CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 Imperfection

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
CashmereSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 14/09/2018
Liczba postów : 121
Cytat : Start with a whisper and end with a shout. Give me a kiss and then spit in my mouth

PisanieTemat: Imperfection   Pon Wrz 17, 2018 8:11 am

First topic message reminder :



CHRISTIAEL|ANIOŁ ZNISZCZENIA|BYŁY OFICER ANIOŁÓW MIECZA



MIRT|ANIOŁ SŁUŻEBNY|KELNER





Ostatnio zmieniony przez Cashmere dnia Pon Wrz 17, 2018 8:11 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online

AutorWiadomość
ShadowChameleon
avatar

Data przyłączenia : 16/09/2018
Liczba postów : 27

PisanieTemat: Re: Imperfection   Czw Lis 01, 2018 8:58 pm

Na pewno Christo nie musiałby się specjalnie starać, by zetrzeć go z powierzchni ziemi lub przynajmniej porządnie uszkodzić. Po prawdzie to chyba nikt nie musiałby się specjalnie starać,bo Mirt w zupełności nie należał do istot, które potrafiły walczyć i już samo to, że nadal przy dotyku czuł lekką bolesność ręki, którą ostatnio Anioł Zagłady ścisnął trochę za mocno świadczyło o tym, że nietrudno go kontuzjować. Z drugiej strony był po troszę jak ta trzcina na wietrze, co potrafi przetrwać huragany. Z mniejszym lub większym szwankiem, ale przetrwanie było najważniejsze a przypadkowe obrażenia nie wywierały na nim wrażenia. Przynajmniej już nie. W barze raz na ruski rok  też zdarzało mu się z przypadku oberwać, ale do tego już się dawno przyzwyczaił. Siniak tu czy tam, phi.
- Mam nadzieję - odpowiedział również z lekkim rozbawieniem w głosie. - Powiedziałbym: “bo pożałujesz”, ale sam wiesz, że to nieprawda, więc nie będę nawet udawał. Nie mam nic przeciwko temu, ale może jednak czasami powinieneś trochę wziąć na wstrzymanie. To tak dla własnego dobra.
Tak się zajął słaniem łóżka, że nie zauważył, gdy Christo znalazł się przy nim. Było to tym dziwniejsze, że anioł takiej postury nie powinien być do tego zdolny, ale przecież to nie był zwykły anioł tylko eks oficer elitarnej jednostki. Tacy na pewno mieli mnóstwo sztuczek w zanadrzu.
Na jego słowa tak blisko swojego ucha, gdyby był kotem to ani chybi by się zjeżył z zaskoczenia. Zamiast tego po prostu się mimowolnie wzdrygnął i odsunął na bok.
- Lubisz się tak skradać, prawda? - rzucił z przekąsem. Sięgnął po pudełeczko z maścią, ale zaraz jego druga dłoń została zakleszczona w niespodziewanym uścisku tamtego. Przeszedł go lekki prąd, ale nie dał tego po sobie poznać. - Kłopoty to ty sprawiasz sobie, nie mnie Christo. Dziękowałeś mi już wczoraj, ale przyjmuję je, żeby nie było że jestem niewdzięczny - puścił mu oczko na rozluźnienie tej poważnej atmosfery i zakręcił młynka palcem dając mu tym samym do zrozumienia, żeby się przekręcił. Kolejne spotkanie, kolejny raz musiał wyłączyć w sobie te wszystkie myśli, których, jak choroby, nabawił się w Limbo i na ziemi, przebywając pośród demonów. Gdyby był jednym z nich, wszystko byłoby łatwiejsze. Demony, urodzone w Limbo czy Głębi wolne były od moralnych rozterek i czasami Mirt mocno im tego zazdrościł. Nie wiedział jak to było z Upadłymi, które niegdyś cieszyły się Łaską Pana a później z wyboru się jej wyrzekły, ale podejrzewał, że nawet jeśli tkwił w nich jeszcze odłamek Królestwa, to nie przejmowały się dawnymi czasami i dawnymi zasadami. Czy jednak chciałby być demonem? Zdecydowanie nie, nawet mimo tych wszystkich wewnętrznych batalii, jakie z sobą prowadził. Kochał Królestwo, jego mieszkańców, kochał swoje skrzydła które dostał od Metatrona, nawet jeśli po opuszczeniu Pierwszego Nieba nigdy ich nie pokazywał. Oczywiście wszystkie istoty poza ludźmi nadal widziały ich emanację, półwidzialny zarys przez który patrzyło się trochę jak przez zdeformowane szkło, ale nadal tam były. I były cudownym symbolem tego, kim został stworzony. Nie kochał za to niektórych panujących na górze zasad i nie wiedział, czy ma prawo się z nimi nie zgadzać, czy to w nim zaczęło się coś psuć i powinien przyjmować słowa i dekrety archontów jako świętość a zamiast tego śmiał je podważać. Westchnął w duchu rozkładając sobie bandaże, gazy i plastry i skupił się na najważniejszym, czyli na zadbaniu o obrażenia siedzącego przed nim skrzydlatego. Gdyby tylko jeszcze mógł na niego nie patrzeć, byłoby sto razy lepiej.
- To prawda, bywam gadatliwy. Musisz się chyba do tego przyzwyczaić - przytoczył mu jego własne słowa, bo kto mieczem wojuje, od miecza ginie.- I nie jesteś mi nic winien. Wtedy w barze dałeś mi aż nadto, więc teraz tylko pożytkuję te pieniądze w dobry sposób - co prawda trochę ich przepuścił w barze z Calem, ale i tak zostało ich całkiem sporo, na ziemskie przeliczając. Życie tutaj naprawdę było dość tanie w porównaniu do Królestwa czy Limbo i chociaż było trudniejsze bo bez wielu rzeczy trzeba się było obejść a bez kolejnych wręcz się nie dało, to jednak miało swój nieopisany urok.
- No, muszę przyznać, że coraz lepiej to wszystko wygląda, takiej poprawy sie nie spodziewałem - powiedział jak uradowany dzieciak, który dostał właśnie cukierka. Co ciekawsze, jego radość była naprawdę szczera i potrafił się tak cieszyć z naprawdę trywialnych rzeczy. - Jeszcze trochę a będziesz jak nowy. O ile w najbliższym czasie będziesz racjonalnie wydatkował energię - zastrzegł jeszcze na wszelki wypadek, gdyby temu przyszło do głowy już dziś czy jutro szarżować na wroga. Obandażował poobijaną klatkę piersiową żeby zminimalizować ryzyko potencjalnego urażenia, bark też dostał swoje usztywnienie a resztę co większych ran przykrył gazą, te mniejsze zostawiając by mogły oddychać.
- Nadal mi nie odpowiedziałeś, czy już coś jadłeś, ale to właściwie nie ma znaczenia, bo i tak musisz zjeść te drożdżówki. Energia sama się nie wyprodukuje. Magiczne maści magicznymi maściami, ale jedzenie jest ważne. I wspaniale poprawia humor. Zaraz wracam - oznajmił i już go nie było, za to z kuchni dało się słyszeć pobrzękiwania. Zajęło mu to zdecydowanie więcej czasu niż - mogłoby się zdawać - proste wyciągnięcie słodkich bułek z torby i położenie ich na talerzu, ale do nich przecież obowiązkowo musiała być kawa. Nie taka byle jaka, rozpuszczalna i chemiczna, tylko taka świeżo mielona. Oczywiście najlepiej by było, gdyby była przygotowywana pod ciśnieniem, ale w kawiarki się nie bawił, tylko przyniósł starego, dobrego i mobilnego dripa, który też dawał radę. Ludzie i te ich genialne wynalazki. A że kawę i tak w domu z rana mielił, to przyniósł tutaj kilka porcji i teraz wkroczył zadowolony do sypialni z drożdżówkami na talerzu w jednej ręce i kubkiem kawy w drugiej. Łatwiej się było mierzyć ze światem i problemami po kawie.
- Proszę. Jedne z serem, jedne z jagodami. Nie potrafiłem się zdecydować, które będą lepsze, to wziąłem i takie i takie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CashmereSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 14/09/2018
Liczba postów : 121
Cytat : Start with a whisper and end with a shout. Give me a kiss and then spit in my mouth

PisanieTemat: Re: Imperfection   Nie Lis 04, 2018 7:31 pm

- Wybacz. Zostały mi pewne nawyki - wzruszył lekko ramionami. Skradanie zawsze było pożyteczną umiejętnością, szczególnie na polu bitwy. Często nie kontrolował pewnych odruchów, wychwytując je dopiero z biegiem czasu, a i wywołując u ewentualnego rozmówcy lekki stan przedzawałowy. Właściwie, kiedy o tym pomyślał, większość jego umiejętności wiązała się z jego byłym stanowiskiem, jednak był absolutna noga, jeśli chodziło o inne rzeczy. Najwyraźniej Pan stworzył go tylko w jednym celu, nie uwzględniając dalszych scenariuszy.
Słysząc własne słowa z ust Mirta, zaśmiał się serdecznie i pokiwał głową. Słowa - broń obusieczna, za każdym razem o tym zapominał. To jednak miało swój urok: Christo bardzo chętnie przyzwyczaiłby się do obecności gadatliwego Mirta. Puścił jego dłonie i zgodnie z poleceniem obrócił się, by ułatwić mu opatrywanie ran. Całkiem odruchowo zerknął na klatkę piersiową, gdzie rany powoli, ale bardzo ładnie się goiły, dając nadzieję na minimalne blizny, które ozdobią ciało.
- Gdyby nie Rafael, raczej nadal nie mógłbym się podnieść - przyznał, wzdychając głęboko. Nie lubił tego uczucia, gdy miał świadomość, że jest komukolwiek cokolwiek winien. Niewątpliwie, chociaż z Rafaelem mieli wiele tego typu spraw, to tym razem autentycznie uratował mu życie, więc i wdzięczność anioła zniszczenia była większa.
- Dużo w tym też Twojej zasługi - dodał zaraz, zerkając na anioła przez ramię i posyłając mu subtelny uśmiech. Szczerze? Christo sam nie zadbałby o rany tak bardzo, jak robił to Mirt. Właściwie, znając życie, już tego dnia byłby na nogach, siejąc awantury w Głębi jak ten ostatni idiota. Znał siebie aż za dobrze. Był zbyt niecierpliwy i wyrywny, by usiedzieć w miejscu z samej dobrej woli. Dlatego też nawet na wzmiankę o posiłku, kiwnął głową, chociaż wyraźnie niechętnie. Duży dzieciak.
- Trudno mi się z Tobą nie zgadzać. Masz dar przekonywania, albo to dalej ten Twój profesorski ton - zażartował luźno, poprawiając ręcznik na biodrach.
Nie, Christiael nie przykładał dużej wagi do ziemskich rzeczy. Tak jak jedzenie tolerował, bo musiał, tak innego typu używki, prócz papierosów, były mu zupełnie obojętne. Nie celebrował parzenia kawy, chodzenia po zakupy, czy dbania o miejsce, w którym mieszkał. Robił tylko minimum by przetrwać, resztą nie zawracając sobie głowy. Tym bardziej drożdżówkami.
Chociaż mieszkał na ziemi wiele czasu, nie rozsmakował się w ziemskiej kuchni czy ziemskich zwyczajach. Wszystko było dla niego nowe, obce i zupełnie nieistotne, ale musiał przyznać, że ziemia, koniec końców, była dobrym miejscem do życia. Lepszym niż Limbo, w którym roiło się od przeróżnych istot, które w większości i tak należały do grona istot odrzuconych. Gówniany padół, zrzeszający odmęty Królestwa i Głębi.
Skupił spojrzenie na aniele, gdy tylko ponownie do niego dołączył. Zerknął na drożdżówki, po prostu sięgając po jedną, ta z jagodami i biorąc solidny gryz. Przeżuł, oblizując wargi od lukru, szybko odwracając spojrzenie na okno.
Były dobre, słodkie i Christo mógłby się nawet zgodzić, że poprawiają nastrój. Zle był sobą, to oczywiste, że nie powie tego na głos, nie przyzna się, że coś tak dziwnego jak ziemskie drożdżówki, może wywołać uśmiech na jego twarzy.
- Dużo wiesz o ziemi - powiedział, ocierając kciukiem kącik ust. Utkwił zaciekawiony wzrok na Mircie, unosząc lekko drożdżówkę.
- Nie wiedziałem, że coś takiego istnieje. Byłem świadom istnienia pieczywa, ale drożdżówek z jagodami juz jakby mniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
ShadowChameleon
avatar

Data przyłączenia : 16/09/2018
Liczba postów : 27

PisanieTemat: Re: Imperfection   Nie Lis 11, 2018 12:30 am

Niedbale pomachał ręką, zbywając słowa o nawykach, dając do zrozumienia że nie ma za co przepraszać i że to nie jest najistotniejsze. Nawyki, kto z nich ich nie miał? Christo miał potencjał by zestresować rozmówcę samym swoim pojawieniem się, niezależnie od tego jak cicho to uczynił. Niektórzy to mieli naturalne talenty! Gdyby on miał taką aparycję, to na pewno żyłoby mu się łatwiej, chociaż nie było tego złego, co by na dobre nie wyszło. Nie raz i nie pięć był w stanie załatwić coś tylko dlatego, że był… sobą. Moooże w niektórych przypadkach trzeba było się trochę postarać, ale summa summarum też się opłacało. Tylko czemu miał wrażenie, że bilans zysków i strat z tego tytułu jakoś póki co przechylał szalę na te drugie?
- Tak, zdecydowanie dobrze mieć takich przyjaciół, prawda? Domyślam się, że będąc jednym z Aniołów Zniszczenia, znajomość z Archaniołem Uzdrowień dostałeś w pakiecie. I nie przesadzajmy, obydwaj wiemy, że ja tu tylko sprzątam. Dostała mi się ta łatwiejsza część, jakby nie patrzeć. Nie musisz czuć się w obowiązku zaraz mnie tu wywyższać - odpowiedział swobodnie i było słychać, że właśnie tak uważa i absolutnie by się nie przejął, gdyby Christo nie dodał adnotacji o jego “zasługach”. Najwyraźniej Mirt wcale nie potrzebował być docenionym i skoro o nawykach była mowa, to jemu się właśnie to ostało po swojej służbie w Królestwie. I nie było mu z tym źle.
- Ej, hej,  pilnuję się po ostatnim razie kiedy mi o tym powiedziałeś, naprawdę znów mi nie wyszło? - prawie jęknął z rozczarowania kiedy znikał w kuchni i ta chwila oddechu przy robieniu kawy mu pomogła. Przynajmniej przestał powtarzać w głowie CzemuSiedziszWsamymRęcznikuProszęMógłbyśJednakCośNaSiebieZałożyćPrzestańSięNaNiegoGapićProszęNiebiosaObyNieZauważył i całą masę innych, złączonych w mantrowy ciąg myśli.

Weź się w garść, co się z tobą dzieje. Nie bądź niepoważny.

Odetchnął sobie jakby powziął jakieś mocne postanowienie, którego nigdy, przenigdy nie złamie a wróciwszy ze słodkościami i kawą dla przełamania smaku, szukał jakichś oznak aprobaty na swój wypiekowy wybór, ale ciężko mu było ocenić, czy trafił, czy Christiael odebrał to jako po-prostu-jedzenie. W każdym razie nie wypluł a to był dobry znak, którym zdecydował się zadowolić.
Ostatni raz zniknął na chwilę w kuchni, bo przecież szkoda by sobie odmówić kubka kawy - tym szczególniej, że dla niego poprzedni dzień zaczęty o piętnastej się jeszcze nie skończył mimo, że dochodziła już jedenasta - i wrócił do sypialni na fotel, który zajął tamtej feralnej nocy. Dobry fotel, w dobrej odległości. Bardzo komfortowy i bardzo ODPOWIEDNI.
Słowa anioła odnośnie istnienia tylko pieczywa były dla niego lekkim zaskoczeniem, które odmalowało mu się na twarzy. Nie był pewien, czy go podpuszcza, naigrywa się czy naprawdę ogół wypieków określa mianem pieczywa. To zupełnie tak, jakby wszystko co ma skrzydła nazwać ptakiem. Słowem - jedno wielkie nieporozumienie.
Potrząsnął lekko głową jakby się przesłyszał i posłał mu podejrzliwe - w swoim autorskim wydaniu, czyli niezbyt - spojrzenie. A tak naprawdę to się zawiesił obserwując jak ten ściera sobie lukier z ust i chciał jakoś wybrnąć z sytuacji.
- Czy ja mam przez to rozumieć, że nigdy nie jadłeś babeczek? Fondanta, makaroników albo szarlotki? Nic nic? Biedaku, tyle stracić! Spokojnie, jakoś to nadrobimy. Żartujesz? Ziemia jest wspaniała. I ludzie są wspaniali. Co prawda mnóstwo rzeczy jest bardziej skomplikowanych albo niemożliwych do zrobienia bez magii, ale patrz tylko, co powymyślali! To jest niesamowite. Gdyby mnie ktoś pytał, to powiedziałbym, że najlepszą częścią jest ich jedzenie, chociaż przyznaję, że na drugim miejscu są ich latające maszyny. Radzą sobie, jak potrafią. Wiesz, skoro bywałem już na Ziemi a teraz jakiś czas tu mieszkam, to żal byłoby nie skorzystać z tych dobrodziejstw. - Pokręcił głową jakby nadal nie dowierzał jego słowom. - Ale tak nic? Nawet pączka? - zapytał z nadzieją, ale ostatecznie i tak już powziął decyzję, że tego przecież nie można tak zostawić
- Znowu cały czas paplam a mówiłeś, że cenisz sobie ciszę. Wiem, że mówiłem, że pewnie musisz się przyzwyczaić, ale jednak możesz mnie trochę hamować. Dopiję tylko i już mnie nie ma. I dopilnuję, żebyś chociaż tę jedną drożdżówkę zjadł - uśmiechnął się ciepło i wziął solidny, cudowny łyk kawy. Był tak dziwny że działa na niego mocniejszy ludzki alkohol, więc kofeina w jakiś sposób też wnikała do organizmu. Na ile to było placebo a na ile prawda - co za różnica jeśli działało?
Po chwili jednak westchnął, jakby musiał z miłego świata wrócić do bardziej kolczastej rzeczywistości i opuścił kubek łapiąc go obiema rękami, żeby móc się dodatkowo pogrzać. Tak, było miło, ale niektórych rzeczy się nie uniknie.
- Co do sprawy Regisa… Wrócę z tym do ciebie mam nadzieję niedługo, jak zdołam - nie osobiście, prawda - znaleźć odpowiednią zachętę dla Asmodeusza. Ale poza tym to plan, który ma największe szanse powodzenia jest taki, że pogram trochę w Limbo tu i ówdzie, żeby rozniosła się wieść i kiedy tak się stanie, łatwiej będzie rzucić mu wyzwanie. To powinno zająć akurat tyle, żeby znaleźć jakąś przydatną relikwię. Słyszeliśmy plotki, że podobno są jakieś nieliczne relikwie z Calady, to postaramy się to zweryfikować. Powinno to zająć akurat tyle ile mi w Limbo. Chyba każdy chciałby mieć coś, co jest w stanie niemalże przywrócić go z Drugiej Strony, prawda? To jest coś, co mogłoby mu się przydać. Tak sądzę. -
Istniało grono takich relikwii, które praktycznie były nie do zdobycia i cuda po których nie został żaden ślad poza pismami, podaniami czy ilustracjami. Przez długi czas ani skrzydlaci ani głębianie nie sądzili, że istnieje przedmiot, który w sposób natychmiastowy może uleczyć wszelkie obrażenia, nawet te śmiertelne. I nie było do tego potrzeba całej tej bardzo zaawansowanej magii ani Boskiej Interwencji, co było szczególnie ważne dla demonów. Do paru wieków wstecz nikt nie przypuszczał, że zachowała się jakaś relikwia Miguela Pelicerowa, któremu jakoby w cudowny sposób przywrócona została amputowana wcześniej noga.
Co do grania w Limbo, tak po prawdzie i tak nie miał pomysłu jak mógłby zarobić na zapłacenie za tę relikwię o ile faktycznie da się ją znaleźć. Bardzo by chciał, by w tym przypadku naprawdę cel uświęcał środki i że nie pokaże go za to wszystko Boska Ręka. Tak, wiedział że Christo od początku ten pomysł się nie podobał, ale to chyba jednak było lepsze niż szturm na pałac Asmodeusza? Nawet gdyby się doń wdarli, to skąd wiedzieliby gdzie szukać? W środku byliby jak w pułapce. A tak? Potencjalnie bez ofiar.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Imperfection   

Powrót do góry Go down
 
Imperfection
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zona scriptum :: Spin-off-
Skocz do: