CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 . : : Pretty Men : : .

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
MaleficarBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 20/05/2017
Liczba postów : 305


Cytat : Jeżeli ktoś żywi do mnie uczucie, którego nie da się przekazać w słowach, może przekazać je w gotówce.
Wiek : 26
Female


PisanieTemat: . : : Pretty Men : : .   Wto Lip 03, 2018 1:25 am




A może świat to wielki zamtuz, w którym tylko zwykłe dziwki nie udają, że są czymś więcej niż dziwkami i przez to pozostają najbardziej uczciwe?




Nowoczesny nieszczęśliwy kopciuszek nie gubi szklanego pantofelka na schodach przed pałacem, ale dziewictwo i resztki moralności na progu burdelu, który okazał się jedynym dostępnym zbawieniem przed nędzą i samotnością. Zimno zastąpił ciepłem gorących oddechów, alienacje - towarzystwem dziesiątek dłoni, a brak hobby - oglądaniem miasta nocą z perspektywy chodnika w jednej z najgorszych i najbardziej czerwonych dzielnic.
Nowoczesny nieszczęśliwy kopciuszek zsuwa reprezentacyjnie ubrania z drobnych ramion, marszczy obcisły materiał powolnym ruchem palców i przygryza wargę czekając na wrzucenie weń odpowiedniej ilości monet, by zacząć grać ulubioną piosenkę każdego klienta. Singiel po singlu dając mu więcej niż jego żona, pierwsza miłość i największa mokra fantazja razem wzięte. A okazjonalnie za kilka dolarów więcej może nawet udawać, że robi to wszystko z miłości.

Nowoczesny nieszczęśliwy kopciuszek pogodził się już z tym, że książęta wychodzą za księżniczki, pieniądze wolą zwycięzców, i że po alkoholu aż tak bardzo nie boli.
Ani seks bez miłości, ani życie samo w sobie.




Hic habitat felicitas.

Dla nowoczesnego nieszczęśliwego kopciuszka nie ma happy endu... prawda?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MaleficarBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 20/05/2017
Liczba postów : 305


Cytat : Jeżeli ktoś żywi do mnie uczucie, którego nie da się przekazać w słowach, może przekazać je w gotówce.
Wiek : 26
Female


PisanieTemat: Re: . : : Pretty Men : : .   Sro Lip 04, 2018 2:37 pm



Lysander Tichý
// 23 lata // 1,85 m // 73 kg // Ciemno brązowe włosy // Czekoladowe oczy // Amerykanin czeskiego pochodzenia // Homoseksualny // Prostytutka od dwóch lat //



- klientom zwykle przedstawia się jako Charlie – czuje wtedy, że kontakty z nimi są nieco mniej osobiste, a ich i tak nie interesuje czy to prawda. Ponad to typowo amerykańskie imię brzmi dla nich bardziej swojsko.

- do zostania prostytutką zmusiła go przykra sytuacja finansowa i rodzinna – tak jak większość kobiet i mężczyzn w burdelu, w którym się zatrudnił. Dla nikogo taka kariera nie była szczytem marzeń, o którym gadaliby w dzieciństwie.

- pomimo tego, że jego praca nie jest najszlachetniejsza i nie czyni z niego pełnego czystości anioła, to zawsze stara się by jego klienci czuli się przy nim dobrze. Jest naturalny, nie okłamuje ani ich ani siebie co do zawodu jakim się para i nie stara się być kimś lepszym niż jest w rzeczywistości. Dużo się śmieje, pamięta o tym, że są na świecie ludzie, którzy skończyli gorzej od niego i wciąż wierzy w to, że wyrwie się w końcu ze swojego dołka i pójdzie na studia.

- świetnie szkicuje, zwłaszcza niewdzięcznym i brudzącym łapy węglem, ale od zawsze wiedział, że nie będzie miał na chleb z tak lichego zawodu.

- ze swoimi umiejętnościami i „poziomem zużycia” - jak zwykł mawiać jego Alfons – znajduje się na średniej półce cenowej.

- mieszka w wynajmowanym mieszkaniu z czterema innymi koleżankami z pracy. Na szczęście ma własny pokój, ale na nieszczęście wspólną łazienkę.


_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ShaelSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 28/11/2017
Liczba postów : 113
Cytat : It's been lovely but I have to scream now

PisanieTemat: Re: . : : Pretty Men : : .   Sro Lip 04, 2018 6:46 pm


Christopher Rutherford
|42 lata | 1,87 m | 82 kg | szatyn | ciemno brązowe oczy | Amerykanin | Biseksualny |Prezes firmy farmaceutycznej |



- Nie miał kontaktu z ojcem od śmierci matki, która zginęła, kiedy miał dwadzieścia osiem lat, w wyniku prowadzenia prac laboratoryjnych bez zachowania odpowiednich środków ostrożności.

- Całe lata temu rozwiódł się z żoną, która obecnie mieszka w ich niegdyś wspólnym domu w słonecznej Toskanii, wraz z ich dwoma córkami o wdzięcznych, włoskich imionach Cecilia i Cornelia. Obie dziewczyny, zgodnie z jego rodzinną tradycją posiadają imiona na literę C. Prawdopodobnie z tego właśnie powodu nazywane przez matkę są Lilią i Nelą.

- Z narzeczoną rozstał się nieco wcześniej, niż całe lata temu, dokładnie w momencie, kiedy zażądał podpisania przez nią intercyzy.

- Nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, że jego pracoholizm, objawiający się wiecznym byciem pod telefonem, czy długimi nocami spędzonymi w biurze, zamiast w łóżku, u boku żony, może być odbierany przez ludzi wokół niego jako brak zainteresowania i zaangażowania.

- Nie ma na to wiele czasu, ale wprost uwielbia czytać książki o szeroko pojętej sztuce i wybierać się do galerii. Podobne wyprawy jednak zdarzają mu się czasem tylko raz lub dwa w roku, z uwagi na wieczny brak czasu.

- Posiada prawo jazdy, jednak nie lubi prowadzić samochodu. Zwykle zamawia taksówki lub prosi własnego szofera o pomoc w dostaniu się tam, gdzie akurat by tego chciał.

- Przepada za cynamonem i to w każdej postaci. Nawet w jego perfumach można wyczuć bardzo delikatną, ostrą nutkę tej przyprawy.




Ostatnio zmieniony przez Shael dnia Czw Lip 05, 2018 3:27 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MaleficarBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 20/05/2017
Liczba postów : 305


Cytat : Jeżeli ktoś żywi do mnie uczucie, którego nie da się przekazać w słowach, może przekazać je w gotówce.
Wiek : 26
Female


PisanieTemat: Re: . : : Pretty Men : : .   Sro Lip 04, 2018 9:17 pm

Chłodne poniedziałkowe wieczory zawsze były dla prostytutek najmniej bogate w klientele. Nikt nie imprezował, nie pił i nie chciał podupczyć. Do tego pogoda od rana była ogromnie przykra i po chłodnym poranku, a następnie deszczowym dniu pozostawiła uliczki Los Angeles wyjątkowo wilgotne, co dało się odczuć nawet w powietrzu. Chłód przenikał przez cienkie ubrania i docierał do ciała pokrywając je gęsia skórką. Włosy same się kręciły, oczy przymykały, a lekko sine już usta zaciskały mocniej, by ogrzać się jedna warga o drugą. Niektórym z dziewczyn pomagały papierosy, innym paplanie i śmiech, jeszcze innym piersiówka alkoholu, którą po łyku pośpiesznie chowały w wewnętrznej kieszeni kurtki.
Prostytutki się nudziły. W dniu, w którym wszystkie inne zawody miały ręce urobione po łokcie kurtyzany leniwie podpierały wilgotne ściany budynków, dopalały kolejne pety i po prostu się nudziły. Ich odsłonięte uda zwykle rozpalające innych od wyobraźni po ciało były teraz zmarznięte, zmysłowe wargi – spierzchnięte i sztywne, a oczy łapiące niegrzecznymi spojrzeniami – znudzone i podkrążone. Dziś nie był dobry dzień, a służba u większości z nich wymagała jeszcze co najmniej trzech godzin stania na straży braku moralności. A w przypadku Lysandra – aż pięciu. Był jedynym chłopakiem w zaułku w tej chwili, pozostałe cztery dziewczyny zbiły się w grupkę i pogwizdywały wyzywająco do jakiegokolwiek mężczyzny w zasięgu ich wzroku, który choćby na oko wyglądał na legalnego. Chciały być najwyraźniej niebezpiecznie podniecające, ale na patrzącego na nich z boku szatyna wyglądały jak banda wygłodniałych harpii. Kiedy przychodziło co do czego to jednak lepiej i wygodniej było im wylądować z klientem w ciepłym hotelu. Dlatego łowiły kogokolwiek.
Naprawdę kogokolwiek.
Lysander oderwał plecy od ściany budynku, chcąc rozruszać nogi wbite w wyjątkowo ciasne, skórzane spodnie z wyciętymi jakby skalpelem podłużnymi dziurami na udach. Te wilgotne wydawały się kurczyć i przywierać do jego skóry jeszcze bardziej - opinały go więc wręcz boleśnie, ale zdawał sobie jednak przykrą sprawę z tego, że od stania w miejscu w ogóle mu się nie poprawi. Kilka kroków po mokrym chodniku mocno go otrzeźwiło. Zadarł głowę do góry i przyjrzał się granatowemu niebu, na którym przez światła ulic nie było widać gwiazd. Samo niebo wyglądało jakby było po prostu skrawkiem ciemnego materiału rozpiętym pomiędzy dachami wieżowców. Jakby za nim miało być coś jeszcze…
Chłopak uśmiechnął się niemrawo do własnych filozoficznych przemyśleń i przestąpił jeszcze kilka kroków, tym razem bardziej sprężyście, jakby chciał strzepnąć z nich ociężałość i wlać w wychłodzone żyły i mięśnie żar muzyki. Nic nie miał do stracenia, i tak nikogo dzisiaj nie złowi, i tak nikt tutaj nie przyjdzie, i tak za pięć godzin zziębnięty i chory wróci do domu i zakopie się w pierzynie, więc chciał wykorzystać ostatni promyk energii i rozpalić z niego żar, który zagrzeje go choć częściowo aż do końca służby. A rozpalanie miało przebiec w bardzo niedojrzały i niewłaściwy do jego profesji sposób. Uwielbiał stare filmy, więc pogoda choć w małym stopniu skojarzyła mu się z pewną deszczową piosenką, która nabrała z czasem znamion kultowości. Każdy znał choć skrawek jej tekstu...
- Duri-du-du... – zaczął, czując jak jego własny gorący oddech parzy wcześniej nieruchome wargi. - I’m singing in the rain… Just singing in the rain… – Z początku śpiewał niemal szeptem, ale stopniowo jego głos nabierał odpowiedniej siły. - What a glorious feeling, I’m happy again!
- Lys! Cicho! – jedna z koleżanek po fachu skarciła go głośniejszym szeptem, a ten najpierw odwrócił się w jej stronę, a potem kontynuując doskoczył do ulicznej latarni i wskoczył częściowo na nią i częściowo na ławkę tuż obok.
- I’m laughing at clouds! So dark up above… – Z gracją zsunął się z niej powoli niemal do przyklęku. - The sun’s in my heart and I’m ready for love…!

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ShaelSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 28/11/2017
Liczba postów : 113
Cytat : It's been lovely but I have to scream now

PisanieTemat: Re: . : : Pretty Men : : .   Czw Lip 05, 2018 12:57 am

To był wyjątkowo dobry dzień. Udana podróż, zwłaszcza biorąc pod uwagę wszystko, co udało mu się zrobić, kiedy na te parę godzin był zmuszony wyłączyć telefon w samolocie i mógł poświęcić się zestawieniom na spokojnie, bez dzwoniącego nieustannie i skomlącego o uwagę telefonu. Nie, żeby tego nie lubił. Kryło się w tym wyjątkowo satysfakcjonujące uczucie, kiedy kolejne przeszkody, które wydawały się nie do pokonania, w kilka chwil lub w kilkanaście, rozsypywały się w drobny mak, a wszystko znów parło do przodu z siłą całego czwórkowego zaprzęgu. Niepokoił się za każdym razem, kiedy przez dłuższy czas telefon milczał jak zaklęty, nie chcąc wydać z siebie nawet najbardziej nieśmiałego dźwięku zapowiadającego kolejną wiadomość i potrafił po kilka razy w ciągu paru minut sprawdzić, czy ze sprzętem jest na pewno wszystko okej i czy na pewno nie jest wyciszony, lub czy zasięg łapie odpowiednio. Kiedy jednak siedział w samolocie, w jakiś sposób nie przeszkadzało mu aż tak bardzo, że nie wie, co się dzieje. Zwłaszcza że kiedy w końcu go opuszczał, mógł już bez przeszkód rzucić się w wir pracy, oddzwaniając, odpisując i umawiając kolejne spotkania.
Tego dnia było bardzo podobnie. Zaraz po tym, jak wysiadł z samolotu i wsiadł do taksówki, zajął się wszystkimi zaległościami, których dorobił się podczas lotu, przerywając tylko na czas rejestracji w hotelu, kurtuazyjnego zamienienia słowa z recepcjonistą i spotkania, na które musiał się wybrać i na które właśnie przyleciał od miasta. A w zasadzie na jedno z paru spotkań, bo szczerze wątpił, by sytuacja była tak prosta, by załatwić ją w jedno popołudnie.
Nie mylił się. Tak, jak podejrzewał, był to dopiero początek negocjacji, jednak poszły one zdecydowanie lepiej, niż się spodziewał. Ciężko było nazwać je udanymi, ale na to był czas. W tym momencie istotnym było, że nie okazały się zupełnie zupełną stratą cennego czasu, a ten zdawał się przelatywać przez palce w zawrotnym tempie. I nagle zwolnił, wraz z otrzymanym zaproszeniem na performance młodego, wyjątkowo znanego w mieście artysty, który z rozkoszą pokazywał swój własny świat w głębokiej nadziei na to, że jego goście mają przy sobie kilka zbędnych i ciążących ołowiem w kieszeni, tysięcy.
Jak już było wspomniane, ten dzień był wspaniały. Udany w każdym calu i zwieńczony występem uskrzydlającym duszę i zajmującym umysł na kolejne długie godziny po tym, kiedy wszyscy skończyli klaskać i wymieniać uprzejmości z młodym mężczyzną będącym centrum całego zamieszenia, stojącym na środku wysokiego, pofabrycznego pomieszczenia. Wyjątkowo specyficzne, nieco przymglone oświetlenie nadawało klimatu i nieco tajemniczości, a blask miękko układał się na drogich materiałach gracji gości, kiedy mijał ich w drodze na zewnątrz, próbując dodzwonić się do szofera.
Szybko się jednak okazało, że brak zasięgu uniemożliwiający włączenie mapy, był również czynnikiem uniemożliwiającym dodzwonienie się do kierowcy.
Samochód, do którego właśnie podszedł, wydawał się kpić z niego w żywe oczy, lśniąc szklistym odbiciem światła latarni. Niebo było czarne i zdawało się puste, sącząc powoli chłodną mżawkę, osadzającą się na maleńkich włoskach granatowej marynarki, oraz twarzy, zmuszając do mrużenia oczu.
Ten dzień był zbyt wspaniały, by mógł być taki do samego końca.
Westchnął ciężej, otwierając samochód i z wyraźną frustracją wrzucając na przednie siedzenie bezużyteczny sprzęt. Rozejrzał się dookoła, próbując zlokalizować w ogóle miejsce, w którym się znajduje, kiedy jego spojrzenie padło na wyjątkowo niecodzienną scenę, a śpiewy miasta przerwał śpiew zdecydowanie milszy dla ucha niż ostre, tnące noc dźwięki klaksonów oraz szum przejeżdżających aut.
Chwilę jeszcze patrzył, w końcu tylko sięgając parasolkę i rozkładając ją, zanim ruszył w stronę ciekawego zjawiska, które okazało się młodym chłopakiem w obscenicznie ciasnych spodniach. Chociaż tym, co zwracało większą uwagę niż same spodnie, była jego poza, kiedy Christopher podchodził bliżej, unosząc brew bardzo delikatnie, powstrzymując się przed uśmiechem. Głównie z powodu spojrzeń, jakie na sobie czuł, kiedy kierował się w ich stronę.
- Przepraszam - kiwnął głową na powitanie, łapiąc jego wzrok - Wiesz może, w którą stronę powinienem się udać, aby trafić do hotelu White Palace?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MaleficarBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 20/05/2017
Liczba postów : 305


Cytat : Jeżeli ktoś żywi do mnie uczucie, którego nie da się przekazać w słowach, może przekazać je w gotówce.
Wiek : 26
Female


PisanieTemat: Re: . : : Pretty Men : : .   Czw Lip 05, 2018 3:16 pm

- Let the stormy cloud chase everyone from the pla…! – urwał, kiedy nagle w jego śpiewie pojawiła się fałszywa nuta wywołana przerwaniem przez uprzejmy, ale zwracający uwagę głos. Chłopak uwieszał się akurat na swojej partnerce tanecznej i swoistym symbolu swojego zawodu – czyli ulicznej latarni, więc podźwignął się prawie natychmiast i uśmiechnął nieco nerwowo do skrytego pod parasolem dżentelmena. Dojrzały mężczyzna wyglądał na nieco zbitego z tropu, ale gdzieś w kącikach jego oczu (swoją drogą o bardzo podobnej barwie co samego ulicznego śpiewaka) czaił się lekki promyk rozbawienia. W tak nieprzyjemny wieczór aż jarzący się jak zapalona w ciemności zapałka. To sprawiło, że Lysander zamiast przepraszać tylko objął latarnię jedną ręką i poszerzył uśmiech.
Na całe szczęście w swojej dość intensywnej historii zawodowej miał epizod pracy jako sprzątacz w pralni chemicznej, która usytuowana była daleko stąd, ale za to dość blisko niebagatelnie drogiego hotelu, do którego tacy jak on nie mieli wstępu.
Mężczyzna miał więc wielkie szczęście. Albo wielkiego pecha.
- ”White Palace”? Mówi Pan o tym hotelu z wielkim przeszklonym wejściem? I mini-palmami w wielkich donicach po obu stronach drzwi? Opatrzonym taką ilością złota i światła, że to aż wycieka przez szpary w oknach? – Upewniał się, spoglądając niewiele wyższemu mężczyźnie w oczy i doszukując w nich cichego potakiwania. - O tym, który jest niemal na drugim końcu miasta? – Dodał wyraźnie rozbawiony.
Odsunął się od lampy i poprawił ramoneskę z widocznie podrabianej cienkiej skórki, pasującą do spodni, z krótkimi frędzlami majtającymi pod rękawami i na plecach.
- Mógłbym pokazać Panu na mapie, ale papierowe mapy wyszły już z mody. Musiałby Pan pojechać dalej tą główną drogą, w tamtym kierunku. – Wspierając się o latarnię powiódł dłonią wzdłuż ulicy przy której stali, w stronę, w którą ta znikała pomiędzy odrapaną uniwersytecką biblioteką, a jakimś zamkniętym już antykwariatem. - Na trzecim skrzyżowaniu w prawo i aż do rozwidlenia. I do tego momentu jest ta prosta część, bo potem albo może Pan pojechać na nim w prawo i objechać dosłownie całe LA naokoło i prawie przy wyjeździe z miasta odbić w stronę centrum, albo skrócić sobie drogę i  skręcić w lewo, po czym pokluczyć uliczkami zasypanymi domkami jednorodzinnymi i nawigować się parkiem Teda Watkinsa. – wytłumaczył rzeczowo, ale dość ogólnikowo, bo był więcej niż pewien, że mężczyzna i tak tego nie zapamięta. - Albo… – przeciągnął przyjemnie, uśmiechając się do mężczyzny słodko. - Albo mógłbym po prostu Pana poprowadzić. Na przykład z siedzenia pasażera w aucie. Jestem zdecydowanie lepszy niż GPS i nie potrzebuje dostępu do Internetu – gwarantuje – zasugerował ochoczo, wyczuwając w tym swoją szansę.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ShaelSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 28/11/2017
Liczba postów : 113
Cytat : It's been lovely but I have to scream now

PisanieTemat: Re: . : : Pretty Men : : .   Czw Lip 05, 2018 4:58 pm

Z każdym kolejnym słowem, wyciekającym spomiędzy jego warg, sugerującym, że istotnie, chłopak jest w stanie w jakiś sposób mu pomóc, był coraz spokojniejszy, dochodząc do wniosku, że dzień, który rozpoczął się tak dobrze, nie może przecież skończyć się tragicznie. I był tego pewien, aż do ostatniego zdania.
- Na końcu miasta. - powtórzył, kiwając głową i automatycznie podążając wzrokiem za jego ręką, kiedy zaczął mu tłumaczyć, w jaki sposób mógłby się tam dostać.
Ach, papierowe mapy wychodzące z mody. Cóż on teraz by dał, za papierową mapę, na której dzieciak mógłby długopisem zaznaczyć mu w kółeczko miejsce, do którego miał dojechać, a może nawet, przy odrobinie dobrej woli, zasugerować najodpowiedniejszą trasę, dzięki której ominęłaby go wątpliwa przyjemność stania w korkach. Na całe szczęście, godzina, jaka zastała koniec występu, na który się wybrał była na tyle późna, że miał nadzieję, na w miarę gładki przejazd. Oczywiście, kiedy w końcu dowie się, gdzie ma jechać.
Mina mu nieco zrzedła na wiadomość o tym, że będzie musiał objechać całe miasto, a następnie kluczyć drobnymi dróżkami tnącymi osiedla pełne jednorodzinnych domków, aby następnie kierować się na park Teda Watkinsa. Zwłaszcza że do tej pory nie zwrócił nawet uwagi na to, że miejsce, w którym się zatrzymał, znajduje się w okolicy tegoż właśnie parku.
- Na trzecim skrzyżowaniu w prawo. - kiwnął głową, w głębokiej nadziei, że jak wyjedzie trochę dalej, uda mu się złapać zasięg i ustawić nawigację, która doprowadzi go pod same, przeszklone drzwi i mini palmy w wielkich donicach, ustawione po obu stronach wejścia do hotelu.
Na propozycję wskazania drogi, nie mógł się nie uśmiechnąć, dopiero teraz faktycznie przenosząc spojrzenie na chłopaka, i chwilę zatrzymując je na frędzlach, zwisających z rękawów jego kurtki i figlarnie tańczących w tę i z powrotem, z każdym ruchem jego ręki. Jakby doskonale się bawiły, tak jak on zdawał się doskonale bawić, tłumacząc zagubionemu podróżnemu drogę, najwyraźniej zdając sobie sprawę z tego, że wędrowiec wciąż nie ma pojęcia, gdzie jechać.
- Nie chciałbym być ciężarem. - odparł kurtuazyjnie i uśmiechnął się uprzejmie, życząc mu miłej nocy i odwracając się, żeby nieco szybszym krokiem dotrzeć do samochodu.
Otworzył go i złożył parasol, dopiero wtedy zajmując miejsce w jeszcze pachnącym nowością samochodzie. Albo raczej, wciąż pachnącym nowością, bo niewiele nim jeździł, od kiedy go kupił. Właściwie, tylko kiedy bywał w tym mieście, a nie zdarzało się to zbyt często. Jeszcze rzadziej natomiast zdarzało się, żeby jeździł sam, zamiast prosić o szofera.
Zamknął za sobą i chwilę tak siedział, w końcu zapinając pas. W końcu, to już jeden krok bliżej domu, prawda? Bez zapiętego pasa, nie można ruszyć.
Jeszcze raz sięgnął po telefon i spróbował ustawić nawigację, jednak całkiem bezskutecznie, co nie było dla niego dużym zaskoczeniem. W końcu zacisnął wargi i ruszył, przejeżdżając te kilkanaście metrów, aż do skrzyżowania, przy którym się zatrzymał i przy którym wciąż stał ten sam, rozbawiony młodzieniec.
- Miej litość... - odetchnął, wpisując adres, pod który chciał dojechać, do telefonu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MaleficarBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 20/05/2017
Liczba postów : 305


Cytat : Jeżeli ktoś żywi do mnie uczucie, którego nie da się przekazać w słowach, może przekazać je w gotówce.
Wiek : 26
Female


PisanieTemat: Re: . : : Pretty Men : : .   Czw Lip 05, 2018 8:08 pm

Lysander nie lubił być wieszczem złej nowiny i z lekkim niesmakiem do samego siebie patrzył jak eleganckiemu mężczyźnie nieco rzednie mina na wieść o tym, że jego hotel nie jest ani za pierwszym, ani za drugim rogiem? A czemu Czech czuł z powodu tego niefartu niechęć do siebie…? Bo w istocie była łatwiejsza droga do hotelu. I krótsza. Ale po wykorzystaniu jej jego szanse na choćby dziesięć minut spędzone w ciepłym samochodzie malały do absolutnego zera.
Choć i bez tego mężczyzna nie wydawał się ani trochę skuszony wizją towarzystwa i po rzuceniu jakiegoś suchego ochłapu wyjaśnień po prostu zaczął się oddalać. I tym razem to szatynowi znacznie zrzedła mina. Oparł się o swoją latarnie i rzucił jedynie krótkie:
- No to powodzenia, Sir!
I zaczął powoli obchodzić swoją latarnię dookoła, będąc niezmiennie uczepiony o nią jedną ręką. Stojące niedaleko koleżanki jak jeden mąż zrzuciły papierosy na ziemię i rozdeptały je na widok już na pierwszy rzut oka potencjalnego majętnego klienta. Nagle ich kurteczki były tak niedopięte, że pozsuwały się z drobnych ramion, krótkie spódniczki marszczyły się odsłaniając kolejne centymetry kształtnych ud, obcasiki butów stukały kusząco o chodnik, a pociągnięte szminką usta wyginały w kusicielskim uśmiechu. A majętny klient, co? Zamknął parasolkę, strzepnął ją i bez pochwycenia żadnej zwierzyny po prostu wsiadł do auta.
Zawód aż naelektryzował się w powietrzu i wygasł równie szybko po kontakcie z mokrym brukiem. Z sykiem wręcz.
I z ciężkim westchnieniem, które opuściło gardło Lysandra. Wykonał jeszcze jedno kółeczko, wstydząc się tego, ale zerkając kątem oka na samochód i powtarzając jak mantrę pod nosem:
- Nie odpalisz GPS’a, nie odpalisz GPS’a, nie odpalisz… Ani nie masz mapy! – Parsknął, ale w tej chwili eleganckie auto odpaliło wdzięcznie i zamruczało elegancko. - Szlag by to... – sapnął chłopak patrząc jak piękna, wypucowana i wypolerowana maszyna włącza się do ruchu i sunie powoli po czarnym asfalcie. I kiedy już spuszczał głowę i godził się na to, że los jednak nie był dziś dla niego aż tak łaskaw samochód znowu zjechał lekko na pobocze i stanął. I chłopak też przystanął. Powziął sobie, że policzy do pięciu i jeśli samochód nie ruszy podejdzie do niego.
I policzył.
Jeden… Dwa… Trzy… Cztery… Pięć.
Nadal stał.
No to jeszcze raz do pięciu, tak dla pewności…!
Stał nadal.
Nie było rady, chłopak poprawił ramoneskę i podrygując podszedł sprężyście, ale nie nazbyt niecierpliwie i pochylił się nad oknem maszyny – trzymając plecy i nogi proste, tak by jak zawsze przy każdym ruchu eksponować względy, na których zarabiał. Zapukał krótko w szybę i poczekał aż ta się uchyli.
- Jest Pan pewien, że nie potrzebuje pomocy? Internet nie będzie działał jeszcze przez kilka przecznic, a nierozsądnym byłoby zostawać tutaj zbyt długo… Zwłaszcza z tak drogim autem. Miejscami jest tutaj tak niebezpiecznie, że sam Internet tu nie zagląda – zaśmiał się miękko i przekręcił w końcu głowę lekko na bok, zbliżając zmarznięty policzek do ramienia. - Proszę się nie martwić, nie oferuję Panu niczego niemoralnego. Pomyślałem, że moglibyśmy pomóc sobie nawzajem, Pan podrzuciłby mnie bliżej centrum, gdzie jest Pański hotel, a ja w zamian za to pomógłbym Panu się tam dostać. Nic poza tym. Wysiądę kilka przecznic przed White Palace, żeby nikt Pana ze mną nie zobaczył i już nigdy w życiu się nie spotkamy, słowo. A poza tym… – Lekko kiwnął głową na grupkę prostytutek. - Chcę trochę zagrać koleżankom na nosie. To jak będzie?
Uśmiechnął się czarująco lekko mrużąc czekoladowe oczy.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ShaelSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 28/11/2017
Liczba postów : 113
Cytat : It's been lovely but I have to scream now

PisanieTemat: Re: . : : Pretty Men : : .   Czw Lip 05, 2018 9:05 pm

Pierwsza zasada jazdy samochodem, jaką powinien zakodować sobie już długie lata wcześniej, kiedy przeżywał te burzliwe chwile, ostatecznie zwieńczone egzaminem i dostaniem prawa do nazywania się kierowcą, okazuje się, że wcale nie brzmiała „wciśnij sprzęgło, zanim zmienisz bieg” tylko „nie daj się wywieźć na pieprzony koniec świata, wiedząc, że będziesz zmuszony do samodzielnego powrotu, a nie masz pojęcia, gdzie jesteś, oprócz tego, że jest to miejsce tak zapomniane przez cywilizację, że nie działa nawet internet”.
Może odrobinę przesadzał. Ale tylko odrobinę.
Problemy ze złapaniem zasięgu dało się wytłumaczyć awarią, która prawdopodobnie zostanie naprawiona już następnego dnia, kiedy pierwsze promienie słońca zabiorą się pracowicie za ogrzewanie czarnych, wilgotnych od wielogodzinnej mżawki ulic, co jednak w najmniejszym stopniu go nie satysfakcjonowało. Nie, teraz kiedy widział, że powinien zająć się pracą, a jutro czeka go spotkanie, na które musi się przygotować, co było niemożliwe, kiedy siedział w tym miejscu.
Jeszcze raz odświeżył przeglądarkę, co oczywiście nic nie dało, poza kolejnym komunikatem o tym, jak bardzo niefortunna jest to sytuacja i właśnie miał zamiar ruszać, kiedy usłyszał pukanie w szybę, a jego spojrzenie powędrowało do odsłaniającego wszystkie ząbki, czarującego uśmiechu po drugiej stronie.
Pozornie nonszalanckim ruchem, nacisnął klawisz, odpowiadający za uchylenie szyby, a kształtne usta, które nabrały wyraźniejszych konturów po tym, jak pokryta maleńkimi kropelkami wody szyba, nie była już przeszkodą, poruszyły się. Znów pozwalając popłynąć słowom, jakby właśnie ktoś otworzył tamę. W jakiś sposób bawiło go to.
Westchnął ciężej, ostatni raz zerkając na komórkę i ostatecznie sięgając po nią i chowając do wewnętrznej kieszeni marynarki, zanim faktycznie sięgnął do klamki, naciskając ją, w jasny sposób dając mu do zrozumienia, że właśnie jest zapraszany do środka.
- Nie przepadasz za koleżankami? - spytał, patrząc jak chłopak bez pardonu, pakuje się do środka i sadowi wprost na pokrytym jasną skórą siedzeniu.
W niewielkiej przestrzeni było wciąż czuć delikatny, cynamonowy i korzenny zapach jego perfum, specyficzny aromat nowości, w którym mieszała się woń skóry i lakieru, oraz nieco orzeźwiający zapach deszczu, który wpadł przez otwarte drzwi i jakby został przyniesiony, wraz z wilgotnymi włosami jego gościa, właśnie zamykającego za sobą drzwi.
Chwilę później ruszył, na razie jadąc zgodnie z jego wcześniejszą instrukcją, mając nadzieję, że dzieciak odezwie się, kiedy przyjdzie pora by zmienić kierunek. Na razie po prostu jechał naprzód, odwracając spojrzenie od błyszczącej, mokrej jezdni tylko po to, by włączyć radio, które złapało pierwszą lepszą stację. Zrobił ruch dłonią w kierunku towarzysza podróży, sugerujący, że ten może sam zdecydować, czego będą słuchać, zanim nieco przyspieszył, by zdążyć przejechać, zanim światło zmieni się na czerwone.
- To jak masz na imię? - spytał, zerkając na niego krótko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MaleficarBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 20/05/2017
Liczba postów : 305


Cytat : Jeżeli ktoś żywi do mnie uczucie, którego nie da się przekazać w słowach, może przekazać je w gotówce.
Wiek : 26
Female


PisanieTemat: Re: . : : Pretty Men : : .   Czw Lip 05, 2018 10:29 pm

Odstał chwilkę uśmiechając się swoim rozbrajającym uśmiechem numer dwa (był on nieco szerszy od rozbrajającego uśmiechu numer jeden) i patrzył jak mężczyzna miotał się jeszcze chwilę ze swoimi myślami zanim schował telefon i wychylił się sięgając do klamki. Szatynowi prawie wyrwało się dziecinne: „Yay”, ale przygryzł wargę i wsiadł chętnie do wnętrza auta, pozwalając kierowcy zasunąć szybę. Wewnątrz pachniało jak w salonie. Salonie samochodowym połączonym z cukiernią sprzedającą cynamonowe rollsy. Lysander sam nie wiedział skąd ta cudaczna, ale przyjemnie działająca na zmysły mieszanka zapachowa, ale zaciągnął się powietrzem przymykając na chwilę oczy i dopiero, kiedy wnętrze auta lekko szarpnęło, zdał sobie sprawę, że nie zdążył jeszcze zapiąć pasów. Poruszył się, szukając ich i niby to przypadkiem oglądając na zazdrosne koleżanki, po czym obrócił szybko i umieścił końcówkę w zamknięciu z cichym kliknięciem.
Był niesamowicie zadowolony. Wewnątrz było cieplej nawet jeśli ogrzewanie jeszcze się nie rozchulało, dodatkowo nie wiało, nie padało i pachniało cynamonem i korzennymi perfumami. Lysander z początku zamilkł dając kierowcy czas na włączenie się do ruchu za kilkoma taksówkami i rozglądał na boki po samochodzie tak czystym jakby był kupiony dosłownie przed chwilą, co chyba nie mogło być możliwe. Aż głupio było chłopakowi cokolwiek dotykać, więc wcisnął smukłe dłonie pomiędzy zmarznięte uda i przerzucił w końcu spojrzenie na mężczyznę.
- ”Nie przepadam” to chyba za dużo powiedziane, ale uciszały mnie kiedy śpiewałem. Poza tym z daleka było widać, że nie szuka Pan nikogo na noc i jest po prostu w rozterce, a one i tak patrzyły na Pana jak sroki na miskę pełną diamentów. A że są trochę nadęte, to... – i w końcu doszedł do wstydliwego meritum, na moment wsuwając głowę mocniej między ramiona. - To jednak śmiesznie było popatrzeć jak to ja, a nie żadna z nich siada do Pańskiego auta. Chyba nie ma Pan mi za złe, co? – parsknął, zatrzymując wzrok trochę dłużej na figurze rozmówcy, mając chwilę czasu na to, by przesunąć wzrokiem po przyjemnie wykrojonej linii żuchwy i wystających kościach policzkowych. Zaczesane luźno do tyłu włosy mężczyzny były już lekko wilgotne i dwa pasma wyrwały się z całości, by przykleić do jego skroni, albo opaść na czoło. Tajemniczy Pan Biznesmen nie wyglądał na złego człowieka, za to na niewysłowienie zapracowanego… Z daleka widać to było w jego nieco nerwowych ruchach, szybko rzucanych spojrzeniach i rzeczowych pytaniach. Zwłaszcza kolejne z nich sprawiło, że chłopak zawiesił się na moment rozważając wszystkie za i przeciw, by w końcu odpowiedzieć:
- Charlie. Miło mi. – odparł w końcu po kilku sekundach dziwnego zawahania i spłynął wzrokiem na drogę. - Teraz będzie drugie skrzyżowanie i na nim również prosto, trzecie będzie za jakieś dwa kilometry – wytłumaczył i uznając, że ma teraz chwilkę odpoczynku od nawigowania siadł głębiej w fotelu i spojrzał znowu wdzięcznie na kierowce. - A mogę poznać Pańskie imię? Jest typowym imieniem ludzi pracujących tutaj w interesach? Takim pełnym powagi? Jak na przykład Edward albo Jonathan? Albo Charles! – ożywił się próbując zgadnąć.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ShaelSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 28/11/2017
Liczba postów : 113
Cytat : It's been lovely but I have to scream now

PisanieTemat: Re: . : : Pretty Men : : .   Pią Lip 06, 2018 8:58 pm

Nie obserwował go w żaden sposób nachalnie, czy z jakąś szczególną czujnością. Sytuacja ta był dla niego wyjątkowo surrealistyczna sama w sobie, ponieważ oto zgubił się na obrzeżach miasta, a jedyną szansą na bezproblemowe dotarcie do hotelowego pokoju, wysokiego, obszernego biurka i wygodnego fotela, okazał się ten młody chłopak. Naprawdę, wyjątkowo urodziwy chłopak, co nie umknęło jego uwadze. Nawet jeśli jej główną część poświęcał drodze, najwyraźniej nie dopuszczając do siebie nawet tak prostej myśli, jak ta, że nowo poznany znajomy mógłby zechcieć spróbować go okraść. Chłopak miał ładnie wykrojone, wydatne usta, piękny uśmiech i prosty nos, którego sam czubek zdawał się lekko zadarty, co jednak mógł dostrzec ledwie kątem oka, kiedy siedział on na siedzeniu obok, ściskając dłonie między swoimi udami.
- Chłodno ci? - spytał, nieco podkręcając ogrzewanie, bo chociaż sam ubrany był w marynarkę i nie czuł, żeby temperatura w samochodzie była w jakikolwiek sposób dokuczliwa, mając na sobie zaledwie cienką koszulkę i ramoneskę, mogło się odczuć ją jako odrobinę nieprzystępną.
Pamiętając jego instrukcje, przycisnął z wyczuciem pedał gazu i przyspieszył nieco, czując się zdecydowanie pewniej, kiedy już wiedział, gdzie ma jechać, a wyjechawszy nieco głębiej w miasto, miał też przynajmniej mgliste pojęcie o tym, gdzie się znajdują. Wciąż jednak jechał bardzo przepisowo, nie szarżując zbytnio i kiedy lepiej się mu przyjrzeć, można było dojść do wniosku, że nie jest to jego ulubione zajęcie i przykłada naprawdę sporo pracy do tego, aby wszystko, co robił, wyglądało na pierwszy rzut oka tak gładko i przemyślanie.
- W najmniejszym stopniu. - odparł, patrząc na niego całkiem rozbawiony – To jak transakcja, obaj jesteśmy do jakiegoś stopnia wygrani w tym układzie, nie uważasz? - spojrzał na niego krótko, zaraz wracając spojrzeniem do jezdni.
Nieco dłużej jednak zawiesił je na zachęcającym do patrzenia nań, profilu swojego nawigatora, kiedy ten przez dosłownie chwilę zawahał się przy podawaniu swojego imienia. A biorąc pod uwagę to, jak wiele ten dzieciak mówił i to bez najmniejszego problemu, po prostu pozwalając wartkiemu potokowi słów płynąć między wargami, ciężko było mu uwierzyć, że teraz nagle wyraźnie bystry umysł, go zawiódł.
- Charlie. - kiwnął głową, jakby powtarzał sobie to imię, by mieć absolutną pewność, że będzie umiał przywołać je z pamięci następnym razem, gdy będzie tego chciał – To tutaj dosyć popularne imię, prawda? - dodał, chociaż ciężko było powiedzieć, czy z autentycznym zaciekawieniem, chęcią pociągnięcia rozmowy, czy delikatną sugestią, że nie do końca mu wierzy.
Dalsze wskazówki zanotował w pamięci, chociaż musiał przyznać, że wiedza dawkowana była mu w bardzo rozsądnych porcjach i ciężko było nie zapamiętać, jak powinien zachować się na kolejnych rozwidleniach drogi i skrzyżowaniach.
- Gdyby wszyscy ludzie, którzy przyjeżdżają do miasta w interesach, mieli do wyboru tylko te trzy imiona, komunikacja byłaby koszmarna, musisz przyznać. - zerknął na niego, z wyraźnym rozbawieniem - Christopher, spełnia twoje oczekiwania dotyczące typowych, nudnych imion? - dodał, wciąż uśmiechając się lekko i zatrzymując się na ostatnich światłach, przez które Charlie kazał mu przejechać prosto. - W którą stronę na następnych?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MaleficarBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 20/05/2017
Liczba postów : 305


Cytat : Jeżeli ktoś żywi do mnie uczucie, którego nie da się przekazać w słowach, może przekazać je w gotówce.
Wiek : 26
Female


PisanieTemat: Re: . : : Pretty Men : : .   Pią Lip 06, 2018 10:26 pm

Specyficzna dla obu panów sytuacja nie umniejszała jednak czaru światu chwilowo zamkniętemu wewnątrz eleganckiego auta, opatrzonego skórą i lakierowanym drewnem, połyskującego chromowanymi wykończeniami na desce rozdzielczej i aż zwracającego na siebie uwagę dziesiątkami guziczków otaczających radio ze wszystkich stron, do którego jednego z nich kierowca przysunął palec by podkręcić nieco temperaturę na klimatyzacji.
- Tylko trochę – odparł Lys nieszkodliwie mijając się z prawdą, nie chcąc robić problemu i mieć więcej życzeń niż te wypowiedziane do tej pory. - Jest zdecydowanie lepiej niż na zewnątrz. I pachnie cynamonem - to jakiś odświeżacz? Ładny. Wcale nie jest ciężki tylko taki… orzeźwiający, z tym, że nie jak na przykład cytrusy tylko jak imbir. Pozostawiający lekkie drapanie w gardle – rozgadał się nieco niepotrzebnie na prozaiczny temat i zakrył zażenowanie cichym śmiechem i ucieczką wzrokiem na szybo przesuwający się obraz miasta za szybą.
Szkło zroszone mżawką teraz wzbudzone do ruchu sprawiało, że co większe krople ścigały się przesuwając po łuku w dół okna aż do jego prawego dolnego kąta. Po drodze śmignęło kilka samochodów, z których większość po chamsku i bez pardonu ich wyprzedzało, podczas gdy maszyna w której chłopak się znajdował pedantycznie pilnowała się przepisów i znaków. Jego chwilowy towarzysz bardzo widocznie nie prowadził jak typowy mieszkaniec Miasta Aniołów – podobnie jak w rozmowie, w sztuce poruszania się ulicami był równie cierpliwy i kurtuazyjny. A Lysander przez moment z rozbawieniem pomyślał, że za dnia zapewne przepuszczałby na trasie wszystkie staruszki i parsknął szybko przygryzając wargę. Przytaknął tuż po tym ochoczo na wspomnienie o intratnej transakcji i nawet jeśli kłamstwo dotyczące imienia było starannie przemyślane, to po uprzejmej i niby mimochodem puszczonej uwadze poczuł się jak subtelnie skarcone dziecko. Choć nie powinien! Tak w końcu nazywał się na ulicy: „Charlie” - i tak mieli go zapamiętać wszyscy jego klienci, jako Charliego, który umrze wraz z tym, jak tylko Lysander uporządkuje swoje życie. I nawet jeśli czarujący jegomość nie miał być jego klientem… To wciąż poznał go na służbie.
Szatyn pobawił się kciukami i postanowił zbyć ten temat tylko krótkim:
- I całkiem przystępne, szybko się je zapamiętuje.
Na szczęście wraz z drugim skrzyżowaniem rozwinął się temat skupiający uwagę bardziej na dojrzałym mężczyźnie, który postanowił być z wyjawieniem swojego imienia jednak bardziej szczery. Takie przynajmniej Lys miał wrażenie.
- Christopher... – również powtórzył dla lepszego zapamiętania i swoistego rozsmakowania się w tym imieniu na swoich ustach. - Nie, nie, nie! Nie „nudnych”, ale to jedno z tych imion, które są jakby skazane na sukces. Wszyscy ważni ludzie mają imiona pełne władzy i pewności siebie - bardzo oficjalne. To Pańskie też jest. I idealnie pasuje do eleganckiej prezencji. – wyjaśnił w swoich wytłumaczeniach nieświadomie sprzedając mężczyźnie wysublimowany komplement. Na moment tylko zwracając uwagę na drogę, jakby nagle stała się mniej ważna od samej rozmowy… Cudaczne. - Na następnych światłach w prawo i prosto aż do rozwidlenia. I swoją drogą nie uważam, że to rodziłoby problemy w komunikacji. Jakby dodać do puli jeszcze Pańskie imię, to wszyscy biznesmeni mogliby zakładać specjalne kluby pełne Christopherów albo Jonathanów. Zupełnie jak jakieś mafie. – zaśmiał się perliście. - I każdy klub mieściłby w sobie głównych szefów różnych profesji. Ale to już brzmi jak gildie w świecie fantasy.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ShaelSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 28/11/2017
Liczba postów : 113
Cytat : It's been lovely but I have to scream now

PisanieTemat: Re: . : : Pretty Men : : .   Pią Lip 06, 2018 11:11 pm

Z początku, nie zareagował na ten monolog, pozwalając mu wyrzucić z siebie wszystkie, kłębiące się pod czupryną w kolorze gorzkiej czekolady, myśli. A musiało się ich tam kłębić całe, ogromne stado, przeskakując jedna przez drugą w wyścigu do celu, którym ostatecznie okazywały się usta chłopaka. W końcu jednak uśmiechnął się kątem ust i kiedy w końcu jego pasażer zamilknął, dając jakąkolwiek szansę swojemu towarzyszowi na zabranie głosu, skorzystał z niej, nie będąc pewien, czy podobna okazja może się trafić w najbliższym czasie.
- Dziękuję. - kiwnął lekko głową, posyłając mu bardzo krótkie spojrzenie – Nie odświeżacz, tylko moje perfumy. - dodał, nie rozwodząc się nad tym, że często zdarzało mu się przewodzić, lub zostawiać w samochodzie ubrania i nie chciał, aby zapach odświeżacza, czy aromatu do auta, wpijał się w tkaniny, następnie zaburzając bukiet zapachowy perfum.
Położył dłoń na drążku i zmienił bieg, przyspieszając nieco, kiedy wyjechali na szeroką, prostą drogę, godzina zaś, która zastała ich w środku miasta, coraz mniej sprzyjała wzmożonemu ruchowi na jezdniach. Zwłaszcza że ludzie najwyraźniej postanowili zamienić samochody, na inne środku transportu, niewymagające zupełnej trzeźwości zainteresowanego. Prowadzenie o tej porze było zdecydowanie łatwiejsze, niż w środku dnia, zwłaszcza w cudownie słoneczną pogodę, kiedy nagle wszyscy mieszkańcy postanowili wylec z przytulnych domów i mieszkań, by najpierw wyjechać na obrzeża i spędzić piękny dzień na łonie natury, następnie przenieść się do klubów, od których kipiało miasto.
Kiedy stanęli na kolejnych światłach, odwrócił głowę w jego stronę, przez chwilę patrząc, jak purpurowa poświata pada na jego twarz, pozornie barwiąc gładką skórę na czerwony kolor.
- Ty również takie masz. - odparł spokojnie, przenosząc na niego spojrzenie na którą chwilę – Charlie. Jest to zdrobnienie od „Charles” nie mylę się? Brzmi jak imię skazane na sukces. - dodał, tak, jakby wcale właśnie nie zakpił delikatnie z roztrzepania chłopaka i jego nieuwagi, w której jednak posiadał on takie pokłady uroku, że Christopher nie potrafił zrezygnować z zerkania na niego w każdej wolnej od uwagi nad ruchem ulicznym, chwili – Chris z kolei, brzmi całkiem zwyczajnie. Wszystko zależy od tego, czy czujesz się Edwardem, czy Edem, jak uważasz? - spytał konwersacyjnym tonem, całkiem zainteresowany wymianą zdań z tym chłopakiem.
I przyjemnie połechtany kolejnym już niezamierzonym komplementem, którym został uraczony przez chłopaka. I może czułby się przez to, jak jeleń na muszce, jednak wszystko, co mówił Charlie – czy jak tylko miał na imię jego towarzysz podróży – było tak naturalne i nieprzemyślane, że nie miał nawet okazji poczuć się w ten sposób.
- Gildie? - spojrzał na niego, zaraz uciekając spojrzeniem do jezdni, kiedy światło zmieniło kolor, a on musiał ruszyć w dalszą podróż, trzymając się wskazówek i samemu oglądając okolicę, aby zapamiętać jak najwięcej z mijanych lokacji.
Chociaż nie zamierzał w najbliższym czasie wsiadać za kierownicę, zdecydowanie preferując tylne siedzenie.
- Grupy mafijne, złożone z mężczyzn o tych samych imionach, w których znajdowaliby się szefowie profesji, na wzór fantastycznego świata. - pokręcił głową – Paradne. Prawie jak materiał na nieco ekscentryczną powieść. Interesujesz się podobnymi rzeczami?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MaleficarBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 20/05/2017
Liczba postów : 305


Cytat : Jeżeli ktoś żywi do mnie uczucie, którego nie da się przekazać w słowach, może przekazać je w gotówce.
Wiek : 26
Female


PisanieTemat: Re: . : : Pretty Men : : .   Pon Lip 09, 2018 7:16 pm

Czy porównanie perfum do odświeżacza samochodowego było anty-komplementem? Lysander nie był do końca pewien, ale kiedy pilnie obserwował mężczyznę nie zauważył na jego twarzy nawet cienia złości wywołanej tą nieprzemyślaną uwagą. Odetchnął wtedy i zamknął jadaczkę na dłuższą chwilę nie chcąc ponownie ryzykować dobrego pierwszego wrażenia, które udało mu się sklecić naprędce ze śliny i patyków. Zamiast tego spokojniejszy przeniósł wzrok na przednią szybę, by przez chwilę popatrzeć na nigdy nie zasypiające miasto, które kawałek od centrum jeszcze wydawało się opustoszałe, ale już za kilka zakrętów to miało się zmienić. Ciemne uliczki i pozamykane niewielkie sklepiki zastąpią szyldy barów i klubów, ludzie będą bez opanowania przebiegać przez ulicę, albo wylewać się grupkami z kawiarni i setki ich serc zamienią się w jedno wielkie - będą bić tętnem całego miasta. I tak aż do chłodnego poranka.
Światła trzeciego skrzyżowania zaskoczyły chłopaka nagłym bezpośrednim kontaktem wzrokowym z kierowcą. Po uwadze na temat imion i zdrobnień najpierw chłopak już otwierał usta, by zakwestionować wyjątkowość swojego przydomku, ale szybko je zamknął, kiedy dotarło do niego to jak mocne mężczyzna ma argumenty. I że nagle jego podejście nie dzieli ludzi na grupy, ale traktuje ich na równi i daje całkowicie te same szanse. Prostytutka zamyśliła się widocznie, w powietrzu aż niemal dało się słyszeć ciche szemranie trybików w jego pracującym na pełnych obrotach mózgu i w końcu, kilka sekund przed zapalaniem się zielonego światła ostatni z puzzli zaskoczył i chłopak uśmiechnął się na powrót.
- Nigdy tak o tym nie myślałem… – stwierdził ostrożnie. - Że Edward jest tak różny od Eda, a to przecież ta sama osoba. Boże, jestem taki głupi…!
Siadł głębiej w fotelu, jednocześnie przybijając sobie piątkę z własnym czołem i na chwilę zamierając w takiej pozycji, póki ta leniwie spłynęła w dół po jego twarzy.
- Czy ludzie mówią do Pana vel „Chris”? Czuje się Pan wtedy na przykład… nie wiem… nietraktowany zbyt poważnie? Bo ja na przykład poczułem się trochę onieśmielony tym „Charlesem”. To kompletne nie ja – ubawiony odbił piłeczkę, bardzo niebezpiecznie zainteresowany mężczyzną jeszcze mocniej. Przyjemnym uczuciem było tak po prostu rozmawianie z nową osobą i świadomość tego, że jest się wysłuchiwanym. Tak naprawdę wysłuchiwanym.
Samochód lekko szarpnął, kiedy ruszyli i od razu skręcili w prawo.
- Dokładnie takie gildie. To mogłaby być coś bardzo charakterystycznego dla miasta, albo nawet dla całego państwa lub kontynentu! Już po samym imieniu wiadomo byłoby z kim ma się do czynienia – rzucił poniekąd artystycznie pochłonięty taką wizją. - Opowieściami…? N..no trochę. Kiedyś nawet nieco pisałem, ale nie szło mi za dobrze i pokazałem to ledwie kilku osobom. A teraz nie mam za dużo czasu, nawet jeśli niekiedy aż głowę rozsadza mi od pomysłów. Zwłaszcza odkąd czasem córeczka mojej współlokatorki nie może zasnąć i prosi, bym opowiadał jej jakieś historie. – W miarę wypowiedzi spowalniał, a jego uradowany ton nieco słabł, kiedy z każdym słowem zdawał sobie sprawę, że nie powinien się z nikim dzielić swoim prywatnym życiem. Po pierwsze tak naprawdę nikogo to nie obchodziło, a po drugie nawet jeśli Pan Christopher nie był jego klientem, to z pewnością nie chciał słuchać o takich rzeczach. Jak prostytutki z małymi dziećmi. - Teraz prosto. Ostrzegę przed rozwidleniem. A Pan? Co Pan robi dla przyjemności poza zwiedzaniem niebezpiecznych dzielnic wielkich miast? – odbił szybko, przechodząc w przyjemny dla ucha, a nawet seksowny pomruk, chcąc przenieść zainteresowanie na dobre z siebie na niesamowitego mężczyznę. Złapał się nawet na tym, że patrzy na niego zdecydowanie częściej niż na ulicę i trasę, której miał przecież pilnować – uwzględniając, że na ulicę nie patrzył się już w ogóle. Grymasy niesmaku i złości na dobre znikły ze spokojnej, przystojnej twarzy Christophera, jakby wraz z wilgocią skapnęły z jego włosów na szerokie ramiona i postanowiły wtopić się w pachnącą cynamonem marynarkę garnituru.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ShaelSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 28/11/2017
Liczba postów : 113
Cytat : It's been lovely but I have to scream now

PisanieTemat: Re: . : : Pretty Men : : .   Wto Lip 10, 2018 10:25 pm

Dłuższą chwilę na niego patrzył. Jak ze spojrzeniem utkwionym w przestrzeni, jakby łapały wiszący w powietrzu haczyk, który ledwie ten jeden chłopak ze wszystkim może zobaczyć, głęboko zastanawia się nad tym, co właśnie usłyszał. Być może próbując znaleźć lukę w tym rozumowaniu i w jakiś sposób przekonać rozmówcę o tym, że to zupełnie nie tak. Że po prostu są ludzie, którzy już w dniu swoich urodzin skazani są na absolutne powodzenie w życiu, oraz ci, który nie mają na to żadnych szans. I prawdopodobnie, gdyby Christopher mógł nad tym podywagować, sam chętnie zastanowiłby się nad podobną ideą, może niezwiązaną z samym ślepym trafem, rządzącym przyszłością, ale raczej perspektywach na sukces w kontekście środowiska, w jakim dane było komuś przyjść na ten nieszczęsny świat.
Nieco zamyślił się, wracając uwagą do swojego młodego nawigatora, kiedy usłyszał specyficzny dźwięk, jaki musiał wydać z siebie właśnie jego towarzysz podróży w wyrazie uczuć, które musiały nim targnąć na wnioski, do których udało mu się dotrzeć.
Christopher zaś powstrzymał się przed uśmiechem na jego kolejne słowa.
- Ach, bzdury. - zaprzeczył, ruszając z niemal pedantyczną dokładnością i wystudiowaną płynnością, która mogłaby być uznana za naturalną, gdyby nie wyraźne skupienie na twarzy kierowcy – Nie znam ani jednego głupca, który przyznawałby się otwarcie do swoich niedociągnięć. Co więcej, sądzę, że właśnie ludzie inteligentni potrafią powiedzieć „nie wiem”. Co oczywiście, nie czyni ich głupimi. - powiedział, spoglądając w bok na niego i zaraz wracając do drogi, by po dosłownie chwili wrócić do niego spojrzeniem. - Od wielu lat nikt nie zwrócił się do mnie w ten sposób. - przyznał, zwalniając, kiedy wjechali do nieco ściślejszego centrum, a liczba samochodów kolorujących drogę błyszczącymi lakierami znacząco wzrosła, więżąc ich w na razie niewielkim korku.
Zatrzymał się i korzystając z momentu, kiedy nie musiał uważać na to, co robi na jezdni, wyciągnął rękę do schowka, sprawnie łapiąc telefon, aby sprawdzić, czy przez ten czas, kiedy nie miał możliwości kontaktu ze światem, nikt nie próbował się do niego dobić. Zobaczył jednak jedynie dwa maile, które błyskawicznie otworzył i zamknął, uznając, że nie są aż tak pilne. Zresztą, będzie musiał nad nimi usiąść i porządnie przestudiować, zanim z kimkolwiek będzie rozmawiał na ten temat.
- Możesz być Charliem. Być może on również jest skazany na sukces, kto wie. - przyznał, unosząc na niego wzrok i odkładając telefon – Może nawet sukces literacki. - dodał, całkiem dobrze bawiąc się tą rozmową – Dzieci są zdecydowanie najsurowszymi krytykami. Jeśli im podoba się historia, może warto spróbować coś z tym zrobić. - powiedział jeszcze dosyć lekko, nie uważając się za kogoś, kto miałby prawo go pouczać, czy strofować.
Przez tę zmianę w jego głosie, którą było wyjątkowo łatwo wychwycić, kiedy chłopak radosny jak skowronek i przejęty opowieścią, nagle tak oklapł, spojrzał na niego chwilę dłużej, znów ruszając ze sznurem samochodów.
Uniósł lekko brew, patrząc na niego z czymś w rodzaju bardzo delikatnego pobłażania, do tego stopnia jednak zmieszanego z sympatią i rozbawieniem, że ciężko było się w tym doszukiwać skarcenia za ten ton.
- Czytam. - odpowiedział, stosując się do jego instrukcji i przejeżdżając prosto przez skrzyżowanie – Jeśli lubisz opowieści, pewnie też interesujesz się literaturą, czy może się mylę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MaleficarBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 20/05/2017
Liczba postów : 305


Cytat : Jeżeli ktoś żywi do mnie uczucie, którego nie da się przekazać w słowach, może przekazać je w gotówce.
Wiek : 26
Female


PisanieTemat: Re: . : : Pretty Men : : .   Wto Lip 10, 2018 11:32 pm

Słodkie jak miód – takie właśnie były słowa mężczyzny, który na pierwszy rzut oka wydawał się snobem po sam czubek starannie uczesanej fryzury utopionym w nurcie wyścigu szczurów. Bardzo zajętym, bardzo ponad prostytutką, którą spytał o drogę. A teraz wypełniał kabinę samochodu zapachem cynamonu i lał miód na uszy swojego słuchacza - zahipnotyzowanego i łykającego każde z cukierków słów jak młody pelikan. Zgrabnie, jak w tańcu, wymieniali się między sobą pozycją jelenia przygotowanego na odstrzał, nawet nie koniecznie zdając sobie z tego sprawę – to w końcu była tylko rozmowa, ale wkrótce zaczęła swoim znaczeniem przysłaniać wspomnienie chłodnego dworu, drogi do White Palace i konieczności jeszcze całych godzin stania na ulicy i łapania okazji.
- To sprawa podobna jak z wariatami. Żaden wariat nie powie, że jest szalony – dodał od siebie, tym razem mając nadzieję bardziej celnie. Kwestię „Chrisa” póki co zostawił; pchało mu się na usta pytanie czy rodzina też tak się do niego nie zwraca, ale każda prostytutka wiedziała, że pytanie o rodzinę było ostatnim co powinna robić w swojej pracy. Bo jeszcze klient na wspomnienie żony gotów jest się rozmyślić… A nawet jeśli Christopher nie miał być klientem, to Lys nie chciał. Po prostu nie chciał pytać.
W tym czasie kierowca skorzystał z chwilowego korka, by sprawdzić telefon. Chłopak wtedy spiął się ledwo widocznie, gotów pomyśleć, że skoro GPS może już działać, to on nie jest dłużej potrzebny i w sumie mógłby wysiąść już teraz. A nie chciał tego robić. Mimo, iż powinien. Mimo iż tracił czas i nie zarabiał – chciał zostać jeszcze przez chwilę z tym czarującym człowiekiem i posłuchać jeszcze trochę miodu. Zostały im ze trzy zakręty – niewiele mu więc zostało tej przyjemności.
Ale nic się takiego nie stało – światła zapaliły się, korek przerzedził, a oni jechali dalej.
- Być może. Może uda mi się wydać książkę o czarującym jegomościu, który jechał do White Palace? Kto wie co go czekało po przyjeździe na miejsce... – zaśmiał się tak, jakby ktoś rozbił perłową kolię o blat drewnianego stołu i dziesiątki szlachetnych kulek toczyły się właśnie we wszystkie strony, trafiając w każdy ze zmysłów słuchającego. - Wprawdzie nie mam siebie za specjalnego znawcę, ale czytuję. Głównie fantastykę, więc gwarantuję, że w mojej opowieści bardziej od trupa czekającego w hotelowej wannie natknąłby się Pan w pokoju na… Buteleczkę szampana przysłanego Panu przez anonimowego sponsora. Z przyczepioną doń karteczką z napisem: „Drink me”. – Poprawił się na siedzeniu, uśmiechając znowu szeroko i zwrócił niezbędną uwagę na drogę przed nimi. - Zaraz będzie rozwidlenie, na nim proszę zboczyć w lewo. Tak zacznie się trochę zagmatwana jazda. Musi Pan zjechać na najbardziej zewnętrzny Pan, bo wjedziemy w wielkie, ruchliwe rondo i będzie Pan musiał wyjechać drugim wyjazdem. Czyli najpierw w lewo, potem drugi wyjazd. I po przejechaniu mostu będziemy już praktycznie na miejscu. Będzie Pan już widział White Palace na własne oczy! – Zaczesał część włosów za ucho, świadomie zbliżając się do nieprzyjemnego tematu. - A mnie będzie Pan mógł wysadzić przecznicę przed. Będzie tam wysepka dla autobusów, akurat poczekam tam na ten powrotny. I tak wszystko ładnie się zamknie. Ale jeszcze zanim tam dojedziemy: ja czytuję fantastykę i może czasem nieco naprawdę dobrych i nienaiwnych okruchów życia, a Pan?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ShaelSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 28/11/2017
Liczba postów : 113
Cytat : It's been lovely but I have to scream now

PisanieTemat: Re: . : : Pretty Men : : .   Sro Lip 11, 2018 10:57 pm

Myśl o tym, że mógłby wyrzucić swojego zupełnie przypadkowego, chociaż jak się okazało, najzupłeniej kompetentnego, nawigatora, była nonsensem. Nie wyrzuciłby go z samochodu z wielu powodów, chociaż na samym czele pochodu z pewnością stał fakt, że stali w samym środku niekończącego się sznura samochodów, których kierowcy powoli pozwalali sobie na danie upustu frustracji kotłującej się w ich sercach już od kilku minut bezczynnego stania. Wokół rozbrzmiewały, tnące wilgotne powietrze, dźwięki klaksonów i niskie wibrowanie silników gotowych do poruszenia maszyn, jak wierzchowców zrywających się do biegu. Kolejny powód był zgoła inny i miał wiele wspólnego z perlistym, czystym i pieszczącym zmęczone, przywykłe do poważnych, chropowatych basów i stanowczych, mocnych barytonów, ucho. Charlie – jeśli faktycznie właśnie tak brzmiało imię chłopaka – śmiał się pięknie. I ciężko było powiedzieć o tym dźwięku cokolwiek więcej, a jednocześnie miał wrażenie, że gdyby ktoś zechciałby wysłuchać jego zdania na temat tego śmiechu, mógłby przez długie minuty opisywać jak beztrosko i szczerze brzmiał.
- Również tak sądzę. - przyznał, patrząc na niego chwilę, zanim znów ruszył, przejeżdżając przez skrzyżowanie wedle jego wskazówek – Poświęciłbyś całą książkę, właśnie na taki temat? - spytał, bardziej rozbawiony, niż zaskoczony taki pomysłem.
Słysząc jednak te wszystkie, urocze farmazony, zaśmiał się krótko, znów odwracając się w jego stronę na moment, żeby złapać, chociaż na chwilę jego spojrzenie, nieco schowane przez opadające na czoło, kręcące się nieco mocniej od wszechobecnej wilgoci, włosy.
- W takim razie, jeśli takową przydarzy mi się znaleźć, będę wiedział, kto został moim dobroczyńcom. - kiwnął głową, jakby mu dziękował, jednocześnie słuchając uważnie, w którą stronę powinien się udać, żeby w końcu trafić do domu po tym, jak w środku nocy utknął na obrzeżach miasta – Najpierw w lewo, potem drugi wyjazd. Och, już kojarzę to miejsce. - dodał, faktycznie rozglądając się nieco uważniej po okolicy, którą pamiętał sprzed paru godzin, kiedy dopiero wybywał z hotelu z zamiarem spędzenia wieczoru na obcowaniu ze sztuką współczesną, której uosobieniem miał się stać poznany przez niego dzisiaj artysta.
Wtedy jeszcze nie wiedział, że niezbyt udany performance stanie się preludium kolejnych komplikacji, których zwieńczenie siedziało właśnie obok niego, wyglądając na niego bardziej spiętego, niż jeszcze kilka chwil temu.
- Nie spodziewałem się po tobie niczego innego. - przyznał, uśmiechając się do siebie lekko, nie zdejmując uważnego spojrzenia z drogi – Mnie natomiast, ogromną przyjemność sprawiają mi biografie i albumy najróżniejszych artystów. - powiedział.
Przez dłuższą chwilę jechali dalej, aż w końcu, z nieco ciężkim sercem, zjechał we wskazaną przez niego wysepkę, na którą podobno miał przyjechać autobus, którym Charlie wróci do siebie. Rozejrzał się dookoła, czy na pewno nie tarasuje przejazdu w żaden sposób i kiedy był pewien, zaciągnął hamulec. Pedantycznie. Mocno i sprawnie, tylko do wyczuwalnego kliknięcia i od razu puścił.
- Powinienem odwdzięczyć ci się w jakiś sposób za pomoc. Obawiam się, że nieco pokrzyżowałem ci plany na wieczór. - wyznał, jednocześnie w jakiś sposób bijąc się ze sobą.
Nie podobał mu się pomysł wracania samemu autobusem w środku nocy. W niczyim wykonaniu, a w wykonaniu tego konkretnego osobnika, ku swojemu zaskoczeniu, wyjątkowo mu to przeszkadzało.
- Nie wolałbyś wrócić taksówką?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MaleficarBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 20/05/2017
Liczba postów : 305


Cytat : Jeżeli ktoś żywi do mnie uczucie, którego nie da się przekazać w słowach, może przekazać je w gotówce.
Wiek : 26
Female


PisanieTemat: Re: . : : Pretty Men : : .   Czw Lip 12, 2018 3:43 pm

Gdzieś w środku siebie Lysander czuł, że taki ktoś jak Pan Christopher nie zaczytuje się ani w sci-fi, ani w fantastyce, a woli twardo stąpać po ziemi i takie tomiszcza czytuje – dlatego wybór biografii brzmiał jak najbardziej dojrzale i otoczony twardą oprawą z wysmakowanym projektem okładki zdawał się idealnie leżeć w dłoniach mężczyzny - teraz zaciśniętych na skórzanej kierownicy. Te dłonie też przyciągały wzrok czekoladowych oczu, bo pomimo tego, iż były większe niż te Lysandra nadal wydawały się smukłe i delikatne, nienawykłe do ciężkiej pracy fizycznej, a do tego nawet prosty element deski rozdzielczej trzymające jak kochankę… Zwłaszcza kiedy mężczyzna skręcił nieco mocniej, zwalniając i wsuwając wdzięcznie na wysepkę dla autobusów.
To już…? Już przebyli tę niemiłosiernie według chłopaka długą drogę? Koniec siedzenia w aucie i czas na powrót na ulicę?
Chłopak jako dobrze wychowany młody prawie-dżentelmen powinien zastosować się bez szemrania do ustalonej umowy, wysiąść i wrócić grzecznie do pracy. Niestety tak o tym myśląc przypomniał sobie, że jest po prostu wychowanym na ulicy, małym cwaniakiem. Dlatego też zamiast uprzejmie podziękować i w podskokach opuścić cieple wnętrze auta tylko uśmiechnął się szerzej.
- Taksówka to dla takich jak ja bardzo drogi luksus, zwłaszcza ta zgarniana z centrum. Zresztą autobusy nie są takie złe, jeszcze nie jest tak późno, by jechały nimi niebezpieczne męty, a wiem, w którym miejscu wysiąść, by ustrzec się przed takimi już na slumsach. – Starał się brzmieć swobodnie. Nawet jeśli kiedyś się bał, to wiedział, że musi wrócić tak czy inaczej, a spędzanie nocy na ulicy było bardziej niebezpieczne nawet od powrotu komunikacją miejską do nieciekawych zakątków miasta. Zwłaszcza, że w centrum prostytutka częściej ściągała spojrzenia policji.
Nawet jeśli Lysander przedłużał jak mógł chwilę wyjścia z samochodu, to postanowił już odpiąć pasy i to zachowując się przy tym tak niechętnie, jakby chciał dosłownie wzbudzić współczucie. Celowo. Na szczęście nie robił miny zbitego psiaka, tylko podniósł wzrok na swojego chwilowego kompana i poruszył dwa razy brwiami.
- Cóż… Zawsze mógłby mnie Pan zabrać ze sobą. Wytrzeć ręczniczkiem, dać miseczkę wody i pozwolić poleżeć na kanapie – zasugerował mrukliwie, puszczając pas i pozwalając mechanizmowi zassać go i znów przykleić ciasno do ściany. - Obiecuję z tęsknoty i zadowolenia nie szczekać za głośno. No… chyba, że będzie Pan chciał. – Zaśmiał się swobodnie i puścił mu oko. - I tak jak dojadę do zazdrosnych koleżanek to będą myślały, że robiliśmy niestworzone rzeczy na tylnym siedzeniu. Szkoda byłoby zmarnować takie domysły... – Pod koniec wypowiedzi przygryzł lekko dolną wargę, zerkając na mężczyznę intensywnie.
Choć dłoń opartą już miał na klamce.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ShaelSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 28/11/2017
Liczba postów : 113
Cytat : It's been lovely but I have to scream now

PisanieTemat: Re: . : : Pretty Men : : .   Czw Lip 12, 2018 7:53 pm

Przesunął spojrzeniem po okolicy widocznej za szybą, gdzieś pomiędzy wąskimi stróżkami wody, spływającej w dół po gładkim szkle, po drodze łapiąc najbliższe, maleńkie ślady skroplonej mżawki, zapraszając je do wspólnego tańca i rosnąc coraz bardziej, sunąc z coraz większą prędkością, aż w końcu rozbijały się cicho na wycieraczkach, jakby w nigdy ich nie było.
Wysepka była spora i właśnie odjeżdżał z niej autobus, jednak nie mógł być to ten, którym zainteresowany był Charlie, ponieważ jechał w jeszcze głębiej w stronę ścisłego centrum, niż teraz się znajdowali.
- Zapłaciłbym. W końcu to z mojej winy się tutaj znalazłeś. - przyznał, kiedy szczupła dłoń jego gościa odpięła powoli pas, a taśma schowała się z cichym szmerem, zakończonym głuchym stuknięciem metalu o wnętrze samochodu.
Uśmiechnął się z delikatnym politowaniem na jego zabiegi, nie będąc pewien, czy był bardziej rozbawiony, czy zażenowany. Głównie z tego powodu... Że nigdy nie znalazł się w podobnej sytuacji. To było tak świeże, jak dawno nic w jego bardzo uporządkowanym, dokładnie zaplanowanym i wykalkulowanym życiu. Nowe i interesujące.
- Schlebia mi podobne zaproszenie. - zarzekł się, ułamek sekundy zbyt długo zawieszając spojrzenie na jego wardze, zanim pokręcił głową, wciąż uśmiechając się kątem ust – Było mi wyjątkowo miło cię poznać. Nie spodziewałem się tak wyśmienitego towarzystwa w drodze do hotelu. I jeszcze raz, dziękuję. - powiedział, dając mu znać, że to koniec tej krótkiej przygody, dla nich obojga.
Patrzył, jak zaciska palce na klamce i jak delikatnie popycha drzwi, nieznośnie powoli, dając mu – prawdopodobnie z pełną premedytacją – jak najwięcej czasu, żeby przemyśleć na wszystkie strony prepozycję. Za i przeciw, kuszące obietnice oraz jeszcze bardziej kuszące domysły i wyobrażenia, które miał nadzieję zasiać przez swoje słowa i wystudiowane gesty... A od których stokroć lepiej sprawdzał się perlisty śmiech i pełen zaangażowania ton opowieści.
Te jednak się skończyły, a chwilę później usłyszał stuknięcie zamykanych drzwi, kiedy został sam w samochodzie, a szczupła sylwetka ruszyła chodnikiem w stronę wyznaczonego postoju dla autobusów.
Zmarszczył lekko brwi i uniósł dłoń, żeby ustawić lusterko w nieco bardziej dogodny do oglądania przystanku sposób i aż odetchnął ciężej na widok wyjątkowo postawnego mężczyzny tuż przed budynkiem, w którego stronę zmierzał powoli chłopak. Podążył za wzrokiem owego osobnika i zatrzymał się na szczupłych, długich nogach swojego chwilowego nawigatora. Szedł odrobinę zbyt zamaszyście, jakby chciał zająć więcej miejsca, niż zajmuje faktycznie i tym samym zwrócić na siebie uwagę przechodniów. Cóż, uwagę tego konkretnego przechodnia złapał na pewno, ponieważ nie mógł on oderwać oczu od zgrabnej sylwetki i nieprzeciętnie ładnej buzi.
Wziął wdech. Głęboki, na tyle, by poczuć jak, powietrze wypełnia i unosi jego płuca, chwilę później nurkując aż do przepony i opuszcza ją, wraz z powolnym wydechem, po których jednak wcale nieprzyjemne uczucie nie minęło, chociaż nie potrafił powiedzieć, z czym dokładnie miał problem.
W końcu jednak sam złapał i nacisnął klamkę, po drodze łapiąc parasol i rozkładając go, zanim wysiadł. Przeszedł szybko tę samą trasę, idąc niemalże po jego krokach. W tym samym momencie wspomniany mężczyzna musiał złapać kontakt wzrokowy z Chraliem i ruszył w jego stronę, zatrzymując się kilka kroków dalej, kiedy parasolka Christophera znalazła się nad głową ich wspólnego celu, a on sam poczuł na twarzy drobne kropelki, kiedy stracił ochronę w postaci płachty czarnego, nieprzemakalnego materiału, rozpiętego nad głową, na rzecz czupryny lekko kręcących się, przydługich włosów i ładnym odcieniu czekolady.
- Obawiam się, że z miseczką możemy mieć problem, ale jeśli byłbyś skłonny zgodzić się na szklankę, lub kieliszek, chętnie zaprosiłbym cię z powrotem do środka. - powiedział, prostując się nieco bardziej, kiedy drugi mężczyzna zrobił krok w ich stronę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MaleficarBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 20/05/2017
Liczba postów : 305


Cytat : Jeżeli ktoś żywi do mnie uczucie, którego nie da się przekazać w słowach, może przekazać je w gotówce.
Wiek : 26
Female


PisanieTemat: Re: . : : Pretty Men : : .   Czw Lip 12, 2018 8:59 pm

Był taki przyjemny. Taki miły… Do ostatniej chwili. Jak brzmiało to popularne powiedzenie? „Prawdziwa dyplomacja, to powiedzenie komuś Spierdalaj tak, by poczuł podniecenie na myśl o nadciągającej podróży.” I to chyba było to, co Pan Christopher zrobił Lysanrdowi w zamkniętej kabinie samochodu: dyplomacja. Krótka, treściwa i wciąż tak samo słodka jak miód. I nawet jeśli nie było ekscytacji na myśl o powrocie na ulicę, ani jakichkolwiek szans na ponowne spotkanie to nadal wystarczyło nie traktować dopraszającej się o atencje dziwki jak śmiecia i… zostanie się w jej głowie zapamiętanym jako wyjątkowo przyjemne wspomnienie, którego w życiu nie będzie się żałować.
Dlatego pomimo opuszczonych uszu i uśmiechu, który nie sięgał już czekoladowych oczu Lysander bąknął wdzięczne:
- Ja też dziękuję, ma Pan bardzo ciepły samochód. Przyjemnego wieczoru życzę! – Resztkę rezolutności na siłę wcisnął w ostatnie życzenie, otwarcie drzwi i wyjście na chłodny dwór. Zamknął ostrożnie wrota za sobą i bez oglądania się, chowając głowę między ramionami szybkim krokiem przeszedł kolejne metry oddalając się od samochodu. Po drodze wsunął dłonie w kieszenie skandalicznie ciasnych spodni i pomimo chłodu poruszał się sprężyście i podrygiwał jak modelka na wybiegu – w obsceniczny i pewnie tandetnie kusicielski sposób. Nie potrafił tego powstrzymać, zawsze kiedy wchodził w swoją rolę i zamieniał w robota do rytmicznego posuwania za pieniądze starał się być jak najmniej prawdziwym sobą – jakby chował w jednym ciele dwie jaźnie i starał się zbrukać tę ważniejszą najmniej jak się dało. Czasem, późno w nocy dochodziło do niego, że to durne i bezsensowne, ale za dnia jednak trochę pomagało. Zupełnie jak nieużywanie prawdziwego imienia.
Charlie. - to znaczy Lysander. To znaczy Charlie – wziął głęboki wdech, starając się przełknąć gorycz porażki i przywołać na twarz ten radosny wyraz osobnika, który pobłaża życiem i czerpie autentyczną przyjemność ze sprawiania przyjemności innym. W końcu nikt nie chciał w upojną noc oglądać zmartwionej twarzy. Zwłaszcza, że kolejny klient pojawił się na horyzoncie przed autobusem. Wysoki, bardzo wysoki, z ramionami prawie grubości ud Lysandra i powoli wyłaniającym się pod koszulką zarysem piwnego brzucha. Sapał nie zamykając ust, a oczy miał małe i błyszczące, ogłupione alkoholem. Wypił, wykrzyczał się pewnie w pubie i teraz brakuje mu już tylko towarzystwa, któremu zatka usta pieniędzmi na tyle mocno, by nie usłyszeć narzekania, które czekało go u żony w domu.
...ale przynajmniej zapłaci.
Lysander zwolnił nieznacznie, ale na tyle widocznie, by okazać zainteresowanie i uśmiechnął się promiennie w stronę mężczyzny, dając mu zielone światło. Tamten najpierw zaśmiał się z obrzydliwym zadowoleniem, po czym oderwał chętnie od ściany, po kilku krokach nieoczekiwanie dając po hamulcach. Akurat wtedy, kiedy na nosie chłopaka wylądowała ostatnia kropla  deszczu nim od góry nie osłoniła go kopuła czarnej parasolki. Obrócił się jak na sprężynce i od razu spojrzał prosto w drugą parę oczu koloru czekoladowych pralin.
- Naprawdę?! – Wyglądał jakby dostał prezent na gwiazdkę. Albo obuchem w głowę. - Jasne! Znaczy… Oczywiście, nie omieszkałbym! Chciałbym! – Próbował brzmieć równie elegancko, ale wyjątkowo mu to nie wychodziło. Niepomny jednak swoich słabych prób poprawił się kilka razy, aż nie złapał mężczyzny subtelnie pod ramieniem, oglądając się na potężnego faceta. - Naprawdę bym chciał.
Subtelnie naparł na Christophera, pospieszając go łagodnie i nie chcąc mieć kłopotów z upitym facetem i przytulił do jego ręki, po czym wyszeptał:
- Dług wdzięczności oficjalnie spłacony.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ShaelSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 28/11/2017
Liczba postów : 113
Cytat : It's been lovely but I have to scream now

PisanieTemat: Re: . : : Pretty Men : : .   Czw Lip 12, 2018 9:48 pm

Odwrócił się w stronę czekającego kilka roków dalej samochodu, posyłając mężczyźnie chłodne spojrzenie znad mocno poskręcanych od wszechobecnej wilgoci, włosów. Były ciemne, w bardzo ładnym, głębokim odcieniu brązu i pewnie, gdy były suche, układały się w grube pukle, jednak teraz były zdecydowanie mniej posłuszne, zawijając się w różne strony i unosząc, przez co tworzyły na jego głowie całkiem ciekawy nieład.
Postawny byczek zrobił jeszcze jeden krok w ich stronę, najwyraźniej nie do końca przekonany, czy powinien odpuścić, czy może walczyć o swoją dumę, prezentując męskość w najbardziej pierwotnym wydaniu, które mogło wiązać się z przyłożeniem elegancikowi ubranemu w nieprzyzwoicie drogi garnitur, w twarz. Powstrzymał się jednak, okazując swoje niezadowolenie jedynie głośnym charknięciem i soczystym splunięciem na chodnik, o który gęsta ślina uderzyła z charakterystycznym, mokrym dźwiękiem, który wybił się niemal agresywnie ponad pieszczotliwy szmer deszczu.
Powstrzymał skrzywienie ust, a czując delikatny nacisk na ramieniu, ruszył w stronę samochodu, ostatecznie, nie potrafiąc się nie uśmiechnąć, na ten chwilowy słowotok, który wystarczył mu za wyraz wdzięczności.
- Nie ma o czym mówić. - zapewnił, puszczając go dopiero przy drzwiach, przy których poczekał z parasolem, by dopilnować, że na chłopaka nie spadnie już ani jedna, drobniuteńka kropelka, podobna do tych, które obsiadły nieruchomy wóz, zdobiąc lakier setkami kryształków.
Zamknął za nim i dopiero wtedy obszedł samochód z przodu, by zająć swoje miejsce i już bez dłuższego zwlekania, po prostu ruszył, mniej więcej orientując się, gdzie powinien jechać, by trafić do hotelu.
Przez chwilę jechali w milczeniu, słuchając jedynie miarowego, niskiego mruczenia silnika i wilgotnego głosu kół tulących się do mokrej jezdni.
Spojrzał na niego krótko, wyglądając na zamyślonego, jakby zastanawiał się nad czymś, kiedy płynnie zmieniał biegi na kolejnych skrzyżowaniach.
- Jeśli mogę - zaczął, spoglądając na niego, by zaraz wrócić do drogi - Naprawdę masz na imię Charlie? - spytał, może nieco naiwnie, jednak to imię zwyczajnie mu nie pasowało do niego.
Nie umiał powiedzieć, z jakiego konkretnie powodu, jednak zwyczajnie mu zgrzytało, kiedy musiał zwracać się do niego w ten sposób. I z tego też powodu, starał się unikać takiej formy.
Nie mieli jednak okazji porozmawiać na ten temat dłużej, ponieważ do celu jego podróży, tak jak wcześniej zostało mu obiecane, było naprawdę blisko i już chwilę później zatrzymywał się pod głównym wejściem, by przekazać samochód komuś, kto jest zdecydowanie bardziej kompetentny, jeśli chodziło o szalone manewrowanie na ciasnym parkingu.
- Panie Rutherford. - mężczyzna w pedantycznie dopiętym, nieskazitelnie czystym uniformie kiwnął głową i odebrał od niego kluczyki, kiedy obaj wysiedli i zawiesił przez moment spojrzenie na jego towarzyszu, jakby nie był pewien, czy ma wezwać ochronę, czy zająć się swoją pracą.
Widząc jednak, że Christopher ruchem ręki zaprosił chłopaka do środka jasno oświetlonego holu, zrezygnował i zajął miejsce kierowcy.
- Zapraszam. - uśmiechnął się lekko, puszczając go przodem i doganiając, zanim Charlie mógł poczuć, że nie ma pojęcia, gdzie teraz powinien się skierować.
A skierowali się najpierw do recepcji, skąd odebrał dużą kopertę, w której miały znajdować się dokumenty, na które czekał i którymi miał zająć się tego wieczoru, po powrocie z zabawy. Dopiero wtedy udali się w kierunku windy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MaleficarBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 20/05/2017
Liczba postów : 305


Cytat : Jeżeli ktoś żywi do mnie uczucie, którego nie da się przekazać w słowach, może przekazać je w gotówce.
Wiek : 26
Female


PisanieTemat: Re: . : : Pretty Men : : .   Czw Lip 12, 2018 11:14 pm

Ciężko było opisać ulgę, którą poczuł kiedy od nowa w jego nozdrza wdarł się aromaty cynamonu zmieszany w tej chwili z wszędobylskim zapachem deszczu. Dodatkowo dopieścił palce dotykiem miękkiego, pewnie obrzydliwie drogiego materiału, z którego zrobiono rękaw eleganckiej marynarki i chyba z niewiadomych zbytnio przyczyn wrócił do łask eleganckiego władcy i być może spędzi z nim jeszcze godzinę. Uśmiech nie schodził mu z ust. A to przecież był po prostu kolejny klient. Kolejny kochanek na chwile, zmywany po wszystkim z ciała pod zimnym prysznicem. A jednak jego widok nie zdejmował strachem, a samo spojrzenie spychało wyładowania elektryczne w dół kręgosłupa. Na dodatek nie zachowywał się obscenicznie, a szarmancko… Jak nie wiadomo jak wyrośnięty na brudzie tego miasta książę z bajki dla małych dziewczynek.
Albo małych chłopców, którzy lubili innych chłopców.
Lys wsiadł chętnie z powrotem do samochodu, tym razem bez ociągania, zapinając pasy i zerkając z przejęciem na fotel kierowcy, na który spokojnie wrócił Christopher. Chłopak śmiał się cicho pod nosem, prawie przebierając nogami i tym razem przygryzał wargę tylko po to by uśmiech nie rozpękł mu twarzy. Nawet pytanie o jego imię nie popsuło mu ataku ekscytacji, choć wciąż bił się ze sobą czy iść w zaparte, czy może uchylić rąbka tajemnicy. Zwłaszcza teraz, kiedy Chris podjął tak jednoznaczną decyzję...
Na szczęście miał jeszcze kilka minut na przemyślenia, bo po zaparkowaniu samochodu Christopher wysiadł i oddał kluczyki jakiemuś innemu mężczyźnie. Lysander odprężony tylko puścił pracownikowi psotne oczko i poszedł chętnie za swoim gospodarzem, milcząc przy odprawie obok recepcji i starając się nie patrzeć do szepczących pomiędzy sobą ochroniarzy. Najwidoczniej póki był przy jednym z ich hotelowych gości nie mogli go ruszyć, choć widocznie bardzo chcieli.
W windzie już czekał ubrany w uniform windziarz, który tuż po tym jak obaj mężczyźni zajęli miejsce obok niego bąknął tylko spokojne: „Jaki numer?”, samemu wybierając po tym piętro. Stalowe drzwi zasunęły się i chwile cała trójka trwała w milczeniu, słuchając neutralnej muzyczki płynącej w tle – charakterystycznie irytującej - aż w końcu pracownik czując na sobie intensywne spojrzenie młodszego z gości chrząknął cicho i spojrzał na niego pytająco.
- W czymś Panu pomóc?
Lys drgnął i uśmiechnął się z zakłopotaniem, po czym niemrawo wskazał na guziki.
- Pan tu tak stoi i przyciska?
Starszy mężczyzna wyglądał w pierwszej chwili na zbitego z tropu, aż w końcu uśmiechnął się przyjaźnie i nad wyraz szczerze.
- Tak, proszę Pana, jestem windziarzem. Znam rozkład pomieszczeń na poszczególnych piętrach i pomagam gościom dostać się do ich pokoju.
- Super! Albo pomaga Pan jak na przykład przyjeżdża ktoś z tyloma tobołami, że nie ma jak sam wybrać guzika – zaśmiał się.
- Tak, dokładnie – odparł pracownik i wyprostował się, kiedy winda kliknęła i zahamowała. - Piętro siódme. Życzę Panom miłego wieczoru.
Chłopak sprężyście wyszedł na jasny korytarz obity elegancką wykładziną i dalej dał się poprowadzić Christopherowi. Śledząc go i przyglądając jego plecom walczył chwilę ze sobą i zatrzymując się w końcu wspólnie przed drzwiami powoli wymruczał:
- Christopher Rutherford – przejechał językiem po podniebieniu, wcierając sobie to imię we wnętrze ust. - Ładnie brzmi.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ShaelSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 28/11/2017
Liczba postów : 113
Cytat : It's been lovely but I have to scream now

PisanieTemat: Re: . : : Pretty Men : : .   Nie Lip 15, 2018 8:44 pm

- Dzień dobry panu. Bardzo proszę. - uśmiechnięta, bardzo elegancka kobieta, ze starannie ułożonymi włosami w odcieniu lipowego miodu, podała mu dwie duże, szare koperty.
Kiwnął głową w podziękowaniu i podpisał się na karcie, świadcząc, że odebrał przekazane dokumenty, jednocześnie zupełnie nie zwracając uwagi na jej nieco pytające spojrzenie, kiedy zerkała na jego dzisiejszego gościa. Zwłaszcza, że nie zdarzało mu się przyprowadzać do pokoju kogokolwiek, poza swoim współpracownikiem. A i to nie za często.
Uniósł spojrzenie znad blatu i odłożył srebrny, przyjemnie ciężki w dłoni długopis na bok, chwilę zawieszając wzrok na szczupłych, odzianych w nieprzyzwoicie ciasne spodnie, nogach. W jakiś sposób, niepoprawność tej sytuacji bawiła go.
Ruchem dłoni wskazał mu drogę przez duży hol, do windy, doganiając go szybko i zrównując się z nim, aż echa ich kroków, niosące się po jasnej, marmurowej posadzce zgrały się ze sobą, mknąc po kamieniu i milknąc dopiero, kiedy zatrzymali się przed drzwiami, a Christopher nadusił przycisk przywołujący windę.
Nieprzyzwoicie niemal splecione ze sobą, złote ornamenty, zdobiące drzwi zostały rozerwane z cichym szmerem, ujawniając wnętrze windy. Obite gładko rozpraszającym światło materiałem, w odcieniu butelkowej zieleni i z ogromnym lustrem na jeden ze ścian. Wchodząc do środka przywitał się z mężczyzną i wskazał, na które piętro chcieliby się udać. Stanęli w miejscu, a drzwi z powrotem się zasunęły, zanim winda ruszyła w górę. Trójka mężczyzn. Jeden w idealnie czystym i wyprasowanym uniformie, drugi w dopasowanym, garniturze w bardzo subtelną kratę oraz trzeci.
Ledwie powstrzymał uśmiech, który z rozkoszą wypłynąłby na jego usta na całą tę sytuację. Jednocześnie był rozbawiony i nieco zażenowany, co było wyjątkowo... Orzeźwiające.
Na pytanie chłopaka, spojrzał na windziarza z delikatnym zainteresowaniem i przeniósł znów spojrzenie na młodszego, kiedy ten w odpowiedzi na uprzejme potwierdzenie jego domysłów, uśmiechnął się pięknie.
Zdążył już polubić ten uśmiech. Zwłaszcza, kiedy Charlie zapominał się w pewnych chwilach, zupełnie oszołomiony tym, w co spotkało go pozornie zwykłego wieczora w pracy i pozwalał sobie na tak czystą, dziecięcą niemal szczerość.
Orzeźwiające. To dobre słowo na opisanie jego towarzystwa.
Milczał przez całą drogę, przysłuchując się jedynie wymianie zdań i nie wypowiadając na głos nawet uwagi dotyczącej tego, że prawdopodobnie nikt w tym hotelu nie wsiadał do windy ze swoimi bagażami, bo te, były dostarczane do pokojów przez obsługę.
Drzwi się otworzyły, a chłopak wyszedł przodem na korytarz, na którym miękka wykładzina tłumiła odgłos butów uderzających o podłogę, kiedy szedł przodem w kierunku swojego pokoju i wyciągał kartę, która służyła za klucz.
- Dziękuję. - odparł spokojnie, otwierając drzwi i puszczając go przodem, nie pokazując po sobie lekkiego ukłucia zaniepokojenia na myśl, co chłopak mógłby zrobić znając jego nazwisko, gdyby postanowił być... Złośliwy.
Prosto z korytarza, wchodziło się do sporego salonu, z którego można było wyjść na balkon, zaś po przeciwnych stronach pokoju znajdowały się drzwi do sypialni, oraz łazienki. W salonie zaś znajdowały się dwie kanapy i stoli, a za nimi, przy oknie mebel, który dla Christophera obecnie był biurkiem i to właśnie tam podszedł od razu, by odłożyć koperty do szuflady.
- Wolisz wino białe, czy czerwone? - spytał, sięgając ładnie oprawioną, hotelową kartę z zamiarem zamówienia czegoś do pokoju – Lub inny alkohol. Miałbyś ochotę na coś konkretnego?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
MaleficarBadass Uke
avatar

Data przyłączenia : 20/05/2017
Liczba postów : 305


Cytat : Jeżeli ktoś żywi do mnie uczucie, którego nie da się przekazać w słowach, może przekazać je w gotówce.
Wiek : 26
Female


PisanieTemat: Re: . : : Pretty Men : : .   Nie Lip 22, 2018 12:14 am

Automatyczny zamek drzwi lekko piknął i po chłodnym i deszczowym początku pracy przed prostytutką z niemal-slumsów otworzyły się podwoje apartamentu chyba tysiącgwiazdkowego hotelu! Jasne, ciepłe, eleganckie, pełne artystycznych zawijasów, obrazów w pięknych ramach, wysmakowanie obitych mebli, kwiatów w kryształowych wazonach, ciężkich zasłon, jasnych lamp i wzorzystych tapet. I jeszcze dziesiątek, a nawet setek innych, małych i dużych drobiazgów, których chłopak nie potrafił objąć spojrzeniem, więc już od samego progu głowa latała mu jak łepek zabawkowego pieska ustawianego przez dziwnych ludzi na deskach rozdzielczych ich samochodów. Wiedział gdzieś w głębi tandetnie kusicielskiego siebie - sklejonego naprędce na potrzeby niechlubnego zawodu – że powinien powstrzymać ekscytację i zachować spokój, jakby bywał w takich miejscach co najmniej raz w tygodniu. Ale nie potrafił.
Bóg mu światkiem, po prostu nie potrafił.
- Wow... – wyrwało mu się, kiedy jego oczy aż wypełniły się blaskiem zmysłowego i eleganckiego bogactwa. - Wow! – poprawił się prędko, w ubogim słowniku nie potrafiąc odnaleźć niczego, co wyraziło by lepiej buzujące w nim emocje. Już wystartował, by eksplorować całe to miejsce, ale w ostatniej chwili w niewielkim holu wyhamował na piętach, praktycznie przytrzymując się ściany i grzecznie, acz cholernie niecierpliwie zzuł z siebie buty. Dopiero wtedy wpadł do salonu z miejsca wdeptując w skarpetkach na balkon, uprzednio odmykając przeszklone drzwi. Dopadł do szerokiej barierki i spojrzał na dachy domów, na mokre ulice, na drobiny ludzi poniżej, na ślizgające po ulicach samochody – i tutaj nawet lekka mżawka skręcająca włosy nie była dla ciała Boskim skaraniem, a cudownym orzeźwieniem. Lys zatchnął się powietrzem i w pośpiechu wrócił do środka, cicho zamykając za sobą drzwi. Nie wiedział gdzie ma iść, chciał obejrzeć całe to miejsce! Ale z drugiej strony.. nie po to tu w końcu był...
- Nie dziwię się, że nie chciał Pan dłużej być na dole. Z takiej wysokości nawet w brzydką pogodę miasto wygląda pięknie – skwitował od nowa aż rumiany od chłodnych powiewów wiatru, które pogładziły jego buźkę na balkonie. Przeszedł kilka kroków obok masywnej komody z ciemnego drewna i wazonu z białymi, pachnącymi delikatnie kwiatami. Zadarł głowę i patrzył na gładką połać sufitu pociętą na równe kawałki przez wystające drewniane deski, tworzące zdobienia w kształcie niemal plastrów miodu gdzieniegdzie symetrycznie ozdobionych lampkami rozjaśniającymi salon ciepłym światłem. Całości oświetlenia dopełniał urokliwy żyrandol, z którego pięciu ramion ku dołowi na maleńkich łańcuszkach spływały łezki zrobione jakby z diamentów. Chłopak wodząc po nich wzrokiem spłynął spojrzeniem niżej, wprost na eleganckiego mężczyznę, którego włosy zroszone wcześniej deszczem i wszędobylską wilgocią wciąż miejscami odłączały się do ufryzowanej reszty i uciekały, by przytulić do policzków. Chris trzymał w dłoni jakaś kartę, coś jakby menu.
- Właściwie nie pijam za dużo, prawie wcale. Zdam się na Pana, na pewno wybór wtedy będzie sto razy lepszy niż mój własny. – Przekonany kiwnął głową do samego siebie i przygryzając wargę zbliżył do stojącego w centrum skupiska wypoczynku, po czym pacnął na miękką kanapę wtulając plecy w idealnie kolorystycznie dobrane poduszki. Przyglądał się swojemu dobroczyńcy znów bijąc ze sobą i w casie kiedy powinien milczeć, i czekać, aż mężczyzna zamówi sobie coś na rozgrzanie, wyrwał się robiąc coś czego wcześniej absolutnie nie robił. I co napawało go teraz niepoprawnie dziką ekscytacją.
- Lysander – wypalił tak po prostu, pozwalając, by jeden kącik jego ust niemrawo uniósł się ku górze. - Tak mam na imię. Kłamałem wcześniej. Mama była Czeszką, a ojciec Grekiem i wygrał konkurs na imię, dlatego jest takie dziwne. – parsknął.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ShaelSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 28/11/2017
Liczba postów : 113
Cytat : It's been lovely but I have to scream now

PisanieTemat: Re: . : : Pretty Men : : .   Sob Sie 11, 2018 8:37 pm

Przesunął palcami po lekko zaokrąglonych, oprawionych w ciemną, czerwoną skórę rogach karty, przez chwilę jeszcze kontemplując całą tę sytuację. Najwięcej zaś uwagi poświęcając, a jakże, najbardziej niespodziewanemu i zupełnie niestandardowemu elementowi, jaki tego wieczoru miał okazję zaobserwować w swoim pokoju. Zwykle takim poukładanym i niemal pedantycznym.
Zawiesił spojrzenie na nierówno odłożonych butach chłopaka, jedynie kątem oka mogąc zaobserwować, jak ten przechodzi przez sam środek pokoju. Stawiając stopy na miękkim dywanie, lekko stukając o drewno i w końcu z cichym kliknięciem otwierając przeszklone drzwi prowadzące na duży balkon. Uniósł wzrok, dopiero kiedy smukła sylwetka zniknęła za progiem, będąc przez chwilę jeszcze widoczną, zanim schowała się za rogiem, znikając za szybami, które teraz niczym lustra, odbijały jasne światła w pomieszczeniu, malując na swoich taflach obrazy eleganckiego pokoju, cudownie miękkiej kanapy i ciężkiego stołu, czy szpakowatego mężczyzny, z uniesionym kącikiem ust obserwującego, jak chłopak cichutko i delikatnie zamyka drzwi prowadzące na balkon, jakby obawiał się, że filigranowa klamka złamie się w jego szczupłej dłoni.
- To prawda. Widok jest zachwycający. - kiwnął głową - Pewnie, gdyby nie ten nieustający hałas, spędzałbym więcej czasu na balkonie. - przyznał, bo faktycznie, mimo że widok był absolutnie zapierający dech w piersiach, zwłaszcza wieczorną porą, kiedy mozaiki światła były najpiękniej widoczne w ciemności, rzadko kiedy przesiadywał tam, zbyt zniechęcony nieustającym gwarem centrum miasta.
Uniósł spojrzenie znad karty, już wiedząc, co wybierze i utkwił je w szczupłej postaci, teraz rozglądającej się błyszczącymi oczami po całym pomieszczeniu w chwili zapomnienia. W jakiś sposób podobało mu się to, chociaż nie podejrzewał, żeby chłopak właśnie taki efekt chciał osiągnąć. Prędzej spodziewałby się tego, że jego gość będzie próbował zachowywać się tak swobodnie, jakby wcale nie czuł się nie na miejscu, wręcz przeciwnie! Jakby bywał w takich miejscach co drugi dzień, spędzając tam nieraz całe noce. Ta ekscytacja nadawała mu w oczach Christophera tyle niewymuszonego uroku, ile nigdy nie chciałby przyznać, że jest w stanie dostrzec w tych czekoladowych oczach.
Zrobił kilka kroków, przechodząc do wysokiej komody z ciemnego, solidnego drewna, na której stał stylizowany na stary, telefon w kolorze kości słoniowej, o idealnie gładkiej, błyszczącej powierzchni. Wybrał numer, który miał przekierować go do obsługi hotelu, jednocześnie zawieszając spojrzenie na nieco wilgotnych frędzelkach jego kurtki, które rozsypały się po jasnych, błyszczących złotymi nićmi poduszkach, w których niemal utonął chłopak. Który wybrał sobie wyjątkowo nietrafiony moment na wyjawianie swojej tajemnicy, sprawiając, że mężczyzna niemal zaciął się, dokonując zamówienia, które dokończył bardzo szybko, zaraz odkładając słuchawkę.
- Muszę przyznać, że masz nieprzeciętne wyczucie czasu. - pokręcił delikatnie głową, dłonią sięgając do włosów, by choć trochę poprawić wpadające mu do oczu kosmyki – A Lysander, pasuje do ciebie zdecydowanie lepiej, niż Charlie. - dodał, uśmiechając się do niego, kiedy stanął dwa kroki od kanapy. - Co więcej, nie uważam, żeby było dziwne. Według mnie jest całkiem eleganckie. Jakby było skazane na sukces. - dodał z lekkim rozbawieniem, akurat, kiedy usłyszeli pukanie do drzwi. - Wybacz na moment. - przeprosił go, odchodząc, by otworzyć drzwi, a kiedy to zrobił, do środka wszedł wysoki mężczyzna, w nienagannym, jasnym uniformie i z równie nienagannym uśmiechem na ustach, ledwie przez ułamek sekundy zawieszając spojrzenie na jego towarzyszu, zaraz zajmując się wyłożeniem na stolik białego, delikatnego talerza, na którym leżał cały szereg najbardziej wymyślnych pralin i wyjątkowo sprawnym otworzeniem białego wina.
Kelner nalał do wysokiego kieliszka odrobinę trunku i poczekał, aż Christopher spróbuje, ten zaś sięgnął po kieliszek i płynnie podał go Lysandrowi.
- Zechcesz mi pomóc przy wyborze?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: . : : Pretty Men : : .   

Powrót do góry Go down
 
. : : Pretty Men : : .
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Gurges ater :: Gurges ater-
Skocz do: