CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 Endless nightmare

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 332


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."
Wiek : 20

PisanieTemat: Endless nightmare   Czw Lip 06, 2017 12:03 am

Oh gather round me
And listen while I speak
Of a war
Where Hell is six feet deep
And all along the shore
Where cannons still roar
They’re haunting my dreams
They’re still there when I sleep

Jak to się zaczęło...

Wojna zmienia ludzi. Niszczy ich umysły, tworzy lęki, halucynacje. Czy po powrocie do domu można stracić wszystko? Można. Dowiedział się o tym pewien mężczyzna. Od kiedy mundur wylądował w szafie, facet nie może żyć normalnie. Ma napady lękowe, napady agresji, widzi sceny z pola bitwy, kiedy to jego przyjaciele giną z flakami na wierzchu. Potrzebuje pomocy, ale jej nie chce. Jego siostra z trudem namawia go na terapię. Dla lepszego powodzenia, psycholog jest dla owego żołnierza dostępny 24/7, w jego domu. Będzie starał się badać jego zachowanie, oceniać poziom traumy i możliwe, że w końcu wyzwoli go z tej niekończącej się męki (oczywiście wszystko uzgodnione z siostrą za dobrą sumą przelaną na konto).

Ale, ale...co jeśli zadziała mechanizm przywiązania? Co jeśli zadzieje się bardzo nieprofesjonalna rzecz i pacjent nie będzie już tylko pacjentem, a potrzeba bliskości i emocje wezmą górę? Co jeśli...to psycholog stanie się potrzebującym?


Każdy gra jakąś rolę...

Psycholog - Demyan
Żołnierz - Philanthropist

Crosses grow on Anzio
Where no soldiers sleep
and where hell is six feet deep
That death does wait
There’s no debate
He charged and attacked,
he went to hell and back!

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DemyanOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/06/2017
Liczba postów : 110


Cytat : I don't want to be at the mercy of my emotions. I want to use them, to enjoy them, and to dominate them.
Male


PisanieTemat: Re: Endless nightmare   Sob Lip 08, 2017 1:25 pm


Arthur Cameron || 31 lat ||  180 cm || 79 kg[/b] kolor oczu: mocno niesprecyzowany: od szarości, przez błękit do zieleni, w zależności od światła || Często nosi jedno/dwudniowy zarost || Ciemne blond włosy, lekko  falowane || Dołeczek w brodzie.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
    ▸ Psychologię wybrał na studiach jako drugi kierunek, nie do końca przekonany czy dobrze robi, ale już na pierwszym roku doszedł do wniosku, że to jest coś, co chce robić w życiu i czemu się poświęcić, więc szybko zrezygnował z wybranej w pierwszym odruchu matematyki i skupił się na nauce.  
     ▹ Jest dość młody i wciąż się uczy, wcześniej miał do czynienia z zespołem stresu pourazowego i zajmował się tematem w ramach swojego doktoratu.  
     ▸ Dość często współpracuje z psychiatrą Elisabeth Milner, z którą łączą go odrobinę niezawodowe relacje: spotykają się od czasu do czasu bez większych zobowiązań, choć ze strony Arthura nie ma większych objawów zainteresowania, mimo iż kobieta coraz częściej porusza temat wspólnego zamieszkania.  
     ▹ Jak na specjalistę w swojej dziedzinie wyjątkowo opornie przychodzi mu przyznać się nawet przed samym sobą, że bardziej od kobiet interesują go mężczyźni. W zasadzie z nikim dotąd się nie spotykał na poważnie pomijając kilka imprezowych wybryków, skrzętnie ukrywanych przed ludzkim okiem.  
     ▸ Ma dobre podejście do swoich pacjentów i zgadza się na niekonwencjonalne metody leczenia. Podczas gdy inni lekarze odmawiają skupiania się na jednym pacjencie, a co dopiero pilnowania go przez 24/7, on z chęcią bierze takie przypadki i to nie tylko dla pięknej sumy rosnącej na jego koncie.  
     ▹ Arthur jest w trakcie pisania książki dotyczącej zespołu stresu pourazowego i przez cały czas ma dość dobry kontakt z innymi specjalistami.  
     ▸ Pali mentolowe papierosy i lubi kłaść się do łóżka po szklance czegoś mocniejszego., co pozwoli mu się zrelaksować i przez kolejne godziny nie myśleć o pracy pochłaniającej większą część jego życia.  
     ▹ Jest strasznym pracoholikiem i lubi brać na siebie więcej niż powinien.  
     ▸ Jeśli ma odrobinę czasu lubi wyjść do teatru, do kina, albo, banalnie, do pierwszej lepszej knajpy, w której serwują jego ulubione ciemne piwo.  
     ▹ Stara się być profesjonalny i jak najbardziej opanowany, chociaż nie do końca zawsze mu to wychodzi. Często się uśmiecha i powtarza, że nie ma takiej rzeczy, której nie można byłoby wyrwać człowiekowi z głowy, by zastąpić ją inną, dużo przyjemniejszą.  
     ▸ Plamą na jego honorze i największą porażką w historii jego kariery jest śmierć pacjenta, któremu nie zdołał udzielić odpowiedniej pomocy i nie skierował go w porę na specjalistyczne leczenie uznając, że ma do czynienia jedynie z sezonową depresją. Po tym na kilka miesięcy porzucił swój zawód i zaszył się w domu wpadając w lekki alkoholizm, ale na szczęście udało mu się pozbierać. Jakby nie było wciąż panicznie boi się jakiejkolwiek wzmianki o tym, choć nawet rodzina zmarłego nie obarczała go winą, i skrupulatnie ukrywa ten fakt.



_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 332


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Endless nightmare   Nie Lip 09, 2017 5:30 am

I spoke to God today and she said that she's ashamed
What have I become, what have I done?
I spoke to the devil today and he swears he's not to blame
And I understood 'cause I feel the same

GERARD JOHN GREYWOOD
✟ Żołnierz, lat 32
✟ Odznaczony m.in Krzyżem Wojskowym
✟ 182 cm wzrostu; 85 kg z tendencją spadkową
✟ Oczy ciemnobrązowe, prawie czarne
✟ Brunet z widocznymi siwymi pasami w niektórych miejscach
✟ Zaniedbany, nie interesuje się wyglądem
✟ Często chodzi bez spodni
✟ Nie rozstaje się z bordowym, futrzanym kocem

It´s scratchin on the walls
In the closet in the halls
It comes awake and I can´t control it
Hidin' under the bed
In my body in my head
Why won´t somebody come and save me from this
Make it end

✟ Zanim poszedł do wojska, chciał dostać się na ASP i zająć się malarstwem lub fotografią, ale go nie przyjęli.
✟ Cierpi na zespół stresu pourazowego już dwa lata. Nieleczone schorzenie ostatnimi czasy przybiera na sile, co powoduje u niego zanik umiejętności społecznych. Od roku nie wyszedł z domu, od kilku tygodni przestaje wychodzić z pokoju.
✟ Wcześniej nie chciał leczenia, bo nie czuł potrzeby. Teraz nawet nie wie, że można go wyleczyć.
✟ Słyszy głosy i strzały. Co noc dostaje ataków agresji i paniki, często rzuca się po całym pokoju. Siostra nie jest w stanie podać mu leków, bo jest od niego o wiele słabsza. Zdarza mu się widzieć pole bitwy, której był uczestnikiem. Wspomnienia wracają niekontrolowanie.
✟ Dwa razy próbował popełnić samobójstwo, w odstępie około pół roku. Od tamtego czasu jego siostra pilnuje zamkniętej na klucz skrzyni z bronią, a przy sobie nosi wszystkie leki, które mogą znaleźć się w domu. Noże i widelce zostały pochowane i są wyciągane tylko na czas posiłków. Wszelkie szklane naczynia zostały zastąpione plastikowymi.
✟ Gerard nie pije ani nie pali, bo mógłby sobie zrobić krzywdę butelką/puszką lub niedopałkiem. Poza tym, leków nie miesza się z alkoholem.
✟ Stracił wiarę w świat i w siebie. Obwinia się za wszystko, co stało się na froncie. Sumienie pali go od środka z powodu śmierci jakiegokolwiek z jego kolegów.

I can't escape this hell
So many times i've tried
But i'm still caged inside
Somebody get me through this nightmare
I can't control myself

✟ Boi się wszelkiego kontaktu fizycznego z obcymi, ale ma potencjalne szanse na naprawienie tego.
✟ Kiedy nie bierze leków i nie jest zamknięty w pokoju, budzi się w nim sadysta. Z pomocy mu zrezygnowało już dwóch psychiatrów i jeden psycholog, po tym jak jednemu złamał rękę, a pozostałą dwójkę prawie udusił.
✟ Mimo problemów, potrafi dostrzec piękno człowieka. Uwielbia dotykać ciała kogoś, komu ufa. Szczególnie fascynuje go twarz.
✟ Bardzo łatwo go zdenerwować, dlatego trzeba uważać na każde użyte przy nim słowo, inaczej budzi się w nim bestia.
✟ Jedna z nielicznych, przyjemnych informacji: lubi małe, puchate króliczki, ich zdjęcia poprawiają mu humor.
✟ Siostra czasem kupuje mu małe bezy w cukierni po drugiej stronie ulicy, bo przypominają mu przyjemne chwile w życiu - dzieciństwo.

I need a hero to save me now
I need a hero (save me now)
I need a hero to save my life
A hero'll save me (just in time)


_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DemyanOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/06/2017
Liczba postów : 110


Cytat : I don't want to be at the mercy of my emotions. I want to use them, to enjoy them, and to dominate them.
Male


PisanieTemat: Re: Endless nightmare   Nie Lip 09, 2017 11:25 pm

Pomysł nie należał do najlepszych i niósł z sobą więcej ryzyka aniżeli korzyści. Bardzo długo podejmował decyzję. Potrzebował czasu na rozmaite konsultacje i kilka nieprzespanych nocy z Ellie, która od jakiegoś czasu była też głosem rozsądku w jego głowie. Sam Arthur miał wrażenie, że momentami zatraca się w rzeczywistości stworzonej przez jego umysł. Ciasnej i niestabilnej.  

— To nie jest dobry pomysł, Arthurze.  
— A co, według ciebie nim jest? — spojrzał na idealnie zrobione brwi, które w tej chwili marszczyły się pod wpływem intensywnego myślenia. Znacznie bardziej lubił je bledsze, naturalne... z samego rana.  
— Leczenie. Leki. Ośrodek.  
— Leki mamy.  
— To za mało.  
— Kontakt z ludźmi, których zna, znajome miejsce... Prowadziłem już podobne przypadki i w każdym jednym z najważniejszych czynników okazywało się znane otoczenie. Gdybym zabrał go z domu i od siostry pojawiłaby się regresja... — Arthur przewrócił oczyma w zupełnie nieprofesjonalny sposób — Nie martw się, to potrwa ze dwa miesiące. Trzy.  
— Jezu, Arthur, nie o to mi chodzi! Jesteś skrajnie nieodpowiedzialny. Troska o pacjenta, materiał do książki a własne bezpieczeństwo... Cholera, przecież wiesz, że może zrobić ci krzywdę. Dlatego potrzebuje leków, specjalnego leczenia, ośrodka...  
— Liz, ludzie z zespołem stresu pourazowego byli w piekle wcześniej niż ktokolwiek z nas do niego trafi. Wrócili i nie potrafią z tym żyć. Nie mów mi, że odseparowanie ich naćpanie lekami rozwiąże ich problemy.
— No dobrze, jak uważasz. Jego siostra poprosiła ciebie, nie mnie, ale żebyś potem nie przychodził...  
— Nie przyjdę.  

Wciąż pamiętał tę rozmowę, która miała go odwieść od postanowienia, a tak naprawdę sprawiła, że pięć minut po wyjściu Ellie zadzwonił do siostry Gerarda i z uporem maniaka ignorując sumę mającą wylądować na jego koncie, zgodził się od następnego tygodnia zająć przypadkiem jej brata.  
— Tak jak się umawialiśmy — powiedział rozglądając się po przyjemnie urządzonym wnętrzu, które domagało się zainteresowania i uwagi. Odrobiny pracy. Wybrakowana elegancja przekonywała jednak Arthura bardziej niż najmocniej dopracowane szczegóły. — Zajmę się lekami i konsultacją. Klucz do broni przekaże pani mnie. Wszelkie zmiany w terapii będę konsultował z psychiatrą, do wszystkiego, oczywiście, otrzyma pani dostęp. Przypadek pani brata będzie tematem mojej pracy badawczej, ale nie zamieszczę w niej ani realnych miejsc ani danych.  
— Ale...
— Będę panią informował o wszelkich zmianach. Także wtedy, kiedy terapia przerośnie moje siły i zdolności, uważam, że pani brat potrzebuje drugiego człowieka, rozmów i zrozumienia, a nie leków. Jeśli jednak uznam, że jest inaczej, niezwłocznie przekażę go w ręce ludzi, którzy będą potrafili mu pomóc, w porządku?
Był rzeczowy, profesjonalny i pewny siebie. Nie miał wiele bagażu, ale i nie potrzebował go zbyt dużo.  
Z Virginią, siostrą pacjenta rozmawiał kilkukrotnie chcąc dowiedzieć się od niej jak najwięcej, Dotychczas jednak nie miał okazji poznać swojego pacjenta... cóż... podopiecznego, więc denerwował się odrobinę. Jak zawsze w podobnych przypadkach. Wiedział, co spotkało poprzednich lekarzy, ale to wciąż był zbyt słaby powód, by nie zapukać do drzwi pokoju.  
— Gerard? Cześć. Możemy chwilę porozmawiać? — spytał łagodnie, kiedy klamka puściła pod naciskiem jego dłoni i mógł wśliznąć się do środka.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 332


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Endless nightmare   Pon Lip 10, 2017 3:00 am

Mrok. Ciemność spowijała każdy milimetr jego ciała. Uczucie pustki ogarniało jego umysł. Wtedy ich nie widział. Wtedy ich nie słyszał. Stres i panikę zastępowała ulga. Wiedział, że siedzi i wciąż żyje. Inni ludzie cieszyliby się ze świadomości dalszego istnienia, ale nie on. Siedział i czekał na śmierć. Nie zdawał sobie sprawy z tego, która może być godzina, który dzień tygodnia. Nie interesowało go to. Jaką mamy porę roku? Kto wie. Nie liczył dni spędzonych w pokoju. Wiadomość o konkretnej liczbie dni, byłaby jeszcze bardziej przytłaczająca.
Wtem, drzwi od pokoju otworzyły się. Weszła ona. Piękna jak zwykle, uśmiechnięta. W jej oczach codziennie widać było ból i smutek, lecz usta liczyły na szczęście. Zapaliła małe światło. Jej oczom jak  zwykle ukazał się pokój, wyglądający jak prowizoryczna klatka dla dzikiego zwierzęcia. Poniszczona tapeta na ścianach, które ozdobione były kolejnymi napisami. Przewrócona komoda, porozrzucane wymięte poduszki i porwane ubrania. Na samym środku, na łóżku, siedział on - jej brat. Skulony, schowany pod ciemnym, futrzanym kocem, otoczony przez kołdrę i inne narzuty, jak w okopach. Podeszła powoli, a echo jej butów rozbrzmiewało w uszach mężczyzny niczym dzwony kościelne w samo południe. Usiadła na krańcu materaca, a rzeczy które przyniosła, położyła obok siebie.
-Geru, za dwa dni będziemy mieć gościa. - powiedziała delikatnym, dźwięcznym głosem. Mogłaby śpiewać w operze, ale wolała bardziej przyziemną pracę, cóż za strata. Odgarnęła "osłonę", pod którą ukrywał się jej brat. Ten, spojrzał na nią pytająco.
- Gościa? Po co?- odsunął od siebie wszelkie materiały i usiadł po turecku, wpatrując się w tym momencie w buzię Virginii.
- Będzie chciał z tobą porozmawiać. - odpowiedziała, subtelnie gładząc jego włosy.
-Znowu? Który to już? Czwarty? Żaden nie pomaga. Tylko zadają kolejne pytania. Słyszą, ale nie słuchają, Vig. Rozumiesz?- westchnął ciężko. Wstał ociężale, by rozprostować kości. Kiedy z kimś rozmawiał, nie skupiał się na Tych myślach. Zaczął krążyć po pokoju, słuchając kolejnych słów siostry.
- Zaufaj mi. Poza tym, muszę wyjechać na kilkanaście dni, a nie zostawię cię samego.
- Zaraz...on mnie będzie pilnował? Jak niańka? Nie. Nie zgadzam się. Nie możesz na to pozwolić, żeby obcy człowiek siedział w tym domu i próbował robić mi pranie mózgu, kiedy ciebie nie ma.
-Gerard, proszę cię. Wierzę, że to twoja jedyna szansa na powrót do normalności.
-Nie uda mu się.
-Daj mu szansę. Może dzięki niemu nie będą cię już męczyły te wszystkie sceny? Pogodzisz się ze śmiercią przyjaciół...proszę cię braciszku, ten jeden, ostatni raz, spróbuj.
Oparł się ramieniem o ścianę, spuszczając głowę. Intensywnie przerabiał możliwe scenariusze, patrzył na argumenty "za" i "przeciw".
- Kiedy wyjeżdżasz?
-Dwa dni po wprowadzeniu się twojego nowego psychologa. Muszę się upewnić, że nic mu nie zrobisz, a jego osoba cię przekona. Zwykle nie dawali rady po kilku godzinach, więc te dwa dni to i tak dużo, na sprawdzenie jak będzie sobie radził.
-Zobaczymy. - zerknął na przedmioty, które miała przy sobie. Podszedł do nich. Tabletki z kubka połknął na raz, a czyste ubrania wziął pod pachę i wyszedł z pokoju.

***

Mrok. Spokój. Cisza. Siedział na łóżku, próbując zapanować na oddechem. Wplótł palce w swoje ciemne kudły, zakrywając jednocześnie uszy.
- To nie moja wina...to nie moja wina... - powtarzał przez zaciśnięte zęby. Zacisnął powieki, coraz mocniej szarpiąc za włosy. Nagle, wszystko zostało przerwane. Wspomnienia zniknęły sprzed oczu, a zastąpiła je postać. Mężczyzna, na oko w jego wieku. To pewnie owy "gość", o którym wspominała siostra. Gerard podniósł się i zapalił światło, by móc go lepiej widzieć. Nie ufał mu, nadal myślał, że będzie to kolejny pseudo-psycholog, który zada mu parę niewygodnych pytań, opowie niestworzone rzeczy i zdąży go zirytować. A później? Może zamieszka w nowym miejscu, bliżej kościoła.
-Mam dużo czasu, nie krępuj się. - skrzyżował ręce na piersi, uważnie obserwując każdy minimalny ruch mięśni przybysza. - Masz może papierosa? Skończyły mi się. - zapytał po chwili. Niby normalne pytanie, ale w tym przypadku było ono małym testem. Sprawdzał, czy jegomość był rozeznany w temacie "Czego nie możesz dawać Gerciowi, bo zrobi sobie krzywdę", autorstwa Virginii Greywood.

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DemyanOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/06/2017
Liczba postów : 110


Cytat : I don't want to be at the mercy of my emotions. I want to use them, to enjoy them, and to dominate them.
Male


PisanieTemat: Re: Endless nightmare   Pon Lip 10, 2017 11:56 pm

Virginia wywarła na Arthurze pozytywne wrażenie. Na tyle, że nie mógł uwierzyć, by ktoś spokrewniony z nią w prostej linii mógł być od niej aż tak różny. Kiedy przekroczył próg pokoju swojego nowego pacjenta, miał wrażenie, że zapada się w atmosferze tego miejsca. Że każdy krok pogrąża go bardziej i bardziej i jeśli zrobi kolejny, nie będzie w stanie wyjść.
To było tylko wrażenie spotęgowane kiepskim stanem pokoju, bałaganem i plątaniną kocy, wśród której siedział on.
Mimo wszystko spodziewał się... czego się spodziewał?
Zapłakanej kupki nieszczęścia modlącej się do ściany? Miał wielu pacjentów, niektórzy nie wyróżniali się niczym spośród zdrowych, a niektórzy wyglądali jakby umarli kilka miesięcy wcześniej i powrócili, by zająć się niedokończonymi sprawami. Za każdym razem wrażenie było inne. Tym razem... Arthur nie miał pojęcia co myśleć. Wiedział, że za parę dni opisze to w swojej książce jakimiś błyskotliwymi słowami, ale teraz, kiedy wszedł do pokoju Gerarda, nie wiedział co ma myśleć i czuć. Ogarnęła go pustka, której epicentrum była osoba siedząca na łóżku i miał wrażenie, że jeśli podjedzie bliżej, to ta pustka go wchłonie.
— Nazywam się Arthur Cameron — uśmiechnął się łagodnie świadom, że ciemne jak noc oczy uważnie obserwują każdy jego ruch, zdradliwe drgnięcie mięśni. Jakakolwiek fałszywa nuta zostałaby natychmiast wyłapana. — Jestem psychologiem i... — przerwał nieco zbity z tropu prośbą Gerarda. Pomacał się po kieszeniach odruchowo, ale nie było tam papierosów, zostawił je w kieszeni swojego płaszcza w pokoju gościnnym.
— Lubisz palić? — spytał łagodnie wchodząc w głąb pokoju. Spojrzał na wolny kawałek materaca, ale po krótkim wahaniu zrezygnował z zajęcia na nim miejsca. Bardzo lubił dobry kontakt z pacjentem, zwykle drobny kontakt fizyczny jak dotknięcie ramienia, poklepanie po dłoni czy po plecach sprawiało, że pacjenci uspokajali się i wyciszali. Czuli się wysłuchani i bezpieczni, kontakt miał powiedzieć to, czego Arthur nie mógł powiedzieć wprost - że będzie dobrze, że z tego wyjdą. Wiedział, lepiej niż ktokolwiek inny, że podobne słowa przynosiły efekt odwrotny od zamierzonego.
Zajął miejsce na wolnym krześle uprzednio odkładając leżący na nim koc na podłogę.
— Poczęstuję cię papierosem, jeśli za kilka dni będziesz wciąż chciał ze mną rozmawiać.
Obserwował Gerarda na tyle, na ile pozwalało mu wlewające się słabe światło zza lekko uchylonych drzwi. Virginia nalegała, by nie zamykać ich na klamkę, ale Arthur nie wiedział czy w trosce o niego czy o jej brata. Nie miał jednak nic przeciw.
— Twoja siostra jest bardzo miła — zagaił po kilku minutach ciszy, w której wręcz czuł jak wzrok Gerarda wypala się miejscami na jego skórze. W przeciwieństwie do poprzednich lekarzy nie wyciągał notatnika na pierwszym spotkaniu, nie notował i nie pytał. Nie próbował analizować. Jego głos był spokojny i opanowany, nieco monotonny, choć z wyraźnie wyczuwalnym brytyjskim akcentem, który przy dłuższych słowach brzmiał odrobinę bufonowato. — Opowiadała mi trochę o tobie, ale powiedziałem jej, że wolę wszystkiego wysłuchać od ciebie, jeśli będziesz miał ochotę. Chcę jednak, żebyś wiedział. Że możesz mi w pełni ufać, do niczego nie będę cię zmuszał i niczego nie będę wyciągał na siłę. O, czasem możesz sobie pomilczeć, jak teraz, to jest w porządku. Też lubię czasem posiedzieć w ciszy.
To było kojące.
Arthur łagodnie wśliznął się do świata Gerarda i stopił z rzeczywistością, którą znał nie próbując jej zmieniać. Na to mieli czas, sporo czasu.
— Chcę ci pomóc, ale potrzebuję twojej współpracy. Jeśli będziesz chciał, żebym się zamknął to po prostu powiedz. Zejdę ci z oczu i wrócę jak będziesz chciał pogadać.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 332


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Endless nightmare   Sro Lip 12, 2017 1:43 am

Kolejny raz spotkało go deja vu. Ta sama formuła z "możesz mi zaufać". Zabawa w przyjaciela, który podkłada swoje ramię do wypłakania. Który pociesza, który mówi "będzie dobrze, nie martw się". Próbowali, nie wyszło. Dlaczego ten człowiek myślał, że podoła wyzwaniu? Jak każdy pewny siebie naukowiec, który później ląduje na ostrym dyżurze ze złamaną ręką. Gerard podszedł bliżej do psychologa, nie spuszczając z niego wzroku nawet na sekundę. Przekopał się przez koce, leżące na podłodze.
-Trzeba było wysłuchać jej do końca. Wiesz czemu pytam o fajki? Żeby sprawdzić, który z was dał mojej siostrze szansę dokończyć. - podwinął rękaw czarnej koszulki, by ukazać Arthurowi ślady po przypaleniach na przedramieniu. -Trzymam się z dala od nałogów, bo prędzej czy później pomagają w zatrzymaniu wspomnień...ale nie tak jak powinny. Nie potrafię nie wykorzystać okazji...- odwrócił się na moment i zsunął materiał z powrotem na rękę.  Wziął głęboki wdech, a następnie wydech. Musiał przemyśleć, czy za wiele nie powie. Chciał się wygadać, ale nie potrafił. Nie ufał psychologom.
- Fakt, Virginia jest miła...i gdyby potrafiła mi pomóc, to nie potrzebowałbym ciebie czy tamtych poprzednich, żałosnych osobników. Tępaki po studiach, którzy nawet nie wiedzą z czym mają do czynienia. Marnują tylko czas i zabierają pieniądze mojej siostrze.- przybliżył się o jeszcze kilka kroków. Położył dłoń na ramieniu Arthura, by po chwili mocno ścisnąć jego bark, a siłę w łapach miał. Mimo zamknięcia w pokoju, nie zaprzestał treningów. Codziennie ćwiczył po kilka godzin, kiedy nie napadały go kolejne objawy choroby. Uwielbiał to, wysiłek fizyczny był jedną z metod powstrzymywania myśli. Ekspresja emocji, które w nim siedziały, wychodziła mu na dobre. Jednak było to wciąż za mało, by samemu wyjść ze stanu w jakim się znajdował.
- Powiedz mi zatem...dlaczego miałbym nie łamać ci kończyn, skoro mam ku temu okazję? W czym jesteś lepszy od nich? Co jest w tobie tak wyjątkowego, hm? - spytał wbijając wzrok w oczy mężczyzny. Ich kolor był doprawdy intrygujący. Gdyby nie sytuacja, Gerard mógłby spędzić godziny na rozmyślaniu o ich prawdziwej barwie.

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DemyanOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/06/2017
Liczba postów : 110


Cytat : I don't want to be at the mercy of my emotions. I want to use them, to enjoy them, and to dominate them.
Male


PisanieTemat: Re: Endless nightmare   Sro Lip 12, 2017 11:13 pm

Arthur miał ochotę zakląć pod nosem na widok śladów po przypaleniach. Virginia, oczywiście, wspomniała mu o tym, zaś on miał na myśli zupełnie coś innego. Zapomniał tylko, że nie powinien oczekiwać zrozumienia zawoalowanych sugestii i obietnic, nie, było jeszcze za wcześnie, by potrafili porozumiewać się ze sobą na tej płaszczyźnie. A niezrozumienie intencji na samym początku mogło mieć katastrofalne skutki i z miejsca skreślić Arthura z tego zadania.  
A jemu na nim zależało, nie tylko dlatego, że Gerard był ciekawym i skomplikowanym przypadkiem, w oparciu o który mógł napisać co najmniej połowę swojej książki, sukces miał być jego odkupieniem i naprawą błędów.  
— Miałem na myśli sytuację w niedalekiej przyszłości, kiedy będziesz mógł zaufać i mi i sobie na tyle... — Boże, co on robił... brzmiał jak kolejny, podręcznikowy bufon, których Gerard musiał mieć tu na pęczki. Był tutaj od dziesięciu minut, a i tak wystarczyło, by poczuł się zbity z tropu, choć ani na moment nie wyzbywał się swojej bezpiecznej maski opanowania i wyrozumiałości. Tym bardziej, kiedy Gerard zbliżył się do niego i narzucił mu swoją fizyczność, która była wręcz bolesna. Z trudem powstrzymał się przed tym, by nie odepchnąć go od siebie. Coś takiego obudziłoby w nim jeszcze większą agresję, choć i teraz Arthur nie wiedział, czego może się spodziewać. Podniósł się powoli z miejsca, by nie dawać mu większej przewagi; byli niemal takiego samego wzrostu.  
Arthur się uśmiechał, podczas gdy z oczy Gerarda wyzierała pustka, gwałtowna, bolesna, pochłaniająca. Mógł wciągnąć w nią nie tylko siebie, ale i innych.  
— Wolałbym, żebyś tego nie robił. Gerardzie — powiedział łagodnie i spokojnie — Możemy zacząć naszą relację w znacznie przyjemniejszy sposób. Obiecałem twojej siostrze, że ci pomogę i na pewno nie ucieknę stąd jak inni — dodał uśmiechając się lekko. Przy okazji zacisnął palce wokół nadgarstka mężczyzny i ścisnął. Nie na tyle mocno, aby mu w jakiś sposób zagrozić, ale wystarczająco pewnie i zdecydowanie. Potrafił się obronić i również użyć siły. Być może nie wyglądał, ale potrafił sobie radzić w podobnych sytuacjach; wcześniejsze przypadki skłoniły go do lekcji samoobrony i sporadycznego odwiedzania siłowni; grunt, że był w stanie poradzić sobie z agresywniejszymi pacjentami. A gdyby i te metody zawiodły... cóż... Miał kilka innych sposobów.  
Uwolnił się z mocnego chwytu i prewencyjnie odsunął krok w tył, chociaż nie puścił nadgarstka Gerarda. W tej chwili nie miał powodu, by wątpić, że ten rzuciłby się na niego, gdyby miał okazję. Rozumiał więc troskę jego siostry i jej obawy nie tylko względem brata, ale i lekarzy, którzy podejmowali się jego leczenia.  
— Naprawdę chcę ci pomóc — powtórzył jak mantrę i puścił jego rękę odwracając się do wyjścia. Nie był zbyt przekonany do brania tego przypadku, ale w tej chwili nie miał wątpliwości. Mógł pomóc Gerardowi, a Gerard mógł pomóc jemu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 332


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Endless nightmare   Czw Lip 13, 2017 2:17 am

To było coś nowego. Nie zdarzyła się jeszcze sytuacja, by ktoś był tak opanowany jak ten psycholog. Zwykle przy kontakcie fizycznym już srali w gacie i grozili policją, za utratę zdrowia fizycznego. Cóż taka policja miałaby mu zrobić? Jego niepoczytalność była na tyle zrozumiała, że wina leżała częściej po stronie nieudolnego terapeuty. Słowo "odszkodowanie" w tym przypadku nie miało prawa bytu.
Powolne, nadzwyczajnie odważne ruchy spowodowały u Gerarda obniżenie poziomu agresji. Patrzył, dał się odsunąć, bez gadania i szarpania pozwolił złapać swój nadgarstek. Dawno nikt go tak nie zbił z tropu, jak ten mężczyzna. Może to w nim była nadzieja na powrót do normalności?
Rozmasował nadgarstek, przez dłuższą chwilę patrząc w ciszy na Arthura.
-Porozmawiam. Tylko...może trochę tu ogarnę...- rozejrzał się po pokoju. Tak, zdecydowanie przydałoby się tam trochę sprzątania. Rzeczy niepotrzebnie leżące na ziemi były zagrożeniem dla zębów ludzi przemieszczających się między nimi. Kto chciałby stracić siekacze w tak głupi sposób, jak przewrócenie się o koce? -...I może siebie przy okazji.- dodał po oględzinach pomieszczenia. W tym momencie w jakiś sposób ufał nowo poznanej osobie, bo była inna. Arthur różnił się od trzech poprzednich delikwentów, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Biło od niego o wiele więcej spokoju i inteligencji. Poza tym, jako jedyny był chętny na pozostanie dłużej niż cztery godziny na dobę.
- Przyniósłbyś mi może ubrania do łazienki? Virginia wie gdzie są, ja nie bardzo. Niewiele pamiętam z rozłożenia tego domu. Łazienka i mój pokój, w którym niestety nie mam jakichkolwiek rzeczy, to jedyne miejsca, w których przebywam dłużej niż dziesięć sekund.- westchnął cicho i zaczął zbierać narzuty. Składał je na łóżku w idealne kostki, tak jak go uczyli przez lata w wojsku. Takich rzeczy się nie zapomina, szczególnie kiedy po centymetrze w złą stronę wszystko zostało wywalane do góry nogami przez przełożonego i trzeba było szykować stanowisko na nowo.

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DemyanOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/06/2017
Liczba postów : 110


Cytat : I don't want to be at the mercy of my emotions. I want to use them, to enjoy them, and to dominate them.
Male


PisanieTemat: Re: Endless nightmare   Sob Lip 15, 2017 1:20 am

To dużo słów. Dużo więcej niż Arhur się spodziewał. Wcześniejsze przypadki nie były tak skore do rozmowy, wręcz przeciwnie, mężczyzna tygodniami próbował wydrzeć z nich najprostsze informacje. Gerard był inny, zaskakujący, ale niekoniecznie napawało to Arthura dobrymi przeczuciami. Tamte przypadki były wręcz podręcznikowe. Mógł zamknąć oczy i recytować z książek regułki ze świadomością, że za parę tygodni nastąpi poprawa. Teraz jednak czuł, że nie będzie tak prosto.
W Gerardzie nastąpiła mała zmiana i Arthur poczuł, że wreszcie udało mu się zagrać jeden właściwy ton wśród setki fałszywych. Odetchnął i odrobinę się wycofał.
— W porządku, Gerardzie — lekko się uśmiechnął i ścisnął jego rękę. Nie zamierzał stać nad nim jak kat i obserwować każdego jego ruchu; powoli opuścił pokój z zamiarem szukania Virginii.
Kobieta jednak czekała na niego tuż za drzwiami przyznając się od razu, że podsłuchiwała, ale Arthur nie miał serca jej o to obwiniać. To normalne, że martwiła się pierwszym spotkaniem przyzwyczajona do poprzednich porażek ludzi, których zatrudniała. Z całą pewnością miała wiele pytań, ale Cameron ubiegł je.
— Wiem, że martwi się pani o zdrowie swojego brata, zrobiła pani dla niego już wystarczająco — powiedział cicho i skinął na nią, by odrobinę odeszli od drzwi pokoju Gerarda, aby go nie dekoncentrować i nie denerwować. — Nie wiem, ile może potrwać leczenie, jest... inny niż moi pozostali pacjenci, ale myślę, że uda nam się dojść do jakiegoś porozumienia. Jest jeszcze jedna kwestia... Zazwyczaj pracuję z ludźmi, którym ufam, i z którymi współpracuję na tyle długo... — odkaszlnął lekko poddenerwowany — w każdym razie, możliwe, że będę musiał prosić o zmianę leków. Chciałbym, by pani podpisała na to zgodę. Na zmianę i ewentualne przerwanie podawania... Nie jestem fanem psychotropów, chociaż zdaję sobie sprawę, że czasem są jedynym sposobem na uspokojenie pacjenta.
Arthur wręczył kobiecie niewielki druczek z miejscem podpisu zaznaczonym iksem i poszedł za nią, by odebrać ubrania dla Gerarda. Starał się dowiedzieć od niej jak najwięcej, choć i tak poprosił o przygotowanie pełnej dokumentacji, którą miał zamiar nadrobić w czasie, w którym Virginia jeszcze tutaj była.
Wrócił do pokoju Gerarda po dłuższej chwili z ubraniami; Virginia w przypływie optymizmu zaopatrzyła go w dwie pary spodni i dwie koszule do wyboru.
— Jadłeś coś dzisiaj? — spytał cichym głosem starając się zaanonsować swoją obecność głośniejszymi krokami i szuraniem krzesła, by nie przestraszyć mężczyzny. Na Boga, powinien przestać chodzić wokół niego na palcach, to nie była dobra metoda. — Jeśli chcesz, możemy zjeść coś razem, bo szczerze mówiąc trochę umieram z głodu, co ty na to? — powoli wszedł w strefę osobistą mężczyzny i wyciągnął rękę po koc. Mógł mu pomóc, ale czekał na jakąkolwiek reakcję.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 332


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Endless nightmare   Wto Lip 18, 2017 3:29 am

W czasie, kiedy psycholog opuścił pokój, Gerard zbierał powoli koc za kocem, tworząc z nich małą wieżę na łóżku. Zastanawiał się nad tym co będzie, jeśli wróci do normalnego funkcjonowania. Znajdzie znajomych? Miłość? Był coraz starszy, a im więcej wiosen za nim, tym trudniej byłoby znaleźć kogokolwiek, z kim mógłby rozmawiać na przeróżne tematy. Brakowało mu zwykłej wymiany zdań o pogodzie, muzyce czy sztuce. Skupił się na rozmyślaniach o przyszłości tak bardzo, że nie zauważył powrotu Arthura, póki ten się nie odezwał. Jeszcze przez moment miał nadzieję, że ten dzień minie spokojniej niż poprzednie. Że zwyczajnie się odświeży, spędzi czas z siostrą i nowym lokatorem, zazna chociaż małej chwili radości po tylu tygodniach smutku. Mylił się.
Już miał odpowiedzieć na pytanie o jedzenie, ale nagle poczuł ścisk w gardle. Odebrało mu mowę. Zły dobór słów spowodował, że mężczyznę ogarnęła fala gorąca. Ostatnie zdanie dźwięczało w uszach przez kolejne kilka sekund, odbijając się echem w głowie żołnierza. Każdy wyraz związany ze śmiercią, powodował powrót wspomnień. I na pewno nie były one przyjemne. Narzuta, którą wcześniej trzymał, teraz leżała na ziemi. Jego ręce zaczęły się trząść, nie mógł nad tym zapanować. Słowa psychologa w umyśle Gerarda zastąpił wrzask. Krzyk cierpienia, który nieraz słyszał jeszcze na froncie, przy akompaniamencie strzałów. Poziom stresu diametralnie wzrósł, łzy same napływały do oczu i ciekły ciurkiem po policzkach. W jednej sekundzie znalazł się na klęczkach, zupełnie bezsilny, podpierając się na łokciach o podłogę, bo na tyle wysiłku było go stać w tym momencie. Czuł się jak sparaliżowany, nie panował nad swoim organizmem. Nie potrafił. Oddech miał ciężki, nierówny, tracił go i odzyskiwał, starał się brać jak największe hausty powietrza.
Wpatrywał się pustym wzrokiem w panele, widział w nich piekło. Obrazy, które pragnął wymazać nie dawały mu spokoju, były zawsze przy nim. W każdej chwili słabości, co budziło w nim złość. Nie potrafił znieść bezsilności wobec choroby. W sercu miał poczucie, że zawiódł każdego, kto był mu bliski. Za każdym razem uświadamiał sobie, jak okropne rzeczy robił, co spotkało jego najbliższych przyjaciół. Nienawiść do samego siebie rosła, złe myśli powracały, górowało przeświadczenie, że zasługuje tylko na śmierć samobójczą, bo lepszej, bardziej honorowej nie jest godzien.

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DemyanOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/06/2017
Liczba postów : 110


Cytat : I don't want to be at the mercy of my emotions. I want to use them, to enjoy them, and to dominate them.
Male


PisanieTemat: Re: Endless nightmare   Czw Lip 20, 2017 3:11 pm

Arthur nie do końca przemyślał swoje słowa. Spotykał się z objawami stresu pourazowego wielokrotnie, ale nigdy aż do takiego stopnia. Nagle zdał sobie sprawę, że to zaledwie początek, że Gerard jest jak cholerna bomba z opóźnionym zapłonem, która może wybuchnąć w każdej chwili. Zrozumiał, że jeśli tu zostanie, to cholerne kilka miesięcy, jeśli nie lepiej, to będzie taniec na ostrzu noża nad bezdenną przepaścią. Zaklął cicho i upuścił przyniesione rzeczy.
Ukląkł tu przy Gerardzie i dotknął jego pleców. Mężczyzna drgnął, ale chyba nawet nie zdawał sobie sprawy, że ktoś przy nim teraz jest. Zanurzył się w bólu, z którego wydrapywał się z trudem na powierzchnię i kolejne zderzenie z dnem było dla niego szokiem. Arthur złapał go za ramię i przekręcił lekko do siebie.
— Gerard... Gerardzie. Popatrz na mnie.
Nie popatrzył, więc Arthur ujął jego twarz i lekko ją uniósł. Odgarnął splątane, wilgotne od łez włosy i poczuł jak niemożliwa do zniesienie fala żalu i współczucia zaciska się na jego wnętrznościach. Starał się unikać takich sytuacji, trzymał się na dystans i nie pozwalał sobie na bliższy kontakt z pacjentami, by uniknąć nadmiernej empatii, przywiązania...
— Oddychaj, Gerardzie. Wdech, wydech, wdech, wydech, wdech... Raz, dwa, trzy... — Pogłaskał go lekko i podrapał po głowie opuszkami palców. Niewiele to pomagało, chociaż rytm oddechów powrócił nieco do normalności. — Już dobrze, jesteś w domu, jesteś bezpieczny, wszyscy są. Nikt o nic cię nie obwinia, twoja siostra czeka z kolacją. Opowiadała mi o tym, jak dokuczałeś jej, kiedy byliście dziećmi i o tym, jak ugryzłeś tego chłopaka, który ciągnął ją za włosy. Pamiętasz to? — Arthur wyraźnie wyczuł jak spięte na kamień mięśnie rozluźniają się odrobinę. Gerard nie uspokoił się jeszcze, wciąż drżał i bezgłośnie płakał.
Leki? Arthur nie chciał po nie sięgać, przynajmniej nie w tej chwili.
— Raz, dwa, trzy, cztery... — Ścisnął go za ramiona i pogłaskał po plecach i karku — Już dobrze, nie zostawimy cię samego, jestem tu — mówił cicho, spokojnie i tak cicho, że niemal szeptem, ale znajdował się tak blisko Gerarda, że ten musiał go słyszeć. Czuł się winny swojej lekkomyślności, nawet jeśli podobna sytuacja była nie do uniknięcia, jeśli nie teraz, to trochę później. — Gerard. Gerard — Arthur wypowiadał jego imię jak mantrę wołając go, by zawrócił z drogi, która podążał jego umysł. Gerard, wracaj.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 332


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Endless nightmare   Czw Lip 20, 2017 5:46 pm

Dzięki opanowaniu Arthura, było coraz lepiej. Słyszał jego słowa jak przez ścianę i powoli się uspokajał. Z każdą chwilą głos mężczyzny był bardziej czysty, bliższy. Kontrolowanie oddechu wracało, wykonywał równomierne wdechy i wydechy, choć może to było zwykłe wykonywanie rozkazów a nie relaksowanie. Przypominał sobie czasy dzieciństwa, te sytuacje opowiadane przez psychologa. Pomagało. Obraz młodszej siostry był czymś nadzwyczajnie kojącym. Była dla niego najważniejsza, była jak mały promyczek nadziei, zawsze wspierała. Starał się ją bronić, dbać o nią kiedy był w stanie, nie chciał robić za ciężar na jej barkach.
Gerard wracał do siebie, jego mięśnie stopniowo rozluźniały się, a łzy przestawały wypływać niczym wodospady. Dodatkowy dotyk Arthura sprawiał, że bezradność i poczucie winy znikały. Przetarł oczy palcami i spojrzał na mężczyznę, w końcu wszelkie wspomnienia ucichły. Bez słowa wyciągnął do niego rękę, bez pośpiechu przykładając ją do jego twarzy. Przesunął palcami od skroni, delikatnie przechodząc do polika i żuchwy. Uwielbiał patrzeć na detale każdego człowieka. Pojedynczą zmarszczkę, niezgolony włos, od zawsze go to fascynowało a teraz także dodawało spokoju ducha.
-Przepraszam...bardzo przepraszam...- wyszeptał odwracając wzrok.-Nie chciałem...to przychodzi, po prostu...nie wiem...to wszystko moja wina... - kontynuował, co chwila przerywając. Nie potrafił ubrać myśli w logiczne zdania, ich natłok utrudniał komunikację.
-Nadal tu jesteś, taki opanowany i...zostań tak...proszę, nie idź po nią, nie chcę żeby znowu to widziała i się martwiła.- złapał psychologa za rękę i przytrzymał ją na swoim karku. Tak było dobrze, czuł kontrolę nad sobą, a co za tym szło, emocje gasły.

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DemyanOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/06/2017
Liczba postów : 110


Cytat : I don't want to be at the mercy of my emotions. I want to use them, to enjoy them, and to dominate them.
Male


PisanieTemat: Re: Endless nightmare   Czw Lip 20, 2017 10:56 pm

Uśmiechnął się lekko widząc, że Gerard rzeczywiście się uspokaja. Uspokajał się także on sam, mnóstwo opanowania kosztowało go, by zachować zimną krew, choć serce bilo mu jak oszalałe. Nigdy nie wiedział jak to się może skończyć. Nie miał pewności czy chory nie rzuci się na niego; nie musiał mieć broni, wystarczyłyby ręce. A Arthur wiedział, lepiej niż ktokolwiek inny, że w chwilach ataku ludzie nabierają nadludzkich sił i całkowicie tracą kontrolę.
Zamarł przymykając oczy, kiedy Gerard go dotknął; zetknięcie chłodnej skóry jego dłoni z twarzą wywołało lekki dreszcz. Arthur bardzo nie lubił naruszania swojej strefy komfortu przez zdrowych ludzi, a co dopiero przez pacjentów. Nie odepchnął jednak mężczyzny, co zaskoczyło nawet jego samego. To było przyjemne. Kojące, choć to nie on potrzebował ukojenia. A jednak z przyjemnością przyzwyczajał się do jego dotyku.
— Gerard... — pogłaskał go po karku i lekko nacisnął próbując rozmasować najbardziej spięte mięśnie. Czuł oddech mężczyzny na swoim policzku i chociaż przeczyło to etyce i wszelkim zasadom, których tak starał się przestrzegać, nie było to nic strasznego ani niestosownego. Wręcz przeciwnie. — Wiem, że nie chciałeś. To nie twoja wina, wiem, że nad tym nie panujesz. Ale doskonale sobie radzisz, wiesz? Nawet lepiej niż się spodziewałem. Przeszedłeś coś strasznego, ale nie jesteś za to odpowiedzialny. Będę ci to powtarzał tyle razy, aż wreszcie w to uwierzysz. Jesteś wartościowym człowiekiem i poświęcałeś się dla innych, czas teraz, żeby ktoś się tobą zaopiekował. Dobra? — zabrał rękę z jego karku i złapał jego dłonie. To było coś innego, ale zaczynał powoli oswajać się z myślą, że ten przypadek będzie wymagał niekonwencjonalnych metod. Nie chciał używać siły i leków, nie był ich zwolennikiem, chociaż miał przy sobie środek zwiotczający mięśnie, a w bagażu specjalny kaftan. — Wstań — podniósł się i pociągnął go za ręce, by pomóc mu się dźwignąć. Pchnął go lekko w stronę łazienki, po drodze zbierając ubrania, które upuścił. — Jeśli chcesz, mogę ci pomóc. Jeśli nie, będę cały czas stał pod drzwiami, gdybyś chciał pomocy albo... porozmawiać, dobra? Bo nigdzie nie idę, chcę ci pomóc. — Podał mu ręcznik, ubrania zostały na łóżku.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 332


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Endless nightmare   Pią Lip 21, 2017 4:30 am

Zaczynał ufać nowemu psychologowi. Był zupełnie inny od jego poprzedników, bardziej troskliwy, przejęty, wspierający. Nie zachowywał się schematycznie, nie patrzył do notatek i nie zastanawiał się jak pomóc. Po prostu pomagał. Jakby przysłał go sam Bóg, widząc jak Gerard powoli wykańcza się i psychicznie i fizycznie.
Podniósł się z kolan z pomocą Arthura i nie wytrzymał, rozpłakał się. Ktoś poza jego siostrą powiedział tak pokrzepiające słowa, że nie mógł uwierzyć. Nie wiedział czy śni mu się coś lepszego od koszmaru czy to rzeczywistość.
-Słabo mi...wolałbym nadzór w środku.- przyznał cicho, przykładając dłoń do głowy. Czuł jak czaszka pulsuje mu w kilku miejscach. Uspokoił się, ale ból psychiczny zastąpiony został przez mały atak migreny, czego żołnierz nienawidził. Najgorzej kiedy cierpisz nawet przy wyjściu na światło dzienne albo przy usłyszeniu głośniejszej muzyki. To wrzynanie się i wiercenie w środku, które mogą być zniwelowane tylko lekami.
Wolną ręką złapał ręcznik i powoli poszedł w stronę łazienki. W czasie przechodzenia trasą pokój-prysznic zauważył siostrę. Wyglądała na co najmniej przestraszoną, bo słyszała głos psychologa i wymawiane wielokrotnie imię brata, co nie wróżyło jej zdaniem niczego dobrego. Gerard wytarł łzy najszybciej jak potrafił i spróbował uśmiechnąć się do Virginii. Nie wyszło najlepiej, dlatego nie komentując wszedł do pomieszczenia docelowego. Zaczął powoli ściągać ubranie, a później zamknął się w kabinie i włączył zimną wodę. Stwierdził, że to był bezpieczniejszy zabieg od dodatkowego okręcania ciepłej, bo jeszcze podkręciłby na gorąc, a zapędy masochistyczne kazałyby spowodować lekkie sparzenie. Oparł się czołem o ścianę, wplótł palce we włosy i zamknął oczy, dając wodzie spływać po karku i plecach. Przyjemne ochłodzenie koiło nerwy, dawało chwilę na wyłączenie myślenia, czyli to czego mężczyzna teraz potrzebował najbardziej.

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DemyanOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/06/2017
Liczba postów : 110


Cytat : I don't want to be at the mercy of my emotions. I want to use them, to enjoy them, and to dominate them.
Male


PisanieTemat: Re: Endless nightmare   Pią Lip 21, 2017 10:07 pm

Dopiero, kiedy Gerard opuścił pokój, Arthur pozwolił sobie na głębszy oddech. Nie to, że się go bał. Miał po prostu nieodparte wrażenie, że lód, na który wszedł, może się się w każdej chwili skruszyć w każdej chwili, mimo że nie zdążył zajść zbyt daleko. W półmroku spojrzał na swoje dłonie. Drżały. Ukrył je czym prędzej w kieszeniach i uśmiechnął się do Virginii w paru krótkich słowach wyjaśniając sytuację. Spytała, czy potrzebuje leków dla brata, ale Arthur pokręcił głową.
— Co najwyżej aspirynę...
Odrobinę się uspokoiła, choć wciąż nie wyglądała na do końca przekonaną, choć fakt, że Arthur nie opuszczał w pośpiechu ich domu po pierwszym ataku działał kojąco i niósł pewne nadzieje. Z trudem i lekkim opóźnieniem odwzajemniła uśmiech.
Cameron spoglądając na jej oddalające się plecy pomyślał, że nie tylko Gerard potrzebuje wsparcia i pomocy. Jego siostra poświęcała mnóstwo czasu, życia i energii, by martwić się o brata. Miał tylko ją, niosła na swych barkach ogromny ciężar. Obiecał sobie, że spróbuje ją choć trochę odciążyć.
I nie mógł mieć pojęcia z czym to się będzie wiązało.
Pobieżnie poukładał porozrzucane rzeczy i pościelił łóżko mężczyzny dając mu kilka minut, po których jednak wszedł cicho do łazienki trzymając w objęciach ubrania. I aspirynę oraz szklankę z wodą.
— Gerard... To ja, chciałeś, żebym przyszedł, więc jestem tutaj, gdybyś czegoś potrzebował — rzucił lekko podniesionym głosem, by Gerard usłyszał go poprzez szum wody i nie przestraszył się jego nagłej obecności, gdy wyjdzie spod prysznica.
Rozglądnął się po przyjemnej, choć kompletnie ogołoconej ze wszystkiego, co mogłoby stanowić zagrożenie dla zdrowia czy życia, łazience. Nawet lustro było zabezpieczone i Arthur dałby sobie głowę uciąć, że to nawet nie było szkło. Starał się zająć czymś myśli i omijać wzrokiem kształt za półprzezroczystą ścianką prysznica.
— Wszystko w porządku? Virginia dała mi dla ciebie aspirynę i nowy szampon. Używam podobnego, ładnie pachnie, chcesz? — Mimowolnie wzrok Arthura zawisł na drzwiczkach. Na siłowni często szedł pod prysznic z innymi i nie było w tym nic dziwnego. Teraz jednak, jako bierny widz, czuł się dosyć dziwnie, zwłaszcza że nie mógł się zdobyć na odwrócenie głowy.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 332


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Endless nightmare   Sob Lip 29, 2017 5:19 am

Zamknął oczy. Skupił się na ogarniającej go czerni. Strumień wody zrzucał ciężar z jego barków. Nie spinał już mięśni, nie widział wspomnień. Prysznic był dla niego jak rytuał oczyszczenia ze wszystkich grzechów. Wracały, czasami ze zdwojoną siłą i wyrzutami sumienia, ale w kabinie pozbywał się ich natychmiastowo. Oparł się dłońmi o ściankę prysznica i wziął głębszy wdech. Tylko w tym miejscu znajdował Boga. Wyobrażał go sobie jako delikatną, pełną ciepła i miłości, kobietę, która potrafi zrozumieć wszystko. Nie wyznawał wtedy konkretnej religii, miał swojego prywatnego Boga, z którym mógł porozmawiać. Wyrzucał z siebie całe cierpienie, męczący balast, żałował jedynie, że nigdy nie dostał odpowiedzi.
-Najświętsza Pani...przebacz mi, bo zgrzeszyłem. Wiem, moje grzechy są wielkie. Może większe, niż zdaję sobie sprawę. Wiem kim się stałem, co zrobiłem. - mówił cicho, próbując panować nad drżącym głosem, co nie należało do najłatwiejszych.- Wiem, że cię zawiodłem. Walczyłem w imię dobra skalanego mocą Szatana...w lustrze wciąż prześladuje mnie jego...- w tym momencie urwał, słysząc otwierane drzwi od łazienki. Chwilę później odezwał się Arthur. Gerard prawie zapomniał, że psycholog miał się tam pojawić.
Wysłuchał co mężczyzna ma do powiedzenia. Bez słowa otworzył delikatnie kabinę prysznicową i wyciągnął rękę po szampon. Kiedy już dostał go w dłoń, schował ją z powrotem w środku i nalał odpowiednią dla siebie ilość pachnącej substancji na głowę. Włączył nieco cieplejszą wodę i zaczął myć włosy. Dokładnie wmasowywał specyfik, miejscami mocniej naciskając palcami na czaszkę. Ten lekki ból sprawiał mu przyjemność, za każdym razem. Spłukał wszystko, umył się do końca i wyłączył wodę.
Ponownie otworzył drzwi kabiny, szerzej niż poprzednio, tym samym pokazując się w całej okazałości, jak go natura stworzyła. Pozostałe krople wciąż spływały po jego wysportowanym ciele, kapiąc również z przydługich włosów na ziemię. Miły, kojący strumień wody zniknął, za to pojawiła się przyjaciółka migrena, która nie chciała odejść. Gerard wyszedł na dywanik łazienkowy i spojrzał na Arthura. Odebrał od niego wodę oraz lek, od razu go zażywając a następnie popijając. Dłuższą chwilę zatrzymał wzrok na psychologu, zastanawiając się nad tym, czy jego praca nie polega na zastępowaniu niemego Boga, do którego niejednej osobie zdarzało się modlić. Wprawdzie wysłuchuje lamentów, doradza...ale byłby w stanie dać żołnierzowi odpowiedzi na prośby o przebaczenie? Nie, tak nigdy nie działało. On miał po prostu wmówić, że morderstwo w dziedzinie wojskowości to tylko praca i nie powinno się obwiniać za to.
-Dziękuję...- powiedział cicho, odrywając oczy od postaci mężczyzny. Znalazł ręcznik i powoli zaczął się wycierać. Dokładnie ocierał z wody każdy centymetr ciała, nie krępując się przy towarzyszu. W wojsku nie było osobnych kabin i nikt nie marudził, mimo prezentowania swojego przyrodzenia kilkunastu facetom dziennie.

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DemyanOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/06/2017
Liczba postów : 110


Cytat : I don't want to be at the mercy of my emotions. I want to use them, to enjoy them, and to dominate them.
Male


PisanieTemat: Re: Endless nightmare   Nie Lip 30, 2017 10:58 pm

Starał się panować nad sobą i reakcjami własnego ciała. Ale mimowolnie jego spojrzenie wciąż kierowało się na zaparowane drzwiczki, a kiedy te rozsunęły się i pojawił się w nich Gerard, szybko odwrócił wzrok jak dziecko przyłapane na oglądaniu stron dla dorosłych. Przygryzł lekko wargę zażenowany swoim skrępowaniem. Był psychologiem, do diabła. Facetem w średnim wieku, który spotykał się z cudowną kobietą, podobne rzeczy nie powinny wywierać na nim żadnego wrażenia, tym bardziej w odniesieniu do pacjentów. Nie mógł jednak odmówić Gerardowi...
Gerard był...
Kurwa.
Był w świetnym stanie. Jego ciało był szare i zmęczone. Pełne sińców, zadrapań i odcieni czerwieni. Zarost i włosy były niedbale przycięte. Był szczupły, wręcz nieco wychudzony, zaniedbany, ale spojrzenie Arthura nie potrafiło zboczyć z torsu ociekającego kroplami wody. I na dół. Niżej. Poczuł gwałtowny skurcz, jakby ktoś przywalił mu w splot słoneczny i włożył ogromne pokłady silnej woli, aby się opanować. Powoli odwrócił głowę. Chodził na siłownię, widywał nagich mężczyzn częściej niż swoją kobietę, ale nigdy nie spodziewał się tak gwałtownej reakcji.
— Żaden problem — rozpromienił się momentalnie i uśmiechnął, co sprawiło, że w ułamku sekundy ubyło mu jakieś dziesięć lat. W połączeniu z jasnymi oczami wyglądał jak beztroski nastolatek, jedynie lekkie zmarszczki wokół oczu i ledwie zauważalne bruzdki przy kącikach ust zdradzały jego prawdziwy wiek. Podał Gerardowi ubranie i oparł się o zlew wciąż unikając patrzenia na niego w sposób wręcz jawny.
— Ustaliłem z twoją siostrą, że dzisiaj będę spał w salonie na kanapie, ale jeśli jutro wszystko będzie w porządku i zdecyduję się zostać — na moment zrobił pauzę, tak, to mimo deklaracji wciąż nie było potwierdzone; choć Arthur wydawał się odpowiednim człowiekiem na odpowiednim miejscu, to ostateczna decyzja wciąż należała do Virginii. — To zajmę pokój gościnny obok twojego... albo przeniosę kanapę do ciebie do pokoju, w zależności od tego jak będziesz się czuł. Co o tym sądzisz? — Arthur, by uniknąć patrzenia na nagie ciało, bawił się kostką pachnącego mydła, jakie zwykle rozdaje się w luksusowych hotelach na użytek gości. Dawał Gerardowi poczucie kontroli. W ostatnich tygodniach, miesiącach, nikt nie pytał go o zdanie. Decydowano zza niego w najdrobniejszych kwestiach. Co ubrać, co zjeść, co zrobić. Poprzedni psychologowie wmawiali mu co odpowiadać i co czuć. Nikt po prostu nie zapytał... A Arthur... Artur to robił, jakby rozmawiał z zupełnie zdrowym kumplem na siłowni, którego plecy nie pękały od nadmiaru niesionego na nich psychicznego ciężaru.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 332


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Endless nightmare   Pon Lip 31, 2017 5:23 am

Reakcja psychologa była zaskakująca. Jego uśmiech dodawał tyle pozytywnej energii. Można by rzec, że pomieszczenie było wypełnione jego promiennością. Gerard poczuł przyjemne ciepło w środku i spróbował odwzajemnić delikatnie uśmiech. Wyszło jak wyszło. Zmęczona twarz, ozdobiona sińcami nie bardzo chciała współpracować. Odebrał ciuchy od mężczyzny i zaczął je zakładać. Na początek zajął się zakryciem dolnej partii ciała, słuchając co Arthur ma do powiedzenia. Skończył się ubierać. Nie wiedział co odpowiedzieć na zadane mu pytanie. Nikt go nigdy nie pytał co myśli o planie takiej a takiej terapii, co ma do powiedzenia w sprawie zażywania leków czy wychodzenia z domu pod przymusem. Nawet Virginii zdarzało się nieświadomie nim dyrygować.
-Nie wiem. Moje zdanie nie ma znaczenia. Spytaj mojej siostry. - mruknął, podchodząc do zlewu. Spojrzał w lustro. Za każdym razem ten sam widok - wrak człowieka. Dla innych wydawał się po prostu osłabionym, okaleczonym fizycznie i psychicznie facetem. On za to widział diabła. Jego twarz przypominała mu o tym wszystkim, czego dopuścił się na misjach. Nie mógł znieść własnego odbicia, ale patrzył w nie nieustannie. Zacisnął mocno palce na umywalce, biorąc głęboki wdech i wydech. Nie chciał denerwować się, póki jego nowy psycholog przebywał blisko, bo wiedział, że mógłby i jemu zrobić krzywdę. Zerknął momentalnie na mężczyznę.
-Wiesz...jeśli o mnie chodzi...to chciałbym żebyś został i spał w pokoju obok. Jesteś inny. Ludzki. Nie zasługujesz na męczenie się na chujowej kanapie. - sięgnął szybko do małej szafki obok lustra i wyjął z niej krople do oczu. Tego o dziwo mógł używać. Wkropił tyle ile potrzebował i schował pojemniczek. Następnie wyszedł z łazienki, szukając Virginii. Znalazł ją w kuchni. Stanął naprzeciwko niej, krzyżując ręce na piersi.
-On zostanie, prawda? - spytał od razu, nie siląc się na jakiekolwiek przywitanie. Jego siostra uśmiechnęła się lekko. Pierwszy raz od początku leczenia Gerard pytał czy ktoś spędzi w tym domu więcej czasu.

-Oczywiście. Jeśli tak dobrze się dogadujecie i jeśli Arthur nie ma nic przeciwko, zostanie i będzie ci pomagał. - uśmiechnęła się uroczo, po chwili wracając do gotowania. - Widzę, że ta koszulka trochę na tobie wisi. Musisz coś zjeść, bo tracisz swoje piękne ciało, bro. Co powiedzą kobiety, kiedy zaczniesz wychodzić na miasto?- dodała z rozbawieniem w głosie. Starała się ukryć zmartwienie przed Gerardem. Nie jadł wiele, prawie wcale. To źle działało na jego organizm, chudł na jej oczach. Zapuścił się, a ona nie miała możliwości żeby to naprawić. Arthur był jej kołem ratunkowym, póki jeszcze nie było za późno.

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DemyanOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/06/2017
Liczba postów : 110


Cytat : I don't want to be at the mercy of my emotions. I want to use them, to enjoy them, and to dominate them.
Male


PisanieTemat: Re: Endless nightmare   Pon Lip 31, 2017 9:22 pm

Arthur uśmiechnął się mimowolnie słysząc odpowiedź Gerarda. Mężczyzna bez przerwy go zaskakiwał. Przyszedł nastawiony na konkretny przypadek, na podręcznikowy przykład, ale Gerard... nie trzymał się ram. On z nich wypływał, chwiał się i gorączkowo potrzebował czegoś stałego, czego mógł się złapać. Siostra była dla niego niesamowitym wsparciem, ale jednocześnie, nie zdając sobie z tego sprawy, pogarszała stan mężczyzny. Ubezwłasnowolniała go wraz z poprzednimi lekarzami, których jedynym skutecznym leczeniem było naszprycowanie chorego garściami leków i unikanie go, gdy te przestawały działać. Ograniczali go. Dawali mu wszystko, ale nikt tak naprawdę go nie słuchał. Jeśli zadawali pytania, to tylko takie, na które lepiej znali odpowiedź. Traktowali Gerarda jak duże dziecko, które nie jest w stanie poruszać się samodzielnie, a to nie o to przecież chodziło.
Arthur przyszedł wnosząc powiew normalności. Doskonale znał sprawę Gerarda z raportów i notatek lekarzy. Znał na pamięć historię jego choroby, a listę jego leków byłby w stanie wyrecytować z pamięci wyrwany ze snu o północy.
— Kanapa jest chujowa? — Mężczyzna zrobił zdziwioną minę i przez chwilę wpatrywał się w Gerarda błyszczącymi, niebieskimi oczami. Potarł w zakłopotaniu kark i odgarnął włosy z czoła. — Więc pokój brzmi świetnie... przeniosę się do niego na następną noc, teraz jest już późno... Zresztą zobaczymy po kolacji.
Kiedy Gerard zszedł do kuchni, Arthur został odrobinę z tyłu. Uchylił lekko okno wpuszczając do pokoju odrobinę powietrza nawet się nie zastanawiając nad tym co robi, że zmienia coś bez pozwolenia mężczyzny. Wierzył za to, że lepiej będzie mu się spało w wywietrzonym pokoju. Po chwili również sam znalazł się w kuchni. Przeszedł obok mężczyzny ocierając się lekko o niego, bo przejście było całkiem wąskie.
— Zastanawiałam się... — pochylona nad jedzeniem Virginia zawahała się na moment. Spojrzała najpierw na Gerarda, potem na Arthura i znów na brata. Wyglądała jak spłoszona sarna, wyraźnie próbując zmierzyć się z tym, co miała powiedzieć. Arthur uśmiechnął się zachęcająco.
— Mój wyjazd... Miałam wyjechać pojutrze, ale dostałam wiadomość, że lepiej by było, gdybym przyjechała już jutro. Oczywiście jeśli to problem, zostanę. Gerard? Wiem, że miało być inaczej, dlatego powiedz tylko słowo...
Arthur podniósł się z miejsca nieco zaniepokojony. Umowa była nieco inna i wolałby, by kobieta najpierw omówiła z nim swoją propozycję. Teraz nie wiedział, czego się spodziewać, chociaż przez kilka ostatnich chwil Gerard zdawał się działać całkiem racjonalnie. Wystarczyłby krok w tył, a mężczyzna wpadłby na psychologa.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 332


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Endless nightmare   Wto Sie 01, 2017 12:51 am

Kuchnia nie była największym pomieszczeniem, dlatego nie zdziwiło go to lekkie otarcie. Zignorował je, skupiając uwagę na kolejnych słowach siostry. Szybszy wyjazd? Gerard nie czuł się z tym najlepiej. Wciąż nie znał nowego psychologa, a jeden dzień nie czynił z niego bóstwa, które ukoi zszargane nerwy i magicznie przywróci mu zdrowie. Jednakże mężczyzna nie miał siły na zmuszanie siostry do zostania. Nie on kierował swoim życiem tylko ona. 
-Rób jak uważasz...wy wiecie lepiej. Zawsze wiecie lepiej. - spojrzał przelotnie na Arthura, potem skierował wzrok na Virginię i ostatecznie odwrócił się, kierując do salonu. Po drodze wstąpił do pokoju, bo chciał zabrać z niego swój ulubiony, bordowy koc. Coś jednak zakłóciło jego w miarę pozytywną energię. Zauważył uchylone okno. W jego pokoju, ktoś bez pytania wpuszczał powietrze z zewnątrz. Co będzie następne? Kontrola ścielenia łóżka? 
-Kto to kurwa otworzył! - wrzasnął, czując nagły przypływ agresji. Nie potrafił znaleźć wytłumaczenia, dlaczego to go tak rozzłościło. Po prostu znowu ktoś rządził jego światem. Jak nie psychologowie wmuszający leki na uspokojenie, to siostra próbująca namówić na wyjście z pokoju, kiedy Gerard tego nie chciał. Nie chciał żeby nim dyrygowali. Zdawał sobie sprawę z powagi choroby, ale traktowanie go jak niepełnosprawnego budziło w nim wściekłość. Podszedł do okna i trzasnął nim, zamykając porządnie. Wolał swój stały nieład i nieporządek, ale kontrolowany przez niego. Wrócił pospiesznie do kuchni.
-Ty wchodziłeś do mojego pokoju? - spytał Arthura od razu, bo zdążył wywnioskować, że Virginia spędzała czas w kuchni przez ostatnie godziny.-Pozwolił ci ktoś? Powiedziałeś mi o tym? Nie. Jak zwykle. Myliłem się, jesteś tak samo irytujący jak tamci.- warknął przez zaciśnięte zęby.- Ruszałeś moje rzeczy? - dopytał  drapiąc paznokciami drewniane krzesło kuchenne.

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DemyanOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/06/2017
Liczba postów : 110


Cytat : I don't want to be at the mercy of my emotions. I want to use them, to enjoy them, and to dominate them.
Male


PisanieTemat: Re: Endless nightmare   Wto Sie 08, 2017 8:47 pm

Arthur spodziewał się burzy, ale nie sądził, że nadejdzie tak szybko. Odwrócił się spokojnie w stronę Gerarda wysłuchując jego zarzutów, przyjmując na siebie jego złość, nagłą agresję i niechęć skumulowaną w niewidzialną pięść, która zdzieliła go prosto w żołądek. Virginia cofnęła się i zrobiła przestraszoną minę, Arthur wiedział, że już żałowała swojej decyzji odnośnie wyjazdu i zastanawiała się jak go odwołać. Ale w ten sposób zrobiłaby krok w tył. Jej matczyna opieka w niektórych momentach wręcz pętała Gerarda dając mu poczucie stabilności i tego, że zawsze miał kogoś, kto przyjąłby na siebie jego ciosy. Tyle że to do niczego nie prowadziło, nie było żadnego progresu, a od miesięcy stan mężczyzny pogarszał się.
— Nie wchodziłem do twojego pokoju, Gerardzie, nie bez twojego pozwolenia. Zostawiłeś mnie w nim, kiedy wyszedłeś z łazienki. — powiedział wpatrując się w rozszalałe burzą pociemniałe oczy. W pewnych sytuacjach bałby się tego mężczyzny, ale teraz, gdy była z nimi jego siostra… panował nad sobą. Nie wyobrażał sobie, by Gerard był w stanie zrobić mu krzywdę. — Otworzyłem okno i wyszedłem od razu za tobą. Nie dotykałem i nie będę dotykał twoich rzeczy.
— Arthurze, może to nie jest dobry pomysł, żeby… — zaczęła cicho Virginia — Już sama nie wiem, co powinnam zrobić, może odwołam wyjazd i zostanę z nim, ja… — wiedział co chce powiedzieć. „Myślę, że to był kiepski pomysł, by cię zatrudnić, sądzę, że powinieneś już pójść”.
Cameron zaklął pod nosem i wziął kilka głębokich wdechów.
— Przepraszam, że otworzyłem okno bez twojej zgody, Gerard. Na przyszłość będę pamiętał, by zapytać cię o zdanie. Rozumiem, że możesz sobie tego nie życzyć, a ja nie powinienem działać wbrew twojej woli — uśmiechnął się ledwie zauważalnie, przepraszająco. Był szczerze zakłopotany, nawet jeśli tylko przed nim grał. Dotknął jego ramienia. — Po kolacji ustalimy zasady, w porządku? Nie będę cię do niczego zmuszał, ale chciałbym, żebyś mówił mi wszystko, żeby sytuacja była czysta.
Virginia patrzyła to na niego, to na brata, gotowa do wkroczenia. Arthur wiedział, że ma pod ręką coś na uspokojenie, ale nie zamierzał jej na to pozwalać.
Jego dłonie znalazły się na dłoniach Gerarda, lekko gładząc kłykcie, rozluźniając palce drapiące krzesło. Arthur rozprostowywał je delikatnie swoimi lekko głaszcząc kciukiem. Nie cofał się przed złością, nie okazywał strachu.
Chociaż naprawdę w tym momencie miał ochotę wyjść z tego domu i trzasnąć za sobą drzwiami.


_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 332


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Endless nightmare   Sro Sie 16, 2017 1:27 am

Wysłuchiwał zapewnień, planów i przeprosin, kiwając głową po każdym zdaniu, jednak nie przykładał do nich większej wagi. Nie umknęła mu propozycja siostry, wypowiadana do psychologa, jakby jego samego nie było w pomieszczeniu. To go jeszcze bardziej rozeźliło. Tym razem nie zareagował spokojem na dotyk Arthura. Odepchnął od siebie jego ręce, wbijając w mężczyznę i Virginię wzrok pełen gniewu. 
-Nie dotykaj mnie. - warknął, zaciskając dłonie w pięści. Nie czuł ukojenia, które przyszło poprzednim razem. To nie był ten sam gest, był wymuszony, nieprawdziwy. Żałosne było dla niego to, jak Artur chciał go zmanipulować. Gerard stał cały spięty, zaciskając zęby. Złapał krzesło obiema dłońmi, patrząc w tym momencie tylko na siostrę.
-A ty...Wynoś się tam, gdzie miałaś jechać, najlepiej jeszcze dzisiaj. Nie chcę cię widzieć. Mam dosyć kontroli, mam dosyć szeptów za moimi plecami, dosyć życia. -wziął głęboki wdech, który nijak pomagał mu się uspokoić. Cóż, próbował.
We wściekłości uniósł trzymane krzesło i obijał nim o ścianę, póki nie rozpadło się na części pierwsze. Rzucił jedną z rozłamanych nóg w drugi koniec pomieszczenia. 
-Czemu nie pozwolicie mi w końcu umrzeć? Ile mam to wszystko znosić?! Nic nie pomaga! Ani te wasze tabletki, ani rozmowy, wszystko tylko pogarsza sprawę! Ukrywacie przede mną ważne informacje, macie tajemnice...- kopał szczątki drewnianego mebla, mocniej z każdym kolejnym wykrzyczanym zdaniem. Już nie miał pojęcia czy to ze złości, czy z rozpaczy. Zwykłe otworzenie okna spowodowało, że nie wytrzymał natłoku myśli, które siedziały w nim przez cały czas, a których nigdy wcześniej nie wypowiedział, bo nikt nie chciał go słuchać. 
Kilka godzin bez zażywanej dawki leków zwracało mu więcej świadomości, ale i powodowało nawrót nerwicy. Był niestabilny, łzy zaczęły spływać po jego polikach. Uderzał pięściami o ścianę, wręcz ją maltretując. Wyobrażał sobie, że to jego siostra i każdy psycholog, którego tu przyprowadziła. Jednakże, szybko się tym zmęczył z powodu wyniszczonego organizmu. Zsunął się na podłogę, siadając tyłem do Virginii i Arthura. 
-Dajcie mi coś...prochy, nóż, cokolwiek. - zakrył twarz dłońmi, coraz bliższy sięgnięcia po jedną z desek i wbicia ją sobie w jakąś część ciała. Hamował się tylko dlatego, że ciężko mu było cokolwiek zrobić. Momentalnie tracił wszystkie siły, a chęci samobójstwa przybierały na mocy w zatrważającym tempie. A wydawało się, że będzie dobrze.

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DemyanOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/06/2017
Liczba postów : 110


Cytat : I don't want to be at the mercy of my emotions. I want to use them, to enjoy them, and to dominate them.
Male


PisanieTemat: Re: Endless nightmare   Sro Sie 16, 2017 11:28 pm

Ten wybuch przelał i tak już pełną czarę. Arthur miał wrażenie, że traci kontrolę nie tylko nad pacjentem, ale i nad sobą. Czuł się jak podczas studiów i praktyk, gdy tylko bezradnie obserwował tonących w rozpaczy ludzi i nie potrafił im pomóc w żaden sposób. Strach przytłumiły gwałtowne mdłości wywołane wspomnieniami i gdyby tylko miał czym, zwymiotowałby pod wpływem stresu. Gerard wpadł w amok, nie sposób było do niego dotrzeć, nie działał spokojny ton i łagodne próby dotarcia do niego.
Arthur odsunął się odruchowo, gdy krzesło rozpadło się na kawałki i przez moment nie mógł powstrzymać malującej się przed oczyma wizji, że za moment mężczyzna rzuci się na niego i na własną siostrę. Virginia zamarła i Cameron kątem oka zauważył, że sięga po fiolkę pełną leków.
— Wyjdź. — powiedział do niej, a kiedy spojrzała na niego nierozumiejącym wzrokiem, powtórzył polecenie. Przez dłuższą chwilę wahała się wyraźnie rozdarta przed pełnieniem obowiązków wobec brata a chęcią wycofania się jak najszybciej. Zbyt długo zdana była na podobne ataki, nie miała siły na więcej. Przy kolejnym poleceniu zakryła usta i wybiegła z kuchni.
— Gerard. — Arthur korzystając z chwilowego wyciszenia i tego, że Gerard opadł z sił odważył się na krok w przód, choć była to jedna z trudniejszych decyzji w jego życiu. Bał się i wiedział, że jeśli po raz kolejny wytrąci mężczyznę z równowagi ten rzuci się na niego korzystając z walających się wokół odłamków mebla. Mógł nimi zrobić krzywdę nie tylko jemu, ale i sobie. Arthur chciał tego uniknąć. Nie mógł pozwolić, by kolejna osoba poniosła śmierć w wyniku jego niekompetencji. Gdyby znowu…
Przełknął ślinę i z trudem stłumił kolejną falę przejmującej paniki. Dłonie mu się pociły, a puls przyspieszył. Zdecydowanie zbyt… już od samego początku angażował się zbyt mocno i gdyby brnął w to dalej…
— Już dobrze, Gerard… — był w nieznacznej odległości od niego, cały czas w zasięgu wzroku. A potem nagle opadł na kolana tuż obok niego i objął go mocno tak zdecydowanie i szybko, że nie było czasu na reakcję. A gdy umysł Gerarda zarejestrował lekkie ukłucie, było już za późno na jakikolwiek wysiłek. W przeciągu kilkunastu sekund język mężczyzny zaczął się plątać, a mięśnie odmówiły współpracy. Mieszanka leku usypiającego i uspokajającego była nader skuteczna i zawsze gotowa do użycia, choć Arthur po raz trzeci w w całej swojej karierze miał okazję jej użyć.
Głowa Gerarda opadła mu na ramię. Psycholog sapnął cicho podnosząc go z lekkim wysiłkiem i z pomocą Virginni odtransportował do jego pokoju. Na jej nerwowe naleganie, by zostawić go w salonie na kanapie zareagował nieco żywiej niż powinien.
— Wykluczone, jeśli obudzi się poza sprawdzonym i bezpiecznym terenem, jakim jest jego pokój, może znów dostać ataku paniki.

Podczas gdy Gerard spał, Arthur uciął sobie długą i wyczerpującą rozmowę z jego siostrą, Już wcześniej znał historię jego choroby oraz wydarzenia, ale po raz pierwszy miał możliwość usłyszenia czegoś ponad suche fakty. Wcześniejsza decyzja o rezygnacji zaczęła się rozmywać.
— Jeśli musisz wyjechać… Nie wiem czy to dobry pomysł. Czy dam radę. Możliwe, że Gerard będzie potrzebował bardziej intensywnej terapii, pobytu w jakimś specjalnym ośrodku i…
— Nie. On tego nie zniesie. Ja… jestem pewna, że dasz sobie radę. Zaakceptował cię, innych atakował od razu, bezpośrednio. Jeśłi tylko dasz mu szansę…

Gdy Gerard zaczął się budzić, mógł przekonać się, że nie był w pokoju sam. Po drugiej stronie, w fotelu zarzuconym ubraniami, kocami i ręcznikami, spał Arthur gotów otworzyć oczy na najcichszy nawet odgłos.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 332


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Endless nightmare   Czw Sie 17, 2017 1:44 am

Spodziewał się leków uspokajających, nie było to nic nowego. Tym razem jednak wiedział, że były mu potrzebne. Chociaż na chwilę mógł zamknąć oczy i nie myśleć o tym, co go trapi. Zasnął w mgnieniu oka, zamykając się w czarnej pustce. Nie było nic. Żadnych dźwięków, żadnych świateł, obrazów. Tylko cisza, mrok i on gdzieś między nimi. Można powiedzieć, że potrzebował paru godzin mocnego snu. Od dawna dręczyły go koszmary, a za każdym razem, kiedy był faszerowany kolejną dawką leku, mógł w spokoju przespać nawet pół dnia. Niestety, krzyki wracały pod koniec jego drzemek. Budził się oblany zimnym potem, a jego serce biło jak szalone. Tak było i w tym przypadku. 
Podniósł się do siadu i przetarł oczy palcami. Nie wiedział, ile czasu dokładnie minęło od jego ataku paniki, nie miał teraz głowy do tego, by to sprawdzać. Rozejrzał się po pokoju i po dłuższym rozeznaniu zauważył Arthura siedzącego w fotelu. Skupił na nim swój zmęczony wzrok, obserwując jak się budzi. Psycholog był czujny jak ważka, bo Gerard nie zdążył ruszyć się z łóżka, a ten już wracał z krainy Morfeusza.
Wstał i podszedł do mężczyzny. Usiadł przed nim, nieprzerwanie patrząc na jego twarz. 
-Już nie mogę...nie chcę tak żyć. Nie chcę nikomu robić krzywdy. - powiedział cicho, wyciągając drżącą rękę w jego stronę. Jedyne czego w tej chwili pragnął, to poczuć to ukojenie, którego dane mu było doznać przy pierwszym kontakcie fizycznym z Arthurem. Liczył, że tym razem nie będzie to wymuszone ani zagrane. 
-Przepraszam. - dodał po chwili, spuszczając oczy na podłogę. Przez szał nie pamiętał, czy ktoś przez niego ucierpiał, czy tylko biedna ściana oberwała. A co jeśli uderzył siostrę lub zrobił jej coś jeszcze gorszego? Miał do dyspozycji ostre kawałki drewna, wszystko mogło się zdarzyć. Czuł się beznadziejnie. Wahania nastrojów to pierwsze, czego chciał się pozbyć. Wytrzymałby nawet głosy, wspomnienia w koszmarach, brak chęci na kontakty z innymi ludźmi, ale nagła agresja, płacz, panika...one go wykańczały. Za każdym razem stresująca sytuacja odbierała mu wiele sił, hamowała apetyt i bez leków powodowała bezsenność.

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Endless nightmare   

Powrót do góry Go down
 
Endless nightmare
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zona scriptum :: Okruchy Życia-
Skocz do: