CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 Przyjacielskie stosunki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 261


Cytat : I'm not a slut I just love love
Wiek : 28

PisanieTemat: Przyjacielskie stosunki   Pon Cze 25, 2018 10:24 pm

"Nie idź za mną, bo nie umiem prowadzić. Nie idź przede mną, bo mogę za tobą nie nadążyć. Idź po prostu obok mnie i bądź moim przyjacielem."
Albert Camus


Noah Gardens | 21 lat | Student dziennikarstwa | Pracownik księgarni



Simon Bartels | 19 lat | Student ogrodnictwa | Niepełnoetatowy barista


Ostatnio zmieniony przez Lost dnia Pią Lip 06, 2018 6:28 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 735


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Przyjacielskie stosunki   Pon Cze 25, 2018 11:04 pm

Przekręcam klucz w zamku. Naciskam klamkę. Wchodzę do niewielkiego mieszkania. Rozglądam się. Dzień jak co dzień. Może i randka w ciemno się nie udała, ale jedzenie było niezłe, a dziewczyna całkiem miła, więc wolny wieczór nie był zmarnowany. Teraz usiądę sobie w części kuchennej z książką, podgrzeję zapiekankę z wczoraj i zapomnę o całym świecie. Może wymienię się też jakimiś uwagami z Si? On chyba też miał się z kimś dzisiaj spotkać... a przynajmniej tak mi się wydaje, ale nie jestem pewny, bo jak rozmawialiśmy wczoraj o planach, to byłem skupiony na fantazjowaniu o jednej z profesorek i nie do końca się skupiłem na tym, co do mnie mówił. Kurde, muszę nauczyć się bardziej słuchać ludzi.
Ściągam buty i rozglądam się jeszcze raz po mieszkaniu. Światło zapalone jest tylko w korytarzu, więc... chyba jednak Si gdzieś wyszedł. Może to i dobrze? Ostatnio za dużo czasu spędza w domu, niech trochę wyjdzie do ludzi, pogada, zabawi się, a nie tylko praca, studia i filmy w zaciszu własnych czterech ścian. Nie, żebym nie lubił z nim oglądać akcyjniaków, czy nawet komedii romantycznych, ale... trochę styczności ze światem zewnętrznym też mu nie zaszkodzi, a nie tylko ja i rośliny.
Chociaż, rękę do kwiatków ma niczego sobie, to trzeba mu przyznać...
Zaraz zaraz, a może jednak Si nigdzie nie wyszedł? Chyba coś trzasnęło w mieszkaniu. A może to u sąsiada? Cholera, ciężko stwierdzić. Ale nie no, drzwi do niego są zamknięte... Może...
Może...
Zatrzymuję się w pół kroku, dokładnie pod drzwiami młodego. Nie planuję stukać, żeby mu nie przeszkadzać - bo i kto wie, co robi, może ma randkę z własną dłonią? - ale też i nie chcę stać i podsłuchiwać. Kurde, głupia sprawa. Trzeba było od razu iść po tę zapiekankę, a nie jakieś podchody.
...
Okej.
Okej.
Okej.
To brzmi... no, może niekoniecznie brzmi, ale... no... No nie, to nie brzmi jak Simon. Czyżby coś oglądał? Małe porno, w zaciszu mieszkania, przekonany, że wciąż mnie nie ma? Tylko... cholera, to zdecydowanie zabrzmiało jak jego łóżko. I...
I...
Odsuwam się gwałtownie od drzwi, jak oparzony. Uderzam plecami o przeciwległą ścianę.
Czy tam się dzieje to, co myślę, że się dzieje?
O kurwa. Ooooo kurwa.
Młody dorasta.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 261


Cytat : I'm not a slut I just love love
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Przyjacielskie stosunki   Pon Cze 25, 2018 11:58 pm

Jego ręce na moich biodrach są zimne jak lód i momentalnie mam myśl, że może on ma coś z krążeniem? Bo to chyba nie jest normalne... zwykle jak mnie dotyka, to te łapy ma zimne jak cholera i... o boże.
Palec.
Jęczę w odruchu, choć bardziej z zaskoczenia niż przyjemności. Nie żebym się nie spodziewał, ale uwierzcie albo nie, wcześniej palców sobie tam nie wtykałem.
Czuję więc w sobie ten jego palec, czuję oddech na karku, kiedy pochyla się przyciskając pierś do moich pleców i szepcze komplementy pod adresem mojego tyłka. I... to nie tak, że mi się to nie podoba. Jest... dobrze? Chyba. Chyba tak to powinno wyglądać. Nie jestem pewien, robię to pierwszy raz, a pornole nigdy nie oddają przecież istoty rzeczy. A jednak nie mogę się wczuć, nie tak zupełnie.
Kiedy wkłada we mnie drugi palec, zaczynam myśleć, że może lepiej będzie jeśli standardowo przywołam w pamięci obraz Noah, ale to wydaje mi się tak okropnie nieodpowiednie, że rezygnuję, próbując skupić się na oddechu Willa, na jego słowach i rozciągających mnie palcach.
Dyszę, chwytając w dłoń swoją męskość. Może tak sobie pomogę?
- Dobrze ci? - Słyszę nad uchem, więc pomrukuję i wypinam się bardziej.
- Tak... tak, włóż go wreszcie - jęczę i muszę przyznać, że dźwięk moich własnych słów podnieca mnie bardziej niż gorące ciało kochanka.
- Jesteś strasznie niecierpliwy jak na prawiczka.
- Will... - jęczę karcąco, teraz odrobinę zawstydzony, ale nim mam okazję dodać coś więcej, czuję jak zagłębia się we mnie, pozbawiając mnie tchu i racjonalnych myśli. Uczucie wypełnienia jest... inne niż się spodziewałem. Bardziej nieprzyjemne i zdecydowanie bardziej intymne. Czuję się... dziwnie, obco. Odsłonięty, bezbronny i zażenowany. Czy gdyby to był Noah czułbym się lepiej?
- Nie boli cię?
- Nie... - kłamię i napieram pośladkami na jego biodra, w całości biorąc go w siebie. Niech to się już skończy.
Will jęczy i brzmi to całkiem seksownie, więc może dlatego moja dłoń zaczyna pracować szybciej. A może po prostu moja psychika i tak mnie zdradziła i wyobrażenie, że to nie dużo starszy ode mnie brunet bierze mnie teraz, a mój kochany, seksowny Noah, sprawia, że faktycznie zaczynam czuć się właściwie?
Po kilku ruchach jego bioder dyszymy już w jednym rytmie, a ja w końcu zaczynam zagłuszać ból i dyskomfort, przyjemnością.
Will dochodzi pierwszy, ja zaraz po nim.

Mój pierwszy raz... cóż, nie był zły, ale nie tego oczekiwałem. Właściwie nie wiem czego oczekiwałem. Głupio mi się przyznać, że zrobiłem to głównie z rozsądku i dlatego, że Will naciskał. A jednak. Nie chciałem dłużej być prawiczkiem, ale tak naprawdę bardziej niż tego, nie chciałem... dłużej czekać na Noah. Ta noc z Willem miała mi udowodnić, że potrafię iść naprzód, że mogę wyleczyć się z miłości do kogoś, kto nigdy mnie nie pokocha. Czy się udało? Niespecjalnie. Właściwie nic się nie zmieniło. Na dobrą sprawę nie poczułem nawet większej więzi z moim obecnym chłopakiem.
Beznadzieja.
Naciągam na tyłek bokserki i oświadczam, że idę pod prysznic pierwszy. Will nie oponuje, więc wychodzę z pokoju i zderzam się ze świadomością, że nie jesteśmy w domu sami. Przede mną, oparty o ścianę stoi Noah i ma idiotycznie przejęty wyraz twarzy.
Ja w pierwszym odruchu robię rybkę. Otwieram i zamykam usta, nie wiedząc co powiedzieć. Na policzki wypływa mi rumieniec. Mam ochotę uciec, ale przecież się teraz nie wycofam, nie jestem tchórzem.
- Cześć - dukam, próbując nonszalancko udawać, że wszystko jest ok. - Nie wiedziałem, że wrócisz tak wcześnie. Ja ten... - Wskazuję kciukiem korytarz, czy raczej drzwi na jego końcu. - Idę do łazienki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 735


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Przyjacielskie stosunki   Wto Cze 26, 2018 12:39 am

On… On… To znaczy, z jednej strony, to było całkiem oczywiste. Jasne, w końcu musiał nadejść ten dzień. W zasadzie, nadszedł całkiem późno, biorąc pod uwagę fakt gwałtownego opuszczenia domu rodzinnego przez młodego i odnalezienia się w miejscu z, no cóż, ze mną. Każdy inny nastolatek wykorzystałby okazję już ze sto razy. Ba, ja mieszkając jeszcze z rodzicami zaliczyłem Sarę, w znacznie młodszym wieku, więc…
Więc…
No ale jednak. Jednak nie. Jednak bardzo zdecydowanie definitywnie nie. Coś we mnie protestuje. Głośno, mocno, unieruchamiając wszystkie członki i jednocześnie mrożąc krew. Te wszystkie jęki, te wszystkie pytania – słyszę je aż za dobrze. Nie chcę ich tak słyszeć. Nie chcę być milczącym i schowanym uczestnikiem czegoś tak intymnego, a jednak nie potrafię się ruszyć. W zasadzie, boję się ruszyć. Mam wrażenie, że jeśli oderwę dłonie od ściany, to wtargnę do tego pokoju i zrobię coś głupiego. Nie podoba mi się, że Si uprawia seks z tym… z… w ogóle. Wiem, że ma do tego prawo, ale wcale mi się nie podoba.
Wcale nie brzmi, jakby się dobrze bawił.
Tamten idiota może tego nie zauważa, ale ja owszem. Znam Si od lat i wiem, kiedy kłamie. Nigdy w życiu bym nie dopuścił do czegoś takiego. Nie uwierzyłbym w tak głupie, jednosylabowe zapewnienie, że wszystko dobrze.
Dlaczego Si zdecydował się na coś takiego akurat tego wieczora? To był nienajgorszy dzień. W każdy inny wieczór w tym tygodniu mógł do tego doprowadzić i o niczym bym nie wiedział. Albo mógł powiedzieć, żebym nie wracał. Właśnie. Wszystko jego wina.
Wzdrygam się, gdy drzwi nagle się otwierają, a w nich staje przepocony, zaróżowiony i potarmoszony Si. Wygląda dokładnie tak, jakby uprawiał przed chwilą seks. Wszystko się zgadza. Mam wizualne potwierdzenie tego, co już wcześniej wiedziałem.
Boże, dlaczego.
Odruchowo wodzę spojrzeniem po jego ciele, szukając śladów… sam nie wiem czego. Krzywdy? Oznakowania? Nie wiem. Po prostu muszę się upewnić, że ten buc, który nadal leży w jego łóżku, nic mu nie zrobił.
Dokładnie tak samo zachowałbym się, gdybym miał młodszego brata. W zasadzie, Si jest dla mnie jak młodszy brat. Młodszy, mokry, zaróżowiony brat.
Czuję się nagle nie na miejscu. Wypełnia mnie coś… sam nie wiem co. Irytacja? Złość? Na mnie, na niego? Na świat? Nie wiem.
- Jasne - wyduszam z siebie wreszcie i brzmi to tak nieprzyjemnie, jak się czuję. Wreszcie odrywam się od ściany, obracam na pięcie i idę do swojego pokoju. Pieprzyć zapiekankę. Nie zniosę spotkania z tamtym gościem, nawet przypadkowo.
...Oby nie został na noc.
Zatrzaskuję za sobą drzwi, znacznie silniej, niż chciałem.
Nieważne.
Chuj z tym wszystkim.
Siadam na parapecie, przyciskam prawy bok twarzy do okna i nagle zdaję sobie sprawę, że jestem cały gorący. Rozpalony. Boże, też musiałem się zarumienić. Co za wstyd.
Czuję obrzydzenie.
Do siebie, do Si, do tamtego gościa.
O boże, czuję obrzydzenie.
Teraz jest mi jeszcze gorzej. Obiecałem, że będę wobec niego fair, że będę miły, że wesprę i co robię? Przy pierwszej okazji obracam się na pięcie, trzaskam drzwiami jak obrażona nastolatka i mam mdłości. Nie jestem przecież homofobem. Nigdy nie byłem.
Dlaczego więc nagle tak mi cholernie źle…?
Bez sensu. Kompletnie bez sensu.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 261


Cytat : I'm not a slut I just love love
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Przyjacielskie stosunki   Wto Cze 26, 2018 1:35 am

Patrzy na mnie, a ja mam wrażenie, że zaraz zapadnę się pod ziemię. Właściwie, tego chcę, zapaść się pod ziemię i nigdy spod niej nie wyleźć. Widzę jak i on robi się czerwony, ale nie mam pojęcia czy ze złości czy po prostu jest mu głupio bo słyszał za dużo... właśnie! Boże! On słyszał! WSZYSTKO! A nawet jeśli nie wszystko, to na pewno tyle, by teraz patrzeć na mnie w taki sposób. Jakbym co najmniej kopnął szczeniaczka. A ja czuję się winny. Pod tym spojrzeniem pełnym dezaprobaty, czuję się jak skarcony gówniarz. I jest mi źle. Tak potwornie źle, że wyszło jak wyszło. Ze wszystkich ludzi akurat on nie powinien widzieć mnie takiego wymiętoszonego. Nie kiedy robiłem to z kimś innym. Boże, czuję się tak jakbym go zdradził, a przecież nie jesteśmy parą. On nawet nie wie, że się w nim kocham!
Odpowiada mi jednym słowem i mam wrażenie jakby plunął mi w twarz. Czy ja właśnie usłyszałem pogardę w jego głosie? Skuliłem się odruchowo, przeklinając w myślach poczucie, że dałem się skarcić. Tym głupim, obronnym ruchem, dałem mu satysfakcje. A przecież powinienem być twardy i trzymać się planu, że to wszystko właściwe, że tak powinno być, że to nic nadzwyczajnego, ale... Noah właśnie wszystko popsuł. Zachował się tak jakbym zrobił niewybaczalną rzecz, której on nie akceptuje.
Wzdrygam się i przez chwilę stoję jeszcze w przedpokoju, lekko podskakując na dźwięk zatrzaskiwanych drzwi. Mam w głowie mętlik. Właśnie dałem się wykorzystać komuś, kogo na dobrą sprawę nawet nie lubię, a potem mój najlepszy przyjaciel pokazał mi jak bardzo się mną brzydzi, chociaż doskonale wiedział, chociaż akceptował...
Mam ochotę się poryczeć. Pieczenie oczu zwiastuje łzy, ale zaciskam zęby i zdecydowanym krokiem idę do łazienki. Zatrzaskuję za sobą drzwi równie mocno co Noah i dopiero kiedy wchodzę pod strumień gorącej wody, pozwalam sobie na kilka żenujących łez.
Żałuję całego tego pieprzonego wieczoru.

Nie mam ochoty wychodzić z łazienki i konfrontować się z Willem. Zwlekam z tym ile mogę, ale w końcu słyszę pukanie do drzwi i przeklinam się się w duchu, że mam nadzieję usłyszeć głos Noah.
- Simon, utopiłeś się?
- Nie, już wychodzę! - krzyczę w odpowiedzi, ale William i tak wchodzi do środka, a zaraz potem pakuje mi się do kabiny. Robię mu miejsce i właściwie już chcę wychodzić, ale chwyta mnie w pasie i próbuje pocałować. Nie opieram się. Nie chcę robić większej dramy.
- Will słuchaj, dzięki za dziś, było naprawdę fajnie, ale ten... - Zerkam w kierunku drzwi od łazienki, ale nie wyrywam się. Obejmuję Willa, choć nie wiem po co w ogóle stwarzam jeszcze jakieś pozory. - Mój współlokator ma dzisiaj jakiś paskudny humor, nie chce go drażnić dodatkowo...
- Jasne młody, czaję. Zaraz się zmyję.
Uśmiecham się markotnie i bąkam "dzięki", czując się winnym także i wobec Willa, który może i nie jest najlepszą ani też najprzystojniejszą partią, ale mimo wszystko to całkiem wyrozumiały facet.
Żegnam go krótko i chłodno, ale nie przywiązuję wagi do tego, czy wyczuwa moje złe samopoczucie. Nie pyta o nie, a ja nie mam zamiaru się zwierzać. Za bardzo skupiam się na Noah, na przywoływaniu w pamięci wyrazu jego twarzy i na dźwięku zatrzaskiwanych drzwi.
Długo zastanawiam się czy w ogóle powinienem się do niego odzywać. Mam poczucie, że powinienem go przeprosić, ale przecież... nie zrobiłem nic złego. To on zachował się jak idiota, znikając obrażony w swoim pokoju.
Dlaczego się tak wściekł? Może nie chciał żebym przyprowadzał do domu kolesi? Ale nie posądzałbym go o taką hipokryzję, przecież często nocowały u niego dziewczyny. Istniała też jednak inna teoria, ale tę odsunąłem od siebie jak najszybciej. Kto jak kto, ale Noah mnie rozumiał. Nie odepchnąłby mnie ze względu na to, że bzyknąłem się z facetem, w końcu, w praktyce stając się homo... prawda?
Jestem pewien, że dzisiaj nie zasnę. Muszę jakoś to wyjaśnić, zrozumieć, żeby w głowie nie rodziły mi się bezsensowne podejrzenia. Dlatego w końcu stanąłem przed drzwiami mojego jedynego, prawdziwego przyjaciela i zapukałem głośno.
- Hej, możemy pogadać? - Nerwowo przestępuję z nogi na nogę bo chyba pierwszy raz w życiu nie wiem czego mogę spodziewać się po Noah. Obcość tej sytuacji przeraża mnie okropnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 735


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Przyjacielskie stosunki   Pią Cze 29, 2018 3:43 pm

Homofobia. Straszne słowo. W chwili, gdy pojawiło się w mojej głowie, przykleiło się i nie chciało już zniknąć. Nigdy wcześniej nie rozważałem go w kontekście siebie – nigdy, aż do tego konkretnego momentu. Nie chcę być homofobem, nie po tym, co dotknęło Si. Obiecałem go wspierać i powinienem zrobić wszystko, by właśnie tak się zachować – a nie obracać na pięcie przy pierwszej sytuacji, w której widzę go… słyszę…
Krzywię się.
To wcale nie jest takie proste. Chcę, żeby było, ale nie jest. Mogę sobie wmawiać, że powinienem być super i nic się nie zmieniło, ale wiem, wiem, że się zmieniło. Nie rozumiem tylko dlaczego. To przecież nie tak, że nigdy nie widziałem Si z żadnym facetem. Nie to, że nie wiedziałem o jego preferencjach. Znaczy oczywiście, nie wyobrażałem go sobie w takich sytuacjach, ale przecież byłem ich świadom, więc… O co chodzi? Dlaczego wciąż czuję taki wewnętrzny ucisk, jakby protest?
Może po prostu odrzuca mnie męsko-męski seks. Tak naturalnie, w końcu jestem mężczyzną, który woli kobiety. Miękkie, biuściaste, chętne, z delikatnymi ustami… daleko im do dwóch facetów uprawiających seks.
A może chodzi o to, że to Si. Młody, wrażliwy Si, o którym od dawna myślę jak o młodszym bracie i którego chciałbym widzieć szczęśliwego i odpowiednio, hm, zaopiekowanego? Tamten facet zdecydowanie nie dał mu tego, czego powinien.
Tak, to musi być to.
Z drugiej strony… to wcale nie jest mój biznes, co powinien Si dostawać. Może…
Argh. Dlaczego wciąż o tym myślę? Dlaczego myślę o swoim przyjacielu i współlokatorze, który uprawia z kimś seks? Bez sensu. Bez sensuuu!
Moje potoki myśli i użalanie się nad sobą przerywa pukanie. Już, tak szybko? Czyżby odprawił tego kolesia? A ja wciąż nie wiem, co zrobić. Co powiedzieć. Co jest ze mną nie tak. Zachowałem się wobec niego jak chuj, jak najgorszy rodzaj hipokryty i zadufanego w sobie kretyna, a on i tak chce ze mną gadać. To ja powinienem tam pójść i go przeprosić.
Boże, to wszystko jest bez sensu.
Zsuwam się z parapetu i podchodzę do drzwi, otwierając je przed Si.
- Jasne, wejdź - mówię, starając się brzmieć możliwie najbardziej przyjaźnie i łagodnie. Wiem, że może o mnie myśleć same złe rzeczy, dlatego staram się poprawić tamto wrażenie, które musiałem na nim wywrzeć na korytarzu.
Zapalam mniejsze światło, oświetlające głównie łóżko i jedną ścianę. Tak, byśmy nie mieli wrażenia uczestnictwa w nieprzyjemnym przesłuchaniu, ale też by nie było ciemno i… nadmiernie intymnie. Z drugiej strony, to łóżko… Argh, to wszystko jest takie trudne. Teraz nad wszystkim zastanawiam się po sto razy, a przecież nic nie powinno pomiędzy nami się zmienić!
- Słuchaj, przepraszam - odzywam się zaraz po tym, jak Si siada, uniemożliwiając mu powiedzenie czegokolwiek, co chciał powiedzieć. - Zaskoczyłeś mnie, tylko tyle. Następnym razem… Po prostu daj znać. Nie, że… - Przerywam nagle, nie potrafiąc się zmusić do powiedzenia tak spokojnym i nonszalanckim tonem słowa „seks”, co jest kuriozalne samo w sobie, bo przecież halo, jesteśmy obaj dorośli! No, powiedzmy. - Nie, że wiesz, masz jakieś… Po prostu, że masz plany. Żebym wrócił później, albo coś… - Świetnie, zaczynam się plątać we własnej wypowiedzi. Milknę. Chrząkam nerwowo i wodzę spojrzeniem po pokoju. Po lampie, drugiej lampie, biurku, szafie. Komodzie z książkami.
Chowam dłonie w kieszeniach, nie potrafiąc zmusić się do spojrzenia prosto w twarz Si. Boże, jest mi tak głupio. Nie sądziłem, że mogę czuć się jeszcze gorzej, niż wtedy, ale jednak – czuję się. Bredzę, jestem zagubiony i nie wiem, co zrobić.
Mam nadzieję, że go nie ranię.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 261


Cytat : I'm not a slut I just love love
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Przyjacielskie stosunki   Pią Cze 29, 2018 4:50 pm

Łagodny głos Noah sprawia, że odrobinę się rozluźniam. Może nie był zły?
Siadam i czuję jak na policzki wylewa mi się rumieniec. Tak po ludzku mi głupio. Nie chciałem przecież, żeby Noah mnie słyszał. Żeby wiedział. Ale skoro się stało, to nie pozostaje nic innego jak po prostu reagować normalnie. Siedzę więc jak trusia, czerwony jak burak i nie patrzę na niego, ale i on na mnie nie patrzy. Żenująca sytuacja.
Pozwalam mu mówić i dziwię się, że zamiast rzeczowych przeprosin (bo nie spodziewam się niczego innego, przecież to Noah. Potrafi przeprosić mnie wtedy, gdy wie, że sprawił mi przykrość) słyszę plątaninę niedopowiedzeń. Skonsternowany podnoszę wzrok, bo to nietypowe słyszeć go tak nieśmiałego w kwestii seksu. Nie żebyśmy często o tym rozmawiali, ale wystarczająco wiele razy słyszałem jak mówi o tym otwarcie, by teraz dziwić się onieśmieleniu.
- Przepraszam. Naprawdę nie chciałem żebyś słyszał - wypalam gwałtownie, ale szybko znów kulę się w sobie. Dalszego właściwie w ogóle go przepraszam? Przecież nie raz zdarzyła się sytuacja odwrotna. Sądzę, że gdyby Noah wiedział jak bardzo bolesne było dla mnie słyszeć go kochającego się za ścianą, nigdy nie zachowałby się tak jak kilka chwil wcześniej.
Ale nie dowie się.
- Nie żebym ja nigdy nie słyszał jak uprawiasz seks - zauważam na głos, naburmuszony. - Nie wiem dlaczego się tak wściekłeś. Przecież to nic takiego. - Kłamię, drżenie głosu mnie zdradza, ale jest już za późno. Po całej tej sytuacji z Willem wciąż czuję się roztrzęsiony. Bardzo chciałbym żeby to było nic takiego, chciałbym być silny i nonszalancki, ale nie mogę wyprzeć się myśli, że pragnąłem przecież, by wyglądało to inaczej. Pragnąłem przede wszystkim innej osoby na miejscu Willa.
Spuszczam wzrok i zaciskam dłonie na brzegu materaca.
- Chyba nie chodzi ci o to, że to był facet? - mówię w końcu, nie kryjąc goryczy. To jedyne czego się boję. - Nie chcę żebyś się mną brzydził... - dodaję ciszej i w końcu coś we mnie pęka. Mrugam zdziwiony, kiedy kilka łez kapie mi na kolana i zostawia w dżinsie ciemne plamki.
- Cholera... - Ocieram łzy wierzchem dłoni i podnoszę się gwałtownie. Nie chcę żeby widział mnie zaryczanego. Nie chcę żeby patrzył na mnie jak na nieznośne, kłopotliwe dziecko.
Wymijam go i ruszam do drzwi, ratując się ucieczką. Nie sądziłem, że samo wypowiedzenie na głos tej obawy sprawi mi taką przykrość. W moim życiu było wystarczająco dużo cierpienia spowodowanego przez brak zrozumienia i tolerancji. Nie zniosę jeśli Noah również wpasuje się w schemat homofoba. To byłby koniec mojego świata. Mogłem pogodzić się z tym, że nigdy nie będzie mnie kochał tak jak ja kocham go, ale jeśli zacząłby się mną brzydzić... Nie wiedziałbym co zrobić.
Pożałowałem, że w ogóle zapytałem. A co jeśli powie, że faktycznie mnie nienawidzi i nie chce mnie już u siebie? Co wtedy zrobię?
Nie mam pojęcia, ale teraz bardzo chcę po prostu gdzieś się schować. Najlepiej jak najdalej od Noah, żeby odroczyć wydanie wyroku. Może zapomni? Może trzeba to przemilczeć?
Panikuję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 735


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Przyjacielskie stosunki   Pią Cze 29, 2018 6:05 pm

Mam ochotę się kopnąć. Autentycznie, gdybym mógł, dałbym sobie kopniaka w tyłek. Co ja w ogóle bredzę? I dlaczego on mnie przeprasza? Nie powinien mnie za nic przepraszać. To tylko seks. Ma do niego przecież prawo, na litość boską! To nie tak, żebym ja nigdy…
No właśnie. Sam nie jestem specjalnie pruderyjny jeśli chodzi o te sprawy. Jasne, może nie obściskiwałem się na jego oczach i nikogo nie brałem z głośnymi okrzykami w salonie, ale jednak… no nie byłem najcichszym kochankiem. Dobrze o tym wiem. Więc dlaczego nagle mam problem z czymś, co nie powinno być wcale żadnym kłopotem? Wychodzę naprawdę na hipokrytę, ranię Si, a przecież wcale tego nie chcę.
Nie potrafię jednak nic poradzić na tą wewnętrzną złość, budzącą się za każdym razem niczym olbrzymi, złośliwy potwór, gdy tylko myślę o tym, co stało się kilka chwil temu, za drzwiami do pokoju Si.
Gdy się odzywam, ranię go. Gdy milczę – też ranię. Sytuacja jest bez wyjścia. Wyczuwam tę zmianę w głosie współlokatora, nagłe zwątpienie i obawę, i nie wiem, co zrobić. Jakimi słowami zapewnić go, że wcale nie o to chodzi. Że nie mam żadnego problemu z jego seksualnością, że wcale się nim nie brzydzę, że nic, co by zrobił, nie spowoduje, że się od niego odwrócę. Co gorsza, nawet nie wiem, czy jest tak faktycznie. Może jednak mam z tym problem, niezależnie od wszystkich wcześniej wypowiedzianych obietnic? Może jednak jestem chujem, który nie akceptuje dwóch mężczyzn robiących ze sobą… cokolwiek, co nie jest wspólną grą w piłkę nożną?
Przecieram twarz dłonią i dlatego nie zauważam pierwszych łez Si – widzę je jednak wyraźnie, gdy ten nagle wstaje i mnie mija.
Rozpłakał się. Przeze mnie.
Nigdy wcześniej nie czułem się takim chujem, jak w tym momencie. Wszystkie okropne rzeczy, które zrobiłem kiedykolwiek w swoim życiu, wydają się nagle śmiesznie głupie i nieszkodliwe. Jak mogłem mu to zrobić? Ja? Po tym wszystkim, co przeszedł?
Nie myślę, po prostu reaguję, obracam się, pokonuję te kilka kroków, które nas dzielą i łapię go w drzwiach, a potem przyciągam do swojej piersi i przytulam. Niemal natychmiast ogarnia mnie ulga. Mogę to zrobić, nie brzydzę się. Działam odruchowo, a te odruchy nie świadczą o mojej wewnętrznej antypatii do Si. Nic się nie zmieniło. Może mam jakiś problem z jego… z… z seksem, no do licha, jestem dorosły!, albo może z jego facetem, ale nie z nim samym.
Nic się nie zmieniło – myślę, nie zdając sobie sprawy, że mówię to na głos. Zaciskam mocniej ręce, nie pozwalając chłopakowi się odsunąć, nie dając mu szansy na wyrwanie się i ucieczkę. Opieram brodę na jego głowie i unoszę jedną dłoń, głaszcząc go uspokajająco po karku i włosach.
- Nic się nie zmieniło - powtarzam, tym razem świadomie, jednocześnie ciepło i z ulgą. Uśmiecham się pod nosem. Jesteśmy idiotami, młodymi szczeniakami, ale nasza przyjaźń jeszcze nie zniknęła. Wszystko było dobrze. Jeden głupi homoseksualny stosunek tego nie zmienił.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 261


Cytat : I'm not a slut I just love love
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Przyjacielskie stosunki   Pią Cze 29, 2018 10:54 pm

Kiedy chwyta mnie i przytula, jestem tak zaskoczony, że nie reaguję. Jego bliskość, siła jego ramion i żarliwość słów, już zupełnie wytrącają mnie z równowagi. Przez chwilę trwam oszołomiony, ale gdy dociera do mnie to, co mówi, po prostu wybucham płaczem.
Kiedy ostatni raz mnie przytulał?
Pamiętam.
W ten dzień, gdy rodzice wyrzucili mnie z domu. Kilka długich lat temu...
Chwytam go mocno, wczepiając dłonie w jego koszulkę, jakby był wybawieniem od wszystkich trosk. Wtulam twarz w jego pierś, pozwalając łzom wsiąknąć w materiał. Może nie chcę żeby traktował mnie jak dziecko, ale nie wyrywam się, nie protestuję, kiedy uspokajająco głaszcze mnie i zapewnia, że nic się nie zmieniło. W tej chwili mogę być gówniarzem, bez różnicy. Najważniejsze, że Noah rozumie. Nie odrzuca  mnie, nie brzydzi się mną. Jest przy mnie, bez względu na wszystko.
- Żałuję... - odzywam się po kilku chwilach, zduszonym przez szloch głosem. Nie puszczam go. Jego ramiona przynoszą ukojenie. - Nie powinienem tego z nim robić. To było... - Zażenowany nie decyduję się dokończyć. Kręcę głową, wtulając się mocniej, aż zaczyna brakować mi tchu. - Przepraszam. Nie powinienem się tak rozklejać. Ale... mam tylko ciebie. - Znów zaciskam dłonie na jego koszulce i wzdycham drżąco. Z trudem przełykam chęć wyznania mu wszystkiego, ale strach przed odrzuceniem jest silniejszy. Jak zawsze. Kocham go od wielu lat, ale przecież gdybym mu się przyznał, nasza przyjaźń ległaby w gruzach. Nie mogę na to pozwolić, więc milczę. Milczę dzisiaj i będę milczał zawsze.
- Tylko ty mi zostałeś. Gdybyś mnie zostawił, to by mnie złamało - wyznaję, bo tylko na takie wyznanie mnie stać. Jestem bezsilny wobec własnych uczuć. Od dawna nie dopuszczałem do siebie bezsilności, ale obecnej sytuacji nie potrafię znieść z podniesionym czołem i determinacją. Mogłem przełykać gorycz drwin, niechęć rodziny i starych przyjaciół, ale możliwość, że Noah mógłby mnie znienawidzić jest obezwładniająca. Przeraża mnie.
W końcu opuszczam dłonie i odsuwam się, choć mam ogromną ochotę ukrywać się w jego ramionach przez wieczność. Gdy ocieram oczy i nos, nie patrzę na niego. I tak powiedziałem zbyt wiele, a do tego zachowałem się jak płaczliwy dzieciak. Teraz było mi głupio nie tylko przez ten cały, nieszczęsny pierwszy raz, ale też przez tę rozmowę, która właściwie nie była nawet rozmową. Nie zniosłem jej ciężaru, choć sam ją zainicjowałem.
Najważniejsze jednak było, że między mną i Noah nic się nie zmieniło. Niczego więcej nie śmiem oczekiwać. To mi wystarczy. Wierzę w jego zapewnienia. Jest jedyną osobą, która nigdy mnie nie zawiodła. Nie mam podstaw, by mu nie ufać.
- Pójdę do siebie - mamroczę. - Przepraszam jeszcze raz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 735


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Przyjacielskie stosunki   Sob Cze 30, 2018 1:43 pm

Boże, naprawdę go skrzywdziłem. Nie chciałem, naprawdę nie chciałem, ale jednak to zrobiłem. Fakt, że czułem się teraz z tym źle i chciałem tylko przepraszać, nie mógł niczego zmienić, bo przecież miałem w swoich ramionach zapłakanego współlokatora, który przez chwilę, przez nieznośnie długi czas myślał, że go nie akceptuję. Że się nim brzydzę. Być może nawet, że wyrzucę go za drzwi, z jedynego miejsca, które mu pozostało.
Wiem, że nie ma nikogo innego. Powinien, bo przecież nie jest złym facetem, wręcz przeciwnie, takiego kochanego człowieka ze świecą szukać… ale jest sam. Może dlatego, że zbyt wielu go zraniło, a może dlatego, że ma do ludzi pecha. Tak czy inaczej – nie ma. Jestem tylko ja, ja i on.
I tamten facet.
Chcę powiedzieć to na głos, przypomnieć mu, że przecież wcale nie jest sam, ale… to, że Si żałuje tego seksu, powstrzymuje mnie. Tak naprawdę nie wiem, do czego pomiędzy nimi doszło. Słyszałem, dopowiedziałem sobie, ale pewności nie mam. Nie wiem nawet, czy mogę w ogóle go o to spytać. Nigdy nie byłem specjalnie skryty ze sprawami łóżkowymi, ale też szanowałem, że mój towarzysz wcale nie przepada za kobietami i to, co we mnie wywoływało wzwód, jego może obrzydzić. Może w drugą stronę też by to tak zadziałało? Poza tym… to Si. Wiem, że nie jest dzieciakiem, jestem tego świadom nawet w tej chwili, gdy szlocha w moją koszulę, ale to niczego nie zmienia, bo wciąż tak go widzę. Jak młodszego brata.
- Nie zostawię - zapewniam go natychmiast, wzmacniając uścisk, nie pozwalając mu jeszcze przez chwilę się odsunąć. Staram się nie tylko słownie, ale przede wszystkim fizycznie zapewnić go, że nigdzie się nie wybieram. Dokładnie tak, jak mówiłem – nic się nie zmieniło. Wciąż jesteśmy przyjaciółmi, wciąż jest wszystko pomiędzy nami w porządku. Tamto obrzydzenie sprzed parunastu (a może kilkudziesięciu?) minut minęło, jest już tylko rozmazanym wspomnieniem. Cieszę się z tego. Może po prostu zadziałało zaskoczenie? Nic więcej?
Nie jestem homofobem. Całe szczęście.
- Nie, nie - zaprzeczam zaraz, czując nieprzyjemną pustkę i chłód w miejscu, do którego jeszcze kilka chwil wcześniej przytulony był Si. Wyciągam dłoń i chwytam go lekko za ramię, a potem prowadzę na swój fotel – wiem, że go lubi. Jest duży, miękki, z zarzuconym nań kocem, w który można się owinąć, zapatrzeć w ekran telewizora albo okno i zapomnieć o całym świecie.
- Po pierwsze, nie przepraszaj. Nie masz za co. Po drugie, usiądź. Nic się nie stało - mruczę trochę ciszej, głaszcząc go po głowie drugą ręką, owijając miękkim materiałem. - Chcesz się czegoś napić? Albo zjeść? Źle wyglądasz teraz… - Uśmiecham się, mówiąc to, by na pewno Simon dobrze mnie zrozumiał. Nie chodzi mi o skarcenie go, ani zdołowanie – a zwykłą troskę. Zaniepokoił mnie tym stwierdzeniem, że „nie powinien tego z nim robić”. Chcę wiedzieć, czy wszystko w porządku. Czy tamten facet go nie skrzywdził. Czy… Si nadal uważa, że jest gejem.
...Cholera, to nie brzmi dobrze nawet w mojej głowie. Nie chodzi mi o takie homofobiczne myśli, wyparcie, czy cokolwiek, po prostu… po prostu się martwię. Martwię, że ktoś mógł Si skrzywdzić, a on zderzył się z rzeczywistością mocniej, niż chciał. Martwię, że jego pierwszy raz nie był taki, jaki chciał, by był. Wiem, że to nie jest mój biznes, że mój pierwszy raz też nie był rodem z filmów porno, ale jednak… mnie za preferencje seksualne nikt z domu nie wyrzucił. Si zasługuje na coś lepszego niż „średnio-przeciętny” stosunek.
- Czy coś… ci się stało? - pytam ostrożnie, niepewnie, ale łagodnie.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 261


Cytat : I'm not a slut I just love love
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Przyjacielskie stosunki   Nie Lip 01, 2018 9:20 pm

Nie wyrywam się, kiedy łapie mnie za ramię, choć ucieczka wydaje mi się najlepszym wyjściem. Gdybym mógł zaszyć się w pokoju i przeczekać cały ten sztorm, jutro na pewno byłoby tak jak zwykle. A jednak Noah nie daje mi uciec i muszę przyznać przed sobą, że przewrotnie przynosi to ulgę. Tak jakby dalej zapewniał mnie o niezmienności swoich uczuć, co właściwie robi także werbalnie, mówiąc, że nie muszę przepraszać i ze nic się nie stało, choć tak naprawdę stało się wiele.
Najważniejsze jednak, że nadal jesteśmy przyjaciółmi.
Pozwalam otulić się kocem, choć czuję lekką konsternację. Nie jestem dzieckiem, mam na końcu języka, ale nie wypowiadam tych słów. Uśmiecham się ciepło w podziękowaniu i moszczę wygodniej. Noah zawsze taki był. Gdy tylko zdawał sobie sprawę, że sprawił mi przykrość, szybko starał się wszystko naprawić i robił się przy tym nadopiekuńczy. Wiem, że nie ma sensu z tym walczyć, więc po prostu przyjmuję jego dobroć, pozwalając się rozpieszczać.
- Pewnie, że źle wyglądam. - Ocieram policzki tak, że nie zostaje na nich już ani jedna łza, i uśmiecham się, ale żywiej, radośniej. - To ogólnie nie był najlepszy wieczór - przyznaję. - I nie, nie jestem głodny, dzięki. Nie musisz się tak przejmować. Posadziłeś mnie w fotelu, a sam sterczysz jak kołek. Głupio mi, weź gdzieś usiądź.
Tak naprawdę, wcale nie chcę dłużej siedzieć w jego towarzystwie. Ciężko mi po tym wszystkim patrzeć mu w oczy, ale wiem, że gdybym uciekł, zmartwiłbym go jeszcze bardziej. Siedzę więc grzecznie, bardziej zakopując się w miękkim kocu i próbując zachowywać się naturalniej, co przychodzi mi z trudem. Mam wrażenie, że ciepło ramion Noah zostawiło na moim ciele znamię. Wciąż czuję na sobie jego zapach. Wiem, że trudno będzie o tym zapomnieć, trudniej nawet niż o tym beznadziejnym pierwszym razie.
- Co? - pytam, w pierwszej chwili nie rozumiejąc o co mu chodzi, ale zaraz trafia do mnie sens jego słów. Pośpiesznie kręcę głową, może odrobinę przesadnie, ale nie chcę żeby musiał się o mnie martwić bardziej niż zwykle. - Nie. Wszystko w porządku - zapewniam, ale gdy mówię dalej, zawstydzony odwracam wzrok. Wbijam go w wyłączony telewizor. - Po prostu, to nie powinien być Will. Po fakcie to do mnie dotarło. To wszystko. - Wzruszam ramionami, starając się uciąć temat. Nie był wygodny, biorąc pod uwagę kogo wolałbym na miejscu Willa. - Ale nic mi nie zrobił! Znaczy, nic na co bym się nie zgodził - wypalam nagle, czując gorąc na policzkach i strach, że Noah mógłby mieć do Willa jakieś niepotrzebne pretensje. - Nie musisz się martwić - powtarzam się zdławionym przez zażenowanie głosem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 735


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Przyjacielskie stosunki   Pon Lip 02, 2018 12:45 am

Faktycznie, ma rację. Siadam na łóżku posłusznie, wciąż jednak niepokoję się o stan, w jakim znalazł się mój współlokator. Nie chcę, by czuł się źle, więc próbuję pytaniami zapełnić zagrażającą nam ciszę i jednocześnie upewnić, że faktycznie wszystko jest w porządku. Si mnie martwi, nawet pomimo tego, że zapewnia o swoim nienajgorszym samopoczuciu. Fakt, iż przed chwilą się rozpłakał i cały drżał w moich ramionach, zaprzecza jednak jego słowom. Nawet, jeśli teraz jest trochę lepiej, to całkowicie nie zapomniał o wydarzeniach sprzed paru chwil. Ciężko by było od niego tego w ogóle oczekiwać.
Nagle dociera do mnie, że czuję się odrobinę... nie na miejscu, tak. Siedzę na łóżku, oddalony od Simona, nie czując go już bliskości jego ciała i jest mi z tym... niewygodnie? Nieprzyjemnie? Sam nie wiem, jakich słów użyć. Po prostu wiem, że coś jest nie tak, tylko tyle i aż tyle. Chciałbym to zmienić, ale jedyne rozwiązanie, jakie przychodzi mi do głowy (do tego, od razu), nie wchodzi w grę. No bo... cóż, bo byłoby mi głupio.
Cholernie.
I w ogóle, co to za potrzeba miałaby być?
Boże, sam nie wiem. Faktycznie, ten wieczór nie należał do udanych.
Nawet nie wiem, jak powinienem się zachować. Czuję, jak po szyi wpełza na moje policzki rumieniec - znowu. A przecież nic się nie stało! Po prostu pomyślałem, że... że chciałbym przytulić Si. Nie dlatego, że... Tylko bo... Sam nie wiem. Boże, już nic nie wiem, nic nie rozumiem. Im więcej się zastanawiam, tym bardziej gubię się w swoich myślach. Nie powinienem w ogóle ich rozważać, nie powinienem czuć się niepewnie. To wszystko, to była wina tego cholernego seksu. Nie, cholernej randki, która nie wyszła i przez którą wróciłem wcześniej do mieszkania. Gdybym został chwilę dłużej, do niczego by nie doszło, niczego bym nie usłyszał, nikogo nie zobaczył. Nasza relacja wciąż byłaby taka sama, a ja... Nie chciałbym podnieść się z łóżka i... przytulić do siebie Si.
Najgorsze jest to, że on coś do mnie mówi, a ja kompletnie nie potrafię się skupić i tego wysłuchać. Straszne.
- To, że się zgodziłeś wcześniej... Do niczego cię nie zobowiązuje - odzywam się, nie potrafiąc wysłuchiwać tych słów w spokoju. Wiem, że Si to wie, ale jednak czuję potrzebę, by to powiedzieć. By był tego pewien. Czasami należy to usłyszeć i tyle. - Zawsze możesz zmienić zdanie, albo uznać, że to nie to. Nigdzie nie jest zapisane, co powinno ci odpowiadać, kiedy i z kim, a co nie. Wiesz o tym, prawda? - mówię łagodnie, tak ciepłym i czułym głosem, że sam na to zwracam uwagę. Czuję się trochę tak, jakbym nagle grał rolę matki Simona - kobiety, która takie rzeczy powinna wytłumaczyć młodej... młodemu... no cóż, osobie, która, khm, znajduje się na dole. Bo nie wątpię w to, że Si właśnie w takiej pozycji się znalazł. Jest mi głupio, cholernie głupio, że w ogóle o tym pomyślałem, ale jestem pewny swego i zdecydowany, by powiedzieć nawet bardziej krępujące rzeczy, byle tylko ograniczyły one potem cierpienia mojego przyjaciela.
- Wiesz, parę razy mi odmówiono w trakcie i nikt z tego powodu nie umarł. Nie wybaczyłbym sobie, gdybym sprawił, że moja dziewczyna... że ktokolwiek czułby się w trakcie, albo potem, przeze mnie źle. - Uśmiecham się, czując pieczenie policzków.
Tak, idzie trudno, ale to ważne. Ważne i nie mogę tego tak po prostu przemilczeć. Muszę być pewien, że Si nie skończy skrzywdzony przez jakiegoś nieczułego kretyna, tylko dlatego, że będzie uważał iż powinno mu się coś podobać. Albo dlatego, że nadszedł już odpowiedni czas. Czy jakakolwiek inna głupota. To nie na tym seks powinien polegać.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 261


Cytat : I'm not a slut I just love love
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Przyjacielskie stosunki   Sob Lip 07, 2018 9:14 pm

Widzę, że przysporzyłem mu kłopotów. Widzę, że martwi się i z trudem kryje zażenowanie. Czuję się winny. Komu jak komu, ale jemu nigdy nie chciałem i nie chcę sprawiać problemów. Noah zawsze był dla mnie dobry. Traktował z sympatią, kiedy byłem tylko młodszym bratem jego dziewczyny, a potem przygarnął mnie, kiedy rodzina się mnie wyrzekła. Nawet teraz, kiedy wyraźnie nie podoba mu się, że przyprowadziłem do domu faceta, też próbuje mnie zrozumieć i pocieszyć. To dlatego nie chcę dłużej siedzieć w jego pokoju i dawać mu pretekstów do większych zmartwień. Ale zatrzymał mnie, posadził na fotelu, a sam usiadł na łóżku, spełniając nawet tę głupią i nieznaczącą prośbę. Wszystko po to, żebym lepiej się poczuł.
A ja czuję się okropnie. Paskudnie mi z tym, że myślałem, że mógłbym go kimś zastąpić. Noah nie da się zamienić. Nikt nigdy nie wypełni tej pustki w moim sercu, która odpowiada za nieodwzajemnioną do niego miłość.
- Nie traktuj mnie jak dziecka. Wiem przecież - mamroczę, słysząc, że nie jestem do niczego zobowiązany. - Już je zmieniłem. Will jest spoko, ale... to nie to. Nie... - Przełykam ślinę, bo słowo na "k" nie ważne w jakiej formie i wobec kogo użyte, wywołuje u mnie zawstydzenie. - ...Nie kocham go, ok? - mówię naburmuszonym tonem. - Naprawdę, Noah, ogarniam. Wiem jak to działa. Żałuję, ale przejdzie mi. - Skopuję koc i wstaję. Głupio mi nieziemsko i naprawdę nie mam ochoty ciągnąć tej rozmowy dalej. Jestem wdzięczny Noah za to, że się stara, ale w gruncie rzeczy, jego starania bolą bardziej niż gdyby miał to gdzieś. Przez to, że zawsze się o mnie martwi, mam do niego taką słabość. Jak można nie kochać kogoś takiego jak on? Tak dobrego, wyrozumiałego, czułego i nieziemsko przystojnego faceta?
Składam koc niedbale i przewieszam przez podłokietnik fotela.
- Najważniejsze, że między nami jest w porządku. - Uśmiecham się słabo. - Nie będę go więcej zapraszał i obiecuję, że gdyby się zdarzyło, że będę chciał kogoś zaprosić w przyszłości, to dam znać. Żebyś... nie musiał... no wiesz. - Patrzę gdzieś w bok, ale próbuję się uśmiechać i stworzyć lekką, przyjacielską atmosferę, jaka zwykle nam towarzyszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 735


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Przyjacielskie stosunki   Sob Lip 07, 2018 11:11 pm

Reakcja Si trochę mnie uspokaja. Wygląda na zdecydowanego i pewnego tego, co mówi. Nawet, jeśli nie jest zadowolony z tego, do czego doprowadził ten wieczór, nie cierpi, a to jest najważniejsze. Nie chciałbym, by czuł się zraniony – przeze mnie, przez tamtego faceta, przez kogokolwiek. To, że teraz to on mnie zapewnia o własnej wiedzy i świadomości, o słuszności swojej decyzji, wreszcie – o tym, że w przyszłości będzie uważał, powoduje we mnie ulgę. I odrobinę irytacji. Nie, nie wszystko, tylko ta ostatnia myśl. Nie chcę, by Si zapraszał jeszcze kogoś do nas. Jakiegoś kumpla, koleżankę, jasne. Ale kolejnego faceta do łóżka? Nie, aż mną wzdryga na samą myśl. Na całe szczęście jestem w stanie ukryć tę reakcję, ale czuję niechęć i mimo iż Si zapewnia mnie o swojej niegroźności i dobrym nastawieniu. Nawet ten uśmiech… Argh, jestem zły, już to czuję.
Pozwalam mu wyjść, kiwając głową i siląc się na równie sztuczny wyszczerz zębów.
- Jasne, wszystko ok - mówię.
Gdy wychodzi, mam ochotę się kopnąć. Nic nie jest ok. Znowu nic nie jest ok.
Czy jednak jestem homofobem? Dlaczego znowu to paskudne uczucie się we mnie obudziło? Bez sensu. Bez sensu.

Weekend minął mi tak średnio, że zdecydowałem się spróbować znaleźć sobie jakąś uroczą damę do ogrzania mi łóżka. Tak się akurat złożyło, że podczas dzisiejszej imprezy natrafiła się okazja – i przyznaję, że wypiłem trochę za dużo i uznałem z góry, że jeszcze jest za wcześnie, by Si był w domu (nie było). Nie zachowałem się jak rozsądny, dojrzały facet, który dopiero co zrobił wykład swojemu współlokatorowi na temat zapraszania do naszego mieszkania obcych ludzi z zamiarem uprawiania z nimi seksu. Nie myślałem okej? Po prostu nie myślałem.
A gdy już byliśmy w mieszkaniu, było za późno na żałowanie.
A potem, gdy znaleźliśmy się wreszcie w moim pokoju (po niemałych problemach), zatrzasnęliśmy drzwi i przystąpiliśmy do rzeczy… wszystko poszło się przysłowiowo jebać. Wszystko oprócz mnie.
I tak siedzę w salonie, po tym jak zatrzasnąłem drzwi za bezimienną brunetką, wpatruję się tępo w czarny ekran telewizora i popijam nieśpiesznie kolejną szklankę wody, próbując wytrzeźwieć i pozbyć się tego cholernego poczucia wstydu. Powinienem iść i przeprosić Si, to w pierwszej kolejności. A potem zakopać się we własnej pościeli i nigdy więcej z niej kurwa nie wyjść.
Liczyłem na przyjemną odskocznię od problemów, a to, na co trafiłem, przerosło moje największe oczekiwania. To, do czego doszło… Boże, jej słowa cały czas obijały mi się po głowie, wywołując mieszankę wstydu i wściekłości na siebie. Jak mogłem do tego dopuścić?!

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 261


Cytat : I'm not a slut I just love love
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Przyjacielskie stosunki   Pon Lip 09, 2018 9:44 pm

Kilka kolejnych dni minęło mi pod znakiem rutyny. Przyjąłem to z radością. Miałem dość nowości na najbliższy czas. Will kilka razy próbował się ze mną skontaktować, ale po rozmowie z Noah jakoś nie mogłem zmusić się do odebrania telefonu. Ignorowałem go aż do weekendu, bo w piątek, gryziony wyrzutami sumienia, w końcu zdecydowałem się odebrać. Słysząc jak bardzo Will był zaniepokojony brakiem kontaktu z mojej strony, poczułem się jak świnia. Właściwie, byłem nią. W pewien sposób wykorzystałem go, a co najgorsze, nie miałam jaj, żeby go zwyczajnie przeprosić i wszystko zakończyć.
Zdobyłem się na to dopiero niedzielnym wieczorem, a raczej, chciałem się zdobyć, ale widok jego radości na mój widok, odebrał mi całą pewność siebie. To nie ja go przepraszałem, to on przepraszał mnie, sądząc, że nie odzywałem się przez koszmarny pierwszy raz jaki mi zafundował. To po części było prawdą, ale pierwszy raz nie był koszmarny z jego winy.
Skończyło się więc na tym, że zapewniałem go o swoim dobrym samopoczuciu i wyrażałem chęć dalszego randkowania.
Gorzej nie mogłem postąpić.
Ale zwyczajnie zabrakło mi odwagi. Nie chciałem dorabiać sobie kłopotów. Od czasu całej tej żenującej sytuacji, Noah zaczął zachowywać się nieco... dziwnie. Widziałem, że stara się żeby było jak zwykle, ale... nie wychodziło mu. I mi, podejrzewam, też nie. Więc głównie to spędzało mi sen z powiek.
W poniedziałek jak zwykle miałem zajęcia, a po nich popołudniową zmianę w kawiarni, więc do domu ruszyłem wieczorem. Dodatkowo dałem się wyciągnąć na drinka moim współpracownikom, więc ostatecznie przed blokiem znalazłem się o północy.

Powoli wspinam się po schodach i mijam zbiegająca po nich, oburzoną dziewczynę. Nie zwracam na nią uwagi, choć powinienem, bo znam przecież wszystkich sąsiadów. Ale mijam ją nawet się nie obejrzawszy. Jedynie w nos gryzie mnie woń jej ciężkich perfum.
Otwieram drzwi, ziewając szeroko i dopiero wtedy zdaję sobie sprawę, że zapach nieznajomej unosi się w przedpokoju. Marszczę brwi, ale nie szczególnie zastanawiam się nad tym, kim była niezadowolona brunetka i dlaczego opuściła nasze mieszkanie w pośpiechu. Oczywiście mam podejrzenia, ale nawet jeśli są trafne, nic nie mogę na to poradzić. Nie mogę zabraniać Noah spotykać się z kobietami, nawet jeśli skręca mnie z zazdrości.
Zdejmuję kurtkę i buty, a nie słysząc w mieszkaniu żadnego hałasu, drepczę do kuchni, by przed snem jeszcze się napić. Nie wypiłem dużo, mam raczej słabą głowę, ale i tak czuję lekkie suszenie. Ale nim docieram do kuchni, przechodzę obok salonu. Moją uwagę przykuwa siedząca na kanapie postać. Noah? Co on robi siedząc po ciemku? Coś się stało?
W trzewiach nagle ściska mnie z niepokoju i to dużo mocniej niż z powodu świadomości, że przed kilkoma chwilami nasze mieszkanie opuściła jakaś obca dziewczyna.
- Hej. Nie śpisz? - pytam szeptem, stając w progu. Mój przyjaciel rzadko zachowuję się w taki sposób. Właściwie, od tej sprawy z Willem, zachowuje się coraz dziwniej, a ja nie mam tyle odwagi, by znów o to zapytać. W mojej głowie wciąż echem odbijają się myśli "a co jeśli kłamał?", "a co, jeśli na prawdę mnie nienawidzi?". Teraz jednak bardziej martwię się, ze po prostu stało się coś złego, że ktoś skrzywdził Noah, albo kogoś z jego rodziny.
Przełykam ślinę i wchodzę w ciemność, przywołując na twarz ciepły, zatroskany uśmiech.
- Dobrze się czujesz? - przechylam się przez oparcie kanapy, zerkając na Noah zza jego ramienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 735


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Przyjacielskie stosunki   Wto Lip 10, 2018 7:26 pm

Jestem tak pogrążony w myślach, że nie słyszę Si, kiedy wchodzi do mieszkania. Nie słyszę też, kiedy – bo zapewne tak zrobił – mnie woła. Reaguję dopiero w momencie, gdy mój współlokator jest już tuż obok, przechylony spogląda na moją twarz i wygląda na bardzo zaniepokojonego. Nie chcę go martwić, dlatego przełykam ślinę i przywołuję na twarz uśmiech.
- Tak, oczywiście - mówię, a potem znów na chwilę zapada pomiędzy nami milczenie. Dopiero poczucie winy powoduje, że odzywam się ponownie. - Przepraszam, zaprosiłem do nas znajomą. Na noc. Byłem pijany i nie myślałem - mówię, ale słowa w moich ustach brzmią jakoś inaczej, obco. Niemal nie poznaję swojego głosu, który ma brzmieć tak lekko i wesoło, że w efekcie jest wyłącznie sztuczny. Wzdycham ciężko i opuszczam wzrok, wbijając go w swoje dłonie i znajdującą się w nich szklankę. Nie mam ochoty mówić dalej, ale czuję się w obowiązku i ten obowiązek sprawia, że jestem jeszcze gotów cokolwiek z siebie wydusić. Tylko tyle, ile należy się Si i ani słowa więcej.
Inaczej zapadłbym się pod ziemię ze wstydu.
Nie chcę nawet myśleć o tym, co to może dla mnie znaczyć. Z jednej strony wiem, że przesadzam, ale z drugiej wszystko we mnie mówi, że to… To, co się stało, to poważna sprawa. Coś, czego nie mogę zbyć zwyczajnym machnięciem ręki. Oczywiście to głupie, bo mogę, ale… ale nie potrafię. Będę siedzieć i się tym zadręczać aż do usranej śmierci.
A co gorsza, zapewne nie zaproszę już żadnej kobiety do swojego łóżka.
Szykuje się przede mną smutne, czarne, jałowe życie…
Wzdycham i zamykam oczy.
- Ale nie została na noc, także wszystko okej, możesz spać spokojnie - kończę wreszcie zaczętą przed chwilą wypowiedź.
I wtedy, owiewa mnie zapach Si. Mieszanki znanych mi, subtelnych perfum (czy, w zasadzie, wody kolońskiej) oraz alkoholu. Przez moje ciało przechodzi nagły, mimowolny dreszcz.
Obrzydzenia?
Boże, spraw, by nie było to obrzydzenie. Nie jestem gotów na kolejne problemy. Jeszcze nie. Nie z Si.
Teraz już nie tylko stresuję się tym, do czego doszło (a w zasadzie, nie doszło), ale też tym, co się dzieje z moją relacją z Simonem, a także tym, że w salonie jest bardzo, bardzo ciemno i duszno. Jeszcze chwilę temu mi to nie przeszkadzało, ale nagle… nagle zaczęło.
Czy to może być homofobia? Boję się, że nagle młodszy współlokator zrobi jakiś… ruch w moją stronę? Ale to bez sensu, tyle czasu mieszkamy razem i do niczego nie doszło, dlaczego miałbym czegokolwiek się obawiać ze strony Si? Poza tym, przecież obaj dobrze wiemy, że Si jest kompletnie niegroźny. Nawet, gdyby był bardzo zdesperowany, nie uznając mnie za przyjaciela, a do tego będąc przekonanym o tym, iż nie odrzucę jego awansów, nadal nie poczyniłby w moim kierunku żadnych kroków. To nie było w jego charakterze. Był delikatnym dzieciakiem, który na wszystko się godził i wszystkiemu poddawał, który rzadko kiedy wychodził z jakąkolwiek inicjatywą, a już fizyczną… ha, umówmy się, to było całkowicie nierealne. Nie Si.
Wstaję. Powinienem iść do pokoju i się tam schować na wieki. Tak, to brzmi jak dobry plan. Tylko zaniosę szklankę i tyle mnie widzieli. Schowam się i umrę tam ze wstydu.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 261


Cytat : I'm not a slut I just love love
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Przyjacielskie stosunki   Sro Sie 15, 2018 7:46 pm

Sztuczność w głosie Noah uderza mnie, marszczę więc brwi i obchodzę kanapę, by zaraz usiąść obok niego. Nie siadam jednak bardzo blisko, ani też nie wsuwam się ciałem w objęcia mebla. Siadam na brzegu, bokiem, tak, by w półmroku widzieć zmartwione oblicze przyjaciela.
- Nie wygląda na to... - zauważam, z troską patrząc mu w twarz, a choć po chwili napiętego milczenia Noah zdobywa się na jakieś mętne wytłumaczenie, wiem, że nie o to tak naprawdę chodzi.
- Nie musisz przepraszać. Przecież... - Wzdycham ciężko, jak rodzic, który po raz kolejny upomina swoje dziecko. - Przecież to ok. Nie przeszkadza mi to. Mogła zostać. - Kłamię, a w trzewiach skręca mnie z goryczy, ale uśmiecham się z wyrozumiałością, siląc się na swobodny ton. Nie kryję jedynie troski, bo to jak zachowuje się Noah, nawet jeśli jest pijany i nawet jeśli nie poszło mu z jakąś kobietą... nie jest normalne. Wygląda na bardzo przybitego i nie pamiętam kiedy ostatni raz widziałem go w takim stanie. Od akcji z Willem zachowuje się dziwnie, ale dzisiaj wszystko zdawało się kumulować.
- I tak spałbym spokojnie... - mówię półgłosem, wbijając wzrok w dywan. Znów kłamię, ale to bez znaczenia. W salonie faktycznie zrobiło się jakby duszniej, a może to po prostu mnie brakowało powietrza. Martwię się. Nie poznaję Noah, a to napełnia mnie strachem. Przerażenie, od którego od razu dostaję mdłości, obejmuje mnie szczelnie i nie chce puścić. Czuję się tak, jakby przyjaciel wymykał mi się, jakby powstawała między nami ogromna przepaść, której już nigdy nie będę mógł przeskoczyć. Moje życie nigdy nie było pełne, niczyje nie może być, kiedy żyje z nieodwzajemnioną miłością, ale teraz los odbierał mi nawet spokój rutyny, stabilność, z której niepełnością się godziłem.
Z trudem przełykam ślinę i prostuję się, kiedy Noah wstaje. Patrzę na jego zgarbione plecy, gdy dociera do drzwi salonu i myślę "czy mam coś jeszcze do stracenia?". Jeśli mam patrzeć jak Noah się ode mnie oddala, jak znika z mojego życia powoli, wolę uciąć to gwałtownie.
Zrywam się z miejsca.
- Kocham cię - mówię nagle, w przypływie jakiejś chorej odwagi. Żałość mojego głosu i świadomość katastrofy wyciska mi z oczu łzy, a mimo to, powtarzam głośniej:
- Kocham cię!
Zamieram, napięty, przerażony własnym wyznaniem i jego konsekwencjami. Oddycham płytko, szybko, jak zaszczute zwierzę, ale nie mogę zdobyć się na żaden ruch. Mogę jedynie stać i patrzeć na plecy Noah i być świadkiem jak świat, który zbudowałem, obraca się w gruz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 735


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Przyjacielskie stosunki   Pią Sie 17, 2018 11:15 pm

Tak, jestem pogrążony w smętnych rozważaniach, ale mimo wszystko, wyczuwam coś innego w głosie Si. Jakąś nutę fałszu, coś, czego wcześniej nie słyszałem – a może słyszałem, ale ignorowałem? Sam nie wiem. Jestem tak strasznie zdezorientowany, zagubiony wręcz, nie wiem, co się dzieje ze mną, z Si, ze światem. Szukam jakichś wskazówek, drogowskazów wręcz, ale ich nie ma. Mogę być tylko dalej sobą, zagubionym i zrezygnowanym szczeniakiem, który jest tylko odrobinę bardziej dojrzały niż jego młodszy współlokator. Nie wiem, co robić – dlatego próbuję ucieczki, tylko ona wydaje się dobrym wyjściem. Oddalając się, zapewniam sobie bezpieczeństwo. Może ulotne, może chwilowe, może niewystarczające, ale… bezpieczeństwo.
I wtedy słyszę te słowa. Te dwa, znamienne słowa. W pierwszej chwili jestem przekonany, że je sobie wyśniłem. Dopowiedziałem przez alkohol. Nie wiem, kurwa, nie mam pojęcia, ale to niemożliwe, żeby wypowiedział je Si. Nie Si, nie do mnie.
A jednak tak jest. Drugi raz nie mogłem się pomylić, nadpisać sobie czegoś. Wyraźnie rozbrzmiał głos mojego przyjaciela, brata mojej eks, który oświadcza mi coś, nad czym dopiero co się zastanawiałem, a co wydawało się wtedy tak kompletnie nierealne i śmieszne. Nie wiem, co zrobić, co pomyśleć, nic nie wiem, nic nie rozumiem. Wszystko jest chaosem, zlepkiem słów i emocji, które mieszają się ze sobą i nie mają żadnego sensu. Nie spodziewałem się, że usłyszę te słowa, od tej konkretnej osoby. Od mężczyzny. Od Si.
Powinienem odejść, czy się do niego obrócić? Która reakcja będzie lepsza? Odchodząc, zranię go. Nawiązując kontakt zaś, nie zignoruję tego przekazu, a zatem konsekwencje będą… sam nie wiem jakie, ale na pewno duże. Zresztą, odwrócę się i co zrobię? Co powiem?
Boże, czas płynie, on tam stoi, bez ruchu, ja stoję tutaj, też bez ruchu. Jesteśmy jak dwa posągi, uwięzione w świecie, który nas przerasta.
Obracam się. Nie podjąłem tej decyzji świadomie, po prostu już nie mogłem wytrzymać tego napięcia wiszącego w powietrzu, sprawiającego, że oddychanie stało się zbyt trudne i nieprzyjemne. Jest ciemno, ale widzę zarys twarzy Si. Nie mogę dostrzec jego miny, ale i tak wyczuwam jego zdenerwowanie. Jest przerażony. Boże, wcale mu się nie dziwię, ja też jestem, a niczego nie powiedziałem. Co powinienem zrobić? Co powiedzieć?
- Si… - zaczynam, nie mając pomysłu na to, co powinienem jako następne powiedzieć. Brzmię tak ochryple, jakbym kompletnie zdarł sobie gardło na jakimś koncercie, albo jakbym był kilkusetletnim palaczem. Chrząkam, czując nieprzyjemne drapanie, a zaraz potem przełykam równie przeszkadzającą gulę. Wciskam dłonie w kieszenie spodni.
- Ty… Naprawdę? - wyduszam z siebie w końcu, nie potrafiąc ukryć niedowierzania. Jednocześnie dociera do mnie jedna, bardzo znamienna rzecz. Nie czuję obrzydzenia. Szok, tak. Niepewność, oczywiście. Ale nie niesmak.
Ogarnia mnie ulga. Jednak wszystko jest na swoim miejscu. No, może nie wszystko, ale ta najważniejsza rzecz owszem. Opieram się ramieniem o framugę drzwi i przymykam oczy. Ulga jest naprawdę obezwładniająca.
Czekam na odpowiedź. Nie wiem, co z nią zrobię. Ale to nieważne. Poradzimy sobie z tym. Już wiem, że poradzimy.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 261


Cytat : I'm not a slut I just love love
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Przyjacielskie stosunki   Pon Sie 27, 2018 9:59 pm

Mijają sekundy, minuty, godziny... lata. A ja mam wrażenie, że świat się zatrzymał. Nie czuję upływu czasu, istnieje ta jedna, okropna chwila, w której rujnuję sobie życie. W głowie powtarzam "to koniec", jak mantrę, jak zaklęcie, które obróci w proch i mnie, bym nie musiał patrzeć na plecy Noah, bym nie musiał konfrontować się z jego reakcją.
Ale ona w końcu nadchodzi. Mój przyjaciel obraca się sztywno i jedynie przez chwilę, zanim nie stanie plecami do światła, widzę na jego twarzy szok. Potem jego oblicze tonie w mroku i nie wiem już czy wykrzywia je w obrzydzeniu lub gniewie, czy może śmieje się kpiąco. Nic nie wiem.
Zaciskam dłonie w pięści, a od napięcia zaczynają boleć mnie plecy, ale nie ruszam się. I tak nie mam gdzie uciec. Obnażyłem najpilniej strzeżoną część swojej duszy, a po tym nie ma już sposobu na ucieczkę. Jestem uwięziony w tej chorej, bolesnej sytuacji, ale uwięziłem się w niej na własne życzenie. Konfrontacja boli, ale nie mogę się cofnąć. I gdy sądzę, że będziemy stać tak przez wieczność, patrząc na siebie w ciemności, Noah w końcu się odzywa. Jego głos jest zachrypnięty, pełen przejęcia, a ja czuję jak po plecach przebiega mi dreszcz obawy, a serce zakleszczają dłonie nadziei, która ściska je tak mocno, że mam wrażenie, że zaraz wybuchnie.
Nie zostawił mnie. Jak to możliwe?
Po prostu jest w szoku, nie mogę pozwolić sobie na nadzieję. Noah po prostu jeszcze nie wierzy w to, co usłyszał.

Jego pytanie zagłuszam własnymi słowami, które wyrywają się z moich ust w przypływie paniki.
- Przepraszam... ja... nie powinienem.
Razem z nimi opuszcza mnie to straszne osłupienie i w końcu mogę rozluźnić obolałe z nerwów ciało. Przecieram twarz dłońmi i kręcę głową, a potem po prostu siadam na podłodze. Kumulowane przez lata emocje w końcu wylewają się ze mnie w postaci gorących łez, ale nie łkam. Łzy po prostu płyną po moich policzkach, a ja patrzę w dywan, pokonany i przerażony.
- Przepraszam - powtarzam szeptem - ale nie mogę już dłużej. Po prostu nie mogę. Skoro masz mnie znienawidzić, to chociaż miej za co... - pociągam nosem i znów kręcę głową.
To koniec.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 735


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Przyjacielskie stosunki   Wto Sie 28, 2018 3:39 pm

Nigdy, nigdy, przenigdy nie spodziewałbym się tego, że Si wyzna mi miłość. Ta myśl wydaje mi się tak strasznie abstrakcyjna, w sytuacji, gdy myślę o Simonie, o jego doświadczeniach, o tamtym mężczyźnie, z którym spędził ten znamienny wieczór… Nigdy bym nie przypuszczał, że mój współlokator i przyjaciel spojrzy na mnie w ten sposób. Zawsze zakładałem, że nasza relacja była całkowicie braterska, on młodszy, ja starszy, on wymagający opieki, ja mu ją gwarantujący. Nie było tam miejsca na uczucia, na miłość, na cokolwiek ponad właśnie taką braterską…
Zrozumienie wreszcie we mnie uderza. Oczywiście, że się we mnie zakochał. Gdzie ja miałem oczy? Przecież byliśmy zawsze tak blisko, niemal na pewno byłem jego pierwszą miłością. Gdybym sam znalazł się w jego sytuacji, zapewne też bym tak skończył. No, może niekoniecznie w przypadku tej samej płci… ale taka kolej rzeczy wydawała absolutnie naturalna. Nie do wiary, że wcześniej sam na to nie wpadłem. Musiałem być ślepy – bo nie wierzę, że Si aż tak dobrze się ukrywał. To człowiek z sercem na dłoni, którego niesamowicie łatwo odczytać i wykorzystać. Właśnie dlatego zawsze się nim opiekowałem. Potrzebował tego, potrzebował kogoś, kto go nie użyje dla własnych celów, kto nie zniszczy jego delikatności.
Serce mi się łamie, gdy widzę ból Si. Jest ciemno, nie mogę niczego zobaczyć wyraźnie, ale wiem, jestem pewien, że jego własne jest całkowicie pogruchotane. Nie potrafię patrzeć na jego cierpienie, nawet w mroku, nawet w sytuacji, gdy niemal nic nie widzę – to wiem. Ta świadomość właśnie zmusza mnie do ruszenia w kierunku chłopaka. Nawet nie wiem, kiedy do niego docieram, po drodze uderzam łydką o stół i kanapę, ale to nie jest ważne. Wreszcie docieram, padam przed nim na kolana i przytulam mocno do siebie, nie bacząc na to, że może sobie tego nie życzyć, że może to jeszcze bardziej zamieszać w jego głowie. Nie mogę patrzeć na jego cierpienie, i już, tyle.
Całuję go w czubek głowy.
- Si, nigdy bym cię nie mógł znienawidzić. Nie mów tak. Nie myśl tak - szepczę łagodnie, zaciskając jeszcze bardziej ręce. Uśmiecham się mimowolnie, czując jego bliskość i ciepło jego ciała, roztrzęsionego i zdradzającego niebagatelną panikę, ale też… ból? Ulgę? Sam nie wiem, on pewnie też, jest tam tyle skomplikowanych emocji…
- W porządku. Wszystko będzie dobrze. Poradzimy sobie z tym. Z tyloma rzeczami sobie przecież już poradziliśmy… - mówię do niego łagodnie, czule, mając nadzieję, że są to właściwe słowa. Nie mogę odwzajemnić wyznania, bo nigdy wcześniej nie patrzyłem na Si w ten sposób. Nigdy wcześniej nie patrzyłem na żadnego mężczyznę w ten sposób, niezależnie od wieku i wyglądu. To dla mnie coś nowego, zupełnie nowego…
I nagle dociera do mnie, że nie odmówiłem. Nie odrzuciłem go, to jedno, ale nie zaprzeczyłem też jego uczuciom. Nie powiedziałem „to niemożliwe”. Nawet tak nie pomyślałem. Tak, było to dziwne, nowe, zaskakujące… ale nie obrzydliwe, nie nierealne. Ta świadomość uderza we mnie niczym cała kupa cegieł. Gdybym już nie klęczał, zapewne znalazłbym się na kolanach, zszokowany i ogłupiały.
O czym… o czym to wszystko świadczy?

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 261


Cytat : I'm not a slut I just love love
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Przyjacielskie stosunki   Wto Sie 28, 2018 4:30 pm

Słysząc syk bólu, kiedy Noah w pośpiechu przemierza pokój, podrywam głowę i patrzę na niego, ale nim mam okazję wydukać machinalnie jakieś bezsensowne "uważaj", jak powiedziałbym zawsze, ramiona Noah oplatają mnie ciasno, a jego zapach wdziera się w moje płuca sprawiając, że jednocześnie boję się oddychać i tak szalenie tego pragnę, zupełnie jakby bliskość, którą mi ofiarował, była świętością.
W czystym odruchu zaciskam dłonie na jego koszulce i wtulam się mocno, mimo strachu i świadomości porażki.
Czy to pożegnanie?
Ale potem padają słowa i czuję, że moje serce nie jest w stanie pomieścić siły uczucia, jakim go darzę. Jak mogłem myśleć o Noah, o moim jedynym prawdziwym przyjacielu, miłości mojego życia, że mógłby się ode mnie odwrócić? On nawet w tej chwili tego nie robi. Wspiera mnie nawet teraz, kiedy tak naprawdę... niszczę naszą przyjaźń. Staje obok mnie i mówi "poradzimy sobie". Jak mógłbym go nie kochać? Jak ktokolwiek mógłby go nie kochać?
Wczepiam się w niego, ukrywając twarz w jego ramieniu i pozwalam sobie płakać, na przemian przepraszając go i dziękując mu. Uspokajam się dopiero po chwili, kiedy pierwszy szok mnie opuszcza, kiedy w płucach mam już tylko jego zapach, a ciało rozgrzało się od jego ciepła. Wtedy decyduję się w końcu go puścić.
Powoli odejmuję dłonie i czuję jak od kurczowego zaciskania bolą mnie palce.
- Noah... - szepczę z bólem, a choć odsunąłem się na tyle, że mógłbym na niego spojrzeć, to nie mam tyle odwagi. Samo to, że siedzę przed nim taki żałosny, jest wystarczającym powodem do wstydu, a co dopiero wyznanie. - Ja wiem, że to teoretycznie sporo zmienia, ale skoro nie chcesz mnie wyrzucić... To ja obiecuję, że będzie tak jak było. Nic się nie zmieni, naprawdę. Po prostu... po prostu teraz już wiesz, ale to nadal ja i... nie wepchnę ci się do łóżka. Nie będę robił głupich rzeczy. Obiecuję. Po prostu, niech będzie jak było, dobrze? - Ocieram nos wierzchem dłoni i w końcu podnoszę wzrok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 735


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Przyjacielskie stosunki   Wto Sie 28, 2018 10:51 pm

Słowa Si byłyby zaskakujące, gdyby nie to, że znam jego przeszłość. Oczywistym było, że obawiał się odrzucenia, nawet przeze mnie, gdy przecież nigdy wcześniej nie dałem mu powodów, by myślał, że robi coś złego. Nigdy wcześniej... pomijając ostatnie kilka-naście dni, kiedy sztuczność mojego zachowania była tak ewidentna, że nawet ślepy by zauważył, że mam problem z uprawiającym gejowski seks współlokatorem.
Ale nawet wtedy nigdy nie zasugerowałem, że chciałbym wyrzucić go za drzwi! Fakt, iż Si mimo wszystko, mimo naszej przyjaźni, ciągłego wsparcia, przygarnięcia go pod mój dach, wręcz utrzymywania go przez pewien czas, mimo tego wszystkiego, wciąż obawiał się odrzucenia, łamie mi serce. Czuję się winny, zupełnie jakbym w jakiś sposób jednak zawiódł tego człowieka, który przecież był dla mnie cholernie ważny. Nie wiem, kiedy to się stało, ale z brata mojej dziewczyny stał się w pewnym momencie przyjacielem, osobą na tyle bliską, bym przejmował się nie tylko jej zdrowiem i dobrym samopoczuciem, ale też gamą innych emocji, których doświadczał.
- Nic się nie stało. Nigdy bym cię nie wyrzucił - zapewniam go z mocą, której sam się po sobie nie spodziewałem. Mój głos jest twardy, ostry wręcz, zupełnie jakbym się zirytował samą taką sugestią. Może tak właśnie jest? Przecież mówimy o mnie, o mnie i Si. Za kogo on mnie miał?
- Umówmy się, że już nie raz byłeś w moim łóżku i nic strasznego mi się nie stało, nie masz czym się przejmować - śmieję się cicho, żartując, próbując sprawić, by sytuacja przestała być tak napięta i nerwowa. Chcę, by Si się uśmiechnął. By przestał się martwić i wygadywać takie głupoty.
Pozwalam jednej swojej dłoni zsunąć się w dół, na krzyż współlokatora, drugą lądując natomiast w jego włosach. Tarmoszę je w czułym geście, nie zabraniając mu się odsunąć, ale wciąż utrzymując ten delikatny, czuły kontakt.
- Nie cofniemy czasu, ale spróbujemy pójść na przód. Co ty na to? - pytam łagodnie, nie chcąc zgodzić się na udawanie, ale nie zamierzając też wywołać w Simonie zdenerwowania. Musimy znaleźć kompromis, swoją drogę, która zapewni nam - a szczególnie Si - bezpieczeństwo i stabilność.
Potrzebuję czasu, by zastanowić się nad tym, co to wszystko dla nas znaczy. Co znaczą ostatnie dni, dzisiejsza nieudana noc, wyznanie Si.
W mojej głowie pojawia się nagle jedna myśl, która szokuje mnie tak bardzo, że nieruchomieję. Wydaje się jednocześnie kompletnie bezsensowna... i całkiem racjonalna.
Będę musiał z kimś o tym porozmawiać.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 261


Cytat : I'm not a slut I just love love
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Przyjacielskie stosunki   Wto Sie 28, 2018 11:44 pm

Od jego zapewnienia moje serce wypełnia się ciepłem i rozczuleniem. Ponad tym, dominuje jednak okrutne poczucie winy. Zwątpiłem w jego dobre intencje... Jak mogłem? Jak mogłem okazać się tak beznadziejny? Jest mi potwornie wstyd, że nie potrafiłem ufać w pełni nawet tej jednej osobie, która nigdy się ode mnie nie odwróciła, więc nic już nie mówię.
Kiedy Noah żartuje, parskam nerwowym śmiechem i kiwam głową. Gdyby tylko wiedział jak noce przy jego boku, jak w ogóle, jego bliskość na mnie działała... nie byłby tak skory do żartów. I z tego powodu również jest mi wstyd, bo wychodzi na to, że mój przyjaciel ma mnie za lepszego człowieka niż jestem. Ale chcę się dla niego starać, chcę, żeby mnie akceptował, skoro nie mógł mnie pokochać.
Gdy mówi o tym, że nie da się cofnąć czasu, czuję gorycz. Więc chce żeby dało się go cofnąć? To właściwie nie powinno mnie dziwić, ale nie mogę nic poradzić na to, że słysząc te słowa, w piersi czuję ból.
Pójść na przód? Ale co to znaczy?
Właśnie to pytanie chcę zadać, ale znów brak mi odwagi, więc milczę.
Dotyk Noah powoli staje się coraz wyraźniejszy, bo zaczynam być na tyle świadomy swojego położenia, by w końcu się nim przejąć. Jego palce w moich włosach, jego ciepła dłoń na moich plecach... jego zapach... I nagle mam ogromną ochotę zostać i skorzystać z ciepła, jakie mi oferuje. Po prostu wtulić się w jego ramiona, przycisnąć wargi do jego skóry, w końcu jej smakując, a nawet więcej, mam ochotę zostać w jego ramionach, w jego łóżku i całą noc, ale o tym nie śmiem nawet myśleć. Dostałem od losu szansę, by utrzymać tę przyjaźń. Noah pozwolił jej trwać pomimo tych wszystkich głupot, które zrobiłem. Nie powinienem chcieć więcej, niż dostaję. Chciwość nigdy nie kończy się dobrze.
- Dziękuję... - Staram się uśmiechnąć, ale wychodzi mi tylko jakiś nieładny, żałosny grymas. Wyciągam ręce i przytulam się raz jeszcze, bo boję się, że to ostatni raz, kiedy Noah pozwoli mi na to w takiej formie. Potem na pewno będzie szukał w fizycznej bliskości podtekstów i nigdy już nie będzie tak samo. Więc chwytam to, co jeszcze pozostało mi z dawnej relacji. - I zrobię wszystko, wszystko, by nasza przyjaźń przetrwała - zapewniam gorąco, zaciskając dłonie na jego plecach. - I przepraszam, że w ciebie zwątpiłem, ale ostatnio... ostatnio wszystko toczyło się źle. I wszystko mi się pomieszało. - Ściskam przyjaciela ostatni raz i w końcu odsuwam się, a potem wstaję. Wciąż unikam jego wzroku, ale wyciągam do niego dłoń i pomagam mu wstać.
- Chyba... chyba powinienem iść do siebie... Ale zostanę oczywiście, jeśli chcesz jeszcze... porozmawiać. - Przestępuję z nogi na nogę, kuląc się w sobie jak przestraszony szczeniak, a nie całkiem dorosły facet. Ale jest mi wstyd. Świadomość, że Noah wie, sprawia, że mam poczucie znalezienia się w zupełnie innej rzeczywistości i to takiej, o której istnieniu nie miałem pojęcia. We wszystkich wizjach, w których wyjawiałem mu swoje uczucie, Noah wykrzywiał pogardliwie twarz i kazał mi się wynosić, a przecież właśnie stoi przede mną i mówił, że jakoś to będzie. Daje mi więcej niż w ogóle śmiem marzyć i kompletnie nie wiem, co powinienem z tym zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 735


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Przyjacielskie stosunki   Pią Sie 31, 2018 11:26 pm

Si tkwi w moich ramionach jeszcze chwilę, na tyle długą chwilę, by dotarła do mnie potencjalna niestosowność tej bliskości. Wcześniej zawsze traktowałem go jako młodszego brata, przytulenie, potarmoszenie włosów, otarcie łez, wszystko to wydawało się normalne, naturalne i właściwe. W tym momencie jednak, jesteśmy w zupełnie nowej sytuacji. Simon wyznał mi swoje uczucie, a to uczucie zmienia wszystko. Nie mogę go ignorować, nie mogę udawać, że nie wiem, w jakiej sytuacji się znaleźliśmy.
Inna sprawa, że tak naprawdę nie wiem, co to konkretnie zmienia. Nie dlatego, że obawiam się na jakimkolwiek polu Si, nie, wiem, że on nie stanowi żadnego zagrożenia dla mnie, nawet wtedy – a może szczególnie wtedy? – gdy obdarzył mnie uczuciem. Nie, problem tkwi gdzie indziej, a mianowicie we mnie. Nie chcę go zranić swoim nieprzemyślanym zachowaniem, dawać mu nadziei i obietnic, których nie mógłbym spełnić, ale z drugiej strony, oddalić się od niego tak bardzo, by poczuł się odrzucony. Nie wiem, gdzie jest granica, a co gorsza – nie mam pojęcia, w jaki sposób ją wyznaczyć. Najważniejsze jest dla mnie dobre samopoczucie Si, nic więcej, nic mniej. Nie chcę zgadzać się na jakieś półśrodki, na obustronne cierpienie i odsuwanie się od siebie.
Nie wiem, co powinienem zrobić.
Dlatego nadal go przytulam, kiwam głową i uśmiecham się, całym sobą próbując zapewnić współlokatora, że wszystko jest w porządku. Że będzie tylko lepiej. Wierzę w to. Muszę w to wierzyć, bo jeśli ja zwątpię – co pozostanie Si?
Przez moją głowę przechodzi dziwna myśl, tak dziwna, iż od razu zauważam jej niestosowność. Zapragnąłem pocałować jego, swojego przyjaciela, zakochanego we mnie po uszy, w czoło. Owszem, niezbyt seksualny gest, ale też i niewłaściwy. Obaj byliśmy dorośli, a do tego jeden z nas darzył drugiego uczuciem. Zachowanie, impuls, który przeze mnie przeszedł, znika tak szybko, jak się pojawił, pozostawiając tylko niepewność i większe zagubienie.
Od czasu tamtego faceta… tamtego pierwszego razu… wszystko pomiędzy nami się posypało i obaj biegniemy w stronę urwiska, licząc na to, iż nagle wyrosną nam skrzydła, gdy wszystko wskazywało raczej na długi upadek zakończony spotkaniem z twardą powierzchnią.
Zamykam na moment oczy i kręcę przecząco głową.
- Nie, w porządku. Potrzebujemy chyba trochę odpocząć. Uspokoić się. Dużo się ostatnio działo. Ale wszystko będzie dobrze, rozumiesz? Nie przejmuj się. - Unoszę dłoń i przesuwam nią po włosach Si, poszerzając uśmiech pomimo otaczającej nas ciemności. Podnoszę się wreszcie i podaję rękę towarzyszowi, by ten podniósł się i… byśmy udali się do swoich pokoi.
Wiem, że ja nie zmrużę przez całą noc oka.
Podejmuję jednak decyzję, by z kimś o tym porozmawiać. Wiem nawet z kim. Z Megan. Jedyną dziewczyną, która pozostała obojętna na wszelkie moje podrywy, ponieważ jest lesbijką. Kto lepiej od niej zrozumie sytuację Si?
- Dobrej nocy - mówię ciepło, stając w drzwiach swojej sypialni i czekając jeszcze, aż Si zamknie się w swoim pokoju. Patrzę cały czas uważnie na jego twarz, ręce, oczy, postawę, szukając oznak strachu. Szukając tak naprawdę jakichkolwiek oznak, które świadczyłyby o tym, że Simon czuje się źle i potrzebuje we mnie oparcia. Gdybym jakiekolwiek dostrzegł... rzuciłbym wszystko i rozmawiał z nim nawet cholerną całą noc, szukając jakiegoś dobrego rozwiązania.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3



Ostatnio zmieniony przez Argent dnia Pią Wrz 14, 2018 11:33 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 261


Cytat : I'm not a slut I just love love
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Przyjacielskie stosunki   Wto Wrz 11, 2018 7:32 pm

Słysząc przyzwolenie na ucieczkę, nie zwlekam. Kiwam głową i w pośpiechu kieruję się do pokoju. Jestem rozbity i przerażony. Sam nie wiem czego teraz potrzebuję, ale zniknięcie wydaje się najlepszym wyjściem.
Nawet nie oglądając się za siebie, zatrzaskuję drzwi i opieram się o nie. Niedawno powstrzymane łzy znów potokiem wylewają mi się na policzki, ale teraz nie próbuję już ich zatrzymywać. Patrząc w ciemność, staram się nie łkać.
Nie wiem ile czasu mija zanim zmuszam ciało do ruchu, ale gdy w końcu idę w kierunku łóżka, wszystko mnie boli - zmęczone napięciem mięśnie, obolała od płaczu głowa i... pogruchotane serce.
Wsuwam się w pościel nawet nie ściągając ubrań. Naciągam kołdrę na głowę, a krew huczy mi w uszach jeszcze długo po tym, jak zamykam oczy, by w końcu odciąć się od bolesnej rzeczywistości.
Tej nocy prawię nie śpię, a ranek jest koszmarny. Zamiast, jak zwykle, przygotować kawę i życzyć przyjacielowi miłego dnia, ubieram się zanim jeszcze zdąży opuścić swój pokój, i znikam na cały dzień.
Nie pamiętam zbyt dobrze kilku następnych. Zlewają się w jedno pasmo niezręczności. Wszystko wygląda niby tak samo, ale drobiazgi są jak piasek w oku. Im dłużej próbuję je ignorować, tym bardziej bolą. A jednak zbywam nerwowe uśmiechy i rezerwę, kiedy rano i wieczorem widzimy się w kuchni. Nawet zmuszam się do obejrzenia jakiegoś filmu w telewizji, siedząc z Noah na kanapie. Próbuję zachowywać się naturalnie. Nie panikuję, kiedy wraca później niż zwykle, choć gdzieś w środku aż mnie skręca z poczucia winy.
To minie.
Tłumaczę sobie, że kiedyś przyzwyczaimy się do nowego wymiaru przyjaźni. Nauczymy się z tym żyć. Ale ból nie mija, a poczucie wstydu tłamsi. Dni wypełniają się więc niezręcznością i żalem, pchając mnie w ramiona depresji, choć zawsze myślałem, że po przeżyciu tylu przykrości, nic nie jest w stanie mnie złamać. Cóż, nigdy nie brałem pod uwagę takiego obrotu zdarzeń.
Jestem coraz słabszy, czuję to, ale nie mam motywacji, by zmusić się do jakichkolwiek działań. Wszystko przybiera szare barwy smutku. To nie uchodzi uwadze moich znajomych, a także zbywanego przez cały ten czas, Willa, który wiedziony troską w końcu staje przed moimi drzwiami, sprawiając, że jednocześnie czuję się wdzięczny i rozbity. Wprawdzie spotkanie z nim niczego nie ułatwi, a może jedynie wszystko skomplikować, ale w całym tym smutku, zaczynam doszukiwać się chociaż przebłysku szansy na ukojenie bólu. Nie uczę się, wiem o tym. Jeszcze raz popełniam ten sam błąd sądząc, że mogę zagłuszyć cierpienie fałszywymi uczuciami. Mimo to, słysząc pukanie, zrywam się z miejsca i wypadam na przedpokój.
- Otworzę! - krzyczę, żeby nie wyciągać Noah z pokoju.
- Cześć... - mówi Will niepewnie. Jego twarz przybiera zatroskany wyraz.
- Cześć... - bąkam, zmuszając się do uśmiechu.
Podnosi w górę butelkę wina.
- Mogę wejść?
Krzywię się, bo wiem, że Noah jest tuż obok, ale poczucie winy wobec Williama wygrywa i ostatecznie otwieram drzwi na oścież.
- Dzięki! - rzuca weselej, wchodząc do środka.
Nie uchylam się, kiedy jego usta lądują na moich w krótkim, powitalnym pocałunku. Natomiast poczucie winy niemal mnie dławi.
- Ostatnio jesteś nieuchwytny...
- Wiem, przepraszam... - wchodzę mu w słowo. - Mam dużo nauki i w ogóle... Słuchaj, to nie jest najlepszy moment. Mogliśmy spotkać się na mieście...
Uśmiech Willa gaśnie, a ja mam poczucie, że zaraz zwymiotuję. Nie jestem w stanie udźwignąć także jego zawiedzionych oczekiwań.
Widzę jak jego spojrzenie poważnieje.
- Simon... - Jego głos jest niższy, oskarżycielski. - Nie możesz wciąż mnie zbywać. To jest zwyczajnie nie fair, człowieku. Porozmawiaj ze mną. - Unosi dłoń do mojego policzka, a ja znów nie uciekam. Wiem, że powinienem powiedzieć mu już dawno, że nic z tego nie będzie, ale zwyczajnie nie mam odwagi. Ostatnie wydarzenia również temu nie sprzyjają. Uśmiecham się więc nerwowo, przepraszająco.
- A jak nie chcesz rozmawiać, znam inne sposoby na rozwiązywanie problemów... - Zawiesza głos sugestywnie i nachyla się ku mnie, ale tym razem, wiedząc co nadejdzie, głośno nabieram powietrza i cofam się, kręcąc głową.
- Will, przepraszam, ja... - Rzucam spłoszone spojrzenie w kierunku drzwi do pokoju Noah. - To naprawdę kiepski moment. Poczekaj... Ubiorę się i pójdziemy gdzieś, ok?
Widzę, że jest nieprzekonany, ale z westchnieniem opiera się o framugę i kiwa głową.
- Możemy pójść do mnie.
- Możemy. - Przytakuję odruchowo, byle szybciej znaleźć się z dala od domu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Przyjacielskie stosunki   

Powrót do góry Go down
 
Przyjacielskie stosunki
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Stosunki między gatunkami i ich potomstwo

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zona scriptum :: Okruchy Życia-
Skocz do: