CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 Protect me from what I want

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
CashmereSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 14/09/2018
Liczba postów : 121
Cytat : Start with a whisper and end with a shout. Give me a kiss and then spit in my mouth

PisanieTemat: Protect me from what I want   Sob Wrz 15, 2018 4:35 pm


Ivan Theodore Williams

☻ Dwudziestopięcioletni amator trunków wyskokowych i wszelkiego rodzaju używek.
☻ Zdolny, ale leniwy. W dodatku strasznie złośliwy. Studia, sponsorowane przez ojca, ukończył z wynikiem bardzo dobrym, głównie po to, by pokazać mu, że potrafi. I jednocześnie nie ukrócić sobie jedynego źródła dochodu, jakim był portfel starego.
☻ Ojciec Amerykanin, matka Rosjanka. Poznali się podczas jednej z podróży ojca. Zarówno on jak i jego starszy o 8 lat brat Aleksander, biegle mówią po Rosyjsku.
☻ Ivan był zawsze tym gorszym synem. Wiecznie pyskaty, buntowniczy, niesłuchający poleceń. Wdawał się w bijatyki, kłótnie, wizyty na komisariatach. Przy idealnym, ułożonym bracie z wielkimi aspiracjami na przyszłość, Ivan wypadał słabo. Bardzo słabo. Aspiracji też szczególnie nie posiadał.
☻ Młodszy nigdy nie ukrywa swojej irytacji, kiedy Aleksander zaczyna bywać nadopiekuńczy. Jako jedyny z rodziny i grona przyajciół, wie o orientacji Ivana, którą stara się tolerować, biorąc to za przewlekły okres dojrzewania i chęć spróbowania wszystkiego, nim całkowicie się ustatkuje.
☻ Boi się o swoją reputację "złego chłopca" wśród znajomych. Nie raz, nie dwa zdarzało mu się umawiać z kobietami, by nie rzucić na siebie cienia podejrzeń o homoseksualizm.
☻ Nie potrafi gotować, sprzątanie też niespecjalnie mu idzie. Potrafi jednak dobrze rysować, szczególnie komiksy. Kiedyś marzył o byciu rysownikiem, ale sama myśl o reakcji ojca zawsze burzyła jego plany. I dobry nastrój.
☻ Lubi koty. Nawet po części się z nimi utożsamia. Drapie, gryzie, mruczy by potem odchodzi tam, gdzie mu akurat pasuje.
☻ Odkąd pamięta, wodzi wzrokiem za przyjacielem brata. Fizycznie, jak najbardziej jest w jego typie. Na domiar tego, po studiach tymczasowo zaczął pracować w jego firmie, by samodzielnie móc stanąć finansowo na nogi.
☻ Co nie zmienia faktu, że nadal lubi szlajać się po knajpach i wdawać w bójki.
☻ Ulubione powiedzonko? "W dupie byłeś, gówno widziałeś".
☻ 175 centymetrów, czarne, wiecznie zmierzwione włosy i czekoladowe oczy. Całkiem przystojna bestia.
☻ Zdarza mu się mówić szybciej niż myśleć, przez co nie raz i nie dwa wpada w tarapaty. Lub mówiąc prościej - dostaje po pysku.
☻ Uwielbia pieszczoty w okolicach szyi. Niestety, wie o tym mało kto - Ivan wręcz nienawidzi, kiedy ktoś bez pozwolenia go dotyka. Gdziekolwiek. Zawsze stara się zachować stosowny dystans.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
VenceslausSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 30/07/2017
Liczba postów : 161


Cytat : The dif­fe­ren­ce bet­ween sex and death is that with death you can do it alo­ne and no one is going to ma­ke fun of you.
Wiek : 20
Male


PisanieTemat: Re: Protect me from what I want   Nie Wrz 16, 2018 11:59 am


Joseph Frederick Cullman

— wywodzi się z naprawdę bogatej rodziny, o czym świadczy ich stan majątkowy
— jego ojciec zmarł parę lat temu na raka, przez co teraz stał się spadkobiercą firmy transportowej, w której pełni najwyższą z możliwych ról, a dodatkowo z zawodu jest prawnikiem
— nie przepada kłamać, ale dla wygranej sprawy, sytuacji lub udowodnienia swojej racji jest wstanie zrobić naprawdę wszystko
— niedawno rozwiódł się, a dziesięcioletni chłopiec z zespołem aspergera został pod opieką ojca
— jego wszelakie szkoły zostały ukończone z wyróżnieniem, dodatkowo każda z nich była w jakimś stopniu prestiżowa
— jego ojciec był surowy i bardzo konsekwentny. Dlatego zza młodu, gdzieś w wieku dwudziestu lat, aby udowodnić swoje racje, Joseph przybrał bardziej "buntowniczy styl", chcąc pokazać mu, że nieważne kto i jak wygląda, jest wstanie osiągnąć o wiele więcej niż niejedyny stereotypowy schemat typowego "biznesmena". Jak łatwo można się domyśleć, dopiął swego
— również przez to na ciele ma liczne tatuaże, a najbardziej charakterystycznym jest prawy rękaw. Także w posiadaniu miał parę kolczyków, ale na chwilę obecną został mu tylko jeden w lewym płacie ucha
— jakieś dziesięć lat temu wyglądał mniej więcej w taki sposób
— jest bardzo temperamentną, silną i emocjonalną osobą, co łatwo da się zauważyć podczas wykonywanej pracy lub kiedy o czymś ciekawym dyskutuje. Z reguły jest dość spokojny i opanowany
— na chwilę obecną ma jakieś 33 lat, 184 centymetrów wzrostu, a wagę ma przystosowaną do swojego dobrze zbudowanego ciała. Jego atutem zdecydowanie są zimne i chłodne spojrzenie błękitnych oczu, od których nie da się oderwać wzroku. Można śmiało powiedzieć, że to ten typ urody, który zauroczy Cię już od pierwszych chwil
— od jakiegoś czasu zaczął lubować się w wysokojakościowych tytoniach. Palenie dobrych papierosów, cygaretek, a nawet i cygar stało się u niego normą
— również zaczął ostatnio częściej pić, głównie dlatego, że nie jest wstanie pogodzić się z uczuciami, które ostatnio aż za bardzo go przytłaczają
— na ciele ma parę blizn, a najbardziej widoczna jest ta na twarzy, która znajduje się na lewym poliku. Jest ona niewielka, ale widoczna. Całą resztę ma ukrytą pod ubraniami i niechętnie o nich opowiada
— biseksualny, ale o orientacji seksualnej wie tylko i wyłącznie jego była żona
— zupełnie jak Ivan także należał do tych dzieciaków, które ciężko było wychować. Dlatego rozumie stan, w którym znajduje się chłopak
— oprócz niego, ma także młodszą siostrę o 4 lata, która z zawodu została modelką. Odseparowała się całkowicie od rodziców, a kontakt utrzymuje tylko ze swoim starszym bratem
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CashmereSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 14/09/2018
Liczba postów : 121
Cytat : Start with a whisper and end with a shout. Give me a kiss and then spit in my mouth

PisanieTemat: Re: Protect me from what I want   Nie Wrz 16, 2018 3:49 pm

Obudził go przeraźliwy dźwięk ustawionego budzika. telefon wibrował potężnie, położony niedbale na nocnym stoliku, tuż obok szklanki wody i niedopitego piwa, w którym pływały niedopałki papierosów. Bolała go głowa; głównym winowajcą był alkohol, wypijany w zbyt wielkiej ilości poprzedniego wieczoru. Stanu nie poprawiał też fakt doprawienia się na koniec zielskiem.
Westchnął i niechętnie wstał, zerkając z rezygnacją na mężczyznę obok, którego po krótkim zastanowieniu, trącił niedbale ręką.
- Zwijaj się, Chris. Muszę iść do pracy - powiedział delikatnie zachrypniętym głosem. Odchrząknął nieznacznie przy jeszcze jednym trąceniu, które już wybudziło towarzysza na dobre. Jego ciepła dłoń chwyciła nadgarstek Ivana, przyciągając go silnie do siebie. Był przystojny, bardzo w typie Williamsa; starszy, z delikatnym zarostem i pięknymi, jasnymi oczami. Miał tylko jedną wadę - nadal tkwił w jego łóżku.
- Nie możesz pójść później? - Chris uśmiechnął się, a potem rozluźnił uścisk, kiedy Ivan ewidentnie chciał ukrócić chwilę pieszczot.
- Nie. Zabieraj tyłek. I nie dotykaj mnie - mruknął, dźwigając się na nogi, sprawnym ruchem przeczesując ciemne kosmyki włosów. Słyszał jeszcze westchnięcie mężczyzny i szelest pościeli, z której się uwalniał.
- Nie lubisz, kiedy Cię dotykam - głos Chrisa był pełen wyrzutu, który Ivan rozumiał bardzo dobrze. Był pewien, że na miejscu mężczyzny, też byłby niepocieszony. Na pytanie nie odpowiedział. Mieli układ. Od czasu do czasu spotykali się na seks, często uprzedzony litrami wódki i piwa. Noc była ich, ale gdy tylko nastawał dzień, automatycznie pojawiała się bariera nie do przeskoczenia przez Chrisa. Zupełnie jakby Williams obawiał się, że ktoś mógłby nagle wtargnąć do jego małego mieszkania i nakryć go na tego typu uciechach.
- Idź już - poczuł się poirytowany i zmęczony. Głowę miał ciężką i poczuł, że piecze go dolna warga. Przesunął opuszkami po sporej rance. Skurwiel musiał go w nocy ugryźć.
- Zadzwonisz? - pytanie było z rodzaju tych retorycznych i kończących ich spotkanie, gdy Chris, w pełni ubrany, ruszał do drzwi wejściowych zgarniając po drodze swoje rzeczy.
- Mhm - odpowiedź równie pełna entuzjazmu co reakcja na poranny dotyk mężczyzny. Jednak odpowiedź była prosta. Oczywiście, że zadzwoni. Zawsze to robi.

Był spóźniony. Nie jakoś bardzo, ale na tyle, żeby mieć pretensje do samego siebie. Klnąc soczyście, prześlizgnął się przez recepcję witając się skinieniem głowy i mając nadzieję, że jakkolwiek jego wygląd nie odwzajemnia samopoczucia. Czuł się jak rasowe gówno. Cieszył się, że zdążył wziąć prysznic inaczej pewnie pachniałby solidną meliną.
Zapukał do gabinetu szefa i jednocześnie najlepszego przyjaciela jego brata z miną skazanego.
- Przepraszam za spóźnienie - powiedział, wtykając głowę za drzwi i zerkając na mężczyznę. - Masz coś dla mnie? - spytał, modląc się, by wręczenie obowiązków minęło szybko i bez zbędnych rozmów.
Joseph zaproponował mu pracę tymczasową po zakończonych studiach. Póki co, robił tutaj wszystko jak rasowy chłopiec na posyłki. Nie, żeby mu to przeszkadzało - miał tyle przerwy na papierosa ile tylko chciał a dodatkowo nikt nie suszył mu głowy o to, że nic nie robi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
VenceslausSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 30/07/2017
Liczba postów : 161


Cytat : The dif­fe­ren­ce bet­ween sex and death is that with death you can do it alo­ne and no one is going to ma­ke fun of you.
Wiek : 20
Male


PisanieTemat: Re: Protect me from what I want   Nie Wrz 16, 2018 4:48 pm

Dzień dla mężczyzny wydawał się dość spokojny. Jego budzik wskazywał na bardzo wczesny ranek, co dla Josepha nie było żadnym wyzwaniem. Uważał, że człowiek sukcesu powinien mieć swoją "poranną rutynę", by reszta dnia była tak samo udana co jego początek. Dlatego wstając rano już o godzinie szóstej, wziął poranny prysznic wraz z ćwiczeniami, by następnie przygotować dla swojego syna i siebie śniadanie oraz miło spędzić razem czas, delektując się smakiem dobrej i mocnej zaparzonej kawy. Kiedy oboje byli już gotowi do wyjścia, klasycznie dom, do którego świeżo co przeprowadził się z synem, oddał pod opiekę swojej gospodyni, która każdego dnia zjawiała się u niego w domu o 7:40, nieważne gdzie mieszkał i jak często się przeprowadzał. A gdy miał pewność, że wszystko jest już na swoim miejscu, zawoził swoje oczko w głowie do szkoły, życząc mu spokojnego i miłego dnia. Dobrze wiedział, że dla niego mógł wziąć prywatne zajęcia, jednak też wiedział, ze jego syn tego po prostu by nie chciał. Nawet jak jest inny. Od razu spod szkoły kierował się w stronę swojej firmy, która znajdowała się prawie na drugim końcu miasta. O dziewiątej godzinie był już na miejscu. Będąc najważniejszym człowiekiem tak dużej firmy wygodnie było, że czasem sam mógł decydować o tym, o której godzinie w pracy będzie, znając przy tym swój zdrowy rozsądek. Jednak był człowiekiem, który lubił systematyczność. Dlatego często trzymał się wyznaczonej przez siebie ramy, dzięki czemu czuł się z nią dobrze, a z pracy wychodził dużo wcześniej niż niejeden pracownik.
Druga poranna kawa z małej kawiarni pod ich budynkiem cieszyła oczy, kiedy baristka z szerokim uśmiechem na twarzy podawała Ci ją, życząc przy tym udanego dnia. Po wymianie takiego gestu człowiekowi od razu chciało się chętniej pracować. Dlatego jak zwykle skierował się w stronę swojego biura, witając z równie szerokim uśmiechem recepcjonistkę przy bramkach budynku, jak i również ochroniarzy. Wsiadając do windy zdążył się przywitać z paroma pracownikami, jednak pośród nich wciąż nie widział znajomej twarzy. Wysiadając z windy, zdecydowanym krokiem skierował się w stronę swojego gabinetu, po drodze zgarniając wszelakiej maści papeterię od swojej drogiej sekretarki. Rozsiadł się przy swoim biurku, upijając w końcu pierwsze łyki już nie tak gorącej kawy. Zaczął włączać swój komputer, zabierając się za czytanie makulatury, która zdążyła się nazbierać przez ten krótki weekend. Niewiele później usłyszał pukanie do drzwi, a po powiedzeniu krótkiego "proszę", nie spodziewał się w progu nikogo innego niż Ivana.
No nie wiem, nie wiem czy Ci wybaczę te kilka minut spóźnienia — mówiąc to, uśmiechał się do niego lekko, trzymając w dłoniach arkusz z papierami — Ale rozumiem, że musiało się stać coś ważnego, skoro sobie na to pozwoliłeś. Niemniej staraj się informować mnie nawet o minimalnym spóźnieniu. Będę wtedy spokojniejszy — dodał zaraz, wracając wzrokiem do swojej małej lektury.
Nie był na niego zły. W końcu każdemu może zdarzyć się te kilka minut spóźnienia — wina pociągu, nieznalezione klucze, jakaś nieprzyjemna kłótnia z rodzicami czy bratem. Natarczywy kochanek. Był wstanie to wszystko zrozumieć, dlatego poniekąd chciał też wiedzieć o takich pierdołach. Ciężko powiedzieć, czy z czystej ciekawości, a może z troski.
Tak. Papiery dla Ciebie czekają na biurku sekretarki. Zaraz jadę na umówione spotkanie na 11:00, więc nie będzie mnie przez większość dnia, ale jak coś, to zawsze jestem pod telefonem — odparł z nutką troski w głosie. Nie dało się nie zauważyć, że dzisiaj Ivan nie był w humorze, co trochę go martwiło. Nie chciał jednak tego pokazać, bo wiedział, że byłoby to już nieco creepy — A, i kawa też tam na Ciebie czeka — dodał jeszcze zanim chłopak zdążył zamknąć drzwi. Od jakiegoś czasu wszedł Josephowi nawyk kupowania mu porannej kawy, aby chociaż w minimalnym stopniu wprawić go w dobry, poranny nastrój. Czasem jego instynkt ojcowski go wręcz przerażał. Chociaż paradoksalnie nie takimi uczuciami żywił chłopaka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CashmereSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 14/09/2018
Liczba postów : 121
Cytat : Start with a whisper and end with a shout. Give me a kiss and then spit in my mouth

PisanieTemat: Re: Protect me from what I want   Nie Wrz 16, 2018 5:18 pm

Pomiędzy bratem Aleksandrem i Josephem, Ivan zawsze widział pewne podobieństwo. Byli tak samo cierpliwi w stosunku do jego osoby. Czasami, głównie w młodszym wieku wprawiało go to w irracjonalną irytację. Ich opiekuńcze spojrzenia, gesty i ton głosu często go drażniły. I jednocześnie mile łechtały rozkapryszone ego.
teraz, słysząc słowa mężczyzny na powrót przypomniał sobie ten okres i dziwnym trafem poczuł lekką nutę niezadowolenia w sercu. Zagryzł lekko skaleczoną wargę i skinął powoli głową.
- Wybacz. Korki - skłamał płynnie, wzruszając ramieniem. Rzadko się spóźniał, chociaż styl jego życia kazałby sądzić inaczej. Po części, chociaż praca była tymczasowa, nie chciał zawieźć swojego pracodawcy. I brata, który pewnie wiedział o wszystkim, co działo się w firmie. I tak był wdzięczny Josephowi, że często po prostu przemilcza jego wygląd albo marne samopoczucie, nigdy też nie próbował wbijać się w jego życie z buciorami. Wywiązywał się ze swoich obowiązków, więc interwencje były zbędne.
Obserwował go chwilę, kiedy mężczyzna wrócił do lektury. Uderzyło go to, że Joseph utożsamiał wszystko to, czego Ivan nigdy nie będzie miał i do czego nigdy nie dojdzie. Sprawiał wrażenie idealnego, przystojnego a dodatkowo potrafił się uśmiechać w taki sposób, że Ivanowi uginały się kolana nawet, jeśli uśmiech nie był przeznaczony dla niego.
Gdy Jo ponownie uniósł na niego spojrzenie, Williams szybko odwrócił wzrok, przelotnie zerkając w bliżej nieokreślony punkt za szybą.
- Mhm. Zaraz się za to zabiorę. Wieczorem będziesz miał wszystkie dokumenty na biurku - zapewnił, siląc się na lekkie uniesienie kącika warg i drobny uśmiech. Wyprostował się,gotowy do odejścia, jeszcze na moment zerkając na rozmówcę.
- Dzięki za kawę. Uważaj na siebie - rzucił, po chwili czując się absurdalnie głupio za niefortunny dobór słów. Zmarszczył brwi i odchrząknął. - Znaczy, powodzenia. Na spotkaniu - mruknął tylko, zatrzaskując za sobą drzwi.
Naprawdę, Ivan? Uważaj na siebie? Joseph idzie na spotkanie z klientem, nie na akcję komandoską. Ty skończony durniu.
W jeszcze gorszym nastroju odebrał dokumenty od sekretarki. Zawsze uśmiechała się do niego w ten swój zalotny uśmiech, chociaż Ivan był pewien, że miała męża i chyba nawet dziecko.
Zaszył się w małym pomieszczeniu, w jakim pracował. Były tam dwa biurka, szafki na dokumenty i zero okien; Williams przypuszczał, że pomieszczenie zrobiono na szybko albo było w fazie planowanego zagospodarowania na składzik. Tak czy inaczej, kameralna atmosfera bardzo mu odpowiadała. Na biurku rzeczywiście stała kawa. Jak co rano, nadal ciepła i cholernie kusząca. Nie wiedział skąd wziął się ten nawyk u Josepha - od jakiegoś czasu kupował dwie kawy w tym jedną dla Ivana, stawiał ja na biurku, jakby nigdy nic. A Ivan jeszcze nigdy nie zdążył się zrewanżować.
Przesunął opuszkami palców po brzegu kubka z ewidentnym zamyśleniem, chcąc nie chcąc wracając do wspomnienia Josepha. Wyglądał dzisiaj bardzo dobrze. Zresztą, jak zawsze. Jak zawsze też wywołując w młodszym Williamsie te kłopotliwe, niezrozumiałe odczucia, miły dreszcz, jakąś podświadomą uległość względem tego człowieka.
Z ciężkim sercem zabrał się do pracy, raz po raz upijając kawę. Jeśli miała mu poprawić nastrój, chyba faktycznie zdała egzamin.

Został chwilę po godzinach, żeby zgodnie z obietnicą, zostawić komplet dokumentów na biurku szefa. Bolały go plecy, ale pomyślał, że rozrusza je odrobinę w barze, gdzie umówił się wieczorem z przyjaciółmi. Spakował rzeczy, zgarnął trzy teczki i skierował kroki do gabinetu Josepha. Nie widział go cały dzień, samemu też ograniczając wyjście ze swojej dziupli do potrzebnego minimum, czyli trzech wypadów na szybką fajkę. Wątpił, by mógł go zastać, tak więc zapukał i zaraz wparował do gabinetu, chcąc odhaczyć ostatnią zaplanowaną rzecz tego dnia i pójść do domu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
VenceslausSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 30/07/2017
Liczba postów : 161


Cytat : The dif­fe­ren­ce bet­ween sex and death is that with death you can do it alo­ne and no one is going to ma­ke fun of you.
Wiek : 20
Male


PisanieTemat: Re: Protect me from what I want   Nie Wrz 16, 2018 5:59 pm

Idealny obraz to może zbyt przesadzone stwierdzanie. Miał swoje prywatne problemy, o których wiedział najlepiej Alexander, jego drogi przyjaciel. Oraz te, których nie chciał nikomu mówić. Tłamsił je przez bardzo długi czas, samemu nie umiejąc zrozumieć ich do końca. Jednak nie chciał ich mieszać ze sferą zawodową — to źle wpływało na firmę oraz na ludzi, którzy w niej pracowali. Potrafił oddzielić jedno do drugiego, przez co czasem zachowywał się zbyt formalnie w stosunku do osób, które w pracy były mu bardziej bliskie. Ale tak już miał. Może dlatego ostatnio Ivan odniósł wrażenie, że był dosłownie bardzo podobny do jego starszego brata. Wcześniej nie mieli okazji do bliskiego kontaktu, a teraz, gdy w końcu mają, Joseph nie zachowuje się w pełni naturalnie. Bardziej luźno, swobodnie. Gdy dłużej tak na to spojrzeć, nabiera to większego sensu. Więc jaki naprawdę był szef tak sporej korporacji? Mimo to nie dało się ukryć, że mieli parę cech podobnych do swoich. Możliwe, że to wyuczone przez lata cierpliwość i spokój dominowała w ich charakterach.
Przytaknął ze zrozumieniem na rzucone kłamstwo, uważając to oczywiście za prawdę. Uznał, że nie widział sensu doszukiwania się czegoś głębszego. Czasem każdemu zdarzy się wstać lewą nogą. Od jakiegoś czasu wiedząc też, że chłopak miał trochę ciężej w życiu — oczywiście dzięki wspaniałemu bratu  — bywał dla niego bardziej wyrozumiały, widząc w nim dawnego siebie. Chociaż czysto podświadomie wiedział, gdzie leżał problem. Wiedział, że był gejem. I ciężko było sobie zaprzeczyć, że od zawsze coś widział w tym buntowniczym dzieciaku. I w tym przypadku nie chodzi o potencjał czy życiową karierę. A o uczucia, z którymi ostatnio nie potrafił się uporać. Jednak zasłanianie tego poranną kawą i licznymi uśmiechami pomagało. Do tego stopnia, że mógł na chwilę zapomnieć i przestać siebie zadręczać myślami typu "co będzie". Bardzo możliwe, że nigdy nic nie będzie i to był cały problem, z którym ostatnio dorosły mężczyzna się borykał.
Krótki śmiech, przeplatany z lekkim zdziwieniem na twarzy wydobył się z gardła Cullmana, kiedy usłyszał od niego zdecydowane "uważaj na siebie". Nie chciał, aby to zabrzmiało jakoś wrednie, ale szok, który w efekcie tych słów powstał, nie opuszczał go aż do momentu, gdy chłopak zamkną za sobą drzwi.
Dzięki i Tobie też. W pracy — rzucił zaraz po tym jak przeszedł mu chwilowe dezorientowanie zaistniałą sytuacją, po czym wrócił do wykonywanej pracy.

Czas mijał szybko. Nim obejrzał za siebie, była już 11:00, a on siedział w innej firmie jako gość, ugadując warunki umowy. Dzień był z lekka męczący, bo nawet nie udało mu się pójść na ulubiony lunch. Dzisiaj wszystko robił w biegu. Około godzin 15-stej pojechał po syna, którego zostawił dziś u swojej siostry w mieszkaniu, bo wiedział, że miał jeszcze trochę pracy przed sobą i będzie musiał zostać w firmie dwie, trzy godzinki dłużej niż zakładał. Zjadł gdzieś na mieście, dalej załatwiając w biegu różne sprawy, aż ostatecznie znalazł się w firmie dość późnym wieczorem. Nie spodziewał się jednak, że gdy będzie chciał wejść do swojego eleganckiego gabinetu, zobaczy tam kogoś, kto sumiennie przez cały dzień wykonywał swoją pracę.
O, Ivan. Miło Cię widzieć. Myślałem, że już dawno jesteś gdzieś u siebie w mieszkaniu — lub gdziekolwiek indziej — Smakowała Ci kawa? — spytał wyjątkowo luźno, palcami przeczesując grzywkę, która notorycznie opadała mu na twarz. Postawił swoją teczkę gdzieś na ziemi, idąc otworzyć okno, które miał tuż za swoim biurkiem. Dopiero po tej czynności przysiadł do niego, na nowo włączając komputer. Wszystko sugerowało, że mężczyzna, pomimo widocznego zmęczenia, zostanie jeszcze tu na mniejszą bądź trochę dłuższą chwilkę. Dopiero teraz zauważył komplet dokumentów, które zostały zrobione przez Rosjanina.
Mogłeś zostawić sobie resztę na jutro. Nic złego by się nie stało — oznajmił, ale z drugiej strony co to za różnica, którego dnia zostaniesz dłużej w pracy? Sam wychodził z założenia, że lepiej zrobić wszystko za pierwszym razem niż później odkładać coś w nieskończoność. Dlatego pewnie sam siedział tu jeszcze, zamiast jechać po syna do swojej siostry i spędzić z nim ten wieczór na grach i zabawach tak jak obiecywał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CashmereSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 14/09/2018
Liczba postów : 121
Cytat : Start with a whisper and end with a shout. Give me a kiss and then spit in my mouth

PisanieTemat: Re: Protect me from what I want   Nie Wrz 16, 2018 6:26 pm

Głos Josepha sprawił, że Ivan prawie podskoczył, czując się trochę jak mały szpieg, który grzebie w gabinecie szefa pod jego nieobecność. Szybko się zreflektował, w końcu nic na sumieniu nie miał, a wręcz przeciwnie; z dumą prezentował owoce swojej dzisiejszej pracy.
- Myślałem, że Cię nie ma. Chciałem tylko to zostawić - wyjaśnił, zwyczajowo wzruszając ramionami, przybierając luźną i obojętną postawę. Zerknął na zegarek i z zaskoczeniem stwierdził, że było później niż podejrzewał. Tym samym zdziwił się dalszą pracą mężczyzny.
- W domu nie czeka mnie nic ciekawego. Zresztą, jedyne co dobrego wpoił mi ojciec to obowiązkowość - rzucił spokojnie, łapiąc się na wstydliwej myśli, że chętnie sam odgarnąłby mu te włosy z przystojnej twarzy. wsunął dłonie do kieszeni spodni, by móc cokolwiek z nimi zrobić i zatuszować odrobinę zażenowanie własnymi przemyśleniami. wspomnienie kawy natomiast wywołało delikatny, większy niż rano uśmiech. W szczerym uśmiechu Ivana zawsze było coś ładnego. Może przez pełne usta, może przez dołki w policzkach albo ożywione intensywne spojrzenie. Często jednak, kiedy już się uśmiechał to zdawkowo i raczej dla wykazania jakiejkolwiek reakcji.
- Bardzo. Postawiła mnie na nogi. Nie zdążyłem nigdy wynagrodzić Ci tych kaw. Obiecuję poprawę. Jutro ja stawiam - oznajmił, przejawiając w tonie głosu zdecydowanie i taki upór, że chyba tylko szaleniec dalej by się z nim sprzeczał. Poczuł na policzkach chłód nowojorskiego wiatru, wpuszczonego przez otwarte okno.
- Nie idziesz do domu? - wypalił, dostrzegając, że Joseph odpala komputer z zamiarem dalszej pracy. - Pouczasz mnie, a sam zachowujesz się jak rasowy pracoholik. Nieładnie - cmoknął pod nosem, unosząc znacząco jedną z brwi. Firma firmą, ale przemęczenie się chyba nie poskutkuje niczym dobrym. Zresztą, co on może wiedzieć o zmęczeniu czy prowadzeniu tak dużej firmy. Jedynym problemem Ivana było to, czego się napije wieczorem i jakie kolorowe pigułki do tego łyknie.
- Wygadasz na zmęczonego. Twoje oczy są zmęczone - obrócił się, ruszając do drzwi. Nie chciał mu przeszkadzać. A sobie jeszcze bardziej wzmacniać ogromnej ochoty na dłuższą pogawędkę z Cullmanem.- Nie siedź za długo.
Matka Boska opiekuńcza zstąpiła na ziemię jako Ivan. Oczywiście.
Już łapał za klamkę, kiedy zarówno telefon Ivana jak i Josepha zaalarmowały o otrzymanej wiadomości. Brunet sięgnął po aparat, nieznacznie się krzywią z kiedy nadawcą okazał się jego brat.
"Kolacja u mnie, Charlotte robi pieczeń. Mamy coś do ogłoszenia. Zapraszam na 20:00"
Młody Williams prychnął jak rozjuszony kot. Minusem jego brata było to, że nigdy nie szanował czasu Ivana z góry zakładając, że zawsze się dostosuje. No i kolejna sprawa, Charlotte. Czegokolwiek by nie robił, nie mógł jej polubić. Była wyniosła, zadzierała nosa i prawdopodobnie miała zostać żoną Alexandra. Świetnie. I ta jej beznadziejna pieczeń, którą w kółko piekła, jakby dla odmiany nie mogli czegoś zamówić.
- Kolacja u Ala. Będziesz? - spytał, chowając telefon do kieszeni. Spojrzał pytająco przez ramię na Josepha. - W razie czego możesz mu przekazać, że się lekko spóźnię. Mam już plany...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
VenceslausSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 30/07/2017
Liczba postów : 161


Cytat : The dif­fe­ren­ce bet­ween sex and death is that with death you can do it alo­ne and no one is going to ma­ke fun of you.
Wiek : 20
Male


PisanieTemat: Re: Protect me from what I want   Nie Wrz 16, 2018 8:03 pm

Wiedział, że ze szpiegiem chłopak niewiele miał nic wspólnego. Przynajmniej nie w jego stosunku. Domyślał się, że zostawił komplet skończonych dokumentów, które będzie mógł część odłożyć na miejsce, do odpowiednich segregatorów, a część wysłać dalej. Podobało mu się to, że tak sumiennie wykonywał swoją pracę, nawet jeśli młody mężczyzna miał gorsze dni. To powodowało, że firma nie miała zaległości w terminach, dzięki czemu mogli pozwalać sobie na odrobinę luzu w ciągu dnia. Istny raj dla każdego pracownika. Byli jednak wyjątki, którzy zawsze mieli ręce pełne roboty. Chodziło tutaj oczywiście o osoby znajdujące się nieco wyżej od przeciętnego Kowalskiego. Tutaj średnio dało się mówić o czymś takim jak "luz", ale przynajmniej co miesięczne (lub tygodniowe) wynagrodzenie było tego warte.
Fakt, nie powinienem już tutaj być, ale mam jeszcze parę rzeczy do zrobienia, a wolę nie odkładać tego na jutro — oznajmił całkiem szczerze, zaraz rzucając krótkim i sympatycznym śmiechem w stronę Ivana, słysząc wzmiankę o odwecie. Pozwolił sobie jednak na zignorowanie jego poprzednich słów, by nie wprowadzać ich w zły nastrój. Nie miał ochoty na przykre pogadanki — Brzmi jak groźba, a ja nie wiem, czy chcę od Ciebie kawy w takim wydaniu — zażartował sobie, uśmiechając się do niego szeroko, choć nieco inaczej niż zwykle. Tak mniej firmowo? Gdyby miał porównywać — A tak serio, to cieszę się, że Ci pomogła. I nie musisz się odwdzięczać. Wystarczy, że mam tak dobrego pracownika w swojej firmie — uśmiech dalej nie schodził mu z twarzy, zupełnie jakby te słowa, które kierował do chłopaka sprawiały mu niejaką przyjemność w ich wypowiadaniu. Ugryzł się jednak w język, powstrzymując się od dalszego wywodu. Zdecydowanie był już lekko zmęczony.
Pozwolił sobie na zmarszczenie nosa w niejakim grymasie, kiedy został przyłapany na dalszej pracy. Zupełnie jakby robił jakąś karygodną rzecz, a przecież wcale tak nie było. Szybko jednak ten grymas znikł, a zamiast niego pojawił się czysto neutralny wyraz twarzy.
Oj tam, oj tam. Raz na jakiś czas nadgodziny mnie nie zjedzą, a Ty nie pierwszy raz zostajesz w firmie do późnego wieczoru. To niezdrowe. Znajdź sobie jakieś hobby, może to Cię zrelaksuje — zasugerował mu luźno, bo przecież nie dało się ukryć, że mężczyzna przez większość czasu chodził spięty, niewyspany i w sumie niezadowolony z życia. Nie chciał go w żadnym stopniu pouczać, niemniej bolał go fakt, że dzieciak trochę się męczył w swoim obecnym życiu. Nie lubił patrzeć na cudze nieszczęście, więc może czuł w obowiązku jakoś mu pomóc. Dodatkowo obchodził się z nim jak z jajkiem, zamiast zaprosić go któregoś wieczoru na kolację do siebie.
O czym Ty w ogóle myślisz, jełopie?
Nie zamierzam — i już myśląc, że Williams opuści jego gabinet, a on ze spokojem będzie mógł zabrać się za uzupełnienie parę pierdół i wysłanie kilku maili, poczuł wibracje w kieszeni od garniturowych spodni. Wyciągnął telefon dość zręcznym ruchem, a widząc, że to sms od Alexa, przejechał dłonią po spiętym karku. Zdecydowanie powinien pójść na jakiś masaż. Z lekkiego zamyślenia wyrwał go głos Ivana. Spojrzał się na niego, po czym następnie wzruszył ramionami, jakby nie był za bardzo chętny na to, aby tam iść. W zasadzie to nie był, bo wiedział czym będzie smakować ta kolacja. Był świeżo po rozwodzie, jeszcze nie zdążył pełni pogodzić się ze swoimi uczuciami i nie wiedział, czy chciał patrzeć na coś takiego jak szczęśliwa para. Tym bardziej jego przyjaciela.
Nie wiem, może — nieświadomie powiedział to bardziej do siebie niż do niego, dając upust swoim nędznym emocjom. Szybko jednak odchrząknął, chcąc wybrnąć z tej sytuacji z należytą klasą. To nie było w żadnym stopniu fair, choć jemu pewnie to zwisało — Chciałby, abym przy tym był, więc raczej tak. Ty też powinieneś — oznajmił, ale zaraz pożałował swoich ostatnich słów, bo brzmiały one aż za bardzo wyniośle. Może desperacko szukał w nim deski ratunku? — Jasne, przekaże mu, a teraz chcę skończyć sam-wiesz-co — rzucił, trochę nieładnie wyganiając go z gabinetu, bo czuł się lekko zażenowany swoim zachowaniem. Zwykle nie był taki, ale przez zmęczenie czasem nie potrafił panować nad tym, co tak naprawdę czuje. Miało to swoje dobre i złe strony. On jednak wolał, aby ta sytuacja w ogóle nie miała miejsca.

Godzina dwudziesta nastała wyjątkowo szybko. Joseph, znając dobre maniery, nie pozwolił sobie na to, aby przyjechać spóźniony i źle wyglądający. W firmie postarał się dość szybko ogarnąć swoją pracę, a gdy ją skończył, wrócił do domu, aby się odświeżyć, po czym ruszył na rzekome przyjęcie. Był ubrany elegancko, ale nie miał na sobie garnituru. Spięte włosy w kucyk, silny zapach perfum, które tylko podkreślały jak bardzo dominującą osobą potrafi być. Stał tuż przed drzwiami z pięknym bukietem kwiatów, zaraz po tym jak spalił waniliową cygaretkę. Czekał na to aż przyjaciel otworzy mu drzwi, a w międzyczasie Joseph zdążył przybrać dobrą minę do bardzo złej gry. Zdecydowanie nie będzie czuł się komfortowo, gdy przekroczy próg tego mieszkania, domu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CashmereSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 14/09/2018
Liczba postów : 121
Cytat : Start with a whisper and end with a shout. Give me a kiss and then spit in my mouth

PisanieTemat: Re: Protect me from what I want   Nie Wrz 16, 2018 8:38 pm

Ivan westchnął cicho. Gdyby tylko mógł jakkolwiek wymigać się od tej kolacji, na pewno by z tej szansy skorzystał. Z drugiej strony, Alex bardzo poważnie traktował sprawy rodzinne i na pewno bardzo by go zabolało, gdyby młodszy brat zlał go ciepłym moczem.
- Hm? - słowa szefa sprawiły, że gdzieś w środku Ivanowi zrobiło się naprawdę miło. Też powinieneś, nie było raczej skierowane prywatnie i za same takie głupie myśli, Williams skarcił się w duchu. I za każde inne, dotyczące heteroseksualnego szefa także.
- Będę - zapewnił jedynie, a następnie skinął głową w krótkim pożegnaniu, by już nie przeszkadzać Josephowi, który ewidentnie chciał pozostać sam. Poza tym, pozostanie dłużej w tym pomieszczeniu, przesiąkniętym zapachem i obecnością mężczyzny powodowała u Ivana lekkie zawroty głowy.

- Jesteś! - W drzwiach pojawiła się smukła twarz Alexandra, przyozdobiona szerokim uśmiechem. Był podobny do Ivana; obaj mieli czarne włosy, chociaż starszy był wystrzyżony bardziej formalnie i elegancko. Był też wyższy od Ivana, ale za to posiadali ten sam błysk w oku.
- Wejdź. Zrobić Ci drinka, czy jesteś autem? - spytał zaraz, wchodząc wgłąb mieszkania. Gdzieś w kuchni słychać było stukanie obcasów krzątającej się tam Charlotte.
- Ivan niedługo też będzie. W sumie dawno go nie widziałem, jakoś ostatnio ignoruje moje telefony - poskarżył się starszy, krzywiąc lekko i wznosząc oczy ku górze. Nie kontynuował tematu, szybko skupiając się na Josephie; nie chciał by rzucać mu na barki odpowiedzialności za młodszego z Williamsów. I tak był mu wdzięczny, że przyjął go do pracy.
- Jak się czujesz? Wyglądasz, jakbyś potrzebował wakacji - ciemne oczy Alexa zlustrowały twarz rozmówcy. - Nikt nie mówił, że będzie lekko, co? - Roześmiał się.
Dzwonek do drzwi rozległ się po połowie godziny.
Ivan najpierw był umówiony z Joshem. Do wyznaczonej godziny zero, w której miał stawić się u brata było jeszcze sporo czasu. Początkowo też Ivan planował się względnie pilnować; jedno, góra dwa piwa, w końcu po alkoholu trochę lepiej przyjmie sztywną kolację. Wjechała wódka, która wywołała lekką chrypkę w jego głosie, a później ktoś zaprosił go do kibla na wspólne wciagnięcie kreski. Okej, to przecież nie koniec świata. Dalej stał na nogach, wyglądał dobrze i nie śmierdział menelstwem.
Zaczęli wcześnie, więc koło 19:30 Ivan mial już stan dobry i całkiem rozrywkowy.
W momencie, kiedy stal pod drzwiami brata, odbijało mu się piwem a w gardle czuł nieprzyjemną goryczkę. Zdążył zamienić przesiąknięte papierosami ubrania na czyste, za co był z siebie naprawdę dumny.
- Jesteś w końcu. Charlotte się denerwowała - Ivan potrzebował chwili by skupić się na twarzy brata. Skinął głową i wzruszył ramieniem. Miał ją w dupie. Tę kolację też, tak po prawdzie. Marzył o powrocie do domu, zadzwonieniu do Chrisa, zabawieniu się. Brzmiało to jak idealny plan.
- Jezu, Iv. Piłeś? - pytanie padło od razu, kiedy wszedł do mieszkania.
- Jedno piwo. Nie rób problemu. Musisz zamieniać ten wieczór w koszmar? - mruknął, zsuwając kurtkę z ramion i unikając braterskiego spojrzenia. Mocne palce poczuł na podbródku, kiedy starszy zmusił go, by na niego spojrzał.
- Brałeś. Kurwa, Ivan, oczy masz jak jebane spodki. Naprawdę?! - warczał Alex, piekląc się okrutnie. Pchnął mocno brata na ścianę, aż Ivan sapnął gdy łopatki zetknęły się z twardym zimnym. Zacisnął wargi, starając się zachować spokój, unosząc wzrok gdzieś ponad ramię Alexa. Wtedy dopiero dostrzegł Josepha. Poczuł się głupio i gorzej niż chwilę wcześniej, a słowa brata tylko rozpływały się gdzieś z boku. Kurwa.
- Miejmy to już za sobą. Porozmawiamy poźniej, Al - Ivan odepchnął brata i wszedł do salonu, starając się zachować jakąkolwiek twarz i pozycję prostą, wzrokiem raczej błądząc po wszystkim, tylko nie po zebranych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
VenceslausSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 30/07/2017
Liczba postów : 161


Cytat : The dif­fe­ren­ce bet­ween sex and death is that with death you can do it alo­ne and no one is going to ma­ke fun of you.
Wiek : 20
Male


PisanieTemat: Re: Protect me from what I want   Nie Wrz 16, 2018 9:21 pm

Zadowolony wyraz twarzy Alexandra jakoś bardziej poprawił mu nastrój. Miło jest widzieć przyjaciela w dobrym nastroju, nawet jeśli zamartwiał się o swojego brata, co było po nim widać. Znali się tyle czasu, więc to jasne, że potrafili czytać swoje samopoczucie jak z otwartej księgi.
Zmierzwił mu nieco włosy w dość opiekuńczym geście, by później móc poklepać go po ramieniu z miną "co, ja bym nie przyszedł?", po czym wszedł do mieszkania, rozgłaszając się w nim. Po znalezieniu zaganianej Charlotte, przywitał się z nią i podarował bukiet kwiatów, z którego ogromnie się ucieszyła. Nawet stres kolacją gdzieś na krótki moment znikł.
Cynamonowego Jacka Danielsa z chęcią mógłbym się napić. A jak nie masz, to jakąkolwiek inną whisky. Lub brandy — rzucił w jego kierunku, wchodząc do przepięknie ozdobionej jadalni, w której cały czas kręciła się kobieta, by wszystko dopiąć w idealną perfekcję. Łatwo było można się domyśleć, że przyjechał tu taksówką. Zdecydowanie alkohol po dzisiejszym dniu pracy to jest coś, co z chęcią się napije. A jutro wynagrodzi swojemu synowi dzisiejszą wtopę.
Ostatnio dużo pracuje, więc może to kwestia tego — obronił go, choć wcale nie był pewien, czy rzeczywiście tak było. Prawdą jest, że po Ivanie widać było, że szlaja się w miejsca, w których teoretycznie być nie powinien. Nic mu do tego, póki jako pracownik sprawdzał się. Ale im dłużej patrzył na to jak się wykańcza, tym częściej mordował siebie myślami na temat tego dzieciaka. To aż zabawne, że jeszcze nie uświadomił sobie, ile dla niego zaczął znaczyć. A może tu chodzi o ten cholerny rozwód i teraz stara zająć sobie czymś myśli?
Kiedy Alex poczęstował go upragnionym alkoholem, praktycznie natychmiast napił się trunku, który miał w szklance. Zaczął powoli delektować się jego smakiem, relaksując się przy tym. Mocne alkohole zdecydowanie to było coś, co najbardziej uwielbiał z używek. Zaśmiał się na zaczepkę przyjaciela i przez najbliższe półgodziny ich rozmowa toczyła się całkiem swobodnie. Ich konwersację przerwał dzwonek do drzwi, co tylko znaczyło jedno — Ivan postanowił przyjść na kolację. Trochę mu się zbierało, aby ściągnąć swoje szanowne cztery litery. Nie powie, że nawet jego obecność ucieszyła Josepha. Nie spodziewał się jednak tego, że będzie świadkiem nieprzyjemnej rozmowy między braćmi. I również tego, że Ivan rzeczywiście ćpał. Alex wyjątkowo nie mówił mu o tym, a sam nie dociekał, dlaczego jego młodszy brat ma wiecznie podkrążone oczy — uznał to za efekt przemęczenia. Ciężko dało się zaprzeczyć, że w tym samym momencie jego niepohamowana radość zamieniła się w rozdarte rozczarowanie. Tego naprawdę się nie spodziewał. Mimo wszystko słysząc, a nawet widząc przepychanki braci, Joseph wstał, wiedząc, że Alexowi szybko nerwy puszczą. Wbrew pozorom nie miał tak dużej cierpliwości, szczególnie do takich sytuacji. Chwycił go silnie za rękę, widząc jak po raz kolejny chciał pchnąć Ivana, możliwe nawet, że go uderzyć. Sam nie wiedział. Na krótki moment chłodne i ostre spojrzenie mężczyzny spoczęło na zaćpanym wyrazie twarzy młodszego. Dało się w nich dostrzec lekkie rozczarowanie. Nic jednak nie powiedział, a Ivan minął jego tak samo jak i brata jakby nigdy nic. Wyszło źle, bardzo źle.
Nie ma co się przejmować. Skoro jesteśmy już wszyscy razem, to raczej możemy już przysiąść do tak wspaniałej uczty jaką zrobiła Charlotte. Niech nie stygnie — szybka zmiana tematu, krótki firmowy uśmiech. Miał nadzieję, że ta sytuacja rozejdzie się trochę po kościach i nie zepsuje to wcześniejszej atmosfery, która była. Choć i tak zapowiadała się, że będzie ona wyjątkowo gęsta. Mimo wszystko wiedział, że Alex potrafił przemilczeć tego typu sytuacje. Ale czy i tym razem będzie wstanie to zrobić?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CashmereSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 14/09/2018
Liczba postów : 121
Cytat : Start with a whisper and end with a shout. Give me a kiss and then spit in my mouth

PisanieTemat: Re: Protect me from what I want   Nie Wrz 16, 2018 9:50 pm

Słowa brata nie uraziły go w żaden sposób. Doskonale wiedział, jak reaguje na stany w jakich znajduje się Ivan szczególnie po zażyciu narkotyków. Lubił popłynąć; nie było nic lepszego od niebytu, braku myśli o wszystkim co go otaczało. Czuł się wolny, daleki od spojrzeń ojca, matki i Alexa. Daleki od oceniania i piętnowania. Nocami żył pełnią życia, bo w dzień, na ostrym kacu i narkotykowym zjeździe, nie zostawało mu już nic.
Najbardziej jednak wstrząsnęło nim spojrzenie Josepha. Zimne, pełne rozczarowania i niedowierzania, tak bardzo zbliżone do spojrzenia jego brata. Przez moment wydawało mu się, że starszy Williams nie podzielił się narkotykową wiedzą z przyjacielem. A może się mylił? Tak czy inaczej, mial wrażenie jakby ktoś dal mu w twarz. Skurczył się w sobie postanawiając nie zaszczycić mężczyzny spojrzeniem do końca wieczoru,by ponownie nie trafić na te obwiniające go oczy.
Usiedli przy stole. Kolacja o dziwo przebiegła spokojnie, chociaż w głowie Alexa pobrzmiewało wyczuwalne spięcie.
- Tak czy inaczej, zaprosiłem was nie po to, żeby chwalić się awansem - rzucił Alex, śmiejąc się lekko. No tak, możliwe, że o tym wspominał. - Wraz z Charlotte postanowiliśmy się pobrać. Chciałem, żebyście pierwsi się o tym dowiedzieli - oznajmił. Ivan zastygł podnosząc głowę. Minę mial ściągniętą i pełną niezadowolenia. Cichy śmiech Charlotte działał na niego jak płachta na byka.
- Chciałbym też, żeby Joseph został moim świadkiem. Jeśli oczywiście się zgodzi - starszy z braci spojrzał na przyjaciela niemal czułym spojrzeniem, pełnym ukrytego wyczekiwania.
- Zjedz coś jeszcze, Iv. Wyglądasz strasznie blado. Wszystko w porządku? - Charlie pochyliła się dyskretnie, zerkając na Ivana.
- W dupie mam, kurwa, Twoją polędwicę - powiedział. za głośno i zbyt agresywnie. Niemal czuł ciszę, jaka ciążyła w powietrzu, po raz kolejny tego wieczoru marzył o tym, by znaleźć się gdzieś indziej, by wyżyć się ze złych emocji spowodowanych...No właśnie czym? Szczęściem brata? Zazdrością o to, że po raz kolejny mu się udało, podczas gdy on będzie musiał do końca życia się ukrywać, zakładać maskę i modlić się, żeby jakoś przeżyć kolejny dzień.
- Co się z Tobą dzieje?! - Alex wybuchł. Tak jak za pierwszym razem Joseph był w stanie go opanować, tak teraz ciężka dłoń uderzyła w stół aż podskoczyły sztućce.
- Mogłeś w ogóle nie przychodzić, skoro to dla Ciebie taki problem. Skoro wolisz ćpać, chlać do nieprzytomności i dawać rżnąć się jakimś łajdakom po kątach - krzyczał. Ivan podniósł gwałtownie głowę, spoglądając prosto na brata. Coś w nim pękło, jakieś niedowierzanie zastąpiło złość. Alex jeszcze nigdy tak się do niego nie zwrócił. Nie w taki sposób. Nigdy nikomu nie powiedział o jego upodobaniach, no, przynajmniej Ivan nie zdawał sobie z tego sprawy.
- Dziwisz się, że ojciec Cię nie akceptuje?! Weź się do cholery w garść, dzieciaku! Nawet Joseph probuje Ci pomoc, a Ty wszystkie pierdolisz! Powinieneś się wstydzić. Ogarnij się, przynosisz mi wstyd przed przyjacielem i jednocześnie Twoim szefem! - Alex oddychał szybko, spinając energicznie mięśnie. Ivan wstał tak gwałtownie, że aż przewrócił krzesło. Drżał ze złości, z tych buzujących, negatywnych emocji, jakie teraz za wszelką cenę szukały ujścia.
- Wszyscy jesteście siebie, kurwa, warci - powiedział cicho, kręcąc lekko głową. Ruszył do wyjścia, ale Alex go przytrzymał. Chwilę potem Ivan poczuł na policzku solidne uderzenie, aż zakręciło mu się w głowie. Przygryzł sobie wargę, poczuł na języku krew.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
VenceslausSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 30/07/2017
Liczba postów : 161


Cytat : The dif­fe­ren­ce bet­ween sex and death is that with death you can do it alo­ne and no one is going to ma­ke fun of you.
Wiek : 20
Male


PisanieTemat: Re: Protect me from what I want   Pon Wrz 17, 2018 7:25 pm

Jako gość dzisiejszej kolacji nie chciał już wracać do sytuacji, która miała miejsce przed chwilą. Jednak nie dało się nie zauważyć, że ostatnio stosunki między braćmi ostro zaczęły się napinać. Zaczął to ostatnio zauważać, a po dniu dzisiejszym był pewien, że zdecydowanie między nimi zaczęło być coś nie tak. Mimo to nie wiedział, po której stronie była to wina — Alexa, który martwiąc się o przyszłość młodszego, zaczął zachowywać się jak terroryzujący ojciec rodzinę, a może Ivana, gdzie za wszelką cenę chciał pokazać jak bardzo głęboko miał otoczenie i całą swoją rodzinę. I generalnie wszystkich.
I wydawać się mogło, że będzie już wszystko w porządku. Rozsiedli się przy stole, zaczęli jeść, rozmawiać, żartować. Parę lampek wina, a może i coś mocniejszego poleciało. Joseph nie podejrzewał, że za moment wytworzy się kolejna niemiła sytuacja, w której osobiście nie miał ochoty brać udziału. Owszem, chętnie pomoże Alexowi, nawet jeśli chodziło o jego brata — dlatego zasugerował mu pracę we własnej firmie. I to było właśnie to; był jego szefem. Nawet gdyby chciał, nie mógł tak po prostu zapomnieć o całym incydencie. Ale czy właśnie tylko oto chodziło?
Początek cudownego ogłoszenia. W pierwszej chwili głupie chichoty, później zaczęło być zbyt oficjalnie. Przeczuwał, że to właśnie tak się skończy. I choć było mu trudno cieszyć się szczęściem swojego przyjaciela, to mimo wszystko zachował zimną krew. Uśmiechnął się ciepło, przybierając na dumnej postawie — w końcu to zaszczyt być świadkiem na czyimś ślubie. Nie był pierwszy raz, wręcz uważał, że był nim całkiem niezły. I kiedy miał już przejść do części, w której zgadza się na coś tak dumnego, w tym samym momencie emocje Ivana nie wytrzymały, jasno im je przekazując.
Kolejna fala szoku obeszła przez minę Josepha. Wiedział, że młodszy Rosjanin miał swój charakter, ale nie spodziewał się, że stać go na tak gówniarskie zachowanie. Nie widział w tym nic odważnego, ani tym bardziej mądrego. Było to bardzo głupie posunięcie i gdyby wiedział tylko, że chłopak nie miał swojego rozumu, tuż przed kolacją wziąłby go do łazienki, aby choć przez chwilę ochłoną z negatywnych emocji. Jednak na to było już zdecydowanie za późno. Pesząca sytuacja rozwijała się w zaskakująco szybkim tempie. Do tego stopnia, że słowa Cullmana o uspokojeniu się nie docierały do przyjaciela. Nawet jego narzeczona nie była wstanie niewiele zrobić, pomimo wielokrotnych próśb nie robienia z igieł wideł. I w pewnym momencie nawet Josepha uderzyły słowa, które wypowiedział Alexander. Rozumiał złość. Ale nienawidził, kiedy ktoś był podły w stosunku do drugiego człowieka. A właśnie w tej chwili — możliwe, że całkiem nieświadomie i pod wpływem chwili — jego przyjaciel zachował się gorzej niż niejeden skurwiel. Wiedział, że nie chciał tego zrobić celowo, ale cóż. W tym momencie nawet w mężczyźnie mnożyła się złość. Nie po to tutaj przyszedł, aby ich uspokajać. Jednak wiedział, że jeśli nic nie zrobi, sytuacja będzie o wiele gorsza.
I nie pomylił się.
Uderzenie wyjątkowo mocne spoczęło na policzku Ivana, a Joseph, mając już tego serdecznie dość, wstał gwałtownie z krzesła, powstrzymując biedną Charlotte, która wręcz chciała się rzucić na swojego narzeczonego, tylko po to, aby móc go jakoś odciągnąć od młodszego brata. Podszedł do przyjaciela, wyjątkowo silnym i agresywnym ruchem odciągając go od Rosjanina. Przez chwilę bił się myślami między opcją a, a opcją b, aż ostatecznie poszedł za tym, co czuł naprawdę.
Mam już Was serdecznie dosyć. Ile macie lat, aby zachowywać się w tak prymitywny sposób? Obaj zachowaliście się co najmniej chujowo. Biciem go na pewno niczego nie wskórasz, Alex, a Ty Ivan... — no właśnie, co? Przecież nie powiesz tego przy wszystkich — Chodźmy się przejść — oznajmił krótko, w zasadzie to zadecydował, łapiąc go za ramię i wyprowadzając z mieszkania tak jak stali. Teraz zdecydowanie przyda im się krótka, a może nawet i dłuższa separacja po tym, co właśnie zaszło. Nie miał siły zajmować się ich problemami, ale jeśli nie on, to kto? Alex wtedy już całkiem zamęczy go marudzeniem na temat Ivana. Nie mówi, że nie lubi słuchać o tym małym gnoju, ale aktualnie sam był zmęczony i lekko wstawiony. Liczył na relaks, a tymczasem został władowany w jakieś gówniarskie bagno.
W porządku? — rzucił na razie asekuracyjnie, schodząc z nim po klatce w stronę drzwi wyjściowych. Mały spacer dobrze im zrobi. Jemu dobrze zrobi. A jeśli będzie chciał wracać do domu, to i nawet odwiezie go taksówką. Chce być wyrozumiały w stosunku do niego. Ale również nie zamierzał się z nim cackać jak z jajkiem. Nie po tym wszystkim co musiał właśnie znosić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CashmereSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 14/09/2018
Liczba postów : 121
Cytat : Start with a whisper and end with a shout. Give me a kiss and then spit in my mouth

PisanieTemat: Re: Protect me from what I want   Pon Wrz 17, 2018 8:34 pm

Uderzenie otrzeźwiło Ivana. Poczuł lekki zawrót głowy i chyba nawet się zachwiał, odruchowo zaciskając dłoń w pięść, gotowy na rewanż. Nie miałby skrupułów; cios za cios, nie ważne, że był to jego brat. I pewnie gdyby nie mocne odciągniecie przez Josepha, rzuciłby się na starszego Williamsa, rozpętując jeszcze większe piekło.
Czuł, że to niesprawiedliwe, że jego brat nigdy nie powinien wyciągać w kłótni rzeczy, które tak bardzo bolały jego brata. Nawet w złości, nigdy nie powinien złamać przysięgi o milczeniu. Nie ważne, że byli w małym gronie najbliższych przyjaciół. Jego przyjaciół. W tym momencie, Ivan nie ufał im w równym stopniu jak swojemu rodzonemu bratu.
Młody Rosjanin miał świadomość, że przegiął. Wiedział też, co było tego powodem; brak samokontroli, przegięcie z narkotykami, które wzięły górę nad emocjami. Targały nim jak szmacianą lalką powodując, że tańczył jak mu zagrały. Był słaby i ten fakt jeszcze bardziej go wkurwiał.
Oblizał koniuszkiem języka zranioną wargę, zlizując kropelki krwi. Morda nie szklanka, za kilka dni nie będzie śladu. Bardziej martwił się o kość policzkową, na której mógł pojawić się solidny siniak.
Uniósł głowę, patrząc na brata. Dyszał ciężko, twarz miał wykrzywiona wściekłością. Ostatnio im nie szły relacje. Alex zaczął denerwować Ivana swoimi nagłymi, niespodziewanymi wizytami, długimi monologami o jego przyszłości. Niejednokrotnie zastał Ivana naćpanego i półnagiego, kiedy w nocy postanowił go skontrolować. Ivan nie pozwalał mu wtedy wejść; w sypialni najczęściej leżał Chris lub inny, przelotny partner, którego poznawał w nocnych klubach, brudnych spelunkach Nowego Jorku. Na kłótnie zanosiło się długo, Ivan żałował tylko, że Joseph był tego świadkiem.
Brat był nim rozczarowany, jego narzeczona chyba też. Chociaż milczała, stojąc spięta za plecami Alexa, dostrzegł jak ucieka wzrokiem. Szmata.
Joseph miał racje. Zachowali się jak gówniarze, którzy nie potrafią załatwić swoich spraw. Jak jakieś bydło, a nie cywilizowani ludzie.
- Gratulacje - warknął jedynie, poddając się pociągnięciu Josepha, po drodze tylko zgarniając swoją kurtkę.
Chłodne powietrze uderzyło go w twarz. Gdy tylko stanęli na chodniku, Ivan zdecydowanie odsunął się od mężczyzny, tracąc z nim jakikolwiek kontakt fizyczny, po prostu woląc postać samemu. Było mu wstyd. Nie tylko sytuacji, jaka miała miejsce chwilę temu, ale również słów brata. Nie patrzył na Josepha, wyciągając z kieszeni paczkę papierosów i wsuwając jednego z nich do ust. Odpalił.
- Nie. Nie jest w porządku - powiedział szczerze. Zaciągnął się tak mocno, że poczuł w płucach pieczenie. - Należało mi się. To nie wina Alexa - dodał. Właśnie tak myślał. Gdyby nie głupie uciechy przed kolacją, spotkanie przebiegłoby bezproblemowo. W dodatku zniszczył wieczór nie tylko im, ale też Cullmanowi. Egoistyczne.
- Myślę, że powinieneś wrócić do góry. W końcu bycie świadkiem do czegoś zobowiązuje - zmusił się do uśmiechu. Teraz, zamiast na buty, patrzył gdzieś w dal, trochę modląc się o to, by Joseph faktycznie poszedł. Nie chciał, żeby oglądał go w takim stanie.
- Przepraszam - rzucił cicho, po długim milczeniu. Było w tym coś szczerego, ale nie przesłodzonego. Pomimo głupiej postawy, narkotyków w żyłach, wiedział, że zachował się chujowo. Po prostu.
Bał się spojrzeć na mężczyznę. Nie dlatego, że z pewnością był zły i zrezygnowany, na pewno też zmęczony. Ivan cholernie bał się zobaczyć w jego oczach wstręt. Był gejem, jebanym ćpunem i chujem. Niezłe połączenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
VenceslausSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 30/07/2017
Liczba postów : 161


Cytat : The dif­fe­ren­ce bet­ween sex and death is that with death you can do it alo­ne and no one is going to ma­ke fun of you.
Wiek : 20
Male


PisanieTemat: Re: Protect me from what I want   Wto Wrz 18, 2018 7:53 pm

Doskonale wiedział, że przez mocny cios Alexa, ta cała sytuacja mogła przerodzić się w nieprzyjemną bójkę. Tego chciał właśnie uniknąć — złych wspomnień, które będą niosły się za wszystkimi przed bardzo długi okres czasu. Już wystarczyły same krzyki i wrzaski. Po co dawać jeszcze w to cale gówno przemoc fizyczną?
Gdyby słyszał na głos myśli Ivana, bez jakiegokolwiek zawahania zgodziłby się z nim. Jak już wcześniej wspomniał; Alexander postąpił bardzo nie fair wobec swojego brata i nieważne jak bardzo wściekły na niego był, powinien dochować tajemnic na jego temat. I może właśnie dlatego sam nie miał najmniejszej ochoty siedzieć z kimś, kto rzucał czymś takim na prawo i lewo. Gdyby powiedział mu, że sam jest biseksualny i któregoś razu byłby na niego zły, to co? Też wypaplałby o tym pierwszej, lepszej osobie? Teraz już wiedział, że nie mógł mu o czymś takim powiedzieć, nieważne jak bardzo go szanował. Więc oczywistością było, że na chwile obecną nie chciał wracać na górę. Wolał czas spędzić z kimś, kto może i ćpał, ale był przynajmniej szczery wobec innych. Nawet jeśli ta prawda cholernie kogoś bolała. Co nie zmienia faktu, że wciąż nie popierał jego zachowania.
Czując jak mężczyzna chciał mu się wyrwać, puścił go luzem, dając mu złapać dystans pomiędzy nimi. Widać tego potrzebował. Ale czy to ważne? Mówi, że jest mu wstyd. Nie miał zielonego pojęcia, jak bardzo zażenowany czuł się sam Joseph. Jemu też było wstyd. Wstyd tego, że musiał w tym wszystkim brać udział. Za swojego przyjaciela, który nie potrafił trzymać języka za zębami. Jego też szargały emocje, o których chłopak nie miał bladego pojęcia. Bo przecież wiecznie grał tego, który jest rozsądny i opanowany. Kogoś, kto jest idealny w każdym calu, a najmniejszą słabość potrafił przekształcić w ogromną zaletę. Teraz jednak, gdy był na alkoholu i sam nie do końca rozumiał całej tej sytuacji, najprawdopodobniej sam gdzieś pękł.
Miałem na myśli uderzenie. A to, że Twoje życie pierdoli się od jakiegoś czasu łatwo jest akurat zauważyć. Chodzisz cały czas zmęczony i zły. Myślałem, że Twoje podkrążone oczy to efekt przemęczeń, nadgodzin, które bierzesz. Kłótni z Alexem, których masz dość. Lub z ciągłego niewyspania. A Ty po prostu ćpasz? To jest jakiś chory żart — miał mu to za złe i nie zamierzał się z tym kryć. Mówił powoli, nawet spokojnie, ale jego spokojna barwa głosu brzmiała tak jakby krzyczała. Wziął jednak głęboki oddech, zamykając na chwilę oczy. Policzył gdzieś w myślach do trzech, a gdy się uspokoił, otworzył je na nowo, podchodząc do Ivana. Stanął tuż przed nim, a chcąc spojrzeć mu w te zaćpane spojrzenie, złapał go delikatnie za podbródek i skierował jego twarz w kierunku swojej.
Owszem, trochę przeholowałeś. Ale on też nie jest bez winy. Zachował się jak ostatni dupek, a nie powinien. W końcu jest starszy i powinien Ci dawać dobry przykład, a nie robić za drugiego ojca — chłodne spojrzenie błękitnych oczu skierowało się na uderzony policzek. Zawiesił na nim wzrok, całkiem nieświadomie przejeżdżając kciukiem po uderzeniu. A gdy tylko złapał się na tak głupim geście, odsunął się od niego jak poparzony. Cholera, było kurewsko blisko.
Trzeba zobaczyć, czy nie masz złamanej szczęki. Wyglądało to poważnie — wyrzucił z siebie szybko, aby jakoś uzasadnić gest, który względem niego właśnie zrobił. Nie miał pojęcia, czego oczekiwał Joseph. Że nagle wskoczy mu w ramiona i będzie happy? Przeklną na siebie w myślach, samemu sięgając po paczkę papierosów i odpalił zapalniczką Zippo papierosa, wciągając równie mocno dym, co jego rozmówca. Zaśmiał się, wcale nie w ten pozytywny sposób, który na okrągło słyszał dzieciak.
Błagam, nie pierdol mi tu teraz o byciu świadkiem — oznajmił tylko, trochę bez sił i tym razem on odwrócił od niego spojrzenie — Nie mam ochoty teraz tam wracać — dodał chłodno, powoli wypalając papierosa. Zaraz jednak westchnął głośno, słysząc z jego strony szczere przeprosiny. Przeczesał przez palce grzywkę, póki co zaczesując ją gdzieś zza ucho. Ciężar swojego ciała przeniósł na lewą nogę, a spojrzeniem ponownie wrócił na Ivana. Gdyby pomyślał, że mając te 25 lat będzie stać go na coś takiego...
Masz ochotę na mały spacer? Nie musisz mówić jak nie chcesz. Po prostu się ze mną przejdź. To w ramach przeprosin — chamsko wykorzystał ten fakt. Prawdą było, że chciał zrobić rundkę wokół parku, który był niedaleko stąd. Trochę bał się zostawiać mężczyznę w takim stanie, dodatkowo pragnął jego obecności przy sobie. Ale przecież głośno o tym nie powie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CashmereSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 14/09/2018
Liczba postów : 121
Cytat : Start with a whisper and end with a shout. Give me a kiss and then spit in my mouth

PisanieTemat: Re: Protect me from what I want   Wto Wrz 18, 2018 8:40 pm

Nie wiedział, co ma w tym momencie mu powiedzieć. Czuł sie jak zbity pies i jak ten pies wolałby zaszyć się gdzieś w swojej budzie, przynajmniej do następnego dnia. Poważnie też zastanawiał się nad zwolnieniem lekarskim, albo jakąkolwiek inną wymówką dzięki której mógłby zostać w domu. Nie był typem osoby, która od razu zaczęłaby płakać; od, nastrój miał podły i odrobinę destrukcyjny, co nie znaczyło, że sam się z niego nie wygrzebie.
Nie uważał, żeby był uzależnione od narkotyków. Zdarzało mu się ćpać raz, dwa razy w tygodniu, po kresce albo dwóch. Był młody, bawił się. Potem odsypiał i na drugi dzień funkcjonował normalnie. Owszem, sypiał mało, był mu potrzebny dłuższy relaks, ale oprócz tego nic mu nie było. Co nie zmieniało faktu, że robił źle. Niszczył własny organizm tylko dla kilku godzin zapomnienia o problemach.
Otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale żadne słowa nie przychodziły mu do głowy. Nagle konieczność tłumaczenia się przed Josephem bardzo go skrępowała, szczególnie po wypowiedzianych w złości słowach brata. Na szczęście, albo ku ogromnemu zdumieniu Ivana, Joseph ujął jego podbródek zmuszając, by czekoladowe oczy znalazły punkt zaczepny w tych drugich, pełnych czegoś, czego młody Williams nie potrafił odgadnąć. Chyba nigdy nie mial okazji spojrzeć w nie z tak bliska. Ciepły palec przesunął się po jego skórze, a on poczuł dreszcz i przez chwilę wstrzymał oddech, siląc się z chęcią odskoczenia w tył, ucieczki od tego momentu, w dziwaczny sposób wypełnionego intymnością. Uniósł własna dłoń, odruchowo chcąc złapać tamtą, musnąć ją opuszkami palców, jednak zanim do tego doszło, Joseph zabrał dłoń, zostawiając w Ivanie na nowo chłód i poczucie beznadziei. Gest zatuszował pogładzeniem własnego policzka.
- To raczej nie złamanie. Wszystko będzie dobrze, nie przejmuj się - zapewnił, wzruszając ramieniem. Mógł mówić, a to już coś. Siniak to jedyne, co ewentualnie zostanie. Jeśli dostatecznie szybko przyłoży lód, może rano niczego nie będzie widać. Warga tez się zagoi - przypominając sobie o niej, przesunął językiem po skaleczeniu.
Obserwował jeszcze chwilę, jak mężczyzna odpala papierosa. Chwila kontaktu fizycznego wystarczyła, by wyobrażał sobie te rozchylone wargi w innym miejscu.
szybko odgonił te myśli, wyraźnie nimi poirytowany.
Zawahał się w odpowiedzi na propozycję. Milczał chwilę, po czym bardzo wolno pokiwał głową.
- Chodźmy - zgodził się, dopalając papierosa i wsuwając dłonie do kieszeni spodni.
Faktycznie, Ivan długo nie miał ochoty nic mówić. Nie wiedział co, a i wątpił. by sam Joseph chciałby go słuchać, albo czy zrozumiałby jakkolwiek jego punkt widzenia. W końcu jednak uznał, że należy mu się cokolwiek- chociażby wyjaśnienie jego zachowania, albo zapewnienie, że faktycznie Ivanowi nic nie jest. Ani po uderzeniu, ani po używkach.
- Ostatnio kiepsko dogadywaliśmy się z Alexem - powiedział w końcu, patrząc przed siebie. Szli blisko siebie, Williams jednak uważał, by zachować na tyle dystansu, by w żaden sposób ich ramiona się nie zetknęły. Czuł jednak wyjątkowy, odurzający zapach perfum mężczyzny. Podobały mu się.  
- Uważa, że moja...Orientacja, to okres przejściowy. Próbuje mi wcisnąć siostry koleżanek, jakieś znajome. Na siłę stara się podlizać ojcu, ustawiając mnie do pionu - westchnął - nie winię go w żaden sposób. Jest i będzie jak ojciec. Wątpię, żeby cokolwiek to zmieniło - wzruszył ramieniem.
- Wybuchłem, bo było tego dla mnie za dużo. Nie lubię Charlotte bo ma kij w dupie. Bo ciągle słyszę, że przydałaby mi się taka kobieta - przewrócił oczami. - I chociaż z głębi duszy gratuluję bratu tego, że jest szczęśliwy, to jednocześnie jestem strasznie wkurwiony - zerknął na Josepha, a później ponownie utkwił wzrok w ścieżce przed nimi. Było już ciemno, zapowiadało się na deszcz, ale spacer był przyjemny i Ivan nie chciałby z niego jeszcze rezygnować.
- Nie miej mu tego za złe. Podejrzewam, że chciał mną potrząsnąć. Nie powiem, udało mu się - zaśmiał się cicho, chociaż mało szczerze. Nie miał ochoty na śmiech.
- Alex chciałby, żebym był taki jak Ty. Jesteś ideałem dla wszystkich w koło. Tym bardziej, nie chciałem, żebyś musiał na to patrzeć - zatrzymał się i rozejrzał. W końcu wskazał na staw przynależny do parku. Skierował tam kroki, polując na jakąś ławkę, gdzie mogliby przysiąść.
- Wszystko ze mną w porządku - po kolejnym milczeniu, spojrzał na Josepha uważnie. - Wiem, że czujesz się w obowiązku spędzić ze mną czas. To oczywiste. Ale to, że wciągnąłem kreskę i wypiłem dwa piwa więcej nie znaczy, że zaraz się zabiję albo coś mi się stanie. Poradzę sobie. Jak zawsze - zapewnił, w końcu siadając na ławce. Odchylił głowę i spojrzał na zachmurzone niebo.
- Wolę noce. W nocy ma się więcej wolności. Mam wrażenie, że mogę być sobą - mruknął. Zawibrowało mu w kieszeni. Wyciągnął telefon, dostrzegając krótką nazwę kontaktu. Chris. Odrzucił połączenie, zaciskając palce na aparacie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
VenceslausSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 30/07/2017
Liczba postów : 161


Cytat : The dif­fe­ren­ce bet­ween sex and death is that with death you can do it alo­ne and no one is going to ma­ke fun of you.
Wiek : 20
Male


PisanieTemat: Re: Protect me from what I want   Wto Wrz 18, 2018 9:43 pm

Nie chciał nie wiadomo jakich wyjaśnień. Mniej więcej wiedział na czym stał. Po prostu cała ta sytuacja przerosła jego. Zupełnie jak Alexa czy Ivana. Dla niego też nie było to nic normalnego. I nie powie, że poniekąd czuł się w obowiązku dopilnować tego, aby Ci dwaj na samym końcu pogodzili się jak na braci przystało. Po prostu tego chciał jako ich przyjaciel. Będzie wtedy spokojniejszy.
Też nie wiedział, na ile mógł mu ufać. Pierwszy raz w życiu słyszał to, że w ogóle ćpa. Sam fakt, że brał robiło już sporo, nieważne w jakiej to było ilości. To chujowy nałóg, który potrafił zniszczyć każdego człowieka. Nie chciał, aby całkiem podobnie stało się z Ivanem. Nie był złym chłopakiem — może trochę zagubionym, podirytowany presją. Ale nie mógł o nim powiedzieć złego słowa. Zawsze starał się jak tylko mógł, dawał z siebie wszystko. A mimo to los ciągle podcinał mu skrzydła. Wiedział najlepiej jak to jest, dlatego poniekąd chciał być w tej trudnej chwili właśnie z nim, nie z Alex'em. Miał nadzieję, że chłopak wykaże trochę zrozumienia i przejdzie się z nim chociaż po tym durnym parku. Nie oczekiwał wiele. Chciał mieć tylko pewność, że jest z nim wszystko w porządku.
Chwila intymności, która zaiskrzyła między tą dwójką bardzo szybko się rozproszyła. Joseph przynajmniej się postarał, aby ona zniknęła, nawet jeśli mu się ona podobała. Miał swój rozum i wiedział, że będzie to złe posunięcie. I dla Ivana i dla niego. Ich obu ciągle trzymały różne emocje, które tak naprawdę dopiero teraz zaczęły powoli uchodzić. Kiedy udało im się przejść trochę po parku, milcząc tak przez bardzo długi moment. Ale nie była to zła cisza. Szczerze? Mógłby z nim tak iść nawet całą noc. Jednak kiedy Rosjanin odważył się przemówić, całą swoją uwagę skupił na wypowiadanych słowach. Chciał, aby wiedział, że go rzeczywiście słucha i obchodzi jego zdanie.
Dało się zauważyć — skomentował na początku krótko, zaraz po tym jak zaczął swój krótszy monolog. Wcale mu się nie dziwił. Jemu by też nerwy puściły, gdyby ktokolwiek zaczął mu dyktować, jak ma dokładnie żyć. Jednak to, co usłyszał jako ostatnie mocno go zszokowało. Naprawdę chciał kopię jego? Bo co? Dobrze radził sobie w strefie zawodowej? Dobre żarty. Aż ze zmęczenia i lekkiej irytacji rozmasował sobie napięty kark. Coraz częściej nabierał tego okropnego nawyku. Chyba serio pójdzie na ten masaż — Domyślam się, że robi to, bo się o Ciebie martwi. Jednak jego metody są złe. Gdybym wiedział wcześniej, że tak między Wami jest — bo oczywiście o wszystkich szczegółach rozmowy Alex mu nie mówił — to dużo wcześniej postarałbym się mu doradzić coś, co nie doprowadziłby do takiej kłótni między Wami — skomentował, kierując swój wzrok w jego stronę. Oczywiście, przeszedł z nim na jakąś ławkę, samemu chętnie na niej siadając. Po chwili jednak dało się poczuć pierwsze krople deszczu, które zaczęły spadać z nieba. Chyba rzeczywiście będzie dzisiejszej nocy padać — Też bym wybuchł — odparł spokojnie, chowając już dawno dopalonego papierosa do pudełka od nich —Szczerze jest mi ona obojętna. Lubię widzieć jak Ty z Alex'em jesteście po prostu szczęśliwi, naprawdę. Ale rozumiem Twoje uczucia — dodał z lekkim uśmiechem na twarzy, mniej lub bardziej świadom swoich słów. W tym momencie nie robił za jego szefa, nie musiał ubierać oficjalnej maski, dzięki której wyglądał na kogoś porządnego. Mógł w końcu szczerze z kimś porozmawiać i z tą myślą czuł się naprawdę dobrze. Mimo to absurdalny śmiech wydostał się z jego ust, ponownie przeczesując dłonią swoje włosy. Deszcz zaczął padać coraz bardziej intensywniej, a on wciąż nie mógł wierzyć w to co właśnie słyszał — Naprawdę uważacie mnie za wzór do naśladowania? Na świecie nie ma ideałów — rzucił, ale po chwili wziął krótką pauzę przed tym, co chciał mu powiedzieć. Nie było to dla niego w żadnym stopniu łatwe, tym bardziej, że Ivan nie wie o nim wszystkiego — Prosiłem Alexandra, aby Ci o tym nie wspominał. Rozwiodłem się. Zostałem z synem, który ma aspergera i nie jest mi łatwo. Myślisz, że ktoś taki, komu absolutnie nie wyszło w życiu prywatnym, może być wzorem do naśladowania? Gdzie jest wspomniany przez Ciebie ideał, o którym Alex najprawdopodobniej ciągle Ci pierdoli — wyrzucił z siebie zdecydowanie zbyt zmęczony całym natłokiem emocji, które raz po raz w niego uderzały. On też mógł mieć dość. To, że miał 33 lat i miał jako tako poukładane życie, nie znaczy, że nie był człowiekiem i nie miał swoich uczuć i emocji.
Przepraszam, ale naprawdę długo we mnie to siedziało. Przez to, że to wszystko nagle mnie przytłoczyło, nie mogłem odpowiednio Wam pomóc. Nie obwiniam siebie za dzisiejszą sytuację, ale gdybym był w nieco lepszym stanie emocjonalnym, umiałbym Alex'owi pomóc na tyle, aby miedzy Wami było dobrze. A przynajmniej lepiej — i w końcu po tych słowach, pokusił się o to, aby unieść swoją dłoń i zmierzwić Ivanowi i tak już potarganą czuprynę. Chciał w ten sposób rozładować spiętą atmosferę między nimi. A tym samym trochę wesprzeć dzieciaka — Już się nie martwię. Jesteś silny. I prawie taki sam jak ja kiedy byłem w Twoim wieku. Też ciągle chodziłem na imprezy, chciałem udowodnić wszystkim swoją rację, szczególnie ojcu. Żyłem nocą, jak to ładnie wspomniałeś. Ale nie niszcz siebie narkotykami. To najgorsze gówno jakie może być w życiu — dodał od serca, spoglądając na niego kątem oka. Był ciekaw, czy chociaż trochę poprawił mu się humor. Jak tak, nie będzie ukrywał swojego szerokiego uśmiechu na twarzy. A jeśli nie, to może rzeczywiście da mu już spokój i wróci do Alexa. Przecież nie będzie olewać go przez cały wieczór. Jednak gdzieś tam drugim kątem oka dostrzegł, że ktoś do niego dzwoni. Zauważył nazwę kontaktu, ale nie wypytywał o nią. W końcu to nie jego interes z kim spotyka się Ivan. Nawet jeśli teraz poczuł minimalne ukłucie gdzieś w okolicy serca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CashmereSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 14/09/2018
Liczba postów : 121
Cytat : Start with a whisper and end with a shout. Give me a kiss and then spit in my mouth

PisanieTemat: Re: Protect me from what I want   Wto Wrz 18, 2018 10:21 pm

Ivan starł lekko krople deszczu z twarzy. Nie przeszkadzały mu w żadnym wypadku, ale trochę pogorszyły jego samopoczucie. Podejrzewał, że Joseph nie będzie chciał dalej spacerować, jeśli się rozpada. Okej, sam też nie należał do romantyków tańczących w deszczu, ale chyba jeszcze nie chciał kończyć spotkania szczególnie, że kłótnia z bratem wyraźnie odblokowała jakieś narzucone do tej pory granice rozmów.
Był mu wdzięczny i ta wdzięczność była widoczna w spojrzeniu młodego Williamsa, kiedy spojrzał na swojego szefa. Chciał pomoc i go zrozumieć, robił więc więcej niż cala jego rodzina do tej pory. Spowodowało to, że jeszcze bardziej zapałał do niego sympatią.
- Chyba po prostu musiało pomiędzy nami wybuchnąć. Kilka dni ciszy i znowu zaczniemy rozmawiać. Może Alex zrozumie, a ja dojrzeję do tego, żeby trochę spokornieć - westchnął. Miał nadzieję, że tak będzie. Alex, nawet będąc dość irytującym typem, był dla niego bardzo ważny. Marzył o tym, by zaczął go wspierać i zrozumiał, że ścieżki Ivana różnią się od jego własnych.
Obserwował go dalej, teraz bardziej pewnie. Uśmiechnął się pod nosem, gdy tamten przeczesał włosy swobodnym ruchem, bez widocznego, znanego Ivanowi spięcia, gdy byli w biurze. Zresztą, chyba lubił go obserwować. Poznawał go od początku i z zupełnie innej strony.
Szybko jednak spochmurniał, słysząc słowa mężczyzny. Na jego twarzy pojawiło się jednocześnie i zmartwienie i strapienie.
- Nie wiedziałem...- zaczął. Nie wiedział. Nie rozmawiał z Alexem o życiu prywatnym Josepha. Sądził, podobnie jak większość ludzi w pracy, że ma przykładną żonę i świetne życie. Rzadko kiedy miał zły humor, a już na pewno nie pokazywał niczego w pracy. Okazuje się jednak, że gówniarskie problemy Ivana są z niczym z prawdziwą tragedią.
- Przepraszam - powiedział cicho. Pochylił się, opierając łokcie na kolanach i spoglądając na swoje dłonie. - To egoistyczne, że wciągamy Cię w nasze sprawy. Gdybym wiedział, na pewno bym się wstrzymał od tego wszystkiego - zagryzł wargę. Było mu głupio, czego nie dało się niezauważyć.
- Wiesz...- powiedział po chwili, ponownie na niego spoglądając. Prosto w oczy, ciepło - Myślę, że mój brat wcale się nie pomylił. Nie tylko jesteś świetnym szefem. Jesteś też cholernie mocnym człowiekiem. Podziwiam Cię. I wiem, dlaczego mój brat także - dokończył ciszej. Wstał, potrząsając lekko głową, by odkleić coraz bardziej mokre kosmyki włosów z czoła. Posłał mu szczery uśmiech, kucając przed nim. Tym razem oparł dłonie o jego kolana, trochę dla zachowania równowagi, a trochę by dodać mu otuchy.
- Jesteś wspaniałym człowiekiem, Jo. Ciesze się, że spotkałem Cię w moim życiu - wyznał. Po chwili zaśmiał się, chcąc ukryć zakłopotanie. Nazwanie mężczyzny skrótem imienia, mogło zostać odebrane żle, podobnie jak jego słowa. Za ciepło, Ivan!
- Chciałbym poznać Cię lepiej. Prywatnie. Chcę Ci się odwdzięczyć za to, co dla mnie robisz, chociaż mógłbyś mieć to gdzieś. Zawrzyjmy układ. Będę mówił Ci, jeśli będzie coś nie tak. W zamian Ty zrobisz to samo, hm? - wyprostował się, wyciągając dłoń w jego kierunku, by, jeśli oczywiście Joseph przystanie na propozycje, zapieczętować wszystko uściskiem.
- Dziękuję, że podzieliłeś się ze mną tym wszystkim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
VenceslausSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 30/07/2017
Liczba postów : 161


Cytat : The dif­fe­ren­ce bet­ween sex and death is that with death you can do it alo­ne and no one is going to ma­ke fun of you.
Wiek : 20
Male


PisanieTemat: Re: Protect me from what I want   Sro Wrz 19, 2018 9:00 am

Lubił deszcz. Dlatego nie uważał, że parę mocniejszych kropel spowoduje, że od razu zechce wrócić do domu. Wręcz przeciwnie — będzie tu siedział nawet, gdy przemoknie do ostatniej suchej nitki. Ten spacer był im potrzebny, a tak szybki powrót spowoduje, że znowu mogą być same problemy.
Trochę niekomfortowo czuł się z myślą, że praktycznie wyżalił mu się, kiedy sam potrzebował mentalnego wsparcia. Chciał mu tylko pokazać, że tak naprawdę nikt nie jest idealny i ktoś taki jak on ma swoje własne problemy. Nawet jak jest uważany za ideał. Nie daje im tylko wejść w sferę zawodową. Może było w tym ziarnko prawdy. Że był silny i potrafił sobie radzić w krytycznych sytuacjach. Ale Ivan wcale nie był inny. Brakowało mu tylko doświadczenia, dzięki którym podłapie kilka cech, które ładnie uzupełnią jego lukę w silnym charakterze. W końcu Joseph żył o 8 lat dłużej na tej planecie i miał większą szansę na to, aby dobrze wykreować swój charakter.
Na pewno. Porozmawiam też z Alex'em. Nie chcę, aby traktował Cię w taki sposób jak dziś — a w jaki, to obaj już dobrze to wiedzieli. Terrorem rzadko kiedy ktokolwiek coś wskórał. Osoba zastraszana i ciągle poddenerwowana nie czuła się w żadnym stopniu dobrze. Było to złe zachowanie, wiec wina nie leżała tylko i wyłącznie po stronie Ivana. Ale doceniał, że chciał w ten sposób bronić swojego starszego brata. Nawet teraz, gdy był na niego zły i najchętniej przywaliłby mu w twarz za to wszystko.
Przestań. Widocznie musiało tak być. I tak koniec końców sprawa sięgnęłaby i mnie. Przecież jestem Alex'a, waszym przyjacielem. Gdybym dowiedział się o tym w taki sposób lub za parę godzin przez telefon, wyszłoby na to samo. Nie musisz mnie z tego powodu przepraszać — ciepły ton głosu wydostał się z krtani mężczyzny, a swój dialog zakończył równie ciepłym uśmiechem na twarzy. Teraz patrzyli na siebie tym samym wzrokiem, tak samo ciepłym i zmęczonym. Słuchał go, ciągle lekko się uśmiechając aż wybuchł cichym śmiechem, trochę się pesząc. Za dużo pokrzepiających słów na raz. Już mówił — nie był tak wspaniały, jak im się wydawało. Ile razy miał to mówić?
To miłe, że tak sądzisz. Ale nie jestem do tego przekonany. Chociaż... — chociaż jakby dłużej się nad tym zastanowić, to może? — Dziękuję Ci w każdym razie. Twoje słowa naprawdę mi pomogły — odparł szczerze, prostując się na ławce, bo przez cały ten czas siedział lekko zgarbiony. Miło było słyszeć coś takiego od Ivana, naprawdę. Czuł niemałą radość w swoim sercu na myśl, że usłyszał to właśnie od niego. Czy ten dzieciak miał tak samo jak on? Gdyby tylko to wiedział...
Kucnięcie spowodowało, że mężczyzna na chwilę zdębiał. Tego kompletnie już się nie spodziewał. Mokra koszulka zaczęła się przyklejać do torsu mężczyzny, bo coraz intensywniej zaczynało padać. Spoglądał jednak na Rosjanina, obserwując go tym wiecznie chłodnym spojrzeniem. Przeszło mu przez myśl, że nawet gdy wyglądał jak gówno, wciąż był cholernie przystojny.
Jo? — zaśmiał się krótko, pierwszy raz słysząc takie zdrobnienie. Po tym śmiechu, został mu na twarzy delikatny uśmiech, który kierował w stronę Ivana. Chłodne oczy też przez chwilę się rozjaśniły — Brzmi to jak wyznanie miłosne — zażartował sobie, bo szczerze mówiąc nie potrafił dobrać lepszych słów. Ale czy rzeczywiście tak to nie brzmiało? Pewnie obaj czuli coś do siebie w jakimś mniejszym bądź większym stopniu. Gdyby teraz zmusił się do powiedzenie, że jest bi... O czym on właściwie myślał? Nie chciał zniszczyć relacji między Alex'em, a młodszym bratem. Nawet jednorazowy wyskok mógłby zakończyć się czymś nieprzyjemnym. Obudź się, Joseph i przestań żyć chwilą.
I może właśnie dlatego Ivan mógł odczytać zapatrzenie się na niego jak na chwilę zawahania. Chciał czy nie chciał? Oczywiście, że chciał! Dlatego po tym małej wtopie — i trzymając go w chwilowym napięciu — wyciągnął dłoń w jego kierunku, silnie ściskając tą jego. Ivan nie pierwszy raz mógł zauważyć, że jak na swoje ciało miał je całkiem spore.
Niech będzie. To jako przyjaciel, a zarazem Twój szef sugeruję Ci, abyś wziął sobie z dwa, trzy dni wolnego od pracy. Dobrze Ci to zrobi. Jeśli tylko będziesz chciał i czas mi na to pozwoli, mógłbym odwiedzać Cię przez cały ten czas w mieszkaniu — chociaż zbyt dużą oczywistością będzie, że skończy się na samych telefonach. Chciał, aby chwilę pobył w samotności. Dlatego wolne zdecydowanie mu się przyda. Uśmiechnął się szeroko, ciągle nie puszczając jego dłoni. Sam wstał, aby ich pieczęć miała o wiele większą wartość. Obaj brali to na poważnie — Ja także Ci dziękuję — odparł, a po tych słowach puścił jego dłoń. Deszcz w tym samym momencie rozpadła się doszczętnie — Może pogoda nie do końca Ci to mówi, ale teraz już będzie tylko lepiej. W końcu kiedyś musi być — rzucił w ramach pocieszenia. Łatwo dało się zauważyć, że Joseph to chodzący optymista. Może właśnie dlatego potrafił sobie radzić tak dobrze w życiu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CashmereSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 14/09/2018
Liczba postów : 121
Cytat : Start with a whisper and end with a shout. Give me a kiss and then spit in my mouth

PisanieTemat: Re: Protect me from what I want   Sro Wrz 19, 2018 10:06 am

Cieszył się, że w jakikolwiek sposób mógł i Josephowi poprawić samopoczucie. Oboje byli tego dnia raczej przemęczeni i zdecydowanie mieli dosyć całej tej sytuacji. To zabawne, bo nawet pogoda zdawała się podzielać ich nastrój.
Mocno zarysowane brwi Ivana, uniosły się w górę ukazując nieme zdumienie. Twarz młodszego przybrała kaskadę przeróżnych emocji, od zdumienia przez speszenie i zakłopotanie. Chyba po raz pierwszy, na bladych policzkach Ivana wystąpił blady rumieniec, kiedy uświadomił sobie, że faktycznie, dobór słów nie był zbyt adekwatny i mógł zostać źle odebrany. Czuł się i wyglądał najpewniej głupkowato, ledwo utrzymując równowagę i mocniej zaciskając palce na kolanach mężczyzny.
- Nie miało...Tak zabrzmieć - mruknął szybko, zrywając się na nogi. Odchrząknął i odwrócił spojrzenie, nerwowo przerzucając mokre kosmyki włosów. - Wybacz. Po prostu...- urwał. No właśnie, co? Gdyby tylko wiedział, że odkąd tylko zjawił się pierwszy raz w ich mieszkaniu, gdy jeszcze mieszkali z rodzicami, myśli Ivana raz po raz krążyły w koło przystojnego Josepha. Gdyby ktoś go spytał, czy fizycznie mu się podoba, na pewno by nie zaprzeczył. Podobnie jak Chris, posiadał pełną gamę wszystkiego, co uważał za atrakcyjne, jednak w odróżnieniu od swojego sporadycznego kochanka, w Josephie było coś więcej. Coś, co nie dawało młodemu Williamsowi spokoju. Tym bardziej, nawet najkrótszy dotyk sprawiał, że odczuwał karcące ciepło w całym ciele. Niebezpieczne, wolał więc go unikać.
Całe szczęście Ivana. Czuć cokolwiek do faceta heteroseksualnego.
Nie dokończył więc, nie wiedząc jak wybrnąć. Delikatne wahanie, jakie odczuł ze strony drugiego też nie dawało mu stabilnego gruntu. Dopiero gdy tamten ścisnął jego dłoń, rozchmurzył się, mile połechtany dotykiem.
Wracając do siebie, wsunął dłonie do kieszeni spodni, jak miał w zwyczaju robić.
- Wolne? No nie wiem...- westchnął. Czy siedzenie w domu naprawdę dobrze zrobi dla jego stanu psychicznego? Pewnie już na drugi dzień zacznie go nosić, z drugiej strony jednak, przyda mu się odpoczynek.
- Chyba skorzystam. Może zaszyję się w domu i odeśpię. Odpuszczę też imprezy. Na razie - wzruszył ramionami. Nie obiecywał, że całkowicie, ale te kilka dni.
- Dziękuję. Zawsze będziesz mile widziany, chociaż słaby ze mnie kucharz, więc w nagrodę mogę zamówić Ci jakąś chińszczyznę - uśmiechnął się z rozbawieniem. Zdumiewające jak szybko przeskoczyli na kolejny poziom ich znajomości, zachowując się jak starzy przyjaciele.
Ivan nie zawsze chodził z grymasem niezadowolenia. Właściwie, będąc całkowicie szczerym, był zabawnym i wesołym chłopakiem. Rozrywkowym, kiedy już poznało się go dostatecznie dobrze. Dlatego też skinął pewnie głową na ostatnie słowa Josepha. Gorzej niż tego dnia już być nie mogło, no, może rano, kiedy dopadnie go okropny alkoholowy kac.
- Chodź. Cały przemokniesz i będę miał wyrzuty sumienia, kiedy się rozchorujesz - uniósł głowę. Deszcz siekł mocno, aż musiał przymknąć powieki. Twarz momentalnie zamokła, doklejając do niej włosy. Chłód, jaki czuł przez przemoknięte ubrania dotykające ciepłej skory, skutecznie go otrzeźwił. Odruchowo oblizał wilgotne wargi i potarł twarz dłońmi.
- Mam wrażenie, że trochę wykorzystujesz fakt bycia moim szefem - roześmiał się, wracając do rozmowy o kilku dniach wolnych. - To niemal perwersyjne - mruknął, sprzedając mężczyźnie lekkiego kuksańca w bok, gdy bardzo powoli zbierali się do powrotu.Ivan nie pogardziłby stanowczymi rozkazami z ust swojego rozmówcy, myśli jednak zwalił na wypity wcześniej alkohol, który był dobrą wymówią w tego typu sytuacjach.
- Strasznie potrafisz styrać człowiekowi głowę - dodał z rozbawieniem, nie tłumacząc jednak o jaki rodzaj styrania chodzi. Oczywiście, że o ten opiekuńczy i braterski, prawda?
Zaczynasz z nim flirtować, Ivan. Bierz taksówkę i do domu, migiem, pomyślał, probując odpalić papierosa, ale wilgoć skutecznie mu to udaremniła. Zapalniczka nie zadziałała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
VenceslausSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 30/07/2017
Liczba postów : 161


Cytat : The dif­fe­ren­ce bet­ween sex and death is that with death you can do it alo­ne and no one is going to ma­ke fun of you.
Wiek : 20
Male


PisanieTemat: Re: Protect me from what I want   Czw Wrz 20, 2018 11:29 am

Uśmiechnął się jedynie na znak tego, że rozumiał jego słowa. Może nie powinien tego mówić do niego, nawet w żartach. Obaj byli pod wpływem alkoholu, Joseph rozumiał jego zainteresowanie do mężczyzn, więc z góry mógł założyć, że i jemu mógł się podobać. On go przynajmniej oceniał jako tego przystojnego, nawet jeśli częściej uganiał się za spódniczkami niż spodniami.
Dlatego nie wracał już do tego, aby między nimi nie wytworzyła się nić zainteresowania, którego osobiście wolałby uniknąć. Nieważne, ile razy dziennie myślał o Ivanie jak o kimś więcej, to za każdym razem pojawiał się obraz Alex'a, który był wręcz rozczarowany i rozgniewany. Nie chciał go ranić w ten sposób, dlatego za każdym razem karcił siebie za głębsze myśli na jego temat. Strefa marzeń może i była przyjemna, ale nieprawdziwa. Może właśnie dlatego nigdy nie wchodził w sferę prywatną z młodszym Williamsem? Bał się tego, że jeśli zaczną sobie w pełni ufać, to głód będzie rósł wraz z apetytem i nie skończy się tylko na zwykłej przyjaźni.
I może chwila zawahania była przez to słuszna. Podświadomie wiedział, że jeśli teraz ściśnie z nim dłoń, to coraz bliżej i bliżej będzie Ivana. Będzie wiedział o nim dużo więcej niż sam Alex — bo w końcu na tym polegał ich układ. On zacznie się przed nim otwierać... Uświadomił to sobie dopiero w momencie, kiedy puścił jego dłoń. Teraz nie było już odwrotu. Będzie musiał uważać bardziej niż dotychczas, być ostrożniejszy. Jeśli kiedyś cokolwiek coś między nimi zaszłoby, Alex nigdy w życiu nie wybaczyłby mu tego.
Możesz też gdzieś wyjechać, jeśli wiesz, że zostawanie samemu w domu to głupi pomysł. Gdzieś poza miasto, na jeden, dwa dni, w jakieś ciche i spokojne miejsce — zasugerował mu. W końcu nikt mu nie każe siedzieć cały czas w domu. Równie dobrze może gdzieś wyjechać na krótki okres, aby pozbierał swoje myśli do kupy, wyspał się, a gdy już wróci, z nowymi siłami wrócić do szarej rzeczywistości. Człowiek wtedy od razu lepiej się czuje, kiedy zrobi sobie porządnego reseta.
Zaśmiał się cicho na temat jego kuchni. Nie wiedział, że nie umiał gotować. Josep z czasem nauczył się robić parę dań, ale też nie był jakimś wybitnym kucharzem. Nie we wszystkim musi być dobry.
Nie ma sprawy. Mógłbym ewentualnie ja coś ugotować, gdybym miał już wpadać — odparł, będąc nawet zadowolony z takiego obrotu sprawy. Czasem w formie relaksu lubił coś upichcić, nawet jak mu średnio coś wychodziło. To był własnie taki moment, gdzie mógł pobyć sam ze sobą i całkowicie skupić się na tym, co go interesowało lub sprawiało mu przyjemność. Przez nawał pracy, bycie rodzicem oraz wiele innych czynników, naprawdę rzadko kiedy miał okazję do takich rzeczy. Więc jak najbardziej taki układ mu odpowiadał.
Z godnie ze słowami chłopaka, wstał z ławki, aby nieśpiesznym krokiem wrócić do mieszkania jego starszego brata. Ulewa akurat nie była mu straszna. Na dworze było w miarę ciepło, więc raczej obaj z nich będą zdrowi. Nawet jak teraz byli cali mokrzy. I nawet Ivan nieszczególnie śpieszył się w tą ulewę, co gorsza, zaczął z nim flirtować, co nie było dobrym znakiem. Ale oczywiście mało trzeźwy umysł Josepha zgodził się na taki zabieg, pomimo tego, że przez cały ten czas pierdolił do siebie trzy po trzy, jak to powinien uważać, aby nic się nie stało. Akurat.
Rozmasował delikatnie bok, w który został uderzony z łokcia, samemu nie będąc dłużny i oddał mu rzekomego kuksiańca w jego bok.
Ah tak? I co, pewnie Ci z tego powodu bardzo źle jest, hm? — sam ciągnął dalej, osobiście zwalając wszystko na te parę szklanek whisky, które wypił i zaczęły na niego działać w ten niekorzystny sposób. Czuł to w całym organizmie — A może wręcz odwrotnie! Lubisz jak ktoś za Ciebie decyduje. Skoro uważasz to za perwersję, to coś w tym musi być — dodał zaraz, kierując do niego nieco podły uśmieszek. Skoro sam zaczął, to nie zamierzał mu być w żadnym stopniu dłużny. Jednak kolejna kwestia bardzo go zainteresowała — Styrać, to znaczy? — został zmuszony dopytać z czystej ciekawości, która wręcz biła od mężczyzny. Uśmiech ponownie pojawił się na jego ustach, oczekując satysfakcjonującej odpowiedzi, Miał tylko nadzieję, że i tym razem nie stchórzy z odpowiedzią. W końcu obaj byli wstawieni. Mogli to już zwalić na alkohol. Dlatego nikogo nie powinien zdziwić fakt, kiedy Joseph wyciągnął z kieszeni swoją zapalniczkę, a gdy stanął wyjątkowo blisko, a nawet bliżej niż wtedy, gdy chwytał go za podbródek, odpalił ją, zasłaniając ogień, by deszcz aż tak szybko nie zgasnął płomienia. Zdecydowanie czuł na sobie ciepły oddech Ivana.
Szybko póki nie zgasła — rzucił, kiedy zauważył krótki moment zawahania w mężczyźnie. Jemu samemu serce zaczęło bić jak szalone. Nigdy w taki sposób nie stał obok chłopaka i pewnie nie odważyłby się stanąć, gdyby nie alkohol.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CashmereSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 14/09/2018
Liczba postów : 121
Cytat : Start with a whisper and end with a shout. Give me a kiss and then spit in my mouth

PisanieTemat: Re: Protect me from what I want   Czw Wrz 20, 2018 12:35 pm

Wyjazd nie był złym pomysłem. Ivan zapewne by to przemyślał w innych okolicznościach, ale kulenie ogona i ucieczka nie były w jego stylu. Postanowił już, że zostanie, trochę odpocznie i wróci do normalnego funkcjonowania. Doceniał jednak starania Josepha, które skomentował lekkim uśmiechem.
- Lubię, kiedy ktoś gotuje - przyznał szczerze. Właściwie, tę cechę uważał za bardzo atrakcyjną, jako, że sam mial problem nawet z głupim spaghetti. Każde danie, które nie było daniem z proszku uważał za arcydzieło, które wymagało nagrody.- Domowe posiłki to mila odmiana. Alex zawsze mówi, że okropnie się odżywiam. Chyba coś w tym jest - mruknął, wzruszając ramionami. Jeśli nie gotowce, to stołowanie się na mieście. A i perspektywa zobaczenia Jo przy kuchence zdawała się być bardzo ciekawa. Nie rozwijał jednak tematu, nie chcąc niczego zapeszyć. W końcu propozycja odwiedzin była luźna a Ivan nie chciał się nastawiać. Mniejsze rozczarowanie, gdyby mężczyzna był zbyt zajęty by do niego wpaść.
Nie sądził, że jego towarzysz podłapie ten kulawy flirt. Williams trochę przez to spanikował, zerkając badawczo na rozmówcę, żeby upewnić się, że z niego nie żartuje. Uśmiechnął się nieznacznie, mrużąc powieki.
- Lubię - odpowiedział rozbrajająco, trochę za długo utrzymując z tamtym kontakt wzrokowy. Spojrzał znowu przed siebie. - Lubię wiele rzeczy - dodał znacząco, niemal przy tym mrucząc i marszcząc lekko nos, gdy kropla spadła na sam jego czubek. Uśmiechnął się przy tym z dozą tajemniczej obietnicy. Alkohol. Idealne wytłumaczenie na głupie rozmowy i jeszcze głupsze zachowanie, za które jutro rano będzie się na siebie wściekał. Będzie chciał się też zapaść pod ziemię, ale skoro było teraz miło, nie chciał tego kończyć. Jeszcze nie. Balansowanie na niebezpiecznej granicy przyzwoitości sprawiało mu dziwnie podniecającą przyjemność.
Przystanął. Serce podskoczyło mu do gardła, kiedy Joseph zbliżył się tak blisko, że niemal stykali się mokrym ubraniami. Jego mocny zapach aż zakręcił mu w głowie, a ciepły oddech sprawił, że mruknął odruchowo z pełną aprobatą, trochę tym zawstydzony. Zrobiło mu się gorąco, zacisnął mocniej wilgotny papieros pomiędzy wargami.
Uniósł dłonie, ujmując nimi dłonie mężczyzny, by podtrzymać zapalniczkę. Pochylił się, dosuwając papieros do ognia, mocno się zaciągając a następnie przesuwając zaintrygowanym spojrzeniem po twarzy swojego szefa. Jezu, Ivan, to Twój szef!
Obserwował ładne usta, równo przystrzyżony zarost, kształtny nos, dochodząc do oczu, w które zagłębił się na dłużej, aniżeli by chciał.
Nie zignorował jego pytania, jak mogłoby początkowo się wydawać. Myślał nad odpowiedzią. Styrać. Głupie i brzydkie słowo, ale wielce trafne. W tym krótkim momencie, stojąc tak blisko mężczyzny, mógłby przysiąc, że jego zachowanie nie jest zachowaniem normalnego heteroseksualisty. Z drugiej strony, trochę wypił i mógł sobie takie domniemania po prostu wymyślić pragnąć zobaczyć w jego oczach jakąkolwiek nutę zainteresowania swoją osobą.
Puścił z ociąganiem jego dłoń i złapał papieros, wypuszczając spomiędzy warg kłąb dymu, którym lekko omiótł wargi rozmówcy.
- Potrafisz skupić na sobie skutecznie kogoś uwagę - odpowiedział w końcu. Odsunął się, przyjmując z niezadowoleniem ponowny chłód. Uważając odpowiedź za najbardziej bezpieczną, nic więcej już na ten temat nie powiedział.
Przeczesał palcami mokre włosy i uśmiechnął się lekko.
- Złapię jakąś taksówkę - wskazał na migoczące w oddali światła. Tak, dobrze zrobisz, Ivanie. Jedź do domu i nie kompromituj się. Co Ty chcesz osiągnąć, do kurwy nędzy?!
- Dziękuję za spacer. I ogień - zaśmiał się, zezując na rozżeżonego papierosa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
VenceslausSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 30/07/2017
Liczba postów : 161


Cytat : The dif­fe­ren­ce bet­ween sex and death is that with death you can do it alo­ne and no one is going to ma­ke fun of you.
Wiek : 20
Male


PisanieTemat: Re: Protect me from what I want   Czw Wrz 20, 2018 1:21 pm

Osobiście temat gotowania u Ivana oraz jego odwiedzin skwitował krótkim uśmiechem. Sam nie chciał niczego zapeszać. W tygodniu ciężko było mu pogodzić relaks z obowiązkami, ale nic nie mówił, że to niemożliwe. I tak już planował wpaść do niego ostatniego dnia wolnego, ale głośnio o tym nie mówił. Chciał mu zrobić małą niespodziankę.
Nie był głupią osobą, więc pomimo alkoholu — a może to i wina jego — mężczyźnie udało się wyłapać średniej klasy flirt, podziwiając, że młodszy w ogóle był wstanie zrobić tak ryzykowny krok.
Rozumiem. A chcesz mi powiedzieć jakie? — spojrzał na niego, a słowa, które wypowiedział przybrały na aksamitnym wydźwięku. Czuł również jak między nimi tworzy się intymność, której wcześniej nie mieli okazji zaznać. Nie chcieli zaznać lub po prostu jej się bali. Teraz jednak, gdy ich emocje siadły, a winę łatwo dało się zrzucić na procenty w organizmie, przychodziło im to z zaskakującą łatwością. I nawet jeśli w oczach Ivana, Jo był heteroseksualny, a on sam takiego grał, nie stało im nic na przeszkodzie, aby dalej ciągnąć tą głupią gierkę, która może mieć różny finał.  
Szczególnie taki, gdzie Rosjanin ucieka taksówką do swojego mieszkania, a Amerykanin wraca do mieszkania przyjaciela, by go wesprzeć.
Póki co jednak trwali w swojej bliskości, czując zapach deszczu, który mieszał się z ich perfumami. Oddechy, które przy ich bliskości stawały się nierówne, szybkie oraz spojrzenia, które błądziły po ich ciele w poszukiwaniu czegoś więcej. Dotyk był wyjątkowo przyjemny, potęgował pragnienia mężczyzn, które od jakiegoś czasu buzowały im w głowach. Osobiście chciał, aby ta chwila przeciągała się w nieskończoność. Jak łatwo można było sobie wyobrazić chwilę, w której Ivan robi wszystkie nieprzyzwoite rzeczy, które siedziały mu w głowie. Jak się do niego... by potem ponętnymi ustami móc...
Otrząsnął się, gdy chłopak odsunął się od Josepha na bezpieczną odległość. To nie było mądre posunięcie. Mógł mu po prosu dać tą cholerną zapalniczkę i tyle. Mimo to wciąż doszukiwał się chociaż tej minimalnej bliskości z nim, która sprawia, że on sam zaczynał lekko świrować. Kiedy ostatnio był w tak beznadziejnym stanie? To tylko przypominało mu wszelakie szczeniackie momenty, w których się zakochiwał.  
Rozumiem. Wciąż różnie można to interpretować, wiesz Ivan? — i nieważne jak bardzo mężczyzna będzie się starać, aby ładnie wybrnąć z tej jakże dwuznacznej sytuacji, mózg Cullmana będzie to przekształcał tak, aby ta dwuznaczność wciąż pozostała.
Mimo to zabawa kończyła się wraz z wypowiedzianymi słowami "złapię jakąś taksówkę". Joseph przeczesał swój mokry kosmyk włosów zza ucho, przejeżdżając także po swojej jakże równej brodzie. Tak, to było mądre i całkiem trzeźwe posunięcie ze strony dzieciaka. Mógłby być z niego dumny, a mimo to gdzieś tam w środku czuł to, jak bardzo nie chciał, aby już jechał.
Dobrze. Zamówić Ci jakąś czy sobie poradzisz? — spytał, zachowując spokój w swoich słowach, choć jego umysł, a raczej serce krzyczało zupełnie co innego — To ja powinienem Ci dziękować — odparł, ugaszczając go szerokim uśmiechem na swojej twarzy. Mimo to dało zauważyć się lekkie zawahanie w jego oczach — Wiesz, wracając do wcześniejszego... Naprawdę możesz mi mówić o wszystkim. Nie przeszkadza mi to, że jesteś gejem. Jak masz swojego wielbiciela, kochanka, kogokolwiek, to chciałbym o nim słyszeć. Lubię patrzeć ja Ty i Alex jesteście szczęśliwi, więc tak samo chcę patrzeć na Twoje szczęście — wypalił głupio tuż na sam koniec ich rozstania. Czuł silną potrzebę powiedzenia tego, nawet gdy przy samym końcu poczuł lekkie zawstydzenie. Jednak nie odważył się powiedzieć coś więcej, co od samego początku ich wyjścia chodziło mu po głowie.
Co za żenada.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CashmereSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 14/09/2018
Liczba postów : 121
Cytat : Start with a whisper and end with a shout. Give me a kiss and then spit in my mouth

PisanieTemat: Re: Protect me from what I want   Czw Wrz 20, 2018 2:23 pm

Rozmowa z Josephem, ku zaskoczeniu Ivana bardzo nabierała tempa. Czasami tracił grunt pod stopami i wrażenie kontroli nad słowami nagle przemijały. Coraz mocniej przypuszczał, że i jego rozmówca chciał sprawdzić, na ile oboje się posuną, który pierwszy zastopuje ten zakryty pozorami przyjacielstwa flirt.
- Nie - rzucił krótkie, urwane spojrzenie mężczyźnie, odpowiadając na pytanie odnośnie ulubionych rzeczy Ivana. Nie mniej, powiedział to takim tonem głosu, że równie dobrze mógłby mówić mu: "Chodź i sam się przekonaj".
Ciężko było sobie wyobrazić, jak spowiada się swojemu szefowi ze swoich upodobań seksualnych. W jego pytaniu było coś, przez co Rosjanin zadrżał nieświadomie, oblizując wargi. Jak by zareagował na powolne opowiadanie o tym, jak lubi być traktowany? zawstydziłby się, czy może wręcz przeciwnie? Może sam zwierzyłby mu się ze swoich upodobań? Nawet te w stosunku do kobiet, Ivan uznałby za ciekawe. Ciekawe bo pochodzące od Josepha.
Ukłucie zazdrości było niespodziewane. Gdyby tylko miał cycki i dobry tyłek (okej, tyłek mial niczego sobie, ale skala heteroseksualistów raczej go nie obejmowała), może ten wieczór mógłby zakończyć się zgoła inaczej.
- Może kiedyś Ci opowiem. Przy dobrym winie - dodał jeszcze, puszczając mu oczko, ot, dając mu do zrozumienia, jeśli niekoniecznie zrozumiałby jego poprzednią odpowiedź, że pewnego dnia, kiedy bedą mocniej wstawieni, Ivan bardziej rozplącze język.
Mocniej zacisnął wargi na ustniku papierosa, spoglądając w górę. Milczał, jakby namyślał się nad czymś, bawiąc się w myślach dwuznacznością Josepha, która, nie ukrywając, sprawiała mu wielką radość.
- Interpretuj to jak chcesz. Nawet w sposób bardzo nieprzyzwoity, jeśli masz ochotę - wstrzymał lekko powietrze, żałując, że nie ugryzł się w język dostatecznie szybko. Ale powiedział i niczego nie cofnie. Odwrócił wzrok, wyrzucając papieros, którego odechciało mu się dopalać do końca.
gdy zatrzymali się przy wyjściu z parku, obrócił się przodem do mężczyzny, przechylając głowę. Jego troska była ujmująca, ale chyba poradzi sobie z dojechaniem do domu.
- Jestem już dużym chłopcem - powiedział z rozbawieniem, rozglądając się za postojem. Gdy w końcu znalazł czego szukał, ponownie, na pożegnanie spojrzał na rozmówcę, czekając chwilę kiedy ujrzał jego zawahanie. Spoważniał i trudno było określić czy jest poruszony jego słowami, czy raczej poirytowany. Nie lubił wyciągania jego orientacji. Opowiadanie o tym, chociaż na pewno zbliżyłoby go do Josepha, byłoby bardzo krępujące. Dodatkowo, gdyby zwierzył się ze wszystkiego, kto wie jak patrzyłby na niego później Cullman.
Słowa były pokrzepiające i wyraźnie miały dać mu oparcie. Dlatego też, Ivan w końcu posłał Josephowi szczery, ładny uśmiech, kiwając głową i przyjmując oferowaną propozycje.
- Jasne. Jeśli uznam, że ktoś jest wart rozmowy o nim, na pewno Ci o tym powiem - przytaknął. - Wiesz, nie obrażę się też, jeśli sam spytasz mnie o coś, co Cię interesuje - dodał. Wiedział, że gdzieś tam pomiędzy ich rozmową, czaiło się wiele znaków zapytania, które chciałby rozwikłać Joseph. Ale mieli czas. W odpowiednim czasie, na pewno pozna odpowiedzi na wszystkie nurtujące go pytania.
- Sam chciałbym poznać Cię bliżej - słowo bliżej odruchowo zaakcentował, aż znowu zaczął się zastanawiać, jak bardzo naciągnął granicę przyzwoitości.
- Pójdę już. Miłej nocy, Josephie - skinął mu głową na pożegnanie, odchodząc w stronę postoju. I chociaż bardzo korciło go, żeby się odwrócić, nie zrobił tego. Nie chciał przeciągać struny, skoro ewidentnie dane im było skończyć ten wieczór w sposób niekonfliktowy i spokojny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
VenceslausSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 30/07/2017
Liczba postów : 161


Cytat : The dif­fe­ren­ce bet­ween sex and death is that with death you can do it alo­ne and no one is going to ma­ke fun of you.
Wiek : 20
Male


PisanieTemat: Re: Protect me from what I want   Czw Wrz 20, 2018 5:35 pm

Joseph sam był zaskoczony, że ich rozmowa tak gładko przechodziła. W zasadzie nie powinien, patrząc na to, że rzadko kiedy mieli okazję porozmawiać właśnie w ten sposób. Było to miłe uczucie. Chętnie będzie wracał do tej nowej, niesłużbowej relacji, która między nimi powstawała. Miał tylko nadzieję, że Ivan także będzie tego pragnąć.
W pierwszym momencie zmarszczył brwi wyraźnie niezadowolony, słysząc od mężczyzny słowa odmowy. Jakby całym swoim ciałem chciał spytać jego "dlaczego". Przy drugim jednak dotarł do niego wydźwięk, który odebrał w najbardziej nieprzyzwoity sposób jaki mógł. Dlatego kolejne zdanie przybrało na jeszcze większej sile, gdy wspomniał o wspólnym piciu wina. I kto tutaj po prawdzie był bardziej perwersyjny? Zdecydowanie nie Joseph.
Grzechem byłoby nie skorzystać — skomentował to jako przyjęcie zaproszenia na wspólne pijańsko, wcale nie ukrywając swojego zaciekawienia. Jeszcze pewnie nie wiedzieli, kiedy to dokładniej będzie, ale przynajmniej mieli jasność, że kiedyś na pewno. A to już duży plus przy ich gwałtownym życiu.
Uśmiechnął się jedynie na słowa o nieprzyzwoitości, akcentując je cichym prychnięciem. O jeszcze jak skorzysta z tej opcji. Jednak nic na ten temat nie powiedział, mając jeszcze swój umiar. Po prawdzie nie znał Ivana i nie wiedział, jak długo mógł balansować na tej granicy, która im wcale nie przeszkadzała. Dodatkowo — na chwilę obecną — nie wierzył w swoją samokontrolę. Innymi słowy — co za dużo to nie zdrowo.
Westchnął cicho, kręcąc jedynie głową.
Dzieci tak szybko dorastają — zaśmiał się, kontynuując dalej żart mężczyzny. Wiedział, że się nie obrazi, a nawet jeśli, to tylko podważy teorie o byciu dzieckiem.
Nie spodziewał się, że tak ciężko będzie mu się z nim rozstać. Gdyby kolacja przebiegła normalnie, zapewne nie byłoby całej tej sytuacji, a dnia następnego dalej mieliby relację szef — pracownik. To zdumiewające, że jedna kłótnia braci połączyła ich na tyle blisko, że teraz byli wstanie rozmawiać aż tak luźno. I wiedział, że to nie była wina tylko i wyłącznie alkoholu. Na jego słowa przytaknął tylko głową, dzieląc się z nim uśmiechem, który tak bardzo lubił. Joseph oczywiście tego nie wiedział.
Ciekawe jak bardzo blisko — i znowu nie był dłużny mężczyźnie, choć w tym przypadku sam powinien już ugryźć się w język i dać sobie już spokój z tą chorą dwuznacznością.  
Tak, do zobaczenia, Ivanie — rzucił melodyjnie w ramach pożegnania, nawet mu delikatnie machając. Czekał aż zniknie zza rogiem i wsiądzie do wybranej przez niego taksówki. A potem najprawdopodobniej odjedzie w kierunku swojego mieszkania, choć i tego nie mógł być pewien.
I co, to już po wszystkim? Po prostu pozwolił mu odjechać? Co za absurd.
Stał tak dłuższą chwilę w deszczu, ostatecznie wyciągając paczkę fajek. Kiedy wypalił gdzieś na ławce dwa, trzy papierosy, wyciągnął telefon i zadzwonił do Alex'a. Uspokoił go przez telefon, dał wsparcie i zrobił co tylko mógł. Po dłuższej rozmowie z nim, wezwał sobie taksówkę, jadąc do domu. Czuł się zmęczony, spięty. To był cholernie ciężki wieczór dla nich wszystkich.
Ahh, chyba dzisiaj sobie po prostu zwalę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CashmereSkype & Chill
avatar

Data przyłączenia : 14/09/2018
Liczba postów : 121
Cytat : Start with a whisper and end with a shout. Give me a kiss and then spit in my mouth

PisanieTemat: Re: Protect me from what I want   Czw Wrz 20, 2018 6:33 pm

Ivan wrócił do domu pełen nieznanych sobie emocji, które buzowały w nim od spotkania z Josephem. Spacer i rozmowa z mężczyzną bardzo skutecznie odepchnęły złość i przygnębienie, zastąpione dziwnym pobudzeniem i szybszym biciem serca. Alkohol we krwi tylko podkręcał wszystko do wysokiego poziomu, aż silił się z chęcią zadzwonienia do Josepha gdy tylko przekroczył próg swojego mieszkania.
Myślał o nim. W momencie, gdy wziął prysznic i położył się do łóżka. Jego uśmiech, oczy, przypadkowy dotyk, pełen napięcia i elektryzującej mocy, przez którą jego ciało drżało. Przypominał sobie jego ciepły oddech, omiatający twarz gdy znalazł się niebezpiecznie blisko, ten zagadkowy uśmiech, który dawał pole do popisu niegrzecznym wizjom i grzesznym obrazom, które wpływały do jego głowy jak szalone. Sunąc dłońmi po własnym ciele, pragnął, by Joseph był obok. By znowu zaczął z nim flirtować ale tym razem by przekroczył granice. By całkowicie nim zawładnął.
***
Tak jak założył Ivan, dni wolne spędził w domu. Policzek przyozdobił lekki siniak, na całe szczęście nie był zbyt wielki i nie należał tez do kategorii tych szkodliwych. Odespał - spał chyba dwanaście godzin, budząc się tylko by coś zjeść i ponownie zakopać się w fałdach ciepłej kołdry. Nie odbierał telefonów od nikogo - ani od Alexa, który probował się z nim kilka razy skontaktować, ani od Chrisa, który zostawił na jego skrzynce zmartwione wiadomości. Kilku znajomych chciało wyciągnąć go na imprezę, grzecznie więc odmówił, tłumacząc się gorączką. Przewidział kaca moralnego, który go dopadł. Pamiętał każdą sekundę felernego wieczoru, zarówno awanturę u brata jak i spacer z Josephem, na wspomnienie którego aż robiło mu się ciepło. I chyba tylko to zakłopotanie sprawiło, że nie skontaktował się z nim w czasie swojej nieobecności. Nie chciał mu przeszkadzać a i mężczyzna mógłby uznać kontakt za narzucanie się. Co nie znaczyło, że nie pałętał mu się po głowie.
To było nierozważne. Chociaż Joseph poznał jego sekret, Ivan mógł powstrzymać się przed pewnego rodzaju pragnieniem bliskości mężczyzny. Był jego szefem, w dodatku lekko podchmielonym. Nie dawało mu to zgody na bezczelne aluzje w jego kierunku. A i Joseph, podsycając atmosferę, nie był do końca taki niewinny. Tak czy inaczej, dwa dni bez kontaktu sprawiły, że Ivan odrobinę uspokoił szalejące emocje, obiecując sobie pokornie poprawę.
Nie wiedział tylko, jak zachowa się po powrocie do pracy.Dalej będzie musiał trzymać sztywną relację szef-pracownik? Czy może kontakt stanie się luźniejszy? A może wręcz przeciwnie? Może ich rozmowa wszystko zaprzepaściła i Joseph, podobnie jak teraz Ivan, był pełen wątpliwości? W końcu nie odwiedził go, chociaż propozycja przeplatała się w ten deszczowy wieczór.
Jesteś zawiedziony, pomyślał trzeciego dnia wieczorem, stawiając na stolik butelkę wina i kieliszek. Poprawił ręcznik na biodrach, który zarzucił na siebie chwilę temu, po gorącym prysznicu, nie trudząc się z dokładnym wycieraniem ciała.
Nie jestem zawiedziony. Niczego nie oczekiwałem, Jezu. Ivan, musisz wyjść już z domu, inaczej zwariujesz.
Dzwonek do drzwi rozległ się po pierwszej lampce wina. Rosjanin spojrzał na zegarek lekko zdziwiony, nie spodziewając się gości w środku tygodnia. Większość znajomych albo odpoczywała przed imprezą, albo była już w stanie bardzo mocno imprezowym. Wstał jednak z ociąganiem, otwierając drzwi. Chris.
Mężczyzna uśmiechnął się lekko, a Ivan ze zgrozą stwierdził, że liczył zdecydowanie na kogoś innego.
- Nie odbierałeś telefonów. Myślałem, że coś się stało - powiedział na powitanie, unosząc w górę butelkę wódki, którą ze sobą zabrał. Standard.
- Nie miałem czasu - mruknął Ivan. Nie chciałem się z Tobą widzieć. Oparł się lekko o framugę, niespecjalnie siląc się by wpuścić swojego gościa. Chris spojrzał na siniak ozdabiający twarz Williamsa, robiąc krok w jego stronę i ujmując zraniony policzek dłonią. Ku zaskoczeniu Chrisa, Ivan obrócił głowę, odsuwając się od dotyku.
- Co się stało? - mężczyzna zmarszczył brwi. Słyszał w jego glosie irytację, podobnie jak zawsze, kiedy Ivan unikał jego dłoni.
- Daj mi dzisiaj spokój. Nie mam ochoty na rżnięcie. Mówiłem, że zadzwonię - Ivan warknął, chociaż nie mial wcale takiego zamiaru. Czuł się osaczony i przyszpilony do muru. Z jednej strony buzowały w nim niezaspokojone potrzeby, które mężczyzna na pewno by mu zapewnił, z drugiej jednak nie był osobą, z którą chciałby spędzić dzisiejszy wieczór.
- Czekam na kogoś - skłamał kulawo. Chris zlustrował go niezadowolonym spojrzeniem.
- Praktycznie nagi? - prychnął. - Pieprzysz się jeszcze z kimś innym? - uniósł brew, czekając na odpowiedź. Ivan zagryzł wargę i westchnął. Mial dwie możliwości. Albo w końcu wpuści Chrisa i skończą w sypialni, albo zostanie sam na sam z winem na całą noc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Protect me from what I want   

Powrót do góry Go down
 
Protect me from what I want
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zona scriptum :: Okruchy Życia-
Skocz do: