CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 Tango Libido

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
VenceslausSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 30/07/2017
Liczba postów : 155


Cytat : The dif­fe­ren­ce bet­ween sex and death is that with death you can do it alo­ne and no one is going to ma­ke fun of you.
Wiek : 20
Male


PisanieTemat: Tango Libido   Sob Wrz 29, 2018 8:15 pm

Jordan McCartney

lat około 30 | 201 cm wzrostu, ważący 102 kilo | zawodowy gracz NBA
ciemno-brązowe włosy, delikatnie długie | zarost na brodzie | brązowe oczy | umięśniony, wysportowany | blizna na lewym oku | tatuaże | przyjemne dla oka rysy twarzy

— jego charakter jest ciężki, choć kiedyś był inny. Potrafi zakładać różne maski, ale tak naprawdę zalicza się do grona toksycznych i skurwiałych osób, o czym wiedzą jego najbliżsi
— gra w drużynie Chicago Bulls jako rzucający obrońca. Został już trzykrotnym mistrzem o numerze 26 na koszulce. Rzucił sobie wyzwanie, że będzie na równi, a nawet i pokona Michaela Jordana, który stał się sześciokrotnym mistrzem w tej samej drużynie o tej samej roli  
— od dzieciaka miał zamiłowanie do kosza. W szkole średniej grał w drużynie koszykarskiej o nazwie Jabberwock, wygrywając wiele pomniejszych meczy między szkołami. Dostając się na wymarzony uniwersytet sportowy w Północnej Karolinie, porzucił swoją licealną miłość dla hobby, czego absolutnie nie żałował. No, może tylko przez chwilę
— bardzo długo nie potrafił zapomnieć o pierwszej swojej miłości, przez co stał się trochę zgorzkniałym dupkiem, ale potrafi być miły, jeśli tylko chce
— wbrew pozorom tego, że jest nieznośnym dupkiem, wspiera wiele akcji charytatywnych
— jest również miłośnikiem zwierząt. W swojej willi ma psa złotego Goldena, z którym regularnie biega oraz dwa koty rasy Main Coon i terrarium dla węża, pytona wściekle zielonego
— bliznę na oku uzyskał podczas jednej bójki w liceum, kiedy to starał się bronić zadania ówczesnego chłopaka. Cud, że nie stracił wzroku
— tatuaże zrobił sobie po tym jak niewiele później wstąpił do drużyny NBA
— ma dość ścisłą dietę, której się trzyma, ale od czasu do czasu potrafi pozwolić sobie na małe przyjemności typu pizza z piwem
— zdecydowanie swoją karierę stawia nad życiem prywatnym, więc pewnie dlatego do tej pory nie potrafił znaleźć sobie kogoś stałego
— jest też również wyśmienitym tancerzem
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CashmereSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 14/09/2018
Liczba postów : 78
Cytat : Start with a whisper and end with a shout. Give me a kiss and then spit in my mouth

PisanieTemat: Re: Tango Libido   Sob Wrz 29, 2018 11:03 pm


Theodore Everett

Trzydziestolatek | 175 centymetrów | Malarz i ilustrator książek | Długie, jasne włosy. Często w nieładzie lub luźno upięte | intensywnie niebieskie oczy | Szczupły | Ładny tyłek | Znamię na prawym biodrze

- Młody artysta, zdolny malarz. Niektóre jego prace wiszą w światowej sławy galeriach sztuki, natomiast część z nich zasila prywatne kolekcje jego klientów. Tworzy także ilustracje do książek dla dzieci i młodzieży. W przyszłości ma zamiar otworzyć własną galerię.
- Maluje głównie portrety, najczęściej w ciemnych, niepokojących klimatach.
- Jak większość artystów, była specyficznym człowiekiem. Często rozkojarzony z głową w chmurach. Raczej nie należy do osób przesadnie towarzyskich.
- Bardzo pilnuje swojej prywatności. Nie lubi też wychodzić ze swojej strefy komfortu.
- Theo jest biseksualny, chociaż w swoim życiu miał tylko jednego partnera. Był jego pierwszą i ostatnią miłością, pomimo kolejnych związków jakie miewał w późniejszym czasie, tym razem głównie z kobietami.
- Tylko raz powiedział "Kocham Cię". 10 lat temu, ostatniego dnia jego związku z pierwszym partnerem.
- Jest w związku z Franceską, młodą mecenas sztuki. Poznali się cztery lata temu. Mieszkają razem, powoli planując dalszy etap w ich życiu, co jest dość ciężkie - Franceska często wyjeżdża w długie delegacje co udaremnia im skupienie się na ślubie.
- Ma słaba głowę do alkoholu. Jedynymi procentami jakie pija jest wino. Pali sporadycznie, głównie w stresujących dla niego sytuacjach.
- Mało kto wie, że ogarnia go paniczny lęk przed ciemnymi, małymi pomieszczeniami.
- Bardzo przeżył koniec swojego pierwszego związku. Chociaż minęło 10 lat, unika tematu jak ognia.
- Uwielbia ciężki rock. Jest zdania, że nie ma lepszej muzyki do pieprzenia. Nie, żeby mial jakiś udany seks - w związkach z kobietami nigdy nie było mu tak dobrze jak z mężczyznami. Mężczyzną. Noż kurwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CashmereSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 14/09/2018
Liczba postów : 78
Cytat : Start with a whisper and end with a shout. Give me a kiss and then spit in my mouth

PisanieTemat: Re: Tango Libido   Nie Wrz 30, 2018 9:37 am

Theodore rozejrzał się, upijając łyk wina. Bankiety charytatywne zawsze były dość widowiskowe i przyciągały sporą ilość ludzi, chociaż w tym roku frekwencja wyraźnie wzrosła. Części ludzi nie kojarzył, chociaż według swojej partnerki zdecydowanie powinien, dlatego też to właśnie jej zostawił wszystkie formy kontaktu z przypadkowymi rozmówcami, samemu od czasu do czasu wtrącając swoje trzy grosze. Co roku było to samo. On wystawiał kilka swoich prac na licytację, by wspomóc hospicja i szpitale dziecięce, Franceska natomiast dbała o jego dobrą reputację, rozbawiając zainteresowanych swoistymi żartami i gadatliwością. Część formalną mieli już za sobą, teraz wiec pozostało im jedynie odczekać na odpowiedni moment, kilka lampek wina więcej by z twarzą móc opuścić lekko już podchmielone towarzystwo pełnymi garściami korzystające z open baru.
Spojrzał na swoją partnerkę. Uchwyciła jego spojrzenie, uśmiechając się w ten swój przepiękny sposób. Była śliczna. Theodorowi zawsze kojarzyła się z laleczką - niska, drobniutka o małych piersiach, które tak w niej lubił. Kręcone, długie włosy koloru miedzi, opadały jej frywolnie na ramiona, kontrastując z zielonymi, łagodnymi oczami. Obcisła sukienka podkreślała jej proporcjonalność, a głęboki dekolt uwydatniał drogą biżuterię. Theodore też miał powodzenie. Może niespecjalnie najwyższy, ale za to dobrej budowy ciała i o przystojnej, łagodnej twarzy. Miał powodzenie u kobiet, których zaloty ignorował równie sprawnie jak zeszłoroczny śnieg. Miał przecież Fran i nie wyobrażał sobie, by ktoś inny mógłby tak go usidlić.
Chociaż usidlenie było dość specyficzne.
Znali się cztery lata, od dwóch mieszkali razem. Ona znosiła jego kaprysy i dziwactwa, Theo natomiast cierpliwie znosił jej długie wyjazdy. Nie kłócili się z prostej przyczyny - nie mieli kiedy. Uchodzili za związek idealny, chociaż przez cały ten czas, Theo nie powiedział jej wprost, że ją kocha. Jasne, czuł do niej dużo, ale sam przed sobą uczucia nie mógł nazwać miłością. A ona to rozumiała i po prostu cierpliwie czekała.
Dlatego też długo nosił się już z zamiarem kupienia jej pierścionka, jakby kolejna błyskotka miała przenieść go na wyższy poziom uczuć do niej i otworzyć jakieś dawno zamknięte na klucz drzwi.
Utkwił wzrok w jednej ze swoich prac, portrecie kobiety o smutnym wyrazie twarzy. Wyglądała jakby czekała na najgorsza wiadomość, na ten jeden traf, który sprawi, że rozpadnie się na malutkie kawałeczki. W otoczeniu bardziej optymistycznych prac malarskich, portret wydawał się jak doklejony i nierealny. Ale mocno odzwierciedlał duszę swojego twórcy, który dopijając swoje wino, czuł przy sobie ciepło ciała Franceski, która doklejona do niego gaworzyła wesoło z mężczyzną w średnim wieku.
- Kochanie, przyniesiesz wina? - Spytała, a jej szept sprowadził Everetta do szarej rzeczywistości. Uśmiechnęła się i puściła mu oczko, więc nawet gdyby chciał, to nie miałby serca jej odmówić.
- Bez problemu. Nie oddalaj się tylko, zawsze mi gdzieś znikasz, a potem szukam Cię jak dziecka w lunaparku - przewrócił z rozbawieniem oczami. Kolejna cecha, która różniła ją od partnera. Było jej po prostu wszędzie pełno.
- Nie mogę obiecać. No już, już - poklepała go w ramię i pocałowała delikatnie w policzek, kciukiem zmazując blady ślad szminki z jego skóry. Ponagliła go kolejnym klepnięciem, wracając do wesołej rozmowy z uczestnikiem bankietu.
Theo odstawił puste lampki na kelnerską tacę, spokojnie omijając zebranych. Z kilkoma wymienił dwa, trzy grzecznościowe zdania, komuś pogratulował awansu, a jeszcze do innych uśmiechał się udając, że ich zna, chociaż było zgoła inaczej, przynajmniej z jego strony. W końcu dopadając do zastawionego stołu, nalał dwie lampki wina, od razu upijając ze swojego mały łyk. Ktoś zaczął grac na fortepianie, zagłuszając i tak głośne już rozmowy, zmuszając też co niektórych gości do tańca. Przewidując, że nie znajdzie swojej partnerki w pozostawionym miejscu, nie poruszył się, ze śmiechem przyjmując fakt, że w rzeczy samej, Franceska już zdążyła zgarnąć kogoś do tańca.
Nie mając więc zbyt wielkiego wyboru, Theo rozejrzał się z mniejszym zainteresowaniem po sali, dla zabicia czasu pociągając małe łyczki ze szklanej lampki.
I wtedy właśnie, wzrok malarza padł na drugi koniec sali, prosto na wysoką, potężną sylwetkę stojącego tam mężczyzny. W jednej chwili poczuł, że nogi się pod nim uginają jakby ktoś postawił go na zapadni, w każdej chwili gotowej do brutalnego otworzenia.
Jest taki moment, kiedy człowiek czuje się odrealniony i marzy tylko o tym, by znaleźć się jak najdalej od danego miejsca. Właśnie ten stan ogarnął zdumionego Theo, który z trudem odwrócił wzrok, w uszach zamiast muzyki słysząc mocne, paniczne kołatanie serca.
Znali się. Jasne, że się znali, aż za dobrze, chociaż teraz malarz pragnął tylko tego, by było inaczej.
Niewiele myśląc zrobił więc to, co zawsze. Odstawiając jeden z kieliszków, ewakuował się na taras, uciekając na papierosa, którego zapewnie pochłonie z cichą nadzieją, że nie dojdzie do konfrontacji.
Bo chociaż minęło dziesięć lat, chociaż oboj dojrzali, zmienili się, odrzucili w kąt stare czasy, to Theodore wszędzie poznały tą przystojna twarz i ciemny, brązowe oczy, które swojego czasu były pierwszym co widział zaraz po przebudzeniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
VenceslausSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 30/07/2017
Liczba postów : 155


Cytat : The dif­fe­ren­ce bet­ween sex and death is that with death you can do it alo­ne and no one is going to ma­ke fun of you.
Wiek : 20
Male


PisanieTemat: Re: Tango Libido   Pon Paź 01, 2018 1:04 am

Zaproszenie na uroczysty bankiet. Nie było takiego momentu w jego życiu, w którym pozwolił sobie na opuszczenie charytatywnego bankietu. Szczególnie robiony przez jego dobrego znajomego. Lubił wspierać słuszne cele, dodatkowo także lubił wspierać swoich przyjaciół, nawet jeśli na co dzień bywał okropną mendą. Przez to czuł się trochę w obowiązku, aby na nim być, nawet gdy nie udało mu się wyrobić na planowaną godzinę.
Przyjechał zdecydowanie spóźniony. O pełną godzinę. Kiedy wszedł do przepięknie wystrojonej sali, pozwolił sobie na mało kulturalne gwizdnięcie. Otoczenie samo w sobie robiło ogromne wrażenie. Wszystko było dobrze zorganizowane i dopięte na ostatni guzik. Zresztą, nie spodziewał się niczego innego po swoim przyjacielu. Był tak samo poukładany i porządny jak to całe zrobione przez niego przyjęcie. Zdecydowanie się od niego różnił, a mimo to potrafili znaleźć między sobą wspólny język. Nawet aż za bardzo. Mimo to dobrze wiedział, że swoim wyglądem nie bardzo pasował do ludzi, którzy tutaj byli. Mieli klasę i właściwe zachowanie — coś, co Jordanowi zdecydowanie brakowało. Jasne, umiał dogadać się z drugim człowiekiem, jednak przez to, że nie był "artystą", a "sportowcem", miał zupełnie inną naturę. I dobrze wiedział, że do tutejszego bankietu absolutnie nie będzie pasować. I pewnie nie tylko on odnosił takie wrażenie.
Dobrze jednak, że nie liczył się ze zdaniem innych. W końcu nieważne kto i jak się zachowuje — ważne, że chce coś w tym nędznym życiu zmienić. A jeśli nie siebie, to najlepiej jest pracować nad innymi rzeczami. Więc dlaczego nie wspierać akcje charytatywne, skoro go na to stać? Przynajmniej nie będzie miał poczucia, że rzeczywiście jest taki okrutny i bezwzględny.
Mimo swojej inności na bankiecie, nie było osoby, która nie byłaby jego fanem. Owszem, było dość sporo osób, które kompletnie go nie kojarzyli, ale znaleźli się również tacy, którzy niezmiernie ucieszyli się na widok swojego ulubionego idola. Paparazzi oraz dziennikarze, których oczywiście nie mogło zabraknąć na tak wielkiej uroczystości również nie dawali mu spokoju (i nie tylko jemu). Niestety, musiał sporo tłumaczyć, ignorować większość ich pytań lub je po prostu przemilczeć, nawet gdy chciał rzucić w ich stronę mięsem. Na całe szczęście miał ochroniarza, który potrafił ratować go w kryzysowej sytuacji, więc źle nie było.
Ostatecznie udało mu się spotkać ze swoim przyjacielem i zamienić z nim kilka zdań, wiedząc, że musi zająć się przywitaniem innych, nowo przybyłych gości. Niewiele później zaczęli grać muzykę, a on, z delikatnym uśmiechem na twarzy przyglądał się parom, którzy w idealnej synchronizacji tańczyli swoje układy do muzyki, która w tym momencie była grana. Z chęcią sam wszedłby na parkiet, ale to nie był ten moment, w którym uznał to za słuszne. Dlatego zmierzając w stronę stołu z przeróżnymi przysmakami + alkoholem z daleka śmignęła mu sylwetka, której nie potrafił wyrzucić z pamięci. Doskonale poznawał ten sposób poruszania się. Ta figura... Czyżby to był...?
Otrząsnął się. Sprzedał sobie mentalnego policzka w twarz, chcąc obudzić się ze świata, z którym już się pożegnał. W efekcie nalał sobie martini, które wypił za jednym zamachem.
A jeśli jednak?
Spojrzał w stronę zamykających się drzwi od tarasu, zagryzając delikatnie dolną wargę. Nie wiedział, czy chciał wchodzić w takie bagno. Spotkanie po 10 latach było dość emocjonujące. Dodatkowo jeśli rzeczywiście tam pójdzie z własnej inicjatywy, będzie uchodził za tego, który zrobił pierwszy krok po tak długiej przerwie. Pierwszy zerwał, a później desperacko szukał, wręcz wracał do czegoś, czego z całego serca mu brakowało. Nie chciał. Po prostu nie chciał. Ale los chciał inaczej. Kiedy podszedł do niego kumpel ze słowami "musisz kogoś poznać", nie był przygotowany na to, że zechce go zaprowadzić właśnie do Theodora. Zapewne sam widział, gdzie znikała i dla niego znajoma sylwetka. Nie chciało mu się również wierzyć, że kroki mężczyzny prowadziły go właśnie na TEN taras. Gdy jednak otworzył drzwi i ujrzał go zza ramienia przyjaciela, dosłownie na ułamek sekundy zapomniał jak się oddycha.
Witaj, Theo. Nie miałem okazji się z Tobą porządnie przywitać. Bardzo się cieszę, że jesteś na tym bankiecie wraz ze swoją narzeczoną oraz kolejny raz wystawiłeś swoje wspaniałe obrazy na licytację.
Aha, z narzeczoną. Więc teraz przestawił się o całe 180 stopni? Ciekawe.
Jestem Ci stokroć wdzięczny. W zeszłym roku nie udało mi się przedstawić Ci kogoś, kto również regularnie wspiera akcje takie jak Ty. Theodor, to jest Jordan. Mój bardzo bliski, em, przyjaciel. Jordan, to jest...
Znamy się — rzucił oschle, zdecydowanie patrząc na swojego byłego partnera z nieznaną dotąd pogardą. Również nie zamierzał się jakoś szczególnie kryć przed innymi, jak i przed swoim bliskim przyjacielem, gdyż historię o nim zdążył już poznać — To z nim się pieprzyłem w szkole średniej — dodał po chwili, zanim cokolwiek zdążył wtrącić Theo. Owszem, był chamem. Nie, wcale mu z tego powodu nie było głupio, ani tym bardziej wstyd. Jednak nic nie zastąpi wyraz twarzy, którym ugościł go i Evan, bo właśnie tak miał na imię organizator całej imprezy, jak i również jego były partner, który zapewne był wściekły za beztroskie zachowanie mężczyzny.
A. Oo. To może zostawię Was na chwilę samych? — zasugerował, choć na sugestię wcale to nie brzmiało. Po prostu ewidentnie spierdolił z niewygodnego tematu, którego wolał zapewne nie słyszeć. Może uznał to za słuszne posunięcie, ale ani Jordan ani Theodor nie widzieli w tym żadnych plusów. Tak przynajmniej zakładał.
Dawno się nie widzieliśmy — no shit sherlock. Może i jesteś zawodowcem, ale geniuszem to na pewno nigdy nie zostaniesz.

Sorki za takie gówienko, ale jakoś nie bardzo wiedziałem, od której strony mam to ugryźć. ~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CashmereSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 14/09/2018
Liczba postów : 78
Cytat : Start with a whisper and end with a shout. Give me a kiss and then spit in my mouth

PisanieTemat: Re: Tango Libido   Pon Paź 01, 2018 10:02 am

Pogoda była ładna, chociaż typowo jesienna. Gdy tylko Theo wyszedł na taras, od razu uderzyło go chłodne, zimne powietrze, które odrobinę otrzeźwiło jego umysł. Czuł jak serce mu kołacze. Zabawne, że ten odruch pojawił się właśnie teraz, w najmniej dla niego oczekiwanym momencie. Nie był pewien na co liczy. Może, że przestoi tu większość imprezy do momentu w którym Fran go nie znajdzie, a może liczył na to, że Jordan zniknie i obędzie się bez konieczności rozmowy. Nie chciał z nim rozmawiać, bo chociaż wielokrotnie wyobrażał sobie taka sytuację, to nagłe spotkanie po latach, tak teraz miał pustkę w głowie i słowa grzęzły mu w gardle jak nieprzyjemny kawałek lodu. W tych swoich wizjach był odważny, agresywny, wyrzygiwał mu wszystko, cały ból i rozgoryczenie jakie odczuwał po jego odejściu. A teraz? Teraz nie odważyłby się nawet do niego podejść, bojąc się, że jego drżący głos zdradzi nienaturalne zdenerwowanie.
Nie była mu jednak pisana spokojna kryjówka. W momencie, gdy chciał odpalić papierosa, drzwi na taras otworzyły się, wpuszczając głośną muzykę i cholernie nieprzyjemne uczucia. Zamarł z fajką przy ustach, nawet nie wkładając jej pomiędzy wargi, jasnymi oczami obserwując jak Evan z uśmiechem wprowadza powód jego zmartwień, górujący nad nim jak jakieś fatum.
Pomyślał, że zaraz umrze. Serce przestało mu bić, oddech zamarł mu w piersi, a perspektywa braku dalszej ucieczki tylko wywołała w nim jakiś mentalny atak paniki. Chociaż twarz została niewzruszona, w środku rozpadał się na kawałeczki.
Nie podniósł spojrzenia na Jordana. Zamiast tego wpatrywał się w twarz Evana, opuszczając papierosa by nie zdradzić drżenia rąk.
Samego Evana znał długo. Jako, że oboje z Franceską uczestniczyli w organizowanych przez niego akcjach charytatywnych, mieli raczej dobry kontakt. Nie przyjacielski i zdecydowanie nie tak mocny, by kiedykolwiek Evan wspomniał w Jordanie, ale na pewno pozytywny. Zresztą, bycie z Fran zobowiązywało do posiadania wielu znajomości nawet, jeśli ludzie mniej lub bardziej byli świadomi tego, że Theo woli swoje farby i płótna od dobrej imprezy.
- To dla nas zaszczyt - odpowiedział. Głos, wbrew jego obawom był normalny i zwyczajowo miękki oraz melodyjny. Posilił się nawet na coś w rodzaju lekkiego, chociaż powściągliwego uśmiechu. - Nie moglibyśmy ominąć takiej okazji. Zawsze chętnie wspomagamy Twoje akcje - dodał zgodnie z prawdą. Nie naprostował jego słów odnośnie Fran - oficjalnie nie byli narzeczeństwem, ale wiele osób tak właśnie ich postrzegało. I dobrze. Odczuł ukłucie sadystycznej satysfakcji szczególnie, gdy Jordan stał tuż obok. Tak, jakby miało go to jakkolwiek wkurwić w co Theo i tak nie do końca wierzył.
Szczególnie, że Jordan najwyraźniej był dobrym przyjacielem Evana. Miło.
W końcu, nie mając większego pola manewru, uniósł spojrzenie na McCartneya, unosząc przy tym odrobinę głowę. Nawet w szkole był przy nim jak chuchro, teraz jednak jakby bardziej ta różnica wzrostu i budowy ciała była wyraźna, wręcz przytłaczająca. Minęło dziesięć lat, a Theo nadal widział wyraz jego twarzy kiedy się rozstawali, widział to politowanie, gdy wyjawił mu co do niego czuje i po stokroć wolałby zobaczyć to jeszcze raz, zamiast wyraźnej pogardy. Hej, przecież to nie on zawinił! To nie on go rzucił, to nie on potraktował go jak zabawkę rzuconą w kąt, jakim więc prawem patrzy na niego w ten sposób?!
Jasne, chciał coś powiedzieć, ale mistrz taktu, król konwersacji i baron spotkań po latach wyświadczył mu przysługę.
To z nim się pieprzyłem w szkole średniej.
Pojawiło się to krepujące milczenie. Ten niewidzialny cios w policzek, kolejna fala wstydu i bólu, jakby właśnie na siłę wywarzył szczelnie zamknięte drzwi w jego sercu, za którymi upchnął dziesięcioletni ból rozstania. Ty chuju.
Evan sie ulotnił, jak każdy normalny człowiek w takiej sytuacji. Theo wcale mu się nie dziwił, atmosferę można było kroić nożem, ale wolał nie sprawdzać wyrazu jego twarzy. Odprowadził go jedynie spojrzeniem, z niezadowoleniem dostrzegając, jak bardzo palą go jego własne policzki. Dlatego też gdy tylko zostali sami, odwrócił się wsuwając do tej pory trzymany papieros do ust, ukrywając ewentualne zmieszanie i brak komfortu.
- Myhym - przytaknął jedynie, zaciągając się mocno dymem. Normalnie nie palił, dlatego teraz nogi lekko się pod nim ugięły, oparł się więc o tarasową barierkę, trochę za mocno zaciskając na niej palce.
- Długo. Dziesięć lat. Wątpię, żebyśmy mieli sobie cokolwiek do powiedzenia - rzucił chłodno. - Jeśli miałeś na celu upokorzenie mnie, gratulacje. Udało Ci się. Coś jeszcze chcesz spierdolić, co, Jo? - głos niebezpiecznie mu się uniósł, złamał się i ugrzązł w gardle. Dopalił połowę papierosa, wyrzucając resztę przez barierkę. Potarł lekko dłonią twarz i westchnął.
- Gratuluję osiągnięć. To chciałeś usłyszeć? Bo jeśli tak, możemy zakończyć już tę rozmowę - w końcu ponownie na niego spojrzał, marszcząc lekko brwi z delikatnym zrezygnowaniem i zmęczeniem. Spojrzał mu w oczy, starając się wypatrzeć w nich jakieś ustępstwo, ale Jordan był Jordanem. Chamski i bezpośredni, ale dopiero teraz Theodore odczuł to na własnej skórze.
- Idź do Evana. Nie wyglądał, jakby chciał długo Cię tu zostawić - mruknął zgryźliwie.

No coś Ty, jest cudownie! Proszę mi tutaj nie marudzić!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
VenceslausSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 30/07/2017
Liczba postów : 155


Cytat : The dif­fe­ren­ce bet­ween sex and death is that with death you can do it alo­ne and no one is going to ma­ke fun of you.
Wiek : 20
Male


PisanieTemat: Re: Tango Libido   Pią Paź 05, 2018 11:27 pm

Faktycznie pogoda była dość przyjemna. Pozwalała na przemyślenia, które na co dzień — głównie przez natłok obowiązków — potrafiły gdzieś umknąć. Również stanowiła dobrą ucieczkę, gdyby nagle zobaczyło się kogoś, kogo za wszelką cenę nie chciało się widzieć. I właśnie Theodor był idealnym przykładem takiego zachowania Pod tym katem Jordan nie oceniał źle swojego byłego partnera. Wiedział, że w takiej sytuacji również nie postąpiłby wcale lepiej. No bo po co wracać do czegoś, od czego uciekł? Ludzie często wchodzili dwa razy do tej samej rzeki, niemniej koszykarz był w przekonaniu, że on wcale, a wcale nie dopuści do tego typu sytuacji! W końcu tak wiele ma na głowie. Ciągłe treningi, mecze, wywiady, spotkania, swoje niewielkie życie prywatne... Niepotrzebnie jest zaprzątać głowę kolejną pierdołą, która najprawdopodobniej zrujnuje mu całe życie. Oczywiście, że na ten moment mocno wyolbrzymiał. Ale ktoś, kto poświęcił dosłownie wszystko, aby doszło do tego rozstania, widział to z zupełniej innej perspektywy niż Ci, którzy widzieli to własnymi oczami.  
Ta sytuacja zdecydowanie przerastał ich obu. Gdyby nie Evan i jego cholerna uprzejmość, najprawdopodobniej nie doszłoby do kontaktu między nimi. Nie musieliby unikać swoich spojrzeń i czuć się źle w swojej obecności. W ułamku sekundy wróciło każde możliwe wspólne wspomnienie, które ich łączyło. Zapomniane dotąd uczucia tak samo zawładnęły ciałem Jordana, co Theodora. Nie wiedział, co myśleć, jak się zachować. Szczerze, to nie miał zielonego pojęcia, jak mógł czuć się artysta. Nawet przez myśl mu nie przyszło, że swoimi słowami po raz kolejny go zranił. Kurwa, brawo Jordan. Widzisz go pierwszy raz po 10 latach, masz jeszcze szanse wszystko wyjaśnić i rozejść się w zgodzie i nigdy więcej go nie widzieć, a Twoimi pierwszymi wypowiadanymi słowami są "ruchałem się z nim". Widocznie tak zżerał go stres, że bardziej skupił się na tym, aby teraz nie zdradzić się z uczuciami, które raz po raz w niego uderzały. Chciał go chwycić i przeprosić, a zarazem zbluzgać, by całkowicie go od siebie odtrącić. Był cholernie niestabilny emocjonalnie i bał się, że w tym momencie aż za mocno mu to pokaże. Dlatego uciekł się do aktu chamstwa, obrażając jego dobre imię. Jak nisko musiałeś upaść, aby zachowywać się w tak cyniczny sposób, Jord.
Gdy Evan opuścił ich w tak speszonej sytuacji, mieli niepowtarzalną okazję do tego, aby móc porozmawiać. Choć obaj wewnętrznie czuli, ze wciąż nie są gotowi na żadną rozmowę, a nawet śmiał twierdzić, że Ci dwaj wcale jej nie chcieli, to los bądź przeznaczenie mówił im zupełnie co innego. Dodatkowo wspaniałomyślna taktyka Jordana sprawiła, że narastające napięcie między nimi już za moment ulegnie wyładowaniu. Może to nie było głupie, że zacząć ich rozmowę od czegoś tak bezczelnego? Czuł, że powinien dostać za swoje. Zwykłe słowa nie rozbudzą gniewu, który przez tyle lat był zamknięty gdzieś w nieznanej otchłani Theodora. Zamknięta przed wszystkimi, nawet przed własną kobietą.
Głośnie westchnięcie wydobyło się od Jordana, usłyszawszy słowa mężczyzny. Zostali sami i już nie było możliwości ucieczki. Dopiero teraz dotarło do niego, jak głupio postąpił. I wiedząc, że Evan zostawi to między nimi, a nawet będzie udawał, że do tej sytuacji nigdy ie doszło, to Thomas zawsze będzie czuł się przy nimi z niejakim uczuciem dyskomfortu. A poddenerwowany i wręcz załamany głos mężczyzny tylko sugerował jak bardzo był na niego wściekły. Nic się nie zmienił. I wcale nie opuściły go stare uczucia. Zupełnie jak Jordana. To się dopiero nazywa ironia losu.  
Dobra, zjebałem, okej? Mam Cię kurwa przepraszać na kolanach za to, co było kiedyś? Nie żałuję żadnej decyzji, którą kiedykolwiek podjąłem. Ani jednej chwili z Tobą, ani tego... — że z nim zerwałeś? Dobrze wiesz Jord, że tego cholernie żałujesz. Brakowało Ci go każdego dnia. To dlatego stałeś się takim dupkiem. Nie potrafiłeś pogodzić się z własną decyzją. Dlatego przestałeś pisać do niego maile. Dlatego odciąłeś się od niego, by uczucie zagubienia już nigdy do Ciebie nie wróciło — Każdy robi błędy w życiu, Thom — urwał zdanie, odpowiadając dalej zdecydowanie zbyt pewnie niż było to pierwotnie założone. Oczywiście, że chciał się jakoś bronić. Z tego, że był, będzie i jest skurwielem. Nie chciał go również prosić o wybaczenie. Niczego nie chciał. Pogarda w oczach, którą miał nie kierował do niego, a do siebie. To siebie nienawidził za ten błąd. Jednak nieważne jak często rozmyślał nad tym wszystkim, minęło 2, 5, a nawet i te 10 lat, jego decyzja o rozstaniu byłaby dokładnie taka sama. Krótko mówiąc — paradoksalnie zrobiłby to samo, nieważne jakie okoliczności im by towarzyszyły.
Mimo wszystko był trochę zły na Thomasa. Znali się tyle czasu, a mimo to zachowywał się względem niego dość egoistycznie. Możliwe, ze nie powinien tego oceniać to w tak surowy sposób, jednak go znał, a znając Jordana wiedział również, że mało kiedy potrafił rozmawiać na poważne tematy. Unikał ich, robił milion wymówek lub wynajdywał głupie sposoby na to, aby je uniknąć. I jednym z nich było to chujowe rozstanie. Może liczył na to, że nie pozwoli mu tak po prostu odejść? Ze zawalczy o niego, o to wszystko. W końcu nie tylko Thomasowi wtedy było ciężko. On też czuł się źle zachowując się w taki sposób. Dlatego teraz chciał pokazać swój gniew. Dać mu do zrozumienia to, że ta decyzja wcale nie była łatwa. Że nie zrobił tego pod wpływem chwili, a naprawdę długo rozważał tę opcję, którą zastosował. Która zmieniła całe ich życie.
Z ciekawości, co byś zrobił na moim miejscu? Odpuściłbyś swoją życiową karierę dla ulotnej chwili? Dla czegoś, co mogło równie dobrze rozpaść się za 3 lata? Tak bardzo zrzucasz na mnie winę, ale nie widziałeś tego moimi oczami. Ja bym nie przestał gonić za karierą. Wiedziałeś, że dla mnie to priorytet. W szkole średniej był czas na związek. Później tego czasu nie umiałbym dla Ciebie znaleźć. Znudziłbyś się mną. Tym, że nigdy nie miałbym dla Ciebie czasu. Nie interesowałbym się Tobą tak jak kiedyś, a o szybki seksie mógłbyś zapomnieć. Nie mówiąc już o innych rzeczach. Wolałem więc zakończyć już to niż widzieć jak rozpada się to wszystko na przestrzeni kilometrów. Tak było lepiej — rzucił z wyraźnym wyrzutem słyszalnym w głosie, jak i również dało się usłyszeć  dobitny ton głosu, który z każdym zdaniem wręcz narastał. Cenną uwagę odnośnie Evana postanowił zignorować, ponieważ nie był na tyle niedojrzały, aby pominąć ten temat. Byli już dużymi chłopcami, więc raz na zawsze mogą sobie to wyjaśnić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CashmereSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 14/09/2018
Liczba postów : 78
Cytat : Start with a whisper and end with a shout. Give me a kiss and then spit in my mouth

PisanieTemat: Re: Tango Libido   Sob Paź 06, 2018 1:58 pm

Theo nie chciał być zgryźliwy. Bycie wrednym kłóciło się z jego spokojną, mało konfliktową naturą i sprawiało, że czuł do siebie pewnego rodzaju obrzydzenie. Jednak jego system obronny, twarda skorupa, którą tak pieczołowicie w koło siebie budował, w momencie spotkania z Jo, nie pozwoliła mu na inną reakcję. Zraniłeś mnie mocniej, niż ktokolwiek inny. Stawiłeś, że moje serce rozpadło się na kawałki. Nie jestem w stanie przejść obok tego obojętnie, nawet po dziesięciu latach.
Artyście wydawało się, że głównym zapalnikiem ich dziwnego i napiętego zachowania było po prostu pewnego rodzaju zmieszanie połączone z zaskoczeniem. Gdyby wiedzieli, że się spotkają, prawdopodobnie wszystko wyglądałoby zgoła inaczej. A tak? Mogli jedynie chaotycznie rzucać przypadkowymi, gorączkowymi słowami, marząc tylko o tym by znaleźć się jak najdalej stąd. By wykreślić z pamięci ten wieczór.
Tylko czy na pewno tak było? Theodor, patrząc na Jordana, słuchając dźwięku jego głosu, który niezmiernie poruszył schowane wspomnienia, obserwując przystojną twarz, uświadomił sobie, jak bardzo za nim tęsknił, a tęsknota wcale nie robiła się mniejsza z każdym kolejnym rokiem. Wręcz przeciwnie. Zamiast poradzić sobie z bólem rozstania, on po prostu pozwolił mu czekać na odpowiedni moment, by zadać cios, zmusić Theo do nieracjonalnych zachowań.
Mieli sobie wiele do powiedzenia, ale chyba, żadne z nich nie chciało rozkopywać starej dziury.
Odwrócił spojrzenie, zaczesując włosy z twarzy. Najchętniej by się zaśmiał z czystej bezsilności.
- Nie musisz mnie przepraszać - powiedział, zerkając na niego przelotnie. Stłumiona muzyka zmieniła ton na wolniejszy, chociaż dalej nieodpowiedni do ich sytuacji. Kontrolnie spojrzał na tarasowe drzwi, upewniając się, że jego narzeczona nie kręci się w pobliżu, gotowa w każdej chwili skomplikować rozmowę swoim pojawieniem się.
- Było minęło. Ty nie żałujesz swojej decyzji. Ja żałuję wielu rzeczy - dodał, wzruszając lakonicznie ramionami. Zabolało. McCullen mial niesamowitą umiejetność wbijania niewidocznych, ostrych igieł prosto w jego duszę, robiąc to całkowicie nieświadomie. Nie wyjaśnił jednak czego żałuje naprawdę, bo chociaż bardzo się starał, sam przed sobą nie mógł konkretnie wszystkiego zliczyć.
- Na przykład tego, że nadal z Tobą rozmawiam, chociaż sekundę temu nazwałeś mnie nie moim imieniem - tym razem jasne spojrzenie zatrzymało się na oczach rozmówcy, świdrując go przenikliwie. Ciężko było wyczytać cokolwiek z wyrazu jego twarzy. Serio? Nazwał go imieniem jakiegoś frajera, nie mogąc zadać sobie chociaż minimalnego trudu, by ta rozmowa wyszłą jakkolwiek przyzwoicie? Theodore nie rozumiał ani jego, ani celu jego słów. Bo im więcej Jordan mówił, tym bardziej artysta uznawał to za atak w swoim kierunku.
Ruszył się z miejsca, siadając na ławce. Mimo chłodu i lekko zmarźniętych dłoni, wolał jeszcze posiedzieć w miejscu, które dostarczało mu większą ilość tlenu. Serce biło mu tak mocno, że miał wrażenie iż w każdej chwili padnie. Boże, dlaczego nie możesz po prostu mnie zajebać.
Gdyby Jordan nazwał go na glos egoistą, na pewno by się z nim zgodził. Trudno mu było postawić się na miejscu byłego partnera sprzed dziesięciu lat, którego decyzje były dla Theo abstrakcyjne i wywróciły jego młody świat do góry nogami. Ktoś pewnie mógłby powiedzieć, że to nic takiego, ot, zwykłe zerwanie. Co chwilę na świecie ktoś z sobą zrywa, nikt nie robi dramatu. Prawda była jednak taka, że dla Theo, Jordan był wtedy całym życiem. To jemu powierzył serce, duszę i ciało. To przecież dzięki niemu zaczął malować, dzięki jego wsparciu gdy jeszcze sam nie do końca był tego pewien. To Jordan go ukształtował, stworzył i uformował. Więc wtedy nie myślał o nim. O czynnikach jakie nim kierowały, o jego życiu i marzeniach. Teraz też tego nie robił, chociaż przez dziesięć lat dojrzał do tego, by zrozumieć sens ich rozstania.
Pochylił się, opierając łokcie na kolanach. Lekko zgarbiony, wpatrywał się w tarasową posadzkę, splatając ze sobą dłonie.
- Wtedy...Dla mnie to nie była ulotna chwila. Ty nie byłeś ulotną chwilą - powiedział wolno. - Byłeś dla mnie...- urwał. Zacisnął wargi mieląc w ustach słowa, ostatecznie nie kończąc swojej wypowiedzi. Zamiast tego zaczął na nowo.
- Z biegiem lat coraz bardziej rozumiałem Twoją decyzję, chociaż przez większość tego okresu obwiniałem siebie za to. Za to, że nie bylem odpowiedni, że ograniczałem Cię i byłem kulą u nogi. Każde z nas miało inne priorytety i teraz potrafię to zrozumieć. Wtedy nie potrafiłem. I może to spotkanie, teraz, pozwoli nam całkowicie to zakończyć. Nie cofniemy czasu, żadne z nas tego nie chce. Masz swoja karierę, swoje życie. Każdy z nas ma - uniósł głowę i posłał mu lekki grymas uśmiechu.
- Czuję do Ciebie żal z wielu powodów i podejrzewam, że sam czujesz w stosunku mnie to samo. Jesteśmy dorośli. Szanuję Twój wybór wtedy i ciesze się, że tak dobrze dałeś sobie radę.
Tak było. Pomiędzy negatywnymi emocjami, czuł dumę z Jordana. Spełnił swoje marzenia i piął się wyżej. Poświęcił ich relację i wyraźnie wyszło mu to na dobre.
- Uważasz, że nie widziałem tego Twoimi oczami. Masz rację. Byłem zakochany, ślepy. Egoistycznie chciałem Cię tylko dla siebie, nie skupiając się na tym, czego naprawdę potrzebujesz. Gdyby to wszystko działo się teraz, na pewno zachowałbym się inaczej.
Nie zakochałbym się w Tobie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
VenceslausSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 30/07/2017
Liczba postów : 155


Cytat : The dif­fe­ren­ce bet­ween sex and death is that with death you can do it alo­ne and no one is going to ma­ke fun of you.
Wiek : 20
Male


PisanieTemat: Re: Tango Libido   Sro Paź 10, 2018 11:56 pm

Prawdą było, że obaj nie spodziewali siebie na tym bankiecie, więc oczywiście żaden z nich psychicznie nie przygotował się do tej rozmowy. Od której strony ugryźć, jak zrobić tak, aby nie wyjść na zdesperowanego? Jak mu pokazać, że to, co było kiedyś, na obecny moment już się nie liczy. Ciężko było na pstryknięcie palca wyłączyć wszystkie uczucia, które gromadziły się przez dobre parę ładnych lat. Nie mieli wyłącznika na coś takiego, a z pewnością w tym momencie im obu przydałby się ten patent. Skończyłoby się tylko na chłodnym wymianie zdaniach, a nie na chaotycznym sklepie słów, które nie do końca mogły mieć jakiś sens. Myśleli jedno, robili drugie, a ostatecznie i tak wychodziło to trzecie. Czy naprawdę po tylu latach nie potrafili poradzić sobie z rozstaniem, które miało miejsce dobre 10 lat temu?
Zagryzł wargę z własnej głupoty. Nigdy nie nadawał się do poważnych rozmów. Zawsze potrafił coś solidnie spierdolić, a żywym dowodem był ten moment, w którym z czystego przejęzyczenia pomylił jego imię. Tej wtopy nie dało się tak po prostu wybaczyć, nawet jeśli dla niego mógł już nic nie znaczyć. Zabolało go to, choć wyraźnie sam prosił się o te słowa, które wypowiedział jego były facet. Zasługiwał na to wszystko, a mimo to nie mógł pogodzić się z tym, że był w stosunku do niego wredny. Hipokryzja nigdy nie służyła ludziom. Najchętniej powiedziałby mu, aby w tej chwili przestał. Słowa mężczyzny również bolały Jordana — w końcu szczera prawda boli najbardziej.
Theodor... — rzucił krótko, samemu nie do końca wiedząc, co powiedzieć. Przestań, uspokój się, wróć do mnie? Ta cała sytuacja była wyraźną kpiną. On kompletnie nie wiedział, jak powinien się zachować, natomiast Theo coraz większy odczuwał ból w stosunku do koszykarza. Głównie przez jego słowa. Gdyby tylko umiał lepiej dobierać słowa. Gdyby myślał nad tym, co chciał mu właściwie powiedzieć... Z pewnością cała ta rozmowa nabrałaby zupełnie innego charakteru. Tymczasem odniósł wrażenie, że cofnęli się w czasie i zamiast rozmowy dwóch dorosłych mężczyzn, przypominało to rozmowę dwóch gówniarzy, który dopiero co liznęli odrobinę dorosłego życia. Aż tak żałośnie musieli się zachowywać? Wróć. Czy to Jordan nie mógł zachować się jak na dojrzałego mężczyznę przystało?
Długi czas siedział cicho. Nie trudno było zauważyć, że zbierał myśli do kupy. To, co od niego usłyszał, z każdym jego zdaniem uczucie dyskomfortu rosło. Poczucie winy atakowało go raz po raz, a sama myśl, że chciał odwrócić całą sytuację o 180 stopni, sprawiało, że był po prostu potworem. Z drugiej strony myślenie Jordana nie było źle. Miał po prostu inne spojrzenie na życie — inne priorytety. Może gdyby zgadzali się ze sobą w niektórych sprawach...
Odprowadził wzrokiem mężczyznę na ławkę, a po jego spojrzeniu dało się zauważyć zmieszanie. Przeczesał włosy, aby chociaż na chwilę zająć się czymś więcej niż tylko bezwartościowym staniem. Słuchał go, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Raz po raz zaciskał palce na swoim ramieniu, ze świadomością, że to każde słowo było w stu procentach prawdziwie. Zabolało. Chyba pierwszy raz od bardzo dawna mógł poczuć się jak Theodor kilka chwil temu, gdy Jordan starał się obrócić całą sytuację przeciw niemu. Jednak to prawda, że był chujem.
Wszedł w głąb tarasu, zamykając drzwi od tarasu. Niepasująca muzyka natychmiast ucichła, a między nimi nastała głucha cicha. I zdecydowanie zbyt długa. Podszedł nieśpiesznym krokiem do byłego kochanka, stając naprzeciw niego. A potem ukucnął, łapiąc go za dłoń, jeśli tylko pozwolił mu na ten gest. Sam nie chciał wierzyć w to, do czego właśnie się zniżał. Ale nie lubił patrzeć na jego cierpienie. Nie takie. Nie miał ochoty przeżywać tego wszystkiego jeszcze raz. Czy miał jeszcze szanse naprawić swoje życiowe błędy?
Ja wiem, że nie chcesz ode mnie przeprosin. Zachowałem się jak kutas i dziś i te 10 lat temu. Dobrze wiem o tym. Wiem też, że na dzień dzisiejszy nie zmieniłbym tego, nie wiem czy to dobrze czy źle. Powiedziałem wtedy, że to dla mnie ulotna chwila. Wcale nie była ulotną. Jednak co miałem powiedzieć? Nigdy nie umiałem i nadal nie umiem o czymś takim rozmawiać. Dlatego bez zbędnych słów mimo wszystko chciałbym prosić Cię o wybaczenie, jeżeli to w ogóle możliwe. To, że pomyliłem Twoje imię i to, że generalnie jestem fiutem — przy tym ostatnim, zaśmiał się, bezsilnie, puszczając jego dłoń i przecierając dłonią o swoją twarz. Było mu ciężko z myślą, że Theo tak długo chował do niego żal. Gdyby postawił się na jego miejscu, sam miałby pretensje oto, że go zostawił. Mimo wszystko starałby się o niego walczyć. Nie pozwoliłby mu tak łatwo odejść. I może właśnie ta myśl sprawiała, że rosnąca gorycz wydawała się tak cholernie gorzka.
Wstał na równe nogi, ulotnie spoglądając na jasnowłosego. Miał ochotę zrobić wiele rzeczy, ale z pewnością nic, co byłoby zgodne z ich rozmową. Gdy tak blisko niego stał, miał wrażenie, że stare uczucie zakochania stopniowo do niego wracało. Zacisnął usta, wracając spojrzeniem na twarz mężczyzny.
Przepraszam, Theodor — odparł wyraźnie skarcony całą sytuacją. Chciał mieć już za sobą ten niezręczny moment. Wiedział, że im dłużej z nim zostanie, to coraz bardziej będzie chciał zrobić rzecz, której zrobić nie powinien. A gdy będzie w końcu po wszystkim, ujebie się jak dzika świnia, lądując z zapitą mordą w swoim łóżku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CashmereSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 14/09/2018
Liczba postów : 78
Cytat : Start with a whisper and end with a shout. Give me a kiss and then spit in my mouth

PisanieTemat: Re: Tango Libido   Czw Paź 11, 2018 8:40 pm

Chociaż byli na świeżym powietrzu, w momencie zamknięcia tarasowych drzwi, Theo miał wrażenie, jakby zaczął się dusić. Odgrodzenie ewentualnej drogi ucieczki było najgorszym, co Jordan mógł teraz zrobić, szczególnie, że jego rozmówca zachowywał się jak kłębek nerwów. Był zmęczony. Zarówno rozmową, która nie doprowadzi ich nigdzie, jak i wyjaśnieniami, na które nie mieli czasu i które wypowiadali w pośpiechu, bojąc się, że w każdej chwili ktoś może im przerwać.
Już nawet puścił w niepamięć przekręcenie jego imienia; cóż, wyglądało po prostu na to, że zbyt wiele ludzi kręciło się w otoczeniu Jordana, by mógł zapamiętać imię byłego kochanka. Zresztą, to było dziesięć lat temu. Obwinianie się wzajemnie było gówniarskie i nieodpowiednie dla ludzi w ich wieku.
A może jednak? Może to spotkanie pokazywało, że uczucie wcale nie zanikło.
Theodore westchnął bezgłośnie. Głowę podniósł dopiero, kiedy McCartney kucnął, zrównując ich wysokości. Spojrzał więc na jego twarz. I roześmiał się. Po prostu, jakby Jordan właśnie opowiedział mu świetny kawał. W śmiechu jednak było coś histerycznego i graniczącego z obłędem, co wcale nie dodawało artyście uroku.
- Jordan...- zaczął. Potrząsnął głową tak mocno, że aż jasne kosmyki mocniej wysunęły się z luźnego upięcia. - Ja nie jestem na Ciebie zły - powiedział, zgodnie z prawdą. Bo nie był. To, co odczuwał, nie było czystym uczuciem złości czy nienawiści. Przypominało bardziej unoszenie się w nicości z perspektywą opadnięcia na cholernie ostre szpikulce. Mógł mieć do niego żal, mógł też obwiniać go o wszystko co działo się z nim po tym wszystkim przez wiele lat, ale być złym? Złym, że wybrał drogę, która była dla niego po prostu lepsza?
- Nie zaprzeczę, że jesteś wybitnym palantem. Byłeś nim już dziesięć lat temu - patrzył mu uparcie w oczy, jakby probował dostać się przez nie do jego duszy. Wątpił jednak, by miało to taką skuteczność jak za ich szczeniackich lat, kiedy mógłby przysiąc, że potrafi czytać z nich jak z otwartej księgi. Teraz nie potrafiłby pewnie prawidłowo zgadnąć jaką kawę pija z samego rana.
- Ja też powinienem Cię przeprosić. Za to, jak bardzo starałem się Ciebie osaczyć. Zagarnąć tylko dla siebie, zamknąć przed światem. To chore. To myślenie dzieciaka, którym już nie jestem. Myślenie osoby, którą przestałem być w momencie, kiedy przestaliśmy być razem. Stworzyłeś mnie i moje uczucia, a potem bezpowrotnie je zniszczyłeś. Tyle w temacie- westchnął. Mówił spokojnie, chociaż czuł narastającą frustrację. Był tak blisko, na wyciągnięcie ręki, a jedyne co teraz mógł, to mowić mu te okropne rzeczy z nadzieją, że wyjdą z tego cało. Nie powie mu przecież, że ma ochotę znowu poczuć jego dłonie, znowu przylgnąć do jego ciała, posmakować ust mocno i gwałtownie, do utraty tchu.
To ostateczny koniec.
Mimo wszystko wyciągnął dłoń, prostując zmarźnięte palce. Zbliżył je do jego policzka i już, jeszcze chwila, a musnąłby skórę wyczuwając przy tym szorstki zarost na jego twarzy. W ostatniej chwili jednak Jordan wstał, rujnując chęci Theodora, zmuszając go do opuszczenia dłoni. Wstał z ławki, wsuwając dłonie do kieszeni garniturowych spodni.
- Wygląda na to, że wyjaśniliśmy sobie wszystko. To chyba dobrze, prawda? - uśmiechnął się delikatnie. - Mam nadzieję, że poczujesz się lepiej, kiedy powiem, że Ci wybaczam? I żywię nadzieje, że Ty wybaczysz również mi - zorientował się, że jego ton od samego początku jest sztywny i formalny. Chociaż miły, to nie było w nim luzu jaki panował wśród starych, szkolnych znajomych. Był zdystansowany mocniej, niżeliby sam tego chciał.
Chciał też powiedzieć coś jeszcze, jednak w tej samej chwili drzwi tarasowe otworzyły się i pojawiła się w nich burza rudych loków.
- Tutaj jesteś! - Fran uśmiechnęła się, a później nadęła policzki z udawaną obrazą - Wszędzie cię szukałam! - rzuciła z wyrzutem, z wdziękiem podchodząc do partnera. Pocałowała czule jego policzek, skupiając zaraz spojrzenie się na Jordanie.
- Nie przedstawisz mnie? - zaświergotała. Była wyraźnie podchmielona.
- Wybacz, wyszedłem się przewietrzyć - Theodore posłał jej uśmiech, przeznaczony dla kogoś z kim spędził w bliskiej relacji tak wiele czasu.
- To Jordan - zaczął. Nie, on nie zachowa się jak palant. - Znajomy ze szkolnych czasów.
- Och, jak miło! Myślałam, że nie utrzymujesz kontaktu z ludźmi ze szkoly - zauważyła z zaciekawieniem. Widząc, że jej chłodno, Theo zdjął marynarkę, nazucając ja na jej ramiona.
- Bo nie utrzymuję. To Francesca, moja...- urwał. Nie miał pojęcia, jak móglby ją przedstawić. Dziewczyna brzmiała brzydko, a narzeczoną jeszcze nie była.
- Partnerką - wyręczyła go szybko. Na całe szczęście. - Która jest lekko wstawiona i potrzebuje wrócić do domu - dodała wesoło. Theo roześmiał się i objął ją w pasie, czując się przy tym jak najgorszy skurwiel. Takich rzeczy po prostu się nie robiło przed byłym kochankiem. Z samej uwagi na szacunek dla niego.
- Miło było poznać - Fran skinęła na McCartneya, ciągnąć Theo w kierunku drzwi. Nie opierał się. Ani trochę, chcąc po prostu zmyć się i przetrawić feralny wieczór. Zatrzymał się jednak w drzwiach, zerkając przez ramię na dawnego kochanka.
- Jeśli byłbyś jeszcze w mieście, możesz wpaść na piwo. Mieszkam tam, gdzie dawniej - powiedział. - Do zobaczenia - pożegnał się, ruszając za narzeczoną.
Pięknie, Theo. Nawet nie pijesz piwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Tango Libido   

Powrót do góry Go down
 
Tango Libido
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zona scriptum :: Okruchy Życia-
Skocz do: