CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 Mój wymarzony niegrzeczny chłopiec

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 292


Cytat : I'm not a slut I just love love
Wiek : 28

PisanieTemat: Mój wymarzony niegrzeczny chłopiec   Sob Lis 10, 2018 6:09 pm


Gabriel Hunter | 29 lat | Nauczyciel matematyki


Ashley Moon | 19 lat | Uczeń
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 292


Cytat : I'm not a slut I just love love
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Mój wymarzony niegrzeczny chłopiec   Sob Lis 10, 2018 9:54 pm

Koniec września był bardzo ciepły. Londyn tonął w promieniach jesiennego słońca, które rozgrzewało powietrze do ponad dwudziestu stopni. Ash właśnie z racji ciepłej pogody założył dzisiaj czarną bokserkę. Lubił ten typ koszulek, więc była jedną z wielu jakie posiadał. Jednak przez taki wybór garderoby jego odsłonięte ramiona krzyczały monochromatycznymi tatuażami. Chińskie smoki (wytatuowane na początku zeszłego roku) wiły się na jego skórze w fantazyjnych splotach i choć niewątpliwie będące małym dziełem sztuki, były powodem wielu sprzeczek z władzami szkoły. Ash o mało przez nie, nie wyleciał. Wiedział więc, że nie powinien ich odsłaniać i nawet miał bluzę zawiązaną na biodrach żeby zakryć je gdy tylko przekroczy próg szkoły, ale kompletnie o niej zapomniał. Jej rękawy dyndały się nad dziurami w ciemnych, jeansowych spodniach.
Z zarzuconym na jedno ramię plecakiem i słuchawkami w uszach, powoli przemierzał pusty, szkolny korytarz. Pogrążony w myślach, nie śpieszył się. Nie miał do czego. Jego rówieśnicy skończyli szkołę w zeszłym roku, więc nie miał już kumpli. Nie żeby miał ich wielu, ale dzięki znajomym twarzom zawsze trochę lżej znosiło się kolejne godziny. A skoro spóźnił się na matmę, to i tak będzie musiał powtarzać materiał od początku, więc nie robiło mu różnicy.
Powłócząc nogami obutymi w rozwiązane trampki, dotarł do swojej szafki i otworzył ją, by wyciągnąć potrzebne książki. Przelotnie spojrzał w lusterko zawieszone po wewnętrznej stronie drzwiczek i skrzywił się do swojego oblicza. Był blady jak ściana, a pod oczami w kolorze jasnej zieleni, (którą to barwę lubiły komplementować dziewczyny), miał cienie tak wielkie, jakby nie spał od tygodnia. Zawsze był blady, to akurat nic nadzwyczajnego, ale dzisiaj wyglądał na naprawdę zmęczonego, szarego wręcz. Wzdychając ciężko, odsunął z oczu przydługą grzywkę i zamknął szafkę. Próbował przygotować się psychicznie na wszelkie pełne współczucia spojrzenia personelu i ciekawskie lub szydercze, należące do dzieciaków. Rzygał tym wszystkim. Nie potrzebował ani współczucia, ani niechęci. Potrzebował spokoju.
Od ponad roku jego życie było koszmarem, pasmem przykrości, napięcia i bezsensownego użalania się nad jego losem. Po rozwodzie, matka zaczęła chlać na umór, robiąc Ashowi ciągłe awantury. To jeszcze mógł znieść, bo jej słabe ciosy wcale nie bolały tak mocno, a jej nienawiść wynikała ze smutku, nie zaś prawdziwych uczuć. Ale gdy któregoś wieczoru znalazł ją w kuchni, nieprzytomną z pudełkiem po proszkach nasennych w jednej ręce, a butelką wódki w drugiej, zaczął się prawdziwy koszmar. Szpitale, psychologowie, psychiatrzy i odwyki... Jego matka próbowała się zabić, a on płacił za jej szaleństwo swoimi nerwami. Mimo to opiekował się nią gdy wyzywała go, i w żalu po stracie męża zrzucała na niego winę za nieudane małżeństwo. Opiekował się nią też wtedy, gdy będąc na silnych lekach, czekała na przyjęcie do szpitala psychiatrycznego. Ale nie była tam wystarczająco długo, by Ash mógł spokojnie odetchnąć, a gdy wróciła nie była wystarczająco zdrowa. Wciąż wymagała opieki, więc odpuścił sobie rozpoczęcie kolejnego roku szkolnego i kilkanaście pierwszych dni, wierząc, że jakoś to nadrobi. Mógł wprawdzie rzucić szkołę już wtedy, kiedy ojciec ich zostawił, ale zależało mu żeby pójść na uniwersytet, więc w porozumieniu ze szkołą, odpuścił jeden rok. Obecnego nie mógł odpuścić, tym bardziej, że przez wybryki w poprzednich latach, szkoła (nawet znając jego sytuację) z łaską i niechęcią w ogóle szła mu na rękę.
Pchnął drzwi do sali, drugą ręką szarpiąc za kabel słuchawek, które dzięki temu wypadły mu z uszu.
- Przepraszam za spóźnienie - mruknął tak cicho, że ledwie było go słychać. Nie chciał zwracać na siebie uwagi choć było to niemożliwe, po pierwsze przez wzgląd na spóźnienie, po drugie przez to, że pół szkoły wiedziało o jego problemach, a po trzecie, że nie wyglądał na kogoś, kto niknąłby w tłumie. Był wysoki i barczysty, po ojcu. Już teraz mierzył ponad sto osiemdziesiąt centymetrów wzrostu. Chodził prosto, emanował pewnością siebie, patrzył ludziom prosto w oczy i miał aurę, mówiącą "mam wyjebane na to, co o mnie myślisz", dodatkowo ubierał się jak anarchista, w uszach miał kolczyki, a na ramionach tatuaże. Był chodzącym znakiem, krzyczącym "delikwent!". Ciężko było go przeoczyć.
Zamknął drzwi i odwrócił się obrzucając zmęczonym spojrzeniem salę pełną nieznajomych. Widział kilka zaskoczonych twarzy, kilka głupkowatych uśmiechów i kilka obojętnych spojrzeń. Nic, czego by się nie spodziewał. Jednak to nie ludzie go interesowali. Szukał miejsca, które mógłby zająć. I oczywiście najwygodniejsze i najspokojniejsze, usytuowane na samym końcu sali były już zajęte. Jedno wolne ostało się na przeciw biurka nauczyciela. Jakżeby inaczej! A skoro już o nauczycielu mowa, Ash zerknął w stronę białej, zapisanej jakimiś równaniami, tablicy. Tuż przed nią stał mężczyzna, który zamilkł, kiedy tylko Ash wszedł do sali. To na nim chłopak na dłużej zatrzymał spojrzenie. Nieznajomy musiał być nauczycielem, choć Ash kompletnie go nie kojarzył. Prawdopodobnie był więc nowym nabytkiem szkoły. Nowym i na tyle młodym oraz przystojnym, że uczennicom zapewne robiło się mokro od samego spoglądania w jego stronę.
Ash ruszył do wolnego miejsca, po drodze odpowiadając na pytanie o nazwisko, choć podejrzewał, że było jedynie formalnością. Jakoś nie chciało mu się wierzyć, że jakikolwiek nauczyciel w szkole nie słyszał o biednym dzieciaku i jego matce-wariatce.
- Moon. Ashley Moon.
Sala zaszumiała od przyciszonych rozmów. Ash, chcąc-nie chcąc wyłapał urywki: "To ten, którego matka się zaćpała?", "To on zrujnował bal absolwentów dwa lata temu?", "Mówią, że jest pedałem", "Pewnie sam ćpa". "Idzie w ślady matki"
O tak, po szkole krążyło dużo plotek na jego temat. Kilka faktycznie zasłużenie. Ash jednak nie przejmował się swoją niezbyt dobrą renomą. Za czasów, kiedy matka była jeszcze zdrowa, przodował w wygłupach i miał paczkę dobrych kumpli, z którymi świrował w szkole i poza nią. Był lubiany, bo pomimo kilku wpadek i buntowniczego zachowania, był inteligentny i całkiem nieźle się uczył.  Ale to było kiedyś. Teraz był sam, do tego kiblował i czuł się jak śmieć, ochłap bez perspektyw i z łatką ofiary. Mimo to wysoko niósł głowę, a docinki i złośliwe szepty doskonale ignorował, sprawiając wrażenie dumnego kaczora, po którym wszystko spływa. Tak przynajmniej wyglądał z zewnątrz, to co się kłębiło w środku Ashleya Moona nie miało za wiele wspólnego z dumą i siłą, którą emanował na co dzień.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 782


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Mój wymarzony niegrzeczny chłopiec   Nie Lis 11, 2018 2:21 am

Gabriel wiedział od samego początku, że popełnia błąd. Nie był głupi ani przesadnie ufny, potrafił wyczuć, gdy ktoś go wykorzystuje i robi w balona. Potrafił postawić się cudzej woli, pokazać że twardo stąpa po ziemi i nie ulega każdemu. Miał dwadzieścia dziewięć lat, uczył dzieciaki od trzech i od samego początku robił co mógł, by zarówno dobrze przekazać im swoją wiedzę, jak i właściwe wzory postępowania. Nikt nigdy nie nazwałby go nierozsądnym ani naiwnym. Był matematykiem, posiadał logiczny umysł i zwykle z niego korzystał.
Zwykle – ale nie zawsze. Szczególnie nie wtedy, gdy chodziło o miłość. Nie raz zdarzyło mu się podążyć za niewłaściwym mężczyzną i pewnego dnia obudzić się ze złamanym sercem, pustym kontem i mieszkaniem. Nie raz wyciągał swoich kochanków z różnego rodzaju życiowego bagna, komisariatów, klubów pełnych narkotyków i alkoholu, a nawet łóżek z prostytutkami. Zdarzyło mu się nawet trafić na żonę jednego z nich. I co? I nic. Wcale nie uczył się na błędach, podążał jak głupia owieczka na rzeź za kolejnym niegrzecznym chłopcem, który zwrócił na niego uwagę. Nie miał pojęcia, czemu tak go ciągnęło do akurat tego rodzaju mężczyzn – ani dlaczego oni odpowiadali na jego zainteresowanie i przez jakiś czas (za każdym razem jednocześnie zbyt długi i zbyt krótki) odpowiadali na jego uczucia w przychylny sposób. Zawsze jednak kończyło się to tak samo źle. Dawał im palec, później rękę, swój czas, pieniądze, serce, a ostatecznie zostawał wymieniony na inny, lepszy model.
Wiedział, że tym razem będzie tak samo – ale w tym konkretnym przypadku popełnił znacznie większy błąd niż kiedykolwiek wcześniej. Nie tylko zaoferował swojej miłości wszystko, ale zdecydował się za nią pojechać do innego kraju. Sprzedał dom, rzucił pracę, wsiadł w samolot i po kilkunastu godzinach postawił stopę w Anglii. W kraju, w którym nigdy wcześniej nie był, gdzie nie miał żadnych znajomych, rodziny, ani nawet przyjemnych kawiarni, w których mógł popołudniami sprawdzać testy swoich uczniów. Przez jedną głupią decyzję zmienił całe swoje życie, zatrudnił się w przypadkowej szkole, która akurat miała wolne stanowisko nauczycielskie, wynajął niewielkie mieszkanie na obrzeżach Londynu i… Patrzył, jak człowiek, dla którego poświęcił wszystko, oddalał się od niego.
Po raz kolejny popełnił ten sam błąd. Był jak zdarta płyta, przeklęty przez kogoś idiota. Mężczyźni, którzy go pociągali, nie chcieli stabilności. Nie potrzebowali stabilności, bliskiej osoby, domu i miłości. Kochali tylko siebie i wymagali od świata, by podsyłał im kolejnych wielbicieli, kolejne zabawki do pieprzenia, kolejne dzikie doświadczenia i możliwości, nie… jego. Przeciętnego nauczyciela matematyki, który wybaczał im wszystko i widział ich wtedy, gdy znajdowali się na dnie. Taki człowiek był zbyt prawdziwy, zbyt niebezpieczny dla ich delikatnego ego. Gabriel był zbyt spokojny, zbyt poukładany, zwykle ubrany elegancko i schludnie, by do nich pasował. Nadawał się raczej na chwilową przygodę, przystanek pomiędzy jednym podbojem a drugim.
I właśnie tym był.
Znowu pozwolił sobie uwierzyć, że „tym razem będzie inaczej”. Dał się oślepić śnieżnobiałemu uśmiechowi, łobuzerskiemu spojrzeniu, skórzanej kurtce i mruczącemu kusząco motocyklowi.
Wiedział, że David go zdradza. To było oczywiste, zresztą jego seksowny Anglik niespecjalnie się z tym krył. Pytaniem nie było „czy”, a „kiedy”. Kiedy wreszcie stawi czoła tej sytuacji. Kiedy przestanie potrafić to znosić. Kiedy straci osobę, dla której poświęcił wszystko.
Nie mógł tak po prostu podwinąć ogona i wrócić do swojego kraju, do swojej rodziny, do swoich znajomych. Wyszedłby na idiotę, do tego idiotę potrzebującego pomocy. Nie dorosłego mężczyznę, odpowiedzialnego za swoje czyny i gotowego ponosić ich konsekwencje, który potrafi myśleć i nie podąża ścieżką autodestrukcji, szczególnie wtedy, gdy kolejni ludzie mówią mu, że robi błąd. Gdy on sam widzi, że robi błąd.
Czuł, że jego lekcja nie była zbyt ciekawa. Nie plątał się w tłumaczeniach, rozwiązywał zadania efektywnie i jasno, ale każda międzyludzka interakcja wywoływała w nim pragnienie chwycenia torby i wyjścia przez drzwi. Z minuty na minutę coraz poważniej rozważał ucieczkę na lotnisko, rzucenie tego wszystkiego w cholerę i rozpoczęcie nowego życia. Ale, czy dopiero dokładnie tego nie zrobił?
Trzask otwieranych drzwi przyjął niemal z ulgą. Mógł na moment zamilknąć, przerwać lekcję i skupić się na czymś innym, niż własnym, żałosnym tyłku. Odłożył pisak i spojrzał na nowoprzybyłego, krótko lustrując go spojrzeniem. Nie potrzebował więcej niż ułamka sekundy by stwierdzić, że nigdy wcześniej go nie widział. Wysoki chłopak o aurze, która aż krzyczała „zagrożenie!”, niewątpliwie nie pojawił się wcześniej na jego lekcjach. Jeszcze zanim się przedstawił, Gabriel wiedział, z kim ma do czynienia.
To o tym chłopaku mówiła mu szkolna pedagog, podkreślając swoją nadzieję, że on wywrze na niego dobry wpływ. Tak jakby fakt, iż obaj (najprawdopodobniej) lubili przedstawicieli własnej płci, mógł w jakiś magiczny sposób ich połączyć i zapewnić wspólny grunt do konwersacji. Gabriel nie mógł jednak odmówić i zniszczyć jej nadziei. Po pierwsze dlatego, że potrzebował tej pracy, a nie miał złudzeń w przypuszczeniach, że najprawdopodobniej ze względu na swoją orientację został przyjęty do pracy. Zarówno dyrektor, jak dwie wicedyrektorki, niejednokrotnie wspomnieli o nadziei, że „inny” nauczyciel sprawi, iż część uczniów poczuje się lepiej w murach ich szkoły. Zapewne byłoby jeszcze lepiej, gdyby miał ciemną karnację i komplet tęczowych butów, ale zadowolili się tym, co akurat do nich dotarło, a on musiał podtrzymać ich złudzenie, że sobie poradzi w pokazywaniu uczniom tolerancji i dobrego przykładu.
Tak, to był jeden powód. Drugi był znacznie bardziej skomplikowany – jeśli tylko będzie w stanie, chciał pomóc temu dzieciakowi. Z tego co zrozumiał, Ashley Moon potrzebował jak nikt inny dobrego słowa i cierpliwego nauczyciela, który pomoże mu stanąć na nogi. Gabriel nie był pewien, czy nadawał się do takiej roli, ale zamierzał chociaż spróbować.
- Nazywasz się…? - spytał spokojnie, unosząc brwi wysoko, dbając o to, by jego postawa była otwarta i nie sugerowała żadnych negatywnych zamiarów, ale jednocześnie nie demonstrowała żadnej słabości. Był mniej-więcej wzrostu tego chłopaka, może kilka centymetrów wyższy, a może niższy – ale na pewno nie prezentował się tak groźnie. Ba, nie rzucał się nawet specjalnie w oczy i był tego bardzo świadom. Starannie wyprasowany, szary garnitur i biała koszula wyglądały na manekinie w sklepie olśniewająco, jednak jak zawsze, gdy założył je Gabriel, przypominały raczej strój szarej myszki niż podbijającego serca wielu przystojnego biznesmena. Taki już był jego urok.
Skinął głową, potwierdzając że przyjął do wiadomości słowa swojego nowego, problematycznego ucznia, a potem podszedł do swojego stolika, spojrzał w dziennik i zaznaczył jednak jego obecność. Korzystając ze stosunkowo niewielkiej odległości, rzucił okiem na chłopaka po raz kolejny, przez ułamek sekundy zastanawiając się, czy powinien natychmiast zwrócić mu uwagę na niestosowność stroju. Wtedy dopiero zwrócił uwagę na szepty płynące po klasie nieprzerwanym strumieniem, nawet pomimo tego, iż w sali wciąż znajdywał się nauczyciel.
Gabriel wyprostował się i uniósł brew wysoko, zakładając dłonie na piersi.
- Cisza - polecił krótko, podnosząc głos jedynie odrobinę. - To nie targ, jesteście na lekcji. Mark, dokończ proszę pierwsze równanie z tablicy i wytłumacz klasie, czemu zrobiłeś je właśnie w ten sposób. - Skinął głową, siadając na brzegu ławki i wodząc uważnym wzrokiem po sali, decydując się zostawić Moona w spokoju aż do końca zajęć. Był i tak pewien, iż chłopak niczego z lekcji nie zrozumie, ponieważ przerabiali ten materiał już prawie dwa tygodnie. Nikt z nich nie miał też rocznej przerwy w nauce.
Gdy Mark niepewnie zaczął tłumaczyć swoje rozumowanie, stojące za całkowicie błędnym wynikiem, Gabriel odbił się od stołu i podążył w głąb klasy, podchodząc do stolika dwóch ślicznotek, które ostatnie pięć minut poświęciły na starannym przeglądaniu zawartości telefonu. Młody nauczyciel szczerze wątpił, by chodziło im o poznanie tajników matematyki.
- Smartfony - rzucił, pstrykając palcami wyczekująco. -Dostaniecie je z powrotem jak lekcja się skończy.
Skrzywił się w duchu, widząc ich pełne zirytowania miny. Nagle nabrał przekonania, iż telefony po których szybko przebierały palcami Mandy i Lisa, były w czynnym użyciu przez całą lekcję, a on po prostu był zbyt skupiony na użalaniu się nad sobą, by zareagować odpowiednio szybko.
Po raz kolejny poczuł pragnienie wyjścia z sali.
- Dziewczyny… - obniżył głos ostrzegawczo, przyjął niechętnie oddane urządzenia, a potem obrócił się na pięcie i podążył w powrotną drogę.
Jego wzrok znowu spoczął na nowoprzybyłym uczniu. To był już trzeci raz podczas zajęć.
Alarmowy dzwonek w jego głowie natychmiast się rozbrzęczał, ale zdusił go przekonaniem, iż Moona nie dało się przeoczyć, szczególnie gdy siedział w pierwszym rzędzie. Miał w sobie coś takiego, co przyciągało spojrzenia i powodowało instynktowną fascynację…
Och nie. Nie uczeń. Tylko nie to.
Przeniósł wzrok na Marka, odkładając komórki do szuflady w biurku. Pokręcił przecząco głową, podszedł do tablicy, przedzielił ją na dwie połowy i na drugim, tuż obok wypocin swojego ucznia, zaczął pisać właściwe rozwiązanie. Paradoksalnie, zaczął od podania właściwego wyniku, a potem rozpoczął pytanie klasy o to, w jaki sposób mogli dojść do takiej liczby.
Na kilka chwil dał się pogrążyć uczeniu i dzięki temu czas do końca lekcji upłynął mu znacznie szybciej, niż jej pierwsza połowa. Gdy zegarek wybił właściwą godzinę, pozwolił na spakowanie się i wyjście – a gdy tylko klasa rozbrzmiała w dźwięku zbieranych książek i zeszytów, nachylił się nad swoim biurkiem, kierując spojrzenie – po raz czwarty – na wytatuowanego ucznia z pierwszej ławki.
- Ashley, zostań proszę, chciałbym z tobą chwilę porozmawiać - powiedział, z pewną irytacją dostrzegając, iż pierwsza połowa jego wypowiedzi została wypowiedziana ciszej, niż planował. Wciąż słyszalnie, oczywiście, ale niemal tak, jakby mówił Moonowi coś prywatnego – a to, nawet jeśli było prawdą, nie było odpowiednim zachowaniem na jego stanowisku.
Oddał zatrzymane komórki dwóm naburmuszonym uczennicom, które wymamrotały przeprosiny niemal przez zęby, a potem sam zaczął się pakować, wsuwając kalendarz, telefon, trzy długopisy i notes A4 do odpowiednich miejsc w tobie. Położył ją na krześle i po raz kolejny przysiadł na brzegu stołu, kierując swój wzrok na Moona. Młody chłopak wyglądał dokładnie tak, jak on sam się czuł – pomijając wszystkie elementy świadczące o buntowniczej naturze.
Wziął głęboki wdech, zmuszając się do zepchnięcia wszystkich myśli dotyczących jego aktualnego faceta i koszmaru, w jaki zmieniło się jego życie, a skupieniu na młodym człowieku, który potrzebował odpowiedniego podejścia, by jakkolwiek do niego dotrzeć.
Czy on kiedykolwiek nadawał się do takich zadań? Dlaczego się na to zgodził?
Przygładził garnitur bardziej nerwowym gestem, a potem poprawił mankiety koszuli. Mógł mieć na nazwisko Hunter, ale nie było w nim nawet pierwiastka łowcy. Zdecydowanie bliżej było mu do tej cholernej owieczki podążającej ufnie w kierunku rzeźni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 292


Cytat : I'm not a slut I just love love
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Mój wymarzony niegrzeczny chłopiec   Nie Lis 11, 2018 11:39 am

Gdyby Ash dowiedział się, że szkoła chce mu pomóc używając do tego jakiegoś flegmatycznego matematyka-geja, roześmiałby się dyrekcji w twarz. Jedyne czego potrzebował, to możliwość zaliczenia przedmiotów w nieco późniejszym terminie, tak, by mógł nadrobić materiał. To było wszystko, czego chciał od szkoły. Nie miał bowiem problemu ze swoją tożsamością, orientacją czy bóg wie czym jeszcze. Po prostu lubił czarny kolor, ciężką muzykę, piercing, tatuaże i dziewczyny. Facetów też, nie ograniczał się. Nie był bardzo skrzywiony. Jedynym problemem w jego życiu była matka-wariatka, a tego problemu nikt za niego nie rozwiąże, nawet najbardziej oddany nauczyciel w historii szkolnictwa.
Być może ku zdziwieniu klasy i samego nauczyciela, Moon wyciągnął z plecaka książki oraz notatnik. Kliknął długopisem, używając do tego blatu biurka, a choć siedział przy nim w niedbałej, zdecydowanie nonszalanckiej pozie, to strona wyjętego notatnika zaczęła pokrywać się równym pismem. Chłopak utkwił spojrzenie w tablicy, wykazując (może niezbyt żywe), ale jednak zainteresowanie tym, co się na niej działo. Dodatkowo natomiast, skutecznie ignorował szepty, a także matematyka, który strofował dziewczyny z tylnej ławki. To nie była jego sprawa. Dawno przestał być klasowym śmieszkiem i gwiazdą szkolnych korytarzy, która komentowała radośnie wszelkie potknięcia znajomych i nieznajomych.
Kiedy matematyk z telefonami w ręku, ruszył do biurka, Ash wyczuł na sobie jego spojrzenie, więc skierował na niego swoje. Odruch. Popatrzył wprost w oczy mężczyzny i dostrzegł w zmęczonych tęczówkach, błysk zainteresowania. Zieleń oczu Asha była jednak obojętna i przeszywająco zimna. Zupełnie jakby chłopak rzucał nieme wyzwanie, prowokował do zwrócenia mu uwagi, przytemperowania temperamentu. Prezentował drapieżne, nieustępliwe spojrzenie buntownika.
Przez sekundę patrzyli na siebie i to nauczyciel pierwszy odwrócił wzrok. Moon nie poczuł żadnej satysfakcji, bo też nie chodziło mu o walkę spojrzeń. Jakkolwiek spoglądał na nauczyciela, nie robił tego ze świadomością wywołania... czegokolwiek.
Podążając za przykładem mężczyzny, spojrzał na plączącego się w zadaniu, Marka. Kompletnie nie miał pojęcia o czym tamten mówi, ale wlepiał w niego beznamiętne spojrzenie. Cóż innego mu pozostawało? Mógł wprawdzie poprzyglądać się całkiem kształtnemu tyłkowi nauczyciela, ale jakoś nie był w nastroju na jaranie się takimi głupotami.
Nie próbował się odzywać, kiedy matematyk zapytał grupę o sposoby rozwiązywania zadania. Po pierwsze dlatego, że nie ogarniał materiału, a po drugie dlatego, że nie chciał się wybijać bardziej niż to konieczne. Siedział więc w niezmienionej pozie, klikając długopisem w odruchowym, zapewne nerwowym geście. Z powoli rosnącym znudzeniem obserwował jak dłoń nauczyciela wypisywała na tablicy kolejne liczby. Nie mógł skupić się na nich, więc jego myśli popłynęły leniwą falą bezmyślności, a spojrzenie (z braku lepszego zajęcia) zaczęło badać sylwetkę nowego nabytku szkoły. Równo ułożone włosy, wyprasowana na listek koszula, dopasowana marynarka i spodnie, i to nieobecne spojrzenie, jakby mężczyzna odruchowo rozwiązywał matematyczny problem, naprawdę myśląc o czymś zupełnie innym. Przynajmniej takie wrażenie zrobił na Ashu - wrażenie człowieka, któremu tak naprawdę nic się nie chce.
Jak tobie się nie chce, to jak nam ma się chcieć? - pomyślał z przekąsem, ale mimo to, złapał się na tym, że szarość mężczyzny zaczęła go zastanawiać... dlaczego tak mu się nie chciało? Co sprawiło, że te jego łagodne oczy były takie zmęczone?
Rozmyślania przerwał mu dzwonek obwieszczający koniec lekcji. Z ociąganiem poprawił się więc na krześle i nawet nie spieszył podczas zbierania swoich rzeczy. Spodziewał się, że zostanie zatrzymany w klasie. Właściwie jedynie na to czekał. Nie było przecież mowy, że wymiga się od pogadanki po tym, jak odpuścił sobie ponad dwa pierwsze tygodnie szkoły. Konspiracyjnie cichy głos mężczyzny dodatkowo utwierdził go w przekonaniu, że tamten ma zamiar poruszyć jeszcze prywatne tematy Moonów. Westchnął w duchu, ale kiwną głową i gdy wrzucił ostatnią rzecz do plecaka, stanął przed matematykiem, spoglądając na niego z kiepsko ukrywanym znudzeniem. Poczekał cierpliwie aż dziewczyny odbiorą swoje rzeczy i zamkną za sobą drzwi, a w sali zrobi się zupełnie cicho, idealnie, żeby posłuchać słów, które słyszał już niezliczoną ilość razy.
Nie chciało mu się odpowiadać na pytania, które zaraz miały paść. Nie chciało mu się tłumaczyć i zapewniać, że sobie poradzi. A już najbardziej nie chciało mu się oglądać starannie odmierzonej dozy współczucia i troski, która zapewne zaraz zabarwi beznamiętne spojrzenie kolejnego nauczyciela. Bo nauczyciele nigdy nie współczuli szczerze. Współczuli z obowiązku. Ash nie lubił współczucia, a już najbardziej, kiedy było nieszczere. Może właśnie dlatego, zmitygował się zanim mężczyzna zdążył się odezwać. Nie chciał grać ofiary. Zmusił się do krzywego uśmiechu i odrobiny nonszalancji, wprawdzie właściwej bardziej staremu, niż nowemu Ashowi, ale wciąż równie ujmującej, co kiedyś.
- Co mogę dla pana zrobić? - zapytał tonem rezolutnego sprzedawcy. Przeniósł ciężar ciała na jedną nogę i przechylił lekko głowę. Ciemna blond grzywka zsunęła się na bok i przesłoniła jedno z wściekle zielonych oczu, które (pomimo wygiętych w uśmiechu, pełnych warg), wciąż były zimne i pełne dystansu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 782


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Mój wymarzony niegrzeczny chłopiec   Nie Lis 11, 2018 5:28 pm

Prowokacja i bunt. Dwie rzeczy, które przyciągały Gabriela jak ćmę do światła. Może nie był rozsądny i zbyt mocno się angażował, ale znał zbyt wielu ludzi, by wyzywające spojrzenie mogło go w jakikolwiek sposób sprowokować. Wiedział z doświadczenia, że za całą tą otoczką „tylko spróbuj” czaiły się zwykle zranione dusze, które potrzebowały całkowicie normalnego i przyjaznego traktowania. Nie współczucia, nie podziwu, ale zwyczajnej akceptacji. Zwrócenia się do nich jak do ludzi, którzy może i mieli nietypowy gust jeśli chodzi o ciuchy i kochanków, ale oprócz tego byli tacy sami, jak otaczająca ich szara masa. Niejednokrotnie nawet bardziej inteligentni od przeciętnego przedstawiciela takiej grupy.
Hunter znał ten typ i potrafił sobie z nim poradzić, przynajmniej do momentu, w którym w grę nie zaczynały wchodzić jego prywatne uczucia i mieszać w jego racjonalnym spojrzeniu. Tym razem jednak chodziło o ucznia, a nie mężczyznę, w którym mógłby przypadkowo się zakochać. Chłopak nie mógł przypadkiem zdobyć jego serca, ponieważ byłoby to niewłaściwe.
Uśmiechnął się pod nosem, widząc jak na moment z przepełnionego zniechęceniem dzieciaka, Moon przemienia się w nonszalanckiego flirciarza. Och, ile to już razy był on świadkiem takiego zachowania!
- Zacznijmy od podstaw. Nazywam się Gabriel Hunter i jestem nowym nauczycielem matematyki. - Lekko skłonił głowę w geście powitania, na moment milknąc, pozwalając chłopakowi zakodować swoje imię i nazwisko. Potem kontynuował, zadając pytanie, którego zapewne młody Moon nie słyszał od wielu osób, a które matematyk sformułował wyjątkowo starannie:
- Powiedz mi Ashley, do jakiego uniwersytetu zamierzasz się dostać? - spytał, cholernie zadowolony z tego, iż jeszcze przed rozpoczęciem roku szkolnego zrobił duży research na temat szkół wyższych i potencjalnych dróg kariery, jakie są możliwe i wybierane przez absolwentów tego konkretnego collage’u. Chwała szkole za prowadzenie takich statystyk. Miał głowę do liczb i pamiętał znaczną część wymagań, które musieli spełniać kandydaci – a dzięki internetowi szybko mógł uzupełnić ewentualne braki.
***
- Miło mi pana poznać, panie Hunter - odparł formalną formułką pozbawioną prawdziwej przyjemności z poznania nauczyciela. Matematyk był mu obojętny jak większość ludzi, którzy ostatnio stawali na jego drodze. Nie miał za wiele okazji do zawiązywania nowych znajomości, a na podtrzymanie starych nie starczało mu czasu. Stał się odludkiem, a choć żałował tego z początku, teraz chyba po prostu przywykł.
Słysząc pytanie, lekko zmarszczył brwi, jakby spodziewał się jakiejś podchwytliwości w tej rozmowie. Bo jakby nie patrzeć, zaczęła się… nietypowo.
- Do Roehampton - odpowiedział ostrożnie, podejrzliwie mrużąc oczy.
***
- Czyli powinieneś dobrze zdać egzaminy. - Skinął głową Gabriel, najwidoczniej w żaden sposób nie zamierzając negować decyzji chłopaka. Rzucił okiem na swój zegarek, a później uniósł spojrzenie na blondyna. - O której kończysz zajęcia? Jeśli po 13, powinienem zdążyć przygotować ci jakiś zestaw zadań, żebyśmy sprawdzili, z czym sobie radzisz, a z czego potrzebujesz powtórki. Nie ominęło cię póki co zbyt dużo, więc najlepiej będzie zacząć od podstaw, a później przejść do aktualnego materiału. - Wzruszył lekko ramionami, wkładając dłoń do kieszeni spodni, drugą chwytając torbę i zarzucając sobie na ramię.
Uniósł brew wysoko, przekrzywiając głowę w pytającym geście, po rzeczowym przedstawieniu swoich planów czekając na odpowiedź.
***
Uniósł brew i uśmiechnął się kpiąco, ale nie skomentował. To było oczywiste, że jeśli chciał iść na jakikolwiek uniwersytet, powinien dobrze zdać egzaminy. Jeśli Hunter chciał od niego tylko tej informacji, tym lepiej. Mniej zawracania głowy.
Gdy mężczyzna zerknął na zegarek, Ash rzucił spojrzenie w stronę drzwi. Już chciał powiedzieć, że będzie szedł, ale matematyk odezwał się powtórnie.
Chłopak ze zdziwienia szerzej otworzył oczy, ale szybko na jego twarz wróciła poprzednia nonszalancja.
- Tak, kończę po trzynastej, ale nie musi pan nic przygotowywać - odparł, wciskając dłonie w kieszenie jeansów. - Poradzę sobie tak długo, jak nie będzie mnie pan za mocno cisnął. Nadrobię we własnym zakresie.
***
Gabriel uśmiechnął się szerzej, nie było w jego minie jednak ani grama złośliwości. Z obojętności obecnej w jego spojrzeniu, nic już nie pozostało. Był w całości skupiony na swoim uczniu, ciepły, cierpliwy i otwarty na wszelkie sugestie.
- Oczywiście, że sobie poradzisz – potwierdził bez zawahania, wzruszając lekko ramionami. - Nie widzę jednak powodu, bym nie mógł poświęcić odrobiny swojego czasu na wskazanie ci kierunku nauki i wytłumaczeniu ewentualnych niejasności. - Wyciągnął dłoń i lekko poklepał chłopaka po ramieniu. - Dokładnie tym zajmowałem się w pierwszym tygodniu z innymi, byłoby więc przynajmniej fair zapewnienie ci tej samej możliwości. - Uśmiechnął się szerzej, odrywając dłoń od ramienia Moona. - Mój gabinet ma numer 15. O której się w nim zatem pojawisz?
„Nie” najwidoczniej nie było akceptowaną odpowiedzią, ale matematyk ani przez moment nie wydawał się szczególnie przejęty zachowaniem Ashleya. Zarówno zdziwienie, złośliwość jak i nonszalancja spłynęły po nim, nie czyniąc nawet najmniejszego uszczerbku na spokojnym profesjonalizmie, którym emanował. Ani przez moment nie pojawiło się w nim też żadne współczucie. W zasadzie, można by ulec wrażeniu, że traktował młodego buntownika w ten sam sposób, jak potraktowałby każdego innego ucznia…
***
I tym swoim profesjonalizmem, nagłą otwartością i formalnym zainteresowaniem, wzbudzał w Ashu coraz większą podejrzliwość.
Kiedy ciepła dłoń dotknęła jego ramienia, zdał sobie sprawę, że nie założył bluzy. I właśnie, choćby to, że nowy matematyk nie zwrócił mu uwagi na niestosowność stroju, było wystarczająco… zastanawiające. Czy przez ten czas, kiedy nie był w szkole, zmieniły się zasady?
Łypnął spod brwi na dłoń Huntera, a potem na niego samego, rezygnując z maski uprzejmego zachowania i niegroźnej nonszalancji. Teraz po prostu wyglądał jak standardowy Moon - anarchista, który ma na wszystko wyjebane.
- Przegapiłem okazję, którą mieli wszyscy. Trudno. - Wzruszył ramionami. - Nie musi pan poświęcać mi swojego czasu - mruknął. - Ale skoro tak bardzo panu zależy, to przyjdę odebrać te zadania po trzynastej trzydzieści - westchnął ciężko, wyraźnie dając za wygraną, bo odebranie kartki z zadaniami nie było przecież żadnym kłopotem, a jeśli miało sprawić, że nauczyciel się od niego odczepi, to może poświęcić tę minutę albo dwie.
***
Gabriel założył ręce na piersi i uniósł brew wysoko. Odruchowo zareagował na obronną postawę swojego ucznia, zamykając własną i odpowiadając buntem na bunt. Zaraz jednak się zmitygował, z powrotem zwieszając luźno dłonie i lekko, mniej formalnie, przekrzywiając głowę.
- Rozwiążesz je u mnie w gabinecie – oznajmił z prostotą, korygując rozumowanie chłopaka. - Myślę, że nie powinny zająć ci więcej czasu niż godzinę, ale jeśli będzie taka konieczność, zostanę dłużej. - Wzruszył lekko ramionami. - Później je sprawdzę i pomyślimy, co zrobić dalej. Okej?
***
Oho, jednak pan Hunter nie miał tyle cierpliwości na ile wyglądał z pozoru. Nagła zmiana w jego postawie nijak jednak nie zrobiła na Ashu wrażenia. Sprawiła raczej, że jeszcze bardziej się najeżył.
- Może pan ma masę wolnego czasu, ale ja nie - fuknął, wyraźnie zirytowany. - Godzina w moim przypadku, oznacza godzinę dłużej martwienia się czy moja matka się przypadkiem nie powiesi. Więc niech daruje pan sobie te rozkazy i da mi spokój, okej? - przedrzeźniał go. Nawet założył ręce na piersi, tak jak zrobił chwilę temu nauczyciel, ale inaczej niż on, pozostał w zamkniętej postawie, wyraźnie zły i niechętny do prowadzenia jakiejkolwiek dalszej rozmowy.
***
Gabriel nie dał zbić się z tropu tak buńczucznym oświadczeniem. Znał sytuację swojego ucznia i, jakkolwiek mu współczuł, nie planował z tego powodu pozwolić mu sobą manipulować. Jego obowiązkiem, jako nauczyciela, było odpowiednie przygotowanie chłopaka do dalszej edukacji, przy jednoczesnym zaoferowaniu wsparcia.
Potrafił sobie z takimi wyzwaniami radzić, dopóki nie wchodziły w grę uczucia. Potrafił. Musiał to sobie powtarzać.
Skinął lekko głową.
- Rozumiem – powiedział spokojnie, tym razem nie dając się sprowokować i nie korygując swojej postawy. - Powiedz mi w takim razie, Ashley, w jakie dni i w jakich godzinach masz przerwy między blokami zajęć? - spytał, sięgając do torby. Wyjął z niej kalendarz i odszukał własny plan godzin. - Spróbujemy znaleźć taki termin, który będzie pasował nam obu, a który nie wpłynie na życie rodzinne. Ewentualnie, jeśli byłbyś skłonny poświęcić mi swoją przerwę na lunch, możemy podzielić zadania na kilka partii, żebyś mógł jednocześnie coś zjeść i pójść do przodu z nauką.
***
Chłopak wywrócił oczami. Upartość nauczyciela go wkurzała. Podobnie jak to, że ta rozmowa nie przebiegała w żaden sposób podobnie do tego, co zwykł już przerabiać. Zmiana scenariusza zbiła go z tropu, a to, ze Hunter nie zrobił wielkich oczu na ostre, dosadne słowa jakie padły, już w ogóle nie wpasowywało się w kanony jego relacji z nauczycielami. Nie mógł wykorzystywać ich słabości przeciwko im, kiedy… nie okazywali słabości.
Był zły. Teraz już naprawdę. Dlaczego ten dzień musiał zacząć się tak paskudnie?
- Nauczyciel z powołania, hm? - zakpił, bezczelnie taksując sylwetkę mężczyzny. - Jeszcze młody, taki, który myśli, że będzie zbawcą pokrzywdzonych dzieciaków i kręgosłupem moralnym chuliganów, co? - parsknął, a potem przechylił się, zerkając na otwarty kalendarz, który Hunter trzymał w dłoniach. Zbliżył się zdecydowanie zbyt mocno, sprawiając, że niemal podetknął swoją głowę pod nos Gabriela. Znał plotki na swój temat. Że był ćpunem, pedałem i chuliganem. I właśnie jedną z tych rzeczy chciał teraz wykorzystać i zniechęcić do siebie natchnionego nauczyciela.
Przesunął palcem po jednej ze stron, faktycznie szukając konkretnej godziny, kiedy ma wolne między zajęciami. Postukał w to miejsce, ale nie cofnął się. Uniósł głowę, bezczelnie patrząc nauczycielowi w oczy z… bardzo bliska.
- We wtorki i czwartki - mruknął niskim, sugestywnym głosem, jakby umawiał się na randkę, a nie na naukę. - I mam nadzieję, że ma pan dużo cierpliwości, bo jestem bardzo... kłopotliwym uczniem. - Sugestywnie oblizał wargi, śmiało patrząc na te, należące do Gabriela.
***
Zmiana w zachowaniu Ashleya była aż za bardzo widoczna. W jednej chwili Hunter w pełni kontrolował sytuację i rozmawiał o nauce, a w drugiej nagle tempo zaczął narzucać starszy uczeń, wprost próbując go przestraszyć i spłoszyć. Do tego momentu Gabriel uważał go za dzieciaka, który po prostu odcina się od każdego i za wszelką cenę próbuje pokazać, że jest niezależny i nie potrzebuje pomocy. Tatuaże, piercing i zimne spojrzenie miały za zadanie odstraszyć, podkreślić odmienność i wyższość.
Nieprzyjemne słowa i otwarty flirt mówiły jednak coś więcej. Moon był nie tylko zamknięty w sobie, ale był problematyczny. Jeśli w ten sposób radził sobie z częścią nauczycieli płci męskiej, nic dziwnego, że poproszono o wsparcie matematyka-geja. Tylko on w takiej sytuacji mógł wprost odmówić i sprowadzić chłopaka do parteru, bez zagrożenia o uznanie go za homofoba.
Gabriel uśmiechnął się pod nosem, rzucając okiem na wskazane terminy, a później chwycił długopis, przerzucił strony i zaznaczył spotkanie z Ashleyem na następny dzień, czwartek. Zatrzasnął następnie kalendarz i schował go z powrotem do torby – ani przez moment nie cofając się od chłopaka, nie unikając też jego wzroku.
- Wspaniale. Cierpliwości nigdy mi nie brakowało – oznajmił, wyciągnął dłoń i po raz kolejny poklepał ucznia po ramieniu. - Widzimy się w takim razie jutro, o dziesiątej. Tak jak mówiłem, gabinet numer 15. - Odsunął się wreszcie i ruszył w stronę drzwi, gestem pokazując, by Moon za nim podążył. Gdy minęli się w drzwiach, skinął głową w jego kierunku. - Załóż bluzę. Niewątpliwie to dzieło sztuki kosztowało cię sporo kasy i bólu, ale w szkole nie ma pozwolenia na pokazywanie tatuaży. Będziesz mieć problemy. - Uśmiechnął się i puścił – tak, naprawdę tak zrobił – oko do chłopaka. - A teraz leć, żebyś nie spóźnił się na kolejną lekcję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 292


Cytat : I'm not a slut I just love love
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Mój wymarzony niegrzeczny chłopiec   Nie Lis 11, 2018 10:18 pm

Ashley był uparty i dumny, dlatego nawet gdy zobaczył, że sprawdzone zabiegi nie działają na nowego nauczyciela, nie dał się onieśmielić. Intensywnie wpatrywał się w jego twarz, chcąc nie chcąc, dostrzegając w pozornie przeciętnej urodzie Huntera, pewien urok, a w nikłym uśmiechu zdecydowanie więcej pewności siebie i śmiałości, niż zakładał, że mężczyzna posiada.
Stojąc tak blisko, dostrzegał plamki w tęczówkach jego oczu, wyraźny kształt ust i powoli formujące się zmarszczki na czole. Czuł też zapach wody po goleniu.
Gdy Gabriel odkładał kalendarz do torby, kilka razy otarł się ramieniem o pierś ucznia, co znaczyło że Ash przegrał to starcie i to z kretesem.
Cholera.
Przełknął ślinę i gdy dłoń powtórnie spoczęła mu na ramieniu, spojrzał na nią wymownie, ale nie z niechęcią czy złością jak przedtem, raczej ze zdziwieniem. Potem założył ręce na piersi i uśmiechnął się, może nawet trochę się burmusząc.
- Świetnie - mruknął z przekąsem, ewidentnie nie będąc zadowolonym z takiego obrotu spraw. Wyminął nauczyciela w drzwiach, ale odwrócił się, zatrzymany jego słowami. To, że w końcu padły, wcale go nie zaskoczyło, zaskoczył go raczej bardzo nieprofesjonalny gest. Jaki nauczyciel puszcza oko do szkolnego chuligana?
Hunter tym drobiazgiem sprawił, że serce Ashleya podskoczyło. Dosłownie zabiło mocniej w niewątpliwym przejawie zaskoczenia i ekscytacji. To z kolei spowodowało, że chłopak, przyjemnie zaskoczony, przez chwilę patrzył w twarz nauczyciela jakby chciał wyczytać z niej coś więcej niż mężczyzna chciał mu pokazać. Oczywiście nie dostrzegł niczego nadzwyczajnego, ale Gabriel Hunter, nowy nauczyciel matematyki w jego starej budzie, stał się nagle bardziej interesujący niż początkowo mu się wydawało.
- Już je mam - odparł, salutując mu niedbale, i nim zupełnie się odwrócił, Gabriel mógł dostrzec jak na usta chłopaka wypływa krzywy, ale pozbawiony ironii, uśmiech.
Przemierzając korytarz, zarzucił na siebie bluzę i wciąż uśmiechając się do siebie, z lekkim niedowierzaniem przyjął nieoczekiwaną ekscytację nietypowym nauczycielem.
Dalsza część dnia minęła mu głównie na próbach ogarnięcia materiału lekcji. Raczej nie integrował się z ludźmi z grup, choć nie stronił od luźnej wymiany zdań. Po prostu sam ich nie zaczynał, a że przez słuchawki w uszach większości zaczepek, czy prób rozmów, nie słyszał, to już inna kwestia.
Powrót do szkoły okazał się mniej paskudny niż zakładał. Wszystko było całkiem swojskie pomimo nowych twarzy na lekcjach. Udało mu się nawet wymigać od spotkania z psychologiem szkolnym, choć zgodził się na pogadankę w przyszły poniedziałek. Było spokojnie, co przyjął z prawdziwą ulgą, bo w domu wciąż czuł presję.
Wprawdzie odkąd zamieszkała z nimi ciotka Lucy, dalsza kuzynka jego matki, o której istnieniu nawet nie pamiętał, było trochę spokojniej, ale to i tak nie zmieniło poczucia obowiązku, które trzymało Asha twardą ręką i nie pozwalało mu zrzucać opieki nad matką, na (właściwie obcą) kobietę. W domu mógł zrelaksować się jedynie w swoim łóżku i to też nie zawsze, jeśli matka miała ataki histerii. Tego wieczoru było na szczęście spokojnie. Mógł w końcu odpocząć i zastanowić się nad nowościami minionego dnia. Oczywiście jego myśli szybko powędrowały w stronę nowego nauczyciela. Chociaż początkowo sądził, że Hunter będzie irytujący, to brak reakcji, które zwykle wywoływał w nauczycielach, naprawdę go zaintrygował i nieco zmienił jego sposób postrzegania matematyka. To jednak sprawiło, że w chłopaku odezwała się złośliwa potrzeba onieśmielenia mężczyzny, pokazania mu, że wcale nie jest taki wyjątkowy, a jego poświęcenie na nic się nie zda w przypadku kogoś, kto tego poświęcenia od niego nie chciał.
Właśnie dlatego następnego dnia, podczas lekcji matematyki, całkiem świadomie usiadł w pierwszej ławce. Gdy Hunter pojawił się w sali, rozparty na krześle Ashley, nonszalancko bawiąc się długopisem, uśmiechnął się do niego, rzucając mu zdecydowanie zbyt długie, znaczące spojrzenie. Zupełnie jakby dzielili ze sobą jakąś pikantną tajemnicę, albo jakby Moon wcale nie krył się z tym, że nauczyciel mu się podoba. Wyraźnie nie dbał o to, że inni również mogliby dostrzec jego sugestywne zachowanie. I tak mieli go za pedała. W swoim odczuciu, niczego więc nie tracił. Gabriel mógł więc przez całą lekcję wyczuwać na sobie palące spojrzenie zielonych oczu. Co więcej, nie bardzo mógł się do chłopaka w jakiś sposób przyczepić, bo Ash notował i uważał, a przynajmniej starał się to robić, podczas tych niewielu chwil, kiedy nie wlepiał spojrzenia w nauczyciela. Lecz pomimo tej całej szopki, po wybrzmieniu dzwonka, chłopak zebrał swoje rzeczy i wyszedł, nawet nie zwlekając. Nie miał przecież zamiaru naprawdę uwodzić nauczyciela. Nie był aż takim skurwielem, by próbować zrujnować komuś życie swoim szczeniackim wybrykiem.
Stawił się o dziesiątej przed drzwiami z numerem piętnaście. Zrobił to ze względu na swoją złośliwą grę, nie zaś prawdziwą chęć uczenia się.
Podkasał rękawy bluzy i zapukał, a potem wszedł, nie czekając na zaproszenie. Przywitało go stosunkowo niewielkie pomieszczenie, które wystrojem bardziej przypominało gabinet psychologa, niż salę lekcyjną. A więc to tak... skrzywił się lekko i rozejrzał, na koniec zatrzymując spojrzenie na mężczyźnie. Wtedy uśmiechnął się do niego sugestywnie, dokładnie tak samo jak uśmiechał się dzisiaj na lekcji.
- Nie powiedział pan, że jest psychologiem - zauważył zalotnym tonem, jakby to, że mężczyzna zatrzymał tę informację dla siebie, było jakąś nieprzyzwoitością, która go uwiodła. Potem zamknął za sobą drzwi i rzucił plecak na ziemię obok jednego z foteli, na którym zaraz usiadł. Rozparł się wygodnie, opierając kostkę jednej nogi o kolano drugiej.
Wprost emanował pewnością siebie i bezczelnością, co właściwie jako jedyne sugerowało jego młody wiek. Bowiem jego rozłożona w wytartym fotelu sylwetka, prezentowała się zupełnie dojrzale, podobnie jak spojrzenie. Patrzył tak, jakby był doskonale świadom gry w jaką grał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 782


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Mój wymarzony niegrzeczny chłopiec   Pon Lis 12, 2018 12:28 am

Ashley miał typowy urok szkolnego łobuziaka, za którym wzdychały koleżanki z klasy i który był utrapieniem dla nauczycielek. Wprawdzie Moon rozszerzył to na przedstawicieli również własnej płci, a do tego doszła masa nieprzyjaznych plotek i ciężka historia, ale wciąż, w ogólnym rozrachunku, wściekle zielone oczy, figlarnie opadająca grzywka, czarujący uśmiech i nonszalanckie gesty, składały się na obraz problematycznego przystojniaka, za którym niejeden obrócił głowę. Hunter od dobrych kilku lat nie miał do czynienia z kimś takim – ale aż za dobrze znał typ człowieka, który z niego mógł wyrosnąć. To na takich facetów leciał Gabriel, i gdyby jego uczeń był odrobinę starszy, zapewne zamieszałby z łatwością i w jego głowie.
Na szczęście Moon był jeszcze w szkole, do tego był jego podopiecznym. Miał za zadanie mu pomóc, a nie się do niego ślinić – i, przy odrobinie szczęścia, może nawet wpłynie na niego na tyle, by zmienić jego przyszłość. Może chociaż raz uda mu się pomóc łobuziakowi, a nie paść ofiarą jego uroku?
Na żartobliwe zasalutowanie Gabriel bez namysłu zareagował takim samym, odwzajemniając się również uśmiechem. Przez krótką chwilę, podczas ich wymiany zdań, poczuł się znów młody i żywy. Poczuł, że panuje nad sytuacją i nie jest tylko biernym obserwatorem wydarzeń, które prowadziły nieuchronnie do katastrofy, ale czynnym uczestnikiem, mogącym wpływać zarówno na swój los, jak i cudzy. W kilka chwil udało mu się nie tylko porozumieć z dziewiętnastoletnim chłopakiem, ale też przepchnąć swoją wolę i może nawet odrobinę uciszyć jego buńczuczne zapędy. To nie była wygrana, w ciągu kilku minut nie naprawił jego życia, ale był to całkiem niezły początek.
Jednak nadawał się na nauczyciela.
Reszta lekcji minęła mu już bez żadnych kłopotów, aż do ostatniego dzwonka nie powrócił myślami do swojego ukochanego, jadąc na delikatnym, radosnym podnieceniu, wynikającym z pewności, iż jednak do czegoś się nadawał.
Gdy dotarł do pustego mieszkania i nie spotkał się z odzewem na żaden z czterech telefonów, jakie wykonał do swojego faceta, to wrażenie zniknęło, pozostawiając tylko przygnębienie. Cztery ściany, które wciąż były dla niego obce i w których czuł się jak intruz, stały się jego więzieniem, podczas gdy myślami błądził dookoła niechcianej fantazji Ricka, ogrzewającego w łóżku kogoś innego. Ten mężczyzna miał apetyty na seks tak duży, że Hunter niejednokrotnie miał problem z zaspokojeniem go podczas ich wspólnych nocy – a tych nie mieli od ponad tygodnia. Skoro jego partner nie potrzebował przyjemności od niego, musiał ją sobie organizować na boku.
Młodemu matematykowi nie pozostało nic innego, jak dać się pogrążyć pracy i czekać, aż jego ukochany w końcu zdecyduje się nim zainteresować ponownie.
Po raz kolejny.
Był dla niego jak zabawka, tak samo jak dla wszystkich poprzednich.


Nadejście poranka i konieczności wyjścia na zajęcia Hunter przyjął wręcz z ulgą. Z miłym zaskoczeniem dostrzegł w klasie, przed czasem Ashleya i w duchu sobie pogratulował. Może obecność ucznia na lekcjach nie wynikała konkretnie z rozmowy, którą przeprowadzili dzień wcześniej, ale przynajmniej nie spowodowała ona zniechęcenia i rezygnacji z obecności, a to już było sukcesem. Gabriel był o krok od pogratulowania sobie, aż do momentu, gdy nie poczuł na sobie spojrzenia chłopaka i natychmiast nie sklasyfikował go jako seksualnego. W pierwszej sekundzie zareagował całkiem spontanicznym zdumieniem, nie opuszczając wzroku i w myślach szukając powodu, dla którego mógłby zostać obdarowany takim zainteresowaniem. Dopiero w drugim dotarło do niego ewentualne zagrożenie, wynikające z plotek, które mogły szybko zaistnieć. Uczniowie nie wiedzieli jeszcze o jego orientacji, ale nauczyciele i owszem. Chociaż przyjęto go właśnie ze względu na przynależność do środowiska LGBTQ, ale nic nie stało na przeszkodzie, by z tego samego powodu go zwolnić, prawda…?
Westchnął w duchu, wyprostował się i oderwał spojrzenie od Moona. Dzieciak chciał nim manipulować i najwidoczniej jego najnowsza taktyka dalej miała za zadanie krążyć dookoła seksualności. Trudno. Nie da się mu otumanić.
Wyjął z torby listę obecności, usiadł na swoim miejscu, sięgnął po pióro i zabrał się za czytanie nazwisk, wodząc spojrzeniem od twarzy do twarzy, po raz kolejny kodując sobie imiona z odpowiednimi twarzami. Większość uczniów już pamiętał, wciąż jednak niektórzy rozmywali się w jego pamięci.
Później zabrał się za prowadzenie lekcji, i tym razem przyłożył się bardziej, wyrzucając z myśli mężczyznę, którego przez pewien czas nazywał miłością swojego życia. W jego ruchach nie brakowało energii, gdy systematycznie rozpisywał na tablicy kolejne problemy, tłumacząc i odwołując się do wiedzy, którą jego podopieczni powinni już posiadać. Wezwał do rozwiązania przykładów tych, o których wiedział już, że radzili sobie z matematyka najgorzej, korygując ich błędy na bieżąco i przypominając wszystkie konieczne zasady. Uśmiechał się, tłumaczył, chwalił i napominał, ignorując intensywne, zielone spojrzenie, które wypalało mu dziurę w czaszce przez większą część zajęć.
Tym razem dołożył podwójnego wysiłku, by przypadkiem nie pozwolić własnemu wzrokowi na spoczęcie na Ashleyu. To był tylko jego uczeń i absolutnie nie powinien pozwolić sobie na przekroczenie tej granicy. Pozostawienie go w spokoju przez całe zajęcia nie było aktem tchórzostwa, a zwyczajnym przyzwoleniem na to, by chłopak zdążył przywyknąć i nadrobić materiał, bez niepotrzebnego demonstrowania jego niekompetencji wszystkim innym uczniom.
Gdy rozbrzmiał dzwonek, a dzieciaki zaczęły opuszczać salę, nie skierował swojego spojrzenia na chłopaka, gdy ten go wymijał. Zamiast tego, zwrócił uwagę na trzech młodziaków, którzy uśmiechali się złośliwie i niezbyt cicho wyrażali swoją opinię odnośnie Ashleya. Tak jak Gabriel przypuszczał, klasa nie przeoczyła nietypowego zachowania starszego kolegi.
Kto jak kto, ale on nie zamierzał tego ignorować.


Podniósł wzrok znad trzymanego w dłoni telefonu, słysząc pukanie do drzwi. Posłał swojemu gościowi uśmiech i wskazał głową na to, by się rozgościł.
- Witaj, Ashley. Siadaj gdzie chcesz - rzucił niezobowiązująco. Zaraz potem skupił swoje spojrzenie na wiadomości, która zajmowała w tym momencie jego myśli i… uniósł głowę, słysząc kolejne słowa Moona. Zmarszczył brwi. - Słucham? - spytał z lekkim zaskoczeniem, w pierwszej chwili reagując na sam ton, który wywołał w jego piersi delikatny ucisk… potem jednak głos zabrał znów rozsądek. - Ach, nie jestem psychologiem. Ale cieszę się, że podobają ci się fotele. To chyba jedyne wygodne miejsca do siedzenia w całej tej szkole. - Zaśmiał się lekko, wywracając oczami i odkładając telefon na biurko.
Chwilowo odstawił problem Ricka na później i skupił się na swoim gościu.
- Tak więc, przygotowałem ci zadania. Wiem, że jest ich sporo, ale sądzę, że nie powinny ci zająć dłużej niż godziny, może półtorej. Jeśli czegoś nie będziesz umiał rozwiązać, po prostu to zostaw. Jeśli będziesz mieć wątpliwości, zaznacz. To nie jest test na ocenę i ma raczej posłużyć za wskazówkę dla ciebie, żebyś wiedział, co wymaga powtórki. - Wzruszył lekko ramionami i podniósł się, chwytając ułożony na stole notes A4 i kilka wydrukowanych kartek. Podał je chłopakowi, wyciągając zaraz drugą rękę przed siebie. - Oddaj proszę telefon. Zostawimy go na biurku, na wypadek, gdyby ktoś czegoś od ciebie chciał, ale żebyś nie czuł potrzeby ściągania, albo zajęcia swojego czasu grą w Candy Crush.
Uśmiechnął się z uprzejmym wyczekiwaniem, nim jednak zdążyli w tej kwestii dojść do porozumienia, przerwało im pukanie. Gabriel podszedł do drzwi i otworzył je, z cichą satysfakcją dostrzegając trójkę chłopaków, którym kazał przyjść.
- Pojedynczo - mruknął, kiwając głową, by pierwszy ochotnik wszedł. Następnie zamknął za nim drzwi i wskazał dłonią na Ashleya. - Jak mówiłem, wyzwiska w naszej szkole są nieakceptowane, szczególnie te nacechowane homofobią. Chciałbym, żebyś przeprosił teraz kolegę. - Założył ręce na piersi, unosząc brew w geście wyczekiwania. Nie opuścił wzroku, widząc bunt w oczach chłopaka. Andy mógł uważać się za pana świata, ponieważ znalazł się w ostatniej klasie i miał wspaniałe wyniki w nauce, ale to nie dawało mu żadnego prawa do wywyższania się ponad innych – nawet, jeśli nauczyciele nierzadko przymykali oko na jego wybryki. Gabriel zamierzał nauczyć go lekcji tolerancji i konsekwencji za własne czyny, nawet jeśli młodziak miał na tę kwestię inne spojrzenie.
- Przepraszam, że nazwałem cię „pedałem” - wycedził po nieznośnie długiej chwili uczeń, wbijając pełne irytacji spojrzenie w Moona, tak jakby to z jego winy znalazł się w tak upokarzającej sytuacji.
- Wspaniale. - Pochwalił go matematyk, nie dając Ashleyowi szansy na reakcję. - Rozmawiałem z twoją wychowawczynią i ustaliłem, że w ramach dodatkowego zadania napiszesz esej o historii ruchu LGBTQ. Jestem pewien, że wyciągniesz z tego ważną lekcję. - Poklepał chłopaka po ramieniu i uśmiechnął się, nie zważając na sztylety skierowane we własną stronę. - Gdybyś kiedyś chciał porozmawiać o swojej orientacji seksualnej, moje drzwi stoją otworem - oznajmił, zabierając wreszcie dłoń i naciskając nią klamkę. Wypuścił czerwonego i naburmuszonego chłopaka, a potem ruchem głowy zaprosił do środka kolejnego.
Cały proces się powtórzył również z nim, a później z trzecim kolegą. Ani przez moment Hunter nie wyglądał na zirytowanego bądź niecierpliwego – ze spokojem i opanowaniem, oraz uprzejmym ciepłem informował o tym, czego oczekiwał i o własnej otwartości na rozmowę, jeśli któryś z chłopaków jej zapragnie. Gdy zamknął drzwi za ostatnim, uśmiechnął się przepraszająco do Ashleya, kierując znów do niego.
- Wybacz, ale trzeba było w końcu ich czegoś nauczyć. Niepojęte, że nikt się tym wcześniej nie zajął. Więc, gdzie byliśmy… - zamyślił się na moment, opierając tyłkiem o brzeg biurka. - Ach, już wiem. Telefon. - Wyciągnął dłoń, przechylając się na tyle do przodu, by Ashley mógł z łatwością sięgnąć i przekazać mu urządzenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 292


Cytat : I'm not a slut I just love love
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Mój wymarzony niegrzeczny chłopiec   Pon Lis 12, 2018 1:36 am

- Nie jest pan psychologiem, a dostał własny gabinet? To czym się pan właściwie zajmuje, poza matematyką? - zapytał, rozpoczynając niezobowiązującą rozmowę, którą wciąż prowadził w formie całkiem śmiałego flirtu, wyraźnie nie zrażając się brakiem zainteresowania ze strony mężczyzny. Sądził, że każdy miał swoje limity i Hunter też w końcu pęknie. Musiało minąć tylko odpowiednio dużo czasu. Wbijał więc w niego nieustępliwe, śmiałe spojrzenie, otwartą pozycją i niezwykle świadomą mową ciała, wyraźnie uwodząc. Wyglądało na to, ze albo miał w tym całkiem duże doświadczenie, albo świetnie grał doświadczonego i świadomego.
Kiedy nauczyciel wstał i zaczął ze spokojem opowiadać o zadaniach, nie zdradzając choćby cienia zażenowania, Ash zaczął się powoli irytować. Koleś miał nerwy ze stali, czy jak? Brak empatii, a może był aseksualny?  Coś musiało być z nim nie tak, ale co? Odsuwając na bok niepotrzebne w tej chwili rozważania, uśmiechnął się kącikiem ust, starając się nadal grać w grę, w której, jak sądził, zawsze prowadził. Przyjął notes i kartki, ale nie specjalnie w ogóle na nie spojrzał, bo zdziwiło go polecenie Huntera.
- Poważnie? Miałbym ściągać na teście, który nie ma wpływu na ocenę, do tego będąc jedynym uczniem w sali? - parsknął z niedowierzaniem i mimo słów, sięgnął po telefon, właściwie oddając go bez sprzeciwu. Nie miał zamiaru stawać okoniem w tej sytuacji, bo to czy będzie miał telefon na biurku czy w kieszeni, nie robiło mu żadnej różnicy. Ale nim zdążył oddać go Hunterowi, rozległo się pukanie do drzwi. Ash skierował więc spojrzenie na wchodzącego chłopaka. Kojarzył go z widzenia, ale był pewien, że nigdy nie zamienili choćby jednego słowa. Nie wiedział więc, dlaczego Hunter kazał mu tu przyleźć podczas ich małego rendez-vous. Wszystko stało się jasne już po chwili, wywołując na twarzy Moona niedowierzający, kpiący uśmiech. Nie mógł uwierzyć w to, jak matematyk się starał. To było żenujące.  
Przyparty do muru Andy, przeprosił go, a Ash parsknął śmiechem, przyciskając wierzch dłoni do ust, wcale nie rezygnując ze swojej nonszalanckiej pozycji czy zachowania.
- Nie ma problemu, stary. - Wszedł w słowo nauczycielowi, świadomie mu przerywając. - Powinieneś wiesz, wyjść z ciemnogrodu, nie? Wtedy nasz przystojny pan Hunter nie musiałby karać cię esejami.
Andy, prawdopodobnie przez wzgląd na matematyka nie pyszczył, ale Ash podejrzewał, że jeszcze się nasłucha, jak tylko spotkają się gdzieś na terenie szkoły. I oby skończyło się jedynie na docinkach. Ash nie przepadał za obijaniem kolegom twarzy, ale potrafił się bić i nie wycofywał się, kiedy ktoś go zaczepiał. Zdecydowanie nie potrafił nadstawiać drugiego policzka.
Wysłuchał kolejnych przeprosić z tą samą kpiną, co poprzednio, jasno pokazując i nauczycielowi i chłopakom, że śmieszy go ta sytuacja. Zastanawiał się tylko nad motywami Huntera. On naprawdę chciał nawracać młodzież? W jego łagodnych oczach, cierpliwym podejściu i ciepłym głosie mógł doszukiwać się prawdziwości takich intencji, ale... nie potrafił w to uwierzyć tak po prostu. Nauczyciele nie starali się tak przesadnie. To się im nie opłacało. No i często było szkodliwe dla samych uczniów, jak na przykład w obecnym przypadku. Ash był niemal pewien, że cała ta sytuacja odbije mu się czkawką.
Kiedy pokój znów stał się cichy, a Hunter zwrócił na niego pełnię uwagi, Moon uśmiechnął się krzywo, wyraźnie na chwilę rezygnując z flirciarskiej postawy.
- Ależ nie ma za co - odparł wspaniałomyślnie. - Świetnie się bawię - zadrwił.
Oddał telefon, ale zanim nauczyciel zdążył cofnąć rękę, Ash mocno chwycił go za nadgarstek, nagle prostując się w fotelu. Nieoczekiwanie twarde spojrzenie jadowicie zielonych oczu było jednocześnie niepokojące, przyciągające i wymuszające posłuch. Chłopak zniżył głos, a rozbawiony wcześniej ton stał się poważniejszy i dojrzalszy.
- Wiesz, że to poskutkuje czymś zupełnie odwrotnym, nie? Zrobiłeś mi tylko większy kłopot. Więc może więcej mi nie pomagaj, co? - Zrobił krótką pauzę, jakby czekał na potwierdzenie, a potem powoli rozluźnił uścisk palców. Spojrzenie jednak wciąż miał zimne i ostre. - Potrafię sobie radzić, tym bardziej, że mam gdzieś, co tacy goście jak tamci trzej, o mnie myślą. Nie potrzebuję żeby ktoś bronił mojej pedalskiej dupy. - Dopiero po tych słowach odwrócił wzrok i z kamienną twarzą sięgnął po kartki z zadaniami. Miał dość. Hunter może i miał w sobie coś intrygującego, tę śmieszną naiwność młodego nauczyciela, ale po tej sytuacji Ashley bardziej postrzegał go jako zagrożenie niż jako wymierający okaz nauczycielskiej postawy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 782


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Mój wymarzony niegrzeczny chłopiec   Pon Lis 12, 2018 7:43 pm

- Odziedziczyłem po poprzednim nauczycielu matematyki. Chyba nie przepadał za towarzystwem. - Wzruszył lekko ramionami Gabriel, ignorując flirty swojego podopiecznego z zaskakującą wręcz skutecznością. Fakt, iż miał do czynienia właśnie z uczniem w jakiś sposób wszystko ułatwiał. Nie musiał się martwić jego motywacjami, nie musiał zastanawiać nad właściwą reakcją, nie czuł się tak naprawdę nawet jego obiektem zainteresowania. Z góry założył, że żadne podrywy i westchnienia nie mają sensu, ponieważ nic nie mogło z nich wyniknąć.
Było to zaskakująco wyzwalające. Mógł robić to, co do niego należało i wcale nie musiał się przejmować niuansami, własnym sercem i słabościami, które popychały ku dokładnie takim mężczyznom, jak Moon. Chyba po raz pierwszy w życiu Gabriel pozwolił sobie po prostu na obserwowanie, bez czynnego uczestnictwa i emocjonalnego zaangażowania. Tak, oczywiście, Ashley był całkiem przystojny, miał w sobie pewność emanującą seksem, a gdy oblizywał usta albo rzucał długie spojrzenia, chciało się znajdywać po drugiej stronie i być obiektem jego zainteresowania, ale… Nie było to nic więcej. Hunter być może potrafiłby sobie wyobrazić kilka namiętnych chwil w tych ramionach i ocierania o to męskie ciało, ale nie zamierzał. Ukrócił swoją wyobraźnię maksymalnie, nie dając sobie pozwolenia na żadne dwuznaczne myśli. Byli uczniem i nauczycielem i żadne nieprzyzwoitości nie mogły mieć pomiędzy nimi miejsca.
Zresztą, może i Ash był całkiem dojrzały fizycznie, ale umysłowo – niekoniecznie, czego dał dowód w chwili, w której skierował swoją kpinę na kolegów z klasy. Gabriel nie skomentował jego zachowania, uniósł jednak brwi w wyrazie dezaprobaty na tak jawny brak szacunku w tej sytuacji. Matematyk ani przez moment nie uważał, że obraźliwe słowa skierowane ku starszemu uczniowi w jakikolwiek sposób mogły sprawić mu przykrość. Byłby gotów założyć się o całkiem sporą sumę, że blondwłosy już dawno temu wyrobił sobie ogólnopojęte „wyjebanie” na takie kwestie i trzeba było więcej, by wywołać w nim jakąkolwiek ludzką odpowiedź. Ostatecznie jednak mógł przewidzieć reakcję chłopaka i wcześniej go ostrzec, by nie pyszczył – w tym momencie było już na jakiekolwiek hamowanie jego odruchów za późno.
Hunter skupił się na przekazaniu chłopakom swojego spojrzenia na sprawę, ignorując kpinę rozłożonego wygodnie na fotelu buntownika, decydując się na zostawienie go póki co w spokoju. Nie był cudotwórcą i nie mógł z dnia na dzień zmienić nastawienia Ashleya, szczególnie jeśli nie wywiązała się pomiędzy nimi żadna szczególna relacja – no, chyba że można było zaliczyć do niej decyzję ucznia, by za wszelką cenę zawstydzić lub skrępować matematyka. Wysiłki, które czyniły, na szczęście nie wywoływały póki co w Gabrielu żadnej desperackiej odpowiedzi.
Do czasu.
Oczy szatyna rozszerzyły się w zaskoczeniu, a on sam znieruchomiał. Nie spodziewał się, że Ash będzie na tyle bezczelny, by nawiązać z nim jakikolwiek kontakt fizyczny – ani, że zwróci się do niego takim tonem. Hunter na kilka chwil zwyczajnie skamieniał, zapominając języka w gębie i w milczeniu słuchając ostrych słów.
Wypuszczony z uścisku, nie cofnął się, a jedynie zmrużył oczy. Na moment uprzejmy i spokojny nauczyciel zniknął na rzecz bardzo zirytowanego Gabriela Huntera. Odłożył telefon na stół, nawet na niego nie patrząc, a potem przechylił się bardziej i chwycił blondyna za podbródek, wymuszając zwrócenie na niego wzroku.
- To zapewne będzie dla ciebie szokiem, Ashley, ale nie jesteś jedynym gejem w szkole, ani jedynym gejem, na jakiego trafią w swoim życiu. Im szybciej pokaże się im granice, tym szybciej się ich nauczą. – Wycedził powoli, dobitnie i tonem nieznoszącym sprzeciwu. Z mężczyzny, który pogrążony był w melancholijnych rozważaniach albo unikał bezpośredniej konfrontacji, nie zostało nic. Rozluźnił palce i odsunął dłoń od twarzy chłopaka, zakładając ręce na piersi. - To nie była lekcja ani przysługa dla ciebie, ale dla nich. Świat szkolny nie krąży tylko dookoła ciebie. - Wywrócił oczami, nie nazywając wprost swojego ucznia „niedojrzałym szczeniakiem”, ale jak na dłoni było widać jego zdanie na temat Ashleya. Odbił się od stołu i okrążył go, siadając z powrotem na swoim miejscu i odblokowując własny telefon.
- Sam sobie świetnie radzisz z robieniem sobie kłopotów, chociażby tymi ciętymi ripostami. Nie potrzebujesz do tego niczyjej pomocy. Wracaj do zadań. - Skinął głową w jego kierunku, a później skupił swoją uwagę na wiadomościach, które otrzymał tego poranka – i kolejnych dwóch, które przyszły wtedy, gdy zajęty był swoimi uczniami.
Westchnął ciężko. Czy naprawdę nikt tym buntownikom nigdy się nie sprzeciwiał? Szli tak przez życie z wianuszkiem kobiet u jednego boku i grupą pobitych wrogów u drugiego? Nikt nigdy nie przytemperował ich niedojrzałych zapędów, przez co zachowywali się w tak irytująco bezmyślny sposób?
Odłożył z powrotem komórkę na stół i zacisnął dwa palce na nasadzie nosa, zmuszając się do uspokojenia i nabrania do wszystkiego dystansu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 292


Cytat : I'm not a slut I just love love
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Mój wymarzony niegrzeczny chłopiec   Pią Lis 30, 2018 12:58 pm

Widząc zaskoczenie mężczyzny, Ash poczuł satysfakcję. W końcu. W końcu udało mu się wywołać w tym kawale betonu jakąś reakcję. Ale nim zdążył upoić się swoim małym zwycięstwem, Hunter zaatakował. Niemal dosłownie.
Moon sam się o to prosił, ale nie sądził, że coś takiego nastąpi. Hunter nie wyglądał na kogoś aż tak twardego. A jednak zrobił coś, czego nie zrobiłby byle nauczyciel. Bezceremonialnie chwycił ucznia za podbródek i cedził słowa, z niepokojącą pewnością patrząc w zielone oczy, których siłę spojrzenia, niewielu potrafiło znieść.
Ashley był zaskoczony, bez wątpienia, ale to nie zaskoczenie spowodowało falę ekscytacji, która zmusiła go do wzięcia głębszego oddechu. To nie przez zaskoczenie pozostał na miejscu, nawet nie próbując wyrwać się z uścisku palców.
Zsunął spojrzenie z jego oczu na wypowiadające słowa wargi, a choć był to gest jednoznaczny, to tym razem nie było w nim ani grama teatralności. Był zawstydzająco szczery. Dopiero kiedy nauczyciel cofnął rękę, chłopak pośpiesznie odwrócił głowę i zacisnął dłonie w pięści. Dał się złapać we własną pułapkę.
Poderwał się z miejsca i uderzając dłońmi o blat biurka Huntera, pochylił się nad nim. Zielone oczy ciskały gromy.
- To na drugi raz jak będziesz chciał dawać komuś nauczkę, zapytaj czy ktoś chce być jej narzędziem. - Warknął mu w twarz. Potem równie gwałtownie odwrócił się, chwycił telefon ze stołu, a plecak z ziemi i ruszył do drzwi.

***

Gabriel nie przypuszczał, że jego uczeń zareaguje taką złością. Spojrzenie, które mogłoby ujść za wypełnione pożądaniem i ciekawością było całkowicie spodziewane, nagły wściekły protest - ani trochę. Mężczyzna oderwał palce od nosa i uniósł wzrok na wzburzonego chłopaka, a zaraz potem do góry podążyły jego brwi. Zareagował zupełnie odruchowo, nie jak nauczyciel, ale... mężczyzna przyzwyczajony do wybuchów problematycznych kochanków. Jednym płynnym ruchem podniósł się do góry, okrążył biurko z drugiej strony i wyprzedził chłopaka, przykładając but do drzwi, by nie dało się ich tak po prostu otworzyć, a jednocześnie unosząc rękę pomiędzy Moonem a drzwiami.
- Nie należy do moich obowiązków konsultowanie z uczniami moich decyzji, a uczenie ich, Ashley. - Wycedzi dobitnie.

***

Ash zatrzymał się, w złości zaciskając zęby. Nie mógł uwierzyć w to, co widzi. Hunter naprawdę chciał go zatrzymać w pokoju wbrew jego woli? Przecież to nie przeszłoby w żadnej szkole. W obecnych czasach, jakkolwiek duże prawa miał nauczyciel, uczeń zawsze miał większe. Matematyk mógł mieć problem w związku ze swoim zachowaniem i to zdecydowanie większe niż Ashley ze swoim.
Blondyn parsknął pogardliwie i w niedowierzaniu pokręcił głową, a gdy w końcu spojrzał wprost na nauczyciela, uśmiechał się szyderczo.
- Mam to gdzieś - syknął. Wcale nie bał się stanowczego tonu. Bardziej niż strach, wywoływał w nim znajomą już ekscytację. Podszedł bliżej, znów bezczelnie patrząc Gabrielowi w twarz. Był tak blisko niego, że nawzajem mogli wyczuć ciepło swoich ciał i niemal namacalne napięcie pomiędzy nimi. - Wypuść mnie i daj mi spokój - wycedził wprost w jego usta, nie odwracając spojrzenia od oczu. Chłopak nie posunął się do tego, żeby szantażować mężczyznę. Jeszcze. Ale Hunter był na dobrej drodze żeby zrobić sobie w Moonie wroga.  

***

Hunter cofnął się o krok, gdy dotarła do niego niestosowność ich bliskości, jednocześnie jednak zmrużył oczy z irytacją, przez co jego ruch nie mógł ujść za unik. Założył ręce na piersi, dodając więcej dystansu i prychnął - tak, prychnął! - wprost pokazując, że cała ta agresja skierowana w jego stronę nie zrobiła na nim żadnego wrażenia.
- Przez tyle lat nikt ci się nie postawił, Ashley? Nikt nie powiedział, że powinieneś przestać robić uniki i dorosnąć? Zamiast wykorzystywać swoją matkę i seksualność za wymówki, z którymi nikt nie może dyskutować, posadziłbyś tyłek na tym cholernym krześle, zrobił test, a potem zabrał się do nauki, żeby nadać swojemu życiu większy sens, niż tylko szczekanie i buntowanie się wobec ludzi, którzy chcą ci pomóc. - Wywrócił oczami i cofnął się o kolejny krok, całkowicie odsuwając się od drzwi, ale jednocześnie pstryknięciem wskazał na opuszczony chwilę wcześniej fotel. - Nie jest ich znowu tak dużo, żebyś musiał ich odganiać kijem i rozpaczliwie udowadniać swoją niezależność, wszyscy ci wierzymy.

***

Po pierwszych słowach nauczyciela, od razu odwarknął: "Nie muszę ci się tłumaczyć!", ale kolejne spowodowały, że kpiące do tej pory spojrzenie, stało się ciemne od ledwo powstrzymywanej furii.
Kim on, do cholery był, że śmiał sugerować, że wykorzystuje chorobę matki czy własną seksualność, żeby się od czegokolwiek wymigać? Jakie miał prawo go osądzać, skoro w ogóle go nie znał? Jak śmiał wyciągać takie wnioski, skoro nie znał powodów?
- Myślisz, że jak przeczytałeś moje akta, to cokolwiek o mnie wiesz? - syknął, zastępując mu drogę. Napięty jak struna i gniewny, sprawiał wrażenie niepokojąco silnego i zdeterminowanego. Może i miał jedynie dziewiętnaście lat, ale w jego spojrzeniu nie było ani grama szczeniackiej dzikości. Był za to bardzo szczery i dojrzały gniew.
Teraz to on uniemożliwiał Hunterowi odsunięcie się od drzwi, całym sobą zmuszając go, żeby pozostał w miejscu, lub siłą utorował sobie drogę.
- Dobrze ci radzę, nigdy więcej nie sugeruj, że to, co robię nie ma sensu, bo jak boga kocham, przemodeluję ci ryj - wycedził lodowatym tonem. - Gówno o mnie wiesz, więc nie zgrywaj stanowczego i po prostu się odpierdol. Możesz próbować swoich... - Pstryknął wymownie palcami. - Na kimś, na kim zrobi to wrażenie. Nie jestem psem.

***

Hunter w zasadzie oczekiwał tego typu wybuchu. Jego uczeń nie sprawiał wrażenia takiego, który byłby skłonny podkulić ogon i się wycofać, szczególnie nie po tym, jak usłyszał tak twarde i brutalne słowa, które sprowokowałyby pewnie niejednego introwertyka, a co tu dopiero mówić o szkolnym buntowniku z problemami.
Matematyk nie cofnął się. Nie spróbował uciec, odepchnąć chłopaka, ani nawet zasugerować mu zwiększenia dystansu. Uniósł jedynie brew do góry i założył ręce na piersi, wysłuchując całej przemowy Ashleya – i owszem, w pewnym momencie dotarło do niego, że nie ma do czynienia z nastolatkiem, ale kimś, kto mimo zabawowej, prowokacyjnej postawy, gdzieś tam dojrzał. Może nie do końca, może nie we wszystkich aspektach, ale gdzieś tam był mężczyzna, który niejedno już widział.
Nawet nie mrugnął na groźbę, która niewątpliwie powinna doprowadzić do wyrzucenia Moona za próg szkoły z wilczą kartą.
- Ach tak, więc czego o tobie nie wiem, Ashley? Jaki to masz cel w życiu, który wymaga unikania nauczycieli i ignorowania ich poleceń? Dobre stopnie? Przyjęcie na dobry uniwersytet? Czy udowodnienie światu, że potrafisz zmarnować szansę, jaką sobie sam wywalczyłeś? - Zmrużył oczy.

***

Moon również mrużył oczy, gniewnie i z pogardą dla słów nauczyciela.
- Nie muszę ci się tłumaczyć - powtórzył dobitnie. Ta rozmowa kończyła się tutaj. Ash pociągnął za klamkę, nie bacząc na to, że szarpnięciem otwierając drzwi, uderzył nimi Huntera. Wypadł na korytarz zły jak szerszeń i nie wrócił już na resztę lekcji.
Nie miał zamiaru rezygnować ze szkoły przez nowego, wkurwiającego psora. Koleś mógł chcieć go udupić za pyskówkę, ale Ashley był zbyt inteligentny na to, by dać się udupić. Co więcej, miał zamiar pokazać matematykowi, że doskonale radzi sobie bez jego czujnego, oceniającego oka. Dlatego właśnie zaczął nadrabiać materiał i dlatego na spotkaniu z psycholog nie pisnął nawet słowa o incydencie. Natomiast słysząc jej sugestię żeby się do Huntera zwrócił, pokiwał jedynie głową, przyznając, że jeśli będzie potrzebował jego rady, na pewno się zgłosi. Zadowolona z takiej odpowiedzi kobieta, wypytała go jeszcze o sytuację w domu, a gdy i na tym polu Ash ją uspokoił, puściła go, życząc mu wszystkiego dobrego i zapewniając, że zawsze może się do niej zwrócić.
Ashley nie zamierzał. W końcu wychodził na prostą więc nie potrzebował wiszącej nad głową pedagog. Radził sobie lepiej odkąd zamieszkała z nimi ciotka. I cały świat z Hunterem na czele mógł pocałować go w dupę. Nikt nie był mu potrzebny, a już na pewno nadęci ludzie, którzy usilnie chcieli pomagać człowiekowi, który tej pomocy nie potrzebował.
Ash święcie wierzył w to, że kiedy już skończy psychologię, w życiu nie będzie tak kiepski jak ludzie, których spotkał na swojej drodze.
Od feralnego dnia w gabinecie Huntera, Ash nie opuścił już żadnej lekcji, a na wszystkich, które prowadził matematyk, niemal bezczelnie zgłaszał się, otwarcie mówił, że czegoś nie potrafi i wyraźnie skupiał się, by zrozumieć. Przestał rzucać nauczycielowi zalotne spojrzenia, traktując go z obojętnością jaka nauczycielowi (w jego mniemaniu) się należała.
Wciąż jednak wyróżniał się z tłumu i skupiał na sobie wzrok wielu uczniów. Przez swoją buńczuczną postawę i niechęć do zawierania nowych znajomości, zrobił sobie kilku wrogów, a kilku miał już dzięki zabiegom nauczyciela. Ale radził sobie. Docinki spływały po nim jak po kaczce i wszystko byłoby dobrze, gdyby któregoś popołudnia po zajęciach, werbalne groźby nie stały się realne.
Ash oddawał spóźniony esej, więc wychodził ze szkoły już po kolejnym dzwonku. Korytarze świeciły pustkami, ale ten spokój mu odpowiadał. Nie spieszył się jakoś szczególnie, a że miał w uszach słuchawki, nie usłyszał Marka i jego świty, którzy zaszli go od tyłu. Dopiero kiedy poczuł pchnięcie, które niemal zwaliło go z nóg, zorientował się, że coś jest nie tak. Odmachnął się odruchowo, ale nie trafił w napastnika. Adrenalina momentalnie rozpędziła mu krew i nawet pomimo tego, że żaden z chłopaków nie próbował go uderzyć, a jedynie rzucali w niego obelgami, Ash się nie wahał. Chwycił pierwszego za koszulkę i wymierzył (tym razem celny) cios w jego twarz. Z nosa chłopaka chlusnęła krew. Posypały się wiązanki przekleństw, reszta rzuciła się na Moona w furii, byle tylko uratować honor kolegi. Po tym rozgorzała prawdziwa walka, której Ash nie mógł wygrać. Jak bardzo dobry by nie był w praniu ludzi po twarzach, trzech na jednego to zawsze było za dużo.
Po kilku chwilach wypełnionych szamotaniną, zduszonymi okrzykami bólu i kolejną porcją obelg, Ashley został sam, siedząc na ziemi, opierając się o szkolne szafki. Z nosa obficie kapała mu krew, wsiąkając w materiał koszulki. Bolały go żebra, w które dostał porządnego kopa, a lewy policzek na bank za chwilę pokryje się siną opuchlizną. Mimo to, chłopak nie pomstował i nawet się nie krzywił. Odpoczywał, chowają głowę pomiędzy ramionami. Łokcie oparł na zgiętych kolanach i przymknął oczy. Wiedział, że powinien zebrać się możliwie szybko żeby nie wyczaił go żaden z nauczycieli, ale na tamtą chwilę... miał wyjebane. Musiał złapać oddech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 782


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Mój wymarzony niegrzeczny chłopiec   Sob Gru 01, 2018 4:18 pm

Hunter jednak nie potrafił podejść do swojego (bardzo niechętnego) podopiecznego tak, by do niego dotrzeć. Przegrał z kretesem, nawet jeśli zajęło mu to trochę więcej czasu, niż innym nauczycielom. Jedyne, co mu pozostało, to czekać na moment, kiedy zostanie zwolniony – albo ze względu na czyjąś skargę, albo dlatego, że nie wywiązał się ze swoich obowiązków. Ashley był jednak nastolatkiem i zdobycie jego uwagi i sympatii nie było tak proste, jak przyciągnięcie spojrzenia pierwszego lepszego bad boya w klubie.
Gabriel nie nadawał się ani na nauczyciela ani na partnera. To była dosyć depresyjna konkluzja, ale całkiem logiczna w jego sytuacji. Nie prowadziła rzecz jasna do niczego, ponieważ nie wchodziła w grę rezygnacja ani z posady, ani ze związku z Davidem. Matematyk mógł jedynie zaciskać zęby i przeć do przodu, licząc że problemy w końcu same się rozwiążą – albo na jego korzyść, albo przeciwnie, niszcząc wszystko, o co się starał przez ostatnie kilka miesięcy.
Dlatego uczył kolejne roczniki, zadawał następne zadania, sprawdzał testy, przesiadywał na dyżurach i udawał, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Nie miał prawa swoich wątpliwości i porażek życiowych mieszać z problemami uczniów. On był tylko narzędziem, które miało za zadanie sprawić się możliwie najlepiej, a nie podmiotem.
Zrezygnował z prób podejścia do Moona w jakikolwiek sposób, dając mu cały dystans świata, jakiego potrzebował. Sprawdzał obecność, odpowiadał na zadane pytania, tłumaczył wszystkie wątpliwości i może raz lub dwa wziął go do tablicy, tak jak robił z każdym innym uczniem. Nic więcej, nic mniej. Było niemal tak, jakby nigdy nie wyciągnął ku niemu ręki, nie przeprowadził tej niemiłej rozmowy w gabinecie, nie łapał się czasami na tym, że wpatrywał się w jego grzywkę, wystający spod koszuli tatuaż lub wygięte drwiąco wargi.
Na szczęście, chłopak radził sobie na tyle dobrze, że nie skończył z żadną negatywną oceną – chociaż Gabriel był niemal pewien, iż gdyby przyjął jego pomoc, szybko mógłby skończyć z najlepszymi stopniami na roku. Zmusić go jednak najwyraźniej nie mógł, ani dobrocią ani groźbami nie odnosząc żadnych skutków, dlatego zrezygnował, odpychając poczucie winy daleko od siebie.

Po raz pierwszy został po lekcjach po to, by porozmawiać z uczennicą o jej problemach. Nie zwróciła się bezpośrednio do niego, a odesłała ją pedagog – rzecz jasna dlatego, iż należała do mniejszości seksualnej. W opinii Huntera dziewczyna potrzebowała pomocy psychiatry, a nie rozmowy z nauczycielem-gejem, ale poświęcił swój czas bez mrugnięcia okiem, możliwie najdelikatniej wyciągając z niej problemy, przez które nie tylko przestała sobie radzić w nauce, ale zamknęła się też całkiem na bliskich. Nie miał dla niej żadnego magicznego rozwiązania, ale poszło mu przynajmniej lepiej, niż z Moonem – ponieważ jego pomoc została zaakceptowana. Megan Forest była śliczną nastolatką, która za bardzo angażowała się emocjonalnie. To był jej jedyny problem, który w tym momencie oscylował w okolicy granicy depresji. Och, no i tęczowe włosy. Pomyślałby kto, że w dwudziestym pierwszym wieku nie powinno to być kłopotem – a jednak dzieciaki przyczepiły się tego jednego szczegółu, czyniąc życie dziewczyny horrorem. Gabriel jednocześnie bardzo jej współczuł i cieszył się z tego, że lata własnej młodości miał już za sobą. Jego jedynymi zmartwieniami były przynajmniej rzeczy, na które miał jakikolwiek wpływ – a nie opinia kolegów i koleżanek ze szkoły, którzy nie potrafili zachowywać się racjonalnie nawet w najmniejszym stopniu. Jeden źle ułożony włosek wystarczał do tego, by podjąć decyzję o zniszczeniu czyjegoś życia i samooceny.
Ach, no i Megan kochała się w koleżance z koła naukowego. Właśnie z tej przyczyny została odesłana do Gabriela, który nie miał żadnego doświadczenia z dziewczynami i nie mógł obdarzyć uczennicy żadną, nawet najmniejszą, sensowną poradą w kwestii jej problemów miłosnych. Dobra robota, pani pedagog.
Hunter wyszedł razem z uczennicą ze swojego gabinetu, niespiesznie ubierając po drodze kurtkę i zawiązując na szyi szalik. Po drodze do wyjścia prowadził z nią niezobowiązującą rozmowę o książkach, wyławiając z głowy wszystkie możliwe tytuły, które mogłyby w jakiś sposób pomóc jej w znalezieniu sposobu na porozmawianie z koleżanką-miłością-jej-życia w taki sposób, by nie doszło do wielkiej katastrofy. Literatura stricte kobieca nie była jego konikiem, ale robił co mógł, by dziewczynie pomóc, a w ciągu ostatnich dwóch godzin na żadne inne rozwiązanie nie wpadł. Nie było późno, ale niewielu uczniów i nauczycieli zostało jeszcze w szkole, przez co Gabriel odniósł wrażenie, że się zasiedział. Sięgnął po telefon, chcąc sprawdzić, czy David przypadkiem do niego dzwonił – bo ostatnimi czasy jego luby zaczął być chorobliwie zazdrosny o każdą chwilę, której matematyk nie spędzał w domu, czekając na niego, najlepiej już przygotowany na kolanach na łóżku, gotowy do ostrej zabawy.
Z jednej strony było to poprawą ich sytuacji – w końcu mężczyzna przestał zdradzać i wrócił być zaspokajanym do niego – ale z drugiej, było to dwa razy bardziej męczące niż przejmowanie się, z kim też przystojny kochanek spędza kolejne chwile. Gabriel czuł się niemal tak, jak mogłaby czuć się seks lalka i nie podobało mu się to wrażenie. Co rano spędzał zdecydowanie za dużo czasu pod prysznicem, próbując zmyć z siebie wszystkie dowody namiętnej nocy. Sperma nigdy wcześniej nie była tak wkurwiająca, a ciało – obolałe.
Znów był wykorzystywany, ale w innym celu.
Zaskoczone piśnięcie dziewczyny oderwało mężczyznę zarówno od gorzkich myśli, jak i ekranu telefonu (na którym wściekle migotały trzy nieodebrane połączenia i dwie wiadomości). Podniósł wzrok, rozglądając się po korytarzu, szukając powodu, dla którego panna Forest zmieniła się na moment w zaskoczoną syrenę – a potem dostrzegł skulonego chłopaka.
Ashleya Moona. To w ogóle nie ulegało wątpliwościom, nie sposób było go przeoczyć, czy pomylić. Sam fakt, iż siedział na ziemi, nie był przesadnie szokujący – ale kilka ewidentnych plam po krwi obok niego zdecydowanie bardziej przykuwało spojrzenie.
Hunter w duchu jęknął.
Przyspieszył kroku, chowając do kieszeni telefon, ignorując póki co zaborczego i niewyżytego Davida.
- Ashley? Coś się stało? - rzucił po drodze, zaraz docierając do chłopaka. Przykucnął przed nim, na moment ignorując uczennicę. Nie dotknął chłopaka, czekając przez moment na reakcję, zachowując bezpieczny dystans. Gdy ten wreszcie na niego spojrzał, jego oczom ukazał się… ewidentny obraz pobicia.
Wspaniale.
- Czy masz coś złamanego? Potrzebujesz pomocy? - spytał, zmuszając głos do łagodniejszego brzmienia, w którym nie odzwierciedlałoby się jego zaniepokojenie. O ile Hunter miał doświadczenie z osobami pobitymi, o tyle nie miał pojęcia, jak w zasadzie podejść do ucznia, który wcale nie tak dawno temu wyszedł z jego gabinetu trzaskając drzwiami i jasno oświadczając, że nie chciał od niego nawet minimalnego wsparcia.
Wyprostował się odrobinę i skierował spojrzenie na Megan.
- Mogłabyś proszę wezwać woźnego? - rzucił, posyłając dziewczynie zachęcający uśmiech. Gdy ta oddaliła się pospiesznym krokiem, zwrócił wzrok z powrotem na Moona. - Dasz radę wstać? Powinieneś z tym udać się do pielęgniarki… albo chociaż do łazienki? - spytał, przekrzywiając głowę w pytającym geście.
Jak bardzo polityka szkoły jest przeciwna pobiciom? Czy powinienem to gdzieś zgłosić? - próbował sobie w tym czasie przypomnieć któreś z licznych szkoleń, którym został poddany przed rozpoczęciem pracy w szkole.
Cholera jasna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 292


Cytat : I'm not a slut I just love love
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Mój wymarzony niegrzeczny chłopiec   Nie Gru 02, 2018 12:33 am

Pisk dziewczyny wyrwał go z otępienia. Uniósł głowę i rzucił jej karcące spojrzenie. Nie musiał się odzywać, samymi oczami jasno potrafił powiedzieć "zamknij mordę". Ale pisk dziewczyny nie miał znaczenia, bo ramię w ramię z nią, szedł jeden z nauczycieli - Gabriel Hunter, "ulubiony", homosiowy matematyk. Ash skrzywił się jeszcze bardziej. On jako ostatni powinien widzieć go w takim stanie. Życie to jednak złośliwa kurwa.
Wyprostował kolana, siadając na ziemi w całkiem otwartej pozycji i westchnął ciężko, lekko kręcąc głową w odpowiedzi na pytanie. Wydawał się zmęczony, ale nie zły albo niechętny wobec pomocy nauczyciela. Był obojętny jak przez wszystkie ostatnie tygodnie.
- Nic się nie stało, nic mi nie jest. Dostałem wpierdol, zdarza się. - Uśmiechnął się gorzko, ignorując ból policzka, a potem spojrzał na dziewczynę, ale nim zdecydował się do niej odezwać, Hunter ją odprawił. Ashley więc powoli dźwignął się z ziemi. Nie chciał by woźny go tu widział. I tak na pewno jutro w szkole będzie o tym głośno, bo gówniara wyraźnie przejęła się widokiem zalanego krwią Moona.
Dodatkowa plota, świetnie.
- Nie chcę żadnego cyrku, ok? Zaraz się zbiorę - wymamrotał, ocierając nos wierzchem dłoni. Ciemna smuga krwi wrzeszczała czerwienią na tle bladej skóry. Zaklął cicho i ruszył w kierunku drzwi łazienki. Nie zamierzał tłumaczyć się Hunterowi. Właściwie nieważne na kogo by wpadł i tak zareagowałby podobnie - milczały na temat incydentu. Sam radził sobie ze swoimi kłopotami, a jak Hunter pewnie już zauważył, nie był konfidentem. Wszystkie sprawy załatwiał sam i obecna niczym się nie różniła.
Pchnął drzwi, które zaskrzypiały cicho w odpowiedzi. Gdy znalazł się w chłodnym wnętrzu łazienki, stanął na przeciw jednej z umywalek i odkręcił wodę. Musiał zmyć z siebie krew żeby nie straszyć ciotki, kiedy wróci do domu.
***
Gabriel nie był zaskoczony zamkniętą postawą ucznia. Celowo nie zaczął go wypytywać o to, co też się wydarzyło, z kim się pobił i z jakiej przyczyny. Był gotów oddać prawą rękę za zakład, że i tak niczego by się od niego nie dowiedział. Po co marnować czas i energię oraz negatywnie nastawiać do siebie Ashleya?
Podążył za nim do łazienki, wszedł do jednej z kabin i wyjął rolkę papieru. Obracając ją w dłoniach, zbliżył się do nastolatka, a potem podsunął przed chłopaka. Początkowo zamierzał nie uczestniczyć w całym procesie doprowadzania się do ładu, a jedynie upewnić, że z Moonem jest wszystko mniej-więcej w porządku, ale widząc cieknącą wciąż krew, mruknął coś pod nosem, odwinął część papieru i lekko przycisnął, pozwalając cieczy wsiąknąć.
- Na pewno nic ci nie połamali? Żadnych wybitych zębów? - rzucił pytająco, popychając lekko chłopaka, by oparł się tyłkiem o umywalkę i zwrócił przodem w jego stronę. - Wpierdol czy nie, szkoła jest odpowiedzialna za tego typu szkody.
***
Kiedy Hunter wszedł do kabiny po papier, Ashley obmywał twarz. Krew faktycznie nie chciała przestać lecieć. Wciąż wyciekała z powoli puchnącego nosa. Nie była to jednak pierwszyzna dla młodego pana Moona. Zdarzyło mu się dostać w twarz niekiedy nawet dużo mocniej niż teraz. Pomimo bólu pomacał się więc żeby sprawdzić czy niczego mu nie złamali i wszystko wydawało się być w porządku. Krew zapewne przestanie lecieć po chwili.
- Nie musiał pan tu za mną leźć - powiedział, widząc w lustrze jak mężczyzna zbliża się do niego z rolką papieru toaletowego. - Mówiłem, że nic mi nie jest. - Ale Hunter był głuchy na protesty, co właściwie wcale Moona nie dziwiło. Ostatnim razem, kiedy się skonfrontowali, również był uparty. Ash nie oponował więc, kiedy nauczyciel obrócił go ku sobie i przycisnął mu papier do nosa. Syknął tylko i rzucił oburzone spojrzenie spod ściągniętych mocno brwi, no bo przecież zabolało. Ale poza tym, był całkiem spokojny.
Przekleństwo w ustach nauczyciela wcale go nie zaskoczyło, co zauważył dopiero po chwili, kiedy uznał, że... powinno. Który nauczyciel odzywałby się w ten sposób?
- Sam mogę to zrobić - wymamrotał, próbując samemu przytrzymać papier. Gdy mu się udało, lekko pokręcił głową. - Wszystko na miejscu. A szkoła nie ma nic do tego. To moja sprawa i sam się nią zajmę.
***
Gabriel wywrócił oczami. Tym razem nie próbował z chłopakiem dyskutować, ani zapewniać go, że tak, oczywiście, że sam sobie poradzi. Nie było sensu marnować czasu na rozmowy, które i tak w przypadku Moona prowadziły donikąd. Zamiast memłać jęzorem, matematyk przeszedł do czynów – a gdy Ashley odepchnął jego dłoń spod nosa, nawinął na dłoń czysty papier i nieśpiesznie zaczął suszyć twarz nastolatka, zaczynając od tej nieopuchniętej strony, zdejmując z niego zarówno wodę, jak i resztki krwi.
- To nie jest twoja sprawa, bo wydarzyła się na terenie szkoły. Nie zachowuj się jak przedszkolak, wiesz jak to działa – wycedził z czymś, co brzmiało na jednoczesną rezygnację i irytację. Wyrzucił zwitek papieru do kosza na śmieci, lekko odepchnął dłoń chłopaka i wyrzucił też i ten przesiąknięty krwią, a potem podał mu nową garść do przyłożenia i zatamowania krwotoku.
Potem obrócił się, przepłukał swoje dłonie, nawinął znowu trochę papieru i – tym razem znacznie delikatniej – zaczął czyścić szybko puchnący policzek. Będąc obróconym do chłopaka bokiem, zademonstrował delikatne, czerwone i fioletowe ślady na szyi, odbijające się ślicznie w bocznym lustrze.
- Powinieneś przyłożyć do tego coś zimnego, zanim będziesz wyglądał jak wiewiórka – mruknął pod nosem, wyrzucając kolejną partię zakrwawionego materiału, a później sięgnął do torby i wyjął z niej przenośny, ceramiczny kubek. Nalał do niego lodowatej wody, a później wsadził w dłoń chłopaka, lekko popychając ją do góry, jednoznacznie sugerując, co też powinien z nim zrobić.
To, jak wiele razy miał do czynienia z pobitymi, wytatuowanymi facetami i jak często wymyślał naprędce, jak im pomóc, było śmieszne.
Strzepnął dłoń chłopaka z nosa po raz kolejny, wyrzucił kolejny zwitek poplamionego papieru, a później na jego miejsce wsadził dwa, zwinięte w średniej wielkości rulony, kawałki. Te znacznie lepiej przyległy do nozdrzy i wyciągnęły z nich nadmiar krwi. Matematyk delikatnie ścisnął palcami nos Moona, upewniając się, że faktycznie jest w jednym kawałku i że nie pozostanie w nim posoka.
***
Kiedy mężczyzna zaczął obmywać mu twarz, początkowo cofnął głowę, patrząc na niego ostrzegawczo, ale gdy to nie podziałało... zrezygnował. Nie chciał szarpać się z upartym psorem. Zamiast tego przyglądał się jego ściągniętej irytacją twarzy.
Skoro tak cię to wkurza, to czemu to robisz? Po co się tak starasz?
Nie wypowiedział swoich myśli, ale pewnie część z nich odbiła się w jego spojrzeniu.
Kiedy nauczyciel zrugał go za błędne myślenie, Ash jedynie westchnął ciężko. Wiedział jak to działa. Oczywiście, że wiedział, ale sądził, że da się to załatwić bez specjalnego rozdmuchiwania problemu. Bo to, że takie rzeczy zdarzały się w każdej szkole, było wiadomo nie od dziś. Zdarzały się i będą się zdarzać. A im bardziej wnikało się w kłopoty uczniów z problemami, tym bardziej (według Moona) pieprzyło się im życia. On miał życie wystarczająco spieprzone.
- Poważnie nie chcę zrobić z tego problemu. Nie pierwszy i nie ostatni raz dostałem wpierdol. Jak się znów wtrącisz, nie będzie lepiej. Naprawdę. - Na chwilę przytrzymał jego nadgarstek żeby podkreślić swoje słowa, ale i tym razem został zignorowany. Westchnął po raz wtóry. Czy do tego faceta cokolwiek docierało, czy był tak zaślepiony swoim powołaniem, że nie dostrzegał prawdziwych potrzeb swoich uczniów?
W metodycznych ruchach Huntera była jakaś pewność, zupełnie jakby robił podobne rzeczy wiele razy. Ashley zastanawiał się czy czasem nie robił jakiegoś rozszerzonego kursu pierwszej pomocy...
Poddał się jego zabiegom bez dalszych sprzeciwów, po prostu czekając aż nauczyciel zaspokoi swoją potrzebę spełnienia się na polu opiekuna. Ash po prostu przyglądał mu się z nieco naburmuszoną miną, rezygnując z ostrzejszych prób uwolnienia się od zabiegów mężczyzny... no przynajmniej do chwili, kiedy za kołnierzykiem koszuli matematyka nie dostrzegł wyraźnych śladów po namiętnych pocałunkach. Wtedy uśmiechnął się sugestywnie i lekko dotknął jego szyi palcami.
- Widzę, że psor w nocy nie próżnował - parsknął, przyjmując kubek i przykładając go sobie do policzka. - I dzięki tym dowodom żaden uczeń nie powie "jest taki wkurwiony, bo mu nie dała" Eee... nie dał - poprawił się i parsknął po raz drugi. Wiedział, że jego zaczepka była strasznie szczeniacka, ale jakoś... nie mógł się powstrzymać. Liczył też, że zobaczy piękny obraz konsternacji na twarzy Huntera.
***
- Nie będzie lepiej tobie, czy nie będzie lepiej komuś, kto jest słabszy i nie da rady się obronić? - spytał, mrużąc oczy ze zirytowaniem. To, jak krótkowzroczny był Moon, nie mieściło mu się w głowie. Oczywiście, nie mógł być zaskoczony – koniec końców, miał do czynienia ze zbuntowanym nastolatkiem, skupionym zapewne w stu procentach na własnych problemach. Oni zawsze byli tacy sami.
Nawet wtedy, gdy wychodzili ze szkoły, ze studiów i wciągali do swojego życia innych ludzi. Tacy sami, egocentryczni buce.
Westchnął, nie kontynuował jednak i tej dyskusji. Jeśli Moon nie będzie chciał, nie powie, kto go zaatakował – a jeśli nie powie, nic nie będzie można z tym zrobić. Nie było świadków, nie było innych pobitych. Co najwyżej mógłby dostać kolejną naganę.
Matematyk zamierzał jednak nie dopuścić do takich konsekwencji. Byłoby to skrajnie niewłaściwe, gdy nie wiadomo było kto i o co się pobił. Czy Ashley się bronił, czy atakował? Ilu było napastników? Pełno niewiadomych.
Drgnął, wracając do rzeczywistości. Dotyk na szyi zbił go z tropu, ale jeszcze bardziej zaskoczyły go słowa chłopaka. Czy to możliwe…?
Obrócił głowę, spoglądając w lustro.
Tak, to możliwe.
Przez jego twarz przemknął cień irytacji. Prychnął pod nosem, odłożył resztkę rolki papieru na brzeg umywalki i poprawił kołnierzyk, zakrywając znaczną część śladów namiętnej nocy. Podkład w końcu musiał się zetrzeć, pewnie miał cały brzeg koszuli w kremowych śladach.
- Moje życie seksualne może jawić się jako fascynujące, ale zapewniam, że jak tylko skończysz szkołę, lekcje matematyki będą dla ciebie ciekawsze niż parę malinek – mruknął, krzywiąc się lekko, gdy materiał musnął opuchniętą skórę.
Ugryzienia. Malinki. Kiedyś uważał je za seksowne oświadczenia przynależności. Teraz były dla niego wyłącznie potwierdzeniem upadku.
***
Zostawili temat pobicia i bardzo dobrze, bo Moon faktycznie nie miał zamiaru o tym mówić. Zamiast tego chętnie podjął nowy temat, choć raczej z wrodzonej chęci uszczypliwości niż faktycznego zaciekawienia życiem seksualnym nauczyciela.
- Niech się pan tak nie złości. - Moon nonszalancko oparł się o umywalkę i zaśmiał się cicho, wyraźnie usatysfakcjonowany burkliwością nauczyciela. - Nie wnikam, pana sprawa... - Spojrzał Hunterowi w twarz, i pomimo puchnącej twarzy i wystających z nosa ruloników papieru, uśmiechnął się całkiem sugestywnie. - ...Sądzę jednak, że jakkolwiek kochałbym matematykę, to seks zawsze będzie lepszy. - Mrugnął do nauczyciela porozumiewawczo, sugerując, że kompletnie inaczej zrozumiał jego słowa.
***
- Nie, nie będzie – powiedział ostro, wręcz nieprzyjemnie, na moment tracąc maskę nauczyciela i stając się zwykłym, zmęczonym i zawiedzionym życiem człowiekiem. Irytacja aż od niego emanowała, a wykrzywione usta wyrażały niewątpliwą złość.
Potem obrócił głowę w przeciwną stronę, uciekając od spojrzenia chłopaka, które musiało być wypełnione zaskoczeniem. Dał się ponieść, jak idiota, znowu. Nigdy nie potrafił przy tych cholernych flirciarzach zachować pełni spokoju i reagował na prowokacje aż miło.
Dlatego niegrzeczni chłopcy na niego lecieli. Lubili patrzeć, jak traci maskę spokoju.
Odetchnął ciężko, zmuszając się do uspokojenia. Obrócił głowę z powrotem i zabrał się za czynności, które nie wymagały rozmowy i nie przypominały mu o męczącej nocy.
Był sekszabawką z funkcją gotowania i sprzątania.
Wymienił ruloniki na nowe.
- Już prawie nie krwawisz, to dobrze – mruknął.
***
Istotnie, Ashley był zaskoczony. I nie zdążył się z tym ukryć, choć właściwie wcale nie chciał. Bo i po co? Zachowanie Huntera było... ciekawe. Moon przestał zwracać uwagę na matematyka sądząc, że jakakolwiek relacja z nim będzie kłopotliwa, ale nie mógł zupełnie wyprzeć się tego, że na lekcjach oglądał go z przyjemnością. Nic dziwnego, bo zapewne robiła tak połowa (jak nie większa część) dziewczyn w klasie i pewnie wszyscy geje w liczbie (na cały rocznik) trzech, przynajmniej trzech o których Moon wiedział. Hunter był po prostu czymś nowym w szkole, młodym i przystojnym w porównaniu do reszty podstarzałej kadry. Przyciągał uwagę. I od tej naturalnej ciekawości Ashley wcale za bardzo nie odstawał. Tylko dobrze się krył, dla własnego spokoju. Teraz jednak, mając obraz nagłej irytacji i niechęci wobec... seksu, nie mógł przejść obok Huntera obojętnie. Znaczy, mógł, ale nie chciał. Poza tym, korciło go, by zobaczyć jak pan matematyk zachowa się, kiedy to ktoś kompletnie obcy zaproponuje mu wielkodusznie swoje ucho do wysłuchania problemów.
Ash milczał przez chwilę, wyraźnie poważniejąc. Spojrzał w niewielkie okno z dymionego szkła i wyglądało na to, że nie podejmie tematu, ale gdy mężczyzna wymienił mu prowizoryczny opatrunek, chłopak spojrzał na niego całkiem... neutralnie, bez burmuszenia się, złośliwości czy uśmiechu.
- Panie Hunter, ma pan kłopoty? Ktoś pana do czegoś... - zawahał się wyraźnie - zmusza? - Zmarszczył brwi i zdziwił się jak w żołądku ścisnęło go nieprzyjemnie, kiedy wypowiedział ostatnie słowo. A co jeśli przyzna się, że tak jest? Co wtedy? Jeśli naprawdę miał takie problemy? Własna bezmyślność chlusnęła w Moona wiadrem zimnej wody. Mimo to, czy mógł się teraz wycofać? To byłoby okrutne, gdyby to wyśmiał. Nawet on nie był taką kanalią, by zrobić coś takiego. Zachował więc spokój, a przynajmniej próbował i brnął dalej. - Chce pan pogadać? - Przyjrzał się mu z powagą, której Gabriel jeszcze u niego nie widział.
***
Zawiódł jako nauczyciel. Nie tylko nie potrafił pomóc uczniowi, ale jeszcze pokazał, że sam ma problemy. Pozwolił sobie na moment stracić opanowanie, dystans, a świadkiem tego był uczeń. Do tego ten konkretny uczeń. Co miał mu powiedzieć? Skłamać prosto w twarz? Powiedzieć prawdę? Przyznać się przed sobą i przed dzieciakiem, że jest cholernie słabym człowiekiem, który sam potrzebuje pomocy?
Jego spojrzenie delikatnie zalśniło. Zamrugał, odwracając znów głowę.
- Nie, Ashley. To nic, czym powinieneś się przejmować. - Zmusił usta do uśmiechu i oderwał dłonie od chłopaka. Przeczesał nerwowym gestem swoje włosy, odchrząknął i wyprostował się odrobinę, zbierając w sobie. Spojrzał na chłopaka, który czasami zachowywał się jak dzieciak, którym należało potrząsnąć, a czasami analizował sytuację niczym prawdziwy, dojrzały człowiek. W tym momencie patrzył na niego z powagą, oferując spokój i zrozumienie. Wysłuchanie problemów, którymi z nikim Gabriel nie mógł się podzielić.
Ale z nim też nie mógł.
- Nikomu na ciebie nie naskarżę. Nie spraw, że będę tego żałować. - Poklepał go lekko po ramieniu. - A jeśli będziesz potrzebował pomocy, z matematyką… czy z czymkolwiek innym, to wiesz, gdzie mnie znaleźć. Naprawdę od tego jestem. - Zapewnił chłopaka, a potem skinął na niego głową. - Już nie krwawisz. Idziesz do domu na piechotę, czy na przystanek? Odprowadziłbym cię kawałek, żeby się upewnić, że nie padniesz na ulicy na ziemię.
Do niczego nie doszło. Wszystko było dokładnie tak, jak być powinno. Normalne relacje między uczniem a nauczycielem.
Nie, wcale nie. Hunter od początku nie potrafił utrzymać tego neutralnego podejścia i teraz nie było inaczej. Jak mogli wrócić do relacji, która nigdy nie istniała?
***
Słysząc słowa nauczyciela, widząc jego konsternację, Ash uśmiechnął się gorzko i to nie tylko dlatego, że faktycznie wyglądało na to, że Hunter ma problemy, ale też dlatego, że nie chciał się nimi dzielić. To właściwie było zrozumiałe, on był nauczycielem, Ash był uczniem. Dzieliła ich ogromna teoretyczna przepaść.
- Gdybyśmy nie spotkali się w szkole, nie musiałby się pan martwić tym, że nie wypada panu mówić o swoich kłopotach - zauważył całkiem łagodnie i wyciągnął z nosa ruloniki. Wrzucił je do śmietnika i wrócił spojrzeniem do Huntera, uważnie studiując jego zmęczone oblicze. - I naprawdę nie chcę być teraz bucem, ale nie może pan wymagać ode mnie, że będę się zwierzał, kiedy pan milczy. - Lekko wzruszył ramionami. - Dla mnie wymiana jest równa. Jeśli miałbym na panu polegać, to pan musi polegać na mnie. - Te słowa wypłynęły z jego ust niezwykle gładko i sprawiły, że kiedy wybrzmiały, poczuł się odrobinę głupio. Właśnie oferował psorowi jakiś dziwny rodzaj komitywy, nie do końca wiedząc dlaczego właściwie to robi... Może była to kwestia zagubienia, które zobaczył w oczach mężczyzny? Coś, co podpowiedziało mu, że ten człowiek, nauczyciel, nie był... bezduszny? A może tak naprawdę leciał na niego od początku, ale nie potrafił wcześniej tego okazać? Cóż, nie był pewien, ale nie pożałował swoich słów.
- Jasne, dzięki - odparł, słysząc, że matematyk zostawi sprawę pobicia. - Jestem wbrew pozorom mało problematyczny. - Uśmiechnął się krzywo i zapiął bluzę żeby zasłonić plamy krwi na koszulce, a potem odepchnął się od umywalki. Wychodziło na to, że rozmowa jest skończona, ale kiedy Hunter zasugerował raz jeszcze, że w razie problemów Ash może się do niego zwrócić, ten popatrzył na niego tym samym poważnym spojrzeniem, co poprzednio i wcisnął dłonie w kieszenie spodni. - Jak powiedziałem, równa wymiana. - Jego usta wygięły się w subtelnym, choć odrobinę zadziornym uśmiechu.
Podniósł plecak z ziemi i zarzucił go sobie na ramię. Sugestia, że zostanie odprowadzony jakoś go nie urządzała, choć z drugiej strony...
- Mam niedaleko. Idę pieszo. Ale nie musi się pan przejmować, nic mi nie jest.
***
Hunter rozumiał postawę chłopaka. Sam fakt, iż uznał, że w pewnych warunkach mógłby się z nim podzielić swoimi problemami, musiał być dla niego dużym krokiem. Dla matematyka było to wyróżnienie… lub, być może, Ashley chciał po prostu mieć na niego haka? Gabriel nie sądził, by takie motywy kierowały działaniami chłopaka, ale z drugiej strony, nie znał go aż tak dobrze. Wiedział, że opanował on manipulację i wiedział, że ma problemy, którymi nie chce się dzielić, ale czy potrafił stwierdzić, kiedy jest wobec niego szczery?
Czy w ogóle potrafił stwierdzić coś takiego u innych ludzi? Może był ślepy na sugestie, niewerbalne znaki ostrzegawcze i zawsze wplątywał się w coś, w co nie powinien. Relacja na równych zasadach z uczniem brzmiała dokładnie tak, jakby życie było mu niemiłe. Po czymś takim już nie miałby jak się pozbierać, spadłby na samo dno.
Westchnął i uśmiechnął się przepraszająco do chłopaka.
- Wiem. Takie zasady byłyby w porządku właśnie w sytuacji, gdybyśmy spotkali się poza szkołą. - Wzruszył lekko ramionami. - Ponieważ jednak jesteś moim uczniem, do niczego takiego nie dojdzie. Ale dziękuję za propozycję. - Poprawił płaszcz i dokończył zapinanie go. - Naprawdę ją doceniam. Nie oczekuję, że będziesz mi się zwierzał jak przyjacielowi, po prostu… ja mogę ci zaoferować pomoc. Takie są zasady. - Wzruszył po raz kolejny ramionami, kierując się do wyjścia z łazienki, wymijając chłopaka. - Ale one nie powodują wypaczenia mojej propozycji. Jeśli byłoby coś, w czym mógłbym ci pomóc, chętnie to zrobię. - Otworzył drzwi, wyszedł na zewnątrz i przytrzymał je przed nastolatkiem. - W takim razie odprowadzę cię tylko kawałek, żeby upewnić się, że nie masz wstrząśnienia. Mam nadzieję, że to będzie w porządku?
***
- Jak pan chce - rzucił Moon wychodząc z łazienki. Nie zamierzał naciskać dalej, poza tym nie sądził, by Hunter się złamał. Ashleyowi nie zależało też aż tak bardzo, w końcu życie seksualne matematyka naprawdę nie było jego sprawą, nawet pomimo tego, że podczas lekcji lubił zawiesić na nim wzrok.
Nie odpowiedział już na kolejne zapewnienie, że może przyjść do niego po pomoc. Skwitował to tylko kwaśnym uśmiechem i kiwnięciem głową. Mógł się zgodzić, choć nie zamierzał skorzystać. To tak jak z psycholog, mówił jej to co chciała usłyszeć i miał spokój.
Wyszli ze szkoły właściwie nie rozmawiając, obaj najwyraźniej pogrążeni we własnych myślach. Pożegnanie również było bezosobowe i maksymalnie neutralne, ale takie powinno być. Wszystko tak, jakby słowa, które wcześniej padły nie miały żadnej mocy, by coś zmienić. Ale w głowie Asha pojawiła się już nie tylko ciekawość, ale i nieśmiałe zainteresowanie, któremu jednak nie miał zamiaru pozwalać wykiełkować w pełni. Jeszcze by mu brakowało tego, żeby bujać się w psorze.

Kolejne dni mijały mu na rutynie. Opuchlizna zeszła szybko, a sprawa z Markiem i jego kumplami nie wypłynęła na światło dzienne. Ash starał się nie wchodzić chłopakom w drogę, a i oni też szczególnie mu nie dokuczali. Wszystko zaczynało wracać na dawne tory. Dom i szkoła jak przez cały poprzedni rok, zabierały mu cały czas i nawet gdy miał trochę wolnego, nigdzie specjalnie się nie ruszał. Pomimo szczerych namów swojej ciotki, lepiej czuł się w czterech ścianach. Ale pewnego piątkowego, jesiennego wieczoru odwiedził go stary znajomy, który rok wcześniej wyjechał na studia do innego miasta. Jemu Ash nie mógł odmówić, kiedy próbował wyciągnąć go na piwo. Tym sposobem znalazł się w dusznym, irlandzkim barze pachnącym stoutem i whisky. Czuł się dziko. Odkąd skończył osiemnastkę często bywał w barach, ale choroba matki ukróciła jego klubowe życie. Gdy wrócił do niego po przerwie, nie czuł się tak pewnie jak kiedyś. Ale niepokój szybko zapił piwem, a smutki uciekały w niebo razem z każdym kolejnym obłokiem papierosowego dymu. Z kumplami było przyjemnie, prawie tak jak kiedyś i Ash w końcu znów poczuł, że żyje. Bez widma rozwodu rodziców, chorej matki i kłopotów w szkole.
Akurat wracał z toalety, kiedy przeczucie kazało mu spojrzeć w stronę baru. Może przeczucie, a może po prostu znajomo wyglądające plecy, które miał okazję oglądać kilka razy w tygodniu na lekcjach matmy. Przystanął, bo początkowo był zdziwiony. Hunter tutaj? Ale z drugiej strony, dlaczego nie? Był młodym facetem, miał prawo wyjść w weekend do baru jak każdy inny.
Ashley niewiele myśląc, wspiął się na wolne krzesło po jego prawej i od razu skupił na sobie wzrok barmana. Podwinięte rękawy koszuli odsłoniły część misternego tatuażu wyrysowanego na jego przedramionach, kiedy uniósł w górę dłoń.
- Dla mnie i dla pana to samo, co ten pan już ma.
Barman obrzucił Moona oceniającym spojrzeniem, ale po chwili uśmiechnął się i zabrał do nalewania whisky. Ashley nie wyglądał aż tak młodo, by w barach proszono go o dowód. Do tego dzisiaj prezentował się nieco dojrzalej niż w szkole, głównie przez czarną, rozpiętą pod szyją koszulę, która dodawała jego sylwetce elegancji i powagi. Włosy również miał ułożone, a choć w uszach nadal błyskały srebrne kółeczka, to zdawały się być całkiem subtelną ozdobą, a nie oznaką buntu.
Chłopak oparł się łokciem o blat, obracając się w całości w stronę matematyka.
- Dobry wieczór, panie Hunter. - Uśmiechnął się, szalenie ujmująco jeśli wzięło się pod uwagę obraz wiecznie naburmuszonego, łypiącego spod byka nastolatka, którym karmił otoczenie. - Nie spodziewałem się, że tu na pana wpadnę. Jestem z kumplami, ale nie obrażą się jak wypiję jednego drinka w innym towarzystwie. - Mówiąc to, wskazał kciukiem gdzieś za siebie. - Jak mija wieczór?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 782


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Mój wymarzony niegrzeczny chłopiec   Nie Gru 02, 2018 1:48 pm

Hunter się staczał. Nic w nim nie było już takie, jak powinno. Gdyby przypadkiem wpadł na niego ktoś z dawnych znajomych, których pozostawił za sobą w Ameryce, nie zostałby nawet poznany. Był żałosnym cieniem człowieka, który coraz to rozpaczliwiej próbował zatrzymać przy sobie mężczyznę, dla którego rzucił dawne życie. Nie tylko błędem był wyjazd do Anglii – błędem było tkwienie w tej relacji i pozwalanie na pomiatanie sobą i wykorzystywanie. Czuł się niemal tak, jak bita żona, która rozpaczliwie powtarza, że zasłużyła na takie traktowanie i tak naprawdę jej mąż to kochany człowiek, tylko ona jest niegodna.
Był świadom swojej beznadziei, ale nie potrafił przerwać łańcucha złych decyzji i niepowodzeń. Gdyby chociaż nie czuł się taki samotny… może znalazłby siłę na uwolnienie się z więzów Davida i ponowne chwycenie własnego życia za rogi.
Lekcje, testy, seks, posiłki. Z tych czterech elementów składało się jego życie. Dryfował od jednego do drugiego, wypełniając obowiązki: względem szkoły, względem Davida i względem własnego organizmu. Znalazł się w bańce egzystencji, zapewniającej mu na tyle obojętności, by był w stanie robić wszystko, czego od niego wymagano, a jednocześnie chroniącej go przed kompletnym załamaniem. Bywały momenty, kiedy miał dosyć tego poczucia zdystansowania od siebie i swojego życia, ale wzięcie się w garść i podjęcie istotnych decyzji przekraczało jego możliwości, wobec czego milczał i je przeczekiwał.
Wiedział, że i tak jego czas z brytyjskim partnerem był ograniczony. Wystarczyło być cierpliwym i… Wszystko samo się rozwiąże.
Na pewno.
Musiał tylko zaciskać usta i czekać.
Albo je otwierać. Szeroko i ulegle.
Miał ochotę zwymiotować. Po raz kolejny zresztą. Alkohol, chociaż mocny, wcale nie wypłukiwał słonego posmaku z ust. Nie przytępiał zmysłów, nie zajmował nosa. Gabriel wciąż czuł zapach potu, perfum, spermy i papierosów. Wciąż czuł ich smak. Wciąż widział przed sobą częściowo roznegliżowanego gitarzystę. Wciąż czuł jego palce w swoich włosach, szarpiące i wymuszające posłuszeństwo, przez które matematyk czuł się jak szmata.
Zmusił gardło do kolejnego łyku, zaciskając mocniej palce na szklance. Nie miał pojęcia, jak wyglądał w tym momencie – ale zakładał, że prezentował się jeszcze jak człowiek. Barman nie zagadnął do niego, nie spytał „ciężki wieczór, co?”, musiał więc wyglądać na tyle dobrze, by obcy nie okazywali mu współczucia.
To, jak się czuł, było czymś zgoła odmiennym.
Poluzował srebrny krawat, który zaciskał się na jego szyi niczym sznur szubieniczny i zsunął z siebie skórzaną kurtkę, ogrzewającą nieznośnie jego plecy. Przełożył ją przez swoje kolana, z niesmakiem dostrzegając na nich ślady po kurzu (piasku? Kamieniach? Wodzie? Alkoholu?), sugerujące aż nazbyt dobrze to, jakim też czynnościom oddawał się wcale nie tak dawno temu. Spojrzałby na telefon, żeby sprawdzić dokładny czas od swojego ostatniego upokorzenia, gdyby potrafił wykrzesać z siebie tyle energii. Za bardzo obawiał się kolejnych nieodebranych połączeń i wiadomości. Gróźb i obietnic. Przez chwilę nie chciał o Davidzie myśleć, zatopić swoje wszystkie myśli w alkoholu i…
Drgnął, słysząc obok siebie zaskakująco znajomy głos. W pierwszej chwili nie skojarzył go z twarzą (co było dobrym znakiem, jednak udało mu się trochę przytępić zmysły procentami), dlatego obrócił się odrobinę w stronę niespodziewanego kompana. Przekrzywił głowę, patrząc na siedzącego przy nim mężczyznę, pozwalając swojemu spojrzeniu spłynąć po jego włosach, oczach, ustach, szyi, ramionach… i w dół, dół, dół. Dopiero gdy dotarł do krocza, jego myśli wyklarowały się na tyle, by przywołał w myślach imię.
- Ashley? - mruknął z zaskoczeniem, które wyraźnie odmalowało się w rozszerzonych, chociaż odrobinę świecących, oczach. Przyciągały wzrok mocno, podkreślone czarną kredką, rozmazaną na tyle, by dodawać mu zadziornej nuty, podobnie zresztą jak roztrzepane, nażelowane włosy. Czerwone usta i lekko zaróżowione policzki opowiadały historię człowieka, który albo miał już za sobą bardzo długi dzień, albo więcej niż jedną szklankę whisky.
Zamrugał, prostując się i odkładając na blat niedopity alkohol. Miał na końcu języka pytanie, co właściwie Moon robił w takim miejscu jak to – ale, nim zdążył zmusić język do współpracy, jego uczeń sam na nie odpowiedział.
Obrócił się całkiem w stronę chłopaka, przyjmując lustrzaną względem jego pozycję, prezentując w całości obraz zgoła odmienny od tego, którym karmił uczniów na co dzień. W którym czuł się dobrze i swobodnie.
Skórzana kurtka, brudne i poszarpane ciemne spodnie, pomięta koszula, rozluźniony srebrny krawat – a pod nim kilka naszyjników różnej grubości, w jakiś sposób skompletowanych z czterema pierścieniami znajdującymi się na dłoniach mężczyzny. I wiązane, pseudo wojskowe buty, dopełniające image’u osoby, która prędzej wróciła z ostrego koncertu, niż zajmowała się w tygodniu – w tym dniu! - uczeniem nastolatków matematyki.
Zamrugał ponownie, a cisza pomiędzy nimi się przedłużyła. Wyglądał niemal tak, jakby czekał, aż Moon zniknie sprzed jego oczu. Z zaskoczenia wyrwał go dopiero delikatny trzask szklanki położonej na blacie. Przeniósł spojrzenie na barmana.
- Sam zapłacę za swojego - rzucił, a potem wrócił wzrokiem do Moona. - Chyba nie sądzisz, że mogę przyjąć drinka od swojego ucznia? - spytał, prychając. Uniósł dłoń do twarzy i potarł oczy, w myślach przeklinając się od wszystkich najgorszych idiotów.
Że też musiał poleźć akurat do tego baru i wpaść akurat na ucznia. Tego ucznia.
Kurwa.
Oderwał dłoń od oczu, przypominając sobie o makijażu, który przecież sam, osobiście, kilka godzin wcześniej (i na specjalne życzenie Davida) na siebie nałożył. Nie potrzebował dopełniać swojego obrazu beznadziei oczami pandy.
- Wspaniale, dziękuję - mruknął. Na moment zmieniło się światło w barze, podkreślając coś, czego wcześniej nie było po Hunterze widać – brokat na włosach i szyi oraz kilka niewielkich, białych plamek na policzkach, brodzie i kosmykach wpadających mu do oczu.
Westchnął ciężko, sięgając po alkohol – najpierw jednym łykiem kończąc swoją szklankę, a potem zabrał się za kolejną, wpatrzony w Ashleya, usilnie próbując wymyślić, co w zasadzie powinien zrobić. Co powiedzieć? W jakiej znalazł się tym razem sytuacji?
- Widzę zmianę image’u - mruknął, wskazując szklanką na chłopaka. - Cóż to się stało?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 292


Cytat : I'm not a slut I just love love
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Mój wymarzony niegrzeczny chłopiec   Nie Gru 02, 2018 5:13 pm

Ash zdziwił się, kiedy matematyk obmacał go spojrzeniem jakby w ogóle się nie znali. Hunter musiał wypić odrobinę za dużo, skoro nie rozpoznał jednego ze swoich kłopotliwych uczniów. Moon wykorzystał te chwilę, by samemu przyjrzeć się mężczyźnie dokładniej. Gdyby nie znajoma postawa i rysy twarzy, Ash też miałby problem z rozpoznaniem rozmówcy. Hunter wyglądał jakby miał za sobą bardzo dobry wieczór w jakimś rockowym klubie. Zmierzwione włosy, rozchełstana koszula, poluźniony (srebrny!) krawat i podkreślone konturówką oczy... do tego krzykliwe ozdoby i ciężkie buty. Hunter wyglądał o parę lat młodziej i zdecydowanie drapieżniej niż w szkole. Ash musiał przyznać, że pomimo oczywistego zmęczenia, które poszarzało mu oblicze, i tak prezentował się... seksownie. Ta strona pana Huntera zdecydowanie go zaintrygowała. Przy nim Moon wyglądał dzisiaj jak cnotka.
Chwila milczenia, w której taksowali się wzrokiem, przedłużała się, sprawiając, że Ash zastanowił się dwa razy czy dobrym pomysłem było zaczepianie podpitego nauczyciela. Nie wyglądał jakby życzył sobie towarzystwa, ale barman postawił przed nimi kolejne drinki, więc Moon nie chciał być bucem i oddalać się zaraz po tym jak postawił mu alkohol.
Cóż, on nie był bucem, Hunter nim był.
Ash uśmiechnął się krzywo, słysząc jego oburzenie i niechęć do przyjęcia drinka.
- Sorry, ale nie jesteśmy w szkole. I wyglądasz jakby przydała ci się kolejna porcja whisky. Ale jak tam sobie chcesz, nie będę naciskał. - Podniósł swoją szklankę i upił z niej łyk. Ostry smak alkoholu zabił zupełnie gorycz niedawno wypalonego papierosa. Chłopak nawet się nie skrzywił. Odstawił naczynie i podparł brodę o kciuk i palec wskazujący, nonszalancko rozpierając się na stołku i części baru, sugerując, że nie ma zamiaru opuszczać zajętego miejsca. Jego jadowicie zielone oczy, odrobinę szkliste od wypitego wcześniej alkoholu świdrowały oblicze matematyka z nieukrywaną ciekawością. Uniósł brwi, wyraźnie powątpiewając w zapewnienie Huntera, że wieczór mija mu wspaniale. Już miał mu coś odpowiedzieć, ale błysk brokatu we włosach i jasne plamy na policzku i brodzie, skutecznie zamknęły mu usta na kilka chwil. Czy to naprawdę...?
Nieświadomie przygryzł dolną wargę, powstrzymując uśmiech. Podniósł swojego drinka i upił kolejny łyk, starając się nie zwracać uwagi na to, co zdążył już zauważyć, choć było to cholernie trudne, nawet gdy oświetlenie znó się zmieniło i plamki stały się właściwie niewidoczne. Co się zobaczyło, to się nie od zobaczy...
Roześmiał się widząc jak mężczyzna pochłania kolejną porcję alkoholu, kompletnie przecząc swoim poprzednim słowom.
- Tak nie pije się we wspaniałe wieczory - zauważył, rozbawiony, a potem roześmiał się raz jeszcze, słysząc pytanie.
- To ja powinienem być zdziwiony. Mój nie jest wcale tak odbiegający od zwyczajowego, ale twój... - Ashley zagwizdał z uznaniem i ukrył sugestywny uśmiech za szklaneczką whisky, z której pociągnął niewielki łyk. Nie dokończył, ale po chwili spoważniał odrobinę, odstawił szklankę i sięgnął do tylnej kieszeni spodni, wyjmując paczkę chusteczek. Świadomość ubrudzonej spermą twarzy nauczyciela za bardzo go drażniła. Wyciągnął chusteczkę, a jej róg zamoczył w whisky. Potem zerknął na towarzysza.
- Zaufaj mi - powiedział, wyciągając ku niemu dłoń z nasączonym papierkiem. Nachylił się ku niemu bardziej niż wypadało i dodał cichszym głosem. - Odpłacam się. Masz tu coś. - Przetarł chusteczką jego policzek i brodę. - Jest jeszcze na grzywce. - Spojrzał na jego włosy z figlarnym uśmiechem, jasno sugerującym, że wie czym jest ów "coś", a potem oddał mu chusteczkę, by zajął się resztą.
Kiedy się prostował w płucach miał zapach tak różny od tego, który poznał, gdy miał okazję stanąć nieco zbyt blisko matematyka. Tym razem przez znajomą woń jego perfum przebijała się ostra woń seksu, alkoholu i papierosowego dymu. Wyglądało więc na to, że Hunter naprawdę nie był na co dzień taki grzeczny za jakiego uchodził w szkole. Chcąc nie chcąc, wyobraźnia Ashleya podsunęła mu bardzo jednoznaczne obrazy, wywołując nieznaczny dyskomfort. Przynajmniej w pierwszej chwili, no bo przecież na bank połowa dziewczyn ze szkoły, o nim fantazjowała, więc jedna czy dwie sceny w ashowej wyobraźni nie mogły być czymś dziwnym. Poza tym, był zdrowym, młodym facetem, który gustował w obu płciach, mógł sobie fantazjować o kim chciał!
- Wygląda na to, że nie jesteś tak drętwy jak myślałem. Zaskakujące jak ludzie potrafią zmieniać swoje oblicza w zależności od sytuacji, prawda? - zauważył, kolejny raz tego wieczora taksując sylwetkę mężczyzny, ale tym razem robiąc to tak, jak zdarzało mu się na lekcjach, kiedy bezczelnie go uwodził. Cóż, teraz również to robił, choć nie tak napastliwie i po złośliwości. Był po prostu ciekaw czy podpity matematyk długo będzie bronił się przed flirtem z uczniem. Nie miał na myśli żadnego uwodzenia na poważnie, tym bardziej, że ślady na ciele mężczyzny widziane kilka tygodni wcześniej, no i oczywiście te teraz, mogły sugerować, że był zajęty. Ash nie zniżał się do poziomu rozwalania związków, tym bardziej swoich nauczycieli. Ale może Hunter wcale nie był w swoim szczęśliwy? Ashowi przypomniało się felerne popołudnie, kiedy został pobity. Wtedy matematyk naprawdę wydawał się zagubiony. Czy dzisiaj zapijał smutki dotyczące tego samego problemu, który zburzył jego spokój tamtego popołudnia?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 782


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Mój wymarzony niegrzeczny chłopiec   Pon Gru 03, 2018 1:30 am

Gabriel z zasadniczym opóźnieniem dostrzegł, że jego uczeń opuścił formę grzecznościową i przeszedł bezpośrednio na „ty”. Z jednej strony, była to ewidentna oznaka zejścia z formalnego i bezpiecznego gruntu, popychająca ich spotkanie w zupełnie niezbadane tereny, ale z drugiej… w jakiś sposób spowodowało to, że matematyk odrobinę się rozluźnił. Nie czuł się na siłach, by zachować powagę i stanowczość nauczyciela. Nie po tym wieczorze, nie po dwóch szklaneczkach alkoholu. Był zbyt zmęczony, zużyty i zniechęcony, by poradzić sobie z kimś, kto oczekiwałby od niego postawy emanującej szacunkiem i godnością.
Czuł się raczej parszywie, a z jego godności David zrobił sobie dywanik.
Ashley zapewne miał rację. Z ich dwójki to raczej matematyk nie przypominał swojego „codziennego” siebie. Z drugiej jednak strony, on w bardziej imprezowych ciuchach czuł się niekomfortowo i nie trzeba było bardzo uważnego spojrzenia by dostrzec, że wcale dobrze się tego wieczora nie bawi. Z drugiej strony Moon… on wyglądał jak człowiek, który przeżywa najlepsze chwile swojego życia. Jego oczy błyszczały intensywnie, odbijając światła klubu, przyciągając spojrzenie i śmiało wyzywając do bliżej nieokreślonej walki. Pozbawiony plecaka i dresu, z ułożonymi włosami, w całkiem wyprasowanej koszuli, prezentował się znacznie dojrzalej niż jego koledzy z roku… z drugiej jednak strony, był przecież od nich starszy, a doświadczenia chcąc nie chcąc musiały odbić na nim swoje piętno. Gdy przestawał grać zbuntowanego szczeniaka, ciężko było całkowicie zignorować jego urok.
Albo przez Huntera przemawiały procenty. To też było możliwe, jeśli wziąć pod uwagę fakt, jak trudno było mu powstrzymać się przed kolejnym, długim spojrzeniem, zahaczającym zarówno o tatuaże, jak i krocze. Miał ochotę przyjrzeć się chłopakowi z bliska, zupełnie nieskrępowanie, przesunąć palcami po kolorowych dziełach sztuki, poczuć jego ciało przy swoim, sprawdzić czy tak ładnie wyeksponowana sylwetka była efektem dobrze dobranej koszuli, czy też faktycznych mięśni…
Zamrugał, zmuszając się do powrotu do rzeczywistości.
Zdecydowanie za dużo wypił.
Wzdrygnął się nagle, czując chłodną ciecz na policzku. Nie spodziewał się dotyku, a już zdecydowanie nie takiego dotyku, ale nie potrafił wykrzesać z siebie choćby grama oburzenia. Alkohol w końcu przytępił jego zmysły i zdolności poznawcze, a niedawne upokorzenie zniszczyło większość jego zapędów utrzymania kontroli. Poddał się poczynaniom chłopaka bez protestów, wpatrując w jego intensywnie zielone oczy i pozwalając swoim myślom znów podążyć w te, znacznie bardziej niebezpieczne, rejony. Gdyby wychylił się jeszcze kawałek, mógłby poczuć jego usta, wąskie, ale zapraszające, pozbawione tego złośliwego, niegrzecznego uśmieszku, na który Gabriel zawsze leciał, a który ostatnimi czasy zaczął go irytować.
W pierwszej chwili nie zrozumiał znaczenia słów nastolatka. Przyjął chusteczkę, nieruchomiejąc i wbijając w niego pytające, zdumione spojrzenie.
W drugiej gwałtownie zbladł, a zaraz potem jeszcze intensywniej poczerwieniał.
Kurwa.
Upokorzenie sprzed paru chwil wydawało się niczym w kontekście świadomości, że jego uczeń nakrył go poplamionego spermą. Na twarzy. Nie tylko chciał się zapaść pod ziemię, chciał umrzeć, wymazać swoją egzystencję ze wszystkich ksiąg, mediów społecznościowych i w ogóle dowodów rzeczowych.
- Och kurwa - wycedził, cmokając z niezadowoleniem. Uniósł dłoń z chusteczką i owinął nią kosmyki, całkiem niechlujnie i z ewidentną odrazą pozbywając się dowodów swoich niedawnych zajęć. Potem rzucił na blat chusteczkę, chwycił drugą dłonią szklankę z alkoholem i popił sobie zdrowo, tamując zaciskający się w nieprzyjemny sposób żołądek.
Znowu miał ochotę zwymiotować.
- Zapewniam, że jestem całkiem normalnym człowiekiem. Ani drętwym, ani… - Wzruszył ramionami, a potem wskazał wolną dłonią, trzymaną w sposób, który sugerował obrzydzenie, siebie. - Ani tym. Też zdarza mi się popełniać błędy, pomimo że już dawno skończyłem szkołę. - Wywrócił oczami i ciężko westchnął, pociągając kolejny łyk.
Znowu miał wrażenie, że czuje zapach spermy i papierosów. Słonawy posmak. Szarpnięcia głową. Ucisk na tylnej ścianie gardła.
Przyłożył brzeg szklanki do ust, hamując odruch wymiotny i pozwalając mocnej woni alkoholu zatamować powracające jak bumerang wspomnienia. Zamknął na moment oczy, biorąc ciężki, duży wdech, a później, równie powoli, wypuścił powietrze z płuc. Gdy skupił z powrotem wzrok na swoim uczniu, zdał sobie sprawę – znowu, z opóźnieniem – że, być może, Moon próbował z nim flirtować. Myśl o podchodach i ewentualnym obściskiwaniu się w łazience była w tym momencie maksymalnie niechcianą i wywoływała w Gabrielu wyłącznie niechęć. Miał już dosyć podrywów.
- Tak wyglądają wspaniałe wieczory, gdy umawia się z facetami twojego pokroju. Im więcej tatuaży i kolczyków, tym więcej problemów – a nie daj bóg, gdy ma swoją kapelę. - Zacmokał, kręcąc głową. Zaraz potem odłożył dopitego do połowy drinka, stwierdzając że zdecydowanie za dużo wypił.
- Okej Ash, mimo wszystko raczej nie powinienem ci opowiadać o swoich upadkach i braku sukcesów, a szczególnie nie w takim stanie - stwierdził, prostując się. Odgarnął wilgotną od whisky grzywkę i skrzywił się, czując lepkość. Przeklął pod nosem i zsunął się z krzesła, w ostatniej chwili łapiąc zsuwającą się mu z kolan kurtkę – a w efekcie, niemal tracąc równowagę. Drugą dłonią chwycił się siedzącego chłopaka, utrzymując pozycję pionową z większym trudem, niż początkowo zakładał.
Wyprostował się ostrożnie, po raz pierwszy patrząc na swojego ucznia z dołu. Ta pozycja, pomimo iż całkiem daleka od klęczenia na kolanach, wywołała w nim dyskomfort. Co gorsza, nie potrafił stwierdzić, czy raczej negatywny, czy też pozytywny.
Chrząknął, puszczając rękę Moona i odsunął się wolniej, ostrożnie.
- W każdym razie, dzięki - rzucił niezgrabnie.
W ostatniej chwili przypomniał sobie o fakcie, iż miał zamiar zapłacić za swojego drinka – nawet, jeśli to nie on go zamówił i bynajmniej nie dopił. Sięgnął do kieszeni spodni i wyciągnął portfel, a razem z nim telefon. Odłożył komórkę na blat, a potem wyciągnął odpowiednią kwotę, ułożył na stole, schował z powrotem resztę, obrócił się na pięcie i…
Oddalił się w kierunku łazienki, znajdującej się na szczęście niedaleko. Jego głównym celem w tym momencie było wsadzenie głowy do umywalki i nie pozwolił żadnym innym myślom się zająć. Nawet takim dotyczącym wściekle zielonych oczu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 292


Cytat : I'm not a slut I just love love
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Mój wymarzony niegrzeczny chłopiec   Sob Gru 08, 2018 10:51 pm

Po jednym piwie i ledwie zaczętym drinku, Ash był całkiem świadomy, dlatego bez trudu dostrzegł śmiałe zainteresowanie w oczach Huntera. Zainteresowanie i uznanie. Ale nie mógł przypisać sobie tego, że wywołał w swoim nauczycielu takie uczucia - wszystkiemu winny był alkohol. Gabriel był dobrze wcięty. Ashley nie przywiązywał więc wagi do powłóczystego spojrzenia, choć miał ochotę podroczyć się trochę. Zrezygnował jednak, kiedy Hunter naprawdę przejął się chusteczką i tym, co usuwała z jego twarzy. Zwyczajnie nie miał wtedy serca bardziej mu dokuczać, bo ten i tak był już wystarczająco zażenowany. Zachichotał tylko, słysząc przekleństwo. Musiał przyznać, że ostre słowa w ustach Huntera wywoływały w nim jakiś rodzaj przyjemności. Odbijały się gdzieś w lędźwiach, rezonowały w ciele. Zupełnie jakby zobaczenie tej strony matematyka erotycznie na niego oddziaływało. Nieświadomie oblizał wargi, nie komentując słów o błędach. Był pewien, że nawet gdyby zapytał co takiego nauczyciel uważa za błąd, ten nie odpowiedziałby mu wprost, albo zwyczajnie by go zbył. Siedział więc, w milczeniu popijając drinka i przyglądając się jak towarzysz bardzo szybko pochłania swojego. Współczuł mu jutrzejszego poranka.
Słysząc nieoczekiwany wywód, uniósł brwi w zdumieniu. Odstawił szklaneczkę na blat baru i parsknął. Boże, Hunter naprawdę był pijany.
- Mojego pokroju? A to coś nowego. Nie miałem pojęcia, że masz o mnie takie paskudne zdanie - zażartował, poprawiając się na stołku, jakby słowa mężczyzny wywołały w nim pewien dyskomfort. W sumie, trochę tak było, bo powoli zaczynał sądzić, że Hunter jednak nie jest typowym nauczycielem, który sądzi po pozorach, a oferując uczniom pomoc robi to z faktycznej chęci, a nie obowiązku. Nie powinien dziwić się swojej pomyłce, bo przecież wszyscy nauczyciele byli tacy sami, a jednak pomyłka trochę go ubodła. Czy raczej ubodła go własna naiwność- Stereotypy i uprzedzenia. I brnie w nie psor, który powinien być od nich najdalej. - Ashley parsknął złośliwie, a potem westchnął ciężko i pokręcił głową. - Nie ma sprawy, każdemu zdarza się gorszy czas, a ja nie jestem konfidentem, więc twoje sekrety są u mnie bezpieczne. - W jego głosie dało się słyszeć kąśliwość, ale Hunter i tak pewnie jej nie wyczuł, tym bardziej nawet, ze właśnie tracił równowagę. Ash zareagował instynktownie, zeskakując ze stołka i chwytając go, asekurując, by nie upadł. Mocno złapał go za przedramię, pozwalając, by się na nim wsparł. Pomógł mu złapać równowagę.
Moment, jedna chwila, w której spotkali się wzrokiem. Hunter wyglądał jakby był zły, albo rozżalony... Ash bez trudu dostrzegał odbijające się w szklistym spojrzeniu, emocje. Zupełnie jakby mężczyzna przypomniał sobie coś nieprzyjemnego... a może faktycznie chodziło o Asha i to, że nie miał chęci z nim rozmawiać? Chłopak nie miał pojęcia, ale poczuł się nieswojo.
- Nie ma sprawy - powtórzył, obserwując jak matematyk płaci za swojego drinka, a potem odchodzi lekko chwiejnym krokiem w kierunku toalety.
Przedziwne spotkanie...
W pierwszej chwili nawet nie zauważył, że Gabriel zapomniał telefonu. Dopiero kiedy zeskoczył ze stołka i zamierzał ruszyć do swoich kumpli, uznając rozmowę z psorem za zakończoną, barman do niego zawołał.
- Ej, twój kumpel zostawił telefon!
Ash obejrzał się i faktycznie. Na blacie leżała komórka matematyka. Chłopak westchnął w duchu i uśmiechając się krzywo, zgarnął ją z baru.
- Dzięki - rzucił do barmana i oddalił się w kierunku łazienki.
Widząc pochylonego nad umywalką Huntera, zatrzymał się i oparł plecami o ścianę po prawej od drzwi. Miał całkiem fajny widok na jego wypięte pośladki i przewrotnie, choć współczuł mu teraz, to nie mógł odmówić sobie chwili żeby nie podziwiać całkiem seksownej pozycji jaką tamten przyjął. Dopiero po kilku chwilach, odepchnął się od ściany i podszedł do Huntera.
- Zapomniałeś komórki - powiedział, lekko klepiąc mężczyznę trzymanym w dłoni telefonem. Potem nachylił się, żeby spojrzeć w w twarz, na tyle na ile pozwalała pozycja mężczyzny. - Na pewno wszystko w porządku? Może zadzwonię po taksówkę? - I ledwie to powiedział, a telefon w jego dłoni zaczął wibrować, zwiastując połączenie. Ash zerknął na wyświetlacz. - David - obwieścił i uśmiechnął się szeroko, a jego oczy zabłysły złośliwie. - Mam odebrać?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 782


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Mój wymarzony niegrzeczny chłopiec   Czw Gru 13, 2018 7:25 pm

Hunter zdecydowanie wypił za dużo. Nie potrafił już nie tylko panować nad swoimi myślami, ale też słowami i własnym ciałem. Skupienie się na jednoczesnym zachowywaniu „przyzwoicie” oraz kontrolowanie kolejnych rozżalonych zdań, wyciekających spomiędzy wcale nie tak mocno zaciśniętych ust było niemożliwym zadaniem – a do tego dochodziło upokorzenie, wynikające ze świadomości zeszmacenia się i pokazania tego uczniowi.
Był cieniem człowieka, żałosną podróbą mężczyzny, którym był kiedyś. Zamiast z upływem czasu uświadamiać sobie własny upadek i zdobywać siłę na podniesienie wysoko głowy, upadał na kolana, gotów czołgać się przed swoim partnerem, byleby ten tylko go nie zostawiał.
Gardził sobą. Gardził i ta pogarda rezonowała w jego ciele, w jego spojrzeniu, w jego ruchach. Nie miał żadnego problemu z Ashleyem, ale chłopak przypałętał się w złe miejsce o złym czasie i w efekcie, zamiast spotkać uprzejmego i chętnego do pomocy nauczyciela, trafił na rozżalonego mężczyznę, który topił smutki w kolejnych porcjach whisky. A może po prostu Gabriel został zraniony i wykorzystany o jeden raz za dużo i miał tego dosyć? Ciężko było jednoznacznie stwierdzić prawdziwą przyczynę jego zachowania, ponieważ jego umysł był otoczony już grubą warstwą otępiających procentów.
Dlatego najlepsza była ucieczka. Podkulenie ogona i doprowadzenie się do porządku. Każda kolejna chwila w towarzystwie Moona mogła wiązać się z problemami, a dodatkowo z minuty na minutę matematyk czuł się coraz gorzej i dziwniej w stroju, który nijak nie pasował do jego codziennych zwyczajów i preferencji.
Wszedł do łazienki, zdjął z szyi srebrny krawat i wrzucił go do kosza na śmieci, oparł o jego brzeg skórzaną kurtkę (którą, prawdę mówiąc, po prostu było mu żal wyrzucać), a następnie nachylił się i wsadził głowę pod kran. Lodowata woda otrzeźwiła go niemal natychmiast, co przyjął z pewnym niesmakiem, ponieważ od razu mocniej świat zawirował mu przed oczami, a żołądek skręcił się nieprzyjemnie. Nie powrót do żywych był jednak jego zamiarem, a zmycie ze swoich włosów i twarzy spermy oraz alkoholu – dlatego przekręcił kurek z ciepłą wodą i zamknął oczy, dokładniej układając się pod natryskiem.
Przez chwilę było niemal idealnie. Ciepło, rozluźniająco, bez niczyich głosów i poczucia zeszmacenia. Wypięta pozycja w tym momencie była ostatnim zmartwieniem Gabriela – zresztą nie zakładał, by w tym konkretnym klubie ktoś wprost do niego podbił, sugerując akt seksualny. Nie tutaj, nie tego wieczora.
Drgnął, słysząc niewyraźny głos i czując klepnięcie. Zakręcił wodę i przekrzywił głowę, spoglądając ostrożnie na człowieka, który zdecydował się go zaczepić. Było to Ashley. Z jednej strony to dobrze, ale z drugiej… był jego uczniem.
Westchnął ciężko, sięgnął po papierowe ręczniki i wyjął kilkanaście, zaraz rozpoczynając żmudny proces suszenia włosów i twarzy. Jakkolwiek nie był zdesperowany, nie miał ochoty na wyjście na jesienne powietrze z kapiącą głową.
- Wszystko w porządku. Dzięki. Poradzę sobie - mruknął w ręczniki, wzruszył lekko ramionami i… jak za dotknięciem magicznej różdżki, cały się spiął. Powoli, niemal jak robot, odzyskał z powrotem pozycję pionową, pozbawiony jakichkolwiek kolorów na twarzy. Zaraz potem zzieleniał.
Wszystkie wspomnienia wróciły do niego jednocześnie, sprawiając że znów przez moment czuł się jak sekszabawka, wykorzystywana fizycznie tylko do tego, by zaspokoić kochanka, poddana jego ruchom, dusząca się od perfum, alkoholu i ucisku w tylnej ścianie gardła.
Pozwolił ręcznikom opaść na podłogę, chwycił się porcelanowego brzegu oboma dłońmi i zamknął oczy, gwałtownie nabierając powietrza do płuc przez nos, a potem bardzo powoli je z nich wypuszczając.
Był kompletnie w rozsypce.
- Zostaw - wydusił w końcu, po nieznośnie długiej chwili, otwierając powieki i wpatrując się w swojego przypadkowego towarzysza w odbiciu lustra. Odetchnął jeszcze raz i obrócił się ku niemu przodem, przeczesując rozczochrane, ciemne włosy. Ułożył je wyuczonym gestem, bez konieczności upewniania się naocznie, czy wygląda dobrze.
Mruknął pod nosem przekleństwo, odsunął dłonie od siebie, patrząc ze zniesmaczeniem na obecną na nich biżuterię, a potem zaczął z ewidentną irytacją zdejmować kolejne pierścionki i bransoletki, wrzucając je do umywalki za siebie.
- Kretynizm - mamrotał do siebie ze złością.
Nie było w nim ani jednego, znajomego, nauczycielskiego elementu – pomimo iż sukcesywnie pozbywał się kolejnych elementów zmieniających go z szarej myszki na przystojnego fana rocka. Alkohol krążący we krwi rozświetlał oczy, podkreślając zirytowane spojrzenie i wykrzywione w niesmaku oblicze. W tym momencie Hunter nie był przyjaznym, ciepłym mężczyzną, zajmującym się zagubionym owieczkami – czy to z jego woli, czy z cudzego nakazu. Był pociągającym, zirytowanym mężczyzną z mokrymi włosami i zaczerwienionymi od alkoholu (i być może wstydu?) policzkami. Niewątpliwie to nie był matematyk, którego na co dzień widział Moon w szkole ze swojej ławki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Mój wymarzony niegrzeczny chłopiec   

Powrót do góry Go down
 
Mój wymarzony niegrzeczny chłopiec
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Gurges ater :: Gurges ater-
Skocz do: