CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 Sługa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Last DragonI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 1039


Cytat : don't judge me i was born to be awesome not perfect
Wiek : 27
Female


PisanieTemat: Sługa   Nie Lip 02, 2017 11:01 am




Czas i miejsce akcji: IV wiek p.n.e. Starożytny Rzym. Obrzeża miasta w obrębie muru.

Pod nieobecność Pana wśród niewolników zapanowała choroba. By nie przeciążać pracą pozostałych konieczne jest uzupełnienie "narzędzi" do pracy. Wśród wielu niewolników jego uwagę niewątpliwie przyciąga Y

X - Arystokrata - Last Dragon
Y - Niewolnik - Amay

_________________
Creativity is infinite



Only thing that limit us is our imagination

Spadek weny, mocny. Będę leniwa w najbliższym czasie. Proszę nie bić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Last DragonI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 1039


Cytat : don't judge me i was born to be awesome not perfect
Wiek : 27
Female


PisanieTemat: Re: Sługa   Sro Lip 26, 2017 7:40 pm


Sextus Aureliusz Marcifilus Titunepos tribu Roma Aurelius Scewola, domo Aventinus




  • Jego imię to Sextus z genesu Aureliuszy. Jego ojcem Był Marcus a dziadkiem Titus. Jego Tribus to Rzym, z rodu Aureluszy rezydujących na rzymskim wzgórzu Aventius, jego przydomek to Leworęczny

  • Urodzony po zakończeniu zbudowania muru w 378r. p.n.e.

  • Jego starsi bracia zginęli podczas walk z galami przed 380 rokiem. Jest ostatnim i bardzo późnym dzieckiem swojego ojca.

  • Jest  szóstym synem swojego dlatego też zgodzono się by poślubił w wieku 14 lat w 364r. P.n.e. plebejkę, córkę Gajusza Marcjusza. Był to bardzo dobry ruch gdyż mężczyzna ten w 356 r. P.n.e. stał się pierwszym plebejskim dyktatorem Rzymu. Sextus miał wtedy już 22 lata. Był ojcem  trzech chłopców i dwóch córek. - a przynajmniej tak myślał

  • Był znany ze swojej szybkości i zwinności.

  • Zaraz po tym jak zięć objął stanowisko zmuszony został do udziału w dalekiej podróży w głąb terenów Galów. Wrócił mając 25 lat zupełnie odmieniony. W dodatku wśród jego niewolników zapanowała choroba. Wielu nie udało się odratować.

  • Podczas jego nieobecności jego młoda żona zmarła w skutek porodu dziecka. Oczywiście nie jego gdyż od trzech lat nie było go w Rzymie. Sexstus jest więc pewien tylko swojego pierwszego syna Titusa. Pozostałe dzieci trafiły pod opiekę swojego dziadka.

  • Sexstus po śmierci ojca i starszych braci przejął rolę głowy rodu.

  • Jeszcze podczas walk jako młody chłopak odznaczał się sprytem, inteligencją i szybkością. Niestety nie miał postury wojownika.

  • Mierzy zaledwie 155 cm wzrostu i jego ramię jest stosunkowo krótkie w porównaniu do reszty jego rówieśników.  

  • Pierwsze lata życia spędził z niewolnikami gdyż jego rodzice już byli słabego zdrowia. Oni się nim opiekowali i zajmowali

  • Podczas swoich pierwszych uczt ojciec bardzo musiał pilnować cnoty swojego najmłodszego syna gdyż jego delikatniejsze rysy i miękkie włosy przykuwały zainteresowanie senatów.

  • Mając lat 12 ojciec oddał go na nauki do jednego z nich w zamian za wpływy. Miał być u niego rok. Wtedy też został bardzo dokładnie zaznajomiony z tym jak może wyglądać akt seksualny między mężczyznami. Uratowało to też mu w pewnym stopniu życie.

  • U senatora nauczył się też walki krótkim mieczem i strzelania z łuku. Poznał podstawy greki.

  • Jest istotą z natury łagodną i spokojną. Nie obawia się jednak odebrać życia wrogowi bądź niewolnikowi za nieposłuszeństwo.

  • Pierwszego człowieka na swój miecz nabił mając lat 16. Wtedy też stracił ojca.

  • Jego ród głównie trudni się winiarstwem. Wina i napitki przyrządzane w jego domu są uważane za jedne z najwybitniejszych w Rzymie.

  • Podchodzi do niewolników bardzo rodzinnie i opiekuńczo ale też surowo. Wola pana jest świętością.


Posiadłość Sexstusa:
 

_________________
Creativity is infinite



Only thing that limit us is our imagination

Spadek weny, mocny. Będę leniwa w najbliższym czasie. Proszę nie bić.


Ostatnio zmieniony przez Last Dragon dnia Pią Sie 11, 2017 1:58 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
AmayKowadło
avatar

Data przyłączenia : 28/06/2017
Liczba postów : 54
♡

Cytat : Rucham admina. A Ty jaką masz supermoc? ♡
Wiek : 26
Female


PisanieTemat: Re: Sługa   Czw Sie 03, 2017 8:51 am

B e r n h a r d     S i n e p
Zwany Celtyckim Lwem

♢ W rzeczywistości nie jest Celtem. Jego matką była młoda Rzymianka, która jako dziecko została sprzedana do niewoli przez niewypłacalnych rodziców, ojcem natomiast Bryt.

♢ Faktem jest, że jego biologiczni rodzice zostali sparowani jak zwierzęta dla uzyskania najlepszego potomka.

♢ Nie pamięta swoich rodzicieli - powód ku temu jest prosty, jego pierwszy Pan sprzedał go za dobrą cenę, kiedy ten miał niespełna trzy lata. Kobieta, która zdecydowała się go zakupić traktowała go w kategoriach domowej ozdoby, pozwalając mu nawet zażywać nauk z jej własnymi potomkami. Kiedy wyrósł z wieku dziecięcego został ponownie sprzedany. Jego trzeci i zarazem ostatni Właściciel traktował go w kategoriach mówiącego narzędzia. I w odpowiednich przypadkach obrońcy.

♢ Jego trzeci Pan traktował go w kategoriach pozbawionego pomyslunku mieszańca. Nigdy nie dowiedział się, że jego nabytek jest nader inteligentny. I potrafi posługiwać się pismem.

♢ Sam Bernhard nie wie ile właściwie ma lat. Jego fizyczność wskazuje na okolice trzydziestu.

♢ Budowę ciała odziedziczył w całości po ojcu. Wchodząc w okres dojrzewania przewyższał już nawet najbardziej rosłych centurionów. Jego wzrost ustabilizował się na poziomie 181 centymetrów.

♢ Jego skórę znaczy kilkadziesiąt blizn - są one pamiątkami wymierzonych mu kar. Kar, na które zawsze zasługiwał.

♢ Kilkukrotnie powiedział zbyt wiele w obecności swojego Pana. Ostatni raz przyniósł mu odpowiednie konsekwencje - Właściciel w furii wydał rozkaz pozbawienia go języka. Bernhard jest niemową.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Last DragonI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 1039


Cytat : don't judge me i was born to be awesome not perfect
Wiek : 27
Female


PisanieTemat: Re: Sługa   Czw Sie 03, 2017 11:56 am

Sexstus odwiedzał regularnie targi niewolników i uzupełniał braki po ostatniej epidemii. W pierwszej kolejności uzupełnił najniższych niewolników, którzy musieli zapewnić działanie winiarni. Ich umarło też najwięcej. W kolejnym szukał nadzorców i osób zajmujących się domem. Teraz została mu do uzupełnienia tylko osobista służba i strażnicy. Dzięki zmienieniu stanowisk osobom dogadzającym jego żonie i jej bękartom braki nie były aż tak widoczne. Nadal jednak były. Jego syn kroczył u jego boku. Też miał dobre oko. Titus miał ledwo 10 lat, ale już był jego wzrostu. Twarz miał jednak identyczną wręcz z ojcem poza dużo jaśniejszymi od niego oczami i włosami, które odziedziczył po matce. Miał jednak też jego usposobienie. Był otwarty i Sexstus wróżył mu raczej świetlaną przyszłość.
Jeden z najstarszych sług zatrzymał się. Mężczyzna za zadanie miał podawać mu imiona mijanych rzymian chociaż Sexstus doskonale je znał, przynajmniej w części. Nie powinien więc się zatrzymywać. A jednak to zrobił. Spojrzenie miał smutne i patrzył się w stronę mężczyzn wystawionych u jednego z brutalniejszych patrycjuszy.
- Powiedz. - Szepnął spokojnym tonem zachęcając by wyjaśnił swoje zachowanie.
- Ci mężczyźni. Ten z blizną na oku. Jestem pewien, że obaj służyliśmy Quatrusowi.- Przez chwilę jakby jakaś nadzieja zapaliła się w oczach mężczyzny. - Panie, on mógłby nadać się dla pana.
Widząc minę Sextusa zamilkł jednak.
- Ojcze, nie zaszkodzi podejść i przyjrzeć się. Tamci trzej są wysocy i mogli by służyć w twojej straży.
Niewolnik posłał wdzięczne spojrzenie chłopcu a rzymianin westchnął. Nie powiedział nic tylko tym samym powolnym krokiem szli przed siebie aż faktycznie dotarli do stanowiska gdzie stał owy wskazywany wcześniej mężczyzna. Nie on jednak przykuł jego uwagę. Wystawionych na sprzedaż było pięciu niewolników. Zdecydował się na zakup "znajomego" mężczyzny chociaż to nie on przykuł jego wzrok. Był również posunięty wiekiem znał jednak alfabet. Utargował niższą cenę. Wtedy też zapytał o mężczyznę z bliznami. Przykuwał jego wzrok od początku
- Krnąbrny? - Zapytał uśmiechając się w specyficzny sposób. Jak lis próbujący się zakraść do kurnika.
- Jak sam diabeł. Nie potrafi wykonać prostego polecenia bez odstawienia czegoś.
- Coś jeszcze jest z nim nie tak? - Niewolnik został sprowadzony na kolana by rzymianin nie musiał zadzierać głowy by na niego spojrzeć. Czuł, że chce go wziąć nie rozumiał jednak dlaczego.
- Jak ci na imię?- Zapytał po czym usłyszał śmiech.
- Nie odpowie ci panie. Ucięto mu język za przewinienia. Za dużo miał do powiedzenia.
Sexstus powoli robił się rozbawiony, ale i zainteresowany. Bo kim musiał być człowiek, który tak uparcie sprzeciwiał się woli swojego właściciela? Zaczął więc dopytywać o jego umiejętności. Z tych informacji też nic nie wynikało.
- Panie, wybacz mi bezpośredniość ale nie opanujesz go. Jest jak dzikie zwierzę. Na łańcuchu co najwyżej można go prowadzać.
Te słowa już nie spodobały się rzymianinowi. Jego syn jak się okazało był jednak szybszy przy wymierzaniu reprymendy handlarzowi.
- Jak śmiesz podważać umiejętności mego ojca! Sextusa Aureliusza Scewola! Przemierzał północne kraje i pokonywał celtyckich olbrzymów. Mierzył się nawet z...- Dłoń ojca powstrzymała wypowiedź syna.
- Dość Titusie. Spójrz na niego. Doskonale wie kto przed nim stoi. Starał się jedynie ostrzec mnie przed niezwykle trudnym w obyciu osobnikiem. Przemawiała jedynie przez niego troska o mnie czyż nie?
Wybuch syna zwrócił na nich uwagę wielu osób. Handlarz marzył o tym żeby zapaść się pod ziemię. Sam był niewolnikiem na usługach swojego pana i nie miał pojęcia jaka kara go czeka za takie zachowanie gdy wróci. Nawet jeśli głos Sexstusa był spokojny i uśmiechał się lekko to spojrzenie nie pozostawiało wątpliwości, że poniesie konsekwencje swojego zachowania. Kupił ostatecznie niewolnika bo w obecnej sytuacji i tak nie mógłby postąpić inaczej. Wycofanie się wiązałoby się z pokazem niepewności albo nawet słabości. Z jakiegoś powodu czuł niepokój, ale i ogromne zainteresowanie tym osobnikiem.
- Co z nim zrobisz ojcze? - Zapytał Titus gdy opuszczali już targ. Pogłaskał syna po głowie.
- Najpierw muszę się z nim porozumieć. Pamiętaj Titusie. Nieposłuszeństwo niewolnika zawsze jest winą jego pana. Są oni takimi samymi ludźmi jak i my. To od nas. Ciebie i mnie zależy czy będą osadzeni na odpowiednim miejscu i posłuszni. Wierzę, że z pomocą Aritusa dasz sobie radę z przygotowaniem do funkcji strażników. Ja zajmę się swoją osobistą służbą.
Chłopiec potaknął. W domu pieczę nad nimi przejął główny niewolnik Nesar. Był ogromny i ciemnoskóry. Ślepy na jedno z oczu. Na jego ciele widać też było wiele śladów po walkach ze zwierzętami. Sexstus kupił go jeszcze przed podróżą. Zostawiono go na pewną śmierć po przegranej walce z tygrysem. Za grosze Nesar stał się jego ciężarem przez następne tygodnie, a później najwierniejszym sługą. To on informował go o problemach w posiadłości pod jego nieobecność. Mężczyznach, którzy odwiedzali jego żonę i jej romansach gdy on bawił u jej ojca. W trzech językach poinformował niewolników zaraz za bramą posiadłości o roli Nesara i tym kim on dla nich jest. Czarnoskóry wiedział co ma zrobić dalej.

_________________
Creativity is infinite



Only thing that limit us is our imagination

Spadek weny, mocny. Będę leniwa w najbliższym czasie. Proszę nie bić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
AmayKowadło
avatar

Data przyłączenia : 28/06/2017
Liczba postów : 54
♡

Cytat : Rucham admina. A Ty jaką masz supermoc? ♡
Wiek : 26
Female


PisanieTemat: Re: Sługa   Wto Sie 08, 2017 9:46 am

Jasne oczy odcinające się ostro na tle śniadej skóry śledziły przechodzących wokół niego patrycjuszy już którąś godzinę. Wnioskując po ruchu słońca ślizgającego się gorącem po jego okrytym cienką warstewką potu ciele, mniej więcej czwartą. Czwartą godzinę, podczas której skrępowany jak zwierzę, z dłońmi zebranymi szorstkim sznurem na wysokości lędźwi pozwalał się poddawać ocenie jego potencjalnych nabywców. I chociaż oglądali, dotykali, ba! Nawet sprawdzali jego zęby, które niechętnie, na psią manierę, odsłaniał z dzikim błyskiem w okolonym blizną ślepiu, nikt, absolutnie nikt nie zdecydował się na jego zakup. Podkreślana wszem i wobec narowistość Bernharda w żadnym wypadku nie była zaletą, którą winno sławić się wśród potencjalnych Panów. Ten konkretny targ odwiedzał już szósty raz z rzędu - stopniowo zaczynał wątpić w możliwość zmiany właściciela. Dotkliwość tej idei wzmagał jedynie fakt, iż niewolnicy, którzy nie znajdowali nabywcy w odpowiednio krótkim czasie kończyli na arenie. I choć zwali go lwem miał uzasadnione obawy, iż w starciu z faktyczną bestią poległby w przedbiegach.
Jego łydki i uda zaczynały już buntować się przed tak jawnym nadużyciem ich możliwości. Przestępując z nogi na nogę starał się zredukować dyskomfort kilkugodzinnego pozostawania w pozycji stojącej, jednak kolejne wysyłane z mózgowia wzdłuż kolumny kręgosłupa wyładowania bólu, pokazywały mu jak płonne były jego starania. Kolejne wybuchy dręczącej go sensacji znajdowały swoje crescendo w najbardziej napiętych ścięgnach i mięśniach. Marzył o cieniu. I łyku wody.

Być może nim ktoś go kupi sczeźnie? Jego oczy umknęły za woal powiek. Czyżby lepiej było zdechnąć niż służyć? I kiedy już wydawało mu się, że jest bliski uwierzenia w bliską śmierć los postanowił zweryfikować jego przeświadczenie.

Odgłos zbliżających się kroków nakazał mu rozewrzeć powieki szybciej niż zakładał. Ogniskując wejrzenie na zbliżających się personach uniósł delikatnie brwi. Niejednokrotnie przekonał się już, iż jego wzrost pozwala mu górować nad resztą rzymskiego społeczeństwa, niemniej jednak czasem jeszcze zaskakiwało go to, że niektórzy stając przed nim przemawiali raczej do jego przepony, niźli uszu. Poruszając delikatnie koniuszkami cierpiących palców jak zwykle słuchał. Należało zauważyć, iż od momentu utraty języka - notabene kosztem prawdy - usłyszał już wiele. Większość otaczających go notabli zakładała błędnie, iż Bernhard nigdy nie wyjawi ich sekretów. Nikt nie zdawał sobie sprawy jak dalece się mylili. Jasnooki mimo swej ułomności wciąż pozostawał bystry. I piśmienny. I niebywale zainteresowany niskim mężczyzną, na którego twarzy ostatecznie osadził swoje spojrzenie, butnie nie cofając go ani na moment. Nawet kiedy ten dobił targu kupując jego towarzysza, posuniętego wiekiem, dorównującemu Lwu wzrostem Gala. Patrzył na niego kiedy Rzymianin poznawał jego przywary i talenty. Nie zerwał kontaktu wzrokowego nawet wtedy kiedy oczy patrycjusza zrównały się z jego własnymi w momencie kiedy jego kolana z bolesnym jękiem zderzyły się z ubitą gleba na której spotkanie zostały wysłane kopniakiem w dolną część uda. Szarpnął się raz, marszcząc nasadę nosa. Nagły ruch przyniósł mu jedynie dyskomfort w ramionach połączony z kopniakiem wymierzonym pod żebro. Ślina, która zebrała się w jego ustach miła nieco metaliczny posmak. Przełykając ją zmrużył dzikie, jasne ślepia.
- Bernhard. - jego wargi poruszyły się bezgłośnie, jak zawsze kiedy starał się wydać z siebie jakikolwiek głos.
A później? Później wydarzenia zlały się dla niego w jedno, będąc zbyt wartkimi dla jego zamroczonego słońcem mózgu. Kolejne zaprzeczenie jego człowieczeństwu oraz posluszenstwu splotło się w tańcu z głośną reprymendą wymierzana przez góra kilkunastoletnie szczenię. Twarde spojrzenie niskiego mężczyzny owinęło się wokół przerażenia niewolnika pełniącego rolę jego sprzedawcy. Obite kolana owiał lekki powiew suchego powietrza, kiedy pozwolono mu wstać. I iść. Spetanemu jak zwierzę.

Dotarłszy do posiadłości nie czuł stop. Ich bose podeszwy zdawały się być jedną, zbita masą, poranioną do szczętu. Starając się rozruszać wciąż spętane dłonie bezrefleksyjnie gapił się na rosłego, czarnoskórego niewolnika. Nie skarżył się - w poprzednim domu przywykł do tego, iż było to bezcelowe. Ot - słuchał Nesara, trzykrotnie zapoznając się z dokładnym opisem zasad jego nowego właściciela. Tak - trzykrotnie. Przebywając z niewolnikami różnych nacji liznął kilkanaście języków. Kilkoma władał biegle. Nie był półgłówkiem, za którego brano go w rozrachunku jego licznych kar.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Last DragonI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 1039


Cytat : don't judge me i was born to be awesome not perfect
Wiek : 27
Female


PisanieTemat: Re: Sługa   Wto Sie 08, 2017 10:55 am

Większość niewolników, która była na targu z panem ruszyła do swoich obowiązków. Zostali tylko ci nowo zakupieni i czekający na nowe zajęcia. Rozdał więc najpierw zadania stałym pracownikom. Zostawił dwóch do pomocy przy aklimatyzacji nowych.
- To miejsce jest waszym domem. Dostaniecie ochronę pana. Posiłki wedle ciężkości pracy i stanu zdrowia oraz miejsce do spania.
Czarnoskóry mężczyzna zajął się pętami kolejnych niewolników. Znał na tyle dobrze rzymianina jak i potrzeby posiadłości, że wiedział w jakim celu zostali oni nabyci. Podpowiedzią służył mężczyzna od podawania imion ponieważ on był przez całe wyjście z Sexstusem. Podawał im wodę i ubranie. Nie była to jeszcze pora posiłku.
- Co z tobą? - Widział butność w jego oczach, ale i inteligencję. Imię podpowiedział mu mężczyzna, który został odkupiony od tego samego handlarza. Rozwiązali mu ręce i podali misę z wodą by mógł ugasić pragnienie.
- Bernhard. Dobrze. Walczyłeś? Nie umiem czytać z ruchu warg. Kiwaj głową. Walczyłeś mieczem? Tarczą?
- Pan chyba sam chciał się nim zająć... - Nasar spojrzał groźnie na starca.
- Sam. Dobrze. Zaprowadzę go do pana. Pewnie przez twoje kalectwo. Język. Chcesz jeszcze wody? Jesteś jak ja. Uratowany. - Pokazał na swoje blizny. Jemu nie przeszkadzało słońce. Nie paliło jego skóry. Nosił więc jedynie przepaski biodrowe i broń. Blizny były idealnie widocznymi jasnymi pasami. - Arena. To by cię czekało. Nie mówisz. Ale rozumiesz. Więcej języków rozumiesz. To dobrze. Znaczy myślisz. - Nasar też nie był głupi. Może nie zbyt mądry, ale nie głupi. Nie umiał pisać więc nawet nie wpadł na to by zapytać o to. Reszta niewolników została rozprowadzona do swoich pryczy. Kobiety i mężczyźni osobno. Czarnoskóry został jeszcze z Bernhardem aż ten nie napił się do syta. Dał mu czas by się odział. Zaprowadził go w cień bramy i pozwolił usiąść. Czuł sympatię do mężczyzny widząc w nim siebie.
- Pójdziemy teraz do Pana. On zadecyduje. Pan mówi, że niewolnik to człowiek. Nie narzędzie. Bądź dobry i słuchaj Pana. Pan wysłucha i ciebie.
Zaczął prowadzić go w stronę głównego domostwa. Informował go od razu o podstawowych rzeczach jak pory posiłków i czas ich obwieszczania oraz obowiązki względem niego. Sexstus pouczał akurat paru nowych niewolników co do ich obowiązków. Pozbył się szaty wierzchniej, która zdobiła go gdy chodził po targu. W domu nie musiał być formalny. Drobność jego ciała była więc jeszcze bardziej widoczna.
- Podejdź Bernhardzie. Usiądź bym nie musiał zadzierać głowy gdy na ciebie patrzę.
Wskazał posadzkę przed swoim fotelem. W sali było obecnie czterech strażników. Odpowiadali oni za bezpieczeństwo posiadłości i chwilowo też Pana domu. Wybrał do swojej straży tylko dwóch mężczyzn, którzy pełnili warty nocne.

_________________
Creativity is infinite



Only thing that limit us is our imagination

Spadek weny, mocny. Będę leniwa w najbliższym czasie. Proszę nie bić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
AmayKowadło
avatar

Data przyłączenia : 28/06/2017
Liczba postów : 54
♡

Cytat : Rucham admina. A Ty jaką masz supermoc? ♡
Wiek : 26
Female


PisanieTemat: Re: Sługa   Czw Sie 24, 2017 2:13 pm

Stał – z tą tylko różnicą, iż podcienia domostwa osłaniały jego półnagie ciało przed kąsającymi promieniami słońca. Pot perlący się na oliwkowej skórze zaczął powoli wysychać – i tylko on sam wiedział, jak szalenie swędziały go niektóre fragmenty naskórka. Wciąż umartwiał swoje mięśnie zachowując pozycję tak wyprostowaną, że aż na pierwszy rzut oka nienaturalną. Ból rodzący się w związanych za plecami dłoniach z wolna wyostrzał jego rysy. Raz – jeden jedyny raz – pozwolił sobie na grymas obrazujący, że jego ciało po kilku całodziennych próbach sprzedaży jego jestestwa nowemu Panu było zmęczone. I chociaż na chwilę zmarszczył nasadę nieco krzywego nosa, jego kark nie giął się pod spojrzeniem ciemnoskórego. Nie poruszył się, kiedy ten podszedł, utrzymując kontakt wzrokowy. Dopiero kiedy ostrze oswobodziło jego nadgarstki z okalających je ciasno więzów, jego barki opadły gładko po obu stronach ciała. Nie roztarł dłoni – słabość w jego poprzednim domu była karana, okazywanie jej nie leżało zatem w jego naturze. Niemniej – uwolnienie jego kończyn wystarczyło, by nieprzyjemne mrowienie rozpierzchło się na wzór ciemności uciekającej przed porankiem. Otrzymawszy odzienie, wciągnął je bezrefleksyjnie przez głowę. Ciemny materiał gryzł nieco, miał jednak pewną zaletę – odpowiednio osłaniał ciało przed słońcem. Nie pozbył się swojej przepaski biodrowej – otarcia przed którymi go chroniła nie były mu w smak – absolutnie! Mrużąc oczy zerknął na przekazywane mu naczynie pełne wody. Niepewny co powinien uczynić ujął je w dłonie. Zachęcony zaczął pić. Zbyt łapczywie jak na jego ułomność. Kaszląc głęboko zgiął się praktycznie wpół bliski torsji. Musiał zaczerpnąć tchu. Potem jeszcze raz. Prostując się czuł bolesny dyskomfort rozchodzący się na przeponie. A wtedy? Wtedy zaczęły padać pytania. Komunikacja była jego bolączką od kilku lat. Kikut języka, choć pozwalał mu na względnie sprawne przyswajanie płynów i pokarmów nie był w stanie artykułować jakichkolwiek słów.
Kiwnął głową raz potwierdzając swoje imię – prawdopodobnie niepotrzebnie. Drugie kiwnięcie – tak, walczył bronią białą. Dodatkowo siatką. Jeszcze jedno kiwnięcie – dość biegle posługiwał się tarczą. Pierwszy raz pokręcił głową, kiedy odrzucał propozycję kolejnej porcji wody. Co chwilę pomrukiwał twierdząco. Tak – rozumiał. Tak – myślał. Tak, tak, tak… tak! A potem? Potem zaszło coś, czego nie spodziewał się nigdy – pozwolono mu usiąść. Podkulając odpowiednio zarysowane nogi przymknął oczy. Nie mógł wyjść z podziwu dla dziwacznych zwyczajów jego nowego Pana.

Kiedy zmuszono go do kolejnego ruszenia z miejsca zdawał się być bardziej zrelaksowany. Niemniej - idąc utykał. Poduszka jego prawej stopy paliła niemożliwie. Zupełnie, jakby utkwiło w niej coś epatującego żywym ogniem. Ze wszystkich sił dotrzymywał kroku ciemnoskóremu. Droga do Pana na szczęście była krótka…
Znalazłszy się w odpowiednim pomieszczeniu Bernhard zatrzymał się w okolicach jego odrzwi. Jasne ślepia zwróciły się w kierunku jego nowego Pana automatycznie, idealnie w momencie, kiedy ten zaczął mówić – zupełnie jakby niewolnik jakimś niezidentyfikowanym, szóstym zmysłem był w stanie przewidzieć moment, kiedy dźwięki zaczną płynąć spomiędzy pełnych warg. Prawdą było, że pozostający w świecie pozbawionym jego własnych słów mężczyzna słyszał lepiej. I być może – ale tylko być może – był w stanie zidentyfikować moment rozpoczęcia konwersacji choćby po cichym zaczerpnięciu powietrza, pojawiającym się zawsze jako siła napędowa wyrzucanych przez krtań fraz. Dzikość jego spojrzenia nie zelżała ani odrobinę, nawet w kontakcie z gładkimi słowami zdawał się być szorstki jak nieoszlifowany piaskowiec. I, kiedy już wydawało się, że znów uniesie się swoją nie wiedzieć gdzie nabytą butą i dumą, mężczyzna ruszył z miejsca. Jego ruchy były zadziwiająco płynne – stanowiły idealną, dziwaczną przeciwwagę dla jego barbarzyńskiej wręcz prezencji. I kiedy już znalazł się odpowiednio blisko, widocznie zaciskając zęby (aż do drżenia szczęki), opadł gładko do przyklęku przysiadając na pokrytych rdzawym nalotem piętach. Jego twarz zwróciła się w kierunku chłodnego podłoża, a słusznych rozmiarów dłonie splotły na fragmencie jego nowego odzienia otulającego jego uda. Pozycję tą wpoiła mu naprawdę dawno jego Pani. Będąc jeszcze podrostkiem był w stanie przesiedzieć w ten sposób kilkugodzinne przyjęcie będąc słodką ozdobą. Teraz…? Nie był już podrostkiem, a tym bardziej ozdobą! Nawyki jednak mają to do siebie, że połączone z odpowiednim katalizatorem zachodzą samoistnie. Spokojny ton Sekstusa ugiął nogi dorosłego mężczyzny posyłając go na kolana. Zastanawiające, czyż nie…?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Last DragonI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 1039


Cytat : don't judge me i was born to be awesome not perfect
Wiek : 27
Female


PisanieTemat: Re: Sługa   Czw Sie 24, 2017 6:13 pm

Głowa Sexstusa odwrócona była w stronę nadchodzących mężczyzn gdy stanęli w drzwiach. Kroki Nasara były bardzo ciężkie więc rozpoznawał je dość dobrze. Obserwował uważnie każdy ruch nowego niewolnika kiedy ten kroczył w jego kierunku zaciskając szczęki. Nie spuścił z niego spojrzenia aż nie usiadł na chłodnej posadzce. Przyczyn ich zaciśnięcia mogło być wiele. Złość. Ból. Radość. Na pewno miały na celu ukryć emocje przed rzymianinem. Mężczyzna jeszcze nie wiedział, że w porównaniu z poprzednim panem tutaj będzie miał dużo lżej.
Pomieszczenie w którym się znajdowali było przestronne i jasne. Jednocześnie zaciemnione i przyjemnie chłodne w porównaniu z ukropem na zewnątrz. Sekstus siedział na szerokim krześle, które dla kogoś jego postury mogło robić wręcz za leżankę. Czterech strażników stało w czterech rogach pomieszczenia. Za plecami Sekstusa dodatkowo były dwie osoby, które usługiwać miały panu.
-Bernhardzie. Unieś spojrzenie. Chcę spojrzeć w twoje oczy. Czy czujesz ból?
Nesar zabrał głos chociaż nieproszony.
-Utykał idąc u mego boku chociaż starał się nie okazać bólu.
Sexstus spojrzał na niego karcąco przez co niewolnik zaraz zamknął usta.
- Nesarze, nie powinieneś zabierać głosu gdy zajmuję się czymś innym. Szczególnie w sytuacji kiedy osoba przede mną nie może odpowiedzieć inaczej jak ruchem warg bądź głowy. Przynieście misę z wodą. Trzeba sprawdzić co sprawia mu ból.- Zwrócił się do swojej służby. Sam nie zamierzał oglądać jego stóp ani ich obmywać ale mężczyzna będzie to mógł zrobić sam bądź z czyjąś pomocą jeśli będzie miał odpowiednie możliwości. Wrócił spojrzeniem do twarzy niewolnika.
- Nesar na pewno zadał ci wiele pytań. Nie chcę ich powielać więc niech najpierw on powie czego się dowiedział.
Było to pozwolenie dla ciemnoskórego mężczyzny do wyjawienia tego co sam zauważył. Wspomniał o jego problemach z połykaniem które mogą skutkować trudnościami w jedzeniu. O tym jak rozluźnił się gdy pozwolono mu usiąść. Wspomniał też o tym do jakich zdolności walki się przyznał. O tym iż rozumie wiele języków i jest myślący.
- W porządku Nesarze. Wróć do swoich obowiązków.- Czarnoskóry bardzo niechętnie opuścił swojego pana. Posłał ostatnie spojrzenie lwu jakby bał się, że zrani coś co było dla niego cenne po czym wyszedł.
- Najpierw chciałbym się z tobą porozumieć. Twój brak języka będzie to utrudniał jednak nie będzie to niemożliwe. Dlatego zależy mi byś patrzył na mnie gdy do ciebie mówię. Postaram się wyczytać z ruchu twoich warg. Mimiki. Spojrzenia.- Ton rzymianina cały czas był łagodny. Jakby mówił do płochliwego konia.
Zaczniemy od prostych rzeczy. Spróbuj wymienić języki które znasz. Powoli. Będę powtarzał za tobą. Jeśli zrobię to źle, kiwnij głową na nie. Jeśli dobrze na tak. Przejdziemy wtedy do następnego.

_________________
Creativity is infinite



Only thing that limit us is our imagination

Spadek weny, mocny. Będę leniwa w najbliższym czasie. Proszę nie bić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
AmayKowadło
avatar

Data przyłączenia : 28/06/2017
Liczba postów : 54
♡

Cytat : Rucham admina. A Ty jaką masz supermoc? ♡
Wiek : 26
Female


PisanieTemat: Re: Sługa   Czw Sie 31, 2017 2:42 pm

Chłód podłoża układał się delikatną mgiełką na przylegającym do niego, rozgrzanym ciele. Rosły mężczyzna przysiadając w pozycji przypominającej mu lata szczenięce nie nadwyrężał już mięśni ani kręgosłupa, odsuwając od siebie uparte mrowienie. Pozwolił sobie przymknąć oczy, przykrywając ich dzikość cieniutkim woalem powiek pokrytych siateczką drobnych, sinych żyłek. Polegając na słuchu, celem dodatkowego oczyszczenia umysłu z natrętnych pszczół myśli, oddychał spokojnie. Zdawać by się mogło, że zapewnienia handlarza o jego narowistości były wierutnym kłamstwem. Dokładnie… zdawać by się mogło.
Sam Bernhard prawdopodobnie byłby kontent z faktu pozornej stagnacji, gdyby nie pewna drobna okoliczność - znów czuł jak po jego skórze, na wzór parzących węgli ślizga się wzrok jego Pana. Dziwaczna sensacja budziła we wnętrzu jego czaszki szum – podobny do odgłosu wiatru prześlizgującego się wśród roślin otaczających posiadłość Sekstusa. Nie sądził, że osoba przypominająca mu bardziej karła niż możnowładcę okaże się aż tak dalece onieśmielająca. Na dźwięk czystego głosu, z niejakim ociąganiem uniósł łeb. Jasne ślepia zdawały się pobłyskiwać w półmroku pomieszczenia, kiedy wyszły naprzeciw tym, należącym do Rzymianina. Postawione przed Lwem pytanie sprawiło, że automatycznie chciał zaprzeczyć. Jego kark zaczynał się już odpowiednio skręcać, kiedy… jego dolegliwość została ogłoszona światu wszem i wobec! O mały włos nie warknął ostrzegawczo, zaciskając szczęki jeszcze mocniej – chwila, kiedy jego zęby skruszą się w końcu pod wpływem nacisku zdawała się nadchodzić ciężkimi krokami, słychać było ją już za rogiem. Zupełnie jak człapiącą jej tropem karę za chwilę słabości. Zmrużył ślepia, jak zwierz pod wpływem uniesionej nad jego łbem ręki.

Cios nie opadł jednak ani razu.

Ściągając delikatnie brwi, w wyraźnym zadziwieniu uniósł łeb jeszcze wyżej, tym samym wtłaczając swoje rozgrzane piszczele mocniej w chłodną płaszczyznę posadzki. Woda i chęć uśmierzenia bólu zdawała mu się dziwacznym wynaturzeniem, ogromnym kontrastem, czymś co… było nie do pomyślenia. Zagadnięty po raz kolejny, bardziej pro forma niż z konieczności, kiwnął głową twierdząco – owszem, Nesar zadawał mu pytania. A potem? Potem po raz kolejny słyszał opis swoich własnych przymiotów. Po raz kolejny rozważał jak wiele powinien o sobie samym wyjawić, by nie zasłużyć na karę. Odprowadzając wejrzeniem czarnoskórego – odruch nakazał mu podążyć za nim jasnymi ślepiami – na kilka chwil oderwał je od Pana. Mogło okazać się to dla Sekstusa zniewagą, Lew zdał sobie jednak z tego sprawę po czasie. Jego pierś zafalowała pod wpływem kolejnego, głębokiego oddechu. Zaczynał się festiwal jego frustracji.
- Łacina… Greka... Egipski... - ruch jego warg był powolny, niebywale uważny. Nie zmieniało to faktu, że po raz kolejny czuł się jak kaleka. Irytacja narastała w jego żyłach, budząc we wnętrzu czaszki systematyczne dudnienie adrenaliny.
Reakcja Pana nie powinna być przesadna – języki które mu podał były (poza Egipskim) standardem. Oczekiwanie opatrzył westchnieniem.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Last DragonI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 1039


Cytat : don't judge me i was born to be awesome not perfect
Wiek : 27
Female


PisanieTemat: Re: Sługa   Czw Sie 31, 2017 4:39 pm

Miał wrażenie, że jego prośba wzburzyła wojownika. Mimo wszystko nie pokazał nadal swojego narowistego charakteru.
- Łacina... Greka- Spodziewał się tych dwóch języków. Nic nowego. -Ege...Egipski.
Widział w jego oczach niepokój i zamieszanie. Podejrzewanie go o znajomość większej ilości języków była wręcz nieprawdopodobna. Nie wyglądał jednak ani na greka ani na niewolnika z afryki jak Nesar.
- Widzę, że niechętnie próbujesz tego sposobu. Wróćmy więc do formy którą przyjął w twoim wypadku Nesar.
Do pomieszczenia weszła dziewczyna z misą wody i szmatą w niej zanurzoną. Wskazał spojrzeniem na podłodze miejsce w którym ma zostawić rzeczy. Jedno spojrzenie na twarz mężczyzny wystarczyło by zrozumiał, że jest jak skrzywdzone przez właściciela zwierze. Wiele czasu upłynie zanim znów zaufa. Odesłał dziewczynę gestem ręki.
- Obmyj swoje nogi. Jeśli sam nie znajdziesz nic dziewczyna pomoże ci znaleźć źródło bólu.
Nie próbował go dotknąć ani do niego sięgnąć. Zwyczajnie dał mu możliwość zajęcia się sobą. Swoimi ranami. Cierpliwie obserwował go przyglądając się czy aby na pewno nie potrzebuje pomocy. Zdążył już się domyślić, że jego poprzedni właściciele karali go za okazywanie bólu. W końcu to była postawa osoby czekającej na cios. Kupił kiedyś konia. Czarnego narowistego ogiera. Poprzedni właściciel nie mógł sobie z nim poradzić więc lał go. Gdy trafił do niego cały czas miał skulone uszy, próbował gryźć i drapać a gdy widział bat aż się trząsł. Dużo czasu zajęło Sexstusowi odzyskanie zaufania konia. I miał w tym pomoc swojego brata. Koń padł z powodu choroby już lata temu. Bernhard przypominał jednak to skrzywdzone zwierzę.
- Spróbuj się przejść tutaj w pomieszczeniu bym był pewien, że już wszystko dobrze.
Ton Rzymianina ciągle był spokojny. Nawet na chwilę się nie podniósł. Odczekał aż faktycznie cierń zostanie usunięty i niewolnik będzie mógł normalnie chodzić bez zaciskania zębów.
- Usiądź. Kiwaj głową na tak lub nie. Staraj się proszę patrzeć mi w oczy. Dzięki temu będę wiedział czy powinienem jakiś temat zgłębić. Czy kiedykolwiek liczyłeś coś? Czy prowadziłeś rachunki? ... A książki? Potrafisz czytać? ...
Uzyskawszy odpowiedź zaczął pytać o różne gatunki ciekaw czy się z nimi spotkał. Jako osoba mówiąca w wielu językach powinien bez problemu czerpać przyjemność z czytania.
- Czy umiesz pisać?
Co jakiś czas delikatnie poprawiał się na swoim fotelu, ale nie ruszał się gwałtownie.

_________________
Creativity is infinite



Only thing that limit us is our imagination

Spadek weny, mocny. Będę leniwa w najbliższym czasie. Proszę nie bić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Sługa   

Powrót do góry Go down
 
Sługa
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zona scriptum :: Okruchy Życia-
Skocz do: