CalendarCalendar  Indeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  Grupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  

Share | 
 

 Mutanci - Marvel

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Last DragonI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 785


Cytat : don't judge me i was born to be awesome not perfect
Wiek : 27
Female


PisanieTemat: Mutanci - Marvel   Pon Sie 21, 2017 10:09 am

First topic message reminder :


Gdzieś w równoległej rzeczywistości Rouge okazuje się mężczyzną. Świat Mutantów odwraca się więc trochę do góry nogami...

Rouge - Last Dragon
Gambit - Philanthropist

_________________
Creativity is infinite



Only thing that limit us is our imagination

Spadek weny, mocny. Będę leniwa w najbliższym czasie. Proszę nie bić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 198


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."

PisanieTemat: Re: Mutanci - Marvel   Pią Wrz 15, 2017 1:45 am

Wpatrywał się zauroczony w rumiane policzki mężczyzny. Zawstydził go do tego stopnia, że nie zdołał ukryć emocji, słodko. A przecież nic nie robił, tylko leżał i dał swojemu ciału reagować na dotyk. Nawet palcem go nie tknął. To zaczęło podnosić ego Gambita na prawdziwe wyżyny, bo skoro samą obecnością działał cuda, to musiał być po prostu Bogiem Seksu, innego wyjaśnienia nie miał.
-Mon Amour...nie ważne są twoje techniki. Ważne jest to, że robisz coś z uczuciem. Za jakiś czas będziesz miał wprawę.- uśmiechnął się ciepło, próbując go jakoś uspokoić, bo widział, że Rogue stresował się pierwszym razem. Remy żałował jedynie, że jego kochanek chciał użyć ręki, a nie innej części ciała, którą chętnie by przyjął. 
Przyglądał się, cóż ten Adam wymyślał. Prezerwatywy, ach, złodziejaszek nigdy wcześniej nie spotkał się z tak oryginalnym pomysłem. Pewnie dlatego, że żaden z jego poprzednich partnerów nie powodował śmierci zwyczajnym muśnięciem palcem o skórę drugiej osoby.
-Czyń swą powinność. Wierzę, że sprawisz mi przyjemność, jakiej nigdy nie zaznałem.- wyciągnął do niego rękę, by pogłaskać po wciąż czerwonym poliku. Przejechał kciukiem po jego dolnej wardze. Po chwili pocałował dwa palce, które cały czas miał w rękawiczkach, i przytknął je zaraz do ust Rogue. Całuśna improwizacja pierwsza klasa. Rozchylił nogi mocniej, by pomóc płomiennowłosemu w rozpoczęciu penetracji.

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Last DragonI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 785


Cytat : don't judge me i was born to be awesome not perfect
Wiek : 27
Female


PisanieTemat: Re: Mutanci - Marvel   Pią Wrz 15, 2017 8:02 am

Adam postanowił zainspirować się jednym z pornosów. Usiadł na piętach między rozłożonymi nogami Gambita i wciągnął na swoje uda jego tyłek. Wiedział, że to będzie dla niego ciężkie przeżycie. W tym pozytywnym znaczeniu oczywiście. Palcem wskazującym potarł jego zwieracz i bez większego trudu znalazł się w jego tyłku. Zamknął na chwilę oczy i odetchnął głęboko.
Rękawiczki Rouge były tak skonstruowane by praktycznie nie czuł ich obecności. Musiał je nosić non stop, a więc Xawier chciał żeby jego odczucia były jak najbardziej naturalne. Teraz dopiero poznawał znaczenie tak wysokiej technologii. Mógł poczuć bardzo wyraźnie wnętrze kochanka. To był jeden palec ale bardzo skrupulatnie zaczął poznawać wnętrze tyłka Cajuna. Czuł też, że zawartość jego spodni bardzo ochoczo reaguje na to wszystko. Wbił bardzo skupione spojrzenie w twarz Remmiego. W jego oczach widać było jednak mgiełkę pożądania.
- Czy mogę włożyć więcej palców?- Zapytał. W głosie słychać było, że naprawdę jest nakręcony na to wszystko. Jego ton i brawa były zupełnie inne od codziennej.

_________________
Creativity is infinite



Only thing that limit us is our imagination

Spadek weny, mocny. Będę leniwa w najbliższym czasie. Proszę nie bić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 198


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."

PisanieTemat: Re: Mutanci - Marvel   Pią Wrz 15, 2017 3:06 pm

Jeśli chodziło o zabawy z inną osobą, Gambit dawno nie korzystał z tego typu metody doznań seksualnych. Ze względu na Rogue postanowił, że nie tknie innego, bo wyszedłby na zdradzieckiego, rozpustnego frajera, a wtedy mógłby zapomnieć na zawsze o nadzwyczajnym promyczku, jakim był Adam. Dopiero teraz mógł dowiedzieć się, jak dobrą decyzję podjął takim celibatem. Może mutant był amatorem, może nie znał jeszcze ciała Gambita tak dobrze, jak niektórzy, ale nie to było ważne.
-Mon Amour...nie musisz pytać, rób co tylko zechcesz. Możesz włożyć nawet całą dłoń, jeśli zapragniesz.- mruknął, poruszając lekko biodrami, by go zachęcić do dalszej penetracji. Przesunął ręką po swoim torsie, zahaczając o sterczące sutki. Otworzył usta, chcąc powiedzieć coś jeszcze, ale z jego gardła wyrwało się ciche jęknięcie. Zsunął rękę aż do swojego członka, pocierając go powoli dłonią. Zamknął oczy i stęknął kolejny raz, doznając kolejnej fali przyjemności.

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Last DragonI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 785


Cytat : don't judge me i was born to be awesome not perfect
Wiek : 27
Female


PisanieTemat: Re: Mutanci - Marvel   Pią Wrz 15, 2017 8:47 pm

Adam miał mu za złe nawet niewinne flirty często nie zaczynane nawet przez złodzieja. Potrafił nie odzywać się do niego przez dwa tygodnie kiedy w barze jakiś facet zaczął się do niego przystawiać. Powody były dwa. Zazdrość i Niepewność. Adam ciągle był przekonany, że z swoją skazą w postaci mocy nie będzie mógł dać mu szczęścia i Remmy ucieknie od niego prędzej czy później.
No i odważne postępowanie Gambita nie pomagało mu w utrzymaniu swojej pewności siebie na odpowiednim poziomie.
W dodatku ta odpowiedź.
- Całą rękę?! Nie będzie to cię bolało?
Odparł totalnie zaskoczony. Wsunął w prezerwatywę kolejne dwa palce. Jeśli się zastanowił dobrze, to mniej więcej tej grubości był on sam. Tam na dole...chociaż czasami robił się trochę grubszy i nie miał pojęcia z czego to wynika. Uważnie obserwował reakcje Gambita na ucisk jego wnętrza w różnych miejscach. Nie zwiększał liczby palców. Uznawał, że 3 wystarczą. Szczególnie gdy znalazł chyba odpowiednie miejsca.
- Ty naprawdę chcesz żebym tam był ja, głęboko. Oh Remy...
Przytulił się do jego torsu i przyspieszył ruchy dłoni. Jeszcze się uczył ale uważał, że znalazł właściwe miejsce i rytm. Zajęcia z biologii i teorii miał odrobione. Gorzej było z praktyką. Odgłosy złodzieja. Jego wijące się ciało wręcz domagające się więcej prawie doprowadziły biednego Adama do wytrysku. Zdecydowanie nie chciał teraz pozwolić się dotknąć. Wystrzeliłby po samym ściągnięciu z niego spodni.
- Wezmę z łazienki papier żeby cię wytrzeć.- Znalazł sobie drogę ucieczki by ochłonąć chociaż trochę.

_________________
Creativity is infinite



Only thing that limit us is our imagination

Spadek weny, mocny. Będę leniwa w najbliższym czasie. Proszę nie bić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 198


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."

PisanieTemat: Re: Mutanci - Marvel   Sob Wrz 16, 2017 4:57 am

Wyginał się, kręcił i spinał mięśnie z rozkoszy. Szalał pod wpływem ruchów Rogue. Nie mógł powstrzymać się od głośnych jęków, ba, chętnie popatrzyłby na miny nieszczęśników, którzy przechodzili obok pokoju i słyszeli jak jemu było w tej chwili przyjemnie. Jeśli jednym z nich byłby profesor X, to Gambita nie zdziwiłoby wylądowanie następnego dnia na dywaniku, za degenerowanie młodszych uczniów. Oczywiście całą winę przyjąłby dzielnie na klatę, aby Adam nie musiał wysłuchiwać jakże pouczających monologów Xaviera.
W punkcie kulminacyjnym złapał się kurczowo pościeli jedną ręką, zaciskając palce tak mocno, aż zaczęły go boleć. Nogi mu drżały, oddech był niemiarowy i przyspieszony. Jeden z nielicznych momentów, kiedy złodziejaszek nie mógł nic powiedzieć. Doszedł, wyginając się w łuk, a w jego rękach można było zobaczyć coś przypominające różowy płomień, to była jego energia kinetyczna. Otworzył szeroko oczy, wyczuwając zbliżające się kłopoty. Póki Rogue nie widział, szybko padł na pościel i rozłożył ramiona. Starając się niczego nie dotknąć, brał głębokie wdechy by rozluźnić ciało. Zachowywał się jakby nic nie nastąpiło, a on po prostu odpoczywał po idealnej lekcji jogi. Zwykle panował nad mocą, jednak w takich sytuacjach musiał improwizować, żeby niczego nie zniszczyć. To mogłoby spowodować, że płomiennowłosy jeszcze bardziej zacznie się bać zbliżeń z nim i już nigdy nie wpuści go do swojej sypialni. 
-Och, mon amour...jak ty mnie cudownie wymęczyłeś...jak trafiłeś w odpowiednie miejsce...och, aż nie mogę uwierzyć, że to nie sen! Wracaj szybko z łazienki, bo ja też chciałbym zrobić coś więcej dla ciebie~!- krzyknął wniebowzięty, kiedy zapanował nad energią, jak również nad oddechem po wymagającym maratonie pożądania.
-Je t'aime, Rogue. Mon bien-aimé, mon ange, mon amant, ach!- mimo intensywnego wysiłku jaki przed chwilą przeżył, był wciąż pełen energii rozpierającej go od środka. Marzenia się spełniają, małe kroczki i wytrwałość popłacają, a prawdziwe skonsumowanie miłości tuż tuż.

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Last DragonI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 785


Cytat : don't judge me i was born to be awesome not perfect
Wiek : 27
Female


PisanieTemat: Re: Mutanci - Marvel   Sob Wrz 16, 2017 10:17 am

Adam w łazience zaczął wykonywać kolejne czynności trochę automatycznie. Prezerwatywa- kosz. Rękawiczki- Przemyć. I tak dalej. W tym czasie w jego głowie dział się mały armagedon. Mnóstwo pytań się pojawiało na które nie miał odpowiedzi a to dobijało go strasznie.
Czy Gambitowi naprawdę było tak dobrze? Czy tylko udawał żeby sprawić mu przyjemność? To była gra czy prawdziwe doznania? A jeśli prawdziwe to na ile? Dlaczego tak spiął kiedy już po wszystkim przytulił się do niego? Dlaczego w tym momencie rozłożył ręce chociaż zawsze próbował go przytulać?
Zadręczanie się pomogło w pewnym sensie. Erotyczne ciśnienie wywołane przedstawieniem Gambita opadało. Szczególnie kiedy wypowiadał głośno takie słowa... Czy on nie miał w ogóle wstydu?
Pojawiła się teraz kolejna myśl, czy Remmy zawsze był taki głośny? Dzisiaj popołudniu kiedy bawił się sam zachowywał się ciszej...
Sięgnął po papier i stanął w drzwiach oparty o framugę.
-Ciebie chyba trzeba zakneblować co? Już pal sześć twoje jęki - Akurat one nakręcały Adama i z jednej strony wolałby żeby ich nie było a z drugiej tak przyjemnie się ich słuchało... -Twoje słowa usłyszało pół instytutu.
Już nie chciał dodawać, że o ile wcześniej ktoś mógł pomyśleć, że zwyczajnie wykorzystał łóżko Adama do zabawy ze sobą o tyle teraz... nie miał wątpliwości, że właściciel pokoju w nim był. Z kolejnymi słowami nie miał większego problemu ale wprawiły go w zakłopotanie: Kocham cię. Znów czuł, że ma ciarki. Anioł, Najdroższy, Kochanek, je już słyszał nie raz i wypowiedziane w tak różnych kontekstach, że to nie miało żadnego znaczenia. Gambit często mówił w jego kierunku różne czułe słówka.
Podszedł do łóżka i usiadł na nim krzyżując na materacu nogi w kostkach. Włożył rolkę w rękę Gambita. Gdyby zaczął go sam czyścić pewnie znów by się nakręcił. Wolał nie ryzykować.
- Jeśli naprawdę było ci tak dobrze, to się cieszę.
Adam nadal nie wiedział jak nazwać swoje uczucia do tego mężczyzny. Zdecydowanie wpływał na jego emocje w drastyczne sposoby. Czasami naprawdę miał ochotę go zabić innym razem obroniłby go nawet za cenę własnego życia.
- Tylko ręce i rękawiczki. Słyszysz Gambit?- Ostrzegł go po raz kolejny i rozpiął swoje spodnie po czym zsunął je poniżej linii granatowych obcisłych bokserek.

_________________
Creativity is infinite



Only thing that limit us is our imagination

Spadek weny, mocny. Będę leniwa w najbliższym czasie. Proszę nie bić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 198


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."

PisanieTemat: Re: Mutanci - Marvel   Sob Wrz 16, 2017 4:03 pm

Bardzo go cieszył fakt, że możliwie słyszało go pół instytutu. To się w jego mniemaniu nazywało oznaczanie terenu. Musieli wiedzieć do kogo należy Rogue, żeby nikt przypadkiem nie chciał odebrać go Gambitowi. To byłoby nie do zniesienia, zobaczyć tego mężczyznę z kimś innym. To jak cios w serce mieczem zrobionym z adamantium. 
-Bardzo dobrze, mon amour, przewspaniale. Po długim odwyku zwykle mocniej reaguję na wszystkie bodźce, wybacz jeśli to cię krępuje.- sięgnął po rolkę z papierem i zaczął się wycierać dokładnie. Skończył szybko, by nie przedłużać chwili, bo czekała go najważniejsza czynność wieczora, czyli zaspokojenie ukochanego mutanta.
-Tak, słyszę...jakoś to przeboleję.- westchnął ciężko. Nie musiał być sprowadzany na ziemię, bo świadomość ograniczenia pola manewru już dostatecznie wbijała go w ziemię. Usiadł naprzeciwko Adama, poprawiając rękawiczki. Spojrzał w dół, na krocze mężczyzny, rozpalony tym, co zastał. Zsunął trochę jego bokserki, bo zasłaniały prawdziwy diament seksualny.
-Och, Rogue...jakiego ty masz pecha...nie móc wykorzystać takiego cuda. Zbrodnia.- mruknął oczarowany. Miał ochotę zaspokoić go przy pomocy zwinnego języka i ust, płomiennowłosy byłby wniebowzięty jego zdolnościami, aczkolwiek ręka musiała w tym momencie wystarczyć. Delikatnie złapał trzon przyrodzenia mężczyzny, obserwując reakcje na jego twarzy.

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Last DragonI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 785


Cytat : don't judge me i was born to be awesome not perfect
Wiek : 27
Female


PisanieTemat: Re: Mutanci - Marvel   Sob Wrz 16, 2017 7:37 pm

Spojrzał zaskoczony.
- Odwyku, serio? Parę godzin temu słyszałem twoją samotną jogę...
Skomentował złośliwie.
Adam był gotów do akcji. Dosłownie. Mógłby być większy, ale nie bez ingerencji ręcznej. Przynajmniej z tego co doświadczył samodzielnie.
- Może być większy.- Odpowiedział na jego ostatnie słowa. To w żadnym wypadku nie miała być skromność. Chwalił się. Zresztą Gambit po uwolnieniu go z materiału i przesunięciu parę razy ręką mógł sam przekonać się, że jeszcze rośnie. Adam za to żeby uniknąć dodatkowych...spełnionych fantazji i przedwczesnego wytrysku zakrył oczy przedramieniem.
Chciał na niego patrzeć. Chciał widzieć jak liże jego męskość i bierze do ust. Sam fakt, że był tak blisko sprawiał, że był u skraju. Nie chciał dojść za szybko. Nie chciał się skompromitować w oczach...ukochanego.
- Jestem blisko mojego limitu Remmy. Nie znęcaj się nade mną.

_________________
Creativity is infinite



Only thing that limit us is our imagination

Spadek weny, mocny. Będę leniwa w najbliższym czasie. Proszę nie bić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 198


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."

PisanieTemat: Re: Mutanci - Marvel   Nie Wrz 17, 2017 4:05 am

Zaczął przesuwać dłonią w górę i w dół, jednak coś mu nie pasowało. Potrzebował czegoś do lepszego poślizgu. Najpierw jednak musiał popracować nad niewłaściwym zachowaniem jego kochanka, bo nie mógł by kontynuować. 
-Skarbie...ale nie zasłaniaj oczu. Ech, że też ja muszę cię wszystkiego uczyć.- dotknął niepewnie jego przedramienia, bo nie chciał zmuszać go do działania wbrew sobie, ale jednocześnie próbował namówić na spojrzenie na niego.
-Jeśli zamykasz oczy, to zamykaj je z przyjemności, a nie ze strachu. Rozluźnij się. Przecież nasze intymne zbliżenie nie musi skończyć się na jednym orgazmie.- westchnął cicho. Nigdy wcześniej nie zdarzyło mu się wprowadzać dziewicy w świat pięknej miłości fizycznej. Jak widać nawet Gambitowi zostały jakieś pierwsze razy. Przesunął palcami po zakrytym torsie Adama, by zaraz wsunąć dłoń pod materiał.
-Mon amour...tak bardzo chciałbym dać ci wszystko co najlepsze, ale musisz mi na to pozwolić. Jeśli czujesz, że zaraz osiągniesz ten idealny, błogi stan, to nie hamuj się.- uśmiechnął się szeroko, w międzyczasie lekko ściskając jego sutek palcami.
-Ach i jeśli masz lubrykant, to chętnie go przyjmę. Rękawiczki sukcesywnie utrudniają mi zadanie. A mogłem przynieść moje magiczne pudełko...wtedy to byśmy się zabawili. - zaśmiał się cicho, wyobrażając sobie minę Rogue, kiedy pokazałby mu zawartość owego kartonu z narzędziami.

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Last DragonI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 785


Cytat : don't judge me i was born to be awesome not perfect
Wiek : 27
Female


PisanieTemat: Re: Mutanci - Marvel   Nie Wrz 17, 2017 9:53 am

Wziął głęboki oddech.
- To nie strach.
Powiedział gdy palce sunęły po jego klatce piersiowej i brzuchu. Zbierał się w sobie żeby mu wytłumaczyć, że to jego limit i nawet bez tego lubrykanta jest mu dobrze. Podparł się na łokciach i spojrzał na Gambita. Palce ściskające sutek nie wywołały żadnej reakcji na jego twarzy. Czuł jego dotyk ale w żaden sposób nie zaliczyłby tego do jakichś erotycznych przeżyć. Wielokrotnie sam próbował się nimi bawić i nigdy nie było to uczucie jakoś specjalnie podniecające. Sam sutek zareagował twardniejąc i ciemniejąc. Zazdrościł trochę Remmiemu, że może czerpać dodatkową przyjemność z takiego dotyku. A może wystarczyło się tego wyuczyć? Kwestia doświadczenia? Niestety w tym momencie Gambit powiedział dwa słowa za dużo. Ciarki zaraz przeszły po plecach Adama.
- Nie jestem jedną z twoich zabawek Gambit. - Padło dość ostro. Zmarszczone brwi mówiły wyraźnie o tym, że jest zły. Złodziej właśnie nieopatrznie poruszył jedną z gorszych strun. Rouge zawsze miał z tyłu głowy to przeświadczenie, że jest po prostu kolejną kreską na łóżku Cajuna. Przekonanie, że tak naprawdę chodzi o jego kutasa, a nie o niego wzrosło w tym momencie dość mocno. Adam nie miał doświadczenia i nie miał też za wiele dystansu do tego wszystkiego. Czym innym były przekomarzanki słowne które uskuteczniali już długo a czym innym pozwolenia na dotyk i bliskość. Złapał go za nadgarstki i cofnął jego dłonie ze swojego ciała.
- Myślę, że starczy na dziś. W przeciwieństwie od ciebie ja traktuję to poważnie.
Zacisnął zęby.
-Zależy mi na tobie Remmy, ale nie będę jedną z twoich zabawek.
Puścił jego dłonie żeby naciągnąć na tyłek bokserki.

_________________
Creativity is infinite



Only thing that limit us is our imagination

Spadek weny, mocny. Będę leniwa w najbliższym czasie. Proszę nie bić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 198


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."

PisanieTemat: Re: Mutanci - Marvel   Nie Wrz 17, 2017 11:14 am

Zdziwiła go nagła zmiana nastawienia mężczyzny. Powiedział coś nie tak? Nie wydawało mu się, że wspomnienie o posiadaniu zabawek erotycznych mogło być czymś złym, bo urozmaicały mu samotne, a kiedyś nawet dwuosobowe chwile. Spojrzał na Rogue bez zrozumienia, słuchając jego bezpodstawnych oskarżeń.
-Jakich moich zabawek...mon amour, wiesz jak długo czekałem na ten moment? Przecież ja robię wszystko, żebyś mi w końcu uwierzył, że cię kocham. Powiedziałem ci to dziś, ale nawet nie dostałem odpowiedzi. Nie przejęły cię moje słowa. - w jednym momencie wygasł cały jego entuzjazm. Nie chciał go denerwować, ale cudem mu się to udało. Nie wiedział jak go przekonać, że już dawno nie spał z żadnym innym mężczyzną, bo pewnie o to chodziło jego płomiennowlosej piękności. Cóż, pewnie już nie jego. Z powodu tak stanowczego i ostrego tonu Adama, odebrało mu jego zdolności społeczne.
-Może faktycznie już pójdę... - poprawił szybko swoje ubranie i wstał z łóżka. Wziął głęboki wdech, próbując trzymać w sobie emocje. Złapał jeszcze za butelkę wina, której nie dopili i wyszedł trzaskając drzwiami. Nie poszedł jednak do swojego pokoju, tylko do pokoju Jubilee, która jako jedyna go rozumiała i zawsze wspierała. I przy niej jako jedynej mógł w spokoju popłakać, kiedy Rogue go odtrącał.

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Last DragonI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 785


Cytat : don't judge me i was born to be awesome not perfect
Wiek : 27
Female


PisanieTemat: Re: Mutanci - Marvel   Nie Wrz 17, 2017 11:35 am

Nie chciał żeby wychodził. Nie chciał go ranić. Mina Gambita raniła też jego serce. Zaczął mieć wątpliwości co do tego czy zrobił dobrze. Był sfrustrowany. Seksualnie też. Trzaśnięcie drzwiami tylko przypieczętowało wszystko. Miał iść i go przepraszać? Za co? Za to, że rzeczy dla niego ekstremalnie ważne i poważne Remmy traktował z lekkością jakby nic nie znaczyły? Nawet nie chodziło o to, że nie wierzył w jego uczucia. Nie mógł nie wierzyć. Bał się tego, że po tym jak go zaliczy one wygasną. Adam nie potrafił tak lekko podejść do tego wszystkiego. Dobrze, że nie wiedział jak mocno zranił Cajuna bo pewnie czułby się jeszcze gorzej.
Dużym minusem posiadania takich mocy jak Rouge był wysiłek. Normalny człowiek i nawet większość mutantów poszli by pobiegać czy po nawalać w worek bokserski i by im przeszło. Adam ze względu na swoją siłę miał z tym problem. Wybrał się więc mimo późnej pory na złomowisko. Znalazł jakiegoś starego tira i jego potraktował jako swój worek treningowy.

Następnego dnia wybrał się z Sztorm i paroma innymi osobami do miasta. Kupił łososia chociaż nadal czuł się nie do końca dobrze z tym co się stało minionego dnia. Wrócili późno więc nie widział się z Gambitem. Dopadła go za to Jubille. Co ciekawe dużo łatwiej szło mu wyjaśnienie dziewczynie całego problemu niż Remmiemu. Następnego dnia rano zaczynał trening, po południu miał za to pojechać gdzieś z Loganem. Wetknął więc pod drzwi Cajuna kartkę z narysowaną mapkę do miejsca ich kolacji oraz godzinę. Bardzo malownicze miejsce na starych klifach. Nikt tam raczej nie wlezie by im przeszkadzać. Może bez fizycznego kontaktu będzie to krok w tył. Adam chciał spędzić z nim normalny czas.

_________________
Creativity is infinite



Only thing that limit us is our imagination

Spadek weny, mocny. Będę leniwa w najbliższym czasie. Proszę nie bić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 198


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."

PisanieTemat: Re: Mutanci - Marvel   Nie Wrz 17, 2017 12:28 pm

Wrócił do siebie dopiero późnym rankiem. Zmęczony i zmarnowany, położył się na łóżku, nie chcąc tego dnia w ogóle wychodzić z pokoju. Musiał pobyć sam, zastanowić się, przemyśleć czy na pewno warto dalej walczyć o serce Rogue. Codziennie był odpychany, olewany albo podpuszczany, a kiedy dochodziło do jakiegokolwiek dotyku, dodatkowo raniony. Ile można to znosić? Nawet on miał swoje limity.
-No idź tam! Gdyby cię nie chciał, to by nie dawał ci tej kartki! Remy nie bądź baba! - powiedziała wzburzona Jubilee po pół godzinie skakania po plecach Gambita, by zmusić go do wstania. W ręce trzymała ową mapkę. W końcu wstała i zaczęła ściągać Cajuna z pościeli, a ten spadł na ziemię bezwładnie.
-Nie chcę...mam dość.- mruknął wciąż załamany złodziej, wypłakując się tym razem w drewniane panele.
-Nie przesadzaj. Spróbuj jeszcze raz! Co ci szkodzi? I tak nie masz co robić. - po jakimś czasie nareszcie namówiła go na ogarnięcie się, przynajmniej fizyczne. Znalazła mu ubranie, pomogła i zadowolona podreptała z nim w miejsce spotkania, by upewnić się czy nie zboczy z trasy. Ubrany był w czarną, elegancką koszulę, równie eleganckie spodnie, a na wierzch miał zarzucony swój płaszcz. Okulary miał przyciemniane, co ulatwialo ukrycie czerwonych oczu. Przed przejściem ostatnich dwustu metrów zapalił papierosa i pożegnał się z dziewczyną, która szczęśliwa wykonała swoją małą misję i miała zamiar wrócić do instytutu, a potajemnie miała zamiar ich podglądać.
Gambit powolnym krokiem przeszedł resztę odległości dzielacej go od miejsca kolacji, spóźniając się jakieś pięć minut.

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Last DragonI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 785


Cytat : don't judge me i was born to be awesome not perfect
Wiek : 27
Female


PisanieTemat: Re: Mutanci - Marvel   Nie Wrz 17, 2017 7:07 pm

Adam spędził w kuchni dobre dwie godziny szykując pieczonego łososia, przystawki i przekąski. Wstawił też w koszyk wino. Później zaczął wkładać w niego naczynia tak by się nie potłukły podczas lotu. Nie miał nawet czasu się przebrać ani wykąpać po misji. Jego strój X-mena obejmował swoich ochronnym materiałem całe jego ciało od szyi aż po palce stóp i dłoni. Rękawiczki zaczynały się już pod łokciem zaś wysokie buty pod kolanami. Na szczęście tym razem był to ten czarno-biały strój więc nie wyglądał jak klown. Ubrał tylko na niego koszulę z krótkim rękawem i ciemne spodnie jeansowe. Z koszykiem i kocem pojawił się piętnaście minut przed czasem i był przekonany, że to on będzie tym spóźnionym. Gambit zawsze z wielkim entuzjazmem podchodził do ich spotkań niezależnie od ich natury. Był więc zdziwiony a jednocześnie ucieszony. Mógł spokojnie wyciągnąć wszystko i przygotować. Zaczął się martwić jak na telefonie godzina zero już wybiła, a jego jeszcze nie było.
Gambit wychodząc z lasu mógł zobaczyć całkiem interesujący widok. Na środku kraciastego koca stało naczynie pod którym paliły się podgrzewacze. Ogrzewało to łososia. Obok w koszyczku leżały rumiane bagietki pokrojone na kawałki. Rouge rozłożył nawet talerze i sztućce oraz ustawił bezpiecznie odwrócone dwie szklane lampki wina. Butelka nadal była w koszyku ponieważ przewracała się na nierównym podłożu. Jedną nogę miał wyciągniętą przed siebie a drugą zgiętą w kolanie. Oparł na tej zgiętej obie ręce a na nich brodę i wpatrywał się w horyzont. Szelest zwrócił jego uwagę i odwrócił się w stronę Cajuna.
- Już myślałem, że mnie wystawisz. - Cieszył się, że przyszedł. Serce zaczęło mu bić szybciej.

_________________
Creativity is infinite



Only thing that limit us is our imagination

Spadek weny, mocny. Będę leniwa w najbliższym czasie. Proszę nie bić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 198


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."

PisanieTemat: Re: Mutanci - Marvel   Pon Wrz 18, 2017 2:46 am

Podszedł bliżej koca, oglądając co też przyniósł ze sobą płomiennowłosy. Wszystko było idealnie przygotowane. Wino, łosoś, zastawa, a to wszystko dla nich dwóch. Gambitowi zrobiło się jeszcze bardziej smutno, bo mimo pięknej sceny, jaką miał przed sobą, wczorajsza napięta sytuacja wciąż wierciła mu dziurę w brzuchu. A Rogue zachowywał się jakby nic się nie stało, co spotęgowało uczucie bólu w środku. 
-Miałem małe problemy z mapą. - zaciągnął się papierosem, po chwili wypuszczając chmurę dymu z ust. Usiadł na kocu, jak najdalej mężczyzny. Zapewne nie chciał go dotykać w jakikolwiek sposób, dlatego wolał trzymać dystans. Prawda była taka, że Remy nie chciał tu być. Jubilee cudem namówiła go na zwleczenie się z łóżka, zebranie w sobie i marnowanie czasu z kimś, kto nigdy nie uwierzy w jego prawdziwe uczucia.
-Mogę wina? Jeśli byłbyś tak dobry, nalej do pełna. Podróż tutaj mnie wysuszyła. - mruknął machając ręką w stronę butelki. Starał się trzymać emocje w sobie, szczególnie, że emanował jedynie tymi negatywnymi. Nie mógł wysilić się nawet na drobny, czuły uśmiech w stronę Rogue, bo nie miał sił na sztuczność. Może to i lepiej? W końcu Adam nie lubił kłamstw, a dobre samopoczucie Gambita odbiegałoby od prawdy tak daleko, jak droga z Sydney do Helsinek.

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Last DragonI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 785


Cytat : don't judge me i was born to be awesome not perfect
Wiek : 27
Female


PisanieTemat: Re: Mutanci - Marvel   Pon Wrz 18, 2017 7:31 am

Im bliżej podchodził Gambit tym bardziej czuł, że coś jest nie tak. Ciemne okulary zakrywały połowę jego twarzy jednak tej aury w koło jego postaci nie dało się ukryć. Problemy z mapą? Może i Gambit był dobrym oszustem, ale to kłamstwo było marne.
Sięgnął po butelkę i odkorkował ją. Gambit nie wyglądał jakby chodziło o lampkę, a o całą butelkę. Bił się z myślami czy nie dać mu tej butelki całej. Czuł się z lekka bezsilny w tej chwili. Nie chciał go wkurzyć jeszcze bardziej. Po raz kolejny w jego głowie pojawiły się pytania na które nie miał odpowiedzi. Podał mu lampkę wina i postanowił rzucić bombę. Bał się tego co może stać się później. Postanowił zaryzykować.
- Prawie 10 lat temu pierwszy raz kogoś pocałowałem. - Wziął głęboki oddech żeby dalej mówić spokojnie. W końcu chłopak, którego wtedy pocałował nie żył. - Drugi był przed wczoraj.- Nie liczył oczywiście tych wszystkich pocałunków przez rękę albo kiedy ktoś jak idiota próbował pocałować go wbrew jego woli. Kolejny głęboki oddech. - Wiem, że ty rozdałeś prostych pocałunków pewnie miliony ale ja nie. Dla mnie bliskość jest równa śmierci i kiedy sprowadzasz wszystko do poziomu zabawy to tak jakbyś kpił ze mnie. Z mojego niedoświadczenia i strachu. Dla mnie to nie jest zabawa. Traktuję to bardzo poważnie. Pragnę cię Remmy. Nie pozwolę jednak żeby moje pragnienia wzięły górę i przysłoniły zdrowy rozsądek. Nie mogę. Nie potrafię. Za bardzo boję się,
że cię zranię. W dodatku moje niedoświadczenie w zestawieniu z twoją... przeszłością i pragnieniami. Jeśli stwierdzisz, że masz dość to zrozumiem. Chcę jednak, żebyś wiedział, że mi na tobie zależy.

Dla Adama na słowa o miłości było zdecydowanie za wcześnie. Albo raczej nie chciał ich mówić jeśli nie potrafił dać Gambitowi tego czego pragnął. Przypieczętowały by one zbyt wiele. Co jeśli tylko by go później unieszczęśliwił tak jak ewidentnie teraz? Czy wiedział, że to jego wina? Nie, ale to czuł. Jego emocje z tamtego wieczora nadal były żywe. W dodatku wszystko było nowe dla Adama więc jeszcze nie wiedział, że to on jest sam w sobie problemem tej dwójki.

_________________
Creativity is infinite



Only thing that limit us is our imagination

Spadek weny, mocny. Będę leniwa w najbliższym czasie. Proszę nie bić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 198


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."

PisanieTemat: Re: Mutanci - Marvel   Wto Wrz 19, 2017 2:52 am

Chciał zjeść, napić się i wrócić do pokoju w miarę poprawnym humorze. Najwidoczniej Rogue miał co do ich spotkania inne plany, starając się za wszelką cenę wyprowadzić Gambita z równowagi, każdym kolejnym wypowiadanym słowem. Remy nie wiedział czy jest w ukrytej kamerze, czy może to jakaś niespodzianka poprzedzona dezorientującym monologiem, bo trudno mu było uwierzyć w prawdziwość tej sceny. Im dłużej Adam mówił, tym większe wątpliwości powodzenia ich związku miał Cajun. Napił się wina, rozmyślając czy to nie racja, że płomiennowłosy był dla niego za młody. Patrząc na to, jak interpretuje wszystko co złodziejaszek robił, zdawał się być nadzwyczajnie infantylny. Gdy mężczyzna skończył, Gambit zdjął okulary, a następnie przetarł oczy palcami. Można było zauważyć, że nie spał za długo tej nocy.
-Powiedz mi, czym jest miłość, Rogue? Jak ją definiujesz?- spytał krótko, nie odnosząc się jak na razie do ani jednej części wypowiedzi towarzysza. Wziął kolejny łyk wina. Odstawił kieliszek tak, by się nie przewrócił, po chwili wyjmując z kieszeni płaszcza pudełko na okulary. Z pudełka wyciągnął chusteczkę, którą zaczął czyścić szkła, cierpliwie wyczekując odpowiedzi. Brał to na spokojnie, czuł, że unoszenie się nic nie da. Póki nie został sprowokowany, nie miał zamiaru unosić głosu ani zaczynać dramatu jak z opery mydlanej.

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Last DragonI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 785


Cytat : don't judge me i was born to be awesome not perfect
Wiek : 27
Female


PisanieTemat: Re: Mutanci - Marvel   Wto Wrz 19, 2017 7:54 am

On mu właśnie mówi o niedoświadczeniu i strachu a ten go pyta o miłość. Nie wiedział. Skąd miał wiedzieć? Nie patrzył do tej pory na niego więc nie zauważył czerwonych oczu. Rodzice Adama go kochali. Kiedy wyszły na jaw jego możliwości ojciec wpadł w panikę, a później szał. Zaczął obrażać jego matkę od puszczalskich dziwek. Czy to była miłość? Jeśli zestawić to z widywanym w filmach romansem pełnym subtelności na zmianę z dzikim seksem to w związku jego rodziców nie było nic takiego. Jego matka go kochała. Tego był pewien. Czy mógł odnosić uczucia własnej matki do uczuć o jakie pyta złodziej.
- Chodzi ci o miłość romantyczną... widzisz,...Remy... Nigdy z nikim nie chodziłem za ręce. Nie kradłem buziaków kolegom w szkole. Zanim na dobre wszedłem w etap dojrzewania już znalazłem się tutaj. I byłem totalnie przerażony. To co powiem może wiec zabrzmieć głupio bo raczej oparte jest na filmografii. Że jeśli kogoś kochasz to zrobisz wszystko dla tej osoby. Przemierzysz świat. Pokonasz krwiożerczą teściową.
Starał się nadać temu trochę lekkości ale mu nie wychodziło. Powoli przechodził do najtrudniejszych rzeczy. Mówienie o bliskości, czułości i seksie wykraczało poza jego osobiste doświadczenia ( nie licząc wieczoru z Gambitem). Ta część była najtrudniejsza bo jej Rouge nie mógł dać. Przechodząc do ostatniego słowa wręcz się za jąkał. I nie dla tego, że się wstydził. Dla tego, że wielokrotnie fantazjował o sobie i Remmym w takich właśnie sytuacjach.
- To swojego rodzaju codzienna czułość. Budzenie się obok tej osoby z uśmiechem na twarzy. Przelotny dotyk gdy się mijasz. Wspólnie spędzony czas gdy jest dobrze. Pełne emocji kłótnie gdy jest źle. I jeszcze bardziej emocjonujący seks.
Podczas gdy Adam starał się jak dziecko wytłumaczyć i gadał ciągle w sumie o sobie o tym co myśli i po części czuje zdał sobie sprawę, że podobną rozmowę przeszedł w sumie z Jubile. Jakoś tak fakt, że był w stanie przez to przejść sprowadził go do jednego. Należało mu powiedzieć to co powiedział wtedy dziewczynie. Wylał resztę wina i wyciągnął okulary z rak mężczyzny. Złapał go za dłonie. Dopiero teraz zauważył czerwone oczy.
- Gambit. Nie powiem ci, że cię kocham, ponieważ nie wiem czy jestem w stanie sprawić żebyś był szczęśliwy. Dla mnie takie słowa to deklaracja. Ja... chciałbym! ...Ale nie mogę. Te treningi z Loganem i misje, na które jeżdżę. Staram się kontrolować swoją moc i co najciekawsze potrafię to zrobić w bardzo stresujących i wymagających sytuacjach. Kiedy jednak chodzi o ciebie cała moja kontrola się rozpada. Obiecuję, że kiedy będę pewien, że jestem w stanie dać ci wszystko czego pragniesz to je usłyszysz.

_________________
Creativity is infinite



Only thing that limit us is our imagination

Spadek weny, mocny. Będę leniwa w najbliższym czasie. Proszę nie bić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 198


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."

PisanieTemat: Re: Mutanci - Marvel   Sro Wrz 20, 2017 12:51 am

Uśmiechnął się lekko, wysłuchując bełkotu, jaki wydobywał z siebie Rogue. Ludzie mówili wiele w swoim życiu, ale tak jednostronnego patrzenia na pewne sprawy, nigdy wcześniej Gambit nie miał możliwości słyszeć. Nawet Logan potrafił podejść do spraw mniej egoistycznie. Złapany, spojrzał momentalnie na biedne okulary, które wylądowały na kocu i na mokrą, od zmarnowanego wina, trawę.
-Nie oczekuję od ciebie deklaracji. Chciałbym tylko, żebyś dostrzegł kiedyś moją. - zaczął, wyrywając ręce z uścisku płomiennowłosego.- Mówisz o tym wszystkim...ale nigdy nie chciałeś nawet zauważyć tego u mnie. Moich starań, gestów, rzeczy, które robiłem, żebyś mnie docenił...albo chociaż zatrzymał na mnie wzrok dłużej, niż na dwie sekundy. Za każdym razem powtarzasz, że traktuję cię jak zabawkę, że nie podchodzę poważnie do sprawy. Czy ty siebie w ogóle słyszysz? Pytałem cię o miłość...a dostałem wywód, jak od niej uciekać. Dostałem historyjkę o tobie i twoim życiu. Zawsze zaczynasz wywód tak samo i tak samo go kończysz. Niezależnie od sytuacji, masz w dupie co się do ciebie mówi. I to jest poważne?- sięgnął po okulary i wstał z koca. Włożył dłonie do kieszeni, by wyjąć z nich pudełko z papierosami oraz zapalniczkę.
-Nie jesteś jedynym, który ma problemy przez bycie mutantem, nie tylko ty bałeś się tego, co się z tobą dzieje. Logan, o którym mówisz częściej niż o kimkolwiek innym, jeśli nie panowałby nad sobą, mógłby przeciąć człowieka w pół. Ja...wczoraj prawie cię zabiłem, ale potrafiłem zapanować nad swoją mocą, bo tego chciałem i mimo, że nigdy nie będę w stu procentach pewien, czy to kontroluję, nie uciekłbym w ważnej dla ciebie chwili. - zapalił fajkę i zaciągnął się, palcami masując skroń. Męczyło go wykładanie mężczyźnie tak oczywistych rzeczy. Nie miał zamiaru jednak przestawać i kontynuował swój monolog, by wbić Adamowi pewne rzeczy do głowy.
-Nie obiecuj mi czegoś, czego nie spełnisz. Odwlekasz wszystko, mówiąc o niepewności. Dlatego za każdym razem, kiedy proponuję jakąkolwiek fizyczność, nawet nie seks, dostaję groźne spojrzenie i mentalnego kopa na ryj, w postaci słów "nie jestem jedną z twoich zabawek Gambit". Nie przyjmujesz moich prób uszczęśliwienia cię, serwując mi winę. Od kiedy się zakochałem, nie dotykałem nikogo dla twojej wiadomości. Po miesiącu twojego pobytu w instytucie wiedziałem, że jesteś miłością mojego życia. A ty jedyne co zmieniłeś w nastawieniu do mnie, to podpuszczanie na każdym kroku, kuszenie i droczenie się, by w momencie kulminacyjnym, kiedy jestem pewien akceptacji, powiedzieć...wywarczeć...że jako jedyny traktujesz wszystko poważnie. - odwrócił się do niego plecami, wbijając wzrok w drzewa stojące kilka metrów dalej. Musiał się uspokoić, żeby utrzymywać ten sam ton głosu, bo był bliski załamania.
-Wiesz jak się czuję od wczoraj? Nawet nie spytałeś. Czuję się jak kompletne zero. Jak okłamany, odepchnięty, jak obiekt nieśmiesznego żartu, który został zwieńczony wysłaniem mi pod drzwi mapki z miejscem romantycznego spotkania. Co chciałeś tym osiągnąć? Dobić mnie? Sprowokować? Zniechęcić? Udały ci się wszystkie trzy, jeśli jesteś ciekaw. Bałeś się, że cię wystawię...co za odmiana. Zobacz teraz jak to jest. - Złapał papierosa w zęby, wyjął ze spodni pudełko z kartami i wyciągnął jeden plik, kiery. Rzucił je na koc, a resztę schował. Stwierdził, że ta figura nie będzie mu więcej potrzebna.  
-Najlepiej będzie zakończyć dzisiejszy wieczór, bo dla mnie to poważna sprawa, a nie gra w słodkie randki i egoizm. Nie jestem twoją zabawką, Rogue. Porozmawiaj ze mną jak dorośniesz. Kochany Logan powinien cię nauczyć bycia facetem, a nie panowania nad siłą, której i tak nie rozumiesz. - tymi słowami zakończył naprawdę długą rozprawę. Nie zdarzyło mu się wcześniej wyrzucanie wszystkiego, co go trapiło. Nie afiszował się z tym, co go trapi, ale tym razem zrobił wyjątek, bo jego zdaniem mężczyzna przesadził.

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Last DragonI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 785


Cytat : don't judge me i was born to be awesome not perfect
Wiek : 27
Female


PisanieTemat: Re: Mutanci - Marvel   Sro Wrz 20, 2017 7:55 am

Tym razem to Adam do stał po twarzy.I dobrze należało się gówniarzowi! Przecież nie o to mu chodziło... chciał załagodzić sytuację a tylko ją pogorszył i nie wiedział dlaczego. Znaczy dowiadywał się teraz. Klęczał na trawie w miejscu w którym zostawił go Gambit i wpatrywał się w niego. Wręcz nie wierzył w to co mówił.
- To nie tak...
Chciał mu przerwać ale zachowanie i ton zamknęły go. Usiadł na piętach i słuchał go. Wzbraniał się przed niektórymi rzeczami.
Naprawdę tak dużo mówił o Loganie? Dziewczyny wiecznie powtarzały mu, żeby przestał gadać o Remmym. Może zwyczajnie przy Cajunie nie mógł mówić o nim samym więc zaczynał pieprzyć o Loganie... A może czuł potrzebę wytłumaczenia się z przebywania z innym facetem? Naprawdę ciągle uciekał od właściwej odpowiedzi? Przez chwilę się w nim zagotowało. Przecież wszystko było dobrze do czasu aż Gambit nie zaczął pieprzyć o swoich zabawkach pod łóżkiem! Nawet nie pomyślał jak ciężkie dla niego może być przypomnienie o tym, że ma naprawdę spore apetyty w tej kwestii. Zaraz jednak głos w jego głowie ( co ciekawe dość mentorski i raczej przyjaźnie nastawiony) zaczął go uspokajać i sprowadzać do słuchania słów złodzieja. Nawet nie pamiętał czyj to głos...
Na słowa o tym, że mógł go wysadzić otworzył szeroko oczy. Jak? KIEDY?! Dlaczego nic nie zauważył? Dlaczego nie zareagował? Przecież miał cholerne rękawiczki?! Czy moce Gambita nie były związane z dotykiem materii nieożywionej tak jak moce Rouge z ożywioną? Nie pamiętał by kiedykolwiek widział jak pomimo rękawiczek doprowadza coś do wybuchu.
Później głosów w głowie Adama pojawiło się więcej i w sumie nie był z tego powodu zadowolony i jednocześnie był. Dobre rady tych głosów zaczęły tworzyć szum, który zagłuszał jego myśli i dzięki temu mógł się skupić na tym co mówił Gambit. Albo przynajmniej wysłuchać go do końca. Czy wiedział jak czuł się wczoraj? Nie. Wiedział, że wyszedł od niego... wściekły, tak myślał. Jak się okazało tamten wieczór... powinien zakończyć go na przytulaniu i oglądaniu filmu. Zamiast go obmacywać wynieść do jego pokoju. Powinien w tamtym momencie zamiast dawać upust swojej ciekawości zachować się bardziej stanowczo.
Rzucenie kierami było jak kolejny policzek. Podniósł się z klęczek.
- Jeśli jesteś przekonany, że to tylko moja wina to jesteś w błędzie. Połowę z tych rzeczy powinieneś powiedzieć mi dawno temu zamiast próbować dobrać mi się do spodni. Przepraszam za...tamten wieczór. Gdybyśmy go skończyli na oglądaniu filmu wyszło by lepiej. Chciałem zrobić za duży krok i przez to zaryłem twarzą w beton... Nie powiedziałeś też mi o swoich problemach z kontrolą. Dlaczego my nie rozmawialiśmy ze sobą?
Zapytał mając minę trochę zdezorientowanego szczeniaka. Niestety nic bardziej konstruktywnego nie mógł z siebie wydusić zbyt przytłoczony przez chaos we własnej głowie.
- Usiądź. Zjedz. Nie pozwól żeby się zmarnowało. I mów. Chcę słyszeć co ci nie pasuje i co cię rani. Jestem idiotą Gambit. W wielu kwestiach. Czasami będziesz musiał mi powtórzyć coś parę razy zanim dotrze.
Chciał go przytulić ale bał się odtrącenia. W tym momencie nawet by mu się należał porządny cios w brzuch, albo między nogi. Przez to, że ciągle pozostawali w strefie żartów i docinków nie przeprowadzili najważniejszych tematów. Rouge chciał zrobić krok w przód bez uzupełnienia najważniejszych elementów.
- Remmy, ja po prostu przepraszam. Wiem, że to za mało. Nie chcę żebyś odchodził stąd zły i zraniony.
W sumie to nie wiedział dokładnie za co przeprasza tak... w 100 %. Na pewno za zranienie jego uczuć. Za mówienie, że się nim bawi? Tak to odczuwał ale mógł odczuwać źle prawda? Kolejny głos w jego głowie znów drwił z jego "chcę" jako egoistycznego pragnienia Adama.
- Gambit, co chcesz żebym zrobił?

_________________
Creativity is infinite



Only thing that limit us is our imagination

Spadek weny, mocny. Będę leniwa w najbliższym czasie. Proszę nie bić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 198


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."

PisanieTemat: Re: Mutanci - Marvel   Czw Wrz 21, 2017 4:21 am

Zauważył, że do mężczyzny zaczęły docierać pewne rzeczy. To był jeden z ważniejszych momentów ich relacji, bo faktycznie nigdy wcześniej nie rozmawiali poważnie. Po części Gambit czuł swoją winę, spowodowaną próbami rozluźnienia atmosfery, przez co nie mieli możliwości spokojnie usiąść i wymienić punktów widzenia. 
-Chciałbym zostać i porozmawiać, ale nie mogę. Przyszedłem zły i zraniony...wrócę do Instytutu z lekką ulgą, bo w końcu powiedziałem ci co mnie trapi. Jednak nie mam siły na spędzenie z tobą czasu. Muszę to wszystko przemyśleć. - spojrzał smutno na Rogue. Miał ochotę przestać się powstrzymywać i rzeczywiście wrócić na koc, zjeść z nim kolację i wygadać się. Jednakże wygrywała druga strona, która mówiła, że powinien na dziś uciąć konwersację i odpocząć. Prawdą było, że apetyt stracił na starcie, a samo patrzenie na Adama wywoływało ucisk w klatce piersiowej.
-Wiesz jaka jest zasadnicza różnica między moim doświadczeniem w uczuciach, którego tak bardzo nie lubisz, i twoim brakiem jakichkolwiek praktyk? Nie wiesz jak to jest, kiedy ktoś cię okaleczy emocjonalnie. Wszystko co robię, robię pełen uczuć, nieważne czy to przelotny romans czy prawdziwa miłość i nieraz przeżyłem najgorsze. Strata rodziny i przyjaciół boli, ale brak dostępu do ukochanej osoby, brak akceptacji...niszczy. Dlatego mam wewnętrzną blokadę i nie mogę tak po prostu usiąść przy tobie, dotknąć cię...jakby nic się nie stało. Jedne co chciałbym żebyś zrobił, to dał mi kilka dni. Muszę ochłonąć, dojść do siebie. Wybrałeś zły moment na urządzanie romantycznej kolacji, kiedyś pewnie nauczysz się jak dobierać chwile, cherie. - wypuścił niedopałek na ziemię i przygniótł butem, następnie odwracając się i kierując w stronę Instytutu.

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Last DragonI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 785


Cytat : don't judge me i was born to be awesome not perfect
Wiek : 27
Female


PisanieTemat: Re: Mutanci - Marvel   Czw Wrz 21, 2017 9:40 am

Pierwszą myślą było, że zrobił dobrze nie przytulając go. Drugą, że Gambit mimo wszystko dużo lepiej radzi sobie z powstrzymywaniem własnych pragnień. I ta druga myśl trochę przestraszyła Adama, bo jeśli to prawda, to jak wyglądał nie powstrzymujący się Remmy?
Rouge nie mógł zrozumieć. Naprawdę tak złym pomysłem było zjedzenie wspólnie kolacji? A gdyby jej nie przygotował? Wtedy nawet nie wiedziałby, że Cajun tak cierpi z jego powodu. Patrzył za nim jak odchodzi, a później usiadł wpatrując się w horyzont i zaczął uspokajać głosy w swojej głowie. Profesor podpowiedział mu kiedyś parę technik dzięki którym nie wariował. Teraz bardzo się przydały. Nałożył sobie porcję i skubiąc rybę odbywał poważną rozmowę z cząstkami świadomości osób które kiedyś dotknął. Każda z nich miała mu coś do powiedzenia co było bardzo irytujące. Obrywało się za to oczywiście rybie, którą skubał coraz intensywniej. Oczywiście nie był w stanie zjeść wszystkiego sam. Uspokojenie swojej psychiki bez zatracania siebie pochłonęło jednak dość czasu żeby zrobiło się chłodno. Podgrzewacze dawno zgasły kiedy zbierał wszystko.
Parę dni. Ile to jest parę dni? I co potem? Remmy sam do niego przyjdzie wyjaśnić wszystko czy to Adam powinien ruszyć swój tyłek. W kuchni naciął się na Cyklopa. Ten facet był jeszcze bardziej sztywny jak Rouge. Rozmowa ograniczyła się więc do pół słówek i wciśnięcia mu reszty jedzenia.
Następny dzień był dziwny. Miał świadomość, że Gambit pewnie nie będzie kręcił się w koło więc automatycznie go szukał. Nie odczułby jego braku gdyby nie informacja, że tak będzie. Był więc zły na siebie bardziej niż na kogokolwiek innego. Jego rozdrażnienie od razu wyczuł Wolwerin podczas ich sparingów. Wykorzystał to żeby obić mu dupsko.
Kolejny dzień z rozdrażnienia przeszedł do etapu zamyślenia. Był tak nieobecny, że wpadał co chwila w różne rzeczy i ludzi. Znów dostał manto od Logana co oczywiście nie pomogło w żaden sposób Rouge... Skończyło się na przydzieleniu mu zadania przystrzyżenia krzewów i drzew oraz zebrania owoców. Idealne zajęcie do błądzenia głową w chmurach. I nie potrzebował drabiny.

_________________
Creativity is infinite



Only thing that limit us is our imagination

Spadek weny, mocny. Będę leniwa w najbliższym czasie. Proszę nie bić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 198


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."

PisanieTemat: Re: Mutanci - Marvel   Pią Wrz 22, 2017 12:03 am

Musiał dać sobie czas, by przemyśleć parę spraw. Żeby nie przeszkadzała mu w tym obecność Rogue, postanowił pojechać gdzieś, gdzie nie będzie nikogo poza nim i jego myślami. Spakował się i nad ranem zabrał jeden z motorów stojących w garażu, zapewne ten Logana, bo była to najszybsza i najmocniejsza bestia. Rosomak raczej nie powinien się obrażać za zwinięcie sprzętu, bo i tak nie zapowiadało się, żeby gdzieś wyruszał. Jedyną osobą, którą uprzedził Gambit o wyjeździe, był profesor X. Tylko on wiedział dokąd udaje się mężczyzna i w jakim celu.
Pojechał w swoje rodzinne strony, o ile można mówić w tym momencie o jakiejkolwiek rodzinie, by spotkać się z Jean-Lucem, który robił mu za ojca, gdy Remy był mały. Potrzebował chwili na starych śmieciach. Wiedział, że to niebezpieczne zapuszczać się w tamte rejony, między innymi dlatego, że Gildia Zabójców wciąż nie wybaczyła mu zabicia Juliena, a Bella Donna marzyła, by złapać Gambita w swoje sidła i zniewolić, wcześniej torturując za opuszczenie jej. Psychiczna kobieta, nie jedyna w życiu Cajuna, ale na pewno najgroźniejsza. Nie jego wina, że nie kochał jej tak jakby chciała. On nie wybrał bycia homoseksualistą, po prostu taki był.
Skradał się jak najlepiej potrafił. Był coraz bliżej celu...i jak na złość wpadł w pułapkę. I to nie byle kogo, a właśnie Gildii Zabójców. Dodatkowy alarm dźwiękowy od razu zwabił kilku osiłków. Nie było możliwości, żeby wydostał się z sideł, bo liny były za grube żeby je przeciąć, a jego moc kinetyczna została zniwelowana przez utrudnienie ruchu kończyn. 
-Kogo my tu mamy. Dawno cię tu nie było, co? Bella Donna będzie wniebowzięta, kiedy cię zobaczy.
-Nie wątpię... - westchnął zrezygnowany. Jedyne co mógł teraz zrobić to spróbować skontaktować się z profesorem telepatycznie. Podczas przenoszenia go do kwatery Gildii, starał się skupić, by nawiązać kontakt.

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Last DragonI will bite you
avatar

Data przyłączenia : 29/06/2017
Liczba postów : 785


Cytat : don't judge me i was born to be awesome not perfect
Wiek : 27
Female


PisanieTemat: Re: Mutanci - Marvel   Pią Wrz 22, 2017 8:17 am

Profesor wiedząc gdzie Gambit się wybiera śledził jego kolejne kroki upewniając się, że jest bezpieczny. I że nie stwarza niebezpieczeństwa dla innych. Remmy był bardzo grzeczny ostatnimi laty i podejrzewał, że miało to związek z pojawieniem się w jego życiu Adama. Teraz gdy ta dwójka ewidentnie miała gorsze dni nie był pewien czy nie wróci do dawnych zachowań. O ile kradzieże nie były groźne o tyle jego emocjonalna niestabilność już tak.
Profesor X miał jeszcze jeden problem z Cajunem. Jego możliwości blokowały zwykłe zdolności telepatów. Ale i z tego znalazło się wyjście. Wszyscy X-meni dostali podskórne chipy dzięki, którym za pomocą rozwiązań technicznych można było ich odnaleźć.
Rouge coraz bardziej zdenerwowany w końcu sam poszedł do profesora by dowiedzieć się kiedy złodziej zamierza wrócić. Znalazł go podczas gdy drużyna przebierała się już i szykowała do wylotu.
- Profesorze?... Remy...- Może i rudzielec nie był jakoś diabelnie inteligentny, ale po ich minach wiedział co jest grane.
- Nie powinieneś lecieć. Wolałbym, żebyś został razem ze mną w instytucie.
- Ale nie możesz mnie powstrzymać, bo doskonale wiesz, że jestem w stanie lecieć za nimi tak długo jak będzie trzeba.
Strój ubrał na siebie już w samolocie kiedy wylecieli.

_________________
Creativity is infinite



Only thing that limit us is our imagination

Spadek weny, mocny. Będę leniwa w najbliższym czasie. Proszę nie bić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
PhilanthropistSadistic Seme
avatar

Data przyłączenia : 04/07/2017
Liczba postów : 198


Cytat : "Jesteś geniuszem. Jednostką istniejącą po to, by świat cię nienawidził. Dlaczego, zapytasz? To proste. Jesteś jednym z nielicznych, którzy wyróżniają się z tłumu szarych ludzi."

PisanieTemat: Re: Mutanci - Marvel   Pon Wrz 25, 2017 5:35 am

Został przeniesiony do głównej bazy Gildii Zabójców. Tam, przy dużym drewnianym stole zapchanym stosem papierów, stała ona. Blond piękność w ciemnym stroju, osłonięta czarną peleryną - Bella Donna Boudreaux. Odwróciła się w stronę przybyłych, ciekawa cóż takiego udało im się złapać tym razem.
-Remy? To naprawdę ty?! Wróciłeś po mnie?! - podbiegła do zakutego w pułapce Gambita. Dwóch mężczyzn przeniosło go do klatki z organicznego materiału. Zrzucili go na twardą ziemię i już chcieli zamknąć drzwiczki, gdy nagle do środka wbiegła kobieta. Ukucnęła przy Cajunie, gładząc jego włosy czule.
-Odwidziało ci się, tak? Już nie bawisz się w przygody z panami i w końcu możemy się pobrać, tak jak chcieliśmy gdy byliśmy młodsi? - złodziejaszek lekko zamroczony, próbował dojść do siebie. Po dłuższej chwili odepchnął rękę blondynki i odsunął się.
-Przestań. Jeszcze ci nie przeszło? Mówiłem, że to nie ma sensu. Prosiłem żebyś wybaczyła mi, że muszę cię zranić, ale to małżeństwo nie miałoby sensu. - wstał i podszedł do krat, próbując je zniszczyć swoją energią kinetyczną, niestety bezskutecznie. 
-Cholera...jak to możliwe... - odwrócił się do Belli zmieszany.
-Czekałam na ciebie Remy i pomyślałam...że jeśli nadal będziesz się dziwnie zachowywał to posiedzisz w tej klatce i zmienisz zdanie po jakimś czasie. - wyszła szybko z "pomieszczenia" i zamknęła szczelnie drzwi.
-Później spróbujemy hipnozy, jeśli nie będę mogła inaczej cię namówić do ożenku. Byłeś i zawsze będziesz mój, rozumiesz Remy? Czemu nie chcesz przyjąć tego, że się kochamy!
-Profesorze...obyś dał radę mnie namierzyć... - mruknął cicho Gambit, wysłuchując wrzasków rozwścieczonej niedoszłej małżonki. Nie mógł jej znieść, może to dlatego wolał mężczyzn? Chociaż im dłużej na nią patrzył, tym bardziej przypominało mu się babskie zachowanie Rogue, kiedy panikował z powodu dotyku. Mając tych dwoje mógł pomarzyć o spokojnym związku.

_________________
If everyone cared and nobody cried
If everyone loved and nobody lied
If everyone shared and swallowed their pride
Then we'd see the day when nobody died
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content



PisanieTemat: Re: Mutanci - Marvel   

Powrót do góry Go down
 
Mutanci - Marvel
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Zona scriptum :: Spin-off-
Skocz do: