CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 Złączeni magią

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 174


Cytat : Lubię placki
Wiek : 28

PisanieTemat: Złączeni magią   Czw Mar 15, 2018 5:00 pm

First topic message reminder :

Tu kiedyś będą kp, czy coś


Ostatnio zmieniony przez Lost dnia Pią Lip 06, 2018 6:25 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 174


Cytat : Lubię placki
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Złączeni magią   Wto Mar 27, 2018 6:54 pm

Zapalający poczuł się jeszcze bardziej niezręcznie przez brak komentarza odnoszącego się do jego nagłej chęci bliskości. Został z własnym, niepotwierdzonym poczuciem dziwności. Co innego natomiast zostało mu wyjaśnione. Jasny zestawiał odczucia w powietrzu i w wodzie, a choć teraz Zapalający rozumiał jego wypowiedź, było mu przykro, że towarzysz tak źle zniósł lot.
- To nie prawda, że nie masz wpływu na moje ruchy podczas lotu - zauważył łagodnie, instynktownie starając się przekonać mężczyznę, że latanie wcale nie jest takie straszne. - Możesz powiedzieć mi o wszystkim czego oczekujesz. Postaram się uczynić dla ciebie lot przyjemniejszym. Chciałbym pokazać ci jak piękny może być. - I faktycznie, wypełniła go bezpodstawna chęć uszczęśliwienia kompana, pokazania mu wszystkiego, czego nie mógł doświadczyć.
Uniósł głowę odruchowo w momencie kiedy Jasny się podniósł. Jego zdumienie... cóż, zaskoczyło Zapalającego. Był przekonany, że mężczyzna zdaje sobie sprawę z możliwości przybierania innego kształtu przez smoki. Jednak jego zdziwienie przeczyło tej teorii.
Nie odpowiedział mu od razu. Najpierw musiał zatuszować początkowe poczucie zażenowania, zupełnie jakby rozmawianie o tej umiejętności w obliczu kogoś, kto nie zdawał sobie z niej sprawy, była krępująca. Poruszył się niespokojnie, ale na jego pysk wypłynął łagodny uśmiech.
- Ceremonia odbyła się w taki sposób z szacunku waszego rodzaju do naszego - wyjaśnił spokojnie. - Przybranie ludzkiego kształtu jest procesem dość długim, niezbyt przyjemnym i wymagającym koncentracji. Smoki nie robią tego... jeśli nie muszą. - Na końcu języka miał prawdziwe wyjaśnienie niechęci, ale nie chciał w żaden sposób uprzedzić Jasnego do swojej rasy. Prawda jednak była taka, że smoki uważały przyjmowanie kształtu człowieka za pewnego rodzaju dyshonor. Zapalający wychował się w takim przekonaniu, ale wiedział też, że zmuszony współpracować z ludźmi musiał przejść ponad naukami i wyuczoną niechęcią.
- Podsumowując - tak mogę się przemienić. Myślałem, że... wiesz. - Tym razem pysk smoka przybrał skruszony wyraz, jakby wstydził się, że nie wspomniał o tym wcześniej. Nie sądził jednak, że w ogóle powinien to wyjaśniać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 627


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Złączeni magią   Wto Mar 27, 2018 7:17 pm

Xavier doceniał oczywiście chęć swojego towarzysza do uczynienia latania czymś dlań przyjemnym. Nie chciał z nim o tym dyskutować - był niemal przekonany, że jedyną zaletą unoszenia się w powietrzu na smoku był fakt, że... Było się na smoku. Cała reszta musiała ocierać się o nieprzyjemne doświadczenia, ponieważ ciało ludzkie zwyczajnie nie było przystosowane do dużych wysokości. Podobnie zapewne myślał Zapalający o pływaniu, co jasnowłosy zamierzał uszanować - chociaż nie podobało mu się, że smok nie potrafił pływać. Żaden z nich nie powinien mieć takich słabości. On przyzwyczai się do latania na tyle, by nie sprawiało mu to większych trudności (chociaż wielkiej przyjemności zapewne czerpać z tego nie będzie) a jego towarzysz będzie musiał opanować pływanie.
Po to, by na pewno każdy z nich przeżył.
Informacja o możliwości transformacji była jednak istotniejsza niż inne rzeczy.
Xavier chrząknął, wywracając oczami.
- To znaczy, to nie tak. Nie sądziłem, że... To jest zdolność dostępna całej waszej rasie. Myślałem, że tylko wybrani... - Zawiesił głos i zaraz machnął ręką. - Zresztą, to nieważne, myliłem się. I wybacz moje pytanie, było głupie i nieprzemyślane. Oczywiście, że tego wymagał szacunek. Biorąc pod uwagę fakt, że macie dostępność takiej postaci... ja też nie marnowałbym czasu na ludzkie ciało. - Roześmiał się cicho, wyciągając uniesioną dłoń bardziej i lekko klepiąc towarzysza po futrze nad nosem. Odruchowo, bez żadnego namysłu, jakby spędził z towarzyszem pod postacią smoka całe życie, a nie raptem kilka chwil.
Gdy wreszcie dotarła do niego niestosowność zachowania, wycofał dłoń z zakłopotaniem.
- Przepraszam - mruknął, opuszczając wzrok, a potem kładąc się z powrotem na ziemi. - Tak więc mówisz, że możesz się przemienić, ale to nieprzyjemne. Przypuszczam, że wiąże się też z jakimś ryzykiem, prawda? Nie jesteś pewnie przyzwyczajony do takiego ciała... I musisz bronić się w zupełnie inny sposób. Prawdę mówiąc, nie wyobrażam sobie, że macie jakąś osobną szkołę, w której uczycie się przetrwania pod tą postacią. To nie tak, że ktoś może was zmusić... Czy mylę się? - Przerwał swój wywód, nagle zauważając, że bazuje wyłącznie na własnych przypuszczeniach. Westchnął ciężko.
- Może wytłumacz mi od początku specyfikę tego? Jeśli oczywiście chcesz - dodał pospiesznie, by Zapalający nie odebrał jego słów jako rozkaz. - Tak naprawdę nigdy nie widziałem przemienionego smoka... Albo raczej, nie byłem świadom, jeśli nawet widziałem. Nic o tym nie wiem, to tylko teorie - a przecież głupio, żebym tworzył coś kompletnie nieprzystającego do rzeczywistości, prawda? - Uśmiechnął się z dołu, przekrzywiając odrobinę głowę.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 174


Cytat : Lubię placki
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Złączeni magią   Sro Mar 28, 2018 1:15 am

- Ależ nie szkodzi. Nic się nie stało - zapewnił pośpiesznie, a choć chciał jeszcze coś dodać, pozornie nieważki dotyk dłoni sprawił, że po prostu się uśmiechnął. Na przeprosiny zareagował potrząśnięciem głowy. - Nie musisz za nic przepraszać. Za niewiedzę, za dotyk. To normalne. Akceptuję to. - Nawet sam dla siebie zabrzmiał przesadnie żarliwie, a nawet nie był pewien za co dokładnie był przepraszany. Wiedział jednak, że przecież nie stało się nic, co by tego wymagało i za nic w świecie nie chciał wprawiać towarzysza w zakłopotanie.
Wysłuchał jego przypuszczeń z ciepłym uśmiechem, a gdy został poproszony o wyjaśnienie kwestii, pokiwał głową z namysłem.
- Nikt nie może nas zmusić - przyznał. - Zmiana postaci jest zależna od woli. Być może jeśli złamano by wolę... ale nie pamiętam, by zdarzyły się takie przypadki.
Westchnął ciężko, ale wbrew pozorom nie dlatego, że temat był dla niego trudny, a raczej dlatego, że od zwieszania głowy nad Jasnym czuł dyskomfort w szyi. Zdecydował się więc na kolejną modyfikację pozycji, przesuwając swoje ogromne ciało z ostrożnością, by w końcu znów legnąć na trawie, tym razem zawinąwszy się niejako wokół lezącego człowieka.
- Nieprzyjemność wiąże się z procesem. To takie... wrażenie obcości. Ale być może trzeba doń przywyknąć. Nie zmieniałem się zbyt wiele razy, więc ciężko mi określić. - Kontynuował, układając wielki łeb tuż obok Jasnego, ale w taki sposób, by móc wciąż zerkać na jego twarz. Nie zwrócił uwagi, że swoim cielskiem zasłonił mu całe słońce i w ogóle niezamierzenie ukrył go przed wzrokiem... kogokolwiek.
- Ta umiejętność jest naszym dziedzictwem - mówił dalej, westchnąwszy głęboko jak ukontentowany psiak, który znalazł w końcu wygodną pozycję do wylegiwania się. - W dawnych czasach smoki i ludzie żyli ze sobą bliżej. Zmiana formy jest spuścizną po przodkach. Oni wykształcili tę umiejętność, by lepiej wnikać w ludzkie osiedla. Z biegiem czasu tradycja zaginęła, smoki i ludzie się rozdzielili, ale umiejętność pozostała. Wprawdzie nie wszystkie smoki się przemieniają, część nie robi tego nawet jeśli może. Są jednak tacy, którzy robią to z ciekawości albo chęci obcowania z ludźmi. W rodzie przywódców tradycja ta jest pielęgnowana znacznie bardziej niż wśród reszty. Ale nawet gdyby nie to, sam pewnie też bym się tym zainteresował. Bo dlaczego nie spróbować czegoś, skoro ma się okazję? - Wyszczerzył zęby w szerokim, filuternym uśmiechu. No, przynajmniej dla niego taki był, Jasny zapewne widział po prostu wyszczerzone upiornie kły. - Większość smoków jednak nie potrafi zmieniać się tak doskonale jak przodkowie. Przyznam, że nigdy nie spotkałem smoka, który przekształcałby się tak, by ludzie nie odróżnili go od reszty swoich. W moim przypadku na przykład, zostaje kilka elementów, których nie mogę zmienić, jak ogon, rogi, kolor futra... - wymieniał, stukając pazurem o ziemię, nieświadomie zostawiając w trawniku głęboką dziurę. - Ale reszta jest całkiem ludzka. Chyba. Tak mi się wydaje. Nie miałem porównania - przyznał ze śmiechem, a potem świat Jasnego przesłoniła zasłona piór. Przez białe końcówki lotek przebijał się jaskrawy, słoneczny blask. Gdy Zapalający na chwilę rozłożył skrzydła jego ciało napięło się, pazury wbiły w ziemię, a na koniec paszcza otworzyła się szeroko. Smok zwyczajnie przeciągnął się i ziewnął.
- Kiedyś ci pokażę, to sam zweryfikujesz. - Mlasnął rozdwojonym jęzorem. - Musiałbym tylko znaleźć jakieś szaty, bo z tego co wiem, ludzie wyczuleni są na nagość.
W końcu ułożył się wygodnie, a gdy to się stało, znów poczuł się przyjemnie rozleniwiony. Obecność Jasnego miała nań dziwny wpływ. Bywały momenty, kiedy czuł się przy nim niezręcznie, ale większość czasu było mu po prostu... przyjemnie. Naturalnie, jakby wszystko było na swoim miejscu, kiedy wyczuwał pulsujący płomień magii blisko siebie. Gdy zaś niejako otoczył ciałem ów płomień, poczuł się tak dobrze jak nigdy od dawna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 627


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Złączeni magią   Sro Mar 28, 2018 2:22 am

Xavier leżał nieruchomo, gdy smok układał się dookoła niego - i wcale nie dlatego, że obawiał się przypadkowego zgniecenia. Wręcz przeciwnie, raczej... Im bardziej otaczało go puszyste cielsko, tym bardziej się uspokajał. Jego oddech znów uległ spowolnieniu, podobnie jak bicie serca. Obrócił delikatnie głowę, wpatrując się w swojego towarzysza miękko, słuchając go z uwagą, chłonąc wszystkie słowa i przyjemne dla ucha brzmienie. Gdzieś w połowie opowieści jego oczy same się przymknęły, otwierając z powrotem w chwili, gdy pojawił się szelest skrzydeł.
Przytaknął lekko głową, potwierdzając w niemy sposób, że dalej uważnie słucha swojego partnera. Uśmiechnął się.
- Co to znaczy, że "nie miałeś porównania"? Przecież widziałeś ludzi, prawda? - spytał z ciepłym rozbawieniem. Ogarnęło go coś na wzór rozleniwienia podczas jawy, stanu pomiędzy przyjemnym snem a rzeczywistością, gdy wszystko było odrobinę rozmazane, ciepłe i miękkie. Od bardzo dawna nie czuł się tak spokojnie i bezpiecznie. Nie pragnął niczego innego, jak pozostać w tym świecie już na zawsze. I - po raz pierwszy w życiu - chociaż przez chwilę taka możliwość wydawała mu się realna.
- Tak, masz rację, strój byłby wskazany. Ale mógłbym cię też wtedy nauczyć pływać - nie groziłoby ci mokre futro - mruknął, wyciągając ponownie dłoń i ułożył ją na końcówce ogona, bardzo delikatnie gładząc przyjemnie miękkie, niebieskie futro. Przymknął oczy ponownie, otoczony ciepłem i kojącą obecnością. Niepokój i rozstrojenie, o którym opowiadał wcześniej smokowi, zniknęły pod wpływem jego bliskości i odcięcia od świata - zupełnie tak, jakby wyłącznie tego Jasny potrzebował do osiągnięcia stanu, który wcześniej wydawał mu się kompletnie niemożliwy do osiągnięcia.
Do snu.
- Zapalający... - szepnął, nieświadom cichości swojego głosu, próbując jeszcze resztką sił pociągnąć dalej konwersację, ale energii wystarczyło mu na tylko to jedno słowo. Zmęczenie, niewyspanie, ciągłe koszmary i stres wreszcie zebrały żniwo, łapiąc człowieka w pierwszej chwili, którą jego podświadomość uznała za bezpieczną.
Jasnowłosy zasnął, po raz pierwszy od bardzo dawna nie tylko nie przejmując się swoim otoczeniem, ale też i partnerem więzi, któremu mogło coś grozić. Niezależnie od tego, co świadomość uznawała za niewłaściwe, wyczerpanie i instynkty w końcu wygrały.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 174


Cytat : Lubię placki
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Złączeni magią   Sro Mar 28, 2018 4:33 pm

- Tak, widziałem, ale wbrew pozorom nigdy z bardzo bliska. I trudno jest ocenić własny wygląd, jeśli nie ma się dokładnego porównania - odparł, zdając się odrobinę zakłopotanym, może nawet bardziej przez kolejne słowa maga odnoszące się do nauki pływania. Jakoś nie wyobrażał sobie tego, poza tym, przecież ludzie tez mają trochę futra... tam i tu. Wrócił pamięcią do widoku własnego ciała w ludzkiej formie.
- Pewnie mając mniejszą powierzchnię do moczenia jest bardziej komfortowo - przyznał niechętnie, ale ostatnie słowa wymówił ciszej, widząc jak mężczyzna zamyka oczy. Szept Jasnego sprawił, że Zapalającemu przeszedł po grzbiecie ciepły dreszcz, którego znaczenia nie potrafił określić.
- Jestem - odpowiedział półgłosem. Przysunął ogon do maga jeszcze bardziej i otoczył nim jego sylwetkę. Człowieka objął miękki, ciepły puch pachnący świeżą trawą, ziemią, wiatrem i smoczym piżmem.
Smok uśmiechnął się z rozczuleniem. Miał ochotę dotknąć towarzysza, poczuć jego ciepło, ale był... taki maleńki. Mniejszy nawet od pisklęcia i zapewne dużo delikatniejszy. Zapalający bał się, że nieostrożnym dotykiem mógłby go zranić. A jednak... Uniósł głowę wiedziony potrzebą bliskości, i z największą ostrożnością dotknął pyskiem piersi Jasnego, przez chwilę wsłuchując się w bicie jego serca. Uderzało tak szybko w porównaniu do powolnego bicia jego własnego. Nie zdawał sobie sprawy, że nie byłby w stanie tego usłyszeć, gdyby nie więź.
Przez kilka chwil trwał w bezruchu, nasiąkając uczuciem błogości i spokoju. Jego myśli płynęły powoli błądząc wokół przyjemności płynącej z tulenia Jasnego. Wcześniej, sądząc, że wszelkie intensywniejsze uczucia są wobec niego niewłaściwe, bronił się przed nimi. Tłumaczył je sobie jako efekt uboczny, nie chcąc w pełni ich zaakceptować, ale widząc jak ufnie przy nim zasypiał, zrozumiał, że... dzielili te uczucia. Jasny musiał czuć podobnie. Może więc Zapalający powinien je zaakceptować? Tylko czy właściwym było dbać o kogoś tak mocno? Czy właściwie było pragnąć czyjejś bliskości tak bardzo? Bo czy nie były to uczucia zarezerwowane dla zakochanych? Czy więc, więź uczyniła ich... kochankami? Zawstydzony, odsunął głowę, ale ułożył ją tuż obok zawiniętego w ogon towarzysza.
- A więc... takie to uczucie być z kimś związanym - szepnął, zamykając ślepia.
Śniło mu się, że przemierza przestworza nad bezmiarem oceanu. Przedzierał się przez skąpane w blasku zachodu chmury, rozganiając je uderzeniami skrzydeł, to w górę to znów w dół, a one osiadały na jego futrze perlistą mgłą, iskrzącą się w słońcu niczym drobne diamenty.
Wzniósł się wyżej i wyżej, by w końcu szybować ponad pomarańczowymi obłokami, szczęśliwy, lekki, pozbawiony trosk, ponieważ... miał u boku Jasnego. Szybował wraz z nim, podobny chmurom, równie biały i eteryczny, piękny w smoczej postaci. Pierzastymi skrzydłami przecinał powietrze, z gracją przemierzając nieboskłon, i śmiał się, śmiał się tak, jak Zapalający nigdy jeszcze nie słyszał.
A potem zanurkowali. Przedarli się przez chmury, pikując prosto w ramiona błękitnego oceanu, coraz szybciej, coraz bliżej aż wpadli w jego toń, bez lęku czy bólu. Woda objęła ich ciała, ciepłem wdarła się w piersi, kojąc i usypiając, lecz nim Zapalający się spostrzegł, to nie wody oceanu go obejmowały, a ciepłe dłonie Jasnego, tuląc go do siebie jak największy skarb. Spojrzał mu w oczy, pierwszy raz z tak bliska i gdy otworzył usta, by się odezwać... obudził się.
Westchnął głęboko, uniósł głowę i rozejrzał się zaniepokojony. Wokół panowała cisza przerywana jedynie śpiewem wieczornych ptaków. Słońce zabarwiło niebo pomarańczem i fioletem, tak jak w smoczym śnie. Zapalający uśmiechnął się do siebie z zakłopotaniem, a potem spojrzał na wciąż śpiącego Jasnego.
- W tym śnie, to ja przytulam ciebie - wyszeptał, choć wcale nie chciał zostać usłyszany. Potem powoli pochylił głowę, odchylając na wpół rozłożone skrzydło, by zupełnie odkryć sylwetkę czarodzieja. - Jasny? - mruknął miękko, delikatnie trącając nosem ramię towarzysza. - Już zmierzcha. Powinieneś wrócić do swoich kwater.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 627


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Złączeni magią   Sro Mar 28, 2018 8:57 pm

Xavier spał. Głęboko i spokojnie, pozbawiony jakichkolwiek trosk i wątpliwości, oddychający równomiernie, otulony ciepłym futrem, zabezpieczony przed spojrzeniami ciekawskich i zagrożeniami wojny. Jemu nie śniło się nic - ani romantyczne połączenia, ani koszmarne wspomnienia z poprzednich więzi. W towarzystwie smoka był całkowicie bezpieczny, otoczony obecnością swojego partnera. I może to było skrajnie nierozsądne, zasnąć w takim miejscu, z wciąż niesamowicie świeżym połączeniem, ale... Jego zmęczone ciało wygrało walkę ze znajdującym się wiecznie w stanie alarmu umysłem.
Próbę wybudzenia mężczyzna przyjął z wyjątkowym brakiem entuzjazmu. Obrócił się tyłem do popychającego go pyska, owinął się dokładniej ogonem i westchnął z ukontentowaniem. Ciepło, przyjemnie, pachnąco... niby dlaczego miałby unosić powieki i wracać do rzeczywistości? I gdzieś iść? Ani myślał.
Uniósł dłoń, klepiąc niemrawo Zapalającego po nosie, w niemym geście zapewniającym, że tak tak, na pewno zrobi wszystko, czego się od niego wymaga, po prostu... później.
Dużo, dużo później.
Łaskawie otworzył oczy, gdy niebo już całkowicie pociemniało. Przekrzywił lekko głowę, spoglądając na swojego towarzysza i... ziewając zaraz przeciągle. Wciąż był śpiący, zmęczony i przyjemnie rozleniwiony, ale rozumiał też, że pewne sprawy nie mogły czekać wiecznie. Nie wiedział jeszcze wprawdzie jakie... Ale to była zupełnie inna kwestia.
Przekrzywił głowę w pytającym geście.
- Coś się stało? - mruknął sennie, ziewając po raz kolejny. - Dlaczego mam gdzieś iść? - spytał, z wyczuwalnym brakiem zrozumienia, wynikającym bardziej z powodu jego aktualnego stanu, niż faktycznego zdziwienia propozycją. Gdyby był całkowicie przytomnym, zapewne uznałby ją za rozsądną, ale... W tym momencie był bliżej ponownego zaśnięcia, niż racjonalnej analizy.
- A ty, gdzie się udasz? - spytał po dłuższej chwili, przecierając twarz dłonią i odgarniając jasne włosy, wpadające mu uparcie do oczu.
Tak, to właśnie było najważniejszą kwestią, która niemal całkowicie wybudziła Xaviera z przyjemnego rozleniwienia. Jeśli on się oddali... To co będzie z jego towarzyszem? Był smokiem, oczywiście, niewątpliwie bardzo potężnym, ale znajdował się też na terenie ludzi... Czy może na noc oddali się jeszcze dalej?
Vary gwałtownie usiadł, wpatrując się z ewidentnym zaniepokojeniem w swojego towarzysza.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 174


Cytat : Lubię placki
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Złączeni magią   Sro Mar 28, 2018 10:09 pm

Reakcja mężczyzny naturalnie go rozbawiła. Nie miał sumienia budzić go dalej, kiedy zachował się w tak... uroczy sposób. Westchnął tylko, oczywiście starając się nie kierować podmuchu na Jasnego i zwyczajnie odpuścił. Ponownie rozłożył skrzydło, układając łeb pod nim, obok mężczyzny, ale nie zamykając oczu. Nie chciał spać, choć błogość uparcie ciągnęła jego powieki w dół. Zamiast pogrążania się we śnie, chciał przyjrzeć się kompanowi. W cieniu skrzydła nie widział wyraźnie wtulonej w futro sylwetki, ale i tak studiował załamujące się cienie, poblask białych włosów, powoli unoszącą się i opadającą pierś. W myślach miał obraz ze snu - fioletowe oczy na przeciw swoich. Jakby to było patrzeć na niego z tak bliska?
Leżąc w ciszy i kontemplując nowe pragnienia oraz doznania, złapał się na tym, że wcale nie myśli o swoich powinnościach. A był przecież wojownikiem i ambasadorem. Może nawet tym był przede wszystkim. Za kilka dni na pewno wyślą ich, jeśli nie na misję lub front, to choćby po to, by opowiedzieć światu o przymierzu. Nie powinien skupiać się tak bardzo na jednostce, kiedy jego przeznaczeniem było służyć większej sprawie.
Zastanawiał się czy Jasny myśli podobnie. Czy również tak poważnie podchodził do ich misji, czy może trudy wojny sprawiły, że stał się obojętny na losy świata? Czy był jedynie pionkiem w tej grze, czy może nosił w sercu odwagę bohatera? Zapalający uśmiechnął się do tej myśli. Ludzie nazywali go właśnie tak "bohater ludu", tym był. Jednak nie wydawał się nosić z dumą tego tytułu. Jak wielkim bólem był więc okupiony? Smok westchnął i lekko pokręcił łbem w dezaprobacie dla własnego biegu myśli. Znów bowiem skupiał się przecież na Jasnym.
Kiedy człowiek w końcu się obudził, smok skupił na nim nie tylko myśli, ale i wzrok.
- Nic się nie stało - zapewnił, uśmiechając się ciepło. - Po prostu jest już po zmroku, a jutro czeka nas dzień pełen wrażeń.
Wstał i wyciągnął przed siebie przednie łapy, przypadając pyskiem niemal do ziemi. Ziewnął i lekko zawachlował skrzydłami, nieświadomie robiąc całkiem silny podmuch, który uderzył w pobliskie krzewy i w samego maga. Przeciągnął się niczym majestatyczny, rozespany kocur, ale wyraźnie nie miał obycia w ludzkich siedzibach, bardziej więc przypominał chyba słonia w składzie porcelany.
Słysząc pytanie, a przede wszystkim wyraźne zaniepokojenie Jasnego, obrócił ku niemu pysk. Znów się uśmiechnął, ale tym razem tuszował bezradność wobec niezwykle trywialnej sytuacji.
Smoki osiedlały się w odległych górach, na swoje leża wybierając przestronne jaskinie. Tutaj rzecz miała się inaczej. Przede wszystkim, smoki właściwie tutaj nie zaglądały. Rozległe równiny ciągnęły się niemal po horyzont więc Zapalający miał marne szanse na znalezienie czegoś, co pomieściłoby jego ciało, choćby jedynie po to, by uchronić go przed deszczem. Świadom oczywiście był zapewnionych przez ludzi kwater, w których mógł przebywać pod postacią człowieka, ale nie wiedział czy dobrym pomysłem było zmienianie się akurat teraz. Nie chciał się do tego przyznać, ale krępowała go kwestia ludzkiej postaci.
- Cóż... - zaczął po chwili namysłu. Podniósł głowę i spojrzał na usiane gwiazdami niebo. - Zamierzałem poszukać sobie czegoś w okolicy, ale może dzisiaj po prostu zostanę tutaj. Myślę, że nikt się nie pogniewa i że... nie będzie padać. - Roześmiał się cicho, powracając wzrokiem do towarzysza. - Ale ty powinieneś wracać, wyspać się wygodnie i porządnie odpocząć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 627


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Złączeni magią   Czw Mar 29, 2018 1:55 am

Problemy, na których skupiał się Zapalający, były całkowicie obce jasnowłosemu. Dla człowieka oczywistym było skupienie się na partnerze, poświęcenie mu własnych myśli i obawa o jego stan. To, że sam był bohaterem, a ich połączenie miało być głównie symbolem, dodającym motywacji żołnierzom do walki, było dlań nieistotne. Dawno przestał martwić się tym, czy ich państwo przetrwa nienaruszone, los jego pobratymców był mu bardziej niż obojętny. Gdy on tracił partnerów więzi, osoby mu tak bliskie, że - gdyby tylko było to możliwe - oddałby najchętniej własne życie za ich bezpieczeństwo, ani król, ani kraj niczego nie zrobili. Nie tylko nie pomogli, nie zapewnili mu wystarczających środków, a żądali kolejnych poświęceń, kolejnych części jego duszy, pełnego oddania magii, byle tylko wygrać. Zwycięstwo ponad wszelką cenę.
Xavier przestał widzieć sens już dawno temu, a jego nadrzędnym celem było tylko jedno - utrzymanie przy życiu partnera. Był wojownikiem, nie mógł tak po prostu się wycofać i odmówić, nie bez posądzenia go o dezercję i ukarania, musiał więc znaleźć sposób, by jednocześnie zaspokoić potrzeby dowództwa i uciec od konieczności walki.
Mógł być nawet najpotężniejszym magiem w całym królestwie - nie pragnął jednak niczego innego, jak spokoju i ciszy.
Znów smok wydawał mu się najbardziej czarującą istotą na świecie. Poruszał się z taką gracją, falował piórami i błyszczał ostrymi zębami, że zatrzymywał dech w piersiach. Jasny nie potrafił oderwać od niego spojrzenia, zafascynowany, wręcz zaczarowany, odczuwający głęboką, podstawową potrzebę ochrony tej pięknej istoty.
- Jak to... Tutaj. - W głosie fioletowookiego pojawiło się ewidentne zdumienie dla tego pomysłu. Przemieścił się, zmieniając pozycję na siad ze skrzyżowanymi nogami i uniósł brew wysoko. - I jak to... Poszukasz. Przecież... Jesteś w naszej więzi. I jesteś księciem smoków. I nie lubisz wody. - Wyrzucał z siebie kolejne, mało składne zdania, wyrażające głównie zdziwienie, zmieszane z... Z autentycznym strachem o swojego towarzysza. Nie potrafił wyobrazić sobie takiej sytuacji, w której smok po prostu zostanie, jak porzucone zwierzę, w ogrodach. Na kompletnie obcym terenie, gdzie zbyt wielu ma do niego dostęp. Xavier nawet nie zaczynał liczyć, z ilu miejsc można było dosięgnąć Zapalającego magią bądź bronią, nim ten zauważy, że jest atakowany.
- Nie, to w ogóle nie wchodzi w grę. Absolutnie cię tutaj nie zostawię. Do tego samego. - Zaprzeczył gwałtownie, kręcąc głową intensywnie i zakładając ręce na piersi. Był już całkowicie wybudzony i bardzo oburzony.
I przerażony - ale do tego konkretnego uczucia nie chciał się akurat przyznawać.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 174


Cytat : Lubię placki
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Złączeni magią   Czw Mar 29, 2018 12:36 pm

Smok uśmiechnął się krzywo. Przeczuwał, że decyzja jaką podjął wcale nie spodoba się Jasnemu i oczywiście okazało się to prawdą. Niestety nie wiedział jak wytłumaczyć mężczyźnie swoje postępowanie, by nie wprawiać go w zakłopotanie ani w niepotrzebne obawy. Ojciec zawsze uczył Zapalającego, że najlepsza była szczerość, ale czy to się sprawdzało w absolutnie każdej kwestii?
- Tutaj jest dobre miejsce - zapewnił. - Wprawdzie mógłbym... - zawahał się wyraźnie, strzeliwszy ogonem w powietrzu w odruchowym wyrazie zakłopotania. - ...zająć przygotowaną dla mnie kwaterę, ale to wiąże się ze zmianą, a przecież to wymaga czasu i nie mam ubrań... - plątał się w zeznaniach, nerwowo gestykulując łapą, co do złudzenia przypominało typowo ludzki odruch. - Poza tym, księciem? - parsknął, zmieniając temat, może nieco zbyt nachalnie, ale wolał to, niż tłumaczyć się dalej dlaczego nie ma ochoty na sypianie wśród ludzi. - To nie ma znaczenia, poza tym, to niezbyt trafne określenie. To prawda, że po ukończeniu przez mojego ojca setnego cyklu, lub też po jego śmierci, mam zająć jego miejsce, ale to niezwykle odległa kwestia. - Jego pysk przeciął nagły smutek, kiedy zdał sobie sprawę jak wiele ludzkich stuleci dzieli go od tej chwili. - Być może dzieci twoich dzieci dożyją dnia, gdy obejmę przewodnictwo, ale pewnie nawet one... - Potrząsnął łbem, odpychając od siebie nieprzyjemne i zupełnie nieodpowiednie w tej chwili myśli. - Nie ważne. - Uśmiechnął się żeby zetrzeć wrażenie smutku.
Przysiadł na zadnich łapach, pochylając odrobinę pysk ku Jasnemu. W półmroku wielkie ślepia bestii błyszczały jak szafiry. Była w nich ta sama łagodność, którą czarodziej zdążył już poznać.
- U nas wprawdzie działa prawo dziedziczenia w kwestii władzy, ale samo pojęcie władzy... Jakby to określić? - Na chwilę spojrzał w bok, szukając odpowiednich słów. - Smoki są równe. Przywódca czy nie, każdemu smokowi należy się szacunek, każdy w swoim stadzie odda życie za drugiego. Nie wymagamy specjalnego traktowania ze względu na futro i pełnione stanowisko. Przywódca jest raczej kimś, kto słucha swoich pobratymców i jest ich głosem. Kimś, kto zawsze zrezygnuje ze swojego dobra, na rzecz dobra innych. - Gdy o tym opowiadał w jego głębokim, cichym głosie pobrzmiewał szacunek i duma. Dało się wyczuć, że samiec w pewien sposób był... patriotą. - Dlatego... nie jestem kimś wyjątkowym. Jako pisklę tarzałem się w trawie razem z innymi pisklętami, uczyłem się razem z innymi. Nikt nie izolował mnie, nie traktował z większym szacunkiem czy ostrożnością. Dlatego nie wymagam, by ktokolwiek traktował mnie jako kogoś wyjątkowego tutaj. Jestem Zapalającym Gwiazdy, jednym z wielu smoków oddanych stadu, a teraz także sprawie ludzi. Nic ponad to, mój przyjacielu. - Uśmiechnął się łagodnie, a potem jeszcze bardziej opuścił głowę i bezceremonialnie oparł brodę o kolana mężczyzny, nos wciskając w jego pierś, nieświadomie używając nieco więcej siły niż zwykle, powodując zapewne jeśli nie ból, to na pewno dyskomfort.
- Nie rób takiej... jak to się u was mówi? Naburmuszonej miny. Umiem o siebie zadbać, naprawdę. - Wyszczerzył radośnie kły, lekko pocierając nosem o jego pierś. Przymknął na chwilę ślepia zdając się czerpać przyjemność z wtulania pyska w maleńką istotę - Noce są bezdeszczowe, mamy przecież lato. - Wymamrotał półgłosem. - Czasem zdarza mi się sypiać pod gwiazdami dla przyjemności, więc spokojnie możesz udać się na spoczynek. Poczekam tu na ciebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 627


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Złączeni magią   Czw Mar 29, 2018 2:45 pm

Xavier kilkukrotnie otworzył usta, zamierzając przerwać swojemu kompanowi. Nic z tego, o czym mówił smok, nie mogło przekonać jasnowłosego mężczyzny do zmiany zdania. Nie potrafił sobie wyobrazić opuszczenia swojego partnera i pozostawienia go w ogrodzie, jak niechcianego zwierzaka. To, czy był księciem czy nie, niczego nie zmieniało. Ich więź była wyjątkowa i w opinii Jasnego obowiązkiem ludzi było odpowiednie zadbanie o przedstawiciela obcej rasy. To, że zaoferowali mu ludzkie kwatery, było jego zdaniem dużym nietaktem - i pójściem na łatwiznę.
Miał ochotę chwycić Zapalającego za pysk i nim potrząsnąć, by przestał wygadywać rzeczy, które nie miały żadnego sensu. Po raz pierwszy żałował, że jest pomiędzy nimi tak duża różnica wielkości. Zapewne musiałby wesprzeć się w magii, by chociaż odrobinę go popchnąć, a co dopiero tu mówić o bardziej energicznych ruchach?
Sapnął z zaskoczeniem, gdy towarzysz do niego przylgnął. Dopiero to zachowanie odrobinę ukoiło zdenerwowanie fioletowookiego. Pomimo ucisku nie odsunął się, również przymykając oczy i układając dłonie nad nosem towarzysza. Westchnął cicho, znużony, przechylając się lekko i układając głowę na swoich rękach.
- Zapalający... - mruknął niemrawo, gładząc partnera delikatnymi ruchami. - Nie o to mi chodziło. Miałem na myśli, że jesteś gościem. Symbolem więzi. Powinni traktować cię z większym szacunkiem i zapewnić miejsce, które byłoby dla ciebie odpowiednie i bezpieczne. Nie ludzką kwaterę, po tym jak nie przemieniłeś się podczas ceremonii. Nie masz obowiązku zmieniać się w człowieka. - Pokręcił głową, z niedowierzaniem dla sytuacji, w jakiej obaj się znaleźli. - Gdybyś uznał, że wolisz być pomiędzy nami jako człowiek, to też byłby symbol... Ale to powinna być twoja decyzja, a nie wygoda kilku kretynów. - Prychnął. - I, jeśli tak, zostanę z tobą. Myślisz, że będąc na wojnie sypiałem w pałacu? - Podniósł wreszcie powieki i spojrzał na smoka, przekrzywiając lekko głowę, by ten mógł zobaczyć jego stanowczą minę.
Xavier ani myślał się oddalać od swojego towarzysza. Gdyby ten znalazł się w jakimś w miarę bezpiecznym punkcie, być może by to rozważył, ale na otwartym terenie? W obcym miejscu? Nic z tego, nie było takiej możliwości. Nie wyobrażał sobie pozostawienia go samego, podczas gdy on będzie zamknięty w czterech ścianach, zbyt daleko, by mógł jakkolwiek sensownie pomóc Zapalającemu, gdyby ten znalazł się w sytuacji zagrożenia. Na wszystkich bogów, przecież oni nawet nie potrafili porozumiewać się telepatycznie?
Byłoby jeszcze gorzej niż wtedy.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 174


Cytat : Lubię placki
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Złączeni magią   Czw Mar 29, 2018 7:06 pm

Byli w pałacowych ogrodach, w sercu królestwa ludzi, zapewne najlepiej bronionym miejscu na całym Kontynencie. Zapalający czuł się bezpiecznie, poza tym, być może nieco na wyrost, czuł się bezpiecznie w każdym miejscu. Niewiele było istot zdolnych zagrozić smokowi. Dopiero maszyny parowe najeźdźców albo bełty z ogromnych balist czyniły szkody w smoczych szeregach. Zapalający się nie bał. Bał się jednak Jasny, a choć smok tej obawy nie rozumiał, uszanował ją.
Ciężar ciała czarodzieja, choć taki niewielki, sprawiał przyjemność Zapalającemu. Czuł obejmujące mu część pyska ciepło i mógł napawać się przyjemną wonią do woli. Takie zachowanie wydawało mu się naturalne w tamtej chwili. Nie miał oporów przez urzeczywistnieniem pragnienia bliskości, skoro Jasny je akceptował.
Wyczuwając, że na niego patrzy, otworzył oczy, a dostrzegając stanowczość w jego twarzy, westchnął płytko. Cofnął pysk.
- Nie jesteś teraz na wojnie, nie mogę pozwolić żebyś z mojego powodu spał na zewnątrz w niewygodach. Ludzie są zbyt... delikatni. - Troska również wydawała mu się właściwa, więc nie zaniepokoił się, kiedy zabarwiła mu głos. Jeszcze raz lekko trącił nosem jego pierś, a potem uniósł pysk. To, co powiedział Jasny trochę ubodło w jego poczucie honoru, dotknęło wrażliwej kwestii, której był oddany. Przez chwilę więc błądził spojrzeniem po pogrążonym w mroku ogrodzie, bijąc się z myślami. Przecież przyjęcie ludzkiej formy nie było ujmą na honorze, nie dla niego. Mógł to zrobić, wystarczyło wykazać się odrobiną dobrej woli.
- Wiesz co? - zwrócił się do towarzysza po chwili milczenia. - Masz rację. To powinien być gest dobrej woli. Twoi pobratymcy nie mogli przecież wybudować mi leża, zrobili wszystko, co mogli, by zapewnić mi godne warunki. To ja... okazałem się niewdzięczny. - Jego sercem szarpnęło poczucie winy, więc cofnął się i usiadł. - Proszę, użycz mi później swojego płaszcza i... nie ingeruj. Mógłbyś zrobić mi krzywdę.
I nim Jasny zdążył zaprotestować, smok sięgnął do Źródła z łatwością rozniecając iskrę potrzebną do zmiany kształtu. Jego pysk przybrał chłodną maskę powagi.
Powietrze stało się ciężkie i naelektryzowane od rozbudzonej magii. Zapalający zamknął ślepia i pozwolił jej objąć swoje ciało w starym rytuale przemiany. Smoka spowiły pasma połyskliwej mgły wnikając w futro, skórę, stapiając się z esencją jego istoty aż nie stał się czystym światłem. W jego blasku rozmywały się kontury i po chwili nie było już smoka, a eteryczny byt, który powoli zapadał się w sobie. Wchłaniał własny blask, stając się coraz mniejszym, coraz delikatniejszym, coraz bardziej... nierealnym. Mogłoby się zdawać, że trwa to zbyt długo. Że Zapalający popsuł zaklęcie i po prostu z czasem zniknie, ale minuty mijały, a światło im bliżej ziemi było, tym wyraźniejszych nabierało kształtów, by ostatecznie uformować się tak, jak życzył sobie tego smok.
W końcu oślepiający blask zgasł zupełnie, pozostawiając w ciemności pałacowych ogrodów klęczącą w trawie sylwetkę.
Zapalający podpierał dłońmi ziemię, jakby chciał zachować ostatnie resztki poprzedniej postawy. Był śmiesznie mały w porównaniu do swojej smoczej postaci. W niczym nie przypominał rosłego, nabitego wojownika, którego tytułem się szczycił. W blasku księżyca jego skóra zdawała się niemal biała, cienka, nierealnie doskonała i opalizowała lekko od powoli gasnącego zaklęcia. To dodawało mu dziwnej eteryczności i delikatności. Lecz gdy się poruszył, pod skórą wyraźnie zarysowały się mięśnie wyrzeźbione długotrwałym wysiłkiem, czy może raczej... magią. Na ramiona i plecy smoka opadała gęsta, błękitna grzywa przetykana pasmami bieli do złudzenia przypominając futro, którym okryty był w smoczej postaci. Spomiędzy jej kosmyków sterczała para błyszczących, granatowych rogów oraz ruchliwe, puchate uszy. Po trawie zaś, leniwie przesunął się równie puchaty ogon.
Mężczyzna uniósł się powoli, a gdy wstał i wyprostował się zupełnie, Jasny w końcu mógł zobaczyć jego sylwetkę w całej, nieco onieśmielającej okazałości. Tak jak Zapalający ostrzegał, był nagi, ale też jego ciało było zbyt proporcjonalne, zbyt doskonałe, by mógł uchodzić za człowieka. Był piękny.
Oblicze młodego mężczyzny o szlachetnych rysach, pełnych ustach i łagodnym spojrzeniu szafirowych oczu przeciął nieśmiały uśmiech. Spojrzał najpierw w wprost na Xaviera, a potem wyciągnął przed siebie ręce by je obejrzeć. Poruszył palcami, a jego uśmiech stał się szerszy i pełen niewinnej radości.
Podszedł do towarzysza, lekko się chwiejąc, najwyraźniej nie będąc przyzwyczajonym do nowej pozycji. Do tego, wydawał się kompletnie nie przejmować swoją nagością.
Uniósł dłoń, śmiało sięgając do głowy Jasnego i dotknął jej czubka palcami.
- Ironia. - Roześmiał się. Jego głos był wyższy i łagodniejszy niż przedtem, ale o równie miękkiej, aksamitnej barwie. - Jesteś ode mnie wyższy. Nie spodziewałem się tego. - Nieświadomie wychylił się w przód, by móc przyjrzeć się z bliska twarzy towarzysza. Fioletowe oczy. Nie zwrócił uwagi, nawet nie pomyślał, że może niewłaściwe było to, jak blisko się znalazł. Czuł przecież oddech Jasnego na swojej twarzy. Jakie... zabawne uczucie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 627


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Złączeni magią   Czw Mar 29, 2018 8:19 pm

- Nie jestem delikatny - zaprotestował niemrawo mężczyzna, pozwalając dłoniom się zsunąć z miękkiego pyska i obdarzając smoka odrobinę zirytowanym spojrzeniem. Co jak co, ale z ich dwójki to on spędził sporą część życia na wojnie i tracił na niej swoich partnerów. Noc pod gołym niebem, przy niesamowicie ciepłej istocie, nie mogła mu w żaden sposób zaszkodzić - i nieważnym było, że nawzajem próbowali się o siebie zatroszczyć, otoczyć opieką i przemówić do rozsądku. Zarówno Xavier, jak i Zapalający, wiedzieli lepiej. Miejsce człowieka było w kwaterach, zaś miejsce smoka... W bezpiecznym leżu, które w jakiś sposób mu zapewnią.
Jasnemu kompletnie nie chodziło o to, by jego towarzysz przemienił się w istotę ludzką. Wręcz przeciwnie, był jak najdalszy wobec tej sugestii, jak tylko się dało. Taka zmiana musiała uczynić Zapalającego znacznie bardziej bezbronnym i podatnym na ataki, czyli zrobić dokładnie to, czego tak usilnie próbował uniknąć białowłosy. Był gotów poinformować pięknego, niebieskofutrzego smoka o tym, że jego pomysł jest nie tylko bezsensowny, ale do tego wystawia ich na duże ryzyko... Ale było już za późno. W ciągu mgnienia okiem magia jego partnera zaczęła działać, pozostawiając Vary'ego kompletnie bezradnym, wpatrującym się w całą przemianę z mieszanką niedowierzania i rezygnacji. Cały proces trwał dłużej, niż fioletowooki się tego spodziewał. Kilkukrotnie zdążył się zaniepokoić i wpaść w delikatną panikę, spowodowaną obawą o życie Zapalającego. Nie został ostrzeżony o przebiegu, ani potencjalnych zagrożeniach tak dużej zmiany, nie mógł więc przydać się na nic - jedyne, co mógł zrobić, to obserwować kształtującą się w nowy sposób magię i ciało, które do nie tak dawna było wielkie. Czuł moc, która opływała najbliższą mu istotę, czuł jak jego własna magia chciała pognać w jej kierunku, wspomóc i połączyć się z tą należącą do smoka. W zasadzie, gdyby nie obawa o konsekwencje, człowiek nie zastanawiałby się długo. Zakładał, iż przy tak dużych modyfikacjach każda moc mogła się przydać - nie był jednak pewien, czy jego własna, ludzka, nie zniekształci w jakiś sposób smoczej, czy nie zaburzy równowagi, którą wytworzył sobie z największą ostrożnością szafirooki.
Musiał więc stać w miejscu i patrzeć - sam nie potrafiąc wskazać momentu, w którym zerwał się na równe nogi, zaniepokojony i coraz bardziej przestraszony. Gdy wreszcie zobaczył przed sobą ludzkie - nie, niemal ludzkie - ciało, ulga była tak wielka, iż niemal opadł z powrotem na kolana. Kolejne uczucie, które wzięło go w posiadanie, było znacznie bardziej skomplikowane i specyficzne. Było to coś na kształt podziwu i fascynacji, nie pozwalające oderwać spojrzenia od sylwetki smoka, zatrzymujące dech w piersi i wymagające absolutnego skupienia. Zapalający... był naprawdę oszałamiająco piękny. Nikt normalny nie wziąłby go za człowieka - i to nie względu na części niewątpliwie nienależące do jego rasy. Był zbyt doskonały, zbyt idealny, by uznać go za coś poniżej... boga. Może nie był najwyższy, ale to nie umniejszało jego perfekcyjnym proporcjom, mlecznobiałej skórze, hipnotyzującemu spojrzeniu...
Xavier pragnął ponad wszystko go dotknąć. Nie, nie dotknąć. Pocałować. Owinąć dłońmi, zamknąć przed światem, uczynić wyłącznie swoim.
Potrzeba tak silna, że uniemożliwiająca oddech, dyktowała bicie serca Jasnego. W tym momencie był pewien, iż - gdyby mógł - usłyszałby w piersi Zapalającego dokładnie ten sam rytm.
Sięgnął dłońmi do zapięć płaszcza, uwalniając go ze swoich ramion, obracając w powietrzu i delikatnie, z najwyższą ostrożnością owijając nim swojego towarzysza. Potem oderwał jedną dłoń od materiału, unosząc ją do brody partnera, palcami przesuwając po jego wargach. Odetchnął cicho, powoli, niepewnie.
- Słucham? - spytał cicho, owiewając towarzysza głosem tak ciepłym, jak nigdy wcześniej. Przechylił lekko głowę, zmuszając palec Zapalającego do zsunięcia się odrobinę w dół.
- Nie spodziewałem się, że będziesz tak wyglądać... - mruknął niejasno, nie odsuwając się od kompana, pomimo bliskości, która mogła niektórych krępować... i sugerować rzeczy, które żadnemu z mężczyzn nie przeszły w tym momencie przez myśli.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 174


Cytat : Lubię placki
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Złączeni magią   Pią Mar 30, 2018 4:01 pm

Na ramiona spadł mu płaszcz, zaskakując swoim ciężarem. Spodziewał się lżejszego dotyku, ale musiał przyznać, że materiał był miększy i delikatniejszy niż oczekiwał. Ale to nie dotyk płaszcza ani nawet staranność z jaką towarzysz go nim okrywał, zaskoczył go najbardziej, a szeroko otwarte, fiołkowe oczy wpatrzone w jego twarz z... nie wiedział czy poprawnie odczytuje tę emocję, ale chyba mógł nazwać to zdumieniem? Bo cóż innego mogło to być? Już chciał przeprosić za zbyt pochopną decyzję, za niedoskonały wygląd, ale wtedy ciepłe palce dotknęły jego warg uciszając skutecznie wszelkie usprawiedliwienia. Zapalający odczuł ten dotyk bardzo wyraźnie, nagle zdając sobie sprawę jak blisko stoi, jak śmiało dotyka miękkich, białych włosów. Cofnął dłoń. Wraz ze zmianą proporcji wszystko, cały świat łącznie z Jasnym wydawał się ogromny i odrobinę przytłaczający, a każdy gest dużo bardziej wymowny. Wcześniej łatwo było mu zabiegać o bliskość kompana. Jego rozmiar dyktował warunki. Mogli czuć się niezręcznie mówiąc o uczuciach, ale wszelki dotyk był łatwy, bo tak bardzo się różnili, a teraz? Nie dzieliła ich bariera rasy. Byli równi.
Zapalający poczuł nagłe uderzenie gorąca i onieśmielenia, których kompletnie się nie spodziewał. A potem z ust Jasnego padły słowa i smok w końcu zrozumiał i spojrzenie i dotyk i gorąc i onieśmielenie.
Cofnął się, próbując ukryć zakłopotanie. Przycisnął wierzch dłoni do swoich ust jakby co najmniej został pocałowany, a przecież... nie miał pojęcia, że ludzie w ogóle robią takie rzeczy. Smocze pocałunki ograniczały się do przesuwania jęzorem po ciele partnera, a i to Zapalający znał jedynie ze strony matczynych czułości.
Zsunął płaszcz z ramion, by całkiem sprawnym gestem owinąć go sobie wokół lędźwi i zawiązać na boku. W tamtej chwili nie pomyślał, że może potknąć się o brzeg ciągnący się po ziemi.
- Wspominałem, że są uszy i rogi, a nawet ogon - zauważył, ignorując prawdziwy wydźwięk słów Jasnego. Czuł piekącą skórę na policzkach, więc odruchowo przycisnął do niej dłonie. Zaniepokoił się. Nigdy wcześniej nie doświadczył jak to jest się zarumienić. Czy powinien o to spytać? Ale jeśli jest to powiązane z zażenowaniem, to może to normalne? W jego głowie pojawiło się kłębowisko myśli. Spojrzał w kierunku pałacu, który teraz wydawał mu się znacznie odleglejszy niż poprzednio i powoli zsunął dłonie ze swojej twarzy na szyję i pierś, ostrożnie badając ciało, którego na dobrą sprawę wcale nie znał. Miał ciepłą skórę, ale nie tak gorąca jak na policzkach. Dziwna rzecz.
- Idziemy? - odezwał się po chwili dziwnie zduszonym głosem. - Teraz nie musimy spać na zewnątrz. - Rzucił spłoszone spojrzenie Jasnemu, uśmiechając się do niego niepewnie. - Prowadź, nie znam ludzkich ścieżek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 627


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Złączeni magią   Sob Mar 31, 2018 2:33 am

Zapalający zachowywał się... Ciekawie. Fascynująco wręcz. Nie przypominał sobą tego pewnego, majestatycznego smoka, przywodził raczej na myśl zagubionego... kociaka. Niesamowicie uroczego, zakłopotanego, szczerego w tak boleśnie niewinny sposób, iż nie sposób było nie uwierzyć w prawdziwość jego zachowania. Xavier w tym momencie nie widział niczego poza niebieskowłosym. Pragnął ponad wszystko owinąć go ramionami, schować przed niebezpiecznym światem i... pocałować te słodkie, duże, niesamowicie miękkie usteczka. Wywołać rumieniec nie tylko na policzkach, ale też reszcie jasnego ciała. Poczuć je, spięte - a może nawet lepiej, rozkosznie rozluźnione i poddane? - pod sobą.
Z radością pokazałby wszystkie zalety ludzkiego języka.
Gdy smok przerwał kontakt wzrokowy i zakrył część ciała, jakiś fragment rozsądku wojownika wrócił do panowania. Mężczyzna chrząknął nerwowo, cofając się o krok, zabierając dłonie i chowając je za plecami, niczym skarcony chłopiec. Opuścił spojrzenie, ale to wylądowało dokładnie tam, gdzie nie powinno. Chwała bogom za płaszcz, który ukrył wszystkie interesujące aspekty ludzkiego ciała Zapalającego.
- Oczywiście, wspominałeś - przytaknął dziwnie przytłumionym głosem, zmuszając wzrok do spoczęcia na koszyku, a nie niesamowicie idealnym ciele przed sobą. - Czy bardzo ci przeszkadzają? Na pewno masz teraz inny balans, niż poprzednio... Jak dobrze jesteś w stanie się obronić w tej postaci? - Xavier zmusił swój umysł i usta do skupienia się na ważniejszych kwestiach, niż piękno istoty, której dotychczas nie postrzegał w tak erotycznych kategoriach. Jeszcze przed chwilą zastanawiał się nad jego samotnym życiem, gdy nagle ta kwestia przestała już być problemem. Very z radością zająłby miejsce w łóżku swojego towarzysza, ogrzewając je, pokazując wszystkie ludzkie sposoby na osiągnięcie przyjemności i robiąc wszystko, by przez myśl smoka nie przemknęła ani jedna istota z jego gatunku.
Fakt, że Zapalający różnił się w szczegółach z typowym przedstawicielem ludzkiej rasy, był kompletnie nieistotny. Jasnowłosy z dziką radością zbadałby każdy jeden fragment ciała towarzysza, sprawdzając jego wrażliwość i fakturę nietypowych dla człowieka elementów. Po raz pierwszy od ich połączenia magia Zapalającego nie przygniatała go swoją wielkością, oddech formował się w spokojnych, naturalnych haustach, a... a reszta działała trochę gorzej.
Podniósł koszyk z niedokończonym posiłkiem. Bez namysłu sięgnął do ramienia kompana, objął go zań i delikatnie pociągnął w stronę ścieżki. Gdy przypomniał sobie jednak o gołych stopach smoka, zmienił odrobinę kierunek, prowadząc go po miękkiej trawie przez niemal całe pałacowe ogrody, na tyle powoli i starannie, by na pewno smok nie miał problemu z nadążeniem za nim, ani przypadkiem nie wyrządził sobie krzywdy.
- Wiesz może, w jakiej części jest twoja kwatera? Przy mojej? - spytał w chwili, gdy dotarli do schodów prowadzących do jednej z części zamku. Tej, w której goście króla zostawali umieszczeni podczas różnego rodzaju wizyt, na tyle blisko centrum pałacu, by nie czuć się wzgardzonymi, lecz na tyle daleko, by nie mogli w żaden sposób zaszkodzić panującemu. Xavier nie miał żadnych złudzeń, wiedział że to miejsce było dla nich tymczasowe, bardziej przez wzgląd na królewską krew Zapalającego, niż dokonania ludzkiego wojownika. Gdy rozpoczną szkolenia, dla własnej wygody lepiej będzie im przemieścić się na teren Akademii - czyli w zasadzie mieli spełnić wyłącznie jedną noc w zamku.
Lepiej, żeby ją dobrze wykorzystali.
Fioletowooki uśmiechnął się pod nosem, odrzucając od razu tę myśl i konsekwencje, jakie przyniosłaby jej realizacja. Pewne rzeczy nie mogły wchodzić w grę i tyle.
Dzięki pomocy jednego ze strażników odnaleźli komnatę Zapalającego całkiem sprawnie. Białowłosy wprowadził do niej smoka, a potem podszedł do szafy, przeszukując ją w nadziei na znalezienie jakiegoś luźnego, ale jednocześnie zdecydowanie materiałowego, stroju.
- Lepiej by było, gdybyś w tej postaci pozostał chociaż częściowo ubrany. Na wszelki wypadek - mruknął miękko. Obrócił się z trzymanym w dłoniach, granatowym kompletem, który mógłby ujść zarówno za lekkie odzienie wierzchnie, jak i nocny ubiór. - Czy w tej postaci jest ci zimniej? Potrzebujesz czegoś? - Zaczął pytać, odwracając znów spojrzenie, jakby zdał sobie sprawę z tego, na kogo patrzy.
I jakim wzrokiem.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 174


Cytat : Lubię placki
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Złączeni magią   Sob Mar 31, 2018 1:14 pm

Zakłopotanie od pewnego czasu nie odstępowało ich nawet na krok. Czy tak będzie już zawsze? Zapalający miał nadzieję, że z biegiem czasu przywykną do siebie, poznają się na tyle, że wszelka niezręczność nie będzie miała nad nimi kontroli. Na razie jednak, nie potrafił jej opanować. Zdał sobie sprawę, że Jasny stał się dla niego... atrakcyjny, zupełnie tak samo jak przedstawiciel jego własnego gatunku. Być może wynikało to z możliwości postawienia się w tej samej skali, tego nie wiedział, ale był pewny jednej rzeczy - jeśli więź wiązała kochanków, to ich miłość musiała być wieczna. Skoro kochali się zanim ją na siebie nałożyli, jak silne musiało być ich uczucie po rytuale? Smok odczuwał skutki więzi, a przecież w ogóle nie znał wcześniej Jasnego. Zupełnie tak jakby... zakochał się od pierwszego wejrzenia.
Tego było za wiele. Takie myśli normalnie wywołałyby nerwowe potrząsanie ogonem i być może trudność z utrzymaniem kontaktu wzrokowego, ale teraz Zapalający miał wrażenie, że jego głowa spłonie. Ogon faktycznie szarpał się pod płaszczem jak kompletnie oddzielna istota, a o utrzymaniu kontaktu wzrokowego nie było nawet mowy.
- Ogon zapewnia balans - wydusił, choć teraz lekko chwiał się właśnie przez ten znerwicowany ogon. - Nic mi nie przeszkadza. Przyzwyczaję się. - Wziął głębszy wdech, próbując zapanować nad odruchami ciała. - Nie mam w tej postaci pazurów, a kły... - Przeciągnął językiem po zębach. - Dziwię się, że w ogóle możecie nimi rozdrabniać pokarm. Ale mogę walczyć za pomocą magii - zapewnił, ale brzmiał słabo, co zdecydowanie go irytowało. Powinien wziąć się w garść i przyjąć skutki więzi z uniesioną głową. Prościej jednak było mówić niż zrobić. Zapalający nie miał doświadczenia w takich kwestiach. Znał związki i wszystko, co się z nimi wiązało ze strony teoretycznej bardzo dobrze, ale praktycznie... ciężko było przejść do porządku dziennego ze wszystkimi nowymi uczuciami i pragnieniami.
Pożałował zmiany formy.
Jasny objął go zapewne po to, by pomóc mu w trakcie drogi, ale Zapalający już po chwili podziękował mu, zapewniając, że sobie poradzi. Poskutkowało to tym, że kilka razy potknął się o płaszcz i raz upadł jak długi na ziemię.
- Nic mi nie jest. Nauczę się - powiedział, zanim jeszcze Jasny zdążył otworzyć usta.
Smok nie miał pojęcia gdzie dokładnie jest jego kwatera, ale na szczęście zostali do niej pokierowani.
Zapalający chłonął wzrokiem wszystkie nowości jakie prezentował mu świat ludzi. Nigdy nie widział gobelinów okrywających ściany, lamp, narzędzi, mebli... wszystko wydawało się takie dziwne, a zarazem niesamowicie ciekawe. Miał ochotę użyć wszystkiego. Przeciągał palcami po mijanych przedmiotach, przyglądał się twarzom mijanych ludzi, którzy wyraźnie niechętnie patrzyli mu prosto w oczy o niepokojących, pionowych źrenicach. Nie dbał o to. W momencie, w którym mógł doświadczyć jak to jest przemierzać wcześniej niedostępne, małe korytarze, przestał przejmować się nieufnością ludzi i poprzednio przytłaczającą nieco obecnością Jasnego. Więcej nawet, uśmiechał się do niego niczym dziecko, które znalazło się w sklepie ze słodyczami. Był zafascynowany.
Gdy znaleźli się w przygotowanym dlań pokoju, podszedł do łóżka i oparł się o nie dłońmi.
- To jest ludzkie leże, prawda? - zapytał, sprawdzając miękkość. - Wygląda na wygodne.
Jasny przeszukiwał szafę, a smok krzątał się wokół dotykając rzeczy. Usiadł nawet na krześle, tak jak robili to ludzie, których widział wcześniej na ceremonii. Bawiła go przedziwna pozycja, którą musiał przyjąć.
Słysząc głos kompana, wstał i zbliżył się. Wciąż unikał patrzenia mu w twarz dłużej niż sekundę, ale wydawał się bardziej rozluźniony.
Nie miał nawyku okrywania swojej nagości i robił to tylko ze względu na ludzkie wymogi. Wyplątał się z płaszcza i odłożył go na najbliższe krzesło. Odebrał odzienie i przyjrzał mu się dokładnie, oceniając sposób noszenia. Nie zakrywał się nieśmiało czego można było się spodziewać, widząc wcześniejsze onieśmielenie.
- Jest mi ciepło. Niczego nie potrzebuję, ale Jasny, powiedz mi, dlaczego właściwie widok odsłoniętego krocza zawstydza ludzi? - zapytał, siadając na łóżku. Zaczął powoli wciągać na nogi spodnie. - Rozumiem, że nie mając futra może być wam zimno, więc ubiór bywa praktyczny, ale skąd wstyd wynikający z nagości? - Wstał i naciągnął spodnie na biodra. Niestety nie mógł podciągnąć ich zbyt wysoko, bo ograniczał go ogon. Potem założył koszulę, przez chwilę mocując się z rękawami, ale w końcu ubrał się całkowicie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 627


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Złączeni magią   Nie Kwi 01, 2018 11:08 pm

Xavier nie miał pojęcia, jak powinien zachowywać się przy przemienionym smoku. Jego reakcje wywoływały w człowiek potrzeby, których wcześniej się nie spodziewał - a przez to ciężej było mu zapanować zarówno nad swoimi myślami, jak i dłońmi. Chciał w jakiś sposób wesprzeć swojego towarzysza, ale jego dobre chęci zostały szybko odrzucone, a później było tylko gorzej. Fakt, że Zapalający miał ewidentny problem z utrzymaniem równowagi uczynił białowłosego tylko bardziej nerwowym i... opiekuńczym. Naprawdę chciał go objąć i ochronić przed wszystkim.
Głupie, głupie odruchy.
Zafascynowany wszystkim smok wyglądał naprawdę czarująco. Jasny nie zwracał uwagi na mijających ich ludzi, w stu procentach skupiony na niebieskowłosym mężczyźnie, który podziwiał każdy jeden wytwór obcej mu rasy. Jego radość i ciekawość były tak szczere i proste, że aż chciało się oprowadzić go po całym świecie i pokazać każdy jeden szczegół, który mógłby wywołać w nim uśmiech. 
Xavier nigdy wcześniej nie złapał się na takiej potrzebie. Oczywiście, niemal od początku jego przygody z więziami był bardzo opiekuńczy wobec partnera (czy partnerki), ale to, co czuł do Zapalającego było inne. Bardziej... Dogłębne? Powiązane z wieloma różnymi poziomami, wywołujące pewną dezorientację i zakłopotanie, wręcz zażenowanie, które nie powinno mieć pomiędzy nimi miejsca. Oczywiście, nie znali się wcześniej, dzieliły ich doświadczenia, rasa, zapewne również wiek (chociaż kto wie, jak ludzkie lata miały się do smoczych)... A jednak, białowłosy miał wrażenie, że z każdą kolejną wspólną chwilą łączyło ich coraz więcej.
- I powinno być wygodne. Naciesz się nim, bo zapewne wraz z rozpoczęciem treningu przeniesiemy się gdzieś indziej. - Westchnął ciężko, nastawiony mimo wszystko negatywnie do szkolenia, dzięki któremu lepiej poznają swoje mocne i słabe strony. Z jednej strony chciał ochronić smoka przed wszystkim i zapewnić mu maksymalne bezpieczeństwo, ale z drugiej... ćwiczenia wiązały się z wizją frontu. Miejsca, gdzie on nie chciał wracać.
- Słucham? - spytał, czując jak tym razem na jego twarzy pojawia się rumieniec. Odchrząknął kilkakrotnie, odwracając wzrok i wkładając dłonie do kieszeni w spodniach. - No tak, cóż... Zazwyczaj sfery... intymne ludzie pokazują tylko osobom, z którymi zamierzają... które... które postrzegają za atrakcyjne i do których chcą się zbliżyć... w najbliższym czasie... - Czuł, że się plącze i z każdym kolejnym słowem robi coraz bardziej czerwony. Uniósł prawą rękę i przetarł nią twarz, lekko opuszczając głowę i skrywając na moment większość twarzy za włosami.
- Zamierzają uprawiać seks. W tym dokładnie momencie - powiedział w końcu bardziej konkretnie, zbierając całą swoją odwagę, jednocześnie nie potrafiąc uwierzyć, że miał problem z powiedzeniem tego na głos.
Nie tylko dlatego, że Zapalający był tak niewinnie nieświadomy, ale też dlatego... Że niejednokrotnie w ciągu ostatnich kilku chwil właśnie ta czynność przeszła przez jego myśli. 
Krępujące.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 174


Cytat : Lubię placki
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Złączeni magią   Pon Kwi 02, 2018 1:46 am

- Z przyjemnością je wypróbuję - zapewnił niefrasobliwie, ucieszony z możliwości doświadczenia nowych rzeczy. A potem niezręczności stało się zadość. Kiedy Jasny speszył się wyraźnie, Zapalający pożałował swojego pytania. Co ciekawe, twarz jego kompana przybrała czerwony odcień, co kojarzyło się smokowi z jego własnymi doświadczeniami, ale nie potrafił długo na niego patrzeć, by przyjrzeć się dokładnie zaróżowionym policzkom. Spłoszony, również odwrócił wzrok, choć przecież nie stało się nic, przez co mógłby być zażenowany. Na wszystkich przodków, co oni wyczyniali?! Smokowi wydawało się, że dużo łatwiej było im się porozumieć, kiedy był w swojej naturalnej postaci. Wtedy wszystko wydawało się... właściwsze. Ludzki kształt podjudzał wyobraźnię zbyt mocno. Otwierał drogę do nowych możliwości, które podsycane więzią, okazywały się bardzo kuszące.
Słysząc wyjaśnienie, również się zaczerwienił i ostatecznie oboje byli kompletnie zażenowani.
Komedia.
- Czyli... ach. Chyba rozumiem - bąknął nieśmiało. - To tak jakby... Nie, nie ważne. Rozumiem. - Właściwie, to nie do końca to rozumiał, ale nie chciał drążyć tematu. Przykazał sobie, by więcej nie pytać o podobne kwestie, tylko po prostu się do nich stosować. Zapalający był zawstydzony tym bardziej nawet, że próbował sobie wyobrazić w jaki sposób ludzie uprawiają seks. Odruchowo przerabiał to w myślach na znajome obrazy smoczych sylwetek i właściwie, to czuł się zagubiony. Przecież w ogóle nie powinien się tym interesować. A jednak, mimo to zastanawiał się czy Jasny już to robił? Jak wtedy wyglądał? Co mówił? Jak to by było czuć jego dotyk w takiej chwili? Jakby to było dzielić tę chwilę z nim?
Na-wszystkich-przodków!
Na czworaka przeszedł mniej więcej na środek łóżka i zwinął się w kłębek, odruchowo próbując przyjąć pozycję jaką zwykle przyjmował do snu, będąc smokiem. Na tę chwilę było mu wygodnie, ale najprawdopodobniej z czasem będzie musiał ją zmienić. Nie przyszło mu też do głowy, że powinien się przykryć.
- Jasny? - mruknął po chwili, ale nie patrzył na niego. - Martwi mnie nasza więź - wymamrotał, przypłaszczając uszy do głowy. Przez chwilę bił się z myślami, czy w ogóle powinien poruszać ten temat, ale uznał to za najodpowiedniejsze, co mógł zrobić. Weryfikacja własnych uczuć, skonfrontowanie ich z tymi, należącymi do Jasnego było jedynym, co mógł zrobić, by zapewnić sobie, nawet jeśli nie spokój ducha, to przynajmniej wiedzę. - Nie wiem, czy powinna tak wyglądać. Oczywiście brałem pod uwagę kwestię emocjonalnego połączenia, kiedy opowiadano mi o więzi, ale nie spodziewałem się, że będzie budzić we mnie tak... żenujące uczucia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 627


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Złączeni magią   Pon Kwi 02, 2018 2:10 am

Xavier naprawdę cholernie się ucieszył z tego, że smok przestał drążyć temat. Nie wiedział, co mógłby mu powiedzieć, gdyby otrzymał jakiekolwiek pytania dotyczące ludzkiego zbliżenia. Musiałby się dodatkowo zagłębić w różnice pomiędzy seksem między mężczyzną a kobietą, a innymi stosunkami... Nie, to w ogóle nie wchodziło w grę. Zbyt trudny i śliski temat, za dużo niejasności dla Zapalającego, który siłą rzeczy nie mógł mieć pojęcia, jak...
...
Tak w zasadzie, to jak robiły to smoki?
Jęknął cicho w dłoń, nie wierząc w to, co działo się z jego głową. Jeszcze kilka chwil wcześniej jego jedynym problemem była ochrona życia partnera innej rasy, a nagle zastanawiał się nad seksem? Czy już całkiem postradał zmysły?
Podniósł głowę gwałtownie, przywrócony do rzeczywistości nieśmiałym mruknięciem Zapalającego.
- Słucham? - rzucił zachęcająco, zbliżając się do smoka niepewnym krokiem, a potem przysiadał na brzegu łóżka, obracając się tyłem do niebieskowłosego, by zmniejszyć skrępowanie pomiędzy nimi, ale jednocześnie pozostawić pomiędzy nimi taką bliskość, by czuli się spokojnie i pewnie. Próbował usilnie zmniejszyć zakłopotanie, a zwiększyć wewnętrzną pewność siebie, tak by zapewnić towarzysza w niemy sposób, iż może z nim porozmawiać o wszystkim - i wszystko będzie dobrze.
Naprawdę chciał go ochronić przed wszystkim, kretyn skończony.
- Co masz na myśli, mówiąc "żenujące"? - spytał ciszej i łagodniej, opierając się łokciami o kolana, a na dłoniach kładąc głowę w zamyśleniu. - Nie mogę powiedzieć, żebym wiedział, czego się spodziewać, ale... - Westchnął ciężko, milknąc na chwilę. - Moja pierwsza więź... Była ze starszą ode mnie znacznie wojowniczką. Była dla mnie bardziej jak mistrzyni, niż partnerka. Nauczyła wszystkiego, wszystko pokazała, niejednokrotnie obroniła mnie przed jakąś głupotą, której mogłem się dopuścić przez brak doświadczenia. Ja ją niesamowicie szanowałem, a ona... Cóż, ona mnie chroniła. - Uśmiechnął się mimowolnie. - Myślę, że byłem w niej zadurzony, ale ona tego nie odwzajemniała. Traktowała mnie bardziej jak syna, niż potencjalnego kochanka. Nigdy do niczego pomiędzy nami nie doszło, nigdy nie przekroczyłem granicy pełnego szacunku ucznia. - Zamilkł na chwilę, ważąc kolejne słowa. - W drugiej więzi sytuacja była już inna. Anne była niesamowicie piękna, w akademii wszyscy walczyli o możliwość połączenia z nią. Była tak ciepła i wrażliwa, delikatna i jednocześnie waleczna... Potrzebowaliśmy czasu, by sobie zaufać. Była romantyczna i liczyła na prawdziwą miłość, a dostała faceta po przejściach... - Roześmiał się cicho. - Ale to to było coś zupełnie innego. Od pierwszej chwili czuliśmy do siebie przyciąganie. Gdy przestaliśmy się bronić, zaczęliśmy działać jak świetnie naoliwiony mechanizm. Nie potrzebowaliśmy żadnych słów, żadnego namysłu. Byliśmy gotowi oddać za siebie życie... - Przycichł ponownie, przypominając sobie tamten smutny koniec. Westchnął ciężko, na chwilę ukrywając twarz w dłoniach. - Nie chciałem trzeciej więzi. Wiedziałem, że będzie znowu trudna. Że nie będę mógł niczego ukryć, że będę się obawiał kolejnej straty. Dlatego wybrano mi partnera płci męskiej, by dotrzymywał mi kroku i bym traktował go bardziej jak... Jak brata. Ale nie potrafiłem pozbyć się strachu o jego życie, a on... W końcu zauważył, że mu nie ufam. To było zupełnie jak zdrada. Przez to, że próbowałem ukryć swoje emocje, wszystko nagle gwałtownie wybuchło, całe wstrzymywanie diabli wzięli... - Westchnął cicho. - Zawsze było inaczej, więź zależy od indywidualnej magii i charakteru, ale... Zawsze jest też bardzo, bardzo intensywnie, Zapalający. Niczego innego nie oczekiwałem i tym razem, nawet pomimo naszych oczywistych różnic.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 174


Cytat : Lubię placki
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Złączeni magią   Pon Kwi 02, 2018 6:04 pm

Smok nie odpowiedział od razu. Przede wszystkim, zapytany, poczuł, że słowa wcale nie chcą opuszczać jego ust. Zwerbalizowanie tych konkretnych myśli przychodziło dużo trudniej niż się spodziewał, dlatego zamiast śpieszyć z wyjaśnieniem, pozwolił Jasnemu mówić.
Na początku leżał, starając się na niego nie patrzeć, bez względu na to czy siedział do niego tyłem czy nie. Ale z biegiem czasu i historii, szafirowe oczy Zapalającego skierowały się ku mężczyźnie, a im był bardziej szczery, tym oczy smoka bardziej błyszczały. Wpatrywał się w profil towarzysza kompletnie zauroczony jego słowami, tym, że opowiedział mu o czymś, do czego powrót nawet w myślach musiał być bolesny.
Kiedy zamilkł, Zapalający podniósł się i już po chwili przylgnął piersią do jego pleców, oplatając go ciasno ramionami. Odrzucił myśli, że to niewłaściwe, kiedy istniała szansa, że mógł pocieszyć Jasnego. A to, że czuł gorąc na policzkach, a oddech przyspieszył, gdy w nozdrza wdarła się przyjemna woń? Cóż, na to nic nie mógł poradzić.
Przytulał mężczyznę, oparłszy czoło o jego ramię, a rozpostarte dłonie o jego pierś. Czuł pod palcami bicie serca i tym razem uderzało w znajomym rytmie jego własnego.
- Dziękuję, że mi to powiedziałeś. Obiecuję ci, że nie będę ukrywał przed tobą emocji. Ty też tego nie rób - poprosił i zamilkł. Nie odsunął się nawet na milimetr, oddychając płytko i zastanawiając się nad słowami kompana. Więc więzi się różniły, to zamierzał przekazać mu Jasny i smok to rozumiał. Jednak nie było to ani trochę pocieszające. Żadnego schematu, żadnych wytycznych, by mógł wiedzieć, co było właściwie. Chyba, że tak naprawdę właściwe było... wszystko. Jeśli tak, to czy powinien ucieszyć się ze wszystkich emocji jakie odczuwał wobec czarodzieja? Może dobrze, że w ogóle jakieś były? Kto wie, może czasem zdarza się, że strony więzi nie czują do siebie kompletnie nic? Ale przecież... Jasny nie był smokiem, a do tego był mężczyzną, jak Zapalający mógł traktować go w sposób, w który powinno traktować się kochanka? Miał mieszane uczucia.
W końcu poruszył się niespokojnie, a jego ogon począł uderzać w zaścielone łóżko, wypełniając cichą komnatę miarowym "tuk, tuk, tuk", zupełnie jakby siedział w niej zdenerwowany kot. Lekko zacisnął dłonie na materiale szaty maga, a potem cofnął je i wyprostował się.
- Ja... nigdy nikogo nie kochałem, a mam wrażenie, że jesteś mi bliższy niż ktokolwiek inny. Nie spodziewałem się, że to będzie tak wyglądało. Przecież nawet się nie znamy. - Zafrasował się. Spuścił wzrok, spoglądając na swój ogon. Chwycił go w dłoń, krzywiąc się do wciąż rozchybotanej końcówki. - Mam poczucie, że to niewłaściwe i do tego nienaturalne. Oczywiście wiem, że więź jak najbardziej jest naturalna, ale nagły wybuch tych emocji każe mi sądzić, że gdyby nie to, nigdy nawet nie pomyślałbym o tobie tak ciepło, jak teraz. To przykre. Bo jaka jest szansa, że jesteśmy sobie przeznaczeni? - Uśmiechnął się smutno, wypuszczając ogon, który wrócił do miarowego uderzania o koce. Smoki najpierw wybierały partnera na podstawie uczuć, dopiero potem nakładały na siebie więź. Następstwa odwrotności tego procesu Zapalający zaczynał odczuwać na własnej skórze i był tym kompletnie oszołomiony. - Jaka była szansa na to, że pierwszą istotą, której... zapragnę, będzie człowiek? - szepnął, chyba bardziej do siebie niż do Jasnego. - A przecież ja nawet nigdy... to żenujące - burknął, pierwszy raz tak otwarcie ukazując oburzenie. - Nieodpowiednie i kłopotliwe. - Podniósł głowę, spoglądając na Jasnego spod brwi. Był cały czerwony, ale tym razem zmusił się do konfrontacji ze spojrzeniem mężczyzny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 627


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Złączeni magią   Wto Kwi 03, 2018 8:48 pm

Ciepło bliskości Zapalającego zaskoczyło człowieka, ale nie w negatywny sposób. Niezależnie od tego, jak bardzo czuł się niepewnie w nowej sytuacji, jak wiele obaw przewijało się przez jego głowę, więź łączyła go ze smokiem i sprawiała, że czując jego bliskość się rozluźniał. Był znajomym, stabilnym ciężarem, opoką, towarzyszem który go rozumiał - nawet, jeśli dopiero co się poznawali i jeszcze niewiele o sobie wiedzieli. Xavier czuł, jak wraz z dłońmi i oddechem owija go spokój.
Przymknął oczy, skupiając się na rytmicznie bijącym sercu swojego towarzysza, owijającym go bezpieczeństwem i pewnością, że już nie był sam.
- Postaram się - odparł łagodnie, niezdolny do wypowiedzenia obietnicy w sytuacji, gdy nie wiedział, czy będzie w stanie jej dotrzymać, ale z drugiej strony już czując, że jest gotów dla kompana zrobić bardzo dużo. Może nie wszystko... ale dużo. Ochronić przed całym światem, i - jeśli zajdzie taka potrzeba - nawet przed samym sobą. Czy go kochał? To było trudne pytanie.
Skupił się na słowach niebieskowłosego, z ulgą przyjmując odwrócenie uwagi. To, co Zapalający miał mu do powiedzenia, było najważniejsze, ta pewność nie była kwestią dyskusyjną. Jeśli smok potrzebował wysłuchania, porady, słowa wsparcia, czy tak naprawdę czegokolwiek innego, jego partner gotów był mu to dać. Wszystko, czego tylko sobie zażyczy.
Jasny obrócił się całym ciałem, zginając jedną nogę i układając ją na pościeli, by być skierowanym całym sobą w stronę towarzysza, kiwać delikatnie głową, niemo zachęcając go do wyduszenia z siebie słów, które wywoływały tak wiele różnych emocji. Uśmiechnął się, wyciągając dłoń i kładąc ją na samej końcówce ogona, zamykając ją ostrożnie.
- Dlaczego uważasz, że to ważne co nas połączyło? - spytał cicho, ciepłym i czułym głosem, tak niepodobnym do tego, jakiego wcześniej używał przy Zapalającym. - Czy to w jakiś obiektywny sposób wpływa na naszą sytuację? Może właśnie ta więź była naszym przeznaczeniem. A może twoim przeznaczeniem jest coś zupełnie innego, czego podejmiesz się za kilkaset lat. Czemu cię to niepokoi? - Uniósł drugą dłoń, delikatnie łapiąc towarzysza za brodę i unosząc odrobinę jego głowę, by musiał spojrzeć na jasnowłosego. - Dlaczego uważasz, że to, do czego doprowadziła nas więź, jest nieodpowiednie? - Westchnął cicho, z lekkim smutkiem.
Z jednej strony, lepiej byłoby dla nich, gdyby nie czuli tego przyciągania.
Z drugiej strony... Xavierowi brakowało bliskości drugiej istoty. Brakowało mu pocałunków, namiętnych westchnień, ciepłych nocy i...
I, prawdę mówiąc, nie wyobrażał sobie zostawienia smoka samego w tej wielkiej komnacie, do której mógł wejść każdy. Jasne, była to poprawa w porównaniu do pałacowych ogrodów, ale nie znowu tak wielka, gdy wzięło się pod uwagę nie tak wielkie zdolności w obronie Zapalającego w ludzkiej postaci.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 174


Cytat : Lubię placki
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Złączeni magią   Sro Kwi 04, 2018 12:45 am

Pod dłonią maga ogon wił się niespokojnie.
Zapalający przestraszył się czułości cechującej słowa Jasnego, czy raczej przestraszył się własnych emocji z nią związanych. Szybko bijącego serca, przyspieszonego oddechu... O tym właśnie mówił! To było nieodpowiednie, nienormalne. Miał ochotę wyjść na zewnątrz, rozłożyć skrzydła i wznieść się wysoko, wysoko, ponad świat, którego nie rozumiał. Pierwszy raz przestraszył się brzemienia obowiązku, a gdy tylko zdał sobie sprawę z własnej słabości, szybko przywołał w pamięci słowa ojca i powagę pełnionego stanowiska. Nie mógł być tchórzem, nie mógł zachowywać się tak irracjonalnie. Nie mógł uciekać przed emocjami, nie tego został nauczony. Miał odważnie mierzyć się z przeciwnościami losu, postępować honorowo, kierować się tak sercem jak i rozumem, znajdować złoty środek, miał... być idealny. Nie czuł się idealny. W słabym ciele, którego odruchów nie rozumiał, pozbawiony pazurów, kłów, siły i świadomości niepokonania, był tylko... nieporadnym pisklęciem z głową pełną niepoprawnych, żenujących myśli.
Uniósł wzrok, ale dotyk palców Jasnego odczuwał zanadto wyraźnie, a spojrzenie, choć łagodne, pozbawione choćby jednej iskierki pożądania, i tak onieśmielało go okrutnie. Zapalający lekko chwycił nadgarstek mężczyzny i naciskiem zmusił go, do cofnięcia ręki, bo nie chciał czuć się jeszcze bardziej zażenowany. Uśmiechnął się z zakłopotaniem.
- Nie chciałem sprawiać ci przykrości - odezwał się po chwili, bo zarejestrował tę emocję na twarzy kompana, a przecież nie zamierzał robić mu kłopotu. - Przepraszam. Nie powinienem zachowywać się w taki sposób. Jednak chciałbym być z tobą szczery. Nie zamierzam złamać danego słowa - nawiązał do zapewnienia o nieukrywaniu emocji. Potem westchnął głęboko, próbując sensownie ułożyć w głowie myśli, które bezczelnie nie chciały wrócić na odpowiedni tor. Kwestia przeznaczenia była bardzo... śliska. Zmusiła smoka do zastanowienia się nad tym, czy w ogóle wierzy w przeznaczenie. Jeśli tak, to Jasny miał rację - wszystko co się działo, miało się stać. A jeśli nie wierzył w przeznaczenie, to nie powinien wspominać o nim w rozmowie. Ostatecznie nie doszedł z sobą do porozumienia. Z jednej strony chciał i nie chciał wierzyć w nieuchronność losu. Łatwiej nawet byłoby mu sądzić, że jakimkolwiek sposobem nie zostałby z Jasnym połączonym, to każdy był właściwy i każdy prowadziłby do tego samego. Jednak myśląc o tym, miał wrażenie, że jego uczuciami kieruje ta kłopotliwa, mistyczna więź.
- Uważam, że to ważne, bo... Smoki pogłębiają związek z partnerem dzięki więzi - zaczął w końcu, nawet nie uciekając wzrokiem od spokojnego oblicza Xaviera. - Dzisiaj zrozumiałem, dlaczego nie robią tego odwrotnie. Wtedy wybór... nie miałby znaczenia. Chyba po prostu czuję się trochę oszukany. - Spojrzał gdzieś w bok, milknąc na kilka chwil. - Nie wiem czy to, do czego więź nas doprowadziła jest nieodpowiednie... W pierwszym odruchu właśnie tak uznałem, biorąc pod uwagę nagłość uczuć. Ale być może jest właśnie całkiem odpowiednie? Ciężko mi się w tym odnaleźć. Po prostu starałem się wszystko zanegować, bo tak łatwiej byłoby mi powstrzymać... pożądanie. - powiedział cicho, wciąż nie patrząc na Jasnego, bo jakby się nie starał, mówienie o tym wprawiało go w okropne zażenowanie. - Bo jeśli nie zaneguję tego, jeśli uznam, że to odpowiednie i właściwe, wtedy... nic nie stoi na przeszkodzie, a to zbyt lekkomyślne. Do tego jesteś... samcem innej rasy. To też nieco komplikuje... pewne rzeczy. - Odchrząknął nerwowo, zwilżył językiem wargi w dziwnym, ludzkim odruchu i zerknął na Jasnego, próbując się uśmiechnąć. - U nas, cielesność nie jest tematem tabu. Smoczym obowiązkiem jest dawanie stadu świeżej krwi. Nie potrzebują więzi, by stworzyć życie. To coś odmiennego. To, że robią to dla przyjemności, bo na pewno robią, to inna kwestia... O Przodkowie, dlaczego ja ci w ogóle o tym mówię? - Wyprostował się gwałtownie, a potem cofnął głębiej na łóżko i zwinął się w kłębek. - Mam nadzieję, ze teraz wszystko jasne, także spokojnie możesz udać się na spoczynek. I tak zająłem ci zbyt wiele czasu, pewnie masz swoje sprawy, no i potrzebny jest ci sen...
Paplał bez sensu, zażenowany, dziwnie słaby i zagubiony. Chciał jak najszybciej wrócić do dawnej postaci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 627


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Złączeni magią   Sro Kwi 04, 2018 1:44 am

Xavier pozwolił swojemu partnerowi nabrać odrobinę dystansu i wyrzucić z siebie wszystko, dosłownie wszystko, co trawiło go od środka. Słuchał go w skupieniu, analizując kolejne słowa, bardzo starając się nie zgubić w potoku kolejnych przemyśleń, coraz to bardziej skomplikowanych, chaotycznych i pozbawionych jednego klucza. Zapalający wyraźnie nie wiedział, o co tak naprawdę mu chodziło - próbował opisać emocje, które nim targały, nadać im konkretnego kształtu i przyczyny, ale ewidentnie nie potrafił podołać temu wyzwaniu. Plątał się, raz wspominając o sobie, raz o swojej rasie, a raz z kolei o samej więzi, zupełnie tak, jakby nie wiedział, na czym w zasadzie powinien się skupić.
Gdyby nie to, że znajdował się na wyciągnięcie ręki, nie zaś ust, gdzieś w połowie swoich rozważań zostałby uciszony pocałunkiem - co człowiek przyjął z pewnym zdumieniem, ale też i zaskakującym spokojem. Świadomość, że pragnął ukoić zdenerwowanie towarzysza, otulić go sobą i posmakować, była odrobinę niepokojąca, nie do końca na miejscu, ale też dosyć zrozumiała. Xavier, w przeciwieństwie do smoka, przywykł już do różnych rodzajów więzi i fakt, iż ta akurat wiązała się z fizycznym przywiązaniem, wydał mu się... no cóż, po prostu faktem.
Westchnął cicho, wypuszczając z dłoni ogon w momencie, gdy niebieskowłosy odsunął się od niego bardziej, zjedzony przez zakłopotanie i zdecydowany zamknąć temat ich więzi. Przez chwilę milczał, pozwalając krępującej ciszy zapanować pomiędzy nimi, a potem uniósł dłoń i kilkoma ruchami palców zgasił wszystkie przedmioty dające światło w komnacie smoka. Podniósł się z pościeli, chwycił za brzeg narzuty i delikatnym gestem przerzucił go przez skulonego towarzysza, owijając miękkim materiałem i kryjąc przed chłodniejszym powietrzem oraz swoim wzrokiem.
- Oj Zapalający... - mruknął pod nosem, a potem... położył się na brzegu łóżka, nie tak blisko smoka, ale wciąż dzieląc z nim jedno leże. - Nie słuchałeś mnie - powiedział cicho, wyciągając dłoń i delikatnie układając ją na boku smoka, na narzucie. - Są różne rodzaje więzi i zależą w głównej mierze od tego, kto w niej uczestniczy. Od magii. Pewnie od miliona innych czynników. Nie było z góry pewne, co pomiędzy nami zajdzie. Właśnie z tego względu. I ze względu na różnicę rasy. I naszą płeć. I tak dalej - mówił cicho, cierpliwie, wręcz intymnie przez ciepłą tonację głosu. - Seks jako taki nie jest u nas tematem tabu, po prostu... Zazwyczaj ma dwie formy. Wykorzystania, albo zapieczętowania relacji. Wykorzystanie wiąże się z pewnego rodzaju przemocą, jednorazowością aktu i brakiem pozytywnych emocji, może oprócz chwilowego spełnienia... natomiast zapieczętowanie relacji to właśnie pewnego rodzaju potwierdzenie, że te emocje są, tylko między tą dwójką i nikt pomiędzy nich nie wejdzie. To jest tabu, ponieważ dotyczy kwestii intymnych, wyłącznie pomiędzy tymi konkretnymi jednostkami... - szeptał bez pośpiechu, starannie tłumacząc wszystkie kwestie, na chwilę sporadycznie milknąc, by lepiej coś opisać bądź odnieść się do innych wątpliwości i słów smoka. Musiał wyjaśnić mu wszystko możliwie najlepiej, by... by... sam nie wiedział czemu dokładnie. Po prostu musiał, by niebieskowłosy wszystko wiedział, rozumiał i przestał od niego uciekać.
- Sądzę... Wolałbym jednak nigdzie się nie oddalać - powiedział po dłuższej chwili, z wyczuwalną tym razem niepewnością. Nie chciał narzucać swojej obecności Zapalającemu, ale z drugiej strony, zostawienie go samego... Nie, nie wchodziło w grę.
- Jeśli będzie ci tak wygodniej, wezmę z łóżka jakiś koc i położę się na ziemi - zaproponował pokojowo, uśmiechając się pod nosem. Do czego to doszło...?

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 174


Cytat : Lubię placki
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Złączeni magią   Sro Kwi 04, 2018 2:46 am

Zapalający w końcu zamilkł, a gdy to się stało, komnatę zalał mrok. Smok poniósł głowę, zaniepokojony, ale nawet nie drgnął, kiedy mag okrywał go kocem. Dopiero słysząc pobłażliwy ton, przypłaszczył uszy do głowy. W pierwszej chwili poczuł się jak pisklę, a bardzo, bardzo nie chciał, żeby Jasny go tak postrzegał. Lecz odruchem nie było oburzenie, a obawa przed reprymendą, przed złością i niechęcią. Zupełnie jakby faktycznie był pisklęciem, które wciąż potrzebowało kogoś, kto nim pokieruje. Żenujące.
Wstrzymał oddech kiedy zdał sobie sprawę, że jego towarzysz nie ma zamiaru opuszczać sypialni, a nawet więcej, zajmował miejsce obok, na nie tak znów dużym łóżku. Nie protestował, trochę przez zaskoczenie, a trochę z egoistycznej chęci, by Jasny przy nim pozostał. Jego dotyk przyjął z dziwną ulgą. Westchnął głęboko, układając głowę na poduszce, strzygąc uchem, nasłuchując ciepłego szeptu, od którego jego ciało robiło się napięte i zawstydzająco chętne.
- Rozumiem - szepnął, postanawiając na tym zakończyć rozmowę o więzi. Nie było reguły, zostali naznaczeni taką, a nie inną relacją i musieli z nią żyć. To, że Zapalający nie potrafił z łatwością przystać na niektóre jej aspekty, na dobrą sprawę nie miało znaczenia. Zastanowiła go natomiast kwestia pieczętowania relacji wśród ludzi. Może więc tak naprawdę w przypadku ich, jakże świeżej relacji, fascynacja była jednostronna? Może smok pragnął bliskości człowieka zupełnie inaczej niż człowiek sobie tego życzył, dlatego nie zamierzał pieczętować z nim tej relacji? Ta myśl sprawiła mu przykrość, ale nie potrafił jej wykluczyć.
Leżał w bezruchu, starając się opanować odruchy ludzkiego ciała i przyspieszony oddech. Pragnął poranka, pragnął wrócić do swojej bezpiecznej, smoczej postaci. I gdy próbował skupić się na jutrzejszym dniu, a nie na cieple dłoni wyczuwalnym nawet przez materiał koca oraz świadomości bliskości drugiego ciała, Jasny znów się odezwał. O czym on w ogóle mówił? Naprawdę sądził, że Zapalający pozwoliłby mu spać na ziemi?
Przez kilka chwil smok leżał w ciszy, bijąc się z myślami, zbierając w sobie odwagę i cierpliwość, więc gdy w końcu się odezwał, brzmiał całkiem pewnie, choć bardzo, bardzo miękko.
- Nie bądź niemądry. Zostań. - Powoli wyplątał się z koca i z cała pewnością na jaką było go teraz stać, położył się tuż obok mężczyzny, ręką obejmując jego bok. Serce wyrywało mu się z piersi, ale zamiast zachować bezpieczny i właściwy dystans, przylgnął do jego ciała, wsuwając udo między jego nogi, dławiąc w sobie zażenowanie. Ludzkie ciało bardzo wyraźnie zdradzało podniecenie i nie wątpił, że Jasny czuł jego dowód bardzo wyraźnie.
Zetknął czoło z jego czołem, oddychając jego oddechem.
- Tak jest dobrze - szepnął. - Chcę się przyzwyczaić.
Wróżył sobie bezsenną noc, ale nie mógł wygonić Jasnego, nie mógł mu też kazać spać na ziemi. Przecież właśnie po to zmienił postać, żeby jego kompan wyspał się wygodnie, a jeśli jego życzeniem było dzielić z nim leże... O Przodkowie! Czyżby Jasny chciał go torturować? Westchnął płytko i przesunął palcami po jego boku, drapiąc lekko, najpewniej w wyrazie czułości. Szybko skarcił się za myśli o tym, że jego kompan mógłby chcieć skrzywdzić go umyślnie. To było niemal nierealne dzięki więzi.
Leżąc tak blisko, czując przyjemną woń jego skóry zmieszaną z zapachem trawy i wiatru, naszła go dziwna myśl... Jasny był taki... spokojny. Właściwie od samego początku taki był, ale teraz, Zapalający miał wrażenie, że im bardziej on gubił się w emocjach, tym bardziej mag stawał się opanowany, naturalnie dając mu oparcie w swojej wyrozumiałości. Miał ochotę znów go przeprosić, a potem podziękować za wyrozumiałość, ale nie otworzył ust. Milczał, usilnie próbując zasnąć pomimo ekscytacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ArgentOpportunist Seme
avatar

Data przyłączenia : 18/07/2017
Liczba postów : 627


Cytat : I wanna do bad things with you.

PisanieTemat: Re: Złączeni magią   Sro Kwi 04, 2018 10:23 pm

Ruch Zapalającego zaskoczył człowieka całkowicie. Nie oczekiwał, że ten na niego spojrzy - a co dopiero przylgnie, w tak intymny i bezpośredni sposób. Xavier znalazł się w sytuacji, w której nie wiedział, jak w zasadzie powinien się zachować. Bliskość, którą zainicjował smok, okazała się znacznie bardziej krępująca niż rozmowa o poprzednich więziach i specyfice ich połączenia. Ciepło ciała niebieskowłosego było niewątpliwe, podobnie jak twardość w spodniach, ułożona przy udzie fioletowookiego i przyspieszony oddech oraz bicie serca.
- Dobrze - przytaknął bardzo cicho, delikatnie poruszając głową i pocierając przez to o czoło smoka. Z jednej strony był świadom wszystkich różnic, jakie pomiędzy nimi istniały, z drugiej jednak... Fakt, że partner miał ogon, inne uszy, oczy czy rogi, był niezbyt istotny. Oczywiście, Jasny chciał wszystkiego dokładnie dotknąć, przesunąć palcami, pewnie nawet pocałować, ale... nie była to sprawa życia i śmierci. Nie brzydziła go odmienność, ani też przesadnie nie fascynowała. Istota, z którą dzielił łoże, była czymś więcej niż tylko ciałem. Czuł jej magię, dezorientację i niepewność. Nie potrafił dokładnie określić emocji, które nią szarpały, ale tyle mógł zauważyć - a gdy dodało się do tego słowa i bliskość... Wszystko stawało się trudniejsze w zupełnie nowy, ciekawy sposób.
Nic nie powiedział na kolejne słowa swojego towarzysza, skupiając się wyłącznie na równomiernym wpuszczaniu i wypuszczaniu powietrza z płuc. Chciał... miał ochotę... sam nie do końca wiedział na co, ale na coś na pewno.
Delikatnie drgnął pod wpływem paznokci towarzysza, bardziej wyczuwając niż rozumiejąc przekaz, który ten gest za sobą niósł. W odpowiedzi ostrożnie i powoli uniósł własną dłoń, a potem ułożył ją na ramieniu niebieskowłosego, powoli go po nim gładząc. I równie powoli, niemal niepostrzeżenie, zsuwając się palcami w dół. W dół. Na jego bok. I w dół. I w dół. Aż do uda, po którym przemieścił się równie spokojnie, niemal jak przez sen, pomiędzy ich złączone nogi.
A stamtąd... Miał już bardzo blisko do ukrytego pod miękkim materiałem krocza. Łagodnym gestem zahaczył o nie palcami, dotykiem przypominającym bardziej muśnięcia niż pieszczotę, gładząc nabrzmiały mięsień. Po nieznośnie długiej chwili wrażliwe ciało smoka zostało wystawione na bardziej konkretny dotyk - taki, z którym wiązała się druga dłoń jasnowłosego, ułożona również na wnętrzu uda, drugiego, by utrzymać partnera przy sobie i nie pozwolić mu ot tak się odsunąć.
Objął męskość towarzysza palcami, nadal się nie odzywając, pocierając o nią wnętrzem dłoni, czując znów jak jego ciało odpowiada na stan, w jakim znajdował się Zapalający - znów zrównując z nim bicie serca, oddech i... napięcie mięśni. Wszystkich.
Obrócił równie powoli co wcześniej, głowę, przekrzywił ją i wyciągnął język, liżąc kochanka po wargach. Sam nie wiedział, czemu zdecydował się akurat na taki gest - ale właśnie on wydawał się w tej sytuacji właściwy. Chuchnął ciepłym powietrzem na wilgotne wargi, mimowolnie się uśmiechając, nie przerywając ruchów, zaciśniętej na męskości partnera, dłoni.

_________________

Grafiki stardustowe, miłość, miłość, miłość. <3

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
LostInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 09/01/2018
Liczba postów : 174


Cytat : Lubię placki
Wiek : 28

PisanieTemat: Re: Złączeni magią   Wto Kwi 24, 2018 6:48 pm

Naprawdę nie dane było mu dzisiaj zasnąć, a na pewno nie przez najbliższe kilka chwil, bo Jasny zupełnie inaczej zinterpretował dotyk i prośbę. Zapalający wstrzymał oddech, gdy dłoń maga spoczęła na jego ramieniu. Jej nieśpieszny dotyk był przyjemny, więc smok po kilku chwilach zaczął się rozluźniać, a nawet na powrót lekko drapał bok towarzysza. Bał się zrobić cokolwiek więcej bo też, kompletnie nie wiedział, co powinien zrobić. Próbował więc oswoić się z dotykiem i bliskością, przywyknąć do nich, by nie siały spustoszenia w jego umyśle. I szło mu całkiem dobrze, przynajmniej dopóki dłoń Jasnego nie zsunęła się niżej, śmiało sięgając dowodu jego podniecenia.
Zapalający drgnął wtedy i szeroko otworzył oczy, patrząc wprost w te należące do maga. W błękitnych ochach smoka błyszczała obawa, a z jego rozchylonych ust uciekło pełne zawstydzenia westchnienie.
W pierwszej chwili miał ochotę uciec, Jasny właśnie to mógł dostrzec w jego twarzy. Smok chciał po prostu zerwać się z miejsca, wybiec do ogrodu, a potem wznieść się w powietrze i zniknąć na nocnym niebie. Jednak śmiałość Jasnego, jego zaborcza dłoń zaciskająca się na udzie, nie pozwoliły mu się cofnąć.
Otworzył usta żeby coś powiedzieć, ale nim choć jedno słowo je opuściło, dotyk stał się intensywniejszy, dusząc wszelkie sprzeciwy, sprawiając, że smok był w stanie jedynie czuć. I czuł, wyraźnie, bardzo dosadnie dotyk, ale i oddech Jasnego, a nawet jego podniecenie. A potem poczuł też wilgotny, ciepły język na swoich wargach. Pocałunek. Smok nie znał żadnego innego. Nie wiedział w jaki sposób robią to ludzie, ale w tamtej chwili nawet nie przyszło mu do głowy, ze mogli robić to inaczej.
Przez kilka chwil po prostu pozwolił sobie czuć coś... czego nigdy do tej pory nie czuł tak intensywnie. Bo z jednej strony chciał tego nowego, rozlewającego się po ciele ciepła, chciał słuchać jak oddech kompana przyspiesza, splatając się z rytmem jego własnego. Pragnął czuć drażniący dotyk dłoni i śliski język... wszędzie, nie tylko na wargach, ale z drugiej strony... przerażała go myśl, że to właściwe. Że za szybko się z tym pogodził, zbyt łatwo dał się ponieść emocjom. Był marionetką sterowaną pragnieniami, a nie chciał być bezwolny. Nie powinien być.
Kurczowo zacisnął dłoń na boku Jasnego, poddając się kolejnemu dreszczowi przyjemności. Oddech wyrywał się z jego ust coraz szybciej i coraz szumniej w odpowiedzi na zuchwałe pieszczoty maga.
Jeszcze chwilę... Jeszcze tylko chwilę i weźmie się w garść. Tylko poczeka jeszcze kilka sekund, by zaspokoić głód bliskości, ukoić uczucia. Tylko chwilę...
Zacisnął zęby, walcząc z szybko wzrastającym podnieceniem. Jego ciało wbrew woli reagowało gwałtownie, wijąc się, drapiąc, dysząc, kompletnie zatracając się w doznaniach.
- Jasny... - jęknął z bólem, podrywając głowę, by przeciągnąć językiem po jego szyi. Przegrywał walkę z samym sobą, tracąc racjonalność na rzecz przyjemności.
Zacisnął szczęki na gładkiej skórze i nieświadomie poruszył biodrami wbijając twardą męskość w dłoń kochanka, byle mocniej, byle więcej czuć. Bariery nagle przestały istnieć. Już nie ważne kim byli zanim dotarli do tej chwili. Istnieli dla siebie. Było właściwe czuć się tak i Zapalający nie mógł z tym walczyć, a w pewnej chwili nawet przestał chcieć, bo jedyne czego pragnął, to Xavier, jego ciepło, zapach i smak oraz ruchliwe dłonie niosące ze sobą przyjemność, której nigdy do tej pory nie doświadczył.
Dochodząc, jęczał jego imię, kurczowo zaciskając dłonie na jego ciele, nieświadomie wbijając w nie palce, jakby w obawie, że osunie się w ciemność, że siła doznania zupełnie go przerośnie. Ale nie umarł, ziemia go nie pochłonęła, przetrwał. Żył, będąc kompletnie rozbitym, drżącym od natłoku wrażeń i jeszcze zbyt oszołomionym, by czuć coś więcej prócz nagłego rozleniwienia.
Rozluźnił się wyraźnie i powoli wyprostował palce, cofając też usta od skóry szyi Jasnego. Położył głowę na poduszce, wznosząc zamglone spojrzenie na jego twarz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Złączeni magią   

Powrót do góry Go down
 
Złączeni magią
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zona scriptum :: Fantastyka-
Skocz do: