CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
CrazyLuckyBastardI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 16/09/2017
Liczba postów : 87


Female


PisanieTemat: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Pią Wrz 22, 2017 12:25 am

First topic message reminder :

No więc:
Wszyscy (my, znawcy tematu) wiemy, jakim wrzodem na angielskiej dupie może okazać się Thomas Barrow. Tak. Właśnie on. Ten elegancki, wymuskany, perfidnie idealny i bezczelnie uśmiechnięty pod nosem padalec lubujący się w ludzkim cierpieniu i rozpaczy. Dwulicowy gnojek cierpiący prawdopodobnie na „niktmnieniekochanizm” i „jawamwszystkimpokazizm” połączony z przerostem ego i nadmierną (jak na kogoś pracującego jako kelner) inteligencją. Zabójcze połączenie skrzywdzonego, dogłębnie dobrego i niewinnego człowieka gotowego pokochać wszystko i wszystkich na swojej drodze z rozwścieczonym, wściekłym rosomakiem, naukowcem i jednym z królewskich doradców. Morderczy miszmasz wszystkiego, co uwielbiamy i wszystkiego, czego nienawidzimy w jednym. Trudno jest też jednak wyobrazić sobie kogoś, kto byłby na tyle pogodzony z bliskim końcem własnego żywota i niechybną śmiercią towarzyską  by był w stanie stać się wrzodem na dupie, angielskiego wrzodu na dupie. Jeszcze trudniej chyba znaleźć kogoś, kto za nadanie mu podobnego tytułu nie da nam po gębie raz czy dwa tak dla wyjaśnienia sprawy…O dziwo jednak, w tej fabule i mojej prywatnej fantazji ktoś taki się znalazł. Ba! Sama zamierzam się w niego wcielić. Zamierzam bowiem wykreować postać tak morderczo nieczułą na jakiekolwiek intrygi, tak irracjonalnie nieskomplikowaną i tak śmiesznie brutalną w wygłaszaniu swoich poglądów, by niemal niemożliwym było, aby persona pokroju naszego ukochanego przyszłego majordomusa nie skusiła się na jakiegoś psikusa. Czy też otwartą (oczywiście w miarę angielskich standardów) wojnę. Czego więc potrzebuję ?
Thomasa oczywiście !
Cudownego, dystyngowanego, pachnącego papierosami Thomasa Barrowa w osobie poniekąd własnej. Kogoś, kto zechce wcielić się w tego jakże przebiegłego i skomplikowanego osobnika i rozegrać ze mną partię na uwagi i złośliwości godnej dialogopisarzy boskiego serialu. Kogoś, komu tęskno do rozdartej między starym, a nowym Anglii, znawcy serialu, wielbiciela postaci, osoby chętnej do wcielenia się i poprowadzenia ze mną wątku, który (mam nadzieję) postąpi ten jeden jedyny krok dzielący nienawiść od miłości. Lub odwrotnie, kto wie? Ściślej mówiąc: Pasywa zwichrowanego na punkcie tamtejszej, dawniejszej etc. Anglii.
Chętni :
Cimci jako wrzód na dupie
CLB jako wrzód na dupie wrzodu na dupie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 681


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Sro Lis 08, 2017 8:42 pm

Smukłe ciało reagowało na każdy dotyk. Thomas znów uległ jego wprawnym dłoniom i bezczelnym gestom. Przez kilka chwil zdawałoby się, że po prostu osunie się w jego ramionach z cichym westchnieniem, gotów rozłożyć przed nim nogi jak byle kurwa albo niedoświadczona dziewka.
Nie wiem, o czym pan mówi – wyszeptał kłamliwie. Gardził Amerykaninem i jednocześnie nie potrafił się mu oprzeć. Nie byłby jednak sobą, gdyby uległ temu prymitywnemu pragnieniu i oddał mu kolejną noc. Wsparł się wolną dłonią na jego ramieniu i przesunął wargami po szorstkim, niedokładnie ogolonym policzku. Dotarł nimi do ucha i zaczerpnął drżący, płytki oddech, czując jak palce mężczyzny dotykają go przez cienki materiał spodni. Każda kolejna sekunda groziła porażką. Leon mógł wyczuć zwinięte pod koszulą listy, a Thomas nie zamierzał oddać mu przewagi za kilka pocałunków.
Zahaczył wilgotnym językiem o krawędź jego ucha, a dłoń z ramienia powoli przesunęła się na kark i lekko zacisnęła na włosach mężczyzny, zmuszając go do odchylenia głowy.
Obawiam się, że znów zapomniałeś zakluczyć drzwi – wymruczał zadowolony i zerknął w stronę drzwi. – Williamie! – Podniósł głos, pewien że zapobiegliwy młodzieniec i dobrym sercu go usłyszy. – Potrzebuję szczotkę do butów? Zabierałeś ją ze sobą na górę?
Spojrzał na Leona z cynicznym, a jednocześnie piekielnie pociągającym uśmiechem. Jeśli pan Czarnecki nie chciał zgorszyć młodziutkiego lokaja i dodać do jego słownika uroczego zwrotu pederasta, to powinien szybko większych między nimi odległość na nieco grzeczniejszą.
Thomas się z nim nie szarpał. Wiedział, że jest słabszy i nie podejmował tej z góry przegranej gry. Uważał się jednak za dużo sprytniejszego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CrazyLuckyBastardI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 16/09/2017
Liczba postów : 87


Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Sro Lis 08, 2017 9:33 pm

-Nie sądzisz chyba, że możesz grać w tę grę sam, prawda?-Zapytał, patrząc na niego z politowaniem i posłusznie odchylił głowę mrucząc z zadowoleniem. Zaraz też drgnął lekko, gdy Thomas niemal wydarł mu się do ucha, wzywając bezczelnie pomocy Williama. Doprawdy, gdyby tylko młody lokaj wiedział, jakim kłopotem byłby, gdyby się nie pokazał, zapewne postanowiłby wyjechać na całodniową wycieczkę. Teraz jednak jego kroki rozbrzmiały na korytarzu, dając Leonowi jedynie parę sekund na szybką reakcję. Mężczyzna szarpnął Thomasem, przyciągając go do ostatniego, brutalnego pocałunku i przesunął ręką po jego plecach, chcąc zakończyć całość w iście tanecznym stylu. Zamiast miękkiej skóry, jego palce trafiły jednak na znajomy papier, który natychmiast przeszedł w jego posiadanie z pełnym wewnętrznej tęsknoty szelestem zaakompaniowanym dźwiękiem otwieranych drzwi. W ostatniej sekundzie Leon zrobił krok w tył, kładąc obie ręce na świeżo odzyskanych listach, jednocześnie posyłając Thomasowi triumfalne spojrzenie spod wygiętych sarkastycznie brwi.
-Masz szczęście, że akurat jedną miałem, bo... Pan Leon?- Młody chłopak zdziwił się wyraźnie, podświadomie prawdopodobnie wyczuwając wiszące między mężczyznami napięcie. Nie mogąc go jednak sklasyfikować ( gdyby tylko wiedział... ależ byłby to rozkoszny trójkąt....) chłopak patrzył jedynie nieco zakłopotany, mając całkowicie zrozumiałe wrażenie, że przeszkodził w czymś ważnym, pomimo, że został wezwany. Leon wyprostował się swobodnie i uśmiechnął nonszalancko, rozprostowując trzymane w rękach listy.
-Niczym się nie przejmuj! Pan Barrow chciał jedynie na własne oczy zobaczyć jak wymagająca jest gramatyka mojego języka ojczystego. Jeśli chcesz, możesz rzucić okiem...
-Naturalnie!-William podszedł natychmiast, stając bardzo blisko Leona i pochylił się nad trzymanymi przez niego karkami. -Naprawdę niesamowite...-Przyznał zafascynowany, zupełnie nieświadomy wymownego spojrzenia, które Leon posłał Thomasowi tuż nad jego głową.
-Zgadza się. Niesamowite.-Polak uśmiechnął się szelmowsko i odczekawszy stosowny moment, wycofał się, ruszając w stronę drzwi. -Zostawię was, muszę jeszcze coś załatwić. Do zobaczenia na Festynie!-Rzucił jeszcze na odchodne, puszczając Thomasowi oczko i zamykając za sobą drzwi. William stał chwilę, nieco zdezorientowany, by po chwili zerknąć na Thomasa i o czymś sobie przypomnieć.
-A tak! szczotka!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 681


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Sro Lis 08, 2017 10:29 pm

Thomas rozmyślnie zignorował to wymowne spojrzenie znad listów i wygiął pogardliwie wargi. Prostacy mają podobne gusta, a pochwała Williama nie zdawała się być wiele warta. Nie zapominajmy, że młodszemu lokajowi podobała się Daisy, a to nie najlepiej świadczyło o jego smaku. Ale w takim razie co mówiła o Thomasie jego słabość do Polaka?
Równie obojętnie obserwował, jak chłopak zakrzątnął się wkoło, jakby poszukiwał szczotki, którą ze sobą przyniósł. Przy okazji obcasem buta rozdeptał zgubionego przez Barrowa papierosa, wywołując jego zirytowane westchnienie. Natychmiast schylił się, żeby zebrać tytoń, który przesypywał mu się przez palce. Kolejne niepowodzenia sprawiały, że stawał się coraz bardziej zdenerwowany i zakłopotany, a przy tym robił jeszcze więcej bałaganu. W końcu podniósł spojrzenie na Thomasa, który wciąż tylko mu się przyglądał.
Dlaczego tak się zachowujesz? – Zagadnął bezpośrednio tonem, w którym nie było pretensji.
Bo jesteś głupi. – Mruknął, odpalając kolejnego papierosa. Czuł, że wargi wciąż piekły go po gwałtownym pocałunku. – Idź już. Zabierz szczotkę.
Ale-
Thomas lekko machnął ręką zniecierpliwiony. Nie lubił Williama, bo wszyscy inni go lubili. Pozbawiony ambicji, dobroduszny, przerośnięty i na dodatek niezdarny dzieciak.

Okazało się, że największą karą dla pana Barrowa było samo towarzystwo Daisy. Dziewczyna szła z nim pod rękę i nieustannie zadręczała go swoją głupotą. Świergotała albo kretyńsko się uśmiechała. Jedyną osłodą w tej sytuacji było zbolałe spojrzenie Williama.
Wiecie, że mówi się, iż dobrzy Amerykanie idą po śmierci do Paryża.
A dokąd idą źli? – Daisy wsparła się bardziej na jego ramieniu, unosząc głowę.
Do Ameryki. – Tego wieczoru Thomas z rozbawieniem wymyślał kolejne cyniczne dowcipy, których jego partnera nie mogła zrozumieć.
Panie Barrwo! Sprawia pan Leonowi przykrość – śliczna pokojóweczka dzielnie wystąpiła w obronie swojego towarzysza i znów się zarumieniła, co na szczęście ukryły ciemności.
Zbliżali się do namiotów. Coraz lepiej słyszalna była muzyka i odgłosy bawiącej się gawiedzi. Barwne światła sprawiały, że prowizoryczne budowle rzucały długie cienie, a wszystko z odległości zdawało się być zdeformowane i bajecznie nierealne. Wystarczyło jednak kilka kroków, by wrażenie cudowności prysło.
Może zagramy? – William wskazał na namiot, w którym celny strzał z broni gwarantować miał nagrodę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CrazyLuckyBastardI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 16/09/2017
Liczba postów : 87


Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Czw Lis 09, 2017 12:32 am

Słysząc jak Alice staje w jego obronie Leon uśmiechnął się pod nosem i położył jej dłoń na ramieniu, posyłając uspokajający uśmiech.
-Proszę się tak tym nie martwić. Przez Thomasa przemawia zazdrość.-Powiedział spokojnie, zerkając kontrolnie w stronę lokaja. Dziewczyna spojrzała na niego zaskoczona, zaraz również posyłając w stronę Barroła nierozumiejące spojrzenie.
-Zazdrość?
-Zazdrość. Nieważne gdzie pójdę po śmierci, tak długo, jak mam dokąd iść. Pan Barrow z kolei zapewne po prostu i zwyczajnie zniknie.-Oznajmił niefrasobliwie, spoglądając w stronę wyłaniającego się z ciemności festynu.
-Chyba nie rozumiem.-Wtrąciła się Daisy, zerkając na Leona nieprzychylnym okiem.
-Ależ to banalne, moja droga. Żeby dusza mogła gdzieś przejść, musiałaby najpierw istnieć. A przecież nie od dziś wiadomo, że pan Barrow nie posiada niczego podobnego.-Zaśmiał się, zaraz zerkając na ubawionego Williama.-Prawda?-Zagadnął i z jeszcze większym rozbawieniem obserwował jak chłopak grzęźnie między nim, a pełnym wewnętrznej dezaprobaty i pełnego wyczekiwania ze strony obiektu swoich westchnień.
-Ja...-chłopak przełknął głośno ślinę i rozejrzał się, zaraz przyśpieszając kroku w stronę namiotu, który wskazał wcześniej. -Naprawdę powinniśmy zagrać!-Oświadczył. Leon zaśmiał się lekko i posłał Thomasowi wyzywające spojrzenie.
-Gra pan?-Zagadnął, zaraz dołączając do wysuwającego się na prowadzenie Williama.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 681


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Czw Lis 09, 2017 8:55 pm

Prawdopodobnie lepiej zniknąć niż smażyć tyłek w piekle przez całą wieczność, czego Thomas całym sercem życzył Polakowi. Nie odpowiedział jednak na zaczepkę, zdając sobie doskonale sprawę, że nie tylko William tak ochoczo przyklasnął złośliwości Leona. Dostrzegł ten sam wyraz satysfakcji na twarzy pani Patmore. Nawet pani Hughes, który w pierwszej chwili zaprotestowała, zdawała się robić to nie do końca szczerze.
Z takich tematów nie powinno się żartować – oznajmiła, ucinając dyskusję.
Thomas nawet nie spróbował jej kontynuować. Nie dbał o względy służących. Czuł się od nich lepszy i był na tyle bezczelny, by nawet nie próbować tego ukryć. Nie należał do typu dobrodusznych idiotów jak William, ani przystojnych łobuzów jak Leon. Zdawałoby się, że nie dba o niczyją sympatię, a wręcz nie chce być lubiany.
Z panią Patmore pójdziemy obejrzeć wyroby na straganie – starsze służące odeszły w przeciwnym kierunku, zostawiając młodzież i pogrążając się w przyciszonej rozmowie, która na moment przyciągnęła uwagę Thomasa.  
Oczywiście, jak mógłbym przepuścić taką okazjężeby pokazać ci gdzie twoje miejsce, pomyślał z leniwym uśmiechem, odrywając spojrzenie od kobiet.
I z tym samym grymasem wygrał. Ku zdumieniu Leona okazało się, że ma pewną dłoń i celne oko. Po każdy naciśnięciu spustu Daisy lekko podskakiwała, zatykała sobie usta i wydawała z siebie nieprzyjemny pisk. Thomas strzelał z teatralną i odrobinę przesadną niedbałością, pod którymi kryła się jednak wypracowana technika. Nie przypadkiem hrabia zawsze zabierał go ze sobą na polowania. Pan Barrow skrywał więcej niż jedną tajemnicę. Obsługujący namiot mężczyzna zdawał się być ogromnie rozczarowany, choć jeszcze kilka sekund temu energicznie zachwalał możliwość zdobycia cennych nagród.
Nawet kowboj z pana kiepski, panie Czarnecki – zgarnął zdobyte pieniądze z blatu, nie zważając na niezadowolonego handlarza, który niechętnie rozstał się z gotówką. – Wypijemy za pańską porażkę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CrazyLuckyBastardI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 16/09/2017
Liczba postów : 87


Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Pią Lis 17, 2017 1:14 am

Widząc umiejętności Thomasa Leon uniósł wyżej brwi, mile zaskoczony talentem lokaja. Oczywiście, jego podziw był o całe niebo mniej dostrzegalny, niż zauroczone i kompletnie niemożliwe do zignorowania spojrzenie oniemiałej Daisy. Dziewczyna wpatrywała się w ciemnowłosego niczym w pół-boga stępującego na ziemię w glorii i chwale, nieświadomie raniąc tym stojącego tuż obok Williama. Chłopak starał się zachować twarz jednak poza samą zainteresowaną,nikt nie dawał się specjalnie nabrać.
Słysząc uwagę mężczyzny brunet uśmiechnął się pięknie i skinął pokornie głową, oddając mu honor.
-Faktycznie, jeśli chodzi o strzelanie, przewyższa mnie pan o głowę.-Stwierdził, mając nadzieję, że nikt poza Thomasem nie wychwyci podwójnego znaczenia jego słów. Wśród anglików nawet podobne błahostki mogły obrócić się przeciw niemu w ułamku sekundy. Leon wiedział o tym doskonale, jednak okazja wydawała się zbyt dobrze skrojona, by jej nie wykorzystać. Dlatego też, wyprostowawszy się polak  zadbał by wszystkie oczy były skierowane na niego i dodał; -Z zajęć bliższych typowo kowbojskich upodobałem sobie raczej wiązanie...
-Naprawdę?-Daisy zmarszczyła brwi i prawdopodobnie resztką swojego niezbyt wybitnego umysłu zmusiła się by oderwać oczy od obiektu swoich westchnień.-Chyba nie umiałabym wyobrazić sobie pana wiążącego bydlaka.-Stwierdziła, na co Leon uśmiechnął się na tyle szelmowsko by podkreślić swoją pewność siebie, jednak nie na tyle, by zdradzić wzbierające w nim rozbawienie.
-Zapewniam cię, moja droga, że wciąż pamiętam to i owo...-Odparł, zaraz powracając spojrzeniem do Thomasa, by odpowiedzieć mu na pytanie.-Skoro już pan zapytał...-Uśmich mężczyzny poszerzył się nieco, upodobniając się delikatnie do budzących niepokój wśród młodych dam i dzieci ikon Lucyfera.
Widząc to, Daisy cofnęła się delikatnie w stronę Thomasa, a William, jakby w kontrataku, od razu odzyskał utracony chwilę temu głos.
-Nie powinniśmy! Jeśli pan Carson się dowie...-Zaczął, jednak niespodziewanie, wcięła się Alice.
-A zamierzasz mu powiedzieć?-Zaatakowała, zaraz pesząc się i kierując wzrok w ziemię. Przesunąwszy butem po żwirze, dziewczyna podniosła głowę i uśmiechnąwszy się niewinnie, przesunęła swoim spojrzeniem od Thomasa do Leona.-Ostatecznie kieliszek likieru nikomu jeszcze nie zaszkodził, prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 681


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Nie Lis 19, 2017 11:00 am

Ledwie dostrzegalnym i dyskretnym gestem Thomas nasunął bardziej rękaw marynarki na swój nadgarstek. Na jasnej skórze pozostały delikatny ślady po niedbałym wiązaniu tego nieostrożnego dzikusa. Nierozsądne wspomnienie po rozkoszach ubiegłej nocy. Lokaj nie zdziwiłby się, gdyby ten niewychowany jankes na dodatek wspomniał coś bezczelnie o ujeżdżaniu z tym swoim diabelskim uśmiechem i spojrzeniem, które wyprowadzało Thomasa z równowagi i powodowały niekontrolowany, drażniący przypływ gorąca.
Bezczelny kretyn.
Podczas ich dyskusji zdążył odpalić papierosa i wsunąć go sobie z rozkoszą do ust. Znajomy, pełen goryczy smak na języku, pozwolił mu doprowadzić myśli do porządku.
Wystarczy panu zaledwie kieliszek? – Zapytał z przekąsem. Nie było sensu udawać, że nie przeczytał tych listów. A poza tym… Leon nie należał do osób, którym wystarczył raz. Dużo pił. Dużo się pieprzył i prawdopodobnie uważał wstrzemięźliwość za grzech, a nie cnotę.
Wskazał namiot, w którym podawano alkohol. Zignorował spojrzenie Williama i zapomniał podać Daisy ramienia. Podszedł do baru, gdzie zamierzał postawić całej tej grupie kolejkę. Trzymał w dłoni pokaźną sumą, a w drugiej dopalał powoli papierosa. Kiedy złożył zamówienie, podeszło do niego dwoje miejscowych chłopaków. Wysokich i dobrze umięśnionych dryblasów o twarzach zniszczonych alkoholem i ciężką pracą. Swoje już dzisiaj wypili, ale widocznie wyszli z założenia, że jeszcze nie dość.
Jeden z panów trącił ramię Thomasa.
Nam też postaw – zażądał, rechocząc głupio.
Lokaj powoli odwrócił się w jego kierunku, gasząc papierosa i przywołując na wargach ten skurwiały uśmiech. Na policzku poczuł jego cuchnący oddech, kiedy mężczyzna nachylił się nad nim, próbując przestraszyć.
Wystarczy, że stawiam już tamtym dwóm frajerom. Nie zamierzam jeszcze dwóm kolejnym – odparł uprzejmie, obserwując jak na sekundę mina osiłków rzednie. Niestety. Tylko na chwilę.
Leon doskonale zdawał sobie sprawę, czym grozi pozwolenie się tej sytuacji rozwinąć. Mógł tylko rozważyć, czy wyżej ceni rozkosze oferowane przez skłonne do złośliwości usta, czy możliwość zobaczenia, jak dwójka dryblasów przy pomocy pięści sprowadza tego wywyższającego się gnojka do parteru.

_________________
Underneath it all we’re just savages
Hidden behind shirts, ties and marriages
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CrazyLuckyBastardI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 16/09/2017
Liczba postów : 87


Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Wto Lis 21, 2017 12:39 am

Widząc jak dwóch mężczyzn podchodzi do Thomasa Leon wyprostował się, odrywając na chwilę uwagę od zagadującej go z pasją Alice. Dziewczyna podążyła za wzrokiem swojego rozmówcy i drgnęła lekko, wciągając szybko powietrze. Zaraz też wyciągnęła rękę w stronę zajętej Williamem Daisy, która z kolei odrywając wzrok od młodzieńca, zmusiła go do zainteresowania się zaistniałą sytuacją. W międzyczasie Thomas zdążył uświadomić sobie, że najprawdopodobniej, ma pewne ciągoty w kierunkach mocno masochistycznych, lub co gorsza, zupełnie nie ma pojęcia, kogo i kiedy powinien wkurwiać. Podchmieleni panowie wymienili ze sobą wolno łapiące spojrzenia i zaraz skierowali swoje poczerwieniałe z poirytowania twarze w kierunku lokaja, rzucając coś o tym, że ma się za lepszego i zaraz niechybnie tego pożałuje. Widząc, że sytuacja się zaostrza, Leon odwrócił się w stronę Williama i szybko wyłapał jego spojrzenie.
-Popchnij mnie!-Zarządził szybko, widząc, jak pięść jednego z mężczyzn zaciska się i gotuje do nadchodzącego uderzenia. William obdarzył go pełnym niezrozumienia wzrokiem i otworzył nawet usta, by coś powiedzieć, jednak polak wciął się ostrym tonem, spoglądając na niego groźnie. -Pchnij na boga i w razie czego zabierz panie gdzieś dalej! Ale już!-Warknął, a spanikowany William, nie bardzo wiedząc co zrobić wykonał polecenie uderzając starszego w pierś obydwoma rękami z całą swoją siłą, zaraz chwytając dziewczyny pod rękę i ruszając w stronę dokładnie przeciwną. Leon nie zdążył tego zobaczyć. Popchnięty,zrobił kilka gwałtownych kroków na wstecznym w stronę wymierzającego właśnie cios mężczyzny i chwyciwszy się jego głowy niby przypadkiem w akcie desperackiej próby nie wylądowania na niewiadomym przedmiocie swoimi plecami, oparł cały ciężar ciała na właśnie tej nieszczęsnej, trzymającej pechowca ręce i gruchnął jego twarzą o ladę rozstawionego baru, niechybnie łamiąc mu nos i tym samym, lądując na nim i amortyzując sobie upadek. Drugi napastnik, kompletnie zaskoczony i zdezorientowany, zawiesił się z uniesioną wysoko pięścią i bezradnie obserwował jak Leon podrywa się natychmiast szczerze przejęty i unosi do pionu pierwszego napastnika.
-Najmocniej pana przepraszam!-Zaczął, wygładzając ubranie mężczyzny, zupełnie obojętny na to jak ten trzyma się za złamany nos i skamle, wściekły. -Widziałeś drania? Popchnął mnie, bo rozmawiałem z Daisy!-Leon odwrócił się na Thomasa, dalej rozgrywając swój mały teatr i posławszy mu zupełnie nie pasujący do całej sytuacji paskudny uśmieszek, odwrócił się ponownie w stronę obu miejscowych, przybierając minę rozgniewanego niewiniątka. -Bardzo przepraszam, naprawdę...
-Złamałeś mi nos, bydlaku!-mężczyzna zachwiał się i oparł ciężar ciała na jednej nodze, przechylając znacznie.
-W takim razie musi pan szybko znaleźć doktora Clarksona! Trzeba to nastawić! Tak mi przykro!-Polak po raz ostatni poprawił jego ubranie i rozejrzał się niby w poszukiwaniu wspomnianego. Jego kompan zdążył się tymczasem odwiesić i zmierzywszy pełnym wewnętrznej dedukcji spojrzeniem zarówno swojego druha jak i Leona, sapnął bezradnie, opuszczając rękę na ramię poszkodowanego.
-On ma rację Tommy, trzeba znaleźć Clarksona zanim ci się tak zrośnie.-Oznajmił w końcu ciężkim tonem człowieka, który podobny wniosek przypłacił ogromem energii życiowej.
Tommy słysząc to, odwrócił się do niego gwałtownie, a zaraz potem spojrzał na Thomasa po raz ostatni, najpewniej obwiniając go za to wszystko. Niestety, między nim, a ciemnowłosym, wciąż stał bardzo zatroskany Leon.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 681


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Wto Lis 21, 2017 9:06 am

Thomas wydawał się być nie mniej zdumiony niż napastnicy. Nie spodziewał się pomocy Leona. Właściwie, zdziwiłaby go ona od kogokolwiek z mieszkańców Downton Abbey. Tym bardziej, że przez ostatnie dni był naprawdę nieznośny z powodu braku awansu na pokojowego. Był nauczony radzić sobie sam, więc ta niespodziewana interwencja wyprowadziła go z równowagi i... sprawiła wyjątkowo wstydliwą przyjemność.
Napastnicy jeszcze chwilę spoglądali groźnie w ich kierunku, ale chyba zrozumieli, że w obliczu wyrównania szans nie było sensu wszczynać bójki.
Odeszli mamrocząc coś o jeszcze jednym kieliszeczku dla kurażu. Thomas spojrzał na szelmowsko uśmiechniętego Polaka i lekko trącił palcem kieliszek, z którego nieco alkoholu wylało się podczas gwałtownego spotkania głowy osiłka z blatem.
Sięgnął po swój, ujmując go lekko w dwa palce i podnosząc ku górze.
Za pański talent aktorski – wzniósł niespodziewanie toast, rezygnując z chełpienia się poprzednim zwycięstwem. Thomas nigdy nie zawdzięczał nikomu niczego. Kiepsko więc radził sobie z podziękowaniami, na szczęście sposób interwencji Leona zwalniał go z tego obowiązku, pozwalając oficjalnie zrzucić wszystko na karb przypadku.
Gdy tylko mężczyzna podniósł kieliszek, lokaj opróżnił swój. Oblizując usta ze słodkiego smaku likieru w sposób wysoce niestosowny, ale z tego zdawał sobie sprawę tylko pan Czarnecki.
A teraz za moje zwycięstwo – dodał, gdy sięgnęli po kolejne, a w jego uśmiechu pojawiła się już ta charakterystyczna nuta szyderstwa.
Zdążył zapłacić za alkohol nim doszło do tego nieszczęśliwego incydent, więc szkoda aby się zmarnował. Zresztą, który Polak pozwoliłby, żeby marnowała się wódka, nawet jeśli smakowała jak słodki syrop.

_________________
Underneath it all we’re just savages
Hidden behind shirts, ties and marriages
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CrazyLuckyBastardI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 16/09/2017
Liczba postów : 87


Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Sob Lis 25, 2017 8:05 pm

Słysząc toast Leon odwrócił się w stronę Thomasa i uśmiechnął łobuzersko, opierając się o drewnianą ladę.
-Mówiłem ci; nie jesteś jedynym, który potrafi grać w tę grę.- Powiedział jedynie, wychylając swój przydział i zerkając na niego z ukosa. Widząc niestosowny gest uśmiechnął się pod nosem, prychając lekko i pokręcił głową z niedowierzaniem. -Za grosz instynktu samozachowawczego...-Mruknął, spoglądając na niego tak, jakby był w stanie zerżnąć go tu i teraz kompletnie niewzruszony i obojętny na otaczające ich miejsce i ludzi. Zaraz jednak jego wzrok przykuła zbliżająca się Alice i podążający za nią William i Daisy.
-Nasze.-Skorygował szybko, wypijając drugą kolejkę i odwracając głowę idealnie w chwili, w której reszta dotarła do nich, gotowa do dalszego świętowania. Tak jakby...
-Drogie panie, myślałem, że William zabrał was w spokojniejsze miejsce, przecież....
-Jak pan mógł tak potraktować tego człowieka!-Zaczęła Daisy, szybko i niezręcznie stając niemal tuż obok Thomasa, jakby w próbie obronienia go przed brutalnym jankesem zza oceanu. Polak zamilkł na chwilę, spoglądając na nią z niedowierzaniem, jednak nim ponownie otworzył usta, do rozmowy wcięła się Alice.
-Jak możesz Daisy, gdyby nie Pan Leon, Thomasa trzeba by było nieść z powrotem do domu! jak wytłumaczyłybyśmy to panu Carsonowi? To, co pan zrobił było bardzo odważne, proszę pana, nie podejrzewałam...
-" Nie podejrzewałam" to akurat dobre stwierdzenie!-Oburzenie ciemnowłosej pomocy kuchennej nie dało pokojówce dokończyć myśli. Dziewczyny popatrzyły na siebie jak dwa gotowe do skoku psy myśliwskie i prawdopodobnie, niewiele brakowało, by znienawidziły się na zawsze, podzielone na dwa obozy. William stał między nimi z otwartymi ustami, nie bardzo wiedząc, po której stronie stanąć i do czego konkretnie się odwołać. Tymczasem Leon, wyhaczywszy ich przerwę na oddech, wciął się uprzejmie.
-Ależ moje panie! istotnie, sytuacja nieco wymknęła się spod kontroli, ale nie z mojej winy! Zwyczajnie nie śmiałem podejrzewać, że nasz drogi William ma w sobie tyle krzepy! Nie byłem przygotowany na tak mocne...pchnięcie.-Oznajmił, bardzo pilnując, by jego twarz ani drgnęła. Jednocześnie, zamiast na Thomasa, spojrzał na Williama, na którym to nagle skupiła się cała uwaga. Chłopak zmieszał się nieco i nie uzyskawszy żadnego werbalnego wsparcia, wzruszył bezradnie ramionami i wybąknął nieśmiało "Przepraszam"
Dziewczyny natychmiast zapomniały o niedoszłej kłótni, uznając całe zajście za dzieło autentycznego przypadku. Daisy rzuciła jeszcze o tym, że obydwaj panowie powinni zwracać w przyszłości większą uwagę na takie szczegóły, jednak zaraz potem zwróciła się w stronę Thomasa, użalając się nad tym, w jak wielkim niebezpieczeństwie się znalazł i jak dzielnie to zniósł. William próbował jakoś uratować swoją pozycję, jednak tuż za nim pojawiła się pani Huges, która w pierwszej kolejności zganiła ich za niedoszłą próbę picia, by zaraz w następnej pogonić wszystkich do domu.
Całą drogę powrotną Leon spędził na tyłach grupy razem z nieodstępującą go chwilowo na krok Alice.Ich rozmowa przebiegała coraz naturalniej i bez większych problemów z obu stron. Dopiero pod drzwiami prowadzącymi do osobnych skrzydeł zatrzymali się, rozumiejąc, że na dziś to koniec atrakcji. Na koniec dziewczyna zapytała Leona czy William faktycznie pchnął go za mocno, na co mężczyzna uśmiechnął się jedynie tajemniczo i puściwszy jej oczko, życzył dobrej nocy. Wchodząc do męskiego skrzydła, przytrzymał drzwi widząc, jak ze schodów wyłania się ciemnowłosa głowa pewnego wyjątkowo upartego lokaja.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 681


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Nie Lis 26, 2017 12:20 am

Williamie, uciekłeś razem z paniami? – Zagadną z szyderczą nutą, natychmiast przypominając Leonowi jak złośliwym gnojem jest naprawdę i jak trudno jest to zmienić. Z rozbawieniem obserwował, jak młodszy lokaj wyraźnie się zmieszał, gdy po raz kolejny już tego wieczoru został upokorzony na oczach swojej ukochanej.
Thomas nie zamierzał jednak odpuścić. Zbyt dobrze bawił się cudzym kosztem.
W takim razie… jeszcze zdrowie pań – wskazał Leonowi kieliszek, a następnie wychylił go, patrząc uważnie na zarumienionego i kompletnie bezradnego wobec tych złośliwości chłopaka. Leon potrafił grać w tę grę, ale William był niewrażliwy na najdrobniejsze niuanse i prawdopodobnie nie dość bystry, dlatego stawał się łatwo ofiarą znudzonego Thomasa.
Gdy już wracali do domu, pan Barrow mimowolnie odwrócił się przez ramię, ponieważ i tak od ponad godziny kompletnie nie słuchał Daisy. Nieświadomie spojrzał w kierunku Leona, który pogrążony był w swobodnej rozmowie z Alice.
To wystarczyło, żeby Thomas zapomniał o wdzięczności i tego wieczoru starannie zamknął drzwi na klucz, wcześniej ignorując przystojnego pokojowego w przejściu. Nie zdobył się nawet na złośliwe:
Dobranoc, panie Czarnecki.

Następny miesiąc minął Leonowi na złośliwościach lokaja, nieudolnych zalotach Williama i rozmowach z uroczą Alice. Amerykanin musiał obserwować kolejne miłosne porażki młodego służącego z dostrzegając jednocześnie, jak męczące jest dla Thomasa towarzystwo nudnej i nieszczególnie mądrej Daisy. Rozmowy z nią były pewnie dostateczną karą za wyrządzoną podłość.
Poza tym jednak pan Barrow starał się by nigdy nie zostawali sami i bywał naprawdę nieznośny. Przekroczył jednak miarę po kilku tygodniach.
O poranku pani Hughes wezwała do siebie Alice. Rozmowa trwała bardzo długo, a jej efekt mężczyzna oglądał jeszcze tego popołudnia. Biedna dziewczyna siedziała w pomieszczeniu, gdzie zazwyczaj czyścili buty i roniła łzy z tych pięknych, dużych i naprawdę cudnych oczu. Leon nie mógł się pozbyć wrażenia, że ich powodem jest pan Barrow, choć nie posiadał na to żadnych, racjonalnych dowodów.
Alice dyskretnie wycierała zaczerwienione policzki i jednocześnie pucowała buty jaśnie panienki. Drobne ramiona lekko drżały, a usta ułożyły się w podkówkę, natychmiast zapewne wzbudzając współczucie w każdym, kto posiadał odrobinę serca.

_________________
Underneath it all we’re just savages
Hidden behind shirts, ties and marriages
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CrazyLuckyBastardI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 16/09/2017
Liczba postów : 87


Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Nie Lis 26, 2017 1:01 am

Drażniące zachowanie lokaja nie odbiło się bez echa. Leon nigdy nie pozostawał mu długo dłużny zawsze odpłacając pyskatej piękności pięknym za nadobne. Rosnące między nimi napięcie stawało się coraz bardziej nie do zniesienia, sprawiając, że nieświadomi niczego współpracownicy robili wszystko co w ich mocy, by ta dwójka nigdy nie miała okazji do kłótni. Nawet szlachetni gospodarze obu panów zaczęli zauważać ciążącą atmosferę do tego stopnia, że Lady Mary i Cora zaczęły podpytywać Carsona i O'Brien o to i owo. Panie nie umiały jednak udzielić jasnej odpowiedzi, więc sprawa została w zawieszeniu jako nie dość nagląca, by wypadało ją rozwiązać i jednocześnie dość ciekawa, by nie zapomnieć o niej kompletnie.
Plotki roznosiły się po Downton szybciej niż sławetne ciasteczka pani Patmore.
Zupełnie inaczej miała się sprawa z Alice. Po początkowych trudnościach dziewczyna okazała się nieocenionym towarzyszem rozmów i znakomitym odbiorcom niecodziennego w angli, amerykańskiego humoru pana Czarneckiego. Leon musiał przyznać chociażby przed samym sobą, że chociaż nie widział dziewczyny na ślubnym kobiercu, nie miał nic przeciwko niej samej i spędzaniu z nią czasu. Sama pokojówka wydawała mu się (Leon miał nadzieję, że interpretuje jej zachowanie w słuszny sposób) również zmierzać bardziej w tę stronę, co mówiąc oględnie, pozwalało mu nie przejmować się rozwojem ich znajomości bardziej, niż przeciętnymi.

Kiedy więc pewnego dnia zobaczył, w jakim stanie znajduje się dziewczyna, wślizgnął się do pokoju,dyskretnie zamykając za sobą drzwi i oparłszy się o nie plecami, by przypadkiem nie dać jej żadnej okazji do ucieczki, skrzyżował ręce na piersi, obdarzając Alice przenikliwym spojrzeniem.
-Mów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 681


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Nie Lis 26, 2017 1:15 am

Alice przełknęła ślinę i zerknęła w kierunku Leona. Odruchowo spróbowała szybko wysuszyć chusteczką policzki oraz dyskretnie wytrzeć nos. Niestety, gdy tylko ich spojrzenia się spotkały, natychmiast znów się rozpłakała. Mężczyzna nigdy jeszcze nie widział dziewczyny tak wzburzonej. Angielce to nie przystało. Podobnie jak nie wypadało jej mówić o tym, że jest w ciąży czy załatwiać potrzeb fizjologicznych.
Prawdziwa dama nie bywała też smutna.
A już na pewno nie ryczała tak ostentacyjnie i beznadziejnie.
Ja… muszę odejść ze służby. Pani Hughes dała mi dzisiaj wypowiedzenie – zdołała w końcu z siebie wydusić, pomiędzy kolejnymi pociągnięciami nosem. Dłonie wciąż nerwowo szorowały pantofelek, w którym już spokojnie można się było przeglądać. Jej dolna warga zadrżała, kiedy znowu zaniosła się szlochem.
Alice nie potrafił zapanować nad płaczem.
Za trzy dni powinnam opuścić Dawnton.
Nabrała powietrza i gwałtownie pokręciła głową.
Nie mogę panu powiedzieć – odezwała się, nim Leon zadał jakiekolwiek niedyskretne pytanie. – Nie mogę – powtórzyła z tym swoim uporem i w końcu odłożyła tego cholernego bucika. Zerknęła w jego kierunku tymi smutnymi oczyma, próbując zmusić się do uśmiechu. – I nic pan nie może zrobić. Szkoda mi tylko wieczorów w pańskim towarzystwie – zeskoczyła zwinnie z półki i próbowała ratować się od pytań ucieczką w kierunku drzwi.
Nie było jednak wątpliwości, że wstyd u dziewczyny przewyższa smutek i Amerykanin niczego się od niej nie dowie.

_________________
Underneath it all we’re just savages
Hidden behind shirts, ties and marriages
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CrazyLuckyBastardI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 16/09/2017
Liczba postów : 87


Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Pią Gru 01, 2017 1:40 am

nie będąc w stanie wycisnąć z dziewczyny niczego więcej Leon przepuścił ją bezradnie w drzwiach, odprowadzając ją wzrokiem aż w głąb korytarza.
Jej słowa cały czas odbijały się w jego głowie, doprowadzając go do coraz cięższej kurwicy.
"I nic nie może pan zrobić..."
-Zobaczymy...-Mężczyzna zmrużył niebezpiecznie oczy, powoli tworząc w czeluściach swojej czaszki adekwatny plan zemsty. Nim jednak zdążył zajść w głąb siebie samego, z morderczego nastroju wyrwała go Anna, która przechodząc obok musiała najwyraźniej usłyszeć jego słowa.
-Mówił pan coś?-Zagadnęła, zerkając na niego z zaciekawieniem i roztargnieniem typowym dla osób mających na głowie zbyt wiele obowiązków. Leon popatrzył na nią przez ułamek sekundy i uśmiechnąwszy się pięknie, pokręcił przecząco głową.
-Nie, wybacz. Ale skoro już rozmawiamy, nie wiesz może, gdzie jest teraz Thomas?-Zagadnął, starając się zignorować jej ciekawskie spojrzenie i sposób w jaki zerka w głąb pokoju najwyraźniej przewidując, że zaszło coś nieprzyjemnego.
-Chyba szedł przyszyć guzik do mankietu. Dlaczego?-Jej przenikliwe spojrzenie przesunęło się po sylwetce mężczyzny, prawdopodobnie wietrząc jakiś podstęp. Polak wytrzymał jej spojrzenie w naturalny dla siebie sposób zachowując przyjazny wyraz twarzy i wzruszywszy ramionami, ruszył powoli w stronę schodów.
-Nic takiego, muszę go tylko o coś zapytać-Powiedział najzwyczajniej w świecie, starając się, by niebezpieczny błysk w jego oczach nie odbił się nazbyt w spojrzeniu skierowanym w stronę kwater służby. -To zajmie tylko moment.- Zapewnił jeszcze, odwracając się w stronę dziewczyny po raz ostatni.

Na nieszczęście Thomasa, tym razem drzwi do jego pokoju były otwarte. Leon przekręcił gałkę i wszedł do środka, zaraz opierając się o malowane drewno i krzyżując ręce na piersi.
-Jest szansa, że wyjaśnisz mi sprawę od razu, czy mam cię najpierw związać?-Zaczął, spoglądając na ciemnowłosego spojrzeniem jasno sugerującym, że dobrze byłoby, gdyby lokaj wybrał pierwszą opcję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 681


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Pią Gru 01, 2017 2:00 pm

Thomas siedział na krześle i w skupieniu przyszywał guzik do mankietu. Lokaj był perfekcjonistą. Jego liberia nie posiadała żadnych zagnieceń lub choćby najdrobniejszej skazy. Był doskonały do granic znośności, choć teraz miał na sobie rozpiętą koszulę, która luźno opadała na eleganckie spodnie. Nie oderwał się do pracy, kiedy rzutki jankes wtargnął do jego pokoju.
Wykonał jeszcze jeden, elegancki ruch igłą i upewnił się, że guzik został przyszyty dokładnie po środku.
Bardzo się cieszę, że tym razem raczył mnie pan zapytać, panie Czarnecki – pochylił głowę, by odgryź czarną nitkę. Na sekundę na jego różowej wardze pojawił się odciski po napiętym włóknie, które następnie owinął, by stało się kompletnie niewidoczne. Dopiero teraz podniósł spojrzenie na mężczyznę, a na jego ustach zagościł ten diabelsko uprzejmy uśmiech, zmysłowy i okrutny jednocześnie. – Poza tym nie wiem, w jakiej sprawie pan tu przyszedł – zakończył obojętnym tonem i wstał z miejsca, by odwiesić marynarkę.
Thomas był prawdopodobnie jedyną osobą w Downton Abbey, która pozostała niewrażliwa na urok dziewczyny. Kontrast między nimi był zresztą rażący. Śliczna służąca, pełna energii i nieodpartego uroku była upragnionym towarzystwem wszystkich. Znudzony lokaj o cierpkim poczuciu humoru nie mógł się z nią równać. Nic dziwnego, że nie potrafił znieść uwielbianej Alice. Jej zawsze towarzyszył słodkawy zapach, a Thomas wnosił ze sobą ciężką woń tytoniu.
- I wolałbym, żeby pan wyszedł – zakończył dobitnie, pozwalając by ich spojrzenia się znów spotkały.
Sam nie wiedział, czy w tej relacji było teraz więcej niechęci czy pragnienia. Napięcie między dwójką mężczyzn przyczyniło się zresztą do wielu domysłów pośród służących. Zdawało się, że toczyli ze sobą nieustanny bój, choć nikt nie wiedział o co. Pełną złośliwości erotyczną walkę, pod którą kryło się pożądanie.
Thomas wstydził się swojej słabości wobec tego prostaka i jednocześnie nie potrafił jej zwalczyć. A im bardziej grzązł w tych uczuciach, tym trudniej było mu znieść towarzystwo Leona.

_________________
Underneath it all we’re just savages
Hidden behind shirts, ties and marriages
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CrazyLuckyBastardI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 16/09/2017
Liczba postów : 87


Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Pią Gru 08, 2017 10:54 am

-Czyli muszę cię związać...-Leon westchnął ciężko i oderwał się swobodnie od drzwi, zsuwając z ramion własną marynarkę. Jednocześnie na jego skupionej twarzy pojawił się lekki, idealnie dopasowany do sytuacji uśmieszek. Oczywiście, gdyby z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu lokaj zechciał jednak się rozmyślić i wyśpiewać wszystko jak na spowiedzi, polak zaoszczędziłby sobie czasu i zachodu, zaś sam zainteresowany sporo bólu i upokorzeń niemniej....
Niemniej, mając w świadomości fakt tego, że Thomas praktycznie sam ściąga na siebie gniew Leona, brunet czuł się jakoś lepiej. Ba! Gdyby na chwilę oderwać się myślami od Alice i wynikających niechybnie z brudnych machlojek Thomasa problemów z nią, pokojowy byłby więcej niż zadowolony z ponownej możliwości zaciśnięcia więzów ich... przyjaźni.
Ostatecznie, czy jest w Downton coś równie spełniającego jak możliwość skopania jego najupierdliwszej ozdoby ?
Mężczyzna omiótł pokój lokaja szybkim spojrzeniem, pragnąc uchwycić ewentualne zamienniki broni lub improwizowane drogi ucieczki i niczym aktor na scenie, przeniósł ciężar ciała z jednej nogi na drugą, odnajdując się psychicznie w nowym pomieszczeniu. Zaraz też ruszył powolnym krokiem w stronę stojącego naprzeciw Thomasa, przy okazji podwijając rękawy swojej (idealnie białej rzecz jasna) koszuli.
-Zanim zaczniemy... Z ciekawości zapytam, mścisz się na mnie z jakiegoś konkretnego powodu, czy zwyczajnie postanowiłeś być moim prywatnym wrzodem na dupie z braku lepszych alternatyw?-Zagadnął, stając zaledwie parę centymetrów od swojej przyszłej ofiary.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 681


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Nie Gru 10, 2017 9:23 pm

Zdawało się, że Thomas całą swoją postawą, próbuje pokazać, że groźby Leona nie robią na nim żadnego wrażenia. Właściwie, odczuwał cień satysfakcji, ponieważ Polak dał się sprowokować i przyszedł do niego.
Nie cofnął się nawet o krok. Nie zamierzał ustąpić mężczyźnie pola, a poza tym tuż za plecami miał łóżko, które ograniczało drogę ucieczki. Patrzył wyzywająco na przystojną twarz pokojowego. Było w nim coś niemożliwie drażniącego i pociągającego zarazem. Thomas bez wahania wymieniłby powody, dla których Alice tak troszczyła się o tego prymitywnego dzikusa. Równie łatwo wyliczyłby rzeczy z powodu, których widziałby go wyrzuconego z Dawnton i poniżonego.
Nigdy nie chodziło o pana, panie Czarnecki – odpowiedział spokojnie z tym charakterystycznym leniwym i zarazem jadowitym uśmieszkiem. Udał, że nie zwrócił uwagi na gest podwijania rękawów i sam sięgnął po paczkę swoich papierosów.
Kłamał. W jakimś stopniu chodziło o Leona.
Jego duma wciąż cierpiała z powodu utraty posady pokojowego na rzecz tego głupca o piekielnym uśmiechu. A zdarzenie podczas festynu tylko pogłębiło tę niechęć. Thomas kiepsko znosił bycie porzuconym i to na rzecz tej nieciekawe i nieprzyzwoicie zwyczajnej panienki.
Jeżeli chodzi o Alice, to jeśli pozwoliłbym, żeby takie osoby pracowały w naszym domu, narażałbym jego honor. Miałem… dobre intencje.

_________________
Underneath it all we’re just savages
Hidden behind shirts, ties and marriages
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CrazyLuckyBastardI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 16/09/2017
Liczba postów : 87


Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Nie Gru 10, 2017 11:33 pm

-Ależ Kochanie...-Na twarzy Leona wykwitł szeroki, niemal pieszczotliwie drwiący uśmiech. Polskie słowo, ironicznie oplotło lokaja, po raz kolejny już znajdując w jego osobie swoje nowe schronienie. Gdyby tylko Thomas wiedział, lub chociaż domyślał się, co może znaczyć, całość mogłaby zostać odebrana kompletnie inaczej. Ostatecznie wśród anglików liczą się małe gesty... Taki jak na przykład zabranie paczki papierosów. Brunet bez problemu wysunął je spomiędzy smukłych palców lokaja, cały czas patrząc mu w oczy. Zaraz później odpalał już jednego, paczkę niefrasobliwie rzucając w kierunku łóżka, ani na moment nie spuszczając ciemnowłosego z oczu. Zaciągnął się, pozwalając ciszy wybrzmieć do końca i jednocześnie zmuszając rozmówcę do trwania w oczekiwaniu na ciąg dalszy. -Nie trzeba być wielkim znawcą, by wiedzieć, że ktoś taki jak ty nie ma zielonego pojęcia, co może właściwie znaczyć zwrot taki jak "Dobre intencje"-Zadrwił bezczelnie, sekundę później wymierzając mu silny cios w brzuch. Gdy tylko siła uderzenia zniosła Barrowa na łóżko Leon klęknął nad nim wciąż paląc i obdarzył go spojrzeniem pełnym wewnętrznej irytacji, pogardy i niemal dobrze ukrytego zafascynowania -Z drugiej strony, przynajmniej wiem, że obił ci się o uszy. Zawsze to lepsze niż nic, prawda? Swoją drogą, mam rozumieć, że podkradanie mojej prywatnej korespondencji też było spowodowane dobrymi intencjami?-Zagadnął unosząc sarkastycznie brew i spoglądając na niego z delikatnym rozbawieniem, przy okazji rozplątując zawiązany u szyi krawat. Całe jego zachowanie, mowa ciała, spojrzenie i sposób w jaki mówił jasno dawały do zrozumienia, że doskonale zdaje sobie sprawę z różniących ich możliwości bojowych i bynajmniej nie zamierza być tak wyrozumiały jak ostatnim razem. Strzepnął papierosa na podłogę i zaciągnął się znów, wciąż lustrując Thomasa swoim przenikliwym spojrzeniem.-Powiedz Barrow, cóż takiego sprawiło, że postanowiłeś wykopać stąd Alice w imię dobrych intencji?-Zapytał, przesuwając wąski materiał krawata nieśpiesznym ruchem.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 681


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Pon Gru 11, 2017 8:21 am

Dla Thomas prawdopodobnie zwrot dobre intencje był synonimem własnego interesu. To nim kierował się lokaj przede wszystkim. Był ambitnym skurwysynem, który cierpiał na brak empatii.
Nie zdążył zareagować, gdy spadł na łóżko przez moment zanosząc się kaszlem. Brał chrapliwy oddech, kierując na Polaka zaskoczone spojrzenie. Nie spodziewał się ciosu, choć wszystko go zwiastowało. Na wargi, które przez sekundę krzywiły się z bólu, z powrotem wpłynął ten pełen podłej satysfakcji uśmiech.
Dlaczego? Ponieważ jest głupia i nieciekawa – prowokował go dalej, choć Polak był w jego oczach porywczym samcem. Uniósł dłoń w górę, by subtelnym gestem pomóc mu rozwiązać krawat. Długie palce lekko przesunęły się po miękkim materiale, ostatecznie rozwiązując węzeł.
I ma kiepski gust – zakończył zdanie, jednocześnie ugninając gwałtownie nogę w kolanie i celując w krocze pochylonego nad nim mężczyzny. Nie zamierzał pozwolic mu tym razem zatriumfować. Prawdopodobnie również zdawał sobie sprawę, że nie ma szans w bójce z mężczyzną, ale to jeszcze nie świadczyło o jego porażce.
Thomas nie byłby sobą, gdyby nie spróbował się odegrać.

_________________
Underneath it all we’re just savages
Hidden behind shirts, ties and marriages
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CrazyLuckyBastardI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 16/09/2017
Liczba postów : 87


Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Wto Gru 12, 2017 4:44 am

-Tylko na tyle cię stać?-Polak zadrwił bezczelnie, uśmiechając się z politowaniem tuż przed tym jak w stronę jego krocza poleciał zdradziecki cios. Widać jego wyczucie czasu nie zawsze odnajdywało się w sytuacji. Szczęściem, mężczyzna zdążył zacisnąć mięśnie nóg na pocisku wymierzonym w jego najczulszy punkt jednak i tak oberwał nieco, nie zdążywszy go w pełni wyhamować. Sapnął ciężko i popatrzył na Thomasa groźnie, zaciskając zęby na papierosie. silna ręka chwyciła ciemnowłosego za nadgarstek i poirytowanym gestem przygwoździła jego rękę do materaca. Jeszcze parę takich rozsupłanych węzłów i kompletnie straciłby głowę. A przecież przyszedł tu w konkretnej sprawie.
Zawisnąwszy nad Barrowem polak zaciągnął się znów i odłożył papiorosa do leżącej na etażerce popielniczki. - No dalej Barrow, przecież wiesz, że ci nie odpuszczę. Gdyby chodziło tylko o to, byle Daisy wyleciałaby stąd z prędkością błyskawicy.-Powiedział, spoglądając na niego sugestywnie. -O co ci tak naprawdę chodziło, co ? Co takiego musiała zrobić ta biedna, słodka dziewczyna, żeby zasłużyć na coś takiego?-Zapytał niemal pieszczotliwie, zupełnie jak gdyby Thomas właśnie pozbył się niewielkiego, acz istniejącego problemu w jego życiu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 681


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Wto Gru 12, 2017 8:46 am

Patrzył uważnie na twarz mężczyzny, jakby próbował rozgryźć, co ten spodziewa się lub chce usłyszeć. Szarpnął lekko dłonią, nie po to by się wyswobodzić, ale dać Leonowi do zrozumienia, że nie ma ochoty na podłe gierki Polaka.
Daisy jest użyteczna – mruknął spokojnie, nie rezygnując z tego cwanego uśmiechu. – W odróżnieniu od Alice... i pana, panie Czarnecky – wymówił jego nazwisko z doskonałym, brytyjskim akcentem godnym samego królewicza.
Thomas był wyrachowany. Oceniał ludzi pod względem ich przydatności i nieczęsto pozwalał sobie na głupie sentymenty, skoro inni nie żywili ich wobec niego. Na pewno miał już kogoś na miejsce Alice. Ktoś taki jak pan Barrow nie zostawiłby tak istotnej kwestii kompletnemu przypadkowi. Nie zamierzał jednak wyjawiać szczegółów Leonowi.
Spróbował wyswobodzić nogę i kusząco otarł się udem o krocze mężczyzny. Nie wstydził się swojego swoich podłych czynów, jedynie tego pragnienia, które wzbudzał w nim Polak. Ochoty nas to, by poczuć na ustach gorycz przed chwilą wypalonego przez Leona papierosa. I nie mniejszej ochoty, by zmazać mu ten piekielny uśmiech z twarzy.

_________________
Underneath it all we’re just savages
Hidden behind shirts, ties and marriages
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CrazyLuckyBastardI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 16/09/2017
Liczba postów : 87


Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Sro Gru 13, 2017 10:31 pm

Słysząc słowa mężczyzny Leon westchnął ciężko i pokręcił głową z niedowierzaniem. Na świecie nie było wielu ludzi mogących oprzeć się jego urokowi osobistemu. Niezależnie od narodowości, ludzie uginali się pod nim prędzej czy później zmiękczeni wzbudzającym przyjemne dreszcze głosem i niekonwencjonalnym uśmiechem. Mało kiedy pozyskiwanie wpływów czy informacji ( o ile w ogóle się za to zabierał) wymagało od niego czegoś ponad jego przeciętne umiejętności.
I kiedy wreszcie trafił się ktoś wymagający nieco zachodu, musiał to być ten jeden, konkretny, cholerny anglik. Na bogów...
-Ty naprawdę nie masz zamiaru nic mi powiedzieć, prawda?-Zagadnął wyraźnie rozbawiony i westchnąwszy ciężko z niezadowoleniem (po raz drugi) nagle zupełnie się zmienił. Fakt faktem część jego irytacji wciąż tam była, jednak teraz, zamiast delikatnie niebezpiecznego, flirciarsko uwodzicielskiego tonu pojawił się nowy, niemal łudząco podobny do Thomasowego.-No dobrze, skoro w ten sposób się nie dogadamy...-Powiedział niemal obojętnie jakby poniekąd zakładał, że ta opcja może nie wyjść i zawczasu przygotował zapasowy plan i spojrzawszy na ciemnowłosego wyzywająco, przechylił się gwałtownie w lewo, wciągając lokaja na siebie. -Spróbujemy inaczej.-Oznajmił nonszalancko, rozkładając się pod nim seksownie, zakładając ręce za głowę i stykając swoje nadgarstki tuż przy ramie łóżka. Trzymany w ręku krawat opadł delikatnie na ręce Leona tworząc przyjemną dla oka sugestie. Mężczyzna ułożył się wygodnie i zerknąwszy na Thomasa z dołu uniósł delikatnie brew, uśmiechając się przy tym nieziemsko.
-Co powiesz na małą zmianę ról?-Zapytał otaksowując go swoim przenikliwym spojrzeniem. -W ramach "dobrych intencji"?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 681


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Sro Gru 13, 2017 11:01 pm

W oczach większości panien Leon miał niebezpieczny urok łobuza. Nawet prostytutki kończyły ze złamanym sercem przez te przeciągłe spojrzenia i niski, mrukliwy ton, od którego miękły nogi. W pewnym sensie ulegał mu nawet Thomas, choć on niestety po ostatnim rozczarowaniu wyżej cenił własny interes niż nawet najbardziej podniecający uśmiech. Polak nie mógł wiedzieć, że w oczach lokaja gra wyjątkowo słabą kartą.
Spragniony miłości i porzucony przez księcia pan Barrow, który wyszedł na kompletnego idiotę. Naiwny i uczuciowy głupiec, kto by się po tym gnojku spodziewał.
Ujął w dłonie krawat i powoli przesunął miękkim materiałem miedzy długimi palcami.
Ma pan w zwyczaju się przeceniać – oznajmił spokojnie i zdawałoby się, że gotów jest odmówić Leonowi. Temu doskonałemu uśmiechowi i silnym ramionom. Przyjemnie byłoby utrzeć nosa pewnemu siebie durniowi. Zostawić go rozłożonego niczym cholernego adonisa. Jednak dużo rozkoszniej było… po prostu wykorzystać sytuację. A później zastanowić się, czy dotrzymać umowy.
Pochyli się, by subtelnym i spokojnym gestem zawiązać krawat wokół jego nadgarstków, a następnie skończyć supeł wokół ramy. Fachowiec stwierdziłby, że zrobił to zdecydowanie zbyt ciasno. Thomas miał chłodne i zadbane dłonie, a jego piekielnie seksowne ciało ciążyło teraz mężczyźnie.
Naprawdę, panie Czarnecki? Tylko tyle ma pan mi do zaoferowania? – Wykonał ostatni supeł, który gwałtownie zacisnął na skórze pokojowego. Wyprostował się, by powoli rozpiąć mankiety swojej koszuli. Nie spuszczał z niego spojrzenia, kiedy biały materiał powoli ześlizgnął się z ramion.

_________________
Underneath it all we’re just savages
Hidden behind shirts, ties and marriages
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CrazyLuckyBastardI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 16/09/2017
Liczba postów : 87


Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Czw Gru 14, 2017 12:47 am

-Tylko?-Zadrwił niezrażony, zaraz poruszając rękoma by sprawdzić zdecydowanie zbyt solidne więzy.-Po byle co przecież byś się nie schylił.-Powiedział, spoglądając na niego pewnym siebie spojrzeniem. Nie był pewien, czy Thomas go pragnie. Tak po prawdzie nie był nawet pewien, czy między nimi dojdzie do czegokolwiek, czy też Lokaj postanowi się na nim zemścić za jego ostatni wybryk. Ale Barrow nie musiał tego wiedzieć. Ani nawet domyślać się, że większość pewności siebie Leona Czarneckiego to jedna wielka gra na loterii życiowych fantów. Jedyne, czego polak był pewien to fakt, że ani jego spojrzenie, ani twarz, ani jakikolwiek gest nie zdradza lekkiego niepokoju jaki odczuwał ładując się w tę kabałę. Zwłaszcza, że dużo bardziej zauważalny był jego głęboki oddech i przyśpieszone tętno do kompletu z nieschodzącym uśmiechem i błyskiem w oku.
Ostatecznie, zmartwienia i ryzyko były jedynie drobnostkami w porównaniu z tym, co mogło się wydarzyć gdy Thomas Barrow przejmował inicjatywę. Kiedy miękki materiał spłynął po silnych ramionach lokaja Leon wziął głębszy oddech, obserwując to z niekłamaną przyjemnością.
-Bardziej ciekawi mnie, co Ty masz mi do zaoferowania...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
CimciInnocent Uke
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 681


Cytat : next day same bullshit
Female


PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   Czw Gru 14, 2017 8:08 am

Słodkie niewiele mogło mieć całkiem realny i nieprzyzwoity wymiar w ustach Thomasa. W końcu mężczyzna był pruderyjny, a jego wstyd był tylko na pokaz. Pan Barrow mógł mieć na myśli całkiem dosłowną i realnie mierzalną zawartość spodni przystojnego Polaka.
Zresztą służący wciąż jeszcze myślał, czy nie chętniej zacisnąłby mocno więzy krawatu na szyi Leona, z drugiej jednak strony spętany i poskromiony dzikus był rozkosznym widokiem, szczególnie kiedy leżał przed nim tak bezwstydnie rozłożony. Przesunął się na uda pokojowego i zahaczył paznokciami o skórę tuż przy krawędzi spodni.
Cóż... pańskie niewiele to i tak więcej niż ma do zaoferowania większość mieszkańców Downton – wsunął opuszki palców pod materiał jego ubrania, a następnie nieznośnie powoli zaczął rozpinać spodnie Leona, zamieniając te chwilę w rozkoszną torturę. – Tak z ciekawości. Znalazłbym w pańskim pokoju coś ciekawego, co pozwoliłoby mi w końcu pozbyć się największego durnia z tego domu? – Rozpiął spodnie mężczyzny do połowy i zatrzymał się, rzucając mu długie spojrzenie. Panowie byli siebie warci.
Leon miał okazję zyskać sojusznika w Downton. Gdy pili wódkę, po tym jak uratował twarz pana Barrowa przed dwoma osiłkami. W końcu Thomas był idiotą, który w imię swojego przywiązania, gotów był poświęcić nawet ambicje.
Niestety, wzrok pokojowego powędrował za spódniczką Alice, zmieniając słabość lokaja w jeszcze głębszą urazę.

_________________
Underneath it all we’re just savages
Hidden behind shirts, ties and marriages
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...   

Powrót do góry Go down
 
Służba nie drużba, czyli skazani na Downton...
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
 Similar topics
-
» Zajebisy Kurnik (czyli dom Nathaira)
» Fetysze - czyli nie bądźmy gorsi!
» Świerszcze w tle, czyli porażające pustki w grupach.
» Charlie Charlotte Mounhabierre, czyli twór bliżej nieokreślony.
» Pęcherze, ugryzienia i petryfikacja, czyli o tym jak poprawnie złapać bazyliszka...

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zona scriptum :: Spin-off-
Skocz do: