kolejki. Nerwy Francisa by chyba tego nie wytrzymały.
Wdech… i wydech...
Uniósł wolną dłoń i przesunął po miękkich puklach swojego towarzysza, głaszcząc go zaskakująco łagodnie, biorąc pod uwagę napięcie reszty ciała. Był trochę niczym pies, który szykował się do ucieczki – ale gest, którym obdarzył Thony’ego, był całkiem pieszczotliwy.
- To sama formalność, przecież o tym wiesz - mruknął, serwując swojemu „narzeczonemu” kolejny, ciepły uśmiech.
Gdy usiedli, czekając na swoją kolej, odrobinę się uspokoił i rozluźnił.
- Dokładnie to samo mu mówiłem! - rzucił nagle stojący obok nich, ciemnowłosy, mocno opalony przystojniak o zabójczo czarnych oczach, śnieżnobiałym uśmiechu i… ni mniej ni więcej, a różowym garniturze. Energicznym ruchem wskazał na stojącego obok niego chłopaka, wprawdzie o podobnym kolorze skóry, ale też niewątpliwej zieleni na twarzy, rozczochranych, przydługich włosach i z oprawkami częściowo przyciemnionych okularów. Młodszy mężczyzna nie mógł mieć więcej niż dwadzieścia lat – a w tym konkretnym momencie, przypominał raczej dzieciaka, który pragnął zawołać mamę, a nie dojrzałego mężczyznę biorącego ślub z ukochanym.
- Ale nie ma dziewczyn! Jak weźmiemy ślub bez świadków?! - zapiszczał z protestem okularnik, wyglądając tak, jakby znajdował się na skraju histerii. - Sal, to nie jest zabawne, to poważna sprawa! Co my zrobimy? Co my zrobimy?!
Franic Sorel oficjalnie znalazł się w piekle wypełnionym gejami.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 174


Cytat : Lubię placki
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Mój mąż homofob   Wto Cze 12, 2018 11:39 am

Dopiero po chwili Thony załapał, że twarde mięśnie bicepsa, które z taką przyjemnością obmacywał, nie są wynikiem ciężkich zmagań na siłowni, a bardzo mocno spiętego ciała. Francis był napięty jak struna. Denerwował się, być może bardziej dotykiem towarzysza niż całą ślubną szopką. Thony odpuścił więc, choć z ciężkim sercem. Nie chciał jednak przesadzić, mając na uwadze heteryckość narzeczonego. Mieli przecież wyglądać naturalnie.
Odsunął się, ale splótł palce ich dłoni i uśmiechnął się troskliwie.
- Cieszę się - odparł, widząc teczkę z dokumentami.
Thony starał się wyglądać na podekscytowanego i szczęśliwego, co wychodziło mu całkiem zgrabnie. Zdenerwowanie maskowały jego maniery - żywa gestykulacja, przesadnie słodkie uśmiechy i infantylne szczebiotanie. Jednak w głębi duszy, denerwował się okrutnie. Francis mógł nie zdawać sobie z tego sprawy będąc za bardzo skupionym na sobie, ale dla Thony'ego ta sytuacja nie była ani prosta ani przyjemna. To nie tak, że żałował swojej decyzji, ale będąc tak bliskim jej kulminacji, zdał sobie sprawę, że to już. To dzieje się naprawdę ze wszystkim swoimi konsekwencjami i będzie trudniejsze niż zakładał, nie tylko ze względu na to, że jego narzeczony był diabelnie przystojny i bardzo hetero, ale dlatego, że to po prostu nie mogło być łatwe. Miesiące życia pod jednym dachem z kimś, kto wcale nie musiał go polubić, kto mógł sprawiać problemy... Miesiące udawania, życia złudzeniami...
Westchnął głęboko, odrobinę drżąco, a zdając sobie sprawę, że być może Francis zauważył jego zdenerwowanie, zaśmiał się nerwowo.
- O boże, denerwuję się. Zobacz jak mi ręce drżą - wyciągnął przed siebie dłonie i faktycznie, nie kłamał, ale starał się wszystko zamaskować żartem. Chciał żeby Frans odebrał to jako doskonałą grę. Chciał uchodzić w jego oczach za kogoś doskonale przygotowanego i pewnego swojej decyzji, bo czy tak nie byłoby Kanadyjczykowi łatwiej? Jeśli będzie wiedział, że Thony ma wszystko pod kontrolą, może poczuje się swobodniej?
Młody pan Winter miał dobre serce. Może nawet za dobre i za miękkie. Tak starać się dla obcego faceta!
Dotyk palców spadł na niego nieoczekiwanie i przez chwilę aż wstrzymał oddech. Został... pogłaskany. Jakby Francis naprawdę chciał go uspokoić.
Spojrzał na niego i uśmiechnął się, odrobinę nieśmiało, bo na chwilę opuścił gardę.
- Tak, ale to wielki krok - odparł zaskakująco miękko i poważnie, lecz nim Frans skupił się na nowym obliczu swojego przyszłego męża, ten znów uśmiechnął się szeroko i wachlując się dłońmi jak kobieta przed omdleniem, westchnął głęboko. - Nic na to nie poradzę, że się denerwuję. Ale to dobre zdenerwowanie, po prostu nie mogę przestać się cieszyć. Jestem taki szczęśliwy! - Oczy Thony'ego autentycznie zaszkliły się od łez. Miał dodać coś jeszcze, ale jego uwagę skupiła dwójka mężczyzn, stojąca nieopodal, czy raczej ich przerażenie.
Biedaczyska. To w sumie smutne, że ludzie z taką łatwością zawodzą innych w tak ważnym dniu... Na myśl przyszedł mu Rich, którego dzisiaj zabrakło. On też nie wykazał się empatią. Beznadziejny przyjaciel.
I nagle Thony'ego coś tknęło. Głęboko zaczerpnął powietrza, prostując się gwałtownie. Wpadł na świetny pomysł. Chwycił Francisa za rękę i pociągnął go do siebie, nachylając się do jego ucha.
- Mam pomysł. Słyszałeś tamtą dwójkę? - Lekko machnął dłonią w kierunku przerażonej pary. - Może jeśli pójdziemy na ich ślub, przestaniemy się tak denerwować własnym? - Uśmiechnął się, pełen jakiejś nowej, radosnej energii. - Chodź. - Pociągnął Fransa i podszedł mężczyzn, nawet specjalnie nie czekając na odpowiedź towarzysza.
- Cześć - zagaił, lekko klepnąwszy okularnika w ramię. - Ja i mój narzeczony słyszeliśmy, że macie kłopoty. Może będziemy mogli pomóc?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 627


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Mój mąż homofob   Sob Cze 23, 2018 9:19 pm

Francis bardzo usilnie starał się nie wpatrywać w swojego narzeczonego z nadmiernym zdumieniem. Oczywiście, miał świata poza nim nie widzieć, ale też powinien być przyzwyczajony do wszelkich aktorskich zagrywek kolorowo ubranego długowłosego, z którym miał przez niezły kawałek czasu dzielić zarówno mieszkanie, jak i życie. Odsuwanie się i wbijanie w niego zszokowanego spojrzenia raczej nie były zbyt wskazane – mimo to, nie potrafił tak szybko przejść do porządku dziennego z kobiecymi ruchami i piskliwymi dźwiękami Anthony’ego. Amerykanin ewidentnie był typowym, wręcz stereotypowym gejem. Osobnikiem, który pasował do heteroseksualnego Sorela jak pięść do nosa. A jednak… jednak byli tam. Razem.
Albo Thony był niesamowicie perfidnym chujem, albo jednym z najbardziej przyjaznych i dobrodusznych mężczyzn pod słońcem. Tylko w przypadku tych dwóch możliwości decyzja o poślubieniu kompletnie nieznanego faceta miała jakikolwiek sens.
Ach no tak, mógł być też jeszcze desperatem.
Wspaniale.
Z tych ponurych rozważań wyrwała go nieoczekiwana propozycja człowieka, któremu poświęcał zdecydowanie zbyt wiele czasu w myślach.
- Słucham? - spytał z niezrozumieniem, podnosząc spojrzenie z ich złączonych dłoni i wpatrując się w towarzysza ze zdumieniem. Z ręką na sercu musiał przyznać, iż niezależnie od tego, za jak dobrego faceta się uważał, nigdy nie przyszłoby mu do głowy zaoferowanie świadkowania kompletnie obcej – i zupełnie-nie-hetero – parze.
- Pomóc? Pomóc?! Musielibyście chyba mieć magiczne zdolności! - Okularnik był już nie tylko na skraju ataku paniki, ale w ogóle załamania nerwowego. Ni mniej ni więcej, a łzy czaiły się w jego brzegach powiek. Nie myślał już wcale rozsądnie – i zapewne dla niego oferta nieznajomego wydała mu się bezsensowna.
Jego towarzysz w różowym garniturze był znacznie bardziej rozgarnięty, ponieważ natychmiast poszerzył uśmiech, wyciągnął dłoń przed siebie i entuzjastycznie się przedstawił:
- Mam na imię Salvadore, a to Matthew. Możecie mi mówić Sal. Będziemy bardzo zobowiązani za każdą pomoc. A szczególnie mi amado. Rozumiecie, to jego pierwszy ślub - Wskazał lekko głową na swojego roztrzęsionego kompana, puszczając do nich oko.
Francis niemal natychmiast polubił – bardzo gejowskiego – osobnika, któremu właśnie ściskał dłoń. Sal miał w sobie coś takiego, co sprawiało, że nie sposób było nie zapałać do niego sympatią. Otaczała go aura ciepła i… czegoś miękkiego, co sprawiało, że człowiek podskórnie chciał spędzić z nim trochę czasu i pozytywnie się naładować.
Pomoc dwójce mężczyzn w tarapatach nagle wydała się znacznie lepszym pomysłem niż chwilę wcześniej.
- Francis. To też mój pierwszy ślub, więc rozumiem. - Odwzajemnił uśmiech. - Chętnie was wesprzemy. Nasz przyjaciel też nas wystawił. - Wzruszył ramionami, zaraz wzdychając ciężko i wywracając oczami, jakby mówił coś w rodzaju „ach ci znajomi, tacy niemądrzy”. Roześmiał się cicho, ciepło, obejmując Anthony’ego za ramię i lekko przyciągając do siebie – tak, by podkreślić z kim jest i w jakim celu.
- Naprawdę? - zapiszczał z zaskoczeniem najmłodszy mężczyzna.
- Widzisz? Nie ma się czym martwić, problem z głowy – a do tego w końcu nie będziesz mógł mówić, że kumplujemy się wyłącznie z moimi znajomymi. - Sal uśmiechnął się radośnie, chwytając Matthew za ramię i zamykając w swoim mocnym uścisku, całując go czule w czoło.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 174


Cytat : Lubię placki
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Mój mąż homofob   Sob Cze 30, 2018 12:14 am

Thony był dobrotliwym i prostodusznym człowiekiem. I zgodził się głównie z tego względu. Nooo... może fantazjował czasem o tym, jak to przeciąga przystojnego heterykna na stronę homo, ale to w żadnym wypadku nie był główny powód tkwienia w tej sytuacji! Naprawdę!
Nie zareagował na zdziwienie Francisa. Kiedy tamten zadawał pytanie, już był ciągnięty ku zestresowanej dwójce, którą Thony obrzucił oceniającym spojrzeniem.
Biedny okularnik. Taki przerażony. Aż przykro było na niego patrzeć, nie to co na jego towarzysza. Salvador był natomiast słodziutki. Gdyby nie cała ta szopka z małżeństwem, Thony na pewno na dłużej zawiesiłby oko na przystojnym Hiszpanie. Doskonale się prezentował i było w nim coś... coś takiego, obok czego ciężko było przejść obojętnie. Młody okularnik miał szczęście, że znalazł sobie taką partię.
Thony uśmiechnął się czarująco i uścisnął wyciągnięte dłonie, witając się.
- Anthony - przedstawił się, a zaraz potem rzucił Fransowi oburzone spojrzenie. - Mogłeś mnie przedstawić. To niegrzeczne. - Lekko uderzył go w ramię otwartą dłonią, ale szybko przeniósł spojrzenie na Salvadora. - No tak, bo ja co tydzień się żenię. - Wywrócił oczami, znów nawiązując do tego, że Franc w swojej wypowiedzi w ogóle nie brał go pod uwagę. Jakby przyszli tu oddzielnie.
Idąc jednak tokiem rozważań ilości przeżytych ślubów, Thony zastanowił się jak wiele razy ten przystojniak się żenił, skoro to Matthew pierwszy raz brał ślub. Czyżby Sal był naciągaczem? A może też był tu dla wizy? Thony starał się nie uprzedzać do ludzi, wiec odgonił dziwne podejrzenia, skupiając się na prezencji Hiszpana.
- Swoją drogą, świetny garnitur, kochanie. Ten róż doskonale podkreśla twoją oliwkową cerę - zaszczebiotał, gestykulując entuzjastycznie. Miał ochotę podyskutować jeszcze o doskonałym doborze strojów i kolorów, ale Francis przygarnął go do siebie jak swoją własność, sprawiając, że Thonemu szybko wyparował z głowy Hiszpan w różu. Oho, przypomniałeś sobie o mnie? Odruchowo objął Fransa w pasie, pomimo tego, że przecież było strasznie gorąco. Lekko wpił mu palce w bok, prostując i zaciskając je delikatnie, ale w na pewno wyczuwalnej pieszczocie.
- Ale do rzeczy - odchrząknął. Przywołał na twarz powagę, która i tak w zestawieniu z komicznością przesadnej gestykulacji i mimiki, wydawała się zupełnie... niepoważna. - Będziemy wam świadkować. Dzisiaj przyszliśmy tylko złożyć papiery, ale gdyby się okazało, że możemy dopełnić formalności dzisiaj, to też jesteśmy bez świadków. A zależy nam na czasie. Więc możemy pójść na układ... - Drgnął nagle, jakby sobie o czymś przypomniał i nagle odwrócił się do Fransa gwałtownie. Oparł dłoń na jego piersi, patrząc mu ze strachem w oczy. Był blisko, może nawet zbyt blisko, bo poczuł oddech mężczyzny na swoich ustach. - Kochanie, obrączki! Nie możemy wziąć ślubu bez obrączek! Boże, a jak powiedzą nam, że to dzisiaj? - Zaczął wachlować się dłonią. Wiedział, że przesadza, ale robił to specjalnie. Wierzył, że przesada ukryje większość niedoskonałości ich kłamstwa. Kilka razy westchnął głęboko i już po chwili podjął na nowo, jakby właściwie nic takiego się nie stało. Był bardzo... aprobujący. Mówił dużo, szybko i gestykulował żywo, skupiając na sobie uwagę większości czekających petentów.
- Ale, ale! Dlaczego nie krzyczycie na mnie, że jestem egoistą? Przecież wasz ślub jest najpierw! - Położył dłoń na ramieniu okularnika i uśmiechnął się szeroko. - Dajcie znać i zaraz się zjawimy, ale najpierw podpiszemy papierki, zgoda? - Nie czekał na odpowiedź. Puścił Fransa i poprawił okularnikowi krawat. - Świetny dobór kolorów. - Mrugnął do niego i odwracając się do Sala, dodał jeszcze - jesteście taką śliczną parą!
- Następny!
Głos zza drzwi zawiadomił, że przyszła kolej na dopełnienie większości formalności, więc Thony zakręcił się, wziął narzeczonego pod ramię i pociągnął w kierunku drzwi.
- To nasza kolej. Zaraz wracamy! - zawołał radośnie, gdy znikali w biurze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 627


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Mój mąż homofob   Sob Cze 30, 2018 3:41 pm

Francis wewnętrznie się skrzywił, słysząc słodki pisk i zachwyt nad ubiorem Hiszpana. Daleko mu było do przyzwyczajenia do takiego poziomu homoseksualizmu – tudzież kobiecości. Nie czuł się pewnie w tej sytuacji, więc zdecydował się zareagować – nawet, jeśli zaraz potem zaczął żałować swojej spontanicznej reakcji. Liczył raczej, że Thony uzna jego ruch za niewerbalną sugestię, by się uciszył, a nie zaczął go m a c a ć.
No ale nic. Trudno. Sorel podjął taką a nie inną decyzję odnośnie swojej przyszłości i musiał z nią żyć. Takie objęcie pewnie i tak nie było wystarczające, by zapewnić urząd o ich intensywnej i niegasnącej miłości, więc… nie takie rzeczy będzie robił przez najbliższe kilka miesięcy.
Przez ciało blondyna przeszedł dyskretny, ale wyczuwalny dreszcz.
A potem, został kompletnie zbity z tropu. Nie spodziewał się tego pytania – i, szczególnie, tak dużej bliskości. Oczy powiększyły mu się w zaskoczeniu, i gdyby nie przesadna gestykulacja towarzysza, zapewne nawet ślepy by uznał, że miłość to zdecydowanie nie jest to, co w tym momencie Frans odczuwał wobec swojego narzeczonego. Raczej… przerażenie.
Gdzieś tam, w środku tego umięśnionego, pewnego siebie mężczyzny, siedział mały, przerażony chłopczyk, dygoczący na myśl o tym, że zostanie pocałowany.
Niesamowicie dojrzała obawa.
Francis poruszył ustami, próbując wydusić z siebie jakąś odpowiedź, ale zupełnie bezskutecznie – dlatego żadne uspokojenie zdenerwowanego Anthony’ego nie przyszło, a on musiał zająć się przerażoną parą, by zataić ich ewidentne niedopasowanie.
I nagle, znów wszystko przyspieszyło, a oni znaleźli się za drzwiami biura i dawali papiery, odpowiadali na pytania i podpisywali rzeczy. Na szczęście tam nikt nie oczekiwał zbyt wylewnych wybuchów uczuć, maślanych spojrzeń i cukierkowych zapewnień, wobec czego Francis poradził sobie całkiem sprawnie i znów wydawał się być opanowanym i męskim mężczyzną. Nawet nie mrugnął, gdy kilka razy zetknął się dłonią ze swoim narzeczonym, ani wtedy, gdy stuknęli się kolanami. To, co było spodziewane i mieściło się w granicach – niemal – aseksualnych kontaktów, nie wywoływało w nim przerażenia. Nie gardził, ani nie brzydził się gejami, po prostu… do nich nie należał i jego męskość w chwilach zetknięcia się z kimś bardziej kobiecym odrobinę przestawała sobie radzić.
Ale się starał. I zabójczo uśmiechał.
Co zaskakujące, dostali propozycję wzięcia ślubu w tym samym dniu – tak, jak przewidział chwilę wcześniej Thony. Dzięki temu, że blondyn został wcześniej ostrzeżony i przez myśl przeszła mu taka ewentualność, oznajmił z uśmiechem, iż oczywiste, że skorzystamy. Gdy tylko wyszli z biura, Frans lekko zbliżył się do towarzysza i spytał przyjemnie cichym i przez to zabójczo seksownie niskim głosem:
- Wiesz, gdzie tu w pobliżu jest jubiler?
Puścił do Wintera oko, uśmiechając się z subtelnym zakłopotaniem.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 174


Cytat : Lubię placki
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Mój mąż homofob   Czw Lip 05, 2018 8:41 pm

Dlaczego on musiał być taki seksowny?
Thony z uwielbieniem i zazdrością, spoglądał na uśmiechającego się do urzędniczek Fransa. Teraz robił to bezczelnie, bo przecież mógł, bo tak wypadało i dzięki temu tym bardziej nie przyjdzie nikomu do głowy, że nie są razem. Thony grał, ale były momenty (na przykład właśnie teraz), kiedy patrzył na swojego narzeczonego z autentycznym podziwem. I coraz śmielej wróżył sobie trudne małżeństwo. Jak mógł pozostać obojętny wobec takiego ciacha? Czy Rich zrobił mu to po złośliwości? Przecież zdjęcia nie oddawały tej charyzmy, tego słodkiego uśmiechu, brzmienia głosu, szerokich ramion i zabójczo seksownego tyłka.
Bóg mu świadkiem, że musiał się bardzo opanowywać, żeby ręka nie zawędrowała w okolice tych kształtnych półkul.
Gdy wyszli z gabinetu, Thony westchnął z ulgą. Pierwszy raz pokazał, że i on się denerwował, ale nie zrobił tego świadomie. Po prostu musiał trochę ochłonąć. Wszystko szło zgodnie z planem, ale całość wydawała się dużo trudniejsza i kłopotliwa niż zakładał, i to nie jedynie przez wyjątkowy urok Fransa.
Już miał się odezwać, kiedy tuż przy uchu usłyszał głos towarzysza.
Jezu, autentycznie poczuł słabość w kolanach. On to zrobił specjalnie? Boże, proszę żeby zrobił to specjalnie! Niech w skrytości będzie gejem!
Thony spojrzał na Fransa, przełykając ślinę i mając nadzieję, że nie było po nim widać, jakie wrażenie sprawiła na nim taka głupota.
- Jeden salon widziałem na rogu - odparł, lekko zduszonym głosem, przez chwilę wydając się zbity z tropu, a przez to mniej ekspresyjny. A może wszystko było winą tego, że straciła całą energię, bo przy wypełnianiu dokumentów szczebiotał jak szalony, zabawiając urzędniczki? - Chodź, załatwimy to szybko i wrócimy do naszych nowych kolegów.
Gdy przechodzili przez ruchliwą ulicę, by dotrzeć do jubilera, Thony nie kleił się już tak bardzo. Zresztą nic dziwnego, było piekielnie gorąco. Kroczył obok Francisa w bardzo przyzwoitej odległości.
- Wolisz standardowe złoto, czy coś innego? - zapytał, otwierając przed nim drzwi klimatyzowanego pomieszczenia.
Nie musieli długo czekać na ekspedientkę. Młoda, może dwudziestoparoletnia kobieta, uśmiechnęła się profesjonalnie, kiedy tylko weszli do środka.
- Dzień dobry, w czym mogę panom pomóc?
- Szukamy obrączek - Thony odparł niemal od razu, obdarzając kobietę ujmującym uśmiechem. Znów wydawał się być sobą.
- Proszę, niech panowie usiądą. Przedstawię ofertę. - Wskazała w głąb sklepu, na dwa krzesła stojące naprzeciwko gabloty z błyskotkami.
Po tym jak zajęli miejsca, Thony nachylił się, oglądając obrączki. Nie sądził, że kiedyś będzie wybierał taką biżuterię. Czuł się... dziwnie, ale uśmiechał się jak zwykle, próbując odegnać poczucie wyobcowania.
- Nie muszą się panowie śpieszyć. Jeśli coś się panom spodoba, proszę powiedzieć.
Thony spojrzał na Fransa uśmiechając się do niego ciepło.
- Któraś wpadła ci w oko, kochanie? Możesz wybrać jakie chcesz - zapewnił, a mówiąc dalej, zwrócił się do kobiety. - Cena nie gra roli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 627


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Mój mąż homofob   Pią Lip 06, 2018 9:21 pm

Francis nie był na tyle spostrzegawczy, by dostrzec zmiany w zachowaniu swojego towarzysza. Jego kolorowy narzeczony wciąż bombardował stonowane i nieinwazyjne postrzeganie świata u blondwłosego architekta, dlatego chwilowa cisza bądź zdenerwowanie wciąż wydawały się niewielkie w porównaniu do całej… otoczki Anthony’ego. Mężczyzna jednak nie był całkiem ślepy emocjonalnie, dlatego przez ułamek sekundy poczuł, że coś… coś jest nie tak. Zanim jednak zdążył się zastanowić nad tą myślą, nie, przebłyskiem intuicji, Winter wrócił do swojego normalnego „ja” i okazja przeminęła.
- No tak, ma to sens, żeby był tak blisko - zaśmiał się dźwięcznie, wywracając oczami i chowając dłonie w kieszeniach ruszył obok swojego bardzo-gejowskiego towarzysza, chociaż przez te kilka kroków sprawiając wrażenie całkowicie wyluzowanego.
Rzeczywistość była jednak znacznie bardziej skomplikowana.
W głowie Francisa rozbrzmiewały wszystkie możliwe alarmowe dzwonki. Szedł z gejem! Kupić! Obrączki! Na ślub! Co on najlepszego wyrabiał!? Czy aż tak było mu potrzebne to obywatelstwo?!
To ostatnie pytanie odrobinę ostudziło panikę myśli u heteroseksualnego mężczyzny. Wiedział oczywiście, że to było jedyne rozwiązanie. Powinien być wdzięczny Richardowi, że dał mu taką możliwość – i wręcz całować Thony’ego po rękach za zgodę na to szaleństwo. Winter może i wyglądał na całkowicie zrelaksowanego, ale dla niego – przynajmniej z tego, co wiedział Frans – to również był pierwszy ślub. I to było oszustwo. Obaj mogli mieć z tego powodu wielkie problemy. Powinien zacząć się zachowywać bardziej przyjaźnie i wyjąć ten kij z dupy, przestając dygotać o swoje analne dziewictwo.
Tak. Łatwo powiedzieć.
- Hm? - mruknął pytająco, spoglądając z pewnym zdezorientowaniem na swojego narzeczonego. Odleciał gdzieś myślami, podczas gdy ten zajmował się sprawami przyziemnymi – kolejny plus dla heteroseksualnego pana! - W zasadzie chyba lepsze byłoby srebro…? - mruknął ostrożnie, jakoś tak mając wrażenie, że złoto jest bardziej gejowskie, niż był gotów zdzierżyć. Nigdy wcześniej tak nie pomyślał, ale gdy raz pojawiło się to w jego głowie, już nie potrafił zachować neutralności. - Chyba, że wolisz inaczej - mruknął tuż przed tym, jak jubiler ich przywitał. Byli zakochaną parą, na litość boską, kłótnia o obrączki nie była dobrym początkiem związku!
Usiadł na wskazanym miejscu i przyjrzał się wyłożonej ofercie. Musiał przyznać, że było lepiej, niż początkowo się obawiał. Pierścionki wydawały się… Tak, neutralne. Wprawdzie były dwa, oba męskie, ale… miał wrażenie, że może z tym żyć. Po raz pierwszy tak naprawdę dotarły do niego konsekwencje jego czynu – nie mógł, a musiał z tym żyć. Ostatnie sekundy na wycofanie się mijały i już zaraz, za niedługo, będą razem w dupie… Ach, niedobre porównanie, gdy weźmie się pod uwagę orientację jednego z partnerów.
- Cena nie gra roli? - powtórzył cicho, na tyle, by nie został usłyszany przez ekspedientkę (która zresztą wydawała się maksymalnie oddalona i bezproblematyczna, jak tylko mogła). W jego głos wdarło się ewidentne niedowierzanie zmieszane z oburzeniem. Dla niego grała! Nie żeby był biedakiem, ale w tym momencie na nadmiar pieniędzy nie mógł narzekać… a w zasadzie, tak, zasadniczo bliżej było mu do biedaka, niż szastającego na ultra drogie obrączki przystojniaka.
Oczywiście, w pewnym sensie zdawał sobie sprawę z sytuacji Thony’ego, ale wydawało mu się to wysoce niewłaściwe, by to mężczyzna zapłacił w całości za ich wspólną ślubną biżuterię. Jego męska, heteroseksualna duma cierpiała.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Mój mąż homofob   

Powrót do góry Go down
 
Mój mąż homofob
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zona scriptum :: Okruchy Życia-
Skocz do: