CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 Świeża krew

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
KosmosChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 50
Personal space? No.

Cytat : *Star Trek Intro*
Wiek : 21
Female


PisanieTemat: Świeża krew   Czw Cze 29, 2017 8:07 pm

Pojawienie się nowego nieumarłego zawsze wzbudza w środowisku wampirów pewne poruszenie. Nie inaczej było i tym razem. X miał zyskać „brata”, stworzonego z tej samej krwi, co i on. Nie spodziewał się jednak, że tej samej nocy przyjdzie mu stracić „ojca”. Ostateczne odejście Josepha Cartwrighta wyglądało na samobójstwo, ale X w to nie wierzy. Teraz ma na głowie nowo stworzonego Y, którego musi wprowadzić w nowe zasady i palące pragnienie zemsty do ugaszenia.


Godność: Lawrance Reinhardt
Wiek: wieczne dwadzieścia osiem
Wzrost i waga: 180 cm, 70 kg
Opis: mężczyzna średniego wzrostu i wagi, budową nie wyróżnia się w tłumie. Niezwykle blada skóra, modnie podcięte włosy w kolorze perłowego blond. Para zawsze uważnych, szarozielonych oczu. Rysy twarzy pociągłe i ostre, przystojne. Wąskie wargi wiecznie wygięte w bezzębnym, średnio przyjemnym uśmiechu. Gdy mówi silnie gestykuluje. Nienagannie wyprostowany, z wysoko podniesioną głową. Przyciąga wzrok. Za najpiękniejszą część swojego ciała uważa, co ciekawe, dłonie. Są one raczej drobne, o długich, smukłych palcach. Z całą pewnością są to ręce artysty, który nigdy nie musiał pracować fizycznie.
Na pierwszy rzut oka otwarty i ciepły człowiek. Ekstrawertyk, który w towarzystwie czuje się jak ryba w wodzie. Na wszystko ma żartobliwą odpowiedź i doskonale wie, jakich tematów nie poruszać. Jednak nawet ci, którzy znają go już dłuższy czas, w zasadzie wiedzą o nim niezwykle mało. Nie lubi naprawdę obnażać się przed ludźmi. Dlatego unika osobistych pytań lub odpowiadając na nie, bezczelnie kłamie prosto w oczy. Wydaje się poważnie traktować jedynie malarstwo. Jeszcze za życia parał się malowaniem, więc miał wiele lat na szlifowanie swojej sztuki. Mimo wszystko, jest dużo wrażliwszy, niż byłby gotów przyznać.
Z Josephem był bardzo blisko, spędzili razem ostatnie pięćdziesiąt lat życia. Dla dość młodego wampira, jakim jest Lawrance to niezwykle długo okres czasu. Od przemiany nie widział nikogo ze swojej rodziny. Stara się nie przypominać sobie wcześniejszego życia, zupełnie stracił nim zainteresowanie.

Cechy szczególne: blizna przecinająca lewe oko, kilka przekłuć w prawym uchu
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
JeraChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 27/06/2017
Liczba postów : 302


Cytat : It must hurt to know I am your most beautiful regret.
Female


PisanieTemat: Re: Świeża krew   Czw Cze 29, 2017 8:09 pm


Godność: Gabriel Eller
Wiek: dwadzieścia pięć lat
Wzrost i waga: 192 cm, 85 kg
Opis: mężczyzna jest wysoki oraz smukły, a przy tym dobrze zbudowany i odpowiednio umięśniony. Dawniej oliwkowa karnacja, średniej długości włosy w odcieniu ciepłego brązu i niebieskoszare oczy. Prosty nos, dość pełne usta. Nie da się go przeoczyć w tłumie, bo siłą rzeczy nie sposób nie poświęcić mu choćby kilkusekundowej uwagi. Ma ostre, przyjemne dla oka rysy twarzy. Pomimo swojej postury, porusza się cicho i zwinnie. Jak kot.
I choć natura obdarzyła go przyciągającą aparycją, z charakterem jest już trochę gorzej. Przez większość uważany za zwykłego gbura, któremu przydałaby się porządna lekcja pokory. Przez większość znajomych, to znaczy. Inaczej jest gdy przywdziewa fartuch - paskudny z niego perfekcjonista i pedant, który nigdy  nie popełni dwa razy tego samego błędu. Eller odbywa staż lekarski, a jego celem jest zostanie koronerem.
Ma rok młodszą siostrę, do której dzwoni od czasu do czasu. Rodziców odwiedza tylko w święta. Jest biseksualny. Uwielbia szkicować - rysuje już od kilkunastu lat, w związku z czym czasem podejmuje się drobnych zleceń.
Ale to wszystko przeszłość. Eller zniknął z dnia na dzień, zmuszony do porzucenia swojego starego życia i wkroczenia w nowy, obcy mu świat.
Cechy szczególne: wytatuowany prawy rękaw; blizna przecinająca wargi; kilka przekłuć w obydwu uszach
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
JeraChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 27/06/2017
Liczba postów : 302


Cytat : It must hurt to know I am your most beautiful regret.
Female


PisanieTemat: Re: Świeża krew   Czw Cze 29, 2017 8:10 pm

Otworzył oczy. Ból, który - jak mu się zdawało - rozrywał mu żyły, rozsadzał czaszkę i palił wewnętrznym ogniem, wreszcie ustał, a Gabriel odzyskał przytomność. Odruchowo usiadł, zdziwiony własną szybkością. To nie było jego łóżko ani tym bardziej jego mieszkanie. Niestety nie pamiętał zbyt wiele z ostatniej nocy. Jego pamięć generowała jedynie pojedyncze obrazy, jakieś dziwne urywki, w które ciężko było uwierzyć. Pamiętał szczególnie czyjś głos i oczy. Tych oczu nie byłby w stanie zapomnieć. Lgnął do nich niczym ćma do światła, ich właściciel fascynował go swoją innością, poglądami, charakterem. A potem? Co było potem? Skoro jego umysł wypierał uparcie pewne fakty, musiało przytrafić mu się coś szokującego z udziałem tego mężczyzny. Mężczyzny, któremu zaufał.
- Joseph? - rzucił w eter, nawet nie usiłując ukryć złości, która pobrzmiewała w jego głosie. Pamięć musiała płatać mu figle, czyż nie? Przecież nie mógł umrzeć. Wampiry i inne stwory z opowieści fantasy, które czytał jako dziecko, nie miały prawa bytu w tym świecie. Więc, do cholery, coś tu było mocno nie tak. On czuł się mocno nie tak. Głos miał zachrypnięty, ale najgorsze było to uczucie w przełyku. Jakby ktoś kazał mu wypić kwas.
Dopiero teraz spostrzegł, że nie jest sam. Czuł intensywnie czyjąś obcą woń, spojrzał w tamtym kierunku z jawną podejrzliwością wymalowaną w niebieskoszarych ślepiach. Pomimo ciemności wyraźnie widział zarysy jego sylwetki, każdy szczegół ciała. - Gdzie jest ten dupek? Gdzie ja jestem?
Chociaż najbardziej interesującą go kwestią było to, co mu się stało. Złapał się za gardło. Odnosił wrażenie, że zaraz umrze. Tak bolało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
KosmosChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 50
Personal space? No.

Cytat : *Star Trek Intro*
Wiek : 21
Female


PisanieTemat: Re: Świeża krew   Czw Cze 29, 2017 8:13 pm

Nie chciał tu być. Pomieszczenie nie należało do najmilszych. Bardzo surowy wystrój, ledwie łóżko, komoda i fotel. Nie przywykł do takich wystrojów, ale jedno musiał przyznać- przynajmniej było bezpiecznie. Znajdowali się w piwnicy motelu należącego do zaufanego człowieka, w miejscu specjalnie przygotowanym na okoliczności takie, jak te. Patrzył z umiarkowanym zainteresowaniem na leżącego na łóżku mężczyznę. Mógłby się już obudzić, czekał aż od zeszłej nocy. Lawrance należał do w miarę cierpliwych, pod warunkiem, że miał czym zająć umysł. Niestety przeczytał już wszystkie czasopisma zapewnione przez właściciela motelu, znudziło mu się nawet szkicowanie w niewielkim notesie, który przy sobie nosił. Nie wolno mu było opuszczać tego pokoju, miał pilnować nowego. Trudno mu było odmówić Josephowi. Właściwie od samego początku był przeciwny przemianie Gabriela, przecież dobrze żyło im się we dwóch, ale i do tego go przekonał. I kiedy miał już zadzwonić do Cartwrighta żeby chociaż na chwilę uciec nudzie, nowy się przebudził. Zrobił to w dość efektowny sposób, od razu siadając na łóżku. Lawrance uśmiechnął się pod nosem i powoli podniósł się z fotela.
-Nie ma go tutaj- powiedział łagodnie. Cóż, ich Nowy nie przebierał w słowach, chociaż biorąc pod uwagę okoliczności nie mógł go za to winić. –Wyjechał dwie godziny przed świtem.
Podszedł do komody, wyciągnął butelkę i dwa kieliszki. Niespiesznie nalał do nich czegoś, co w tym świetle wyglądało jak gęste wino. W powietrzu rozniósł się tak przyjemny dla niego zapach krwi. Żył już długo, ale ten zapach wciąż pozostawał dla niego tak samo słodki i pociągający, jak za pierwszym razem.
-Jesteś w bezpiecznym miejscu-dodał po chwili. Podniósł oba kieliszki, zbliżył się do łóżka i wyciągnął jeden z nich w stronę Gabriela-Proszę, pewnie jesteś spragniony. Ja byłem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
JeraChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 27/06/2017
Liczba postów : 302


Cytat : It must hurt to know I am your most beautiful regret.
Female


PisanieTemat: Re: Świeża krew   Czw Cze 29, 2017 8:14 pm

Nie chciał tu być? To było ich dwoje.
Gabriel nie ruszył się z miejsca, nadal spoglądał na nieznajomego z mieszanymi uczuciami. Uzyskał odpowiedzi na swoje pytania, ale w jego głowie momentalnie narodziły się inne. Nie był tu więziony (chyba), ale samo pomieszczenie silnie odbiegało do tych, w jakich przywykł bywać. Łagodny ton głosu powinien zadziałać na niego kojąco i może w jakiejś niewielkiej części tak było, jednak wątpliwości mężczyzny były w dalszym ciągu zbyt wielkie.
- Dziękuję - mruknął, przyjmując kieliszek z bliżej nieokreśloną substancją. Przyjrzał się zawartości naczynia, po czym przyłożył kielich do ust i wypił łapczywie. Szczerze? Było mu wszystko jedno. Skoro przebywał w towarzystwie znajomego Josepha, chyba nie chcieli go otworzyć i sprzedać na, na przykład, organy. Niemal uśmiechnął się do tej głupiej myśli.
Sądził, że to wino. Smakowało jednak inaczej, o wiele lepiej. Przede wszystkim łagodziło piekące uczucie w gardle, dlatego chciał więcej. Niczym narkoman.
- Nie pamiętam... wszystkiego - powiedział, oblizawszy usta. Wolałby się do czegoś takiego nie przyznawać. Nie pozwalał sobie na omyłki i błędy, nie pokazywał słabości, a teraz nie miał innego wyboru. Podniósł wzrok, prawą dłoń nadal zaciskał na kielichu.
- Kim jesteś? Co było w tym kielichu? Czy to... krew? - Dlaczego czuł jej zapach tak intensywnie? Nic tutaj nie było normalne, absolutnie nic. Nie chciał wierzyć - ale jak to inaczej wytłumaczyć? A może to wpływ jakichś nowych prochów i to wszystko mu się zwyczajnie śni? - Chcę jeszcze. Mogę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
KosmosChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 50
Personal space? No.

Cytat : *Star Trek Intro*
Wiek : 21
Female


PisanieTemat: Re: Świeża krew   Czw Cze 29, 2017 8:17 pm

Patrzył z lekkim rozbawieniem jak Gabriel najpierw podejrzliwie, potem łapczywie wypija zawartość kieliszka. Pamiętał swój pierwszy dzień jakby to było wczoraj. Wtedy trochę trudniej było o bezpieczną kryjówkę, jednak Joseph taką dla niego znalazł, zapewnił pierwszy posiłek (warto dodać, że mniej elegancki niż butelka po winie napełniona krwią) i cierpliwie odpowiadał na wszystkie pytania. Najwyraźniej teraz, po pięćdziesięciu latach zachciało mu się powtórki. Usta Lawrancea wygięły się w szerszym uśmiechu. Znów podszedł do komody, chwycił butelkę i nalał Gabrielowi następny kieliszek. Wszystkie jego ruchy były niespieszne, lekko leniwe.
-Proszę- nadal do końca nie rozumiał potrzeby istnienia Gabriela, ale nie miał zamiaru dać tego po dobie poznać- To zupełnie normalne. Wszystko sobie przypomnisz, ale ostrzegam: będą to dziwne rzeczy- uśmiechnął się jednym ze swoich zagadkowych uśmiechów. Odstawił butelkę koło łóżka.
-Możesz mi mówić Lawrance- pociągnął ze swojego kieliszka-Jestem… przyjacielem Josepha. Zabiorę cię do niego jak tylko trochę odzyskasz siły. Tak, jest to w istocie krew. Widzę, że apetyt ci dopisuje, jak dla mnie możesz i wypić całą butelkę- wrócił na swój fotel i uniósł kieliszek jakby w niemym toaście. Wyraz jego twarzy się nie zmienił, wciąż widniał na niej tajemniczy uśmieszek. Zerknął na zegarek. Wkrótce zapadnie zmrok i w końcu będzie mógł opuścić to miejsce. Spojrzał ponownie na Gabriela –Oczywiście Joseph odpowie na wszystkie pytania, jakie tylko wymyślisz- po tych słowach znów upił krwi, niespiesznie delektując się jej smakiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
JeraChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 27/06/2017
Liczba postów : 302


Cytat : It must hurt to know I am your most beautiful regret.
Female


PisanieTemat: Re: Świeża krew   Czw Cze 29, 2017 8:17 pm

Już było dziwnie, a miało być jeszcze gorzej. Czyli nie oszalał i nie stracił pamięci bez powodu, a jego amnezja wkrótce ustąpi i jego zachwiany światopogląd odrobinę się rozjaśni. To zawsze jakieś pocieszenie, nieważne, że niewielkie.
Dostał kolejną porcję krwi. Dopiero teraz się uśmiechnął - chyba bardziej do rubinowej cieczy niż do towarzyszącego mu Lawrancea - i wypił, tym razem już wolniej i z większą kulturą.
Jakby nie patrzeć, mógł trafić gorzej. Mógł, przede wszystkim, trafić na innego wampira, który po prostu rozszarpałby mu gardło i zostawił w jakiejś mrocznej uliczce. Ale nie, los chciał, by spotkał Josepha, który z jakiegoś powodu postanowił obdarzyć go wiecznym życiem. Przynajmniej żył.
- Jestem Gabriel. Miło mi cię poznać, Lawrance, choć muszę przyznać, że wolałbym inne okoliczności - wymruczał. Humor mu się znacznie potrafił, rozluźnił się nieco i wreszcie odstawił kieliszek na bok. Jeszcze mu nie ufał, jednakże chciał dowiedzieć się o nim czegoś więcej. Chciał też wziąć prysznic i przebrać się w jakieś świeże ciuchy.
Tak naprawdę wcale nie było mu wesoło. Prędzej był w szoku. Grał, że jest okej.
Wampir. Został przemieniony w potwora. W sumie tym faktem nie przejmował się tak bardzo jak tym, że będzie musiał zrezygnować ze swych marzeń, nigdy nie uzyska dyplomu i nie będzie mógł wieść normalnego życia. Póki co robił dobrą minę do złej gry. Gniew zostawił na później: na spotkanie z Josephem, któremu miał ochotę oderwać łeb. W przenośni oczywiście. - Więc wampiry istnieją. A wilkołaki? - Co mu szkodzi zapytać? - Jak to jest żyć bez światła, Lawrance?
Wstał, rozejrzał się za swoimi rzeczami. Telefon, portfel, kurtka, w której trzymał fajki. Tego typu rzeczy. - Na prysznic chyba nie mam co liczyć, co? - westchnął, siadając pod ścianą ze skrzyżowanymi nogami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
KosmosChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 50
Personal space? No.

Cytat : *Star Trek Intro*
Wiek : 21
Female


PisanieTemat: Re: Świeża krew   Czw Cze 29, 2017 8:19 pm

-Wiem kim jesteś. Joseph nie mógł się o tobie nagadać – bardzo pilnował żeby w jego głosie nie dało się wyczuć rozdrażnienia. Nigdy by przed nikim nie przyznał, że mógł być zazdrosny o jakiegoś śmiertelnika. Chociaż teraz sprawy malowały się zupełnie inaczej. Ufał Josephowi jak nikomu innemu, ale od kiedy po raz pierwszy wspomniał o przemienieniu Gabriela, jedna myśl nie dawała mu spokoju: pięćdziesiąt lat to wystarczający okres czasu by się kimś znudzić. Do tej pory ludzie przychodzili i odchodzili. Zabawiał się nimi przez chwilę, wysysał co chciał i wracał do niego. A tego postanowił zostawić przy sobie – Zapewniam cię, obaj wolelibyśmy inne okoliczności.
Rozsiadł się w fotelu i upił trochę krwi żeby chociaż trochę łatwiej mu było przegonić męczące go myśli. Joseph nie zastąpi go tak łatwo, nie po tym wszystkim, co razem przeszli. Chciał żeby to wszystko się skończyło. Nienawidził czuć się niepewnie.
-Nie chcesz żadnego spotkać – osobiście miał to szczęście, że nigdy nie stanął samotnie oko w oko z wilkołakiem. Z Josephem mieli to szczęście, że mieszkali z dala od terenów miejscowej watahy. Wstał i zapalił światło - Aj tam zaraz bez światła. Po prostu musi ci wystarczyć sztuczne. Przyzwyczaisz się – zanim wrócił na fotel, dolał sobie jeszcze trochę krwi. Powiedział młodemu, że może wypić całą, ale tam gdzie zmierzali będzie miał jej dużo, dużo więcej.
Kurtka wisiała na niewielkim wieszaku przy drzwiach. Portfel wraz z całymi dokumentami znajdował się w jednej z kieszeni. - Póki co nie, ale jak przyjedziemy na miejsce możesz wziąć i nawet kąpiel. Lepiej ci już? – zapytał, ale w jego głosie nie dało się znaleźć zbyt wiele troski.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
JeraChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 27/06/2017
Liczba postów : 302


Cytat : It must hurt to know I am your most beautiful regret.
Female


PisanieTemat: Re: Świeża krew   Czw Cze 29, 2017 8:21 pm

- Hm, naprawdę? - rzucił, nie kryjąc lekkiego zaskoczenia i nie oczekując odpowiedzi. Po co Joseph miałby rozpowiadać o jakimś obcym facecie swojemu znajomemu? Ta wiedza mile połechtała ego Ellera, choć w życiu by się do tego nie przyznał. - Czyli coś już o mnie wiesz. Może w takim razie powiesz mi coś o sobie? Na przykład... Ile masz lat? - Gabriel liczył się z ewentualną odmową, wiadomo, niemniej skoro mieli tu siedzieć i czekać aż poczuje się wystarczająco dobrze, by ruszyć w dalszą drogę i opuścić to zapyziałe miejsce, logicznym wydawało się wykorzystanie danego im czasu w jakiś pożyteczny sposób. Spojrzał na blondyna z głupim uśmiechem na twarzy. To pytanie wydało mu się nagle nienaturalnie zabawne, ale serio był ciekawy.
Kolejne zaskoczenie - wilkołaki istniały, a przynajmniej sugerował to poważny ton Lawrance'a. No cudownie. Pomyśleć, że stąpał po tym świecie już dwadzieścia parę lat i nigdy nawet przez myśl mu nie przeszło, że wokół niego mogą żyć takie... kreatury. Teraz sam był jedną z nich, choć nadal ciężko było mu przyswoić sobie ten fakt. Ale jak inaczej wyjaśnić to nienaturalne parcie na krew? W dodatku tak mu smakowała. Chore.
- Tak. Chodźmy stąd - odpowiedział. Podniósł się, zgarnął kurtkę z wieszaka i ją ubrał. Telefon pewnie i tak był już rozładowany, więc nawet go nie sprawdzał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
KosmosChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 50
Personal space? No.

Cytat : *Star Trek Intro*
Wiek : 21
Female


PisanieTemat: Re: Świeża krew   Czw Cze 29, 2017 8:23 pm

Uśmiechnął się pokazując rząd idealnie białych zębów. Ktoś tu był ciekawy, co? Odpowiedzenie wprost byłoby za łatwe, zupełnie nie w jego stylu.
- Niewiedza bywa czasem bardziej ekscytująca- wzruszył ramionami. Prawdopodobnie gdyby mu powiedział, że jedynie osiemdziesiąt jeden, Gabriel mógłby poczuć się co najmniej rozczarowany. Miał cichą nadzieję, że młody spróbuje zgadnąć, rozbawiając go przy tym rzucanymi koncepcjami. Czasami zastanawiał się jakby to było żyć na przykład trzysta lat. Obserwować jak świat się zmienia, ludzie i miejsca przemijają, tworzą się nowe, a on trwałby niezmiennie. Cóż, jeszcze się o tym zdąży przekonać. Chyba że coś go zabije po drodze, ale o tym wolał nie myśleć. Dopił do końca zawartość kieliszka i podniósł się z fotela. Z wieszaka zabrał długi, szary płaszcz i nacisnął klamkę.
Ich oczom ukazał się korytarz, wyraźnie piwnica w jakimś lokalu. Ruszył najbliższymi schodami w górę, po chwili znaleźli się w niewielkiej recepcji. Na pierwszy rzut oka widać było, że hotel nie należy do najbogatszych, ale przynajmniej w recepcji było schludnie i czysto. Można by się zastanawiać czy w innych pokojach jest tak samo. Lawrance podszedł do człowieka za ladą.
- Tak jak się umawialiśmy- wręczył mu odliczoną sumę po czym opuścili hotel. Oprócz jego srebrnego BMW na parkingu stały może ze trzy samochody. Słychać było szum pobliskiej trasy szybkiego ruchu. Oczywiście panowała już zupełna ciemność, inaczej nie odważyłby się wyjść na zewnątrz, jedynymi źródłami światła były lampa przy wejściu do hotelu i spory, neonowy znak zachęcający przejezdnych do zatrzymania się właśnie w tym miejscu. Samochód Lawranca nie należał do najdroższych na rynku (by łatwiej było wtopić się w tłum), ale był porządny. Wsiadł do środka.
- Masz jeszcze jakieś pytania przed spotkaniem z Josephem?- zapytał gdy wyjechali z parkingu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
JeraChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 27/06/2017
Liczba postów : 302


Cytat : It must hurt to know I am your most beautiful regret.
Female


PisanieTemat: Re: Świeża krew   Czw Cze 29, 2017 8:23 pm

Gabriel był ciekawy, nie dało się temu w żaden sposób zaprzeczyć. Zresztą mężczyzna nawet się z tym specjalnie nie krył. Gdy - tak jak przewidywał - spotkał się odmową na zadane pytanie, westchnął z lekkim, wręcz teatralnym zawodem. Nie byłby sobą, gdyby poddał się tak łatwo.
- Nie wątpię, jednak wydaje mi się, że w tym wypadku bardziej kuszące jest poznanie prawdy - odpowiedział, nie spuściwszy wzroku z twarzy blondyna. Sam się sobie poniekąd dziwił, że tak to go ciekawiło. Niby z jakiej racji? - W takim razie może chociaż powiesz mi, ile miałeś lat, kiedy zostałeś przemieniony? - Przynajmniej tyle mógł mu zdradzić, gdyż jego rzeczywisty wiek nadal pozostałby tajemnicą, prawda? Gabriel nadal uparcie się w towarzysza wpatrywał (nie oszukujmy się, Lawrance był jedynym ciekawym aspektem w tej ponurej suterenie), a jednocześnie próbował w myślach oszacować, na jak bardzo starego wampira trafił. Z pewnością dziadka, choć elegancko zakonserwowanego.
Otóż to, jego tymczasowy opiekun przynajmniej wyglądał dobrze. Gabe strzelał, że byli w zbliżonym wieku. Chociaż Joseph też był przecież niczego sobie... Uśmiechnął się sam do siebie. Żadna to tajemnica, że lubił otaczać się ładnymi ludźmi.
W czasie drogi do samochodu milczał. Zwyczajnie obserwował zmieniające się otoczenie, by w końcu wykonkludować, że jest w tym hosteliku pierwszy i pewnie ostatni raz w życiu.
- I tak nie jesteś zbyt rozmowny, więc nie, na razie przystopuję z pytaniami - odmruknął, pakując się do samochodu. - Chociaż zastanawia mnie jeszcze jedno. Co też Joseph musiał załatwić, że zostawił mnie z tobą? - Najpierw go przemienił, bez pozwolenia, a potem niejako porzucił. We własnym mniemaniu zasługiwał na odpowiedź.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
KosmosChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 50
Personal space? No.

Cytat : *Star Trek Intro*
Wiek : 21
Female


PisanieTemat: Re: Świeża krew   Czw Cze 29, 2017 8:25 pm

Zaśmiał się perliście. Dało się wyczuć w tym pewne pohamowanie, jakby nawet czynność tak spontaniczną próbował włożyć pod wodze opanowania.
- A na ile wyglądam?- tu nastąpiła dłuższa pauza w czasie której nie spuszczał z Gabriela oczu wyraźnie szukając w nim frustracji powodowanej kolejnym unikiem na zadane pytanie. Dopiero kiedy podniósł się z fotela i szykował się do wyjścia, westchnął cicho i odpowiedział – Dokładnie dwadzieścia osiem.
Tak, został przemieniony w dwudzieste ósme urodziny i nie był to przypadek, bo w odróżnieniu od Gabriela wiedział o swojej przemianie. Ba, wręcz jej oczekiwał! Gdyby miał być do końca szczery ze swoim nowym krewnym, spodziewał się, że i tak samo będzie w jego przypadku. Pomylił się i miał zamiar przy najbliższej okazji zemścić się na Josephie za nie powiadomienie go o tym drobnym fakcie w porę.
Włączył radio, miał już zdecydowanie dosyć ciszy. Wystarczy, że musiał ją zachować przez cały czas, gdy Gabriel spał. Musiał odtwarzać z płyty, bo już drugi raz z rzędu lecieli the Kinks. Cicho nucił do każdego z kawałków wyraźnie znając teksty na pamięć.
- Jestem rozmowny, po prostu nie kłapię na każdy temat- prawie się żachnął. Większość swoich wpływów zdobywał właśnie poprzez rozmowy i był bardzo wrażliwy na punkcie swoich oratorskich umiejętności. Prawdopodobnie nawet zbyt wrażliwy. Gdy padło pytanie przestał nucić, zadała chwila ciszy. Westchnął i ściszył nieco radio.
- Wiesz, to nie tak, że zostawił cię z kimś przypadkowym. Jesteśmy stworzeni z tej samej krwi. Mnie też przemienił Joseph, więc to tak jakbyśmy byli… braćmi z braku lepszego określenia- rzucił krótkie spojrzenie Gabrielowi po czym dodał już mniej poważnym tonem –Poza tym jestem pewien, że teraz po prostu dopina twoje mieszkanie na ostatni guzik. Lubi jak w domu jest elegancko i nie mów mu, że ci powiedziałem, ale chce ci trochę zaimponować.
Zdusił kolejne ukłucie zazdrości tłumacząc sobie wewnętrznie, że przygotowania do jego przemiany trwały znacznie dłużej. To było trochę żenujące, że po takim czasie spędzonym razem nadal bywał zazdrosny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
JeraChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 27/06/2017
Liczba postów : 302


Cytat : It must hurt to know I am your most beautiful regret.
Female


PisanieTemat: Re: Świeża krew   Czw Cze 29, 2017 8:25 pm

Przez chwilę myślał, że mężczyzna znowu go najzwyczajniej w świecie zbędzie. Wytrzymał jego spojrzenie, ba, również patrzył mu prosto w oczy i choć w pierwszej chwili chciał pozostać na tyle neutralny, na ile był w stanie, długo nie wytrzymał i się uśmiechnął. Co z kolei odrobinę go irytowało, bo zwykle nie miał problemu z zachowaniem chłodnego opanowania, a w towarzystwie tego typa wszystko szlag trafiał.
Dwadzieścia osiem? No proszę, był blisko. Gdy Lawrance zadał swoje wcześniejsze pytanie, Gabe zamierzał strzelić, że dwadzieścia siedem.
Nie przeszkadzało mu milczenie. Sam nie słynął z bycia szczególnie rozmownym, jednakże dziś przebudził się jako... wampir. To chyba był wystarczający powód do posiadania całej masy pytań, a przynajmniej tak to sobie tłumaczył.
- Bracia... - wymruczał pod nosem, raczej sam do siebie. Rozumiał, co blondyn miał na myśli. Krew z krwi. To określenie jakoś nieszczególnie do niego przemawiało. Szczególnie po tym, że przed chwilą uznał mężczyznę za interesującego.
- Dziękuję za szczerość. Nie wiem, powinienem się cieszyć? Nie jestem w stanie, nadal mam ochotę skręcić mu kark. Mój staż... - Moje wszystko. Wszystko diabli wzięli, wszystkie jego ambicje i marzenia. Chciał być lekarzem, ciężko na to pracował, a teraz nie miał na to żadnych realnych szans. Gabriel był perfekcjonistą i pracoholikiem, więc to naprawdę go bolało. Egoistyczne podejście? Był tego świadomy i w pełni to akceptował. Był strasznym egoistą. - Nieważne - westchnął. - Mieszkasz z Josephem? - Spojrzał na niego z ukosa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
KosmosChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 50
Personal space? No.

Cytat : *Star Trek Intro*
Wiek : 21
Female


PisanieTemat: Re: Świeża krew   Czw Cze 29, 2017 8:27 pm

Już jakiś czas temu skręcił z autostrady w stronę miasta, które nawet o tej godzinie tętniło życiem. Ulice pełne były imprezowiczów, kolorowych świateł, które zdawały się tworzyć zupełnie nowy świat, tak różny od szarego dnia. Co jakiś czas Lawrence zbaczał z tematu rozmowy, wskazywał któryś lokal z komentarzem „Tu musimy cię kiedyś zabrać” albo „A w tym miejscu się spotykamy”. Zaraz po wygłoszeniu komentarza wracał jak gdyby nigdy nic do tematu. „Spotykamy się” było wygłoszone w kontekście wszystkich wampirów zamieszkujących lub przejeżdżających przez miasto. Był to skrót myślowy, który wydawał mu się dość oczywisty. Cóż, może tylko taki się wydawał.
- Nie ma sprawy - trudno było stwierdzić czy podziękowania uznał za szczere czy też nie, bo wydawał się tym w ogóle nie przejmować. – Uwierz mi, nie jesteś jedyny. – od kilku godzin też miał ochotę ukręcić Josephowi kark. Jak mógł mu nie powiedzieć o czymś tak cholernie ważnym? Nie uprzedzić go w odpowiednim czasie? Czuł się jak oszukany, zazdrosny głupiec. Przecież w pewnym sensie nim był. Joseph znalazł sobie nowy obiekt zainteresowania, o wszystkim powiedział mu po fakcie i jeszcze wrobił go w pilnowanie Gabriela.
- Nie powiem, że wiem co czujesz, bo nie mam o tym zielonego pojęcia, ale z czasem będzie lepiej. Coś się wymyśli. Mało mamy lekarzy w naszych kręgach? Któryś cię weźmie na naukę, potem dyplom jakoś się załatwi - uśmiechnął się do niego. Może był niezadowolony, ale nie aż tak by kopać świeżo przemienionego. To byłoby uderzenie poniżej pasa, szczególnie w zaistniałej sytuacji.
- Oczywiście! – odparł jakby była to najbardziej oczywista rzecz pod słońcem. Uśmiechnął się do tego w dość sugestywny sposób. Im szybciej Gabriel się domyśli tym lepiej, będzie wiedział której linii nie przekraczać. Może to trochę uśmierzy jego napięte nerwy. – Ale nie martw się, ty nie będziesz. Przygotował ci osobne mieszkanie.
Wjechali na parking przed sporym apartamentowcem. Centrum, świetna lokalizacja, blisko do stacji metra. Krótko mówiąc wszystko pod ręką. Lawrence uśmiechnął się zadowolony, wysiadł z samochodu i poprowadził Gabriela do wejścia.
- Kod do drzwi dostaniesz na górze, razem z kluczami – szedł szybkim krokiem jakby nie mógł się doczekać, aż znajdą się na górze. Nie umiał stwierdzić czy chciał się popisać przed Gabrielem i jak najszybciej pokazać mu w pełnej okazałości, co dla niego zostało przygotowane, czy raczej znaleźć się już w jednym pokoju z Josephem by dosadnie pokazać mu swoje niezadowolenie.
Weszli do windy, wcisnął dziewiąte piętro. Cały budynek miał trzynaście. Winda była przeszklona. Lawrence oparł się o jedną ze ścianek i cieszył się widokiem. Gdy zbliżali się już do odpowiedniego piętra, szybko przeczesał włosy ręką i zadowolony wyszedł z windy. Zaraz jednak stanął jak wryty. Gdyby mógł to pewnie by zbladł.
Drzwi do apartamentu numer dwadzieścia były otwarte. Lawrence w mgnieniu oka znalazł się w środku. Było cicho, za cicho. Rozejrzał się po pokoju. W pierwszym momencie tego nie zauważył, ale gdy zrobił kilka kroków ku wielkiemu oknu zobaczył sporą kupkę popiołu. Osunął się na stojącą w pobliżu sofę.
- Nie… To nie tak miało być… - wyszeptał do siebie. Wśród popiołu pobłyskiwał pierścień ze znajomymi inicjałami. Joseph nie żył. Wiadomość ta wydawała mu się zupełnie abstrakcyjna, w ogóle do niego nie docierała chociaż patrzył na to, co z niego pozostało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
JeraChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 27/06/2017
Liczba postów : 302


Cytat : It must hurt to know I am your most beautiful regret.
Female


PisanieTemat: Re: Świeża krew   Czw Cze 29, 2017 11:26 pm

Jazda miała w sobie coś relaksującego. Początkowy gniew i dezorientacja zostały zastąpione przez narastające z sekundy na sekundy zaciekawienie. Eller postanowił dłużej się nie zadręczać. To prawda, że niejako musiał się pogodzić z utratą poprzedniego życia, ale nieśmiertelność też miała swoje plusy, a właściwie to całą masę plusów. Dlatego też Gabriel tymczasowo postanowił się skupić właśnie na nich.
Gdy Lawrence wspomniał coś o załatwieniu dyplomu, posłał mu lekki, choć nieco smutny uśmiech. Podobało mu się, że wampir stara się go jakoś pocieszyć, mimo że w pewnym stopniu go to denerwowało. Nie chciał czuć się jak ofiara. Szczególnie nie teraz.
Powinien się też poniekąd cieszyć. Trafił na cierpliwego wampira, który wszystko mu ze spokojem wyjaśniał i nie irytowało go – albo jeszcze tego po sobie nie pokazywał – jego gadulstwo. Tak na pewno było o wiele łatwiej. Jakby nie patrzeć równie dobrze mógł obudzić się w jakimś rowie i zaatakować pierwszą lepszą osobę, która by się napatoczyła. Zdążył się już przekonać, że pragnienie jest naprawdę paskudną sprawą i gdyby nie krew, którą podsunął mu blondyn, chyba wgryzłby się we własne żyły.
Parsknął. Chyba po raz pierwszy. Jaki terytorialny! Może za dużo sobie wyobrażał, ale słowa Lawrence’a były chyba aż za nadto wymowne i Gabriel musiałby być głupcem, gdyby nie dodał dwa do dwóch. Zatem on i Joseph byli czymś więcej niż przyjaciółmi.
– Nie martwię się. Myślałem, że może wrócę do siebie – odpowiedział łagodniejszym tonem. Zerknął nawet na swojego kierowcę, ale ukradkiem, bo opierał się policzkiem o szybę i póki co nie zamierzał zmieniać tej pozycji.
Normalnie w życiu nie przyjąłby kluczy do apartamentu od właściwie obcej osoby. Wychodził z założenia, że na wszystko trzeba sobie zapracować, a nie dostawać za darmo. Inna sprawa, że wolał nie być nikomu niczego winien.
Aczkolwiek teraz jego przekonania uległy delikatniej zmianie. Joseph wisiał mu całkiem sporo, więc co mu tam, mógł zamieszkać w mieszkaniu, które dla niego przygotował.
Mężczyzna podążał za swoim złotowłosym przewodnikiem. Wszedł za nim do mieszkania. Zmarszczył brwi na widok otwartych drzwi, lecz jakoś szczególnie się nie przejął, choć reakcja Lawrence’a nieco go zaniepokoiła.
Zamknął drzwi. A potem, podobnie jak kompan, zaniemówił.
Oczywiście, że rozpoznawał ten pierścień. Właściciel owego pierścienia uwiódł go swoim czarem, a potem przemienił. A teraz wszystko wskazywało na to, że był martwy. Gabriel nie mógł mieć pewności, wiedział tylko tyle, ile naczytał się w głupich książkach. Jednakże reakcja Law’a była wystarczająca.
Eller nie wiedział, co ma o tym wszystkim myślec. Jo przemienił go zaledwie kilka dni temu, a teraz co, zabił się? Taki był jego szalony, genialny plan? Bez sensu.
– Dlaczego miałby to zrobić? – wyszeptał po chwili. - Nie rozumiem - przyznał. Był wstrząśnięty, był też zły - na Josepha, ponieważ Jo miał być tutaj z nimi żywy. Na siebie, gdyż gdyby Law nie musiał go niańczyć, może do tego wszystkiego w ogóle by nie doszło. Był też zły na cały świat, żeby było bardziej dramatycznie.
- Hej. - Stanął za sofą, po czym   położył dłoń na ramieniu Lawrence'a, tak jakby to miało w czymkolwiek pomóc.  Nie wyobrażał sobie, co takiego blondyn teraz przeżywa, ale skoro jego i Josepha łączyły bardziej zażyłe relacje, nie mogło to być nic dobrego. - Wszystko w porządku? - Co za żałosne pytanie. Doskonale o tym wiedział, ale i tak je zadał, w dodatku z troską w głosie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
KosmosChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 50
Personal space? No.

Cytat : *Star Trek Intro*
Wiek : 21
Female


PisanieTemat: Re: Świeża krew   Pon Lip 03, 2017 5:39 pm

Ręka na jego ramieniu była ostatnim bodźcem, którego potrzebował by wybuchnąć. Wszystkie skrajne emocje, które kumulowały się w nim przez ostatnie sekundy wybuchły nagle i zupełnie niekontrolowanie. Poderwał się z sofy – Nic nie jest w porządku! Właśnie o to, kurwa, chodzi! – krzyknął patrząc Gabrielowi prosto w oczy. Dostrzegł w nich troskę, ale w tej chwili nie potrafił czuć niczego innego niż złość i rozpacz, które ogarniały go coraz bardziej. Chwycił się za głowę i zrobił kilka kroków w bliżej nieokreślonym kierunku, najwyraźniej próbując się uspokoić. – Nic nie jest w porządku – powtórzył, tym razem bardziej dla siebie.
W jego głowie zaczynały kłębić się pytania, na które po prostu musiał znaleźć odpowiedź. Kto? Kiedy? Jak? Czy gdyby się pospieszył zdążyłby go uratować? Czy w ogóle mógł cokolwiek zrobić żeby temu zapobiec? Nie dopuszczał do siebie myśli, że to może być samobójstwo. Przecież Joseph nie miał powodu do popełniania samobójstwa. Miał dobrą pracę, piękny dom, pozycję w ich małym społeczeństwie… miał jego. Dlaczego ktoś mu to zrobił? Jaką rolę w tym wszystkim odgrywa Gabriel? Czy w ogóle miał jakąś rolę?
Trzęsącymi się dłońmi wyciągnął z wewnętrznej kieszeni płaszcza telefon. Chwilę mu zajęło wybranie odpowiedniego numeru. Sygnały w słuchawce zdawały się trwać całe godziny, dlaczego do cholery nie odbiera?! W końcu z telefonu dało się słyszeć ciche – Lawrence? Dlaczego dzwonisz tak wcześnie? – Gabriel mógł bez problemu usłyszeć całą rozmowę, w końcu jego wyostrzone zmysły robiły swoje.
- Kurt, musisz natychmiast przyjechać pod adres, który ci podam. – Lawrence sprawiał wrażenie jakby już nieco ochłonął, ale drżenie rąk i głosu zdradzały go aż nadto.
- Stało się coś? – jego rozmówca mówił cichym, jakby zaspanym głosem. Wyraźnie nie na rękę mu było gdziekolwiek przyjeżdżać.
- Joseph nie żyje – powiedział to po długiej pauzie, jakby się zbierał w sobie żeby wypowiedzieć te słowa. Powiedział to. „Joseph nie żyje” i całe poczucie nierealności zaczęło się ulatniać, prawda powoli docierała do jego świadomości – Błagam cię przyjedź. – jego głos był przepełniony desperacją, jasne było, że nie ma pojęcia co powinien teraz zrobić.
- Prześlij mi adres sms’em. Przyjadę jak najszybciej się da – głos Kurta spoważniał i już po chwili zamiast jego głosu dało się słyszeć tylko rytmiczne popiskiwanie telefonu. Lawrence trzęsącymi się dłońmi wypisał adres. Rzucił telefon na sofę po czym spojrzał na Gabriela. Tak bardzo nie miał pojęcia co z nim teraz zrobić.
- Idź wziąć ten cholerny prysznic – powiedział w końcu odwracając się w stronę kupki popiołu – Przecież i tak chciałeś mu skręcić kark.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
JeraChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 27/06/2017
Liczba postów : 302


Cytat : It must hurt to know I am your most beautiful regret.
Female


PisanieTemat: Re: Świeża krew   Sro Lip 05, 2017 7:01 pm

Lawrence miał rację – nic tutaj nie było w porządku. Eller wiedział, że pytanie, jakie przed chwilą postawił, było bardziej niż nie na miejscu, więc nie przejął się zbytnio wybuchem gniewu starszego wampira. Reinhardt właśnie stracił osobę, którą – chyba? – kochał, która być może była całym jego światem. Miał prawo do złości. Chyba lepsze to niż łzy, na nie to w ogóle nie wiedziałby jak zareagować. Dlatego preferował pracę w prosektorium. Zmarli nigdy nie stawiali go w sytuacji, w której nie wiedziałby, jak się zachować. Nie stawiali zbędnych pytań, nie oczekiwali wymagających odpowiedzi.
Zrobił krok w tył. Kiedy blondyn chodził rozemocjonowany po mieszkaniu, mężczyzna po prostu stał w pobliżu tej przeklętej sofy i próbował sobie wszystko przeanalizować. Gdyby miał przed sobą trupa, mógłby spróbować dojść do ewentualnej przyczyny zgonu, tyle że ona była w tym przypadku aż nader oczywista. Słońce. Ale to nie musiało być samobójstwo, choć na takowe wyglądało.
W czasie rozmowy Lawrence’a z niejakim Kurtem, Gabriel rozejrzał się po mieszkaniu martwego wampira. Był tutaj dopiero pierwszy raz, lecz i tak uznał, że warto to zrobić. Może akurat natknie się na jakiś ckliwy list pożegnalny nakreślony pismem Josepha. A może przeciwnie, nie znajdzie zupełnie nic, żadnych wskazówek, które mogłyby pomóc w odkryciu przyczyny tego wszystkiego.
Treść rozmowy i tak słyszał, mimo że był na drugim końcu mieszkania. Niedługo potem wrócił. Gdy padł tekst o prysznicu, o mało co nie zaniósł się histerycznym śmiechem. Kwestie higieny dziwnym trafem nagle przestały być dla niego takie istotne, mieli tu poważniejszy problem.
– Tak, chciałem. Byłem wściekły, bo zadecydował za mnie. – odpowiedział ze spokojem,  patrząc mężczyźnie prosto w jasne oczy. - Teraz chcę jedynie poznać prawdę. Chcę ci pomóc, Lawrence - dodał. Nie miał pojęcia czy w ogóle będzie w stanie jakoś pomóc. Nie wiedział też czy Law go zaraz nie wyśmieje, ale tak naprawdę miał to gdzieś. Potrafił być obrzydliwie uparty, jeśli mu zależało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
KosmosChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 50
Personal space? No.

Cytat : *Star Trek Intro*
Wiek : 21
Female


PisanieTemat: Re: Świeża krew   Czw Sie 17, 2017 2:36 am

On również o mało się nie roześmiał. Nerwowo przeczesał włosy ręką. Najwyraźniej taki tik nerwowy. - Ty nic nie wiesz. To ty potrzebujesz pomocy. To ja tobie będę musiał pomagać, mimo tego, co się stało. – gdy reszta się dowie, że został już przemieniony, bez wyraźnego pozwolenia starszych, oj, wtedy się dopiero zacznie cyrk. Patrzył na Gabriela i nie umiał nawet sformułować kłębiących się w nim emocji. Jego istnienie było mu tak cholernie nie na rękę, zmieniało tak wiele rzeczy. - Nie wolno przemieniać bez pozwolenia. Joseph jeszcze go nie miał. Nie wiem dlaczego zrobił to tak szybko. – znów zrobił dłuższą pauzę. Tym razem spuścił wzrok na podłogę. - Najlepiej by było gdyby cię nigdy nie przemienił. – chociaż w tym się zgadzali.
- Niczego nie ruszaj. Wszystko ma zostać nietknięte do jego przyjazdu. Był detektywem, jeśli ktoś mi może pomóc to właśnie on. – wiedział, że Gabe słyszał rozmowę, więc nie uściślał, że chodzi mu o Kurta. Usiadł na sofie i schował twarz w dłoniach. Przez chwilę siedział w tej pozycji, w końcu potarł twarz i znów się wyprostował. W ciemnym oknie zobaczył swoje odbicie. Tak bardzo zmęczone, wyprane teraz z wszystkich emocji. Nie miał siły. Nie miał siły szukać mordercy czy listu pożegnalnego. Nie miał siły opowiadać gdzie był. Nie miał siły bronić Gabriela przed resztą społeczności. Bo na pewno będzie trzeba go bronić. Będzie musiał poręczyć, że o niego zadba, że nauczy go zasad. Będzie potrzebował kogoś, kto powie starszym, że młody nie może odpowiadać za błąd jego stworzyciela, bo nie miał na to żadnego wpływu. Będzie musiał na niego patrzeć każdej nocy i przypominać sobie chwile, które teraz przeżywa, przekazywać mu wiedzę, poprawiać i nakierowywać. Nie miał, kurwa, siły. Chciał pójść spać i nie wstawać. - Będziesz miał problemy, wiesz? Przez niego. To nimi powinieneś się zająć. Pomyśleć jak udowodnić, że jesteś przydatny. Żeby cię nie zabili za karę. Pomogę ci ile będę mógł, ale musisz się przygotować. Joseph… On nie jest teraz ważny. Jemu już nie pomogę. – ten potok słów wylał się z niego niespiesznie. Sam w nie do końca nie wierzył, bo jak mógłby? Musiał ustalić priorytety. Jeśli zabiją Gabriela, zostanie już zupełnie sam. A tego nie chciał za nic.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
JeraChibi Seme
avatar

Data przyłączenia : 27/06/2017
Liczba postów : 302


Cytat : It must hurt to know I am your most beautiful regret.
Female


PisanieTemat: Re: Świeża krew   Pią Wrz 01, 2017 7:32 pm

Nie sposób było zaprzeczyć. Został brutalnie oderwany od swojej poukładanej rzeczywistości i wepchnięty siłą do zupełnie nowego świata. To w gruncie rzeczy nie brzmiało aż tak źle. Obietnica wiecznego życia kusiła nawet jego… Gdyby tylko nie dowiedział się właśnie, że może stracić je w ogóle. Bo świat rządzony przez krwiopijców był podporządkowany zupełnie innym zasadom.
Świadomość, że może zginąć, jeśli im się nie spodoba, nie była zbyt pokrzepiająca. Do tego wszystkiego dochodziła śmierć Josepha.
Skinął nieznacznie głową, gdy Lawrence polecił mu, że ma niczego nie dotykać. Fascynowało go to mieszkanie, tak jak wcześniej fascynował go jego właściciel, ale nie zamierzał wchodzić w drogę doświadczonemu detektywowi i zatrzeć przypadkiem jakichś przydatnych wskazówek, a już przede wszystkim nie chciał podpaść bardziej swojemu towarzyszowi. Współczuł mu, tak autentycznie. Nie znał go, ale śmierć osoby bliskiej zawsze wiązała się w ogromną dawką bólu. Wiedział o tym. Stracił już kiedyś przyjaciela. Co prawda był wtedy młodszy, ale i tak nie potrafił się tak łatwo pozbierać. Teraz zachowanie zimnej krwi przychodziło mu już z większą łatwością.
– Nie jesteś mi nic winien, Lawrence – odpowiedział, spoglądając na niego swoimi niebieskoszarymi oczami. – Jeśli zechcesz mnie zostawić, nie będę ci miał tego za złe. Ale nie śpieszy mi się umierać i jeśli możesz mi pomóc, nauczyć mnie jak przetrwać, nauczyć mnie być przydatnym, będę twoim dłużnikiem. – Urwał.
Poza tym czuł się odpowiedzialny – w niewielkiej części, ale jednak – za śmierć starszego wampira. Tyle tylko, że nie wiedział dlaczego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Świeża krew   

Powrót do góry Go down
 
Świeża krew
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» ..."(6) Kto przelewa krew człowieka, tego krew przez człowieka będzie przelana, bo na obraz Boży uczynił człowieka."
» Dziwne sny

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zona scriptum :: Fantastyka-
Skocz do: