CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 Endless nightmare

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 332


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."
Wiek : 20

PisanieTemat: Endless nightmare   Czw Lip 06, 2017 12:03 am

First topic message reminder :

Oh gather round me
And listen while I speak
Of a war
Where Hell is six feet deep
And all along the shore
Where cannons still roar
They’re haunting my dreams
They’re still there when I sleep

Jak to się zaczęło...

Wojna zmienia ludzi. Niszczy ich umysły, tworzy lęki, halucynacje. Czy po powrocie do domu można stracić wszystko? Można. Dowiedział się o tym pewien mężczyzna. Od kiedy mundur wylądował w szafie, facet nie może żyć normalnie. Ma napady lękowe, napady agresji, widzi sceny z pola bitwy, kiedy to jego przyjaciele giną z flakami na wierzchu. Potrzebuje pomocy, ale jej nie chce. Jego siostra z trudem namawia go na terapię. Dla lepszego powodzenia, psycholog jest dla owego żołnierza dostępny 24/7, w jego domu. Będzie starał się badać jego zachowanie, oceniać poziom traumy i możliwe, że w końcu wyzwoli go z tej niekończącej się męki (oczywiście wszystko uzgodnione z siostrą za dobrą sumą przelaną na konto).

Ale, ale...co jeśli zadziała mechanizm przywiązania? Co jeśli zadzieje się bardzo nieprofesjonalna rzecz i pacjent nie będzie już tylko pacjentem, a potrzeba bliskości i emocje wezmą górę? Co jeśli...to psycholog stanie się potrzebującym?


Każdy gra jakąś rolę...

Psycholog - Demyan
Żołnierz - Philanthropist

Crosses grow on Anzio
Where no soldiers sleep
and where hell is six feet deep
That death does wait
There’s no debate
He charged and attacked,
he went to hell and back!

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
DemyanOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/06/2017
Liczba postów : 110


Cytat : I don't want to be at the mercy of my emotions. I want to use them, to enjoy them, and to dominate them.
Male


PisanieTemat: Re: Endless nightmare   Czw Sie 24, 2017 11:15 pm

Arthur był zmęczony. Mimo drzemki, w jaką udało mu się zapaść, nie czuł się ani trochę lepiej, wręcz przeciwnie. Bolała go głowa, mięśnie zesztywniały, a organizm domagał się snu w wygodnym łóżku. Spojrzał nieprzytomnie na Gerarda i spróbował się uśmiechnąć. Oderwał plecy od oparcia i pochylił się w stronę mężczyzny łapiąc go za rękę. Dłoń była poobijana i poobcierana od uderzania w ścianę, Arthur uświadomił sobie, że powinien mu ją opatrzyć.
— Nie przepraszaj. To nie jest twoja wina — powiedział wyraźnie zmęczony. Wciąż trochę rozespany nie do końca panował nad odruchami, które wydawały się całkowicie naturalne. — Niepotrzebnie otwierałem to okno, ale zrobiłem to po to, by spało ci się przyjemniej, jak wrócisz do pokoju. Świeże powietrze ułatwia zasypianie — ziewnął i przeciągnął kciukiem po jednym z otarć Gerarda, a kiedy uświadomił sobie co robi skrzywił się lekko. — Chodź. Nie, spokojnie, nie wychodzimy — dodał szybko widząc minę mężczyzny i puścił go, by ten nie czuł się w żaden sposób zmuszany do czegokolwiek. Sam nie wiedział skąd się w nim brał ten instynkt i potrzeba dotyku, kiedy zazwyczaj tego unikał, Do diabła, nawet kobiet nie obłapiał tak, jak tego mężczyzny. Ale Gerard wyzwalał w nim coś… dziwnego. — Do łazienki, tej twojej, tutaj. Chcę ci oczyścić skórę i założyć opatrunek. Mogę? Nie chcę, żeby cię bolało.
Z początku, gdy zaczynał tę pracę, czuł się głupio mówiąc do pacjentów w ten sposób, tłumacząc im każdy swój, najdrobniejszy nawet ruch. Szybko jednak zrozumiał, że im jest to potrzebne, by zrozumieć. Dodatkowo jednym z czynników nabycia zespołu stresu pourazowego było wykonywanie rozkazów bez jakichkolwiek pytań i wyjaśnień. Żołnierz nie musiał rozumieć, dlaczego, żołnierz miał iść i zabijać w imieniu ludzi, którzy wydawali polecenia.
— Jeżeli chcesz, mogę podać ci coś na sen. Coś rozluźniającego albo usypiającego jeśli wolisz. — Arthur zakrył dyskretnie usta, gdy ziewnął po raz kolejny. Ostatecznie zabrał z łazienki apteczkę i transportował się z nią do pokoju Gerarda, by nie narzucać mu swojej woli i nie wywoływać jakiegokolwiek przymusu, nawet jeśli chodziło wyłącznie o jego dobro. — Wiesz, nie musisz mnie za nim przepraszać, nie chcę, żebyś to robił, bo wiem, że to nie jest twoja wina. Nie panujesz nad tym. Ale rozmawiałem z twoją siostrą – uznaliśmy, że jej obecność może cię nieco rozpraszać. Jej silny instynkt opiekuńczy nie pozwala ci na samodzielne działanie, więc… Dobrze by było gdybyś pozwolił jej wyjechać rano. Ja cię nie zmuszam, a ona czeka na twoją decyzję, po prostu… tak może być lepiej…
To mogło oznaczać jedynie to, że Arthura nie zniechęcił wybuch agresji i mimo wszystko postanowił zostać. Nie czuł się jednak dobrze z tą decyzją.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 332


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Endless nightmare   Sob Sie 26, 2017 2:08 am

Nie nadążał za wypowiedziami Arthura. Wciąż trudno mu było przetwarzać tyle informacji naraz. Przepraszanie, okno, potem jakaś apteczka, następnie coś o siostrze, leki, dobro. Natłok tego wszystkiego powodował, że Gerard patrzył na mężczyznę coraz większymi oczami. W zwolnionym tempie, ale dochodził do tego o czym był informowany, udało mu się ogarnąć przynajmniej połowę. Psycholog ostatecznie samotnie opuścił pomieszczenie, po dłuższej chwili znowu pojawiając się w pokoju. Przyniósł rzeczy do opatrywania ran, teraz Gerard rozumiał, że w pierwszym podpunktem wywodu była chęć pomocy z otarciami na rękach. 
-Dam radę.- odpowiedział krótko, sięgając po apteczkę. Jeśli Arthur mocniej ją trzymał, to po prostu wyrwał ją z jego uścisku. Otworzył pudełko, wyjmując wodę utlenioną, gazik i bandaż. Nie pierwszy raz zdarzyło mu się coś obić, zadrapać, otrzeć czy przebić, więc wiedział co i jak nawet po sporej dawce leków uspokajających. 
-Napiłbym się herbaty. Najlepiej miętowej. A co do Virginii...- zaczął, w międzyczasie odkręcając butelkę z wodą, której zawartość wylał na przetarte kostki. Piekło. Każdy wrażliwszy człowiek syknąłby chociażby z powodu dyskomfortu, a Gerard jedynie patrzył jak substancja wżera się w polane miejsca. Wbrew niektórym opiniom, nie była ona dobra na gojenie. Podrażniała skórę i utrudniała tkankom regenerację, jednakże siostra żołnierza o tym nie wiedziała, a on to wykorzystywał. Ból, jaki sprawiał mu ten leczniczy specyfik był o wiele lepszym sposobem na ukojenie nerwów od leków, które często mu proponowano. Polubił ból, od kiedy wysłano go na misje, a kontynuował praktyki masochistyczne nawet po służbie. Z każdym kolejnym zranieniem coraz mniej przeszkadzała mu upływająca z ciała krew, rany cięte pomagały w panowaniu nad emocjami, przypalenia sprawiały przyjemność, w jakimś stopniu. 
-Niech jedzie. Nie będę jej zatrzymywał. Mimo poprzedniego...ataku...mówiłem całkowicie poważnie. Jej obecność mnie przytłacza. - dokończył myśl, mocząc gazik w octenisepcie, który wyjął po dłuższej chwili. Przyłożył go do ranek w kilku miejscach, aby oczyścić je, tym razem naprawdę. Owinął dłonie bandażami, aby mogły w spokoju wracać do normalnego stanu, bez obawy o zakażenie. Gdy skończył, oddał apteczkę Arthurowi.
-Wyjdę do kuchni, dobrze? Chyba powinienem być głodny. A tobie przyda się sen, cały czas ziewasz.- podniósł się, na moment sięgając jeszcze do wolnej ręki mężczyzny. Jej dotyk dawał mu poczucie bezpieczeństwa, którego tak w tym momencie potrzebował. Przyłożył jego dłoń do swojego polika, wzdychając cicho.-Albo...chodź ze mną do kuchni. Tobie też nie zaszkodzi coś do jedzenia. Przeze mnie nie było kiedy zadbać o prowiant...znaczy, o zjedzenie obiadu. Tego ciepłego, przy którym Viga siedziała kilka godzin, tak. - miał więcej kontroli nad tym co robił. Nikt nie wydawał rozkazów, jego nowy psycholog tłumaczył każdy swój ruch, na który Gerard mógł się zgodzić lub nie. To sprawiało, że nareszcie doznawał poczucia normalności. Pozwalano mu na jego własne zdanie. Niesamowite i od dawna nieznane uczucie.

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DemyanOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/06/2017
Liczba postów : 110


Cytat : I don't want to be at the mercy of my emotions. I want to use them, to enjoy them, and to dominate them.
Male


PisanieTemat: Re: Endless nightmare   Wto Sie 29, 2017 9:16 pm

Świtało. Również Arthur nie zdawał sobie sprawy z upływu czasu, ale mrok w pokoju rozproszył się odrobinę, a zarysy kształtów nabrały wyrazistości. Mężczyzna przetarł piekące i opuchnięte oczy i spojrzał na Gerarda znajdującego się, dosłownie, u jego stóp. Z początku nie reagował na wyciągniętą dłoń, ale kiedy ta drgnęła niespokojnie i zaczęła się cofać, poderwał się i złapał ją w mocny uścisk. Uśmiechnął się przy tym do Gerarda próbując znaleźć jakieś patetyczne, mądre słowa, ale żadne podręczniki nie mówiły nic o tym co mówić o czwartej nad ranem, gdy mózg odmawiał współpracy.
— Wiem o tym. Dlatego tu jestem. Nikomu nie zrobiłeś krzywdy. Zarówno twoja siostra jak i ja wiemy, że nie robisz tego celowo. Że nie chcesz tego… o rany… jestem wykończony — sapnął mało profesjonalnie i zsunął się z fotela lądując na podłodze tuż koło Gerarda. Puścił jego rękę, ale w zamian objął go lekko ramieniem i odgarnął mu spocone włosy z czoła i z szyi troskliwym, wręcz niespodziewanie czułym gestem. Działał na wpół przytomnie. Zabrał mężczyźnie apteczkę i sprawdził czy opatrunki są dostatecznie przyzwoicie założone i czy nie obluzują się za chwilę. — Virginia zaraz wyjeżdża, jeśli chcesz, możemy się z nią pożegnać. Nie chciała cię budzić, ale zostawiła ci list — Arthur ziewnął przeciągle. Nie zatroszczył się dostatecznie o swój nocleg, ale miał szczerą nadzieję, że przez kolejne noce czeka go coś wygodniejszego od fotela albo materaca na podłodze. Miał nadzieję, że uda im się dojść w tej kwestii do porozumienia.
— Gerard… i nie musisz mnie za nic przepraszać. Nie chcę tego, za nic cię nie obwiniam. Nie możesz się tym zadręczać, nic nam nie jest. — powiedział, miał nadzieję, przekonująco, a po chwili uśmiechnął się szeroko — nie uciekam jak inni, nie martw się. Naprawdę chcę ci pomóc, więc nie przejmuj się niczym.
Nachylił się na moment do niego, ale za moment wstał z miejsca przeciągając się. Czuł, że te kilka godzin snu na fotelu, przedwczesna pobudka i nadmiar emocji odbiją się wkrótce na jego zdrowiu, ale tymczasem postanowił oszukać organizm solidną dawką kofeiny. Nie pamiętał, kiedy ostatnio jadł śniadanie o czwartej nad ranem, ale… właściwie dlaczego nie.
Virginia kończyła krzątać się po kuchni, w przedpokoju stały jej spakowane bagaże. Kiedy Arthur stanął w drzwiach, spojrzała na niego nieco przestraszona,
— Przyjdzie, jeśli będzie chciał. Musisz zrozumieć, że może nie być gotów na pożegnanie z tobą, a nie chciałem go na siłę przekonywać czy, co gorsza, zmuszać.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 332


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Endless nightmare   Nie Wrz 03, 2017 2:30 am

Wyrozumiałość psychologa była niewiarygodna. Wciąż trzymał się zapewnień o niewinności Gerarda. Wielu innych zapewne wzięłoby pieniądze za stracone godziny i uciekło jak najdalej, bo przypadek byłby dla nich za trudny, zbyt męczący, nie do wyleczenia. Wystarczyło spojrzeć na determinację Arthura i można było zauważyć, że wystarczy odrobinę więcej cierpliwości i człowieczeństwa, aby coś zdziałać. Traktowanie każdego pacjenta indywidualnie, a nie jak kolejny podręcznikowy przypadek, należało do najtrudniejszych, ale i do najważniejszych zadań psychologów, ale kiedy mierzyli się z problemem Gerarda twarzą w twarz, nie potrafili wcielić w życie tego pierwszego podpunktu. Z wierzchu prosty pacjent, dający możliwość łatwego zarobku w rzeczywistości wymagał poważniejszej terapii i opieki.
Obserwował mężczyznę, gdy wstawał i podchodził do drzwi. On sam musiał przesiedzieć dłuższą chwilę i zastanowić się nad tym, czy da radę pożegnać się z siostrą. Wprawdzie jej nieobecność nie miała trwać lat czy miesięcy, ale rozstania są ciężkie. Szczególnie po ostrej kłótni. Po namyśle podniósł się. Nie mógł dać jej odjechać tak bez słowa. List to nie to samo. Dostał w życiu parę listów i nie były one przyjemne. Bał się, że Virginii może się coś stać po drodze i nigdy więcej jej nie zobaczy, a kartka papieru będzie jedynym co po niej zostanie. 
-Mogę? - dotknął ramienia Arthura, by ten pozwolił mu przejść. Stanął przed siostrą, początkowo nie patrząc jej w oczy. Wciąż wiedział, że źle postąpił, krzycząc na nią. Złapał ją w końcu za ramiona i przyciągnął do siebie, przytulając. Wcisnął nos w jej włosy i zamknął oczy momentalnie. 
-Uważaj tam. I wróć cała i zdrowa, Vig.- pocałował ją w czubek głowy, tuląc jeszcze przez minutę, może dwie. Następnie puścił ją i bez słowa poszedł do kuchni. Usiadł na krześle i położył głowę na przedramionach opieranych o stół. Nadchodziła wielka zmiana, w końcu przez ostatnie miesiące była przy nim tylko ona, a teraz...miał zostać sam z obcym mężczyzną. Nie wiedział jak to będzie wyglądać, jak uda im się funkcjonować, przechodzić przez kolejne etapy terapii. Liczył na to, że jakoś uwolni się o męczącej przypadłości, bo była teraz przy nim osoba kompetentna.

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DemyanOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/06/2017
Liczba postów : 110


Cytat : I don't want to be at the mercy of my emotions. I want to use them, to enjoy them, and to dominate them.
Male


PisanieTemat: Re: Endless nightmare   Pon Wrz 11, 2017 7:27 pm

Arthur przyglądał się w milczeniu pożegnaniu rodzeństwa. Miał wrażenie, że jest tu nieproszonym gościem, który był świadkiem czegoś, czego nie powinien. Prawie przestał oddychać, by Greywoodowie nie krępowali się jego obecnością. Po chwili jednak postanowił się wycofać, by trochę ogarnąć swoje rzeczy i wrócił dopiero, gdy silnik samochodu Virginii zamilkł w oddali. Spojrzał na zgarbioną sylwetkę Gerarda i po krótkim wahaniu usiadł obok niego podsuwając mu pod nos jakiś jogurt.
— Ładnie się pożegnaliście. Virginia bardzo się martwiła, że wyjedzie, gdy będziecie skłóceni, wiesz, że bardzo dobrze się spisałeś? — Arthur nachylił się w stronę mężczyzny i przysunął twarz tak, by być w zasięgu jego wzroku. Obdarował go przy tym pokrzepiającym uśmiechem.

Dwa kolejne dni były dość męczące. Arthur zajął pokój tuż obok sypialni Gerarda i skorzystał z pomocy doktor Milner, która zaoferowała mu przywiezienie reszty rzeczy. Nie chciał na razie zostawiać swojego pacjenta choćby na chwilę samego, wystarczyły dwa dni, by zrozumiał, jak uciążliwe musiało to być dla Virginii. Była młodą kobietą zamkniętą w czterech ścianach. Nawet wybranie się na zakupy było nierealne, bo jej pięciominutowa nieobecność mogła pokryć się z kolejnym atakiem brata. Brała na siebie ogromną odpowiedzialność i nigdy się nie skarżyła, a z tego, co widział Arthur, Gerard kwalifikował się do specjalistycznego leczenia w odpowiednim ośrodku. W każdej chwili mógł go tam skierować nie patrząc na jego prośby i groźby, ale nie mógł oprzeć się wrażeniu, że byłaby to zdrada – Virginia i jej brat zaufali mu, gdyby ośrodek wchodził w grę, nie fatygowaliby go tutaj.
Gerard przez większość czasu spał, zresztą jego nowy opiekun nie zamierzał w tej chwili ograniczać mu środków uspokajających i nasennych. Chciał, by mężczyzna odpoczął i nie zamierzał na razie mu niczego odmawiać. Praktycznie nie rozmawiali ze sobą, Arthur zadawał pytania, ale na większość i tak nie dostawał odpowiedzi. Cały czas monitorował jego stan, sprawdzał puls i źrenice, co chwilę coś notował i dzwonił. Zbudował Gerardowi strefę komfortu i pozwolił mu w nią wejść po to, by po tych paru dniach w końcu odmówić mu podania środków nasennych przy śniadaniu. I zamiast nieśmiałego pytania, czy nie jest głodny, po prostu postawił przed Gerardem tacę z tostami i herbatą.
— Gerardzie, chciałbym, żebyś dziś z kimś porozmawiał — dotknął lekko jego ręki widząc nieufność i strach w jego spojrzeniu, dopiero co przecież sam został zaakceptowany —to moja dobra koleżanka, zajmuje się psychiatrią. Chcę, by zaktualizowała listę twoich leków. Te które masz… nie są zbyt skuteczne, porozmawiasz z nią? — spytał łagodnie najwyraźniej czekając na zdanie Gerarda, jakby jego odpowiedź rzeczywiście miała jakieś znaczenie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 332


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Endless nightmare   Sro Wrz 13, 2017 3:57 am

Pierwsze dni rozstania z przyzwyczajeniem były ciężkie, dlatego sen bardzo pomagał. Kiedy Virginia była z nim sama, wszystko zaczynało się i kończyło o tej samej godzinie, o ile nie nastąpił atak. Leki podawane punktualnie, tacka z jedzeniem przynoszona zawsze o tej samej godzinie, rozmowa trwająca tyle samo minut, z różnicą maksymalnie kilku sekund. Potem praca siostry przy komputerze w tym samym miejscu, z tym samym kubkiem kawy. Monotonia nie pomagała mu w chorobie, to fakt, ale Vig nie miała sił i możliwości, aby to zmienić. A Gerard to wszystko liczył. Patrzył na zegarek kiedy wchodziła do jego pokoju, gdy z niego wychodziła...kochał ją, ale dostrzegał następny w kolejce problem, którego sam nie mógł rozwiązać, bo był za słaby. Nie potrafił wyjść z groty i żyć. 
Wiadomość o jakiejś nieznanej psychiatrycy nie dotarła do niego z pozytywnym wydźwiękiem. Nie chciał dodatkowego lekarza, chciał tylko Arthura. Z nim powoli się oswajał, zaczął mieć nawet wrażenie, że mógłby z nim szczerze i długo pokonwersować na temat lęków i koszmarów, ale ta informacja sprawiła, że jego ufność zmalała. 
-Nie chcę z nią rozmawiać.- odparł chłodno, wbijając wzrok w talerz z posiłkiem. Wziął głęboki wdech, a następnie wydech.-Nie chcę mocniejszych leków, rozumiesz? Mam ich dosyć. To mi nie pomaga wyjść z choroby, tylko hamuje jej działanie na krótki czas.- złapał dłoń psychologa i zacisnął na niej palce delikatnie, a później przysunął jej wierzch do swojego polika. Uwielbiał jego dotyk, bo pozwalał mu na ukojenie myśli. Wciąż jednak nie mógł spojrzeć w oczy mężczyzny.
-Ty miałeś mi pomagać, nie kolejne tabletki. Nie jestem nieświadomy tego, co się wokół mnie dzieje. Virginia mówiła, że to psychologa najbardziej mi potrzeba, a nie lekarza. Żebym poddał się terapii na umysł, a nie ciało.- przeniósł wzrok na Arthura, wpatrując się smutno w jego twarz. Tracił do niego zaufanie coraz bardziej. Bał się, że jednak okaże się taki, jak reszta. 
-Po co mi rozmowa z nią? Sprawdzi jaką dawkę musisz mi dawać, żebym dłużej spał? Nie chcę ani jej, ani kolejnego odpowiednika Xanaxu. Po nim czuję się jak naćpany, a chciałbym kiedyś czuć się normalnie...wyjść na zewnątrz, odwiedzić przyjaciół.- wiedział, że przez te dni nie był rozmowny. Nie potrafił odpowiedzieć na pytania, stresował się nimi. Jednak słysząc o psychiatrze przestraszył się. Jedna z wersji w jego głowie mówiła, że kobieta przyjdzie sprawdzić czy kwalifikuje się do ośrodka dla chorych. Tam ubiorą go w kaftan i już nigdy nie odzyska normalności.

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DemyanOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/06/2017
Liczba postów : 110


Cytat : I don't want to be at the mercy of my emotions. I want to use them, to enjoy them, and to dominate them.
Male


PisanieTemat: Re: Endless nightmare   Sro Wrz 13, 2017 9:05 pm

Arthur wziął głębszy wdech i przez chwilę patrzył na własne palce kierowane przez Gerarda. Pozwalał mu na to, kontakt fizyczny najwyraźniej pomagał mężczyźnie, choć psycholog nie mógł zrozumieć w jaki sposób. Z początku za każdym razem strasznie się spinał, po tych paru dniach jednak potrafił wytrzymać kontakt bez nerwowego wzdrygania się.
Gerard z jakiegoś powodu lubił jego dotyk, a Arthur uczył się lubić spokój, jaki wtedy pojawiał się w oczach jego pacjenta.
Mimo to wiedział, że rozmowa nie będzie należała do najprzyjemniejszych oraz że nie pójdzie mu tak łatwo. Argumenty nie trafiały do Gerarda, nieważne jak dobre miał intencje. Westchnął cicho i spojrzał na niego zastanawiając się nad doborem słów. Ellie, za raczej doktor Milner, nalegała na to spotkanie, ale Arthur, dotychczas popierający ją z całego serca, nabrał wątpliwości.
— Gerard, w porządku. Nie denerwuj się — Mężczyzna już nie kierował jego dłonią, ale jego dłoń wciąż znajdowała się na jego policzku. Palce głaskały skórę, zahaczały o zarost, a Arthur w ogóle się nad tym nie zastanawiał. — Nie miałem na myśli mocniejszych leków. Wspominałem już, że nie zamierzam Cię nimi szprycować jak moi poprzednicy, ale nie mogę w parę dni odwrócić pewnych rzeczy. Twoje chęci bardzo mnie cieszą, ale organizm może nie poradzić sobie z odstawieniem pewnych substancji, musimy być świadomi tego, że może w którymś momencie nie dać rady. Nie chcę wtedy podawać ci czegokolwiek, tylko mieć pewność, że udzielę ci optymalnej pomocy. Chciałem, żebyś porozmawiał z moją koleżanką po to, by dobrała odpowiednie dawki, ale jeśli tego nie chcesz, w porządku — być może nie powinien był tak łatwo rezygnować ze swojego postanowienia, ale słowa Gerarda sprawiały, że łamało mu się serce. Chciał mu pomóc, miał tylko nadzieję, że ta decyzja nie będzie miała opłakanych skutków, bo nie zamierzał podawać pacjentowi tego całego gówna, którym w najlepszej wierze szprycowała go siostra i pozostali lekarze. — W każdym razie – odwołam wizytę doktor Milner i zobaczymy, dobra? Może jej pomoc okaże się zbędna, albo za parę dni postanowisz dać jej szansę.
Dotyk zrobił się nieco zbyt intymny, może przez malejącą odległość między nimi, może przez fakt, że kciuk Arthura raz po raz głaskał jego policzek; ostatecznie porwał rękę lekko speszony i starał się ją już trzymać przy sobie.
— Chcesz może opowiedzieć mi coś o swoich przyjaciołach? — spytał, gdy zjadł swoje śniadanie. Wyszczerzył się do Gerarda zachęcająco, nie musieli przecież rozmawiać bez przerwy o chorobie, a skoro mężczyzna wspomniał o planach na przyszłość, Arthur miał nadzieję, że rozmowa na ten temat odrobinę podniesie go na duchu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 332


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Endless nightmare   Czw Wrz 14, 2017 3:34 am

Kolejne argumenty Arthura powodowały, że myślenie Gerarda zaczynało zmieniać się w pewnym stopniu. Przejął się problemami organizmu, który może źle zareagować na nagłe odstawienie leków, bo miało to sens i podłoże biologiczne. A może coraz bardziej przychylał się do akceptacji spotkania z psychiatrą przez przyjemny dotyk mężczyzny...kto wie. Tak czy inaczej, uspokoił się i wysłuchał uważnie co psycholog miał mu do powiedzenia, a następnie w ciszy zjadł śniadanie. Nie było złe, choć musiał przyznać, że pił lepszą herbatę. Kończył ostatniego tosta, gdy zadano mu pytanie. Przełknął finalny kęs, następnie popijając napojem. Złapał kubek mocniej w ręce, tracąc jakąkolwiek pozytywną energię, jaką udało mu się wywołać.
-Nie wiem czy chcę, ale może powinienem...- spojrzał na krzepiący uśmiech blondyna, co dodało mu odwagi, a także sprawiło, że podniósł się jego poziom zaufania co do Arthura. Wydawało mu się, że nie było to pytanie terapeutyczne i nie miało na celu wynajdywać kolejnych problemów, jakie mógł mieć, więc pozwolił sobie na nadzwyczajne rozgadanie.
-Od czego tu zacząć...może od początku. W jednostce miałem ich kilku, właściwie to trzymaliśmy się w siedmiu od pierwszych dni harówki na treningach. Szczęśliwa cyfra, tak mówili inni. Inteligentni, zabawni, przystojni i wierni misji, którą mieliśmy jako żołnierze - służeniu ojczyźnie. Pewnie zastanawia cię, dlaczego mówię o nich w czasie przeszłym...cóż... - przerwał na moment, by podnieść się z siedzenia. Wyszedł z kuchni i zniknął za drzwiami swojego pokoju, po paru minutach wracając z kartonowym pudełkiem. Postawił je na stole i otworzył. W środku znajdowały się wycinki z gazet, wyrwana strona artykułu i zdjęcia grupy. Kartka na samym wierzchu przedstawiała publikację sprzed zaledwie pół roku, o tragicznym losie weterana wojennego, który mieszkał na ulicy. Ludzie czasami dawali mu coś do jedzenia, stare ubrania, coś czym mógł się przykryć i zostawiali samemu sobie myśląc, że był on zwykłym bezdomnym, a nie potrzebującym pomocy, porzuconym przez rząd człowiekiem. Pewnego dnia jednak grupka dzieciaków zaczęła znęcać się nad bezsilnym facetem. Przychodzili codziennie, wymyślając to nowe zaczepki, aż w końcu oblali go łatwopalną substancją i podpalili, nagrywając cały spektakl bólu biednego osobnika. Gerard wyjął ten kawałek papieru i odłożył na bok, ukazując oczom Arthura skrawki będące trzema nekrologami kompanów, którzy zginęli jeszcze na wojnie.
-Mówiąc odwiedzić, miałem na myśli ich groby na cmentarzu, tyle mi po nich zostało. Nie wiem co się dzieje z pozostałą dwójką. Nie miałem z nimi kontaktu od dawna. Z jednym rozmawiałem dwa lata temu...z drugim nie zamieniłem słowa od kiedy wróciliśmy z naszej ostatniej misji. Nie wiem czy żyją, czy ich stan nie jest taki, jak mój...czy gorszy. Podczas rozmowy telefonicznej z Jamesem, mówił o słabym stanie psychicznym...to nie było dla mnie nic dziwnego, bo stracił nogę i dłoń od wybuchu...ale miał kto mu pomóc, więc może...- przeniósł wzrok na psychologa. Widać było, że w oczach Gerarda pojawiły się łzy.-...może jeszcze żyje. Chciałbym, żeby oni wszyscy...gdybym tylko był lepszym kapitanem... - zaczął ocierać łzy rękawem. 
-Przyprowadź tę koleżankę...

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DemyanOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/06/2017
Liczba postów : 110


Cytat : I don't want to be at the mercy of my emotions. I want to use them, to enjoy them, and to dominate them.
Male


PisanieTemat: Re: Endless nightmare   Nie Wrz 17, 2017 2:46 pm

To był spory krok do przodu, chociaż Arthur zupełnie go nie planował. Ot, miał zamiar zająć czymś myśli Gerarda, nie przypuszczając przy tym, że tak łatwo przyjdzie mu go namówić na zwierzenia. To jeszcze nie było wiele, same ogólniki, ale Cameron był z niego bardzo dumny. Mimo tego co usłyszał napawało go to radością i czuł się nieco niezręcznie zmuszając się do stłumienia lekkiego uśmiechu i zachowania pełnej powagi, co na szczęście mu się udało. Na moment spuścił wzrok dając sobie chwilę na opanowanie emocji (gdzie się podział nagle profesjonalizm i chłodne podejście do sprawy?!) by Gerard nie odebrał tego źle.
— Przykro mi. Naprawdę mi przykro — powiedział współczująco i przykrył dłonie mężczyzny swoimi. Lubił go dotykać i nie miało to nic wspólnego z terapeutycznym dotykiem – robił to zbyt często i chętnie, co samo w sobie powinno go zaniepokoić, gdyby tylko miał czas się na tym skupić. — Założę się, że byłeś dla nich najlepszym kapitanem i zrobiłeś wszystko, co mogłeś. Pewne rzeczy nie zależą od ciebie, nie mogłeś nic z tym zrobić. Właśnie dlatego… Hej… spokojnie.
Arthur przysunął się bardziej do Gerarda i pomógł mu otrzeć twarz. Nigdy wcześniej nie pozwalał sobie na taką zażyłość z pacjentem, bo to nigdy nie kończyło się dobrze. Nadmierne zaangażowanie bywało gubiące. Z drugiej strony znali się ledwie parę dni i wszelkie sygnały ostrzegawcze Arthur skutecznie ignorował.
— Zadzwonię po doktor Milner, to naprawdę miła i profesjonalna kobieta. Wiesz, jesteś w naprawdę dobrych rękach. I… jeżeli chcesz… za jakiś czas możemy wyjść razem odwiedzić twoich przyjaciół. Kiedy będziesz na to gotowy.
Nie myśląc nad tym co robi odgarnął Gerardowi włosy z czoła i lekko musnął je ustami zupełnie jakby pocieszał dziecko. Dopiero kiedy wstał z miejsca, by sięgnąć po komórkę i zadzwonić do Ellie, zmroziło go, bo uświadomił sobie właśnie co zrobił. Tak nie powinien zachowywać się psycholog, mógł mieć tylko nadzieję, że Gerard nie zwróci na to uwagi. Był pogrążony we własnych myślach, wspomnieniach i świecie. Wątpliwe, by otaczający go świat miał dla niego jakiekolwiek znaczenie.
Wrócił po pięciu minutach zastając mężczyznę dokładnie w tej samej pozycji, w jakiej go zostawił.
— Ellie przyjedzie po południu. Potem wyrzucimy wszystkie twoje stare leki i zrobię ci coś dobrego na kolację. — Arthur dobrze wiedział, że to wcale nie brzmi kusząco, bo jeśli chodziło o Gerarda, to sukcesem było, gdy choć odrobinę skubnął przygotowywane posiłki. Psychologa martwiła jego waga, miał nadzieję, że Ellie będzie w stanie przepisać mu coś na apetyt.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 332


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Endless nightmare   Pon Wrz 18, 2017 3:40 am

Bzdury. Tyle razy powtarzano mu, że był świetnym dowódcą, że robił wszystko co w jego mocy, za zasługi dostał medale. A on wiedział, że mógł więcej, ale nie postarał się tak, jak powinien. Z jego powodu zginęły trzy osoby. Trzy bliskie mu osoby, o których bezpieczeństwo nie zadbał dostatecznie dobrze. Miał mętlik w głowie. Nie wiedział w końcu, czy to co robił było złe, czy dobre. Od zakończenia misji zadręczał się myślami o tym, kto ma rację - on, rozgniewany na swoją niekompetencję czy ludzie mówiący, że spisał się nadzwyczajnie, a zgony przyjaciół to nie jego wina. Próbowali zamydlić mu oczy, widząc w jakim był stanie? Nie wiedział. Pochłonięty ponownymi kontemplacjami nad przeszłością, nawet nie zauważył czułości, jaką przekazywał mu Arthur. Jedynie pocałunek w czoło wyrwał go z czarnej dziury wspomnień, lecz na krótki moment, bo gest ten bardzo przypominał mu zachowanie Virginii, która często w taki sposób próbowała go pocieszyć.
-Mhm...mamy dużo czasu, zanim się zjawi. - mruknął po dłuższej chwili. Nie wiedział tylko, jak miałby zagospodarować ten czas. Nie chciał iść znowu spać, by stracić cenne godziny. Zbyt wiele już przeciekło mu przez palce, w ciągu postępującej choroby. Nawet ostatnie dwa dni przeleżał w łóżku, niczego więcej nie próbując. A chciał, bo był w domu ktoś, kogo jeszcze nie znał, a bardzo zależało mu, żeby go poznać. Arthur wyrywał go z monotonii. Gerard sięgnął do pudełka po zdjęcia, przeglądając je powoli. Nie poznawał jednak najważniejszej osoby na nich, czyli siebie. Zdawało mu się, że patrzył na zupełnie innego człowieka. 
-Nie mogę uwierzyć, że wyglądałem kiedykolwiek tak dobrze. - skomentował, zatrzymując się na zdjęciu całej siedmioosobowej grupy, bez koszulek. Radość aż biła po oczach, gdy przyglądał się każdemu z osobna. Podciągnął bluzkę, którą miał na sobie, by spojrzeć na wychudzone, zmarnowane ciało i porównać je do tego, którym chwalił się na fotografii. Westchnął ciężko, opuszczając materiał. 
-Obrzydliwe... - powiedział cicho, załamany, bo dotarło do niego kolejny raz, jak wielkim wrakiem stał się w tak krótkim czasie. Przeniósł wzrok na psychologa.-Co będziemy robić, póki nie pojawi się twoja koleżanka? Nie chcę iść spać, mam dość. Nie chcę żeby koszmary wróciły. - spytał, mając oczywiście na myśli coś bardziej ciekawego od brania prysznica i siedzenia w jednym miejscu, gapiąc się w ścianę. Sesja terapeutyczna powodowała u niego stres, ale nawet na nią mógł zgodzić się w tej chwili.

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DemyanOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/06/2017
Liczba postów : 110


Cytat : I don't want to be at the mercy of my emotions. I want to use them, to enjoy them, and to dominate them.
Male


PisanieTemat: Re: Endless nightmare   Pią Paź 20, 2017 8:37 pm

— To w każdym razie aktualne. — Przeciągnął się maskując ciekawskie spojrzenie, jakie rzucił w kierunku Gerarda unoszącego koszulkę. Natychmiast zganił się w myślach za to odrobinę niestosowne zachowanie względem własnego pacjenta, nawet jeśli nie kierowało nim nic zdrożnego ani złego. Ot, podświadomość. — Wiesz, zabrałbym cię nawet teraz, ale nie sądzę, by to był dobry moment. Obaj powinniśmy się przygotować. I… — Arthur wyminął Gerarda znikając na krótką chwilę w przedpokoju, gdzie wisiał jego płaszcz – wrócił z papierosem i zapalniczką kierując się tym razem w stronę balkonu. Virginia stanowczo zabroniła częstować brata fajkami, więc trzymał je od niego z daleka, ale sam nie zamierzał w tej chwili rzucać.
Gerard był chory, ale nie był dzieckiem. Oczywistym było, że Arthur nie mógł być z nim dwadzieścia cztery godziny na dobę, wciąż istniała konieczność robienia niezbędnych zakupów i załatwiania prywatnych spraw. Jeszcze nie wiedział jak to wszystko rozegrać, ale Virginia przecież jakoś sobie radziła? Z drugiej strony wypytywanie Gerarda o wszystko nie było najlepszym pomysłem, musiał wypracować własną strategię, najlepiej taką, w której okazywali sobie odrobinę zaufania, bo póki co krążyli wokół siebie jak czające się do ataku drapieżniki, zaś pacjent reagował histerią na najmniejszą próbę pomocy. Pracy było mnóstwo i jeszcze więcej, ale Arthur wierzył, że wszystko się w pewnym momencie ułoży. Chciał pomóc temu człowiekowi wrócić do siebie i nauczyć od nowa nauczyć się życiem.
Wyszedł na wąski balkon i zostawił uchylone drzwi, by wciąż móc rozmawiać z drugim mężczyzną.
— Jeśli doktor Milner zacznie być natrętna i będziesz się czuł niekomfortowo w jej towarzystwie, wyobraź sobie jak na trzecim roku studiów tuż przed jednym z egzaminów pochorowała się i zwymiotowała na egzaminatora. Nie będzie mnie przy rozmowie, ale jeśli będziesz chciał, żeby przyszedł, wystarczy poprosić. W porządku? — Arthur zaciągnął się papierosem tylko cudem powstrzymując się od wydania z siebie jęku zadowolenia. Odkąd tu przyjechał, palił tylko raz, jeszcze podczas obecności Virginii i naprawdę mu tego brzydkiego nałogu brakowało. — Potem zamierzam trochę ogarnąć swój pokój, jeśli chcesz, możesz mi pomóc się rozpakować i przesunąć parę mebli.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 332


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Endless nightmare   Sro Lis 08, 2017 3:19 am

Przyglądał się zawartości pudełka jeszcze przez dłuższą chwilę. Przejrzał każde zdjęcie, coraz bardziej pogrążając się w smutku po ogromnej stracie najbliższych kompanów. Zawsze kiedy chował pudełko, wszystko przechodziło, starał się wracać do normalności i żyć. Tak mu mówiono: "Pamiętaj o nich, ale żyj dalej, nie poddawaj się". Łatwiej mówić, trudniej zrobić. W wojsku uczono go powstrzymywania uczuciowości, hamowania wrażliwości, skupiania się na wykonaniu zadania bez względu na okoliczności. Po opuszczeniu służby sznur zaciśnięty wokół worka z emocjami rozluźnił się i Gerard nie potrafił więcej nad nim zapanować. Agresja i rozpacz były jego najczęstszymi reakcjami na choćby wspomnienie nazwy państwa, w którym stacjonował. Był bezsilny wobec swojego zachowania. A teraz chciał to zmienić.
Schował wszelkie wyjęte papiery i zamknął pojemnik dokładnie. Wziął głęboki wdech, a następnie powolny wydech, uspokajając gonitwę myśli. Spojrzał na uchylone drzwi balkonowe zdziwiony. Nawet nie zauważył kiedy Arthur wyszedł zapalić. Wstał i podszedł bliżej, przysłuchując się słowom mężczyzny.  
- Taka rozmowa nie powinna być pod czynnym nadzorem psychologa? Bo...pewnie i tak będę czuł dyskomfort...ja...a jeśli nie dam rady...to mnie tak...wiesz...stresuje - odpowiedział, opierając się o framugę. Nie potrafił wyobrazić sobie zabawnej scenki z psychiatrą w roli głównej. Umysł blokował jakiekolwiek wizje wspomnianego wydarzenia, dlatego Gerard nie poczuł się lepiej i bezpieczniej. Nie potrafił rozmawiać z ludźmi, szczególnie gdy dotyczyło to jego choroby i spraw związanych z medykamentami. A co jeśli kobieta wejdzie w bardziej osobistą sferę pytań? A co jeśli będzie naciskać na odpowiedź, a on nie wytrzyma presji? Zbliżające się spotkanie napawało mężczyznę rosnącą obawą.
Z rozkoszą wdychał dym z papierosa, żałując. Dobrze wiedział, że miał zakaz. Virginia byłaby zła gdyby namówił psychologa na użyczenie jednej z fajek, o ile taka możliwość była prawdopodobna w jakimkolwiek procencie, wszak ex-żołnierz pamiętał jak pokazywał mu blizny po gaszeniu papierosa na przedramieniu. Jedynie osoba bardzo podatna na manipulację mogłaby zrobić ten głupi błąd i podzielić się zawartością paczki. Chociaż, kto mówił o wyrobie tytoniowym na własność.
- Chętnie pomogę z pokojem. Nareszcie się na coś przydam - skrzyżował ręce na piersi i zacisnął usta w wąską linię, przyglądając się palącemu blondynowi. Kusiło, bardzo kusiło. Po tak długim czasie nałóg powracał. - Ech...Arthur...mógłbym zaciągnąć się choć raz?  Ja wiem, nie powinienem...ale nie muszę go nawet dotykać...proszę? - miał nadzieję, że taktyka na wzrok zbitego psa zadziała. W końcu tym razem nie zamierzał zrobić sobie krzywdy. Mógłby przyjąć papierosa trzymanego tylko i wyłącznie przez psychologa, bo zależało mu na tym jednym, jedynym wtłoczeniu dymu do płuc.

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DemyanOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/06/2017
Liczba postów : 110


Cytat : I don't want to be at the mercy of my emotions. I want to use them, to enjoy them, and to dominate them.
Male


PisanieTemat: Re: Endless nightmare   Czw Lis 09, 2017 1:49 pm

Arthur zawahał się wyraźnie. Miał absolutne zaufanie względem doktor Milner, ale nie wobec Gerarda. Nie wiedział czy mężczyzna nie odbierze jej pytań jako ataków, a nie chciał, by któremukolwiek stała się krzywda. Gdyby pacjent nagle stracił kontrolę pod wpływem najniewinniejszego i zadanego w dobrej wierze pytania? Przecież sam Arthur nie był w stanie wszystkiego przewidzieć, a doprowadził do histerii przez uchylenie okna.
— Jeśli sobie tego życzysz i nie będzie to dla ciebie w żaden sposób krępujące — zabawne, że o skrępowaniu wspominał on, który miał za zadanie wyciągnąć z Gerarda wszystkie największe koszmary i najbardziej wstydliwe rzeczy. Uśmiechnął się kącikiem ust wyłapując absurd swoich słów — Chodzi mi o to czy nie będziesz skrępowany rozmawiając z dwiema osobami naraz. Ale jeśli nie robi ci to różnicy i chcesz, żebym był przy tym obecny, to w porządku.
Uśmiechnął się szerzej i spojrzał na swojego papierosa.
Virginia zostawiła mu całą listę zakazów i nakazów, na której jedynie przybywało pozycji po każdym kolejnym lekarzu, zaś Cameron dokładnie pamiętał uczucie, jakie towarzyszyło mu, gdy z powodu kiepskich wyników u lekarza był zmuszony rzucić z dnia na dzień. Nie, absolutnie nie pochwalał nałogów, nie sądził jednak, że terapia wstrząsowa w ich zakresie jest nieodzowna, o ile nie miało się do czynienia z uzależnieniem.
— Opuść ręce — nakazał cichym, spokojnym głosem, a kiedy Gerard spełnił polecenie podszedł do niego. Byli podobnego wzrostu. Mimo chłodnego wiatru mógł na twarzy poczuć ciepły oddech drugiego mężczyzny, zniszczonego życiem i wojną faceta, który nie myślał o sobie nic dobrego, a który w oczach Arthura był… Odchrząknął i odwrócił wzrok od ciemnego spojrzenia utkwionego w nim. Czasem jak Gerard na niego patrzył, sam czuł się jak bezbronny, zdany na łaskę lekarza pacjent. Nie potrafił przed tym uciec. — Zaciągnij się. —dotknął palcami warg Gerarda, kiedy wsuwał między nie końcówkę z filtrem. — Jeszcze…
Niee, to nie było to dobre. Nie wpatrywanie się w Gerarda, kiedy mrużył oczy zaciągając się dymem, nie kiedy wypuszczał mu go w twarz. Arthur miał ochotę wycofać się w tempie natychmiastowym i zapewne byłoby to mądrym posunięciem, ale nie, wciąż stał na tym głupim balkonie i pozwalał, żeby drugi mężczyzna wykończył trzymanego przez niego papierosa.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 332


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Endless nightmare   Pon Lis 13, 2017 3:56 am

Doceniał to jak Arthur stara się zapewnić komfortowe warunki. Wcześniej żaden z psychiatrów czy psychologów nie dbał o to, czy mężczyzna czuł się przy nich zrelaksowany. Nie pytali o to, czy będzie w porządku jeśli usiądą na jego fotelu, łóżku, czy zgadza się na przenoszenie ubrań w inne miejsce. Nie brali pod uwagę faktu, że Gerarda ich obecność stresowała i wszelkie zmiany otoczenia pogarszały jego stan. I to był ich błąd, bo zbyt wysoki poziom adrenaliny powodował, że pacjent tracił kontrolę i uciekał się do przemocy fizycznej, czego efektem były uszkodzenia oraz nagła zmiana nastawienia wobec osoby chorej. Nie widzieli problemu w swoim postępowaniu, a obwiniali niestabilnego psychicznie człowieka, wyzywali i grozili, że go pozwą. Czy do spraw w sądzie doszło? Oczywiście, że nie, jednak to odciskało piętno na umyśle żołnierza i wzmagało jego nieufność do wszelkiej maści lekarzy.  
Zadziwiającym zjawiskiem było to, jak Cameron łatwo zgodził się na podzielenie źródłem nałogu. Brunet wykonał wszelkie polecenia, cierpliwie wyczekując upragnionego papierosa w ustach. Opłacało się. Chwilowa przyjemność w postaci dymu wypełniającego płuca wprawiła mężczyznę w stan błogości. Zamknął ślepia, którymi jeszcze przed chwilą żywo wpatrywał się w blondyna. Wydał z siebie cichy pomruk, zaciągając się kolejny raz. 
- Dziękuję - po wykończeniu fajki usunął się wgłąb pomieszczenia. Dotknął palcami swoich ust, wciąż rozkoszując się pozostałym uczuciem po zasmakowaniu zakazanego przez wiele dni szluga. Był wdzięczny Arthurowi, że nagiął pewne zasady, bo dawno nie czuł się tak dobrze. I nie przeszło mu przez myśl żeby użyć niedopałka w innym celu niż delektowanie się dymem tytoniowym, co można było uznać za pewien sukces. 
Przeszedł do salonu i umiejscowił się na kanapie, okrywając ukochanym bordowym kocem. Faza dezorientacji oraz spełnienia przechodziła, powoli przywracając mężczyznę do jego pierwotnej formy.
- Brakuje mi tej beztroski jaką dawały kiedyś alkohol i fajki. Zawsze można było uciec na moment od rzeczywistości. I tak dobrze się człowiek po nich czuł, ech...- westchnął ciężko, wspominając popijawy ze znajomymi, wszelkie imprezy i posiedzenia jakie przeżył. A teraz, zmarnowany siedział w domu dzień w dzień, czując jak przytłacza go świat. Marzył wiele razy o sięgnięciu po butelkę whisky i opróżnieniu jej, byleby tylko odsunąć od siebie wszelkie poważne myśli. Początkowo po powrocie z wojska to właśnie do procentów uciekał najczęściej. Burbon, wódka, wino, czasem wszystko naraz. Dopiero później doszło samo okaleczanie, które przeradzało się w próby samobójcze. A zaraz po nich doszedł dwudziestoczterogodzinny nadzór.

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DemyanOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/06/2017
Liczba postów : 110


Cytat : I don't want to be at the mercy of my emotions. I want to use them, to enjoy them, and to dominate them.
Male


PisanieTemat: Re: Endless nightmare   Pią Lis 17, 2017 10:56 pm

— Dobrze się czułeś po zakrapianej imprezie? — spytał Arthur z wyraźnym rozbawieniem również wchodząc do środka. Starannie zamknął drzwi balkonowe, mimo to zapach dymu wciąż unosił się w powietrzu. Za kilka minut wywietrzeje, ale w tym momencie obaj jeszcze mogli nacieszyć się ulotną przyjemnością. — Ja na drugi dzień zazwyczaj umierałem, mam słabą głowę. Na dodatek nigdy nie umiałem zalać swoich problemów. Może to przez mój zawód. Wiesz. — Cameron wzruszył ramionami uciekając wzrokiem gdzieś w bok. — Nawet po używkach nigdy nie było lepiej. — oświadczył pozornie spokojnym i wyważonym tonem, ale wprawny obserwator mógł zauważyć, że coś w nim drgnęło. Nie zamierzał się w to wgłębiać, to nie on przecież był osobą, która potrzebowała pomocy. Wyszedł z własnego dołka, a przynajmniej… nauczył się jak egzystować ze swoimi problemami nie wyrządzając nikomu żadnej krzywdy. Czasem doktor Milner podrzucała mu receptę na jakieś leki, najczęściej jednak korzystał z nasennych.

Arthur postarał się, by Gerard nie miał czasu na zbytnie pogrążanie się w myślach. Doskonale wiedział, jak wysiłek fizyczny potrafi oderwać od najczarniejszych myśli, dlatego zaabsorbował go pomocą w rozpakowywaniu i urządzaniu pokoju. Starał się go jednak nie przemęczyć, nie chciał, by Gerard poczuł większe zniechęcenie niż dotychczas i użył zmęczenia jako wymówki od wymigania się od rozmowy.
Doktor Milner przyjechała nieco spóźniona. Arthur zupełnie przypadkiem założył czystą, elegancką koszulę i użył ulubionej wody kolońskiej. Przywitali się w sposób wyrażający większą zażyłość niż ta, która powinna łączyć pracujących ze sobą ludzi.
— Dobrze wyglądasz, Arthurze — powiedziała miękko przesuwając kciukiem po jego dłoni. Cameron spiął się lekko, ale nie odepchnął jej w żaden sposób. Nie lubił, gdy go analizowała, gdy twierdziła, że unikał bliskości. Kiedy otwarcie z nim flirtowała.
— Dzięki, ty również. A to Gerard i…
Jej uśmiech topił największe lody. Podeszła do Gerarda i uścisnęła jego rękę.
— Cieszę się, że wreszcie się poznaliśmy. Możemy przejść do rzeczy? Jest jakiś wolny pokój?
Arthur zaprowadził ją do salonu i klepnął swojego pacjenta lekko w ramię chcąc mu dodać w ten sposób otuchy. Kiedy jednak wszedł do pokoju razem z nimi, Ellie spojrzała na niego dziwnie i kazała wyjść tłumacząc swoje posunięcie jakimiś psychologicznymi tłumaczeniami. Szczerze mówiąc Arthur nie słuchał, bo w głowie miał tylko to, że przecież obiecał Gerardowi.

Elisabeth Milner z ciepłej i otwartej osoby potrafiła w jednej chwili zmienić się w nieczułą i wyniosłą lekarkę budującą mur między sobą a pacjentem. Zgodziła się na konsultację tylko i wyłącznie ze względu na Arthura, z którym nie miała od dłuższego czasu kontaktu i liczyła na to, że ten rozwinie się od nowa. Gerard w tym wszystkim interesował ją najmniej, była jednak zbyt skrupulatna i dokładna, by zaniedbać swoją pracę.
— Zadam ci teraz kilka pytań. Odpowiedz na nie bez zastanawiania się.
Dwie minuty później rzuciła Gerarda w sam środek jego koszmarów, między pytaniami o przeszłość wplatając banalne, typu ile tabletek jakiego leku brał wcześniej.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 332


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Endless nightmare   Sob Lis 18, 2017 3:20 am

Zapowiadało się świetnie. Pomoc Arthurowi podniosła go na duchu, wszak miał okazję wykazać się i odwdzięczyć jakkolwiek za jego dobroć. Chciał przenosić co tylko się dało, mimo że psycholog nie był przekonany do nadmiernego wysiłku, ale jemu tego było trzeba. Zaabsorbowany ustawianiem mebli i układaniem wszelkich bibelotów nowego lokatora, w ogóle nie myślał o mrocznych i przygnębiających rzeczach. Czekał na poleconą doktor w bardzo dobrym nastroju. Widząc, że blondyn stroi się jak choinka na święta również postarał się o nieco lepszy wygląd. Wziął prysznic, uczesał włosy, wyczesał porządnie brodę, ubrał czyste ciuchy. Co prawda nadal był to dres, a nie elegancka koszula oraz spodnie od garnituru, ale przynajmniej nie prezentował się najgorzej, jego zdaniem. W luźnych ubraniach czuł się bardziej komfortowo, a to najważniejsze. 
Przywitał kobietę cichym "dzień dobry" i uścisnął jej dłoń. Biła od niej niepokojąca pewność siebie. Nie porwała Gerarda swoim uroczym uśmiechem, wręcz przeciwnie. Wydawała się aż za bardzo sympatyczna, sztucznie miła. Początkowo myślał, że to przez jego przewrażliwienie, a także nieufność z powodu poprzednich psychiatrów, więc starał się zignorować czerwone światło, świecące gdzieś z tyłu jego głowy. Starał się utrzymywać pozytywne nastawienie do niej. 
Cóż, mylił się. Samo wygonienie Camerona spowodowało, że poczuł się skrępowany, jednak nie miał odwagi powiedzieć o tym doktor Milner, ze względu na jej bardzo dominującą aurę. Wziął głęboki wdech, siadając naprzeciwko niej. To miało być tylko kilka, prostych pytań o leki. Zapewniano go, że nie będzie źle, że to ciepła i profesjonalna osoba. Profesjonalna na pewno była, bo potrafiła wyciągnąć na świat najgorsze ze wspomnień Gerarda. Te wywołujące lęk, strach i podnoszące poziom stresu do maksimum. W pewnym momencie mężczyzna zaczął się trząść. Jego oddech przyspieszył, a ciało nadmiernie pociło się, przez co niejednokrotnie wycierał czoło ręką. Po kolejnym pytaniu zamilkł, trąc dłońmi o uda żeby się uspokoić. Treść żołądkowa powoli, ale niebezpiecznie zbliżała się do gardła. 
- Czy Arthur mógłby przyjść? B-bardzo bym prosił... - wydukał zamiast odpowiedzi. Nie pomagało mu nawet wyobrażenie sobie tej kobiety na wspominanym niedawno egzaminie. Była chłodna, nie przejmowała się tym, że rozmawia z człowiekiem, którego atak może aktywować każde, nawet najbardziej neutralne słowo. Jechała prosto z mostu, nie siląc się na żadne ułagodzenie sytuacji. Żołnierz trzymał się jednak ustaleń mówiących, że jeśli będzie chciał, to ma poprosić o psychologa. Czuł, że jest już na skraju i wolał interweniować zanim nie wytrzyma presji narzucanej mu przez psychiatrę.

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
DemyanOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 28/06/2017
Liczba postów : 110


Cytat : I don't want to be at the mercy of my emotions. I want to use them, to enjoy them, and to dominate them.
Male


PisanieTemat: Re: Endless nightmare   Wto Lis 28, 2017 10:29 am

Arthur postanowił wykorzystać tę chwilę na załatwienie kilku swoich spraw. Nie to, żeby nie mógł się tym zająć przy Gerardzie, ale mężczyzna potrzebował maksymalnej ilości uwagi, nieustannego skupienia na nim i wsparcia dwadzieścia cztery godziny na dobę. Arthurowi absolutnie to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie. Czuł się świetnie wiedząc, że jest Gerardowi potrzebny, ale czasem potrzebował… chwili.
Odpisał na maila zaniepokojonej Virginii szczegółowo opisując jej zachowanie i postępy w zachowaniu Gerarda. Poinformował ją o konsultacji z psychiatrą i spojrzał na zegarek. Spotkanie trwało już ze dwadzieścia minut. Nieco go to zdziwiło, bo sądził, że zajmie o połowę mniej czasu.
Postanowił zatem zajrzeć do pokoju nie przejmując się rozporządzeniami Elisabeth, ostatecznie to pod jego opieką znajdował się Gerard i nawet jeśli ona miała większą wiedzę i możliwości, to musiała się liczyć z jego zdaniem.
Najpierw zapukał, ale gdy nie otrzymał odpowiedzi, po prostu wszedł do środka. Od razu uderzyła w niego atmosfera panująca w pokoju. Gęsta i nieprzyjemna. Doktor Milner zawzięcie coś notowała, zaś Gerard siedział wyraźnie spięty i zdenerwowany. Arthur miał wrażenie, że lada chwila wybuchnie i może dojść do tragedii; tylko dlaczego nikt go nie zawołał?
Ellie podniosła wzrok i spojrzała na niego łagodnie nie mówiąc ani słowa, po prostu patrzyła. Gerard nie widział jej spojrzenia, może nawet nie słyszał wejścia psychologa.
Nie rób tego, wyjdź, niemal usłyszał w głowie głos kobiety. Wiedział, że chciała dla niego jak najlepiej, już nieraz przestrzegała go przed nadmiernym zaangażowaniem się w sprawy pacjentów i to ona pomagała mu wyjść z depresji po tym, jak jeden z jego podopiecznych popełnił samobójstwo. Dlatego Arthur tak bardzo wierzył w nią i jej możliwości.
Podszedł do Gerarda i położył mu rękę na ramieniu lekko je rozmasowując. Miał wrażenie, że mięśnie mężczyzny tworzą jeden wielki twardy supeł, tak był spięty.
— Jak wam idzie?
— Świetnie, Arthurze, w zasadzie już skończyliśmy — powiedziała Elisabeth uśmiechając się lekko. Mogło to zastanowić Gerarda, bowiem nie dowiedziała się od niego zbyt wielu rzeczy. — Chciałabym z tobą jeszcze chwilę porozmawiać na osobności, przyjdź do kuchni, jak będziesz wolny.
Milner wyminęła ich i wyszła z pokoju zostawiając ich samych. Arthur spojrzał w dół na siedzącego Gerarda i obszedł go stając nad nim z przodu. Pochylił się lekko i wsunął palce w jego włosy.
— W porządku? Już po wszystkim, jestem z ciebie dumny, Gerardzie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 332


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."
Wiek : 20

PisanieTemat: Re: Endless nightmare   Pią Gru 08, 2017 4:23 am

To było najgorsze dwadzieścia minut, jakie przeżył od ostatniego tygodnia. Jego psychika nie zniosła natłoku wymuszanych, powracających wspomnień, ponieważ nie przygotowano jej na terapię szokową. Zapewniano go o czymś, co nie miało odzwierciedlenia w rzeczywistości. Psychiatra stała się obiektem zagrażającym, wnoszącym niepokój do bezpiecznej przystani, jaką był dom Gerarda. Były wojskowy nie miał pojęcia jaki dokładnie był cel doktor Milner, ale na pewno nie oferowała ona pomocy ani redukcji bądź zamiany leków w codzienności chorego. 
Czuł się zwyczajnie oszukany, a raczej czułby się, gdyby nie stan, w którym się znajdował aktualnie. Jego organizm wariował. Zamroczony, nie wiedział kiedy Arthur wszedł do środka, a zmora piekielna wyszła do kuchni. Zareagował dopiero wtedy, gdy zarejestrował dłoń blondyna na swoich włosach. Spojrzał na mężczyznę z przerażeniem wymalowanym na twarzy. Oczy zdążyły mu napuchnąć z nadmiaru niekontrolowanych łez, a ciało reagowało gorzej niż przy pierwszym ataku, który dane było widzieć psychologowi. 
- Ja muszę... - nie dokończył, wskazując rękami na drzwi od łazienki. Gerard zsunął się z kanapy, mamrocząc pod nosem niezrozumiałe, urywane zdania. Na kolanach starał się za wszelką cenę przejść do upragnionego pomieszczenia, ale nie zdążył i zwymiotował ze stresu. Cały posiłek z tego dnia, który tak chętnie pochłonął, wylądował na drewnianych panelach prześlicznie barwiąc swoją gamą kolorów jasną, dębową posadzkę. Wytarł ręką brudne usta, a następnie padł na plecy, na całe szczęście nie w plamie z treści żołądkowej, a tuż przed nią. Patrzył szeroko otwartymi oczami w sufit, próbując uspokoić przyspieszony oddech, który utrudniał mu nabieranie większej ilości powietrza. Naprawdę starał się jak mógł, wypierał z myśli wszelkie makabryczne obrazy z frontu, które pojawiły się dzięki cudownej rozmowie z Szatanem w kobiecej skórze. Ostatecznie zakrył twarz dłońmi, niemalże wbijając palce w skórę. Czuł się jak w pułapce. Jedyna osoba, której bezgranicznie ufał wyjechała, a Arthur, do którego zaczął się przyzwyczajać, perfidnie rzucił go na głębokie wody z krwiożerczym rekinem osaczającym jego psychikę przez niemal pół godziny, bez możliwości użycia koła ratunkowego.

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Endless nightmare   

Powrót do góry Go down
 
Endless nightmare
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zona scriptum :: Okruchy Życia-
Skocz do: